Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
10 osób interesuje się tą książką
Jak działa Rosja? Co się dzieje za murami Kremla i na dalekiej prowincji? Dlaczego społeczeństwo akceptuje wojnę, dyktaturę i coraz bardziej absurdalną rzeczywistość?
Anna Łabuszewska, wybitna znawczyni Rosji, układa z licznych barwnych historii mozaikę stanowiącą tło wielkich procesów historycznych. Powstaje w ten sposób obraz kraju, który nie potrafi zagospodarować własnych wielkich przestrzeni, ale wyciąga ręce po ziemie sąsiadów. Kraju, w którym prawosławni duchowni błogosławią rakiety balistyczne i drony, wysyłane, by zabijać kobiety i dzieci w Ukrainie. Kraju, w którym słucha się na równi szamanów i geopolityków. Gdzie nieprzypadkowo na przywódcę wyrósł ktoś taki jak Władimir Putin.
Autorka odkrywa, jak rosyjskie szpieżki przez długie lata przenikały do zachodniego świata polityki i biznesu. Pokazuje zafiksowanie kremlowskiego dyktatora na punkcie nieśmiertelności i przywiązanie rosyjskiego społeczeństwa do talizmanów i wróżb. Przygląda się również współczesnym dysydentom i dysydentkom, którzy za sprzeciw wobec dyktatury płacą najwyższą cenę.
Odkryj mrok i groteskę skrywane za parawanem kremlowskiej propagandy.
Książka Anny Łabuszewskiej znakomicie pokazuje, że Rosja jest krajem niepodobnym do żadnego innego. Wielkim, pustym i niebezpiecznym ideom towarzyszy tam wielkie kłamstwo, wielkiej korupcji – wielka zbrodnia. Rosja jednocześnie odstrasza i fascynuje swoją odmiennością. Autorka, wytrawna znawczyni rosyjskiego życia politycznego i społecznego, w swoich pasjonujących esejach odsłania na pozór ukryte mechanizmy, pomagając zrozumieć Rosję i Rosjan.
Wojciech Konończuk, dyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich
To książka o państwie, które jest jedną wielką operacją specjalną. Czasami łzawą, jak z opowieści o kamiennolicym Stirlitzu. Innym razem brutalną i zimną, w której to – jak pisze autorka – „Putin strzela, a Krasikow kule nosi”. Dla tych, którzy szukają opowieści o Rosji zdekodowanej, to lektura obowiązkowa.
Zbigniew Parafianowicz
Dziennikarz, reportażysta, ekspert ds. polityki wschodniej
***
Anna Łabuszewska – publicystka, tłumaczka, blogerka (od listopada 2007 roku prowadzi blog „17 mgnień Rosji”), specjalizuje się w tematyce rosyjskiej. W latach 1992–2019 związana z Ośrodkiem Studiów Wschodnich. Od 1999 r. stale współpracuje z „Tygodnikiem Powszechnym”, w latach 2021-2025 na stronie „TP” prowadziła cotygodniowy cykl „Rosyjska ruletka” poświęcony wydarzeniom w Rosji.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 316
Rok wydania: 2026
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
ANNA ŁABUSZEWSKA
ROSJA
SZAMANI, CAROWIE I TAJNE AGENTKI
Codziennie rano, siadając do pracy przy komputerze i otwierając okno na świat, natrafiam na jakąś pełną paradoksów opowieść z życia kraju, który mamy tuż za miedzą. Niby go znamy, a jednak nie znamy. Rosja opiera się łatwym opisom, ciągle zaskakuje. A jednocześnie trwa w mrocznym niezmiennym paradygmacie: oto znów z bułhakowowskich „fatalnych jaj” wykluwa się zestaw cech wampirycznych. Kołowrót dziejów zawsze prowadzi ją do ponawiania aktów agresji wobec sąsiadów pod wodzą kolejnego umiłowanego i nieomylnego przywódcy.
Zbieram te opowieści jak kamyki, by spróbować ułożyć z nich mozaikę z rosyjskich losów, idei, planów. To mozaika o pokręconym rysunku. Kamyki zmieniają barwy jak kameleon, rysunek czasem się rozmywa, umyka jednoznacznym interpretacjom. Wyraźna jest natomiast zawsze wielka przepaść dzieląca oficjalną propagandę od życia. I tego na nizinach, i tego na wyżynach. Tych zjawisk nie widać na pierwszych stronach gazet, a przecież stanowią one istotną tkankę życia Rosji.
***
Rosja jest krajem o trudnej do zrozumienia przeszłości, pełnej zaskakujących zwrotów akcji teraźniejszości i zagadkowych mgławic przyszłości. Krajem ckliwych poetów, odważnych odszczepieńców, łatwowiernych tkaczek, samodzierżawia, wielkiej zbiorowości odwiecznych pańszczyźnianych chłopów i pojedynczych, nadmiernie wolnościowych buntowników. Krajem zmarnowanych szans, skoszarowanej świadomości i marzycielskich odlotów, krajem unicestwiającym rozwój i logikę pod auspicjami okrucieństwa, krajem cienkiej porcelany i bezczelnych miliarderów, rzewnych bałałajek i twardego, zapijaczonego życia. Krajem pomiędzy obiecującą wielkie jutro Arktyką a Pacyfikiem, bezkresnym pustkowiem Ałtaju, Bajkałem, wzburzonym Kaukazem i cyplem obwodu królewieckiego. Krajem, który niegdyś wysłał pierwszego człowieka w kosmos i prowadził eksperymenty nad stworzeniem hybrydy małpy i człowieka, a dziś nie potrafi oderwać się od zgrzebnej przyziemności. Krajem, który miał być Trzecim Rzymem, a stał się ateistyczną dyktaturą proletariatu, która przerodziła się w dyktaturę postkagiebowskich klanów. Krajem zamordowanych carów, samozwańców, szalbierzy i bohaterów. Krajem rządzonym przez kolejnego „cara genialissimusa”I, powracającego w wytartą koleinę autorytaryzmu. Krajem, który nie potrafi zagospodarować posiadanych wielkich przestrzeni, ale ciągle aspiruje do ekspansji poza granice. Krajem nafty, diamentów, tajgi, ludzi o duszy szerokiej, zamordowanych dziennikarzy, propagandowej lipy, która karmi obłudą rzesze złaknionych zwycięstwa w kolejnej krwawej wojnie.
