Tytuł dostępny bezpłatnie w ofercie wypożyczalni Depozytu Bibliotecznego.
Tę książkę możesz wypożyczyć z naszej biblioteki partnerskiej!
Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego.
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.
ISBN 83-85386-05-X
Książka dostępna w zasobach:
Miejska Biblioteka Publiczna w Gdyni
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 345
Rok wydania: 1991
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Joseph Zinker
TWÓRCZY PROCESWTERAPII GESTALT
JACEK SANTORSKI & COAGENCJA WYDAWNICZA
WARSZAWA 1991
Tytuł oryginału: Creative Process in Gestalt Therapy
Opracowano na podstawie przekładu roboczego
Redakcja merytoryczna: Jacek Santorski
Redakcja językowa: Ryszard Grażyński
Redakcja techniczna: Paweł Luboński
Projekt okładki: Zbigniew Tomaszczyk
© Copyright by Brunner Mazel, New York 1977
© Copyright for the Polish edition by Jacek Santorski
Skład komputerowy: Oficyna Wydawnicza „Rewasz"
Warszawa, ul. Czumy 12/18
Użyto systemu składu drukarskiego TEX (program SBTEX v.2.6)
Druk: Zakład Poligraficzny „Uldruk", Warszawa
JACEK SANTORSKI & CO AGENCJA WYDAWNICZA ul. Nobla 25/3, tel. 17-89-36
ISBN 83-85386-05-X
Spis treści
Od redakcji
Wstęp
Rozdział I. Prawo do bycia twórczym
Rozdział II. Twórczy skok
Rozdział III. Postawa twórcza
Rozdział IV. Korzenie i założenia
Rozdział V. Cele i aspiracje terapii Gestalt
Rozdział VI. Eksperyment
Rozdział VII. Grupy jako twórcze wspólnoty
Rozdział VIII. Przeciwieństwa i konflikty
Rozdział IX. Sztuka w terapii Gestalt
Rozdział X. Wizja Castanedy
Dodatek. Terapia Gestalt
Autor książki jest psychologiem i psychoterapeutą, założycielem i dyrektorem jednego z najciekawszych amerykańskich ośrodków terapii Gestalt, mieszczącego się w Cleveland. W naszym wydawnictwie ukazała się także inna pozycja należąca do tego samego nurtu — Proces ciała w terapii Gestalt Jamesa I. Kepnera — która integruje terapię Gestalt i pracę z ciałem.
Tytułem eksperymentu w niniejszym przekładzie określenie „klient" zastąpiłem przez „adept”. Treściowe i emocjonalne konotacje polskiego słowa klient odbiegają znacznie od angielskiego client i rażą mnie mocno w ustach rodzimych psychoterapeutów i trenerów. Ciekaw jestem jak Tobie, Czytelniku, mój adept będzie brzmiał w odbiorze tej pracy, akcentującej podmiotowość pacjenta przyjmującego pomoc przez eksperymentowanie i uczenie się.
Jacek Santorski
Moim rodzicom
Za śmiech i piosenki, za całą radość życia, którą mnie obdarzyliście
Joseph Zinker
Tradycją się już nieomal stało, że psychologowie kliniczni piszą rozprawy na temat twórczości i procesu twórczego wielkich artystów. Freud napisał parę prac dotyczących sztuki i kreatywności. Ostatnio ukazały się dwie książki opisujące naturę procesu twórczego: Rollo May'a The Courage to Create (Odwaga tworzenia) i Silvano Arieti'ego Creativity (Kreatywność). Ci trzej autorzy są lub byli terapeutami, wszyscy starali się zrozumieć świat artysty i to, w jaki sposób tworzy on swoje dzieło. Uderzające jest natomiast, że psychoterapeuci nie postrzegają siebie jako artystów biorących udział w twórczym procesie.
Książka ta jest wyjątkiem na tym polu. Napisałem ją na podstawie moich doświadczeń jako terapeuty, który czuje się artystą i twórcą.
Pisanie jej sprawiło mi radość. Nauczyłem się lepiej pisać i precyzyjniej wyrażać swoje myśli. Wielką przyjemność sprawiło mi robienie rysunków do książki i skłanianie moich przyjaciół artystów, aby również mieli w niej swój udział.
Mam nadzieję, że lektura tej książki zainspiruje Was twórczo w pracy z ludźmi.
Tworzenie jest realizacją własnej doskonałości, poczucia, że jest się w stanie wszystkiego dokonać. Tworzenie jest apoteozą życia — własnego życia! Jestem tutaj! Kocham życie! Kocham siebie! Mogę być wszystkim! Mogę zrobić wszystko!
Twórczość to nie tylko wytwarzanie idei czy wiary, ale również sam proces i akt uwieńczenia czegoś, co jest ważne, co musi być wyrażone. Jest to nie tylko wyrażenie pełnego zakresu doświadczeń, odczuć człowieka i jego poczucia unikalności, ale również akt społeczny — dzielenie ze wszystkimi innymi ludźmi tego święta, tego podkreślenia, że żyje się pełnią życia.
Twórczość jest wyrażeniem obecności ducha w moich rękach, oczach, umyśle — we mnie całym. Tworzenie jest ekspresją boskości każdego człowieka, transcendencji codziennej walki o przeżycie i ciężaru śmiertelności — ujściem lęku i potrzeby celebracji.
Twórczość jest przekroczeniem ograniczeń, afirmacją życia po życiu, życia wychodzącego poza siebie samo. We własnym poczuciu integralności. Życie samo z siebie domaga się, abyśmy afirmowali swoją specyficzną naturę, to, co sprawia, że jesteśmy istotami ludzkimi.
Jest wreszcie tworzenie aktem odwagi. Stwierdzasz: jestem gotów zaryzykować niepowodzenie i narazić się na to, że będę uważany za śmiesznego, ale będę mógł przeżyć ten dzień w poczuciu świeżości i nowości. Osoba która ma odwagę tworzyć, zniweczyć ograniczenia, nie tylko uczestniczy w cudzie, ale również dochodzi do wniosku, iż w swoim procesie istnienia sama jest cudem.
Nie ma tutaj znaczenia, o jakim polu działalności mówimy. Na każdym polu bowiem istnieje taki sam akt celebracji, taka sama pełnia wyrazu, która usprawiedliwia takt naszego życia.
Moim celem jako terapeuty i jako człowieka jest traktowanie całego mojego życia — sposobu, w jaki się poruszam, pracuję, kocham i żyję — jako sztuki, jako procesu twórczego. Każdy akt twórczy jest podobny do procesu oddychania, składającego się z wdechu i wydechu, jest wyrazem pełni mojego życia, jak również podporą mojej żywotności. Każda twórczość jest wyrażonym, ujętym w zachowania rezultatem wielości obrazów, fantazji, wyobrażeń i myśli. Jest to proces płynący z tęsknoty za bardziej kompletnym i wyrazistym doświadczeniem i ekspresją.
Tak dzieje się w mojej pracy terapeuty. Każda sesja terapeutyczna ma wewnętrzny przebieg i strukturę. Rozpoczyna się ona od prostego, wzajemnego dzielenia się świadomością czegoś, a potem ogranicza i przeobraża to coś w znaczący temat. Temat ten jest następnie rozwijany i przetwarzany w nowy sposób działania. Uczestnictwo w tym procesie transformacji, nawet na małą skalę, sprawia mi wiele przyjemności. Proste przekształcenie metafory danej osoby w nowe konkretne doświadczenie pomaga jej odkryć samą siebie. Jeżeli adept podnosi popielniczkę i mówi o prostym, bezpretensjonalnym pięknie, mogę poprosić go, aby wyobraził sobie, że ta popielniczka jest lustrem, w celu wytestowania słów prosty, bezpretensjonalny i piękny. Proces ten może przynieść zaskakujące rezultaty.
