Ponadczasowe historie miłosne Barbary Cartland. Tylko miłość - Ponadczasowe historie miłosne Barbary Cartland - Barbara Cartland - ebook

Ponadczasowe historie miłosne Barbary Cartland. Tylko miłość - Ponadczasowe historie miłosne Barbary Cartland ebook

Barbara Cartland

3,9

Opis

Iola wiedziała, że jej uczucie do dużo starszego mężczyzny jest niedorzeczne. Przecież jego życie po brzegi wypełnione jest bogactwem i luksusem. Otaczają go piękne kobiety. Dlaczego miałby zwrócić uwagę właśnie na nią? Może powinna odejść zanim sprawy jeszcze bardziej się skomplikują? Na myśl o tym słone łzy spłynęły po jej policzku...

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 180

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
3,9 (26 ocen)
10
6
7
3
0

Popularność



Podobne


Barbara Cartland

Tylko miłość - Ponadczasowe historie miłosne Barbary Cartland

Najpiękniejsze miłości

Tłumaczenie Ewa Perkowska

Saga

Tylko miłość - Ponadczasowe historie miłosne Barbary CartlandTłumaczenie Ewa Perkowska

Tytuł oryginałuOnly Love

Projekt okładki: grafiskstue.dk Zdjęcie na okładce: Shutterstock Copyright © 1980, 2020 Barbara Cartland i SAGA Egmont Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788711770009

1. Wydanie w formie e-booka, 2020

Format: EPUB 3.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.

SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont

Rozdział 1

ROK 1903

Mam dla ciebie wiadomość — powiedział generał donośnym głosem, który słychać było aż po drugiej stronie Barrack Squarre.

— Tak, papo?

Iola podniosła wzrok znad talerza, na którym leżało kilka plastrów krwistej wołowiny. Było to ulubione danie generała i za każdym razem, gdy gościło na ich stole, dochodziła do wniosku, że wolałaby mniejsze porcje bardziej wypieczonego mięsa. Jednak szybko odkryła, że mądrzej będzie zjadać to co podano, niż dyskutować na ten temat.

— Muszę przyznać — kontynuował generał — że jestem bardzo zadowolony i w pewnym sensie zaskoczony, chociaż mogłem się spodziewać, że moja córka zrobi dobrą partię.

Iola patrzyła na ojca ze zdumieniem.

— O czym mówisz, papo? — zapytała zdziwiona.

— Informuję cię — odrzekł generał — że lord Stoneham spytał mnie, czy może starać się o twoją rękę, a ja naturalnie wyraziłem na to zgodę.

Iola zesztywniała i przez moment nie była w stanie myśleć.

Lord Stoneham! Z pewnością nie ten lord Stoneham — namiestnik królewski, który odwiedził ojca dziś rano i tak długo przebywał w jego gabinecie, że ciocia Margaret zaczęła zastanawiać się, czy nie powinni zaprosić dostojnego gościa na lunch. Lecz ostatecznie lord Stoneham odjechał powozem z wybitym na drzwiach herbem, powożonym przez stangreta ubranego w błękitno-pomarańczową liberię.

— Co tak długo robił lord Stoneham u ciebie, Aleksandrze? — Margaret Herne zagadnęła brata, gdy ten wszedł do salonu.

— Później ci powiem — odrzekł generał tonem nie znoszącym sprzeciwu. — Lunch powinien być już podany. Wiesz, że lubię, aby posiłki odbywały się punktualnie.

— Oczywiście, Aleksandrze — potulnie zgodziła się siostra.

Udali się więc na lunch. Iola nie podzielała ciekawości ciotki co do celu wizyty lorda Stonehama, który przecież często do nich przyjeżdżał, aby radzić się ojca w sprawach dotyczących hrabstwa. Generał, ku swemu zadowoleniu, został mianowany zastępcą namiestnika królewskiego i bardzo chętnie reprezentował lorda Stonehama tam, gdzie on sam nie mógł się pojawić.

Teraz miała wrażenie, że nie zrozumiała tego, co powiedział ojciec. Z trudem dobywając głos, zapytała z wahaniem:

— Czy... dobrze... usłyszałam, ojcze? Czy... powiedziałeś, że lord Stoneham pragnie... ożenić się ze mną?

