Przyroda, projekt i nauka. Teoria projektu w naukach przyrodniczych - Ratzsch Del - ebook

Przyroda, projekt i nauka. Teoria projektu w naukach przyrodniczych ebook

Ratzsch Del

0,0

Opis

Autor poszukuje odpowiedzi na pytanie, czy pojęcia i zasady dotyczące teorii nadnaturalnego inteligentnego projektu mogą funkcjonować w nauce. Chociaż przekonanie o bezpodstawności uznania tej idei cieszy się ogromnym powodzeniem, to ostatnimi czasy powstało niewiele prac poświęconych kwestiom zasadniczym, takim jak: „Czym jest projekt?” lub „Za pomocą jakich kryteriów można oceniać zasadność lub bezzasadność dopuszczania tej idei w nauce?”. Tymczasem idea nadnaturalnego inteligentnego projektu pojawia się coraz częściej w dyskusjach poświęconych zarówno zasadom antropicznym, jak i pewnym typom biologicznej złożoności. Del Ratzsch systematyzuje dostępną wiedzę i pomaga czytelnikowi znaleźć odpowiedź na pytanie, czym jest projekt, wyjaśnia bardziej szczegółowe pojęcie nadnaturalnego projektu, broni ogólnego kryterium naukowości i potwierdza tezę, w myśl której w pewnych przypadkach koncepcja inteligentnego nadnaturalnego projektu może spełniać wymogi prawomocności naukowej.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 429

Rok wydania: 2022

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Tytuł oryginałuNature, Design, and Science: The Status of Design in Natural Science
The Polish translation of this book is made possible by permission of the State University of New York Press ©2001, and may be sold throughout the world Copyright © for the Polish edition by Fundacja En Arche, Warszawa 2022
PrzekładJÓZEF ZON
Redaktor naukowy seriiprof. dr hab. KAZIMIERZ JODKOWSKI
Redaktor prowadzącyJACEK FRONCZAK
Redakcja merytorycznadr hab. KRZYSZTOF KILIAN
Redakcja językowaJOANNA MORAWSKA
KorektaSYLWIA KOZAK-ŚMIECH
Projekt okładkiZOFIA KICINSKI
Projekt graficznyMARIA ROSŁONIEC
SkładHONORATA KOZON
Wydanie I
ISBN 978-83-66233-99-7 (PDF) ISBN 978-83-66233-97-3 (EPUB) ISBN 978-83-66233-98-0 (MOBI)
Fundacja En Arche al. Jana Pawła II 80 lok. 15 00-175 [email protected] Księgarnia internetowa enarche.pl/ksiegarnia/
Konwersja: eLitera s.c.

SERIA PERSPEKTYWY NAUKI

Jeszcze sto lat temu uczeni uważali, że nauka to przedsięwzięcie obiektywne, oparte na gromadzeniu danych empirycznych i wyciąganiu na tej podstawie wniosków, które przeradzają się w teorie. Dziś jednak wiemy, że to nie fakty, ale przede wszystkim ich interpretacje prowadzą do rozwoju nauki.

Największe rewolucje w historii nauki zaszły dzięki wybitnym jednostkom, które wykazały się postawą krytyczną wobec powszechnie obowiązujących poglądów. Kopernik nie przyjął geocentryzmu Ptolemeusza, Einstein odrzucił to, co dzisiaj określamy mianem fizyki klasycznej, a Darwin nie zgodził się z tym, co w jego czasach nazywano biblijnym poglądem o niezmienności gatunków.

Seria Perspektywy Nauki pokazuje, że nauka nie jest przedsięwzięciem jednolitym, że to raczej kolaż rozmaitych poglądów, hipotez i idei. Będziemy w niej przedstawiać oryginalne poglądy uczonych, którzy wykraczają poza utarte szlaki i przedstawiają czytelnikowi zupełnie nowe perspektywy w nauce.

Odkrycie w nauce polega na tym, że widząc to, co wszyscy inni, dostrzega się to, czego nikt nie zauważył.

Albert Szent-Györgyi, laureat Nagrody Nobla

Przedmowa

Jak głosi stare przysłowie, „cicha woda brzegi rwie”, chociaż jego odwrotność nie zawsze jest prawdą. Zagadnienia i emocje łączące się z relacją nauki i religii rzeczywiście potrafią „rwać brzegi”, a wzajemne odziaływanie owych sfer nie zawsze przebiegało spokojnie. Nie znaczy to wcale, że celowo używana polemiczna metafora „wojny” jest historycznie czy też filozoficznie trafna. Jednak z pewnością nie można zaprzeczyć, że trwało i nadal trwa coś, co można określić mianem burzliwej interakcji – fermentu, który z historycznego punktu widzenia nieoczekiwanie okazywał się owocny.

