Tytuł dostępny bezpłatnie w ofercie wypożyczalni Depozytu Bibliotecznego.
Tę książkę możesz wypożyczyć z naszej biblioteki partnerskiej!
Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego.
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.
Ramzes musi ratować Egipt, stanąć do walki z potężną armią hetycką, która ma przewagę w uzbrojeniu. Wielka wojna jest nie do uniknięcia. Do starcia dochodzi pod murami Kadesz, niezdobytej twierdzy w Syrii Północnej. Jak jednak Ramzes ma przygotować się do śmiertelnych zmagań, skoro wskutek czarów gaśnie nieubłaganie jego królewska małżonka, Nefertari, a na terytorium Egiptu sieje podstępnie spustoszenie siatka hetyckich szpiegów? Ramzes wyprawia się na południe, by znaleźć kamień bogini, gdyż tylko dzięki niemu może ocalić królową. A potem pomaszeruje na północ, by wydać bitwę barbarzyńcom, którzy chcą zniszczyć cywilizację. Czy w chwili próby ojciec niebieski, Amon, wysłucha modlitwy?
[Opis okładkowy]
Cykl: Ramzes, t. 3
/Ramzes. Tom 3. Bitwa pod Kadesz, Christian Jacq, 2001 rok, ISBN 837227925X, Libros/
Książka dostępna w zasobach:
Miejska i Powiatowa Biblioteka Publiczna im. Cypriana Kamila Norwida w Goleniowie
Miejska Biblioteka Publiczna im. Adama Asnyka w Kaliszu
Miejska Biblioteka Publiczna im. Jana Pawła II w Opolu (3)
Książnica Pruszkowska im. Henryka Sienkiewicza w Pruszkowie
Miejska Biblioteka Publiczna im. Stefana Żeromskiego w Zakopanem
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 411
Rok wydania: 2001
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
BITWA POD KADESZ
CHRISTIAN
JACQ
RAMZES
3
BITWAPOD KADESZ
Z francuskiego przełożył
Adam Szymanowski
Grupa Wydawnicza Bertelsmann Media
Tytuł oryginału:
Ramsès. La Bataille de Kadesh
Projekt okładki i stron tytułowych:
Zofia Sokołowska
Redaktor techniczny:
Alicja Jabłońska-Chodzeń
Korekta:
Jacek Ring
Małgorzata Juras
Copyright © Editions Robert Laffont, S.A., Paris 1996 Copyright © for the Polish translation by Zysk i S-ka Wydawnictwo s.c.,
Poznań 1998
© Copyright for the Polish book-club edition by Bertelsmann Media Sp. z o.o.,
Warszawa 2001
Bertelsmann Media Sp. z o.o.
Libros
Warszawa 2001
Druk i oprawa: Zakłady Graficzne im. KEN, Bydgoszcz
ISBN 83-7227-925-X
Nr 3003
Egipt
Koń Dania galopował rozpalonym szlakiem prowadzącym do Siedziby Lwa, mieściny na południu Syrii założonej przez sławnego faraona Setiego. Danio, Egipcjanin po ojcu i Syryjczyk po matce, wybrał sobie zaszczytny zawód posłańca pocztowego i wyspecjalizował się w przekazywaniu pilnych przesyłek. Rząd egipski zapewnił mu konia, jadło i odzież; Danio korzystał ze służbowej rezydencji w Sile, mieście przy północno-wschodniej granicy, i miał zapewnione darmowe postoje na stacjach pocztowych. Jednym słowem wspaniałe życie w ciągłych rozjazdach i spotkania z niezbyt płochliwymi Syryjkami, czasem jednak spragnionymi męża-urzędnika państwowego. Musiał więc brać czym prędzej nogi za pas, gdy tylko związek nabierał zbyt poważnego charakteru.
Prawdziwą naturę Dania odkryli dawno temu rodzice dzięki wioskowemu astrologowi, wiadomo więc było, że nie znosi zamknięcia - nawet w ramionach zuchwałej kochanki. Nie było dla niego rzeczy ważniejszej, niż mieć przed sobą rozległą przestrzeń i pokryty pyłem szlak do pokonania.
Skrupulatny i systematyczny posłaniec cieszył się dobrą opinią u swoich przełożonych. Od pierwszego dnia pracy nie zgubił ani jednego listu, a bywało, że wyprzedzał ustalony harmonogram, jeżeli trzeba było zadowolić nadawcę, który chciał, by przesyłka znalazła się jak najprędzej w rękach adresata. Dostarczanie możliwie najszybciej korespondencji było życiowym posłannictwem Dania.
Po śmierci Setiego i zaraz po wstąpieniu na tron Ramzesa Danio, jak wielu Egipcjan, bał się, że młody faraon będzie niczym piorun wojny i że rzuci swoją armię na podbój Azji - z nadzieją na odtworzenie ogromnego mocarstwa, którego centrum stanowiłby Egipt. Podczas czterech pierwszych lat rządów porywczy Ramzes rozbudował świątynię w Luksorze, doprowadził do końca budowę gigantycznej sali kolumnowej w Karnaku, przystąpił do budowy swojej świątyni milionów lat na zachodnim brzegu, naprzeciwko Teb, i zbudował nową stolicę w Pi-Ramzes, ale nie zmienił polityki zagranicznej swojego ojca, która sprowadzała się przede wszystkim do przestrzegania paktu o nieagresji z Hetytami, groźnymi wojownikami anatolijskimi. Wydawało się, że i ci ostatni zrezygnowali z napaści na Egipt i nie wtrącali się do spraw Syrii Południowej, egipskiego protektoratu.
Zapowiadałaby się promienna przyszłość, gdyby nie to, że korespondencja między Pi-Ramzes i twierdzami wzdłuż Szlaku Horusa nabrała niezwykłej intensywności.
Danio wypytywał swoich zwierzchników, próbował pociągnąć za język oficerów. Nikt nic nie wiedział, ale mówiło się o niepokojach w Syrii Południowej, a nawet w pozostającej pod wpływami egipskimi prowincji Amurru1.
Listy, które wiózł Danio, miały najwyraźniej przygotować komendantów twierdz wzdłuż Szlaku Horusa, pasma umocnień na północnym wschodzie, do rychłej gotowości bojowej.
Dzięki energicznym działaniom Setiego, Kanaan2, Amurru i Syria Południowa były rozległą strefą buforową, która chroniła Egipt przed nagłą napaścią. Nie można było jednak ani na chwilę spuścić z oka książąt tego niespokojnego obszaru i często przemawiać im do rozumu. Na szczęście nubijskie złoto szybko studziło zarzewie zdrady, które rozpalało się wraz z każdą zmianą warunków politycznych. Obecność armii egipskiej i pokazy wojskowe przy okazji wielkich świąt, jak święto plonów, to inne środki pozwalające zachować kruchy pokój.
W przeszłości wiele razy zdarzyło się, że twierdze wzdłuż Szlaku Horusa zamykały bramy i uniemożliwiały przekraczanie granicy cudzoziemcom; Hetyci nigdy nie atakowali tych umocnień i obawa przed ciężkimi walkami stopniowo zanikała.
Tak więc Danio nie tracił optymizmu: Hetyci wiedzą dobrze, ile jest warta armia egipska, Egipcjanie zaś boją się gwałtowności i okrucieństwa Anatolijczyków. Oba kraje lękały się wykrwawienia w bezpośrednim starciu i były zainteresowane tym, żeby trwać w postawie obronnej, zadowalając się wojną na słowa. Ramzes rozpoczął realizowanie programu wielkich robót budowlanych i wcale nie kwapił się do wojny.
Danio minął galopem stelę, która wskazywała granicę posiadłości ziemskiej wokół Siedziby Lwa. Nagle ściągnął cugle i zawrócił. Uderzył go pewien szczegół. Zeskoczył przed stelą z konia. Spostrzegł z oburzeniem, że sklepienie zostało zwalone i wiele hieroglifów zniekształcono uderzeniami młota. Magiczny napis był nie do odczytania, nie chronił więc już miasteczka. Tych, którzy dopuścili się tego czynu, czeka surowa kara: zniszczenie żywego kamienia było zbrodnią, za którą karano śmiercią.
Bez wątpienia jest pierwszym świadkiem tego strasznego czynu. Musi czym prędzej donieść o tym wojskowemu komendantowi regionu. Kiedy komendant dowie się o nieszczęściu, sporządzi odpowiedni raport dla faraona.
Miasteczko było otoczone murami z cegły. Po obu stronach bramy wjazdowej leżały sfinksy. Posłaniec nagle skamieniał - górna część murów była zburzona, dwa porozbijane sfinksy leżały na boku.
Ktoś napadł na Siedzibę Lwa.
Zza murów nie dochodził żaden odgłos. Zwykle w miasteczku panował ożywiony ruch. Odbywała się musztra piechoty, ćwiczenia kawalerii, na centralnym placu dyskutowano podniesionymi głosami, od strony fontanny rozbrzmiewały okrzyki rozdokazywanych dzieci, to tu, to tam rozlegał się ryk osła... Posłaniec poczuł, że coś ściska mu gardło. Przełknął gorącą ślinę, a potem wziął do ręki bukłak i wypił wielki łyk wody. Ciekawość wzięła jednak górę nad strachem. Powinien zawrócić i zawiadomić najbliższy garnizon, ale chciał zobaczyć, co się stało. Znał prawie wszystkich mieszkańców Siedziby Lwa, od gubernatora po oberżystę. Z niektórymi się zaprzyjaźnił.
Koń zarżał i zarył się kopytami w piasku. Danio uspokoił zwierzę, klepiąc je po szyi. Mimo to koń nie chciał się ruszyć z miejsca. Danio musiał wejść na własnych nogach do pogrążonej w ciszy mieściny.
Magazyny zbożowe spustoszone, wielkie dzbany rozbite! Nie zostało nic z zapasów jadła i napojów. Małe, piętrowe domki zostały obrócone w ruinę, ani jeden nie oparł się rozpasanej wściekłości napastnika ogarniętego szałem niszczenia, który nie oszczędził nawet rezydencji gubernatora.
Mała świątynia obrócona w proch i pył. Boski posąg rozbity maczugą, pozbawiony głowy.
