Pragnienia - Ilona Gołębiewska - ebook

Pragnienia ebook

Ilona Gołębiewska

4,2

Opis

Wciągająca. Seksowna. Pełna emocji.

"Pragnienia" to wyjątkowa historia o młodych ludziach, którzy muszą nauczyć się walczyć o to, czego pragną najbardziej – o siebie nawzajem.

On ma udane życie - pochodzi z zamożnej rodziny, cieszy się ogromnym powodzeniem u kobiet, jest gwiazdą koszykówki w drużynie Red Shadows. Po wygranych mistrzostwach dostaje propozycję nie do odrzucenia. Ona, choć zawsze marzyła o studiach artystycznych i pasjonuje się fotografią, jest studentką ekonomii. Rezygnuje z marzeń, ma wiele problemów, jest samotna. Wszystko za sprawą toksycznego ojca, który szykuje ją na następczynię swojego biznesu.

Z pozoru Janka i Wiktorię różni dosłownie wszystko. Łączy? Niewytłumaczalna chemia. Spotkanie tej dwójki jest jak zderzenie się dwóch potężnych żywiołów! Przypadkowo poznają się w klubie Hades 66. Ukradkowe spojrzenia, intrygująca rozmowa i zmysłowy taniec niemal natychmiast przeradzają się w pełen namiętności wieczór. Odtąd nie mogą przestać o sobie myśleć. Wkrótce jednak w życiu Janka zdarzy się coś, co zmieni je już na zawsze, zrujnuje karierę, marzenia i dobrze zapowiadającą się przyszłość.

Czy ta znajomość jednak okaże się dla nich najważniejsza w życiu?

Dla prawdziwej miłości – pełnej pożądania i beztroskich chwil – oraz pewności,

że spotkało się właściwą osobę, człowiek jest w stanie poświęcić wszystko.

Ale czy miłość naprawdę jest warta tej ceny?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 439

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,2 (350 ocen)
173
106
57
11
3

Popularność




Projekt okładki: Pola i Daniel Rusiłowiczowie

Redaktor prowadzący: Małgorzata Burakiewicz

Redakcja: Małgorzata Burakiewicz

Redakcja techniczna: Sylwia Rogowska-Kusz

Skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski

Korekta: Lilianna Mieszczańska

Zdjęcie wykorzystane na okładce:

© PeopleImages/iStock by Getty Images

© by Ilona Gołębiewska

© for the Polish edition by MUZA SA, Warszawa 2020

ISBN 978-83-287-1523-3

Warszawskie Wydawnictwo Literackie

MUZA SA

Wydanie I

Warszawa 2020

fragment

Wszystkim tym, którzy szukają miłości

Wszystko, co w życiu zrozumiałem,

zrozumiałem tylko dlatego, że kocham.

Lew Tołstoj

 Prolog

Ktoś kiedyś powiedział, że wystarczy jedna chwila, by życie zmieniło swój kierunek.

Mnie się to przydarzyło.

Mam w głowie piekło.

Moje ciało rozrywa ból. Sekunda po sekundzie, kawałek po kawałku.

Boję się.

Nadzieja stoi obok. Przygląda się mojej nierównej walce. Nie mam już siły.

Rozum każe się poddać. Serce nigdy tego nie zrobi.

Mam wrażenie, że spadam w głęboką otchłań.

Czy mnie uratujesz?

Rozdział IEksplozja zmysłów

Ta noc należała do odważnych. Nie istniały żadne granice. Tam, gdzie kończył się strach, tam zaczynała się brawura i chęć posmakowania szaleństwa. Wystarczyło na kilka godzin zanurzyć się w świecie tak innym od tego na ulicach pokrytej mrokiem Warszawy. To było jak jakiś rytuał albo magiczna sztuczka. W miejsce ulicznego zgiełku, zabieganych ludzi, podświetlanych billboardów i odgłosów nocnego życia stolicy można było przenieść się tam, gdzie rządziły wielkie pieniądze, seks, dobra zabawa i markowy alkohol. W modnym klubie na warszawskiej Woli impreza rozkręcała się na dobre. Wiszący na filarze zegar kilka minut wcześniej wybił godzinę dwudziestą trzecią. Był to najlepszy czas na rozpoczęcie nocnego życia z dala od wyczerpującej pracy, codziennych spraw i kłopotów. I jeszcze lepsza okazja do świętowania sukcesu w wyjątkowo popularnej miejscówce, jaką był klub Hades 66.

