Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
259 osób interesuje się tą książką
Niektóre historie czekają całe dekady, by zostać opowiedziane.
Po bolesnym rozstaniu Kamila, konserwatorka zabytków, czuje, że jej życie rozpada się na kawałki. Zamiast leczyć rany, musi mierzyć się z presją ojca, który namawia ją, by wybaczyła zdradę i „poszła dalej”. Ucieczką staje się niespodziewana propozycja pracy przy renowacji zapomnianej kaplicy w Jelenich Łęgach – miejscu, gdzie czas zdaje się płynąć inaczej. To tu dziewczyna poznaje tajemniczego
i intrygującego właściciela posiadłości, który tak jak ona kocha sztukę.
W cieniu starego zamku, wśród ciszy i śladów dawnej świetności, Kamila trafia na historię Florence Iris – młodej kobiety, dla której to miejsce było kiedyś całym światem. Opowieść o miłości, tęsknocie
i stracie powoli pochłania Kamę, wywołując wiele sprzecznych emocji.
Czy historia sprzed niemal stu lat rzeczywiście jest tak bardzo odległa? Czy to możliwe, że przeszłość skrywa odpowiedzi, których Kamila szuka?
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 350
Rok wydania: 2026
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Copyright © Agata Przybyłek-Sienkiewicz, 2026
Copyright © Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., 2026
Redaktorka prowadząca: Joanna Jeziorna-Kramarz
Marketing i promocja: Judyta Kąkol
Redakcja: Magdalena Kawka
Korekta: Agnieszka Śliz, Magdalena Owczarzak
Projekt okładki i strony tytułowe: Magda Bloch
Fotografia autorki na skrzydełku: Agnieszka Werecha-Osińska | Foto Do Kwadratu
Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.
ISBN 978-83-68889-55-0
CZWARTA STRONA
Grupa Wydawnictwa Poznańskiego sp. z o.o.
ul. Fredry 8, 61-701 Poznań
tel.: 61 853-99-10
www.czwartastrona.pl
Kamila
Teraz
Kiedy Kamila Babecka po raz pierwszy zobaczyła zamek Jelenie Łęgi, od razu poczuła, że to miejsce, które warto odwiedzić, choć wcześniej nawet o nim nie słyszała. A szkoda. Wybudowany w szesnastym wieku na pograniczu Polski i Czech, górował nad otaczającymi go wzgórzami powiatu kłodzkiego. A także nad przepływającą tuż za murami rzeką, co wyraźnie dostrzegała na zdjęciach wykonanych z domu bramnego, w którym współcześnie mieściła się urokliwa kawiarnia – jeden z dwóch punktów gastronomicznych położonych na terenie kompleksu.
Przy zamku znajdowała się również elegancka restauracja urządzona w dawnej stajni. Przylegająca do niej klatka schodowa prowadziła do znajdujących się na dwóch położonych wyżej piętrach pokoi dla gości. Kamila znalazła na stronie internetowej sporo ich zdjęć. Urządzone eklektycznie, łączyły dawne czasy ze współczesnymi. Każdy z prywatną łazienką, dużym łóżkiem i urokliwym widokiem na teren kompleksu i okolicę. O tak. To zdecydowanie było miejsce, które chciałaby odwiedzić. Z jednego pokoju rozciągał się nawet widok na sam zamek, który, choć najlepsze lata miał już na pewno za sobą, nadal stanowił ważny punkt na szlaku zamków Dolnego Śląska.
Uwagę przyciągała przede wszystkim imponująca wieża rycerska. Może nie była w najlepszym stanie, ale mimo to nadal robiła wrażenie, zresztą z tego, co wyczytała Kamila, właściciele podejmowali ostatnio wiele działań, żeby przywrócić obiektowi dawną świetność. Od razu zaczęła się zastanawiać, czy umożliwiają odwiedzającym wejście na samą górę, ponieważ musiały się rozpościerać stamtąd bajeczne widoki. Ta zieleń łącząca się z błękitem nieba. Te majestatyczne wzniesienia…
Uświadomiła sobie także, że od lat nie była w tych stronach, choć kiedy jeszcze studiowała we Wrocławiu, nieraz zdarzało jej się wyskoczyć ze znajomymi na narty do Zieleńca. A Jelenie Łęgi znajdowały się nieco ponad pięć godzin autem od Szczecina i większość trasy można było pokonać drogą ekspresową.
O zamku Jelenie Łęgi Kamila dowiedziała się od swojej najlepszej, a właściwie jedynej przyjaciółki, Mileny. Poznały się na studiach. Jeszcze pół roku temu Kamila nie zamierzała zmieniać pracy ani wyjeżdżać ze Szczecina. Lecz gdy Milena podesłała jej ofertę dotyczącą renowacji kaplicy w zamku Jelenie Łęgi, zaczęła poważnie się zastanawiać, czy nie zadzwonić i nie wypytać o szczegóły. Choć jako młoda dziewczyna przeprowadziła się na studia do Wrocławia, gdzie ukończyła konserwację i restaurację dzieł sztuki, to na świat przyszła w Szczecinie i tam się wychowała. Tam był jej dom. Do niedawna wiodła w Szczecinie spokojne, pełne harmonii życie, które lubiła.
Niestety, los ma to do siebie, że lubi zaskakiwać i teraz marzyła tylko o tym, żeby się stąd wyrwać, choćby na chwilę. Ludzie lubili mówić, że rzucą wszystko i pojadą w Bieszczady. A jakby tak wyjechać na jakiś czas w okolice Kłodzka?
Kamila spędziła dzieciństwo w wolnostojącym domu przy urokliwych Jasnych Błoniach – szerokim zieleńcu znajdującym się zaraz za charakterystycznym budynkiem Urzędu Miejskiego, który przechodzi w Park Kasprowicza. Jako dziecko uwielbiała bawić się tam z przyjaciółmi. Swego czasu znała w parku chyba wszystkie drzewa, a można było spotkać w nim rzadko występujące w Polsce gatunki, jak na przykład skrzydłorzechy kaukaskie czy sosny Jeffreya. Godzinami przesiadywała w amfiteatrze przeznaczonym dla ponad czterotysięcznej widowni. To tu, w leżącej na obrzeżach Parku Kasprowicza Różance – urokliwym ogrodzie różanym w stylu lat trzydziestych – przeżyła swój pierwszy pocałunek.
