Paryskie sekrety - Carole Mortimer - ebook
Opis

Michael D’Angelo jest znanym na świecie koneserem sztuki, współwłaścicielem galerii Archangel. Przystojny i bogaty cieszy się wielkim powodzeniem u kobiet. Pewnego dnia w jego paryskim biurze zjawia się atrakcyjna Eva Foster i twierdzi, że jest on ojcem bliźniaków. Michael wie, że nie ma z tym nic wspólnego. Ponieważ jednak wychodzą na jaw fakty, które mogą zaszkodzić rodzinie D’Angelo, proponuje Evie, by do wyjaśnienia sprawy zatrzymała się w jego domu…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 151

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Carole Mortimer

Paryskie sekrety

Tłumaczenie:

PROLOG

Nowy Jork, kościół Świętego Grzegorza

– Przecież dopiero co siedzieliśmy tak we trójkę w jakimś podobnym kościele, nieprawdaż? – zażartował Michael, zwracając się do najmłodszego brata, Gabriela.

– O, tak. Tylko że wtedy to ty i Rafe byliście moimi świadkami, a teraz my przyszliśmy tu dla niego.

– Ile dokładnie czasu minęło? – dociekał.

– Pięć cudownych, rozkosznych miesięcy. – Gabriel rozmarzył się na myśl o swoim małżeństwie z ukochaną Bryn.

– Hm. A wspominałem ci o rozmowie, jaką tamtego dnia przeprowadziłem z Rafe’em? Zarzekał się wtedy, że nie wierzy w „dopóki śmierć nas nie rozłączy” i nie ma najmniejszego zamiaru ani w najbliższej, ani w odległej przyszłości przysięgać jakiejkolwiek kobiecie takich rzeczy.

Gabriel spojrzał na Rafe’a i uśmiechnął się do niego, widząc, jak bardzo jest przejęty. Świątynia pełna była gości weselnych, a pan młody niespokojnie wypatrywał swej wybranki.

– Nie wierzę, że tak mówił.

– Ależ tak! – Michael rozsiadł się wygodnie w pierwszej ławce.

– Dokładnie wtedy, gdy staliśmy razem przed kościołem, a ty i Bryn pozowaliście fotografom. Rafe dostał esemesa od jakiejś dziewczyny i…

– To nie czas ani miejsce, żebyście to rozpamiętywali! – złajał ich wzburzony Rafe za to, że w dniu ślubu dyskutują o jego przelotnym romansie z pewną paryżanką imieniem Monique, który zakończył się na wiele miesięcy przed tym, jak poznał swoją przyszłą żonę.

Bracia D’Angelo byli właścicielami trzech renomowanych galerii sztuki i domów aukcyjnych Archangel mieszczących się w Nowym Jorku, Londynie i Paryżu. Do tej pory prowadzili je rotacyjnie, zmieniając miejsce pracy w zależności od tego, jakie wystawy lub aukcje były w planie. Ślub Gabriela z Bryn oznaczał jego osiedlenie się w Londynie, a odkąd Rafe związał się z Niną, zdecydowanie wolał spędzać czas w Nowym Jorku. Michaelowi przypadła zatem galeria paryska.

– Nina spóźnia się już pięć minut – szepnął Rafe, kolejny raz zerkając na zegarek.

– Taki przywilej panny młodej – odparł beztrosko Gabriel i ponownie zwrócił się do Michaela: – Wpadł chłopak po uszy, nie uważasz?

– Och, zdecydowanie! – przytaknął.

– Zupełnie stracił dla niej głowę. – Zaśmiał się wprost w naburmuszoną twarz brata.

– To właśnie miłość robi z człowiekiem – skwitował Gabriel z miną eksperta. – Ty będziesz następny!

Michael natychmiast spoważniał.

– Na pewno nie! – odparł zdecydowanie.

– Nie zarzekaj się!

– Okej, ale po prostu nie potrafię sobie wyobrazić, że dobrowolnie zgadzam się na to, aby jakakolwiek kobieta doprowadziła mnie do takiego stanu – powiedział, spoglądając sugestywnie na Rafe’a.

– Możecie łaskawie skończyć już tę dyskusję! – Coraz bardziej zirytowany Rafe zaczął im już nawet wygrażać. – Zaraz stracę nerwy, Niny wciąż nie ma!

– Już to słyszeliśmy – zauważył Michael. – Słuchaj, a może ona się po prostu rozmyśliła?

Rafe zbladł jeszcze bardziej i zdołał jedynie jęknąć.

– O mój Boże!

– Michael, przestań go dręczyć! – skarcił brata Gabriel, który po własnym ślubie zdecydowanie złagodniał i dojrzał. – Ja również nie mogę się już doczekać widoku pięknej panny młodej – dodał, uśmiechając się na myśl o tym, jak cudownie wyglądała jego Bryn, idąc w bieli przez kościół.