Za aktualne wzburzenie wód odpowiada teoria inteligentnego projektu. Jej zwolennicy twierdzą, że istnieje wiele używanych na co dzień empirycznych kryteriów, które można stosować do rozpoznawania celowo skonstruowanych wytworów, będących skutkiem inteligentnego sprawstwa. Twierdzą też, że kryteria te można w zasadzie odnosić i do samej przyrody, do określonych zachodzących w niej zjawisk. Uważają oni, że niektóre zjawiska w przyrodzie rzeczywiście spełniają odpowiednie kryteria, a zatem te pierwsze stanowią potwierdzenie, iż są rezultatem inteligentnego zaprojektowania.

Zwolennicy ci utrzymują również, że włączenie do nauk przyrodniczych tych kryteriów i związanych z nimi opisów oraz wyjaśnień jest racjonalnie, filozoficznie i naukowo uzasadnione. Włączenie takie może być też użyteczne z naukowego punktu widzenia, gdyż dostarczy nauce środków, dzięki którym nie zabrnie ona w teoretyczne i eksplanacyjne ślepe uliczki. Niektórzy krytycy z kolei twierdzą, że teorie projektu są empirycznie puste, koncepcyjnie bezpłodne, nieuprawnione w obszarze nauki, że są już odrzuconymi historycznie przeżytkami, a w ostatecznym rozrachunku okażą się cyniczną religią w przebraniu.

Kiedy włączyłem się do przybierającej na sile debaty na temat teorii projektu, stało się dla mnie jasne, że prawie nic nie zostało zrobione i nic się nie robi, jeśli chodzi o fundamentalną pracę filozoficzną o istotnym znaczeniu dla rzeczywistego postępu tej debaty. Książka ta nie jest zatem kolejnym opracowaniem opowiadającym się za tymi twierdzeniami czy też przeciwko nim. Jest natomiast przedsięwzięciem filozoficznym mającym na celu nakreślenie części krajobrazu filozoficznego, któremu należy się przyjrzeć, by można było twórczo włączyć się w wielką debatę na temat projektu.

Realizując ten projekt, zaciągnąłem wiele długów. Chciałbym tu podziękować Davidowi Van Baakowi, Johnowi Suppemu i Williamowi Lane’owi Craigowi za wszystkie komentarze i sugestie. Jestem również zobowiązany redaktorowi serii wydawniczej Davidowi Shanerowi oraz Jane Bunker, Katy Leonard, Danie Foote, a także Kay Bolton z SUNY Press. Szczególne podziękowania kieruję do Donny Kruithof, do Dorcas Chung za znaczącą pomoc w zakresie bibliografii, a do Pew Foundation oraz Calvin College za życzliwe wsparcie, które dało mi możliwość nieprzerwanej rocznej pracy.

Jestem niezwykle wdzięczny za otaczającą mnie atmosferę miłości, afirmacji, wsparcia oraz cierpliwości, jaką stworzyła mi żona Betsy, i za dynamiczny ferment wnoszony w nasze życie przez synów Dylana oraz Philipa. W dowód tej wdzięczności poświęcam niniejszą pracę właśnie Dylanowi i Philipowi.

Wprowadzenie

Wiara w to, że w przyrodzie występują przejawy projektu nadprzyrodzonego, jest chyba tak stara, jak stary jest rodzaj ludzki. Dawniej takie poglądy znajdowały entuzjastycznych i elokwentnych zwolenników pośród elit ludzi wykształconych i naukowców. Jednak w tym stuleciu koncepcja inteligentnego, nadprzyrodzonego zaprojektowania nie cieszy się już takim dobrym przyjęciem. Odwoływanie się do idei nadprzyrodzonego projektu jako rzeczywistego wyjaśniania czegokolwiek w nauce często traktuje się nie tylko jako bezzasadne, lecz również jako wyraz braku zrozumienia, że nauka z gruntu musi wykluczać wszelkie odniesienia do czegokolwiek ze sfery nadprzyrodzonej. Takie odwołanie uznaje się obecnie za niedający się obronić relikt minionych stuleci, kiedy z uwagi na niedojrzały stan nauki takie próby tłumaczenia tajemnic przyrody mogły uchodzić za rozsądne.