Każda sesja staje się forum do badania życiowych tematów w środowisku, które jest dla adepta zarówno sprzyjające jak i wyzywające do szukania nowych reakcji, twórczych zachowań. Dzieło sztuki jednak nigdy nie jest ukończone; zbliża się ono do doskonałości, której twórca nie jest w stanie osiągnąć w danym momencie. Wiersz może być pisany tysiąc razy, za każdym razem będąc próbą nowego przeżycia własnych myśli. Nowe słowa modyfikują samo przeżycie, myśli, słowa i obrazy. Analogie i metafory przechodzą jedna w drugą, podobnie jak płynnie toczy się rozmowa dobrych przyjaciół. Każdy kolejny wiersz, podobnie jak każdy etap związku, ma swoje własne, integralne znaczenie.
Twórcze aspekty terapii
Terapia jest procesem zmieniania świadomości i zachowania. Warunkiem sine qua non procesu twórczego jest zmiana, przekształcenie jakiejś formy w inną — symbolu w intuicję, gestu w nowy sposób zachowania, snu w dramatyczne przedstawienie. Tak więc twórczość i psychoterapię łączą: transformacja, metamorfoza, zmiana.
Mimo, że książka ta koncentruje się zasadniczo na terapeucie jako artyście — osobie, która posługuje się pomysłowością w celu niesienia pomocy ludziom — jest jasne, że jakakolwiek relacja między dwiema osobami staje się twórcza, jeżeli ich kontakt cechuje przepływ, odczucie wzajemnych wpływów i transformacji. Terapeuta dostarcza struktury, formy, zdyscyplinowanego procesu dla sformułowań powstających bezustannie w trakcie kontaktu z adeptem. Terapeuta stwarza poletko, warunki laboratoryjne, w których adept może w aktywny sposób badać sam siebie. Na tym właśnie polega podstawowa odpowiedzialność terapeuty.
W wyniku obustronnego bogactwa tego doświadczenia, jak również wiedzy terapeuty, poszczególne elementy doświadczeń życiowych ulegają rozwojowi i udoskonaleniu. Kreatywna terapia1 jest kontaktem, procesem rozwoju, wydarzeniem rozwiązującym problemy, specjalną formą uczenia się i eksploracją pełnego zakresu aspiracji w kierunku metamorfozy i doskonalenia się.
Kontakt uczuciowy
Tworzenie jest czymś cudownym, jest jedną z wielkich radości życia. W procesie twórczym, podobnie jak wówczas, gdy zaczynamy kochać, integrujemy nasze tęsknoty, radość i potężne popędy z wielką dyscypliną.
Artur Rubinstein powiedział: „Gra na fortepianie jest jak uprawianie miłości, napełnia mnie ona całkowicie wielką radością."2
Autentyczna, prawdziwa miłość jest odczuciem ekstazy, radości wynikającej z faktu istnienia drugiego człowieka. Nie stawia ona wymagań, nie stara się manipulować czy też ograniczać. Nie chcemy pogwałcić unikalnej integralności ukochanej osoby. Najczystszy rodzaj miłości (czysty nie w rozumieniu purytańskiej koncepcji czystości, ale w znaczeniu jasnej radości wynikającej z istnienia drugiej osoby) obejmuje całkowite doświadczenie wewnętrznych napięć i energii, które są elementem odzewu wobec kochanej osoby.
Tak więc można mówić o miłości jako o pewnym rodzaju napięcia twórczego. Życie w tym napięciu, pozwalanie, aby przenikało ono całe nasze jestestwo, jest wyjątkowo trudnym zadaniem, zwłaszcza że przyzwyczailiśmy się już do kupowania łatwych przyjemności przynoszących natychmiastowe zadowolenie.
Moje odczucie w stosunku do adepta jest raczej odczuciem dobrej woli w stosunku do rodzaju ludzkiego niż romantyczną, sentymentalną i zaborczą miłością. Staram się kierować dobrem adepta, bez względu na to, czy go lubię czy nie. Ten rodzaj miłości jest dla mnie pełen rozwagi, sprawiedliwości, dobrej woli. W tym sensie używano określenia miłość braterska. Mnie osobiście kojarzy się to z miłością dziadków.
W przeciwieństwie do rodziców, którzy kierują dziećmi w sposób porywczy i namiętny, czasami egoistyczny, dziadkowie nie żądają niczego, cieszą się ucząc, obserwując i rozumiejąc doświadczenia życiowe innego człowieka. Jeżeli kocham namiętnie, tak jak rodzice, często tracę perspektywę i obiektywność w ocenie osoby, której pomagam.
Ten rodzaj miłości w stosunku do adepta charakteryzuje się zaufaniem. Ponieważ proces terapeutyczny często dotyka bolesnych dla adepta zagadnień, obustronne zaufanie jest absolutnie niezbędne, w przeciwnym wypadku szczere wyrażanie uczuć jest niemożliwe. Taka właśnie miłość umożliwia proces twórczy zachodzący między adeptem a terapeutą.
Jednakże miłość nie jest absolutnie konieczna do zrozumienia drugiej strony. Jak powiedział Martin Buber: „Nie można zmusić się do kochania kogoś, można jednak traktować go w taki sposób, jakby się go kochało."3 I tak właśnie musi się zachować terapeuta w stosunku do osoby, z którą pracuje.
Uczucie bycia kochanym to uczucie otwarcia, branie daru od drugiej osoby. Wymaga ono zezwolenia na dotarcie do najgłębszych warstw swego Ja, a także pozbycia się mechanizmów obronnych i podejrzeń, iż kochająca osoba może sprawić ból czy też wyrządzić krzywdę. Gdy pozwalamy aby ktoś nas kochał, świadomie ponosimy ryzyko doznania uszczerbku. Fakt, iż ten, kto nas kocha, może nas zranić i nie korzysta z tej możliwości, ma w sobie magnetyczną siłę.
Kiedy czujemy się w pełni kochani przez kogoś ważnego, ekstatyczne uczucie sprawia, że czujemy się piękni, wspaniali i mądrzy.4Nasze głęboko ukryte uczucia samokrytyki, samowiedzy i miłości do samych siebie ujawniają się w obecności osoby, która naszym zdaniem jest zdolna w pełni nas zaakceptować. To tak, jakbyśmy mówili: „Kiedy zdaję sobie sprawę z twojej pełnej akceptacji, mogę pokazać ci moje najdelikatniejsze, najpiękniejsze i najwrażliwsze Ja."5
Miłość pacjenta (adepta) do terapeuty jest różna w zależności od etapu współpracy i od specyficznych warunków życiowych danej osoby. Często pacjent dokonuje projekcji upiorów przeszłości na terapeutę: jestem postrzegany jako krytyczny lub kochający rodzic, sadystyczny tyran, gwałciciel, mądry, stary człowiek, Chrystus-Rabin, obiekt seksualny, potencjalny kochanek lub małżonek. Jak stwierdził to dawno temu Freud, psychoterapia jest w pewnym sensie tworzeniem obrazu terapeuty przez pacjenta.
Na późniejszym etapie współpracy adept może darzyć mnie „miłością dziadków", a więc taką, jaką ja się staram go darzyć. Na jeszcze bardziej rozwiniętym etapie współpracy obydwie osoby na zmianę zajmują pozycję dziadków, każda z nich wykorzystuje swoje indywidualne możliwości w celu wzbogacenia życia partnera. Martin Buber powiedział: „Jeżeli człowiek śpiewa i nie może śpiewać głośniej, i przychodzi drugi człowiek, ktoś, kto potrafi śpiewać głośniej i śpiewa razem z nim, to człowiek pierwszy też zacznie śpiewać głośniej. Na tym polega sekret więzi duchowej między ludźmi."6
Proces rozwoju
Proces twórczy jest sam w sobie terapią, gdyż pozwala nam wyrażać i badać zawartość i wymiar naszego życia wewnętrznego. Żyjemy pełnią życia do tego stopnia, do jakiego jesteśmy w stanie znaleźć pełen zakres środków, przy pomocy których możemy skonkretyzować, zmetaforyzować czy też w inny sposób dać wyraz naszym doświadczeniom, uczuciom.