Przy wejściu do klubu utworzyła się kolejka chętnych na nocne szaleństwo. Stojący na bramce ochroniarze wpuszczali do środka kolejne osoby po wstępnej selekcji i dokładnym sprawdzeniu, czy nie wnoszą ostrych narzędzi, alkoholu, narkotyków. Za nimi, w miejscu, które z przestronnego hallu przechodziło w wąski tunel, stał mężczyzna w idealnie skrojonym garniturze, kremowej koszuli odpiętej pod szyją na dwa guziki i w czarnych butach odbijających światło mocnych lamp. To on witał gości i miał jeszcze ostatnią szansę, by kogoś zatrzymać przed wejściem na główną salę. Selekcja gości na dobre zagościła w warszawskich klubach wiele lat temu, budząc skrajne emocje i będąc tematem wielu plotek. Odbicie się od klubowej bramki oznaczało przecież największą porażkę w imprezowym światku. Za to gwarancją sukcesu był zazwyczaj modny ubiór, spokojny sposób rozmowy i wszelkie oznaki, że gość ma kasę i zamierza ją przepuścić w klubowym barze.

Za selekcjonerską bramką było już wejście do prawdziwego raju.

Tego wieczoru w klubie bawił się tłum gości żądnych prawdziwych przygód, dobrej muzyki i mocnego alkoholu. Olbrzymia przestrzeń najmodniejszej od lat miejscówki w stolicy robiła piorunujące wrażenie. Szczególnie na kimś, kto był tu po raz pierwszy i chciał się zabawić. Wszędzie panował półmrok, który co jakiś czas rozświetlały mocne dyskotekowe lampy. Gwar rozmów, śmiech i nawoływania były dodatkiem do głośnej muzyki.

Klub był podzielony na kilka części. Główną zajmował parkiet, na którym tańczyły setki gości. Mieli blisko do trzech open barów, gdzie uwijali się barmani, szykując znakomite trunki, nawet dla tych najbardziej wymagających. Dużym wsparciem były dla nich kelnerki, które zabierały z baru tace po brzegi wypełnione butelkami i kuflami. Miały na sobie skąpe czarne kostiumy, składające się z topu i miniówki, co jeszcze bardziej podkreślało ich zgrabne kobiece kształty. Co kilka minut zanosiły trunki do stolików, gdzie siedzieli ci, którzy chcieli odpocząć po zabawie na parkiecie, porozmawiać lub porządnie wypić. Po prawej stronie od wejścia do klubu były drzwi prowadzące do vip roomów, wynajmowanych na mniejsze eventy. Wstęp miały tam tylko osoby ze specjalną kartą klubową.

Najciekawszą część klubu stanowiła antresola, która wznosiła się nad głowami gości, tworząc coś na kształt podkowy. Wszystkie boki miała przeszklone, dzięki czemu znajdujący się na niej imprezowicze mogli podglądać, co się dzieje na dolnym parkiecie. Na antresoli znajdowało się kilka stref, wydzielonych za pomocą parawanów, dużych kanap i stolików. Przy jednym mogło się zmieścić nawet dwadzieścia osób. Miejsca na antresoli wymagały wcześniejszej rezerwacji. Wybierano je najczęściej na ważne wydarzenia: spotkania, podpisanie intratnego projektu, świętowanie sukcesów firmy, osiemnastki, wieczory panieńskie i kawalerskie. Gwarantowały intymność, mniej hałasu i wyjątkową atmosferę.