Teraz Kamila nie mieszkała już przy Jasnych Błoniach – gdy skończyła studia, rodzice podarowali jej dwupokojowe mieszkanie na popularnym osiedlu Nowa Cukrownia powstałym na szczecińskich Gumieńcach. Jednak nadal często bywała w okolicach Urzędu Miasta, ponieważ ciągle mieszkali tam jej rodzice: Jarosław i Jolanta Babeccy. Ojciec był członkiem Rady Miasta Szczecina i lokalnym działaczem na rzecz przywrócenia miastu dawnej świetności. Zarządzał dwoma lokalami gastronomicznymi. Jeden znajdował się w Szczecinie, drugi w Stargardzie. Serwowano tam wegańskie i wegetariańskie dania, a restauracje cieszyły się uznaniem wśród okolicznych mieszkańców.
Matka Kamili od kilku lat piastowała stanowisko zastępczyni dyrektora Filharmonii imienia Mieczysława Karłowicza. Właściwie to pracowała tam, odkąd Kamila sięgała pamięcią, i z tego powodu życie dziewczynki już od najmłodszych lat było pełne muzyki i sztuki. Babeckich często zapraszano na koncerty, spektakle czy wernisaże. W ich domu bywali przedstawiciele świata sztuki i kultury. Mając kilka lat, Kamila znała już większość muzyków z filharmonii oraz aktorów ze szczecińskich teatrów, do niektórych zwracała się „ciociu” lub „wujku”. Gdy pojawiała się taka możliwość, Babeccy zabierali córkę ze sobą na wydarzenia kulturalne w regionie i chyba właśnie po jednym z takich wyjazdów zapłonęło w niej silne pragnienie, żeby swoją przyszłość także związać ze sztuką.
Po gimnazjum wybrała Państwowe Liceum Sztuk Plastycznych imienia Constantina Brancusiego. Ponieważ od najmłodszych lat wykazywała zdolności plastyczne, bez problemu zdawała z roku na rok, a po maturze postanowiła złożyć papiery do Akademii Sztuk Pięknych imienia Eugeniusza Gepperta we Wrocławiu. Ojciec, co prawda, nie był do końca zadowolony, że postanowiła wyjechać ze Szczecina, który od zawsze kochał całym sercem, ale ostatecznie, gdy oswoił się z zamiarami córki, w miarę możliwości wspierał ją w jej wyborach. Gdy studiowała, kilka razy nawet odwiedził ją z mamą.
Życie we Wrocławiu, choć intensywne, nie do końca odpowiadało jednak Kamili. Co prawda podczas studiów poznała wspaniałe osoby, z Mileną ciągle utrzymywała kontakt, ale brakowało jej we Wrocławiu tego elementu wyjątkowości, tego „czynnika wow”, dzięki któremu mogłaby pokochać to miasto i poczuć się w nim jak w domu.
Po studiach wróciła więc do Szczecina.
Dostała się na staż w Zamku Książąt Pomorskich, któremu władze od lat próbowały przywrócić wyjątkowy renesansowy charakter. Po stażu przełożeni docenili jej zaangażowanie i zaproponowano etat. W ostatnim czasie brała aktywny udział w odbudowie skrzydła północnego, powiązanej z kompleksowym zagospodarowaniem zamkowych tarasów i skarp. Pomagała w zabezpieczaniu i konserwacji reliktów dziewiętnastowiecznej zabudowy, odkrytych w trakcie prac. W wolnych chwilach nadal aktywnie korzystała z bogatej, kulturalnej oferty miasta. Znów chodziła z rodzicami na koncerty do filharmonii i brała udział w wydarzeniach na zamku. Spędzała wieczory w Willi Lentza – popularnej w Szczecinie instytucji kultury, gdzie odbywały się liczne wystawy, wernisaże oraz koncerty.
Właśnie tam w pewien jesienny wieczór poznała Przemysława Górnego – mężczyznę, który sprawił, że jej serce zaczęło mocniej bić i dla którego straciła głowę.
Wszystko zaczęło się niewinnie i początkowo nic nie wskazywało na to, że ten dzień na zawsze zapisze się w pamięci Kamili. Już wcześniej umówiła się z mamą na wspólne oglądanie wystawy czasowej, podczas której prezentowano prywatne zbiory szczecińskich kolekcjonerów związanych z miastem. Kilka obrazów udostępnił oglądającym wieloletni przyjaciel rodziny, Romuald Jankowski, którego Kamila od zawsze nazywała wujkiem. Mama bardzo chciała się z nim spotkać, a że Kamila nie planowała na wieczór niczego specjalnego, więc z chęcią przyjęła zaproszenie. Po pracy wpadła szybko do domu, żeby coś zjeść i przebrać się w elegancką sukienkę. Tym razem postawiła na czerwoną z odkrytymi plecami i stylowym wiązaniem na szyi. Odziedziczyła po matce nie tylko długie nogi, lecz i krągłe biodra, a także intensywnie niebieskie oczy, które lubili komplementować mężczyźni. Brązowe włosy sięgające lekko za ramiona upięła w elegancki kok. Całość ozdobiła połyskującą biżuterią ze złota z elementami masy perłowej. Kiedy spojrzała w lustro, musiała przyznać, że dzisiaj się sobie podoba. Nie była próżna, po prostu nie miała problemów z akceptacją siebie i swojego ciała.
Wieczór był ciepły i spokojny, choć wiosna nie rozpanoszyła się jeszcze w mieście na dobre – chłodne dni przeplatały się z cieplejszymi. Co prawda na Jasnych Błoniach kwitły już krokusy, ale nadal zdarzały się przymrozki. Wychodząc z domu, Kamila nadal wkładała jeszcze grubszy płaszcz i ciepły szalik, żeby nie zmarznąć, i tak też zrobiła tym razem.
Po drodze podjechała po mamę. Kiedy dotarły do Willi Lentza, przyjęcie trwało już w najlepsze. Gdy przekroczyły próg, przywitały je dźwięki rozmów prowadzonych przez mniejszych i większych koneserów sztuki. Większość gości miała na sobie eleganckie ubrania. Babeckie sprawnie pozbyły się płaszczy. Wzrok Kamili od razu padł na stojącą już przy wejściu sztalugę, na której ustawiono jeden z dzisiejszych eksponatów – widok na Bramę Portową.
– Jestem ciekawa tej wystawy – wyszeptała do matki, lecz Jolantę już w holu zatrzymała znajoma radna.
