Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Gdy Hania przeprowadziła się na Podleśną, martwiła się, że będzie tu samotna. Tymczasem już pierwszego dnia na spacerze podszedł do niej chłopiec z psem i poczęstował ją czereśniami. Tak zaczęła się przyjaźń Hani z Feliksem. Wspólne wyprawy nad jezioro i do lasu, czytanie książek, opieka nad znalezionymi kociakami, zbieranie truskawek i uprawianie własnych roślin w ogrodzie – na Podleśnej dzieci nie nudzą się ani przez chwilę.
dla dzieci 5-10 lat
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 54
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Copyright © Anna Bichalska
Copyright © Wydawnictwo BIS 2026
ISBN 978-83-7551-866-5
Wydawnictwo BIS
ul. Lędzka 44a
01-446 Warszawa
tel. 22-877-27-05, 22-877-40-33
e-mail: [email protected]
www.wydawnictwobis.com.pl
Hania mieszka przy ulicy Podleśnej pod numerem osiem. Mieszka tu od niedawna. Właściwie dopiero od wczoraj. Rodzice postanowili się tu przeprowadzić i Hani nie bardzo się to podoba, bo wszystko jest inaczej niż w poprzednim miejscu.
– Mamo, a nie moglibyśmy wrócić do domu? – pyta i grzebie łyżką w misce z płatkami, które właśnie je na śniadanie.
– Haniu, przecież to tutaj teraz jest nasz dom… – tłumaczy mama.
– Ale mamo… To wcale nie jest prawdziwy dom – narzeka Hania. – Tamten był o wiele lepszy. – Na myśl o starym, znajomym domu łzy napływają jej do oczu.
Mama mocno ją przytula.
– Wiem, że ci trudno, ale zobaczysz, polubisz to miejsce tak samo, a może bardziej niż poprzednie – pociesza.
– Nie, wcale nie. – Hania kręci głową. – Przez ten dom nie mogę iść na ulubiony plac zabaw i nie mogę pobawić się z Zosią i Zuzią, bo mieszkają za daleko – narzeka. – I będę mieć daleko do przedszkola. I nie mogę nawet patrzeć na moje ulubione drzewo za oknem.
– Wiem, że tęsknisz. – Mama gładzi Hanię po głowie. – Ja też trochę tęsknię.
– Naprawdę?
– Pewnie. A Zosię i Zuzię będziesz nadal widywać w przedszkolu. I czasami możesz je odwiedzić, chociaż nie mieszkamy już na tym samym osiedlu. Poza tym tutaj na pewno też znajdziesz swoje ulubione miejsca i nowych przyjaciół.
– Ale tutaj prawie nie ma domów. A w tym za płotem mieszka tylko jakiś chłopiec.
Hania wczoraj przez chwilę widziała tego chłopca. Wcale jej się nie spodobał. Jakiś chłopiec to nie to samo co Zosia i Zuzia, jej najlepsze koleżanki.
– Wiesz co? – mówi mama. – Może pójdziemy na spacer, kiedy tata wróci? Zobaczysz, jak tu pięknie.
– Nie chcę – protestuje Hania. – Chcę do domu. Prawdziwego domu – podkreśla.
Ale kiedy tata wraca z pracy, i tak wychodzą na spacer. Hania z początku jest trochę naburmuszona i zła, jednak zaczyna rozglądać się po okolicy. Są tu złote pola i zielona łąka. Długa piaszczysta droga obsadzona jest z dwóch stron wielkimi starymi drzewami. Prowadzi do lasu, który zielenieje w oddali. Hania czuje się trochę tak, jakby to wszystko należało do niej, bo niewiele tutaj domów i ludzi. Nawet jej się to podoba. I rzeczywiście ładnie tu, ale Hania na wszelki wypadek nie mówi tego głośno. Jeszcze mama i tata pomyśleliby, że chce tu jednak zostać…
Nagle Hania zauważa kolorowego motyla.
– Jaki piękny! – woła. – Jak się nazywa?
– Rusałka pawik – mówi tata.
– O, naprawdę trochę przypomina pawie piórka!
A zaraz potem Hania widzi włochatą gąsienicę, spacerującą po liściu małego drzewka.
– Ciekawe, jaki motyl z niej będzie? – zastanawia się. Wie, że kiedy gąsienice porządnie się najedzą, okrywają się specjalnym kokonem jak kocykiem. A później zmieniają się w motyle. – Pewnie już nie może się doczekać, kiedy zmieni się w motyla! – woła.
– Myślisz, że motyl się cieszy, że jest motylem, a nie gąsienicą? – pyta tata.
