Ramzes (4). Wielka Pani Abu Simbel - Christian Jacq - ebook

Ramzes (4). Wielka Pani Abu Simbel ebook

Christian Jacq

0,0

Opis

Tę książkę możesz wypożyczyć z naszej biblioteki partnerskiej! 

 

Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego. 
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.  

 

Chociaż groźne imperium hetyckie przeżyło wstrząs po przegranej bitwie pod Kadesz, Ramzes nie odniósł całkowitego zwycięstwa. Jako wytrawny polityk uznał, że zamiast dalej prowadzić straszną wojnę, lepiej wejść na drogę rokowań... 

Ramzes w dowód swojej wielkiej miłości do Nefertari wznosi w Abu Simbel dwie świątynie, które mają być symbolem ich nieprzemijającego uczucia. 

Wokół zbierają się groźne chmury, od Nubii po najbliższe otoczenie władcy. Na dodatek faraon musi stawić czoło Mojżeszowi, od dawna uznanemu za zaginionego przyjacielowi z dzieciństwa, który wraca, żeby uzyskać pozwolenie na wyjście ludu hebrajskiego z Egiptu. 

Czy czujność tych, którzy dochowują faraonowi wierności, oraz magia Nefertari, pani Abu Simbel, wystarczą, by obronić Syna światłości? 
[Opis okładkowy]  

 

Cykl: Ramzes, t. 4 

 

/Ramzes. Tom 4. Wielka Pani Abu Simbel, Christian Jacq, 2001 rok, ISBN 8372279268, Libros/ 

 

Książka dostępna w zasobach:  
Miejska i Powiatowa Biblioteka Publiczna im. Cypriana Kamila Norwida w Goleniowie 
Miejska Biblioteka Publiczna im. Adama Asnyka w Kaliszu 

Miejska Biblioteka Publiczna im. Jana Pawła II w Opolu (4) 
Biblioteka Publiczna Gminy Nadarzyn 
Książnica Pruszkowska im. Henryka Sienkiewicza w Pruszkowie 
Miejska Biblioteka Publiczna im. Stefana Żeromskiego w Zakopanem 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi

Liczba stron: 400

Rok wydania: 2001

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



 

WIELKA PANI

ABU SIMBEL

 

CHRISTIAN

JACQ

RAMZES

4

WIELKA PANI

ABU SIMBEL

 

Z francuskiego przełożył

Adam Szymanowski

 

 

Grupa Wydawnicza Bertelsmann Media

 

Tytuł oryginału:

Ramsès. La Dame d’Abou Simbel

 

Projekt okładki i stron tytułowych:

Zofia Sokołowska

 

Redaktor techniczny:

Alicja Jabłońska-Chodzeń

 

Korekta:

Jacek Ring

Małgorzata Juras

 

Copyright © Editions Robert Laffont, S.A., Paris 1996

Copyright © for the Polish translation by Zysk i S-ka Wydawnictwo s.c.,

Poznań 1999

 

© Copyright for the Polish book-club edition by Bertelsmann Media Sp. z o.o.,

Warszawa 2001

 

Bertelsmann Media Sp. z o.o.

Libros

Warszawa 2001

 

Druk i oprawa: Bydgoskie Z.G. im. KEN

 

ISBN 83-7227-926-8

Nr 3004

 

1

 

Zabijaka, lew Ramzesa, wydał ryk tak potężny, że zarówno Egipcjanie, jak i buntownicy zastygli z przerażenia. Olbrzymie zwierzę, odznaczone przez faraona wytwornym złotym naszyjnikiem za dobrą i wierną służbę podczas bitwy stoczonej pod Kadesz z Hetytami, ważyło ponad trzysta kilogramów. Miało cztery metry długości i zdobiła je gęsta płomienista grzywa, tak rozrośnięta, że zakrywała czubek łba, żuchwy, szyję, a także część barków i piersi. Równa, krótka i błyszcząca sierść miała barwę jasnobrązową.

W promieniu dwudziestu kilometrów usłyszano ten przejaw gniewu Zabijaki i wszyscy zrozumieli, że jest to także gniew Ramzesa, który po zwycięstwie pod Kadesz stał się Ramzesem Wielkim. Czyż jednak była to rzeczywista wielkość, skoro faraon Egiptu nie mógł, mimo swojego blasku i męstwa, narzucić własnego prawa anatolijskim barbarzyńcom?

Armia egipska nie stanęła na wysokości zadania. Tchórzliwi oraz niedołężni generałowie opuścili Ramzesa, zostawiając go twarzą w twarz z mrowiem przekonanych o swym zwycięstwie przeciwników. Na szczęście, ukryty w blasku światła Amon wysłuchał modlitwy swego syna i obdarzył ramię faraona nadludzką siłą.

Minęło pięć niespokojnych lat panowania i teraz, po zwycięstwie pod Kadesz, Ramzes spodziewał się, że Hetyci nieprędko podniosą głowę i że Bliski Wschód wkroczył w epokę pokoju.

Mylił się jednak straszliwie ten potężny byk, umiłowany boskiej Zasady, obrońca Egiptu, Syn światłości. Czy zasługiwał na te koronacyjne przydomki, jeśli się zważy na to, że w tym momencie z tradycyjnych egipskich protektoratów, Kanaanu i Syrii Południowej, dochodził pomruk buntu? Hetyci nie tylko nie zrezygnowali z walki, ale w przymierzu z Beduinami, grabieżcami i mordercami, którzy zawsze spoglądali łakomym okiem na bogate ziemie Delty, rozpoczęli zakrojoną na szeroką skalę ofensywę.

Do króla podszedł generał armii Re.

- Wasza Królewska Mość...! Sytuacja jest gorsza, niż mogliśmy przewidywać. To nie jest zwykły bunt. Zdaniem naszych zwiadowców, cały Kanaan zerwał się do walki z nami. Kiedy pokonamy pierwszą przeszkodę, wyrośnie przed nami druga, potem trzecia, potem...
- I nie masz nadziei na przybicie do bezpiecznej przystani?
- Czekają nas zapewne ciężkie straty, panie, a ludzie nie chcą ginąć bez powodu.
- A więc trwanie Egiptu nie jest już wystarczającym powodem?
- Nie miałem na myśli...
- To jednak pomyślałeś, generale! Lekcja Kadesz poszła więc na marne. Czy już zawsze będą otaczać mnie tchórze, którzy tracą życie, bo chcą je ocalić?
- Możesz liczyć, Wasza Królewska Mość, na posłuszeństwo moje i innych generałów, ale chcemy cię po prostu ostrzec.
- Czy nasze służby zwiadowcze zdobyły jakieś informacje na temat Aszy?
- Niestety nie, panie mój.

Asza, przyjaciel Ramzesa z dzieciństwa i jego minister spraw zagranicznych, wpadł w ręce nieprzyjaciół, kiedy udał się z wizytą do księcia Amurru1. Czy był torturowany, czy jeszcze żyje, czy ci, którzy go uwięzili, uważają, że można go za kogoś wymienić?

Gdy tylko wiadomość o tym wydarzeniu dotarła do Ramzesa, postawił w stan gotowości oddziały, które ledwo doszły do siebie po wstrząsie, jakim był dla nich Kadesz. Podążając na ratunek Aszy, musi przebyć przez krainy, które stanęły przeciwko niemu. Raz jeszcze miejscowi książęta złamali przysięgę wiemopoddańczą i zaprzedali się Hetytom w zamian za odrobinę cennego metalu i kłamliwe obietnice. Któż nie marzył o zawładnięciu ziem faraona i korzystaniu z jego bogactw, które uważano za niewyczerpane.

Ramzes Wielki rozpoczął wiele dzieł: świątynia milionów lat w Tebach, Ramesseum, Karnak, Luksor, Abydos, wieczne mieszkanie w Dolinie Królów i Abu Simbel, wykute w kamieniu marzenie, które chciał ofiarować ukochanej małżonce, Nefertari... Lecz oto znalazł się tutaj, na skraju krainy Kanaan, na szczycie wzgórza, z którego obserwuje nieprzyjacielską twierdzę.

- Jeśli wolno mi, Wasza Królewska Mość...
- Odważnie, generale!
- Twoja demonstracja siły wywarła wielkie wrażenie... Jestem przekonany, że Muwattali zrozumiał, co to znaczy, i każę uwolnić Aszę.

Muwattali, władca hetycki, był człowiekiem wytrwałym i przebiegłym, doskonale wiedział, że podstawą jego rządów jest siła. Stanął na czele szerokiej koalicji, a mimo to nie udało mu się podbić Egiptu. Znowu jednak zerwał się do ataku, tym razem pośrednio, wykorzystując Beduinów i buntowników.

Tylko śmierć Muwattalego albo Ramzesa mogła położyć kres konfliktowi, którego wynik będzie miał żywotne znaczenie dla wielu ludów. Jeśli Egipt zostanie pokonany, wojskowa potęga hetycka wprowadzi wszędzie bezlitosną tyranię, która zniszczy tysiącletnią cywilizację tworzoną od czasów Menesa, pierwszego faraona.

Przez głowę Ramzesa przemknęło wspomnienie Mojżesza. Gdzie się ukrywa jego drugi przyjaciel z dzieciństwa, który dokonał zabójstwa i uciekł z Egiptu? Wszystkie poszukiwania zdały się na nic. Niektórzy twierdzili, że Hebrajczyka, który tak sumiennie pracował przy wznoszeniu Pi-Ramzes, nowej stolicy położonej w Delcie, pochłonęły piaski pustyni. Czy Mojżesz dołączył do buntowników? Niemożliwe, by stał się wrogiem.

- Wasza Królewska Mość... Wasza Królewska Mość, czy słyszałeś, co rzekłem?