Na długiej liście dzikich historii, jakie dzieją się w krainie Putina, najdzikszą pozostaje pełnoskalowa agresja przeciwko Ukrainie, rozpoczęta przez Rosję 24 lutego 2022 roku. Do decyzji o uderzeniu siłą wielkiej armii Putin dochodził przez ponad dwadzieścia lat. W nadziei na utrzymanie władzy sięgnął po sprawdzoną metodę: ukarać wymykającego się ze strefy wpływów partnera, upokorzyć go, zmusić siłą do posłuszeństwa i powrotu na łono rosyjskiego imperium.
To miała być mała zwycięska wojenka, „Za trzy dni defilada rosyjskiej armii na Chreszczatyku” – krzyczeli propagandyści. „Ukraińcy powitają nas kwiatami” – zapewniali totumfaccy. „Jeszcze jedna bitwa i Ukraina wróci w objęcia rosyjskiego niedźwiedzia” – marzyli wojskowi. „Podoba się czy się nie podoba – cierp, moja piękna” – tak osobiście Putin uzasadnił pannie Ukrainie zamach na jej cześćII. Ale coś poszło nie tak: Ukraina opiera się od ponad czterech lat, mimo okresowo niepomyślnych wiatrów. A Putin ze swoim planem „Kijów w trzy dni” wygląda na dudka. Mimo to – nie koryguje planu podboju Ukrainy, sukcesywnie niszczy ukraińskie miasta, porty, elektrownie, zabija ludzi i brnie w zawiłe formuły, mające wytłumaczyć Rosjanom konieczność ekspansji.
Warto obejrzeć się za siebie, by skonstatować, skąd wyrastają skrzydła putinizmu. Bo przecież Putin nie spadł z nieba, a rósł na drożdżach własnej imperialnej chuci i utajonych lub jawnych pragnień rodaków odzyskania przez Rosję statusu światowego hegemona i mocarstwa nad mocarstwami.
Putin jest dziecięciem swoich czasów, skrojonym z łzawych tęsknot po sowieckim imperium, a przede wszystkim wychowankiem Komitetu Bezpieczeństwa Państwowego (KGB). Jego mentalność ukształtowały dwie dekady: lata osiemdziesiąte, gdy najpierw zażywał siermiężnych luksusów na enerdowskiej placówce, a potem przeżywał krach swego chlebodawcy, oraz lata dziewięćdziesiąte, gdy nurkował w morzu nowych możliwości kręcenia dużych pieniędzy na lewiźnie i wspinał się mozolnie po drabinie politycznej, która zaprowadziła go na sam szczyt władzy. A na tym szczycie zasiadł i nie zamierza zmieniać punktu siedzenia.
Wyniesione ze szkoły KGB umiejętności i wiedza stały się podstawą wypracowania stylu rządzenia i myślenia o rządzeniu. Charakterystycznym rysem putinizmu jest wyjątkowa pozycja służb specjalnych w systemie. Z jednej strony są one posłusznym narzędziem w rękach dyktatora, wykorzystywanym do specjalnych tajnych operacji w kraju i poza jego granicami. I poza granicami prawa. Z drugiej – to fundament władzy, cieszący się zaufaniem i pełnym wsparciem Putina (który jest wyjątkowo podejrzliwy i zamknięty). Dlatego te formacje – kontrwywiad (Federalna Służba Bezpieczeństwa, FSB), wywiad (Służba Wywiadu Zagranicznego i GRU – wywiad wojskowy), służby ochrony instytucji państwowych (Federalna Służba Ochrony, FSO) – i ich wielowektorowa aktywność zasługują na szczególną uwagę. Zwłaszcza w czasie wojny z Ukrainą, gdy ich pozycja w systemie znacznie wzrosła.
Tymczasem jednak zacznijmy od szpiegowania.
Ponad piętnaście lat temu doszło do jednej z największych wpadek rosyjskich szpiegów działających w Stanach Zjednoczonych. Wyłapani w skoordynowanej akcji amerykańskich służb specjalnych1 latem 2010 roku agenci Moskwy zostali odesłani wprost w objęcia Władimira Putina, ówczesnego premiera. Rosyjska telewizja nadała łzawy reportaż ze spotkania zdemaskowanych szpiegów z byłym kolegą po fachu. Putin zdobył się na ocieplenie atmosfery i zaintonował piosenkę S czego naczinajetsia rodina (Od czego zaczyna się ojczyzna), nieporadnie ocierając, jak to miał w zwyczaju StirlitzIII, skąpą wywiadowczą łzę.
Piosenka pochodzi z filmu Tarcza i mieczIV, śpiewał ją aksamitnym głosem Mark Bernes, wzbudzając w sercu młodego Władimira Putina pragnienie zasilenia własną osobą szeregów KGB2. Tak, młody Wowa marzył, by przystać do razwiedki. I na tej honorowej służbie dokonywać bohaterskich czynów na podobieństwo tych, które oglądał w kinie. Razwiedczik cieszył się w społeczeństwie ZSRR wielką estymą. W radzieckiej kinematografii, literaturze i publicystyce obowiązywał żelazny podział na razwiedczików – „naszych chłopaków” z wywiadu, którzy mężnie walczyli z wrogiem wyłącznie szlachetnymi metodami – oraz na agentów obcych wywiadów, działających podstępnie, bez zasad, przebiegle. O razwiedczikach nigdy nie mówiło się agent, a o agentach – razwiedczik.
Tarcza i miecz odpowiada tym ustalonym kanonom. Nic dziwnego, że Wowa Putin, nastolatek z biednej leningradzkiej rodziny, łobuzujący w towarzystwie takich jak on oberwańców bez perspektyw, zachwycił się uwzniośloną wizją ogrywania wrogów. Ta pasja pozostała w nim do dziś. Piastując najważniejszy urząd w państwie, postrzega on politykę jako serię „operacji specjalnych”, przeprowadzanych z użyciem instrumentarium razwiedczika: maskowania prawdziwych intencji, manipulowania partnerami, głoszenia fałszywych tez i deklaracji, odwracania uwagi, przekupstwa, prowadzenia działań zakulisowych, rzadko licujących z moralnością, tworzenia fikcyjnych bytów, legendowania.