I wszędzie cisza - gęsta, przytłaczająca.
W studni ścierwo osłów. Na centralnym placu stos popiołu po ogniu, w którym spłonęły meble i papirusy.
Smród!
Lepka, kwaśna i mdląca woń, która wypełniła mu nozdrza, skierowała go ku umiejscowionej przy północnym krańcu miasta rzeźni, na którą wyznaczono miejsce pod wielkim, chroniącym przed słońcem portykiem. Tam ćwiartowano zabite woły, tam gotowano ćwiartki zwierząt w wielkim kotle i tam pieczono na rożnie drób. Było to miejsce pełne gwaru i posłaniec chętnie wstępował pod portyk na przekąskę, kiedy już rozdał wszystkie przesyłki.
To, co ujrzał, zaparło mu dech w piersi.
Byli tu wszyscy: żołnierze, kupcy, rzemieślnicy, starcy, kobiety, dzieci, noworodki. Wszyscy z poderżniętymi gardłami, zwaleni na stos. Gubernatora wbito na pal, trzech oficerów powieszono na belce podtrzymującej sklepienie rzeźni. Na drewnianej kolumnie pozostawiono hetycki napis: „Zwycięstwo armii potężnego władcy Hetytów, Muwattalego. Tak zginą wszyscy jego wrogowie”.
Hetyci...! Zgodnie ze swym zwyczajem, dokonali wypadu i nie oszczędzili nikogo, tyle że tym razem opuścili swoją strefę wpływów i uderzyli na miejscowość tuż koło północno-wschodniej granicy Egiptu.
Posłańca ogarnął paniczny strach. A jeśli oddział hetycki włóczy się jeszcze po okolicy? Cofnął się, ale nie mógł oderwać wzroku od strasznego widoku. Jak można być tak okrutnym, jak można dokonać takiej rzezi, jak można nie pogrzebać zabitych?
Danio czuł, że głowa mu płonie. Poszedł w stronę bramy. Koń zniknął. Przestraszony, skierował spojrzenie na horyzont. Bał się, że zaraz zobaczy hetyckich żołnierzy. W oddali, u stóp wzgórza, dostrzegł obłok kurzu.
Rydwany...! Rydwany, które pędzą w jego stronę!
Oszalały ze strachu Danio rzucił się do szaleńczego biegu.
Pi-Ramzes, nowa stolica Egiptu wybudowana przez Ramzesa w samym środku Delty, liczyła ponad sto tysięcy mieszkańców. Miasto opasane dwiema odnogami Nilu, wodami Ra i wodami Awaris, nawet w lecie miało przyjemny klimat. Przecinały go liczne kanały, na stawie urządzonym z myślą o wypoczynku można było zażywać przejażdżek łodziami, miłośnicy wędkarstwa łowili najpiękniejsze sztuki w dobrze zarybionych stawach.
Zaopatrzenie w żywność było tu obfite i urozmaicone dzięki bliskości żyznych pól. Ponieważ budowniczowie miasta szafowali szczodrze błękitnymi, pokrytymi polewą płytkami, które jaśniały przepięknie na fasadach domów, Pi-Ramzes nazywano często miastem turkusowym.
Było to doprawdy dziwne miasto: połączenie świata harmonii i spokoju z garnizonem, na który składały się cztery wielkie kompleksy koszarowe i usytuowana koło pałacu wytwórnia broni. Od kilku miesięcy robotnicy pracowali dniem i nocą, wykonując rydwany, zbroje, miecze, włócznie, tarcze i groty strzał. W samym środku wytwórni znajdowała się duża odlewnia, gdzie sporządzano przedmioty z brązu.
Właśnie wyjechał stamtąd mocny i jednocześnie lekki rydwan bojowy. Dotarł na szczyt pochylni prowadzącej na wielki dziedziniec z portykiem, gdzie była zajezdnia tego typu wozów, kiedy mistrz klepnął w ramię stolarza, który doglądał prac wykończeniowych.
- Patrz! Tam, pod rampą...! To on!
- Naprawdę?
Rzemieślnik skierował wzrok we wskazanym kierunku. To był naprawdę on, faraon, pan Górnego i Dolnego Egiptu, Syn światłości, Ramzes.
Dwudziestosześcioletni następca Setiego panował od czterech lat i cieszył się miłością i podziwem swojego ludu. Ten atletycznie zbudowany, mierzący ponad metr osiemdziesiąt mężczyzna - o wydłużonej twarzy zwieńczonej wspaniałą płową czupryną w rudym odcieniu, szerokim, odsłoniętym czole, gęstych brwiach, wystających łukach brwiowych, długim, wąskim, nieco zakrzywionym nosie, błyszczących oczach, głębokim spojrzeniu, krągłych uszach z delikatnymi płatkami, zmysłowych wargach i wysuniętej szczęce - miał w sobie jakąś siłę, którą wiele osób uznawało bez wahania za nadnaturalną.
Seti bardzo długo przygotowywał go do sprawowania władzy, poddawał trudnym próbom, które stanowiły kolejne etapy wtajemniczenia w obowiązki ciążące na królu, i Ramzes odziedziczył po swoim znakomitym ojcu promieniujący autorytet. Nawet jeśli nie miał na sobie rytualnego stroju, sama jego obecność wystarczała, by wzbudzić szacunek.
Król wspiął się na pochylnię i począł oglądać rydwan. Mistrz i stolarz zamarli ze strachu przed królewską oceną ich pracy. To, że faraon osobiście przybył, żeby dokonać inspekcji wytwórni, wskazywało, jak wielką wagę przykłada do należytego wykonania broni.
Nie zadowolił się powierzchownymi oględzinami. Obejrzał każdą drewnianą część, szarpnął za platformę, sprawdził, czy koła są wystarczająco mocne.
- Piękna robota - pochwalił. - Warto by jednak sprawdzić wytrzymałość rydwanu w terenie.
- Jest to przewidziane, Wasza Królewska Mość - zapewnił mistrz. - Jeśli coś zawodzi, woźnica pokazuje nam, która część nie wytrzymała próby, i natychmiast przystępujemy do naprawy.
- Czy często dochodzi do wypadków?
- Nie, Wasza Królewska Mość, ale wytwórnia zawsze wykorzystuje je, bo poprawić błędy i dobrać lepsze materiały.
- Nie ustawaj w wysiłku.
- Panie... czy mogę zadać ci pytanie?
- Pytaj.
- Czy wojna... czy wybuchnie rychło?
- Boisz się?
- Wytwarzamy broń, ale boimy się wojny. Iluż Egipcjan zginie, ileż kobiet zostanie wdowami, ileż dzieci utraci ojców? Niechaj bogowie uchronią nas przed wojną!
- Oby cię wysłuchali. Jaki jednak obowiązek spadnie na nas, jeśli Egipt będzie zagrożony?
Mistrz spuścił głowę.
- Egipt jest naszą matką, naszą przeszłością i przyszłością - przypomniał Ramzes. - Daje, nie licząc, bezustannie, w każdej chwili, składa siebie w ofierze... Czy odwdzięczymy się mu egoizmem i tchórzostwem?
- Chcemy żyć, panie.
- Jeśli zajdzie potrzeba, faraon odda swe życie, by Egipt żył. Pracuj w pokoju, mistrzu.
Jakże radosna była ta stolica! Pi-Ramzes to urzeczywistnione marzenie, chwila szczęścia, które czas umacniał dzień po dniu. Dawne Awaris, przeklęte miasto przybyłych z Azji najeźdźców, zmieniło się w zachwycającą i wytworną stolicę, gdzie akacje i sykomory jednako obdarowywały cieniem możnych i maluczkich.
Król lubił przechadzać się po bujnych łąkach poprzecinanych ścieżkami wśród traw i kwiatów, poprzekreślanych kanałami, w których tak dobrze było zażywać kąpieli. Chętnie zjadał jabłko o miodowym smaku, rozkoszował się łagodną cebulą, przemierzał gaje oliwne, z których uzyskiwano obfitość oliwy, wdychał zapachy ogrodów. Spacer władcy kończył się w wewnętrznym porcie, gdzie z każdym dniem wzmagała się pracowita krzątanina. Dokoła wznosiły się składy, w których gromadzono bogactwo miasta, cenne metale, rzadkie odmiany drewna, zapasy zboża.
W ostatnich tygodniach Ramzes nie wędrował jednak ani po łąkach, ani po ulicach turkusowego miasta, ale większość czasu spędzał w koszarach wśród wyższych dowódców i żołnierzy z piechoty i oddziałów wyposażonych w rydwany. Wszyscy chwalili warunki życia w nowych koszarach.
Zarówno zawodowi żołnierze, jak i liczni w egipskiej armii najemnicy byli zadowoleni z żołdu i pożywienia. Wielu skarżyło się jednak na intensywne ćwiczenia i żałowało, że wstąpiło do wojska w jakże już odległych czasach, kiedy wydawało się, że Egipt ma zapewniony pokój. Perspektywa zamiany ćwiczeń, choćby bardzo intensywnych, na wojnę z Hetytami nikogo jednak nie zachwycała, nawet otrzaskanych z wojną weteranów. Wszyscy bali się okrutnych wojowników anatolijskich, którzy nie ponieśli ani razu klęski.
Ramzes wyczuwał, że w ich serca zakrada się strach, i starał się zaradzić złu, odwiedzając kolejno poszczególne koszary i przyglądając się manewrom rozmaitych korpusów. Choć w jego duszy panował zamęt, musiał pokazywać wojsku pogodną twarz, podtrzymywać zaufanie, którym go darzono.
Jak można być szczęśliwym w tym mieście, z którego uciekł Mojżesz, przyjaciel faraona z dzieciństwa, były kierownik zespołów hebrajskich ceglarzy, budowniczy tutejszych pałaców, willi i domów? Wprawdzie Mojżesza oskarżono o zamordowanie Egipcjanina Sariego, szwagra króla, ale Ramzes miał co do tego wątpliwości, gdyż Sari, jego dawny nauczyciel, postępował haniebnie z robotnikami, którzy pracowali pod jego kierunkiem. A jeśli Mojżesz wpadł po prostu w pułapkę?