– Daj spokój, Rafe, Nina zaraz tu będzie! – Michael zmienił ton. -Z jakiegoś niewytłumaczalnego dla mnie powodu ta kobieta jest w tobie zakochana!

– Ha, ha, ha… Bardzo śmieszne! – obruszył się Rafe.

– Limuzyna pewnie się nie może przebić przez nowojorskie korki – Michael próbował pocieszyć brata.

– Mam nadzieję, że to tylko to – westchnął Rafe. – Żałuję, że nie namówiłem Niny, żebyśmy uciekli gdzieś razem i wzięli cichy ślub!

– Raphaelu Charlesie D’Angelo, musiałabym się wówczas ciebie wyrzec! – wtrąciła się do rozmowy ich mama, siedząca razem z resztą rodziny tłumnie przybyłej na wesele kolejnego z braci.

Trzydziestopięcioletni Michael, najstarszy z trójki, wciąż pozostawał kawalerem. I ten stan planował utrzymać. Owszem, cieszył się szczęściem młodszego rodzeństwa i nie miał żadnych wątpliwości co do tego, że Rafe i Gabriel szczerze kochali swoje wybranki serca, a one darzyły ich równie silnym uczuciem. Życzył im jak najlepiej, lecz dla siebie widział inną przyszłość. Miłość i małżeństwo to nie dla niego. Nigdy.

Raz był już zakochany, dokładnie czternaście lat temu. Miało to jednak dla niego katastrofalne konsekwencje i nie chciał więcej powtarzać tego błędu. Pomysł, aby powrócić do takiego stanu, po wielu latach robienia wszystkiego, na co tylko miał ochotę, kiedykolwiek, gdziekolwiek i z kimkolwiek, był dla niego nie do przyjęcia. Rafe i Gabriel zatroszczą się o przedłużenie rodu, on nie ma zamiaru komplikować swojego życia z powodu jakiejś kobiety czy dzieci.

– Och, dzięki Bogu! – Rafe odetchnął z ulgą, gdy organista zaczął grać marsza weselnego, obwieszczając tym samym przybycie panny młodej.

Bracia stanęli przy ołtarzu, wpatrując się w Ninę, dostojnie kroczącą główną nawą, u boku swego ojca. Wyglądała olśniewająco, spowita w koronkę i satynę, promiennie uśmiechnięta i wpatrzona w swego przyszłego męża oczami pełnymi miłości. Michaela lekko zakuło w sercu na myśl o tym, że jego decyzja, aby się nie żenić, oznacza również to, że żadna kobieta nie będzie na niego nigdy patrzyła z tak otwartym uwielbieniem. Szybko jednak się otrząsnął i przypomniał sobie, że przecież nie chce paść ofiarą takiej miłości, jaką teraz jego bracia darzyli swoje żony.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Galeria Archangel, Paryż. Dwa dni później

– Co tu się dzieje?! – Michael uniósł głowę i zaczął baczniej nasłuchiwać.

Zza ścian jego gabinetu słychać było dziecięcy płacz, do którego po chwili dołączyły jakieś krzyki i wrzaski. Już sam fakt, że ktoś śmie mówić podniesionym głosem tak blisko jego azylu, był dla niego wystarczająco zaskakujący, ale co tam robiło dziecko? W prywatnej części prestiżowej galerii i domu aukcyjnego Archangel Paris! To było nie do pomyślenia! Zerwał się znad biurka i ruszył w kierunku korytarza, by po chwili stanąć jak wryty. Wszystkie słowa, jakimi miał wyrazić swój sprzeciw, zaschły mu w gardle na widok, który objawił się jego oczom – oto Marie, osobista sekretarka, i Pierre Dupont, jego asystent, głośno coś mówili, zamaszyście przy tym gestykulując, jak to Francuzi mają w zwyczaju. Pomiędzy nimi stała dziewczyna, może wypadałoby raczej powiedzieć młoda kobieta, o hebanowych włosach sięgających ramion, ubrana w obcisłe dżinsy i młodzieżową koszulkę. Na rękach trzymała niemowlę, a z wyrazu zaczerwienionej twarzy można było wyczytać, że jest zdenerwowana. Bezskutecznie próbowała ignorować Marie i Pierre’a i uspokoić dziecko, które coraz bardziej zanosiło się płaczem.

– Czy możecie być ciszej? Ona się was boi! No i zobaczcie, co narobiliście! – fuknęła na nich, gdy drugie dziecko zaczęło kwilić. Michael rozejrzał się zaciekawiony, skąd dochodzi szloch, gdy nagle ku swojemu zaskoczeniu zauważył wózek zaparkowany w gabinecie Marie. Podwójny wózek, a w nim drugie dziecko, które zdążyło się już rozkrzyczeć na dobre. Horror! Sytuacja przypominała senny koszmar, z którego każdy chciałby się obudzić. I to jak najszybciej!

– Dziękuję – mruknęła z wyrzutem, gdy Marie i Pierre zamilkli, a ona podbiegła do wózka, by ukoić niemowlę.