Spoglądając na opasłą, teraz przestraszoną twarz wodza, który myślał tylko o własnych wygodach, Ramzes zobaczył oczyma duszy oblicze człowieka najbardziej go nienawidzącego, Szenara, swojego starszego brata. Nędznik sprzymierzył się z Hetytami w nadziei, że pomogą mu zasiąść na egipskim tronie. Szenar, wykorzystując burzę piaskową, zniknął nagle, kiedy przewożono go z więzienia w Memfis na ciężkie roboty w oazie. Ramzes był pewny, że Szenar żyje i nie zaprzestanie mu szkodzić.

- Generale, przygotuj oddziały do walki!

Zawstydzony wódz odszedł.

Jakże Ramzes pragnąłby rozkoszować się obecnością Nefertari, swego syna i córki, jakże chętnie uciekłby od szczęku broni i smakował szczęście spokojnych dni! Jednak musial ratować kraj przed potopem żądnych krwi hord, które bez wahania zburzyłyby świątynie i pogwałciły prawo. Stawką jest znacznie więcej niż tylko jego osoba. Nie wolno mu myśleć o własnym spokoju, o rodzinie, musi zapobiec nieszczęściu - choćby za cenę swego życia.

Przyglądał się twierdzy zagradzającej drogę do serca protektoratu Kanaanu. Wysokie na sześć metrów podwójnie załamane mury chroniły silny garnizon. Na blankach rozstawiono łuczników. Fosy wypełniono potłuczoną ceramiką, która miała ranić stopy żołnierzy ustawiających drabiny.

Wiatr od morza dawał chłód egipskim żołnierzom stłoczonym między dwoma rozpalonymi od słońca wzgórzami. Dotarli tu forsownym marszem, który przerywano krótkimi postojami i nocnym wypoczynkiem w zaimprowizowanych obozowiskach. Tylko dobrze opłacani najemnicy pogodzili się z myślą o walce; młodzi rekruci, przygnębieni tym, że musieli opuścić kraj, i to nie wiadomo na jak długo, bali się, że polegną w budzącej grozę bitwie. Wszyscy mieli nadzieję, że faraon poprzestanie na umocnieniu północno-wschodniej granicy i nie poprowadzi ich do walki, która może zakończyć się klęską.

Jeszcze niedawno gubernator Gazy, stolicy Kanaanu, wydał wspaniałą ucztę na cześć egipskiego sztabu głównego i przysięgał, że nigdy nie sprzymierzy się z Hetytami, azjatyckimi barbarzyńcami, którzy powszechnie znani są ze swego okrucieństwa. Jego obłuda aż nazbyt była widoczna i budziła odrazę Ramzesa, nic więc dziwnego, że zdrada nie zaskoczyła zgoła młodego, dwudziestosiedmioletniego monarchy, który zaczął już przenikać tajniki ludzkich serc.

Zniecierpliwiony lew znowu ryknął. Zabijaka bardzo się zmienił od czasu, kiedy Ramzes znalazł go, bliskiego śmierci, na nubijskiej sawannie. Ukąszone przez węża lwiątko nie miało szans na przeżycie. Między zwierzęciem a człowiekiem od razu zawiązała się nić głębokiej i tajemniczej sympatii. Na szczęście uzdrowiciel Setau, także przyjaciel Ramzesa z dzieciństwa i kolega z uczelni, znalazł właściwe lekarstwo. Dzięki ogromnej odporności organizmu zwierzę przeżyło i wyrosło na pięknego, przerażająco potężnego lwa. Król nie mógł marzyć o lepszym osobistym strażniku. Ramzes przesunął dłonią po grzywie Zabijaki. Ta pieszczota nie uspokoiła jednak zwierzęcia.

Setau, odziany w suknię ze skóry antylopy, z licznymi kieszeniami pełnymi leków, pigułek i flaszek, piął się zboczem w stronę szczytu. Był to krępy, średniego wzrostu, niedbale ogolony mężczyzna o kwadratowej twarzy i czarnych włosach. Jego namiętnością były węże i skorpiony. Z ich jadu sporządzał skutecznie działające leki. Nie rozstawał się ze swoją żoną o imieniu Lotos, zachwycającą Nubijką, której widok radował serce żołnierzy i z którą Setau wspólnie prowadził swoje medyczne badania. Ramzes powierzył im kierowanie medycznymi służbami armii. Setau i Lotos uczestniczyli we wszystkich kampaniach króla - nie z zamiłowania do wojaczki, ale po to, by mieć sposobność łowienie nowych, nie znanych sobie gadów i pielęgnowania rannych. A poza tym Setau uważał, że nikt lepiej niż on nie pomoże Ramzesowi w razie nieszczęścia.

- Wojsku brakuje ducha do boju - powiedział.
- Generałowie chcą, żebym się wycofał - przyznał Ramzes.
- Czegóż możesz oczekiwać po tym, co zdarzyło się pod Kadesz? Są niezrównani w ucieczce. Jak zwykle, ciężar decyzji spoczywa na twoich barkach.
- Nie, Setau, nie tylko na moich. Wspiera mnie w tym słońce, wiatr, dusza mojego lwa, duch tej ziemi... A one nie kłamią. Wystarczy odczytać, co mają mi do powiedzenia.
- To prawda, nie ma lepszej rady wojennej.
- Rozmawiałeś ze swoimi wężami?
- One też są posłańcami niewidzialnych sił. O tak, zadałem im pytanie, a one odpowiedziały jasno: nie cofaj się. Dlaczego Zabijaka tak się denerwuje?
- To zdaje się przez tę dębinę po lewej stronie twierdzy.

Setau spojrzał we wskazanym kierunku, nie przestając żuć łodyżki trzciny.

- Myślisz, że to zasadzka jak pod Kadesz?
- Tamta się tak dobrze udała, iż hetyccy stratedzy obmyślili inną i spodziewają się, że będzie równie dobra. Kiedy ruszymy, siła ataku załamie się, a wtedy łucznicy z murów będą mogli bez przeszkód zdziesiątkować nasze szeregi.

Pokłon królowi złożył Menna, koniuszy.

- Twój rydwan czeka gotowy, Wasza Królewska Mość.

Monarcha długo i czule głaskał swoje dwa konie, które nosiły imiona: Zwycięstwo w Tebach i Bogini Mut jest zadowolona; tylko one, no i lew, nie zawiodły go pod Kadesz.

Ramzes ujął lejce, nie zważając na niedowierzające spojrzenia koniuszego, generałów i woźniców elitarnego pułku rydwanów.

- Wasza Królewska Mość! - zatrwożył się Menna. - Chyba nie zamierzasz...
- Ominiemy twierdzę łukiem - rzucił król - i ruszymy prosto na dębinę.
- Panie mój...! Zapomniałeś o napierśniku! Wasza Królewska Mość!

Wymachując kaftanem pokrytym metalowymi płytkami, koniuszy daremnie biegł za rydwanem Ramzesa, który samotnie popędził w stronę nieprzyjaciół.

2

 

Stojący w pędzącym rydwanie Ramzes Wielki był bardziej podobny bogom niż ludziom. Ten wysoki, noszący niebieską, przylegającą do głowy koronę mężczyzna o szerokim czole, wystających łukach brwiowych, gęstych brwiach, spojrzeniu przenikliwym jak spojrzenie sokoła, długim, szczupłym i zakrzywionym nosie, delikatnie zaokrąglonych uszach, mocnej szczęce i zmysłowych ustach był wcieleniem mocy.

Kiedy się zbliżył, ukryci w dębinie Beduini wyszli ze swoich kryjówek. Jedni napięli łuki, drudzy unieśli oszczepy. Król, podobnie jak pod murami Kadesz, był szybszy niż huragan, bardziej rączy niż szakal pokonujący w krótkim czasie ogromne odległości; niby byk o ostrych rogach, powalający wrogów, zgniótł w swym pędzie pierwszych napastników, którzy wyszli mu naprzeciw, nie przestając wypuszczać ze swego łuku strzałę za strzałą, które przeszywały piersi buntowników.

Dowódca beduińskiego oddziału zdołał uniknąć wściekłej szarży monarchy; przyklęknął na jedno kolano i gotował się, by rzucić mu w plecy długi sztylet.

Wtedy Zabijaka skoczył i buntownicy zamarli ze zdumienia. Wydawało się, że lew, mimo swego ciężaru i ogromu, unosi się w powietrzu. Z wystawionymi pazurami opadł na dowódcę, powalił go, wbił mu w głowę kły i zamknął paszczę.

Widok był tak przerażający, że wielu wojowników cisnęło oręż i uciekło, byleby znaleźć się jak najdalej od bestii, rozszarpującej już ciała dwóch następnych Beduinów, którzy przybiegli na odsiecz swemu dowódcy.

Egipskie rydwany, a za nimi parę setek piechurów dołączyło do Ramzesa i bez trudu złamały resztkę oporu.

Spokojny teraz Zabijaka oblizywał pokrwawione łapy i patrzył łagodnie w oczy swojego pana. Dostrzegł w nich wdzięczność, wydał więc z siebie pełen zadowolenia pomruk. Ułożył się koło prawego koła rydwanu i wodził dokoła czujnym spojrzeniem.

- To wielkie zwycięstwo, panie! - oznajmił wódz armii Re.
- O włos uniknęliśmy klęski! Czemu żaden zwiadowca nie doniósł, że w dębinie kryje się nieprzyjaciel?
- Nie... nie pomyśleliśmy o tym miejscu, gdyż wydawało się nam pozbawione znaczenia.
- Czyż trzeba lwa, żeby nauczyć moich generałów wojennego rzemiosła?
- Wasza Królewska Mość pragnie bez wątpienia zwołać radę wojenną, żeby przygotować szturm na twierdzę...
- Natychmiast przystąpić do ataku!

Z tonu królewskiego głosu Zabijaka poznał, że chwila wytchnienia dobiegła końca. Ramzes poklepał zady swoich koni, które patrzyły na siebie, jakby chcąc dodać jeden drugiemu odwagi.

- Wasza Królewska Mość, panie mój... Błagam cię!

