Ponadczasowe historie miłosne Barbary Cartland. Diamentowa gwiazda - Ponadczasowe historie miłosne Barbary Cartland - Barbara Cartland - ebook

Ponadczasowe historie miłosne Barbary Cartland. Diamentowa gwiazda - Ponadczasowe historie miłosne Barbary Cartland ebook

Barbara Cartland

4,0

Opis

Lina Cressingotn jest córką hrabiego, który popada łatwo w nałogi, pije oraz jest oddany hazardowi. W swoich licznych grach przy karcianym stole towarzyszy mu jego przyjaciel, podstarzały sir Hector. Wplątuje hrabiego w liczne tarapaty finansowe, a za ich zadośćuczynienie chce poślubić piękną córkę hrabiego Linę. Ojciec długo broni się przed tym pomysłem, ale popadając w coraz większe tarapaty finansowe, ostatecznie godzi się na oddanie ręki córki w zamian za oczyszczenie się z długów. Lina jest przerażona tym pomysłem i postanawia uciec, aby uniknąć smutnego o losu u boku Hectora. Udaje się do Francji,a by tam podjąć pracę guwernantki. Niestety nie ma dla niej żadnej posady, ale zaproponowano jej pracę pokojówki u lady Kitty. Ta właśnie została oszukana przez księcia Fabiana i gdy widzi nowo przybyłą pokojówkę postanawia wykorzystać ja do swojego planu na księciu. Czy plan się powiedzie? Czy zemsta odniesie oczekiwany skutek? Czy wyjdzie na jaw, kim tak naprawdę jest Lina? Czy książę Fabian ulegnie urokowi „udawanej"damy?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 163

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,0 (16 ocen)
7
5
1
3
0

Popularność



Podobne


Barbara Cartland

Diamentowa gwiazda

Saga

Diamentowa gwiazdaTytuł oryginału: Touch a StarPrzełożyła: Maria NowakowskaCover font: Copyright (c) 2010-2012 by Claus Eggers Sørensen ([email protected]), with Reserved Font Name ‘Playfair’Copyright © 1982, 2019 Barbara Cartland i SAGA EgmontWszystkie prawa zastrzeżoneISBN: 9788711771594

1. Wydanie w formie e-booka, 2019

Format: EPUB 2.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.

SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont

Od Autorki

Rosyjscy książęta pod koniec ubiegłego stulecia zapoczątkowali w Europie zwyczaj wydawania niezwykle kosztownych przyjęć. Ich ekstrawagancja rozpoczęła się w Rosji za panowania Mikołaja I, który wierzył, iż potęgę najlepiej demonstruje się poprzez splendor. Car zatrudniał tysiące robotników przekształcając ogrody w orientalne pałace lub sale balowe w ogrody pełne sztucznych skałek i antycznych ruin. Bajecznie bogata szlachta wysyłała swoich rządców do Drezna i Sevres, w celu zakupienia stołowych zastaw obiadowych na kilkaset osób; przewożono je pieczołowicie wozami po to, by po gargantuicznej uczcie, użyć je jako tarczy strzeleckiej.

Książęta z rodziny królewskiej szokowali widowiskowymi ekscesami w Paryżu i Baden-Baden, obwieszając swe faworyty klejnotami, a gdy udawały się one z wizytą do Rosji, ozdabiali ich sanie szmaragdami.

Francuzi zostali już przeszkpleni w sztuce ekstrawagancji na dworze Drugiego Cesarstwa. Kora Pearl, Angielka, posiadała klejnoty warte miliony franków i wydawała kolacje, podczas których brzoskwinie i winogrona spoczywały na paterach wyłożonych fiołkami parmeńskimi sprowadzonymi za niebotyczne sumy. Tańczyła na podłodze zasłanej egzotycznymi orchideami, a jeden z kochanków posłał jej pewnego dnia wielkiego srebrnego konia wypełnionego biżuterią i złotem.

Rozdział 1

ROK 1899

Wracając spacerem do domu przez las lady Lina Cressington-Combe nuciła cicho swoją ulubioną melodię.

