Religia Sokratesa - Mark L. McPherran - ebook

Religia Sokratesa ebook

Mark L. McPherran

0,0

Opis

Analiza religii Sokratesa autorstwa Marka L. McPherrana uważana jest za najlepszą książkę, która została napisana jak dotąd o objawieniu, religii w życiu i filozofii tego myśliciela.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 859

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.

Popularność




Dla Ca­itlin i Iana

„Po­przez mi­łość, któ­rą da­rzy­łem Al­ki­bia­de­sa, do­świad­czy­łem cze­goś w ro­dza­ju ba­chicz­ne­go na­tchnie­nia. Kie­dy ba­chant­ki wy­peł­nia bo­ska siła, czer­pią one mle­ko i miód ze stud­ni, z któ­rych inni nie za­czerp­ną na­wet wody. Nie po­sia­dam wy­kształ­ce­nia, by ko­go­kol­wiek uczyć i w ten spo­sób mu po­móc, są­dzi­łem jed­nak, że już dzię­ki sa­mej mej obec­no­ści moja mi­łość do nie­go może uczy­nić go lep­szym”.

So­kra­tes w Al­ki­bia­de­sie Aj­schi­ne­sa*

* Aj­schi­nes, Al­ki­bia­des, 11; prze­kład pol­ski za wy­da­niem ame­ry­kań­skim ni­niej­szej książ­ki [wy­da­nie tek­stu grec­kie­go za­cho­wa­nych frag­men­tów tego dia­lo­gu zob. H. Krauss, Aeschi­nis So­cra­ti­ci re­li­qu­iae, Lip­siae 1911 – przyp. red.].

Podziękowania

W dłu­go­trwa­łym pro­ce­sie po­wsta­wa­nia tej książ­ki bra­li udział nie­zli­cze­ni przy­ja­cie­le i ko­le­dzy. Naj­wię­cej za­wdzię­czam Tho­ma­so­wi Brick­ho­use’owi, Ni­cho­la­so­wi D. Smi­tho­wi i Gre­go­ry’emu Vla­sto­so­wi. Po­świę­co­ne So­kra­te­so­wi se­mi­na­rium NEH1, któ­re G. Vla­stos pro­wa­dził w 1983 roku, pod wie­lo­ma wzglę­da­mi sta­no­wi­ło punkt zwrot­ny w mo­jej ka­rie­rze. To wła­śnie wte­dy (za­rów­no za spra­wą sa­me­go G. Vla­sto­sa, jak i przez wzgląd na pa­mięć pew­ne­go zmar­łe­go przy­ja­cie­la) po raz pierw­szy po­wzią­łem kon­kret­ne pla­ny zwią­za­ne z ni­niej­szym pro­jek­tem. Moja póź­niej­sza ko­re­spon­den­cja z tym wy­bit­nym ba­da­czem, jego za­wsze su­ro­we (i za­wsze dyk­to­wa­ne przy­chyl­no­ścią) uwa­gi kry­tycz­ne, udzie­la­ne mi przez nie­go wspar­cie, jego licz­ne i do­nio­słe stu­dia po­świę­co­ne So­kra­te­so­wi – to wszyst­ko czy­ni mnie wiel­kim dłuż­ni­kiem G. Vla­sto­sa. Jed­ną z naj­cen­niej­szych rze­czy, któ­re za­wdzię­czam jego se­mi­na­rium, była moja przy­jaźń z T. Brick­ho­use’em i N.D. Smi­them, bę­dą­cy­mi wów­czas na wcze­snym eta­pie pi­sa­nia pra­cy, któ­rej for­mą osta­tecz­ną sta­ła się książ­ka So­cra­tes on Trial2. Moja roz­pra­wa bar­dzo wie­le za­wdzię­cza na­szym wspól­nym dys­ku­sjom, ich dzie­łu oraz ich wni­kli­wym ko­men­ta­rzom do­ty­czą­cym mo­jej pra­cy (wie­le z nich zna­la­zło się w ni­niej­szym tek­ście). Poza tym cen­ne ko­men­ta­rze do­ty­czą­ce sa­me­go rę­ko­pi­su po­cho­dzą od Hugh Ben­so­na i Ni­cho­la­sa D. Smi­tha. Po­moc­ne uwa­gi od­no­szą­ce się do róż­nych par­tii tek­stu za­wdzię­czam tak­że wie­lu in­nym oso­bom, zwłasz­cza Ju­lii An­nas, Mary Whi­tlock Blun­dell, Lin­dzie Britt, Joh­no­wi Bus­sa­ni­cho­wi, Char­le­so­wi Chias­so­no­wi, Jo­na­tha­no­wi Co­he­no­wi, Eve Brow­ning Cole, Owe­no­wi Gol­di­no­wi, Da­nie­lo­wi Gun­no­wi, Da­vi­do­wi Hal­pe­ri­no­wi, We­sley­owi McNa­iro­wi, Mit­chel­lo­wi Mil­le­ro­wi, Ro­nal­do­wi Po­lan­sky’emu, Gle­no­wi Raw­so­no­wi, Jen­ni­fer Reid, Geo­r­ge’owi Ru­de­bu­sho­wi, Ro­slyn We­iss, a wresz­cie ano­ni­mo­wym ar­bi­trom w roz­ma­itych kwe­stiach. Je­stem rów­nież wdzięcz­ny: NEH za przy­zna­nie mi Tra­vel to Col­lec­tion Grant (w 1988 roku) oraz sty­pen­dium (w la­tach 1989–1990), Penn Sta­te Press i dy­rek­tor­ce tej in­sty­tu­cji – San­dy That­cher, a tak­że Uni­ver­si­ty of Ma­ine w Far­ming­ton za przy­zna­nie mi urlo­pu na­uko­we­go na je­sie­ni 1992 roku. A wresz­cie je­stem dłuż­ni­kiem Dale’a Co­oke’a, któ­ry spo­rzą­dził in­dek­sy w tej książ­ce.

Po­wsta­nie tej książ­ki nie by­ło­by moż­li­we, gdy­by nie wspar­cie, mi­łość i cier­pli­wość mo­ich ro­dzi­ców, mo­jej żony Su­san oraz mo­ich dzie­ci: Ca­itlin i Iana. To wła­śnie im oraz wie­lu in­nym lu­dziom (któ­rych nie wy­mie­niam z na­zwi­ska, a któ­rzy mie­li wpływ na całą tę książ­kę) chciał­bym zło­żyć po­dzię­ko­wa­nia, wy­ra­zy sza­cun­ku i mi­ło­ści.

Licz­ne frag­men­ty ni­niej­szej książ­ki to prze­rób­ki ar­ty­ku­łów pu­bli­ko­wa­nych wcze­śniej. Re­dak­to­rom i wy­daw­com cza­so­pism wy­mie­nio­nych po­ni­żej dzię­ku­ję za wszel­ką po­moc i ze­zwo­le­nie (gdy było to ko­niecz­ne) na wy­ko­rzy­sta­nie tych ma­te­ria­łów.

Po­pra­wio­ne frag­men­ty ar­ty­ku­łu Kahn on the Pre-Mid­dle Pla­to­nic Dia­lo­gu­es, „Oxford Stu­dies in An­cient Phi­lo­so­phy” 8 (1990), s. 211–236, sta­no­wią część roz­dzia­łu 1.2. ni­niej­szej książ­ki.

Po­pra­wio­na wer­sja ar­ty­ku­łu So­cra­tic Pie­ty in the Eu­ty­ph­ro, „Jo­ur­nal of the Hi­sto­ry of Phi­lo­so­phy” 23 (1985), s. 283–309, [przedr. w:] Es­says on the Phi­lo­so­phy of So­cra­tes, red. H. Ben­son (Oxford: Oxford Uni­ve­ri­sty Press, 1992), s. 220–241, po­ja­wia się w ni­niej­szej książ­ce jako roz­dział 2.2.

Po­pra­wio­na wer­sja ar­ty­ku­łu So­cra­tic Re­ason and So­cra­tic Re­ve­la­tion, „Jo­ur­nal of the Hi­sto­ry of Phi­lo­so­phy” 29 (1991), s. 345–374, jest roz­dzia­łem 4.1. ni­niej­szej książ­ki.

Po­pra­wio­na wer­sja ar­ty­ku­łu So­cra­tes and the Duty to Phi­lo­so­phi­ze, „So­uthern Jo­ur­nal of Phi­lo­so­phy” 24 (1986), s. 541–560, jest roz­dzia­łem 4.2. ni­niej­szej książ­ki.

Po­pra­wio­na wer­sja ar­ty­ku­łu So­cra­tes on the Im­mo­ra­li­ty of the Soul, „Jo­ur­nal of the Hi­sto­ry of Phi­lo­so­phy” 32 (1994), s. 1–22, jest roz­dzia­łem 5.1. ni­niej­szej książ­ki.

Po­pra­wio­na wer­sja ar­ty­ku­łu So­cra­tes on Teo­lo­gi­cal and Mo­ral Theo­logy, „An­cient Phi­lo­so­phy” 14 (1994), s. 245–266, jest roz­dzia­łem 5.2. ni­niej­szej książ­ki.

Po­pra­wio­ne ustę­py z pra­cy Com­men­ta­ry on Mor­gan (ko­men­tarz, o któ­ry mnie po­pro­szo­no, na te­mat ar­ty­ku­łu „Phi­lo­so­phy in Pla­to’s So­phist” M. Mor­ga­na), „Pro­ce­edings of the Bo­ston Area Col­lo­qu­ium in An­cient Phi­lo­so­phy” 9 (1993), 112–129, są czę­ścią roz­dzia­łu 5.3. ni­niej­szej książ­ki.

Rozdział I. Wstęp

1.1. Uwa­gi wstęp­ne i pew­ne trud­no­ści

Na ogół przyj­mu­je się, że po­stać So­kra­te­sa po­sia­da wy­miar re­li­gij­ny, na­wet je­śli jest on na­ce­cho­wa­ny zło­wro­gim kry­ty­cy­zmem: czymś, co umoż­li­wi­ło po­sta­wie­nie So­kra­te­so­wi za­rzu­tu bez­boż­no­ści i wy­ko­na­nie na nim wy­ro­ku. Oczy­wi­ście, jesz­cze na dłu­go przed swo­im pro­ce­sem So­kra­tes stał się bo­ha­te­rem zbio­ro­wej wy­obraź­ni sły­ną­cym z sub­tel­ne­go non­kon­for­mi­zmu in­te­lek­tu­al­ne­go3 i go­to­wo­ści do kon­fron­ta­cji ery­stycz­nych. Tak więc dzię­ki wie­lo­let­nim pro­wo­ka­cjom in­te­lek­tu­al­nym – i au­ten­tycz­ne­mu ge­niu­szo­wi fi­lo­zo­ficz­ne­mu kry­ją­ce­mu się za jego po­pu­lar­nym wi­ze­run­kiem – do­peł­nia­ją­cy je dra­mat mę­czeń­stwa So­kra­te­sa stał się dla jego cza­sów ide­al­nym te­ma­tem, na któ­rym moż­na było oprzeć pro­duk­cję li­te­rac­ką ca­łej epo­ki4. Do naj­waż­niej­szych dzieł mu po­świę­co­nych na­le­ży za­li­czyć Pla­toń­ską Obro­nę So­kra­te­sa, za­wie­ra­ją­cą ele­men­ty dra­ma­tycz­ne i czy­sto fik­cyj­ne. W tym dia­lo­gu So­kra­tes kon­fron­tu­je swo­je po­glą­dy z oskar­że­nia­mi mło­de­go i aro­ganc­kie­go oskar­ży­cie­la, któ­ry jest zde­ter­mi­no­wa­ny, by do­pro­wa­dzić do aresz­to­wa­nia fi­lo­zo­fa za pod­wa­ża­nie tra­dy­cyj­nych po­glą­dów re­li­gij­nych ateń­skiej mło­dzie­ży. Oskar­żo­ny So­kra­tes prze­ma­wia we wła­snej obro­nie z mocą, sub­tel­no­ścią i siłą prze­ko­ny­wa­nia, któ­re po­zo­sta­ją czymś nie­prze­ści­gnio­nym, a wręcz – czymś nie­zrów­na­nym.

Jed­nak to wła­śnie dra­ma­tycz­ne wa­lo­ry tek­stu spra­wi­ły, że prze­trwał on do na­szych cza­sów oraz że (po­dob­nie jak po­stać So­kra­te­sa) stał się przed­mio­tem nie­koń­czą­cych się spo­rów wśród uczo­nych. Za fa­sa­dą śmia­ło­ści i od­wa­gi, któ­re Pla­ton przy­pi­su­je swo­je­mu mi­strzo­wi, współ­cze­śni ko­men­ta­to­rzy czę­sto do­strze­ga­ją in­ne­go So­kra­te­sa: bar­dziej iro­nicz­ne­go, aro­ganc­kie­go, nie­jed­no­znacz­ne­go, być może też mniej pew­ne­go sie­bie i bar­dziej skłon­ne­go do au­to­de­struk­cji. Wła­śnie ten So­kra­tes naj­pierw szy­dzi z so­fi­stów, pa­ro­diu­jąc re­to­ry­kę są­do­wą5, a póź­niej od­da­la za­rzut nie­uzna­wa­nia bo­gów czczo­nych w Ate­nach – dzię­ki temu, że zręcz­nie zła­pał oskar­ży­cie­la w si­dła za po­mo­cą sub­tel­nej wol­ty i ar­gu­men­tu ad ho­mi­nem6. Zgod­nie z ta­kim od­czy­ta­niem Obro­ny So­kra­tes jest de­struk­cyj­nym kry­ty­kiem tra­dy­cyj­nej re­li­gii, a za­tem oka­zu­je się win­ny sta­wia­nych mu za­rzu­tów7.

Ta in­ter­pre­ta­cja może się wy­dać atrak­cyj­na tym czy­tel­ni­kom, któ­rzy chcie­li­by uwy­pu­klić pod­stęp­ność i zło­żo­ność li­te­rac­kich stra­te­gii Pla­to­na (a być może rów­nież wro­gość wo­bec prze­są­dów re­li­gij­nych, któ­re za­uwa­ża­ją u So­kra­te­sa). Jed­nak obec­nie pa­nu­je zgod­ność co do tego, że w Obro­nie – po­dob­nie jak w Eu­ty­fro­nie i in­nych wcze­snych dzie­łach Pla­to­na – So­kra­tes uka­za­ny jest nie tyl­ko jako pierw­szo­rzęd­ny fi­lo­zof po­słu­gu­ją­cy się ra­cjo­nal­ną ar­gu­men­ta­cją, lecz tak­że jako czło­wiek głę­bo­ko re­li­gij­ny, któ­ry wie­rzył w bo­gów znacz­nie gó­ru­ją­cych nad nami (za­rów­no pod wzglę­dem po­sia­da­nej mocy, jak i mą­dro­ści) i któ­ry dzie­lił ze współ­cze­sny­mi mu oby­wa­te­la­mi wie­le in­nych wie­rzeń re­li­gij­nych za­ko­rze­nio­nych w tra­dy­cji8. Wy­da­je się rów­nież ja­sne, że So­kra­tes nie był ma­ło­mia­stecz­ko­wym po­li­te­istą, któ­ry od­dzie­lił swo­je prze­ko­na­nia re­li­gij­ne od fi­lo­zo­ficz­nych. Było ra­czej tak, że za­an­ga­żo­wa­nie re­li­gij­ne trak­to­wał jako nie­od­łącz­ny ele­ment swo­jej fi­lo­zo­ficz­nej mi­sji po­le­ga­ją­cej na ba­da­niu i na­pra­wie mo­ral­no­ści. Wy­ko­rzy­sty­wał przy tym ra­cjo­nal­ne prze­ko­na­nia tkwią­ce u pod­staw swo­jej mi­sji, aby prze­kształ­cić re­li­gij­ne kon­wen­cje epo­ki. W re­zul­ta­cie So­kra­tes miał istot­ny wkład w ra­cjo­nal­ną re­for­mę grec­kiej re­li­gii, któ­ry był in­spi­ru­ją­cy i prze­ni­kał nie­zwy­kle wpły­wo­wą teo­lo­gię Pla­to­na – zna­ko­mi­te­go ucznia i „bio­gra­fa” So­kra­te­sa. W każ­dym ra­zie taka jest moja teza, któ­rą za­mie­rzam uza­sad­nić w ni­niej­szej książ­ce.

