Projekt w przyrodzie? Najważniejsze argumenty za i przeciw - Grzegorz Malec - ebook

Projekt w przyrodzie? Najważniejsze argumenty za i przeciw ebook

Grzegorz Malec

0,0

Opis

Czy Wszechświat to wynik przypadku, czy efekt zamierzonego projektu? Czy życie powstało dzięki ślepym siłom przyrody, czy kryje się za nim inteligentny plan?

Projekt w przyrodzie? to zrównoważone przedstawienie stanowisk obu stron jednego z najbardziej fascynujących sporów naukowych w historii nauki. W tej sprawie głos zabierają czołowi zwolennicy teorii inteligentnego projektu – Guillermo Gonzalez, Michael J. Behe, Casey Luskin i William A. Dembski – oraz jej krytycy: Victor J. Stenger, David Ussery, Gert Korthof i Sean Devine.

Zwolennicy teorii inteligentnego projektu argumentują, że złożoność DNA, precyzyjne dostrojenie stałych fizycznych we Wszechświecie i geologicznie nagłe pojawienie się nowych form życia w zapisie kopalnym najlepiej tłumaczą obecność zamierzonego projektu w przyrodzie. Krytycy odpowiadają, że te same zjawiska można wyjaśnić wyłącznie za pomocą znanych praw i procesów przyrodniczych, bez konieczności wprowadzania dodatkowych założeń.

Kto ma rację? Dzięki równomiernemu zestawieniu argumentów z obu stron czytelnik może samodzielnie ocenić siłę przedstawionych dowodów i wyrobić sobie własne zdanie w tej fascynującej debacie o naturze naszego Wszechświata.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows

Liczba stron: 459

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Projekt w przyrodzie? Najważniejsze argumenty za i przeciw

Copyright © Fundacja En Arche, Warszawa 2026

Redaktor tomu

Grzegorz Malec

Przekład

Adam Bechyne i Dariusz Sagan

Redakcja językowa

Beata Saracyn

Redaktor prowadzący

Jacek Fronczak

Korekta

Joanna Morawska

Skład

Maria Anna Szyprzak

Opracowanie e-wydania

Karolina Kaiser,

Projekt okładki

Ewa Jabłońska

Grafika na okładce:

Grok

Wydanie I 

ISBN 978-83-68119-18-3

Fundacja En Arche

al. Niepodległości 124, lok. 26

02-577 Warszawa

[email protected]

Księgarnia internetowa

enarche.pl/ksiegarnia/

WstępKazimierz JodkowskiSens polemiki

Naiwny opis rzeczowej dyskusji

Sprawa wydaje się prosta. Jeśli istnieje jakiś spór, jakaś kontrowersja, to strony sporu, jeśli uczciwie dążą do prawdy, powinny usiąść przy stole, wyłożyć obiektywnie wszystkie argumenty za i przeciw i równie obiektywnie, używając logiki, sprawę rozstrzygnąć. Opis takiej dyskusji przedstawił Tadeusz Kotarbiński, jeden z najbardziej znanych filozofów i logików polskich:

Jakże inaczej wyglądają normy dyskusji rzeczowej, w której obie strony dążą rzetelnie do wyświetlenia prawdy! „Opowiedzmy się za tym, co zgodne z rzeczywistością – powiadają sobie uczestnicy takiego roztrząsania – nie dlatego, że ja to pierwotnie głosiłem, chociaż ty zaprzeczałeś, ani nie dlatego, że może było odwrotnie”. Kto chce wyświetlić prawdę, szuka też jej gorliwie w przeświadczeniach lub przypuszczeniach przeciwnika, niezgodnych początkowo z jego własnymi przekonaniami. Aby ją także i stamtąd wydobyć, stara się on pomóc przeciwnikowi w znalezieniu dla myśli słów najdokładniej ją wyrażających, stara się – jak to się mówi – zrozumieć przeciwnika lepiej, niż on sam siebie rozumie. Zamiast korzystać z każdego słabego punktu w jego argumentacji, aby sprawę przezeń bronioną pognębić (co właśnie usiłuje czynić erysta), uczestnik dyskusji rzeczowej dokłada starań, by wydobyć z tego, co głosi przeciwnik, jak najwięcej walorów dla wyświetlenia prawdy. Nie przeszkadza to pewnemu podziałowi pracy: „Ty będziesz próbował bronić swojej hipotezy, a ja swojej i zobaczymy, co z tego wyniknie. Ja będę próbował obalać twoje twierdzenia, a ty – moje. Próbujmy podważać w dociekaniu wszystko, gdyż w ten tylko sposób można wykryć to, co się podważyć nie da. To, co się ostoi, będzie prawdą wspólnie uznaną i niechaj ona się okaże jedynym w sporze zwycięzcą[1].

Dlaczego ten naiwny opis jest błędny?

W ostatnim czasie w Polsce odbyło się kilka debat na temat teorii inteligentnego projektu, w czasie których można było wysłuchać głosów za tą koncepcją i przeciw niej. Na rzecz tej teorii argumentowali między innymi: biolog Jonathan Wells, biochemik Michael J. Behe, biolog molekularny Richard Sternberg, biochemik Michael Denton, biolog molekularny Douglas Axe, fizyk Brian Miller, matematyk oraz filozof William A. Dembski i filozof nauki Kazimierz Jodkowski; natomiast po stronie krytyków wystąpili: filozof biologii Michael Ruse, paleobiolog Małgorzata Moczydłowska-Vidal, biolog Mariusz Kasprzak i filozof nauki Wojciech Sady.

Jest oczywiste, że nie każdy z każdym i nie na każdy temat może sensownie dyskutować. Do warunków sine qua non rzeczowej dyskusji między darwinowskimi ewolucjonistami a teoretykami projektu należy posiadanie tego samego przedmiotu dyskusji i obowiązywanie tych samych reguł w prowadzeniu sporu. Obie rywalizujące teorie – teoria inteligentnego projektu i darwinowska czy neodarwinowska teoria ewolucji – mają jednak odmienny przedmiot badań. Pierwsza zajmuje się formułowaniem skutecznych kryteriów rozpoznawania inteligentnego projektu oraz zastosowaniem tych kryteriów do jednostkowych przypadków. Druga interesuje się tym, jak w historii życia na Ziemi powstawały i zmieniały się różne formy życia. Mimo tej odmienności obie teorie mają punkty sporne, choć są też takie, na temat których sporu nie ma. Według teoretyków projektu istnieją w przyrodzie ożywionej takie struktury, których powstanie najlepiej można wyjaśnić przez odwołanie się do przyczyn inteligentnych. Ale według ewolucjonistów te struktury są tylko pozorem projektu. Jak napisał Richard Dawkins: „Biologia zajmuje się obiektami złożonymi, tworzącymi wrażenie celowego zamysłu”[2]. Słowo „zamysł” jest tu tłumaczeniem angielskiego design.

Dawkins twierdzi, że te obiekty można wyjaśnić jakimś mechanizmem ewolucyjnym, w którym nie ma miejsca na inteligentne przyczyny (Karol Darwin pierwotnie mówił tylko o przypadkowej zmienności organizmów i nieprzypadkowym działaniu doboru naturalnego, dopasowującego organizmy do zmieniającego się środowiska, później on sam i jego następcy mechanizmy te doprecyzowywali i rozszerzali ich liczbę).

Warto zauważyć, że spory między teorią ID a neodarwinowskim ewolucjonizmem dotyczą tylko niewielkiej części tego, czym obie te teorie się interesują. Ewolucjoniści nie przeczą na przykład, że da się wykryć ślady aktywności chirurgów w organizmach człowieka i zwierząt oraz genetyczne modyfikacje roślin, nie mówiąc o znajdującym się poza ich dziedziną naukowego zainteresowania zamierzonym plagiacie jakiegoś dzieła naukowego czy o starannie zamaskowanym morderstwie upozorowanym na przypadkową śmierć. A teoretycy projektu nie kwestionują istnienia najrozmaitszych procesów ewolucyjnych, o których się mówi we współczesnym ewolucjonizmie, zwłaszcza procesów mikroewolucyjnych. Teoria ID przedstawiana jest czasami przez jej krytyków jako forma antyewolucjonizmu, ale sami teoretycy projektu piszą wprost o sukcesach darwinowskich ewolucjonistów i przyjmują różne twierdzenia związane z tym ujęciem:

Ludzie wykształceni wiedzą, że przyroda ma swoją przeszłość; że częstotliwość genów ulega zmianie; że idea wspólnoty pochodzenia organizmów jest przynajmniej do pewnego stopnia prawdziwa i że dobór naturalny odegrał ważną rolę w procesie specjacji i zmian w budowie fizycznej gatunków[3].

