Podwodne asy Pacyfiku 1941-1945. Patrole najsłynniejszych dowódców okrętów podwodnych U.S. Navy - Tadeusz Kasperski - ebook

Podwodne asy Pacyfiku 1941-1945. Patrole najsłynniejszych dowódców okrętów podwodnych U.S. Navy ebook

Tadeusz Kasperski

0,0

Opis

Nowa książka Tadeusza Kasperskiego przedstawia barwną historię służby bojowej 25 najskuteczniejszych amerykańskich okrętów walczących na Pacyfiku podczas II wojny światowej.

 

Osobno i szczegółowo przedstawione są cztery największe sukcesy amerykańskich podwodniaków: zatopienie japońskich wielkich lotniskowców floty Taihō i Shōkaku, pancernika Kongō i największego lotniskowca II wojny światowej – Shinano.

Autor przybliża czytelnikom postacie najlepszych podwodniaków U.S. Navy, a także całe tło wojny podwodnej na Pacyfiku, specyfikę działań na tym teatrze wojny i wszelkie problemy z tym związane. Grupa prezentowanych 25 okrętów stanowiła zaledwie 10% amerykańskich sił podwodnych, a zatopiła aż 468 potwierdzonych obecnie japońskich pełnomorskich jednostek wojennych i handlowych. To łącznie aż jedna trzecia spośród wszystkich zatopionych przez okręty podwodne japońskich okrętów i statków podczas wojny na Pacyfiku. Zaletą książki jest odkrycie przez autora znacznej liczby amerykańskich sukcesów, które niedługo po zakończeniu wojny nie były jeszcze znane i wykazywane w oficjalnym spisie, a odkryte zostały wiele lat później.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 576

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.

Popularność




zakupiono w sklepie:

Sklep Testowy

identyfikator transakcji:

1645557543542140

e-mail nabywcy:

[email protected]

znak wodny:

© Copyright

Wydawnictwo Napoleon V & Tadeusz Kasperski

Oświęcim 2019

Wszelkie Prawa Zastrzeżone

Redakcja:

Michał Swędrowski

Redakcja techniczna:

Mateusz Bartel

Projekt okładki:

Grzegorz Nowak

Strona internetowa wydawnictwa:

www.napoleonv.pl

Kontakt:[email protected]

Numer ISBN: 978-83-7889-925-9

Skład wersji elektronicznej:

Kamil Raczyński

konwersja.virtualo.pl

OD AUTORA

Czwartą w moim dorobku książkę, a pierwszą w pełni samodzielną, pisałem z myślą o pokoleniu młodych czytelników, zainteresowanych zgłębianiem swojej wiedzy o II wojnie światowej na morzu. Ma ona na celu przedstawienie wyjątkowo barwnej historii patroli bojowych 25 najskuteczniejszych amerykańskich okrętów podwodnych działających na Pacyfiku, zwalczających japońską żeglugę transportową i walczących często z okrętami marynarki Cesarstwa Japonii. Te 25 jednostek to zaledwie 10% wszystkich okrętów podwodnych U.S. Navy zaangażowanych w wojnę na Pacyfiku, a dokonały zatopienia (potwierdzonego później powojennymi dokumentami) jednej trzeciej wszystkich jednostek japońskich zniszczonych podczas wojny.

Książka szerzej przedstawia postacie najdzielniejszych bojowych dowódców floty podwodnej U.S. Navy, którzy odnieśli owe sukcesy, przybliżając zarazem tło wydarzeń i specyfikę wojny na Pacyfiku. Omówiono typy amerykańskich oceanicznych okrętów podwodnych i ich wszystkie „walory” bojowe. Ukazano najistotniejsze problemy, jakie musiały pokonywać amerykańskie jednostki w trakcie swej trudnej służby bojowej, a także całe spektrum dodatkowych zadań, realizowanych przez załogi okrętów podwodnych podczas wojny na Pacyfiku.

Jeden rozdział został poświęcony prezentacji czterech najważniejszych sukcesów bojowych okrętów podwodnych U.S. Navy. Należało do nich zatopienie japońskich wielkich lotniskowców floty Taihō i Shōkaku, pancernikaKongō i największego lotniskowca II wojny światowej – Shinano.

Warto podkreślić, że udało się odnaleźć i potwierdzić znaczną liczbę zatopionych jednostek japońskich, które nie były wykazane w 1947 r. przez JANAC1, dlatego wyniki opisywanych w książce 25 okrętów podwodnych były dawniej mocno zaniżane. Dzięki pozyskaniu wiarygodnych danych (efektów badań historycznych ostatnich lat) można było nie tylko uzupełnić i powiększyć liczbę sukcesów najskuteczniejszych amerykańskich okrętów podwodnych, ale i zmienić miejsca niektórych z nich w dotychczasowym całościowym rankingu zatopień dokonanych podczas wojny na Pacyfiku. Zmiany bowiem są istotne, zarówno w kwestii liczby zatopionych japońskich okrętów i statków, jak i tonażu, który okazywał się przeważnie znacznie większy. Zdarzały się przypadki, że niektóre przyznane w 1947 r. zatopienia należało anulować, ale takich nie było zbyt wiele.

Sporą popularnością wśród europejskich czytelników cieszyły się dotąd pozycje opisujące zmagania z niemieckimi U-Bootami podczas bitwy o Atlantyk, mniej na polskim rynku ukazywało się pozycji o wojnie podwodnej na Pacyfiku. Ale wojna z Japonią, mająca odmienny charakter od wojny atlantyckiej, pełna jest niezwykle interesujących wydarzeń. Zmagania z silną flotą Cesarstwa Japonii i japońską żeglugą transportową trwały nieprzerwanie cztery lata i amerykańska wojna podwodna w decydującej mierze przyczyniła się do klęski Japonii. Okręty podwodne U.S. Navy zatopiły na Pacyfiku aż 55% wszystkich utraconych przez Japonię okrętów i statków pełnomorskich, a dużo mniej zniszczyły łącznie działania innych sił – amerykańskiej floty nawodnej, lotnictwa marynarki i lotnictwa armii. Zresztą wojna podwodna Amerykanów była jedyną o takiej skali, która przyniosła oczekiwane efekty i zwycięstwo, bo dwie wielkie niemieckie ofensywy podwodne z I i II wojny światowej na Atlantyku przeciwko Wielkiej Brytanii i jej alianckim sojusznikom zakończyły się sromotną klęską.

Cesarska flota stanowiła w początku wojny potężną siłę2. Nie dorównywały jej wielkością ani możliwościami bojowymi floty nawodne sojuszników Japonii – III Rzeszy i Włoch, a żadna z nich nie dysponowała oddanymi do służby lotniskowcami. W walkach na Pacyfiku odegrały one bardzo ważną rolę. Wojna na Pacyfiku, w porównaniu z Atlantykiem, była bardzo dynamiczna. Obejmowała ofensywy potężnych zespołów floty obu stron, ich zmagania z użyciem wielkiej liczby samolotów lotnictwa pokładowego, częste operacje desantowe wojsk na ważnych strategicznie archipelagach wysp i liczne bitwy morskie wokół nich, zazwyczaj „w obronie” własnych garnizonów, zdobywanych i budowanych lotnisk czy morskich baz. A wśród tych zdarzeń ważne miejsce zajmowała nieprzerwana działalność amerykańskich okrętów podwodnych, realizujących szereg zadań stopniowo pozwalających na osiągnięcie zwycięstwa w wojnie. Amerykańscy podwodniacy nabierali doświadczenia, otrzymywali coraz lepsze okręty i lepiej działającą broń oraz sprzęt wykrywający wroga z coraz większego dystansu. Na ich skuteczną działalność ogromny wpływ miały też informacje amerykańskiego wywiadu, który już przed wojną złamał japońskie szyfry, a na morzu śledził japońskie zespoły floty i ważne konwoje, podając ich aktualne pozycje dowódcom okrętów podwodnych.

Liczba zadań, jakie realizowały załogi amerykańskich okrętów podwodnych, była o wiele większa niż w przypadku niemieckich U-Bootów na Atlantyku. Niemcy nastawiali się głównie na zwalczanie żeglugi handlowej, a sukcesy w walce z okrętami wojennymi flot alianckich odnosili niejako „przy okazji”.

W porównaniu z walkami na Pacyfiku wojna morska na Atlantyku wydawała się w swoim charakterze dość jednolita. U-Booty, wspomagane niekiedy wypadami ciężkich okrętów Kriegsmarine i zamaskowanych na jednostki neutralne krążowników pomocniczych, zwalczały przez większość wojny alianckie statki handlowe, a inne zadania przydzielano im sporadycznie.

Od amerykańskich dowódców podczas patroli bojowych oczekiwano o wiele więcej. Często śledzili ruchy zespołów japońskiej floty nawodnej przed decydującymi bataliami bitewnymi na Pacyfiku i wówczas mieli za zadanie meldować o ich ruchach, a nie atakować. Okręty podwodne realizowały nierzadko misje ratunkowe, podnosząc z wody zestrzelonych lotników amerykańskich po intensywnych nalotach na japońskie ważne obiekty i bazy. Dostarczały w wyznaczone miejsca zaopatrzenie dla partyzantów walczących z wrogiem na wyspach okupowanych przez Japończyków, wysadzały na ląd wywiadowców i grupy dywersyjne (bądź zabierały ich z powrotem), fotografowały wybrzeża wysp przed lądowaniem własnych wojsk.

Przede wszystkim zaś starały się zadawać jak największe straty okrętom cesarskiej floty, atakując je w portach i na pełnym morzu, podobnie jak japońskie statki zmierzające w swoich rejsach samotnie lub w konwojach do wyznaczonego miejsca przeznaczenia. Często też toczyły mrożące krew w żyłach pojedynki z japońskimi niszczycielami, eskortowcami i patrolowcami. Odniosły przy tym wiele sukcesów, lecz niektóre przegrały te dramatyczne pojedynki, a ich załogi zapłaciły za to najwyższą cenę. Inne zginęły na wrogich polach minowych lub przepadły bez wieści. Pamięci o działalności i bohaterstwie tych odważnych ludzi poświęcona jest ta książka.