Cho­ciaż po­stu­lat do­ty­czą­cy tego, że po­stać So­kra­te­sa mia­ła wy­miar re­li­gij­ny, stał się w na­szej hi­sto­rii in­te­lek­tu­al­nej swo­istym ba­na­łem, to jed­nak miał on rów­nież swo­ich kry­ty­ków – za­rów­no sta­ro­żyt­nych, jak i no­wo­żyt­nych. Kry­ty­cy sta­ro­żyt­ni zda­wa­li się do­strze­gać u So­kra­te­sa pew­ne ce­chy ate­istycz­ne­go fi­lo­zo­fa na­tu­ry, na­to­miast w jego ar­gu­men­tach do­szu­ki­wa­li się amo­ral­nych sztu­czek za­wo­do­we­go na­uczy­cie­la re­to­ry­ki. Nie był to więc So­kra­tes re­li­gij­ny, lecz bez­boż­ny kry­tyk bo­gów oraz re­li­gij­nych in­sty­tu­cji Aten9. W Obro­nie So­kra­tes elo­kwent­nie i z ener­gią za­prze­cza tym za­rzu­tom, a jego sło­wom – jak są­dzę – do­dat­ko­wej mocy do­da­ją opi­sy, któ­re zna­my z in­nych wcze­snych dia­lo­gów Pla­to­na. Ta na wpół fik­cyj­na cha­rak­te­ry­sty­ka So­kra­te­sa, po­mi­ja­jąc inne jej ce­chy, jest tak zaj­mu­ją­ca i żywa, że w po­łą­cze­niu ze świa­dec­twa­mi in­nych apo­lo­ge­tów (przede wszyst­kim Kse­no­fon­ta) So­kra­tes zo­sta­je dzię­ki niej po­śmiert­nie uwol­nio­ny od oskar­żeń o ate­izm10. W rze­czy sa­mej – przy po­wierz­chow­nej lek­tu­rze tych opi­sów – So­kra­tes pod nie­jed­nym wzglę­dem może się wy­da­wać czy­tel­ni­ko­wi naj­bar­dziej po­boż­nym Gre­kiem tam­tej epo­ki. Jed­nak kie­dy sta­ro­żyt­ni obroń­cy So­kra­te­sa po­ko­na­li w spo­rze swo­ich ad­wer­sa­rzy, w nie­za­mie­rzo­ny spo­sób przy­go­to­wa­li tak­że grunt dla póź­niej­sze­go pro­ce­su he­ro­iza­cji tego fi­lo­zo­fa, któ­rej do­ko­ny­wa­li licz­ni wcze­sno­chrze­ści­jań­scy apo­lo­ge­ci i oj­co­wie Ko­ścio­ła11.

Pla­ton i Kse­no­font w swo­ich dzie­łach przed­sta­wi­li uję­cie po­boż­no­ści So­kra­te­sa, któ­re nie­uchron­nie spra­wi­ło, że chrze­ści­ja­nie za­czę­li po­rów­ny­wać jego „ludz­ką mą­drość” z bo­ską mą­dro­ścią Chry­stu­sa: sta­wia­ne So­kra­te­so­wi nie­spra­wie­dli­we za­rzu­ty ate­izmu po­rów­ny­wa­li z oskar­że­nia­mi wy­su­wa­ny­mi prze­ciw­ko nim sa­mym12; karę wy­so­ko­ści trzy­dzie­stu min (za­pro­po­no­wa­ną przez So­kra­te­sa w cza­sie pro­ce­su) – z trzy­dzie­sto­ma srebr­ni­ka­mi Ju­da­sza; uwię­zie­nie So­kra­te­sa w celi – z Chry­stu­sem w ogro­dzie Get­se­ma­ni; wy­pi­cie cy­ku­ty – z Ukrzy­żo­wa­niem. We­dług wie­lu, w świe­tle tych ana­lo­gii So­kra­tes jawi się jako pro­to­chrze­ści­ja­nin i pro­rok Chry­stu­sa13. Dla­te­go też mo­tyw So­kra­te­sa nie­spra­wie­dli­wie prze­śla­do­wa­ne­go za po­glą­dy re­li­gij­ne stał się in­spi­ru­ją­cym punk­tem od­nie­sie­nia w ide­ali­zu­ją­cej li­te­ra­tu­rze fi­lo­zo­ficz­nej aż do cza­sów Pe­trar­ki, Fi­ci­na i Era­zma14.

Pierw­sze ska­zy na wi­ze­run­ku „świę­te­go” So­kra­te­sa po­ja­wi­ły się już u za­ra­nia wło­skie­go re­ne­san­su. Ucze­ni za­czę­li wów­czas w peł­ni zda­wać so­bie spra­wę przede wszyst­kim z trud­no­ści in­ter­pre­ta­cyj­nych zwią­za­nych z bar­dzo róż­ny­mi opi­sa­mi So­kra­te­sa (cho­ciaż­by u tak od­mien­nych au­to­rów jak Ary­sto­fa­nes i Pla­ton). Ten fakt osła­bił wcze­śniej­szą pew­ność zwią­za­ną z odzie­dzi­czo­ną kon­cep­cją po­sta­ci So­kra­te­sa, a tym sa­mym do­star­czył wal­czą­cym o wol­ność in­te­lek­tu­al­ną i to­le­ran­cję re­li­gij­ną no­we­go uza­sad­nie­nia in­ter­pre­ta­cji zgod­nych z ich wła­sny­mi po­glą­da­mi po­li­tycz­ny­mi i re­li­gij­ny­mi. Dla­te­go też nie­któ­rzy od­rzu­ca­li lub mo­dy­fi­ko­wa­li „mit” So­kra­te­sa jako po­boż­ne­go słu­gi bo­że­go nie­spra­wie­dli­wie ska­za­ne­go na śmierć. W za­mian wy­pra­co­wa­li wi­zję So­kra­te­sa bę­dą­ce­go wol­no­my­śli­cie­lem i bu­rzy­cie­lem tra­dy­cyj­nej re­li­gii oby­wa­tel­skiej15. Tym ten­den­cjom to­wa­rzy­szył wzrost po­pu­lar­no­ści za­in­te­re­so­wań fi­lo­zo­ficz­nych (w opo­zy­cji do teo­lo­gicz­nych) wśród ko­lej­nych po­ko­leń uczo­nych, wsku­tek cze­go ba­da­cze za­czę­li w więk­szym stop­niu kon­cen­tro­wać się na udzia­le So­kra­te­sa w trium­fach ra­cjo­nal­nej kul­tu­ry na­uko­wej, po­mi­ja­jąc tra­dy­cyj­ne ele­men­ty re­li­gij­ne obec­ne w my­śli tego fi­lo­zo­fa16. Tak oto roz­po­czął się swo­isty świec­ki pro­ces ka­no­ni­za­cyj­ny, w efek­cie któ­re­go jesz­cze dzi­siaj w pew­nych krę­gach przed­sta­wia się So­kra­te­sa jako po­stać ro­dem z oświe­ce­nia. W cza­sie stu­diów mnie sa­me­mu (oraz wie­lu in­nym adep­tom fi­lo­zo­fii) przed­sta­wio­ny zo­stał wła­śnie taki So­kra­tes – mo­de­lo­wy in­te­lek­tu­ali­sta, bez resz­ty po­chło­nię­ty spo­ra­mi ar­gu­men­ta­cyj­ny­mi, gło­szą­cy „pa­ra­dok­sal­ny” po­gląd, że „cno­ta jest wie­dzą”17, le­żą­cy u pod­staw teo­rii mo­ral­nej, we­dle któ­rej dys­kur­syw­na ra­cjo­nal­ność jest je­dy­nym prze­wod­ni­kiem w ży­ciu.

Tak więc trud­no mó­wić o ja­kiejś w mia­rę traf­nej – a przy­naj­mniej w mia­rę obiek­tyw­nej – oce­nie po­sta­ci So­kra­te­sa i jego po­glą­dów, gdyż do jed­ne­go ten­den­cyj­ne­go od­czy­ta­nia do­łą­czy­ło ko­lej­ne. Daw­niej w So­kra­te­sie do­pa­try­wa­no się Jana Chrzci­cie­la z V wie­ku przed Chry­stu­sem, na­to­miast obec­nie wi­dzi się w nim an­ty­te­zę ta­kiej po­sta­ci – fi­lo­zo­ficz­ną fi­gu­rę nie­od­łącz­nie zwią­za­ną z na­szym współ­cze­snym poj­mo­wa­niem sa­mych sie­bie, war­to­ści kul­tu­ro­wych i prak­tyk edu­ka­cyj­nych18. Tak oto w na­uce i kul­tu­rze po­pu­lar­nej po­ja­wił się So­kra­tes bę­dą­cy nie tyle czło­wie­kiem swo­jej epo­ki, ile ra­czej per­so­ni­fi­ka­cją współ­cze­sne­go mo­de­lu „ży­cia pod­da­ne­go ra­cjo­nal­ne­mu na­my­sło­wi”, a tak­że „wcze­snym apo­sto­łem li­be­ral­nych ide­ałów szcze­ro­ści i sa­mo­re­ali­za­cji”19.

W tej kon­cep­cji (bę­dą­cej moim zda­niem prze­ci­wień­stwem kon­cep­cji traf­niej­szej, bar­dziej za­gad­ko­wej i in­te­re­su­ją­cej) So­kra­tes sta­wia fun­da­men­tal­ne py­ta­nia do­ty­czą­ce mo­ral­no­ści i war­to­ści, przy czym po­słu­gu­je się za­sad­ni­czo tyl­ko jed­ną me­to­dą – „elenk­tycz­ną” – po­le­ga­ją­cą na ba­da­niu spój­no­ści prze­ko­nań przez za­da­wa­nie py­tań roz­mów­cy20. Zgod­nie ze stan­dar­do­wym, „świec­kim” wi­ze­run­kiem So­kra­te­sa taka pro­ce­du­ra te­sto­wa­nia prze­ko­nań opar­ta na dia­lo­gu pod­da­na jest ry­go­ry­stycz­nym ka­no­nom lo­gi­ki i sta­no­wi za­sad­ni­czy zrąb za­rów­no So­kra­tej­skich do­cie­kań fi­lo­zo­ficz­nych, jak i pro­ce­su po­dej­mo­wa­nia de­cy­zji w sfe­rze mo­ral­no­ści oraz pe­da­go­gi­ki. Kie­dy ten fi­lo­zof stwier­dza, że „ży­cie bez na­my­słu nad nim nie­war­te jest prze­ży­wa­nia”21, to na­le­ży uznać te sło­wa za za­chę­tę (kie­ro­wa­ną do każ­de­go), by część każ­de­go dnia po­świę­cić elenk­tycz­ne­mu ba­da­niu sa­me­go sie­bie i in­nych, gdyż wła­śnie tego wy­ma­ga­ją ra­cjo­nal­ne za­sa­dy dys­kur­su fi­lo­zo­ficz­ne­go22. We­dług ta­kiej in­ter­pre­ta­cji po­za­ra­cjo­nal­ne do­świad­cze­nia re­li­gij­ne same z sie­bie ni­cze­go nie wno­szą do prak­ty­ki fi­lo­zo­fo­wa­nia, lecz ra­czej do­ma­ga­ją się od nas fi­lo­zo­ficz­nej ana­li­zy. Dla­te­go też nie jest ni­czym dziw­nym, że zwo­len­ni­cy ta­kie­go uję­cia cza­sa­mi wi­dzą w So­kra­te­sie ko­goś w ro­dza­ju ate­isty czy agno­sty­ka. In­ter­pre­tu­ją oni po­zy­tyw­ne od­nie­sie­nia do istot bo­skich oraz otrzy­my­wa­ne przez nie­go „zna­ki” jako przy­pad­ki do­mnie­ma­nej iro­nii So­kra­te­sa, okry­tej nie­sła­wą23. Mógł on mó­wić, że sły­szy „bo­ski głos”24, ale tak na­praw­dę we­dług zwo­len­ni­ków tej kon­cep­cji jest to tyl­ko swo­isty fa­çon de par­ler. Uwa­ża­ją oni bo­wiem, że w ten spo­sób So­kra­tes w za­ka­mu­flo­wa­nej for­mie od­wo­łu­je się w ję­zy­ku „sze­ro­kich krę­gów” do „bo­skich” pod­szep­tów swo­ich władz in­te­lek­tu­al­nych – na wskroś świec­kich z na­tu­ry i czy­sto ludz­kich25. Tym ra­zem więc, we­dle tego uję­cia, So­kra­tes zna­ny nam z Obro­ny Pla­to­na jest win­ny sta­wia­nych mu za­rzu­tów26.

Moim zda­niem taki por­tret So­kra­te­sa jest re­zul­ta­tem ba­ga­te­li­zo­wa­nia i błęd­nej in­ter­pre­ta­cji do­stęp­nych tek­stów (nie wspo­mi­na­jąc już o pro­ce­sach kul­tu­ro­wych, któ­rym od sa­me­go po­cząt­ku pod­le­ga­ła ta po­stać). Zwo­len­ni­cy po­glą­dów tego ro­dza­ju mu­szą co naj­mniej wy­ja­śnić ist­nie­nie jed­no­znacz­nych świa­dectw po­twier­dza­ją­cych tezę, że So­kra­te­sa ce­cho­wa­ła au­ten­tycz­na re­li­gij­ność w za­sad­ni­czym sen­sie tego sło­wa, któ­ry jest oczy­wi­sty za­rów­no dla lu­dzi ży­ją­cych w sta­ro­żyt­nej Gre­cji, jak i dzi­siaj. Mia­no­wi­cie So­kra­tes był głę­bo­ko prze­ko­na­ny (a to prze­ko­na­nie dyk­to­wa­ły za­rów­no in­te­lekt, jak i ser­ce), że ist­nie­ją bo­skie, nie­ziem­skie isto­ty ob­da­rzo­ne in­te­li­gen­cją i mocą (czy­li bo­go­wie). Co wię­cej, ist­nie­je wie­le po­wo­dów, by twier­dzić, że So­kra­tes szcze­rze wie­rzył tak­że w to, że on sam ma wy­jąt­ko­wą mi­sję wy­zna­czo­ną mu przez bo­gów, po­le­ga­ją­cą na upra­wia­niu fi­lo­zo­fii. Klu­czo­wym frag­men­tem prze­ma­wia­ją­cym za tą tezą jest śmia­łe oświad­cze­nie sa­me­go So­kra­te­sa: „[…] do­sta­łem po­le­ce­nie ta­kie­go dzia­ła­nia [fi­lo­zo­fo­wa­nia] od boga przez wy­rocz­nie, i wi­zje sen­ne, i wszel­kie spo­so­by, po­przez któ­re ja­kieś bo­skie zrzą­dze­nie sta­wia przed czło­wie­kiem ta­kie czy inne za­da­nie do wy­peł­nie­nia”27.

Ze wzglę­du na nie­wąt­pli­wą po­wa­gę, z jaką So­kra­tes trak­to­wał swo­ją fi­lo­zo­ficz­ną mi­sję, nie mamy rów­nież pod­staw, by wąt­pić w jego twier­dze­nie, że w spra­wach wiel­kich i ma­łych jego sta­łym do­rad­cą są pod­szep­ty ja­kie­goś nad­na­tu­ral­ne­go gło­su – wspo­mnia­ne­go da­imo­nio­na28. Dzie­ła Pla­to­na i Kse­no­fon­ta po­świę­co­ne So­kra­te­so­wi peł­ne są ta­kich bez­po­śred­nich, jaw­nie re­li­gij­nych de­kla­ra­cji. Usu­nię­cie ich z do­stęp­nych nam tek­stów ozna­cza­ło­by po­zba­wie­nie ich ca­łej tre­ści – by­ła­by to „ope­ra­cja, w trak­cie któ­rej uśmier­co­no by pa­cjen­ta”29. Z ko­lei po­trak­to­wa­nie ich jako żar­tów peł­nych iro­nii czy de­kla­ra­cji bez po­kry­cia (albo wy­łącz­nie jako prze­no­śni) ozna­cza­ło­by przy­ję­cie za­sa­dy in­ter­pre­ta­cyj­nej, któ­ra – sko­ro raz po­zwo­li­ła nam na swo­bo­dę w od­czy­ta­niu tek­stu – w koń­cu spra­wi­ła­by, że każ­dą wy­po­wiedź So­kra­te­sa moż­na by­ło­by ro­zu­mieć w do­wol­ny spo­sób. Tak więc moim zda­niem naj­now­sze ba­da­nia (po­dej­mo­wa­ne za­rów­no przez współ­cze­snych na­ukow­ców, jak i ich po­przed­ni­ków, któ­rzy pra­gnę­li się zmie­rzyć z tym naj­bar­dziej wpły­wo­wym, naj­dziw­niej­szym i naj­bar­dziej kło­po­tli­wym ze wszyst­kich fi­lo­zo­fów) w dal­szym cią­gu i z całą po­wa­gą po­win­ny się sku­piać przede wszyst­kim na skru­pu­lat­nej ana­li­zie re­li­gij­ne­go wy­mia­ru po­sta­ci So­kra­te­sa. Mimo że mak­sy­mal­nie się kon­cen­tru­je­my (tak jak ro­bi­li­śmy to do­tych­czas) na tym, że nie­za­prze­czal­nie przy­czy­nił się on do roz­wo­ju me­tod i sta­no­wisk głów­ne­go nur­tu fi­lo­zo­fii współ­cze­snej, to jesz­cze nie do koń­ca zro­zu­mie­li­śmy i do­ce­ni­li­śmy jego wy­jąt­ko­wy i prze­ło­mo­wy wkład w roz­wój idei re­li­gij­nych Za­cho­du.