Głębia, trwanie i stopień kultywowania danego środka ekspresji są również ważnymi czynnikami określania pełni życia. Znałem wielu ludzi, którzy rozprzestrzeniali się tak bardzo, że ich życie wydawało się płaskie, przejrzyste i smutne. W szalonej gonitwie, aby dotknąć w życiu wszystkiego co można, zachowujemy się tak jak turyści robiący zdjęcia wszystkiego i nie dostrzegający nic.
Możemy albo zbyt się rozprzestrzenić, albo stać się zbyt skoncentrowanymi patrząc na wszechświat przez soczewkę mikroskopu. W naszym wieku specjalizacji istnieje duże niebezpieczeństwo ograniczonego życia; korzystamy z komfortu swoich wyspecjalizowanych kompetencji i wpadamy w marazm wąsko skierowanej świadomości. Życie o ograniczonym kontakcie ze światem zewnętrznym i potencjalnymi doświadczeniami niesie ze sobą znikomą możliwość bycia kreatywnym. Kreatywność nie idzie w parze z brakiem doświadczeń, nie może rozwijać się i kwitnąć na jałowej glebie.
Twórczość jest przejawem potrzeby pełniejszego życia. W procesie tworzenia poszerzamy naszą psychikę, docierając do źródeł zarówno osobowościowych jak i archetypowych. Traktowanie sztuki jako działalności profesjonalnej i dyscypliny akademickiej, rozwój muzeów, galerii i sal koncertowych sprawiły, że sztuka uważana jest za działalność ludzi wykształconych, wybranych, posiadających papiery uwierzytelniające. W swojej książce Sztuka i alienacja Herbert Read napisał: „Zarówno ludzie prości jak i wykształceni zakładają, iż bez względu na to, czym jest sztuka, jest ona wyspecjalizowaną lub profesjonalną działalnością nie dotyczącą przeciętnego człowieka."7 Zapominamy, że potrzeba tworzenia jest tak podstawowa jak oddychanie czy kochanie się.
Twórcze rozwiązywanie problemów
Każde twórcze przeżycie jest poszukiwaniem i częściowym rozwiązaniem problemu w najszerszym, estetycznym znaczeniu lego słowa. Jeżeli robię czerwoną, okrągłą plamę na środku pustego płótna, a potem chcę wykonać obraz wyrastający z tej plamy, muszę rozwiązać problem. Co zrobić dalej? W jakim kolorze? O jakim kształcie? Jak osiągnąć równowagę lub asymetrię? Podobnie rzecz przedstawia się w przypadku terapii, ale jest tutaj o wiele bardziej złożona, skomplikowana.
Pragnę podzielić się z Wami wrażeniami z pewnego eksperymentu. Ron, inżynier z jednej z grup terapeutycznych na Florydzie, chce pracować ze mną w ramach grupy. Jest szczupły i delikatny, jego ruchy są bardzo subtelne, wręcz kruche. Myślę o tym wszystkim, zanim Ron zaczyna mówić, że pragnie otrzymać pomoc w zrozumieniu swojego snu. Odnoszę wrażenie, że opowiadanie snu jest dla niego akcją opóźniającą — relacjonowanie snu jest pozbawione jakiejkolwiek energii z jego strony. Dlaczego więc opowiada pozbawiony życia sen? Czuję, iż odwołuje się do snu tylko i wyłącznie jako do środka nawiązania ze mną kontaktu. Gdy pracujemy ze sobą, wyobrażam sobie nas podejmujących podróż w poszukiwaniu problemu, problemu, który może być w centrum zainteresowania Rona.
Myślę o homoseksualiźmie, o matce, która schlebia synowi i chce go pochłonąć i o ojcu, który jest nieobecny, zdystansowany lub bezlitosny i zły. Jednocześnie patrzę na człowieka, którego mam przed sobą. Jest on, moim zdaniem, pięknym mężczyzną. Podoba mi się. Wyobrażam sobie, że jestem jego ojcem — jakbym go kochał i jakby nam było dobrze ze sobą, gdyby był moim synem.
Nie dzielę się większością tych myśli i wyobrażeń. Słucham, obserwuję, pytam:
Joseph: Gdzie jest teraz twoja energia?
Ron: W mojej twarzy — jest teraz gorąca i płonie. Boję się tego, co ludzie o mnie pomyślą, tego, że się zbłaźnię.
Joseph: Czyżbyś się obawiał, że „stracisz twarz"?
Ron: Tak.
Wszystkie moje dotychczasowe myśli są teraz odłożone na bok, być może skorzystam z nich później. Postanawiam pracować nad twarzą Rona, myśląc, iż wy da je się on zawsze taki poważny, jego twarz jest kontrolowana, podobna do maski. Proponuję eksperyment: „Czy mógłbyś skłonić się do tego, abyś stracił twarz, zniekształcając ją? Czy mógłbyś dosłownie zrezygnować ze swej twarzy robiąc miny?"
Ron zgadza się na eksperyment i wkrótce staje się mistrzem w robieniu min, zwłaszcza do kobiet. Po pewnym czasie mówi: „Czuję się teraz lepiej, jestem zrelaksowany, nie tak bardzo boję się tego, co ludzie pomyślą."
Teraz moja wcześniejsze spostrzeżenie dotyczące Rona znajduje się w centrum uwagi, kontynuuję pracę z jego twarzą i nawiązywaniem kontaktów z kobietami przy pomocy twarzy. Ron próbuje nawiązać kontakt wzrokowy z jedną z kobiet, częściowo mu się to udaje, czuje się cudownie. Później opowiada grupie o swojej matce, o swej złości na nią, o obawie przed nią i niemożności spojrzenia jej prosto w twarz.
Eksperyment rozpoczął się od nieruchomości twarzy Rona i braku ekspresji, wyrazu, przeszedł przez zdystansowanie się Rona od grupy i zakończył bezpośrednim okazaniem złości wobec kobiet.
Problem Rona był złożony; próby rozwiązania go wymagały zrozumienia różnych poziomów jego świadomości, jak również dokonania całej gamy wyborów dotyczących tego, co powiedzieć i zrobić w odpowiedzi na jego zachowanie. Tablica I pokazuje, w jaki sposób pojmowałem dynamikę życia wewnętrznego Rona i jak starałem się stworzyć sytuacje, w których mógłby on konkretnie eksperymentować z nowymi zachowaniami. Proces ten obejmował trzy zachodzące na siebie, a czasami nawet równoczesne etapy: 1) śledzenie natury bezpośredniego doświadczenia Rona, 2) ciche formułowanie teoretycznych spostrzeżeń dotyczących Rona, 3) wymyślanie sposobów, przy pomocy których mógłby on badać swój stosunek do kobiet (i do mężczyzn).
„Problemem" terapeuty jest ustalenie mapy poznawczej, która zawiera doświadczenia adepta dotyczące siebie samego, a następnie ukazanie sposobu działania, który przyniósłby możliwe dla niego rozwiązanie. Podobnie jak dobry przewodnik, terapeuta musi znać układ terenu, tak aby jego szlak prowadził adepta tam, gdzie chce iść, dostępnymi drogami.
Tao uczenia się
Uczenie się taoistyczne ma miejsce wówczas, gdy człowiek jest świadom swej siły ruchu i możliwości odkrywania. W przeciwieństwie do biernego uczenia się,8 które odbywa się na poziomie werbalno-pojęciowym, taoistyczne uczenie się jest inicjowane przez jednostkę, która w tym procesie posuwa się małymi krokami do przodu.
Ten stopniowy ruch od wyobrażenia przez napięcie mięśniowe do wglądu i wyzwolenia się daje danej osobie świadomość kreowania własnej przyszłości, własnego losu. Stopniowo zaczyna ona doceniać wartość tego procesu dla siebie, jako procesu samego w sobie, a nie
TABLICA I
Dynamika pracy Rona i rozwój eksperymentów
Obserwowanie Rona
Jego delikatnych, niemalże kruchych ruchów;sposobu opowiadania snu, tak jakby to był cenny klejnot.
