Przeklęty zdobywca - Melisa Bel - ebook

Przeklęty zdobywca ebook

Melisa Bel

0,0

Opis

Kiedy ceremonię ślubną lady Brianny przerywa uzbrojony po zęby rycerz, nikt się nie ośmiela przeciwstawić jego wtargnięciu. Jedynie drobna oblubienica ma odwagę stawić mu czoła i ku przerażeniu wszystkich wymierza zuchwalcowi siarczysty policzek.

Nie takiego powitania spodziewa się Ranulf, który po sześciu latach wojaczki wraca, by upomnieć się o dane mu niegdyś słowo. Brianna ledwie rozpoznaje w nim dawnego sługę ojca. Nie ma już przed sobą niepozornego młodzieńca, lecz potężnego, pewnego siebie wojownika, który jasno daje do zrozumienia, że tym razem to on będzie dyktował warunki.

 

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 262

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Redakcja i korekta

Iwona Wieczorek-Bartkowiak

Korekta

Ewelina Krzewicka

Projekt okładki i ilustracje

Melisa Bel

Skład i łamanie

PanDawer DtP Studio, https://pandawer.pl

Opracowanie wersji elektronicznej

Copyright © by Melisa Bel

ISBN 978-83-977136-7-3

Strona internetowa

www.melisa–bel.pl

ZNAJDZIESZ MNIE TEŻ TUTAJ:

Facebook: @melisa.bel.autorka

Instagram: melisa.bel.autorka

E–mail: [email protected]

Wydanie I, Wrocław 2026

Prolog

Anglia, rok 1088. Posiadłość lorda Edwina w Ashburn

Popołudniowe słońce kładło się leniwym pasmem na kamiennych murach domostwa. Lady Brianna przechadzała się po ogrodzie ojca, dotykając palcami delikatnych pąków kwiatów, które dopiero co miały rozkwitnąć. Nie dostrzegała jednak ich piękna, nie czuła słodkiego zapachu unoszącego się w powietrzu.

Myślami była daleko.

Od wielu lat próbowała zrozumieć, co naprawdę spotkało jej siostrę. Bracia pokutni pojmali Dianę pod zarzutem tak mglistym, że nikt nie potrafił zrozumieć, o co właściwie ją oskarżano. Żadne interwencje nie przynosiły oczekiwanych rezultatów, nawet sam król twierdził, że w sprawach dotyczących Kościoła jego władza jest ograniczona. Mijały tygodnie, potem miesiące, lecz o losie Diany nie wiedziano nic pewnego, każda nowa pogłoska przeczyła poprzedniej.

A potem wydano rodzinie jej ciało.

Pokutnicy utrzymywali, że dziewczyna zmarła wskutek zarazy, ale wystarczyło spojrzeć na zmarłą, by wiedzieć, że takich śladów nie zostawiła żadna choroba.

Dopiero kilka lat później jej śmierć została pomszczona, a zakon pokutników zdemaskowany i osądzony za swoje makabryczne występki, lecz wraz z jego upadkiem nie przyszły odpowiedzi. Brianna wciąż nie wiedziała, dlaczego jej siostra została pojmana, ani za jaką winę przyszło jej zapłacić tak straszliwą cenę.

Zacisnęła usta.

Ilekroć wracała myślami do Diany, ogarniała ją bezsilna złość.

Dopiero nagłe ukłucie wyrwało ją z zamyślenia.

Skrzywiła się i drgnęła, gdy skórę jej palca przekłuł cierń dzikiej róży. Przystanęła, obróciła dłoń i przez chwilę przyglądała się, jak kropla krwi pęcznieje, błyszczy. Rozgniotła ją kciukiem.

Któregoś dnia pozna całą prawdę. Dowie się, co spotkało jej ukochaną siostrę i dlaczego ojciec tak uparcie zabraniał choćby wspominać jej imię.

Westchnęła i obróciła twarz ku słońcu, by ciepło złagodziło napięcie w jej rysach. Kątem oka dostrzegła postać opartą swobodnie o kamienny mur, nieruchomą, obserwującą ją od dłuższej chwili. Uśmiechnęła się do siebie ledwie zauważalnie, bardziej z przyzwyczajenia niż z prawdziwej radości, bo dobrze wiedziała, kim jest ta osoba w oddali.

Przymknęła oczy, pozwalając, by ciepłe promienie osiadły na jej twarzy i choć na chwilę odegnały ponure myśli. Przez krótką chwilę mogła rozkoszować się spokojem, zanim ciszę ogrodu zakłócił odgłos zbliżających się kroków. Mężczyzna poruszał się zwinnie, prawie bezszelestnie, ale ona zawsze potrafiła go wyczuć.

Przez ostatnie lata był jak jej własny cień – choć trzymał się na dystans, gdy tylko odwracała głowę, napotykała jego spojrzenie; czujne, uważne i dziwnie niepokojące.

– Pani.

Głos miał niższy, niż pamiętała. Już nie chłopięcy.

Otworzyła powoli powieki. Musiała unieść głowę, by na niego spojrzeć. Kiedy tak urósł? Jeszcze niedawno był chudym chłopakiem, który biegał za nią po dziedzińcu, teraz zaś górował nad nią szerokimi barkami, a w jego postawie pojawiła się pewność siebie, która zaczynała wprawiać ją w zakłopotanie.