Ostatnio jednak pojawiają się pewne oznaki tego, że opór wobec teorii projektu lekko słabnie. Niektórzy uznani naukowcy utrzymują, że oczywiste dostrojenie Kosmosu jest nazbyt kunsztowne, by można było przypisać je ślepemu przypadkowi. Zaś niektórzy filozofowie nauki twierdzą, że te podejścia do nauki, które leżą u podstaw zakazów nadnaturalnego projektu, są nietrafne. Twierdzą też, że wprowadzanie takich zakazów na stałe może wymagać badań, których obecnie nie sposób przeprowadzić. A kilku uczonych rozpoczęło nawet opracowywanie idei odnoszących się do konkretnych zjawisk, co do których – jak sądzą – na podstawie danych empirycznych, można zasadnie odnosić ideę nadprzyrodzonego zaprojektowania. Zaskakuje to, że praktycznie nie przeprowadzono żadnych istotnych badań, by zgłębić tę sprawę. Głównym celem tej książki jest wykonanie tego podstawowego zadania.

Część I: Projekt. Podstawowe informacje

Pomimo swej długiej historii (argumenty z projektu odgrywały w filozofii istotną rolę przez całe stulecia) koncepcja projektu praktycznie nie doczekała się prób formalnego przeanalizowania. Część I (rozdziały 1 i 2) poświęciłem przebadaniu koncepcji projektu związanego z czynnościami i wytworami bytów niemających nadprzyrodzonej natury (projekty skończone – finite design). Podjąłem tu głównie takie zagadnienia, jak: cechy projektu, natura świadectw projektu, zasady rozpoznawania projektu oraz związek pomiędzy koncepcją projektu przyrodzonego sprawcy i łączącymi się z nim przedsięwzięciami naukowymi (na przykład: antropologią czy poszukiwaniem inteligencji pozaziemskiej (SETI – Search for ExtraTerrestrial Intelligences).

Część II: Projekt nadprzyrodzony

Chociaż nadprzyrodzony projekt pod pewnymi względami jest bardzo podobny do projektu przyrodzonego sprawcy, to między nimi odnaleźć można również wiele istotnych różnic. Te ostatnie łączą się ze specjalnymi cechami, zdolnościami i alternatywami, jakimi dysponują istoty nadprzyrodzone. Różnice te mają poważne konsekwencje zarówno dla zakresu wyjaśnień projektów, jak i dla zasad oraz perspektyw rozpoznania nadprzyrodzonego projektu. Tego rodzaju sprawy omówiłem w rozdziałach od 3 do 6.

Część III: Granice naukowej prawomocności

To, czy koncepcja nadprzyrodzonego projektu przekracza granice naukowej prawomocności, zależy zarówno od cech tej koncepcji, jak i od dokładnego położenia owych granic. Zagadnieniem tym zająłem się w rozdziałach od 7 do 9. Nakreśliłem tam ogólny obraz pojęciowej struktury nauki i w tym kontekście opracowałem kryterium prawomocności naukowej.

Część IV: Kwestia dopuszczalności – zagadnienia pojęciowe i pragmatyczne

Po przygotowaniu odpowiednich składowych cały problem sprowadza się do tego, czy odpowiednie koncepcje projektu (część II) są w ogóle w stanie spełnić kryterium prawomocności (część III). Niektóre typy nadprzyrodzonego projektu spełniają stosowne warunki. Zasadnicza część rozdziałów 10 i 11 zawiera argumenty za tym, że standardowe zarzuty wobec teorii projektu nie wykazują tego, co miały wykazać, że rzeczywiście można przedstawić argumenty za zasadniczą dopuszczalnością rozważań nad nadnaturalnym projektem nawet w ramach „twardych” nauk i że takie rozważania oferują nawet potencjalne korzyści naukowe.

Ocena konkretnych argumentów za projektem w przyrodzie lub przeciw niemu wymaga jasności w sprawach fundamentalnych pojęć i problemów. Niestety, jasność nie cechuje toczących się obecnie dyskusji na ten temat, a w miarę wzrostu ich temperatury coraz bardziej radykalizują się stanowiska rozmówców. Niniejsza praca stanowi próbę zdystansowania się od atmosfery dyskusji oraz systematycznego przeglądu pojęć, wokół których toczy się i będzie się toczyć ten narastający spór. Pora na okopanie się na swoich pozycjach może jeszcze nadejść – na to nigdy nie jest za późno.