Przy stoliku ustawionym pośrodku prawego skrzydła antresoli siedziało piętnastu mężczyzn. Mieli po dwadzieścia parę lat. Tylko jeden z nich był starszy, wyglądał na kogoś po pięćdziesiątce. Coś im głośno tłumaczył, co jakiś czas klepiąc po ramionach tych, którzy usiedli zaraz obok niego. Widać było, że jest czymś przejęty. Pozostali również. Nietrudno było odgadnąć, że świętują jakiś sukces, okraszając go dużą ilością wypijanego alkoholu.

– Jestem z was szalenie dumny. Daliście radę. Tych kilka miesięcy porządnej harówy przekuliście w zwycięstwo. Parę dni laby i znowu bierzecie się do roboty. Dzisiaj możecie sobie trochę pofolgować i się zabawić. Ale nie przesadzajcie z procentami. Wasze zdrowie i kondycja są najważniejsze. A ty, Janek, jako kapitan naszej drużyny dopilnujesz, by za trzy dni wszyscy stawili się na pierwszy trening przed wielkim finałem – zapowiedział poważnie mężczyzna, spoglądając na chłopaka, którego traktował jak syna.

– Jasne, szefie, będzie pełna mobilizacja – zapewnił Janek. Doskonale wiedział, że ich trener, zwany przez wszystkich po prostu szefem, pokłada w nich wielkie nadzieje. Marek Brylski sprawił, że jako drużyna osiągnęli wielki sukces i czekała ich znakomita przyszłość. A to, że był bardzo wymagającym trenerem, stanowiło jego dodatkową zaletę.

– Ale dzisiaj coś nam się od życia należy – stwierdził przekornie Rafał, przeciągając się na kanapie i spoglądając z zainteresowaniem na kelnerkę, która akurat podeszła do ich stolika, by zabrać kufle po piwie i puste butelki. – Może się pani do nas przyłączy? – zapytał grzecznie. – Miłe towarzystwo pięknych pań zawsze jest w cenie.

– Bardzo chętnie, ale jestem w pracy – odpowiedziała uprzejmie piękna kelnerka i z uśmiechem odeszła od ich stolika.

– Miał być wieczór bez bab. A przynajmniej bez naszych bab – powiedział Igor i roześmiał się. Szczerze mówiąc, miał nadzieję, że tej nocy poderwie jakąś ślicznotkę i będzie mógł zaszaleć. Niedawno rozstał się ze swoją dziewczyną i miał wyjątkową ochotę na nowe znajomości.

– Życie bez pięknych kobiet jest jak szampan bez truskawek – dodał Daniel, a wszyscy spojrzeli na niego pobłażliwie. Słynął z dziwnych tekstów, ale i tak za każdym razem zaskakiwał ich śmiesznymi porównaniami.

– Laura jest chyba wściekła, że jej nie wziąłeś ze sobą, co? – zapytał Romek, wspominając dziewczynę Janka. Nie lubił jej od pierwszego spotkania. Uważał, że jest wyjątkowo wyrachowana i myśli tylko o karierze i pieniądzach. Nie mógł zrozumieć, co Janek w niej widzi.

– Raczej ma spokój i nie musi słuchać mojego gadania o koszykówce.

– Co tam Laura. Rozejrzyj się po klubie. Jakby to wszystko teraz przeliczyć, toby wyszło po dziesięć kobiet na metr kwadratowy. Trzeba ruszyć na polowanie – zachęcał Igor.

– Odezwał się lokalny casanova – wytknął mu Daniel.

– U was, moi panowie, na pierwszym miejscu powinna być teraz koszykówka, a nie kobiety. Odbijecie sobie po mistrzostwach – przypomniał im trener.

– To się rozumie, szefie. Najpierw koszykówka, potem kobiety – zapewnił go Radek. – Plan jest prosty. Zdobywamy mistrzostwo Polski i ruszamy na podbój Europy.