Autor pragnie złożyć podziękowania wszystkim, którzy go wspierali w pracy nad tą książką. Należą się one Dariuszowi Marszałkowi, właścicielowi Wydawnictwa Napoleon V w Oświęcimiu, za podjęcie trudu wydania tej pracy. Koledze Mariuszowi Borowiakowi – za zachęty do napisania samodzielnej książki i wiele cennych porad przy jej powstawaniu. Osobno pragnę podziękować redaktorowi dr. Michałowi Swędrowskiemu za wnikliwą i fachową pracę przy jej udoskonaleniu. Grzegorzowi Nowakowi – za pomoc w zdobywaniu materiałów fotograficznych i za stworzone rysunki okrętów, a ponadto Waldemarowi Góralskiemu – za pracę przy projekcie okładki, i Jarosławowi Dzierżawskiemu – za przygotowane mapy i rysunki techniczne. I wreszcie mojej żonie Annie Kasperskiej – za nieustanne wsparcie, a także za tłumaczenie treści przeglądanych dokumentów.

Tadeusz Kasperski

Świdnica Śląska, 2018 r.

STOPNIE OFICERSKIE I PODOFICERSKIE W U.S. NAVY W LATACH 1941-1945

W przypadku porównywania stopni w U.S. Navy z polskimi odpowiednikami istnieją pewne problemy, sygnalizowane już w innych opracowaniach3. Nie ma bowiem niektórych odpowiedników stopni z polskiej marynarki w marynarce amerykańskiej (np. kapitana marynarki), a pod niektóre stopnie obowiązujące w U.S. Navy można w określonych okolicznościach „dopasować” dwa odmienne stopnie obowiązujące w polskiej marynarce wojennej.

Szeregowi

AS (Able Seaman) 3 class, 2 class – marynarz, starszy marynarz

Bugler – trębacz okrętowy w stopniu marynarza i starszego marynarza

Podoficerowie

Seaman 1 class – mat pokładowy

PO4 3 class – (podoficer 3 klasy) starszy mat

PO 2 class – (podoficer 2 klasy), bosmanmat

PO 1 class – (podoficer 1 klasy) bosman

Chief – starszy bosman

Zróżnicowanie pod względem pełnionych funkcji (mogli być nimi zarówno szeregowi marynarze, jak i podoficerowie):

Mess Attendant – mesowy

Fireman– palacz

Hospital Apprentice – sanitariusz okrętowy

Striker – członek załogi w stopniu mata, który wybrał już specjalność i miał odpowiednie kwalifikacje na podoficera 3 klasy

CTM (Chief Toredoman’s Mate) – starszy bosman torpedysta

GM2/c (Gunner’s Mate 2 class) – bosmanmat artylerzysta

Oficerowie

Ensign – chorąży, podporucznik marynarki

Lieutenant Junior Grade – podporucznik, porucznik marynarki

Lieutenant– porucznik, kapitan marynarki

Lieutenant Commander – komandor podporucznik

Commander– komandor porucznik

Captain – komandor

Rear Admiral – kontradmirał

Vice Admiral – wiceadmirał

Admiral – admirał

Fleet Admiral – admirał floty

ROZDZIAŁ INAJWAŻNIEJSZE TYPY OCEANICZNYCH AMERYKAŃSKICH OKRĘTÓW PODWODNYCH W WOJNIE NA PACYFIKU

Kilka lat przed wybuchem wojny na Pacyfiku w Stanach Zjednoczonych zaistniał w kręgach dowódczych amerykańskiej floty spór, czy budować okręty podwodne mniejsze (i mniej kosztowne), czy też prawdziwe okręty oceaniczne, zdolne do działań bojowych na oceanie przez dłuższy okres (nawet do dwóch i pół miesiąca). Na szczęście dla przyszłych działań na Pacyfiku zwyciężyła ta druga koncepcja. Odpowiednie typy jednostek oceanicznych zaprojektowano i zbudowano ich prototypy przed wojną. Po ataku Japończyków 7 grudnia 1941 r. na Pearl Harbor Amerykanie mogli szybko wybudować znaczną liczbę okrętów podwodnych idealnie nadających się do działań bojowych nawet na bardzo rozległych akwenach operacyjnych.

1.1. KONSTRUKCJA I DANE TECHNICZNE JEDNOSTEK TYPU SARGO, TAMBOR, GATO I BALAO

Z 25 omawianych w tej książce okrętów, które w latach 1941-1945 zatopiły największą liczbę japońskich jednostek na Pacyfiku, jedna należała do typu Sargo, trzy były typu Tambor, siedemnaście typu Gato, a cztery typu Balao. Warto zapoznać się z konstrukcją i danymi technicznymi wszystkich czterech typów okrętów. Uzbrojenie tych jednostek zostanie omówione osobno.

Okręt podwodny typu Sargo

Budowane przed wojną oceaniczne okręty podwodne typu Sargo posiadały wyporność 1470 t na powierzchni i pod wodą 2390 t. Kadłub miał długość 94,64 m, szerokość 8,18 m, zanurzenie części podwodnej kadłuba – 5,067 m.

Na tych jednostkach zastosowano napęd spalinowo-elektryczny. Dzięki temu okręt, znajdując się zarówno na powierzchni, jak i pod wodą, był poruszany zawsze przez silniki elektryczne. Cztery silniki wysokoprężne General Motors modelu 16-248 V16 napędzały generatory elektryczne dające prąd do czterech szybkoobrotowych silników elektrycznych firmy General Electric (po dwa na wał, w układzie tandem). Pracowały na dwie śruby poprzez przekładnie redukcyjne. Dzięki temu uzyskiwano moc na wałach 5400 KM i prędkość maksymalną na powierzchni 20,4 węzła. Istniała też możliwość (przy ograniczeniu prędkości maksymalnej) ładowania dwóch grup baterii akumulatorów kwasowo-ołowiowych po 126 ogniw każda. Zasięg okrętu przy średniej prędkości 10 węzłów (19 km/h) wynosił 11 000 Mm (20 000 km). Mimo zastosowania takich samych rozwiązań napędowych później na typie Tambor, okręty typu Sargo były minimalnie wolniejsze pod wodą – rozwijały prędkość maksymalną 8,75 węzła, gdy poruszały się za pomocą dwóch silników elektrycznych o mocy 2740 KM zasilanych z baterii akumulatorów. Zasięg amerykańskich okrętów podwodnych wszystkich omawianych kolejno typów był dość podobny – przy prędkości 2 węzłów okręty pokonywały dystans około 96 Mm.

Okręt zanurzał się na głębokość testową 250 stóp (76 m). Załoga liczyła łącznie 5 oficerów oraz 54 podoficerów i marynarzy. Uzbrojenie torpedowe jednostek typu Sargo było nieco słabsze (dwie wyrzutnie torped w części dziobowej mniej) w porównaniu z typem Tambor.

Na jednostkach tych (i na okrętach typu Salmon5) ujawniła się przed wojną poważna wada. Przy manewrze zanurzania pokrywa czerpni powietrza – przewodu, którym do wnętrza kadłuba zasysano sponad kiosku powietrze do oddychania i dla diesli – miała skłonność do zacinania się. Pierwsze wypadki tego rodzaju na Snapperze i Sturgeonie skończyły się dość szczęśliwie, jednak 23 maja 1939 r. podczas zanurzania okrętu podwodnego USS Squalus (pod dowództwem porucznika marynarki Olivera Francisa Naquina) doszło do częściowego zalania jednostki i jej opadnięcia na dno na głębokość 74 m. Boję telefoniczną okrętu na szczęście zlokalizował w porę USS Sculpin. Dzięki wykorzystaniu komory McCanna udało się uratować 33 członków załogi, ale 26 zginęło. Wypadek ten spowodował poprawki w konstrukcji tych okrętów i na typie Tambor nie powtórzono podobnych błędów. Wydobyty USS Squalus został wyremontowany i wziął udział w wojnie jako USS Sailfish6.

Na Pacyfiku walczyło łącznie 10 jednostek typu Sargo: Saury, Sargo, Spearfish, Sculpin, Sailfish (ex Squalus), Swordfish, Seadragon, Sealion, Searaven i Seawolf. Cztery z nich utracono w trakcie wojny.

2. Admirał Thomas C. Hart był przed wojną przeciwny budowie dużych okrętów oceanicznych na rzecz małych, ale na szczęście przegrał spór w tej kwestii.

Okręt podwodny typu Tambor

Zanim Stany Zjednoczone przystąpiły do wojny, do służby zdołało wejść sześć oceanicznych okrętów podwodnych typu Tambor (nastąpiło to pomiędzy 3 czerwca 1940 r. a 2 stycznia 1941 r.). W czasie wojny do służby weszło sześć kolejnych. Konstruując te okręty, zebrano wszystkie doświadczenia z budowy poprzedzających je okrętów typu P (Porpoise) i S (Salmon). Projekt ten był w dużej mierze dziełem komandora porucznika Charlesa Andrewsa Lockwooda (późniejszego admirała i dowódcy okrętów podwodnych na Pacyfiku), który słusznie uważał, że w przyszłej wojnie będą potrzebne nowoczesne oceaniczne okręty podwodne, zdolne do długotrwałych działań na szlakach żeglugowych przeciwnika. Przede wszystkim Lockwood domagał się zwiększenia autonomiczności amerykańskich okrętów i maksymalnego zwiększenia liczby wyrzutni torpedowych, a także liczby zabieranych torped zapasowych. Niechętny większym okrętom podwodnym kontradmirał Thomas Hart na szczęście przegrał przed wojną spór z Lockwoodem i większość postulatów tego ostatniego wcielono w życie, choć upór Harta nie pozwolił na zainstalowanie skuteczniejszej armaty pokładowej kal. 127 mm i pierwotnie okręty typu Tambor otrzymały armaty kal. 76 mm. Później podczas działań bojowych okazało się, że ten kaliber jest za mało skuteczny w niszczeniu pełnomorskich jednostek przeciwnika, i powrócono do pierwotnej koncepcji, instalując armaty kal. 102 mm lub 127 mm na większości amerykańskich okrętów podwodnych. Hartowi nie podobały się również instalowane na okrętach kalkulatory torpedowe TDC (i tu nie miał racji, bo ich brak znacznie ograniczyłby skuteczność ataków) oraz udogodnienia dla załogi, zwłaszcza klimatyzacja i lodówki na żywność, które uważał za zbędny luksus. Jednak gdy okręty były zmuszone podczas wojny działać w warunkach tropikalnych, ta instalacja (a także urządzenia destylujące wodę) pozwalała załodze kontynuować akcje bojowe bez nadmiernego wysiłku, który zmuszałby do wcześniejszego powrotów z patroli.