Zadyszany koniuszy podał królowi kaftan. Ramzes zgodził się włożyć napierśnik. Władca miał na przegubach rąk bransolety ze złota i lapis-lazuli; ich motywem zdobniczym były głowy dzikich kaczek, symbol królewskiej pary małżeńskiej, która jest podobna do dwóch wędrownych ptaków wzbijających się w tajemne regiony niebieskie. Czy Ramzes ujrzy jeszcze Nefertari, zanim wybierze się w wielką podróż na drugą stronę życia?

Zwycięstwo w Tebach oraz Bogini Mut jest zadowolona niecierpliwie grzebały kopytami. Ich łby zdobiły pióropusze z czerwonych, a na końcach niebieskich piór, grzbiety chroniły im czapraki również w barwach czerwieni i błękitu. Widać było, że chcą jak najszybciej rzucić się w wir walki.

Z piersi piechurów dobyła się pieśń, która powstała samorzutnie po zwycięstwie pod Kadesz i której słowa dodawały odwagi tchórzom: „Ramię Ramzesa jest mocarne, jego serce waleczne, jest niezrównanym łucznikiem, murem obronnym dla żołnierzy, płomieniem, który spala nieprzyjaciół”.

Zdenerwowany Menna napełnił strzałami dwa kołczany Ramzesa.

- Sprawdziłeś je?
- Tak, panie mój. Są lekkie i mocne. Tylko ty dosięgniesz łuczników wroga.
- Czy nie wiesz, że pochlebstwo jest poważnym występkiem?
- Wiem, ale tak się boję! Ci barbarzyńcy wymordowaliby nas co do jednego, gdyby nie ty, panie.
- Przygotuj szczodrą rację dla moich koni. Kiedy wrócimy, będą bardzo głodne.

Gdy tylko egipskie rydwany zbliżyły się do umocnień, kananejscy łucznicy i ich beduińscy sprzymierzeńcy wystrzelili kilka salw, ale strzały padały przed zaprzęgami. Mimo że konie parskały, a niektóre stawały dęba, spokój króla sprawił, że wyborowy oddział nie dał się ponieść panice.

- Napiąć wielkie łuki - wykrzyknął Ramzes - czekać na mój rozkaz!

Wytwórnia broni w Pi-Ramzes wykonała łuki z akacjowego drewna i ścięgien byka. Łuki te miały dokładnie obliczone wygięcie, dzięki czemu strzała leciała po paraboli na odległość ponad dwustu metrów i zazwyczaj trafiała w cel. Przy takiej broni blanki dawały złudną osłonę obleganym.

- Razem! - krzyknął Ramzes grzmiącym głosem, który wyzwalał w jego ludziach wszystkie zasoby energii.

Większość pocisków dotarła do celu. Liczni nieprzyjacielscy łucznicy, trafieni w głowę, z wyłupionym okiem, przeszytą na wylot szyją, padali martwi albo ranni.

Tych, którzy ich zastąpili, wnet spotykał ten sam los.

Mając teraz pewność, że piechurzy nie zostaną wystrzelani przez łuczników, Ramzes wydał rozkaz ataku na drewnianą bramę twierdzy i rozbicia jej toporami. Egipskie rydwany podjechały bliżej, łucznicy mogli więc prowadzić jeszcze celniejszy ostrzał. Ostre ceramiczne skorupy, którymi wypełniono fosy, nie zdały się na nic; wbrew zwyczajowi, Ramzes nie zamierzał przystawiać do murów drabin, ale postanowił dostać się do środka główną bramą.

Kananejczycy skupili swe siły po drugiej stronie bramy, ale nie udało się im powstrzymać egipskiego naporu. Doszło do gwałtownej walki. Piechurzy faraona wspinali się na góry trupów i niby niszczycielska fala wlewali się do wnętrza twierdzy.

Oblegani cofali się stopniowo; padali jedni na drugich i wkrótce ich suknie z frędzlami nasiąknęły krwią. Egipskie miecze rozbijały hełmy, roztrzaskiwały czaszki, raniły ciała, wypruwały trzewia.

Potem twierdza pogrążyła się w śmiertelnej ciszy. Kobiety błagały zwycięzców, żeby oszczędzili ocalałych, którzy zbili się w gromadę z boku centralnego dziedzińca.

Do odzyskanej twierdzy wjechał rydwan Ramzesa.

- Kto tu dowodzi? - spytał król.

Z grupy wystąpił pięćdziesięcioletni mężczyzna, który stracił w bitwie lewą rękę.

- Jestem najstarszym żołnierzem... Wszyscy moi dowódcy polegli. Błagam pana Dwóch Ziem o łaskę.
- Jak wybaczyć komuś, kto nie dotrzymuje słowa?
- Zechciej więc, o faraonie, zadać nam szybką śmierć.
- Oto moja decyzja, Kananejczyku. Drzewa w twojej prowincji zostaną ścięte, a ich drewno przewiezione do Egiptu. Jeńcy, mężczyźni, kobiety i dzieci zostaną odesłani do Delty, gdzie czeka ich praca przy robotach publicznych. Stada i konie Kanaanu przechodzą na naszą własność. Natomiast żołnierze, którzy ocaleli, zostaną wcieleni do mojej armii i będą odtąd walczyli pod moimi rozkazami.

Pokonani padli na twarz, szczęśliwi, że zachowają życie.

Setau uznał, że nie jest najgorzej. Okazało się, iż poważnie rannych jest niewielu i uzdrowicielowi nie zabrakło ani świeżego mięsa, ani nasączonych miodem bandaży, żeby zatamować krew. Lotos swoimi szybkimi i zręcznymi dłońmi zsuwała brzegi ran i zalepiała je na krzyż przylepnymi pasmami płótna. Uśmiech pięknej Nubijki łagodził ból. Sanitariusze przynosili rannych do polowej infirmerii, gdzie smarowano biedaków balsamami, pomadami i pojono ziołami. Kiedy poczują się lepiej, zostaną odesłani do Egiptu.

Ramzes przemówił do ludzi, którzy ucierpieli na ciele, broniąc kraju, a potem wezwał wyższych dowódców, którym wyjawił, że zamierza nadal posuwać się na północ i zdobywać po kolei kananejskie twierdze, które wpadły w hetyckie ręce przy pomocy Beduinów.

Entuzjazm faraona udzielił się żołnierzom. Strach zniknął z serc i wszyscy cieszyli się z nocy i dnia wypoczynku, którym ich nagrodzono. Ramzes zjadł kolację z Setau i Lotos.

- Dokąd chcesz dotrzeć? - spytał uzdrowiciel.
- Co najmniej do Syrii Północnej.
- Pod... pod Kadesz?
- Zobaczymy.
- Jeśli wyprawa potrwa zbyt długo, zabraknie nam leków - zauważyła Lotos.
- Odpowiedź hetycka na bitwę pod Kadesz była szybka, ale nasza musi być jeszcze szybsza.
- Czy ta wojna kiedyś się skończy?
- Tak, Lotos, w dniu, kiedy nieprzyjaciel poniesie ostateczną klęskę.
- Brzydzą mnie rozmowy o polityce - oznajmił nadąsany Setau. - Chodź, kochanie. Będziemy się kochać, a potem wyruszymy na łowy. Czuję, że tej nocy uda się nam złowić niejednego węża.

 

Ramzes odprawił poranne modły w małej kapliczce ustawionej obok jego namiotu, blisko środka obozu. Była to świątynia doprawdy skromna w porównaniu ze wspaniałościami Pi-Ramzes, ale nie zmniejszyło to żarliwości modłów Syna światłości. Jego ojciec, Amon, nigdy nie ujawniał istotom ludzkim swojej prawdziwej natury, lecz wszyscy wyczuwali jego niewidzialną obecność.

Kiedy Ramzes wyszedł z kapliczki, zobaczył żołnierza, który trzymał na sznurze oryksa, ale z trudem panował nad zwierzęciem. Był to doprawdy dziwny żołnierz. Miał długie włosy, barwną tunikę, brodę i niespokojne spojrzenie. Dlaczego to dzikie zwierzę zostało sprowadzone do obozu i to w pobliże królewskiego namiotu? Król nie zdążył się nad tym zastanowić. Beduin puścił oryksa, który ruszył do szarży na bezbronnego władcę, wycelowawszy rogami prosto w jego brzuch.

Zabijaka runął na lewy bok antylopy i zagłębił pazury w karku zwierzęcia. Martwy oryks runął na ziemię przygnieciony ciężarem lwa. Osłupiały Beduin wyciągnął spod tuniki sztylet, ale nie zdążył go użyć; gwałtowny ból przeszył mu plecy, oślepiła go lodowata mgła i oręż wypadł mu z dłoni. Upadł na twarz z włócznią sterczącą w plecach.

Spokojna i uśmiechnięta Lotos dała dowód niezwykłej zręczności. Piękna Nubijka nie była nawet zbytnio wzburzona tym, co się stało.

- Dziękuję, Lotos.

Z namiotu wyszedł Setau, a także liczni żołnierze, którzy patrzyli, jak lew pożera swoją ofiarę. Zobaczyli leżące obok zwłoki Beduina. Przerażony Menna rzucił się do stóp Ramzesa.

- Jestem zrozpaczony, panie mój! Przysięgam, że dowiem się, która warta wpuściła do obozu tego zbrodniarza, i surowo ją ukarzę.
- Zwołaj trębaczy. Niech dadzą sygnał do wymarszu.

3

 

Asza, coraz bardziej zirytowany, zwłaszcza na samego siebie, patrzył całymi dniami na morze z okna na pierwszym piętrze pałacu, w którym go więziono. Jak to możliwe, że on, zwierzchnik egipskich tajnych służb i minister spraw zagranicznych Ramzesa Wielkiego, wpadł w zasadzkę zastawioną przez Libańczyków z prowincji Amurru?