Wróćmy do roku 2010 i ciepłego podmoskiewskiego wieczoru, podczas którego Putin zanucił ku pokrzepieniu szpiegowskich serc ckliwą pieśń o ojczyźnie3. Z wyczuciem chwili, gdyż te serca biły trwożnie, potrzebowały otuchy. Przecież przez długi czas wysłani do Stanów Zjednoczonych adepci służb żyli spokojnym życiem śpiocha, udając zwyczajnych obywateli USA i oczekując na iskrówkę z centrali w Moskwie. Tymczasem zostali rozpracowani przez perfidnych amerykańskich agentów, jednego dnia aresztowani, spakowani w zgrabną paczuszkę i wysłani przez Wiedeń do Moskwy. Dlaczego przez Wiedeń? Bo na tamtejszym lotnisku doszło do ich wymiany na czterech więźniów (rosyjskich obywateli) skazanych w Rosji za zdradę i szpiegostwo na rzecz Wielkiej Brytanii i USA. Wśród tych więźniów był Siergiej Skripal.
Natomiast w gromadce rosyjskich nielegałów prym wiodła Anna Chapman, z domu Kuszczenko. Była w Ameryce stosunkowo niedługo. Nie dość, że nie zdołała wypracować przekonującej przykrywki, pod którą mogłaby działać (miała rozkręcać stronę internetową z ofertami inwestycji w nieruchomości), to jeszcze spaliła operację, wykonując nieostrożne ruchy (poszła na spotkanie z niesprawdzonym oficerem łącznikowym, pod którego podszył się amerykański agent) i dzwoniąc do tatusia4. Notabene o Wasiliju Kuszczence – zawodowym dyplomacie, który zjadł zęby na wysuniętych, drugorzędnych placówkach – córka rozpowiadała, że jest wysoko postawionym funkcjonariuszem KGB. Tradycja rodzinna przekazywana z pokolenia na pokolenie? Nikt nie potwierdził, nikt nie zaprzeczył. Do przypadku Anny Chapman jeszcze powrócimy.
Mimo oczywistej wpadki, szpiedzy Putina nie ponieśli uszczerbku. Po przymusowym powrocie do kraju otrzymali wsparcie od państwa, otworzyły się przed nimi nowe możliwości kariery w Rosji.
Putin lubi powtarzać hasło z niepisanego kodeksu czekistów: „swoich nie porzucamy, nie zostawiamy na pastwę losu”. Jeżeli jest mu to na rękę, to ową rękę wyciąga do tych, których chce wspomóc. W ukształtowaniu łagodnej postawy Putina wobec zdemaskowanych w USA dziesięciu nielegałów bodaj najważniejszą rolę odegrało to, że ich wtopa była, jak twierdził, wynikiem zdrady. A to jedna z tych rzeczy, których Putin nie potrafi wybaczyć. Zdrajca to w jego słowniku najgorsza kalumnia. „Zdrajcy zawsze źle kończą” – rzucił mściwie podczas tego słynnego spotkania ze śpiochami. Zdrady dopuścić się miał wysoko uplasowany oficer rosyjskiej Służby Wywiadu Zagranicznego, Aleksandr Potiejew. A może wcale nie nazywał się Potiejew, tylko pułkownik Szczerbakow. Bo jak to w szpiegowskich historiach bywa, nigdy nie wiadomo, kto się jak nazywa. I nie wiadomo, czy to były dwie osoby, czy może jedna5. Wrócę do tego wątku, bo jest on ciekawym przypadkiem legendowania tajnych wysłanników Kremla.
Kilka słów wyjaśnienia, kto to jest śpioch vel nielegał. To agent wyposażony w tożsamość obywatela obcego kraju, który żyje na obczyźnie, udaje Amerykanina (Anglika, Francuza itd.), rozpoznaje teren, wrasta w nowe otoczenie, zdobywa znajomych (ale trzyma ich na dystans, okłamuje), pracuje, czasem wychowuje dzieci i pod tą przykrywką w razie potrzeby wykonuje zadania zlecane przez kierownictwo Służby Wywiadu ZagranicznegoV; podtrzymuje łączność z centralą poprzez ustalone procedury.
W czasach istnienia żelaznej kurtyny pomiędzy obozem socjalistycznym i kapitalistycznym, metoda „na śpiocha” była cyzelowana przez ZSRR. Była kosztowna, wymagała długotrwałych przygotowań, niosła ze sobą ryzyko zdemaskowania, nie dawała gwarancji dotarcia do cennych źródeł informacji. Zdawać by się mogło, że w czasach otwartych granic i powszechnego dostępu do mediów plasowanie śpiochów jest już melodią przeszłości.
Tymczasem jak się okazało w 2010 roku, gdy odkryto działalność pechowej dziesiątki w USAVI, a także później, Rosja nie wyrzuciła tej metody na śmietnik historii, przejęła doświadczenia radzieckich kolegów i nadal korzystała z wypracowanych w poprzednim wcieleniu sposobów działania. Może i teraz w różnych zakątkach świata wysypiają się snem niesprawiedliwych różni wysłani pod płaszczykiem agenci, pardon – razwiedcziki.
Wszakże szef wszystkich szefów podpułkownik Putin lubi retro. Jemu nowoczesne technologie, internety i sztuczne inteligencje nie pasują. Są niezrozumiałe, często trudne do uchwycenia, a co najważniejsze – do skontrolowania. Jak głosi kremlowska legenda, Władimir Władimirowicz codziennie zaczyna urzędowanie od przejrzenia kolorowych teczek, które zastaje na biurku. Są w nich analogowe raporty odpowiednich służb o najważniejszych sprawach w kraju i na świecie. Kremlowskie wróble ćwierkają, że komputera Putin nie używa. Swoje publiczne wystąpienia odczytuje z kartki. Może zatem i w dziedzinie razwiedki obowiązują, aby go zadowolić, archaiczne rozwiązania i sprawdzone techniki operacyjne.
Potwierdzeniem tezy o stosowaniu przez Rosję odziedziczonych po zimnej wojnie praktyk jest casus rodziny Dulcewów, śpiochów „wyhodowanych” i umieszczonych za granicą. Dulcewowie długo zyskiwali legendę obywateli Argentyny, zostali umocowani następnie w Słowenii, gdzie doszło do ich zdekonspirowania. Tam też zostali skazani za szpiegostwo, a w sierpniu 2024 roku deportowani w ramach „wielkiej wymiany” Rosji z Zachodem na więźniów politycznych, skazanych przez rosyjski reżim6.
