Tytuł dostępny bezpłatnie w ofercie wypożyczalni Depozytu Bibliotecznego.
Drugi tom cyklu powieściowego "Ramzes".
Nadszedł dzień koronacji Ramzesa, Syna światłości. Nowy władca ma wszelkie dane, by zostać wielkim faraonem. Miłość Nefertari i matki oraz przyjaźń z czasów dzieciństwa Hebrajczyka Mojżesza będą dla niego wsparciem w dźwiganiu brzemienia władzy. Mimo to czeka go ciężka walka o utrzymanie się na tronie. Zawiązują się coraz to nowe mroczne spiski. Czy Ramzes uniknie pułapek zastawianych przez starszego brata, oprze się czarnej magii tajemniczego czarownika i poradzi sobie z hetyckimi intrygami?
Królewscy małżonkowie sięgają po jedyny sposób walki z widzialnym i niewidzialnym przeciwnikiem - postanawiają zbudować Świątynię Milionów Lat.
[opis okładkowy]
Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego.
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.
Książka dostępna w zasobach:
Miejska i Powiatowa Biblioteka Publiczna w Goleniowie
Miejska Biblioteka Publiczna im. Adama Próchnika w Piotrkowie Trybunalskim
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 402
Rok wydania: 2001
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
ŚWIĄTYNIA
MILIONÓW LAT
CHRISTIAN
JACQ
RAMZES
2
ŚWIĄTYNIAMILIONÓW LAT
Z francuskiego przełożył
Adam Szymanowski
Grupa Wydawnicza Bertelsmann Media
Tytuł oryginału
Ramsès. Le Tempie des millions d’années
Projekt okładki i stron tytułowych:
Zofia Sokołowska
Redaktor techniczny:
Alicja Jabłońska-Chodzeń
Korekta:
Jacek Ring
Małgorzata Juras
Copyright © Editions Robert Laffont, S.A., Paris 1996
Copyright © for the Polish translation by Zysk i S-ka Wydawnictwo s.c.,
Poznań 1998
© Copyright for the Polish book-club edition by Bertelsmann Media Sp. z o.o.,
Warszawa 2001
Bertelsmann Media Sp. z o.o.
Libros
Warszawa 2001
Druk i oprawa: Zakłady Graficzne im. KEN S.A. w Bydgoszczy
ISBN 83-7227-924-1
Nr 3002
Ramzes był sam. Czekał na znak od niewidzialnego.
Był sam na sam z pustynią, z ogromem spalonej od słońca jałowej krainy, sam na sam ze swoim przeznaczeniem, do którego ciągle nie umiał znaleźć klucza.
Dwudziestotrzyletni książę Ramzes był wspaniale zbudowanym młodzieńcem mierzącym sto osiemdziesiąt centymetrów wzrostu, obdarzonym przez naturę wspaniałą jasną czupryną, miał owalną twarz i potężne mięśnie, szerokie, odsłonięte czoło, wystające łuki brwiowe, gęste brwi, małe pełne życia oczy, długi, lekko garbaty nos, okrągłe uszy o delikatnych płatkach, wargi raczej pełne i wydatną szczękę. Była to twarz człowieka stanowczego, ale i czarującego.
Mimo młodego wieku miał już za sobą wiele przeżyć. Był królewskim pisarzem, poznał tajemnice Abydos, a teraz zajmował stanowisko regenta Egiptu. Zasiadał obok Setiego na tronie królestwa; powołując swojego młodszego syna na współwładcę, faraon wskazał go jako swojego następcę. Lecz Seti, ten wielki król, niezastąpiony pan i władca, zmarł po piętnastu latach niezwykłego panowania; i były to o ileż za krótkie lata szczęścia, pomyślności i pokoju, lata, które uleciały niby ibis o zmierzchu letniego dnia.
Ramzes nawet nie spostrzegł, że Seti, ojciec odległy, groźny i wymagający, przygotowywał go powoli do objęcia władzy, poddając licznym próbom, z których pierwszą było spotkanie z dzikim bykiem, panem mocy. Kilkunastolatek miał dość odwagi, by stawić czoło groźnemu przeciwnikowi, za mało jednak umiejętności, by go pokonać; gdyby nie Seti, potwór rozniósłby chłopaka na rogach. I wtedy zapisał na zawsze w swoim sercu zasadę: faraon musi chronić słabego przed silnym.
Król, tylko król, posiadł tajemnicę prawdziwej mocy, którą na drodze magicznego doświadczania przekazywał stopniowo Ramzesowi, nie odsłaniając jednak przed synem swoich planów. W miarę upływu lat syn zbliżał się krok po kroku do ojca; ich dusze jednoczyły się w tej samej wierze, w tym samym porywie. Seti był królem surowym i wymagającym; nie lubił zbędnych słów, ale Ramzes cieszył się jego wyjątkową łaską: faraon zechciał z nim wiele razy rozmawiać, przekazał mu zarys wiedzy pozwalającej sprawnie władać Górnym i Dolnym Egiptem.
Były to godziny jaśniejące, były to szczególne chwile, które teraz zaginęły na zawsze w otchłani śmiertelnej ciszy.
Serce Ramzesa otwierało się jak kielich, by przyjąć słowa faraona, przechować je jak najcenniejszy skarb i przywrócić do życia w myślach i czynach młodego władcy. Ale Seti dołączył oto do swych boskich braci i Ramzes pozostał sam, odarty z jego obecności, odarty z Obecności.
Czuł się pomniejszony, niezdolny do dźwigania brzemienia spoczywającego na jego ramionach. Władać Egiptem...! Kiedy miał trzynaście lat, marzył o tym, jak dziecko marzy o zabawce, której się mu odmawia; potem wyrzekł się szaleńczych nadziei, był przekonany, że tron przypadnie jego starszemu bratu, Szenarowi.
Faraon Seti i wielka małżonka królewska Tuja postanowili jednak inaczej. Bacznie przyglądali się poczynaniom obu synów i uznali, że to Ramzes powinien objąć najwyższą władzę. Czemu nie wybrali kogoś silniejszego i zręczniejszego, czemu nie wybrali człowieka tego formatu co sam Seti? Ramzes gotów był w walce sam na sam stawić czoło każdemu przeciwnikowi, ale sterowanie nawą państwową na niepewnych wodach jutra to zupełnie coś innego. Podczas walk w Nubii dowiódł swojej waleczności; jeśli zajdzie potrzeba, będzie miał dość energii, by wejść na drogę wojny i bronić swojego kraju, jak jednak dowodzić armią urzędników, dygnitarzy i kapłanów, których intryg nie potrafił przeniknąć?