– Dołączę do ciebie później. – Babecka zerknęła na córkę.
Kamila wmieszała się w tłum i sama zaczęła oglądać wystawę. Jednocześnie rozglądała się w poszukiwaniu wujka. Obrazy były różnorodne. Od szkiców wyglądających tak, jakby ktoś narysował je przed laty pospiesznie ołówkiem, przez bogate w detale barwne pejzaże, po dzieła z pogranicza pop-artu bijące w oczy intensywnymi kolorami i kontrastami. W skupieniu kontemplowała kolejne dzieła. Dopiero kiedy zachciało jej się pić, oderwała się od nich i poszła po szklankę wody z cytryną. Matka nadal rozmawiała ze znajomymi. Popijając łyk za łykiem, Kamila wyjęła z kieszeni smartfona i już miała zalogować się na Facebooku, żeby sprawdzić, co słychać w wirtualnym świecie, gdy podszedł do niej wuj Romuald. W dodatku nie sam, lecz w towarzystwie młodego mężczyzny, który od razu zwrócił jej uwagę.
Był taki… elegancki i przystojny. Wyglądał nieco oldskulowo w garniturze o klasycznym kroju i z muchą. Szczupły, choć dość szeroki w barkach, z dłuższą grzywką zaczesaną delikatnie na prawo i z przystrzyżoną krótko brodą. Jego wyprostowana sylwetka sprawiała, że wydawał się pewnym siebie, poważnym człowiekiem. Kamila niezbyt często zwracała uwagę na mężczyzn. Prawdę mówiąc, w dłuższym związku była jeszcze na studiach, a na randce kilka miesięcy temu. Ten facet jednak od razu wpadł jej w oko i mimowolnie zaczęła się zastanawiać, kim jest i skąd zna się z wujkiem Jankowskim.
Automatycznie nieco się spięła, kiedy do niej podeszli, choć szybko się rozluźniła, gdy wuj Romuald wziął ją w objęcia.
– Kamilka! – Cmoknął ją w policzek.
Oczywiście odwzajemniła ten gest.
Gdy już wypuścił ją z ramion, schowała telefon do torebki i dla odmiany popatrzyła na wuja. W przeciwieństwie do swojego młodszego towarzysza miał już swoje lata. Jego głowę zdobiła siwizna. Pomarszczona twarz i ręce sprawiały, że wyglądał na dziadka, choć nigdy się nie ożenił i nie miał dzieci, więc tak naprawdę nigdy nim nie został. Jak to kiedyś wyznał Kamili, ponieważ nie spotkał odpowiedniej kobiety, przeniósł wszystkie swoje ciepłe uczucia na sztukę. Wiedziała, że nie kłamał. Jego dom zdobiła imponująca kolekcja pejzaży. Choć wypożyczył Willi Lentza te związane ze Szczecinem, w jego zbiorach znajdowało się mnóstwo dzieł przedstawiających przeróżne zakątki Europy i świata, w większości znacznie piękniejszych niż te, które można było obejrzeć podczas dzisiejszej wystawy. Już jako dziecko uwielbiała je oglądać. Gdy odwiedzali rodzinnie wujka Romualda, spędzała przy stole absolutne minimum, a potem wędrowała po jego domu, chłonąc kolejne uchwycone przez artystów widoki i zaznajamiając się z rozmaitymi stylami w malarstwie.
– Znacie się już z Przemkiem? – zagadnął tymczasem Jankowski, wskazując na mężczyznę we fraku.
– Chyba nie mieliśmy jeszcze okazji. – Kamila pokręciła głową i spojrzała na eleganta.
Przyglądał jej się w skupieniu z błyszczącymi oczami, przez co wzdłuż jej kręgosłupa rozszedł się dreszcz. Naprawdę nie wiedziała, dlaczego jej ciało tak reaguje na bliskość tego mężczyzny. Może chodziło o to, że dawno z nikim nie była. A może naprawdę dawno nie spotkała nikogo, kto tak bardzo przykuwałby jej uwagę.
Tak czy siak wyciągnęła rękę, by się przywitać.
– Kamila Babecka.
– Przemysław Górny. – Uścisnął jej dłoń pewnie, lecz jednocześnie niezbyt mocno. – Miło mi poznać. Pan Romuald właśnie mi o pani opowiadał.
– Naprawdę? A nie woleliście rozmawiać dzisiaj o sztuce? – Zażartowała, żeby pozbyć się nieco napięcia, które jednak nadal odczuwała, stojąc naprzeciw tego eleganckiego mężczyzny.
– Właściwie to od tego się wszystko zaczęło – wyjaśnił wuj. – Pokazywałem właśnie Przemkowi namalowaną przez Janka Szymańskiego katedrę na tle burzowego nieba, kiedy przypomniało mi się, że mając kilka lat, stwierdziłaś, że ten obraz wyglądałby dużo lepiej, gdyby pan Jan zamiast szarości i granatów użył do stworzenia nieba odcieni różu, pomarańczy i żółci.
Mimowolnie rozciągnęła kąciki ust na to wspomnienie.
– Pamiętam to, chociaż teraz uważam, że ten obraz przykuwa uwagę właśnie dlatego, że jest taki… ponury.
– Kamila jest konserwatorką sztuki – wyjaśnił Górnemu Jankowski.
– Naprawdę?
Skinęła głową.
– Pracuje teraz w zamku – dodał Romuald.
– To prawda. Aktualnie biorę udział w odbudowie północnego skrzydła.
– Może wstyd się przyznać, ale od wieków nie byłem w zamku. Ostatni raz chyba wiosną, kiedy w operze wystawiano Traviatę.
– Piękne widowisko – stwierdził Jankowski. – Chyba jedna z najważniejszych dla Verdiego oper, a przynajmniej tak mi się kiedyś obiło o uszy.
– Pani ją widziała? – Górny znowu popatrzył prosto w oczy Kamili.
Pokręciła głową.
– Ale Kamila bardzo często bywa w naszej szczecińskiej filharmonii – oznajmił Jankowski.
– Moja mama jest wicedyrektorką – doprecyzowała.
– A Jarosław Babecki to z kolei radny miasta – ciągnął wuj Romuald. – Filantrop i lokalny biznesmen, więc myślę – spojrzał na Przemka – że znaleźlibyście wspólne tematy do rozmów.