Część I

Projekt. Podstawowe informacje

Rozdział 1

Preliminaria teorii projektu

Charakterystyka wstępna

Bardzo trudno znaleźć w literaturze formalne definicje projektowania. Chociaż najwyraźniej przyjmuje się, że pojęcie to jest zbyt proste i znane, aby trzeba było je wyjaśniać, to jednak wyrażenia tego używa się na wiele sposobów. Można natrafić na zamienne używanie terminu projekt na oznaczenie między innymi porządku, planu, funkcji i artefaktyczności. Będę posługiwał się nim, rozumiejąc go następująco:

1. wzorzec to struktura abstrakcyjna, która w specyficzny sposób powiązana jest z umysłem albo jest korelatem umysłu;

2. projekt jest celowo zamierzonym lub wytworzonym wzorcem;

3. być zaprojektowanym oznacza bycie okazem jakiegoś projektu.

Wzorzec ma tu szersze znaczenie jak, powiedzmy, figura geometryczna, powtarzająca się sekwencja. Historia pokazuje, że za wzorce uznawano prawa oraz inne formalne uporządkowania, a nawet takie zagadnienia, jak dostosowanie środków do celów, niektóre rodzaje izomorfizmów, a także znamienne sekwencje wydarzeń.

Oczywiste kluczowe pytanie, odnoszące się do powyższej charakterystyki, brzmi: „Co oznacza, że dana struktura jest korelatem umysłu?”. Później będę miał więcej do powiedzenia na temat tego pojęcia, teraz tylko wskażę nieformalnie na intuicje. Spostrzegamy niektóre struktury abstrakcyjne, zajmują one naszą uwagę, w różnym stopniu zdają się jakoś przystawać do ludzkich procesów poznawczych, być sensowne, nosić znamiona zrozumiałości[1]. Tego rodzaju silną korelację można odnaleźć w greckiej racjonalnej koncepcji rzeczywistości. Inni myśliciele aż do naszych czasów w tym domniemaniu o wzorcowości występującej w przyrodzie dostrzegali nie tylko podstawy i perspektywy nauki, lecz także wszelkiego rodzaju racjonalne myślenie[2]. To skorelowanie z umysłem można powiązać z innymi kluczowymi koncepcjami w ogólnym obrazie nauki. Niektóre z tych powiązań zostaną naszkicowane później.

Z wzorcem nie wiąże się istnienie jakiegoś sprawcy[3] czy podmiotu poznającego, żaden zamiar czy cel ani żadne działanie sprawcy. Jednakże projekt zazwyczaj będzie sugerował wszystkie te rzeczy: projektanta, zamiar oraz (możliwe, że skrajnie pośrednio) działanie sprawcy[4]. Podczas gdy projekt odnosi się do wzorca powstałego wskutek zamiaru, to to, co jest zaprojektowane, odnosi się do zjawiska (przedmiotu, następstwa, wydarzenia) ucieleśniającego ten projekt[5].

Są też tacy, którzy wyrażenia projekt używają w kontekście naukowym, odrzucając istnienie jakiegokolwiek projektującego sprawcy (lub nawet zaprzeczając, że on istnieje). Wiele mówi to, że niektórzy spośród najbardziej prominentnych w tej grupie nie potrafią całkowicie uwolnić się od pojęcia sprawstwa. Na przykład Richard Dawkins pisze:

O organizmie (czy o jego narządzie) powiedzieć, że wygląda jak dobrze zaprojektowany, można wówczas, gdy ma takie cechy, jakie inteligentny i znający się na rzeczy inżynier zaplanowałby w celu uzyskania pewnego sensownego skutku[6].

Takie kontrfaktyczne odniesienia do inteligentnych sprawców uznaję za milcząco przyjmowany sposób ujęcia tego, co nazwałem w definicji wzorca korelatem umysłu.

Ale to, co Dawkins określa mianem projektu, a co inni woleliby wyrazić przez projekt pozorny, ja nazywam wzorcem. Teraz można zająć się innymi pojęciami występującymi w tym obszarze. Porządek jest dla mnie synonimem wzorca. Słowo plan jest dwuznaczne: w jednym kontekście i sposobie użycia oznacza wzorzec, a w innym projekt. W takim ujęciu większość tradycyjnych argumentów z projektu w zasadzie przebiega od wzorca do projektu, a specyficzne wzorce wybiera się na tej podstawie, że posiadają one specyficzne cechy: adaptacje, złożoność, precyzyjne dostrojenie, nieprawdopodobieństwo, ewidentną celowość, analogiczność do ludzkich wytworów i tak dalej. Cechy te, jak się uważa, wspierają takie wnioskowania.