– I to mi się podoba – skwitował trener, popijając piwo. – A ty gdzie się wybierasz? – zapytał, widząc, że Janek wstaje od stolika.

– Widzę właśnie, że za barem stanął mój dobry kumpel. Chcę z nim pogadać.

– Nasz kapitan idzie poderwać jakieś młode ponętne ciało – zasugerował Igor.

Janek obrzucił go litościwym spojrzeniem i pokazał mu środkowy palec. Zbiegł po schodach i pewnym krokiem ominął główny parkiet, zerkając ciekawie na tańczący tłum. Ze względu na swoje dwa metry wzrostu przewyższał wszystkich co najmniej o głowę. W dodatku większość osób od razu schodziła mu z drogi. Lata treningów i gry w koszykówkę zrobiły swoje. Jego masywna i idealnie wyrzeźbiona sylwetka budziła zainteresowanie kobiet i zazdrość co niektórych mężczyzn. A do tego respekt. Nikt nie miał dość odwagi, by z nim zadzierać. Podszedł do baru i poklepał po ramieniu barmana, który stał odwrócony do niego plecami i sięgał w stronę półek z alkoholem. Zaskoczony odwrócił się w jednej chwili.

– Cześć, staruszku, jak tam robota się dzisiaj kręci? – zapytał Janek, podając koledze dłoń na powitanie. Z Kubą Rowińskim znali się od podstawówki.

– No proszę, jaka gwiazda nas zaszczyciła. Świętujesz wygraną?

– Już wiesz?

– Całe miasto o tym huczy. Jedyny warszawski klub koszykarski, który trafił do ścisłego finału. To co? Zamierzacie chyba powtórzyć sukces sprzed roku? – dociekał Kuba, naprawdę zachwycony tym, że Janek wraz z drużyną mają na koncie tak znakomite wyniki.

– No nie ma innej opcji. Chwila przerwy i bierzemy się ostro za treningi. Ale dzisiaj przyszliśmy się zabawić. Trener i wszyscy zawodnicy Red Shadows są na antresoli. Musimy odreagować emocje po ostatnim meczu i zabawić się przed kolejną harówką. Chcemy przecież obronić tytuł mistrza Polski. Lekko nie ma, no ale co poradzić – wyjaśnił Janek, ciesząc się, że spotkał kolegę. – A jak tam u ciebie?

– Zapowiada się gorąca noc. Sam widzisz, jakie dzikie tłumy. To i roboty będzie dużo. Ale mnie to odpowiada. Duży ruch to duże napiwki. Kasa zawsze się przyda.

– I dużo pięknych kobiet.

– To mi się podoba najbardziej – skwitował roześmiany Kuba, spoglądając na siedzące przy barze piękne kobiety. – To co? Wódki, drinka, coś lżejszego? Na koszt firmy.

– Coś lżejszego. I tak jutro pewnie głowa będzie mi pękać.

– Sam mówiłeś, że chcesz dzisiaj się porządnie zabawić. Taka okazja się nie powtórzy. Każdy sukces trzeba porządnie opić, inaczej kolejny szybko się nie przydarzy.

– No to się zabawmy. Podaj mi kieliszek czystej.

– Wreszcie gadasz jak facet, a nie jak jakaś niunia.

– Może po godzinach do nas dołączysz? Poznałbyś wszystkich chłopaków z drużyny.

– Dzięki, innym razem. Dzisiaj stoję na warcie do samego rana.