– Pan też prowadzi jakiś lokalny biznes? – odważyła się spytać. Dość formalnie, choć najchętniej przeszłaby z nim na ty, ponieważ nie wydawał się wiele starszy od niej, ale skoro zaczął się zwracać do niej per pani, nie wypadało się przecież wyrywać.
– Prowadzę dość popularną w Szczecinie wypożyczalnię samochodów. Może pani słyszała. GRent. Mam też oddział w Gorzowie Wielkopolskim i w Koszalinie. Myślę o otworzeniu kolejnego w Zielonej Górze, ale tu akurat jeszcze długa droga przed nami, więc może nie powinienem o tym na razie wspominać, żeby nie zapeszyć.
– Ja tam nie jestem przesądny – wtrącił wuj Romuald. – Ale na pewno mam ochotę na kolejny kieliszek wina, więc nie obraźcie się, zostawię was na razie samych. Tym bardziej, że widzę mojego serdecznego przyjaciela jeszcze ze szkolnych lat. Wypada się przywitać.
– Oczywiście, wujku. I gratuluję sukcesu, bo ten wernisaż to bardzo udane przedsięwzięcie. Widzę, że zgromadzone zbiory cieszą się sporym zainteresowaniem wśród przybyłych, a ty także masz niemały udział w organizacji tego wydarzenia.
– Pięknem trzeba się dzielić – odparł wuj Romuald, po czym znowu się uściskali i zostawił ją samą z Górnym.
Kamila pozwoliła sobie po raz kolejny spojrzeć na swojego towarzysza. Wciąż jej się przyglądał, co było dla niej czymś nowym, ponieważ zwykle nie przyciągała uwagi mężczyzn jego pokroju. Choć z drugiej strony… trudno kogoś poznać, kiedy pracuje się w zamkowych podziemiach i jest się utytłaną pyłem i kurzem. Pod tym względem praca konserwatora zabytków miała pewne ograniczenia. Choć jeszcze z innej strony… Czy ona w ogóle dążyła ostatnio do tego, żeby kogoś poznać?
Chyba nie bardzo. Kiedyś sądziła, że życie w pojedynkę to najgorsze, co może spotkać kobietę, i desperacko wręcz łaknęła miłości. Jednak im była starsza, tym bardziej uważała, że ludzie wcale nie potrzebują żadnej drugiej połówki, że są kompletni sami w sobie. A miłość? Cóż, świetnie, jeżeli przyjdzie, ale ona na pewno nie czuła się nieszczęśliwa i gorsza z tego powodu, że żyła w pojedynkę.
Prawdę mówiąc, z biegiem czasu widziała w tej sytuacji więcej plusów niż wad. Mogła robić, co chciała. Nikt od niej niczego nie oczekiwał i nie wymagał. Nikt się jej o nic nie czepiał. O tak. Bycie panią swojego losu i ta cudowna wolność wydawały jej się nieraz bezcenne. Jeśli już miała z kimś się związać, to zdecydowanie nie dlatego, że była nieszczęśliwa sama ze sobą. Ten etap zostawiła w przeszłości i teraz patrzyła na to wszystko zupełnie inaczej. Nikt nie powinien wchodzić w związek, licząc, że tylko ktoś inny może go uszczęśliwić lub dopełnić. Jej zdaniem idealne relacje tworzyły dojrzałe osoby, które nie opierały się na bilansie zysków i strat ani nie próbowały uzupełniać nawzajem swoich wewnętrznych deficytów.
Choć tamtego wiosennego wieczoru nie rozmawiali z Przemkiem o miłości, gdy po wernisażu się rozstawali, Kamila i tak czuła, że wiele ich łączy. Kiedy wujek Romuald zostawił ich samych, podjęli dyskusję o sztuce. Okazało się, że choć Górny na co dzień zajmuje się motoryzacją, sporo wie o malarstwie i ma niezłe wyczucie w tej kwestii. Jeszcze raz obeszli całą wystawę. Potem rozmowa zeszła na jej pracę w zamku. Kamila przywykła już, że ludzie wypytują ją o zawód, w końcu nie codziennie spotyka się konserwatorkę zabytków, ale Przemek wydawał się żywo zainteresowany nie tylko jej pracą, lecz w ogóle jej osobą. Nie mogła zaprzeczyć – to mile łechtało jej kobiece ego. Bardzo liczyła na to, że jeszcze się spotkają i omal nie podskoczyła do góry ze szczęścia, kiedy wręczył jej wizytówkę.
– Zadzwoń. Nie tylko wtedy, jak będziesz potrzebowała samochodu – dodał tym swoim niskim głosem, który przez cały wieczór przyjemnie rezonował w jej ciele.
Myślała o nim jeszcze po podrzuceniu matki do domu i powrocie do swojego mieszkania. Może to nie było zbyt dojrzałe, ale z ciekawości znalazła go na Facebooku i wpisała w wyszukiwarkę internetową nazwę jego firmy, żeby dowiedzieć się więcej o GRent.
Chyba nie kłamał, kiedy mówił, że wypożyczalnia jest jedną z najczęściej wybieranych w regionie. Znalazła nawet w sieci artykuł o tym, że dwa lata temu przyznano Przemkowi nagrodę podczas organizowanej w mieście corocznej Gali Biznesu. Honorowano tymi wyróżnieniami osoby mogące pochwalić się wybitnymi osiągnięciami w dziedzinie lokalnej gospodarki. Sama uważała się raczej za artystkę i wolnego ducha. Ta cała biurokracja, odpowiedzialność wynikająca z zatrudniania ludzi, którą od dziecka dyskretnie obserwowała u ojca… Ona na pewno nie nadawałaby się do wykonywania tego typu zajęć.
Pomimo bezsprzecznej fascynacji Przemkiem nie zadzwoniła do niego jednak ani następnego dnia, ani w ciągu kolejnych. Dlaczego, skoro nalegał, by to zrobiła? Sama do końca nie wiedziała. Być może bała się rozczarowania? Albo po prostu uważała go za mężczyznę z wyższej ligi? Co ktoś taki jak Przemek, który zdawał się mieć wszystko, mógł zobaczyć w tak zwyczajnej kobiecie jak ona sama? Na co dzień nawet nie ubierała się i nie czesała tak jak tamtego wieczoru…
Jego wizytówka spoczywała więc głęboko w jej portfelu, gdy nagle w słoneczny piątek natknęła się na niego po pracy. Wyszła akurat z zamku i już miała minąć główną bramę, kiedy dostrzegła go stojącego na chodniku. Tym razem był bez fraka, w zwyczajnych, czarnych spodniach, białej koszuli i ciemnozielonej cienkiej kurtce. Musiała przyznać, że i w takim wydaniu prezentował się świetnie. Nadal nie mogła pojąć, dlaczego ten mężczyzna aż tak jej się podoba. Czy to był właśnie jej typ? Może i tak. I to ją trochę wkurzało. Ostatnie, czego chciała, to stracić głowę dla jakiegoś faceta. W dodatku dla kogoś, kto ewidentnie nie był dla niej.