– Czy ktoś mógłby mi wytłumaczyć, co tu się dzieje? – Pytanie Michaela jak brzytwa przecięło kakofonię dźwięków.

Nastała cisza. Błoga cisza. Zamilkli bowiem nie tylko pracownicy galerii, lecz również dzieci uspokoiły się i jedynie delikatnie pochlipywały. Eva, wciąż pochylona nad wózkiem, odwróciła się, by zobaczyć, do kogo należy ten władczy głos. W korytarzu ujrzała mężczyznę. Był zdecydowanie po trzydziestce, miał gęste czarne włosy, starannie przystrzyżone nad uszami i na karku. Jego oliwkowej, męskiej twarzy z pewnością pozazdrościłby mu każdy z modeli, których Eva fotografowała na początku swojej kariery. Miał ciemne brwi unoszące się nad czarnymi jak smoła oczami, prosty, dość długi nos współgrał z wyraźnie zaznaczonymi kośćmi policzkowymi, a zmysłowo wyrzeźbione usta były uzupełnieniem dla mocnego podbródka. Szerokie ramiona, umięśniony tors zwężający się w kierunku pasa, szczupłe biodra i długie nogi sprawiały, że to on zdobił szatę, czyli drogi, szyty na miarę ciemny garnitur, białą, jedwabną koszulę i szary krawat, a nie szata zdobiła jego. Eva nie miała wątpliwości – to musi być D’Angelo. Ten D’Angelo, dla którego tutaj przyszła. W oczach jego pracowników widziała respekt, którego ona w żadnym stopniu nie podzielała. Wyprostowała się i pewnym siebie krokiem ruszyła, by wręczyć mu Sophie.

– Proszę potrzymać, ja wezmę Sama – poinstruowała go niecierpliwie, widząc, że nie ma zamiaru wziąć dziecka z jej ramion. Spojrzał na nią w dół z niedowierzaniem i dopiero teraz spostrzegł, jaka jest niska. Miała nie więcej niż metr pięćdziesiąt pięć, co stanowiło nie lada kontrast dla jego stu dziewięćdziesięciu centymetrów wzrostu. Była młodzieńczo szczupła, a przed chłopięcym wyglądem chroniły ją jedynie pełne piersi uwieńczone delikatnie zaznaczonymi sutkami. Piersi, które, jeśli się nie mylił, były zupełnie nagie pod fioletową koszulką. A był prawie pewien, że się nie mylił. Ten biust, w połączeniu z błyskiem w oczach otoczonych zasłoną gęstych rzęs, dawał mu do zrozumienia, że zdecydowanie ma do czynienia z kobietą, a nie dziewczyną. I to niezwykle piękną kobietą, jak szybko zauważył. Miała zapewne dwadzieścia kilka lat. Jej bladą, tak delikatną jak najlepsza porcelana twarz zdobiły niesamowite oczy, zadarty nosek i pełne, zmysłowe usta. Cienie pod oczami potęgowały wrażenie jej kruchości. Kruchości, której jednak zaprzeczały zaciśnięte uparcie usta i lekko wysunięty podbródek. Michael z trudem oderwał wzrok od jej urzekającej twarzy, jak magnes przyciągającej jego spojrzenie, i ze zgrozą popatrzył w dół, na różowe zawiniątko, które kobieta próbowała mu wręczyć. Ogarnęło go przerażenie, nie miał bowiem żadnego doświadczenia w trzymaniu dzieci. Jak mógł je mieć, jeśli jeszcze nigdy w życiu nie znajdował się w tak bliskiej odległości od jakiegokolwiek malucha, nie licząc siebie samego, kiedy był niemowlakiem?

– Myślę, że to nie jest dobry pomysł… – powiedział, cofając się od zaślinionego oseska.

– Nauczyłam się przy nich za dużo nie myśleć. Sophie i Sam właśnie ząbkują, więc, żeby nie pobrudzić marynarki, proszę położyć sobie to na ramię. – Podała mu białą, tetrową pieluszkę i bezceremonialnie wcisnęła maleństwo w ramiona. Odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę wózka, by wyciągnąć z niego drugiego dzidziusia, ukazując tym samym krągłą pupę opiętą idealnie przylegającymi dżinsami. Michael wyprostowanymi przed siebie rękami trzymał pierwsze dziecko – Sophie? – i zupełnie nie wiedział, co ma z nim robić. Maleństwo, o oczach tak samo pięknych jak matka, bacznie mu się przyglądało. Eva wyjęła Sama z wózka. Była wściekła na pracowników galerii, że swoim trajkotaniem obudzili bliźniaki. Ululanie ich zajęło jej przecież całą drogę z hotelu! Nie biorąc już nawet pod uwagę bezsennej nocy, podczas której dzieci na przemian budziły się i płakały z powodu ząbkowania… W rezultacie zarówno maluchy, jak i ona sama byli wykończeni. Odwróciła się i niemal wybuchła śmiechem, widząc Michaela, z przerażeniem wypisanym na twarzy, wciąż trzymającego Sophie wyprostowanymi rękami, jakby była bombą mającą lada moment eksplodować. Niemal się zaśmiała, jednak tego nie zrobiła… W ostatnich miesiącach nie miała zbyt wielu okazji do radości i te wspomnienia natychmiast ją otrzeźwiły.