Król często rozmyślał o ciągle nie odnalezionym przyjacielu albo spędzał długie godziny w towarzystwie swojego starszego brata, Szenara, ministra spraw zagranicznych, i Aszy, naczelnika służb szpiegowskich. Szenar uczynił wszystko, co mógł, żeby zagrodzić młodszemu bratu drogę do tronu, ale poniósł porażkę, pogodził się więc ze swoim losem i bardzo poważnie traktował swoje obowiązki. Jeśli chodzi o Aszę, przenikliwego i błyskotliwego dyplomatę, należał on do kolegów Ramzesa i Mojżesza z elitarnej uczelni i cieszył się całkowitym zaufaniem króla.
Ci trzej mężczyźni codziennie studiowali meldunki napływające z Syrii i starali się trzeźwo ocenić sytuację.
Do którego momentu Egipt może sobie pozwolić na tolerowanie hetyckiej agresji?
Ramzes obsesyjnie studiował znajdującą się w jego gabinecie wielką mapę Bliskiego Wschodu i Azji. Na północy leżał na Wyżynie Anatolijskiej kraj Cheta3 ze stolicą Hattusas. Bardziej na południe rozciągały się wzdłuż Morza Śródziemnego rozległe obszary Syrii, przez które przepływał Orontes. Najważniejsza twierdza tego kraju to kontrolowany przez Hetytów Kadesz. Dalej na południe leżała prowincja Amurru i podlegające Egiptowi porty Byblos, Tyr i Sydon oraz kraina Kanaan, której książęta dochowywali wierności faraonowi.
Pi-Ramzes, stolicę egipską, oddzielało od Hattusas, siedziby władcy Hetytów, Muwattalego, osiemset kilometrów. Wydawało się, że dzięki zbudowaniu przedpiersia, biegnącego od północno-zachodniej granicy do środkowej Syrii, Dwie Ziemie są zabezpieczone przed wszelką próbą inwazji.
Hetyci nie zadowalali się jednak status quo narzuconym im przez Setiego. Wojownicy anatolijscy opuścili swoje terytoria i dokonali wypadu w kierunku Damaszku, najważniejszego miasta Syrii. Takie przekonanie żywił Asza, który skrupulatnie studiował raporty nadsyłane przez agentów wywiadu. Ramzes chciał się upewnić, zanim stanie na czele armii i podejmie stanowcze działania w celu odrzucenia przeciwnika na północ. Ani Szenar, ani Asza nie pozwolili sobie na jednoznacznie sformułowany sąd. Wszak tylko faraon może podjąć decyzję i przystąpić do działania.
Impulsywnego Ramzesa kusiło, aby ruszyć do kontrataku, gdy tylko dowiedział się o hetyckich postępkach, ale przygotowanie wojska, którego główne siły zostały przeniesione z Memfis do Pi-Ramzes, wymaga jeszcze kilku tygodni, a może nawet miesięcy. Niewykluczone, że zwłoka, którą król znosił z pewnym zniecierpliwieniem, pozwoli uniknąć niepotrzebnego starcia. Od jakichś dziesięciu dni nie napływały ze środkowej Syrii żadne niepokojące nowiny.
Ramzes udał się do pałacowej ptaszarni, gdzie żyły otoczone troskliwą opieką kolibry, sójki, sikorki, dudki, czajki i stado innych ptaków, które korzystały z cienia sykomor i z wody pokrytych błękitnymi lotosami stawów. Był przekonany, że zastanie tam swoją małżonkę, przebierającą palcami po strunach lutni i wydobywającą z instrumentu jakąś starą melodię.
Nefertari, wielka małżonka królewska, słodycz miłości, jedyna kobieta, która wypełniała jego serce! Chociaż nie pochodziła z arystokratycznego rodu, była piękniejsza niż pałacowe piękności, a jej słodkie jak miód usta nigdy nie wypowiadały zbędnych słów. Młodziutka Nefertari przygotowywała się do poświęconego medytacji życia kapłanki zamkniętej w prowincjonalnej świątyni, kiedy ówczesny książę Ramzes zapałał do niej szaleńczą miłością. Ani jedno, ani drugie nie spodziewało się, że zostaną królewskimi małżonkami, na których barkach spocznie ciężar odpowiedzialności za Egipt.
Nefertari miała czarne, lśniące włosy i zielononiebieskie oczy. Lubiąca ciszę i skupienie królowa podbiła serca dworu. Dyskretnie i skutecznie wspierała Ramzesa i codziennie dokonywała cudu, łącząc obowiązki królowej i małżonki.
Urodziła królowi córkę, Meritamon, bardzo do siebie podobną, lecz więcej dzieci mieć nie mogła, ale miało się wrażenie, że spowodowane tym faktem cierpienie przemykało, muskając ją, jak wiosenny wietrzyk. Od dziewięciu lat pielęgnowała miłość do Ramzesa i wydawało się, że ta miłość jest jednym ze źródeł szczęścia ich ludu.
Nie obróciła wzroku na przyglądającego się jej małżonka. Była pochłonięta rozmową z dudkiem, który polatywał wokół niej, świergotał wesoło i siadał co chwila na jej przedramieniu.
- Jesteś przy mnie, prawda?
Podszedł. Jak zwykle wyczuła jego obecność i myśl.
- Ptaki są nerwowe - powiedziała. - Nadciąga burza.
- O czym się mówi w pałacu?
- Wszyscy starają się zagłuszyć złe myśli, stroją sobie żarty z tchórzliwego wroga, chełpią się naszą wojskową potęgą, snują domysły, kto kogo poślubi i kto obejmie jakie stanowisko.
- A o królu?
- Że coraz bardziej przypomina swojego ojca i będzie umiał ochronić kraj przed nieszczęściem.
- Gdybyż mówili prawdę...!
Ramzes objął Nefertari, a ona położyła mu głowę na ramieniu.
- Jakieś złe wieści?
- Wydaje się, że wszędzie panuje spokój.
- Nie powtórzyły się hetyckie wypady?
- Do Aszy nie dotarły żadne niepokojące raporty.
- Czy jesteśmy gotowi do wojny?
- Nasi żołnierze nie kwapią się do walki z wojownikami anatolijskimi. Weterani uważają, że nie mamy szans na zwycięstwo.
- Ty też tak sądzisz?
- Prowadzenie wojny na tę skalę wymaga doświadczenia, którego mnie brakuje. Nawet mój ojciec wołał unikać tak ryzykownego przedsięwzięcia.
- Skoro Hetyci zmienili postawę, widać uznali, że zwycięstwo jest w zasięgu ich ręki. Królowe Egiptu ze wszystkich sił walczyły o zachowanie wolności swego kraju. Chociaż czuję wstręt do przemocy, będę u twojego boku, jeśli okaże się, że wojna jest jedynym rozwiązaniem.
Dudek usiadł na wysokiej gałęzi sykomory, a inne ptaki odfrunęły we wszystkie strony.
Ramzes i Nefertari podnieśli wzrok i ujrzeli lecącego ciężko gołębia pocztowego. Był wyczerpany i można by pomyśleć, że daremnie szuka miejsca, do którego leciał. Król wyciągnął ręce w zapraszającym geście i gołąb usiadł tuż przed nim.
Do prawej nóżki miał przywiązany zwinięty skrawek papirusu - kilka centymetrów długości. Tekst napisano małymi, ale czytelnymi hieroglifami. Podpisał go jeden z wojskowych pisarzy.
Ramzes zaczął czytać i miał wrażenie, że w jego żywe ciało zagłębia się ostry miecz.
- Miałaś rację - powiedział, obracając się do Nefertari - nadciągała burza... I oto się rozpętała.
Wielka sala audiencyjna w Pi-Ramzes należała do cudów Egiptu. Wchodziło się do niej po monumentalnych schodach ozdobionych wizerunkami powalonych wrogów, którzy byli wcieleniem stale odradzającego się zła. Tylko faraon mógł podporządkować to zło Maat, prawu harmonii. Żywym obliczem prawa Maat była królowa.
Wokół drzwi wejściowych rozmieszczono imiona koronacyjne króla: niebieskie hieroglify wpisane w białe tło kartuszy, których owalne kształty symbolizowały kosmos, królestwo faraona - syna stwórcy i jego reprezentanta na ziemi. Każdy, kto przekraczał próg pałacu, z zachwytem odkrywał piękno tej budowli.
Posadzka była z ceramicznych, powleczonych szkliwem barwnych płytek ułożonych w mozaikę przedstawiającą stawy i pełne kwiatów ogrody. Po zielononiebieskiej wodzie pływała kaczka, między białymi lotosami przemykała ryba bulti. Do zaczarowanego świata bladej zieleni, głębokiej czerwieni, jasnego błękitu, złocistej żółci i leciutko złamanej innymi kolorami bieli wprowadzały życie ptaki baraszkujące na bagnach. Kwietne fryzy przedstawiające lotosy, maki, złocienie i bławatki urzekały każdego. Dla wielu arcydziełem w tej sali, hymnem ku czci doskonałości uchwyconej przez artystę, była twarz młodej kobiety pogrążonej w medytacji przed szpalerem malw. Podobieństwo do Nefertari było tak uderzające, że nikt nie wątpił, iż ten wizerunek jest hołdem złożonym królowej przez jej małżonka.
Ramzes wszedł po wiodących do złotego tronu schodach. Ostatni stopień był ozdobiony wizerunkiem lwa, który chwycił w paszczę wypełzającego z mroków wroga. Król spojrzał przelotnie na malwy sprowadzone z Syrii Południowej, egipskiego protektoratu, którego sytuacja tak boleśnie raniła jego serce.
Zebrany w komplecie królewski dwór milczał.
Przybyli ministrowie wraz ze swymi zastępcami, rytualiści, królewscy pisarze, magowie i doradcy w świętych naukach, urzędnicy odpowiedzialni za składanie codziennych ofiar, strażnicy tajemnic, damy z wielkich rodów pełniące obowiązki oficjalne i wszyscy, których wpuścił tu Romę, zarządca pałacu, człowiek dobroduszny, ale bezwzględny skrupulant w sprawowaniu swojego urzędu.