Okręt podwodny typu Tambor (z charakterystycznym płaskim pokładem i kioskiem przesuniętym bliżej dziobu7) – wypierał 1475 t na powierzchni i 2370 t pod wodą8. Długość okrętu wynosiła 93,6 m, szerokość 8,3 m, zanurzenie części podwodnej kadłuba 4,5-4,6 m. Na typie Tambor zastosowano taki sam napęd i silniki jak na poprzedzającym go typie Sargo, dlatego nowe okręty rozwijały podobną prędkość nawodną (Clay Blair podawał, że Tambor miał większą – nawet 21 węzłów) i minimalnie większą podwodną; miały również podobny zasięg operacyjny. Zapasy paliwa i żywności pozwalały załodze działać przez okres do 75 dni. Czas zanurzenia Tamborów na głębokość peryskopową miał wynosić 35 sekund, czyli tyle samo co na niemieckich okrętach typu IX.

Pod wodą jednostki typu Tambor poruszały się zazwyczaj za pomocą dwóch silników elektrycznych zasilanych z baterii akumulatorów. Dzięki uzyskiwanej łącznej mocy 2740 KM okręt mógł rozwinąć maksymalną prędkość podwodną 8,8 węzła. W zanurzeniu okręt mógł teoretycznie przebywać przez 48 godzin, gdy poruszał się z prędkością 2 węzłów na silnikach elektrycznych.

Jednostka typu Tambor zanurzała się na głębokość testową 250 stóp (76 m). Szacowano, że jest w stanie wytrzymać zanurzenie do około 150 m (na 500 stóp obliczono zgniatanie kadłuba sztywnego). Posiadała dwa peryskopy 40-stopowe (12,2 m). Załogę okrętu stanowiło 6 oficerów i 54 podoficerów i marynarzy.

Jednostki, które weszły do służby, nosiły nazwy: Tambor, Tautog, Thresher, Triton, Trout, Tuna, Gar, Grampus, Grayback, Grayling, Grenadier i Gudgeon.

3. Przed wojną Stanów Zjednoczonych z Japonią przyjęto koncepcję późniejszego adm. Charlesa A. Lockwooda, aby budować okręty podwodne większe i o dużym zasięgu.

Okręty podwodne typu Gato

Amerykański typ Gato jest jednym z dwóch najbardziej kojarzonych z wojną na Pacyfiku amerykańskich okrętów podwodnych. Zbudowano łącznie 77 tych jednostek (z czego 20 stracono podczas wojny). Na przyśpieszenie ich seryjnej budowy decyzją Biura Szefa Operacji Morskich (Office of the Chief of Naval Operations) z dnia 20 maja 1940 r. miał wpływ szybki upadek Francji i zajęcie dużej części Europy przez wojska niemieckie.

Te najbardziej nowoczesne na początku wojny amerykańskie okręty podwodne (częściowo dwukadłubowe) miały wyporność 1550 t na powierzchni i 2460 t (metrycznych) pod wodą. Kadłub tych okrętów miał długość 95,02 m, szerokość 8,31 m, zanurzenie części podwodnej kadłuba wynosiło 5,2 m.

Zasięg nawodny tych jednostek (przy zapasie paliwa 440 tys. l) wynosił 11 000 Mm (20 000 km) przy średniej prędkości 10 węzłów (19 km/h). W zanurzeniu pokonywał dystans 96 Mm przy prędkości 2 węzłów. Kadłub sztywny jednostek typu Gato został poważnie wzmocniony w stosunku do poprzednich typów. Jednostka mogła zanurzyć się na głębokość testową 300 stóp (91 m), a szacowano, że kadłub wytrzyma maksymalne zanurzenie na głębokość 450 stóp (137 m). Praktyka wojenna pokazała, że typ Gato był w stanie wytrzymać zanurzenie na znacznie większą głębokość – jeden z atakowanych bombami głębinowymi okrętów zanurzył się na głębokość 160 m.

Układ napędowy stanowiły cztery silniki elektryczne General Electric o łącznej mocy 5400 KM, napędzające za pomocą reduktora mechanicznego dwa wały napędowe ze śrubami. Silniki elektryczne zasilano energią z dwóch baterii akumulatorów (każda po 126 ogniw).

Akumulatory były ładowane przez cztery dieslowskie generatory elektryczne Fairbanks-Morse Model 38D8-1/8 o mocy 4 MW. Jednostki typu Gato mogły rozwinąć maksymalną prędkość 20,25 węzła na powierzchni i 8,75 węzła w zanurzeniu. Zanurzały się całkowicie w czasie 45 sekund. Było to o 10 sekund więcej w porównaniu z niemieckimi okrętami podwodnymi typu IX, ale należy pamiętać, że jednostki amerykańskie miały znacznie większe wymiary i wyporność, dlatego ten czas zanurzenia uznawano za zadowalający. Załoga okrętu liczyła 80-85 oficerów, podoficerów i marynarzy.

Okręt podwodny typu Balao

Ostatni i najlepszy, jeśli chodzi o osiągi, typ Balao to właściwie ulepszona wersja typu Gato. Wymiary okrętu były podobne, tak jak zastosowany układ napędowy. Nieco większy był zasięg nawodny (11 800 Mm), a podwodny taki sam jak w typie Gato. Istotną różnicą przy budowie typu Balao było zastosowanie o wiele bardziej wytrzymałej stali HTS (high tensile steel), co spowodowało, że okręt był w stanie zanurzać się znacznie głębiej. Głębokość testowa wynosiła 400 stóp (122 m), ale najlepszy amerykański podwodniak komandor podporucznik Richard O’Kane, testujący wytrzymałość kadłuba swojego okrętu USS Tang, zanurzył go podczas ćwiczeń na głębokość 612 stóp, czyli ponad 183 m.

4. Przedwojenny wypadek USS Squalus (na zdjęciu podnoszony z dna) pozwolił wyeliminować niebezpieczne wady w tym typie okrętów.

Załoga jednostek tego typu liczyła około 80 ludzi, czyli podobnie jak w przypadku typu Gato.

Podczas wojny wybudowano 122 okręty typu Balao, a 101 wzięło udział w wojnie na Pacyfiku, wydatnie przyczyniając się do klęski cesarskiej Japonii. W trakcie akcji bojowych utracono 10 spośród nich, czyli prawie 20% okrętów podwodnych utraconych na Pacyfiku.

1.2. UZBROJENIE TORPEDOWE, MINOWE I ARTYLERYJSKIE OKRĘTÓW PODWODNYCH OMAWIANYCH TYPÓW

Niewątpliwie największym atutem amerykańskich okrętów podwodnych była ich siła ognia, a także liczba torped zabieranych na patrole. Typ Sargo dysponował ośmioma wyrzutniami torpedowymi kal. 533 mm (czterema dziobowymi i czterema rufowymi), na pozostałych trzech typach (Tambor, Gato i Balao) zainstalowano aż 10 wyrzutni torpedowych tego kalibru, z tego aż sześć w części dziobowej i cztery w rufowej. Pod tym względem miały wyraźną przewagę nad niemieckimi U-Bootami typu IX (tamte miały tylko cztery wyrzutnie dziobowe i dwie rufowe). Miało to kapitalne znaczenie przy atakach na ważne japońskie jednostki, zwłaszcza duże; okręty amerykańskie mogły też znacznie łatwiej wychodzić z opresji podczas kontrataków przeciwnika, bo zyskiwały szansę, aby zniszczyć ścigający ich okręt nawodny większą liczbą oddanych strzałów. Na początku wojny ta liczba wyrzutni nie decydowała jeszcze o dużych sukcesach, bo w 1942 r. załogom okrętów amerykańskich nakazywano używać torped oszczędnie – strzelać jedną, góra dwie przy pierwszym ataku. Przy częstej zawodności używanych torped typu Mark 14 wielokrotnie nie dawało to pożądanych efektów. Dopiero gdy produkcja amerykańskich torped wzrosła i do połowy 1943 r. wyeliminowano ich najważniejsze defekty, liczba zatopionych jednostek japońskich znacząco się podniosła, bo strzelano już salwy złożone z kilku torped (często tzw. wachlarzem), wykorzystując do ataku kalkulator torpedowy TDC. Do celów bardzo ważnych – takich jak japońskie lotniskowce, pancerniki i krążowniki – strzelano później nawet pełne salwy dziobowe złożone z sześciu torped.

Zapas torped typu Mark 14 na okrętach amerykańskich czterech omawianych typów był podobny i wynosił 24 sztuki (10 w wyrzutniach i 14 zapasowych). Tylko największe niemieckie okręty podwodne typu IXD2 zabierały na patrole podobną liczbę torped.

5. Wodowanie USS Tautog (SS-199).

Tak samo jak niemieckie U-Booty, okręty amerykańskie były przystosowane do stawiania min z wyrzutni torpedowych. W niektórych operacjach minowych w trakcie wojny (miny stawiał np. USS Tautog) chętnie używano min Mk 12 Mod. 39. Były to miny denne i podobnie jak niemieckie – wyposażone w zapalniki magnetyczne. Głowice bojowe tych min zawierały 504 kg materiału wybuchowego TNT. Ponieważ były dostosowane do wyrzutni, kształtem przypominały krótką torpedę. Zazwyczaj po dwie miny ładowano do wyrzutni, a resztę zabieranych w rejs i czekających na swoją kolej przy stawianiu umieszczano na stelażach, gdzie zwykle układano torpedy zapasowe. Tych ostatnich zabierano wtedy oczywiście mniej niż zazwyczaj.

Amerykańscy podwodniacy nie znosili stawiania min, podobnie jak marynarze niemieccy z U-Bootów, a powody były z reguły te same. Efektów stawiania min można się było nie doczekać nawet przez długie miesiące, minowania przeprowadzano głównie na wodach płytszych, gdzie w razie wykrycia przez okręty japońskie atakowanym załogom trudniej było wyjść z opresji. W ogóle załogi okrętów podwodnych broń minową uważały za niezbyt honorową (same zresztą bardzo się jej obawiały, gdy działały na obszarach, na których Japończycy stawiali własne miny).

Uzbrojenie artyleryjskie amerykańskich okrętów podwodnych na początku wojny składało się z armaty kal. 76 mm, która w zamyśle pomysłodawców miała być używana jako armata przeciwlotnicza ze względu na wystarczający kąt podniesienia lufy. Uzbrojenie plot. uzupełniały dwa wukaemy kal. 12,7 mm i dwa kaemy kal. 7,62 mm.