Założyciel dynastii, pierwszy z Ramzesów, pełnił obowiązki wezyra i był już człowiekiem posuniętym w latach, kiedy mędrcy powierzyli mu władzę, której zgoła nie pragnął. Kiedy doszło do koronacji Setiego, ten był mężczyzną dojrzałym i doświadczonym. Natomiast Ramzes miał w tej chwili ledwie dwadzieścia trzy lata i żył dotychczas w opiekuńczym cieniu ojca, postępując wedle jego wskazań, gotów na każde skinienie władcy. Jakże cudowną rzeczą jest mieć przewodnika, któremu można zaufać! Pracować pod kierunkiem Setiego, służyć Egiptowi, wypełniając rozkazy króla, mieć pewność, że jest ktoś, kto potrafi odpowiedzieć na każde pytanie... Niestety, był to już raj utracony.
Los zażądał oto, by Ramzes, młodzieniec pełen żaru i popędliwy, porwał się na zadanie ponad siły, by zajął miejsce Setiego!
Może lepiej by postąpił, gdyby wybuchnął śmiechem i uciekł na pustynię, gdzie nikt już nie mógłby go odnaleźć!
Może oczywiście liczyć na wsparcie: na swoją matkę Tuję, która będzie sprzymierzeńcem wiernym, ale i wymagającym, na Nefertari, małżonkę piękną i pełną spokoju, na przyjaciół z dzieciństwa, Hebrajczyka Mojżesza, który kieruje pracami na królewskich placach budowy, dyplomatę Aszę, zaklinacza węży Setau, osobistego sekretarza Ameniego, który związał swój los z Ramzesem.
Czy jednak przeciwnicy nie okażą się potężniejsi? Czy Szenar wyrzeknie się myśli o tronie? Jakie spiski uknuł, żeby stanąć na drodze młodszemu bratu? Gdyby w tym momencie znalazł się tu Szenar, Ramzes nie potrafiłby mu się oprzeć. Skoro tak pragnie podwójnej korony, niechże ją bierze!
Czy jednak ma prawo zdradzić ojca, zrzucając z ramion ciężar, który faraon mu powierzył? O ileż łatwiej byłoby uznać, że Seti się pomylił albo zmienił w ostatniej chwili zdanie... Lecz Ramzes nie może sam siebie okłamywać. Jego przeznaczenie zależy od tego, jakiej odpowiedzi udzieli niewidzialna siła.
I uzyska tę odpowiedź tutaj, na pustyni, w samym sercu czerwonej krainy, której siłą są zamieszkujące ją groźne energie.
Ramzes usiadł w pozycji skryby i zatopił wzrok w błękicie nieba. Czekał. Faraonem może być tylko człowiek pustyni, człowiek zakochany w samotności i ogromie. Ogień ukryty w kamieniach i piasku będzie pożywieniem jego duszy albo go strawi. Ten ogień będzie mu sędzią.
Słońce zbliżało się do zenitu, wiatr zgasł. I nagle Ramzes zobaczył gazelę przeskakującą z wydmy na wydmę. Niebezpieczeństwo!
Wydobył się z niebytu.
Oto ogromny, co najmniej czterometrowej długości lew, który waży ponad trzysta kilogramów! Rozwiana jasna grzywa nadawała mu wygląd tryumfującego wojownika, którego muskularne, brunatne ciało porusza się zwinnie i gibko.
Kiedy lew spostrzegł Ramzesa, z jego paszczy dobył się straszliwy ryk, który słychać było w promieniu piętnastu kilometrów. Uzbrojone w straszliwe kły i ostre pazury zwierzę wpatrywało się w swoją ofiarę.
Syn Setiego nie miał najmniejszej szansy ucieczki.
Lew zbliżył się i stanął nieruchomo kilka metrów od człowieka, który widział teraz wyraźnie połyskujące złotem oczy. Mijał czas, a ci dwaj trwali bez ruchu, wpatrując się jeden w drugiego.
Zwierzę odgoniło ogonem muchę. Nagle ogarnęła je jakaś nerwowość; zrobiło kilka kroków w stronę księcia.
Ramzes, wpijając się wzrokiem w oczy lwa, wstał.
- To ty, Zabijako, to ty, którego uratowałem od pewnej śmierci! Jaki los mi zgotujesz?
Zapominając o niebezpieczeństwie, Ramzes myślał teraz o lwiątku umierającym w zaroślach na nubijskiej sawannie; ukąsił je wąż, ale okazało niewiarygodną odporność. Potem Setau wyleczył je, a później wyrosło na ogromnego lwa.
Zabijaka po raz pierwszy wydostał się z zagrody, w której zamykano go podczas nieobecności Ramzesa. Czy dzika natura wzięła górę do tego stopnia, że lew rzuci się bez litości na tego, którego uważał wszak za swojego pana?
Lew przysiadł na tylnych łapach, a przednie położył na ramionach Ramzesa. Był to ciężar równie ogromny, jak niespodziewany, ale książę ustał. Lew nie obnażył pazurów, jego nos zaczął obwąchiwać twarz Ramzesa.
Wróciły przyjaźń, zaufanie i szacunek.
Od tej chwili ten, którego Seti nazwał Synem światłości, nie ma wyboru.
Będzie walczył jak lew.
Pałac królewski w Memfis był pogrążony w żałobie. Mężczyźni przestali się golić, kobiety rozpuściły włosy. Przez siedemdziesiąt dni, do dnia zakończenia mumifikacji zwłok Setiego, Egipt będzie zdany na łaskę i niełaskę losu. Po śmierci władcy tron pozostaje pusty do chwili oficjalnego powołania nowego faraona, a to może nastąpić dopiero po złożeniu Setiego do grobowca i po połączeniu się jego mumii z niebiańskim światłem.
Garnizony graniczne zostały postawione w stan pogotowia, armia w każdej chwili na rozkaz regenta i wielkiej małżonki królewskiej mogła zgnieść wszelką próbę najazdu. Chociaż główne zagrożenie, ze strony Hetytów, nie wisiało w tej chwili nad krajem, nie można było przecież wykluczyć jakiegoś zuchwałego wypadu. Żyzne prowincje rolnicze w Delcie od wieków przyciągały pożądliwe spojrzenia „przemierzających piaski”, wędrujących po Synaju Beduinów, a także azjatyckich książąt, którzy potrafili dojść czasem do porozumienia między sobą i sprzymierzyć się, by ruszyć na północno-wschodni Egipt.