Na chwilę ucichła muzyka. Stojący za konsolą DJ zapowiedział nowy kawałek, przy okazji zachęcając do szaleństwa na parkiecie. Z głośników popłynęły pierwsze głośne bity w klimacie techno. Przez główną salę przeszły okrzyki zadowolenia. Wisząca na środku sufitu kulista lampa rozbłysnęła mnóstwem kolorów, rzucając mocne światło na roztańczonych gości. Ich swobodne ruchy w rytm muzyki były oznaką dobrej zabawy. Panował duży ścisk, choć nie było to wcale żadną przeszkodą. Kobiety zmysłowo kołysały biodrami, co jakiś czas odrzucając włosy do tyłu i spoglądając kusząco na mężczyzn, którzy szybko reagowali na tak wyraźne sygnały zainteresowania. Ci śmielsi od razu podchodzili, dołączając chętnie do uwodzicielskiego tańca. To była eksplozja namiętności – zmysłowe ocieranie się o siebie, dotykanie, odważne spojrzenia, wyzywające propozycje. Z boku wyglądało to jak zawiły taniec godowy. Byli i tacy, którzy w przypływie emocji i pożądania omal nie uprawiali seksu na oczach tłumu.

Przy głównym barze zebrali się goście chcący spróbować egzotycznych drinków, które znalazły się w ofercie klubu dosłownie przed tygodniem. Barmani uwijali się przy ciężkiej pracy. Jeden z nich właśnie prowadził mistrzowski pokaz. Wprawnymi rękoma żonglował trzema butelkami, a potem z jednej przelał alkohol do metalowego pojemnika. Dodawał do niego kolejne składniki, co jakiś czas potrząsając go w dłoniach. Na sam koniec rozlał trunek do kieliszków ustawionych równo na krawędzi baru. Wykonał ręką tajemniczy ruch i znajdujący się w nich alkohol dosłownie na kilka sekund stanął w płomieniach, które mieniły się kolorami tęczy. Zaskoczeni goście wydali z siebie okrzyk niekłamanego zachwytu i zaczęli bić brawo. Barman wyglądał na zadowolonego z pokazu.

Wśród gości oglądających popis barmańskiego kunsztu były dwie młode i bardzo atrakcyjne kobiety. Na oko miały mniej więcej dwadzieścia lat. Od razu można było dostrzec, że ich uwagę zajmuje coś zupełnie innego. Jedna z nich wyglądała na zdenerwowaną i ciągle pisała z kimś na telefonie, druga niecierpliwie coś jej tłumaczyła.

– Przestań ciągle wysyłać do niego te esemesy. Wiki, co cię ugryzło? Chcesz zmarnować wieczór przez jakiegoś dupka?

– To fakt, prawdziwy z niego dupek. Uczepił się mnie i ciągle czegoś chce. Niby się stara, a za chwilę ma jakieś dziwne jazdy. Oszaleć można – poskarżyła się Wiktoria, ale nie odłożyła komórki. – Jest wściekły, że wyrwałam się bez niego do Warszawy.

– Bo to taki typ, który chciałby mieć cię na wyłączność.

– Powiedz mi, co ja robię nie tak.

– Zadałaś się z niewłaściwym facetem – oznajmiła Eliza, która nie rozumiała, dlaczego jej przyjaciółka marnuje czas zamiast bawić się w najlepsze, póki jest okazja.

– Nie jest taki zły, tylko okropnie mnie wkurza. Czasami mam ochotę go udusić. Tak jak wczoraj, gdy przymilał się do Natalii. Wyobrażasz to sobie?

– Ja bym go sobie odpuściła. Przecież to prawa ręka twojego tatusia. Na pewno donosi mu o wszystkim, co robisz i gdzie jesteś. Dlatego się wkurzył, że go wystawiłaś i jesteś tu teraz ze mną. Nie ma nic gorszego niż facet, który chce cię krótko trzymać.

– Oskar czasami potrafi być irytujący – przyznała Wiktoria. – Chociaż jak sama wiesz, z jakichś powodów mnie do niego ciągnie – dodała rozbawiona.

– Dobra, dosyć gadania o Oskarze. W tej chwili wyłączasz telefon i wrzucasz go do mojej torebki. Liczę do pięciu. Jeden… – zagroziła Eliza, otwierając torebkę w oczekiwaniu, aż Wiktoria wykona jej polecenie. Zrobiła to, choć z nieukrywaną niechęcią. – Olej Oskara. Rozejrzyj się tylko, jakie ciacha są wokół nas. Poderwij jakiegoś gościa i porządnie się wyszalej.