Mam wielki szacunek do pracy moich kolegów, którzy badają rozwój i zachowanie organizmów w ramach ujęcia ewolucjonistycznego. Uważam również, że biologowie ewolucyjni wnieśli ogromny wkład do naszej wiedzy o świecie. Mimo iż mechanizm darwinowski – dobór naturalny oddziałujący na skutki zmienności – jest w stanie wyjaśnić wiele rzeczy, to nie sądzę, że tłumaczy życie na poziomie molekularnym[4].

Skoro przy okazji pewnych struktur lub procesów biologicznych – na przykład wici bakteryjnej czy kaskady krzepnięcia krwi – obie strony wypowiadają przeciwne sądy na temat przyczyn ich powstania, to wydaje się, że wystarczy to, by prowadzić owocną dyskusję. Ale czy rzeczywiście?

O epistemicznych układach odniesienia

Owocne spory naukowe można prowadzić pod warunkiem, że obie strony jednakowo rozumieją, czym jest nauka, na czym polega jej uprawianie. Uważa się powszechnie, że odpowiedzi na te pytania daje kryterium demarkacji (odróżnienie nauki od nienauki lub nauki od metafizyki). Toczono spory, jak to kryterium wygląda – jedni filozofowie nauki proponowali empiryczną weryfikowalność, inni konfirmowalność, a jeszcze inni falsyfikowalność, czyli ogólnie rzecz biorąc – podkreślano decydującą rolę doświadczenia w uprawianiu nauki. Okazuje się jednak, że zwolennicy nawet tego samego kryterium demarkacji, na przykład empirycznej falsyfikowalności, jeśli mają odmienne poglądy teoretyczne, mogą zupełnie inaczej reagować w przypadku, gdy ich koncepcja znajdzie się w konflikcie z doświadczeniem, co wskazuje, że w określeniu naukowości musi istnieć jeszcze jakiś dodatkowy czynnik oprócz kryterium demarkacji i że dotychczasowe rozumienie kryterium demarkacji powinno być rozszerzone o ów czynnik.

Rozważmy to na przykładzie. W drugiej połowie XX wieku w Stanach Zjednoczonych popularne były do pewnego czasu publiczne dyskusje między uniwersyteckimi profesorami biologii a kreacjonistami. Wśród tych ostatnich największą sławę zdobył Duane Gish, doktor biochemii, który takich publicznych debat odbył ponad 300, a w przeprowadzanych po debacie głosowaniach publiczności niemal zawsze uznawany był za zwycięzcę. Przyczyna zwycięstw Gisha była prosta. Jego przeciwnikami byli co prawda znakomici uczeni, znawcy wysokiej klasy, ale z natury rzeczy w dość ograniczonej specjalności, a dyskusja „ewolucjonizm czy kreacjonizm?” dotyczyła bardzo różnych zagadnień, nie tylko całej biologii, ale też chemii i fizyki, a nawet metodologii i filozofii nauk przyrodniczych. Wiadomo poza tym, że szczegółowa odpowiedź choćby na prosty zarzut wymaga czasu, co w sytuacji, gdy Gish wymieniał tych zarzutów bardzo dużo (zwano to „galopem Gisha”), powodowało, że wiele z nich pozostawało w debacie bez odpowiedzi. Niebagatelną rolę odgrywało również to, że Gish na takie debaty, chociaż toczyły się na neutralnym gruncie, często na terenie uniwersytetu, zapraszał członków lokalnych fundamentalistycznych zborów protestanckich (o zwycięstwie decydowało głosowanie!). Po pewnym czasie ewolucjonistom przeszła ochota na dyskusje z Gishem i innymi kreacjonistami. Przyjęto zasadę rozpropagowaną przez Eugenie Scott, przewodniczącą antykreacjonistycznej organizacji National Center for Science Education, że kreacjonistów należy zwalczać, ale nie w otwartych debatach jak równy z równym, bo to robi złe wrażenie[5].

Ale tu chcę zwrócić uwagę nie na to, kto wygrywał w publicznych debatach, bo to o niczym istotnym nie świadczy, lecz na to, jak obie strony zachowywały się, gdy prezentowano im fakty niezgodne (lub wyglądające wówczas na niezgodne) z głoszonymi przez dyskutanta poglądami. Naiwne rozumienie kryterium empirycznej falsyfikowalności sugeruje, że uczony w takim przypadku powinien swoje poglądy porzucić zgodnie z elementarnym prawem logiki zwanym modus tollendo tollens. Jednak nigdy tak nie było w omawianych przypadkach i niemal nigdy tak nie było i nie jest we wszystkich innych przypadkach interteoretycznych sporów naukowych. Uczeni mogą dużo mówić o decydującej roli faktów, o podążaniu za faktami, dokądkolwiek one prowadzą[6], ale gdy zetkną się z przeciwnymi dla utrzymywanej teorii faktami, wolą trwać przy swoich dotychczasowych koncepcjach. Karl R. Popper, który zaproponował falsyfikowalność empiryczną jako kryterium demarkacji, wiedział, że tak jest, i wyjaśniał to dwiema przyczynami. Przede wszystkim uczeni wówczas, jego zdaniem, nie zachowują się jak trzeba, jak przystało na uczonego z prawdziwego zdarzenia, są zbyt mocno psychologicznie związani z akceptowaną teorią. Inną przyczyną trwania przy sfalsyfikowanych teoriach może być to, że falsyfikator, czyli niezgodne z teorią zdanie opisujące wynik obserwacji lub eksperymentu, nigdy nie jest pewny. Jego prawdziwość zależy od tak wielu czynników i założeń (filozofowie nauki mówią, że obserwacje są uteoretyzowane), że można w tę prawdziwość zwątpić, i często późniejsze dzieje nauki pokazywały, że wątpiący w nie uczeni mieli rację. Dlatego inni filozofowie nauki mówili, jak Thomas Kuhn, że aby porzucić paradygmat, uczony musi dysponować paradygmatem alternatywnym[7], albo jak Imre Lakatos, że wszelka teoria pływa w oceanie anomalii i do porzucenia teorii wymaga się nie tylko falsyfikacji starej teorii, ale i potwierdzenia nowej, która ze starą rywalizuje[8].

Przyjrzenie się wspomnianym debatom ewolucjonistów z kreacjonistami pozwala zauważyć dodatkowy czynnik słabo rozpoznawany przez filozofów nauki. Gdy kreacjonistom młodej Ziemi przedstawiano oparte na metodach radiometrycznych fakty świadczące o całe rzędy wielkości większym wieku Ziemi niż przyjmowane przez nich od 6000 do 10 000 lat, to natychmiast tworzyli oni nowe hipotezy, podważające wiarygodność owych metod. Te nowe hipotezy były, owszem, falsyfikowalne empirycznie i w razie potrzeby, gdy okazywały się niezgodne z faktami, były porzucane na rzecz jeszcze innych hipotez. Mogły być więc porzucone pod wpływem doświadczenia, tak jak chcą falsyfikacjoniści. Ale jednej rzeczy kreacjoniści nigdy nie porzucali i nie porzucą, dopóki są kreacjonistami – tego, co na temat stworzenia zostało napisane w Księdze Rodzaju (a raczej: własnego rozumienia tego, co tam napisano). Uprawianie nauki według kreacjonistów polega bowiem na tworzeniu teorii, które zgodne są z biblijnym zapisem stworzenia, polega na teoretycznym ratowaniu tego opisu.

Ten dziwaczny pogląd zawsze był przedmiotem drwin strony przeciwnej. Ale gdy się bliżej przyjrzymy postawie ewolucjonistów, to zauważymy, że oni mają również swoją „Księgę Rodzaju”, może nie tak rozbudowaną i nie tak widoczną, ale jednak istniejącą. Oni także pewnego przekonania nigdy nie porzucą. Nigdy nie porzucą mianowicie tego, że wydarzenia i struktury widoczne w świecie należy wyjaśniać, odwołując się wyłącznie do przyczyn z tego świata, a nie ze świata nadprzyrodzonego (niezależnie od tego, czy wierzą w istnienie tego nadprzyrodzonego świata). Postawa, jaką przyjmują ewolucjoniści, a także uczeni z innych dziedzin nauk empirycznych, nosi nazwę naturalizmu. Jeśli ktoś chce podkreślić, że metoda nauk empirycznych nie zaprzecza istnieniu sfery nadprzyrodzonej, to do słowa „naturalizm” dodaje przymiotnik „metodologiczny”, odróżniając ten naturalizm od naturalizmu metafizycznego (ontologicznego).