Odejście Setiego w zaświaty zrodziło strach; zawsze, kiedy umierał faraon, Egiptowi groziły siły chaosu, gotowe rzucić się do niszczycielskiego ataku na budowaną przez kolejne dynastie cywilizację. Czy młody Ramzes będzie umiał uchronić Obie Ziemie przed nieszczęściem? Wśród notabli nie było ani jednego, który by mu zaufał; wszyscy pragnęli, by ustąpił miejsca Szenarowi, swemu zręczniejszemu i mniej porywczemu bratu.
Wielka małżonka królewska Tuja nie zmieniła po śmierci męża swoich przyzwyczajeń. Ta czterdziestodwuletnia szczupła kobieta o wyniosłej postawie, delikatnym, prostym nosie, wielkich surowych i przenikliwych oczach w kształcie migdałów, bardzo drobnym, prawie kwadratowym podbródku cieszyła się niekwestionowanym autorytetem moralnym. Bez wytchnienia wspierała królewskiego małżonka; kiedy on wyprawiał się za granicę, ona żelazną ręką rządziła krajem.
Tuż po świcie Tuja lubiła pospacerować wśród tamaryszków i sykomor w swoim ogrodzie; planowała w tym czasie dzień pracy, kolejność spotkań w sprawach świeckich i obrządków ku chwale boskiej mocy.
Po śmierci Setiego wszystkie poczynania wydawały się pozbawione sensu. Jedynym jej pragnieniem było połączyć się jak najszybciej ze swym mężem w świecie bez konfliktów, odległym od świata ludzi, ale nie zamierzała też buntować się przeciwko ciężarowi lat, które przyniesie jej jeszcze przeznaczenie. Szczęście, którym sama mogła się radować w przeszłości, powinna oddać teraz krajowi, służąc mu do ostatniego tchu.
Z porannych mgieł wyłoniła się wytworna postać Nefertari; małżonka Ramzesa, „piękniejsza niż piękności z pałacu”, jak mówił o niej lud, miała kruczoczarne lśniące włosy i pełne subtelnej słodyczy zielonobłękitne oczy. Należała do dziewcząt grających w memfickiej świątyni muzykę ku czci bogini Hathor, była znakomitą tkaczką; wychowano ją w kulcie dla dawnych autorów w rodzaju Ptahhotepa. Nie pochodziła z rodziny arystokratycznej, ale Ramzes zakochał się w niej do szaleństwa. Był oczarowany jej urodą, rozumem i zaskakującą u tak młodej kobiety dojrzałością. Nefertari nie starała się nikomu przypodobać, a jednak wszyscy byli nią urzeczeni. Tuja wybrała ją na rządczynię swojego dworu i Nefertari nadal wypełniała te obowiązki, chociaż została małżonką regenta. Między królową Egiptu i synową wytworzyła się szczególna więź. Te dwie kobiety rozumiały się w pół słowa.
Na ustach Tui pojawił się smutny uśmiech.
Nefertari milczała.
Złociste promienie rodzącego się światła rozjaśniły ogród królowej.
Tuja pogładziła konar tamaryszka.
Ramzes skłonił się przed matką, a potem przycisnął ją czule do piersi. Oto matka, tak z pozoru krucha, dawała mu lekcję godności i szlachetności serca.
Młodzieniec odsunął się od królowej.
Na taki znak oczekiwałeś, prawda?
Ramzes nie nalegał.
Matka była jedyną osobą, która mogła zmienić wyroki przeznaczenia i uwolnić go od ciężaru władzy, lecz Tuja pozostanie wierna zmarłemu mężowi i nie zmieni zdania. Wbrew wszystkim zwątpieniom i trwogom Ramzes musi sam wytyczyć sobie drogę.
Serramanna, dowódca straży przybocznej Ramzesa, nie opuszczał skrzydła pałacowego, w którym pracował przyszły król Egiptu. Powołanie Sardyńczyka, byłego pirata, na to odpowiedzialne stanowisko było gratką dla złych języków. Ten i ów był przekonany, że olbrzym o ufryzowanych wąsach wcześniej czy później zdradzi syna Setiego.
Na razie jednak bez jego zezwolenia nikt nie mógł przekroczyć pałacowego progu. Wielka małżonka królewska powiedziała mu, że ma przepędzać natrętów, a jeśli nad głową regenta zawiśnie niebezpieczeństwo, bez wahania ma użyć miecza.
I oto teraz Serramanna popędził do holu dla gości, gdyż jego uszu doszły odgłosy jakiejś zwady.
Trzeba było czterech strażników, żeby utrzymać Mojżesza.
Długie lata uprawiania pirackiego rzemiosła i bezlitosnych walk sprawiły, że Serramanna wyostrzył swoje poczucie nadciągającego niebezpieczeństwa. Wydało mu się poza tym, że ten wyniosły siłacz mówi szczerze.
Ramzes i Mojżesz padli sobie w ramiona.
W wychodzących na ogród drzwiach sali audiencyjnej drzemał ogromny lew Ramzesa. Między jego łapami ułożył się żółtozłoty pies.
Mojżesz pełnił pod okiem przełożonego obowiązki kierownika robót na rozległym placu budowy w Karnaku, gdzie Seti zaczął wznosić ogromną salę kolumnową. Śmierć faraona spowodowała, że prace zostały zawieszone.
Ramzes poczuł się urażony do żywego.
Gdyby Mojżesz nie był przyjacielem, Ramzes powaliłby go jednym ciosem pięści.
Ta wiadomość wprawiła Ramzesa w osłupienie.
Położone w miejscu, gdzie Delta łączy się z doliną Nilu, Memfis, gospodarcza stolica kraju, było pogrążone w letargu. W porcie „pomyślnego rejsu” większość okrętów handlowych stała przycumowana do nabrzeża; wszystkie transakcje handlowe zostały zawieszone na okres siedemdziesięciodniowej żałoby; w przestronnych pałacykach arystokracji nie wydawano uczt.