Moje osobiste wyobrażenia, fantazja
Chcę być jego ojcem — on jest moim pięknym synem;wyobrażenie, że moja łagodność w stosunku do niegojest dla Rona nieznanym doświadczeniem.
Wątek Rona — „Tracenie twarzy"
Płonące policzki i brak mimiki twarzy;obawa dotycząca tego, co inni o nim pomyślą.
Moje wewnętrzne przypuszczenia
Jego ojciec jest szorstki, surowy, a matka pragniego wchłonąć — kontrolować
— wynikający z tego niepokój w stosunkach z kobietami.
Rozwój eksperymentów
„Robienie min" — szczególnie do kobiet;oszukiwanie kobiet przy pomocy swojej twarzy.
Rezultaty
Większe poczucie swobody i zaufania do kobiet;wyrażenie złości i uwolnienie energii.
przepływu sytuacji na drodze do zagadkowego i niejasno określonego celu — który często jest odczuwany jako przynależny do nich, do kogoś innego, do rodziców, czy choćby terapeuty.
Ważne jest, aby człowiek nauczył się doceniać i cieszyć się swoją zmiennością w tym ruchu na ścieżce własnego wzrostu; jest również ważne, aby traktował terapeutę (lub nauczyciela) jako katalizator, a nie źródło wiedzy. Traci się wiele miesięcy cennego czasu, jeżeli terapeuta staje się źródłem wiedzy, a pacjent pseudodzieckiem, kaleką potrzebującą odpowiedzi mądrego człowieka.
Potrzeba jednocześnie ogromnej dyscypliny i radosnej ciekawości ze strony terapeuty, aby był on w stanie uczestniczyć w procesie innego człowieka i uniknął przedwczesnego przerwania go na podstawie częściowo wytworzonych rozwiązań. Takie przedwczesne zakończenia wynikają zazwyczaj z obawy terapeuty dotyczącej jego roli jako pomocnika i mędrca; z braku szacunku dla estetycznej natury adepta jako unikalnej jednostki poruszającej się w czasie i przestrzeni po właściwej drodze. Gdy terapeuta potrafi dokonać takiego rodzaju estetycznego osądu, jest on naturalistą — kocha prawdziwą naturę ludzką.
Pozwalanie, by proces swobodnie rozwijał się, nie pozbawia terapeuty mocy i znaczenia. Terapeuta jest zawsze obecny — katalizuje, zachęca, bawi i śmieje się, wpada w stan podziwu i fascynacji. Takie zachowanie daje mu prawo do bycia uczniem i do zabawy z hipotezami, a jednocześnie chroni go przed utwierdzaniem się w zatęchłych, przestarzałych wiecznych prawdach i rutynowej nieomylności.
Twórczość jako projekcja
Projekcja kreatywna polega w terapii Gestalt na dialogu z samym sobą, dialogu, który potem zostaje skonkretyzowany przy pomocy idei, rysunku, rzeźby lub zachowania. Stworzyliśmy Boga, Chrystusa, Buddę, niebo i piekło z naszych najgłębszych projekcji. Miejsca święte są manifestacją wewnętrznej walki człowieka o transcendentną metamorfozę. Nic też dziwnego, że w Renesansie istniała symbiotyczna więź między artystą a kościołem.
Każdy człowiek nosi w sobie projekcje, obawia się jednak pełnego ich wyrażenia. Tworzenie muzyki, rzeźby, obrazów lub wywoływanie zmiany w życiu innego człowieka czy w swoim własnym to podejmowanie ryzyka, by uwolnić siebie samego, swoją duszę i serce i ukazać je światu.
Projekcja jest rodzajem eskapizmu. Łatwo jest wyrzec się prawa posiadania swojego talentu, kolorytu, uprzedzeń — prawie wszystkiego, co wydaje się niemiłe lub czemu nauczyliśmy się niedowierzać, albo czego nie lubimy w sobie samych. Zazwyczaj dopatrujemy się tych przejawów w świecie zewnętrznym, nie staramy się wejrzeć w głąb siebie, aby mieć samokrytyczny wgląd w ich naturę w nas samych. W przypadku projekcji patologicznej impotent widzi świat w barwach kastrujących, człowiek zły w destrukcyjnych, a okrutny w sadystycznych. Każdy człowiek postrzega świat w kolorach swojego wewnętrznego życia. Niespokojne, zakłócone życie wewnętrzne poszukuje koszmarów i umiejscawia je, nawet jeśliby miało je stworzyć we własnych halucynacjach.
Różnica między projekcjami patologicznymi, których tak się lękamy, a twórczymi projekcjami Michała Anioła, Szekspira i Bacha zależy od relacji twórcy do otoczenia i przewagi nad nim. Psychoterapia pozwala jednostce prowadzić dialog z przerażającymi projekcjami, zapanować nad nimi i w rezultacie przekształcić je w projekcje twórcze.
Projekcja staje się twórcza przechodząc przez trzy etapy. Najpierw człowiek uczy się określać to, czego się boi w otaczającym go świecie, na przykład: „obawiam się mojego okrucieństwa". Potem rozpoczyna dialog między swoim okrucieństwem a swoją łagodnością lub jakimś innym przeciwieństwem w sobie samym:
Okrucieństwo: Zwierzęta to zwierzęta. W przeciwieństwie do nas nie odczuwają one bólu zadanego kulą.
Łagodność: Ale ja też jestem zwierzęciem. Również jestem stworzony z ciała i krwi. I ja czuję ból.
W ten sposób człowiek nawiązuje przyjacielskie stosunki ze wszystkimi spolaryzowanymi siłami tkwiącymi w nim samym i zaczyna postrzegać siebie całościowo.
Wreszcie człowiek przekształca swój dylemat w konkretny wytwór artystyczny. Pisze sztukę, przyłącza się do ruchu politycznego, maluje obraz, w którym temat okrucieństwa jest analizowany, badany i rozumiany z pełną świadomością. W trakcie trwania tego procesu może on na przykład stać się w pełni świadomy fundamentalnej dobroci człowieka, jak również jego konkretnych złych czynów. Człowiek dokonujący twórczej projekcji zużytkowuje energię swego konfliktu na głębsze zrozumienie swego Ja i bardziej aktywny kontakt z innymi ludźmi. Energia człowieka dokonującego projekcji patologicznej jest ograniczona, uwiązana. Nie jest on w stanie działać.
Kreatywna terapia nie usuwa konfliktu w taki sposób, w jaki chirurg usuwa narośl. Pozwala ona człowiekowi uruchomić energię zamrożoną w konflikcie i wykorzystać ją dla samorealizacji własnej i innych ludzi.
Twórczość w terapii jako transcendentne przeżycie religijne
Sztuka jest modlitwą — nie zwulgaryzowanym zapisem przekazanym nam w księgach, ale świeżym, radosnym odkryciem specyficznej obecności samego siebie w otaczającym nas świecie. Marc Chagall, zapytany kiedyś, czy uczęszcza do synagogi, odpowiedział, iż jego modlitwą jest praca.9
W procesie tworzenia czegokolwiek człowiek nie tylko iluminuje swoje życie wewnętrzne, ale wychodzi poza osobistą ekspresję, aby stworzyć coś, co istnieje samodzielnie. Praca nabiera wewnętrznego znaczenia, spójności. W procesie tworzenia czegoś, co posiada swoją własną, integralną strukturę twórca styka się z konkretną rzeczywistością, zewnętrzną w stosunku do jego subiektywnego życia, i przechodzi do sfery transcendentnej. Dotykając i uwalniając swój produkt twórca dotyka i uwalnia swoją osobistą tożsamość.