Rzadko zdarzało się, by Ramzes zwoływał tak liczne zgromadzenie, które natychmiast rozniesie, niby echo, treść jego przemówienia po całym kraju. Wszyscy wstrzymali dech, spodziewając się, że faraon obwieści klęskę.
Król miał na głowie podwójną koronę łączącą w sobie czerwień i biel, Dolny i Górny Egipt - symbol jedności kraju. Do piersi przyciskał berło oznaczające moc, sechem, świadectwo panowania faraona nad żywiołami i siłami życiowymi.
- Hetycki oddział zniszczył Siedzibę Lwa, miasto zbudowane przez mojego ojca. Barbarzyńcy zabili wszystkich mieszkańców, także kobiety, dzieci, a nawet niemowlęta.
Rozległ się pomruk oburzenia. Żaden żołnierz, żadna armia nie ma prawa tak postępować.
- Ten podły czyn odkrył któryś z posłańców pocztowych - ciągnął król. - Oszalałego z przerażenia przyprowadził jeden z naszych patroli, który natychmiast przekazał mi tę wiadomość. Ponadto Hetyci zniszczyli tamtejszą świątynię i zbezcześcili stelę Setiego.
Wstrząśnięty starzec o szlachetnych rysach twarzy, kustosz pałacowych archiwów noszący tytuł naczelnika tajemnic, wystąpił z tłumu dworzan i skłonił się przed faraonem.
- Wasza Królewska Mość, czy mamy dowód, że sprawcami tej zbrodni są Hetyci?
- Oto ich podpis: „Zwycięstwo armii potężnego władcy Hetytów, Muwattalego. Tak zginą wszyscy jego wrogowie”. Chciałbym też zawiadomić obecnych, że książęta Amurru i Palestyny złożyli Hetytom przysięgę wiernopoddańczą. Mieszkający tam Egipcjanie zostali zabici, uciekinierzy schronili się w naszych twierdzach.
- Wasza Królewska Mość, to oznacza...
- Tak, to oznacza wojnę.
Komnata do pracy była obszerna i pełna światła. Okna o framugach z pokrytych szkliwem białych i niebieskich płytek pozwalały królowi smakować każdą porę roku i upajać się wonią niezliczonych odmian kwiatów. Na pozłacanych stolikach ustawiono bukiety lilii. Na długim stole z drewna akacjowego leżały rozwinięte papirusy. W kącie sali stał wykonany z diorytu posąg Setiego. Ojciec Ramzesa siedział na tronie, wzrok zatopił w zaświatach.
Ramzes zwołał posiedzenie rady złożonej z najbliższych współpracowników, swojego przyjaciela i wiernego osobistego sekretarza, Ameniego, starszego brata, Szenara, oraz Aszy.
Ameni, bladolicy dwudziestoczteroletni mężczyzna o długich, szczupłych dłoniach, niski, wiotki, chudy i prawie już łysy, życie poświęcił służbie pod rozkazami Ramzesa. Wątły, niezdolny do żadnego wysiłku fizycznego, potrafił pracować bez znużenia. Spędzał noce i dni w swoim biurze, sypiał krótko i potrafił przyswoić sobie więcej dokumentów w ciągu godziny niż cały zespół jego pisarzy, wysoko wykwalifikowanych specjalistów, w ciągu tygodnia. Ameni, piastujący urząd noszącego sandały Ramzesa, mógłby objąć dowolne ministerstwo, ale wołał pozostawać w cieniu faraona.
- Magowie zrobili, co do nich należało - oświadczył. - Wykonali woskowe posążki przedstawiające Azjatów i Hetytów i wrzucili je do ognia. Wypisali też ich imiona na wazach i krużach z wypalonej gliny, po czym rozbili te naczynia. Poleciłem powtarzać ten rytuał codziennie do chwili wyruszenia naszej armii w pole.
Szenar wzruszył ramionami. Starszy brat Ramzesa, krępy, otyły mężczyzna, miał okrągłą, bladą twarz, pucułowate policzki, mięsiste wargi łakomczucha i małe, kasztanowe oczy. Mówił głosem pełnym namaszczenia i jednocześnie niepewnym. Zgolił już brodę, którą zapuścił na znak żałoby po Setim.
- Nie liczmy za bardzo na magię - rzekł. - Jako minister spraw zagranicznych proponuję odwołać ambasadorów w Syrii, Amurru i Palestynie. Te stonogi nie potrafiły dostrzec pajęczyny, którą tkali w naszych protektoratach Hetyci.
- Spóźniona rada, już to zrobiliśmy - wyjaśnił Ameni.
- Nikt mnie nie zawiadomił - rzucił rozdrażniony Szenar.
- Najważniejsze, że to, co konieczne, zostało zrobione.
Ramzes, nie zważając na tę słowną potyczkę, dotknął palcem punktu na rozpostartej na akacjowym stole wielkiej mapie.
- Czy postawiono w stan gotowości bojowej garnizony na północno-wschodniej granicy?
- Tak, Wasza Królewska Mość - odparł Asza. - Żaden Libijczyk się tamtędy nie przemknie.
Asza, jedyny syn znakomitego i bogatego rodu, był arystokratą w każdym calu. Ten wyrafinowany elegant, znawca mody, miał wydłużoną twarz o delikatnych rysach, żywe i przenikliwe, a jednocześnie nieco pogardliwe spojrzenie. Mówił płynnie kilkoma językami i z namiętnością śledził rozwój wydarzeń na arenie międzynarodowej.
- Nasze patrole kontrolują pas wybrzeża w Libii i strefę pustynną na zachód od Delty. Wszystkie twierdze są gotowe do walki i bez trudu powstrzymają atak, którego prawdopodobieństwo jest zresztą, moim zdaniem, znikome. Nie ma dzisiaj wojownika, który zdołałby podporządkować sobie libijskie plemiona.
- To przypuszczenie czy pewność?
- Pewność.
- Wreszcie jakaś pomyślna wiadomość.
- Niestety jedyna, Wasza Królewska Mość. Moi agenci przekazali mi wezwania o pomoc, jakie ślą do nas władcy Megiddo, docelowego punktu karawan, a także władcy Damaszku i fenickich portów, do których przybijają liczne statki handlowe. Hetyckie wypady doprowadziły do destabilizacji w całym tym regionie i wpłynęły niekorzystnie na wymianę handlową. Jeśli będziemy zwlekać z interwencją, Hetyci odizolują naszych partnerów, a potem ich zniszczą. Świat, który zbudowali Seti i jego poprzednicy, legnie w gruzach.
- Myślisz, Aszo, że nie jestem tego świadomy?
- Czy kiedykolwiek może być dosyć przypominania o śmiertelnym zagrożeniu, Wasza Królewska Mość?
- Czy naprawdę wykorzystano wszystkie możliwości dyplomatyczne? - spytał Ameni.
- Cała ludność miasta została zabita - przypomniał Ramzes. - Jakież dyplomatyczne zabiegi byłyby jeszcze możliwe?
- Wojna oznacza tysiące poległych.
- Czyżby Ameni proponował kapitulację? - spytał z drwiącą miną Szenar.
Sekretarz osobisty króla zacisnął pięści.
- Odwołaj te słowa, Szenarze!
- Tylko spójrzcie, nasz Ameni rwie się do bójki!
- Dość tego - przerwał im Ramzes. - Nie trwońcie sił, których Egipt potrzebuje. Szenarze, czy opowiadasz się za natychmiastowym i bezpośrednim działaniem wojskowym?
- Waham się... Czy nie byłoby lepiej zwlec jeszcze i umocnić naszą obronę?
- Intendentura nie jest jeszcze gotowa - wyjaśnił Ameni. -Źle przygotowana kampania oznaczałaby klęskę.
- Im dłużej zwlekamy - powiedział Asza - tym większe obszary Kanaanu ogarnie płomień buntu. Trzeba go jak najszybciej stłumić i odbudować strefę buforową między nami i Hetytami. W przeciwnym razie zdobędą sobie bazę wypadową do ataku na Egipt.
- Faraon nie powinien podejmować nierozważnego ryzyka - rzucił z irytacją Ameni.
- Czyżbyś oskarżał mnie o lekkomyślność? - spytał lodowatym tonem Asza.
- Nie masz pojęcia o rzeczywistym stanie armii. Jest niedostatecznie wyposażona, mimo że wytwórnie broni pracują bez wytchnienia.
- Nie zważając na żadne trudności, musimy przywrócić porządek w naszych protektoratach. Tu chodzi o istnienie Egiptu.
Szenar nie wtrącił się do dysputy między dwoma przyjaciółmi Ramzesa. Ramzes, który jednakowo ufał Ameniemu i Aszy, obu wysłuchał z wielką uwagą.
- Wyjdźcie! - rozkazał w pewnej chwili.
Tylko król mógł patrzeć na słońce, twórcę światła, którego był synem. Tylko on, Syn światłości, potrafił bez porażenia oczu patrzeć dziennej gwieździe w twarz.
„Sprzyjaj całym swym jestestwem jego promieniom i jego duchowi - zalecił mu Seti. - W każdym człowieku szukaj tego, co niezastąpione. Ale tylko ty możesz decydować. Kochaj Egipt bardziej niż siebie, a będziesz wiedział, którędy należy kroczyć”.
Ramzes zastanowił się nad słowami swoich doradców. Chwiejny Szenar myślał przede wszystkim o tym, żeby wzbudzić niechęć faraona. Ameni pragnął chronić kraj jak świątynię i nie chciał przyjąć do wiadomości rzeczywistej sytuacji. Asza potrafił spojrzeć na położenie całościowo i nie starał się zataić powagi sytuacji.
Króla nękały jeszcze inne troski. Czy Mojżesza porwał wir wydarzeń? Asza, który miał go odnaleźć, nie trafił na żaden trop. Jego informatorzy milczeli. Jeśli Hebrajczyk zdołał wydostać się z Egiptu, ruszył pewnie w stronę Libii albo księstw Edomu i Moabu, albo do Kanaanu, albo wreszcie do Syrii. W spokojniejszych czasach któryś z agentów natrafiłby wcześniej czy później na jego ślad. Teraz można było liczyć już tylko na łut szczęścia - jeśli Mojżesz żyje.