Śmierć Setiego była dla wielkiego miasta prawdziwym wstrząsem. Za panowania tego faraona Memfis bogaciło się, ale najwięksi kupcy uważali, że jeśli na tronie zasiądzie faraon słaby, Egipt straci siłę i jego polityka stanie się chwiejna. Któż mógłby równać się z Setim? Szenar, starszy syn, byłby dobrym gospodarzem, ale chory już władca wybrał młodego i niecierpliwego Ramzesa, który odznaczał się powierzchownością stosowniejszą dla uwodziciela niż sternika państwowej nawy. Najprzenikliwsi ludzie popełniają czasem błędy i w Memfis, podobnie jak w Tebach, szeptano, że Seti, być może, pomylił się, wyznaczając na następcę młodszego syna.
Szenar przechadzał się niecierpliwie po sali dla gości w rezydencji Meby, ministra spraw zagranicznych, powściągliwego sześćdziesięciolatka o pięknej postawie i szerokiej wzbudzającej zaufanie twarzy. Meba był wrogiem Ramzesa i popierał Szenara, uważał bowiem, że poglądy polityczne i gospodarcze tego ostatniego są dobrą wróżbą dla kraju. Czyż plany otwarcia wielkiego rynku śródziemnomorskiego i azjatyckiego - dzięki zawarciu możliwie wielu przymierzy handlowych, nawet za cenę niektórych przestarzałych wartości - nie są zapowiedzią świetlanego jutra?
Lepiej sprzedawać broń, niż brać ją do ręki.
Starszy syn Setiego był niskim, krępym i pulchnym mężczyzną o okrągłej, pucołowatej twarzy; grube wargi zdradzały upodobanie do dobrze zastawionego stołu, a małe kasztanowe oczka - wieczny wewnętrzny niepokój. Ten ciężki, korpulentny człowiek nienawidził słońca i wysiłku fizycznego; egzaltowany, nieco niepewny głos miał świadczyć o dystynkcji i spokoju, cechach, których Szenarowi wyraźnie nie dostawało.
Szenar był pacyfistą z wyrachowania. Obrona kraju przez odcinanie go od handlu międzynarodowego wydawała mu się czymś niedorzecznym; słowa „zdrada” używają tylko moraliści, którzy nie potrafią dorobić się majątku. Ramzes, wychowany według tradycyjnych wzorów, nie zasługuje na tron, nie potrafi rządzić. Szenar bez śladu wyrzutów sumienia knuł więc spisek, który miał doprowadzić go na szczyty władzy. Egipt będzie mu wdzięczny.
Byleby najważniejszy sprzymierzeniec nie wycofał się ze wspólnie ułożonych planów.
Meba podał swojemu gościowi czarę chłodnego piwa.
W końcu strażnik rezydencji ministra spraw zagranicznych zapowiedział wizytę długo oczekiwanego gościa.
Jasnowłosy, bystrooki Menelaos, syn Atreusza, ulubieniec boga wojny, król Lacedemonu, zabójca Trojan, miał na sobie podwójny pancerz i szeroki pas spięty złotymi agrafami. Egipt udzielił mu gościny na czas naprawy okrętów, ale jego żona, Helena, nie chciała opuścić ziemi faraonów, lękając się, że na dworze małżonka będzie źle traktowana, że czeka ją los niewolnicy.
Ponieważ Helena korzystała z poparcia i ochrony królowej Tui, Menelaos miał związane ręce. Na szczęście pojawił się Szenar, który zachęcał do cierpliwości, do trwania przy strategii prowadzącej do zwycięstwa.
Gdy tylko Szenar zostanie faraonem, Menelaos będzie mógł zabrać Helenę i wyruszyć do Grecji.
Wojownicy greccy wiele miesięcy temu wtopili się w miejscową ludność; jedni służyli pod egipskim dowództwem, inni otworzyli kramiki i wydawało się, że wszyscy są zadowoleni z losu. W rzeczywistości czekali tylko na rozkaz swojego wodza, żeby przejść do działania, powtarzając, tyle że na większą skalę, epizod z koniem trojańskim.
Grek spojrzał podejrzliwie na Mebę.
Szenar skinął ręką, odprawiając swojego ziomka.
Szenar uśmiechnął się. Tym razem szczęście będzie mu sprzyjać i przy pomocy Greka osiągnie wreszcie swój cel.
Menelaos pogrążył się w zamyśleniu.
Helena myślała, że nigdy już nie zazna szczęścia, cieszyła się więc każdą jego chwilą. Ubierała się w lekką pachnącą nektarem suknię, głowę okrywała zasłoną chroniącą przed słońcem. Przeżywała na egipskim dworze cudowny sen na jawie. Grecy traktowali ją jak „występną sukę”, a teraz wyrwała się oto z rąk Menelaosa, rozwiązłego i tchórzliwego tyrana, który największą rozkosz czerpał z upokarzania swojej małżonki.
Tuja, wielka małżonka królewska, i Nefertari, żona Ramzesa, ofiarowały jej przyjaźń i zapewniły wolność. W tym kraju kobiety nie zamyka się w domu, nawet w domu książęcym.
Czy Helena naprawdę ponosi odpowiedzialność za śmierć tysięcy Greków i Trojan? Nigdy nie pragnęła, by doszło do tego krwawego obłędu, by przez wiele lat jedni młodzieńcy ginęli z rąk drugich, ale nadal szeptano, że na nią spada cała wina, nadal potępiano ją, nie dając możliwości obrony. Tutaj, w Memfis, nie wyrzucano jej niczego; tkała, słuchała muzyki, sama też grała, zażywała kąpieli w basenach i radowała się urokiem pałacowych ogrodów. Szczęk oręża ucichł, jego miejsce zajął śpiew ptaków.
Helena o białych ramionach kilka razy dziennie modliła się do bogów, żeby ten sen nigdy się nie skończył; niczego nie pragnęła tak żarliwie, jak zapomnieć o przeszłości, o Grecji, o Menelaosie.
Spacerowała właśnie po wysypanej piaskiem alejce ogrodu, która ciągnęła się między dwoma rzędami smaczliwek, kiedy zauważyła truchło żurawia popielatego. Podeszła bliżej i zobaczyła, że brzuch ptaka został rozszarpany. Przyklęknęła i obejrzała trzewia. Wszyscy Grecy i Trojańczycy znali dobrze jej talenty wróżbiarskie.
Małżonka Menelaosa klęczała dłuższą chwilę nad martwym ptakiem.
To, co zobaczyła we wnętrznościach nieszczęsnego żurawia, wprawiło ją w przerażenie.