Proces ten jest taki sam, gdy człowiek staje się medium sztuki. Niełatwo jest pozostawać w kontakcie z drugim człowiekiem, poświęcać uwagę świadomości drugiego człowieka bez zakłócenia procesu mówieniem o sobie samym. Nie chodzi mi tu o to, abyśmy pozbywali się swojego Ja, ale o to, abyśmy doceniali drugiego człowieka przy pomocy wszystkich dostępnych środków naszej psychiki. Ten proces pełnego zaangażowania się w problemy drugiego człowieka bez jednoczesnego zagubienia poczucia własnej tożsamości, bez utraty granic, może być ogromnie poruszający. Pomijając nawet zupełnie znaczenie bezpośredniego wpływu na zachowanie drugiego człowieka, pełny kontakt obustronny w ciągu godziny lub dwóch jest podobny do wspólnej modlitwy.
Kiedy doświadczam drugiej osoby w pełni, akceptująco, kiedy doświadczam przepływu jej uczuć, piękna ruchu, ekspresji, tęsknoty, wtedy wiem, co oznacza cześć, szacunek, świętość i obecność Boga.
Interesujący jest paradoks, iż odkrywamy większość naszych najważniejszych wewnętrznych uniesień w procesie wychodzenia poza nas samych, w życie innych ludzi. Dopiero po osiągnięciu intymnej wymiany z inną istotą ludzką jesteśmy w stanie przystąpić do bardziej wzniosłych, religijnych kontaktów. Aby być w stanie rozmawiać z Bogiem, człowiek musi wpierw zrezygnować ze swego narcyzmu, a dla rezygnacji z narcyzmu musi rozpocząć autentyczny dialog z inną istotą ludzką. Aby rozmawiać z Bogiem, człowiek musi rozmawiać z drugą ludzką istotą.
W psychoterapii rozpoczyna się właśnie od takiego rodzaju kontaktu z adeptem. Nawet jeżeli nie robię nic i tylko po prostu jestem rzeczywiście obecny dla kogoś, wówczas przynajmniej afirmuję wagę przeżyć drugiego człowieka. Ta afirmacja jest terapeutyczna nie tylko ze względu na to, że adept zaczyna dostrzegać swoją wewnętrzną naturę, ale również dlatego, że zdobywa odwagę do pokonywania ograniczeń i badania nowych zachowań.
Gestalt jako kreatywna terapia
„Tworzenie ludzi", jak Virginia Satir określa terapię, ma takie same cechy jak komponowanie muzyki lub malowanie obrazów. Twórcza terapia traktuje człowieka jako medium sztuki — czasem zniechęcające, drażniące, uparte lub nudne, czasem nawet upokarzające, ale i inspirujące. Kreatywny terapeuta widzi swego adepta całościowo — jego plastyczność i sztywność, błyskotliwość i tępotę, zmienność i stałość, intelekt i uczucia. Twórczy terapeuta jest choreografem, historykiem, fenomenologiem, badaczem ciała, dramaturgiem, myślicielem, teologiem, wizjonerem.
Istotą terapii Gestalt jest sprzyjanie byciu kreatywnym. Naszym głównym narzędziem metodycznym jest eksperyment, behawiorystyczne podejście do rozpoczęcia nowego sposobu funkcjonowania. Eksperyment dociera do sedna oporu przekształcając sztywność w elastyczny system samooparcia. Eksperyment nie musi być ciężki, poważny, idealnie dopasowany, może być teatralny, szalony, zwariowany, transcendentny, metafizyczny. Eksperyment pozwala być kapłanem, kurwą, pedałem, świętym człowiekiem, mądrą wiedźmą, czarnoksiężnikiem — wszystkie te rzeczy, istoty i pojęcia są ukryte w nas samych. Eksperymenty nie muszą rozwijać się z pewnych założeń, mogą rozpoczynać się od prostej zabawy i przechodzić do ważkich treściowo wydarzeń.
W mojej pracy zawsze rozpoczynam od tego, co rzeczywiście istnieje dla osoby (lub grupy), a nie od arbitralnych założeń dotyczących tego, co powinno tam być. Staram się zrozumieć i odczuć — robić psychologiczną „płukankę" — sposób, w jaki dany człowiek istnieje w świecie. Podobnie do rzeźbiarza, który zwraca uwagę na zapach, kolor, kształt i strukturę drewna, w którym rzeźbi, staram się dostrzegać konfiguracje doświadczeń adepta. Mimo iż doceniam znaczenie jego doświadczeń, ulegam pokusie, aby zaostrzyć jego apetyt i skłonić go do sformułowania nowych wizualnych, poznawczych lub motorycznych perspektyw samego siebie. Nowa perspektywa lub wymiar nie muszą być dramatyczne, muszą one jedynie sprawić, aby spojrzał na siebie w nieco inny, nowy sposób.
Na przykład kobieta mówi, iż czuje się zbyt dziecinna. Zapytana wyjaśnia, jak przekonuje się o swojej dziecinnej naturze. Potem proszę ją, aby odegrała swoje dziecinne zachowanie ze mną lub z grupą. Powód, dla którego ją o to proszę, to fakt, iż często ma ona zaledwie niejasne pojęcie dotyczące znaczenia słowa dziecinny i potrzebuje szerszego zrozumienia tego, co dziecinny dla niej implikuje.
Proszę ją również, żeby zrobiła coś, co tkwi w jej bezpośrednim doświadczeniu, w jej obecnych poglądach na temat siebie samej. Zaczynam od powierzchownego, pozornego zaakceptowania doświadczenia kobiety dotyczącego jej dziecka. Akceptuję to, co jest. Nie próbuję przekonać jej, że tak nie jest; jednak w miarę posuwania się do przodu, gdy zaczyna ona odczuwać pewną gotowość, jesteśmy w stanie przejść do jej bardziej opornych części, tych aspektów, które początkowo trudno było wprowadzić do świadomości i dzielić z innymi.
Implikacje i możliwe rezultaty takiego prostego eksperymentu są ogromne. Obejmują one przesadne akcentowanie jednego bieguna Ja, obserwowanie postawy, języka, jakości głosu i oddychania, jak również ciche formułowanie przez terapeutę wniosków dotyczących na przykład niedorozwiniętego zachowania lub doświadczenia danej osoby. Tak więc ten niewielki eksperyment jest zaledwie początkiem pracy, behawioralnym rozszerzeniem słów wypowiadanych do terapeuty w danym momencie.
Eksperymentowanie jest również wielce skuteczne w grupach, ponieważ jest wspierane przez twórcze możliwości innych. Żadna pojedyncza osoba nie jest eksploatowana, a wszystkie odnoszą korzyści. W pewnej grupie, z którą pracowałem, eksperymentowanie sprawiło, iż możliwe było przekształcenie prostej kolędy w coś, co zdawało się być tak potężne jak chorał Bacha. Jej bezpośredni wpływ nie był jasno doceniany nawet przez uczestniczących terapeutów, ale w jakiś dziwny sposób wiedzieliśmy, że stworzyliśmy coś pięknego i transcendentnego w stosunku do naszych osobistych ograniczeń.
Terapia Gestalt jest przyzwoleniem na to, aby być wybujałym, obfitym, zadowolonym, czuć radość, bawić się z najmilszymi dla nas możliwościami w naszym krótkim życiu. Otwarciem na to, co znajduje się przede mną, na wszystko, co obiecuje pełnię doświadczeń, wszystkie rzeczy, które nadejdą i napełniają strachem i obawą, przynoszą łzy, wzruszenia, są nieznane, sięgają archetypów i sprzyjają wzrostowi. Dla mnie oznacza to pełnię życia i kosztowanie wszystkich jego subtelnych smaków.
Gdyby Fritz Perle żył dzisiaj, byłby zawiedziony widząc rzesze terapeutów usiłujących kopiować jego sposób pracy, tak jak gdyby był on ostatnim słowem w terapii. To, czego wielu z nas nie miało odwagi nauczyć się od niego, to poczucie wynalazczości, sposób, w jaki dramatycznie pobudzał uczenie się w sytuacji ludzkiej. U Fritza takie konstrukcje Gestalt jak „gorące krzesła", top dog - under dog były wprowadzane i sprawdzane, a potem odkładane, tak aby inne eksperymenty i metafory mogły zająć ich miejsce.