Podejść i się przywitać? Co on w ogóle tu robił? Czekał na kogoś? Takie właśnie odniosła wrażenie. Może umówił się w pobliżu na spotkanie ze znajomymi albo z klientem? Albo… z jakąś kobietą?
Nadal nie ustaliwszy, czy czmychnąć niespodziewanie, czy do niego zagadać, zwolniła kroku. Chwilę później Przemek również ją dostrzegł. Obrócił się niespiesznie i na jej widok rozciągnął usta w uśmiechu.
A więc po ptakach… – pomyślała, gdy dotarło do niej, że teraz nie ma już wyjścia. Nieco stremowana wygładziła włosy i podeszła, by się przywitać.
– Cześć. – Uśmiechnęła się do niego nieśmiało.
– Cześć. A już myślałem, że nigdy nie wyjdziesz.
Zamurowało ją.
– Czekasz na mnie?
– Jak widzisz. I mam ogromną nadzieję, że pozwolisz się porwać na obiad, ponieważ jestem cały dzień w biegu i nie jadłem nic od siódmej.
Zamrugała, nie wiedząc, co odpowiedzieć. Czy on mówił poważnie? Aż ją korciło, by się uszczypnąć i sprawdzić, czy czegoś sobie nie uroiła. Tacy faceci… Nie sądziła, że znowu będzie chciał pomówić z nią o sztuce. Oczywiście sama mogłaby rozmawiać o tym w nieskończoność, ale on…
To jego spojrzenie. Ten szelmowski uśmiech. Ta jego pewność siebie…
Będą z tego kłopoty, pomyślała, choć z jakichś względów zgodziła się na spotkanie.
Dopiero po kilkunastu miesiącach zaczęła żałować tamtej decyzji. Chyba jednak była bardziej naiwna, niż dotychczas sądziła.
Na pierwszą randkę Przemek zabrał ją do restauracji Baraż znajdującej się nieopodal. Kamila znała dobrze to miejsce. Serwowano tam dania kuchni polskiej, ale w przyjemnym, nowoczesnym wydaniu. Skusiła się na pierś kaczki.
Choć minęło naprawdę sporo czasu od tamtego spotkania, nadal pamiętała, co jadła, tak samo jak to, że na deser poprosiła o bezę. Potem Przemek namówił ją jeszcze na spacer, podczas którego stało się dla niej jasne, że wpadła mu w oko tak samo jak on jej. Jego spojrzenia. Gesty. Mimika twarzy… Nie musiała być obeznana w technikach podrywu, żeby wiedzieć, że właśnie tak mężczyźni patrzą na kobiety, gdy ich pragną. A rozmawiali o wszystkim. O dzieciństwie. O dorastaniu. Zmianach, jakie w minionych latach zachodziły w Szczecinie… Tak się zagadali, że zaczął się zbliżać wieczór. Kiedy oznajmiła, że na nią chyba już pora i chciała iść na przystanek tramwajowy, Przemek uparł się, że ją odwiezie. Zgodziła się, bo co miała począć. Gdy jednak usiadła obok niego w czarnym Volvo, którym przyjechał pod zamek, dotarło do niej, że może nie był to najlepszy pomysł. W ciasnej, zamkniętej przestrzeni jej zmysły jeszcze silniej reagowały na jego bliskość, zapach, niski tembr głosu… Gdyby nie to, że miała swoje prywatne zasady, które jasno mówiły, że nie wypada się choćby całować z mężczyzną na pierwszej randce, być może już tamtego wieczoru zaprosiłaby go do siebie… na kawę.
A tak doszło do tego kilka tygodni później. Przemek nie dawał za wygraną. Już następnego dnia na Facebooku zaprosił ją do znajomych i na Messengerze spytał, co słychać. W następny weekend znowu się spotkali, tym razem na Deptaku Bogusława. Potem poszli razem do teatru i na kolejną wystawę do Willi Lentza, tym razem by obejrzeć zdjęcia Poli Adamskiej, popularnej w internecie podróżniczki z Mierzyna. Ich znajomość rozwijała się dynamicznie. Kamila chyba nawet nie odnotowała świadomie tego momentu, w którym zauroczenie i zachwyt tym facetem przeszły w zakochanie, a potem przerodziły się w coś jeszcze głębszego. Wspólne wyjścia stały się normalnością. Coraz częściej zostawali u siebie na noc, a ona czuła się w jego mieszkaniu coraz swobodniej. Kilka tygodni później każde miało już u tego drugiego swoją szczoteczkę do zębów i zapas czystej bielizny.
– Czy my jesteśmy już parą? – zapytała któregoś wieczoru, żeby mieć jasność.
– W moim odczuciu już od dawna. No chyba że ty to postrzegasz inaczej?
Zamiast odpowiedzieć, pocałowała go mocno, ponieważ po tym wszystkim, co ostatnio zdarzyło się między nimi, już nie wyobrażała sobie codzienności bez niego. Wspólne wieczory pozwalały jej odkrywać w sobie taką namiętność i pasję, jakiej nie rozbudzał w niej dotąd żaden mężczyzna. Lubiła jeść z nim leniwe śniadania w weekendy, wychodzić na miasto, spacerować. Ta miłość przyszła niespodziewanie, lecz uderzyła z taką mocą, że Kamila nie sądziła, iż w ogóle kogokolwiek tak bardzo pokocha.
W pierwszy lipcowy weekend zabrała Przemka do swoich rodziców, żeby i oni mogli go poznać. Mama przygotowała wystawny obiad, który zjedli na osłoniętej werandzie za domem. Ojciec, jak to ojciec, gdy usłyszał, z kim ma do czynienia, wdał się w pogawędkę o prowadzeniu biznesu. Kamila przysłuchiwała się rozmowie dwóch najważniejszych dla siebie mężczyzn, ciesząc się, że spotkanie przebiega tak gładko i że wszyscy zapałali do siebie sympatią.