Dulcewowie mieli klasyczną podstawioną, utkaną z kłamstw tożsamość. Oficer Służby Wywiadu Zagranicznego Artiom Dulcew legalizował się w Ameryce Południowej jako Ludwig Gisch, syn Franza Gischa i Helgi z domu Tatschke. W 2012 roku wystąpił o obywatelstwo Argentyny na podstawie metryki rzekomej matki, która urodziła się w Argentynie, a zatem on jako jej potomek miał prawo ubiegać się o papiery prawdziwego Argentyńczyka. Anna Dulcewa, również funkcjonariuszka służby, objawiła się w Argentynie jako Maria Rosa Mayer Muños, urodzona w Grecji w rodzinie Austriaka i Meksykanki, wychowana w Meksyku. Wyposażona w tak egzotyczne pochodzenie para, która już zdążyła zapuścić korzenie w pampie, trzy lata później zawarła związek małżeński w Buenos Aires. Świadkami byli ludzie o podrobionej tożsamości, zapewne koledzy z miejscowej rezydentury rosyjskiego wywiadu. Artiom miał już przyznane argentyńskie obywatelstwo, Anna jako jego żona też zyskiwała ten przywilej.
W Argentynie małżonkowie-oficerowie zdecydowali się na powiększenie rodziny o dzieci – w 2013 roku na świat przyszła Sofie, a dwa lata później – Daniel. To też klasyczny chwyt w branży śpiochów: posiadanie wspólnego potomstwa po pierwsze pozwala na mocniejsze cementowanie szpiegowskiego stadła. A po drugie utrudnia zdemaskowanie takich obiektów przez rozpracowujący obcych agentów pracowników kontrwywiadu – małżeństwo wychowujące dzieci to świetny kamuflaż.
Argentyński dziennikarz Hugo Alconada Mon zgromadził bezcenny materiał na temat modus operandi rosyjskich śpiochów grasujących na południowoamerykańskim kontynencie, rozpracował ze szczegółami casus Dulcewów. Wyniki swojego dziennikarskiego dochodzenia opublikował w książce Topos7.
Jak ustalił Alconada Mon, Dulcewowie posługiwali się sfałszowanymi dokumentami (niewątpliwie robota fachowców z resortu), co było fundamentem zbudowania nowej tożsamości. Sprawdzoną metodą tworzenia legendy śpiocha są wizyty funkcjonariuszy służb (na ogół to agenci pracujący pod dyplomatyczną przykrywką) na cmentarzach w rozpracowywanych krajach. Celem takich wizyt jest znajdowanie nagrobków pochowanych przed laty osób, preferowane są tożsamości dzieci. Nielegał przejmuje imię i nazwisko wytypowanego zmarłego lub wykorzystuje jego dane do stworzenia tożsamości swoich fikcyjnych przodków. Tak było w przypadku Artioma Dulcewa, który pożyczył swojej rzekomej argentyńskiej matce tożsamość Helgi Tatschke, czteroletniej dziewczynki, zmarłej w 1947 roku i pochowanej na cmentarzu La Chacarita w Buenos Aires8. Chcąc otrzymać argentyńskie obywatelstwo, Dulcew przedstawił akt urodzenia Helgi i sfabrykowane świadectwo jej rzekomej śmierci w Austrii, w wieku dojrzałym. I chodziło przy tym nie tyle o oszukanie argentyńskich władz, ile o zbudowanie przekonywającej legendy na użytek kolejnych misji.
Hugo Alconada Mon tak mówi o tym procederze: „Legenda to nagromadzenie kłamstw. Dzięki nim nielegał zyskuje dostęp do miejsc, które w przeciwnym razie pozostałyby dla niego zamknięte. Proszę sobie wyobrazić: jesteś obywatelem Izraela i dlatego nie możesz wjechać do Iranu. Dlatego wpierw jedziesz do Kolumbii, znajdujesz tam pracę, kończysz jakąś szkołę, żenisz się, w małżeństwie rodzą się dzieci, zakładasz firmę, wreszcie dostajesz obywatelstwo Kolumbii. I spokojnie wjeżdżasz do Iranu jako Kolumbijczyk pełną gębą, w Teheranie zakładasz biznes, na przykład sprowadzasz kolumbijską kawę. A raporty wysyłasz do Izraela”9. Pod Kolumbię podstawiamy Argentynę, pod Izrael – Rosję. I oto gotowa historia zdobywania przez Dulcewów nowej osobowości.
Dulcewowie nie zagrzali długo miejsca w gościnnej Argentynie. Gdy się już uprawdopodobnili pod nową argentyńską tożsamością, zostali wysłani do Słowenii. W 2017 roku zamieszkali w cichej okolicy: w willowej dzielnicy Lublany, Črnuče. Nowa lokalizacja miała liczne walory, jeśli chodzi o działalność szpiegowską. Mały kraj, doskonałe warunki bytowe. No i członkostwo w Unii Europejskiej, co umożliwiało funkcjonariuszom rosyjskiej razwiedki swobodne podróżowanie po kontynencie.
Anna i Artiom założyli firmy działające w internecie: galerię online o nazwie „5’14”VII i firmę DSM&IT, oferującą programy antywirusowe. Ta prowadzona na pokaz działalność zawodowa nie przynosiła kokosów, mimo to małżonków stać było na opłacanie dzieciom wysokiego czesnego w brytyjskiej szkole międzynarodowejVIII. Nie wychylali się, starali się nie zwracać na siebie uwagi, w pobliskim sklepie płacili wyłącznie gotówką, nikt ich nie odwiedzał, z sąsiadami nie utrzymywali kontaktów towarzyskich, nawet nie zawsze wymieniali niezobowiązujące uprzejmości10.
A jednak coś poszło nie tak, bo słoweński kontrwywiad namierzył dziwnych gości z Argentyny. W grudniu 2022 roku w małym białym domku Dulcewów odbyła się rewizja, w trakcie której ujawniono góry gotówki (jej pochodzenia Dulcewowie nie potrafili sensownie wyjaśnić). W komputerach szpiegowskiej pary znaleziono zakodowane oprogramowanie, służące najprawdopodobniej do łączności z szefostwem w Moskwie. Dulcewowie zostali aresztowani, ich dzieci trafiły pod opiekę rodzin zastępczych.
Kontrwywiad zaczął się bliżej przyglądać odludkom po rozpoczęciu przez Rosję pełnoskalowej inwazji na UkrainęIX. W 2022 roku rosyjska agentura w Europie poniosła dotkliwe straty – z rosyjskich ambasad i konsulatów zostało wtedy wysłanych ciupasem do kraju wielu pracujących pod przykrywką dyplomatyczną agentów SWR i GRU, Rosja utraciła na jakiś czas ustalone kanały pozyskiwania i przekazywania informacji. Zatem na śpiochów przerzucono część wykonywanych dotychczas przez „dyplomatów” obowiązków. Zapewne i Dulcewowie musieli się przez to czasem zrobić coś, co zwróciło na nich uwagę. Być może przypadło im w udziale zadanie przekazywania członkom rosyjskiej siatki na Bałkanach (a może szerzej – w Europie; Anna vel Maria jeździła wszakże m.in. do Wielkiej Brytanii pod pretekstem przygotowywania wystawy obrazów11) środków finansowych – tym można wytłumaczyć górki nowych banknotów euro, ukrytych w spiżarni, a ujawnionych podczas rewizji. Pieniędzy było tyle, że ich przeliczenie zajęło kilka godzin – pisał „The Guardian”12.