Jeżeli terapia Gestalt ma przetrwać, musi ona być tego rodzaju procesem rozwoju i twórczej ciekawości, musi ona przekształcać doświadczenie dotyczące naszej maskulatury, archetypowych źródeł i pierwotnych krzyków w nowe koncepcje. Jeżeli my, nauczyciele rzemiosła i sztuki, zapomnimy o podstawowej zasadzie twórczego eksperymentowania, dochodzenia do nowych koncepcji przy pomocy śmiałości i wielkiej odwagi z naszej strony, wówczas terapia Gestalt umrze razem z pozostałymi współczesnymi modami terapeutycznymi.
Proces twórczy w psychoterapii składa się zasadniczo z dwóch elementów. Pierwszym z nich jest stosunek terapeuty do istniejącej już integralności adepta. Każda osoba przystępująca do terapii obdarzona jest specyficzną, unikalną osobowością. Oznacza to, iż rozwinęła ona, na przestrzeni wielu lat, sposoby poruszania się w świecie, które — według niej — stanowią strukturalną i funkcjonalną jedność. Jedność ta obejmuje również jej symptomy, bolączki i zachowania, które zdaniem terapeuty ograniczają możliwość zmiany adepta. Wszystkie te uczucia, postawy fizyczne i style słowne składają się na integralność danej osoby i przychodzi ona na terapię lub trening nie tylko po to, aby zmienić swoje odczucia dotyczące bycia sobą, ale by ćwiczyć je.
Nawiązanie kontaktu z tą integralnością polega na zaangażowaniu całego swojego Ja i studiowaniu zagadnienia jak to jest, jeżeli jest się takim człowiekiem — na wczuwaniu się w sposób bycia w świecie danego człowieka. Jest to pełna miłości ciekawość, stan naturalistycznego uczenia się przestrzeni życiowej drugiego człowieka.
Drugim elementem twórczego procesu jest rewolucyjne przeformowanie. Tutaj terapeuta identyfikuje się z najbardziej skrajnymi aspektami osobowości adepta, tą jego cząstką, która czeka tylko na możliwość eksperymentowania w zakresie nowych i rzeczywiście zaskakujących sposobów doświadczenia siebie samego.
Przez cały czas adept doświadcza egzystencjonalnego dylematu, polegającego na konflikcie między bolesnym komfortem obecnej integralności i potrzebą zmiany. Na ogół proces tworzenia jest utrudniony, jeżeli adept i terapeuta niechcący nadmiernie identyfikują się z odrębnymi aspektami osobowości adepta: terapeuta żąda zmiany, podczas gdy adept walczy o swoją integralność. W tym związku typu collysion (uwiązania — przyp. tłum.) element rewolucyjny adepta jest projektowany na terapeutę, co stwarza temu pierwszemu dogodne pole do walki ze swoją własną projekcją (tłumioną potrzebą zmiany).
W procesie twórczym terapeuta umożliwia adeptowi udział w przygodzie, w której obaj mogą bezustannie grać wszystkie role w dramacie konfliktu. Terapeuta pomaga adeptowi być eksperymentatorem, nauczycielem, aktywnym modyfikatorem, wykazując jednocześnie pełne zrozumienie i respekt dla jego istniejącej postawy. To właśnie w czasie tego procesu rytmicznego dzielenia się i aktywnej eksploracji życia wewnętrznego adepta zaczyna się zmieniać wyjściowa struktura jego osobowości.
Podstawowa zasada
Mam zwyczaj mówić moim studentom: „Spójrzcie na człowieka w taki sposób, w jaki patrzylibyście na zachód słońca albo na góry. Przyjmujcie to, co widzicie, z przyjemnością. Przyjmujcie człowieka ze względu na to, czym jest. Tak postąpilibyście w przypadku zachodu słońca. Nie mówilibyście: «ten zachód powinien być bardziej purpurowy» albo «te góry powinny być wyższe w środkowej partii». Po prostu wpatrywalibyście się z zachwytem. Tak samo jest w przypadku drugiego człowieka. Patrzę i nie mówię «jego skóra powinna być bardziej różowa» albo «jego włosy powinny być krócej obcięte». Człowiek po prostu jest."
Proces twórczy rozpoczyna się od docenienia tego, co jest — esencji, klarowności i wpływu tego, co jest wokół nas. Chciałbym podchodzić do ludzi w ten sposób, w jaki Henry Thoreau traktował naturę: „Wspaniałe jesienne kolory to czerwień i żółć i ich różne odcienie i tonacje. Błękit jest zarezerwowany dla koloru nieba, ale żółć i czerwień są kolorami ziemi — kwiatu. Każdy owoc dojrzewając, chwilę przed tym, zanim spadnie, osiąga jaskrawą barwę. Tak samo dzieje się z liśćmi i z niebem na chwilę przed końcem dnia".10
Terapeuta, podobnie jak poeta, jest w stanie docenić cały bezmiar życia wokół siebie, łącznie z krajobrazem egzystencji adepta, jego istnieniem fizycznym, jego grymasami, krokiem i chodem. Aby być w stanie komuś pomóc, należy go kochać w podstawowy, prosty sposób. Należy kochać osobę, którą ma się przed sobą, a nie cel, który się dla niej ustanowiło. Nie można kochać przyszłego obrazu danego człowieka, nie dostrzegając osoby siedzącej obok.
Docenianie procesu
Idę do mojej pracowni, aby malować. Dochodzę tam i zdaję sobie sprawę z tego, że nie mam ochoty malować. Zwlekam więc. Czyszczę pędzle, naciągam płótna lub oglądam zdjęcia w pismach. Robię te rzeczy, które jestem w stanie zrobić w danym momencie i zostawiam sobie czas na dojrzewanie obrazów i wewnętrznego ładunku, dopóki nie będę w stanie czegoś dokonać. Może to być tylko po prostu papierowa wycinanka, ale będzie to to, co gotów jestem zrobić w tym stadium procesu twórczego.11
Nie można robić sztuki na siłę. Tak samo jest ze mną jako terapeutą. Adepta należy przeprowadzić przez szereg stopniowanych doświadczeń, zanim będzie on w stanie uchwycić nową wersję siebie samego i posunąć się w jej kierunku na poziomie zachowania. Można kazać adeptowi robić pewne rzeczy, może on nawet współpracować, ale jeżeli nie osiągnął jeszcze stopnia odpowiedniej gotowości, nie wydarzy się nic ważnego — nic oprócz, być może, słownej przepychanki czy też wrażenia, że nie komunikujemy się ze sobą, nie rozumiemy się. Znaczna część terapii polega na rozniecaniu ognia, na tworzeniu konkretnego motywu, budowaniu oparcia na płaszczyźnie werbalizacji lub działania, tam gdzie oparcie takie jest niezbędne. Proces ten jest podobny do naciągania płótna czy czyszczenia pędzli.
Innym aspektem procesu psychoterapii jest pozostawanie otwartym na liczne możliwości dostępne dla jednostki lub grupy. Każda nowa hipoteza, wymiana czy eksperyment winny być traktowane jako eksploracja, możliwość, która jeśli w przypadku danej osoby wypali, będzie kontynuowana dalej i dalej, do najgłębszych warstw osobowości.
Mimo iż mogę wyobrazić sobie dwa lub trzy hipotetyczne rezultaty, nie mogę ich wycisnąć z człowieka. Muszę być gotów policzyć każdy krok i kamień na ulicy, zanim dotrę do kolorytu i atmosfery miasta.
Kiedy na końcu takiej godnej podziwu podróży człowiek osiąga rozwiązanie, wgląd i spełnienie są całkowite i oczywiste — dla niego, jego grupy i jego terapeuty. Powtórne narodziny wymagają czasu. Bycie dobrą akuszerką wymaga cierpliwości.
Generowanie i transformowanie systemów energii
Psychoterapia jest żywym procesem wzniecania wewnętrznego ognia świadomości i kontaktu u adepta. Proces ten obejmuje wymianę energii z adeptem, wymianę, która stymuluje i wspomaga drugą osobę, ale jednocześnie nie zubaża witalności i siły dawcy.