Wzruszyła się, kiedy ojciec tuż przed wyjściem pochwalił jej wybór partnera i szepnął:
– Nie zmarnuj tego. Takich chłopaków nie poznaje się co dzień.
Biorąc pod uwagę, że Przemek miał już wtedy trzydziestkę, Kamila uśmiechnęła się, słysząc te słowa. Wiedziała jednak, o co chodziło ojcu. Naprawdę odpuściła już temat związków, nie szukała nikogo, tymczasem trafił jej się naprawdę ciekawy, a przy tym dojrzały facet. Oczywiście miał też wady, jak każdy. Nieraz się o coś spierali, ale to były raczej drobnostki. Wkurzało ją na przykład, że po wejściu do jej mieszkania zostawiał buty w przejściu, a nie stawiał od razu na ociekaczu albo pod ścianą, lecz w ogólnym rozrachunku Przemkowi wcale nie było daleko do księcia z jej dziecięcych marzeń. Przy nim sama czuła się trochę jak księżniczka. Nie pamiętała, żeby jakikolwiek chłopak w przeszłości traktował ją z taką czcią i troską. Przy Przemku często czuła się wyjątkowa i chyba tak właśnie powinno być, kiedy człowiek spotyka tę właściwą osobę.
Szkoda tylko, że pewnego dnia dowiedziała się, że nie jest jej wierny. Zaczęło się niewinnie. Miała wolną sobotę i akurat nocowała u niego. Planowali zjeść razem śniadanie i wyskoczyć potem na zakupy do Kaskady, ponieważ Przemek już od dawna przebąkiwał coś o nowym garniturze. Zanim wyszli z łóżka, niespodziewanie zadzwonił do niego jeden z jego pracowników. Nie żeby Kamila podsłuchiwała, ale od razu doleciały do niej słowa o jakimś niezadowolonym kliencie, awanturze w szczecińskim oddziale wypożyczalni i o tym, że klient stanowczo żąda rozmowy z właścicielem.
Wiedziała, co to oznacza, jeszcze nim Przemek w ogóle się rozłączył.
– Ile to zajmie? – spytała, nie chcąc się dąsać, choć w głębi duszy było jej nieco przykro. W końcu to z nią miał spędzić ten dzień.
Przemek westchnął i cmoknął ją w czoło.
– Mam nadzieję, że bardzo niedługo.
– I na pewno musisz jechać?
– To ważny klient. Wierz mi, gdyby to nie był nikt istotny, na pewno bym tam nie jechał.
Teraz to ona odetchnęła głęboko. Cóż, wiedziała nie od dziś, że w przeciwieństwie do niej Przemek nie zawsze ma wolne weekendy i że prowadzenie własnego biznesu wiąże się z wieloma poświęceniami. Czy w tej sytuacji powinna się na niego dąsać? Zwłaszcza że obiecał, iż za chwilę do niej wróci?
– W porządku – mruknęła. – Ale musisz wiedzieć, że jestem głodna. Raczej nie zaczekam na ciebie ze śniadaniem.
Przemek się zaśmiał i znowu ją pocałował, tym razem prosto w usta.
– Maksymalnie za godzinę będę z powrotem. Masz moje słowo.
Kamila w milczeniu patrzyła, jak nagi wyjmuje z szafy czystą bieliznę oraz ubrania. Sama wyszła spod ciepłej kołdry, dopiero gdy zniknął za drzwiami łazienki. Włożyła na razie tylko bieliznę i obszerny T-shirt, następnie poszła zrobić sobie poranną kawę i może jakiś omlet. Właśnie wyjmowała z lodówki jajka, kiedy Przemek podszedł do niej od tyłu, już w pełni ubrany, czule ją objął i pocałował w szyję.
– To ja jadę, ale tak, jak obiecałem, maksymalnie za godzinę będę z powrotem.
– Postaram się w tym czasie nie uschnąć z tęsknoty.
– Lubię to twoje poczucie humoru. – Zaśmiał się i już go nie było.
Kamila zrobiła sobie śniadanie, po czym usiadła do stołu. Z okna rozpościerał się widok na szczecińskie Stare Miasto. Przemek mieszkał w pobliżu Odry, w ostatnim czasie często nocowała u niego z niedzieli na poniedziałek, ponieważ miała stąd bliżej do pracy niż od siebie.
Ale dzisiaj nie zamierzała jechać do zamku. Zdecydowała, że to wolne przedpołudnie poświęci na drobne porządki.
Zaczęła od otwarcia okna w pokoju, żeby wpuścić trochę świeżego powietrza. Pościeliła łóżko i ułożyła na nim ozdobne poduszki. Wyniosła talerz po grzankach z pomidorami i mozzarellą, które zjedli wczoraj na kolację, gdy oglądali film. Miała trochę czasu do powrotu Przemka, postanowiła więc się ubrać i pomalować. Właśnie wyjmowała z szafy spodnie i biustonosz, kiedy jej wzrok padł na leżące na wyższej półce ubrania Przemka. Dwie bluzy niemal się z niej wylewały. Dziś musiał naprawdę się spieszyć, ponieważ w jego ubraniach zwykle panował idealny porządek.
Kamila odłożyła swoje rzeczy na łóżko i postanowiła uporządkować półkę Przemka. Wyjęła T-shirty, a wtedy jej oczom ukazało się ozdobne prostokątne pudełko z logo jednej z najpopularniejszych w kraju marek biżuterii.
Czyżby to dla niej?
Zawahała się, ale ciekawość wygrała. Wzięła do ręki pudełko. Nie miała w najbliższym czasie urodzin ani imienin, do Bożego Narodzenia też pozostawało trochę czasu. Jednak Przemek, raz czy dwa, wręczył jej już prezent bez okazji, więc nie byłaby zdziwiona, gdyby zrobił to po raz trzeci, chociaż nie chciała, żeby się dla niej niepotrzebnie wykosztowywał.
Pogładziła dłonią fakturę pudełka. Długie i wąskie. Raczej nie kolczyki ani pierścionek. Może bransoletka?