Ten syn bogatej arystokratycznej rodziny, absolwent tej samej memfickiej uczelni co Ramzes, był człowiekiem eleganckim i wyrafinowanym, kochającym kobiety tak samo jak one jego. Miał podłużną twarz o drobnych, subtelnych rysach, oczy skrzące się inteligencją, czarujący głos. Lubił nowe mody. Ale pod powierzchownością arbitra elegancji krył się człowiek czynu i dyplomata najwyższego lotu, mówiący wieloma obcymi językami, specjalista od egipskich protektoratów i imperium hetyckiego.

Po zwycięstwie pod Kadesz, które ostatecznie, jak się zdawało, powstrzymało hetycką ekspansję, Asza uznał, że powinien jak najszybciej udać się do prowincji Amurru, do Libanu, który ciągnął się nad Morzem Śródziemnym na wschód od góry Hermon i handlowego miasta Damaszku. Chciał, żeby ta prowincja stała się umocnioną bazą, z której doborowe oddziały wojska dokonywałyby wypadów, zapobiegając w ten sposób wszelkim próbom marszu hetyckiego ku Palestynie i obszarom Delty.

Wpływając do bejruckiego portu na pokładzie okrętu wyładowanego darami dla księcia Amurru, sprzedajnego Bentesziny, egipski minister nie przypuszczał, że powita go Hattusil, brat hetyckiego władcy, który dopiero co zawładnął tą krainą. Asza doceniał tego przeciwnika. Niski, cherlawy z wyglądu, ale bystry i przebiegły Hattusil był człowiekiem groźnym. Zmusił swojego więźnia do napisania oficjalnego listu do Ramzesa; chciał w ten sposób wciągnąć armię faraona w pułapkę. Asza ukrył jednak w liście zakodowaną wiadomość i miał nadzieję, że rozbudził nieufność Ramzesa.

Jak zareaguje Ramzes? Racja stanu nakazywała mu pozostawić przyjaciela w rękach wrogów i ruszyć na północ. Znając faraona, Asza ani przez chwilę nie wątpił, że nie zawaha się uderzyć na Hetytów z całą zaciekłością, nie zważając na niebezpieczeństwo. Czy jednak osoba kierująca egipską dyplomacją nie jest doskonałą monetą przetargową? Benteszina chciał sprzedać Aszę Egiptowi za cenny kruszec.

Niewielkie były szanse ocalenia, ale Aszy pozostała już tylko nadzieja. Przymusowa bierność wprawiała go w rozdrażnienie; od dzieciństwa zawsze brał inicjatywę w swoje ręce, nic więc dziwnego, że trudno mu było znieść sytuację, na którą nie miał najmniejszego wpływu. Musi zacząć działać. Może Ramzes myśli, że Asza nie żyje, może wyposażył swoje wojska w najnowszą broń i przystąpił do ofensywy na wielką skalę. Im dłużej Asza się zastanawiał, tym mocniej utwierdzał się w przekonaniu, że nie ma wyjścia, musi sam próbować odzyskać wolność.

Sługa przyniósł mu obfite jak zwykle śniadanie; Egipcjanin nie mógł się uskarżać na służby zaopatrzeniowe pałacu, które traktowały go jak najznamienitszego gościa. Właśnie zaczął kosztować pieczoną wołowinę, kiedy usłyszał ciężkie kroki.

- Jakże się miewa nasz egipski wielki przyjaciel? - spytał Benteszina, książę Amurru, tłusty pięćdziesięciolatek z gęstym czarnym wąsem.
- Twoja wizyta to dla mnie zaszczyt.
- Zapragnąłem napić się wina w towarzystwie zwierzchnika egipskiej dyplomacji.
- Czemu nie towarzyszy ci Hattusil?
- Nasz wielki hetycki przyjaciel jest zajęty gdzie indziej.
- Jak to dobrze mieć wielkich przyjaciół... Kiedy znowu ujrzę Hattusila?
- Tego nie wiem.
- A zatem Liban jest teraz hetycką bazą?
- Czasy się zmieniają, drogi Aszo.
- Nie lękasz się gniewu Ramzesa?
- Między faraonem i moim księstwem wznoszą się teraz niepokonane zapory.
- Czyżby cały Kanaan znalazł się pod hetycką kontrolą?
- Nie zadawaj zbyt wielu pytań... Wiedz, że pragnę zamienić twoje cenne życie na odrobinę bogactwa. Mam nadzieję, że w toku wymiany nie spotka cię żadna krzywda, ale...

Benteszina oznajmił z uśmiechem, że Asza zostanie zabity, zanim zdąży opowiedzieć, co widział i słyszał w Amurru.

- Jesteś pewny, że wybrałeś właściwą stronę?
- Ależ tak, przyjacielu! Prawdę mówiąc, Hetyci posłużyli się prawem silniejszego. A poza tym opowiada się o rozmaitych kłopotach, które uniemożliwiają Ramzesowi beztroskie panowanie... Albo spisek, albo porażka na polu bitwy, albo jedno i drugie doprowadzi do jego śmierci lub zastąpienia przez monarchę nastawionego bardziej pojednawczo.
- Mało znasz Egipt, Benteszino, a jeszcze mniej Ramzesa.
- Umiem jednak oceniać ludzi. Zwycięzcą będzie Muwattali, i to mimo porażki pod Kadesz.
- Stawiasz na bardzo niepewnego konia.
- Kocham wino, kobiety i złoto, ale nie lubię hazardu. Hetyci mają wojnę we krwi, Egipcjanie nie. - Benteszina zatarł lekko dłonie. - Jeśli pragniesz uniknąć godnego pożałowania wypadku podczas wymiany, drogi Aszo, musisz poważnie rozważyć możliwość przejścia na drugą stronę. Powiedzmy, że podsuniesz Ramzesowi fałszywe informacje... Po naszym zwycięstwie spotka cię zasłużona nagroda.
- Oczekujesz, że ja, zwierzchnik egipskiej dyplomacji, zdradzę swojego władcę?
- Czyż nie wszystko jest kwestią okoliczności? Ja też przysięgałem przecież wierność faraonowi...
- Proszę o noc do namysłu.
- Czy pragniesz... kobiety?
- Kobiety wyrafinowanej i wykształconej, rozumiejącej mężczyzn...

Benteszina opróżnił puchar i przesunął grzbietem prawej dłoni po wilgotnych wargach.

- Jestem gotów spełnić każde twoje życzenie, by stworzyć ci warunki do rozważań.

 

Kiedy zapadła noc, dwie lampki oliwne słabo oświetlały pokój Aszy, który z wąską przepaską na biodrach spoczywał na łożu.

Nękała go jedna myśl: Hattusil opuścił Amurru. Czy ten wyjazd nie ma związku z rozszerzeniem hetyckiego protektoratu na Palestynę i Fenicję? Skoro wojska anatolijskie dokonały tak olśniewających postępów, czemuż Hattusil opuścił libańską bazę, z której miał doskonały ogląd sytuacji? Z pewnością brat Muwattalego nie podjął ryzyka wyprawy dalej na południe; zapewne wrócił do kraju. Ale dlaczego?

- Panie...

Cichutki drżący głos wyrwał Aszę z zadumy. Usiadł i w półmroku dojrzał młodą kobietę w krótkiej tunice, z rozpuszczonymi włosami, bosą.

- Przysyła mnie książę Benteszina... Rozkazał mi... Żąda...
- Usiądź tu przy mnie.

Zawahała się, ale uczyniła, co jej kazano.

Miała jakieś dwadzieścia lat, była jasnowłosa i kształtna. Bardzo apetyczna. Asza pogłaskał ją po ramieniu.

- Masz męża?
- Tak, panie, ale książę obiecał, że mąż o niczym się nie dowie.
- Czym się zajmuje?
- Jest celnikiem.
- A ty?
- Rozdzielam depesze w głównym urzędzie poczty.

Asza zsunął ramiączka tuniki, pocałował kobietę w szyję, a potem zachęcił do położenia się na łożu.

- Masz do czynienia z depeszami ze stolicy Kanaanu?
- Czasem... Ale nie wolno mi o tym rozmawiać.
- Dużo jest tu wojowników hetyckich?
- O tym też nie mam mówić.
- Kochasz swojego męża?
- Tak, panie, o tak...
- Budzę więc twoje obrzydzenie?

Obróciła głowę w bok.

- Odpowiedz na moje pytania, a nie tknę cię.

Przyglądała się Egipcjaninowi oczyma pełnymi nadziei.

- Dasz słowo?
- Masz je, na wszystkich bogów prowincji Amurru.
- Hetytów nie ma na razie zbyt wielu. Kilkudziesięciu instruktorów zajmuje się szkoleniem naszych żołnierzy.
- Hattusil wyjechał?
- Tak, panie.
- Dokąd?
- Nie wiem.
- Jaka jest sytuacja w Kanaanie?
- Niepewna.
- Ta prowincja nie znalazła się we władaniu Hetytów?
- Krążą sprzeczne pogłoski. Niektórzy twierdzą, że faraon zdobył Gazę, stolicę Kanaanu, i że gubernator prowincji poległ podczas szturmu.

Asza poczuł, jakby nabrał w płuca ożywczego powietrza, jakby się odradzał. Ramzes nie tylko rozszyfrował jego list, ale przystąpił nawet do kontrataku, uniemożliwiając Hetytom rozwinięcie wszystkich sił.

Oto dlaczego Hattusil wyjechał: musiał zapoznać Muwattalego z sytuacją.

- Przykro mi, moja piękna.
- Czy... czy nie dotrzymasz obietnicy?!
- O tak, dotrzymam, ale muszę podjąć środki ostrożności.

Asza związał ją i zakneblował; potrzebował kilku godzin, zanim kobieta wszystkich zaalarmuje. Zobaczył, że porzuciła płaszcz na progu pokoju. Przyszedł mu do głowy pomysł, jak może opuścić pałac. Nałożył płaszcz, opuścił kaptur na twarz i ruszył w stronę schodów.