– Na pewno! – mówi z przekonaniem Hania. – Motyle są ładniejsze i potrafią latać. Mogą więcej zobaczyć. Na pewno ciekawiej być motylem.
– A może na początku motyl wcale nie jest tym zachwycony… Wszystko jest inaczej. Może wolałby dalej być gąsienicą, bo się do tego przyzwyczaił? – zastanawia się tata. – To był dla niego znany świat. Każdy trochę boi się zmian i nieznanego.
– Nawet kiedy coś zmienia się na lepsze? – dopytuje Hania.
– Tak. – Tata lekko się uśmiecha. – Często nawet wtedy trochę się boimy.
Hania myśli o nowym i starym domu.
– Tato, myślisz, że taki motyl jest nieszczęśliwy?
– Może na początku jest trochę zagubiony – mówi tata. – Ale potem przyzwyczaja się do bycia motylem. I pewnie mu się to podoba.
Chwilę później Hania zauważa ślimaka. Jest duży i ma brązową muszlę.
– Jaki to ślimak? – dopytuje.
– Winniczek – mówi mama.
– Takie ślimaki to mają dobrze… – stwierdza Hania. – Mogą wszędzie zabrać swój domek. I nigdy nie muszą się przeprowadzać.
– A wiesz, że w gruncie rzeczy każdy z nas jest trochę jak taki ślimak? – Mama się uśmiecha i gładzi Hanię po głowie. – Dom cały czas nosimy ze sobą.
– Przecież wcale nie nosimy domu na plecach! – dziwi się Hania i dla pewności dokładnie ogląda plecy mamy, taty i swoje. Może są tam jednak jakieś malutkie domki, jak u ślimaków?
– Nie nosimy go na plecach, ale tutaj, w środku. – Mama bierze rękę Hani i przykłada ją powyżej brzucha. – W sobie.
– Naprawdę? Ale jak? – woła z niedowierzaniem Hania. – W brzuchu?!
Mama i tata się śmieją.
– Oj, Haniu, nie w brzuchu. W sercu, w głowie – tłumaczy mama, powstrzymując śmiech. – Dom tworzą tak naprawdę nasi bliscy, nasze wspomnienia i wspólne chwile – dodaje i mocno przytula Hanię. – Zabraliśmy siebie i nasze wspomnienia, wszystkie dobre chwile. One nie znikną, zawsze będziemy je ze sobą nosić. Przeprowadziły się z nami do nowego domu, który wypełnimy także nowymi wspomnieniami.
Hania zaczyna sobie wyobrażać niewidzialne walizki z niewidzialnymi wspomnieniami, które spakowali razem z rzeczami przy przeprowadzce. I rzeczywiście – wszystko pamięta, wszystkie dobre chwile z poprzedniego domu. Nie zniknęły. Cały czas z nią są. Są też mama i tata. Cała rodzina razem. Nagle jest jej lżej na sercu, weselej. Zauważa przy drodze piękne czerwone maki i niebieskie chabry.
– Mogę zerwać sobie kilka? – pyta, wskazując kwiaty.
– Pewnie – zgadza się mama z uśmiechem.
Hania biegnie i zrywa kilka kwiatków. Unosi głowę i… O nie, to ten chłopiec zza płotu! Idzie drogą, a na smyczy ma śmiesznego kudłatego psa. Hania lubi psy, ale tego chłopca przecież wcale nie zna.
Nagle chłopiec przystaje obok. Pies merda ogonem, a chłopiec przygląda się Hani.
– Jestem Feliks – mówi. Głos mu trochę drży, jakby fikał koziołki.
– A ja jestem Hania – bąka cicho dziewczynka.
Chłopiec grzebie w kieszeni i coś wyjmuje.
– Proszę. Mamy dużo w sadzie – mówi. – Są bardzo słodkie i dobre.
Daje Hani garść czereśni, a jego policzki robią się czerwone jak pomidor. Nie mówi nic więcej, tylko biegnie za swoim śmiesznym psem, który mocno ciągnie smycz. Ale Hania i tak od razu robi się weselsza. I wszystko jeszcze bardziej jej się podoba.
Dogania mamę i tatę, którzy odeszli kawałek dalej.
– Co tam masz? – pytają.
– Czereśnie. Tamten chłopiec mi dał.
Mama i tata próbują owoców.
– Dobre – mówi mama.
– Słodkie – zgadza się tata.
Hania też zjada jedną czereśnię. Mają rację. Jest pyszna.
– No chodźcie już… – ponagla mamę i tatę. – Idziemy?
– Dokąd? – pyta tata.
Hania odwraca się i pokazuje miejsce, z którego przyszli.
– Jak to dokąd? Do domu! – woła. – Do nowego domu!