Teby, wielkie miasto na południu Egiptu, były lennem Amona, boga, który dał wyzwolicielom oręż do ręki, by wiele wieków temu przepędzili hyksoskich okupantów, okrutnych azjatyckich barbarzyńców. Odkąd kraj odzyskał niepodległość, faraonowie nigdy nie zaniedbywali oddawania czci Amonowi ani upiększania, z pokolenia na pokolenie, jego świątyni. Dzięki temu Karnak, ogromny plac nigdy nie przerywanych robót, stał się najrozleglejszym i najbogatszym z egipskich sanktuariów, czymś w rodzaju państwa w państwie. Wielki kapłan bardziej przypominał zarządcę o szerokich uprawnieniach niż człowieka, który życie poświęca modlitwie.
Natychmiast po przybyciu do Teb Szenar poprosił o audiencję u wielkiego kapłana. Rozmawiali w porośniętej glicynią i wiciokrzewem drewnianej altanie, nieopodal świętego stawu, który dawał odrobinę chłodu.
Szenar nie wiedział, że wielki kapłan Amona jest poważnie chory. Medyk twierdził, że zostało mu tylko kilka miesięcy, może nawet tygodni życia. Nic więc dziwnego, że możliwość natychmiastowego działania wydała się temu dygnitarzowi przejawem łaski boga. Zaświtała mu nadzieja, że dożyje chwili odsunięcia Ramzesa od najwyższej władzy i ocalenia Karnaku.
Starszy syn Setiego skłonił się z szacunkiem. Łatwowierność starego kapłana to prawdziwy dar losu.
Grymaśna, wiecznie zmęczona starsza siostra Ramzesa, o której nie sposób było powiedzieć ani że jest ładna, ani że brzydka, ale z pewnością za wysoka, nakładała balsamy na swoją przetłuszczoną skórę. Nienawidziła Teb, nienawidziła całego Południa. Niewiasta tak wysoko urodzona może żyć tylko w Memfis. W stolicy spędzała czas, zajmując się tysiącami domowych dramatów, które wprowadzały nieco ożywienia w życie arystokratycznych rodów.
W Tebach nudziła się. Przyjmowano ją wprawdzie w najlepszych domach i życie upływało jej na chodzeniu z jednej uczty na drugą. Wykorzystywała to, że jest córką wielkiego Setiego, ale tutejszy światek był zbyt prowincjonalny i jej mąż, dobroduszny grubas Sari, były preceptor Ramzesa, pogrążał się w coraz większym przygnębieniu. Oto on, dawny przełożony Kapu, wyższej szkoły, w której kształcili się przyszli wysocy urzędnicy państwowi, nie miał teraz żadnego zajęcia. A wszystko przez Ramzesa.
To prawda, Sari był duszą dość żałosnego spisku, który miał doprowadzić do usunięcia Ramzesa; to prawda, jego żona, Grymaśna, stanęła po stronie Szenara; to prawda, Sari zbłądził, czy oznacza to jednak, że Ramzes nie powinien skorzystać ze sposobności, jaką dała mu śmierć Setiego, i wybaczyć siostrze i szwagrowi?
Jedyną odpowiedzią na okrucieństwo Ramzesa może być zemsta. Prędzej czy później szczęście odwróci się od tego młokosa, a wtedy Grymaśna i Sari będą umieli to wykorzystać. Na razie jednak Grymaśna dbała o swoją cerę, a Sari czytał albo spał.
Z tego odrętwienia wyrwała ich niespodziewana wizyta Szenara.
Grymaśna zbladła.
Izet urodziwa nie wiedziała już, co ma ze sobą zrobić we wspaniałym tebańskim pałacu, gdzie wychowywała z miłością Cha, syna, którego dał jej Ramzes. Zielone oczy, mały, prosty nosek, subtelnie zarysowane, pełne uroku, zwykle uśmiechnięte figlarnie wargi - wszystko to sprawiało, że Izet, druga żona regenta, była kobietą wyjątkowo piękną.
„Druga żona”... Jakże trudno było pogodzić się z tą rolą i żyć w warunkach, jakie narzucała. Mimo to Izet nie umiała być zazdrosna o piękną, łagodną i rozumną Nefertari, która miała doprawdy królewski wygląd, choć nie okazywała wcale, że zależy jej na zaszczytach.
Izet wolałaby, żeby w jej sercu gorzała nienawiść, która pchnęłaby ją do bezlitosnej walki z Ramzesem i Nefertari. Nadal kochała jednak mężczyznę, który dał jej tyle szczęścia i rozkoszy, który dał jej syna.
Izet urodziwa nie dbała o władzę i zaszczyty. Kochała Ramzesa dla niego samego, kochała jego siłę, kochała promieniujący od niego czar. Życie z dala od niego było jednak próbą ponad siły. Dlaczego regent nie chce nic wiedzieć o jej rozpaczy?
Wkrótce Ramzes zostanie królem, a wtedy będzie ją odwiedzał z rzadka i na krótko, ona zaś nie potrafi mu się oprzeć. Gdyby mogła pokochać innego mężczyznę...! Ale wszyscy zalotnicy, ci dyskretni i ci natarczywi, byli ludźmi nijakimi, nie mającymi niczego do zaoferowania.
Kiedy przyszedł ochmistrz i oznajmił, że przybył Szenar, Izet urodziwą ogarnęło zdumienie; co starszy syn Setiego robi w Tebach? Przed pogrzebem ojca?!
W sali, gdzie go przyjęła, panował przyjemny chłód. Wąskie, umieszczone wysoko okna zapewniały przewiew. Wnętrze rozświetlały wąskie pasma słonecznego światła.
Izet urodziwa była wyraźnie zbita z tropu. Szenar miał ochotę ująć ją za rękę, ale uznał, że jeszcze nie czas; pośpiech bywa zgubny. Trzeba najpierw przywrócić młodej kobiecie spokój, a dopiero potem podbić jej serce łagodnością i argumentami.
Izet spędziła bezsenną noc.
Szenar kłamał. Ramzes za nic w świecie nie porzuciłby Egiptu, żeby odurzać się podróżami za granicę. Jeśli nie pojawi się na pogrzebie ojca, z pewnością nie będzie to nieobecność dobrowolna.