Na parterze ucztowano. Niektórzy z biesiadników upili się już i drzemali; inni przeżywali chwile rozkoszy. Asza przekroczył przez dwa nagie ciała.

- Dokąd to?

Nie mógł biec. Bram pałacowych strzegło kilku zbrojnych.

- Skończyłaś już z Egipcjaninem? Chodź tu, dziewczyno...

Kilka zaledwie kroków dzieliło go od wolności!

Lepka dłoń Bentesziny odrzuciła mu z twarzy kaptur.

- Nie masz szczęścia, drogi Aszo.

4

 

Pi-Ramzes, stolicę zbudowaną przez Ramzesa w Delcie, nazywano miastem turkusu, a to z powodu powleczonych błękitnym szkliwem płytek, którymi obłożono fasady domów. Każdego, kto spacerował ulicami miasta, zachwycały świątynie, pałac królewski, stawy, na których uprawiano sporty wodne, port; każdy wpadał w uniesienie na widok ogrodów, pełnych ryb kanałów, otoczonych parkami i ukwieconymi alejami pałacyków arystokracji. Smakowano jabłka, granaty, oliwki i figi, delektowano się bukietem najlepszych roczników wina i śpiewano ludową piosenkę: „Jak dobrze mieszkać w Pi-Ramzes, małego uważa się tu za możnego, akacja i sykomora dają cień, budynki lśnią od złota i turkusu, wiatr jest łagodny, ptaki igrają wokół stawów”.

Ameni, osobisty sekretarz króla, kolega z uczelni i niezawodny sługa, nie dzielił jednak z innymi tej radości życia. Podobnie jak wielu mieszkańców miasta, czuł, że brakuje zwykłej wesołości, ponieważ nie było w mieście Ramzesa.

Opuścił stolicę i jest w niebezpieczeństwie.

Nie słuchając niczyich wezwań do ostrożności, nie znosząc odwlekania spraw, Ramzes popędził na północ, żeby odbić Kanaan i Syrię.

Ameni, oficjalnie noszący sandały faraona, był mężczyzną niskim, wątłym, chudym i prawie łysym. Miał kruche kości, bladą cerę, długie i szczupłe dłonie odpowiednie do kreślenia pięknych hieroglifów. Był synem sztukatora, a z Ramzesem łączyły go nieodgadnione więzi. Był „oczami i uszami króla” i trzymając się w cieniu władcy, kierował dwudziestoma oddanymi faraonowi urzędnikami. Potrafił pracować bez wytchnienia, sypiał mało, jadł dużo, ale nie mógł utyć. Rzadko wychodził z biura, w którym poczesne miejsce zajmował wykonany z pozłacanego drewna stojak na pędzelki, dar od Ramzesa. Kiedy Ameni dotykał tego przedmiotu w kształcie kolumny zwieńczonej lilią, wracała mu energia i znowu mógł ruszyć do ataku na dokumenty, których liczba wprawiłaby każdego skrybę w przerażenie. W jego biurze papirusy były starannie ułożone w drewnianych kufrach i w dzbanach albo w skórzanych pokrowcach, które Ameni sam układał na półkach.

- Posłaniec z armii - zapowiedział jeden z pomocników.
- Wprowadź go.

Okryty kurzem żołnierz ledwie stał na nogach.

- Mam list od faraona.
- Daj.

Ameni sprawdził, czy list jest opatrzony pieczęcią Ramzesa, po czym najszybciej jak mógł pobiegł do pałacu.

 

Królowa Nefertari właśnie przyjmowała wezyra, wielkiego rządcę królewskiego domu, pisarza prowadzącego rachunki, pisarza zajmującego się królewskim stołem, zwierzchnika rytualistów, naczelnika królewskich tajemnic, przełożonego domu życia, pokojowca, zarządcę skarbu, zarządcę spichrzy i wielu innych wysokich urzędników pragnących uzyskać aprobatę królewskiej małżonki, rządzącej krajem podczas nieobecności Ramzesa. Na szczęście Ameni wspierał ją niestrudzenie, podobnie jak Tuja, matka króla, która również nie szczędziła jej cennych rad.

Nefertari, najpiękniejsza z pięknych, o czarnych lśniących włosach, zielononiebieskich oczach, twarzy świetlistej jak oblicze bogini, stanęła przed próbą, którą było sprawowanie władzy oraz samotność. Miała pełnić służbę w świątyni, kochała pisma mędrców i pragnęła życia w kontemplacji, ale miłość Ramzesa przeobraziła nieśmiałą dziewczynę w królową Egiptu. Teraz zamierzała wypełnić swe zadanie bez okazania najmniejszej słabości.

Samo zarządzanie domem królowej wymagało ogromnej pracy: istniał tu pensjonat, w którym kształcono Egipcjanki i cudzoziemki, a także szkoła tkactwa, warsztaty wytwarzające biżuterię, zwierciadła, wazy, wachlarze, sandały i przedmioty służące do odprawiania rytuałów. Nefertari kierowała licznym personelem złożonym z kapłanek, pisarzy, zarządców dochodami z ziemi, robotnikami i chłopami. Uznała, że powinna znać osobiście każdego, kto był odpowiedzialny za któryś z głównych kierunków działania. Szczególnie dbała o to, aby unikać błędów i niesprawiedliwości.

W tych zatrważających dniach, kiedy Ramzes narażał życie, broniąc Egiptu przed hetyckim najazdem, wielka małżonka królewska musiała podwoić wysiłki i rządzić krajem, nie zważając na zmęczenie.

- Ameni! Masz jakieś nowiny?
- Tak, Wasza Królewska Mość. Papirus dostarczony przez kuriera.

Królowa nie pracowała w pokoju Ramzesa, tam nikt nie mógł urzędować aż do powrotu króla, ale w obszernej sali udekorowanej jasnoniebieskimi fajansami i z oknami wychodzącymi na ogród, gdzie Stróż, żółty pies króla, spał u stóp akacji.

Nefertari odpieczętowała papirus i przeczytała list podpisany przez Ramzesa. Na pełnej powagi twarzy królowej nie pojawił się nawet cień uśmiechu.

- Stara się mnie pocieszyć - oznajmiła.
- Czy król odniósł jakieś sukcesy?
- Kanaan wrócił pod naszą władzę, wiarołomny gubernator nie żyje.
- Wspaniałe zwycięstwo! - wykrzyknął z zapałem Ameni.
- Król ruszył dalej na północ.
- Czemu się smucisz, pani?
- Gdyż bez względu na zagrożenia dotrze aż pod Kadesz. Przedtem spróbuje uwolnić Aszę i nie zawaha się narazić nawet własnego życia. Co będzie, jeśli szczęście go opuści?
- Nigdy nie straci swej magicznej siły.
- Czy Egipt przetrwa bez niego?
- Przede wszystkim ty, pani, jesteś wielką małżonką królewską i wspaniale radzisz sobie z rządzeniem. Ale Ramzes wróci, nie mam co do tego wątpliwości.

Z korytarza doszedł odgłos pospiesznych kroków. Ktoś zapukał i Ameni otworzył drzwi.

Ukazała się położna. Była bardzo poruszona.

- Wasza Królewska Mość... Izet rodzi i pragnie, byś przy niej była.

 

Izet urodziwa miała zielone roziskrzone oczy, mały nosek i delikatnie zarysowane wargi; zwykle jej twarz była urzekająco piękna. Nawet teraz, w godzinie cierpienia, zachowała urok młodości, którym tak oczarowała Ramzesa, że stała się jego pierwszą miłością. Często rozmyślała o szałasie z trzciny wzniesionym na skraju zboża, gdzie ona i Ramzes oddali się sobie, płonąc żarem miłości.

Potem jednak Ramzes pokochał Nefertari. Izet urodziwa usunęła się w cień, nie było w niej bowiem ni ambicji, ni zazdrości; nikt, nawet ona, nie mógł rywalizować z Nefertari. Władza budziła w Izet lęk, a w jej sercu pozostało jedno tylko uczucie: miłość, którą wciąż darzyła Ramzesa.

W chwili szaleństwa omal nie przyłączyła się do spisku przeciwko niemu, nie potrafiła jednak mu szkodzić, szybko więc odsunęła się od sił zła. Jej najwspanialszym tytułem do dumy było to, że urodziła królowi Cha, chłopca o niezwykłym rozumie.

Nefertari wydała na świat córkę, Meritamon, ale nie mogła mieć więcej dzieci. Królowa zażądała, by Izet urodziwa urodziła monarsze jeszcze jednego syna, a potem dalszych potomków. Ale król stworzył instytucję „dzieci królewskich”, dzięki czemu może wybrać z rozmaitych warstw społecznych dziewczęta i chłopców, którzy będą wychowywani w pałacu. Ich liczba będzie stanowić dowód płodności królewskich małżonków i usunie problemy z następstwem tronu.

Izet urodziwa chciała przeżywać swą miłość do Ramzesa, dając mu kolejne dziecko; tradycyjne próby2 pozwoliły ustalić, że także tym razem urodzi chłopca.

Rodziła na stojąco, w asyście czterech położnych, które nazywano „łagodnymi” i „tymi od mocnego parcia”. Wypowiedziano tradycyjne formuły, które miały odpędzić bóstwa mroków próbujące przeszkodzić narodzinom. Okadzanie i napary z ziół zmniejszały ból.

Izet urodziwa poczuła, że mała istota wydobywa się z dobroczynnych wód, w których rosła przez dziewięć miesięcy. Dotknięcie czułej dłoni i woń lilii i jaśminu sprawiły, że Izet urodziwa pomyślała, iż weszła do rajskiego ogrodu, w którym nie ma cierpienia. Obróciła głowę i zobaczyła, że jedną z położnych zastąpiła Nefertari. Królowa ocierała wilgotną szmatką czoło rodzącej.