– Sophie nie gryzie – warknęła i jeszcze mocniej przytuliła ubranego w dżinsy i T-shirt Sama.

– No, przynajmniej nie za dużo… – poprawiła się. – Na szczęście ma dopiero cztery zęby.

Michael nigdy nie należał do zbyt cierpliwych ludzi, a teraz, w całym otaczającym go chaosie, był jak podminowany.

– Bardziej niż uzębienie tych dzieci interesuje mnie to, co robicie w prywatnej części mojej galerii!

Eva wysoko uniosła głowę i popatrzyła na niego wyzywająco.

– Czy naprawdę chce pan o tym rozmawiać w obecności swoich pracowników, panie D’Angelo? Bo, jak mniemam, mam przyjemność z panem D’Angelo? – spytała drwiąco.

– Tak, to ja – odparł naburmuszony. – Rozmawiać o czym w obecności moich pracowników?

– O powodach, dla których znalazłam się w prywatnej części galerii Archangel.

– Nie mam pojęcia, jakie są pani pobudki.

– Doprawdy? – rzuciła z pogardą.

– Może jednak przejdźmy do mojego gabinetu – zaproponował.

Pierre, jego oddany asystent, zaczął dyskretnie, oczywiście po francusku, ostrzegać go przed pozostaniem sam na sam z nieznaną kobietą. Niewykluczone, że jest niepoczytalna, może lepiej wezwać ochronę…

– Wszystko rozumiem – zwróciła się do niego Eva piękną francuszczyzną i kontynuowała w tym języku w stronę Michaela: – Proszę, wezwijcie ochronę, lecz zapewniam, że jestem w pełni poczytalna.

– Nigdy w to nie wątpiłem – odparł cynicznie. – Wszystko w porządku, Pierre – zapewnił go już po angielsku. – Przejdźmy zatem do mojego gabinetu – powtórzył zaproszenie, wciąż nie wiedząc, co zrobić z niemowlakiem, który pozostawał w jego ramionach, tym bardziej że to maleństwo – Sophie – zaczęło się teraz rozkosznie do niego uśmiechać, dumnie prezentując swoje cztery malutkie białe ząbki.

– Lubi cię – zauważyła niechętnie matka dziecka, która trzymając w objęciach Sama, manewrowała jednocześnie wózkiem w stronę gabinetu Michaela. D’Angelo pospiesznie umieścił tetrę na ramieniu, mocno objął dziewczynkę jedną ręką, a drugą zamknął drzwi swego biura, zostawiając w korytarzu zaniepokojonych Marie i Pierre’a.

– Wow, co za widok! – Eva nie mogła oderwać oczu od ściany okien, za którymi widoczne były niemal całe Pola Elizejskie, aż do Łuku Triumfalnego. Ten właśnie widok oraz prestiżowy adres zadecydowały o wyborze lokum dla paryskiej galerii.

– Tak, my również go doceniamy – odparł oschle. – A teraz, jeśli będzie pani tak łaskawa, proszę mi wytłumaczyć, kim pani jest i co tu robi? – Przez głowę Michaela przeszła myśl, że może to być Monique, była dziewczyna Rafe’a, ale jej angielski akcent zdawał się temu przeczyć.

– Nazywam się Eva Foster – oznajmiła, tuląc cichutkiego teraz Sama.

– I? – W jego czarnych oczach nie było widać żadnych emocji. Eva spojrzała na niego niecierpliwie.

– I naprawdę nie domyślasz się, kim jestem? – spytała z przerażeniem.

– A powinienem?

Czy powinien?! Oczywiście, że tak, ty arogancki, nieodpowiedzialny palancie, pomyślała.

– Być może imię Rachel Foster bardziej pomoże ci przywołać wspomnienia – dodała słodko. Skrzywił się i nawet pokręcił głową.

– Przykro mi, ale nie mam pojęcia, o kim pani mówi… – Evie zrobiło się czarno przed oczami. Po tych wszystkich miesiącach pełnych smutku, chaosu, poczucia ogromnej straty i po prostu ogromnego cierpienia dowiaduje się teraz, że on nawet nie pamięta imienia Rachel ani jej samej?!

– Co z ciebie za człowiek? I nawet nie próbuj się usprawiedliwiać! – krzyczała poirytowana, chodząc nerwowo po gabinecie. – Zapewne tyle kobiet przewinęło się przez twoje cudowne życie i jeszcze cudowniejszą sypialnię, że zapominasz o nich, gdy tylko zatrzasną za sobą drzwi!