Był kwietniowy słoneczny dzień, krzewy zaczynały już pokrywać się zielonymi pączkami i pierwsze przebiśniegi ukazywały listki pomiędzy kępkami trawy.

Lina czuła się szczęśliwa i na krótką chwilę zapomniała o wszystkich kłopotach, jakie oczekiwały na nią w zamku; nie miała także ochoty pamiętać o całym mnóstwie spraw, które powinna załatwić po powrocie.

Wymknęła się zaraz po śniadaniu, gdyż jej ojciec po wypiciu zbyt wielu trunków poprzedniego wieczora cierpiał na jeden ze swych napadów złego humoru.

Odkąd dwa lata temu zmarła jej matka, ojciec pocieszał się po stracie żony często zaglądając do kieliszka i uprawiając hazard.

Ten pierwszy nałóg — jak Lina powtarzała mu dosyć często — rujnował jego zdrowie, jeśli chodzi o drugi, wiedziała, że nie było ich stać na przegrane przy stoliku do gry.

— Proszę, papo, bądź rozsądny! — prosiła go tysiące razy.

Kiedy był w dobrym humorze, obiecywał, że już nie pojedzie do Londynu, co niezmiennie kończyło się finansową klęską przy stoliku, ani nie będzie przesiadywał w zamku z sir Hectorem Śtandishem.

Lina z całego serca nienawidziła tego człowieka, gdyż miał zły wpływ na jej ojca, a jąprześladował w sposób, który zaczynał stawać się nie tylko kłopotliwy, ale wręcz groźny.

Wdowiec od co najmniej dziesięciu lat, wydawał się całkiem zadowolony z wolnego stanu, dopóki pół roku temu po raz pierwszy nie zwrócił uwagi na Linę.

Przedtem była zaledwie dzieckiem, które gładził po głowie podczas wizyt składanych jej ojcu i czasem pamiętał, by przynieść trochę brzoskwiń ze szklarni albo pudełko czekoladek.

Lina świetnie wiedziała, iż był na tyle wielkim snobem, by cenić sobie towarzystwo zubożałego hrabiego. On sam odziedziczył tytuł barona po swoim ojcu, który zarobił nań handlem, ale nigdy nie został zaakceptowany przez szlacheckie rody hrabstwa.

Po śmierci ojca sir Hector doszedł do wniosku, że ukończenie uniwersytetu i odziedziczone ogromne bogactwo powinny mu zapewnić uznanie tych, którzy poprzednio okazywali jedynie chłodną uprzejmość. A dwa miesiące temu nagle uświadomił sobie, że bilet do uzyskania upragnionej pozycji leży w rękach młodej i — jak zdał sobie teraz sprawę — pięknej córki człowieka, którego uważał za najbliższego przyjaciela. Kiedy oświadczył się, dziewczyna popatrzyła na niego z niedowierzaniem, myśląc, że chyba się przesłyszała. Czterdziestoletniego sir Hectora zawsze uważała za starego człowieka, rówieśnika ojca, i nigdy nie przyszło jej do głowy potraktować go jak jednego z wielbicieli, którzy według przepowiedni matki pewnego dnia mieli ją otoczyć.

— Będziesz bardzo ładna, kochanie — powiedziała matka w dniu szesnastych urodzin Liny — i modlę się o to, aby było nas stać na wydanie dla ciebie balu. Obawiam się, że nie będzie on taki wielki jak mój pierwszy bal — westchnęła — niemniej jadalnia w naszym zamku wygląda bardzo atrakcyjnie w blasku świec, a kiedy już zaczniesz bywać w wielkim świecie, jestem pewna, że mnóstwo ludzi zechce przyjmować cię u siebie.

— Z pewnością, mamo — uśmiechnęła się Lina — ale najpierw musisz wyzdrowieć. Potem zaczniemy oszczędzać.

Jednak matka słabła coraz bardziej i pod koniec roku pożegnała się z życiem, a Linie wydało się, że wraz z jej odejściem zamek pogrążył się w ciemności i... długach.

— Wolę raczej umrzeć z głodu niż poślubić sir Hectora! — powiedziała sobie po wysłuchaniu oświadczyn.