Ramzes opuścił pałac i udał się do rezydencji swoich wodzów. Jego jedyną troską winno być przyspieszenie przygotowań armii.
Szenar zasunął oba drewniane rygle zamykające drzwi biura ministra spraw zagranicznych, a potem wyjrzał kolejno przez wszystkie okna, żeby upewnić się, że na wewnętrznym dziedzińcu nie ma nikogo. Widać nie dość mu było tych środków ostrożności, gdyż poprosił strażnika pełniącego służbę pod drzwiami, żeby przeniósł się na drugi koniec korytarza.
- Nikt nie może nas usłyszeć - powiedział, zwracając się do Aszy.
- Czy nie byłoby ostrożniej spotkać się gdzie indziej?
- Musimy stwarzać pozory, że dniem i nocą pracujemy nad bezpieczeństwem kraju. Ramzes wydał rozporządzenie, żeby zwalniać natychmiast urzędników, którzy opuszczą pracę bez należytego usprawiedliwienia. Prowadzimy wojnę, drogi Aszo!
- Jeszcze nie.
- Król podjął decyzję, to oczywiste. Przekonałeś go.
- Miejmy nadzieję. Ale nie cieszmy się zawczasu. Ramzes jest nieobliczalny.
- Nasza gra w pełni się powiodła. Mój brat uznał, że ja się waham i że boję się zająć wyraźne stanowisko, by nie ściągnąć na siebie jego niechęci. Ty natomiast byłeś zdecydowany, co jeszcze podkreśliło moją niepewność. Jakże Ramzes mógłby się domyślić, że jesteśmy sprzymierzeńcami?
Zadowolony z siebie Szenar napełnił dwa kielichy białym winem z Imau, miasta znanego ze swoich winnic.
Biuro ministra spraw zagranicznych, w przeciwieństwie do biura faraona, nie było wzorem prostoty. Świadczyły o tym oparcia krzeseł ozdobione motywem lotosu, poduszki z pięknymi obszyciami, stoliki na nogach z brązu, malowidła na ścianach przedstawiające sceny polowania na ptaki wśród bagien, a przede wszystkiem mnóstwo egzotycznych waz z Libii, Syrii, Babilonu, Krety, wyspy Rodos, Grecji i Azji. Szenar uwielbiał wazy, kupował niesłychanie drogo wszystkie te niepowtarzalne dzieła sztuki i wypełniał nimi swoje pałacyki w Tebach, Memfis i Pi-Ramzes.
Nowa stolica, która była dla niego trudnym do zniesienia tryumfem Ramzesa, okazała się nie lada gratką. Znalazł się bliżej tych, którzy chcieli wynieść go do władzy, Hetytów, no a poza tym miał teraz niedaleko do ośrodków wytwarzania tych niezrównanych waz. Patrzenie na nie, dotykanie ich, przypominanie sobie, gdzie powstały, sprawiało mu niewysłowioną przyjemność.
- Niepokoi mnie Ameni - wyznał Asza. - Nie brak mu przenikliwości...
- Ameni to głupiec, który żyje w cieniu Ramzesa. Jest tak służalczy, że nic nie widzi, niczego nie słyszy.
- A jednak skrytykował mnie.
- Ten nic nie znaczący pisarzyna wyobraża sobie, że na całym świecie jest tylko Egipt, że ten Egipt może schronić się za liniami umocnień, zamknąć granice i dzięki temu uniemożliwić wrogom atak. Ten zaciekły wróg wojska jest przekonany, że zamknięcie się to jedyna szansa ocalenia pokoju. W tej sytuacji starcie z tobą było nieuniknione, ale wyjdzie to nam tylko na dobre.
- Ameni jest najbliższym doradcą Ramzesa - przypomniał Asza.
- Owszem, w okresie pokoju, ale Hetyci wypowiedzieli nam wojnę, a ty swoje stanowisko przedstawiłeś w bardzo przekonujący sposób. I przecież są jeszcze królowa matka, Tuja, i wielka małżonka królewska, Nefertari.
- Czy myślisz, że pochwalą wojnę?
- Nienawidzą jej, ale królowe Egiptu zawsze gotowe były bronić do ostatniego tchu Dwóch Ziem i często dokonywały czynów, które mogą zaimponować każdemu. Właśnie wielkie panie z Teb dokonały reorganizacji armii i doprowadziły do przepędzenia z Delty hyksoskich najeźdźców. Tuja, moja czcigodna matka, i Nefertari, ta czarownica, która zniewoliła cały dwór, nie zawiodą. Będą zachęcały Ramzesa, żeby przeszedł do ofensywy.
- Oby twój optymizm był uzasadniony.
Asza ledwie umoczył wargi w pachnącym świeżymi owocami winie, a Szenar łapczywie opróżnił kielich. Chociaż nosił kosztowne koszule i tuniki, jego maniery nie należały do wytwornych.
- Jest uzasadniony! A jakże! Czyż nie stoisz na czele naszej siatki szpiegów, czyż nie należysz do kręgu najbliższych przyjaciół Ramzesa, czyż nie jesteś jedynym człowiekiem, którego opinia w sprawach polityki zagranicznej znajduje u niego posłuch?
Asza potwierdził skinieniem głowy.
- Jesteśmy bliscy celu - ciągnął z podnieceniem Szenar. -Albo Ramzes polegnie na wojnie, albo wróci zhańbiony klęską i będzie musiał zrzec się władzy. W obydwu przypadkach tylko ja będę mógł podjąć rokowania z Hetytami i ocalić Egipt.
- Za pokój trzeba będzie słono zapłacić - zauważył Asza.
- Nie zapomniałem tego, co zaplanowaliśmy. Obsypię złotem książęta Kanaanu i Amurru, przekażę bajeczne dary władcy Hetytów i nie pożałuję nie mniej bajecznych obietnic. Być może Egipt będzie przez jakiś czas biedniejszy, ale zasiądę na tronie. A Ramzes szybko pójdzie w zapomnienie. Głupota ludu, jego skłonność do owczego pędu, do patrzenia z nienawiścią na to, co jeszcze wczoraj otaczał czcią, oto oręż, którym będę umiał się posłużyć.
- Zrezygnowałeś z planów budowy ogromnego imperium obejmującego środek Afryki i płaskowyż anatolijski?
Szenar pogrążył się w zadumie.
- Mówiłem ci o tym, to prawda, ale miałem na myśli więź handlową... Kiedy znowu zapanuje pokój, zbudujemy nowe porty towarowe, rozwiniemy sieć dróg dla kupieckich karawan i nawiążemy stosunki handlowe z Hetytami. A wtedy Egipt będzie dla mnie za mały.
- Czy myślałeś także o imperium... hmm... politycznym?
- Co masz na myśli?
- Muwattali trzyma Hetytów żelazną ręką, ale na dworze w Hattusas nie brakuje intryg. Za prawdopodobnych następców uważa się dwie osoby. Jedna jest bardzo znana, to Uri-Teszuba, a druga trzyma się na uboczu, to Hattusila, kapłan bogini Isztar. Jeśliby Muwattali zginął podczas którejś ze swoich wypraw, jeden z nich objąłby władzę. Sedno sprawy w tym, że ci dwaj nienawidzą się, a ich zwolennicy gotowi byliby rozszarpać się wzajemnie na strzępy.
Szenar pogładził podbródek.
- Uważasz, że to coś więcej niż zwykłe kłótnie pałacowe?
- I to znacznie! Państwu hetyckiemu grozi rozpad.
- Gdyby więc rozpadło się na kilka części, mógłby pojawić się zbawca, który zjednoczyłby je pod swoim sztandarem... przyłączając przy okazji cały obszar do Egiptu. Cóż to byłoby za imperium, Aszo! Cóż za potęga! Babilonia, Asyria, Cypr, Rodos, Grecja i ziemie północne stałyby się naszymi protektoratami.
Na twarzy młodego dyplomaty pojawił się uśmiech.
- Faraonowie nie przejawiali żadnych ambicji, ponieważ troszczyli się wyłącznie o szczęście swojego ludu i pomyślność Egiptu. Ty, Szenarze, jesteś ulepiony z innej gliny. Właśnie dlatego trzeba się pozbyć Ramzesa.
Szenar wcale nie miał poczucia, że wkroczył na drogę zdrady. Gdyby choroba nie osłabiła władz umysłowych Setiego, z pewnością on, starszy syn zmarłego faraona, zasiadłby na tronie. Szenar padł ofiarą niesprawiedliwości, musi więc walczyć, żeby odzyskać to, co słusznie mu się należy.
Obrzucił badawczym spojrzeniem Aszę.
- Oczywiście nie wyjawiłeś Ramzesowi niczego?
- Oczywiście. Ale należy pamiętać, że król ma dostęp do wszystkich meldunków, jakie napływają od moich agentów. Są zarejestrowane i sklasyfikowane w naszym ministerstwie i żaden nie może być skradziony ani zniszczony, w przeciwnym razie obudzilibyśmy bowiem podejrzenia, które obróciłyby się przeciwko mnie.
- Czy Ramzes zapoznał się już z tymi tekstami?
- Jak dotychczas, nigdy się nimi nie interesował, ale wojna jest coraz bliższa. Muszę więc zachowywać ostrożność i nie mogę narażać się na niespodziewaną kontrolę.
- Jak zamierzasz to przeprowadzić?
- Mówiłem: nie brak żadnego raportu, żaden nie został zafałszowany.
- W takim razie Ramzes wie wszystko!
Asza przesunął delikatnie palcem po krawędzi alabastrowej kruży.
- Szpiegostwo to trudna sztuka, Szenarze. Ważne są fakty, lecz jeszcze ważniejsza jest ich interpretacja. Moja rola to dokonywać syntezy faktów i przedstawiać ich interpretację królowi, tak by miał dane potrzebne do podjęcia działań. W dzisiejszej sytuacji nie będzie mi mógł zarzucić ani gnuśności, ani niezdecydowania. Nalegałem przecież, żeby jak najszybciej przystąpił do kontrofensywy.
- Sprzyjałeś więc jemu, nie zaś Hetytom!
- Widzisz tylko nagie fakty - odparował Asza. - Tak samo zareaguje Ramzes. Któż mógłby czynić z tego zarzut?