Znów ogarnęły ją wątpliwości. Zajrzeć czy nie? Pewnie nie powinna tego robić, skoro Przemek ukrywał podarunek. Na pewno miał w tym jakiś cel. Ale przecież nic się nie stanie, jeśli na momencik zajrzy do środka i zerknie, co dla niej kupił. Tylko uchyli wieczko…
Wiedziona ciekawością otworzyła opakowanie. Jej oczom ukazała się delikatna, złota bransoletka z perełkami. Ładna, chociaż trochę nie w jej stylu, ponieważ wolała prostszą biżuterię. Odruchowo poprawiła okrągłą zawieszkę z grawerem na środku. Wtedy ujrzała literę N.
N?
To dało jej do myślenia, bo to nie był żaden z inicjałów jej ani Przemka. Nawet nie jego matki. Górna miała na imię Hanna. Skonsternowana Kamila patrzyła na zawieszkę przez dłuższą chwilę. A może właśnie dlatego Przemek jeszcze jej nie dał tego prezentu, tylko schował między ubrania? Ponieważ doszło do jakiejś pomyłki?
Nie chcąc, żeby wiedział, że myszkowała w jego rzeczach, zamknęła pudełko i odłożyła na miejsce. Przykryła je poskładanymi koszulkami i zamknęła szafę. Mimo to litera N nie dawała jej spokoju. A może wcale nie kupił tej bransoletki dla niej?
Nie. Co to w ogóle za pomysł. Znali się od wielu miesięcy i nie miała powodów, by mu nie ufać. Spędzali razem naprawdę sporo czasu. Kiedy dzwoniła, Przemek zazwyczaj odbierał albo szybko oddzwaniał. Nigdy nie wychodził, kiedy ktoś do niego telefonował ani nie szeptał do telefonu w innym pokoju. Nie unikał odpowiedzi na zadawane przez nią pytania. Namiętność i intymność w ich związku nadal miały się dobrze, wręcz bardzo dobrze, a przynajmniej ona tak to widziała. Nie dostrzegła żadnych dziwnych zmian w jego zachowaniu, nie wydawał się bardziej zajęty niż wtedy, gdy się poznali…
Wymyślam, przekonywała samą siebie, ubierając się w łazience i robiąc makijaż. Oczywiście nie powiedziała Przemkowi o swoich obawach i o niespodziewanym znalezisku w jego szafie. Właściwie po kilku dniach po prostu przestała o tym myśleć, ponieważ między nimi nadal wszystko było jak dawniej.
Przemek nie wręczył jej biżuterii w prezencie ani tydzień później, ani nawet dwa. A ona nie miała odwagi sprawdzić, czy pudełko nadal leży między jego bluzami, więc udawała, że pewne rzeczy nigdy się nie wydarzyły.
Ale miesiąc później miała miejsce kolejna sytuacja, która podała w wątpliwość prawdomówność i wierność jej partnera. Był piątek. Kamila zbierała po pracy swoje rzeczy, kiedy podeszła do niej Monika, również konserwatorka i najbliższa jej koleżanka. Od pewnego czasu pracowały w jednym zespole. Pogawędziły chwilę o bieżących obowiązkach i nadchodzącym weekendzie. Kamila wyraźnie wyczuła jednak zmianę nastroju u Moniki i sama zapytała ją, o co chodzi.
– Głupio mi się wtrącać, bo to nie moja sprawa, co się dzieje między tobą a Przemkiem, ale chyba jest coś, czego powinnaś się o nim dowiedzieć – zaczęła niepewnie Monika.
Kamila odruchowo zastygła.
– W takim razie zamieniam się w słuch.
– Widziałam go wczoraj wieczorem w Goleniowie, Kama.
– I?
– Wracałam akurat od mamy, wiesz, że ona mieszka niedaleko lotniska.
– No wiem.
– Był z inną kobietą. Wychodzili z restauracji przy Słowackiego.
– Że co proszę? – Z wrażenia aż zabrakło jej tchu.
– Obejmowali się. W pewnej chwili odgarnął jej włosy za ucho i… Oczywiście to mogła być jakaś jego siostra albo znajoma, ale pomyślałam…
– On nie ma siostry. – Kamila aż nie wiedziała, co powiedzieć. – Poza tym wczoraj wieczorem miał się spotkać z pracownikami na imprezie integracyjnej. Na Deptaku Bogusława. – Nie mieściło jej się w głowie, że mógłby aż tak perfidnie ją okłamać.
– Słuchaj, jak powiedziałam, to nie moja sprawa i absolutnie nie chcę się wtrącać w wasz związek, ale porozmawiaj z nim. Może zwyczajnie coś mu wyskoczyło, że zmienił plany, ale uznałam…
– I jesteś pewna, że to był on?
– Zawsze istnieje ryzyko błędu, ale tak. Na dziewięćdziesiąt procent widziałam wczoraj właśnie Przemka. Nawet miał ten swój szary płaszcz, w którym ostatnio ciągle po ciebie przyjeżdża. Byłam z Łukaszem. On też go rozpoznał i bardzo się zdziwił, że to nie z tobą wychodził z tej knajpy.
Kamila zaklęła. I jeszcze ta znaleziona przez nią wcześniej bransoletka z rzekomo pomyloną pierwszą literą imienia…
– Słuchaj, wierzę, że jest jakieś racjonalne wytłumaczenie tej sytuacji, ale uznałam… – Monika ewidentnie była coraz bardziej zakłopotana. – Ech. Na twoim miejscu po prostu wolałabym wiedzieć, Kamila. Sumienie by mi nie dało spokoju, jakbym zachowała to dla siebie. Przepraszam, że dowiadujesz się o tym ode mnie i to tutaj, w takich okolicznościach.
– Nie przepraszaj. I dziękuję, że mi powiedziałaś.
Nie rozmawiały dłużej, ponieważ konwersacja stała się nagle niezwykle niezręczna. Kamila chciała wierzyć, że Monice tylko coś się przywidziało. Że pomyliła Przemka z kimś innym, a on wczoraj wcale nie był na kolacji z jakąś kobietą. Na Boga! Dlaczego miałby ją oszukiwać? Ale tamta bransoletka…
Nie mogła przestać o tym myśleć. Jedna oznaka zdrady to może być zwykła pomyłka. Ale dwie?
Już jadąc tramwajem do domu, wysłała do Górnego wiadomość z prośbą o pilne spotkanie.
– Coś się stało? – Zadzwonił do niej niemal od razu.
Nie chciała mówić o tak ważnych rzeczach przez telefon, w dodatku w tramwaju.
