Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
Każdy stary dom ma swoje tajemnice. Trudno się powstrzymać, żeby nie wejść przez zardzewiałą furtkę do zarośniętego ogrodu, nie spróbować nacisnąć klamki…
Bliźnięta Majka i Michał, spędzający wakacje u dziadków, coś o tym wiedzą. Już znaleźli żółty samochodzik stojący samotnie na zmurszałych schodkach, już dostrzegli majaczącą za brudnymi szybkami postać w bluzce z marynarskim kołnierzykiem… Aż strach się bać, co będzie dalej…
Kto straszy w domu? Ludzie czy duchy? Wejdź do środka i się przekonaj na własnej skórze!
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 90
Katarzyna Ryrych
PogaDUCHY
© by Katarzyna Ryrych
© by Wydawnictwo Literatura
Okładka i ilustracje: Paulina Radomska-Skierkowska
Korekta: Lidia Kowalczyk, Joanna Pijewska
Wydanie elektroniczne I, Łódź 2026
ISBN 978-83-8208-754-3
91-334 Łódź, ul. Srebrna 41
tel. (42) 630-23-81
www.wydawnictwoliteratura.pl
Na zlecenie Woblink
woblink.com
plik przygotowała Katarzyna Błaszczyk
Dom stał wśród drzew starych jak on sam. Półkoliste okna poddasza połyskiwały niby oczy, a balkon szczerzył balustrady jak drewniane zęby. Ogólnie nie wyglądał zbyt przyjaźnie i przy odrobinie wyobraźni można było zaludnić go stworami wywołującymi na plecach gęsią skórkę.
– Jak myślisz, Majka – odezwał się cicho Michał – co by się stało, gdybyśmy…
– O nie! – zaprotestowała jego siostra. – To jest cudza własność. Nie wolno nigdzie wchodzić bez zgody właściciela.
– Mówisz tak, bo jesteś tchórzem – odpowiedział brat. – Wszystkiego się boisz. Robaków, myszy, pająków…
– Ale nie boję się lekcji historii.
Trafiła, jak zwykle, w czuły punkt. Michał nie dość, że nie lubił historii, to historia nie lubiła jego. Nauczycielka zawsze musiała mu zadać pytanie, na które nie znał odpowiedzi, a daty… to dopiero była prawdziwa zmora.
– To wracaj do domu – mruknął i zaczął przedzierać się przez pokrzywy zarastające ścieżkę prowadzącą do wspartego na kolumienkach ganku.
I kiedy prawie postawił stopę na kamiennym schodku, drewniane okiennice na pięterku zatrzasnęły się z hukiem.
– Już z powrotem? – zapytała ironicznie siostra, która musiała widzieć jego rejteradę.
Michał wzruszył ramionami.
– Przez te pokrzywy bez długich spodni ani rusz – rzucił.
– Przecież masz na sobie długie spodnie – zauważyła siostra.
– Mówiłem o Specjalnych Długich Spodniach – odparł z godnością.
Majka zachichotała pod nosem, ale nie odezwała się ani słowem. Wolała nie narażać się bratu – był jedyną osobą w jej wieku w tym „zapomnianym przez Boga i ludzi miejscu”, jak ich mama nazywała miejscowość, w której dziadkowie kupili dom. Dom miał być domem całorocznym, ale okazał się zdatny do mieszkania jedynie w cieplejszych miesiącach, zatem dziadkowie wracali na zimę do miasta, gdzie snuli plany o tym, co będą sadzić na wiosnę i co będą robić latem.
Miejscowość nie była aż tak „zapomniana”, niemniej Majka i Michał nie mogli pozbyć się wrażenia, że mieszkają w niej jedynie ludzie „w pewnym wieku”, co z kolei było określeniem używanym przez tatę, kiedy nie chciał otwarcie powiedzieć, że ktoś jest po prostu stary.
Zatem w pewnym wieku były przyjaciółki babci, które przychodziły wieczorami i na werandzie piły herbatę, przegryzając okrągłymi domowymi ciasteczkami, nie wiedzieć czemu noszącymi nazwę „alberty”. Owe ciasteczka przynosiła ze sobą pani Janina, zwana przez dziadków Puszką Pandory, bowiem oprócz ciasteczek przynosiła też lokalne plotki. Tak jak mityczna puszka Pandory zawierała jedynie wszelkie nieszczęścia i zgryzoty, tak i plotki powtarzane przez panią Janinę też nie zawsze były miłe.
– U Kotulów, tych, co mieszkają przy transformatorze, wyszło z jajka kurczę z dwiema głowami.
– To ja lecę zobaczyć! – krzyknął Michał, który podsłuchiwał ukryty w kwiatowym ogródku obok werandy.
– Nie ma na co patrzeć… Jak tylko Kotulowa wyniosła kurczęta na podwórko, zaraz przyleciał jastrząb i porwał właśnie tego odmieńca.
Nie wiadomo, co gorsze – pomyślała Majka. – A może Puszka Pandory fantazjuje?