Naturalizm metodologiczny jest powszechnie stosowany w naukach przyrodniczych. Ten sposób rozumienia nauki jest względnie nowy i jest zasługą Karola Darwina. Wcześniej uczeni też stosowali wyjaśnienia naturalistyczne, ale mogli sporadycznie odwoływać się do wyjaśnień nadnaturalistycznych, na przykład przeddarwinowscy biologowie mówili o stworzeniu życia i człowieka, geologowie mówili o potopie, natomiast Newton trwałość Wszechświata, czyli to, że pod wpływem grawitacji gwiazdy nie zleją się w jedno gorejące ciało, przypisywał działaniu Boskiej Opatrzności[9]. Dopiero Darwin stosował konsekwentnie wyjaśnianie naturalistyczne, powtarzając ciągle, że żadne inne nie ma charakteru naukowego.

Naturalizm to jeden z epistemicznych układów odniesienia (EUO), czyli zbiorów najbardziej podstawowych założeń, jak należy uprawiać naukę i jak nie należy jej uprawiać. Historia myśli ludzkiej pokazuje, że naukę uprawiano, opierając się na różnych EUO. Epistemiczny układ odniesienia jest przyjmowany arbitralnie. Nie da się go uzasadnić naukowo bez popełnienia błędu o nazwie petitio principii, bowiem żeby coś naukowo uzasadnić, trzeba już wiedzieć, na czym polega uprawianie nauki, czyli między innymi znać EUO. Można jednak perswadować na rzecz EUO. Oto przykładowa perswazja Darwina:

Zgodnie z powszechnym poglądem o oddzielnym stworzeniu każdego gatunku można tylko powiedzieć, że tak jest i że Stwórcy podobało się zbudować wszystkie zwierzęta i rośliny każdej wielkiej grupy według jednego planu; nie jest to jednak objaśnienie naukowe[10].

Wyraziłem kiedyś opinię, że Darwin osiągnął większy sukces metanaukowy, skłaniając uczonych do naturalistycznego rozumienia nauki, niż w nauce, gdzie jego teoria ewolucji była poprawiana, modyfikowana i uzupełniana, a nawet zastępowana inną wersją teorii ewolucji[11]. Podjęta przez kreacjonistów w drugiej połowie XX wieku próba przywrócenia w nauce przeddarwinowskiego, nadnaturalistycznego EUO zakończyła się, jak wiadomo, niepowodzeniem. Dzisiaj mamy próbę narzucenia nauce nowego, genderowego EUO, według którego pewne fakty zależą nie od obiektywnego stanu rzeczy, ale od decyzji zainteresowanych osób. Nie wiadomo, czy ta próba zakończy się powodzeniem, ale jak dotąd rozwija się pomyślnie.

Skrajny naturalizm darwinowskiego naturalizmu

Dyskusje ewolucjonistów z kreacjonistami nie mają więc sensu, bo każda ze stron akceptuje inny epistemiczny układ odniesienia – naturalistyczny i nadnaturalistyczny. A jak jest w przypadku teorii inteligentnego projektu? Proponowane przez tę teorię kryteria rozpoznawania projektu dobrze się sprawdzają w sferze aktywności człowieka. Ich stosowanie nie wykracza tu poza świat naturalny. Jednak te same kryteria rozpoznawania projektu sugerują, że inteligentnie zaprojektowane są także pewne struktury, na przykład wewnątrzkomórkowe, które powstały, zanim na Ziemi pojawił się człowiek, więc nie mogą od niego pochodzić. Ale teoretycy projektu, identyfikując te struktury jako inteligentnie zaprojektowane, nie są w stanie wskutek braku dodatkowych danych podać, kim lub czym był ich inteligentny projektant. Każda próba zidentyfikowania tego projektanta musi się posiłkować jakąś filozofią lub teologią, a tym samym wykracza poza teren teorii ID, a nawet poza teren nauk przyrodniczych. Czołowy teoretyk projektu Michael Behe tak pisał na ten temat:

[…] gdy argumentuję na rzecz projektu, kwestia tożsamości projektanta pozostaje otwarta. Możliwymi kandydatami do roli projektanta są: Bóg chrześcijański; anioł – upadły lub nie; platoński Demiurg; pewna mistyczna moc New Age; kosmici z Alfa Centauri; podróżnicy w czasie lub całkowicie nieznana inteligentna istota. Oczywiście niektóre z tych możliwości mogą wydawać się bardziej wiarygodne od tych, które opierają się na informacji z dziedzin innych niż dziedzina naukowa. Niemniej, jeśli chodzi o tożsamość projektanta, współczesna teoria ID na szczęście powtarza powiedzenie Isaaca Newtona: hypotheses non fingo[12].

Uważa on także, że zaprojektowane życie niekoniecznie wymaga nadnaturalnych zdolności, wymaga ono raczej dużej inteligencji. Jego zdaniem nie ma żadnej logicznej przeszkody, by uważać, że życie powstało lub może powstać wskutek aktywności zaawansowanej cywilizacji istniejącej gdzieś w Kosmosie[13].

Skoro teoria inteligentnego projektu nie odwołuje się do przyczyn nadprzyrodzonych, to pozostaje na gruncie naturalizmu. Wygląda na to, że zarówno teoretycy ID, jak i teoretycy darwinowskiego ewolucjonizmu przyjmują ten sam epistemiczny układ odniesienia. Czy to znaczy, że dyskusja między zwolennikami obu tych teorii nie napotyka żadnych przeszkód? Niestety, nie.

Ewolucjoniści bowiem nie przyjmują, wbrew swoim deklaracjom, sformułowanej tu zasady naturalizmu metodologicznego. Oni przyjmują jej skrajną postać – wykluczają w swojej dziedzinie badań istnienie czy działanie nie tylko przyczyn nadprzyrodzonych, ale także inteligentnych. Darwin tak pisał:

Stary […] argument o celowości w przyrodzie, który dawniej wydawał mi się tak przekonywający, upada obecnie z chwilą odkrycia prawa doboru naturalnego. […] Nie więcej jest, zdaje się, celowości w zmienności istot żywych i w działaniu doboru naturalnego niż w kierunku, w którym wieje wiatr[14].

Łatwo zauważyć, że w wielu dyscyplinach naukowych oprócz wskazywania na przypadek i konieczność identyfikuje się jednak także przyczyny inteligentne. Jest tak w archeologii, kryminalistyce, kryptologii, czyli nauce o szyfrach, a nawet w samej biologii, tyle że nieewolucyjnej – mówi się o genetycznie modyfikowanej żywności, plombach w zębach, by-passach, zamierzonej introdukcji jakichś gatunków roślin czy zwierząt w danym obszarze itd. Z jakiegoś powodu wszędzie można naukowo mówić o inteligentnych przyczynach, tylko nie w teorii ewolucji. W rozważaniach o pochodzeniu życia i jego form ewolucjoniści twardo przeciwstawiają się uwzględnianiu inteligentnych przyczyn, uważając przeciwne postępowanie za nienaukowe:

Tylko przypadek leży u źródła każdej zmiany wszystkich istot żyjących w biosferze. Czysty przypadek, zupełnie wolny, lecz ślepy[15].

Teoria ewolucji postuluje, że w realnym życiu splatają się ze sobą przypadek i konieczność, losowość i determinizm. Fundamentalnym odkryciem Darwina było to, że istnieje proces, który jest twórczy, chociaż pozbawiony świadomości[16].

Nie ma żadnych bogów, żadnego celu, żadnych nakierowanych na cel sił jakiegokolwiek rodzaju[17].

Skrajnie naturalistyczne stanowisko ewolucjonistów uniemożliwia frontalną debatę między zwolennikami teorii ID a zwolennikami neodarwinizmu. Nie ma wspólnej płaszczyzny dla obu stron. Ewolucjoniści wykluczają nawet samą możliwość istnienia przyczyn inteligentnych wpływających na badany przez siebie aspekt przyrody. Odbiegają tym samym od takiego rozumienia naturalistycznego EUO, jakie obowiązuje dzisiaj w pozostałej nauce. Warto wskazać, że tej skrajności nie ma w teorii ID.