– Przestań natychmiast! – zakazał surowym tonem. – Nie ty, maleńka… – dodał już łagodniej, gdy wystraszona Sophie znów zaczęła kwilić. – Czy ty insynuujesz, że coś mnie… hm… łączyło z tą Rachel Foster?

Policzki Evy rozżarzyły się, a oczy zapłonęły wściekłością.

– Tak się składa, że ta Rachel Foster była moją siostrą i owszem, coś cię z nią łączyło. Jeden z efektów tego „połączenia” trzymasz właśnie na rękach!

Michael natychmiast spojrzał w dół na dziecko. Zdecydowanie nie było noworodkiem, mogło mieć z pięć czy sześć miesięcy. Wyglądało uroczo, z burzą czarnych włosków i pięknymi oczkami, skupione na zabawie guzikiem od jego wartej kilkanaście tysięcy funtów marynarki. Ta kobieta chce mi wmówić, że jestem za nie odpowiedzialny, myślał, patrząc na małą, a przez głowę przetaczały mu się cienie przeszłości.

– Nigdy nie spotykałem się z twoją siostrą – rzekł z całą stanowczością. – Jestem pewien, że jej nie znam, więc w cokolwiek chcesz mnie wrobić, lepiej daj sobie z tym spokój, bo…. – przerwał w pół zdania, gdy ręka Evy Foster głośno i boleśnie uderzyła go w policzek, wywołując tym samym płacz Sophie. – To nie było konieczne – wycedził z zaciśniętymi zębami, bujając jednocześnie małą na rękach, by ją uspokoić.

– Ależ było! Jak śmiesz kłamać w żywe oczy i wyrzekać się znajomości z moją siostrą, trzymając jednocześnie wasze dziecko w ramionach?

– Nie, wcale tego nie robię… – Michael przerwał, aby wziąć głęboki oddech. Policzek wciąż go bolał po uderzeniu. – Sophie nie jest moją córką.

– Zapewniam cię, że jest! – krzyknęła.

– Posłuchaj, spróbujmy zrobić mały krok w tył, uspokoić się nieco. Taka nerwowa atmosfera nie służy dzieciom – powiedział opanowanym tonem, gdy Eva już otwierała usta, by kontynuować kłótnię.

Nie przywykł do tego, by ktokolwiek się z nim spierał. Tym bardziej frustrowała go sytuacja, w której jakaś zadziorna młoda kobieta, o niezwykle intrygującej urodzie, oskarża go o ojcostwo dzieci swojej siostry… Michael był pewien swojej niewinności. Wiele lat temu odebrał już swoją lekcję kobiecej manipulacji i dzięki byłej dziewczynie, Emmie Lowther, nauczył się, żeby nigdy, przenigdy nie ufać kobietom – czy to w kwestii antykoncepcji, czy w jakiejkolwiek innej sprawie. Ile to już lat minęło, odkąd Emma próbowała go zaszantażować i zmusić do małżeństwa, twierdząc, że jest z nim w ciąży? Czternaście. A Michael wciąż dokładnie pamiętał tamte wydarzenia, jakby miały miejsce wczoraj. Nie chodzi o to, że wystraszył się odpowiedzialności. O, nie! Był na tyle głupi, że wydawało mu się, że naprawdę kocha Emmę! Cieszył się dzieckiem i z radością planował wesele. Na pewnym przyjęciu przedstawił narzeczonej Daniela, kolegę pochodzącego z jeszcze bogatszej rodziny niż jego, i ona niemal natychmiast stwierdziła, że nowo poznany mężczyzna jeszcze lepiej nada się na męża. Michaelowi przyznała się, że doszło do pomyłki i nie będzie żadnego dziecka. Kilka miesięcy później tego samego triku próbowała użyć w stosunku do Daniela. Ku jej zaskoczeniu, Michael zdążył ostrzec przyjaciela i tym razem sztuczka się nie udała. Ponownie okazało się, że nie jest w ciąży, a oni nauczyli się, by nie wierzyć kobietom i, zwłaszcza w sprawach antykoncepcji, zawsze polegać na sobie. Dlatego też Michael mógł teraz z całą pewnością odrzucić oskarżenia Evy; wiedział, że nie jest ojcem tych dzieci.

– To są bliźniaki – powiedziała już spokojniej. Rzeczywiście, były do siebie podobne.

– Ile mają miesięcy? – spytał może zbyt surowym tonem.

– Czyżbyś próbował odświeżyć swoją pamięć? – odparła ironicznie pytaniem na pytanie.

– Ile? – powtórzył szorstko.

– Sześć – burknęła.

Jeśli Rachel Foster donosiła swoje dzieci, oznacza to dodatkowe dziewięć miesięcy. Sześć plus dziewięć daje piętnaście. Michael wściekał się sam na siebie, że liczy w głowie te miesiące. Przecież nie zapłodnił żadnej kobiety ani piętnaście miesięcy temu, ani w żadnym innym terminie!