– Masz rację, wreszcie się wyrwałam do Warszawy, a narzekam jak jakaś stara baba. To co? Wypijemy po drinku i ruszamy na parkiet? Dawno nie tańczyłam. Wciąż tylko praca i praca.

– O pracy to już nawet nie wspominaj. To jest nasza noc i chcę, żebyśmy się porządnie zabawiły. Jak za starych dobrych czasów w liceum – powiedziała stanowczo Eliza.

– No, tylko się odliczało dni do weekendu i przebierało w klubach – przyznała wesoło Wiktoria. Powoli przechodził jej stres związany z poranną kłótnią z Oskarem. Od jakiegoś czasu łączyła ich dziwna relacja. Podobał się jej, ale ciągle dochodziło między nimi do starć. Był od niej starszy ponad dziesięć lat i miał jedną bardzo poważną wadę. Pracował w firmie jej ojca.

Na samą myśl o tym Wiktoria nerwowo zacisnęła usta, na których miała delikatną różową szminkę. W czerwonej opiętej sukience sięgającej przed kolano, z cienkimi ramiączkami i dużym dekoltem, wyglądała jak rasowa bywalczyni klubów. W takim wydaniu można było ją widzieć zaledwie kilka razy w roku. Na co dzień nosiła się zupełnie inaczej. Przegarnęła palcami lekko falowane, długie włosy w naturalnym jasnym odcieniu blond. Staranny makijaż tylko podkreślił ładny owal jej twarzy. Była świadoma swojej urody i tego, że potrafi zrobić mocne wrażenie. Wystarczyło się tylko rozejrzeć, by zauważyć mężczyzn, którzy patrzyli na nią pożądliwym wzrokiem. Powinna z tego korzystać, poznawać ciekawych facetów, bawić się, cieszyć życiem. Jednak jej codzienność całkowicie odstawała od tej wizji. Dawno nigdzie nie wychodziła.

Eliza Krajewska była jej najlepszą przyjaciółką. I w sumie jedyną. Niestety ostatni raz widziały się miesiąc temu. Chociaż za czasów liceum, kiedy Wiktoria z rodzicami mieszkała jeszcze w Warszawie, były wręcz nierozłączne. Spojrzała na przyjaciółkę. W połowie czerwca Eliza miała wyjechać do Francji. W ramach międzynarodowej współpracy między uczelniami dostała się do programu wymiany studenckiej. Miała tam studiować przez rok. Co prawda, zajęcia na paryskiej uczelni zaczynały się dopiero jesienią, ale Eliza przez wakacje miała mieszkać u swojej ciotki Elżbiety, która ponad dwadzieścia lat temu wyemigrowała do Francji. Zamierzała znaleźć pracę, podszlifować język i poznać ten piękny kraj. Wiktoria cieszyła się z planów przyjaciółki, chociaż wiedziała, że będzie za nią tęsknić. To miał być ich szalony pożegnalny wieczór. A Wiktoria zamiast bawić się, szaleć i podrywać fajnych facetów, przynudzała przyjaciółce o problemach z Oskarem. Skarciła się w myślach za to i już miała zamówić drinki, gdy nagle Eliza szturchnęła ją w bok, aż trochę zabolało.

– Zobacz, jakie ciacho! – zapiszczała z wrażenia, wpatrując się w drugi koniec baru. Od razu poprawiła dekolt sukienki i przeczesała włosy.

– Gdzie?

– No tam, przy filarze. Widzisz go? Ten w dżinsach i białym T-shircie. Boże, jakie on ma oczy! A jakie ciało! Widzisz ten tatuaż? Muszę z nim pogadać. I to natychmiast. Chodź! – przeżywała Eliza, pociągając Wiktorię za rękę. Grzecznie poszła w ślad za przyjaciółką.