Dulcewowie 31 lipca 2024 roku zostali w Lublanie skazani na karę roku i siedmiu miesięcy za szpiegostwo na rzecz Rosji. Sąd orzekł też o pięcioletnim zakazie wjazdu na terytorium Słowenii.
I tu w słoweńskiej ciemnicy, do której zostali wtrąceni Dulcewowie, pojawiło się nieoczekiwanie światełko. Ich nazwiska znalazły się mianowicie na liście rosyjskich agentów, którzy mieliby zostać wymienieni na obywateli państw zachodnich i rosyjskich opozycjonistów w planowanej właśnie „wielkiej akcji wymiany”.
I rzeczywiście – co za fart!
Wymiana została – zgodnie z wymogami gatunku – przeprowadzona na lotnisku w Ankarze 1 sierpnia 2024 roku. Łącznie wymieniono dwadzieścia sześć osób: dziesięciu rosyjskich agentów w zamian za szesnaście osób więzionych przez putinowski reżim. Rosja uwolniła amerykańskich obywateli oraz skazanych na długie wyroki łagru rosyjskich opozycyjnych polityków, a Zachód oddał Rosji płatnego zabójcę z FSB, zdemaskowanych szpiegów i hakerówX. Dziesięciu „odzyskanych” ludzi Putina wsiadło następnie do samolotu, który zawiózł ich wprost na moskiewskie lotnisko Wnukowo.
Wyciągnięcie tych ludzi z zachodnich więzień było ważnym sygnałem Kremla dla rozsianej po świecie rosyjskiej agentury: pamiętajcie, choćbyście wpadli, choćbyście się już smażyli w piekle amerykańskich (brytyjskich, niemieckich, polskich) więzień, nie zostawimy was, wydobędziemy zza krat. Bylebyście zachowali lojalność wobec centrali w Moskwie. Jak napisali eksperci Ośrodka Studiów Wschodnich w analizie Grupowa wymiana więźniów między Wschodem i Zachodem, to miało zademonstrować, że rosyjskie władze „nie porzucają funkcjonariuszy popełniających przestępstwa na rozkaz Kremla i traktują ich jak bohaterów narodowych”. Ten przekaz miał – poza propagandą – służyć „tworzeniu poczucia ich bezkarności i zachęcaniu do lojalności wobec władzy (…). Obywatele zachodni i rosyjscy są z kolei wykorzystywani przez Moskwę jako zakładnicy. Łatwość ich pozyskiwania (poprzez zaostrzenie represji wymierzonych w niezależnych rosyjskich aktywistów oraz fałszywe oskarżenia pod adresem obywateli państw zachodnich przebywających w Rosji) będzie skłaniać Kreml do powtarzania takich praktyk”13.
W grupie „wyzwolonych” z rąk Zachodu agentów najważniejszą – dla Rosji i samego Putina – postacią był Wadim Krasikow, który de facto nie był funkcjonariuszem wywiadu vel razwiedczikiem, a płatnym zabójcą wypełniającym zlecenia o specjalnym ciężarze gatunkowym14. Moskwa od dawna z wielkim naporem próbowała wydostać go z niemieckiego więzienia, gdzie odsiadywał wyrok dożywocia za zabójstwo byłego czeczeńskiego dowódcy polowego Zelimchana Changoszwilego.
Changoszwili był obywatelem Gruzji, etnicznym Czeczenem z wąwozu Pankisi, uczestnikiem drugiej wojny czeczeńskiej (1999–2004) i wojny w Gruzji (Rosja najechała Gruzję 8 sierpnia 2008 roku). W obu konfliktach Changoszwili walczył przeciwko Rosji. Według władz rosyjskich, w wyniku jego działań śmierć poniosło co najmniej 93 obywateli Federacji Rosyjskiej. Wyjechał z Gruzji, gdzie nie czuł się bezpiecznie – wyszedł cało z kilku zamachów na swe życie. Zamieszkał z rodziną w Niemczech, starał się o azyl15. Władimir Putin nazwał Changoszwilego „krwawym bandytą” i „organizatorem zamachów w moskiewskim metrze”16.
A Krasikow? Skąd wziął się w Niemczech? Powyżej napisałam, że „został wysłany”. Pozostaje ważne pytanie: przez kogo?
W materiałach śledztwa można znaleźć informacje, że 17 sierpnia 2019 roku Krasikow, legitymujący się paszportem na nazwisko Wadim Sokołow, wyleciał z Moskwy do Paryża, stamtąd trzy dni później udał się do Warszawy, a to już żabi skok do stolicy Niemiec (nie udało się ustalić, jakim środkiem lokomocji dotarł do celu). 23 sierpnia w berlińskim parku Kleiner Tiergarten podjechał na rowerze do Changoszwilego i strzelił z pistoletu Glock 26. Gdy ofiara upadła na ziemię, kiler z zimną krwią oddał jeszcze z bliskiej odległości dwa strzały w głowę, zwane w slangu „strzałami kontrolnymi”. Krasikow vel Sokołow wyrzucił broń i rower do rzeki, pod osłoną krzaków zmienił ubranie. Zabójca nie zauważył, że przyglądało mu się dwóch młodych ludzi. Świadkowie przekazali swoje spostrzeżenia policji. Krasikow jeszcze tego samego dnia trafił w ręce niemieckich organów ścigania.
Niemiecka prokuratura, która badała zbrodnię, ponad wszelką wątpliwość ustaliła, że kiler znalazł się w Berlinie na polecenie rosyjskich władz. Śledczy nie dotarli do żadnych powiązań Krasikowa i Changoszwilego, zatem – uznali – zabójstwo nie miało motywów osobistych.