Potem zadrżała ze wstrętu, gdyż wyobraziła sobie, iż nie da on za wygraną mimo odmownej odpowiedzi. I rzeczywiście, prawie codziennie przyjeżdżał ze swego nowo wybudowanego ostentacyjnie wielkiego domu. Przywoził jej prezenty, których nie chciała przyjąć, mimo że wiedziała, iż rozgniewa tym ojca.

— Standishjest dobrym przyjacielem, więc nie obrażaj go! — ostrzegł, gdy Lina zaczęła narzekać na te częste wizyty.

— Nie lubię go, papo.

— Cóż, mnie na nim zależy — zdecydowanie oświadczył hrabia.

Lina popatrzyła na ojca z niepokojem.

— Co chcesz przez to powiedzieć, papo? Czy pożyczasz od niego pieniądze? Och, proszę, nie rób tego!

— Nie wtrącaj się w moje sprawy! — zganił ją hrabia.

Jednak unikał spojrzenia, więc Lina nabrała pewności, że pieniądze na opłacenie służby i kilku najbardziej naglących rachunków nie pochodziły z banku, lecz że źródła, do którego ojciec nigdy by się jej nie przyznał.

Nic mu nie powiedziała o oświadczynach sir Hectora, mając nadzieję, iż ojciec nie ma pojęcia o zainteresowaniu, jakim obdarzył jąjego „przyjaciel”.

Myślała, że sir Hector ze względu na znaczną różnicę wieku między nimi obawia się, iż hrabia nie poprze jego matrymonialnych zamiarów. Jednocześnie zdawała sobie sprawę, że w ciągu ostatniego miesiąca finansowa pozycja ojca pogorszyła się. Gdy prosiła go o pieniądze na pensje dla służby oraz na uregulowanie rachunków u miejscowych sklepikarzy, zbywał jąobietnicami „jutro”, „w przyszłym tygodniu”, „w końcu miesiąca”. Widziała jednak, że niemal każdego wieczoru udaje się do Standish Towers na kolację i powraca do domu nad ranem, niewątpliwie po całonocnym hazardzie z prostackimi przyjaciółmi sir Hectora.

Nie musiała słuchać plotek, by wiedzieć, że są to stali bywalcy torów wyścigowych, ludzie nie stroniący od kieliszka, tacy, jakich nie zaaprobowałaby jej matka.

Bywali tam również goście z Londynu z damami, które z pewnością nie zostałyby przyjęte przez żony szacownych obywateli w hrabstwie. Kiedyś sir Hector powiedział do niej pogardliwie:

— Wiem, że te zawsze skrzywione, ciasno zasznurowane stare krowy nie akceptują mnie. Ale to ulegnie zmianie, gdy się pobierzemy. Towers potrzebuje pani domu z klasą, a ty doskonale spełnisz tę rolę.

Jakkolwiek młoda i prostolinijna, Lina pojęła, że adoracja jego nie wypływała jedynie z uznania dla jej urody, ale z faktu, iż pochodziła z ogólnie szanowanej rodziny. W całym hrabstwie nikt nie był kochany bardziej od jej matki, w żyłach zaś jej rodziny płynęła błękitna krew, tak że Wallinghamsowie byli cenieni przez tych, którzy nie pozwoliliby sir Hectorowi Standishowi i jego przyjaciołom przestąpić progu swego domu.

— Musimy gdzieś zakreślić linię — usłyszała Lina, jak księżna Dorset powiedziała do jej matki. — I niezależnie od wielkości jego wkładu w polowania czy dobroczynność, wyjaśniłam całkiem jasno mojemu mężowi, iż nie będę przyjmować tego prostackiego mężczyzny o czerwonej twarzy.

Jej matka zgodziła się z opinią księżnej, lecz była zbyt łagodna, by okazać się niedelikatną czy niemiła wobec kogokolwiek. Jednak sir Hector nie był zapraszany na wydawane przez nią przyjęcia i dopiero po jej śmierci zaczął często u nich bywać, a wówczas nie dało się go już utrzymać z daleka.

Lina przypomniała sobie, że poprzedniego dnia był on szczególnie natrętny.