Przeciwprąd

W odniesieniu do ludzi i istot pozaziemskich (lub innych istot przyrodzonych) termin zaprojektowany jest bliskoznaczny sztucznemu, a przeciwstawia się mu naturalny. Oczywiście słowo „naturalny” ma wiele znaczeń, co zależy od tego, czy skontrastuje się je ze słowami „nadprzyrodzony” lub „sztuczny”. Aktywność i inteligencja ludzi oraz istot pozaziemskich jest zazwyczaj klasyfikowana jako naturalna i jest odróżniana od nadprzyrodzonej (i jako taka jest ogólnie traktowana jako w pełni uprawomocniona w obszarze nauki, na przykład w SETI). Ale nie zaklasyfikowalibyśmy jako naturalnej w innym sensie, na przykład wieży Eiffla – biorąc pod uwagę nasze intuicyjne przekonanie, że niekierowana przez przemyślaną, intencjonalną aktywność przyroda nie wytworzyłaby (i prawdopodobnie nie potrafiłaby wytworzyć) czegoś takiego.

Nie jest prostą sprawą pełne wyjaśnienie znaczenia tego ostatnio użytego wyrażenia „naturalny”. W tym sensie za naturalne uznajemy zazwyczaj to, co niekierowana przez sprawczość i działająca swobodnie przyroda mogłaby zrobić lub wytworzyć sama, zaś jako sztuczne to, czego niewspierana przez sprawczość przyroda nie zrobiłaby lub nie wytworzyłaby (albo czego nie zrobiłaby za pośrednictwem specyficznych środków, o których jest mowa). Ale niektóre rzeczy mieszczą się pomiędzy tymi dwiema kategoriami. Chodzi tu o rzeczy, które niczym niekrępowana przyroda – gdyby taka była – mogłaby zrobić lub wytworzyć. To mogłaby nie odnosi się jedynie do możliwości logicznej lub fizycznej. Przypuśćmy, że wchodzimy do pokoju i dostrzegamy kogoś równomiernie rozbryzganego po suficie. Zgodnie z mechaniką kwantową istnieje niezerowe prawdopodobieństwo, że cząsteczki stanowiące ciało tej osoby wszystkie nagle spontanicznie ruszyły ku górze, czego skutkiem stał się taki ich rozkład na suficie. Jednak chociaż jest to możliwe logicznie i fizycznie, nigdy nie uwierzylibyśmy, że jest to prawdziwe wyjaśnienie. Prędzej zaakceptowalibyśmy przedstawione w „Weekly World News” wyjaśnienie, że doszło do tego za sprawą przybyszów z Kosmosu i źle działających promieni trakcyjnych.

Albo weźmy pod uwagę przypadek mniej spektakularny. Żadne prawo przyrody nie doznałoby gwałtu, jeśli siewki w jakimś lesie poukładałyby się w prostych rzędach w równych odległościach. To mogłoby się zdarzyć, gdyż nie wyklucza tego ani żadne prawo logiki, ani żadne prawo przyrody. Ale chociaż żadne prawo przyrody nie zostało pogwałcone, nigdy nie uwierzylibyśmy, że zaszło to naturalnie. Wzorzec jest po prostu zbyt sztuczny, za bardzo skorelowany z umysłem, byśmy mogli myśleć inaczej, nie dysponując nadzwyczaj przekonującą racją.

Z drugiej strony rozważmy konkretny rozstaw siewek odnaleziony w jakimś naturalnie powstałym lesie. Mimo że odstępy te są efektem działania przyrody, to mogła ona wytworzyć nieco inne odstępy, które również byłyby naturalne.

W przypadkach rozbryzgu na suficie i równomiernego rozmieszczenia siewek uważamy, że chociaż przyroda mogłaby tego dokonać, to jednak tego nie zrobiła, i poszukujemy innych wyjaśnień. W przypadku z poprzedniego akapitu uważamy, że chociaż przyroda tego nie zrobiła, to jednak mogła, więc słowo „mogła” wydaje się dostatecznie mocne, by utrzymać te wydarzenia w kategorii „naturalne”[7]. Do problemu tego jeszcze powrócę.

Wyrażenia przeciwprąd będę zatem używał w następujący sposób:

przeciwprąd odnosi się do tego, co przebiega w kierunku przeciwnym do tego, co – w stosownym znaczeniu tych słów – może (lub mogłoby) zajść lub zdarzyć się, gdyby przyroda działała swobodnie[8].

To oczywiste, że przeciwprąd ma związek z rzeczami lub zdarzeniami, których przyroda nie mogłaby wytworzyć.