- Wasza Królewska Mość... nie sądziłam, że przyjdziesz.
- Wezwałaś mnie, więc jestem.
- Czy masz jakieś wieści od króla?
- I to wspaniałe. Ramzes odzyskał Kanaan i rychło narzuci swą wolę pozostałym buntownikom. Potrafi działać szybciej niż Hetyci.
- Kiedy wróci?
- Czyż nie będzie się spieszył, żeby zobaczyć swoje dziecko?
- A ty... czy ty je pokochasz?
- Jak własną córkę, jak twego syna, Cha.
- Bałam się, że...

Nefertari ścisnęła mocno dłonie Izet urodziwej.

- Nie jesteśmy wrogami, Izet. Walka, którą prowadzisz, musi być wygrana.

Nagle ból się spotęgował i rodząca krzyknęła. Główna położna zaczęła się krzątać.

Izet chciała zapomnieć o ogniu trawiącym jej wnętrzności, pogrążyć się w głębokim śnie, zaprzestać walki i marzyć tylko o Ramzesie... Ale Nefertari ma rację: musi dopełnić tajemnego dzieła, które ukształtowało się w jej łonie.

Nefertari przyjęła na swoje ręce dziecko Izet urodziwej. Jedna z położnych przecięła pępowinę.

- Naprawdę chłopiec?
- Tak, Izet. Piękny i silny chłopiec.

5

 

Cha, syn Ramzesa i Izet urodziwej, przepisywał papirus, pouczenia starego mędrca Ptahhotepa, który w wieku stu dziesięciu lat uznał, że należy powierzyć hieroglifom parę rad przeznaczonych dla następnych pokoleń. Cha miał zaledwie dziesięć lat, ale nie lubił dziecięcych zabaw i cały swój czas poświęcał nauce, nie zważając na łagodne napomnienia Nedżema, ministra rolnictwa, który dbał o jego wychowanie. Nedżem wolałby, żeby chłopiec miał od czasu do czasu jakąś rozrywkę, ale, z drugiej strony, fascynowały go zdolności Cha. Malec uczył się szybko, łatwo wszystko zapamiętywał i już teraz pisał jak doświadczony skryba.

Nieopodal grała na harfie śliczna Meritamon, córka Ramzesa i Nefertari. Chociaż miała dopiero sześć lat, ujawniła już niezwykłe zdolności muzyczne. Cha, kreśląc hieroglify, lubił słuchać, jak jego siostrzyczka brzdąka w struny i śpiewa tkliwe piosenki. Królewski pies, Stróż, wzdychał z ukontentowaniem, leżąc z głową opartą na stopach dziewczynki, której podobieństwo do Nefertari rzucało się w oczy.

Kiedy do ogrodu weszła królowa, Cha przestał pisać, a Meritamon grać na harfie. Zaniepokojone i pełne niecierpliwości dzieci podbiegły do Nefertari. Ta ucałowała oboje.

- Wszystko dobrze, Izet urodziła chłopczyka.
- Mój ojciec i ty powinniście przewidzieć dla niego imię.

Na twarzy królowej pojawił się uśmiech.

- Myślisz, że potrafimy wszystko przewidzieć?
- Tak, gdyż jesteście królewskimi małżonkami.
- Wasz młodszy brat nazywa się Merenptah, „umiłowany boga Ptaha”, patrona rzemieślników, władcy Słowa stwarzającego.

 

Grymaśna, starsza siostra Ramzesa, była wysoką, czarnowłosą, wiecznie zmęczoną kobietą; miała tłustą cerę i musiała używać mnóstwa maści. Długo żyła bezczynnie, pogrążona w nudzie, na którą cierpi dobrze urodzona i bogata młodzież, ale w końcu znalazła swój ideał, kiedy libijski mag, Ofir, opowiedział jej o wierzeniach heretyckiego króla Echnatona, który wyznawał jedynego boga. To prawda, mag musiał uciec się do zabójstwa, żeby ratować siebie, ale Grymaśna uznała, że postąpił słusznie i zgodziła się mu pomagać bez względu na okoliczności.

Idąc za radą maga, który znalazł schronienie w Egipcie, Grymaśna wróciła do pałacu i okłamała Ramzesa, żeby uzyskać przebaczenie. Czyż mag nie porwał jej, nie posłużył się nią, żeby opuścić kraj? Grymaśna twierdziła, że cieszy się, bo uniknęła najgorszego i wróciła na łono rodziny.

Czy Ramzes jej uwierzył? Zgodnie z jego rozkazem, Grymaśna nie mogła opuszczać dworu w Pi-Ramzes. Miała jednak nadzieję wymknąć się przy pierwszej okazji, żeby poinformować o wszystkim Ofira. Król wyruszył wojować w północnych protektoratach, nie miała więc sposobności, by z nim porozmawiać i zyskać jego zaufanie.

Grymaśna nie szczędziła wysiłków, żeby oczarować Nefertari, gdyż wiedziała, jak wielki wpływ ma ona na małżonka. Gdy królowa wyszła z sali narad, gdzie rozmawiała z ludźmi odpowiedzialnymi za kanały, Grymaśna złożyła jej głęboki ukłon.

- Wasza Królewska Mość, czy pozwolisz, bym zajęła się Izet?
- Powiedz dokładnie, co masz na myśli.
- Chcę czuwać nad służbą, sprzątać codziennie jej pokój, myć matkę i dziecko mydłem z kory kolibła3, czyścić przedmioty popiołem z ługiem... Przygotowałam poza tym dla niej szkatułę pełną słoiczków z barwiczkami i czarek z delikatnymi esencjami. Jest tam też proszek do czernienia rzęs i pałeczka do nakładania go. Czyż Izet nie powinna być nadal piękna?
- Z pewnością doceni twoją troskę.
- Jeśli się zgodzi, sama będę pielęgnowała jej twarz.

Nefertari i Grymaśna przeszły kilka kroków korytarzem zdobionym malowidłami, które przedstawiały lilie, bławatki i mandragory.

- Podobno dziecko jest bardzo udane.
- Merenptah wyrośnie na silnego mężczyznę.
- Chciałam się wczoraj pobawić z Cha i Meritamon, ale mi nie pozwolono. Sprawiło mi to głęboki ból, Wasza Królewska Mość.
- Takie są rozkazy Ramzesa i moje.
- Jak długo będę jeszcze otoczona nieufnością?
- Cóż w tym dziwnego? Twoja ucieczka z magiem, popieranie Szenara...
- Czy nie dość spadło na mnie nieszczęść? Mojżesz zabił mojego męża, przeklęty mag omal nie zawładnął moim umysłem, Szenar zawsze mnie nie znosił i nie szczędził mi upokorzeń, a o wszystko oskarża się mnie! Marzę tylko o tym, żeby odpocząć i odzyskać miłość i zaufanie bliskich... Popełniłam poważne błędy, przyznaję, czy jednak do końca życia mam być traktowana jak zbrodniarka?
- Nie spiskowałaś więc przeciwko faraonowi?

Grymaśna padła przed królową na kolana.

- Byłam niewolnicą złych ludzi i poddałam się ich wpływom. Teraz już z tym skończyłam. Chcę żyć samotnie w pałacu, jak życzy sobie Ramzes, i zapomnieć o przeszłości... Czy doczekam się wybaczenia?

Nefertari zachwiała się w swym postanowieniu.

- Zajmij się Izet, Grymaśna. Pomóż jej zachować urodę.

 

Meba, zastępca ministra spraw zagranicznych, wszedł do biura Ameniego. Ten zawodowy dyplomata, spadkobierca bogatej rodziny ambasadorskiej, był z natury wyniosły i traktował ludzi z góry. Przecież należał do wyższych kręgów społecznych, które dysponowały władzą i bogactwami, co uniemożliwiało mu zadawanie się z byle kim. Meba przeszedł jednak ciężką próbę, kiedy Szenar, starszy brat króla, usunął go ze stanowiska szefa egipskiej dyplomacji. Upokorzony, odsunięty na bok, myślał, że nigdy już nie zajmie miejsca na pierwszym planie, lecz potem nawiązała z nim kontakt działająca w Egipcie hetycka siatka szpiegowska.

Zdrada... Meba nie miał czasu, żeby się nad tym zastanowić. Znowu mógł rozkoszować się smakiem intrygi, a ponieważ nie brakowało mu sprytu, zdobył zaufanie władz i otrzymał nowe stanowiska. Niegdyś był zwierzchnikiem Aszy, teraz zaś został jego wiernym, z pozoru, podwładnym. Mimo bystrego umysłu młody minister dał się zwieść udawanej pokorze Meby: stracił czujność, kiedy się okazało, że może mieć tak doświadczonego współpracownika, który w dodatku był niegdyś utrapieniem Szenara.

Od czasu zniknięcia Ofira Meba, teraz zwierzchnik szpiegowskiej siatki hetyckiej, czekał na instrukcje, które jednak nie nadchodziły. Cieszyła go ta cisza i korzystał z niej, żeby umocnić swoje przyjaźnie w ministerstwie i najwyższych kręgach towarzyskich, jednak ani na chwilę nie zapominając o sączeniu żółci. Czy nie padł ofiarą niesprawiedliwości? Przecież Asza to człowiek niezwykle bystry, ale niebezpieczny i nieskuteczny! Meba zapomniał w końcu o Hetytach i swojej zdradzie.

Ameni, żując suszoną figę, pisał list pełen wyrzutów do zarządców spichlerzy i jednocześnie czytał pismo zwierzchnika jednej z prowincji, który skarżył się na brak drewna opałowego.

- Co się stało, Mebo?

Dyplomata nie lubił małego pisarza, człowieka szorstkiego i źle wychowanego.