- Wyjaśnij mi to.
- Przeniesienie garnizonów z Memfis do Pi-Ramzes sprawiło, że pojawiły się kłopoty z zaopatrzeniem. I daleko jeszcze do ich rozwiązania. Zachęcając Ramzesa do pośpiechu, odniesiemy pierwszą korzyść: nasi żołnierze znajdą się w gorszej sytuacji, gdyż będą niedostatecznie wyposażeni, jeśli chodzi o ilość i jakość sprzętu.
- A inne korzyści?
- Sam teren działań i odstępstwo naszych sprzymierzeńców. Nie ukrywając tego przed Ramzesem, nie kładłem jednak nacisku na zasięg pożogi. Okrucieństwo jakie okazywali Hetyci podczas swoich wypadów i rzeź dokonana w Siedzibie Lwa zasiały przerażenie wśród książąt Kanaanu i Amurru, a także władz portów. Seti umiał zyskać sobie respekt hetyckich wojowników. Ramzes nie. Wszyscy lokalni władcy boją się, że zostaną unicestwieni, będą więc woleli znaleźć się pod skrzydłami Muwattalego.
- Są przekonani, że Ramzes nie udzieli im pomocy, i postanowili pierwsi ruszyć na Egipt, żeby wkraść się w łaski swojego nowego pana, króla Hetytów... Czy tak?
- To już twoja interpretacja faktów.
- Czy zgodna... z twoją?
- Ja uwzględniłem kilka dodatkowych szczegółów. Czy to, że z niektórych naszych twierdz nie docierają żadne wiadomości, oznacza, że przeszły w ręce wroga? Jeśli tak, Ramzes napotka znacznie potężniejszy opór, niż przypuszcza. Co więcej, Hetyci dostarczyli zapewne zbuntowanym książętom niemało broni.
Szenar oblizał łakomie wargi.
- Cóż za niespodzianka czeka egipskie oddziały! Ramzes poniesie być może klęskę już w pierwszej bitwie, zanim będzie musiał stawić czoło Hetytom!
- Tego nie można wykluczyć - przyznał Asza.
Po wyczerpującym dniu królowa matka, Tuja, odpoczywała w pałacowym ogrodzie. Celebrowała rytuał świtu w kaplicy bogini Hathor, żeńskiego słońca, a później zajmowała się kwestiami protokołu, przyjmowała dworzan i rozmawiała, na prośbę Ramzesa, z ministrem rolnictwa. Potem spotkała się z Nefertari, wielką małżonką królewską.
Tuja była szczupłą kobietą o wielkich migdałowych oczach, które patrzyły z surowością i przenikliwością, miała wąski, prosty nos i prawie kwadratowy podbródek. Cieszyła się niekwestionowanym autorytetem moralnym. Na głowie miała zakrywającą uszy i kark perukę z warkoczyków, ciało okryła długą lnianą suknią o przepięknie ułożonych fałdach. Na jej piersi spoczywał sześciorzędowy naszyjnik z ametystów, nadgarstki zdobiły złote bransolety. Zawsze wyglądała bez zarzutu - bez względu na porę dnia. Z każdym dniem odczuwała coraz mocniej brak Setiego. Czas pogłębiał ból i wdowa po wielkim faraonie wzdychała już do tego, by wyruszyć w ostatnią wędrówkę i połączyć się z małżonkiem. A przecież i Ramzes, i Nefertari dawali jej wiele powodów do radości: syn zapowiadał się na wielkiego króla, a synowa - na wielką królową. Tak samo jak Seti i ona, Tuja, kochali całym sercem swój kraj i gotowi byli poświęcić za niego życie.
Kiedy Ramzes szedł w jej stronę, Tuja od razu wyczuła, że syn stoi przed koniecznością podjęcia bardzo ważnej decyzji. Podał matce ramię i zaczęli spacerować po wysypanej piaskiem alejce między dwoma rzędami okrytych kwieciem tamaryszków. Powietrze było ciepłe i wonne.
- Zapowiada się bardzo upalne lato - powiedziała. - Na szczęście wybrałeś na ministra rolnictwa najwłaściwszego człowieka. Groble zostaną wzmocnione, zbiorniki nawadniające powiększone. Wylew będzie obfity i z pewnością czekają nas dobre zbiory.
- Moje panowanie mogłoby być długie i szczęśliwe. - Ramzes westchnął z żalem.
- Dlaczego miałoby być inaczej? Bogowie ci sprzyjają, przyroda nie szczędzi ci swych dobrodziejstw.
- Nie unikniemy wojny.
- Wiem, synu. Podjąłeś dobrą decyzję.
- Potrzebna mi twoja aprobata.
- Nie, Ramzesie. Ponieważ Nefertari dzieli twoje myśli, jako małżonkowie królewscy macie pełną swobodę działania.
- Ojciec nie chciał podejmować walki z Hetytami.
- A Hetyci nie chcieli, jak się zdaje, podejmować walki z Egiptem. Gdyby złamali zawieszenie broni, Seti wyruszyłby przeciwko nim bez chwili wahania.
- Nasi żołnierze nie osiągnęli stanu gotowości.
- Boją się, prawda?
- Któż może im to wyrzucać?
- Ty.
- Weterani snują przerażające opowieści o Hetytach.
- Czyżby faraon przestraszył się tych bajek?
- Czas już pozbyć się złudzeń...
- Pozbędziesz się ich dopiero na polu bitwy, kiedy swoją odwagą uratujesz Dwie Ziemie.
Meba, były minister spraw zagranicznych, nienawidził Ramzesa całym sercem. Był przekonany, że król bez żadnego powodu pozbawił go stanowiska, i tylko czekał na okazję, by się zemścić. Podobnie jak wielu dworzan, stawiał na klęskę młodego faraona, który po czterech latach sukcesów z pewnością nie wytrzyma tej czekającej go próby.
Meba, mężczyzna o szerokiej twarzy i wojskowej sylwetce, bogaty światowiec, wymieniał z kilkoma innymi arystokratami uwagi o najwyższych kręgach społecznych Pi-Ramzes. Potrawy doskonale przyrządzone, wspaniałe kobiety - trzeba przecież jakoś zabijać czas, czekając na moment, kiedy na tron wstąpi Szenar.
Ktoś ze służby szepnął Mebie do ucha kilka słów. Dyplomata natychmiast wstał.
- Przyjaciele, przybył król. Zaszczycił nas swoją obecnością.
Mebie drżały ręce. Ramzes nie miał zwyczaju pojawiać się na prywatnych przyjęciach.
Wszyscy skłonili się jak na komendę.
- To dla nas ogromny zaszczyt, Wasza Królewska Mość. Czy zechcesz usiąść?
- Dziękuję. Przyszedłem zawiadomić, że przystępujemy do wojny.
- Do wojny...?
- Czyżbyście pośród uczt i zabaw nie dosłyszeli, że wrogowie stanęli u bram Egiptu?
- To nasza największa troska - zapewnił Meba.
- Nasi żołnierze lękają się, że niemożliwe jest już uniknięcie starcia - oświadczył jeden z obecnych, doświadczony pisarz. -Wiedzą, że będą musieli maszerować w słońcu, obciążeni sprzętem i w dodatku po trudnych terenach. Dostaną skąpe racje wody, którymi nie ugaszą pragnienia. Trzeba będzie maszerować, nawet kiedy nogi odmówią posłuszeństwa, zapomnieć o bólu i o pustym żołądku. Odpoczynek po rozbiciu obozu? Złudne nadzieje! Najpierw prace obozowe, a dopiero potem można wyciągnąć się na macie. W razie alarmu trzeba się zerwać, choć sen klei oczy. Jadło? Marne. Dbałość o zdrowie? Żadna. A cóż dopiero strzały i włócznie przeciwnika, stałe niebezpieczeństwo, śmierć czyhająca w pobliżu?
- Piękna retoryka człowieka wykształconego - odparł Ramzes. - Ja też znam te stare teksty. Ale. dzisiaj literatura musi pójść w kąt.
- Nie tracimy wiary w waleczność naszej armii, Wasza Królewska Mość - oświadczył Meba - i wiemy, że zwycięży. Bez względu na czekające ją trudy!
- Wzruszające słowa, lecz to za mało. Znam twoją odwagę, znam odwagę twoich szlachetnie urodzonych współbiesiadników i z dumą w sercu przyjmę was jako ochotników do wojska.
- Panie...! do tego zadania wystarczy armia zaciężna!
- Młodym rekrutom trzeba dać najlepszych dowódców. Czyż właśnie nie ludzie majętni i dobrze urodzeni winni służyć krajowi przykładem? Jutro rano stawicie się w głównych koszarach.
W turkusowym mieście zawrzało. Pi-Ramzes zostało zmienione w jeden wielki garnizon, w punkt dowodzenia rydwanami, w miejsce ześrodkowania pułków piechoty i w bazę floty wojennej. Ludność od rana do wieczora przyglądała się manewrom i ćwiczeniom. Ramzes powierzył Nefertari, Tui i Ameniemu bieżące sprawy państwowe, a sam całe dnie spędzał w wytwórniach broni i w koszarach.
Obecność monarchy dodawała żołnierzom ducha, wprawiała ich nawet w uniesienie. Ramzes sprawdzał jakość włóczni, mieczy i tarcz, dokonywał przeglądu rekrutów, prowadził ćwiczenia zarówno z wyższymi dowódcami, jak i z prostymi żołnierzami. Jednym i drugim obiecywał żołd w zależności od męstwa. Zapewniał też najemników, że czeka ich sowita nagroda, jeśli Egipt wyjdzie zwycięsko z czekającej go próby. Wielką wagę przykładał do należytego utrzymania koni; od ich stanu w wielkiej mierze zależeć będzie wynik batalii. Pośrodku każdej stajni, zbudowanej na podłożu z kamieni, w których wykuto odpływy, znajdował się zbiornik wody do pojenia i utrzymania w czystości zwierząt. Ramzes dokonywał codziennie inspekcji stajni, oglądał konie i karał surowo za najdrobniejsze zaniedbanie.