Przedarły się przez tłum i znalazły dwa wolne krzesła barowe nieopodal przystojniaka, którym tak zachwyciła się Eliza. Wiktoria też mogła mu się wreszcie przyjrzeć. Rzeczywiście robił wrażenie. Mimo że siedział, od razu rzucało się w oczy, że jest bardzo wysoki. Jego muskularne ramiona, plecy i tors lekko opinał biały T-shirt z nadrukowanym zdjęciem znanego zespołu rockowego. Przy okazji odsłaniał lewe przedramię, gdzie zaczynał się tatuaż przedstawiający wijącego się węża. Jego diaboliczne oczy wzbudzały grozę. Z czarnych łusek gdzieniegdzie wychodziły piekielne płomienie. Na ich końcach umieszczono chińskie znaki. Tatuaż był doprawdy zaskakujący. Tak samo jak jego właściciel.

Swobodnie rozmawiał z barmanem. Widać było, że się dobrze znają i lubią. Mówił coś o rozgrywkach, meczu, treningach. Przez panujący w klubie hałas trudno było zrozumieć sens ich rozmowy. Cały czas żywo gestykulował i robił śmieszne miny. Jego uśmiech był zniewalający. Śniada cera i kilkudniowy ciemny zarost jeszcze potęgowały ten efekt. Czarne, gęste, nieco dłuższe u góry i podgolone po bokach włosy pasowały idealnie do owalnej twarzy, która kończyła się wyraźnie zaznaczoną linią żuchwy. Gdy się uśmiechał, robiły mu się w policzkach urocze dołki. Śmiesznie marszczył równy, średniej wielkości nos. Mówił szybko, przygryzając co jakiś czas wydatne usta.

Wiktoria od razu pomyślała sobie, że zapewne taki facet nie może się opędzić od kobiet. Te siedzące w pobliżu z zachwytem wpatrywały się w każdy jego ruch. A on? Jakby wcale ich nie widział. Był zajęty rozmową z barmanem, który pokazywał mu coś na wyświetlaczu telefonu. Wiktoria największą uwagę zwróciła na jego oczy. Tajemnicze, wyjątkowe i przyciągające jak magnes. Szeroko osadzone, o głębokim odcieniu szarości, idealnie pasowały do ciemnych, mocno zaakcentowanych brwi. Wzrok przyciągały również jego dłonie – duże, silne, ze smukłymi palcami. Jakby miała opisać idealnego faceta, to wyglądałby właśnie tak jak ten siedzący przy barze. Był poza jej zasięgiem. Domyślała się, że z pewnością ma dziewczynę lub przebiera w rzeszy wielbicielek.

Nagle stało się coś, czego Wiktoria w ogóle się nie spodziewała. Mężczyzna znienacka się do nich odwrócił i uśmiechnął. Eliza odwzajemniła uśmiech, robiąc przy tym maślane oczy. Wiktoria też próbowała entuzjastycznie zareagować, ale wyszło to średnio.

– Pierwszy raz w Hadesie? – zapytał mężczyzna, mając na myśli nazwę klubu. Wstał z krzesła i podszedł do nich. Jego wzrost i postura robiły duże wrażenie. Był wysoki, miał muskularną budowę ciała i niski zmysłowy głos. Wyglądał na wyluzowanego. Cały czas się uśmiechał. W jego spojrzeniu był wyjątkowy spokój. – A tak w ogóle to Janek jestem – przedstawił się, uważnie je obserwując.

– Miło cię, Janku, poznać. Jestem Eliza. Bywam tu raz na jakiś czas, ale moja przyjaciółka dała się namówić dopiero teraz – odpowiedziała wesoło, podając mu rękę na przywitanie. – Z Wiktorią przyjaźnimy się od czasów liceum, chociaż teraz nie widujemy się zbyt często. Mamy za dużo spraw na głowie.