Dla­te­go też pod­sta­wo­we za­ło­że­nie tej książ­ki jest na­stę­pu­ją­ce: mu­si­my po­waż­nie po­trak­to­wać tek­stu­al­ne świa­dec­twa re­li­gij­ne­go wy­mia­ru po­sta­ci So­kra­te­sa. Je­stem prze­ko­na­ny, że wła­śnie fakt, że na­gmin­nie po­słu­gi­wał się on fi­lo­zo­ficz­nie spój­nym ję­zy­kiem re­li­gij­nym (po­twier­dze­nie znaj­du­je­my we wcze­snych dia­lo­gach Pla­to­na i w in­nych źró­dłach) sta­no­wi naj­moc­niej­szą z hi­sto­rycz­nych prze­sła­nek, by ob­sta­wać przy wi­zji So­kra­te­sa jako oso­by re­li­gij­nej. In­ny­mi sło­wy, li­te­rac­ka po­stać opi­sy­wa­na przez Pla­to­na i in­nych au­to­rów – a za­tem, jak będę do­wo­dził, rów­nież i po­stać hi­sto­rycz­na – po­win­na być po­strze­ga­na jako rze­czy­wi­sty świa­dek swo­ich cza­sów je­dy­nie o tyle, o ile uwzględ­ni się jej wy­miar po­nadna­tu­ral­ny30. Pa­mię­taj­my o tym, że So­kra­tes był rów­nież wraż­li­wym kry­ty­kiem i ra­cjo­nal­nym re­for­ma­to­rem za­rów­no w sfe­rze odzie­dzi­czo­nej tra­dy­cji re­li­gij­nej, jak i teo­lo­gicz­nych in­no­wa­cji (zwią­za­nych z kul­tem), z któ­ry­mi się ze­tknął, a któ­rych apo­geum w Ate­nach na­stą­pi­ło w V wie­ku przed Chry­stu­sem31. Dla­te­go też ko­lej­nym z za­dań, któ­re sta­wiam so­bie w tej książ­ce, bę­dzie za­pre­zen­to­wa­nie me­tod i skut­ków So­kra­tej­skiej re­for­ma­cji.

Dość szcze­gó­ło­wo oma­wiam m.in. to, w jaki spo­sób fi­lo­zo­ficz­na mi­sja So­kra­te­sa łą­czy się z teo­lo­gią, na któ­rą (po czę­ści) skła­da­ją się twier­dze­nia, że: (1) ist­nie­ją bo­go­wie (czy też licz­ne aspek­ty jed­ne­go bó­stwa); (2) ci bo­go­wie zsy­ła­ją nam same do­bre rze­czy (i żad­nych złych) bę­dą­ce na­szym udzia­łem, łącz­nie ze zna­ka­mi ob­ja­wia­ny­mi za po­śred­nic­twem ta­kich po­za­ra­cjo­nal­nych źró­deł, jak sny zsy­ła­ne przez nich sa­mych; (3) bo­go­wie ce­chu­ją się do­sko­na­łą mą­dro­ścią oraz wy­so­ką mo­ral­no­ścią i mają się ni­jak do „kłamstw po­etów” (np. Ho­me­ra); (4) bo­gom obce jest uczu­cie wro­go­ści i są oni do­sko­na­le spra­wie­dli­wi; (5) lu­dzie nie są w sta­nie udo­sko­na­lić na­tu­ry bo­gów; (6) bo­go­wie kie­ru­ją swo­ją mi­łość ku ak­tom po­boż­no­ści (któ­re z ra­cji tego, że są po­boż­ne, są też spra­wie­dli­we); (7) do ak­tów po­boż­no­ści na­le­ży na­sza służ­ba bo­gom (ὑπηρετική/hy­pe­re­ti­ke) – któ­ra jest po­dob­na do usług świad­czo­nych przez słu­żą­cych ich pa­nom – czy­li in­ny­mi sło­wy: wspo­ma­ga­nie bo­gów w ich za­mie­rze­niach. Jed­ną z bar­dziej in­te­re­su­ją­cych im­pli­ka­cji tego po­glą­du (z po­mi­nię­ciem zde­cy­do­wa­ne­go od­rzu­ce­nia idei, że bo­go­wie mogą być nie­spra­wie­dli­wi czy skon­flik­to­wa­ni) jest mo­dy­fi­ka­cja ty­po­wych prze­bła­gal­nych i apo­tro­pa­icz­nych mo­ty­wów od­gry­wa­ją­cych klu­czo­wą rolę w tra­dy­cyj­nej re­li­gii grec­kiej. Jak zo­ba­czy­my, kon­cep­cje re­li­gij­ne So­kra­te­sa po­waż­nie ogra­ni­czy­ły po­trze­bę i sku­tecz­ność kon­wen­cjo­nal­ne­go kul­tu opar­te­go na ry­tu­ałach. Za­stą­pi­ło go znacz­nie bar­dziej wy­ma­ga­ją­ce zo­bo­wią­za­nie re­li­gij­ne do służ­by zgod­nej z pra­gnie­niem uszczę­śli­wia­nia lu­dzi ży­wio­nym przez bo­gów. Mia­ło być ono moż­li­we dzię­ki fi­lo­zo­ficz­nym do­cie­ka­niom do­sko­na­lą­cym ludz­ką du­szę.

Je­śli ten opis jest w mia­rę traf­ny, to wów­czas fi­lo­zo­fia So­kra­te­sa ro­dzi pew­ną kło­po­tli­wą ła­mi­głów­kę. Sko­ro za­kła­da­my, że był on nie tyl­ko ra­cjo­na­li­stycz­nie uspo­so­bio­nym fi­lo­zo­fem, lecz tak­że re­li­gij­nie zo­rien­to­wa­nym re­for­ma­to­rem re­li­gii grec­kiej, to naj­wy­raź­niej wy­ni­ka z tego, że w tych dwóch aspek­tach umy­sło­wo­ści jed­ne­go czło­wie­ka kry­ją się dwie zgo­ła od­mien­ne orien­ta­cje epi­ste­mo­lo­gicz­ne. I zno­wu So­kra­tes – in­te­lek­tu­ali­sta daje do zro­zu­mie­nia (sło­wem i czy­nem), że wol­no nam dać się prze­ko­nać je­dy­nie tym stwier­dze­niom, któ­re w peł­ni opie­ra­ją się na ro­zu­mo­wa­niu (λογιζομέῳ)32. W tym miej­scu na­le­ży za­zna­czyć, że zgod­nie z więk­szo­ścią współ­cze­snych kon­cep­cji to po­ję­cie in­ter­pre­tu­je się jako „ro­zu­mo­wa­nie nie­odwo­łu­ją­ce się do sił wyż­szych”. In­ny­mi sło­wy: w ta­kim ro­zu­mo­wa­niu je­dy­ny­mi me­to­da­mi ar­gu­men­ta­cji i te­sto­wa­nia prze­ko­nań, sto­so­wa­ny­mi przez So­kra­te­sa, są elen­chos i epa­go­ge (ro­zu­mo­wa­nie ana­lo­gicz­ne opar­te na in­duk­cji)33. Jed­nak w dia­lo­gach Pla­to­na, któ­re po­wszech­nie uwa­ża się za świa­dec­two po­glą­dów hi­sto­rycz­ne­go So­kra­te­sa, elen­chos za­zwy­czaj nie pro­wa­dzi do żad­nych wia­ry­god­nych twier­dzeń do­ty­czą­cych mo­ral­no­ści. Sam So­kra­tes bez­u­stan­nie po­twier­dza tę tezę, m.in. wte­dy, gdy oświad­cza, że nie po­sia­da żad­nej fi­lo­zo­ficz­nej wie­dzy na te­mat cnót: „Ja wszak nie je­stem świa­do­my po­sia­da­nia ja­kiej­kol­wiek mą­dro­ści, wiel­kiej czy ma­łej”34. Ta po­sta­wa wy­ra­ża­ją­ca ra­cjo­na­li­stycz­ny scep­ty­cyzm i tym ra­zem sta­no­wi ude­rza­ją­cy kon­trast z po­czu­ciem pew­no­ści ma­ją­cym cha­rak­ter re­li­gij­ny i le­żą­cym u pod­staw wcze­śniej­sze­go prze­ko­na­nia So­kra­te­sa. Do­ty­czy ono tego, że na­wet za cenę ży­cia musi on fi­lo­zo­fo­wać, aby wy­peł­niać roz­kaz dany mu przez boga za po­śred­nic­twem prze­po­wied­ni, snów i wróżb. Ta scep­tycz­na po­sta­wa stoi też w wy­raź­nej sprzecz­no­ści z de­kla­ra­cją – czę­sto wy­po­wia­da­ną przez So­kra­te­sa – że zda­je się on na swo­je­go da­imo­nio­na. Fi­lo­zof ni­g­dy nie wy­ja­śnia, skąd ma pew­ność, że nie padł ofia­rą re­li­gij­nych ha­lu­cy­na­cji, a prze­cież na pierw­szy rzut oka nie wi­dać żad­ne­go ra­cjo­nal­ne­go uza­sad­nie­nia jego twier­dzeń opie­ra­ją­cych się na in­tu­icjach re­li­gij­nych. Po­nad­to fakt, że So­kra­tes ak­cep­tu­je świa­dec­twa o cha­rak­te­rze po­za­ra­cjo­nal­nym i czy­ni z nich uży­tek, nie­wąt­pli­wie po­zo­sta­je w sprzecz­no­ści z prak­ty­ką pod­da­wa­nia (a na­stęp­nie od­rzu­ca­nia) fi­lo­zo­ficz­ne­mu ba­da­niu re­li­gij­nych prze­ko­nań in­nych osób. Przy­kła­do­wo w Eu­ty­fro­nie So­kra­tes wca­le nie za­do­wa­la się wy­ja­śnie­niem po­da­nym przez Eu­ty­fro­na, że po­stę­pu­je on w zgo­dzie z wy­mo­ga­mi po­boż­no­ści, kie­dy oskar­ża wła­sne­go ojca o mor­der­stwo35. Jest rów­nież ja­sne, że Eu­ty­fron ani tro­chę by nie udo­bru­chał So­kra­te­sa, gdy­by po­szedł za jego przy­kła­dem i oświad­czył, że po­sia­da wie­dzę „à la So­kra­tes”. W jej świe­tle oskar­że­nie wła­sne­go ojca mia­ło­by być ak­tem po­boż­no­ści usank­cjo­no­wa­nym dzię­ki na­ka­zo­wi od bo­gów, któ­rzy ob­wie­ści­li Eu­ty­fro­no­wi swo­ją wolę w sen­nym wi­dze­niu lub w for­mie daj­mo­nicz­ne­go zna­ku.

Wo­bec tego mu­si­my się zmie­rzyć z na­szą ła­mi­głów­ką w jesz­cze trud­niej­szej wer­sji. Wy­da­je się bo­wiem, że So­kra­tes jest za­rów­no te­istą, jak i agno­sty­kiem. Przyj­mu­je, a za­ra­zem od­rzu­ca prze­ko­na­nia ugrun­to­wa­ne w re­li­gii. Aby roz­wią­zać ten po­zor­ny pa­ra­doks (a tym sa­mym po­go­dzić ze sobą ten­den­cje ra­cjo­na­li­stycz­ne, scep­tycz­ne i re­li­gij­ne, znaj­du­ją­ce eg­zem­pli­fi­ka­cję w tek­stach an­tycz­nych), w ko­lej­nych roz­dzia­łach ni­niej­szej książ­ki ana­li­zu­ję, w jaki spo­sób po­za­ra­cjo­nal­ne źró­dła prze­ko­nań oraz inne ele­men­ty teo­lo­gii So­kra­te­sa wpły­wa­ją na po­dej­mo­wa­nie przez nie­go de­cy­zji w kwe­stiach mo­ral­nych oraz na jego mi­sję w ogó­le. Zo­ba­czy­my wów­czas, że So­kra­tes jako je­den z pierw­szych fi­lo­zo­fów trak­to­wał ro­zum dys­kur­syw­ny – w sfe­rze prak­tycz­nej, a być może tak­że w teo­rii – jako wła­dzę bę­dą­cą wspar­ciem (a nie – prze­szko­dą) – dla po­za­ra­cjo­nal­ne­go ob­ja­wie­nia36. W rze­czy­wi­sto­ści So­kra­tes – jak się zda­je – swo­je za­ufa­nie do da­imo­nio­na opie­rał na roz­wa­ża­niach za­rów­no na­tu­ry in­duk­cyj­nej, jak i de­duk­cyj­nej.

Ist­nie­je jesz­cze wie­le in­nych po­dob­nych ła­mi­głó­wek nie­ma­ją­cych do­tych­czas roz­wią­za­nia. Oka­żą się one po­moc­ne w ko­lej­nych roz­dzia­łach ni­niej­szej książ­ki, w któ­rych pró­bu­ję zre­fe­ro­wać, zin­ter­pre­to­wać i prze­ana­li­zo­wać prze­ko­na­nia re­li­gij­ne So­kra­te­sa w świe­tle jego teo­rii etycz­nej oraz pa­no­ra­my re­li­gij­nej Aten V wie­ku przed Chry­stu­sem. W tym opi­sie za­mie­rzam przede wszyst­kim uwzględ­nić na­cisk kła­dzio­ny przez So­kra­te­sa na war­to­ści ra­cjo­nal­nej fi­lo­zo­fii elenk­tycz­nej. Moim ce­lem jest tak­że przed­sta­wie­nie spo­so­bu, w jaki po­sta­wa So­kra­te­sa jest kształ­to­wa­na przez (i w jaki spo­sób sama kształ­tu­je) jego po­strze­ga­nie sa­me­go sie­bie jako słu­gi bo­gów, któ­rzy nim kie­ru­ją.

W przy­pad­ku stu­dium tego ro­dza­ju za­zwy­czaj oczy­wi­sty­mi kwe­stia­mi są nie tyl­ko do­nio­słość te­ma­tu, lecz tak­że mo­ty­wy z nim zwią­za­ne i kie­ru­ją­ce my­śle­niem au­to­ra i czy­tel­ni­ków. Nie­mniej jed­nak (rów­nież ze wzglę­du na in­te­lek­tu­al­ne tren­dy na­szych cza­sów) war­to być może uza­sad­nić wy­bór te­ma­tu ni­niej­szej książ­ki. Przede wszyst­kim w cią­gu kil­ku ostat­nich lat stu­dia nad So­kra­te­sem za­czę­ły się nie­zwy­kle in­ten­syw­nie roz­wi­jać, co jest sy­tu­acją bez pre­ce­den­su w dłu­giej hi­sto­rii ba­dań nad tą po­sta­cią37. Pró­by (po­dob­ne do mo­jej) zde­fi­nio­wa­nia i omó­wie­nia re­li­gij­nej my­śli So­kra­te­sa sta­no­wią uży­tecz­ną i ak­tu­al­ną ko­rek­tę za­rów­no sta­nu ba­dań, jak i na­sze­go poj­mo­wa­nia hi­sto­rii sta­ro­żyt­nej (a w osta­tecz­nym roz­ra­chun­ku być może rów­nież na­sze­go ro­zu­mie­nia nas sa­mych). So­kra­tes na­dal funk­cjo­nu­je tak­że jako pa­ra­dyg­mat in­te­lek­tu­al­ne­go (a na­wet re­li­gij­ne­go) ży­cia w hu­ma­ni­sty­ce aka­de­mic­kiej, a na­wet w kul­tu­rze po­pu­lar­nej. Z cał­ko­wi­tą po­wa­gą wspo­mi­na się o nim w ka­ta­lo­gach uni­wer­sy­tec­kich. So­kra­tes – jako ste­reo­typ męt­nej mą­dro­ści pro­fe­sor­skiej – po­ja­wia się tak­że w fil­mach i in­nych wy­two­rach po­pkul­tu­ry. Jest też obec­ny na licz­nych kur­sach aka­de­mic­kich do­ty­czą­cych hi­sto­rii in­te­lek­tu­al­nej, na któ­rych stu­den­ci uczą się, że tego fi­lo­zo­fa na­le­ży iden­ty­fi­ko­wać z au­to­rem słyn­nej i od­py­cha­ją­cej „me­to­dy so­kra­tej­skiej”. Dla­te­go też istot­ne jest stu­dio­wa­nie fi­lo­zo­fii So­kra­te­sa, aby móc pod­jąć owoc­ną re­flek­sję nad na­szą wła­sną wi­zją tego, jak po­win­no wy­glą­dać ży­cie umy­słu. A sko­ro – jak po­sta­ram się po­ka­zać – fi­lo­zo­ficz­ne i re­li­gij­ne po­glą­dy So­kra­te­sa sta­no­wią czę­ści jed­nej nie­ro­ze­rwal­nej ca­ło­ści, to za­tem rów­nie istot­ne jest wy­od­ręb­nie­nie i prze­ana­li­zo­wa­nie re­li­gij­nych wąt­ków jego my­śli.