W praktyce armata kal. 76 mm okazała się bronią mało skuteczną. Ponieważ dowódcom okrętów podwodnych zalecano unikanie walki z wrogim lotnictwem, na ile to tylko było możliwe, armaty tej praktycznie nie używano do ostrzeliwania celów powietrznych. Gdy natomiast po nieudanych atakach torpedowych próbowano atakować z położenia nawodnego niektóre pełnomorskie statki japońskie, kaliber ten okazał się niewystarczający, bo czynił zbyt małe szkody. Niekiedy japoński statek uzbrojony w armatę o większym kalibrze i zasięgu, strzelając dość celnie, zmuszał amerykańskich podwodniaków do poniechania pościgu. Z czasem armaty kal. 76 mm zamieniono na okrętach U.S. Navy na armaty znacznie większego kalibru – 102 mm lub 127 mm. Typ Balao posiadał armatę kal. 127 mm już od początku wejścia do służby. Oczywiście ta armata okazała się dużo efektywniejsza, choć pocisków o wadze 29,5 kg nie ładowano zbyt szybko. Obsługa armaty zwykle wystrzeliwała do 10 pocisków na minutę, celnie ostrzeliwując jednostki wroga do 7300 m; przy większej odległości celność malała. Ale typ Balao posiadał też skuteczniejsze od dawniej stosowanych wukaemów i nowocześniejsze działka plot. (jedno działko Boforsa kal. 40 mm i dwa działka Oerlikon kal. 20 mm). Także na starszych okrętach wymieniano stare karabiny maszynowe na działka przeciwlotnicze o większym kalibrze i wyższej efektywności. Były na tyle skuteczne, że na krótszy dystans można było użyć ich nie tylko przeciwko samolotom, ale też zdarzało się, że do 3-4 tys. m ostrzeliwano z nich cele nawodne, a nawet podczas rejsów bojowych niekiedy toczono pojedynki z japońskimi patrolowcami i małymi eskortowcami.

1.3. URZĄDZENIA PODSŁUCHOWE I NAMIAROWE (SONARY). KALKULATORY TORPEDOWE TDC I URZĄDZENIE TBT

Do wykrywania nieprzyjacielskich jednostek w chwili, gdy amerykańskie okręty podwodne znajdowały się w zanurzeniu, wykorzystywano sonary różnych typów: JP, JK/QC i QB. Pierwszy z nich miał mikrofon zainstalowany na pokładzie w części dziobowej, pozostałe instalowano pod dziobem okrętu (w dolnej części kadłuba). Zadaniem tych urządzeń było nie tylko śledzenie wrogich jednostek i ich zmieniającego się położenia. Amerykańscy admirałowie przeceniali przed wojną urządzenia sonarowe instalowane na jednostkach nawodnych, także japońskich, zbytnio obawiano się też skuteczności wrogich samolotów. Uważano, że dowódców własnych okrętów podwodnych i ich załogi należy szkolić w takich atakach, by nie musiały używać peryskopów. Podwodniacy mieli atakować cele także w ten sposób, że do namiarów wykorzystywano wskazania tylko własnego urządzenia sonarowego. Atak z głębokości 30 m miał ułatwić później okrętom podwodnym ucieczkę w głębiny. Niektórzy z amerykańskich dowódców faktycznie opanowali sztukę ataku tym sposobem, a jeden z najlepszych amerykańskich historyków Samuel Eliot Morison podawał nawet przykłady skutecznych ataków w tym stylu podczas wojny, nazywając je „atakiem na kreta”. Atakując w ten sposób, dowodzący starym okrętem podwodnym S 38 kapitan marynarki Hank Munson 8 sierpnia 1942 r. zatopił transportowiec Meiyo Maru o pojemności 5600 BRT, znajdujący się w japońskim konwoju pięciu statków zmierzających z wojskiem na Guadalcanal. To skłoniło do odwrotu pozostałe.

Jednak skuteczność większości ataków przeprowadzanych w ten sposób była bardzo mała. Znacznie trudniej było śledzić manewry celu bez peryskopu. Operator sonaru z opóźnieniem wykrywał zmiany kursów jednostek przeciwnika. Trudno też było oszacować dokładnie odległość od atakowanej jednostki. Jeśli taki atak udawał się, to przeważnie przy dużym szczęściu, niewielkiej odległości od celu i dzięki wystrzelonej do niego salwie kilku torped.

Dość szybko w trakcie walk na Pacyfiku zmodyfikowano metody ataków na okręty i statki przeciwnika, zdecydowanie preferując ataki z głębokości peryskopowej z użyciem peryskopu i kalkulatora torpedowego TDC, bo ataki lotnicze na okręty podwodne nie zdarzały się tak często, jak sądzono przed wojną, a kontrataki okrętów japońskich z użyciem bomb głębinowych też nie były tak skuteczne, jak się pierwotnie spodziewano.

Wspomniane wyżej kalkulatory torpedowe TDC (Torpedo Data Computer) miały w wojnie na Pacyfiku odegrać ważną rolę w atakach na japońskie okręty i statki.

Okręty, które rozpoczynały wojnę na Pacyfiku, dysponowały kalkulatorem torpedowym TDC modelu Mark 2, stworzonego przez firmę Ford Instrument Company z Long Island. Najlepszą wersję, Mark 3, skonstruowała firma Arma Corporation i wykorzystywały ją głównie nowocześniejsze okręty typu Gato i Balao.

6. Kalkulator torpedowy TDC Mod. 3.

TDC był urządzeniem elektromechanicznym, pozwalającym na bieżąco (przy zmieniających się danych dotyczących ruchu śledzonego celu lub celów) dokonywać obliczenia niezbędne do skutecznego wykonania ataku torpedowego. Dane do ataku zbierano z namiarów dokonywanych przez dowódcę podczas obserwacji peryskopowych. Musiał on dokładnie rozpoznać typ atakowanej jednostki (pomagała w tym specjalnie opracowana książka z danymi o wrogich jednostkach opisująca ich cechy charakterystyczne, wymiary, wysokość masztów itp.), kąt kursowy i kąt biegu, oszacować prędkość obserwowanego statku czy okrętu, a w przypadku zygzakowania celu starać się ustalić schemat zygzakowania (co ile minut cel zmienia kurs i jaki obiera za każdym razem). Torpedy należało posłać wtedy do celu najlepiej zaraz po jego zwrocie zygzakowym (i po dokonaniu w miarę szybkiego namiaru), aby trafiły, zanim cel dokona kolejnej zmiany kursu. TDC pomagał określić, gdzie cel jest w danej chwili i gdzie będzie w momencie, gdy torpedy uderzą w cel. Oczywiście szanse na wykonanie skutecznego ataku wzrastały w miarę skracania dystansu do wrogiej jednostki. Za każdym razem w trakcie ataku przy wykreślaniu kursów wroga i własnego tworzył się klasyczny trójkąt, którego wierzchołkiem stawał się punkt spotkania torped z celem, a pozostałymi wierzchołkami trójkąta był cel i aktualne położenie atakującego okrętu podwodnego. Dodatkowym pomocniczym urządzeniem był ISWAS – suwak logarytmiczny, który też pomagał w ustalaniu położenia celu, co równocześnie z wyliczeniami TDC czyniono bardziej tradycyjnymi metodami na stole nakresowym (położenie okrętu i celu aktualizowano na mapie), bo zdarzało się, że TDC na skutek wprowadzenia niedokładnych danych albo awarii jakiegoś wewnętrznego elementu „zawieszał się” (zdarzyło się to podczas słynnego ataku USS Albabore na lotniskowiec Taihō).

W czasie ataku najłatwiej było trafić cel, który prezentował burtę prawie pod kątem prostym w stosunku do właściwie ustawionego i atakującego okrętu podwodnego. Ironią losu było to, że przez pierwsze półtora roku wojny na Pacyfiku wadliwe torpedy Mark 14 z reguły okazywały się niewybuchami, gdy trafiały pod kątem zdawałoby się idealnym; więcej wybuchało, trafiając cele pod bardziej ostrym kątem. Problem znikł, gdy wady zapalników wreszcie wykryto i usunięto (będzie o tym mowa w innym rozdziale).

Tak samo jak na U-Bootach, kalkulator torpedowy pozwalał na ustawienie kąta żyroskopów kilku torped jednocześnie, dlatego można było zaatakować dwa lub trzy cele w jednym ataku lub posłać w kierunku jednego ważnego celu „wiązkę” torped z odpowiednim rozchyleniem kątowym pomiędzy nimi, by zwiększyć szanse trafienia. W przypadku gdyby prędkość celu oszacowano z błędem (cel poruszałby się np. 1-2 węzły wolniej lub szybciej niż założono), skrajne torpedy „wachlarza” powinny ten błąd „naprawić” i trafić. Przy precyzyjnym obliczeniu wszystkich danych w cel powinny trafić torpedy ze środka odpalonej salwy. Amerykanie najwięcej ataków „wachlarzem” przeprowadzili w 1944 r., gdy atakowali często japońskie konwoje i zespoły okrętów bojowych, a nie musieli wówczas oszczędzać podwodnych pocisków, bo ich wojenna produkcja oraz liczba dostarczana do baz okrętów podwodnych była już wystarczająca. Na tym etapie wojny wyeliminowano w torpedach amerykańskich większość usterek, co przełożyło się na uzyskaną największą w tym roku liczbę zatopień.

7-7a. Fotografie okrętów U.S. Navy podczas wojny poddawano starannej cenzurze, by przeciwnik nie poznał tajemnic urządzeń radarowych i sonarowych. Widać to przy okazji napisów i zaznaczeń (kółkiem) na prezentowanej fotografii słynnego USS Wahoo.

Jeszcze jedno urządzenie ułatwiało ataki torpedowe, gdy okręt wykonywał je w położeniu nawodnym, np. w nocy. Był to TBT (Torpedo Bearning Transmitter) – odpowiednik niemieckiego urządzenia UZO na U-Bootach. Było to urządzenie mechaniczne służące do przekazywania namiaru do centrali ze stanowiska obserwatora na pomoście okrętu. Lorneta z celownikiem osadzona była na specjalnych widełkach. Należało zawsze dopilnować, by przy jej mocowaniu należycie domknąć zatrzask (aby urządzenie prawidłowo działało), zdarzyło się bowiem zmarnowanie kilku wystrzelonych torped, zanim połapano się w tym błędzie.

1.4. URZĄDZENIA RADIOLOKACYJNE I ICH WPŁYW NA SKUTECZNOŚĆ DZIAŁAŃ BOJOWYCH NA PACYFIKU

W wojnie na Pacyfiku wielką rolę odegrała radiolokacja. Amerykańskie okręty podwodne odniosły dzięki instalowanym coraz lepszym radarom spore sukcesy i wykorzystywały swój sprzęt znacznie skuteczniej niż niemiecki na Atlantyku.