— Dokładnie tak! — potwierdził generał. — Pragnie ożenić się z tobą jak najszybciej.

— Ale... papo... jego żona nie żyje dopiero od...

— Rok minie w przyszłym tygodniu — przerwał jej generał. — Jak wiesz, dwanaście miesięcy to wymagany okres żałoby.

Ciocia Margaret klasnęła w dłonie.

— To najbardziej ekscytująca nowina, jaką kiedykolwiek usłyszałam! — wykrzyknęła. — Pomyśl Iolu, będziesz nie tylko żoną królewskiego namiestnika, lecz czeka cię także zaszczyt uczestniczenia w otwarciu Parlamentu i noszenia diademu!

Jej głos drżał z podniecenia, podczas gdy skamieniała z wrażenia Iola spytała:

— Nie mam pojęcia, papo... dlaczego lord Stoneham miałby... pragnąć się ze mną... ożenić. On jest przecież... stary... bardzo stary.

— Może rzeczywiście pierwszą młodość ma już za sobą — odpowiedział generał — ale ja go podziwiam i szanuję i nie mam najmniejszych wątpliwości, że będzie dla ciebie dobrym mężem.

Iola aż się wzdrygnęła słysząc te słowa. Nigdy nie myślała o lordzie Stonehamie ja ko mężczyźnie. Był jedynie ważną osobistością.

Wprawdzie na balu myśliwskim dwa razy poprosił ją do tańca, ale pomyślała, że zrobił to ze względu na jej ojca. To samo przychodziło jej do głowy, gdy traktował ją nadzwyczaj grzecznie w czasie wizyt w ich domu oraz podczas długich i nudnych przyjęć w Stoneham Park.

Jednak nigdy, nawet przez chwilę nie pomyślała, że lord mógłby interesować się nią jako kobietą, podobnie jak ona nie interesowała się nim jako mężczyzną. — Mężem! Słowo to zdawało się rozbrzmiewać echem w całym pokoju.

— To wielki zaszczyt, że wybrał właśnie ciebie — generał mówił jakby do siebie. — Przybędzie tu jutro w południe, więc przygotuj się na spotkanie z nim.

Skończył mówić i zadzwonił srebrnym dzwonkiem stojącym obok jego nakrycia. Na ten dźwięk służba weszła do jadalni.

Jedzenie Ioli pozostało nie tknięte. Odmówiła również zjedzenia puddingu, a gdy ojciec nałożył sobie wielką porcję śliwkowego ciasta, które jadł ze smakiem popijając mocnym winem, odezwała się niepewnie:

— Czy... mi wybaczysz, papo? Nie czuję się zbyt dobrze.

— Podniecenie, jak przypuszczam — zauważył generał. — To całkiem zrozumiałe. Idź do swego pokoju i połóż się. Musisz jutro pięknie wyglądać.

Iola z pośpiechem wyszła z jadalni, a wtedy generał zwrócił się do siostry.

— Dzisiejsze dziewczęta są bardzo nieodporne — zaczął utyskiwać. — Jeśli tylko wydarzy się coś niezwykłego, zupełnie się załamują!

— Podejrzewam, że to był raczej szok, Aleksandrze — odpowiedziała Margaret Herne.

— Zgadzam się — przyznał generał. Iola nigdy nie miała innych konkurentów. Uważałem, że ten młody zuchwalec Windham bywał tu zbyt często, więc odesłałem go, zanim coś mogło nastąpić.

— Jestem pewna, że miałeś rację. Kapitan Windham nie byłby dobrą partią dla twojej córki.

— Zgadzam się z tobą. Przede wszystkim służył w nieodpowiednim pułku.

Margaret uśmiechnęła się.

— Jestem pewna, że kochana Iola dostrzeże zalety małżeństwa z człowiekiem o takiej pozycji, jak lord Stoneham. Ale ma dopiero osiemnaście lat, a on...

— Człowiek pokroju Stonehama nie ma lat — odrzekł zdecydowanie generał. — Ma natomiast inteligencję i zdolności przywódcze, których na próżno szukałabyś u młodych ludzi. Popatrz tylko na tę awanturę zwaną wojną burską! Hańba! Pokaz niekompetencji, jakiej nigdy nie spodziewałbym się po armii brytyjskiej!