Ewolucjoniści przyjęli w swojej dziedzinie taką definicję naukowości (skrajnie naturalistyczne EUO), która zapewnia im zwycięstwo, zanim jeszcze rozpoczną o nie walkę. W rezultacie w ewentualnej debacie teoretycy ID nie mogą wygrać, bo neodarwiniści nigdy nie zaakceptują wniosku o inteligentnym pochodzeniu, mogą zaś jedynie przegrać, gdy ewolucjoniści wykażą na przykład naturalne pochodzenie wici bakteryjnej. A ewolucjoniści odwrotnie – mogą jedynie wygrać i nie mogą przegrać. Phillip E. Johnson pisał, że stanowisko to przypomina następującą regułę przy rzucie monetą: jeśli wypadnie orzeł, ja wygrywam, jeśli reszka, ty przegrywasz[18]. Co jest przyczyną tego nierozsądnie skrajnego stanowiska? Dlaczego postępowanie, naturalne we wszystkich innych naukach przyrodniczych, w dziedzinie pochodzenia życia i jego form jest przez darwinowskich ewolucjonistów z góry odrzucane jako nienaukowe?

Stawiam hipotezę, że odrzucanie przyczyn inteligentnych w sprawach pochodzenia jeszcze przed zbadaniem, jaki charakter mają występujące tam przyczyny, jest skutkiem mocnych pozanaukowych przekonań ideologicznych, a dokładniej: antyreligijnych. Darwin pisał:

Mam wrażenie (słuszne czy niesłuszne), że występowanie wprost przeciwko chrześcijaństwu i teizmowi nie znajduje u ludzi praktycznie żadnego oddźwięku; natomiast zwiększaniu wolności myślenia najlepiej służy stopniowe oświecanie umysłów, dokonujące się dzięki postępowi nauki. Zatem zawsze staram się nie pisać o religii, lecz skupiać się na nauce[19].

Oczywiście, skupiać się na nauce odpowiednio zdefiniowanej, „tak jak my ją rozumiemy”. Tak, żeby niemożliwa była nawet teistyczna światopoglądowa interpretacja wyników badań naukowych; tak zdefiniowanej, żeby – parafrazując Johnsona – jeśli wypadnie orzeł, ateizm wygrywał, a jeśli reszka – teizm przegrywał. Bo, wbrew pokutującym tu i ówdzie przekonaniom, Darwin był stuprocentowym ateistą:

[…] trzeba by bardzo oczywistych dowodów na to, aby jakiegokolwiek człowieka o zdrowym rozsądku skłonić do wiary w cuda, na której opiera się chrześcijaństwo […]. Stopniowo przestawałem wierzyć, by chrześcijaństwo było objawieniem boskim. […] Stopniowo coraz bardziej owładała mną niewiara, aż wreszcie dokonało się to całkowicie. […] Trudno mi doprawdy pojąć, że ktokolwiek mógłby sobie życzyć, aby wiara chrześcijańska była prawdziwa[20].

Zdaniem Richarda Dawkinsa: „dopiero Darwin sprawił, że ateizm jest w pełni satysfakcjonujący intelektualnie”[21]. Oczywiście, nie ma niczego złego w tym, że uczony jest ateistą, podobnie jak nie ma niczego złego w tym, że jest wierzący. Wolałbym jednak, by nauce pozostawiono więcej swobody dla pozanaukowej przecież światopoglądowej interpretacji jej wyników, niż to robi jeden z lepiej znanych ewolucjonistów:

Stoimy po stronie nauki, mimo jawnej absurdalności niektórych jej rezultatów, pomimo porażki w spełnieniu jej wielu wygórowanych obietnic na temat zdrowia i życia, pomimo tolerancji społeczności naukowej dla niemających podstaw takich sobie bajeczek, stoimy po jej stronie z powodu apriorycznego oddania dla materializmu. To nie metody i instytucje nauki zmuszają nas do przyjęcia materialistycznego wyjaśnienia świata zjawisk, ale przeciwnie, materialistyczne nastawienie zmusza nas do apriorycznego odwoływania się do materialnych przyczyn, by stworzyć aparaturę badawczą i zbiór pojęć, przy pomocy których tworzymy materialistyczne wyjaśnienia, niezależnie od niezgodnych z nimi intuicji, niezależnie od tego, jak tajemniczo wygląda to dla niewtajemniczonych. Co więcej, materializm ten jest całkowity, nie możemy bowiem pozwolić, by Boska stopa przekroczyła próg nauki[22].

W kosmologii uczeni bez problemu zaakceptowali teorię Big Bangu, chociaż można ją interpretować światopoglądowo – nie tylko naturalistycznie, ale także teistycznie. Nic nie stoi na przeszkodzie, by biologowie przyjęli równie otwartą postawę jak kosmologowie, dopuszczając samo poszukiwanie przyczyn inteligentnych, niezależnie od tego, co sądzą o wynikach tych poszukiwań.[23]

Bibliografia

Ayala F.J.,

Największe odkrycie Darwina: projekt bez projektanta

, tłum. N. Górska i in., „Filozoficzne Aspekty Genezy” 2012, t. 9, s. 7–32,

https://doi.org/10.53763/fag.2012.9.65

.

Behe M.J.,

Czarna skrzynka Darwina. Biochemiczne wyzwanie dla ewolucjonizmu

, tłum. D. Sagan, „Seria Inteligentny Projekt”, Fundacja En Arche, Warszawa 2020.

–,

The Modern Intelligent Design Hypothesis: Breaking Rules

, w: J.P. Gills, T. Woodward,

Darwinism Under the Microscope. How Recent Scientific Evidence Points to Divine Design

, Charisma House, Lake Mary, Florida 2002, s. 129–147.

–,

Współczesna hipoteza inteligentnego projektu. Łamanie reguł

, tłum. D. Sagan, „Na Początku…” 2004, R. 12, nr 7–8 (183–184), s. 244–245 [244–266], w:

God and Design. The Teleological Argument and Modern Science

, ed. N.A. Manson, Routledge, London–New York 2003, s. 276–290.

Borczyk B. i in.,

Dyskusja

, w:

Ewolucja. Filozofia. Religia

, red. D. Leszczyński, „Lectiones & Acroases Philosophicae” III, 2010, s. 155–172.

Darwin K.,

Autobiografia i wybór listów.

Dzieła wybrane

, t. VIII, tłum. A. Iwanowska, A. Krasicka, J. Połtowicz, S. Skowron, „Biblioteka Klasyków Biologii”, Państwowe Wydawnictwo Rolnicze i Leśne, Warszawa 1960.

–,

O powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego

, tłum. S. Dickstein, J. Nusbaum, „Arcydzieła Wielkich Myślicieli”, Altaya, De Agostini, Warszawa 2001.

Dawkins R.,

Ślepy zegarmistrz, czyli, jak ewolucja dowodzi, że świat nie został zaplanowany

, tłum. A. Hoffman, „Biblioteka Myśli Współczesnej”, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1994.

Jodkowski K.,

Antyreligijny charakter Darwinowskiej teorii ewolucji

, w:

Genius vitae.

Księga pamiątkowa dedykowana Panu Profesorowi Marianowi Józefowi Wnukowi

, red. S. Janeczek, Z. Wróblewski, A. Starościc, Wydawnictwo KUL, Lublin 2019, s. 133–147.

–,

Debatować czy nie debatować? Oto jest pytanie

, „W Poszukiwaniu Projektu” 2023, 3 października,

https://wp-projektu.pl/aktualnosci/debatowac-czy-nie-debatowac-oto-jest-pytanie/

[dostęp: 25 VIII 2025].

–,

O podążaniu za faktami, dokądkolwiek one prowadzą (Na marginesie głównego argumentu Richarda Dawkinsa)

, w:

Nauka, metoda, wartości. Księga jubileuszowa dedykowana Profesorowi Krzysztofowi Szlachcicowi

, red. M. Kotowski, D. Leszczyński, Oficyna Naukowa PFF, Wrocław 2022, s. 103–115.

Johnson P.E.,

Z otwartym umysłem wobec darwinizmu. Poradnik krytycznego myślenia

, Wydawnictwo Wista, Warszawa 2007, s. 34.