Ranulf był młodzieńcem, którego tuż po śmierci Diany najął ojciec, by dbał o jej bezpieczeństwo i nie spuszczał jej z oka – i robił to, z właściwym sobie oddaniem. W międzyczasie stawał się mężczyzną, a ten fakt coraz trudniej było ignorować. Każdego roku sprawniej władał mieczem, a pod prostą tuniką coraz wyraźniej rysowała się sylwetka przyszłego wojownika. Nawet Brianna zauważyła, że podczas uczt i turniejów młode panny coraz częściej szukały jego spojrzenia.

Ona sama jednak uparcie dopatrywała się w nim chłopca, którym był, gdy pierwszy raz go spotkała. Dzieliły ich trzy lata i wówczas ta różnica zdawała jej się tak miażdżąca, że nie była w stanie dostrzec w nim tego, co widziały inne dziewczęta.

– Wyjeżdżam o świcie.

Brianna zmarszczyła brwi.

Nie spodziewała się tego.

Dopiero teraz obróciła się ku niemu całym ciałem.

– A więc postanowiłeś mnie opuścić. – Zdziwił ją jej własny ton. Po co go drażniła? Przecież nie mogła oczekiwać, że pozostanie przy niej na zawsze.

Jej słowa widocznie go dotknęły. Zacisnął szczęki i wykonał gest, jakby chciał się do niej zbliżyć, lecz po chwili opanował się i pozostał w miejscu.

– Wiesz, że to nieprawda, pani. – Jego błękitne oczy wpatrywały się w nią intensywnie.

Brianna udała, że tego nie zauważa. Poczuła, jak ogarnia ją niezrozumiały niepokój, więc by zająć czymś dłonie, zerwała rosnący dziko kwiat polnego maku i zaczęła gładzić drżącymi palcami czerwone płatki.

– Służba u króla to zaszczyt – powiedziała, udając obojętność. – Mój ojciec dokonał właściwego wyboru, będziesz znakomitym rycerzem.

Ranulf przyglądał się jej z nieodgadnionym wyrazem twarzy.

Po chwili skinął głową.

– Wrócę.

Spojrzała na niego uważniej, ponieważ w jego głosie wyczuła napięcie i coś więcej, coś na kształt zawoalowanej obietnicy.

– Tego właśnie się od ciebie oczekuje – odchrząknęła. – Wydoroślejesz, nabierzesz wprawy w walce, poznasz świat… Wrócisz z własnymi ludźmi, własnymi historiami i pewnie nawet nie będziesz pamiętał o tych wszystkich latach spędzonych tutaj. – Zaśmiała się nerwowo.

Ranulf zrobił krok bliżej. Wyjął z jej dłoni mak, a ona czując muśnięcie jego palców, na chwilę wstrzymała oddech.

– Wrócę po ciebie.

Cisza, która zapadła między nimi, była zbyt przytłaczająca jak na te proste słowa.

Oczy Brianny rozszerzyły się ze zdumienia, jakby nie była pewna, czy dobrze usłyszała. Przez krótką chwilę patrzyła na niego w milczeniu.

Co on sobie właściwie wyobrażał?

Poczuła, jak wzbiera w niej złość. Ten chłopak ostatecznie na zbyt wiele sobie pozwalał.

– Jesteś młody – starała się, by jej głos zabrzmiał lekko. – Wiele może się zmienić, nim wrócisz…

– Nie to – stwierdził tak stanowczo, że przez jej plecy przebiegł nieoczekiwany dreszcz.

Przez chwilę nie potrafiła znaleźć odpowiedzi. Potem uśmiechnęła się lekko, z wyrozumiałością. W jej uśmiechu kryła się pobłażliwość, a może i cień czułości, lecz na pewno nie było tam nic, co mogłoby przypominać odwzajemnione uczucie.

Ranulf to dostrzegł.

Jego oczy pociemniały, coś twardego i nieustępliwego pojawiło się nagle w jego spojrzeniu.

– Zaczekasz na mnie?

Dziewczyna wciągnęła powoli powietrze.

Musiała to zakończyć. Tu i teraz. Nie powinna dawać mu nadziei.

Ale nie chciała go też zranić. Wiedziała, jak niepewny bywa los młodych wojowników. Wielu opuszczało rodzinne strony, marząc o chwale, a wracało okaleczonych albo nie wracało wcale.

– Gdy skończysz swoją służbę – zaczęła, ostrożnie dobierając słowa – być może nadal tutaj będę.

To powinno wystarczyć, żeby zrozumiał.

Nie zrozumiał.

Zamiast się wycofać, zbliżył się, a potem, ku jej zdumieniu, uklęknął przed nią.

Chwycił jej rękę, nim zdążyła ją cofnąć.

Brianna już miała zaprotestować, lecz wtedy pochylił głowę.

Jego usta musnęły wnętrze jej dłoni. Gest trwał zaledwie chwilę, a jednak wydał jej się nieznośnie intymny. Przez całe jej ciało przebiegł gwałtowny dreszcz.

Kiedy ponownie uniósł głowę, nie potrafiła odwrócić wzroku.

– Poczekasz.

Nie było w tym pytania.

Zanim zareagowała na tę zuchwałość, Ranulf wstał, obrócił się na pięcie i odszedł.

Brianna patrzyła za nim jeszcze przez chwilę.

Dopiero gdy zniknął za kamiennym murem, uświadomiła sobie, że przyciska dłoń do serca.