- Czyżbyś miał zbyt dużo zajęć, by mnie wysłuchać?
- Gotów jestem słuchać, ale pod warunkiem, że będziesz mówił zwięźle.
- Czy nie ty zarządzasz królestwem podczas nieobecności Ramzesa?
- Jeśli chcesz się na coś poskarżyć, zwróć się do królowej. Jej Królewska Mość osobiście zatwierdza moje decyzje.
- Nie próbujmy przechytrzyć się nawzajem. Sam wiesz, że królowa odeśle mnie do ciebie.
- Na co więc się uskarżasz?
- Na brak jasnych wytycznych. Mój minister przebywa za granicą, król toczy bitwy, a w moim urzędzie panuje niepewność i zwątpienie.
- Poczekaj zatem na powrót Ramzesa i Aszy.
- A jeżeli...?
- Jeżeli nie wrócą?
- Nawet nie powinniśmy rozważać takiej strasznej ewentualności.
- Takie jest i moje zdanie.
- Widzę, że nie nękają cię wątpliwości...
- Nie, nie nękają.
- A zatem poczekam.
- To najlepsze, co możesz uczynić.

 

Urodzić się na Sardynii, być wodzem słynnej bandy piratów, walczyć z Ramzesem, zawdzięczać mu życie, a potem zostać dowódcą jego straży przybocznej - oto niezwykłe przeznaczenie Serramanny, olbrzyma o wielkich wąsach, którego Ameni najpierw posądził o zdradę, by później przyznać się do błędu i odzyskać przyjaźń Sardyńczyka.

Serramanna najchętniej stanąłby do walki z Hetytami, roztrzaskiwał czaszki i przebijał piersi. Ale faraon rozkazał mu dbać o bezpieczeństwo królewskiej rodziny i Serramanna wykonywał to zadanie z takim samym zapałem, z jakim niegdyś wdzierał się na pokłady bogatych okrętów kupieckich.

W oczach Sardyńczyka Ramzes był najgroźniejszym wodzem, z jakim się zetknął, Nefertari zaś - najpiękniejszą i najbardziej niedostępną kobietą. Królewscy małżonkowie byli dlań takim cudem, że były pirat nie mógłby już żyć bez służenia obojgu. Opłacano go dobrze, miał pod dostatkiem wyśmienitego jadła, przebywał w towarzystwie pięknych kobiet, gotów był więc oddać życie za królestwo.

Był jednak pewien cień: nie dawał mu spokoju instynkt myśliwego. Powrót Grymaśnej na dwór wydawał mu się posunięciem, które może zagrozić Ramzesowi i Nefertari; królewską siostrę uważał za osobę niezrównoważoną i kłamczynię. Jego zdaniem, mag, który nią manipulował, nadal się nią posługiwał, aczkolwiek nie miał na to żadnego dowodu.

Serramanna przeprowadził śledztwo w sprawie jasnowłosej kobiety, której zwłoki odnaleziono w domu należącym do Szenara, wiarołomnego brata Ramzesa, zaginionego podczas burzy piaskowej, kiedy przewożono go na ciężkie roboty do oazy Charga.

Wyjaśnienia Grymaśnej były dość mgliste; Sardyńczyk nie przeczył, że ofiara mogła być medium. Ale nieprawdopodobne wydawało mu się, żeby Grymaśna nie umiała powiedzieć o niej czegoś więcej. Milczy? Widać chce ukryć prawdę. Grymaśna udawała, że ją gnębiono, bo chce w ten sposób ukryć ważne fakty. Ponieważ jednak wróciła do łask Nefertari, Serramanna nie mógł występować z oskarżeniami opartymi na domysłach.

Jedną z cech jego charakteru był jednak upór. Przecież w dawnych czasach morze było całymi dniami puste, a potem nagle pojawiał się łup. Sedno sprawy tkwi w tym, żeby ruszyć wtedy we właściwym kierunku i podzielić cały teren łowów na kwadraty. Dlatego rozesłał swoich ludzi z Memfis i Pi-Ramzes, zaopatrzywszy ich w wierny portret zamordowanej młodej kobiety.

Prędzej czy później ktoś coś powie.

6

 

Miasto Słońca4, zbudowane z rozkazu faraona heretyka Echnatona, zostało opuszczone. Puste pałace, siedziby arystokratów, warsztaty, domy rzemieślników, głuche świątynie, pusta wielka aleja, którą przemierzał rydwan Echnatona i Nefretete, uliczki handlowe i uliczki w dzielnicach, gdzie mieszkał lud.

Na tym pustkowiu pośrodku rozległej równiny ciągnącej się aż do Nilu, za zasłoną skalnego cyrku, Echnaton ofiarował posiadłość jedynemu bogu, którego wcielenia była tarcza słońca, Atonowi. Nikt już nie odwiedzał zapomnianej stolicy. Po śmierci króla ludność przeniosła się z powrotem do Teb, zabierając wszystkie cenne przedmioty, meble, sprzęty kuchenne, archiwa... Gdzieniegdzie pozostała ceramika, a w warsztacie rzeźbiarskim - nie dokończona głowa Nefretete.

W miarę upływu lat budynki niszczały. Biała farba łuszczyła się, gips odpadał. Miasto Słońca, zbyt szybko zbudowane, nie zdołało się oprzeć deszczom i niesionemu przez wichry piaskowi. Hieroglify, które Echnaton kazał wyryć na stelach wskazujących granice świętego terytorium Atona, zacierały się, czas sprawiał, że były coraz mniej czytelne, i spychał w nicość szalone przedsięwzięcie króla-mistyka.

W urwisku wydrążono grobowce dostojników państwa Echnatona, ale nie spoczywała w nich ani jedna mumia. Kiedy opuszczano miasto, opróżniono też grobowce, które pozostały tu bez duszy i bez obrony. Nikt nie śmiał się tu zapuścić, utrzymywano bowiem, że tym miejscem zawładnęły upiory, które skręcają kark nazbyt ciekawym.

Właśnie tutaj ukryli się Szenar, starszy brat Ramzesa, i mag, Ofir. Na mieszkanie wybrali sobie grobowiec wielkiego kapłana Atona; główna sala z kolumnami była, jak się okazało, bardzo wygodna. Na ścianach ocalały obrazy pałaców i świątyń, które przypominały o utraconym splendorze Miasta Słońca. Rzeźbiarz uwiecznił Echantona i Nefretete w momencie składania hołdu tarczy słonecznej, z której wychodziły długie promienie zakończone dłońmi dającymi życie królewskiej parze.

Małe kasztanowe oczka Szenara często wpatrywały się w płaskorzeźbę przedstawiającą Echnatona, wcielenie tryumfującego słońca. Trzydziestopięcioletni Szenar, mężczyzna o okrągłej, nalanej twarzy, pucołowatych policzkach, grubych wargach, ciężko zbudowany, nienawidził jednak słońca, opiekuńczej gwiazdy swojego brata Ramzesa.

Ramzes, tyran, którego Szenar próbował obalić, korzystając z pomocy Hetytów, skazał go na ciężkie roboty w oazie, chciał postawić go przed sądem, co oznaczało wyrok śmierci.

Podczas podróży z więzienia w Memfis do oazy zerwała się burza piaskowa, która umożliwiła Szenarowi ucieczkę. Nienawiść, jaką żywił do brata, i pragnienie zemsty pozwoliły mu wyjść cało z opresji. Szenar ruszył w stronę jedynego miejsca, gdzie był bezpieczny, ku opuszczonej stolicy króla-heretyka.

Powitał go jego wspólnik, Ofir, szef hetyckiej siatki szpiegowskiej. Libijczyk Ofir miał profil przypominający drapieżnego ptaka, wystające kości policzkowe, wydatny nos, wąskie wargi i wysunięty podbródek. To on miał uczynić Szenara następcą Ramzesa.

Brat faraona podniósł kamień i cisnął go z gniewem w wizerunek Echnatona, uszkadzając koronę monarchy.

- Niech będzie przeklęty i niech znikną na wieki faraonowie i ich królestwo!

Marzenie Szenara obróciło się w perzynę. Oto on, który powinien panować nad rozległym imperium, sięgającym od Anatolii po Nubię, stał się pariasem we własnym kraju. Ramzes powinien ponieść klęskę pod Kadesz, Hetyci winni najechać Egipt, a Szenar zasiąść na tronie Dwóch Ziem i współpracować z najeźdźcą, by potem pozbyć się króla hetyckiego i zostać jedynym panem Bliskiego Wschodu. Ramzes byłby pokonanym, Szenar zaś zbawcą.

Szenar obrócił się w stronę Ofira, który siedział na brzegu grobu.

- Dlaczego się nie udało?
- Seria niepowodzeń. Ale szczęście się odwróci.
- To kiepska odpowiedź, Ofirze!
- Choć magia jest nauką ścisłą, nie wyklucza przecież, że zdarzy się coś nieprzewidzianego.
- A tym czymś nieprzewidzianym okazał się sam Ramzes.
- Twój brat ma wyjątkowe przymioty, a także rzadko spotykaną odporność.
- Czyżbyś był pod urokiem tego despoty?
- Ograniczam się do tego, że mu się przyglądam, by tym skuteczniej go niszczyć. Czy w bitwie pod Kadesz nie przyszedł mu z pomocą sam bóg Amon?
- Czyżbyś dawał wiarę takim bzdurom?
- Nie wszystko, z czego został zbudowany świat, jest widzialne. Krążą tajemne siły, które tworzą osnowę rzeczywistości.

Szenar uderzył pięścią w ścianę, na której przedstawiono tarczę słoneczną, Atona.

- Dokąd nas zaprowadzą twoje opowieści? Znaleźliśmy się tutaj, w grobowcu, daleko od władzy! Jesteśmy sami i skazani na zagładę jak najwięksi nędzarze!
- Nie do końca jest to prawdą, bo przecież są wyznawcy Atona, którzy karmią nas i zapewniają nam bezpieczeństwo.
- Wyznawcy Atona... Banda szaleńców i mistyków, więźniów własnych złudzeń!
- Może się nie mylisz, ale są nam w tej chwili potrzebni.
- Spodziewasz się stworzyć z nich armię, która pokona wojska Ramzesa?

Ofir kreślił w kurzu dziwaczne figury geometryczne.