Kotarbiński T.,

Kurs logiki dla prawników

, PWN, Warszawa 1961.

Kuhn T.S.,

Struktura rewolucji naukowych

, tłum. H. Ostromęcka, PWN, Warszawa 1968.

Lakatos I.,

Falsyfikacja a metodologia naukowych programów badawczych

, w: I. Lakatos,

Pisma z filozofii nauk empirycznych

, tłum. W. Sady, „Biblioteka Współczesnych Filozofów”, PWN, Warszawa 1995, s. 3–169.

Lewontin R.Ch.,

Billions and Billions of Demons (review of: Carl Sagan, “The Demon-Haunted World: Science as a Candle in the Dark”)

, „The New York Review of Books” 1997, January 9, Vol. 44, No. 1, s. 44.

List Karola Darwina do Edwarda Avelinga z 13 października 1880 roku, w: M. Shermer,

Racjonalny ateizm

, „Świat Nauki

2007, nr 10, s. 22.

Malec G.,

Teologiczne dylematy Karola Darwina

, „Roczniki Filozoficzne” 2012, t. LX, nr 1, s. 67–85.

Meyer S.C., Keas M.N.,

The Meanings of Evolution

, w:

Darwinism, Design, and Public Education

, eds. J.A. Campbell, S.C. Meyer, „Rhetoric & Public Affairs”, Michigan State University Press, East Lansing (MI) 2003, s. 135–156.

Meyer S.C.,

Powrót hipotezy Boga. Trzy odkrycia naukowe ujawniające celowość Wszechświata

, tłum. A. Gomola, „Summa”, Fundacja Prodoteo, Warszawa 2022.

Monod J.,

Chance and Necessity. An Essay on the Natural Philosophy of Modern Biology

, Knopf, New York 1971.

–,

Przypadek i konieczność. Esej o filozofii biologii współczesnej

, tłum. J. Bukowski, Głos, Warszawa 1979.

Provine W.,

Darwinism: Science or Naturalistic Philosophy? A Debate between William B. Provine and Phillip E. Johnson at Stanford University, April 30, 1994

, „YouTube”,

https://www.youtube.com/watch?v=m7dG9U1vQ_U

[dostęp: 2 X 2023].

Scott E.,

Confronting Creationism

, „Reports of the National Center for Science Education” 2004, Vol. 24, No. 6,

https://ncse.ngo/confronting-creationism

[dostęp: 25 VIII 2025].

–,

Debates and Globetrotters

, „Creation/Evolution” 1994, Vol. 14/2, No. 35, s. 22–25.

Smoot G., Davidson K.,

Narodziny galaktyk

, tłum. P. Amsterdamski, „Nauka u Progu Trzeciego Tysiąclecia”, Wydawnictwo CISG, Warszawa 1996.

Argumenty za

Guillermo GonzalezStrefy zamieszkiwalne i precyzyjne dostrojenie

Wprowadzenie

W drugiej połowie XX wieku fizycy odkryli, że wartości stałych fizycznych i kosmologicznych warunków początkowych nie mogą się znacznie różnić od wartości obserwowanych, ponieważ w przeciwnym razie we Wszechświecie nie mogłoby istnieć życie[24]. Na przykład po wprowadzeniu małych zmian wartości niektórych stałych otrzymalibyśmy Wszechświat o zbyt krótkim czasie trwania, zbyt prosty (składający się – dajmy na to – tylko z wodoru albo czarnych dziur) lub zbyt chaotyczny, by mogło istnieć w nim życie. Rozważania teoretyczne doprowadziły do wniosku, że Wszechświat musi być „precyzyjnie dostrojony” do możliwości istnienia życia.

Fizycy, rozmyślając nad kwestią precyzyjnego dostrojenia, zakładają, że stałe fizyczne i warunki początkowe (i być może prawa fizyki) mogły być inne. Inaczej mówiąc, nasz Wszechświat nie jest logicznie konieczny. Powstaje w związku z tym pytanie: czy właściwości naszego konkretnego Wszechświata zostały zaprojektowane i wyselekcjonowane dla nas? Możemy ewentualnie zapytać: jaka część tego, co obserwujemy, została wyselekcjonowana przez nas? To drugie pytanie ma związek z jednym z rodzajów zasady antropicznej. „Wyjaśnienie” właściwości zamieszkiwanego przez nas Wszechświata poprzez odwołanie się do autoselekcji obserwatora (słaba zasada antropiczna) jest jednak problematyczne, ponieważ nie dysponujemy niezależnymi obserwacyjnymi świadectwami istnienia innych wszechświatów lub domen. Sporna jest również teoretyczna zasadność tego wyjaśnienia[25].

Użytecznie jest mówić o dwóch różnych typach precyzyjnego dostrojenia: „globalnym” i „lokalnym”. Globalne precyzyjne dostrojenie dotyczy ogólnych właściwości obserwowalnego Wszechświata: mas cząstek elementarnych, sił czterech oddziaływań podstawowych, kosmologicznych warunków początkowych oraz stałej kosmologicznej.

Natomiast lokalne precyzyjne dostrojenie dotyczy obiektów, których właściwości nie mają charakteru powszechnego: planet, gwiazd i galaktyk. Wiemy, że planety, gwiazdy i galaktyki nie mają takich samych właściwości, a nawet obserwujemy, że ich właściwości różnią się w szerokim zakresie. Możemy badać zależność życia od parametrów lokalnych bez rozważania zmian parametrów globalnych. Parametrom lokalnym możemy również przypisywać wartości liczbowe w nadziei na to, że prawidłowo obliczymy dostępne zasoby probabilistyczne i oszacujemy, ile lokalnych warunków da się wyjaśnić autoselekcją obserwatora.

Chociaż dokonanie takiego podziału w celu przeprowadzenia analizy precyzyjnego dostrojenia jest użyteczne, to w końcu i tak musimy rozważyć lokalne i globalne precyzyjne dostrojenie łącznie, aby móc ustalić, w jakim stopniu nasz Wszechświat jest precyzyjnie dostrojony do możliwości istnienia życia. Dyskusje na temat globalnego precyzyjnego dostrojenia nie zaprowadzą nas zbyt daleko, o ile nie zrozumiemy, jak wartości parametrów globalnych wpływają lokalnie na planety, gwiazdy i galaktyki.

Historycznie rzecz biorąc, lokalne precyzyjne dostrojenie badano w ramach egzobiologii lub astrobiologii. Astrobiologowie, pragnący odkryć inne zamieszkane planety, usiłowali określić pełny zakres środowisk umożliwiających istnienie życia (czyli środowisk zamieszkiwalnych). Przez minione 20 lat osiągnięto na tym polu znaczący postęp. W części 1 artykułu dokonam przeglądu stanu naszej wiedzy o środowiskach zamieszkiwalnych[26]. W części 2 powrócę do tematu globalnego precyzyjnego dostrojenia i pokażę, jaki jest związek między lokalnym a globalnym precyzyjnym dostrojeniem.

1. Strefy zamieszkiwalne

Pojęcie okołogwiazdowej strefy zamieszkiwalnej (CHZ – circumstellar habitable zone), od momentu wprowadzenia go ponad 40 lat temu, stanowiło przedmiot dyskusji naukowej na temat zamieszkiwalności w obrębie układów planetarnych. We wczesnych badaniach CHZ definiowano po prostu jako zakres odległości od słońca, w którym musi się znajdować planeta ziemiopodobna, aby mogła na niej występować woda w stanie ciekłym. W zbyt bliskiej odległości od słońca za dużo wody dostaje się do atmosfery, co prowadzi do niekontrolowanego efektu cieplarnianego. W zbyt dużej odległości za wiele wody zamarza, czego skutkiem jest niekontrolowane lodowacenie. Od czasu tych skromnych początków modele CHZ stawały się coraz bardziej złożone i realistyczne, głównie dzięki lepszej wiedzy o transporcie energii w atmosferach planet oraz uwzględnieniu cyklu węglanowo-krzemianowego. Mars i Wenus posłużyły jako testowe przypadki granic CHZ w „rzeczywistym świecie”.

Okołogwiazdowa strefa zamieszkiwalna była ważnym unifikacyjnym pojęciem w astrobiologii. Badania CHZ wymagają wiedzy o ewolucji gwiazd, dynamice planetarnej, klimatologii, biologii i geofizyce. Nawet jednak współczesnym modelom CHZ daleko jest do kompletności. Formalnego uwzględnienia wymaga jeszcze wiele czynników związanych z procesami tworzenia planet i późniejszej dynamiki grawitacyjnej.