Aby człowiek był w stanie pracować w terapii i w efekcie zmienić się, potrzebuje energii. Na ogół ma on dosyć energii, aby przyjść do mojego gabinetu lub przyłączyć się do weekendowej grupy, ale nie znaczy to, że ma dosyć energii, aby pracować ze sobą. Często jego energia jest uwięziona w mięśniowym, systemowym zamrożeniu struktury charakteru albo, jak postrzega to większość ludzi, w jego oporach. W istocie nie ma różnicy funkcjonalnej czy też strukturalnej między zamrożeniem i oporem. Terapeuta doświadcza oporu. Adept jest tylko tym, za kogo się uważa.
Tak więc dany człowiek może być nieświadomy swojej energii i jej skupienia, może jej również doświadczać w sposób negatywny — na przykład jako sztywności w kolanach lub bólu w klatce piersiowej.
Zadaniem terapeuty jest zlokalizowanie, zmobilizowanie i zmodyfikowanie tej energii, podporządkowanie jej w służbie nowego, bardziej płynnego i przystosowanego zachowania. W mojej pracy ze studentami-terapeutami stwierdziłem, że bardzo ważne jest nauczenie ich, jak posługiwać się oczami i rękami w celu zlokalizowania energii klienta i jak znajdować miejsca, w których energia ta jest zablokowana. Obydwa te zjawiska często występują u pacjentów równocześnie. Na przykład człowiek może odczuwać wielką żywotność w górnej części klatki piersiowej przy jednoczesnym odczuciu blokady w miednicy lub też dużą płynność, ruchliwość w miednicy i zamrożenie twarzy, czyniące ją maską.
Podczas ćwiczenia, które robię ze studentami-terapeutami, dzielę ich na pary i proszę, aby każdy z nich po cichu obserwował drugiego w celu zlokalizowania ożywionych i zablokowanych obszarów energii. Osoba badająca wstaje, obchodzi osobę badaną i prosi ją, aby poruszała się w konkretny sposób, tak aby móc w w pełni dokonywać obserwacji. Może nawet w taktowny sposób badać pewne grupy muskułów, aby sprawdzić, czy wrażenia wzrokowe badającego są zgodne z odczuciami osoby badanej. Zachęcam studenta-terapeutę, aby stał się odważny, aby założył, iż jest w stanie widzieć i czuć znacznie więcej niż to, na co pozwalał sobie w przeszłości. Po zakończeniu okresu obserwacji student proszony jest o zanotowanie swoich spostrzeżeń, a potem o zadanie badanemu pytania dotyczącego jego świadomości własnego ciała: gdzie odczuwa on żywotność energii przepływającej przez niego, a gdzie czuje się źle, zamrożony lub zablokowany.
Mimo, że istnieje problem odstępu czasu między obserwacją a indagacją, terapeuta ma możliwość badania i testowania swoich umiejętności w lokalizowaniu i ocenianiu systemów energii. Ćwiczenie to daje studentowi potwierdzenie jego możliwości percepcyjnych. Często byłem zaskoczony wielką wrażliwością i potęgą wzroku, które terapeuta wykazuje w czasie obserwowania, jak ktoś oddycha lub sztywno układa mięśnie swojej twarzy. Gdy dochodzi do sprzężenia zwrotnego z adeptem-uczniem, ma miejsce żywa wymiana doświadczenia wewnętrznego i wtedy może rozpocząć się praca.
Druga część ćwiczenia obejmuje rozgrzewanie mięśni, w których zablokowana jest energia, jako przygotowanie do ekspresji w czasie sesji terapeutycznej. Można to osiągnąć albo prosząc adepta, aby pocierał części swego ciała, albo nawet przy pomocy gorącego ręcznika czy kompresu ogrzewającego.
Następny etap ćwiczenia ma podstawowe znaczenie, gdyż adept proszony jest wówczas o to, aby stał się świadomy wspomnień albo odczuć, które mogą być związane z konkretnymi częściami jego ciała. Takie odczucia można wywoływać prosząc go, aby oddychał w tę część ciała, która wydaje mu się sztywna lub zamrożona albo poruszał się.
Wyłaniające się obrazy albo uczucia są odgrywane; przekształcane w artykulację, krzyk, chodzenie, bieganie, skakanie, wyginanie palców, schylanie się, walenie w poduszkę lub inną klasyczną pozycję stresową opisaną przez Aleksandra Lowena, w której jednostka staje się świadoma energii istniejącej w jej ciele. Proces ten to przekształcanie systemów napięciowych w jasne, płynne działanie.12
Studenci uczą się również, jak dawać sobie radę z oporem przeciwko ruchom mięśniowym. Praca z oporem jest centralną częścią wszystkich dynamicznych terapii i student uczy się, jak mieć przyjazny stosunek do tego rodzaju oporu i nie czuć się sfrustrowanym brakiem współdziałania adepta. Opór powstaje w sposób naturalny w wielu aspektach tego ćwiczenia; zachęcam adepta, aby dał się unieść oporowi, nagiął się do niego, przesadził go. Na przykład przesadne wzmocnienie stanów napięcia w stawach miednicy, odbytnicy, na ogół prowadzi do pełniejszej, pozytywnej ekspresji ruchu w tych częściach ciała.13
W końcu adeptowi pozwala się odpocząć i odczuć fizyczną ulgę. Jeżeli walił w poduszkę i jego plecy poruszały się w sposób podobny do ruchu bicza, można położyć na nich gorący ręcznik, aby przynieść mu ulgę i uniknąć powstania sztywności mięśni w przyszłości, jak również ułatwić odczucie bliskości między nim a terapeutą jako partnerami w twórczym przedsięwzięciu. Użycie ciepłego ręcznika sprzyja również wysiłkom adepta, aby w pełni kontaktować się ze swoją energią, pobudzeniem i ekspresją fizyczną.
Duża część terapii polega na wymianie słownej, jednak często werbalizacja charakteryzuje się małą ilością energii, wypowiedzi są nawykowymi taśmami, dobrze przećwiczonymi i nie dającymi się zgłębić. Terapeuta często wpada w pułapkę wyczerpującej wymiany energii, gdzie wymiana sterylnych słów przynosi w rezultacie odczucie obciążenia, a nawet depresji zarówno dla terapeuty, jak i dla adepta. Adept robi to, co jest dla niego najłatwiejsze, ale terapeuta nie może sobie pozwolić na taki luksus, ponieważ wtedy coraz bardziej oddala się od żywotności adepta, od miejsca, gdzie działanie rzeczywiście mieści się w obszarze terapeutycznych zmian.
Rozmawiam z Betty. Czuje się przygnębiona i unieruchomiona. Czuje, że nie jest w stanie przetrwać w świecie pełnym współzawodnictwa. Mówi bezustannie to samo. Zaczynam czuć się wyjałowiony. Ubytek mojej energii mówi mi, że system energii Betty jest zamrożony i że wysysa ona ze mnie soki życia. W tym momencie przestaję jej słuchać i obserwuję jej ciało. Kiedy zwracam jej uwagę na ciało, mówi: „Czuję się spięta w rękach i nogach".
Mówię jej wtedy, aby wyobraziła sobie, co mogłaby zrobić ze swoimi doznaniami — jak mogłaby używać mięśni, które są sztywne. Opowiada mi o bieganiu, a ja proszę ją, aby zamknęła oczy, cofnęła się do przeszłości i wyobraziła sobie to doświadczenie. Następuje opowiadanie: Betty ma dziesięć lat. Jest na obozie i odbywa się konkurs biegania. Wszyscy w jej namiocie wierzą, że wygra. Czuje się coraz bardziej zestresowana, obawia się niepowodzenia i w końcu przegrywa.