W jego głosie brzmiała pogarda, więc siostra pośpiesznie zmieniła temat.

— Często ci powtarzam, Aleksandrze, że teraz nie ma już takich mężczyzn jak ty. Jestem pewna, że Iola doceni to, iż jej przyszły mąż posiada wiele z twoich zalet.

— To prawda — zgodził się generał. Nalał sobie następny kieliszek wina i rzekł: — Pomyśl o wyprawie dla Ioli. Jestem przygotowany na trochę większe wydatki niż planowałem w przypadku, gdyby Iola wychodziła za mąż za kogoś mniej dystyngowanego.

Margaret uśmiechnęła się z zadowoleniem i odpowiedziała:

— Musisz pamiętać, Aleksandrze, że Iola będzie pokazywać się teraz publicznie jako żona lorda Stonehama i będzie przedstawiona nowemu królowi w pałacu Buckingham.

Generał roześmiał się.

— Z pewnością musimy wykosztować się na suknię dla Ioli na tę okazję, jeśli ma konkurować z królową Aleksandrą. Ale spodziewam się, że Stoneham będzie partycypować w tych wydatkach, kiedy Iola zostanie jego żoną! Przez chwilę sączył wino, a potem powiedział zniżając głos: — Powiem ci w zaufaniu, Margaret, że lord zachowywał się tak, jakby był naprawdę oczarowany tą dziewczyną. Byłem zaskoczony słysząc, jak o niej mówi.

— Czy to znaczy, że jest w niej zakochany?

— Nie lubię tego określenia. Jest zbyt emocjonalne — stwierdził generał. — Ale przypuszczam, że w tym przypadku oddaje prawdziwy stan rzeczy.

— W takim razie Iola ma więcej szczęścia niż sądziłam! — wykrzyknęła panna Herne. — Kiedy powiedziałeś, że lord Stoneham pragnie się starać o jej rękę, przyszło mi do głowy, iż przyczyną jest chęć posiadania dziedzica.

— Masz rację! — potwierdził generał. — To wielka tragedia, że jego syn zginął w Afryce. Nie myślałem, że kiedykolwiek pogodzi się z tym!

— Wydaje się jednak być pogodzony.

— Masz rację — powtórzył generał. — W każdym bądź razie lord nalega, aby ślub odbył się w przyszłym miesiącu. Nie powiedziałem o tym Ioli, żeby jej nie wystraszyć. Rozumiem, że dziewczęta są trochę zdenerwowane i onieśmielone, jeśli ślub ma się odbyć w pośpiechu. Osobiście jestem zdania, że sześciomiesięczny okres zaręczyn byłby bardziej wskazany. Pozwoliłby im poznać się lepiej.

— Pamiętam, że ty, Aleksandrze, byłeś zaręczony prawie przez rok.

— To właśnie miałem na myśli — odpowiedział generał. — Lecz w dzisiejszych czasach wszystko dzieje się w takim pośpiechu! Według mnie pośpiech nieodmiennie sprowadza kłopoty.

— Mam nadzieję, że nie stanie się tak w przypadku Ioli.

— Nie, oczywiście, że nie, ale musimy robić to, czego życzy sobie Stoneham. Na ustach generała pojawił się słaby uśmiech, gdy dodał: — Z pewnością nie chcemy go stracić.

— Co za okropna myśl! — wykrzyknęła Margaret. — Obiecuję ci, Aleksandrze, że przekonam Iolę, jakie szczęście ją spotkało.

Słowo „mąż” nadal dźwięczało w uszach Ioli, gdy stała w swym pokoju, patrząc przez okno na pokrytą śniegiem ziemię. Drzewa błyszczały na mrozie, odcinając się wyraźnymi konturami od zimowego nieba. Widok ten zazwyczaj podnosił ją na duchu, lecz dzisiaj spoglądała nań nie widzącymi oczami. Zamiast pięknego krajobrazu widziała lorda Stonehama i jakąś odległą częścią umysłu oceniała jego osobę w nie znany jej dotąd sposób.