Chociaż o zamieszkiwalności poza Układem Słonecznym pisano już wcześniej, to wraz z Donaldem Brownlee i Peterem D. Wardem jako pierwsi wprowadziliśmy pojęcie „galaktycznej strefy zamieszkiwalnej” (GHZ – galactic habitable zone)[27]. Pojęcie to opisuje zamieszkiwalność w skali galaktyki Drogi Mlecznej. Mimo że GHZ powierzchownie przypomina CHZ, jej podstawą jest bardzo odmienny zbiór procesów fizycznych, w tym: gradienty radialne częstości powstawania supernowych, metaliczność gazów, gęstość gazów oraz gęstość gwiazd w dysku galaktycznym. Powinno być również możliwe zdefiniowanie stref zamieszkiwalnych w odniesieniu do innych galaktyk, a nawet rozszerzenie zakresu pojęcia strefy zamieszkiwalnej na cały Wszechświat[28]. Największą ze wszystkich stref zamieszkiwalnych można określić mianem „kosmicznej epoki zamieszkiwalnej” (CHA – cosmic habitable age). Pojęcie to opisuje ewolucję zamieszkiwalności Wszechświata w czasie.

W dalszej części artykułu dokonam przeglądu opublikowanych wyników badań dotyczących CHZ, GHZ i CHA, ale najpierw omówię podstawowe potrzeby życia.

Potrzeby życia

Opublikowane badania CHZ koncentrują się na kwestii utrzymywania minimalnych warunków zamieszkiwalności na powierzchni planety skalistej. Te warunki są w najbardziej podstawowym sensie zależne od zakresu średniej temperatury na powierzchni planety, obecności wody w stanie ciekłym oraz składu atmosfery. Dodatkowo można uwzględnić zakres czasowych i przestrzennych wahań temperatury na powierzchni planety. Na przykład na wolno obracającej się planecie ziemiopodobnej wahania temperatury są większe niż w przypadku szybciej obracającej się planety, na której panuje taka sama średnia temperatura.

Mogłoby się wydawać, że wymóg występowania wody w stanie ciekłym to jedynie dogodne założenie pozwalające na zdefiniowanie CHZ na podstawie naszej wiedzy o „życiu w znanej nam postaci”. Dane chemiczne potwierdzają jednak pogląd, zgodnie z którym woda w stanie ciekłym i węgiel są istotne dla życia[29]. Ponadto do możliwości zachodzenia procesów biologicznych u jednokomórkowych form życia potrzeba około 16 pierwiastków, a u ssaków – kolejnych 10. Wszystkie te pierwiastki muszą znajdować się w obiegu w środowisku[30].

Astrobiologowie niekiedy traktują zamieszkiwalność jako wielkość binarną, związaną z alternatywą „albo–albo”. Planeta jest albo jałowa, albo tętni życiem; albo na jej powierzchni występuje woda w stanie ciekłym, albo nie występuje. Zespół Siegfrieda Francka nie przyjął tego symplistycznego ujęcia i obliczył stopień zamieszkiwalności planety, uwzględniając jej produktywność fotosyntetyczną[31]. Chociaż fotosynteza nie jest najbardziej podstawowym warunkiem zamieszkiwalności, to zachodziła ona na Ziemi już od wczesnych etapów jej istnienia i odegrała kluczową rolę w utlenieniu atmosfery. Posiłkując się ustaleniami tych badaczy, zaproponowaliśmy przyjęcie podstawowego wskaźnika zamieszkiwalności (BHI – basic habitability index) jako miary zamieszkiwalności. Dodatkowo można zdefiniować wskaźnik zamieszkiwalności dla zwierzęcych form życia na Ziemi (czyli dużych, oddychających powietrzem, mobilnych wielokomórkowców). Możemy go nazwać zwierzęcym wskaźnikiem zamieszkiwalności (AHI – animal habitability index). Zgodnie z hipotezą nietypowej Ziemi (rare earth hypothesis)[32] AHI powinien być bardziej restrykcyjny w odniesieniu do środowiska niż BHI. W przypadku AHI węższe powinny być również zakresy średniej temperatury na powierzchni oraz jej wahań. W odniesieniu do AHI należy uwzględnić także górną granicę ciśnienia cząstkowego dwutlenku węgla oraz dolną granicę ciśnienia cząstkowego tlenu. Te granice można oszacować na podstawie fizjologii istniejących zwierząt, rekonstrukcji ewolucji ciśnień cząstkowych dwutlenku węgla i tlenu w atmosferze Ziemi[33] oraz historii życia. Chociaż takie granice będą miały z konieczności marginalny zasięg, to pewne ogólne zasady fizjologiczne obowiązujące u ziemskich form życia powinny obowiązywać powszechnie. Na przykład duże wielokomórkowce (jak ty i ja) potrzebują atmosfery bogatej w tlen[34].

Szczególnie pomocna w obliczaniu AHI i BHI jest wiedza o globalnych wzorcach ekologicznych na współczesnej Ziemi. Ekologowie zauważyli, że rozkład bioróżnorodności da się wytłumaczyć za pomocą kilku wielkoskalowych wzorców przestrzennych[35]. Najwyraźniejszym z tych wzorców jest spadek bioróżnorodności (mierzonej liczbą gatunków) wraz z rosnącą szerokością geograficzną i wysokością. Zespół Andrew P. Allena przekonuje, że na bardziej podstawowym poziomie bioróżnorodność zwiększa się wraz z rosnącą temperaturą i dostępnością pożywienia – zależność od temperatury badacze wyjaśniają poprzez odwołanie do podstawowej kinetyki biochemicznej[36]. Bioróżnorodność dodatnio koreluje również z pierwotną produktywnością ekosystemu[37]. Na przykład Samuel M. Scheiner i Jose M. Rey-Benayas wykazują, że różnorodność roślin naczyniowych koreluje z produktywnością[38]. Inne czynniki wpływające na bioróżnorodność i produktywność ekosystemu to między innymi wahania temperatury i średnie nasłonecznienie, które mają większe znaczenie w wysokich szerokościach geograficznych. Wreszcie, produktywność jest wrażliwa na podstawową dostępność pożywienia. Interesujący przykład dotyczy stężenia molibdenu (Mo) w oceanach. Molibden jest niezbędny do utrwalania azotu (N) w organizmach żywych. Większość molibdenu w oceanach pochodzi z kontynentów, ale jego stężenie jest wrażliwe na zawartość tlenu w atmosferze[39].

Innym potencjalnie owocnym podejściem do uogólnienia pojęcia zamieszkiwalności byłoby sformułowanie „równania stanu życia”. Na przykład Abel Méndez skompilował bazę danych dotyczącą fizjologicznych właściwości kilkuset rodzajów prokariontów i zbadał dostrzegalne tam trendy statystyczne[40]. Prokarionty są ważnym elementem pierwotnych producentów, a więc i bioróżnorodności. Méndez odkrył, że optymalna temperatura wzrostu około 85 procent prokariontów wynosi między 295 a 315 K. Jest to interesujące, ponieważ wskazuje, że biofizyczne ograniczenia prokariontów były ważniejsze dla ich rozmieszczenia na Ziemi niż adaptacje. Pełne równanie stanu życia dla prokariontów obejmowałoby jako parametry co najmniej stężenie wody, temperaturę oraz ciśnienie.

Historia życia na Ziemi to kolejne ważne źródło informacji o czynnikach istotnych dla zamieszkiwalności[41]. Zapis kopalny pokazuje, że jednokomórkowe formy życia pojawiły się na Ziemi co najmniej 3,5 miliarda lat temu[42], krótko po zakończeniu Wielkiego Bombardowania (Late Heavy Bombardment). Eksplozja kambryjska nastąpiła około 540 milionów lat temu. Od tego czasu doszło do wielu epizodów wymierania prawdopodobnie o charakterze globalnym[43]. Tylko wymieranie na granicy kredy i trzeciorzędu (65 milionów lat temu) z dużym stopniem pewności powiązano z dobrze określonym w czasie zdarzeniem pozaziemskim – podstawą dla tego wniosku jest krater uderzeniowy Chicxulub. Jeśli inne epizody wymierania uda się powiązać z poszczególnymi impaktami, to możliwe będzie wyznaczenie „krzywej zabijania”, która ukaże związek między rozmiarami wymierania a wielkością kraterów uderzeniowych[44]. Prawdopodobnie będzie trzeba uwzględnić również jakiś próg energii impaktora wymaganej do wywołania globalnego wymierania, ponieważ inne duże impakty, takie jak dwa, które nastąpiły 35,5 miliona lat temu (tworząc krater w Zatoce Chesapeake oraz krater Popigaj – obszar bezpośrednich zniszczeń ma w obu przypadkach średnicę około 100 kilometrów), wywarły względnie niewielki globalny wpływ na biosferę.