A wresz­cie chciał­bym wy­raź­nie stwier­dzić (cho­ciaż ce­lem ni­niej­szej książ­ki wca­le nie jest pró­ba udo­wod­nie­nia tej tezy), że ist­nie­je wie­le prawd na te­mat mo­ral­no­ści i ludz­kiej kon­dy­cji, któ­re moż­na za­czerp­nąć z re­flek­sji nad my­ślą So­kra­te­sa. W związ­ku z tym po­mi­nię­cie jego wy­mia­ru re­li­gij­ne­go ozna­cza­ło­by po­mi­nię­cie uży­tecz­nych prawd. Mimo że te­mat re­li­gii z isto­ty swej jest na­je­żo­ny trud­no­ścia­mi in­te­lek­tu­al­ny­mi (po­nie­waż nie­uchron­nie skła­nia każ­de­go czy­tel­ni­ka do wła­snej, su­biek­tyw­nej re­flek­sji nad na­tu­rą re­li­gii, nad jej za­le­ta­mi i wa­da­mi, a tak­że nad jej bo­le­sną hi­sto­rią) – to jed­nak jego zlek­ce­wa­że­nie jest rów­no­znacz­ne ze zlek­ce­wa­że­niem sa­me­go sie­bie. Zwróć­my uwa­gę na to, że prze­cież na­sze re­la­cje z in­ny­mi i nasz świat we­wnętrz­ny są nie­uchron­nie kształ­to­wa­ne przez (i same nie­uchron­nie kształ­tu­ją) na­sze po­sta­wy re­li­gij­ne i kry­ją­ce się za nimi wzor­ce da­nej epo­ki hi­sto­rycz­nej. Po­nad­to re­li­gia jest w swej isto­cie je­dy­nie pew­nym aspek­tem ty­po­wej dla czło­wie­ka re­ak­cji – co nie ozna­cza, że owa re­ak­cja się do niej spro­wa­dza – zro­dzo­nej z kon­fron­ta­cji z nie­opi­sa­ny­mi na żad­nej ma­pie ob­sza­ra­mi ży­cia (sta­no­wi ona sumę ludz­kich prób zro­zu­mie­nia ich ta­jem­nic i wzbu­dza­nych przez nie w czło­wie­ku lę­ków, a tak­że prób wy­ra­że­nia przez czło­wie­ka wdzięcz­no­ści za ra­dość, ja­kiej mu owe nie­zna­ne). W tym sze­ro­kim zna­cze­niu sło­wa „re­li­gia” wszy­scy je­ste­śmy ludź­mi re­li­gij­ny­mi, oto­czo­ny­mi przez współ­bra­ci w wie­rze38, bo prze­cież fi­lo­zo­fia, na­uka, po­ezja i sztu­ka sta­no­wią wy­nik re­ak­cji po­znaw­czej i emo­cjo­nal­nej. Je­śli po­świę­ci­my nie­co wię­cej uwa­gi pró­bom pod­ję­tym przez jed­ne­go z naj­wy­bit­niej­szych my­śli­cie­li ludz­ko­ści: pró­bom zmie­rze­nia się z nie­zna­ny­mi wy­mia­ra­mi eg­zy­sten­cji (oraz z gra­ni­ca­mi po­zna­nych ob­sza­rów rze­czy­wi­sto­ści, tak jak de­fi­nio­wa­ła je tra­dy­cyj­na re­li­gia grec­ka), wów­czas być może sami na­uczy­my się z więk­szym wy­czu­ciem i in­te­li­gen­cją – to zna­czy sku­tecz­niej – pro­wa­dzić na­sze wła­sne po­dob­ne zma­ga­nia.

Jed­nak wbrew temu wszyst­kie­mu So­kra­tes przed­sta­wio­ny na dal­szych stro­nach nie przy­pad­nie do gu­stu wszyst­kim czy­tel­ni­kom. Przy­kła­do­wo: je­den z wy­bit­nych spe­cja­li­stów od fi­lo­zo­fii sta­ro­żyt­nej stwier­dził, że gdy­by miał uznać mój opis So­kra­te­sa za hi­sto­rycz­nie traf­ny, to na­tych­miast stra­cił­by dla nie­go cały swój do­tych­cza­so­wy sza­cu­nek wy­pły­wa­ją­cy z po­dzi­wu dla tego wszyst­kie­go, co ten fi­lo­zof uczy­nił w jaw­nie świec­kiej sfe­rze ra­cjo­nal­nych do­cie­kań. Moja wer­sja por­tre­tu So­kra­te­sa może wy­dać się nie­straw­na na­wet czy­tel­ni­kom ak­cep­tu­ją­cym ideę, zgod­nie z któ­rą fi­lo­zof ten (po­mi­mo swo­je­go sprze­ci­wu wo­bec wie­lu klu­czo­wych do­gma­tów re­li­gii grec­kiej) za­cho­wał nie­jed­no z ów­cze­snych wie­rzeń re­li­gij­nych. Nie­któ­rzy mogą w tym miej­scu uznać, że pew­ne klu­czo­we aspek­ty prak­tyk re­li­gij­nych So­kra­te­sa – zwłasz­cza to, że zda­wał się on na bo­skie prze­wod­nic­two swo­je­go da­imo­nio­na – są sprzecz­ne z teo­lo­gią ra­cjo­nal­ną i w związ­ku z tym w in­te­lek­tu­al­nym spad­ku po­zo­sta­wia­ją nam groź­ną wi­zję prze­sąd­ne­go So­kra­te­sa – ma­nia­ka re­li­gij­ne­go.

Od­po­wiedź na po­wyż­sze za­strze­że­nia jest oczy­wi­sta. Od­da­ni ba­da­cze fi­lo­zo­fii sta­ro­żyt­nej mu­szą być przy­go­to­wa­ni na od­kry­wa­nie (czy też po­now­ne od­kry­wa­nie) za­rów­no nie­po­ko­ją­cych prawd, jak i fak­tów, któ­re mogą się oka­zać nie do po­go­dze­nia z ich prze­ko­na­nia­mi na te­mat So­kra­te­sa – pły­ną­cy­mi pro­sto z ser­ca, ra­cjo­nal­nie ugrun­to­wa­ny­mi i od daw­na ho­łu­bio­ny­mi (rów­nież tymi do­ty­czą­cy­mi fi­lo­zo­fii, re­li­gii, kul­tu­ry grec­kiej oraz na­tu­ry in­ter­pre­ta­cji tek­stu)39. Sam mu­szę przy­znać, że nie­któ­re ele­men­ty re­li­gii So­kra­te­sa na­szki­co­wa­ne na stro­nach ni­niej­szej książ­ki są nie do po­go­dze­nia z mo­imi wła­sny­mi in­kli­na­cja­mi fi­lo­zo­ficz­ny­mi i teo­lo­gicz­ny­mi. Nie­mniej jed­nak nie są­dzę, bym spo­rzą­dzo­nym prze­ze mnie por­tre­tem tego fi­lo­zo­fa na­rzu­cał nam wi­ze­ru­nek czło­wie­ka prze­sąd­ne­go – w naj­gor­szym zna­cze­niu tego sło­wa – czy choć­by ja­kie­goś an­ty­pa­tycz­ne­go ze­lo­ty. Jak bo­wiem będę do­wo­dził, nie sto­imy w ob­li­czu pro­ste­go wy­bo­ru mię­dzy So­kra­te­sem, któ­ry bar­dziej do­wie­rza su­biek­tyw­nym su­ge­stiom pły­ną­cym z im­pul­su niż ro­zu­mo­wi zdol­ne­mu do re­flek­sji, a So­kra­te­sem, któ­ry straż­nicz­ką swo­je­go losu czy­ni nie­wzru­szo­ną twier­dzę ro­zu­mo­wań wol­nych od re­li­gij­nej przy­miesz­ki. Sta­ram się ra­czej opi­sać So­kra­te­sa jako czło­wie­ka uspo­so­bio­ne­go nie tyl­ko re­li­gij­nie, lecz tak­że w peł­ni ra­cjo­nal­nie (i mo­ral­nie), któ­re­go re­flek­sja teo­lo­gicz­na opie­ra się na ro­zu­mie dys­kur­syw­nym i któ­ry go­tów jest słu­chać, prze­my­śli­wać wszyst­ko na nowo i spie­rać się na ar­gu­men­ty ze swo­im roz­mów­cą, póki temu ostat­nie­mu star­czy tchu. Aku­rat tak się skła­da, że wła­śnie tak poj­mo­wa­ny So­kra­tes czę­sto­kroć mie­wał pew­ne wy­jąt­ko­we do­świad­cze­nia, któ­re w koń­cu za­czął uwa­żać za prze­stro­gi zsy­ła­ne mu przez bó­stwo. Uznał rów­nież, że dys­po­nu­je ro­zu­mo­wy­mi, lo­gicz­nie za­sad­ny­mi ra­cja­mi na po­par­cie tego po­glą­du. Co wię­cej, So­kra­tes, któ­re­go sta­ram się przed­sta­wić w ni­niej­szej książ­ce, pod­kre­śla, że to, co po­za­ra­cjo­nal­ne – je­śli jest to tyl­ko moż­li­we – na­le­ży pod­dać osą­do­wi ro­zu­mu wol­ne­go od przy­mie­szek re­li­gij­nych.

Oczy­wi­ście, aby móc bez opo­rów za­ak­cep­to­wać taką kon­cep­cję So­kra­te­sa, mu­sie­li­by­śmy uwie­rzyć, że na­praw­dę miał on pry­wat­ny układ z bo­ga­mi. Je­śli weź­mie­my pod uwa­gę na­tu­rę wa­run­ków ko­niecz­nych, by to udo­wod­nić, to ta­kie stwier­dze­nie zy­ska na­praw­dę nie­wie­lu zwo­len­ni­ków. Nie­mniej jed­nak, zwa­żyw­szy na oko­licz­no­ści – czas i miej­sce – w ja­kich So­kra­tes peł­nił swą fi­lo­zo­ficz­ną mi­sję, a tak­że na do­nio­słe prze­mia­ny po­ję­cio­we, ja­kie po­mógł za­ini­cjo­wać i wpro­wa­dzić, na­sza wy­so­ka oce­na So­kra­te­sa zy­sku­je wy­łącz­nie po­twier­dze­nie – miast zo­stać za­kwe­stio­no­wa­ną – dzię­ki od­kry­ciu, jak wie­le ele­men­tów jego my­śli or­ga­nicz­nie wią­że się z re­li­gij­ny­mi tra­dy­cja­mi jego wła­snej epo­ki. W rze­czy sa­mej, za za­le­tę mo­je­go stu­dium uwa­żam to, że wy­ła­nia się z nie­go ob­raz So­kra­te­sa, któ­ry wy­da­je nam się nie mniej za­gad­ko­wy niż wy­da­wał się wła­snej epo­ce. Róż­ni­ca po­le­ga na tym, że swo­im współ­cze­snym ja­wił się on jako po­stać oso­bli­wie ra­cjo­nal­na, na­to­miast na nas obec­nie spra­wia wra­że­nie dziw­nie re­li­gij­ne­go.

1.2. Za­ło­że­nia

Na­tu­ra i cele ni­niej­sze­go stu­dium wy­ma­ga­ją, abym przed­sta­wił swo­ją me­to­do­lo­gię przez usto­sun­ko­wa­nie się po­krót­ce do tzw. kwe­stii so­kra­tej­skiej, czy­li pro­ble­mu moż­li­wo­ści przy­pi­sa­nia hi­sto­rycz­ne­mu So­kra­te­so­wi ja­kichś po­glą­dów, z po­mi­nię­ciem tych naj­ogól­niej­szych i naj­bar­dziej oczy­wi­stych40. So­kra­tes ni­g­dy ni­cze­go nie na­pi­sał, a przy­naj­mniej nie ist­nie­ją żad­ne tek­sty, któ­re moż­na by bez­sprzecz­nie przy­pi­sać wła­śnie jemu41. Za­tem je­śli chce­my zi­den­ty­fi­ko­wać fi­lo­zo­ficz­ne twier­dze­nia (czy też tyl­ko „po­wie­dze­nia”) Ateń­czy­ka – So­kra­te­sa, któ­ry żył na­praw­dę, to mu­si­my po­le­gać na świa­dec­twach in­nych au­to­rów. Jed­nak aku­rat w tym przy­pad­ku dzie­ła pi­sa­rzy an­tycz­nych są wprost na­je­żo­ne trud­no­ścia­mi. Co praw­da dys­po­nu­je­my roz­ma­ity­mi źró­dła­mi na te­mat So­kra­te­sa, jed­nak cza­sa­mi są one wy­raź­nie ze sobą sprzecz­ne. Au­to­rzy an­tycz­ni mie­li też naj­praw­do­po­dob­niej róż­ne mo­ty­wy skła­nia­ją­ce ich do uzu­peł­nie­nia swo­ich opi­sów o ob­fi­ty ma­te­riał fik­cyj­ny. Oko­licz­no­ścią szcze­gól­nie za­smu­ca­ją­cą w przy­pad­ku stu­dium ta­kie­go jak moje jest fakt, że wie­le spo­śród tych tek­stów na­le­ży do li­te­ra­tu­ry so­kra­tycz­nej pi­sa­nej w ce­lach apo­lo­ge­tycz­nych, a więc nie­co ten­den­cyj­nej42. Zna­ko­mi­ty­mi dzie­ła­mi tego typu są, oczy­wi­ście, pra­ce Pla­to­na, jed­nak był on jed­nym z naj­bar­dziej olśnie­wa­ją­cych sty­li­stów w li­te­ra­tu­rze, czo­ło­wym przed­sta­wi­cie­lem pro­zy uję­tej w for­mę dia­lo­gu43, a za­ra­zem wiel­kim fi­lo­zo­fem ma­ją­cym wła­sne, od­ręb­ne stra­te­gie fi­lo­zo­ficz­ne. Je­śli uwzględ­ni­my rów­nież jesz­cze inne ra­cje – od­mien­ne w przy­pad­ku każ­de­go z Pla­toń­skich tek­stów – nie ule­ga ra­czej wąt­pli­wo­ści, że So­kra­tes uka­za­ny w wie­lu dia­lo­gach Pla­to­na jest po­sta­cią w znacz­nie więk­szym stop­niu fik­cyj­ną niż rze­czy­wi­stą.

Do­pó­ki So­kra­tes żył, Pla­ton nie­wąt­pli­wie był w sta­nie po­móc swo­im czy­tel­ni­kom w od­dzie­le­niu fik­cyj­nych wąt­ków swo­ich dia­lo­gów od bio­gra­fii i dok­try­ny So­kra­te­sa. Na­le­ży bo­wiem pa­mię­tać, że Pla­toń­ska kry­ty­ka pi­sma spro­wa­dza­ła się do za­rzu­tu, że same tek­sty nie są w sta­nie udzie­lić od­po­wie­dzi na py­ta­nia za­da­wa­ne przez czy­tel­ni­ków au­to­rom tych tek­stów44.Mo­że­my za­tem po­dej­rze­wać, że Pla­ton mógł np. in­for­mo­wać zdez­o­rien­to­wa­nych czy­tel­ni­ków jego dia­lo­gów, do ja­kie­go stop­nia i czy w ogó­le So­kra­tes uka­za­ny w Eu­ty­fro­nie (w prze­ci­wień­stwie do przed­sta­wio­ne­go przy­kła­do­wo w księ­dze VII Pań­stwa) pod wzglę­dem sto­so­wa­nej me­to­dy i gło­szo­nych prze­ko­nań przy­po­mi­nał sta­re­go na­uczy­cie­la Pla­to­na. Jed­nak na­stęp­ne po­ko­le­nia nie mają już moż­li­wo­ści za­py­tać Pla­to­na o kwe­stie bu­dzą­ce wąt­pli­wo­ści, nie mają tak­że do dys­po­zy­cji nie­omyl­ne­go ka­mie­nia z Ro­set­ty, za­tem nie mogą li­czyć na żad­ną po­moc w in­ter­pre­ta­cji czy hi­sto­rycz­nych wnio­sko­wa­niach. I tak oto sta­je­my wo­bec spor­nej licz­by Pla­toń­skich dia­lo­gów uka­zu­ją­cych So­kra­te­sa, któ­ry – już choć­by przez wzgląd na we­wnętrz­ną spój­ność – ra­czej nie mógł­by w każ­dym z dzieł swo­je­go ucznia za­da­wać py­tań ani wy­ra­żać po­glą­dów, ja­kie moż­na by przy­pi­sać hi­sto­rycz­ne­mu So­kra­te­so­wi. Oczy­wi­ście, dys­po­nu­je­my rów­nież utwo­ra­mi dwóch in­nych au­to­rów współ­cze­snych So­kra­te­so­wi (mowa o Ary­sto­fa­ne­sie i Kse­no­fon­cie), któ­rzy wy­da­ją się do­brze za­zna­jo­mie­ni z tym fi­lo­zo­fem, a tak­że świa­dec­twem czło­wie­ka (Ary­sto­te­le­sa), któ­ry przy­pusz­czal­nie sły­szał pew­ne wia­ry­god­ne wspo­mnie­nia do­ty­czą­ce ży­cia i po­glą­dów So­kra­te­sa. Jed­nak wy­ko­rzy­sta­nie tych źró­deł w celu zre­kon­stru­owa­nia my­śli hi­sto­rycz­ne­go So­kra­te­sa przy­spa­rza wie­lu trud­no­ści wciąż bę­dą­cych zmo­rą ba­da­czy zaj­mu­ją­cych się tą po­sta­cią45.