Jako pierwsze na okrętach podwodnych pojawiły się radary obserwacji przestrzeni powietrznej typu SD, który posiadały anteny prętowe i nie nadawały się do obserwacji celów morskich. Zasięg, z jakiego wykrywały japońskie samoloty, początkowo był niezbyt wielki i wynosił od 6 do 10 Mm. Ale były już i tak sporą pomocą dla załóg okrętów podwodnych, bo pojawiające się na monitorze echo w postaci rosnącego pionowego „słupka” oznaczało zbliżanie się wrogiej maszyny i dawało czas na zanurzenie alarmowe. Zresztą okręt podwodny wcale nie musiał wynurzać się całkowicie, aby sprawdzić ewentualne zagrożenie lotnicze swoim radarem – wystarczało wysunąć anteny ponad powierzchnię wody.

Dopiero radary lokalizujące cele morskie zrewolucjonizowały wojnę na Pacyfiku. Jako pierwszy otrzymał i wypróbował w sierpniu 1942 r. centymetrowy radar typu SJ okręt podwodny USS Haddock pod dowództwem Artura Howarda Taylora. Już na pierwszym patrolu na Morzu Wschodniochińskim z jego pomocą zatopił dwa statki, które w trudnych warunkach pogodowych prawdopodobnie uniknęłyby tego losu, gdyby Taylor wypłynął w rejs bojowy bez nowego sprzętu.

Radar SJ pracujący na centymetrowym zakresie fali i z obrotową anteną skanującą podawał dokładny namiar i odległość od celu, pozwalając śledzić go nawet w największych ciemnościach, mgle, śniegu czy podczas szkwałów. Przy stosowaniu aparatury PPI otrzymywano obraz „z lotu ptaka” wokół okrętu, a skanujący promień ukazywał cel w postaci widocznego wybłysku (większego lub mniejszego, w zależności od rozmiaru celu). Kolejna wersja tego radaru – SJ1a, zwiększyła zasięg obserwacji wokół okrętu z 20 do 40 Mm. Miało to kapitalne znaczenie dla działań bojowych, bo można było z dużym wyprzedzeniem wykrywać pojedyncze statki, całe ich konwoje i zespoły bojowe japońskiej floty. To pozwalało wykorzystać w miarę dużą prędkość nawodną amerykańskich okrętów podwodnych, aby w porę ustawić je na spodziewanym kursie przechwycenia. Ewentualne zmiany kursu jednostek wroga obserwator radaru śledził i meldował o nich na bieżąco swojemu dowódcy. Przykładowo, przed pościgiem, który zakończył się zatopieniem pancernika Kongō, łącznie trzy pancerniki (Kongō, Nagato i Yamato) w nocy z 21 na 22 listopada 1944 r. zostały wykryte radarem okrętu podwodnego Sealion z dystansu 20 Mm. Pancernik-hybryda Ise raz został wykryty przez amerykański okręt podwodny z jeszcze większej odległości – aż 36 Mm, a los największego lotniskowca japońskiego Shinano o wyporności 59 000 ton też przesądziło wczesne wykrycie go przez radar okrętu podwodnego Archerfish.

Amerykańskie centymetrowe radary okazały się jednym z czynników, które doprowadziły do ostatecznego zwycięstwa Stanów Zjednoczonych w wojnie na Pacyfiku. Japońska technologia radarowa pozostawała daleko w tyle za amerykańską. Okręty cesarskiej floty otrzymywały radary z wielkim opóźnieniem i w bardzo ograniczonym zakresie. W znacznie większej skali zaczęto je instalować na japońskich jednostkach dopiero w drugiej połowie 1944 r., kiedy przewaga liczebna amerykańskiej floty wojennej nad japońską była już miażdżąca, a japońska flota handlowa została w tym okresie straszliwie zdziesiątkowana przez okręty podwodne U.S. Navy.

Duża liczba japońskich statków została zatopiona dzięki namiarom uzyskanym z obserwacji radarowej, gdy nie było możliwe uzyskanie namiarów przy wykorzystaniu środków optycznych, zwykle z powodu złych warunków pogodowych i ograniczonej do minimum widoczności. Jednak dowódcy amerykańskich okrętów podwodnych musieli przy takich atakach mieć pewność, że celem jest faktycznie jednostka japońska i wykluczyć w danym rejonie obecność jednostek własnych, neutralnych i chronionych przez prawo międzynarodowe (chodzi tu o japońskie statki szpitalne). Jeden błąd w ocenie dowódcy okrętu podwodnego Queenfish spowodował głośne zatopienie japońskiego szpitalnego statku Awa Maru z ponad 1700 osobami na pokładzie w ostatnim roku wojny (1 kwietnia 1945 r. na Morzu Południowochińskim). Co prawda załodze amerykańskiego okrętu nie podano dokładnej marszruty statku szpitalnego i Awa Maru nie wysyłał we mgle (ograniczającej widok do 200 m) żadnych ustalonych sygnałów (np. syreną), więc mogło dojść na skutek tego do pomyłki. Jednak tylko kontakt optyczny z celem i jego dokładna identyfikacja za każdym razem pozwalały uniknąć podobnej nieostrożności.

1.5. DODATKOWE WOJENNE „WYNALAZKI” – TORPEDY ELEKTRYCZNE, TORPEDY I POZORATORY AKUSTYCZNE, HYDROLOKATORY FM

W trakcie wojny na Pacyfiku najstarsze amerykańskie okręty podwodne używały przestarzałych już torped typu Mark 10. Nowocześniejsze oceaniczne okręty podwodne zabierały w rejsy bojowe torpedy Mark 14. Historia związana z długotrwałą eliminacją ich wad będzie opisana w innym miejscu. W każdym razie, Mark 14 była torpedą o napędzie spalinowym (parogazową), która pozostawiała ślad na powierzchni, gdy wystrzelona zmierzała do celu. Przy jej wczesnym wypatrzeniu przez obserwatorów na statku czy okręcie Japończycy mogli wykonać unik i uniknąć trafienia. Dlatego ten typ torpedy lepiej sprawdzał się w atakach nocnych.

Dopiero w drugiej połowie 1943 r. amerykańskie okręty podwodne zaczęły otrzymywać nowy typ torpedy o napędzie elektrycznym, która po wystrzeleniu nie zostawiała śladu na powierzchni. Była to torpeda Mark 18, o długości 6,1 m, wadze 1434 kg i posiadająca głowicę bojową z materiałem wybuchowym Torpexem10 o wadze 261 kg. Jej prędkość po wystrzeleniu wynosiła 29 węzłów (54 km/h), a zasięg 3700 m.

W celu przetestowania nowych torped we wrześniu 1943 r. zabrały je w rejsy bojowe na Morze Japońskie załogi dwóch okrętów: słynnego USS Wahoo i USS Sawfisha. Dowódcy obu jednostek mieli po powrocie złożyć raporty na temat działania torped.

Okazało się, że skuteczność Mark 18 była raz lepsza, raz gorsza. O akcjach Wahoo wiadomo dziś tyle, że posłał na dno co najmniej cztery japońskie statki, używając tych torped dość skutecznie. Okręt jednak nie powrócił z rejsu, doznawszy ciężkiego uszkodzenia na minie w drodze powrotnej lub (co podejrzewał Richard O’Kane) od własnej wadliwej torpedy, która zatoczyła krąg. Ponieważ mocno uszkodzona jednostka pozostawiała za sobą ślad gubionego paliwa, japońskie siły ZOP zlokalizowały i zatopiły okręt komandora podporucznika Dudleya Walkera Mortona z całą załogą.

Niepokojący raport złożył natomiast po powrocie dowodzący Sawfishem komandor podporucznik Eugene Thomas Sands. Atakował nowymi torpedami siedem razy bez powodzenia. Okazało się, że w torpedach zawodziły baterie elektryczne. W efekcie silniki niektórych z nich padły na samym starcie i dodatkowo uszkodziły pokrywy wyrzutni. Jedna zatonęła natychmiast po wystrzeleniu z aparatu torpedowego. Inne nie utrzymywały zadanej prędkości, niwecząc wysiłki zespołu ogniowego, bo przy zmianie prędkości w trakcie biegu do celu torpeda oczywiście nie mogła trafić.

Ujawnione problemy starano się usunąć na rozkaz admirała Lockwooda. Stopniowo poprawiono jakość i skuteczność torpedy elektrycznej, nadal jednak zdarzały się wadliwe egzemplarze. Właśnie torpeda Mark 18 przyczyniła się do zagłady USS Tang – okrętu Richarda O’Kane, w nocy z 24 na 25 października 1944 r., ponieważ zatoczyła krąg, trafiając okręt podwodny w część rufową, a ten szybko zatonął. Ocalał tylko dowódca i ośmiu jego ludzi, którzy zostali wyłowieni i wzięci do niewoli przez Japończyków. Mimo dość brutalnego traktowania w obozach jenieckich przeżyli wojnę i po kapitulacji Japonii powrócili do ojczyzny.

Kolejnym wynalazkiem, jaki otrzymali amerykańscy podwodniacy jesienią 1944 r., była elektryczna torpeda samonaprowadzająca się na źródło szumu, czyli śruby okrętowe. Torpedę tę tworzono na bazie lotniczej torpedy Mark 24 Fido, która dokonała prawdziwego spustoszenia w „szeregach” niemieckich U-Bootów. Jednak już na etapie tworzenia nowej torpedy Mark 27 pojawił się problem związany z małą prędkością, jaką ta torpeda rozwijała. Była na pewno gorsza od niemieckiej torpedy akustycznej T-5 pod każdym względem, bo oprócz mniejszej prędkości miała znacznie słabszą głowicę bojową. Ostatecznie najlepsza wersja o nazwie Mark 27 Cutie (czyli „ślicznotka”) Mod. 4 rozwijała prędkość 15,9 węzła i miała zasięg 5669 m. Jej długość wynosiła 3,21 m, a średnica 483 mm. Stworzono specjalne nakładki, aby można było ją wystrzeliwać z aparatów torpedowych kal. 533 mm. Głowica bojowa w torpedzie Mod. 4 zawierała jednak tylko 58 kg materiału wybuchowego. Ten podwodny pocisk nadawał się do walki z dokuczliwymi mniejszymi patrolowcami, które poszukiwały wykrytych pod wodą okrętów podwodnych, poruszając się na niedużej prędkości do 14 węzłów. Na pewno nie można było używać go do walki z szybkimi eskortowcami czy niszczycielami japońskimi.

Okazało się jednak, że używanie tej torpedy przyniosło pewne korzyści. Ze 106 wystrzelonych podczas wojny torped tego rodzaju 33 trafiły w jednostki wroga, zatapiając 24 z nich i poważnie uszkadzając dziewięć pozostałych. Procentowo Amerykanie uzyskali więc lepszą skuteczność niż Niemcy używający swojej torpedy T-5. Ci ostatni uzyskali 11% trafień na 700 ataków, Amerykanie trafili prawie co trzecią torpedą. Należy jednak brać poprawkę na fakt, że na Atlantyku okręty alianckie szybko zastosowały skuteczne pozoratory (grzechoczące głośno wabie nazywane Foxer11), stąd skuteczność torpedy niemieckiej była bardziej ograniczona. Japończycy nie reagowali na podobne zagrożenie tak szybko i nie wprowadzili „zmylaczy” torped na taką skalę.