– No dobrze, a ty uważasz, że jestem ich ojcem, ponieważ….? – zapytał najspokojniej, jak potrafił, gdyż oczka Sophie właśnie zaczęły się zamykać, a jej główka powoli opadała na jego szerokie ramię.

– Ponieważ Rachel tak mi powiedziała.

– Dlaczego w takim razie twoja siostra sama nie przyszła mi tego oznajmić?

– Ponieważ… Uważaj! – Eva przerwała tłumaczenie, gdy zobaczyła, że dziewczynka zasnęła i bezwładnie leży w jego objęciach. – Jak ty to zrobiłeś? – spytała z nutką zazdrości. Bliźniaki zasypiały z nią dopiero wówczas, gdy długo woziła je w wózku lub bujała w kołysce.

– Co zrobiłem? – spytał, nieświadomy swojego osiągnięcia.

– Nieważne – mruknęła. – Połóż, proszę, Sophie po lewej stronie wózka. Nie lubi być po prawej.

– Skoro śpi, to co za różnica?

– Kiedy się już obudzi, będzie wiedziała, gdzie jest – odparła niecierpliwie.

– Racja – przytaknął, choć nie do końca wierzył, że sześciomiesięczne dziecko może mieć świadomość tego, po której stornie wózka się znajduje.

Jakimś cudem udało mu się jednak położyć małą w odpowiednim miejscu, nie budząc jej. Zaczął się jej przyglądać z zaciekawieniem. Wyglądała jak czarnowłosy aniołek: hebanowe brwi opadały teraz na zarumienione policzki, a lekko wydęte usteczka przypominały pączek róży.

– A co z nim? – spytał, wskazując na dziecko, które trzymała Eva.

– On się nazywa Sam. I dobrze mu tu, gdzie jest. – Popatrzyła na chłopca wtulonego w jej szyję. – Jest dużo spokojniejszy niż Sophie.

– To dlatego, że jest mężczyzną – odparł drwiąco.

– Z mojego doświadczenia wynika, że mężczyźni nie są spokojniejsi, tylko bardziej leniwi!

– Co, proszę?

– Jestem pewna, że dobrze usłyszałeś, więc nie muszę powtarzać – rzekła słodkim głosem z udawaną grzecznością.

Michealowi niezbyt podobało się to, co mówiła. Razem z braćmi wiele zrobili przez ostatnie dziesięć lat, aby londyńska, nowojorska i paryska galeria stały się najbardziej prestiżowymi prywatnymi galeriami i domami aukcyjnymi na świecie. Teraz dopiero zaczynali odcinać kupony od swojego sukcesu. Ich bogactwo było jednak okupione ciężką pracą, a nie zostało im podane na tacy. Wyraz ślicznej twarzy Evy dawał mu jednak do zrozumienia, że jest ona zgoła innego zdania. W dodatku uparcie wierzyła w to, że jest ojcem tych dzieci… Czas najwyższy, by z tym skończyć! Przeszedł na drugą stronę swojego gabinetu i usiadł za czarnym, marmurowym biurkiem.

– Wydaje mi się, że zamierzałaś mi wyjaśnić, dlaczego twoja siostra nie przyszła do mnie osobiście.

Eva doskonale wiedziała, dlaczego Michael usiadł za biurkiem – chciał zwiększyć dystans między nimi i poprowadzić rozmowę jak biznesowe negocjacje. Ale ona nie miała zamiaru sprowadzać dzieci do poziomu handlowych pertraktacji! D’Angelo bardzo ją rozczarował. Nie tak wyobrażała sobie mężczyznę, który zauroczył i rozkochał w sobie jej młodszą siostrę. To prawda, że Rachel uwielbiała dobrą zabawę i nie zawsze zachowywała się odpowiedzialnie. Najlepiej świadczy o tym jej decyzja, aby po ukończeniu studiów wyruszyć w roczną podróż dookoła świata. Wróciła do Londynu po dziesięciu miesiącach samotna i ciężarna. Mająca urodzić dziecko – a jak się później okazało dzieci – tego właśnie mężczyzny. Siostra entuzjastycznie opowiadała o swoim ukochanym, o jego wdzięku i urodzie, o tym, jak było im razem cudownie. Siedzący za biurkiem Michael w niczym jednak nie przypominał wyobrażeń Evy. Owszem, był przystojny, śniady i niebezpiecznie ponury. Aż zadrżała na myśl o tym, jak ryzykowała, uderzając go; ślad jej ręki wciąż był bowiem widoczny na jego policzku. Michael był męski, a jednocześnie miał w sobie jakąś surowość, opanowane ruchy i chłodną rezerwę do świata. Wydawał się wręcz lodowaty w obejściu i Eva nie potrafiła sobie wyobrazić sytuacji, w jakich ten lód topnieje – czy jest równie zimny podczas seksu? Jak jej nieodpowiedzialna, wesoła siostra mogła się z nim spotykać, nie mówiąc już o czymś więcej? Może lepiej nie myśleć za dużo o ich związku. Związku, którego on uparcie się wyrzekał!