Nie mogę w tym miej­scu szcze­gó­ło­wo wy­mie­nić pod­sta­wo­wych pro­ble­mów in­ter­pre­ta­cyj­nych ani też w peł­ni uza­sad­nić mo­ich wła­snych me­tod oraz za­ło­żeń zwią­za­nych z ana­li­zą po­sta­ci So­kra­te­sa. Mogę je­dy­nie przed­sta­wić naj­bar­dziej roz­po­wszech­nio­ne sta­no­wi­sko ba­daw­cze, któ­re przyj­mu­ję w ni­niej­szej książ­ce. Zo­sta­ło ono uza­sad­nio­ne w in­nym miej­scu, jed­nak na­le­ży pod­kre­ślić, że o słusz­no­ści tego sta­no­wi­ska do­dat­ko­wo świad­czą wnio­ski z nie­go wy­pły­wa­ją­ce, uwa­ża­ne prze­ze mnie i wie­lu in­nych ba­da­czy za płod­ne po­znaw­czo. Oczy­wi­ście, kry­te­ria de­cy­du­ją­ce o tym, co uzna­my za umoż­li­wia­ją­ce do­głęb­ną ana­li­zę, za­wsze bu­dzą kon­tro­wer­sje. Nie­któ­rzy z nas mogą uznać in­ter­pre­ta­cję ja­kie­goś dys­kur­syw­ne­go frag­men­tu za płod­ną po­znaw­czo, po­nie­waż w jej świe­tle dany ar­gu­ment ni­czym nie od­bie­ga od ge­niu­szu So­kra­te­sa zna­ne­go nam z wcze­snych dia­lo­gów Pla­to­na. Na­to­miast we­dług in­nych ten sam frag­ment bę­dzie świad­czył o tym, że au­to­ro­wi nie uda­ło się od­dać tego, w jaki spo­sób So­kra­tes roz­myśl­nie zro­bił uży­tek z ja­kie­goś błę­du w ro­zu­mo­wa­niu. Nie­za­leż­nie od tego, jak jest na­praw­dę, mam na­dzie­ję, że czy­tel­ni­cy nie­chęt­ni mo­je­mu uję­ciu mimo to zgo­dzą się z tym, że (na­wet je­śli – cze­go się i tak nie do­wie­my – ono ra­czej od­da­la nas od zro­zu­mie­nia hi­sto­rycz­ne­go So­kra­te­sa, niż do nie­go zbli­ża) moje wnio­ski przy­czy­nia­ją się do uchwy­ce­nia i zro­zu­mie­nia So­kra­te­sa jako bo­ha­te­ra li­te­rac­kie­go – ta­kie­go sa­me­go we wszyst­kich dia­lo­gach Pla­to­na. Na­le­ży bo­wiem zdać so­bie spra­wę z tego, że to wła­śnie ten bo­ha­ter li­te­rac­ki, nie zaś hi­sto­rycz­ny So­kra­tes, ma wpływ na tak wie­le ko­lej­nych po­ko­leń my­śli­cie­li.

„Roz­po­wszech­nio­ne sta­no­wi­sko ba­daw­cze”, któ­re tu­taj przyj­mu­ję, jest za­sad­ni­czo toż­sa­me z roz­strzy­gnię­ciem kwe­stii so­kra­tej­skiej zgod­nym z hi­po­te­zą ewo­lu­cyj­ną (przed­sta­wił je G. Vla­stos w swo­jej książ­ce pt. So­cra­tes, Iro­nist and Mo­ral Phi­lo­so­pher46). W ra­mach tego uję­cia przyj­mu­je się przede wszyst­kim, że Obro­na So­kra­te­sa – za­sad­ni­czo po­zba­wio­na for­my dia­lo­gu – od­da­je ton i isto­tę tego, co So­kra­tes rze­czy­wi­ście po­wie­dział na sali są­do­wej; że za­tem ten dia­log może z grub­sza słu­żyć za punkt od­nie­sie­nia dla hi­sto­rycz­nych usta­leń47. W związ­ku z tym po­zo­sta­łe wcze­sne tek­sty Pla­to­na trak­to­wa­ne są jako pró­by – do­ko­na­ne z udzia­łem wy­obraź­ni – od­two­rze­nia (ang. re-cre­ations; a więc nie­ko­niecz­nie jako fak­tycz­ne od­two­rze­nie) me­tod i dok­tryn hi­sto­rycz­ne­go So­kra­te­sa w for­mie dia­lo­gu48. W rze­czy sa­mej, sce­ny przed­sta­wio­ne we wcze­snych dia­lo­gach Pla­to­na (lecz nie w Obro­nie So­kra­te­sa) są za­sad­ni­czo fik­cyj­ne, jed­nak – wbrew spo­ra­dycz­nym twier­dze­niom nie­któ­rych kry­ty­ków – nie za­wsze i nie do koń­ca są one fik­cyj­ne49. Jest ra­czej tak, że – jak uj­mu­je to Vla­stos – przyj­mu­je­my roz­sąd­ne za­ło­że­nie, że wcze­sne dia­lo­gi są wy­two­rem umy­słu Pla­to­na, któ­ry na po­cząt­ko­wych eta­pach swo­je­go fi­lo­zo­ficz­ne­go roz­wo­ju był za­go­rza­łym so­kra­ty­kiem i dla­te­go fi­lo­zo­fo­wał, na­śla­du­jąc swe­go na­uczy­cie­la, użyt­ku­jąc (i upu­blicz­nia­jąc) w swych pi­smach so­kra­tej­skie z du­cha in­tu­icje, któ­re uznał za wła­sne. Za­ło­że­nie to znaj­du­je uza­sad­nie­nie w nie­za­leż­nym świa­dec­twie po­cho­dzą­cym od Ary­sto­te­le­sa (a do pew­ne­go stop­nia w świa­dec­twie po­cho­dzą­cym od Kse­no­fon­ta), do­ty­czą­cym dok­tryn i me­tod hi­sto­rycz­ne­go So­kra­te­sa. Tak więc – we­dług tego po­glą­du – wcze­sne dia­lo­gi Pla­toń­skie uka­zu­ją me­to­dę i dok­try­nę So­kra­te­sa, co nie­ko­niecz­nie i nie za­wsze musi ozna­czać świa­do­mą pró­bę przed­sta­wie­nia ich do­kład­nej ko­pii. Jed­nak to sta­no­wi­sko wca­le nie wy­klu­cza wpły­wu ar­ty­stycz­ne­go kunsz­tu i od­ręb­nych za­mie­rzeń fi­lo­zo­ficz­nych Pla­to­na, do­ty­czą­cych uję­cia te­ma­tu, i dla­te­go też wca­le nie zmu­sza do przy­ję­cia, że So­kra­tes (czy też Pla­ton)50 pod­pi­sy­wał się pod wszyst­ki­mi twier­dze­nia­mi i roz­wa­ża­nia­mi fi­lo­zo­ficz­ny­mi przed­sta­wio­ny­mi w dia­lo­gach. Ja­kiś dia­log może z po­zo­ru koń­czyć się kon­ster­na­cją, lecz je­śli uwzględ­ni­my in­ter­pre­ta­cję kom­po­zy­cji dia­lo­gów, to dla zwo­len­ni­ka hi­po­te­zy ewo­lu­cyj­nej ta po­zor­na kon­ster­na­cja wca­le nie musi ozna­czać, że Pla­ton w da­nej kwe­stii nie miał wła­sne­go po­glą­du albo że nie zaj­mo­wał żad­ne­go sta­no­wi­ska (tyl­ko dla­te­go, że nie przed­sta­wił go w tek­ście) od­no­śnie do tego, co w tej kwe­stii są­dził hi­sto­rycz­ny So­kra­tes51. Dla­te­go też – w roz­sąd­nych gra­ni­cach pro­ce­dur hi­sto­rio­gra­fii – do­brze jest za­sto­so­wać za­ło­że­nie do­ty­czą­ce in­ter­pre­ta­cji wcze­snych dia­lo­gów, zgod­nie z któ­rym „myśl au­ten­tycz­ne­go So­kra­te­sa zo­sta­je za­cho­wa­na u od­twa­rza­ją­ce­go ją Pla­to­na”52.

Na­stęp­nie mo­że­my wy­ko­rzy­stać dzie­ła Ary­sto­te­le­sa, aby pre­cy­zyj­nie uchwy­cić róż­ni­cę mię­dzy So­kra­te­sem z dia­lo­gów wcze­snych (SE) oraz So­kra­te­sem z dia­lo­gów śred­nich (SM). W ten spo­sób bę­dzie moż­na wy­star­cza­ją­co uza­sad­nić ro­bo­czą hi­po­te­zę ewo­lu­cyj­ną do­ty­czą­cą tego, że idee hi­sto­rycz­ne­go So­kra­te­sa zo­sta­ły przed­sta­wio­ne we wcze­snych dia­lo­gach Pla­to­na, a za­tem pod po­sta­cią So­kra­te­sa tych dia­lo­gów kry­je się So­kra­tes hi­sto­rycz­ny53. Nie­któ­rych ba­da­czy zaś nie prze­ko­nu­je Ary­sto­te­les jako świa­dek i hi­sto­ryk fi­lo­zo­fii. Twier­dzą oni bo­wiem, że świa­dec­twa au­tor­stwa tego fi­lo­zo­fa wy­łącz­nie (lub nie­mal wy­łącz­nie) opie­ra­ją się na jego lek­tu­rze dia­lo­gów Pla­to­na i być może jesz­cze ja­kichś in­nych tek­stów do­ty­czą­cych So­kra­te­sa. Zgod­nie z tym po­glą­dem Ary­sto­te­les jest więc je­dy­nie pierw­szym z dłu­giej li­sty czy­tel­ni­ków (z G. Vla­sto­sem włącz­nie), któ­rzy dali „się zwieść ilu­zji optycz­nej” wy­two­rzo­nej przez mi­strzow­skie kre­acje Pla­to­na54.

Nie są­dzę jed­nak, by­śmy mie­li wy­star­cza­ją­ce pod­sta­wy, żeby za­sad­ni­czo za­kwe­stio­no­wać wia­ry­god­ność i nie­za­leż­ność świa­dec­twa Ary­sto­te­le­sa (zwłasz­cza w tych miej­scach, w któ­rych znaj­du­je ono po­twier­dze­nie u Kse­no­fon­ta). Zwróć­my uwa­gę na to, że bez wzglę­du na an­ty­pa­tie, ja­kie może wzbu­dzać ogól­na oce­na Ary­sto­te­le­sa jako hi­sto­ry­ka, ra­czej nie mamy żad­nych wąt­pli­wo­ści co do jego opi­su So­kra­te­sa. Cho­ciaż Ary­sto­te­les mógł na­ru­szać współ­cze­sne mu stan­dar­dy hi­sto­rio­gra­ficz­ne, po­nie­waż w znacz­nej mie­rze stresz­czał idee swo­ich po­przed­ni­ków za po­mo­cą wła­snych ka­te­go­rii, to za­zwy­czaj je­ste­śmy w sta­nie dość wier­nie zre­kon­stru­ować jego idee55. Char­les Kahn spo­rzą­dził por­tret Ary­sto­te­le­sa jako pierw­sze­go „hi­sto­rio­zo­fa”. Kahn w swo­jej pra­cy za­kła­da, że Sta­gi­ry­ta jest na­iw­nym, bez­kry­tycz­nym czy­tel­ni­kiem Pla­toń­skich dia­lo­gów i w związ­ku z tym wszyst­kie po­glą­dy, któ­re przy­pi­su­je hi­sto­rycz­ne­mu So­kra­te­so­wi, za­wdzię­cza wła­śnie lek­tu­rze tych dia­lo­gów. Ist­nie­ją jed­nak ra­cje skła­nia­ją­ce nas do od­rzu­ce­nia obu tych twier­dzeń. Po pierw­sze – Ary­sto­te­les jest nie­zwy­kle wni­kli­wym i spo­strze­gaw­czym czy­tel­ni­kiem dia­lo­gów Pla­to­na, po­nie­waż jed­no­znacz­nie roz­róż­nia SE i SM. Jest go­to­wy m.in. kry­ty­ko­wać psy­cho­lo­gię mo­ral­ną (obec­ną je­dy­nie w SE56), a jed­no­cze­śnie otwar­cie chwa­lić Pla­to­na57 i wła­śnie jemu, a nie So­kra­te­so­wi (czy­li tak­że nie SE), przy­pi­sy­wać dok­try­nę od­dziel­nie ist­nie­ją­cych form58. Po dru­gie – wie­le ele­men­tów po­cho­dzą­cych z tek­stów Ary­sto­te­le­sa świad­czy o tym, że jest mało praw­do­po­dob­ne, aby był on na­iw­ną ofia­rą sztu­czek Pla­to­na – dra­ma­tur­ga. W jego dzie­łach nie znaj­du­je się bo­wiem nic, co su­ge­ro­wa­ło­by wła­śnie ta­kie po­cho­dze­nie wspo­mnia­nych ele­men­tów (a co naj­mniej jed­na trze­cia źró­deł przy­wo­ły­wa­nych przez Th. De­ma­na to wła­śnie ma­te­riał tego ro­dza­ju)59. Po­nad­to taka hi­po­te­za po­mi­ja fakt, że sam Ary­sto­te­les za­kla­sy­fi­ko­wał Σωκρατικοὶλόγοι jako pew­ne­go ro­dza­ju imi­ta­cję (μίμησις/mi­me­sis), któ­rą na­le­ży od­róż­nić od czy­sto li­te­rac­kiej fik­cji60. W przy­pad­ku dia­lo­gu so­kra­tycz­ne­go, bę­dą­ce­go pró­bą na­śla­do­wa­nia po­sta­ci hi­sto­rycz­nej, imi­ta­cja po­etyc­ka musi – zgod­nie ze sło­wa­mi sa­me­go Ary­sto­te­le­sa61 – sta­no­wić względ­nie wier­ne od­two­rze­nie cha­rak­te­ru So­kra­te­sa i jego fi­lo­zo­fii. A wresz­cie za wia­ry­god­no­ścią Ary­sto­te­le­sa jako wia­ry­god­ne­go świad­ka ży­cia So­kra­te­sa prze­ma­wia­ją dwa fak­ty. Pierw­szy z nich do­ty­czy tego, że Ary­sto­te­les był kry­tycz­nym czy­tel­ni­kiem do­brze za­zna­jo­mio­nym z in­ny­mi Σωκρατικοὶ λόγοι, na­to­miast dru­gi do­ty­czy fak­tu, że Ary­sto­te­les miał czę­sty kon­takt z ludź­mi, któ­rzy w mło­do­ści zna­li So­kra­te­sa. Za­tem na tej pod­sta­wie mo­że­my wy­cią­gnąć na­stę­pu­ją­cy wnio­sek: za­miast pod­wa­żać hi­sto­rycz­ną war­tość wcze­snych dia­lo­gów Pla­to­na, na­le­ży zwró­cić uwa­gę na to, że Ary­sto­te­les się na nich opie­ra. Świad­czy to o tym, że ufa on tym tek­stom (jako pre­zen­tu­ją­cym myśl So­kra­te­sa), w któ­rych Pla­ton „prze­ma­wia w imie­niu So­kra­te­sa, od­twa­rza­jąc do­cie­ka­nia tego ostat­nie­go”62.

Dla­te­go też tek­sta­mi pod­sta­wo­wy­mi dla ni­niej­sze­go stu­dium są Obro­na So­kra­te­sa oraz wcze­sne dia­lo­gi Pla­to­na. Po­nad­to za­kła­dam, że myśl i ce­chy cha­rak­te­ru hi­sto­rycz­ne­go So­kra­te­sa uchwy­ci­li tak­że Kse­no­font (we Wspo­mnie­niach o So­kra­te­sie) oraz Ary­sto­fa­nes (w Chmu­rach), cho­ciaż uczy­ni­li to w znacz­nie mniej bez­po­śred­ni spo­sób. Nie­ste­ty, wy­da­je się praw­do­po­dob­ne, że oba te tek­sty są moc­no nie­obiek­tyw­ne z ra­cji bar­dzo róż­nych za­my­słów i ce­lów przy­świe­ca­ją­cych oby­dwu au­to­rom. Kse­no­font pra­gnął przy­wró­cić So­kra­te­so­wi do­bre imię dzię­ki oczysz­cze­niu go z roz­ma­itych za­rzu­tów, a zwłasz­cza – bez­boż­no­ści. Z ko­lei Ary­sto­fa­nes za­mie­rzał wy­ko­rzy­stać wi­ze­ru­nek So­kra­te­sa (i nie tyl­ko jego) jako punkt wyj­ścia do spa­ro­dio­wa­nia fi­lo­zo­fa na­tu­ry i so­fi­sty tam­tych cza­sów. Dla­te­go też ko­rzy­stam z tek­stu Kse­no­fon­ta głów­nie w cha­rak­te­rze źró­dła po­twier­dza­ją­ce­go inne świa­dec­twa. Je­stem bo­wiem prze­ko­na­ny, że ele­men­ty zgod­ne we Wspo­mnie­niach o So­kra­te­sie i tek­stach Pla­to­na (oraz Ary­sto­fa­ne­sa, ile­kroć to moż­li­we) po­twier­dza­ją wia­ry­god­ność dzie­ła Kse­no­fon­ta (i Ary­sto­fa­ne­sa). Z ra­cji bo­gac­twa świa­dectw Kse­no­fon­ta do­ty­czą­cych re­li­gij­no­ści So­kra­te­sa cza­sa­mi ro­bię od­stęp­stwo od tej me­to­dy i za­zwy­czaj – gdy tyl­ko tak się dzie­je – uza­sad­niam swo­je po­stę­po­wa­nie w tek­ście głów­nym lub w przy­pi­sach63. To samo do­ty­czy tek­stu Ary­sto­fa­ne­sa, z któ­re­go ko­rzy­stam w dość ogra­ni­czo­nym stop­niu.