Istotny postęp stanowiło natomiast wyposażenie pewnej liczby amerykańskich okrętów podwodnych w hydrolokatory aktywne krótkiego zasięgu QLA, nazywane jednak powszechnie hydrolokatorami FM z racji częstotliwości, na jakiej pracowały. Urządzenie wykrywało małe zanurzone obiekty z odległości kilkuset metrów i dawało o tym znać charakterystycznym „dzwonieniem”. Zostało skonstruowane, aby wykrywać miny, dzięki czemu wiele okrętów podwodnych można było uratować przed wejściem na pola minowe stawiane licznie przez Japończyków w końcowej fazie wojny. Na ćwiczeniach miny wykrywano hydrolokatorem z 400 m, co dawało czas na zmianę kursu okrętu podwodnego, żeby je ominąć.

Załogi amerykańskich jednostek z początku nie polubiły tego urządzenia, bo pierwsze okręty, które wyposażono w hydrolokator FM, otrzymały zadanie rozpoznania jak największej liczby japońskich pól minowych i naniesienia ich położenia na morskie mapy. To wymagało dokładności i zmuszało załogę okrętu do poruszania się wśród licznych min nawet przez wiele dni. Nic dziwnego, że załogi, które wracały z tych misji, były wyjątkowo zestresowane. Niektórzy z marynarzy pisali nawet wnioski o przeniesienie na inne jednostki.

Jednak podczas misji bojowych lepiej było służyć na okręcie podwodnym, który ten hydrolokator posiadał. Właśnie grupa dziewięciu okrętów podwodnych wyposażonych w to urządzenie przedarła się przez liczne pola minowe na Morze Japońskie w czerwcu 1945 r. i dokonała operacji w podobnym stylu co niegdyś Niemcy, rozpoczynając Paukenschlag (ataki u wybrzeży amerykańskich na początku 1942 r.). Amerykańska operacja Barney była równie owocna – posłano na dno co najmniej 27 japońskich pełnomorskich jednostek wojennych i handlowych (i pewną liczbę małych), tracąc okręt podwodny USS Bonefish, którego dopadła grupa japońskich eskortowców dysponujących już dobrymi radarami (ostrzeliwały celnie i inne okręty z amerykańskiego „stada”, te jednak uszły ich pościgowi).

ROZDZIAŁ IISPECYFIKA DZIAŁAŃ WOJENNYCH NA PACYFIKU. TAKTYKA AMERYKAŃSKICH OKRĘTÓW PODWODNYCH W LATACH 1941-1945

2.1. ZAŁOŻENIA PRZEDWOJENNE

W założeniach przedwojennych amerykańscy stratedzy nie przewidywali tego, co miało miejsce w I wojnie światowej na Atlantyku, czyli systematycznych, długotrwałych działań mających na celu zwalczanie żeglugi handlowej przez okręty podwodne. Tak samo jak w Wielkiej Brytanii czy Niemczech, uważano, że nowe wynalazki, takie jak sonar (nazywany w Europie azdykiem), znacznie ograniczą skuteczność działań okrętów podwodnych i podobna wojna miała być w ich ocenie już nie do powtórzenia. Dlatego okrętom podwodnym za jedno z głównych zadań wyznaczano rolę okrętów rozpoznawczych – identyfikujących zespoły wrogiej floty wojennej, śledzące ich ruchy i ewentualnie atakujące jej jednostki. W sumie także koncepcje dotyczące działań japońskiej floty podwodnej były podobne i ściśle realizowane w trakcie II wojny światowej. W okresie międzywojennym wśród przedstawicieli państw europejskich toczyła się też debata, czy okrętów podwodnych w ogóle nie zlikwidować i nie zakazać przepisami prawa ich używania. Tak radykalnego rozwiązania wówczas nie przeforsowano, choć Stany Zjednoczone były jednym z sygnatariuszy układu o ograniczeniu zbrojeń morskich podpisanego w 1930 r. w Londynie. W myśl jego zapisów nie można było zatopić jednostki handlowej, nie zapewniając wcześniej bezpieczeństwa ewakuowanej załodze. Ponieważ za każdym razem narażało to okręt podwodny na niebezpieczeństwo (statek mógł wezwać pomoc okrętów lub samolotów albo nawet ostrzelać okręt podwodny z zainstalowanego na pokładzie uzbrojenia własnego), w praktyce uniemożliwiało to okrętom podwodnym skuteczne działanie na większą skalę, jeśli zamierzano się do tych przepisów stosować. Inne działania, traktowane jako akt piractwa, mogły być uznane za zbrodnię wojenną.

Jednak po ataku Japończyków na Pearl Harbor, który nastąpił niespodziewanie (zanim japoński ambasador w Waszyngtonie wręczył notę o wypowiedzeniu Stanom Zjednoczonym wojny) i bez żadnego ostrzeżenia, Amerykanie uznali, że w związku ze zdradzieckim i bezwzględnym działaniem Japończyków te zasady, które były przez 10 lat przestrzegane, wobec Japonii przestają obowiązywać12. Dlatego do amerykańskich okrętów podwodnych na Pacyfiku szybko wysłano rozkaz, aby rozpocząć nieograniczoną wojnę podwodną wobec Japonii. Dowódcy okrętów podwodnych U.S Navy przyjęli ten rozkaz z ulgą, bo ich działania nie były teraz krępowane przepisami narażającymi okręty na zbędne niebezpieczeństwo.

Zanim doszło do wybuchu wojny na Pacyfiku, Amerykanie zmienili też w znacznej mierze sposób patrzenia na przyszły konflikt wojenny ze swoim ewentualnym udziałem, bo uważnie śledzili zmagania na Atlantyku po wybuchu wojny w Europie we wrześniu 1939 r. Działania niemieckich U-Bootów do końca 1941 r. udowodniły niezbicie, że są równie groźne w zwalczaniu żeglugi handlowej, jak podczas I wojny światowej, a kontrakcje kierowane przeciwko nim (przy początkowym braku dostępnych środków i sił do Zwalczania Okrętów Podwodnych) były niewystarczająco skuteczne, w każdym razie mniej niż się przed wojną spodziewano13. Ponieważ Japonia była tak samo jak Wielka Brytania uzależniona od importu surowców strategicznych, zwłaszcza ropy naftowej, konieczność zwalczania japońskiej żeglugi handlowej w trakcie ewentualnego konfliktu i zadanie sparaliżowania transportu morskiego nasuwała się teraz sama amerykańskim strategom.

8. Admirał Isoroku Yamamoto – dowódca marynarki wojennej Cesarstwa Japonii od początku wojny na Pacyfiku do 18 kwietnia 1943 r., gdy w trakcie podróży bombowcem został zestrzelony przez amerykańskie myśliwce. Atak na Pearl Harbor przygotował niezbyt chętnie, świadomy potęgi gospodarczej Stanów Zjednoczonych i konsekwencji, jakie Japonia może ponieść, gdy wojna potrwa kilka lat. Okręty podwodne U.S. Navy miały się w ogromnej mierze przyczynić do upadku gospodarczego i militarnego Japonii.

Gdy Stany Zjednoczone sprzeciwiły się brutalnej agresji sił japońskich na terytorium Chin i wprowadziły embargo na dostawy ropy naftowej do Japonii, militaryści japońscy zdecydowali, że dostęp do surowców niezbędnych do kontynuacji podbojów terytorialnych wywalczą sobie sami. Zaplanowali serię uderzeń na zajmowane przez Brytyjczyków Malaje i Holenderskie Indie Wschodnie (z obszarami bogatymi w ropę naftową), ale jednocześnie musieli zneutralizować flotę amerykańską w Pearl Harbor i zadać jej dotkliwe straty oraz uderzyć na amerykańskie Filipiny, a ponadto na Wyspy Salomona. Amerykanie już w latach 20. przewidywali możliwy atak Japonii na Filipiny.

Z kolei twórca planu ataku na Pearl Harbor admirał Isoroku Yamamoto przewidział, że konflikt ze Stanami Zjednoczonymi w przypadku przedłużenia się wyniszczającej wojny na okres kilku lat może przynieść Japonii ostateczną porażkę, nawet jeśli na początku będzie ona odnosić sukcesy i osiągnie cele zakładane na pierwsze pół roku wojny. Yamamoto znał możliwości potężnego amerykańskiego przemysłu, nazywając go „śpiącym kolosem”. Jego osobiste zdanie nie było jednak w stanie powstrzymać agresywnych poczynań japońskich polityków ani zapobiec wojnie, do której przygotowania sam ostatecznie niebyt chętnie przyłożył rękę.

Atak na Pearl Harbor ostatecznie rozwiązał ręce amerykańskiemu prezydentowi Rooseveltowi w kwestii przekonania amerykańskiego społeczeństwa do udziału w wojnie. Stany Zjednoczone dzięki swojej potędze gospodarczej miały decydujący wpływ na pokonanie po kolei wszystkich państw Osi: Włoch, III Rzeszy i Japonii. Co więcej, były w stanie kontynuować i wygrać tę walkę na dwóch frontach – na Pacyfiku oraz w Europie, gdy wsparły tam w sposób kluczowy kraje sojusznicze. Stany Zjednoczone wyszły z tej wojny zwycięsko pod każdym względem – jako jeszcze większa potęga militarna i kraj mający decydujący wpływ na kształtowanie polityki w powojennym świecie.

Japończycy zawiedli się w oczekiwaniach, że w pierwszej połowie 1942 r. swoimi postępami militarnymi nakłonią Amerykanów do rozejmu i jakichś politycznych ustępstw. Nastroje pacyfistyczne w Stanach Zjednoczonych po japońskim ataku na Hawaje odeszły w przeszłość. Amerykanie, walcząc na Pacyfiku, zamierzali pokonać Japończyków definitywnie i ukarać ich przywódców za skłonności do wszczynania brutalnych i agresywnych wojen. Amerykańskie okręty podwodne, działające przez całą wojnę na Pacyfiku, miały stać się jednym z najważniejszych środków do realizacji tego celu.

2.2. MODYFIKACJA STRATEGII DZIAŁAŃ

W początkowym okresie wojny sukcesy amerykańskich okrętów podwodnych okazały się bardzo słabe. Powodem były nie tylko ogromne problemy z wadliwymi torpedami, ale i przyjęcie niewłaściwej strategii działania, którą nakazano realizować dowódcom okrętów podwodnych.