Jak mogłaby chociaż przez moment rozważać możliwość poślubienia kogoś, kto kojarzył się jej bardziej z ojcem niż z mężem? Lord Stoneham był taki daleki, żył jakby w zupełnie innym świecie. Czasem nawet przychodziła jej do głowy świętokradcza myśl, że bardziej przypomina Boga niż człowieka. Z siwą, przystrzyżoną na królewską modę brodą, korpulentną figurą i dostojną miną w najmniejszym nawet stopniu nie przypominał konkurenta do jej ręki.

Ponieważ dużo od niej starsi bracia służyli za granicą, Iola wiodła bardzo samotne życie. Spotykała jedynie ludzi starszych, znajomych ojca, oraz damy przychodzące do ich domu porozmawiać o „dobrych uczynkach”, którymi z oddaniem zajmowała się ciocia Margaret. Goście ci rzadko zapraszali generała i jego rodzinę, a nawet jeśli to robili, generał, nie przepadający za odwiedzaniem innych, nieodmiennie odrzucał zaproszenia nie pytając o zdanie siostry ani córki.

Dlatego główną rozrywką, jak i źródłem wiedzy, były dla Ioli książki. Najpierw powieści Waltera Scotta wprowadziły ją w świat średniowiecznych romansów, potem czytała bardziej wyrafinowane prace współczesnych pisarzy, takich jak Jane Austin i Anthony Trollope. Gdy dorastała zaczęła marzyć o poznanych w książkach postaciach, a także o tych, które sama wymyślała.

Pierwszym prawdziwym balem, na który pozwolono jej pójść, był bal myśliwski. Wtedy odkryła przyjemność tańczenia z młodymi ludźmi i za stratę czasu uznała taniec z królewskim namiestnikiem, choć ten wyróżnił ją zaproszeniem spośród wielu innych dziewcząt. Wolała tańczyć z kimś młodszym. Lecz młodzi partnerzy nie chcieli się do niej zalecać, a z całą pewnością nie ośmieliliby się prosić ojca o jej rękę. Zrobił to lord Stoneham.

— On jest stary, stary! — mówiła do siebie. — Dlaczego on chce się ze mną ożenić?

Znała świętej pamięci lady Stoneham — postawną, wysoką kobietę obwieszoną biżuterią. — W ciągu dnia zawsze zdobiło ją kilka sznurów pereł, a wieczorem diamenty.

— Jak mogłabym zająć jej miejsce? — pytała samą siebie. — A w ogóle dlaczego on chce, żebym ją zastąpiła?

Nagle, jakby ktoś inny odpowiedział na to pytanie, znała już odpowiedź. Lord Stoneham chciał mieć syna!

Generał był bardzo wstrząśnięty, gdy cztery lata wcześniej Edwin Stoneham został zabity. Iola przypominała sobie, jak ciocia Margaret szlochała współczując pogrążonej w smutku rodzinie lorda.

— To był taki uroczy młody człowiek! To takie okrutne, że właśnie on musiał zginąć zostawiając lorda bez spadkobiercy.

— Zdaje się, że jest jakiś daleki kuzyn — zauważył generał — ale Stoneham nigdy go nie lubił. Nie jest to jednak sprawa, o której mógłbym z nim teraz rozmawiać.

— Nie, oczywiście, że nie, Aleksandrze! — wykrzyknęła siostra.

— Ciężko jest przeżyć stratę syna, ale z pewnością błędem jest mieć tylko jednego syna, gdy ma się do przekazania tak ważne nazwisko.

Generał mówił to z satysfakcją. On miał dwóch synów, z których jeden służył ze swym pułkiem w Indiach, drugi natomiast w Kanadzie, i z obu był równie dumny.

Kiedy Iola się urodziła, obaj jej bracia byli już prawie dorośli; George studiował w Oksfordzie, a Richard kończył właśnie Eton. Często słyszała jak niania, mówiąc o niej, używała określenia „po namyśle”, i przez długi czas nie rozumiała, co ono może znaczyć. Zastanawiała się nad tym, podejrzewając, że coś z nią jest nie w porządku. Wreszcie niania, zauważywszy że Iola martwi się tym, pośpieszyła z wyjaśnieniem:

— Nie zaprzątaj sobie główki tym, co ja plotę — powiedziała z uśmiechem. — Za dużo mówię. To zawsze była moja najgorsza wada. Mama powtarzała mi to tysiące razy.

— Co znaczy „po namyśle”, nianiu?