Je­śli cho­dzi o spo­sób, w jaki wy­ko­rzy­stu­ję tę me­to­dę in­ter­pre­ta­cyj­ną, moi czy­tel­ni­cy mogą od cza­su do cza­su (mam na­dzie­ję, że nie czę­ściej) do­szu­kać się pew­nej ar­bi­tral­no­ści. Jest to – jak są­dzę – nie­uchron­ne prze­wi­nie­nie, na któ­re ska­za­ni są wszy­scy in­ter­pre­ta­to­rzy. Przy­kła­do­wo: G. Vla­stos przed­sta­wia je­dy­ne wia­ry­god­ne upo­rząd­ko­wa­nie wcze­snych dia­lo­gów, z cze­go wy­pro­wa­dza in­te­re­su­ją­cy i spój­ny we­wnętrz­nie opis fi­lo­zo­fii So­kra­te­sa64. Z ko­lei inni au­to­rzy pro­po­nu­ją od­mien­ne chro­no­lo­gie, któ­re jed­nak są rów­nie za­sad­ne i nie mniej płod­ne po­znaw­czo (z tym za­strze­że­niem, że kry­te­ria płod­no­ści po­znaw­czej za­pew­ne na za­wsze po­zo­sta­ną w znacz­nej mie­rze kru­che). Taka wie­lość opi­sów nie po­win­na być dla ni­ko­go za­sko­cze­niem. Prze­cież ani w sta­ro­żyt­no­ści, ani w cza­sach no­wo­żyt­nych nie ist­nia­ło nic, co cho­ciaż przy­po­mi­na­ło­by li­te­rac­ko-fi­lo­zo­ficz­ne kre­acje Pla­to­na, a wo­bec tego trud­no by­ło­by je do cze­go­kol­wiek po­rów­nać. Nie­ste­ty, w dal­szym cią­gu je­ste­śmy zu­peł­ny­mi igno­ran­ta­mi, je­śli cho­dzi o „ka­no­ny ga­tun­ków li­te­rac­kich” cza­sów Pla­to­na. Nie po­tra­fi­my też zbyt pre­cy­zyj­nie okre­ślić, kim była pu­blicz­ność, dla któ­rej prze­zna­czył on swo­je dia­lo­gi. Czy były one ad­re­so­wa­ne do sze­ro­kich krę­gów wy­kształ­co­nych czy­tel­ni­ków (jako for­ma re­kla­my Aka­de­mii Pla­toń­skiej)? A może zo­sta­ły na­pi­sa­ne z my­ślą o pu­blicz­no­ści bar­dziej za­awan­so­wa­nej w fi­lo­zo­ficz­nej edu­ka­cji? Bez ta­kiej wie­dzy nie spo­sób usta­lić m.in. tego, czy pew­ne Pla­toń­skie en­ty­me­ma­ty sta­no­wią prze­ocze­nie, czy też może są ma­jeu­tycz­nym wy­zwa­niem fi­lo­zo­ficz­nym65. Je­śli weź­mie­my pod uwa­gę za­rów­no po­wyż­sze stwier­dze­nia, jak i nie­przej­rzy­stość wła­ści­wą wszel­kim tek­stom, to in­ter­pre­ta­cja dia­lo­gów Pla­to­na po­zo­sta­nie przed­się­wzię­ciem, któ­re ni­g­dy nie zo­sta­nie ukoń­czo­ne.

Oczy­wi­ście, ten po­gląd, a tak­że obec­ny stan ba­dań i in­ter­pre­ta­cji, bę­dzie roz­cza­ro­wa­niem dla tych wszyst­kich, któ­rzy czu­ją się usa­tys­fak­cjo­no­wa­ni do­pie­ro wte­dy, gdy otrzy­ma­ją do­wód świad­czą­cy o nie­pod­wa­żal­nej pew­no­ści da­nej tezy. Mimo to i tak by­ło­by chy­ba spo­rym osią­gnię­ciem, gdy­by uda­ło się przed­sta­wić okre­ślo­ną licz­bę wia­ry­god­nych in­ter­pre­ta­cji świa­dectw do­ty­czą­cych So­kra­te­sa, któ­re wy­ni­ka­ły­by z okre­ślo­nej licz­by roz­ma­itych wia­ry­god­nych za­ło­żeń in­ter­pre­ta­cyj­nych66. Tę­sk­no­ta za po­czu­ciem pew­no­ści bez wąt­pie­nia za­owo­cu­je nie­jed­ną taką in­ter­pre­ta­cją. Jed­nak ta tę­sk­no­ta zo­sta­nie spo­żyt­ko­wa­na dużo le­piej (i chy­ba bę­dzie tak­że le­piej współ­gra­ła z ewen­tu­al­ny­mi na­dzie­ja­mi ma­ją­cy­mi wy­miar ma­jeu­tycz­ny, któ­re w związ­ku ze swo­imi dzie­ła­mi miał sam Pla­ton), je­śli zo­sta­nie okieł­zna­na i za­bar­wio­na re­flek­sją nad zna­cze­niem zna­ne­go snu Pla­to­na, w któ­rym uj­rzał on sie­bie pod po­sta­cią nie­uchwyt­ne­go ła­bę­dzia. So­kra­tyk Si­miasz in­ter­pre­to­wał to tak: „Wszy­scy lu­dzie będą pró­bo­wa­li od­gad­nąć, co ma na my­śli Pla­ton; ni­ko­mu się to jed­nak nie uda; każ­dy bę­dzie go od­czy­ty­wał zgod­nie z wła­sny­mi po­glą­da­mi”67.

Wy­obraź­my so­bie za­tem, że Pla­ton był w peł­ni świa­do­my in­ter­pre­ta­cyj­nej nie­uchwyt­no­ści swo­ich dzieł. Je­śli rze­czy­wi­ście tak jest, to chy­ba musi rów­nież być praw­dą, że jed­nym z za­my­słów Pla­to­na było to, by dia­lo­gi sta­no­wi­ły dla nas – fi­lo­zo­ficz­nych de­biu­tan­tów, nie­uchron­nie zwie­dzio­nych dra­ma­tycz­ny­mi wa­lo­ra­mi tych tek­stów – bo­dziec do od­kry­wa­nia po­glą­dów hi­sto­rycz­ne­go So­kra­te­sa, któ­re mamy na­dzie­ję tam od­na­leźć w ży­wej for­mie. Oczy­wi­ście, nie­któ­re spo­śród wcze­snych dia­lo­gów Pla­to­na spra­wia­ją wra­że­nie, jak­by zo­sta­ły za­mie­rzo­ne m.in. jako for­my obro­ny (a za­tem jako wier­ne od­two­rze­nie co do isto­ty) cech cha­rak­te­ry­stycz­nych, dzia­łań i po­glą­dów So­kra­te­sa. Rzecz ja­sna, po­szu­ku­jąc ta­kie­go So­kra­te­sa, mu­si­my przy­jąć, że Pla­ton przy­pusz­czal­nie ocze­ki­wał, że w dal­szej per­spek­ty­wie za­cznie­my rów­nież w sa­mych so­bie oraz w świe­cie nas ota­cza­ją­cym od­kry­wać te ele­men­ty, któ­re – prze­no­szo­ne na jego tek­sty – znie­kształ­ca­ją je, nie po­zwa­la­jąc nam schwy­tać owe­go od daw­na nie­obec­ne­go już ła­bę­dzia (i jego na­uczy­cie­la). Co wię­cej, na­wet po do­ko­na­niu ta­kich od­kryć Pla­toń­skie tek­sty na­dal będą sta­no­wić za­chę­tę do tego, by­śmy włą­czy­li się np. do spo­ru, któ­ry So­kra­tes to­czy z Eu­ty­fro­nem. Te dzie­ła za­wsze będą za­pra­sza­ły czy­tel­ni­ków do tego, aby szu­kać nie­upraw­nio­nych za­ło­żeń i nie­peł­nych teo­rii wy­ma­ga­ją­cych dal­sze­go na­my­słu wio­dą­ce­go do fi­lo­zo­ficz­ne­go oświe­ce­nia, ja­kie we­dług Pla­to­na wień­czy wszyst­kie na­sze wy­sił­ki i pra­gnie­nia68. W każ­dym ra­zie wła­śnie tak wy­glą­da moja wer­sja klat­ki dla na­sze­go ła­bę­dzia.

1.3. Pej­zaż re­li­gij­ny

Aby zro­zu­mieć re­li­gij­ny wy­miar my­śli So­kra­te­sa, mu­si­my uchwy­cić to, w ja­kim sen­sie nie wy­kra­cza­ła ona poza ob­ręb grec­kiej tra­dy­cji re­li­gij­nej, a tak­że to, w ja­kim sen­sie z tą tra­dy­cją zry­wa­ła. Wła­śnie dla­te­go mu­si­my wyjść od pró­by zro­zu­mie­nia re­li­gii grec­kiej w V wie­ku przed Chry­stu­sem69. W tym celu przed­sta­wiam tu­taj ele­men­tar­ny szkic pej­za­żu re­li­gij­ne­go Aten V wie­ku przed Chry­stu­sem. W tym za­ry­sie wie­le kwe­stii po­mi­jam, na­to­miast inne bar­dziej szcze­gó­ło­wo omó­wię póź­niej70.

Trze­ba za­uwa­żyć, że na­wet krót­ki wstęp do tego te­ma­tu może nie być aż tak pro­sty, jak mo­gło­by się wy­da­wać. Przede wszyst­kim trze­ba zwró­cić uwa­gę na fakt, że nie ist­nie­je ża­den grec­ki ter­min od­po­wia­da­ją­cy zna­cze­nio­wo rze­czow­ni­ko­wi „re­li­gia” (źró­dło­słów sło­wa re­li­gio jest ła­ciń­ski). Wy­ni­ka z tego, że od­ręb­ne zja­wi­ska de­sy­gno­wa­ne przez to sło­wo two­rzy­ły dla Gre­ków nie­roz­dziel­ną ca­łość sple­cio­ną z co­dzien­nym ży­ciem, zwłasz­cza spo­łecz­nym i wspól­no­to­wym. Re­li­gia grec­ka nie sta­no­wi­ła spój­ne­go, zor­ga­ni­zo­wa­ne­go sys­te­mu prze­ko­nań i ry­tu­ałów od­dzie­lo­ne­go od spo­łecz­nych, po­li­tycz­nych i mer­kan­tyl­nych aspek­tów ży­cia, któ­re dziś okre­śla­my mia­nem „świec­kich”. Re­li­gia sta­ro­żyt­nych Gre­ków sta­no­wi­ła skom­pli­ko­wa­ny splot prak­tyk i po­staw prze­ni­ka­ją­cych ży­cie każ­de­go z miesz­kań­ców po­lis na wie­le spo­so­bów. Na­wet po­szcze­gól­ne ele­men­ty ją kon­sty­tu­ują­ce – ta­kie jak re­li­gia oby­wa­tel­ska Aten wspie­ra­na przez pań­stwo – same skła­da­ją się z jesz­cze in­nych, po­zor­nie nie­po­wią­za­nych ze sobą czy nie­spój­nych ele­men­tów, z któ­rych nie­je­den po­zo­sta­je w nie­ła­two da­ją­cym się uchwy­cić związ­ku ze współ­cze­snym po­ję­ciem re­li­gii, co prze­kra­cza na­sze po­dzia­ły kon­cep­tu­al­ne71. Nie po­win­no więc ni­ko­go dzi­wić, że nie­któ­re prze­my­śle­nia i wy­po­wie­dzi sa­me­go So­kra­te­sa72, ma­ją­ce cha­rak­ter re­li­gij­ny, nie sta­no­wią od­ręb­ne­go do­dat­ku do ra­cjo­nal­nych roz­wa­żań, lecz prze­pla­ta­ją się z nimi i two­rzą in­te­gral­ną ca­łość.

Na wstę­pie po­win­ni­śmy spró­bo­wać uświa­do­mić so­bie, czym grec­ka re­li­gia nie była. Przede wszyst­kim nie dys­po­no­wa­ła ona żad­nym, uzna­wa­nym za fun­da­men­tal­ny, kor­pu­sem ob­ja­wio­nych tek­stów re­li­gij­nych. Ża­den z ów­cze­snych tek­stów nie miał sta­tu­su po­dob­ne­go do tego, któ­ry ma Bi­blia dla chrze­ści­jan (nie mia­ły go na­wet Ilia­da Ho­me­ra i Teo­go­nia He­zjo­da). Nie ist­niał też ża­den zor­ga­ni­zo­wa­ny Ko­ściół z od­po­wied­nio przy­spo­so­bio­nym kle­rem ani też ża­den sys­te­ma­tycz­ny ze­staw dok­tryn gło­szo­nych przez ten kler73. Dla­te­go też tym, co wy­róż­nia­ło ja­kieś mia­sto albo jed­nost­kę jako po­boż­ne (εὐσεβή) – tzn. prze­strze­ga­ją­ce norm, któ­re re­gu­lu­ją sto­su­nek lu­dzi do bo­gów – za­sad­ni­czo nie były ani zgod­ność prze­ko­nań z do­gma­tem, ani też po­boż­ne na­stro­je jed­nost­ki. O po­boż­no­ści de­cy­do­wa­ło prze­strze­ga­nie tra­dy­cji przod­ków (τὰ πατρία) zgod­nie z obo­wią­zu­ją­cy­mi re­gu­ła­mi. Wią­za­ło się ono z po­dej­mo­wa­niem sze­re­gu sto­sow­nych dzia­łań w od­po­wied­nim cza­sie, z uczest­nic­twem w ta­kich dzia­ła­niach (obej­mu­ją­cych udział w fi­nan­so­wa­niu świą­tyń oraz inne for­my wspar­cia), a tak­że ze skła­da­niem ofiar roz­ma­itym bó­stwom – zgod­nie z ka­len­da­rzem świąt. Do­pó­ki mia­sto-pań­stwo lub dana jed­nost­ka skru­pu­lat­nie wy­peł­nia­ły swo­je obo­wiąz­ki – któ­rych za­po­cząt­ko­wa­nie przy­pi­sy­wa­no bo­gom czczo­nym w ten spo­sób – do­pó­ty mo­gły one li­czyć na ochro­nę ze stro­ny tych bóstw (za­rów­no przed ak­ta­mi agre­sji in­nych lu­dzi, jak i przed si­ła­mi na­tu­ry, mo­gą­cy­mi być prze­ja­wa­mi wro­go­ści in­nych bóstw). Te ry­tu­ały były licz­ne i każ­de­go dnia oraz w każ­dej fa­zie ży­cia wy­ra­ża­ły łącz­ność czło­wie­ka z ko­smicz­nym dra­ma­tem bo­gów i bo­giń.

Ośro­dek wszyst­kich grec­kich ry­tu­ałów re­li­gij­nych sta­no­wi­ły róż­ne­go ro­dza­ju ofia­ry, jed­nak za­zwy­czaj ob­rzę­dy sku­pia­ły się na mo­dli­twie (εὐχή) i in­nych for­mach eks­pre­sji74. Ofia­ry obej­mo­wa­ły sze­ro­kie spek­trum. Jed­ną z nich był ry­tu­ał po­le­ga­ją­cy na wy­la­niu odro­bi­ny wina na oł­tarz albo na zie­mię na po­cząt­ku po­sił­ku. Resz­tę trun­ku wy­pi­ja­no, a na­stęp­nie re­cy­to­wa­no mo­dli­twę, aby pro­sić bó­stwo o opie­kę. W ra­mach kul­tu pań­stwo­we­go z oka­zji świąt re­li­gij­nych skła­da­no tak­że wiel­kie ofia­ry z by­dła. Kul­mi­na­cję ta­kie­go ry­tu­ału sta­no­wi­ła wspól­na bie­sia­da, któ­ra mia­ła od­na­wiać wię­zi mię­dzy bó­stwa­mi opie­kuń­czy­mi mia­sta a oby­wa­te­la­mi dzię­ki wspól­ne­mu po­sił­ko­wi (ka­wa­łek mię­sa prze­zna­cza­no na ofia­rę ca­ło­pal­ną skła­da­ną bo­gom)75. Ta­kie ob­rzę­dy za­zwy­czaj obej­mo­wa­ły „ry­tu­ały przej­ścia” (na­le­ża­ły do nich np.: włą­cze­nie no­wo­rod­ka do krę­gu ro­dzin­ne­go [οἴκος/oikos], oczysz­cze­nie dziec­ka po uro­dze­niu, przy­ję­cie do fra­trii, włą­cze­nie do krę­gu oby­wa­te­li, mał­żeń­stwo oraz śmierć) albo też sta­no­wi­ły zrąb świąt re­li­gij­nych (ἑορταί) fi­nan­so­wa­nych przez mia­sto. Były one ob­cho­dzo­ne zgod­nie z ka­len­da­rzem świąt, któ­re obej­mo­wa­ły: pro­ce­sję, skła­da­nie ofiar, bie­sia­dę oraz igrzy­ska spor­to­we (w przy­pad­ku np. co­rocz­nych Pa­na­te­na­jów)76. Po­miń­my po­dob­ne przy­kła­dy cze­goś, co mo­że­my uznać za przy­kład „bia­łej” ma­gii. Mu­si­my jed­nak wspo­mnieć rów­nież o in­nych ry­tu­ałach (na­le­żą­cych do „czar­nej” ma­gii) ma­ją­cych na celu szko­dze­nie in­nym, nie zaś nie­sie­nie im po­mo­cy. Do ta­kich ob­rzę­dów na­le­ża­ły w szcze­gól­no­ści klą­twy (ἀραί/κατάραι) oraz inne mo­dli­twy-za­klę­cia77.