– Przyszłam tutaj zamiast Rachel… – zaczęła mówić ze ściśniętym gardłem – ponieważ moja siostra nie żyje.

– Słucham?

Eva zastanawiała się, czy po jej oschłym oświadczeniu Michael nie poczuje się winny, ale nie. Wyglądał wprawdzie na zszokowanego, lecz nie była to typowa reakcja mężczyzny na wieść o śmierci swojej niedawnej kochanki. Stała spokojnie i oddychała miarowo, aby utrzymać własne emocje na wodzy. Już od kilku miesięcy nie musiała nikogo informować o śmierci Rachel i dzisiejsza rozmowa stanowiła dla niej nie lada wyzwanie. Sama wciąż nie potrafiła pogodzić się z tym, że jej młodsza siostra, zaledwie dwudziestodwuletnia, mająca całe życie przed sobą, tak nagle odeszła trzy miesiące temu. Od tamtej pory Eva borykała się nie tylko z własnym smutkiem, lecz również z opieką nad bliźniakami. Toczyła bitwę, którą coraz bardziej – zarówno psychicznie, jak i finansowo – przegrywała i wreszcie musiała się do tego przyznać. Choroba Rachel i jej śmierć sprawiły, że praktycznie nie była w stanie pracować. Dniami i nocami opiekowała się najpierw całą trójką, a później już tylko dziećmi. Oszczędności topniały w zastraszającym tempie, a nowe zlecenia coraz trudniej było jej przyjmować. Póki jeszcze dzieci były mniejsze, jakoś dawała radę, ale teraz, gdy stawały się ruchliwsze i głośniejsze, fotografowanie z nimi graniczyło z cudem. Zdecydowała się więc postawić wszystko na jedną kartę i skonfrontować wreszcie dzieci z ich ojcem. Aby nie dać się spławić przez telefon, za resztę pieniędzy, jakie jeszcze posiadała, kupiła bilety i przyleciała z nimi do Paryża. Bardzo nie chciała tego robić, ale wiedziała, że nie ma innego wyjścia – dla dobra bliźniaków musi poprosić D’Angelo o pomoc.

Michael zerwał się z krzesła, gdy zobaczył, jak Eva nagle zbladła. Sprawiała wrażenie takiej kruchej. Śmierć siostry i konieczność opieki nad niemowlakami wyjaśniały obecność cieni pod oczami. Otworzył barek i spojrzał na rząd butelek. Przez chwilę zastanawiał się, czy mając pod opieką dwójkę dzieci, będzie miała ochotę na whisky. Uznał jednak, że zamiast alkoholu poda jej wodę, którą wyciągnął z małej lodówki stojącej tuż obok.

– Daj mi Sama, potrzymam go, a ty usiądź – zaproponował, wskazując część gabinetu, w której stał czarny, skórzany komplet wypoczynkowy.

Evie zakręciło się w głowie i lekko zachwiała się na nogach. Nie czekając na odpowiedź, wziął maleństwo z jej ramion, wolną ręką objął ją i zaprowadził do sofy.

– Przepraszam za to – wyszeptała drżącym głosem, kiedy już napiła się wody. Na dworze było gorąco, a ze swojego taniego hotelu do galerii Archangel szła z wózkiem bardzo długo. – Czasem wydaje mi się, że już wszystko będzie dobrze, a potem nagle, niespodziewanie znów dopada mnie przygnębienie…

Wiedziała, że spotkanie z byłym kochankiem Rachel nie będzie łatwe. Jak zresztą cały ten przyjazd do Paryża. Nie mówiąc już o tym, że samo podjęcie decyzji, żeby odszukać D’Angelo wymagało od niej wiele wysiłku. Ale nie miała wyboru Poza tym robiła to dla dobra dzieci, nie dla własnych korzyści. Jeśli o nią chodzi, prędzej naplułaby facetowi w twarz, niż z nim rozmawiała, a co dopiero prosiła o pomoc!

– Przykro mi z powodu twojej siostry – powiedział szorstko.

Czyżby? Biorąc pod uwagę to, że jeszcze kilka minut temu zaprzeczał, że w ogóle ją znał, Evie trudno było mu uwierzyć. Ponadto wciąż nie mogła zrozumieć, co Rachel urzekło w tym zimnym, oschłym mężczyźnie. Radosną, ciepłą i kochaną Rachel… Cóż, może rzeczywiście nieraz przeciwieństwa się przyciągają? Michael bezsprzecznie był atrakcyjny. Miał wrodzoną pewność siebie i arogancję, która mogła zafascynować jej młodszą siostrę. Usiadła prosto, odstawiła wodę na ławę stojącą blisko sofy i zauważyła, że w między czasie Sam również zdążył zasnąć w jego szerokich, umięśnionych ramionach.