Armia zgromadzona w Pi-Ramzes zaczęła wkrótce funkcjonować jak jedno wielkie ciało kierowane przez głowę, do której można się odwołać w każdych okolicznościach. Król, zawsze w gotowości, nigdy nie zwlekający z interwencją, żadnej sprawy nie pozostawiał w zawieszeniu, natychmiast rozstrzygał wszelkie spory. Zapanował klimat zaufania. Żołnierz czuł, że rozkazy są wydawane z pełną świadomością stanu rzeczy i że każdy oddział zmienia się w prawdziwą machinę wojenną.
Możliwość oglądania faraona z bliska, a co więcej rozmawiania z nim, była przywilejem, który zdumiewał wszystkich żołnierzy - bez względu na stopień wojskowy. Wielu dworzan mogło jedynie marzyć o takim szczęściu. Postawa króla natchnęła tych ludzi niezwykłą energią, całkiem nową siłą. A przecież Ramzes pozostawał odległy i niedostępny.
Nadal był w każdym calu faraonem, wyjątkową istotą, którą ożywia inne źródło życia.
Kiedy władca ujrzał Ameniego wchodzącego do koszar, w których Ramzes wyrwał go niegdyś z rąk oprawcy, nie posiadał się ze zdumienia. Jego wiemy sługa czuł wstręt do tego rodzaju miejsc.
- Czyżbyś chciał spróbować swych sił w posługiwaniu się mieczem albo włócznią?
- Do Pi-Ramzes przybył nasz poeta. Pragnie się z tobą spotkać.
- Czy wyznaczyłeś mu godną kwaterę?
- Dostał dom taki sam jak w Memfis.
Siedząc pod cytrynowcem, swoim ulubionym drzewem, Homer, namaszczony oliwą, smakował wonne wino doprawione anyżkiem i kolendrą i ćmił liście szałwiowe upchane w dużej skorupie ślimaka, która służyła jako kominek fajki. Mruknął coś pod nosem na powitanie króla.
- Nie wstawaj, Homerze.
- Mam jeszcze dość sił, żeby pokłonić się władcy Dwóch Ziem.
Ramzes usiadł na składanym stołku obok greckiego poety. Czarno-biały Hektor, kot Homera, skoczył królowi na kolana. Ramzes pogłaskał go i kot natychmiast zaczął mruczeć z zadowoleniem.
- Czy moje wino będzie godne podniebienia Waszej Królewskiej Mości?
- Jest nieco za ciężkie, ale pachnie zachęcająco. Jakże się czujesz, Homerze?
- Kości mnie bolą, wzrok ciągle się pogarsza, ale klimat łagodzi cierpienia.
- Czy ten dom ci odpowiada?
- Jest bez zarzutu. Przywiozłem ze sobą kucharza, pokojówkę i ogrodnika. To zacni ludzie, którzy potrafią o mnie zadbać, zbytnio się nie narzucając. Tak jak ja chcieli zobaczyć twoją nową stolicę.
- Czyż życie w Memfis nie jest spokojniejsze?
- Ależ w Memfis nic się nie dzieje! Tutaj ważą się losy świata. Któż lepiej niż poeta potrafi to dostrzec? Tylko posłuchaj: „Apollon ruszył z wierzchołków Olimpu, a serce mu gniewem płonęło, łuk na ramionach unosił i kołczan wokół zamknięty. Strzały mu z barków, gniewnemu bogu, dzwoniły rozgłośnie wraz z każdym krokiem; on szedł zaś do nocy podobny... Potem zasię na mężów swój grot skierowawszy niechybny, bił; a gęste wnet stosy z trupami płonąć poczęły. Któż uniknie śmierci?”4
- To wersy z twojej Iliady!
- Owszem. Czy jednak na pewno odnoszą się tylko do przeszłości? Oto miasto turkusowe, miasto ogrodów i stawów, zmieniło się w obóz wojskowy!
- Nie mam wyboru, Homerze.
- Wojna jest hańbą człowieka, dowodem, żeśmy gatunkiem zwyrodniałym, że rządzą nami niewidzialne siły. Każdy wers Iliady jest egzorcyzmem, który ma wykorzenić przemoc z ludzkich serc, ale czasem wydaje mi się, że moje czary są doprawdy śmiechu warte.
- A jednak musisz nadal pisać, tak jak ja muszę rządzić. Nawet jeśli moje królestwo zmienia się w obóz wojskowy.
- To twoja pierwsza wielka wojna, prawda? I zaprawdę będzie to wielka wojna...
- Boję się jej nie mniej niż ty, lecz nie mam ni czasu na strach, ni prawa doń.
- Jest więc nieunikniona?
- Tak.
- Niechaj Apollon podtrzymuje w takim razie twoje ramię, Ramzesie, i niechaj śmierć będzie twoim sprzymierzeńcem.
Raia był człowiekiem średniego wzrostu, miał kasztanowe, pełne życia oczy i podbródek ozdobiony spiczastą bródką. Doszedł do największych bogactw spośród syryjskich kupców osiadłych w Egipcie. Mieszkał tu bardzo długo i zdążył założyć wiele sklepów w Tebach, Memfis i Pi-Ramzes. Sprzedawał najwyższej jakości konserwy mięsne oraz luksusowe wazy sprowadzane z Syrii i Azji. Jego majętna i wyrafinowana klientela bez wahania płaciła wygórowane sumy za arcydzieła zagranicznych artystów, byleby olśnić nimi gości zaproszonych na ucztę lub przyjęcie.
Ugrzeczniony i dyskretny Raia cieszył się doskonałą reputacją. Dzięki temu, że jego przedsiębiorstwo kwitło, mógł sobie pozwolić na zakup tuzina statków i trzystu osłów, a wszelkie dobra i towary szybko wędrowały z jednego miasta do drugiego. Miał wielu przyjaciół w sferach rządowych, wojskowych i policyjnych, nic więc dziwnego, że wszedł do zamkniętego grona dostawców dworu i arystokracji.
Nikomu nie przychodziło do głowy, że miły w obejściu kupiec jest hetyckim szpiegiem, że dostaje od swoich mocodawców zaszyfrowane polecenia, które ukrywają w wazach oznaczonych specjalnym znaczkiem, i że sam przesyła im meldunki za pośrednictwem agenta działającego w Syrii Południowej. Dzięki temu największy wróg faraona był doskonale poinformowany o sytuacji politycznej w Egipcie, o nastrojach ludności, o gospodarczych i wojskowych możliwościach Dwóch Ziem.
Kiedy Raia stanął przed rządcą pełnej przepychu rezydencji Szenara, ten był wyraźnie zakłopotany.
- Mój pan jest zajęty. Nie można mu przeszkadzać.
- Jesteśmy umówieni - przypomniał Raia.
- Przykro mi.
- Zechciej jednak powiadomić go o moim przybyciu i powiedz, że chciałbym mu pokazać niezwykle piękną wazę, wyjątkowe naczynie, dzieło rzemieślnika, który niedawno rozstał się z tym światem.
Rządca zawahał się. Wiedział, jak bardzo jego pan pasjonuje się zbieraniem egzotycznych waz, postanowił więc zaryzykować i zawiadomić go o przybyciu kupca.
Kwadrans później Raia ujrzał wychodzącą młodą osóbkę, zbyt mocno umalowaną, z rozpuszczonymi włosami i tatuażem na odsłoniętym lewym ramieniu. Była to bez wątpienia jedna z zachwycających cudzoziemskich pensjonariuszek najbardziej luksusowego domu piwa w Pi-Ramzes.
- Mój pan czeka na ciebie - oznajmił rządca.
Raia przeszedł przez wspaniały ogród z dużym, ocienionym palmami stawem pośrodku.
Szenar zażywał chłodu, leżąc na łożu. Na jego twarzy rysowało się zmęczenie.
- Miła dziewczyna, ale pozbawia człowieka sił... Napijesz się piwa, Raio?
- Chętnie.
- Wiele dam dworu myśli tylko o tym, żeby mnie poślubić, ale mnie tego rodzaju szaleństwo nie pociąga. Kiedy zasiądę na tronie, będę miał dość czasu, żeby znaleźć sobie odpowiednią małżonkę. Na razie wolę urozmaicać sobie przyjemności. A ty, Raio... Żadna cię jeszcze nie oczarowała?
- Oby bogowie mnie przed tym chronili, panie! Sprawy handlowe wypełniają cały mój czas.
- Rządca powiedział, że masz dla mnie wspaniałe naczynie.
Kupiec ostrożnie wydobył z płóciennej, wyścielonej szmatami torby maleńką wazę z porfiru. Uchwyt był w kształcie łani. Po bokach widniały sceny polowania.
Szenar pogładził naczynie, obejrzał najdrobniejsze szczegóły. Wstał i okręcił się. Był oczarowany.
- Co za cud...! Niezrównana!
- I cena nie jest zbyt wysoka.
- Powiesz rządcy, żeby ci wypłacił odpowiednią sumę. -Zniżył głos. - A co masz do powiedzenia na temat wartości meldunku od moich hetyckich przyjaciół?
- Ach, panie! Bardziej niż kiedykolwiek pragną cię wspierać. Uważają cię za następcę Ramzesa.
Szenar z jednej strony wykorzystywał Aszę, żeby wyprowadzić w pole Ramzesa, z drugiej - przygotowywał sobie przyszłość za pośrednictwem Rai, wysłannika Hetytów. Asza nie miał pojęcia o prawdziwej roli Rai, a Raia o roli Aszy. Szenar był więc panem gry, przestawiał pionki wedle swej woli i dbał o to, by szczelne przegrody oddzielały od siebie jego tajnych sprzymierzeńców.
Jedynym czynnikiem nieznanym, ale za to przemożnym, byli sami Hetyci. Zestawiając informacje dostarczone przez Aszę z tymi, które poda mu Raia, będzie mógł wyrobić sobie trafny pogląd na sytuację, nie podejmując żadnego ryzyka.
- Jaki zasięg ma ofensywa, Raio?
- Hetyckie oddziały szturmowe przeprowadziły kilka wypadów w Syrii Środkowej, w Syrii Południowej, na wybrzeżu fenickim i w prowincji Amurru, siejąc przerażenie wśród ludności. Największym wyczynem było zniszczenie Siedziby Lwa i steli Setiego. Miało to tak ogromny wpływ na wyobraźnię ludzi, że doszło do nieoczekiwanego odwrócenia sojuszów.