Nie­za­leż­nie od tego, jaki cha­rak­ter miał ry­tu­ał – ofiar­ni­czy czy ja­kiś inny – ad­re­sa­tem czyn­no­ści skła­da­ją­cych się na nie­go było za­zwy­czaj kon­kret­ne bó­stwo. Te czyn­no­ści mia­ły ści­sły zwią­zek ze wspól­no­tą obej­mu­ją­cą: po­szcze­gól­ne do­mo­stwa – z ich wła­sny­mi oł­ta­rza­mi, bó­stwa­mi ogni­ska do­mo­we­go i co­dzien­ne­go kul­tu He­stii (któ­rej sie­dzi­bą było do­mo­we ogni­sko)78– struk­tu­ry bar­dziej roz­bu­do­wa­ne – ta­kie jak dem (δῆμος) czy fyle (φυλή) – a po­nad­to sto­wa­rzy­sze­nia kul­to­we (w któ­rych prak­ty­ko­wa­no kult he­ro­sów, bo­gów albo zmar­łych, np. Askle­pio­sa)79. Naj­bar­dziej oczy­wi­stą za­sa­dą był jed­nak kult oby­wa­tel­ski, nad­rzęd­ny wo­bec ry­tu­ałów, z któ­re­go po­mniej­sze struk­tu­ry czer­pa­ły swo­je for­my or­ga­ni­za­cyj­ne. To mia­sto-pań­stwo (a wła­ści­wie urzęd­ni­cy i ka­pła­ni zaj­mu­ją­cy się kul­tem80) spra­wo­wa­ło nad­rzęd­ną wła­dzę nad wy­peł­nia­niem wszel­kich funk­cji re­li­gij­nych. Mia­ło tak­że pie­czę nad naj­bar­dziej spek­ta­ku­lar­ny­mi prze­ja­wa­mi du­cha oby­wa­tel­skiej po­boż­no­ści, któ­rą sta­no­wi­ły licz­ne świę­ta pań­stwo­we81. Kon­glo­me­rat świą­tyń, sank­tu­ariów i gro­bow­ców he­ro­sów prze­mie­sza­nych z bu­dyn­ka­mi ad­mi­ni­stra­cji pu­blicz­nej, ty­po­wy dla po­lis (taki wi­dok był co­dzien­no­ścią choć­by na ateń­skiej ago­rze), sta­no­wi do­bre świa­dec­two tego, że u Gre­ków re­li­gia i po­li­ty­ka peł­ne były wza­jem­nych od­nie­sień.

Uni­wer­sal­ną ce­chą tej „re­li­gii wy­peł­nia­ją­cej po­lis” było od­wo­ły­wa­nie się do ja­kie­goś bó­stwa-pa­tro­na lub bóstw-pa­tro­nów: na Kos – do Zeu­sa, a w Ate­nach – do Ate­ny Po­lias (czy­li do Ate­ny – pa­tron­ki mia­sta) i Zeu­sa Po­lieu­sa (u któ­re­go Ate­na in­ter­we­nio­wa­ła w spra­wie roz­ma­itych in­te­re­sów mia­sta). To zaś, czy Ate­na po­dej­mo­wa­ła ta­kie in­ter­wen­cje, czy też nie, za­le­ża­ło od wie­lu rze­czy, z któ­rych naj­waż­niej­szą było pod­trzy­my­wa­nie przy­jaź­ni mię­dzy nią a mia­stem za po­śred­nic­twem po­sił­ków spo­ży­wa­nych we wspól­no­cie oraz ry­tu­ałów ofiar­ni­czych dyk­to­wa­nych przez tra­dy­cję (i utrwa­lo­nych w ka­len­da­rzu świąt mia­sta-pań­stwa). Po­nad­to ateń­skie zgro­ma­dze­nie lu­do­we oraz sądy zaj­mo­wa­ły się spra­wa­mi re­li­gij­ny­mi (np.: za­się­ga­niem rad u wy­rocz­ni, wy­mie­rza­niem kar za nisz­cze­nie świę­tych drzew oliw­nych itd.), na­to­miast od urzęd­ni­ków obu tych in­sty­tu­cji ocze­ki­wa­no pod­trzy­my­wa­nia wła­sne­go kul­tu ro­dzin­ne­go. A wresz­cie pu­blicz­nie skła­da­ne przy­się­gi o cha­rak­te­rze re­li­gij­nym (ὅρκοι) oraz za­klę­cia sprzy­ja­ją­ce ła­do­wi i uczci­wo­ści (np. nie­na­ru­szal­ność te­sta­men­tów) – nie­zbęd­ne dla funk­cjo­no­wa­nia rzą­du, są­dów i in­nych in­sty­tu­cji pu­blicz­nych – wią­za­ły się z przy­się­gą pod­czas skła­da­nia ofiar, przy­zy­wa­niem bo­gów na świad­ków i we­zwa­niem do bo­gów, by uka­ra­li krzy­wo­przy­sięz­ców oraz tych, któ­rzy zła­mią umo­wę. Przy­kła­do­wo: na każ­dym z ateń­skich zgro­ma­dzeń lu­do­wych wy­po­wia­da­no klą­twę ma­ją­cą ścią­gnąć śmierć na każ­de­go, kto by prze­ma­wiał tyl­ko dla­te­go, że przy­jął ła­pów­kę, albo za­mie­rzał­by oszu­kać zgro­ma­dzo­nych82.

Poza re­li­gią pań­stwo­wą oraz tą kul­ty­wo­wa­ną w krę­gu ro­dzin­nym ist­nia­ły rów­nież in­sty­tu­cje pan­hel­leń­skie ma­ją­ce bar­dziej in­klu­zyj­ny cha­rak­ter – np. sank­tu­aria, wy­rocz­nie oraz świę­te igrzy­ska w Del­fach i Do­do­nie. Od­pra­wia­no tam tra­dy­cyj­ne ry­tu­ały re­li­gij­ne, pod­czas któ­rych moż­na było na wła­sne ży­cze­nie usły­szeć prze­po­wied­nię lub radę z ust Py­tii – ka­płan­ki Apol­lo­na, któ­ra po­tra­fi­ła po­ro­zu­mie­wać się z bo­ga­mi83. Ko­lej­ną waż­ną in­sty­tu­cją tego ro­dza­ju są mi­ste­ria eleu­zyj­skie, w któ­re – pod okiem ateń­skich urzęd­ni­ków – mógł być wta­jem­ni­czo­ny każ­dy, kto mó­wił po grec­ku i nie spla­mił się żad­nym prze­stęp­stwem. Te mi­ste­ria, mimo spo­wi­ja­ją­cej je aury ta­jem­ni­czo­ści, sta­no­wi­ły po­pu­lar­ną for­mę eks­pre­sji re­li­gij­nej. Dłu­gi okres przy­go­to­wań kan­dy­da­tów ma­ją­cych do­stą­pić wta­jem­ni­cze­nia (μύσται) obej­mo­wał post, okre­sy od­osob­nie­nia oraz pod­da­nie się oczysz­cza­ją­ce­mu ry­tu­ało­wi ko­zła ofiar­ne­go (jego funk­cję w rze­czy­wi­sto­ści peł­ni­ła świ­nia). Kul­mi­na­cją tego ob­rzę­du było ob­ja­wie­nie świę­tych obiek­tów w tzw. Ko­ry­ta­rzu Ini­cja­cji (τελεστήριον). Wie­lu uczest­ni­ków mia­ło wów­czas po­czu­cie ob­co­wa­nia ze sfe­rą bo­ską, po­nie­waż do­świad­cza­li oni nie­ja­snej za­po­wie­dzi peł­niej­sze­go ży­cia po­za­gro­bo­we­go – zu­peł­nie in­ne­go niż to cze­ka­ją­ce nie­wta­jem­ni­czo­nych84.

Mam na­dzie­ję, że z po­wyż­sze­go opi­su wi­dać wy­raź­nie, że u pod­staw „sys­te­mu” wie­rzeń re­li­gij­nych sta­ro­żyt­nych Gre­ków tkwi­ło po­ję­cie bó­stwa zgo­ła od­mien­ne od wy­obra­żeń, ja­kie mie­li na ten te­mat ży­dzi, mu­zuł­ma­nie czy chrze­ści­ja­nie. W ju­da­izmie, is­la­mie i chrze­ści­jań­stwie bó­stwo przy­bie­ra for­mę wiecz­ne­go, trans­cen­dent­ne­go, wszech­moc­ne­go i wszech­wie­dzą­ce­go Boga, któ­ry stwo­rzył świat i ludz­kość. Ten Bóg – choć w pew­nym sen­sie znaj­du­je się poza świa­tem – może rów­nież się ob­ja­wiać w nas czy też dla nas, może też od­po­wia­dać na mo­dli­twę pły­ną­cą z głę­bi ser­ca, a ze­wnętrz­ne for­my po­boż­no­ści sta­no­wią znak we­wnętrz­nej, in­tym­nej re­la­cji z bó­stwem (mo­gą­cej mieć klu­czo­we zna­cze­nie dla po­zy­tyw­nych, mo­ral­nych i psy­cho­lo­gicz­nych prze­mian we­wnętrz­nych wier­ne­go). Jed­nak­że sta­ro­żyt­ni Gre­cy byli przy­zwy­cza­je­ni do zu­peł­nie in­ne­go ob­ra­zu bo­gów, – ich ge­ne­zę i na­tu­rę od­naj­du­je­my m.in. u Ho­me­ra i He­zjo­da. Bo­go­wie ci nie stwo­rzy­li wszech­świa­ta ani ludz­ko­ści, a na­wet sami pod­le­ga­li stwo­rze­niu. Po­sia­da­ną moc czę­sto­kroć za­wdzię­cza­li pod­stę­po­wi i prze­mo­cy. Nie byli wszech­wie­dzą­cy ani wszech­moc­ni, nie żyli wiecz­nie (byli je­dy­nie nie­śmier­tel­ni i pod­le­ga­li zrzą­dze­niom For­tu­ny) i nie­ustan­nie in­ter­we­nio­wa­li w spra­wy śmier­tel­ni­ków. Mimo że mo­gli przy­bie­rać ludz­ką po­stać, mie­li swo­je imio­na, okre­ślo­ne atry­bu­ty i roz­ma­ite przy­go­dy, to po­sia­da­li też moc umoż­li­wia­ją­cą im ma­ni­fe­sto­wa­nie się pod róż­ny­mi po­sta­cia­mi, rów­nież zja­wisk na­tu­ry (np.: Zeus Ke­rau­nos to ina­czej Zeus Pio­run)85. A za­tem w świe­cie ziem­skim nie ist­niał wy­raź­ny po­dział ani na to, co świę­te, i na to, co świec­kie, ani na sfe­rę re­li­gij­ną i sfe­rę zse­ku­la­ry­zo­wa­ną. Tak więc (w re­zul­ta­cie) wszel­kie ludz­kie dzia­ła­nie i każ­dy aspekt na­tu­ry mia­ły w so­bie coś, co mo­gli­by­śmy na­zwać wy­mia­rem re­li­gij­nym86.

Mimo że świat sta­ro­żyt­nych Gre­ków prze­ni­ka­ły bo­skie siły, to jed­nak naj­po­tęż­niej­szej eks­pre­sji tych sił do­pa­try­wa­no się w by­tach ra­dy­kal­nie od­mien­nych od śmier­tel­ni­ków ska­za­nych na prze­mi­ja­nie. Wy­od­ręb­nia­no trzy pod­sta­wo­we ro­dza­je bo­skich istot: bo­gów, daj­mo­ny (δαίμονες) oraz he­ro­sów87. Jak już wspo­mi­na­łem, Gre­cy wy­obra­ża­li so­bie bo­gów pod róż­ny­mi po­sta­cia­mi i ob­da­rza­li ich roz­ma­ity­mi epi­te­ta­mi, np. Zeus Po­lieus był na­czel­nym bó­stwem pa­tro­nu­ją­cym świę­tu Di­po­lie­ia, na­to­miast Zeu­so­wi Mej­li­chio­so­wi od­da­wa­no cześć w cza­sie Dia­siów (z ko­lei Ate­na mia­ła co naj­mniej pięć­dzie­siąt epi­te­tów). Ist­nia­ły roz­ma­ite pan­te­ony naj­bar­dziej ak­tyw­nych bo­gów, jed­nak w Ate­nach na ogół wy­róż­nia­no dwa­na­ście bóstw: Zeu­sa, Po­sej­do­na, De­me­ter, Herę, Are­sa, Afro­dy­tę, Ar­te­mi­dę, Apol­lo­na, Ate­nę, Her­me­sa, Dio­ni­zo­sa i He­faj­sto­sa (cza­sa­mi z He­stią i Ha­de­sem za­miast Are­sa i Dio­ni­zo­sa). Pan­te­on był czymś wię­cej niż za­so­bem bo­skich mocy – sta­no­wił tak­że skom­pli­ko­wa­ny sys­tem wza­jem­nych re­la­cji, w któ­rym każ­de bó­stwo funk­cjo­no­wa­ło jako „część sie­ci wie­lo­ra­kich po­wią­zań z in­ny­mi bo­ga­mi […] Przy­kła­do­wo: para Her­mes i He­stia wy­ra­ża nie tyl­ko na­tu­rę do­peł­nia­ją­cych się sił bo­skich: nie­ru­cho­mej bo­gi­ni ogni­ska do­mo­we­go oraz nie­uchwyt­ne­go boga prze­mian”88, lecz tak­że re­pre­zen­tu­je in­te­lek­tu­al­ną ka­te­go­rię or­ga­ni­zu­ją­cą dzia­ła­nie róż­nych in­sty­tu­cji (ta para bóstw opie­ko­wa­ła się mał­żeń­stwa­mi).

Mimo że te sta­ro­żyt­ne kon­cep­cje bó­stwa nie były roz­wi­ja­ne ani na­rzu­ca­ne przez żad­ną ofi­cjal­ną in­sty­tu­cję re­li­gij­ną, to edu­ka­cja re­li­gij­na nie do koń­ca była zda­na na ła­skę przy­pad­ku czy wy­obraź­ni (np. przy­pad­ko­we opo­wie­ści słu­cha­ne w dzie­ciń­stwie czy ry­tu­ały re­li­gii oby­wa­tel­skiej). Po­wszech­nie re­cy­to­wa­no lub czy­ta­no dzie­ła Ho­me­ra oraz He­zjo­da – au­to­rów, któ­rzy na pod­sta­wie znacz­nie star­szej tra­dy­cji ust­nej stwo­rzy­li w kul­tu­rze grec­kiej „coś w ro­dza­ju ka­no­nicz­ne­go re­per­tu­aru opo­wie­ści na te­mat sił po­za­ziem­skich”89. Wła­śnie z tego re­per­tu­aru ob­fi­cie czer­pa­li „po­eci pi­szą­cy ele­gie, li­ry­kę i tra­ge­die i jed­no­cze­śnie wzbo­ga­ca­li tra­dy­cyj­ne mity o nowe funk­cje i zna­cze­nia”90. I tak np. Aj­schy­los i So­fo­kles zde­rza­ją w swo­ich dra­ma­tach ja­kąś sy­tu­ację współ­cze­sną z wy­da­rze­nia­mi przed­sta­wio­ny­mi w Ho­me­ryc­kim mi­cie re­li­gij­nym. W ten spo­sób wzbo­ga­ca­ją mit, a rów­no­cze­śnie pod­da­ją kry­tycz­nej ana­li­zie wy­bra­ny aspekt kon­dy­cji ludz­kiej we współ­cze­snym im kon­tek­ście spo­łecz­nym (por. np. So­fo­kles, An­ty­go­na). W cza­sach So­kra­te­sa ta­kie ana­li­zy i prze­war­to­ścio­wa­nia opo­wie­ści prze­ka­za­nych przez tra­dy­cję od­by­wa­ły się pod wpły­wem (i vice ver­sa) spe­ku­la­cji i od­kryć my­śli­cie­li dzia­ła­ją­cych w ra­mach no­wej tra­dy­cji in­te­lek­tu­al­nej „za­po­cząt­ko­wa­nej” przez Ta­le­sa. Na­le­że­li do niej „fi­lo­zo­fo­wie przy­ro­dy”, tacy jak Anak­sa­go­ras, któ­rzy in­te­re­so­wa­li się ra­cjo­nal­ną re­in­ter­pre­ta­cją zja­wisk (np. pio­ru­na) bę­dą­cych ema­na­cją bo­sko­ści, oraz za­wo­do­wi na­uczy­cie­le re­to­ry­ki (so­fi­ści), m.in. Pro­ta­go­ras (nie­któ­rzy z nich ule­ga­li wpły­wom teo­lo­gicz­ne­go scep­ty­cy­zmu, a w nie­licz­nych przy­pad­kach – ate­izmu). Te ten­den­cje od­ci­snę­ły pięt­no na dzie­łach au­to­rów ta­kich jak Eu­ry­pi­des i Tu­ki­dy­des. W re­zul­ta­cie na­wet fun­da­men­tal­ne i naj­bar­dziej roz­po­wszech­nio­ne do­gma­ty re­li­gij­ne do­ty­czą­ce mocy spraw­czej ry­tu­ałów ofiar­ni­czych i mo­dli­twy sta­ły się obiek­tem kry­ty­ki91.