Przede wszystkim we flocie podwodnej U.S. Navy na początku postawiono na dowódców starszych i ostrożnych w działaniach, podczas gdy w U-Bootwaffe na Atlantyku na młodszych i agresywniejszych. Co więcej, gdy wysyłano amerykańskie okręty do wyznaczonych sektorów operacyjnych, nakazywano im działać mało aktywnie, aby nie narazić ich na ataki lotnicze i poszukiwania ze strony wrogich sił nawodnych. Okręty podwodne nie poszukiwały czynnie wrogich statków i okrętów, tylko czyhały w danym miejscu wiele dni, zbytnio się nie przemieszczając i nie rzucając przeciwnikowi w oczy. Czekały na okazję, gdy jakaś wroga jednostka przypłynie do nich sama. Dowódcom wpajano, żeby nie korzystali za często z peryskopu, wysuwali go przy obserwacjach najwyżej na metr nad powierzchnię wody, działali jak najdłużej w zanurzeniu, a atakując, częściej wykorzystywali namiary sonaru niż peryskop przy dokonywaniu namiarów na cel.

Te wszystkie błędne rozkazy i liczne wady używanych torped sprawiły, że sukcesy amerykańskich podwodniaków w pierwszym roku wojny nie miały praktycznie wpływu na działania wojenne, w każdym razie przeciwnik zbyt słabo odczuł ich działania. Okręty podwodne najczęściej posyłano pod japońskie bazy lub w rejon desantowania ich wojsk. Ta taktyka Amerykanów była zbyt przewidywalna dla Japończyków, bo właśnie tam spodziewali się obecności wrogich okrętów podwodnych. Patrolujące przed swoimi bazami japońskie niszczyciele nierzadko wykrywały i okładały bombami głębinowymi amerykańskie okręty podwodne i zmuszały je do ucieczki, zanim te mogły coś zdziałać. Nie każdy amerykański dowódca sprawdzał się w boju, niektórzy załamywali się w trakcie pierwszych bombardowań i trzeba było ich zastępować innymi.

Po wojnie potwierdzono zatopienie w całym 1942 r. tylko 180 jednostek japońskich po atakach okrętów podwodnych U.S. Navy, a zatopiony tonaż wyniósł zaledwie 725 000 BRT. Niemieckie U-Booty na Atlantyku były w stanie zatopić w pierwszej połowie tego roku akurat tyle w niecały kwartał.

W dowództwie floty podwodnej Pacyfiku zrozumiano wreszcie, że należy postawić na dowódców młodszych i bardziej walecznych. Proces ich wymiany był długi, ale rezultaty działań bojowych stopniowo się poprawiały; także całe załogi nabierały większego doświadczenia bojowego. Zmieniono też strategię działań na lepszą – w większym stopniu wykorzystywano rozszyfrowane depesze japońskie, posyłając okręty podwodne na trasy żeglugowe pojedynczych statków, ważnych konwojów i zespołów japońskich okrętów wojennych. Agresywniejsi w działaniach dowódcy wreszcie lepiej wykorzystywali potencjał swoich jednostek – nie wahali się aktywnie przemieszczać w pościgach za statkami i całymi konwojami, atakując je konsekwentniej i o wiele skuteczniej, choć wady torped nadal dawały o sobie znać i marnowały niejedną okazję.

Dość długo działania okrętów amerykańskich przypominały akcje „samotnych wilków”. Podobnie działały na dalekich trasach żeglugowych wroga niemieckie U-Booty typu IX na Atlantyku czy Oceanie Indyjskim.

Ale od października 1943 r. Amerykanie zaczęli również próbne akcje zespołowe okrętów podwodnych przeciwko konwojom japońskim. Różniły się one jednak znacząco od działań niemieckich „wilczych stad” U-Bootów walczących na Atlantyku. Niemcy formowali jak najliczniejsze grupy; Amerykanie tworzyli małe „stada” złożone przeważnie z trzech okrętów, a najbardziej doświadczony dowódca któregoś z okrętów kierował działaniami całej grupy.

Początkowo amerykańscy dowódcy obawiali się przypadkowego ostrzelania okrętów kolegów, gdyby atakowali konwój w podobnym czasie; woleli też, aby ich działaniami kierowano z lądu, co przypominało niemieckie rozwiązania z Atlantyku. Jednak zbyt duża liczba depesz radiowych pomiędzy okrętami a sztabem narażała okręty na wykrycie i pomagała Japończykom koncentrować siły przeciwpodwodne. Dlatego też po stracie niektórych namierzonych radiowo okrętów podwodnych w amerykańskim sztabie zarzucono ten pomysł. Za to ulepszono taktykę ataków na japońskie konwoje.

Jeden z trzech okrętów grupy śledził konwój, podawał jego aktualne pozycje pozostałym okrętom, a niekiedy nawet prowokował japońską eskortę do ataku, ujawniając się z daleka i próbując odciągnąć ją od statków. Drugi z okrętów atakował główną formację konwoju i starał się zatopić jak najwięcej jednostek. Trzeci podążał z tyłu za konwojem i atakował japońskie statki, których załogi próbowały odłączyć się od konwoju i uciekać na własną rękę przed zagrożeniem, albo też zatapiał strzałami torpedowymi już wcześniej uszkodzone po atakach kolegów jednostki japońskie. Po zużyciu torped przez jedną jednostkę amerykańską atakowała następna, a poprzednia utrzymywała kontakt z konwojem.

Taktyka ta przyniosła szereg sukcesów, a ich apogeum nadeszło w 1944 r., gdy Japończycy formowali najwięcej konwojów i próbowali się skuteczniej bronić. Większość bitew konwojowych tego rodzaju jednak przegrywali, bo Amerykanie potrafili posyłać nawet kilka „stad” na trasy większych konwojów japońskich, przewożących zwłaszcza wojsko, uzbrojenie i zaopatrzenie dla swoich garnizonów stacjonujących na archipelagach ważnych strategicznie i jeszcze okupowanych wysp. Zdarzały się zatopienia transportowców z całym pułkiem wojska i uzbrojeniem, a to liczyło się nawet bardziej od tonażu – wojska amerykańskie nie musiały potem toczyć z tymi zlikwidowanymi siłami wroga długotrwałych (i okupionych stratami własnymi) lądowych batalii.

9. Efekt akcji jednego z amerykańskich okrętów podwodnych – duży japoński transportowiec idzie na dno.

W ostatnim kwartale 1943 r. rozpoczęto intensywniejsze ataki zwłaszcza na japońskie zbiornikowce, by spowodować poważniejszy kryzys paliwowy w japońskiej flocie. Taktyka ta mimo pewnych problemów (zbiornikowce nie były celami łatwymi do zatopienia, szczególnie gdy nie wiozły w którąś stronę paliwa) sprawdziła się do końca 1944 r. Wyjątkowo słabym punktem japońskich dowozów paliwa była Cieśnina Luzońska, a także Cieśnina Formoza (Tajwańska) znajdująca się pomiędzy wybrzeżami Chin a wyspą Tajwan. Przez te „wąskie gardła” przechodziła większość japońskich transportów. Skoncentrowanie ataków okrętów podwodnych w tych rejonach było dla Japończyków fatalne w skutkach. Co gorsza dla nich, Amerykanie wyeliminowali problemy z torpedami do końca 1943 r. i w następnym roku praktycznie zdziesiątkowali japońską żeglugę transportową. Urwały się dostawy do Japonii surowców niezbędnych do prowadzenia wojny: nie było już dostaw ropy naftowej, rudy żelaza, węgla, boksytów, kauczuku, żywności. Sparaliżowano dostawy broni, amunicji, samolotów i wojska w rejony, gdzie były najbardziej potrzebne. Clay Blair słusznie zauważył, że krwawe batalie na Iwo Jimie czy Okinawie, masowo zrzucane na japońskie miasta bomby zapalające i wreszcie atomowe nie były już wtedy w zasadzie potrzebne, aby ostatecznie wygrać wojnę. Sama blokada morska Wysp Japońskich przez amerykańskie siły podwodne, nawodne i lotnicze musiała doprowadzić ją do końca.

W 1943 r. działaniami okrętów podwodnych już mocno osłabiono dostawy do Japonii (z 19,4 do 16,4 mln t) i zatopiono frachtowce o łącznej pojemności 1,1 mln BRT oraz zbiornikowce o pojemności 150 000 BRT. Od początku wojny podwodniakom U.S. Navy potwierdzono 515 zatopień japońskich jednostek o łącznym tonażu 2,2 mln BRT. A to był dopiero początek końca. W 1944 r. zatopiono kolejne 603 potwierdzone jednostki14 o tonażu 2,7 mln t, a import dostaw do Japonii spadł do zaledwie 10 mln t.

W 1945 r. sukcesy okrętów podwodnych zmalały, bo na szlakach żeglugowych dawniej mocno uczęszczanych przez japońskie statki zrobiło się pusto. Amerykańscy podwodniacy musieli teraz wytrwale szukać celów dla torped u japońskich wybrzeży, w samych portach i na akwenach, na które trzeba było ostrożnie się przedzierać ze względu na wrogie obronne pola minowe. To, co siły podwodne U.S. Navy robiły w 1945 r., można potocznie nazwać „czyszczeniem stajni”. Potwierdzone zatopienie jeszcze 196 jednostek pełnomorskich o tonażu 400 000 t (bo mniejsze nie były wliczane) uczyniło sytuację Japonii beznadziejną. Należy pamiętać, że podczas wojny na Pacyfiku także akcje amerykańskiej floty nawodnej (oraz jednostek sprzymierzonych) i lotnictwa czyniły spustoszenie nie tylko wśród jednostek wojennych floty cesarskiej, ale też japońskich statków handlowych. W końcowej fazie wojny nasilono akcję minową (miny głównie zrzucano z samolotów) dla blokowania najważniejszych japońskich portów i sparaliżowania japońskiej żeglugi. To się w dużej mierze udało – zdziesiątkowana japońska flota nie posiadała już paliwa, a wiele jednostek oddało resztki zapasu ostatniemu aktywnemu zespołowi floty (z pancernikiem Yamato na czele) skierowanemu do samobójczego rajdu ku Okinawie w kwietniu 1945 r.15

10. Amerykański okręt podwodny USS Besugo, który zatopił działający z baz japońskich niemiecki okręt podwodny U 183. Zdjęcie Besugo z okresu powojennego – 1950 r.