- Czy Hetyci opanowali Fenicję i Palestynę?
- Więcej, i Fenicja, i Palestyna zbuntowały się przeciwko Ramzesowi! Ich książęta chwycili za bron i zajęli strategiczne punkty, przepędzając z nich żołnierzy egipskich. Faraon nie spodziewa się, że napotka na swojej drodze linie obronne, które osłabią jego siły. Gdy tylko straty Ramzesa będą odpowiednio wysokie, armia hetycka runie na niego i zada mu klęskę. Oto twoja szansa, Szenarze. Wstąpisz na tron Egiptu i zawrzesz trwałe przymierze ze zwycięzcą.
Przewidywania Rai wyraźnie różniły się od tego, co powiedział Asza. Tak czy inaczej, Szenar zajmie miejsce martwego albo pokonanego Ramzesa. W pierwszym przypadku zostanie wasalem Hetytów, natomiast w drugim - sam położy rękę na ich imperium. Wszystko zależeć będzie od rozmiarów klęski Ramzesa i od stopnia, w jakim uda mu się osłabić armię hetycką. Z pewnością nie ma zbyt wielkiej swobody manewrowania, ale jeśli postawi sobie jasny cel, którym może być tylko tron Egiptu, sukces jest w zasięgu możliwości. A potem, kiedy już to osiągnie, pomyśli o dalszych posunięciach.
- Jaka jest reakcja miast handlowych?
- Jak zwykle stają po stronie silniejszego. Aleppo, Damaszek, Palmyra i porty fenickie zapomniały już o Egipcie i pokłoniły się Muwattalemu, władcy Hetytów.
- Czy nie zagraża to egipskiej gospodarce?
- Przeciwnie! Hetyci są najlepszymi wojownikami w Azji i na Wschodzie, ale marnymi kupcami. Powierzą ci zorganizowanie międzynarodowego handlu... i korzyści, do których masz prawo. Nie zapominaj, że jestem kupcem i zamierzam pozostać w Egipcie, żeby tutaj się wzbogacić. Hetyci zapewnią nam stabilność, której potrzebujemy.
- Raio, zostaniesz moim ministrem skarbu.
- Jeśli tak spodoba się bogom, zdobędziemy fortunę. Wojna prędzej czy później się skończy. Najważniejsze to trzymać się od niej z daleka i zbierać owoce, które spadną z drzewa.
Piwo było wyśmienite, cień dawał ochłodę.
- Niepokoi mnie postawa Ramzesa - wyznał Szenar.
Twarz syryjskiego kupca pociemniała.
- Jakie kroki podjął Ramzes?
- Prawie nie wychodzi z koszar. Udało mu się tchnąć w żołnierzy energię, której inaczej nigdy by z siebie nie wykrzesali. Jeśli tak dalej pójdzie, gotowi uznać się za niezwyciężonych.
- A poza tym?
- Wytwórnia broni pracuje dniem i nocą.
Raia poskrobał się po koziej bródce.
- To nie ma większego znaczenia... Opóźnienie w stosunku do tego, czego dokonali Hetyci, jest zbyt duże, żeby można je było nadrobić. Jeśli zaś chodzi o wpływ Ramzesa na żołnierzy, cóż, po pierwszym starciu zniknie on bez śladu. Kiedy Egipcjanie staną naprzeciwko Hetytów, pójdą w rozsypkę.
- Czy nie masz zbyt niskiego mniemania o naszym wojsku?
- Gdybyś widział Hetytów w ataku, nikomu nie miałbyś za złe, że umiera ze strachu.
- Jest jednak przynajmniej jeden człowiek, który niczego się nie ulęknie.
- Ramzes?
- Mam na myśli dowódcę jego straży przybocznej, sardyńskiego olbrzyma, Serramannę. To były pirat, który zyskał zaufanie Ramzesa.
- Doszły moich uszu opowieści o tym człowieku. Dlaczego tak cię niepokoi?
- Ponieważ Ramzes mianował go dowódcą wyborowego pułku, złożonego przede wszystkim z najemników. Serramanna może swoim przykładem zachęcić innych do bohaterskich czynów.
- Pirat i najemnik... Łatwo go kupić.
- Otóż nie! Pokochał Ramzesa i czuwa nad nim jak wiemy pies. A miłości psa nie kupisz.
- Można go usunąć.
- Myślałem o tym, drogi Raio, lepiej jednak zrezygnować z czynów rzucających się w oczy i brutalnych. Serramanna to człek gwałtowny i nieufny. Poradzi sobie z napastnikami. A morderstwo z pewnością zaintrygowałoby Ramzesa.
- Czego więc ode mnie oczekujesz?
- Jakiegoś innego sposobu oddalenia Serramanny. Ani ty, ani ja nie możemy być w to zamieszani.
- Jestem człowiekiem ostrożnym, panie, i zdaje mi się, że mam rozwiązanie.
- Powtarzam. Ten Sardyńczyk ma instynkt dzikiego zwierzęcia.
- Uwolnię cię od niego.
- Dla Ramzesa będzie to ciężki cios. Możesz spodziewać się odpowiedniej nagrody.
Syryjski kupiec zatarł dłonie.
- Mam dla ciebie jeszcze jedną pomyślną wiadomość, dostojny Szenarze. Czy wiesz, jak oddziały egipskie stacjonujące poza krajem porozumiewają się z Pi-Ramzes?
- Przez konnych posłańców, ale posługują się także znakami optycznymi i gołębiami pocztowymi.
- W strefach objętych pożogą w grę wchodzą tylko gołębie. Musisz wiedzieć, że główny hodowca tych cennych ptaków w niczym nie przypomina twojego Serramanny. Pracuje dla wojska, ale nie oparł się pokusie. Nie będę więc miał trudności z niszczeniem, przechwytywaniem czy zmienianiem meldunków. Wystarczy, żeby zdezorganizować egipskie służby wywiadowcze...
- Cóż za wspaniałe perspektywy, Raio! Pamiętaj jednak, że zawsze znajdziesz we mnie wdzięcznego nabywcę waz tak pięknych jak ta, którą przyniosłeś dzisiaj.
Serramanna nie był zachwycony perspektywą wojny. Sardyński olbrzym, porzuciwszy rzemiosło pirackie i objąwszy obowiązki dowódcy straży przybocznej Ramzesa, nauczył się cenić Egipt, swoją służbową rezydencję i Egipcjanki, z którymi zażywał rozkoszy. Nenufar, jego najnowsza kochanka, biła pod tym względem wszystkie poprzednie. Ostatnio igraszki miłosne z tą kobietą doprowadziły go do całkowitego wyczerpania. Jego, Sardyńczyka!
Przeklęta niech będzie wojna, która odbierze mu te wszystkie rozkosze. Czuwanie nad bezpieczeństwem Ramzesa to przecież nie przelewki. Ileż to razy władca lekceważył jego rady i nie zachowywał należytej ostrożności? Ale to wielki król i Serramanna żywił dla niego bezgraniczny podziw. Skoro trzeba zabijać Hetytów, żeby ocalić Ramzesa, będzie ich zabijał. Miał nawet nadzieję, że własnym mieczem poderżnie gardło Muwattalego, zwanego przez swoich żołnierzy „wielkim wodzem”. Sardyńczyk uśmiechnął się drwiąco. „Wielki wódz!” Rzezimieszek na czele zgrai barbarzyńskich morderców i tyle! Po wypełnieniu zadania Serramanna nasączy wonnymi olejkami swoje wąsy i ruszy do szturmu na piękności takie jak Nenufar.
Kiedy Ramzes powołał go na stanowisko dowódcy wyborowego oddziału armii egipskiej, któremu będą powierzane niebezpieczne zadania, Serramanna poczuł dumę, która przywraca człowiekowi poczucie, że jeszcze się nie zestarzał. Skoro pan Dwóch Ziem zaszczycił go swoim zaufaniem, Sardyńczyk udowodni mu, z bronią w ręku, że nie był to błąd. Ćwiczenia, jakim poddał swoich ludzi, wyeliminowały samochwałów i zbyt kochających suto zastawiony stół. Potrzebni mu są prawdziwi wojownicy, gotowi do walki w pojedynkę przeciwko dziesięciu, umiejący bez jęku znosić cierpienia.
Nikt nie wiedział, kiedy nastąpi wymarsz, ale instynkt podpowiadał Serramannie, że będzie to wkrótce. Żołnierze coraz bardziej się denerwowali. W pałacu trwały bezustanne narady sztabowe. Ramzes często spotykał się z Aszą, naczelnikiem służb wywiadowczych.
Złe nowiny krążyły z ust do ust. Bunt obejmował coraz to większe obszary, w Fenicji i Palestynie stracono dostojników, którzy chcieli dochować wierności Egiptowi. Jednocześnie wojskowe gołębie pocztowe przynosiły wieści, że twierdze bronią się i odpierają szturm nieprzyjaciół.
Pacyfikacja Kanaanu nie nastręczy więc trudności. Ramzes rozkaże zapewne podjąć dalszy marsz na północ, w stronę Amurru i Syrii. Potem dojdzie do nieuniknionego starcia z armią hetycką, której oddziały szturmowe wycofały się, według doniesień, z Syrii Południowej.
Serramanna nie bał się Hetytów. Chociaż mieli reputację rzeźników, z niecierpliwością czekał chwili, kiedy weźmie się za bary z tymi barbarzyńcami. Chciał zabijać, a potem patrzeć, jak uciekają z przerażeniem. Zanim jednak dojdzie do walki, której wspomnienia na zawsze pozostaną w pamięci Egipcjan, Sardyńczyk musiał jeszcze wykonać pewne zadanie.
Po wyjściu z pałacu trzeba było przejść niewielki odcinek drogi, żeby dotrzeć do dzielnicy warsztatów nieopodal składów. W gmatwaninie uliczek trwała gorączkowa praca w stolarniach, warsztatach krawieckich i szewskich. Trochę dalej ciągnęły się w stronę portu skromne domki hebrajskich ceglarzy.