- Ramzes pokonał Hetytów - naciskał Szenar - twoja siatka została rozpracowana, ja nie mam już ani jednego sprzymierzeńca. Będziemy tutaj gnić, to nasze przeznaczenie.
- Magia pomoże nam je odmienić.

Szenar wzruszył ramionami.

- Nie udało ci się usunąć Nefertari, daremnie starałeś się osłabić Ramzesa.
- Jesteś niesprawiedliwy - zaprotestował mag. - Królowa wyszła z próby, przed którą ją postawiłem, osłabiona.
- Izet urodziwa da drugiego syna Ramzesowi, a poza tym król adoptuje tylu spadkobierców, ilu tylko zechce! Żadne rodzinne troski nie zaszkodzą panowaniu mojego brata.
- Nieszczęścia prędzej czy później podkopią jego siły.
- Czyżbyś nie wiedział, że faraon Egiptu odradza się po trzydziestu latach panowania?
- Do tego jeszcze daleko, Szenarze. Hetyci nie zrezygnowali z walki.
- Koalicja, którą zdołali zawiązać, rozpadła się przecież po klęsce pod Kadesz.
- Muwattali jest człowiekiem przebiegłym i ostrożnym; wie, kiedy należy się cofnąć, i z pewnością przystąpi do kontrofensywy, która zaskoczy Ramzesa.
- Mam już dość marzeń, Ofirze.

Z daleka doszedł odgłos galopu. Szenar chwycił miecz.

- Nie jest to pora, kiedy atończycy dostarczają nam jadło!

Szenar rzucił się do wyjścia z grobowca, który dominował nad martwym miastem i równiną.

- Dwóch ludzi.
- Jadą w naszą stronę?
- Opuścili miasto i kierują się w stronę urwiska... w naszą stronę! Lepiej opuścić ten grób i ukryć się gdzie indziej.
- Nie musimy się spieszyć, jest ich tylko dwóch.

Ofir wstał.

- Może to znak, na który czekałem, Szenarze. Przyjrzyj się tylko.

Szenar rozpoznał wyznawcę Atona; widok jego towarzysza wprawił go w osłupienie.

- Meba...! Meba tutaj...?
- Jest moim podwładnym i naszym sprzymierzeńcem.

Szenar odłożył miecz.

- Na dworze Ramzesa nikt nie podejrzewa Meby. Trzeba nam dzisiaj zapomnieć o waśniach.

Szenar nie odpowiedział. Czuł do Meby pogardę, gdyż jego jedynym pragnieniem było zachować fortunę i żyć wygodnie. Kiedy dyplomata został mu przedstawiony jako nowy agent hetycki, Szenar ani na chwilę nie uwierzył w szczerość jego zaangażowania.

Dwaj jeźdźcy zeskoczyli z koni przy początku drogi prowadzącej do grobowca wielkiego kapłana Atona. Wyznawca słonecznego boga zajął się końmi, a Meba ruszył w stronę kryjówki swoich wspólników. Gardło Szenara ścisnął lęk. A jeśli wysoki urzędnik zdradził ich i zaraz za nim przybędzie policja faraona? Ale horyzont pozostał pusty.

Meba był rozdrażniony i zapomniał nawet o zwykłych formułkach grzecznościowych.

- Przybywając tutaj, narażam się na wielkie niebezpieczeństwo... Czemu przysłałeś mi wiadomość, że mam się tu stawić?

Odpowiedź Ofira była jak smagnięcie biczem.

- Jesteś pod moimi rozkazami, Mebo. Udasz się tam, gdzie ci rozkażę. Co nowego?

Szenar był zaskoczony. Tak więc mag nadal kieruje szpiegowską siatką.

- Nic dobrego. Kontratak hetycki nie przyniósł wyraźnego powodzenia. Ramzes zareagował energicznie i odbił Kanaan.
- Czy ruszył na Kadesz?
- Nie wiem.
- Musisz okazać więcej skuteczności w działaniu, Mebo, znacznie więcej, i dostarczać mi więcej informacji. Czy Beduini wypełnili swoje zobowiązania?
- Zdaje się, że bunt ma charakter powszechny... Muszę zachować jednak ogromną ostrożność, żeby nie obudzić podejrzeń Ameniego!
- Czyżbyś nie pracował w Ministerstwie Spraw Zagranicznych?
- Ostrożność...
- Czy miewasz sposobność, żeby zbliżyć się do małego Cha?
- Do starszego syna Ramzesa? Tak, czemu jednak...
- Potrzebny mi jest jakiś przedmiot, który byłby mu szczególnie drogi, Mebo, i to jak najszybciej.

7

 

Mojżesz, jego żona i syn opuścili kraj Madianitów, który rozciągał się na południe od Edomu i na wschód od zatoki Akaba. To tam ukrywał się Hebrajczyk, zanim postanowił - wbrew radom teścia - wrócić do Egiptu. Został oskarżony o zabójstwo, czyż nie było więc szaleństwem oddać się w ręce policji faraona? Czeka go niechybnie więzienie i wyrok śmierci.

Żaden argument nie mógł jednak zachwiać Mojżesza w powziętym postanowieniu. Bóg przemówił do niego w samym sercu gór i rozkazał wyprowadzić z Egiptu hebrajskich braci, by mogli w prawdziwej wierze żyć na ziemi, która będzie ich. Wydawało się to niemożliwe, ale Mojżesz czuł, że ma dość siły, żeby spełnić to, co nakazał Bóg.

Także Sefora, jego żona, próbowała odwieść go od tego zamiaru. Daremnie.

Wyruszyli w drogę szlakiem do Delty. Sefora podążyła za mężem, który, pomagając sobie sękatym kijem, szedł spokojnym krokiem, bez wahania wybierając zawsze właściwą drogę.

Kiedy obłok kurzu zapowiedział oddział jeźdźców, Sefora otoczyła ramionami ich syna i schowała się za mężem. Mojżesz, potężnie zbudowany, brodaty mężczyzna o szerokich piersiach, wyglądał jak atleta.

- Musimy uciekać - powiedziała błagalnie.
- To daremne.
- Jeśli to Beduini, zabiją nas, jeśli Egipcjanie, zostaniesz aresztowany!
- Nie trzeba się lękać.

Mojżesz stał nieruchomo i myślał o latach spędzonych na nauce w Memfis, kiedy wpajano mu mądrość Egipcjan i kiedy głęboko przyjaźnił się z księciem Ramzesem, przyszłym faraonem. Hebrajczyk najpierw piastował stanowisko w haremie Mer-Ur, a potem kierował robotami przy budowie Pi-Ramzes, nowej stolicy Dwóch Ziem. Powierzając mu to zadanie, Ramzes podniósł Mojżesza do rangi jednej z najwybitniejszych postaci w królestwie.

A jednak Mojżesz czuł udrękę. Od najwcześniejszych lat dziwny ogień trawił jego duszę. I dopiero kiedy znalazł się przed krzakiem gorejącym, który się palił, lecz nie spalał, ból ustąpił. Hebrajczyk odkrył wreszcie swoją misję.

Jeźdźcy okazali się Beduinami. Dowodzili nimi łysy i brodaty Amos oraz wielki, ale chudy Baduch. Amos i Baduch byli wodzami plemiennymi, którzy okłamali Ramzesa co do położenia Kadesz, żeby wciągnąć go w pułapkę. Teraz otoczyli Mojżesza.

- Kim jesteś?
- Nazywam się Mojżesz. To moja żona i syn.
- Mojżesz...! Jesteś więc przyjacielem Ramzesa, tym wysokim urzędnikiem, który popełnił zbrodnię i uciekł na pustynię?
- Tak, to ja.

Amos zeskoczył na ziemię i powinszował Hebrajczykowi.

- Jesteśmy zatem w tym samym obozie! My też walczymy przeciw Ramzesowi, który był ci przyjacielem, a teraz chce twojej głowy.
- Król Egiptu nadal jest moim bratem - oświadczył Mojżesz.
- Pleciesz, co ci ślina przyniesie na język. Ten despota wciąż cię nienawidzi. Beduini, Hebrajczycy i nomadowie muszą się sprzymierzyć z Hetytami, żeby go obalić. Opowiada się niestworzone historie o jego sile, Mojżeszu. Dołącz do nas. Ruszymy razem przeciw oddziałom egipskim, które chcą się wedrzeć do Syrii.
- Moja droga prowadzi na południe, nie na północ.
- Na południe? - zdumiał się Baduch i spojrzał podejrzliwie na Mojżesza. - Dokąd się wybierasz?
- Do Egiptu, do Pi-Ramzes.

Amos i Baduch spojrzeli po sobie ze zdziwieniem.

- Drwisz sobie z nas? - spytał Amos.
- Mówię prawdę.

 

Przecież... przecież zamkną cię i stracą!

- Jahwe mnie obroni. Muszę wyprowadzić mój lud z Egiptu.
- Chcesz wyprowadzić Hebrajczyków z Egiptu...? Chyba oszalałeś!
- Takie zadanie powierzył mi Jahwe i je wykonam.

Baduch zeskoczył z konia.

- Nie czyń tego, Mojżeszu.

Dwaj wodzowie odeszli na bok.

- To wariat - powiedział Baduch. - Za długo przebywał na pustyni i jego umysł pogrążył się w szaleństwie...
- Mylisz się.
- Mylę się? Mojżesz jest szalony!
- Nie, to człek przebiegły i zdecydowany.
- Ten nieszczęśnik, zagubiony na pustynnym szlaku z żoną i dzieckiem...?! A to dopiero przebiegłość!
- Ależ tak, Baduchu, i to wielka! Kto będzie podejrzewał o cokolwiek takiego nędzarza? Ale Mojżesz nadal jest bardzo popularny w Egipcie i najwyraźniej zamierza podburzyć Hebrajczyków do buntu.
- Nie zdoła tego uczynić! Nie dopuści do tego policja faraona.
- Jeśli mu pomożemy, może być dla nas pożyteczny.
- Mamy mu pomóc...? A to w jaki sposób?
-