— Zamierzam poślubić cię, Lino — oświadczył. — Więc im szybciej podejmiesz decyzję, tym lepiej!

— Przykro mi, ale zna pan moją odpowiedź! — odparła Lina.

— Dobry Boże, dziewczyno! Czyż zdajesz sobie sprawę, co mogę ci ofiarować? — zapytał. — Suknie z najlepszych domów mody w Londynie, klejnoty, na widok których innym kobietom oczy wyjdą na wierzch z zazdrości, i konie najlepszej krwi tak drogie, że nie jest w stanie kupię ich j akakolwiek inna kobieta w hrabstwie.

— Musi pan zrozumieć, sir Hectorze — spokojnie odrzekła Lina — że jeśli wyjdę za mąż, to nie z powodu tego, co dostanę, ale dlatego że będę zakochana.

— Jesteś zbyt młoda, by wiedzieć coś o miłości — zaoponował. — Ale nauczę cię, jak mnie kochać.

Powiedział to w ten sposób, że Lina zadrżała. Patrząc na jego szorstką twarz, czerwoną od nadużywania alkoholu, pobrużdżoną zmarszczkami, dostrzegła, że jego włosy zaczęły siwieć na skroniach. Pomyślała, że jest już starym człowiekiem, i sama myśl o poślubieniu go wywołała w niej trudne do ukrycia uczucie wstrętu.

— Wiem, że chce pan być miły — zmusiła się do uprzejmości — ale proszę przyjąć moją odpowiedź jako odmowną i nie przynosić mi więcej prezentów.

Zaczął tłumaczyć jej, nieomal krzycząc, że nie zdoła mu się wymknąć, więc ńie mogąc tego dłużej znieść, uciekła z pokoju. Teraz zastanowiła się, czy nie powinna była raczej powiedzieć ojcu prawdy i prosić, by trzymał z dala od niej swego przyjaciela.

Las się skończył i Lina ujrzała przed sobą zamek. Mieli tylko jednego starego ogrodnika, służącego u nich od czterdziestu lat, więc ogrody były zarośnięte i zaniedbane. Jednak pod drzewami rosły złociste żonkile i krokusy posadzone przed laty przez jej matkę. Wyglądały jak barwny kobierzec rozpostarty na kwietnych grządkach, które jeszcze nie zdążyły zarosnąć chwastami. Lina przyglądała się zamkowi myśląc, że stoi tak od stuleci, podczas których Wallinghamowie zapisywali swoją stronę w historii Anglii. Wciąż nuciła uszczęśliwiona, aż dotarła do szarego muru. Zbliżywszy się do okna w bibliotece, usłyszała głosy. Instynktownie zatrzymała się pod otwartą szybą o sześciokątnych kwaterach, gdy doszedł ją głos ojca:

— Nie miałem pojęcia, że czujesz coś do Liny!

— Nie powiedziała ci, że zaproponowałem jej małżeństwo?

— Nie.

— Cóż, to sprytna mała bestyjka, „gra o dużą stawkę”. Niezależnie od mojej reputacji, będę dla niej dobrym mężem i zapiszę jej dwadzieścia pięć tysięcy funtów w dniu ślubu.

Lina wstrzymała oddech. Jej palce zaciskały się tak mocno, że aż paznokcie wbiły się w ciało.

— Co więcej — kontynuował sir Hector — spłacę twoje długi i dam ci znaczną kwotę, która umożliwi ci odrestaurowanie tej walącej się starej rudery.

Nastąpiła pauza, podczas której Lina modliła się, by ojciec odpowiedział, iż nie można go przekupić i że sir Hector nie ma prawa wyrażać się o zamku tak pogardliwie.

Jednak hrabia milczał, a po chwili sir Hector ponowił propozycję:

— Słuchaj, jestem hojny i wiesz o tym dobrze! Poprzedniej nocy przegrałeś dwa tysiące funtów do Davidsona, a wiem, że jesteś jeszcze winien ponad tysiąc czy więcej Hattonowi. Oczekujątych pieniędzy za miesiąc, jeśli nie wcześniej.