– Powiem ci, jak się spotkamy. – Ucięła. – U mnie o osiemnastej?
– No dobrze.
– W takim razie do zobaczenia. – Naprawdę nie była w stanie dłużej z nim rozmawiać.
Schowała telefon do kieszeni. Wpatrując się w szczecińskie kamienice, które migały za szybą, miała wrażenie, że z emocji brakuje jej tchu. W jej głowie pojawiały się kolejne scenariusze wieczornego spotkania oraz przyszłości. Oczywiście wiedziała, że Monika mogła się mylić. A jubiler zwyczajnie mógł popełnić błąd, realizując zamówienie. Wręcz usilnie próbowała przekonać samą siebie, że po prostu doszło do przykrego nieporozumienia, a właściwie do dwóch, i że to wszystko okaże się tylko złym snem. Ale jednocześnie…
Cóż, kolejne ziarno wątpliwości zostało zasiane. Żyła na tym świecie już wystarczająco długo, by wiedzieć, że niektórzy ludzie kłamią. Co prawda do tej pory nie miała powodów, żeby nie ufać Przemkowi, ale dzisiaj… teraz…
Och. Już sama nie wiedziała, co o tym wszystkim myśleć.
Powlokła się do mieszkania. W jej głowie kotłowało się od różnych myśli. Z emocji omal nie przypaliła wczorajszego makaronu, który planowała zjeść dzisiaj na obiad. Chociaż i tak nie miała apetytu, więc tylko podziobała jedzenie przy stole. Potrzeba wyjaśnienia wszystkiego z Przemkiem była tak silna i paląca, że Kamila pożałowała, iż umówili się dopiero na wieczór. Sekundy trwały minuty. Minuty długie godziny. Czuła się zdezorientowana i obolała wewnętrznie. Serce i potrzeba wybielania Przemka walczyły ze zdrowym rozsądkiem. W pewnej chwili już sama nie wiedziała, co o tym myśleć, co czuć, jak powinna się zachować w obliczu tych usłyszanych dziś rewelacji…
Gdy za pięć szósta wreszcie usłyszała dzwonek do drzwi, od razu poszła na korytarz i wpuściła Przemka do środka. Jak na złość, wyglądał wspaniale w czarnej koszuli, brązowych spodniach i skórzanych butach. I miał na sobie ten nieszczęsny szary płaszcz, o którym wspomniała w pracy Monika…
– Cześć, kotku. – Przywitał ją pocałunkiem.
Zwykle cieszyły ją takie gesty, ale dzisiaj miała tylko nieprzyjemny ucisk w żołądku. Czując suchość w gardle, zaproponowała coś do picia. Jeszcze przed chwilą tyle chciała mu powiedzieć, a nagle zwyczajnie zabrakło jej słów. Miała wrażenie, że się rozpłacze, choć takie zachowania w ogóle nie były w jej stylu.
Przemek od razu wyczuł jej nastrój. Gdy spytał, co się dzieje, Kamila nie wytrzymała i patrząc mu w oczy, powiedziała o domysłach Moniki. Liczyła, że zaprzeczy. Że powie, że to nie on, ponieważ spędził wczorajszy wieczór z chłopakami z pracy i na dowód pokaże zdjęcia z imprezy. Ale on…
Już po samej jego minie wiedziała, że Monika miała rację. I że tamta bransoletka wcale nie była dla niej. Nagle zalała ją fala gniewu. Jak on mógł?! Jak mógł?! Kłamca! Cholerny kłamca!
– Ty świnio! – wysyczała przez zęby.
Przemek ruszył ku niej, zapewniając, że wszystko wyjaśni, lecz zrobiła unik. Nie chciała, by jej dotykał. Już nie. W jednej chwili z mężczyzny, którego kochała, stał się obcym człowiekiem. Zupełnie go nie znała. Okazał się potwornym oszustem. O Boże, jak to bolało. Czuła, że z trudem łapie oddech. Miała wrażenie, że ktoś położył na jej klatce jakiś ciężar. Serce biło w piersi jak szalone. Chyba nikt jej do tej pory tak bardzo nie skrzywdził. Nie upokorzył. Tylko cudem pohamowała chęć uderzenia go w twarz.
– Wyjdź stąd – nakazała, nie chcąc słuchać żadnych wyjaśnień.
Gdy zaprotestował, po raz pierwszy podniosła głos.
Zamrugał zdezorientowany, ponieważ nigdy nie zachowywała się w jego towarzystwie w ten sposób.
Dzisiaj jednak nie obchodziło jej już, co o niej myśli ani co czuje. Zdradzał ją. Tylko to miało teraz znaczenie. Te wszystkie bajki o miłości, jego komplementy, randki… Nagle to wszystko zostało zepchnięte w jej głowie do kategorii kłamstwa. Nie mogła na niego patrzeć. Nie słuchała, kiedy mówił, że poznał tę drugą dopiero niedawno i że właściwie jeszcze nic o niej nie wie.
Całą siłą swojej wściekłości wypchnęła go na klatkę schodową i zamknęła drzwi na klucz. Udawała głuchą na jego prośby, by go wpuściła, to wtedy szczerze porozmawiają. Ale co mogły zmienić jego wyjaśnienia? Naprawdę nie obchodziło jej, kim była ta druga i jak długo się znali. Przecież gdyby ją kochał… Och, gdyby czuł do niej to samo, co ona od pewnego czasu czuła do niego, nigdy by nie dopuścił do siebie innej kobiety. Kiedy ludzie żyli w szczęśliwych związkach, nie mieli potrzeby oglądać się za innymi. Nie mogła uwierzyć, że tak mu ufała i dała się nabrać na jego rzekomą uczciwość.
Czy okłamywał ją już wcześniej?
Nabuzowana emocjami chodziła po mieszkaniu we wszystkie strony i zaciskała pięści. Przemek zaczął do niej wydzwaniać, więc wyłączyła telefon. Nie pamiętała, kiedy po raz ostatni była aż tak wzburzona. Emocje nadchodziły falami. Niczym tsunami zalewały jej myśli i ciało, dopóki późnym wieczorem nie padła w końcu zmęczona na łóżko i nie zaczęła płakać. Choć właściwie to nie był po prostu płacz. To był ryk. Zwierzęce, rozdzierające wycie głęboko zranionego człowieka. Kogoś, kto bardzo cierpiał.