To prawda, był dla niej okrutny; nie zdradzi go jednak, rzucając się w ramiona Szenara. Izet nie miała najmniejszej ochoty być królową i nie znosiła ludzi chodzących z głową w chmurach i wyrażających się z namaszczeniem, ludzi cierpiących na przerost ambicji i pewnych swojego tryumfu.
Spoczywa na niej obowiązek: musi uprzedzić Ramzesa o spisku i zawiadomić go, jakie zamiary przypisuje mu starszy brat.
Wzięła papirus i napisała długi list, w którym przytoczyła dokładnie słowa Szenara. Potem wezwała przełożonego królewskich posłańców, którzy dostarczali listy do Memfis.
W okresie żałoby praca w porcie tebańskim w znacznej mierze zamarła - podobnie jak w memfickim. Na nabrzeżu, z którego szybkie statki odpływały w dół rzeki, drzemali żołnierze. Przełożony królewskich posłańców przywołał jednego z majtków.
Na pokładzie statku, którym chciał popłynąć urzędnik, pojawił się jakiś mężczyzna.
Przełożony królewskich posłańców złożył głęboki ukłon.
Urzędnik wręczył Szenarowi pismo Izet.
Gdy tylko statek odbił od brzegu i nabrał szybkości, Szenar podarł list i wyrzucił kawałeczki na wiatr.
Letnia noc była ciepła i wonna. Jak tu uwierzyć, że Seti opuścił swój lud i że dusza Egiptu opłakuje śmierć króla godnego władców Starego Państwa. Zwykle wieczory były wypełnione radością i ożywieniem; na wiejskich placach i miejskich uliczkach tańczono, śpiewano i snuto opowieści, zwłaszcza takie, w których zwierzęta wcielały się w ludzi, ale okazywały większą niż ludzie mądrość. Teraz, na czas żałoby, kiedy zwłoki faraona poddawano mumifikacji, ucichła radosna wrzawa, zaprzestano zabaw.
Stróż, żółty pies Ramzesa, spał wtulony w bok Zabijaki, ogromnego lwa, który pilnował prywatnego ogrodu regenta. Kiedy ogrodnicy skończyli podlewanie, zwierzęta ułożyły się na chłodnej trawie.
Jednym z ogrodników był żołnierz Menelaosa, Grek, któremu udało się dostać do służby u Ramzesa. Przed opuszczeniem ogrodu rozłożył na klombie wśród lilii kulki zatrutego mięsa. Być może minie wiele godzin, zanim lew zdechnie, ale nikt go nie zdoła uratować.
Stróż pierwszy wywęszył niezwykłą woń.
Ziewnął, przeciągnął się, głęboko odetchnął nocnym powietrzem i podreptał w stronę klombu. Węch zaprowadził go szybko do celu. Pies długo wąchał mięso, a potem obrócił się w stronę lwa. Nie był samolubem i zamierzał podzielić się smakowitym znaleziskiem.
Trzej żołnierze, którzy wspięli się na mur ogrodu, patrzyli z zadowoleniem, jak lew przerywa drzemkę i idzie w stronę psa. Jeszcze trochę cierpliwości i będą mieli wolną drogę: dotrą bez przeszkód do sypialni Ramzesa, dopadną go podczas snu i zawloką na okręt Menelaosa.
Zwierzęta stały nieruchomo z nisko opuszczonymi głowami. W końcu nasyciły się i zległy na środku klombu.
Dziesięć minut później jeden z Greków zeskoczył na ziemię: taka ilość silnej trucizny musiała już obezwładnić nawet tego wielkiego lwa.
Zwiadowca dał ręką znak swoim towarzyszom, którzy po chwili ruszyli za nim alejką prowadzącą do sypialni Ramzesa. Już mieli przekroczyć próg pałacu, kiedy usłyszeli ryk, który sprawił, że najpierw zastygli bez ruchu, a potem powoli się odwrócili.
Zabijaka i Stróż przysiadły na zadach i wpatrywały się w nich nieruchomym spojrzeniem. Wśród pogniecionych lilii leżało nie ruszone mięso, przed którym ostrzegł psa węch. Lew potwierdził wątpliwości swojego przyjaciela, rozdeptując zatrute jadło.
Trzej uzbrojeni w noże Grecy zbili się w ciasną gromadkę.
Zabijaka wysunął pazury, rozwarł paszczę i runął na intruzów.
Grecki oficer, któremu udało się przeniknąć do straży przybocznej Ramzesa, skradał się powoli przez pogrążony w śnie pałac; posuwał się w kierunku apartamentów regenta. Do jego obowiązków należała inspekcja korytarzy i składanie odpowiedniego meldunku, gdyby zobaczył jakąś podejrzaną osobę, nic więc dziwnego, że żołnierze, znając go doskonale, pozwolili mu przejść, o nic nie pytając.
Grek ruszył w stronę granitowego progu, na którym sypiał Serramanna; sam Sardyńczyk powtarzał, że jeśli ktoś zechce dotrzeć do Ramzesa, będzie musiał najpierw poderżnąć gardło jego osobistemu strażnikowi. Kiedy on zostanie zabity, regent będzie bezbronny i reszta straży przyłączy się do Szenara, nowego pana Egiptu.
Grek zastygł bez ruchu i nasłuchiwał.
Cisza. Słychać było tylko miarowy oddech śpiącego.
Serramanna był człowiekiem o niespożytych siłach, ale potrzebował, jak wszyscy, kilku godzin snu dziennie. Może jednak jest jak kot i obudzi się natychmiast, kiedy wyczuje niebezpieczeństwo; Grek musi zaatakować z zaskoczenia i nie dać swojej ofierze najmniejszej szansy obrony.
Najemnik był ostrożny, nasłuchiwał jeszcze przez chwilę. Nie miał wątpliwości: Serramanna pogrążony jest w głębokim śnie.
Grek wysunął sztylet z pochwy i wstrzymał dech. Zebrał się w sobie, skoczył gwałtownie na śpiącego i zadał cios prosto w gardło.
Zza pleców usłyszał pełen powagi głos:
Grek się odwrócił.
Żołnierz Menelaosa ścisnął mocniej rękojeść sztyletu.
Sardyńczyk był wyższy od Greka o trzy głowy.
Sztylet świsnął w powietrzu. Mimo swego wzrostu i wagi Sardyńczyk poruszał się zdumiewająco zwinnie.
Rozdrażniony żołnierz spróbował zmylić przeciwnika: zrobił krok w lewo i rzucił się do przodu ze sztyletem wymierzonym w brzuch olbrzyma.