– Cześć, miło cię poznać – odezwała się Wiktoria, również podając mu dłoń na przywitanie. Spojrzał jej głęboko w oczy, co wywołało u niej małe skrępowanie.

– Mnie tym bardziej miło. Janek jestem. Rzadko tu przychodzę, częściej bywam w klubach na Bielanach, bo tam mieszkam. Akurat dzisiaj świętujemy z kole­gami nasz mały sukces i tak jakoś wyszło, że padło na Hades. Trzeba przyznać, że to miejsce ma swój klimat. Wy też coś świętujecie? – dopytywał szczerze zaciekawiony.

Jego uwaga była skupiona na Wiktorii. Wręcz świdrował ją wzrokiem. Ona też zerkała na niego. Stali blisko siebie. Dwa razy przez przypadek musnął jej rękę. Poczuła dziwne mrowienie w klatce piersiowej. Tembr jego głosu sprawiał, że robiło jej się coraz bardziej gorąco. A gdy przysunął się do niej jeszcze bliżej, czuła, jak wali jej serce. Było w tym mężczyźnie coś intrygującego.

– Nie, po prostu pierwszy raz od dawna wyrwałyśmy się na wspólną imprezkę. Jak widzisz, dopiero się rozkręcamy. Polecisz nam jakieś sprawdzone drinki?

– Na dobry początek proponuję klasyczne mojito. A potem się zobaczy, przed nami jeszcze długa noc i sporo drinków – odpowiedział z zadziornym uśmiechem. – To może dołączycie do mnie i moich kolegów? Też się dopiero rozkręcamy, brakuje nam towarzystwa tak pięknych kobiet – dodał już nieco poważniej, ciągle taksując wzrokiem Wiktorię. Powoli zaczynał ją drażnić ten mało wyszukany podryw, choć oczywiście uwaga Janka była dla niej miłym komplementem.

– Czemu nie, bardzo chętnie. Dobre towarzystwo zawsze jest w cenie – przyznała z satysfakcją Eliza, ciesząc się, że tak szybko nawiązała miłą pogawędkę z intrygującym mężczyzną. Co i rusz poprawiała kusą czarną sukienkę i swoje czarne włosy. Pod względem urody ona i Wiktoria stanowiły prawdziwe przeciwieństwo. Za to niemal idealnie dobrały się w kwestii charakteru, choć Eliza zawsze była tą odważniejszą. Wiktoria za to była tą bardziej rozsądną, choć i jej zdarzało się czasem zrobić coś głupiego.

– Co ty na to, Wiktoria? – zapytał ją nieoczekiwanie Janek.

– Chętnie poznam i ciebie, i twoich kolegów – zapewniła go.

– Hej, Kuba! Zrób dla tych pięknych pań dwa mojito i dopisz do naszego rachunku – krzyknął Janek w kierunku barmana. –  I poproś kelnerkę, żeby przyniosła do stolika numer osiem.

– Jasne, krótka chwila i będzie – odpowiedział barman.

– Dobra, dziewczyny, to zapraszam, poznacie moich kolegów – ponaglił je Janek i ruszył przed siebie. Eliza poderwała się z krzesła i chwyciła za rękę Wiktorię, której pomysł spędzenia czasu z obcymi facetami nie do końca się podobał.

– No chodź, to będzie szalona noc – zaświergotała przejęta Eliza. – Ten gość jest tak seksowny, że chyba zaraz się na niego rzucę. Pilnuj mnie, mała, pilnuj!

– Uważaj, żeby ci majtki z wrażenia nie spadły – dogryzła jej przyjaciółka.

koniec darmowego fragmentuzapraszamy do zakupu pełnej wersji

Warszawskie Wydawnictwo Literackie

MUZA SA

ul. Sienna 73

00-833 Warszawa

tel. +4822 6211775

e-mail: [email protected]

Dział zamówień: +4822 6286360

Księgarnia internetowa: www.muza.com.pl

Wersja elektroniczna: MAGRAF s.c., Bydgoszcz