Razem w Londynie - Carole Mortimer - ebook
Opis

Xander Sterne, choć z nogą w gipsie, nie chce przyjąć żadnej pomocy. Brat bliźniak zatrudnia mu jednak opiekunkę Samanthę Smith. Xander jest niechętnie nastawiony do obcej osoby w domu, lecz wkrótce małomówna Samatha zaczyna go intrygować. Podejrzewa, że skrywa ona niejeden sekret…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 149

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Carole Mortimer

Razem w Londynie

Tłumaczenie Barbara Budzianowska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Wiem, że wyjeżdżacie na miesiąc miodowy, ale naprawdę nie potrzebuję niańki i nie życzę sobie, żebyś mi tu kogoś sprowadzał na całe dwa tygodnie. – Xander spojrzał gniewnie na swojego brata bliźniaka, siedząc naprzeciw niego w salonie londyńskiego penthouse’u.

– To nie będzie niańka, tylko ktoś, kto ci pomoże w codziennych czynnościach. Przecież sam nie zdołasz jeszcze się ubrać, wejść pod prysznic czy prowadzić samochodu.

– W firmie jest kierowca, który się tym zajmie.

– Ale nie ma nikogo, kto zajmie się resztą spraw – odparł brat. – I jeszcze będzie ci gotował.

– Rany, Darius, od kiedy złamałem tę nogę, minęło już sześć tygodni.

– Złamałeś ją w trzech miejscach i miałeś poważną operację. Nadal nie możesz stać dłużej niż przez dziesięć minut. – Darius najwyraźniej nie zamierzał dać za wygraną.

Xander spojrzał na niego ponuro, w duchu przyznając mu rację.

– Rzecz nie w tym, co mogę i czego nie mogę zrobić, prawda? – westchnął z rezygnacją.

– O co ci chodzi? – Darius znieruchomiał, słysząc to pytanie.

– O to, że naprawdę nie chciałem się zabić. Przyznaję, że nie powinienem wtedy siadać za kierownicą i że rozbiłem wóz na ulicznej lampie. Ale szczęśliwie nikt nie ucierpiał i nie zrobiłem tego celowo, bracie. Już ci mówiłem, że zupełnie zaślepiła mnie wściekłość. Po prostu wpadłem w furię – powtórzył ochrypłym głosem.

– Każdemu się to zdarza, stary. – Darius spojrzał na niego łagodnie.

– Ale to narastało we mnie miesiącami.

– Wiem.

– Skąd? – Xander zamrugał ze zdziwienia.

– Za dużo pracowałeś i za dużo się bawiłeś. Zupełnie, jakbyś przed kimś lub przed czymś uciekał.

– Niewiele mi to dało. – Gdyby mógł przechadzać się po pokoju, na pewno nie ustałby w miejscu.

Sześć tygodni wcześniej po raz pierwszy w życiu zdał sobie sprawę ze swego nieokiełznanego temperamentu, jakże odmiennego od spokojnej natury brata. Przypominał ognisty wulkan, który wymknął się spod kontroli. W pewnej chwili poniósł go tak dalece, że Xander niemal gotów był zabić pewnego mężczyznę.

Chodziło o to, że ów mężczyzna głośno obrażał kobietę, z którą przyszedł do ekskluzywnego nocnego klubu stanowiącego własność braci Sterne. Widok jego zachowania w stosunku do partnerki przywołał wspomnienia, które Xander przez lata próbował usunąć z pamięci. Teraz jednak znów stanęły mu przed oczyma sceny z dzieciństwa, kiedy to jego ojciec w równie brutalny sposób traktował ich matkę.

Lomax Sterne nie żył już od dawna. Przed ponad dwudziestu laty pijany do nieprzytomności spadł ze schodów i na miejscu zginął, ale jego śmierci nie opłakiwał nikt – ani żona, ani synowie. Był bezwzględnym tyranem o nieokiełznanym charakterze. I oto przed sześcioma tygodniami trzydziestotrzyletni Xander uświadomił sobie ze zgrozą, że jest do niego podobny.

Darius spojrzał na niego pytająco.

– Jak myślisz, co spowodowało to narastające napięcie?

Xander uniósł brew.

– Nie wiem. Chociaż…. – Brew opadła. – Czy pamiętasz nasz wyjazd do Toronto przed czterema miesiącami? I to nasze spotkanie z prezesem korporacji bankowej? Byliśmy na kolacji z nim i jego żoną.

– Tak, przez cały wieczór prawił jej złośliwości – przytaknął niechętnie Darius. – Dlatego postanowiliśmy nie wchodzić z nim w interesy. A więc to od tamtej pory tłumiłeś w sobie gniew… Mam rację?

– Chyba tak. – Xander skinął głową.

– Ale wtedy zdołałeś się opanowałeś. Tak samo jak przed sześcioma tygodniami w naszym klubie – przypomniał mu Darius. – Daj spokój, to minęło.

Ale dla Xandera nie było to tak proste.

– Naprawdę jestem ci wdzięczny, że przeniosłeś się do mnie na cały miesiąc, ale nie zniosę tu obecności żadnej obcej osoby.

W rzeczywistości nie mógł się już doczekać, by w końcu zostać sam.

Lekko się skrzywił.

– I nie myśl, że jestem niewdzięczny. Po prostu nie wyobrażam sobie, że przez następne dwa tygodnie miałbym siadać co rano do stołu z jakimś umięśnionym Samem Smithem, zatrudnionym w charakterze niańki i ochroniarza.

Darius gwałtownie zachichotał.

– Niewątpliwie poruszyłoby to twoich sąsiadów, gdybyś zamieszkał z facetem, który nie jest twoim bratem.