I to było najbardziej prawdopodobne.
Kolejną znajomą babci była pani Zofia, zwana Kukułką, bowiem zanim weszła do domu, wtykała przez drzwi głowę – jak kukułka z zegara, a czasami nawet wołała: „A kuku!”.
Trzecia z przyjaciółek – Helena – nosiła przydomek Statua (od Statui Wolności), a wszystkie jej dzieci mieszkały za oceanem. Raz w miesiącu otrzymywała od nich listy i w każdym z nich zawsze znajdowały się widokówki. Przeważnie ze Statuą Wolności. Na dodatek Statua była naprawdę bardzo wysoka i poruszała się w przedziwny sposób – zupełnie jakby ścieżką w stronę domu dziadków przemieszczał się posąg.
Ciekawe – zastanawiał się Michał – czy nasza babcia też ma jakieś przezwisko? Ale nic nie było mu na ten temat wiadomo.
Wszystkie te panie Michał nazywał „przyjaciółkami okresowymi” – ponieważ, jak argumentował, nie było ich jesienią i zimą, a pojawiały się wiosną i latem, coś jak rzeki w porę deszczową w Australii.
Zazwyczaj Majka i Michał spędzali u -dziadków pierwszy tydzień wakacji – razem z rodzicami – a potem jechali odkrywać przeróżne miejsca nieznane turystom. Ale tego roku stało się inaczej.
Majkę i Michała wysłano do dziadków na dwa ostatnie tygodnie czerwca, aby nie przeszkadzali w remoncie. Tata polecił ich opiece konduktora, a na dworcu odebrała ich babcia.
Tak zaczęło się lato. Michał i Majka, za zgodą starszych państwa, zwiedzali na własną rękę okolicę, a wieczorami grywali w planszówki, które zabrał ze sobą Michał. Przez pierwsze dwa dni pogoda była perfekcyjna i właśnie wtedy natrafili na ukryty w starym parku dom.
– Babciu – zapytała Majka, kiedy wrócili na obiad – co to za dom w parku? Ten, co ma takie śmieszne, półokrągłe okna?
– A, ten – odparła babcia. – Szkoda, że kiedy kupowaliśmy naszą hacjendę, nie był na sprzedaż.
– A teraz jest? – zaciekawił się Michał.
– Podobno. Ale my już jesteśmy zasiedleni.
– Żałujesz, że nie mogłaś go kupić?
Babcia z dumą spojrzała na swoje kwiaty.
– Nie. Tam nie rosłyby tak dobrze. Za dużo cienia. Ale nadal mi się podoba. A wam?
– Bo ja wiem… – odpowiedział Michał, któremu nadal drżały kolana.
– Może wasi rodzice będą chcieli uciec z wyścigu szczurów – rzucił zamyślony dziadek. – Choćby na trochę.
– Może – powiedziała niepewnie Majka. – Ale oni chyba to lubią.
Jedząc obiad, Michał kręcił się na krześle, aż dziadek zapytał go, czy wszystko w porządku.
– On myśli – wyjaśniła Majka.
– Nie rozumiem. Kręci się, jakby miał robaki.
– Zawsze tak robi, kiedy nad czymś myśli. Prawda, Michał?
– Uhm – odparł z pełnymi ustami.
– Wiesz coś więcej o tym domu? – zapytała Majka, nawijając makaron na widelec.
– Nigdy o to nie pytałam, ale jutro… – babcia spojrzała na wiszący na ścianie kalendarz – jutro jest piątek.
Piątek oznaczał, że punktualnie o szóstej babcia nakryje drewniany stół na werandzie haftowanym obrusem, wyjmie z kredensu filiżanki i spodeczki, a pół godziny później pojawią się jej przyjaciółki.
– Będę mogła z wami posiedzieć? – poprosiła Majka.
Babcia pokiwała głową.
– Oczywiście.
– Ja też – zaklepał sobie Michał.
Posprzątawszy ze stołu swoje talerze, Majka i Michał rozsiedli się na ławeczce w ogrodzie. Ponad ich głowami kwitła stuletnia (a może i starsza) lipa, a w jej gałęziach monotonnie brzęczały pszczoły.
Majka przymknęła oczy. Zapadła w sen, w którym chodziła po ogrodzie Tajemniczego Domu.
– Młoda… – Michał trącił ją w ramię. – Długo będziesz kimać? Umieram z nudów.
– To załóż specjalne spodnie i przejdź się do domu – powiedziała sennie. – Chyba że się boisz.
– Ja? – odpowiedział buńczucznie. – Niby czego? Starej rudery, w której…
Nagły podmuch wiatru zaszeleścił w liściach lipy.