— To znaczy, że twoi rodzice modlili się bardzo gorąco o córeczkę i kiedy już twoja mama myślała, że jest za stara, Bóg zesłał im ciebie. To był dar z nieba.

— Naprawdę, nianiu?

— Spójrz w lustro i sama się przekonaj.

— Czy mama była zadowolona?

— Bardzo, bardzo zadowolona — odpowiedziała niania. — Ja też się ucieszyłam, że mogłam tu przyjechać i opiekować się tobą.

— I jestem pierwszym dzieckiem, którym się opiekujesz, prawda?

— To prawda, miałam szczęście, że dostałam tę posadę. Obawiałam się, że jestem zbyt młoda, ale twoja mama dała mi szansę, i chociaż nie była pewna czy podołam obowiązkom, nigdy tego nie żałowała.

Iola też nigdy tego nie żałowała. Najgoręcej kochała nianię Dawes. Matka była piękna, dobra i kochająca, lecz często wyjeżdżała i nie miała dla Ioli czasu. Kiedy wracała do domu, zbyt wiele zajęć nie pozwalało jej przebywać długo w pokoju dziecinnym. Tylko niania była tam zawsze.

Chętnie biegała z Iolą po lesie, bawiła się w chowanego i opowiadała bajki; o smokach czających się wśród sosen, wróżkach tańczących na trawie, gnomach żyjących pod ziemią i o nimfach unoszących się we mgle nad stawami i strumieniami. Niania wiedziała wszystko o tych baśniowych postaciach. Ona też usiłowała przygotować Iolę do życia, wypowiadając się na temat mężczyzn.

— Kto to był, ten, który powiedział nam dzień dobry? — Pamiętała jak spytała nianię, gdy mijały jakiegoś przystojnego służącego wiozącego pocztę dla jej rodziców.

— To Fred — odpowiedziała niania. — To przystojny chłopak i zdaje sobie z tego sprawę. Myśli, że każda dziewczyna w hrabstwie poleci na niego.

— Po co ma na niego lecieć? — pytała Iola.

— Nie zadawaj mi takich pytań. Nie powinnam w ogóle wspominać o takich rzeczach.

— Ale ja chcę wiedzieć, na co on leci.

— Na to, na co wszyscy mężczyźni lecą — na ładną dziewczynę.

— Uśmiechnął się do ciebie. Czy on uważa, że jesteś ładna?

Niania potrząsnęła głową.

— Wcale się nie uśmiechał, po prostu ma takie policzki. Wiem zbyt dużo o panu Fredzie, żeby dać się zwieść jego elokwencji!

Kiedy nie było Freda, byli Jim, Clem lub Ben, którzy próbowali oczarować nianię „słodkimi oczami”, lecz ona oparła się każdemu z nich.

W miarę dorastania Iola zaczęła się bać, że któryś z tych mężczyzn mógłby zabrać jej nianię. Szczególnie martwiła się z powodu Sida.

— Prawda, że nie wyjdziesz za Sida, nianiu? Obiecaj mi! Bo jeśli go poślubisz, to opuścisz mnie, a ja nie wiem, co bym bez ciebie zrobiła.

— Musiałby być prawdziwym szczęściarzem! — odpowiedziała tajemniczo niania.

— Nie chcę, żeby był tym szczęściarzem — wykrzyknęła Iola. — Ja mam szczęście, że jesteś ze mną. Kocham cię, nianiu! Przyrzeknij mi, przyrzeknij, że nie wyjdziesz za Sida!

Nieco później Iola dowiedziała się, że Sid miał kłopoty w związku z jakąś kobietą pracującą u lorda Hartmakina, który był znajomym generała. Ciocia Margaret i lady Hartmakin dużo szeptały na ten temat. Wszystko mówiono w wielkiej tajemnicy, jednak Iola dowiedziała się, że służąca zamieszana w tę sprawę została zwolniona bez żadnych referencji. To samo spotkało Sida. Przez jakiś tydzień niania była trochę smutna i małomówna. W nocy miewała bóle głowy, które doprowadzały ją do płaczu, ale ku ogromnej uldze Ioli Sid nie pojawił się więcej. Po jakimś czasie niania odzyskała dawny humor i znowu była radosna i szczęśliwa. Najgorszy dzień przyszedł wraz z odejściem niani.