Gdy Betty kończy swoją opowieść, zaczyna odczuwać gniew na dzieci z obozu za to, że wywierały na nią nacisk i popychały do współzawodnictwa. Pytam, czy może przy pomocy swoich nóg i rąk (w których zamrożona jest energia) wyładować swój gniew na poduszkach. Betty chętnie na to przystaje, gotowa dać wyraz swojemu gniewowi. Kopie i wali w poduszki wielokrotnie; jej głos staje się silniejszy, gdy krzyczy na dzieci. Wraca na swoje krzesło, oddychając ciężko. „Czuję się taka wolna i silna. Wydaje mi się, że mogę wyjść i robić to, czego potrzebuję. Nie pozwolę, by ludzie mnie deptali."
Zamrożona energia Betty została uwolniona i zmobilizowana w kierunku adaptacji i najogólniej pojmowanego dobrego samopoczucia. Moją nagrodą było nie tylko uwolnienie Betty od jej związania, ale również i to, że ja sam czułem się ożywiony i mniej eksploatowany.
Jeżeli w danej osobie nie można nigdzie znaleźć energii, można ją wówczas „napompować". W innym przypadku prosiłem klienta, aby biegał w kółko po pokoju. Powiedział, że jest to głupie, więc zaproponowałem, że będę biegał razem z nim. Biegaliśmy razem przez jakieś dziesięć minut, a potem padłem wyczerpany na krzesło. Ale mój klient ożywił się i zaczął pracować nad poważnym problemem dotyczącym jego seksualności. Najwyraźniej bieganie pobudziło w nim odczucia, jak również obawy seksualne.
Potrzeba soku, aby tworzyć i jeżeli sok jest nieobecny w uczuciach czy języku danej osoby, to jest na pewno gdzieś w jej ciele. Odzyskanie energii ciała zasila ducha danej osoby i koloryzuje zawartość jej języka.14
Rewolucyjne przekształcenie
Piękno terapii Gestalt polega na tym, że pozwala ona być wiernym temu, co jest ważne dla adepta i równocześnie przekształcać swoje hipotezy w akty eksperymentalne. W najlepszym przypadku eksperymenty te przedzierają się przez istniejące wzory charakteru, w najgorszym przynoszą fiasko lub rykoszetują.
W odpowiednich warunkach można rozpocząć eksperyment bez wcześniejszych długotrwałych przygotowań. Jest to tak, jakby odczuwało się czuły punkt w systemie drugiego człowieka, do którego można dotrzeć bezpośrednio. Jednak trzeba mieć dobre wyczucie adepta lub grupy (i wzajemne zrozumienie), aby wystartować bez uprzedzenia i prosić ich, aby mówili lub myśleli coś zupełnie nowego. Należy mieć poczucie dobrego smaku lub, innymi słowy, świadomość estetyki akceptowanej w konkretnym systemie, w którym człowiek się znajduje. Zadając komuś ostre lub niedelikatne pytanie można okazać się nie tylko pozbawionym smaku, ale również postawić się w pozycji obraźliwej dla drugiej osoby; w takiej sytuacji terapeuta zmuszony jest zająć się niepotrzebnymi konfliktami, które sam spowodował.
Twórczy skok jest kulminacją przeczuć, podejrzeń klinicznych i wielkiej pomysłowości. Na przykład w pewnym momencie mojej pracy z Ronem15 powiedziałem: „Powiedz mi o swojej nienawiści do matki". Mimo, że miałem wrażenie, iż on „musiał" mieć kłopoty z tą kobietą, nigdzie w naszej wcześniejszej pracy nie dyskutowaliśmy na ten temat, ani też nie przygotowywałem go do tego. Byłem przygotowany na to, że mogę usłyszeć, że jestem za szybki. Ale byłem również gotowy zareagować na wzburzone uczucia Rona — jego dzielenie się zablokowaną złością na matkę przez usztywnienie twarzy w jej kierunku lub też w kierunku kogokolwiek innego. Była to szansa, którą należało wykorzystać. Wahałem się, ale jednocześnie byłem podniecony, gdy pozwoliłem, aby te słowa opuściły moje usta. Tym razem pracowałem we właściwym kierunku i w rezultacie przeszliśmy do szeregu eksperymentów, które przyniosły Ronowi doniosłe odkrycia.
Jeden z eksperymentów, polegający na patrzeniu na kobietę i próbowaniu pochłonięcia jej przy pomocy oczu i ust, był zachowaniowym przejawem początkowej siły nowej energii Rona.
Joseph:
Ron, spójrz na Bev i spróbuj rozluźnić całe swoje ciało wtedy, gdy patrzysz.
Ron:
Bev, czy masz coś przeciwko temu, abym eksperymentował z tobą?
Bev:
W porządku, jeśli o mnie chodzi. W pewnym sensie podoba mi się to, jak dotąd.
Ron:
(Do Josepha) Czuję się spięty w żołądku.
Joseph:
Ron:
Masz kłopoty z przełknięciem tego, co widzisz?
Nie myślałem, żeby patrzeć w ten sposób.
Joseph:
Patrz dalej, Ron, na Bev i przyjmuj tylko to, co sprawia przyjemność twoim oczom. Nie musisz przyjmować wszystkiego, co widzisz. Kontroluj swoje patrzenie.
(Długa pauza, w czasie której Ron patrzy)
Ron:
Zaczynam się czuć lepiej patrząc na ciebie, Bev.
Bev:
To dobrze, bo zaczynałam się denerwować i czuć, jak przedmiot w muzeum.
Joseph:
Ron, czy patrzyłeś na nią w ten sposób? Powiedz Bev.
Ron:
(do Bev) Cóż, na początku patrzyłem na ciebie obiektywnie i krytycznie. Patrzyłem na ciebie w taki sposób, w jaki patrzy na mnie moja matka. „Ta bluzka nie pasuje do koloru spódnicy", pomyślałem. Teraz nie robię już tego.
Joseph:
Może mógłbyś podzielić się z Bev wrażeniami — jak ją odbierasz teraz?
(Długa pauza)
Ron:
(do Bev) Patrzę na ciebie tak, jakby było więcej łagodności w moich oczach. Masz wspaniałą figurę. Bardzo podobają mi się twoje oczy; wydają się tak ciemne i głębokie. Mogę dostroić się do twojego smaku — tak, jakbym mógł cię spróbować. Wyobrażam sobie, że smakujesz jak miód, ale troszkę cierpki. Bardzo miłe wrażenie, cieszę się, że zacząłem na ciebie patrzeć... Potem chcę spróbować tego z Shirley.
Eksperyment ten był twórczym skokiem Rona, przeskokiem od zaledwie mówienia o matce do czynnego kontaktu z żywą, oddychającą kobietą w grupie.
Proces twórczy istnieje w równowadze między doświadczalną podstawą tego, co istnieje z jednej strony, a behawiorystycznym przeskokiem w nieznane terytoria z drugiej. Twórczy skok łamie zasady bezustannego trwania w procesie. Aby zrobić to dobrze, należy ryzykować i być przygotowanym na chwilowe niepowodzenie, zmianę i wreszcie osiągnięcie czegoś, co wydaje się przynosić lepsze rezultaty lub co adeptowi bardziej odpowiada.
Innowacja często wymaga łamania zasad. Trzeba mimo wszystko dostrzegać i respektować swoją własną pomysłowość i intelektualne skoki, jak również umiejętność kształtowania trwającej akcji. Ten aspekt psychoterapii ekscytuje mnie najbardziej. Przeskakiwanie, pokonywanie wszystkich możliwych obiekcji i oporów jest jedną z cech twórczego procesu na wszystkich polach życia i pracy, nie tylko w terapii Gestalt.
Kontekst i metafora
Mężczyzna mówi, że ma problem ze swoim synem, tak więc myślę o nim jak nauczyciel, opiekunka do dzieci, zwierzę z małymi: myślę o nim jak o dziecku. Może powinienem sprawić, aby zachowywał się jak nieznośne dziecko, które opisuje i zobaczyć, co będzie się wtedy działo, ponieważ wiem już, że jego kontekst, jego metafora i jego dosłowne, niezabawowe podejście nie zdają egzaminu. Dlatego też prosi o pomoc.