– Pamiętasz taka książkę… o domach, które zabijają…
Michał zaczerwienił się. Pamiętał dzień, kiedy znalazł ją w bibliotece rodziców i mama przyłapała go na lekturze. Natychmiast dowiedział się, że to nie jest odpowiednia książka dla kogoś w jego wieku i chociaż próbował tłumaczyć, że nie wierzy w takie bajki, mama i tak schowała przed nim tę książkę. Tak jakby dorośli zawsze wiedzieli wszystko lepiej. I jakby ktoś, kto ma trochę mniej lat, był na tyle niemądry, aby nie odróżniać fikcji od rzeczywistości. To właśnie powiedział mamie, a ona stwierdziła, że naprawdę ma bogate słownictwo, ale książki powinien dobierać do swojego wieku.
– Jakby nigdy nie oglądała kreskówek – mruknął, a siostra przyznała mu rację. Bo niektóre z nich były naprawdę straszne. A książki…? Pamiętała, jak przeczytawszy opowieści o Muminkach, bała się Buki.
– Ten dom nie jest taki – oznajmił Michał. – Jest po prostu stary i od dawna nie stanęła w nim ludzka noga.
– No to postaw swoją. To mały krok dla człowieka, ale za to…
Jej słowa utonęły w szumie liści.
Tymczasem Michał był już na ulicy – choć to określenie ciut na wyrost, bowiem to, po czym szedł, przypominało tylko trochę bardziej ucywilizowaną ścieżkę. Z pęknięć w asfalcie wyrastały sztywne źdźbła trawy i młode drzewa, między nimi uwijały się mrówki, a gdzieniegdzie widać było połyskujący ślad, jaki zostawił za sobą ślimak.
Michał zatrzymał się przy furtce. Położył rękę na klamce i z zapartym tchem wszedł do zarośniętego ogrodu. Dopiero teraz zauważył dojrzewające maliny, ciężkie głowy piwonii i przedziwne owady, które zawisały w powietrzu jak kolibry. W pierwszej chwili był przekonany, że jakimś cudem to są te egzotyczne ptaki.
Przyglądając się owadom, doszedł do kamiennych schodków prowadzących do drzwi wejściowych i zamarł. Na ostatnim stopniu leżał niewielki, żółty samochodzik. Gotów był dać głowę, że nie było go tutaj poprzednio! Zatem… kto pozostawił zabawkę i kiedy? Bo czasu na to naprawdę nie miał wiele.
Michał otrzepał samochodzik z piasku i schował do kieszeni.
Nie uwierzy mi, że tu byłem – pomyślał. Wyjął telefon i zrobił zdjęcie drzwi wejściowych, które – co natychmiast sprawdził – były zamknięte. Na cztery spusty. Potem obszedł dom dokoła. Tym razem nie stało się nic dziwnego i Michał był niesłychanie dumny z siebie, że odważył się wybrać na samotny spacer.
Majka niech żałuje – pomyślał. – Kiedy jedni śpią, drudzy dokonują odkryć – dodał w myśli i tak mu się to zdanie spodobało, że powtórzył je kilkakrotnie na głos.
Wrócił do domu z wysoko podniesioną głową i aby podsycić ciekawość siostry, zrobił tajemniczą minę.
– Czemu się tak krzywisz? – zapytała Majka, która najwyraźniej nic nie zrozumiała (albo nie potrafiła czytać mowy ciała).
– Bo tak – odpowiedział. Żadna cięta riposta nie przyszła mu do głowy.
– No i co…? – Majka ziewnęła. – Byłeś tam?
– Byłem – odparł, siląc się na obojętnie chłodny ton.
– I…?
Oznaczało to, że nie do końca mu wierzy, ale oczywiście nie powiedziała tego wprost.
– Zrobiłem zdjęcie – powiedział, wręczając siostrze komórkę.
Ze zmarszczonymi brwiami długo spoglądała na ekran.
– Uhm… – mruknęła. – Chyba ci się udało…
Michał zajrzał jej przez ramię, wrzasnął i odskoczył, zupełnie jakby z komórki spojrzał na niego…
Nie, nie mylił się. Za zakurzoną szybą drzwi wejściowych wyraźnie rysowała się niewielka postać. I nie był to on sam, bowiem osoba po drugiej stronie miała ciemne włosy i ubrana była w coś zupełnie innego niż Michał. Miała na sobie bluzę z marynarskim kołnierzem, podczas gdy Michał nosił T-shirt z dinozaurem.
– Nic takiego tam nie było – wyjąkał, kiedy udało mu się odzyskać równowagę. – To znaczy… nikogo takiego. Tylko to – wyjął z kieszeni samochodzik i podał go siostrze. – Szyby chyba niemyte od stuleci.
– Zaraz tam od stuleci… – skrzywiła się Majka, ale nie była już taka pewna siebie. Zdjęcie najwyraźniej zrobiło na niej wrażenie. – W mieście nie umyjesz dwa miesiące i już jest okropnie.
– Ale tu jest wieś. Albo prawie wieś.
Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej
Dostępne w wersji pełnej
Okładka
Karta tytułowa
Karta redakcyjna
Nie uwierzy mi
Od autorki
Okładka
Strona tytułowa
Prawa autorskie
Meritum publikacji