Zamieszkiwalność planety skalistej jest w wysokim stopniu zależna od całkowitej ilości występującej na niej wody. Na planetach, na których powierzchni znajduje się niewiele wody, takich jak Mars, czasowe i przestrzenne wahania temperatury są większe. Natomiast planety mające na powierzchni więcej wody niż Ziemia niekoniecznie są zamieszkiwalne. Na pierwszy rzut oka powinniśmy oczekiwać, że na takich planetach wahania temperatury na powierzchni są mniejsze i planety te mają wyższy stopień zamieszkiwalności. Mniejsza ilość suchego lądu jest jednak równoznaczna z mniejszą możliwością powstawania lądowych form życia oraz mniejszym obszarem powierzchni mogącym podlegać wietrzeniu chemicznemu, które stanowi istotną część cyklu węglanowo-krzemianowego[45]. Organizmy morskie potrzebują składników pokarmowych i minerałów wypłukiwanych z kontynentów oraz soli, której zawartość w oceanach regulowana jest dzięki procesom zachodzącym na kontynentach[46]. Przy dostatecznej ilości wody suchy ląd może w ogóle nie występować na planecie skalistej. Jest mało prawdopodobne, aby taki „wodny świat” mógł być zamieszkiwalny. Modele formowania się planet, mimo że wciąż są w dużej mierze niedoskonałe, wskazują, że planety skaliste mogą mieć bardzo różną zawartość wody[47].

Planetę ziemiopodobną powinniśmy więc zdefiniować jako planetę skalistą, na której powierzchni występuje woda oraz suchy ląd i która ma podobną geofizykę jak ziemska. To nie to samo co po prostu planeta skalista o masie Ziemi.

[1] T. Kotarbiński, Kurs logiki dla prawników, PWN, Warszawa 1961, s. 187–188.

[2] R. Dawkins, Ślepy zegarmistrz, czyli, jak ewolucja dowodzi, że świat nie został zaplanowany, tłum. A. Hoffman, „Biblioteka Myśli Współczesnej”, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1994, s. 21.

[3] S.C. Meyer, M.N. Keas, The Meanings of Evolution, w: Darwinism, Design, and Public Education, eds. J.A. Campbell, S.C. Meyer, „Rhetoric & Public Affairs”, Michigan State University Press, East Lansing (MI) 2003, s. 144 [135–156].

[4] M.J. Behe, Czarna skrzynka Darwina. Biochemiczne wyzwanie dla ewolucjonizmu, tłum. D. Sagan, „Seria Inteligentny Projekt”, Fundacja En Arche, Warszawa 2020, s. 17–18.

[5] Por. E. Scott, Debates and Globetrotters, „Creation/Evolution” 1994, Vol. 14/2, No. 35, s. 22–25; taż, Confronting Creationism, „Reports of the National Center for Science Education” 2004, Vol. 24, No. 6, https://ncse.ngo/confronting-creationism [dostęp: 25 VIII 2025].

[6] Por. K. Jodkowski, O podążaniu za faktami, dokądkolwiek one prowadzą (Na marginesie głównego argumentu Richarda Dawkinsa), w: Nauka, metoda, wartości. Księga jubileuszowa dedykowana Profesorowi Krzysztofowi Szlachcicowi, red. M. Kotowski, D. Leszczyński, Oficyna Naukowa PFF, Wrocław 2022, s. 103–115.

[7] „Anomalie ujawniają się tylko na gruncie paradygmatów” (T.S. Kuhn, Struktura rewolucji naukowych, tłum. H. Ostromęcka, PWN, Warszawa 1968, s. 81).

[8] „Nie ma falsyfikacji przed pojawieniem się lepszej teorii” (I. Lakatos, Falsyfikacja a metodologia naukowych programów badawczych, w: I. Lakatos, Pisma z filozofii nauk empirycznych, tłum. W. Sady, „Biblioteka Współczesnych Filozofów”, PWN, Warszawa 1995, s. 51 [3–169]).

[9] Por. G. Smoot, K. Davidson, Narodziny galaktyk, tłum. P. Amsterdamski, „Nauka u Progu Trzeciego Tysiąclecia”, Wydawnictwo CIS, Warszawa 1996, s. 35–36. Jednak Stephen Meyer uważa, że niesłusznie przypisuje się Newtonowi ten pogląd. Por. S.C. Meyer, Powrót hipotezy Boga. Trzy odkrycia naukowe ujawniające celowość Wszechświata, tłum. A. Gomola, „Summa”, Fundacja Prodoteo, Warszawa 2022, s. 619–630.

[10] K. Darwin, O powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego, tłum. S. Dickstein, J. Nusbaum, „Arcydzieła Wielkich Myślicieli”, Altaya, De Agostini, Warszawa 2001, s. 502.

[11] Por. B. Borczyk i in., Dyskusja, w: Ewolucja. Filozofia. Religia, red. D. Leszczyński, „Lectiones & Acroases Philosophicae” III, 2010, s. 157–158 [155–172].

[12] M.J. Behe, Współczesna hipoteza inteligentnego projektu. Łamanie reguł, tłum. D. Sagan, „Na Początku…” 2004, R. 12, nr 7–8 (183–184), s. 244–245 [244–266], oraz w: God and Design. The Teleological Argument and Modern Science, ed. N.A. Manson, Routledge, London–New York 2003, s. 277 [276–290].

[13] Por. tenże, Czarna skrzynka Darwina, s. 284.

[14] K. Darwin, Autobiografia i wybór listów.Dzieła wybrane, t. VIII, tłum. A. Iwanowska, A. Krasicka, J. Połtowicz, S. Skowron, „Biblioteka Klasyków Biologii”, Państwowe Wydawnictwo Rolnicze i Leśne, Warszawa 1960, s. 43–44. Patrz też K. Jodkowski, Antyreligijny charakter Darwinowskiej teorii ewolucji, w: Genius vitae.Księga pamiątkowa dedykowana Panu Profesorowi Marianowi Józefowi Wnukowi, red. S. Janeczek, Z. Wróblewski, A. Starościc, Wydawnictwo KUL, Lublin 2019, s. 133–147; G. Malec, Teologiczne dylematy Karola Darwina, „Roczniki Filozoficzne” 2012, t. LX, nr 1, s. 67–85.

[15] J. Monod, Chance and Necessity. An Essay on the Natural Philosophy of Modern Biology, Knopf, New York 1971, s. 110. Książka została przetłumaczona na język polski. Por. tenże, Przypadek i konieczność. Esej o filozofii biologii współczesnej, tłum. J. Bukowski, Głos, Warszawa 1979.

[16] F.J. Ayala, Największe odkrycie Darwina: projekt bez projektanta, tłum. N. Górska i in., „Filozoficzne Aspekty Genezy” 2012, t. 9, s. 8 [7–32], https://doi.org/10.53763/fag.2012.9.65.

[17] W. Provine, Darwinism: Science or Naturalistic Philosophy? A Debate between William B. Provine and Phillip E. Johnson at Stanford University, April 30, 1994, „YouTube”, https://www.youtube.com/watch?v=m7dG9U1vQ_U [dostęp: 2 X 2023].

[18] Por. P.E. Johnson, Zotwartym umysłem wobec darwinizmu. Poradnik krytycznego myślenia, Wydawnictwo Wista, Warszawa 2007, s. 34.

[19] List Karola Darwina do Edwarda Avelinga z 13 października 1880 roku, cyt. za: M. Shermer, Racjonalny ateizm, „Świat Nauki” 2007, nr 10, s. 22.

[20] K. Darwin, Autobiografia, s. 42–43.

[21] R. Dawkins, Ślepy zegarmistrz, s. 28.