– Jego też możesz odłożyć do wózka – zwróciła się do Michaela.

Sam, ty zdrajco! – pomyślała. Jej uśpienie maluchów zajmowało tyle czasu! Musiała chodzić, bujać, lulać, a wystarczyło, że ten D’Angelo wziął je na ręce i bliźnięta natychmiast zapadały w głęboki sen! A może instynktownie wyczuwały, kim jest? Przez ostatnich kilka miesięcy nauczyła się, że dzieci mają dużo lepszą intuicję, niż mogłoby się wydawać. Michael odłożył chłopca do wózka, upewnił się, że śpi spokojnie obok siostry, i wrócił do Evy. Było mu naprawdę przykro, że jej siostra, matka śpiących w jego gabinecie dzieci, nie żyje.

– Ile miała lat? – spytał.

– Kto?

– Twoja siostra.

– Byliście tak zajęci, że nie zdążyliście się nawet spytać o swój wiek? – zadrwiła.

Michael wziął głęboki oddech. Nie chciał się dać sprowokować do ponownej kłótni.

– Powtarzam ci po raz kolejny, że nie znałem twojej siostry. Nie miałem zatem okazji spytać ją o wiek ani zostać ojcem jej dzieci.

– A ja powtarzam, że ci nie wierzę – upierała się Eva.

– Zauważyłem…

– Rachel miała zaledwie dwadzieścia dwa lata, kiedy umarła. Była trzy lata młodsza ode mnie.

– Umarła podczas porodu?

– Nie. Podczas rutynowego ciążowego badania USG wykryli u niej guza.

– O, Boże!

– Aborcja nie wchodziła dla niej w grę. Aby nie zaszkodzić dzieciom, odmówiła również leczenia… Umarła, kiedy bliźniaki miały trzy miesiące.

Ból spowodowany konsekwencjami decyzji siostry, jej odejściem, na zawsze pozostawił piętno smutku.

– A twoi rodzice? – zaczął się dopytywać.

– Obydwoje zginęli w wypadku samochodowym półtora roku temu.

Michael poczuł, jak uginają się pod nim kolana. Usiadł na fotelu stojącym naprzeciwko sofy. Czuł, że Eva nie chce, aby był zbyt blisko niej. Otaczała ją aura niedostępności, niewidzialna bariera ochronna, zabezpieczająca ją przed kompletnym rozsypaniem się. Nic dziwnego – najpierw tragicznie straciła rodziców, potem siostrę… Michael był najstarszy z trojga braci i nie chciał sobie nawet tego wyobrażać, że któremuś z nich mogłoby się coś stać. Czułby się zdruzgotany, gdyby nagle stracił któregoś z rodziców, lub jeśli razem z Gabrielem i Rafe’em nie doczekaliby późnej starości! Co nie zmienia faktu, że nie miał absolutnie żadnego pojęcia o istnieniu Rachel Foster ani jej dzieci.

– Gdzie Rachel i ojciec dzieci się poznali? – spytał nagle. Eva poparzyła na niego z niecierpliwością.

– Tutaj, w galerii.

Michael zrobił w głowie szybkie wyliczenia i odparł:

– Nie było mnie tutaj piętnaście miesięcy temu. W ogóle nie było mnie wtedy w Paryżu.

– Słucham? – Była bardzo zdziwiona tym, co usłyszała.

– Nie było mnie w Paryżu piętnaście miesięcy temu – powtórzył spokojnie. – Do niedawna w naszych trzech galeriach pracowaliśmy z braćmi rotacyjnie – zaczął tłumaczyć, widząc jej oszołomiony wzrok. – Piętnaście miesięcy temu byłem w Nowym Jorku. Przygotowywałem wystawę poświęconą sztuce Majów.

Eva zaprzeczyła ruchem głowy.

– Ale nie rozumiem… Siostra mi mówiła …

– Tak?

Eva nie mogła złapać oddechu, doskwierało jej nieprzyjemne kłucie w żołądku.

– Kim ty w ogóle jesteś…?

Uśmiechnął się sztywno.

– Nie za późno na takie pytania? Przecież już zdążyłaś mnie zapewnić, że miałem romans z twoją siostrą i jestem ojcem jej dzieci?

Poczuła, że ma tak sucho w gardle, że nie jest w stanie wypowiedzieć ani jednego słowa. Z trudem jednak spytała:

– Kim jesteś?

– Michael D’Angelo.

Michael D’Angelo? Nie, nie Michael… Evie zrobiło się słabo na myśl o tym, że przez cały ten czas oskarżała nie tego brata!

Tytuł oryginału: A D’Angelo Like No Other

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2014

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

Korekta: Łucja Dubrawska-Anczarska

© 2014 by Carole Mortimer

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2016

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie Ekstra są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN 978-83-276-1833-7

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.