Działania istot przyrodzonych (ludzi, istot pozaziemskich) ogranicza przyroda. A zatem, kiedy zmieniamy naturalny bieg zdarzeń lub próbujemy opanować przyrodę, bądź ją ograniczamy, pozostawiamy ślady – ślady przeciwprądu. Krótko mówiąc, będę twierdził, że oznaki przeciwprądu zazwyczaj świadczą, że coś jest wynikiem zaprojektowania przez sprawcę będącego istotą przyrodzoną. Nasz osąd co do tego, że ujawnia się przeciwprąd, opiera się z kolei na naszym rozumieniu tego, czym miałby być naturalny bieg zdarzeń: krótko mówiąc – na naszym potocznym i naukowym obrazie świata.

Przeciwprąd, sprawczość, nieciągłość nomiczna

Jeśli oznaki przeciwprądu świadczą, że zaszło coś, czego przyroda sama z siebie nie mogła wytworzyć, to wskazuje to na przyczynową aktywność innego sprawcy: ludzkiego, pozaziemskiego lub innego. Wiele spraw będzie tu zależało od naszych poglądów na przyrodzone podmioty działania. Zgodnie z całkowicie deterministycznym poglądem, jeśli nawet skończony projekt mógłby być trafną koncepcją wyjaśniającą, to ostatecznie będzie ona skrótem jakiegoś dłuższego, ale w pełni określonego za pomocą praw przyrody ujęcia. Z drugiej strony, każde pojęcie swobodnej aktywności sprawcy będzie, ogólnie mówiąc, oznaczać, że przypadki przeciwprądu (a zatem przypadki artefaktyczności albo projektu) łączą się z nieciągłością działania praw przyrody (nomic discontinuity) dokładnie tam, gdzie mamy do czynienia z aktywnością sprawcy − to jest w punkcie wprowadzenia przeciwprądu, czy w warunkach początkowych bądź w przebiegu procesów lub w czymkolwiek innym[9]. Nie oznacza to oczywiście, że naruszane będą prawa przyrody. Pojawią się jednak kauzalne składowe autentycznego projektu, z którymi nie będzie w stanie sobie poradzić żadna nauka ograniczająca się do wyjaśnień za pomocą praw.

Nie da się tu uniknąć pewnych problemów[10]. Niektóre istotne zastrzeżenia omówione zostaną później. Tu, jako pierwsze przybliżenie, przyjmiemy, że projekt (stworzony przez przyrodzonego sprawcę – albo projekt przyrodzonego sprawcy) wiąże się bezpośrednio lub pośrednio z wolną, celową, zamierzoną aktywnością sprawcy, która jest nakierowana na wytworzenie jakiegoś zjawiska, przeważnie urzeczywistniającego skorelowany z umysłem wzorzec. Tego ostatniego sama z siebie przyroda nie byłaby w stanie wytworzyć[11].