[22] R.Ch. Lewontin, Billions and Billions of Demons (review of: Carl Sagan, “The Demon-Haunted World: Science as a Candle in the Dark”), „The New York Review of Books” 1997, January 9, Vol. 44, No. 1, s. 44.

[23] Artykuł ten jest rozbudowaną wersją tekstu opublikowanego wcześniej na stronie „W Poszukiwaniu Projektu”. Por. K. Jodkowski, Debatować czy nie debatować? Oto jest pytanie, „W Poszukiwaniu Projektu” 2023, 3 października, https://wp-projektu.pl/aktualnosci/debatowac-czy-nie-debatowac-oto-jest-pytanie/ [dostęp: 25 VIII 2025].

[24] Por. J.D. Barrow, F.J. Tipler, The Anthropic Cosmological Principle, Oxford University Press, Oxford 1986; M. Rees, Tylko sześć liczb, tłum. P. Amsterdamski, „Science Masters”, Wydawnictwo CiS, Warszawa 2000; tenże, Numerical Coincidences and “Tuning” in Cosmology, „Astrophysics and Space Science” 2003, Vol. 285, No. 2, s. 375–388, https://doi.org/10.1023/A:1025444627554; R. Collins, Evidence for Fine-Tuning, w: God and Design: The Teleological Argument and Modern Science, ed. N.A. Manson, Routledge, London 2003, s. 178–199.

[25] Por. B. Gordon, Balloons on a String: A Critique of Multiverse Cosmology, w: Nature of Nature: Examining the Role of Naturalism in Science, eds. B.L. Gordon, W.A. Dembski, ISI Books, Wilmington (NC) 2011, s. 558–601.

[26] Materiał przedstawiony w części 1 to skrócona i zaktualizowana wersja mojego artykułu przeglądowego na temat stref zamieszkiwalnych (por. G. Gonzalez, Habitable Zones in the Universe, „Origins of Life and Evolution of Biospheres” 2005, Vol. 35, No. 6, s. 555–606, https://doi.org/10.1007/s11084-005-5010-8). Zainteresowanego czytelnika zachęcam do przeczytania artykułu w celu zapoznania się z bardziej szczegółowym omówieniem zagadnienia.

[27] Por. G. Gonzalez, D. Brownlee, P.D. Ward, The Galactic Habitable Zone: Galactic Chemical Evolution, „Icarus” 200l, Vol. 152, No. 1, s. 185–200, https://doi.org/10.1006/icar.2001.6617; ciż, Życie w nieprzyjaznym Wszechświecie, „Świat Nauki” 2001, nr 12, s. 44–51.

[28] Por. np. Ch.H. Lineweaver, An Estimate of the Age Distribution of Terrestrial Planets in the Universe: Quantifying Metallicity as a Selection Effect, „Icarus” 2001, Vol. 151, No. 2, s. 307–313, https://doi.org/10.1006/icar.2001.6607.

[29] Por. J.D. Barrow, F.J. Tipler, The Anthropic Cosmological Principle; N.R. Pace, The Universal Nature of Biochemistry, „Proceedings of the National Academy of Sciences USA” 2001, Vol. 98, No. 3, s. 805–808, https://doi.org/10.1073/pnas.98.3.805; A. Brack, Water, Spring of Life, w: Astrobiology: The Quest for the Conditions of Life, eds. G. Horneck, C. Baumstark-Khan, Springer-Verlag, Heidelberg 2002, s. 79–88; M. Chaplin, Do We Underestimate the Importance of Water in Cell Biology?, „Nature Reviews in Molecular Cell Biology” 2006, Vol. 7, No. 11, s. 861–866, https://doi.org/10.1038/nrm2021; P. Ball, Water as an Active Constituent in Cell Biology, „Chemical Review” 2008, Vol. 108, No. 1, s. 74–108, https://doi.org/10.1021/cr068037a.

[30] Por. D.M. Wilkinson, The Fundamental Processes in Ecology: A Thought Experiment on Extraterrestrial Biospheres, „Biological Reviews” 2003, Vol. 78, No. 2, s. 171–179, https://doi.org/10.1017/s1464793102006048.

[31] Por. S. Franck et al., Planetary Habitability: Is Earth Commonplace in the Milky Way?, „Naturwissenschaften” 2001, Vol. 88, No. 10, s. 416–426, https://doi.org/10.1007/s001140100257.

[32] Por. P.D. Ward, D. Brownlee, Rare Earth: Why Complex Life is Uncommon in the Universe, Copernicus Books, New York 2000.

[33]Por. np. R.A. Berner et al., Isotope Fractionation and Atmospheric Oxygen: Implications for Phanerozoic O2 Evolution, „Science” 2000, Vol. 287, No. 5458, s. 1630–1633, https://doi.org/10.1126/science.287.5458.1630.

[34]Por. D.C. Catling et al., Why O2 Is Required by Complex Life on Habitable Planets and the Concept of Planetary Oxygenation Time, „Astrobiology” 2005, Vol. 5, No. 3, s. 415–438, https://doi.org/10.1089/ast.2005.5.415.

[35]Por. K.J. Gaston, Global Patterns in Biodiversity, „Nature” 2000, Vol. 405, No. 6783, s. 220–227, https://doi.org/10.1038/35012228.

[36]Por. A.P. Allen, J.H. Brown, J.F. Gillooly, Global Biodiversity, Biochemical Kinetics, and the Energetic-Equivalence Rule, „Science” 2002, Vol. 297, No. 5586, s. 1545–1548, https://doi.org/10.1126/science.1072380.

[37]Por. R.B. Waide et al., The Relationship Between Productivity and Species Richness, „Annual Review of Ecology, Evolution, and Systematics” 1999, Vol. 30, s. 257–300, https://doi.org/10.1146/annurev.ecolsys.30.1.257.

[38]Por. S.M. Scheiner, J.M. Rey-Benayas, Global Patterns of Plant Diversity, „Evolutionary Ecology” 1994, Vol. 8, No. 4, s. 331–347, https://doi.org/10.1007/BF01238186.

[39]Por. C. Scott et al., Tracing the Stepwise Oxygenation of the Protezoroic Ocean, „Nature” 2008, Vol. 452, No. 7186, s. 456–459, https://doi.org/10.1038/nature06811.

[40]Por. A. Méndez, Planetary Habitable Zones: The Spatial Distribution of Life on Planetary Bodies, w: First Steps in the Origin of Life in the Universe, eds. J. Chela-Flores, T. Owen, F. Raulin, Springer, Dordrecht 2001, s. 211–214, https://doi.org/10.1007/978-94-010-1017-7_37; tenże, Habitability of Near-Surface Environments on Mars, 33rd Lunar and Planetary Science Conference in Houston, Texas 2002, LPI Abstract #1999.

[41]Por. E.G. Nisbet, N.H. Sleep, The Habitat and Nature of Early Life, „Nature” 2001, Vol. 409, No. 6823, s. 1083–1091, https://doi.org/10.1038/35059210.

[42] Por. J.W. Schopf et al., Laser-Raman Imagery of Earth’s Earliest Fossils, „Nature” 2002, Vol. 416, No. 6876, s. 73–76, https://doi.org/10.1038/416073a.

[43] Por. J.J. Sepkoski, Patterns of Phanerozoic Extinction: A Perspective from Global Databases, w: Global Events and Event Stratigraphy in the Phanerozoic, ed. O.H. Walliser, Springer, Berlin 1995, s. 35–51.

[44] Por. M.R. Rampino, The Galactic Theory of Mass Extinctions: An Update, „Celestial Mechanics and Dynamical Astronomy” 1997, Vol. 69, s. 49–58, https://doi.org/10.1023/A:1008365913573.

[45] Por. L.R. Kump, J.F. Kasting, R.G. Crane, The Earth System, Prentice Hall, New Jersey 1999, s. 126–151.

[46] Por. L.P. Knauth, Temperature and Salinity History of the Precambrian Ocean: Implications for the Course of Microbial Evolution, „Palaeogeography, Palaeoclimatology, and Palaeoecology” 2005, Vol. 219, No. 1–2, s. 53–69, https://doi.org/10.1016/j.palaeo.2004.10.014.

[47] Por. S.N. Raymond, Terrestrial Planet Formation in Extra-Solar Planetary Systems, „Exoplanets: Detection, Formation and Dynamics, Proceedings of the International Astronomical Union, IAU Symposium” 2007, Vol. 249, s. 233–250.