W pod­su­mo­wa­niu tego pod­roz­dzia­łu war­to za­ry­so­wać kon­kret­ne li­nie na­pięć re­li­gij­nych, któ­re za­ist­nia­ły w trak­cie pro­ce­su So­kra­te­sa. Na­wet je­śli (tak przy­naj­mniej twier­dzę) za­rzut bez­boż­no­ści wy­su­wa­ny przez oskar­ży­cie­li sta­no­wił za­sło­nę dym­ną, aby ukryć za­rzu­ty na­tu­ry oso­bi­stej czy też po­li­tycz­nej, to jed­nak moż­na przy­pusz­czać, że te oskar­że­nia po czę­ści za­wdzię­cza­ją swo­ją wia­ry­god­ność i siłę roz­po­wszech­nio­nym wów­czas oba­wom na­tu­ry re­li­gij­nej. Tak więc – by nie uprze­dzać (zwią­za­nych z moją ar­gu­men­ta­cją i przy­wo­ły­wa­ny­mi tek­sta­mi) szcze­gó­łów znaj­du­ją­cych się w dal­szej czę­ści ni­niej­szej książ­ki – wspo­mnia­ne „li­nie na­pięć” moż­na po­krót­ce zi­lu­stro­wać dzię­ki uwy­dat­nie­niu kil­ku spo­śród wąt­ków wspo­mnia­nych wcze­śniej.

Kie­dy szki­co­wa­łem pej­zaż re­li­gij­ny Aten V wie­ku przed Chry­stu­sem, wspo­mnia­łem o ist­nie­niu roz­po­zna­wal­ne­go (choć nie­for­mal­ne­go) roz­róż­nie­nia mię­dzy: (1) krę­giem ro­dzin­nym kon­cen­tru­ją­cym się na ry­tu­ałach oraz re­li­gią oby­wa­tel­ską po­lis a (2) re­li­gią opar­tą na fa­bu­łach two­rzą­cych tra­dy­cję po­etów ta­kich jak Ho­mer. Poza tym na lud­ność wpły­wa­ły: (3) po­pu­lar­ne kul­ty mi­ste­ryj­ne (ta­kie jak ten zwią­za­ny z Eleu­sis); (4) prak­ty­ki i wie­rze­nia róż­nych sekt (np. or­fi­ków); (5) pi­ta­go­rej­ska mie­sza­ni­na fi­lo­zo­fii i re­li­gii; (6) re­flek­sja re­li­gij­na au­to­rów ta­kich jak So­fo­kles; (7) kry­tycz­ne prze­war­to­ścio­wa­nia w ob­rę­bie li­te­ra­tu­ry, gdzie przy­kła­dem byli nie­któ­rzy bo­ha­te­ro­wie Eu­ry­pi­de­sa, przy czym na tego au­to­ra od­dzia­łał (8) nowy i wpły­wo­wy nurt in­te­lek­tu­al­ny, któ­rym była dzia­łal­ność fi­lo­zo­fów przy­ro­dy i so­fi­stów.

Teo­ria mo­ral­na So­kra­te­sa czer­pa­na z ra­cjo­nal­nych za­sad – oraz teo­lo­gia mo­ral­na de­ter­mi­no­wa­na przez nią – pod wie­lo­ma wzglę­da­mi pod­le­ga­ły wpły­wom czyn­ni­ka (3), któ­ry od­dzia­ły­wał na nią za po­śred­nic­twem czyn­ni­ka (8). Osta­tecz­ny re­zul­tat był taki, że choć So­kra­tes na­dal był skłon­ny po­pie­rać re­li­gię kul­ty­wo­wa­ną w krę­gu ro­dzin­nym i oby­wa­tel­ską re­li­gię po­lis (1) (zwłasz­cza jej ce­chy szcze­gól­nie po­dat­ne na fi­lo­zo­ficz­ną re­in­ter­pre­ta­cję – np. funk­cje prze­po­wied­ni), to jed­nak od­rzu­cał i pod­da­wał re­in­ter­pre­ta­cji (2), tzn. re­li­gię po­etów, któ­ra przy­czy­nia­ła się do oży­wie­nia prak­tyk cha­rak­te­ry­stycz­nych dla (1) i do­dat­ko­wo je uza­sad­nia­ła. Re­zul­ta­tem tego wszyst­kie­go była uni­ka­to­wa re­li­gia fi­lo­zo­ficz­na opar­ta na ra­cjo­na­li­stycz­nej psy­cho­lo­gii i teo­lo­gii. Prze­war­to­ścio­wy­wa­ła ona sta­re, da­ją­ce się wy­raź­nie do­strzec, ze­wnętrz­ne kry­te­rium po­boż­no­ści, któ­re ludz­kich bo­gów, na wskroś ka­pry­śnych, łą­czy­ło z ludź­mi za po­śred­nic­twem sys­te­mu opar­te­go na ofie­rze ca­ło­pal­nej. Za­miast tego kry­te­rium So­kra­tes przy­jął we­wnętrz­ne kry­te­rium cno­ty i ludz­kie­go szczę­ścia, aby za­ak­cen­to­wać ko­niecz­ność ra­cjo­nal­ne­go oczysz­cze­nia du­szy za po­mo­cą ar­gu­men­ta­cji elenk­tycz­nej. Przy­jął też po­gląd za­kła­da­ją­cy ist­nie­nie do­bro­tli­wych, ra­cjo­nal­nych bóstw, któ­re mi­łu­ją spra­wie­dli­wość, lecz mają względ­nie obo­jęt­ny sto­su­nek do skła­da­nia ofiar. Nie­ba­wem zo­ba­czy­my, że to wła­śnie ta ra­cjo­nal­na re­in­ter­pre­ta­cja re­li­gii przod­ków zna­la­zła się na ła­wie oskar­żo­nych pod­czas pro­ce­su, któ­ry za­koń­czył się śmier­cią So­kra­te­sa.

W roz­dzia­le 2. wy­do­by­wam z Eu­ty­fro­na róż­ne ele­men­ty So­kra­tej­skiej „teo­lo­gii” i po­ka­zu­ję, że z dru­giej czę­ści tego dia­lo­gu mo­że­my wnio­sko­wać o czę­ścio­wym, ak­cep­to­wal­nym dla sa­me­go So­kra­te­sa, opi­sie cno­ty po­boż­no­ści. Na­stęp­nie zaś przed­sta­wiam wstęp­ny za­rys re­li­gii So­kra­te­sa jako pew­nej ca­ło­ści. W roz­dzia­le 3. będę się sta­rał zro­zu­mieć za­rzu­ty sta­wia­ne temu fi­lo­zo­fo­wi. Z Obro­ny spró­bu­ję wy­do­być ele­men­ty teo­lo­gii So­kra­te­sa i po­sta­ram się na­szki­co­wać, pod ja­kim wzglę­dem jego in­no­wa­cje re­li­gij­ne za­gra­ża­ły re­li­gii oby­wa­tel­skiej i re­li­gii lu­do­wej sta­ro­żyt­nych Gre­ków, a pod ja­kim – nie sta­no­wi­ły dla nich za­gro­że­nia. Tym sa­mym spró­bu­ję oce­nić rze­czy­wi­stą „winę” So­kra­te­sa. W roz­dzia­le 4. kon­cen­tru­ję się na da­imo­nio­nie i in­nych po­dob­nych źró­dłach prze­po­wia­da­nia przy­szło­ści, zwłasz­cza ta­kich jak wy­rocz­nia del­fic­ka. W pod­roz­dzia­le 1. przed­sta­wiam ar­gu­men­ty prze­ma­wia­ją­ce za roz­strzy­gnię­ciem na­stę­pu­ją­cej epi­ste­mo­lo­gicz­nej ła­mi­głów­ki: w jaki spo­sób So­kra­tes mógł słu­chać po­za­ra­cjo­nal­nych we­zwań swo­je­go da­imo­nio­na, a jed­no­cze­śnie an­ga­żo­wać się w elenk­tycz­ną fi­lo­zo­fię. Na­stęp­nie po­krót­ce przed­sta­wiam źró­dła fi­lo­zo­ficz­nej „mi­sji” tego fi­lo­zo­fa – wy­ja­śniam, jak uza­sad­niał on swo­je zo­bo­wią­za­nie do upra­wia­nia fi­lo­zo­fii na pod­sta­wie słów wy­rocz­ni, któ­ra oświad­czy­ła, że „nikt nie jest mą­drzej­szy” od So­kra­te­sa. W tym roz­dzia­le ana­li­zu­ję rów­nież za­kres tego zo­bo­wią­za­nia. Na ko­niec, w roz­dzia­le 5., ana­li­zu­ję sta­no­wi­sko So­kra­te­sa w kwe­stii nie­śmier­tel­no­ści du­szy, jego do­wód na ist­nie­nie Boga (ar­gu­men­tu­ję, że po­win­ni­śmy zgo­dzić się z Kse­no­fon­tem, któ­ry przy­pi­su­je ten do­wód So­kra­te­so­wi), a tak­że przed­sta­wiam re­la­cję po­mię­dzy re­li­gią So­kra­te­sa a wpły­wo­wy­mi po­glą­da­mi na re­li­gię gło­szo­ny­mi przez jego ucznia – Pla­to­na.

Mo­że­my te­raz przyj­rzeć się dwóm kon­fron­ta­cjom z udzia­łem So­kra­te­sa: naj­pierw w Eu­ty­fro­nie mę­czy on py­ta­nia­mi sa­mo­zwań­cze­go eks­per­ta od spraw re­li­gii. Po­tem od­po­wia­da na za­rzut bez­boż­no­ści wy­su­nię­ty przez oskar­ży­cie­li w Obro­nie. Fakt, że Pla­ton chciał w tych dwóch dia­lo­gach – z któ­rych każ­dy jest dzie­łem mi­strzow­skim i efek­tem wiel­kie­go tru­du pi­sar­skie­go – oczy­ścić imię So­kra­te­sa od za­rzu­tów o bez­boż­ność (bez wąt­pie­nia Pla­ton chciał w nich rów­nież do­wieść, czym jest rze­czy­wi­sta na­tu­ra po­boż­no­ści w ogó­le) – po­ma­ga w wy­ka­za­niu, że on i jego współ­cze­śni po­strze­ga­li pro­blem sto­sun­ku So­kra­te­sa do re­li­gii jako kwe­stię klu­czo­wą. Za­mie­rzam udo­wod­nić, że tak wła­śnie jest, na tej pod­sta­wie, że wszy­scy współ­cze­śni So­kra­te­so­wi ro­zu­mie­li prze­ło­mo­wą rolę ich na­uczy­cie­la w bez­pre­ce­den­so­wych do­cie­ka­niach do­ty­czą­cych spo­so­bów ar­gu­men­ta­cji i na­tu­ry cno­ty. Jed­nak rów­nie wy­raź­nie uświa­da­mia­li so­bie, że wszyst­kie te za­bie­gi in­te­lek­tu­al­ne i za­sad­ni­cza mo­ty­wa­cja do nich skła­nia­ją­ca po­zo­sta­wa­ły w ści­słym związ­ku z tym, co poj­mo­wa­li jako od­wiecz­ny, ta­jem­ni­czy, „re­li­gij­ny” wy­miar ży­cia.

Rozdział II. So­kra­tej­ska po­boż­ność wEu­ty­fro­nie

2.1. Po­boż­ność Eu­ty­fro­na: Eu­ty­fron 2a–11e

Rze­czą na­tu­ral­ną i uży­tecz­ną bę­dzie roz­po­czę­cie na­sze­go stu­dium od Pla­toń­skie­go Eu­ty­fro­na. Na pierw­szy rzut oka te­ma­ta­mi tego dia­lo­gu są cno­ta po­boż­no­ści (εὐσέβεια) oraz po­boż­ne czy­ny. Te dwa ele­men­ty sta­no­wią klu­czo­we pro­ble­my w grec­kiej tra­dy­cji re­li­gij­nej, a za­ra­zem (jak zo­ba­czy­my) są głów­nym przed­mio­tem roz­wa­żań So­kra­te­sa nad na­tu­rą cnót92. Dla­te­go też za­gad­nie­nia oma­wia­ne w Eu­ty­fro­nie – wraz z tym, co So­kra­tes wno­si do ar­gu­men­ta­cji – oraz sub­tel­ne do­peł­nia­nie się tych ar­gu­men­tów i bo­ga­tej struk­tu­ry dra­ma­tycz­nej tek­stu spra­wia­ją, że ten dia­log jest pod­sta­wo­wym źró­dłem, je­śli cho­dzi o od­kry­wa­nie re­li­gij­ne­go wy­mia­ru fi­lo­zo­fii So­kra­te­sa93.

Nie każ­dy się zgo­dzi z taką oce­ną. Spór o to, czy Eu­ty­fron jest pre­zen­ta­cją po­zy­tyw­nej dok­try­ny So­kra­te­sa, czy też do­cie­ka­niem o cha­rak­te­rze wy­łącz­nie pej­ra­stycz­nym, sta­no­wi przed­miot nie­usta­ją­cych i licz­nych kon­tro­wer­sji wśród ba­da­czy tej pro­ble­ma­ty­ki94. Wie­lu in­ter­pre­ta­to­rów po­pie­ra ten pierw­szy po­gląd i jako jego uza­sad­nie­nie przed­sta­wia roz­ma­ite re­kon­struk­cje po­zy­tyw­nej dok­try­ny po­boż­no­ści gło­szo­nej przez So­kra­te­sa, któ­rą ich zda­niem da się wy­łu­skać z tek­stu na­stę­pu­ją­ce­go po apo­re­tycz­nym in­ter­lu­dium95. Mimo to kil­ku wy­bit­nych uczo­nych wy­su­nę­ło za­rzu­ty wo­bec tego kon­struk­ty­wi­stycz­ne­go uję­cia96. Twier­dzę, że an­ty­kon­struk­ty­wi­ści się mylą i że więk­szość ich in­ter­pre­ta­cji wią­że się z błęd­nym wy­ko­rzy­sta­niem tek­stów, któ­re za­sad­ni­czo nie od­sy­ła­ją do po­glą­dów hi­sto­rycz­ne­go So­kra­te­sa. W świe­tle tek­stów an­tycz­nych nie spo­sób zro­zu­mieć tego fi­lo­zo­fa, kie­dy de­kla­ru­je on zu­peł­ną nie­wie­dzę czy kie­dy wy­gła­sza twier­dze­nia o peł­nio­nej służ­bie zle­co­nej mu przez bo­gów. Trud­no też po­jąć jego prak­ty­ki i prze­ko­na­nia re­li­gij­ne – za­sad­ni­czo zgod­ne z tra­dy­cją97. W cha­rak­te­rze prze­ciw­wa­gi dla ta­kich ujęć przed­sta­wiam w ni­niej­szej książ­ce umiar­ko­wa­nie kon­struk­tyw­ny po­gląd na So­kra­tej­ską kon­cep­cję po­boż­no­ści, któ­ra po­ja­wia się w Eu­ty­fro­nie. Mój po­gląd bar­dzo do­brze współ­gra z roz­sąd­ną kon­cep­cją hi­sto­rycz­ne­go So­kra­te­sa oraz Aten jego cza­sów.

2.1.1. Eu­ty­fron 2a–5c

Dia­log roz­po­czy­na się w miej­scu, w któ­rym Pla­toń­ski Te­aj­tet koń­czy się zło­wro­gim zda­rze­niem: So­kra­tes uda­je się do por­ty­ku kró­lew­skie­go (εἰς τὴν τοῦ βασιλέως στοάν), gdzie ma zo­stać pod­da­ny wstęp­ne­mu prze­słu­cha­niu (ἀνάκρισις) w związ­ku z pi­sem­nym po­zwem (γραφή), w któ­rym oskar­żo­no go o bez­boż­ność98. Za­nim to jed­nak na­stą­pi, fi­lo­zof zo­sta­je wcią­gnię­ty do roz­mo­wy z nie­ja­kim Eu­ty­fro­nem. Ich dia­log wkrót­ce prze­ra­dza się w kla­sycz­ny po­kaz me­to­dy elenk­tycz­nej So­kra­te­sa99. Za­zwy­czaj to jego roz­mów­ca sam przy­czy­nia się do stwo­rze­nia sy­tu­acji sprzy­ja­ją­cej ba­da­niu elenk­tycz­ne­mu, po­nie­waż wplą­tu­je się w sy­tu­ację, w któ­rej przy­pi­su­je so­bie eks­perc­ką wie­dzę na te­mat ja­kiejś cno­ty (np. spra­wie­dli­wo­ści)100. To z ko­lei sta­je się dla So­kra­te­sa bodź­cem, by pod­dać to rosz­cze­nie Eu­ty­fro­na te­sto­wi po­le­ga­ją­ce­mu na wy­py­ty­wa­niu się o na­tu­rę cno­ty, któ­rą w tym przy­pad­ku jest po­boż­ność101. Jed­nak i tym ra­zem, po­dob­nie jak w in­nych dia­lo­gach, nar­ra­cja bę­dą­ca tłem So­kra­tej­skiej ana­li­zy de­fi­ni­cji po­boż­no­ści nie jest bez zna­cze­nia dla na­szej pro­ble­ma­ty­ki.

Pięć lat przed spo­tka­niem So­kra­te­sa i Eu­ty­fro­na je­den z pa­rob­ków tego dru­gie­go za­bił jego słu­gę do­mo­we­go pod­czas pi­jac­kiej awan­tu­ry. Oj­ciec Eu­ty­fro­na ka­zał zwią­zać za­bój­cę i wrzu­cić go do dołu. Jed­nak za­nim od któ­re­goś z ateń­skich eg­ze­ge­tów przy­był po­sła­niec z dys­po­zy­cja­mi do­ty­czą­cy­mi tego, co na­le­ży ro­bić w tej spra­wie, słu­ga zmarł z zim­na. W re­zul­ta­cie Eu­ty­fron wno­si te­raz skar­gę o za­bój­stwo (δίκη ϕόνου) prze­ciw­ko wła­sne­mu ojcu – czło­wie­ko­wi w po­de­szłym wie­ku