Wniosek: to było zabójstwo na zlecenie. Czyje? Niemiecki wymiar sprawiedliwości sformułował odpowiedź jednoznacznie: państwa rosyjskiego, stosującego metody terroryzmu państwowego. Sąd przychylił się do ustaleń prokuratury. Po tym, jak w grudniu 2021 roku Krasikow został skazany na karę dożywotniego więzienia, ruszyła rosyjska machina propagandowa – niemieckich śledczych i sędziów odsądzano od czci i wiary, zarzucano im stronniczość i niekompetencję, wykonywanie politycznych zleceń. Kłapiący groźnie paszczą rosyjski stugłowy Lewiatan ze szczególną wściekłością zaatakował ówczesną minister spraw zagranicznych Niemiec Annalenę Baerbock, która po ujawnieniu, że Krasikow działał na polecenie władz Rosji, podjęła decyzję o wydaleniu dwóch rosyjskich dyplomatówXI. „To zabójstwo na zlecenie państwa jest brutalnym naruszeniem niemieckiego prawa i suwerenności RFN” – uzasadniła swoją decyzję.
Ciekawe postscriptum do ponurej sprawy zabójstwa w parku Tiergarten życie dopisało, jeszcze zanim zapadł wyrok na Krasikowa. W trakcie dochodzenia niemieccy śledczy podejrzewali, że zabójca Changoszwilego miał w Berlinie wsparcie co najmniej jednej osoby o kryptonimie Roman D. Jego personaliów nie udało się ustalić.
19 października 2021 roku w godzinach rannych berlińska policja została wezwana pod siedzibę rosyjskiej ambasady. Na ulicy pod oknami budynku leżało ciało młodego człowieka, którego zidentyfikowano jako drugiego sekretarza rosyjskiej placówki dyplomatycznej, Kiriłła Żało. Z powodu dyplomatycznego statusu zmarłego nie można było przeprowadzić sekcji zwłok w NiemczechXII, zatem nie udało się ustalić przyczyny śmierci (podejrzewano, że Żało nie żył, zanim wypadł z okna). Rosja ucięła wszelkie dywagacje na temat okoliczności śmierci dyplomaty. Niemniej niemiecki wywiad podzielił się z prasą podejrzeniami, że Kiriłł Żało (którego ojciec, Aleksiej Żało, był generałem FSB) pracował w ambasadzie pod przykryciem, a w rzeczywistości był funkcjonariuszem tajnych służb i wykonywał zadania specjalne. Przypomnijmy, że Krasikow przyjechał do Berlina na krótko przed zamachem na Changoszwilego, musiał mieć zatem przydzieloną asystę. Do zadań tego nieustalonego pomocnika należało pokierowanie zabójcy na właściwe miejsce, a następnie zapewnienie mu drogi ucieczki17. Dowodów na potwierdzenie tej tezy brakXIII. Czy Kiriłł Żało miał związek z zamachem na Changoszwilego? Nie wiadomo.
Warto się jeszcze zastanowić, dlaczego Putinowi tak bardzo zależało na wydostaniu Wadima Krasikowa z niemieckich kazamat. Rosyjska telewizja 1 sierpnia 2024 roku przeprowadziła transmisję z powitania grupy agentów na lotnisku Wnukowo w Moskwie. Głównym mistrzem podniosłej ceremonii, z udziałem kompanii honorowej pułku kremlowskiego, był osobiście Władimir Putin. Schodzącego dostojnie po trapie samolotu bandziora Wadima Krasikowa prezydent objął czule, przytulił i z uśmiechem na licu powiedział: „Świetnie!”. Skąd ta komitywa kilera i głowy państwa?
Dzień później sekretarz prasowy prezydenta Dmitrij Pieskow zapewniał: „Krasikow jest funkcjonariuszem Federalnej Służby Bezpieczeństwa. Służył w formacji Alfa. Ciekawe jest to, że służył w tej jednostce w czasie, gdy służyli tam również ochroniarze prezydenta, którzy obecnie są w służbie. Wczoraj na lotnisku przywitali się jak starzy znajomi”18.
Słowa Pieskowa nieco się rozjeżdżają z tym, co ujawniła wcześniej zachodnia prasa, powołując się na źródła w wywiadzie. „The Wall Street Journal” donosił, że Krasikow mógł być osobistym ochroniarzem Putina w czasach jego pracy w merostwie Petersburga w latach dziewięćdziesiątych. BBC nie wyklucza, że w przeszłości Putin i Krasikow byli sobie na tyle bliscy, aby razem chodzić na strzelnicę. Krasikow miał nawet twierdzić, że „Putin dobrze strzela”19. No tak, Putin strzela, Krasikow kule nosi.
Wróćmy na ceremonię powitania szpiegowskiej ferajny na lotnisku Wnukowo w Moskwie 1 sierpnia 2024 roku. Po czułym uścisku z kilerem Krasikowem Putin zwraca się do kolejnych schodzących po trapie osób. Młoda kobieta w dżinsach jest cała rozdygotana, z wdzięcznością w oczach przyjmuje od Putina wielki bukiet kwiatów z różowiutką kryzą, rzuca mu się na szyję, trochę się uspokaja, gdy ten familiarnie ją obejmuje i całuje w ramię. To Anna Dulcewa vel Maria Rosa Mayer Muños, uwolniona ze słoweńskiego więzienia.
Za jej plecami wiwatuje szef Służby Wywiadu Zagranicznego Siergiej Naryszkin, obok stoi uśmiechnięty dyrektor Federalnej Służby Bezpieczeństwa Aleksandr Bortnikow. Jest obecny również minister obrony Andriej Biełousow. Tak, sprowadzenie na rosyjską ziemię zdemaskowanych śpiochów to zaiste wielkie święto wywiadu i kontrwywiadu, o czym zaświadcza obecność najważniejszych osób w państwie odpowiadających za tę sferęXIV.
Mniej okazały bukiet otrzymuje od Putina jedenastoletnia dziewczynka, lękliwie wczepiona w rękę kobiety w dżinsach. O tym, że naprawdę nazywa się Sofija Dulcewa i jest Rosjanką, dowiedziała się w samolocie lecącym do Moskwy. Do tej pory była przekonana, że jest Argentynką, katoliczką i że jej językiem ojczystym jest hiszpański. Teraz chlipie żałośnie. Łzy spływające obficie po policzkach zaskoczonej nagłą zmianą tożsamości nastolatki ociera czule sam Władimir Putin. Zwraca się do niej po hiszpańsku. Ani Sofija, ani jej dziewięcioletni brat Daniel nie znają języka rosyjskiego. Rodzice nigdy ani słowem nie wspominali im, że mają cokolwiek wspólnego z Rosją. Takie są zasady szpiegowskiej konspiry. Uśpieni agenci nie informują dzieci o prawdziwej przynależności narodowej. Chyba że zaliczą wpadkę i muszą wracać do kraju. Wtedy nie ma wyjścia.