— Prześladował mnie pech — przyznał gorzko hrabia.

— Za dużo pijesz, by być dobrym graczem — stwierdził sir Hector. — Tak czy inaczej rzeczywiście ostatnio nie miałeś szczęścia. Ale pociesz się! — Zaśmiał się i dokończył: — Jako mój teść dostaniesz niewątpliwie znaczny kredyt!

Z biblioteki doszedł dźwięk, który wydał się Linie skrzypieniem krzesła. Pomyślała, że zapewne sir Hector zaraz opuści zamek.

— Muszę już iść — zakończył rozmowę. — Powiedz Linie, że pobierzemy się na początku czerwca. To da jej czas na skompletowanie wyprawy, za którą — rzecz jasna — zapłacę!

— Wydajesz się bardzo pewny siebie! — W głosie hrabiego zabrzmiała nuta, która powiedziała Linie, że jej ojciec mimo wszystko czuje się urażony zachowaniem sir Hectora.

— Oczywiście, że jestem pewny siebie — odrzekł. — Co innego możesz zrobić, przyjacielu, jak tylko wyrazić zgodę? Byłbyś niewątpliwie głupcem, gdybyś nie dostrzegł płynących dla ciebie korzyści.

Ostatnie słowa doszły do niej z daleka, więc Lina zdała sobie sprawę, iż sir Hector opuścił bibliotekę i kieruje się do hallu. Odczekała jeszcze kilka sekund, zanim przebiegła pod oknem biblioteki, weszła do domu kuchennym wejściem i pośpieszyła na pierwsze piętro do swej sypialni.

Zawsze sypiała w pokoiku usytuowanym w jednej z wież, gdyż wieże fascynowały ją od dziecka, więc teraz mając do wyboru cały zamek, pozostała w małym, lecz uroczym pomieszczeniu, które nieodmiennie kochała. Były tu dwa okna, z których jedno wychodziło na ogród i las, a drugie z widokiem na frontowe wejście do zamku oraz aleję obsadzoną starymi dębami.

Przeszła przez pokój i — ukryta za zasłoną — spojrzała w dół.

Na dziedzińcu sir Hector gramolił się z trudem na grzbiet świetnego pełnokrwistego konia, przytrzymywanego przez stajennego, który mu zawsze towarzyszył, wioząc prezenty, które sir Hector ofiarowywał Linie. Siedząc już na koniu, zwrócił się do hrabiego stojącego na szczycie schodów pod gotyckim lukiem frontowych drzwi.

— Do widzenia, Wallingham — pożegnał go sir Hector — i nie zapomnij powtórzyć Linie naszej rozmowy.

Mówiąc to dotknął brzegu kapelusza batem i z uśmiechem triumfu, jak uznała Lina — odjechał. Gdy obserwowała jego konia kłusującego podjazdem, zawładnęło nią gwałtowne i trudne do opanowania uczucie nienawiści do tego mężczyzny. Potem czując, że drżą jej kolana, opadła na łóżko i spróbowała zebrać myśli.

Uśmiech na twarzy sir Hectora o wiele bardziej przeraził ją niż słowa. Był to uśmiech zwycięstwa, uśmiech mężczyzny, który osiągnął dokładnie to, co zamierzył, usunąwszy wszelkie przeszkody.

— Nie mogę go poślubić! Nie mogg! powiedziała sobie Lina.

Potem przypomniała sobie o długach ojca i zrobiło się jej niedobrze. Jak ojciec mógł zniżyć się do tego, by być płatnym pachołkiem człowieka takiego jak sir Hector Standish? Zawsze była świadoma faktu, że ojciec miał słaby charakter, chętniej przyjmował od życia upominki, niż obstawał przy swoich zasadach. To dzięki jej matce cieszył się poważaniem w hrabstwie, mimo trudnej sytuacji finansowej w ich rodzinie. To dzięki niej mieli tylu przyjaciół. Po śmierci matki zaproszenia nie były już tak częste jak dawniej, wobec czego ojciec chętnie zaakceptował gościnność tak szczodrze zaofiarowaną przez Standish T o wers.