Xander miał od dawna opinię playboya, a media nader często spekulowały na temat jego miłosnych podbojów. Faktycznie wzbudziłby sensację, zamieszkując z mężczyzną.

– Szczęśliwie dla ciebie tak się jednak nie stanie – uspokoił go Darius. – Samantha Smith jest kobietą.

Xander gwałtownie się wyprostował.

– Co takiego? Sam Smith to kobieta?

– Cieszę się, że przynajmniej twój słuch nie ucierpiał – drwił z niego brat.

Xander spojrzał na niego ze złością.

– Nie wiem, z czego się cieszysz, zostawiając mnie na łasce jakiejś obcej kobiety na całe dwa tygodnie.

– Poproszę, żeby miała dla ciebie litość – nie przestawał szydzić Darius.

– Bardzo śmieszne – mruknął Xander. Myśl, że ma z nim zamieszkać jakaś obca kobieta, na dobre wytrąciła go równowagi. – Skąd ją wytrzasnąłeś?

Darius się uśmiechnął.

– To znajoma Mirandy. Bardzo ją lubi. Zaproponowała jej nawet współpracę w swoim studiu baletowym. Uczęszcza tam już zresztą córeczka Samanthy.

– Chwileczkę! – Xander uniósł rękę coraz bardziej zdenerwowany. – Nie wspomniałeś, że ona ma dziecko. Co zamierza zrobić z tą małą, gdy się tu wprowadzi?

– Zabierze ją ze sobą. To oczywiste. – Brat spojrzał na niego tak, jakby żadna inna możliwość nie wchodziła w rachubę.

– Czyś ty kompletnie oszalał? – Xander wsparł się na kulach, próbując wstać. – Opowiedziałem ci, co zrobiłem wtedy w klubie. Wyznałem, że nie byłem w stanie się opanować. A ty chcesz sprowadzić mi tu dziecko?! – Dobrze wiedział, że założona przez Mirandę szkoła baletowa przeznaczona jest dla dzieci od pięciu do szesnastu lat. – Ile lat ma córka pani Smith?

– Myślę, że około pięciu.

– I ty narażasz tę kobietę na zamieszkanie w moim domu z małym dzieckiem? – Głęboko wciągnął powietrze, próbując się uspokoić. – To był pomysł Andy, prawda? – rzucił w końcu tonem bardziej twierdzącym niż pytającym. – Powtórzyłeś jej to, co ci powiedziałem, i…

– Nie zabroniłeś mi tego. – Oczy Dariusa zwęziły się ostrzegawczo.

– Nie obchodzi mnie, co powiedziałeś Andy – uciął Xander ze zniecierpliwieniem. – W końcu wkrótce zostanie twoją żoną i moją bratową. Ale czuję, że sprowadzając tu panią Smith z dzieckiem, chcecie mnie przekonać, że nie zmieniam się w potwora. Andy próbuje w ten sposób poprawić moje samopoczucie. To naprawdę naiwne.

– Uważaj, kolego – spokojnie powstrzymał go Darius.

Ale Xander był zbyt zdenerwowany, by go słuchać.

– Życie nie jest bajką, chłopie. A gdyby nawet tak było, to mnie w tej bajce przypadła rola potwora, nie księcia.

Brat spojrzał na niego uważnie, po czym łagodnie odparł:

– Wiesz, kiedyś Miranda zwróciła mi uwagę, że w życiu nie chodzi o to, czego się chce lub nie. – W jego oczach rozbłysła nagła czułość, lecz po chwili znów ciągnął poważnie: – Czy nie przyszło ci czasem na myśl, że Samantha Smith jest samotną matką? I że może potrzebować pieniędzy, które zamierzam jej płacić za to, że zamieszka tu pod moją nieobecność, jak mówisz, w charakterze niańki i ochroniarza?

Ale Xander nie mógł się uspokoić. A jeśli ta kobieta zrobi coś, co wyzwoli bestię, która w nim drzemie? Albo jeśli spowoduje to jej córka? Wtedy Darius przestanie żartować, a on sam nigdy sobie nie wybaczy. Potwierdziłoby to bowiem ostatecznie podejrzenie, że nie różni się niczym od ojca.

Darius patrzył na niego z irytacją.

– Słuchaj, Miranda ręczy za tę kobietę, a ona potrzebuje pieniędzy, które jej zapłacę za opiekę nad tobą. To zamyka sprawę.

Tyle że Xander tak nie uważał.

Owszem, jego podniebny apartament był wystarczająco duży, by pomieścić nawet tuzin osób, które nie wchodziłyby sobie w drogę. Oprócz sześciu gościnnych pokoi z łazienkami znajdowała się tu w pełni wyposażona sala gimnastyczna, a także kino domowe, dwie sale recepcyjne, gabinet w dębowej boazerii, ogromna jadalnia i jeszcze większa kuchnia.

Ale przecież nie o to chodziło.

Rzecz w tym, że nie chciał dzielić tej przestrzeni z kobietą, której nawet nie znał, nie wspominając już o jej pięcioletniej córce.

Ale jaki miał wybór? Darius wykazał bezmiar poświęcenia i braterskiej miłości, gdy po jego wyjściu ze szpitala wprowadził się do niego, by przez cztery tygodnie sprawować nad nim opiekę. Czy miał teraz prawo przeciwstawiać się bratu, gdy razem z Mirandą wyjeżdżali na swój miesiąc miodowy?

Odpowiedź na to pytanie była, niestety, oczywista.

Tytuł oryginału: The Taming of Xander Sterne

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2015

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

Korekta: Hanna Lachowska

© 2015 by Carole Mortimer

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2016

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wydanie niniejsze zostało opublikowane w porozumieniu z Harlequin Books S.A.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osob rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN 978-83-276-2285-3

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.