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Przypisy

Rozdział 1

[1] Stuart Kauffman w The Origins of Order: Self-Organization and Selection in Evolution (Oxford University Press, New York 1993) zauważył: „Mówi się, iż Wolfgang Pauli poczynił uwagę, że źródłem najgłębszego zadowolenia w nauce jest znalezienie [...] azylu dla jakiegoś głęboko odczuwanego, głęboko zachowywanego obrazu” (s. vii). Głęboko zatrzymywany obraz poznawczy, który znajduje odzwierciedlenie w przyrodzie, dobrze przedstawia jedną z płaszczyzn korelacyjności umysłu.
[2] M. Midgley, Science as Salvation, Routledge, London 1992, s. 3–14. E.F. Keller w Reflections on Gender and Science (Yale University Press, New Haven, CT 1985) zauważa, że „Dla większości naukowców [zachodzi] zgodność pomiędzy naszymi umysłami naukowymi i światem przyrody – nie inaczej niż w przypadku platońskiego powinowactwa pomiędzy umysłem i formą” (s. 142). Podobne powiązanie znajdziemy w: C.S. Lewis, Rozważania o chrześcijaństwie, tłum. Z. Kościuk, Oficyna Wydawnicza „Logos”, Warszawa 2002. Zgodności te mogą być rozszerzane w zaskakujący sposób. Rozważmy na przykład zaczerpnięty z książki F.D. Peata (Superstrings and the Search for the Theory of Everything, Contemporary Books, Chicago 1988, s. 28) fragment: „Zupełnie niedawno David Finkelstein dokonał przełomu w rozumieniu powstania czasoprzestrzeni i teorii kwantowej. Jego ujęcie jest analogiczne do sieci neuronalnych, jakie są obecnie przedmiotem badań w dziedzinie sztucznej inteligencji”.
[3] W ten sposób najczęściej będzie tłumaczony tu angielski termin agent. W pozafilozoficznych przekładach tekstów na polski używa się go bez tłumaczenia, zwykle w odniesieniu do spraw odnoszących się do sfery handlowej i politycznej. Tutaj termin agent będzie oddany także przez wyrażenia: „działający podmiot”, „podmiot sprawczy” lub „podmiot działania” (przyp. tłum.).
[4] Dla koncepcji projektu i zaprojektowania jest chyba nieistotne to, czy czynność jego twórcy była nieskrępowana. Jednak, by uniknąć różnych komplikacji (i dlatego że sam intuicyjnie uważam to za słuszne), będę zakładał, że w interesujących przypadkach przynajmniej część rozpatrywanej aktywności została podjęta dobrowolnie.
[5] Nic jednak nie sugeruje, czy dane działanie jest bezpośrednie czy pośrednie, jaka jest długość łańcucha przyczynowego czy cokolwiek w tym rodzaju. Nie istnieją też żadne ograniczenia wobec typu wchodzących w grę zjawisk: czy są nimi przedmioty fizyczne, procesy, następstwa, zdarzenia, algorytmy matematyczne lub inne zjawiska nieodnoszące się do przedmiotu.
[6] R. Dawkins, Ślepy zegarmistrz, czyli jak ewolucja dowodzi, że świat nie został zaplanowany, tłum. A. Hoffman, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1994, s. 47. Dawkins nie wnosi tu niczego nowego, mówiąc – w trybie odniesienia kontrfaktycznego – o tym, co uczyniłby sprawca obdarzony inteligencją. Stosuje go na przykład C.D. Broad (The Mind and It’s Place in Nature, Kegan Paul, Trench, Trubner, London 1947, s. 82, 84).
[7] Łatwo zauważyć, że wyjaśnianie za pomocą słowa mogłaby w niektórych wypadkach może być wystarczające. Przyroda, jeśliby w nią nie ingerować, mogłaby wytworzyć nieco odmienny wzorzec układu siewek. (Być może jakiś element tego wzorca był wrażliwy na fluktuacje kwantowe). Ponieważ przyroda, w którą nie zaingerowano, nie wytworzyła tych nieco różniących się wzorców, to oczywiście nie jest prawdą, że gdyby nie ingerować w nią, to wytworzyłaby ten wzorzec. Ten nieco zróżnicowany wzorzec byłby jednak naturalny, zatem w tym wypadku słowo mogłaby jest odpowiednie.

[8] Na to samo w istocie pojęcie można natrafić u Immanuela Kanta (Krytyka czystego rozumu, tłum. R. Ingarden, Antyk, Kęty 2001, s. 491) oraz u Francisa Bacona w De Dignitate et Argumentis Scientiarum w: Francis Bacon: Essays, Advancement of Learning, New Atlantis, and Other Pieces, ed. R.F. Jones, Odyssey Press, New York 1937: „Zauważyłem, że przyroda występuje w trzech różnych stanach [...]. Jest ona albo niczym nieograniczana i podąża swoją normalną drogą rozwoju [...], albo jest z tej drogi spychana przez przewrotność, zuchwałość i krnąbrność materii [...], albo w końcu stawia się jej ograniczenia, jest formowana, jak gdyby była nową dzięki sztuce i rękom człowieka, jak w rzeczach sztucznych” (s. 379).

Tom Sorrell podobne ujęcie odnosi do twórczości literackiej (Scientism: Philosophy and the Infatuation with Science, Routledge, London 1991, 1994, s. 114–115), zaś Robert Nozick (w: Philosophical Explanations, Harvard University Press, Cambridge, MA 1981) proponuje coś podobnego w dziedzinie konceptualnej: „Materiałem dla filozofa są idee, pytania, różnice zdań, pojęcia. On urabia je i nadaje im formę [...]. To urabianie obejmuje także nadawanie kształtu częściom, nieco wbrew ich naturalnej strukturze, tak by lepiej pasowały do ogólnego wzorca, który częściowo został zaprojektowany tak, by pasował też do nich” (s. 645–646). Zob. też G. Parker, Creation: Facts of Life, Master Books, Colorado Springs 1994, s. 13–17.