Sardyńczyk złamał mu nadgarstek, zadając cios kantem lewej dłoni, a prawą pięścią zmiażdżył mu skroń. Grek martwy runął na ziemię.
Ramzes obudził się i stwierdził, że dwie próby zamachu zakończyły się niepowodzeniem. Trzej Grecy z ogrodu ponieśli śmierć od pazurów i kłów lwa. Grek z korytarza, członek osobistej straży regenta, też przeniósł się do wieczności.
Ramzes położył dłoń na prawym ramieniu Serramanny.
Ramzes spędził resztę nocy w ogrodzie przy lwie i psie; Zabijaka zasnął, Stróż drzemał. Syn Setiego marzył o świecie bez wojen.
Mojżesz miał rację: okazywanie wrogom łaski nie zniechęca ich do przemocy. Przeciwnie, utwierdza ich w poczuciu, że mają do czynienia z kimś słabym, kogo łatwo będzie zniszczyć.
Kiedy świt zakończył noc pełną bólu, Ramzes wiedział, że choć Seti był niezastąpiony, czas wziąć się do pracy.
W Egipcie Setiego obowiązek rozdzielania artykułów żywnościowych i innych produktów spoczywał na świątyniach. Od chwili narodzin cywilizacji faraonów zasada Maat, wątłej bogini sprawiedliwości i prawdy, wymagała, żeby żadne dziecko ziemi pobłogosławionej przez bogów nie cierpiało niedostatku. Jak można świętować, jeśli choć jeden żołądek jest pusty?
Stojący na szczycie machiny państwowej faraon był zarówno sterem, który nadaje właściwy kierunek nawie państwowej, jak i kapitanem, który dba o spoistość załogi. Jego to obowiązkiem jest zabiegać o solidarność, bez której społeczeństwo rozpada się i ginie wskutek konfliktów wewnętrznych.
Chociaż obieg dóbr materialnych powierzono przede wszystkim korpusowi urzędników, których kompetencja była jednym z kluczy do egipskiego bogactwa, istniała też pewna liczba niezależnych kupców pracujących z upoważnienia świątyń, wędrujących po całym kraju i handlujących bez żadnych ograniczeń.
Tak właśnie było w przypadku Rai, Syryjczyka mieszkającego od dziesięciu lat w Egipcie. Ten właściciel barki transportowej i stada osłów podróżował bezustannie z północy na południe i z powrotem, sprzedając wino, zakonserwowane mięso i sprowadzane z Azji naczynia. Był to mężczyzna średniego wzrostu, o twarzy ozdobionej małą spiczastą bródką, dyskretny, uczciwy. Ubierał się w tunikę w kolorowe paski. Liczni klienci szanowali go, dbał bowiem o jakość towarów i sprzedawał je po umiarkowanych cenach. Co roku przedłużano mu pozwolenie na handel i Syryjczyk wrastał coraz mocniej w swoją drugą ojczyznę. Podobnie jak wielu innych cudzoziemców zżył się z miejscową ludnością i nikt już go od niej nie odróżniał.
Nikt wszak nie wiedział, że kupiec Raia jest szpiegiem w służbie hetyckiej. Hetyci powierzyli mu zadanie zbierania informacji i przekazywania ich jak najszybciej do mocodawców. Dzięki temu wojownicy z Anatolii mogli zawsze wybrać najlepszy moment ataku na wasali faraona, by tym łatwiej zabrać im ziemie i przybliżyć chwilę najazdu na sam Egipt. Ponieważ Raia nawiązał mnóstwo znajomości wśród wojskowych, celników i policjantów, miał niejedną okazję do wysłuchiwania ich zwierzeń. Wyłuskiwał istotne wiadomości i przekazywał je do Hattusas, stolicy Hetytów. Szyfrował swoje meldunki i wkładał do waz przeznaczonych dla wodzów plemion w południowej Syrii, oficjalnie sprzymierzeńców Egiptu. Zdarzało się, że celnicy przeszukiwali towar i czytali teksty przygotowane przez Raię, ale były to niewinne listy handlowe i rachunki. Syryjski importer, który należał do siatki szpiegowskiej, dostarczał wazy adresatom, a meldunki jednemu ze swoich przyjaciół z północnej Syrii, hetyckiego protektoratu, a przyjaciel przesyłał je do Hattusas.
Dzięki temu systemowi wielkie bliskowschodnie mocarstwo, państwo Hetytów, śledziło, miesiąc po miesiącu, meandry egipskiej polityki. Dysponowało przecież informacjami z pierwszej ręki.
Wydawało się, że śmierć Setiego i okres żałoby stwarzają doskonałą okazję do ataku na Egipt, ale Raia włożył wiele wysiłku w ostrzeganie hetyckich dowódców przed awanturniczym przedsięwzięciem. Wbrew temu, co sobie wyobrażali, armia egipska nie była wcale zdemoralizowana. Przeciwnie, obawiając się najazdu w okresie przed wstąpieniem na tron nowego władcy, zdwojono środki ostrożności na granicach.
Co więcej, wskutek gadatliwości Grymaśnej, siostry Ramzesa, Raia dowiedział się, że Szenar, starszy brat przyszłego króla, nie może się pogodzić z tym, iż został zepchnięty na drugi plan. Innymi słowy, Szenar spiskuje, żeby zdobyć władzę, zanim dojdzie do koronacji Ramzesa.
Szpieg długo zastanawiał się nad charakterem Szenara i doszedł do wniosku, że jest to człowiek czynu, ambitny i bezlitosny, kiedy w grę wchodzą jego osobiste interesy, przebiegły i krańcowo inny niż Seti i Ramzes. Wstąpienie Szenara na tron to perspektywa miła sercu Rai, gdyż miało się wrażenie, że Szenar wpadł w pułapkę zastawioną przez Hetytów, którzy głosili, iż pragną zapomnieć o dawnych waśniach i nawiązać jak najlepsze stosunki dyplomatyczne i handlowe z Egiptem. Czyż Seti nie okazał słabości, rezygnując z zawładnięcia sławną twierdzą Kadesz, zwornikiem całego militarnego systemu hetyckiego? Absolutny władca anatolijskich wojowników chętnie dawał do zrozumienia, że wyrzeknie się ekspansji, miał bowiem nadzieję, że uśpi czujność przyszłego faraona i skłoni go do osłabienia bojowej gotowości armii.