Kochający ojciec, Artiom Dulcew, opowiada obecnym na lotnisku reporterom rosyjskiej telewizji: synek Daniel vel Daniił przyjął wiadomość, że jest Rosjaninem, spokojnie. Z Sofiją mogą być kłopoty, jest starsza, więcej rozumie, więcej wymaga, o więcej rzeczy pyta, zareagowała emocjonalnieXV.
Niemniej w wywiadzie dla czasopisma „Razwiedczik”, jakiego udzielili kilka miesięcy po powrocie, Dulcewowie solennie zapewniają, że Sofija i Daniił dopiero w Rosji mogą poczuć się naprawdę jak w domu. „Dzieci są bardzo szczęśliwe. Dowiedziały się, że mają dużą rodzinę – babcie, dziadka. Tego im na obczyźnie bardzo brakowało. Obecnie są otoczone troską, miłością całej rodziny. (…) Uczą się z chęcią rosyjskiego, Sofija i Daniił zaczęli już nawet czytać książki w tym języku. (…) Zadają nam pytania, także o naszą działalność zawodową. Uczciwie na nie odpowiadamy, otwarcie mówimy o wszystkim – zapewniła Anna. – Dzieci zaakceptowały to, że ich rodzice są razwiedczikami. I teraz są nawet zadowolone z tego, że są Rosjanami. Są z tego dumne”20.
Przy okazji tego wywiadu w branżowym piśmie razwiedczików wyszło na jaw, że Dulcewowie zostali odznaczeni przez Putina Orderem Męstwa. Wiadomość o nagrodach nie była opublikowana, wszystko odbywało się w trybie tajne przez poufne. Niemniej „Komsomolskaja Prawda” w wyprodukowanym we wrześniu 2025 roku krótkim filmiku propagandowym przedstawiającym rosyjskie życie rodziny Dulcewów uchyliła nieco rąbka tajemnicy: nie dość, że Dulcewowie otrzymali ordery, to jeszcze wydali wszystkie przysługujące im z tytułu tych odznaczeń środki na wsparcie specjalnej operacji wojskowej – zakupili ambulansy dla potrzeb frontu.
A co z dziećmi? Według autorów materiału, oboje już całkiem nieźle mówią w języku przodków. Co więcej: zadeklarowali, że również chcą zostać razwiedczikami, jak mamusia i tatuś. „Dlatego że nie ma wspanialszego i bardziej potrzebnego zajęcia, niż służyć i być wiernym swej Ojczyźnie” – dowiadują się widzowie z bombastycznej narracji. Propagandyści, którzy upitrasili tę potrawkę z dziecięcych losów, przedstawiają Sofiję i Daniiła jako prawdziwych rosyjskich patriotów21. Kamera towarzyszy Dulcewom w czasie spaceru po parku w Jasieniewie, gdzie mieści się główna siedziba Służby Wywiadu Zagranicznego, rodzina fotografuje się pod pomnikiem Stirlitza, symbolicznym pomnikiem wszystkich nielegałów22.
Cofnijmy się kilkanaście lat wstecz. Nieco inaczej rzecz się miała z dziećmi pary nielegałów Biezrukow-Wawiłowa, zdemaskowanych w czerwcu 2010 roku i odesłanych do Rosji w grupie Anny Chapman.
„Dzieci to zawsze problem – mówi cytowany przez BBC znawca tematyki rosyjskich służb specjalnych dziennikarz Andriej Sołdatow. – Co z nimi robić? Co im opowiadać o ich rodzinie? Kiedy należy powiedzieć im prawdę o ich pochodzeniu? Kiedy powinny dowiedzieć się o tym, że są Rosjanami, aby można je poddać werbunkowi?”23
Uplasowanie agenta w nieprzyjaznym państwie w drugim szpiegowskim pokoleniu to wielki plus dla służby – taka osoba jest dużo bardziej wiarygodna niż emigrant w pierwszym pokoleniu. I ma większe możliwości zrobienia kariery, wejścia do środowisk stanowiących przedmiot zainteresowania dla wywiadu itd.
Słowa Sołdatowa można odnieść do niejasnej sytuacji, jaka dotyczyła szpiegowskiego stadła Biezrukow-Wawiłowa i ich starszego syna, Timothy’ego. „The Wall Street Journal” w publikacji z 2012 roku sugerował, że rodzice przygotowywali grunt pod zwerbowanie TimaXVI.
Jelena Wawiłowa, pułkownik Służby Wywiadu Zagranicznego w stanie spoczynku (używająca podczas zagranicznej misji tożsamości Tracey Lee Ann Foley), stwierdziła w jednym z wywiadów, że zwykle rodziny nielegałów podejmują decyzję o powrocie do kraju i ujawnieniu dzieciom prawdziwej narodowości, gdy latorośle mają 13–14 lat. Jako nastolatkowie mają jeszcze szanse, aby po powrocie do ojczyzny nauczyć się języka rosyjskiego i wtopić się w rosyjską rzeczywistość24.
Jednak Wawiłowa wraz z mężem Andriejem Biezrukowem, również pułkownikiem Służby Wywiadu Zagranicznego (vel Donaldem Howardem Heathfieldem), gdy ich synowie – Timothy i Alex – osiągnęli „graniczny” wiek, zdecydowali o pozostaniu w Ameryce, aby kontynuować misję. Zapewne w porozumieniu z centralą w Moskwie. Bo szło im doskonale, oboje mieli wypracowane w pocie szpiegowskiego czoła kontakty, ugruntowaną pozycję społeczną. Nic nie zwiastowało wpadki. Wrócę do tego wątku.
W 2010 roku (gdy rodzice zostali aresztowani) Tim i Alex mieli 20 i 16 lat, byli zatem ukształtowanymi ludźmi. Znaleźli się nagle w Rosji zaskoczeni wiadomością, że są Rosjanami, a ich rodzice – szpiegami działającymi na rzecz kraju, który uważali za nieprzyjazny. W grudniu 2010 roku otrzymali rosyjskie paszporty – nazywali się teraz Timofiej Wawiłow i Aleksandr Wawiłow (otrzymali rosyjskie autentyczne nazwisko matki; w USA nosili nazwisko Foley, którego Wawiłowa używała jako przykrywki).
Po kilku latach pobytu w Rosji i prób połapania się w sytuacji bracia postanowili upomnieć się o swoje utracone prawo do posiadania paszportów Kanady, państwa, w którym się urodzili. „Nie dlatego, że chcieli wrócić do Toronto, a po prostu dla zasady, aby sprawiedliwości stało się zadość” – argumentowała kochająca matka w wywiadzie dla rosyjskich mediów.