[9] Od tego istnieją jednak dziwne wyjątki. Przypuśćmy na przykład, że wrodzy kosmici zadecydowali, że Ziemia zasługuje na zniszczenie (przestrzeń międzygalaktyczna staje się nieznośnie zanieczyszczona przez zgniliznę codziennych telewizyjnych talk-show). Zgodnie z planem kosmitów ziemscy astronomowie nie wiedzą, że przestrzeń kosmiczna jest zalewana asteroidami złożonymi z antymaterii, spośród których kilkadziesiąt znajduje się na bezpośrednim kursie kolizyjnym z Ziemią. Ci kosmici, początkowo życzliwi wobec Ziemi, przez całe stulecia dyskretnie przekierowywali te asteroidy daleko poza orbitę Plutona, ale straciwszy w końcu cierpliwość, wybrali odpowiednią asteroidę, znajdującą się na odpowiednim kursie, by przedostała się przez ich tarczę. Zdarzenia następują tak, jak oczekiwano. Myślę, że w tym przypadku jesteśmy skłonni przyznać, że zniszczenie było zamierzone i że było ono wynikiem zaprojektowania przez kosmitów, chociaż ich działanie nie wykraczało poza decyzję bycia pasywnymi tam, gdzie zazwyczaj byli aktywni: wykorzystali jedynie sprzyjający przypadek odpowiadający ich zamiarowi. W tej sytuacji nie mamy do czynienia ze zwykłą nieciągłością działania praw przyrody: kosmici poprzez swoją bezczynność w żaden sposób nie zmienili biegu tych praw. Prawdą jest tu raczej inny, warunkowy stan rzeczy: gdyby przyroda nie była w stanie wytworzyć omawianego zjawiska, to sami kosmici podjęliby stosowne działania. Jest to przykładem tego, co gdzie indziej opisałem jako warunkowany nadzór (D. Ratzsch, Design, Chance, and Theistic Evolution, w: Mere Creation, ed. W. Dembski, InterVarsity Press, Downers Grove, IL 1998, s. 289–312).
[10] Niektóre pojawiają się tylko w kontekście boskiego projektu i zostaną omówione później. Inne pojawiają się już tutaj. Rozważmy na przykład sprawę poruszoną w poprzednim przypisie, gdzie zamiar został urzeczywistniony poprzez bezczynność kosmitów. Albo załóżmy, że w środku uprzemysłowionego miasta zachował się w stanie zupełnie nienaruszonym skrawek pierwotnej łąki, która wcześniej zajmowała cały obszar, na którym teraz znajduje się miasto. Sam ten skrawek może być zupełnie naturalny i może być dokładnie tym, co wytworzyłaby przyroda, gdyby nie wybudowano tam miasta. Ale jednak w tej sytuacji jest coś sztucznego. Wziąwszy pod uwagę typowe procedury rozwoju miast, potrzebne było świadome staranie o jego zachowanie. Intuicja podpowiada mi, że dalsze trwanie tego „naturalnego” skrawka jest sztuczne; i to nawet jeśli ex hypothesi przyroda wytworzyłaby go, gdyby żaden człowiek nie zasiedlił tego obszaru. Dokładne odróżnienie mógłby od byłby ponownie staje się dość skomplikowane.
[11] Ktoś mógłby spróbować stworzyć coś, co nie wykazuje żadnego wzorca albo wykazuje kompletny chaos jako międzynarodowy standard bezprojektowości (designlessness). Każdy rezultat takich działań będzie oczywiście artefaktem. Założywszy, że wchodzi tu w grę świadomy zamiar, może istnieć pewna skłonność do przypisywania zaprojektowania temu wytworowi, chociaż jeśli ex hypothesi próba ta okaże się pomyślna, to nie ujawni się wzorzec skorelowany z umysłem. Istnienie każdego takiego artefaktu byłoby na pewno skutkiem zaprojektowania, ale sam nie mam pewności, co o tym myśleć. Osobliwe jest to, że intencją (która zazwyczaj wiąże się z wzorcem) jest wytworzenie braku wzorca.

Dotychczas w serii ukazały się:

Thomas Nagel

Umysł i kosmos

Dlaczego neodarwinowski materializm jest niemal na pewno fałszywy

Cornelius G. Hunter

Bóg Darwina

Ewolucjonizm i problem zła

Robert F. Shedinger

Tajemnica mechanizmów ewolucji

Wielka opowieść biologii darwinowskiej o triumfie nad religią

Pod redakcją Williama A. Dembskiego i Michaela Ruse’a

Od Darwina do DNA

Debata wokół teorii inteligentnego projektu