— Ona nie może odejść! Nie pozwalam! — krzyczała Iola, dowiedziawszy się, że miejsce niani zajmie guwernantka.

— Przebywała z nami dłużej niż planowałam — odrzekła pani Herne. — Sporo cię nauczyła, lecz teraz musisz już otrzymać prawdziwe wykształcenie. Było mi naprawdę wstyd, gdy dowiedziałam się jak dobrze mówi po francusku córka Castletonów, która jest przecież od ciebie młodsza.

— Będę się uczyć francuskiego! Zrobię wszystko co chcesz, jeśli zostawisz mi nianię!

— Bardzo mi przykro, Iolu. Na pewno polubisz guwernantkę, którą dla ciebie wybrałam. Jest bardzo mądrą kobietą. Twój ojciec ją aprobuje.

— Nienawidzę jej! Nigdy jej nie polubię, ponieważ przez nią niania musi odejść!

Gdy doszło do rozstania, Iola i niania nie mogły powstrzymać się od płaczu. Pani Herne znalazła niani nową posadę. Rano w dniu jej wyjazdu, Iola powiedziała błagalnym tonem:

— Przyrzeknij mi, że tych nowych dzieci nie będziesz kochać bardziej niż mnie.

— Oczywiście, obiecuję — odpowiedziała niania. — Ty byłaś pierwszym niemowlęciem, które wychowałam. Nigdy cię nie zapomnę ani nie przestanę kochać.

— A ja nigdy nie pokocham nikogo bardziej niż ciebie — stwierdziła Iola.

Niania roześmiała się.

— Pewnego dnia wyjdziesz za mąż i najgoręcej będziesz kochała swoje dzieci. Lecz pamiętaj, na świecie jest mnóstwo miłości i starczy jej dla każdego — dla mnie, twoich rodziców i innych ludzi.

— Ty zawsze będziesz na pierwszym miejscu! — załkała Iola.

Niania wzięła ją w ramiona i powiedziała:

— Nie zapomnij tylko, że obiecałaś do mnie pisać. Ja też będę pisać do ciebie, kiedy tylko będę miała możliwość. Chciałabym wiedzieć co robisz i jak ci idzie nauka z nową... guwernantką.

Przez chwilę głos niani drżał. Wkrótce odjechała, a Iola pobiegła do pokoju dziecinnego, gdzie płakała na łóżku niani tak długo, aż nic nie widziała przez zapuchnięte oczy.

Niania dotrzymała obietnicy i pisała do Ioli, lecz w miarę upływu lat jej listy przychodziły coraz rzadziej. Iola pisała regularnie. Czasem listy były długie, innym razem krótkie, ale zawsze pełne miłości.

Teraz doszła do wniosku, że tylko niania zrozumiałaby jej rozterkę, ponieważ zawsze rozumiała ją lepiej niż ktokolwiek inny. Trzy guwernantki, które przewinęły się przez ich dom w ciągu tych kilku lat, były sympatyczne i rozsądne. Jednak żadna z nich nie rozbudziła wyobraźni Ioli w takim stopniu, w jakim zrobiła to niania.

— Sądzę, że mężczyznę, którego będę chciała poślubić, pokocham tak jak nianię, tylko bardziej intensywnie — powiedziała do siebie Iola.

Nauczyła się analizować własne uczucia, gdyż nikt inny jej nie rozumiał. Była wystarczająco inteligentna, żeby zdawać sobie sprawę z tego, że niania nie tylko rozbudziła jej wyobraźnię, lecz także przekazała wszystko, co sama umiała. Nikt inny nie miał takich umiejętności, i jak Iola przypuszczała, było to połączenie zalet umysłu, ciała i ducha.

— To dzięki niani stałam się człowiekiem, który potrafi myśleć i czuć — mówiła sobie w duchu.

Gdy dorosła, stwierdziła, że w mężczyźnie, którego mogłaby pokochać, chciałaby znaleźć tę samą umiejętność.

Chociaż niania tak dużo znaczyła dla Ioli w okresie dzieciństwa, dziewczyna zastanawiała się czasami, czy wpływ niani nie był jedynie wytworem jej wyobraźni i czy nadal będzie tak silny, gdy się ponownie spotkają.

To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.