Ale raczej nie chodziło o „zasady”, o których mówiła Wawiłowa (starająca się w wypowiedziach dla rosyjskich mediów stworzyć iluzję miłości synów do Rosji), a o to, że obaj nie mogli odnaleźć się w nowej tożsamości i rzeczywistości. Tim najpierw ukończył studia na rosyjskim uniwersytecie, potem otrzymał MBA w Londynie i wyjechał do Azji (najprawdopodobniej do Chin, gdyż biegle posługuje się językiem mandaryńskim), aby podjąć pracę w finansach. Alex uczył się w British International School w Moskwie. Po jej ukończeniu złożył papiery na uniwersytet w Toronto, otrzymał wizę studencką. Ale na cztery dni przed planowanym wyjazdem dostał wezwanie na rozmowę z urzędnikami ambasady Kanady w Moskwie. Po rozmowie – podczas której padło wiele szczegółowych pytań o rodzinę – wizę mu cofnięto25.
„Chciałbym, aby świat nie karał mnie za postępki moich rodziców” – skarżył się w rozmowie z dziennikarzem „The Guardian”26.
Alex złożył w kanadyjskim sądzie wniosek o przywrócenie obywatelstwa Kanady (jemu i bratu odebrano je w chwili aresztowania rodziców)27. W grudniu 2019 roku Sąd Najwyższy w Ottawie przychylił się do wniosku28.
Wawiłowa w 2024 roku w telewizyjnym programie Legenda29 zapewniała, że synowie mieszkają w Rosji „i nawet zaczynają powoli budować swoje życie rodzinne”. Mówią po rosyjsku z akcentem, ale coraz swobodniejXVII. Czy tak rzeczywiście jest? Nie wiadomo. Po głośnej sprawie o przywrócenie kanadyjskiego obywatelstwa bracia nie pojawiają się w mediach. Rosyjski dziennikarz emigracyjny, specjalizujący się w tematyce służb specjalnych, Siergiej Kaniew w opublikowanym w lipcu 2025 roku raporcie o dalszych losach zdemaskowanych szpiegów napisał, że „starszy z braci, Tim, nazywa się obecnie Fleming – jak pisarz Ian Fleming, który wymyślił Jamesa Bonda, a młodszy – Alex nosi nazwisko Forn. Bracia podróżują po całym świecie, w 2017 roku nawet odwiedzili USA. (…) Według niektórych źródeł, opuścili Rosję”30.
A rodzice? W przeciwieństwie do zaskoczonych synów świetnie odnaleźli się w realiach putinowskiej Rosji.
Andriej Biezrukow do 2024 roku był doradcą prezesa koncernu Rosnieft’31, obecnie piastuje stanowisko prezesa Stowarzyszenia Eksportu Suwerenności Technologicznej (jaka patriotyczna nazwa!), wykłada na prestiżowej uczelni MGIMO (analiza problematyki międzynarodowej), należy do Klubu Wałdajskiego, gdzie wykuwane są koncepcje polityki zagranicznej, pisywał w zasłużonej gazecie „Izwiestia”, napisał książkę Rossija i mir w 2020 godu. Kontury triewożnogo buduszczego (Rosja i świat w 2020 roku. Kontury trwożnej przyszłości). Często bryluje też w programach telewizyjnych jako znawca Ameryki.
Jelena Wawiłowa ma ciepłą synekurę w firmie Władimira Potanina Norylski Nikiel32 i lansuje się w mediach. Ponadto jeździ po Rosji na spotkania autorskie, promując książkę Żenszczina, kotoraja umiejet chranit’ tajny (Kobieta, która potrafi dotrzymać tajemnicy). Oboje opowiadają o blaskach i cieniach życia w USA i uchylają rąbka tajemnicy, jak to jest być nielegałem33. Jelena jest członkiem Związku Pisarzy Rosji – napisała kilka szpiegowskich powieści34.
Wawiłowa ze swadą opowiada o ciekawych momentach z życia szpiega: wspomina, jak to podczas porodu bardzo bała się, że nie opanuje bólu i zacznie krzyczeć po rosyjsku. Nie ukrywa, że naoglądała się w swej szpiegowskiej młodości radzieckich seriali, wśród nich był też kultowy serial o przygodach Stirlitza Siedemnaście mgnień wiosny, a tam przedstawiono dramatyczny wątek radiotelegrafistki Kat vel Katii, która bała się dekonspiracji podczas porodu. Jelena Wawiłowa nie zdradziła się jednak przed amerykańskimi położnikami, podobnie jak przed obcymi stomatologami. Zachodziła bowiem obawa, że zdradzą ją amalgamatowe plomby w szpiegowskich zębach. Amalgamatu w USA od dawien dawna nie stosowano, a w Związku Radzieckim z kolei innych materiałów do łatania zepsutych zębów przez lata nie było.
Jak to często bywa w środowisku zagorzałych putinistów, którzy na co dzień z trybuny parlamentu lub w programach propagandowych zieją na odległość ogniem w stronę Zachodu i odsądzają wszystko, co europejskie, od czci i wiary, Biezrukow ma podwójne obywatelstwo – nie tylko rosyjskie, ale także cypryjskie. Na pewno przyjął je z obrzydzeniem. Ale dzięki niemu może podróżować po znienawidzonej Europie.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji
Okładka
Strona tytułowa
Wstęp
Zagajenie: Od czego zaczyna się putinizm?
Szkatułka pierwsza. Specjalna
1. Przesyłka z Waszyngtonu
2. Kto śpi snem niesprawiedliwych?
3. Stare i nowe wpadki
4. Strzały w parku Tiergarten
5. Dzieci razwiedki
Przypisy
Okładka
Strona tytułowa
Prawa autorskie
© Wydawnictwo WAM, 2026
Opieka redakcyjna: Maciej Müller
Redakcja: Sylwia Frołow
Korekta: Magdalena Pawłowicz
Projekt graficzny, skład i łamanie: Lucyna Sterczewska
Projekt okładki: Marcin Jakubionek
ISBN: 978-83-277-5004-4
MANDO
ul. Kopernika 26 • 31-501 Kraków
tel. 12 62 93 200
mando.pl
DZIAŁ HANDLOWY
tel. 12 62 93 254-255
e-mail: [email protected]
KSIĘGARNIA WYSYŁKOWA
tel. 12 629 32 70
e-mail: [email protected]
Opracowanie ebooka: Katarzyna Błaszczyk