Raia nie ustawał w wysiłkach zmierzających do wykrycia, kto jest sprzymierzeńcem Szenara, i rozpracowania jego planu działania. Instynkt podpowiedział mu, że powinien zainteresować się grecką kolonią w Memfis. Przecież Menelaos to okrutny najemnik, który z rozrzewnieniem wspomina rzeź, jakiej dokonał w Troi. Ludzie z jego otoczenia uważali, że grecki władca źle znosi pobyt w Egipcie. Marzył o tym, żeby wrócić z Heleną do Lacedemonu i uczcić należycie swoje zwycięstwa. Szenar z pewnością hojnie zapłaci greckim najemnikom za uwolnienie go od Ramzesa i usunięcie przeszkód na drodze do tronu.
Raia nie miał wątpliwości, że Ramzes byłby faraonem niebezpiecznym dla Hetytów. Ten młodzieniec o wojowniczym charakterze nie ustępował stanowczością swemu ojcu, a poza tym odznaczał się właściwą jego wiekowi porywczością. Lepiej sprzyjać Szenarowi, który jest bardziej zrównoważony i łatwiej poddaje się manipulacji.
Sprawy nie układały się jednak najlepiej dla Rai: zaufana osoba ze służby pałacowej doniosła, że zabito kilku greckich najemników, którzy próbowali dokonać zamachu na życie Ramzesa. Wyglądało na to, że spisek się nie udał.
Wszystko wyjaśni się w ciągu najbliższych godzin. Albo Szenar zdoła uwolnić się od odpowiedzialności za zamach i nadal będzie miał przed sobą przyszłość, albo nie, a wtedy przestanie się liczyć.
Menelaos zdeptał z wściekłością pancerz, który tyle razy ocalił mu życie na polu bitwy, i złamał oszczep, który przeszył pierś niejednego Trojańczyka. Potem chwycił wazę i cisnął nią z całej siły o ścianę przedpokoju w swoim pałacyku.
Kiedy uśmierzył nieco swój gniew, obrócił się w stronę Szenara.
Ameni, noszący sandały i osobisty sekretarz Ramzesa, był przede wszystkim przyjacielem księcia z dzieciństwa; przysiągł mu wierność i na zawsze związał swój los z jego losem. Niski, szczupły, drobny, lekko już łysiejący młodzieniec, zbyt słaby, żeby unieść trochę choćby większy ciężar, potrafił jednak harować ciężej niż wół i był pisarzem, jakich mało. Bez wytchnienia studiował dokumenty i sporządzał z nich wyciągi, by Ramzes był na bieżąco poinformowany o tym, co się dzieje w kraju. Ameni nie pragnął dla siebie zaszczytów i nie tolerował najmniejszego uchybienia służbowego ze strony dwudziestu najwyższej klasy urzędników, którzy pracowali pod jego rozkazami. Dokładność i dyscyplina były dla niego wartościami świętymi.
Chociaż nie cenił zgoła ludzi nieokrzesanych w rodzaju Serramanny, musiał przyznać, że ten ostatni, rozprawiając się z greckim zamachowcem, dał pokaz nie lada sprawności. Reakcja Ramzesa na zamach zdumiała Ameniego; przyszły faraon poprosił bardzo spokojnie o przygotowanie szczegółowego opisu funkcjonowania najważniejszych składników organizmu państwowego i relacji między nimi.
Kiedy Serramanna zawiadomił Ameniego o przybyciu Szenara, osobisty sekretarz regenta poczuł irytację, gdyż był właśnie zajęty sprawą reformy starych praw dotyczących użytkowania wspólnych zbiorników wodnych.
Ramzes przyjął brata w ogrodzie. W cieniu sykomory drzemał, można by sądzić, lew, a żółty pies był zajęty ogryzaniem kości.
Co mi więc radzisz?
Homer zajmował obszerną rezydencję nieopodal pałacu regenta. Poeta miał na swoje usługi kucharza, pokojówkę i ogrodnika, a jego piwnica była zapełniona dzbanami wina z Delty, które pił z dodatkiem anyżku i kolendry. Nie opuszczał właściwie ogrodu i spędzał czas pod swoim ulubionym drzewem, cytrynowcem, który sprzyjał poetyckiemu natchnieniu.
Homer lubił nacierać ciało oliwą i palić liście szałwii w fajce, której kominek był wykonany ze skorupy dużego ślimaka. Zasiadał pod cytrynowcem, trzymając na kolanach czarno-białego kota, któremu nadał imię Hektor, i dyktował wersy Iliady raz Ameniemu, raz skrybie, którego przydzielił mu osobisty sekretarz Ramzesa.
Wizyta regenta uradowała poetę. Kucharz przyniósł kreteńską wazę o bardzo wąskiej szyjce, z której wypływał cieniutki strumyczek chłodnego, aromatycznego wina. Pod palmowym daszkiem altany wspartej na czterech akacjowych słupkach było nieco chłodniej niż na zewnątrz.
Ramzes uśmiechnął się. Homer był w obejściu szorstki i nie lubił niczego owijać w bawełnę, ale regentowi to właśnie się u niego podobało.
Taka kobieta przynosi nieszczęście i śmierć, chociaż wcale tego nie pragnie. Nie odmienisz jej przeznaczenia.
Niektórzy mogliby uznać, że siwobrody poeta zachowuje się nieco obcesowo, ale Ramzes cenił ten bezceremonialny język, dający więcej korzyści niż pochlebstwa dworaków.
Kiedy tylko Ramzes przekroczył próg skrzydła pałacowego, które przydzielił mu Seti, przybiegł Ameni. Był bardziej wzburzony, niż wypadałoby osobistemu sekretarzowi regenta.
Twarz wdowy po Setim, podobnie jak twarze małżonek Ramzesa i Menelaosa, wyrażała zaniepokojenie. Tuja siedziała na niskim stołku ze złoconego drewna, Nefertari na składanym krzesełku, a Helena stała, opierając się o jasnozieloną kolumnę w kształcie kwiatu lotosu.
W sali audiencyjnej wielkiej małżonki królewskiej panował kojący chłód; zmysł węchu wyczuwał delikatne pachnidło. Kwiaty na tronie świadczyły, że chwilowo nie zasiada na nim faraon.
Ramzes skłonił się przed matką, pocałował czule żonę i pozdrowił Helenę.
Nefertari podeszła do Ramzesa.