— Wykorzystał ojca! — pomyślała z goryczą Lina. — A teraz chciałby wykorzystać mnie!

Jednocześnie w oczach sir Hectora dostrzegła błysk, w głosie zaś, gdy się jej oświadczał, ton, który sprawił, że wyczuła — choć wiele na ten temat nie wiedziała — iż nie żywi do niej prawdziwej miłości.

— Nienawidzę go! Nienawidzę! — powtórzyła gwałtownie i wstała z łóżka, by przyjrzeć się w lustrze swemu odbiciu.

Lina nie była zarozumiała, ale nie mogła nie zauważyć, jak bardzo wyładniała w ostatnim roku. Odznaczała się dużym podobieństwem do matki, uznanej swego czasu za piękność. Na swym pierwszym balu matka Liny podbiła serca wielu młodych ludzi, lecz zrezygnowała z okazji zrobienia wspaniałej partii, gdyż zakochała się w hrabim Wallinghamie.

Rodzice młodej dziewczyny wahali się przed wyrażeniem zgody na to małżeństwo, z tej prostej przyczyny, że hrabia był raczej ubogim człowiekiem, podczas gdy dwaj inni kandydaci do ręki córki mieli do zaoferowania jej fortunę.

Ostatecznie, nie chcąc stać na drodze do szczęścia córki, zgodzono się, by poślubiła hrabiego, i wbrew wszelkim przewidywaniom ich życie ułożyło się szczęśliwie. Niestety po urodzeniu Liny jej matka nie mogła mieć więcej dzieci, więc hrabia został pozbawiony syna mogącego odziedziczyć tytuł i zamek, który sir Hector nazwał „walącą się ruderą”.

Niemniej jednak należał do nich, Lina kochała ten dom i nie chciała go opuścić, chyba że dla mężczyzny, który znaczyłby w jej życiu tyle, co ojciec dla matki.

Teraz w jej wielkich oczach malował się lęk i pomyślała, że gdyby ujrzała w lustrze odbicie twarzy sir Hectora, wolałaby umrzeć.

— Co robić, mamo? — zapytała głośno, stając przed portretem matki wiszącym na ścianie.

Był to zaledwie szkic wykonany przez nieznanego artystę, który mieszkał w sąsiedztwie i przychodził do zamku, błagając hrabinę, by mu pozowała, twierdząc, że jest najpiękniejszą istotą jaką widział.

Rozbawiona zgodziła się, a on uchwycił — być może dlatego, że zakochał się w malowanym przez siebie obiekcie — piękno, którego może nie dostrzegłby bardziej doświadczony malarz.

Owalna twarz o trójkątnym podbródku bardzo przypominała Linę. Miała te same wielkie oczy, mały prosty nosek, szerokie czoło i jasne włosy, które miękko otaczały splotami kształtną główkę.

Był to tylko szkic węglem, nie ukazywał więc dziwnej barwy oczu, jaką Lina również odziedziczyła po matce.

Nie były, jak się można było spodziewać, błękitne, ale zielone ze złotymi plamkami „niczym strumień lśniący w słońcu” — jak poetycznie określił je artysta.

Lina podniosła wzrok ku twarzy matki.

— Pomóż mi... mamo — poprosiła. — Wiesz, że nie mogę... poślubić takiego mężczyzny jak... sir Hector. Ocal mnie, proszę... ocal!

Czekała i nagle, jakby usłyszała głos matki, wiedziała już, co ma zrobić.

Następnego ranka Lina wyruszyła do Londynu pociągiem odchodzącym z najbliższej stacji kolejowej parę minut po szóstej. Nie mogła wprost uwierzyć, jakie to wszystko okazało się proste.

Przez resztę dnia po wyjściu sir Hectora unikała ojca, jednak wiedziała, że pił, najpierw w swoim gabinecie, a potem w miejscowej karczmie, gdzie zawsze był mile witany przez przesiadujących tam stałych bywalców. Zapomniał o zaplanowanym na wieczór niewielkim przyjęciu, na które został Zaproszony doktor i jego żona oraz urocza para, która niedawno zamieszkała w Manor House.

To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.