Aby odnieść zwycięstwo w wojnie podwodnej na Pacyfiku, Amerykanom wystarczyło 250 oddanych do służby bojowej okrętów podwodnych, z których 190 odniosło sukcesy, zatapiając japońskie pełnomorskie jednostki. Część nowych amerykańskich okrętów nie miała już szansy na sukcesy, bo weszła do akcji pod koniec wojny i nie spotkała godnych uwagi celów. W wojnie na Pacyfiku Amerykanom przytrafiały się sukcesy dodatkowe – niektóre okręty podwodne posłały na dno jednostki pływające pod niemiecką banderą i jednostki francuskiego rządu Vichy (krążownik pomocniczy Michel, łamacze blokady, okręty patrolowe, niektóre U-Booty16). Z kolei pewną liczbę japońskich jednostek wojennych i handlowych zatopiły sojusznicze okręty podwodne bandery brytyjskiej i holenderskiej, walczące na Pacyfiku praktycznie od początku wojny. Ogólne straty Japończyków były zatem jeszcze wyższe.

Zwycięstwo nad Cesarstwem Japonii kosztowało Amerykanów utratę w ciągu całej wojny 52 okrętów podwodnych (4 w wypadkach, 48 w akcjach bojowych) i 3506 poległych oficerów, podoficerów i marynarzy. Amerykanie i tak uważali te straty za dość dotkliwe, ponieważ było to 16% wszystkich poległych podczas wojny oficerów i 13% marynarzy floty podwodnej U.S. Navy.

11. Amerykański lotniskowiec USS Wasp płonie 15 września 1942 r. po śmiertelnych trafieniach torped wystrzelonych z japońskiego okrętu podwodnego I-19 (podczas zmagań o wyspę Guadalcanal). Takie sukcesy japońskich okrętów podwodnych były na szczęście dość rzadkie, a zwalczanie alianckiej żeglugi handlowej było podczas wojny przez Japończyków zbytnio lekceważone.

Dla porównania Niemcy, Włosi i Japończycy zatopili na swoich okrętach podwodnych podczas całej wojny 14 675 800 BRT, z tego Niemcy zatopili lub bezpowrotnie zniszczyli 2800 statków, 195 okrętów wojennych i 63 pomocnicze okręty wojenne. Zapłacili jednak cenę przerażającą – w akcjach bojowych zatonęło aż 785 U-Bootów (z 1154 zbudowanych i 14 zdobycznych), a zginęło 28 000 niemieckich marynarzy spośród 40 000 pełniących na nich służbę. Połowę ocalałych U-Bootów Niemcy zatopili sami pod koniec wojny, większość pozostałych (które się poddały) zniszczyli Alianci kilka miesięcy po kapitulacji III Rzeszy. Co ciekawe, aż 850 niemieckich U-Bootów zbudowano właściwie na darmo, bo nie odniosły ani jednego sukcesu bojowego (nawet uszkodzenia jednostki wroga); większości zatopień dokonała mocno eksploatowana grupa okrętów niemieckich z pierwszych trzech lat wojny.

Straty amerykańskich okrętów podwodnych w trakcie walk na Pacyfiku nie były tak duże z kilku powodów. Japończycy nie byli w stanie rozwinąć podczas wojny tak morderczych, skutecznych i licznych środków do zwalczania okrętów podwodnych. W zbyt małym stopniu angażowali do walki z nimi lotnictwo, wysiłek okrętów cesarskiej floty był też rozpraszany przez ogromną liczbę zadań. Jednocześnie walczyły one z coraz silniejszą flotą nawodną Stanów Zjednoczonych (i flotą jednostek sprzymierzonych Holandii i Wielkiej Brytanii), z amerykańskim lotnictwem, wykonywały zadania zaopatrzeniowe dla garnizonów wojskowych i zadania ewakuacji wojsk. Z okrętami podwodnymi walczyły przeważnie w trakcie eskortowania jednostek transportowych lub gdy patrolowały własne wybrzeża i przedpola swoich baz morskich. Pewien procent amerykańskich okrętów podwodnych zatopiły stawiane pola minowe, a nie bezpośrednia akcja bojowa Japończyków. Poza tym Japończycy nie rozwinęli tak skutecznej technologii wykrywania podwodnego przeciwnika (zwłaszcza radarowej), zbyt późno nadrabiając opóźnienie w stosunku do Amerykanów w tej dziedzinie.

Warto też wspomnieć ważny japoński błąd w wykorzystaniu okrętów podwodnych. Miały one przede wszystkim lokalizować i atakować amerykańskie okręty wojenne, natomiast lekceważono zwalczanie żeglugi handlowej. Japończycy zatopili podczas wojny na Pacyfiku i Oceanie Indyjskim zaledwie 161 statków (według innych danych 184) o łącznej pojemności 907 000 BRT. Gdyby starano się je wykorzystać w znacznie większym zakresie do atakowania statków u zachodnich wybrzeży Stanów Zjednoczonych i na trasach żeglugowych prowadzących z Kanału Panamskiego (dodatkowo – sam atak silnego zespołu floty japońskich lotniskowców na Kanał Panamski na początku wojny mógłby mieć poważniejsze znaczenie), amerykańska ofensywa po zwycięstwie pod Midway byłaby utrudniona i wojna na Pacyfiku prawdopodobnie trwałaby znacznie dłużej. Choć japońskie okręty podwodne odniosły kilka spektakularnych sukcesów w starciach z okrętami amerykańskimi (np. zatopienie lotniskowców Yorktown i Wasp, lotniskowca eskortowego Liscome Bay, krążownika ciężkiego Indianapolis, krążownika lekkiego Juneau i kilkunastu mniejszych jednostek), koncentrowano je zazwyczaj w grupach zbyt blisko siebie, co pozwalało Amerykanom skutecznie je niszczyć, gdy ich rejon działania dokładnie zlokalizowano. Zbyt wiele japońskich okrętów podwodnych stracono również podczas realizowania przez nie misji zaopatrywania japońskich garnizonów wojskowych na zajmowanych wyspach, np. w rejonie Guadalcanal i innych.

12. Japońskie okręty podwodne I-53, I-58 kotwiczące w bazie. Nosiły również widoczne numeracje I-153 oraz I-158.

2.3. GŁÓWNE I WYSUNIĘTE BAZY AMERYKAŃSKICH OKRĘTÓW PODWODNYCH

Po wybuchu wojny na Pacyfiku amerykańskie okręty podwodne działały z kilku najważniejszych baz. W pierwszej kolejności wyruszały z bazy Pearl Harbor, a ich załogi, mając przed oczyma obraz zniszczeń, jakich dokonał skuteczny japoński nalot 7 grudnia 1941 r. (wyruszając w rejs bojowy mijały wraki pancerników Arizona i Oklahoma oraz kadłuby innych ciężko uszkodzonych okrętów), przysięgały w duchu Japończykom niechybną zemstę. Bazę skutecznie wykorzystywały okręty podwodne przez cały okres wojny.

Podobnie było z bazami ulokowanymi w Australii. Najważniejsze znajdowały się w Darwin, Brisbane, Fremantle-Perth, Albany i Zatoce Exmouth. Dopóki Amerykanie, Brytyjczycy i Holendrzy nie stracili w pierwszym półroczu 1942 r. Filipin i Jawy, wykorzystywali znajdujące się tam bazy dla okrętów podwodnych. Na Filipinach okręty podwodne korzystały z bazy Cavite, a na Jawie z bazy Surabaja i Tjilatjap. Na Aleutach bazą okrętów podwodnych było Dutch Harbor (do czasu aż zajęli ją Japończycy), zaś bliżej Alaski baza Kodiak.

Prócz baz głównych w trakcie walk na Pacyfiku tworzono wysunięte bazy amerykańskich okrętów podwodnych, wybierając odpowiednie miejsca, aby zbudować całą infrastrukturę w miarę szybko. Szczególnie zaciekłe walki na morzu toczono w latach 1942-1943 w rejonie Wysp Salomona, a kolejne desanty amerykańskich wojsk stopniowo wypierały Japończyków z tych wysp. Przesuwający się powoli front powodował, że bazy dla okrętów podwodnych powstawały coraz bliżej rejonów walk. Założono je w Zatoce Milne, Zatoce Langemak, koło Tulagi, a następnie w Seeadler Harbor oraz Mios Woendi u północnych wybrzeży Nowej Gwinei. Powstawanie tych baz skracało rejsy okrętów podwodnych do wyznaczonych rejonów operacyjnych, szybciej uzupełniano zapasy torped i paliwa oraz istniała możliwość reperacji najważniejszych usterek znacznie bliżej niż w bazach głównych.

13. Widoczne wnętrze przedziału torpedowego I-58 i wyrzutnie torpedowe, z których salwa zatopiła amerykański krążownik ciężki USS Indianapolis (30 lipca 1945 r.).

Kolejne wysunięte bazy znajdowały się na wyspie Midway, w trakcie ofensywy na Wyspach Marshalla na Majuro, a po odebraniu Japończykom w 1944 r. Marianów i Filipin – na atolu Ulithi, wyspach Guam, Saipan, a na Filipinach w Zatoce Subic. Sprawność Amerykanów przy tworzeniu wysuniętych baz niewątpliwie przyczyniła się do skrócenia przebiegu działań wojennych. Niekiedy okręt-baza z paliwem, torpedami i ekipami naprawczymi udawał się w zakamuflowane i umówione z dowódcami okrętów podwodnych miejsce (nazywane „stacją”), co powodowało, że okręty podwodne po szybkim uzupełnieniu zapasów wydłużały swój patrol, nazywany wtedy przez załogi okrętów podwodnych „dwururką”.

2.4. DEKRYPTAŻ I JEGO WPŁYW NA DZIAŁANIA OKRĘTÓW PODWODNYCH U.S. NAVY

Wywiad amerykańskiej marynarki już przed wojną złamał japońskie kody, którymi posługiwała się cesarska marynarka wojenna (szyfr JN-25), a w trakcie wojny potrafił się uporać z japońskimi modyfikacjami ich szyfrów. To przyczyniło się m.in. do zwycięstwa pod Midway i przejęcia przez Amerykanów inicjatywy strategicznej na Pacyfiku. Z rozszyfrowanych informacji mogli skorzystać także dowódcy amerykańskich okrętów podwodnych. Otrzymywali oni radiowo informacje o trasach zespołów japońskich okrętów wojennych, konwojów statków transportowych, a nawet pojedynczych jednostek. Przekazywane na okręty informacje o planowanej marszrucie jednostek przeciwnika były tak dokładne, że okręty podwodne rozmijały się z japońskimi zespołami i konwojami tylko wtedy, gdy któraś ze stron popełniła błąd w nawigacji. Przeważnie jednak przechwycenia się udawały i wiele japońskich jednostek zatapiano.

14. Krążownik ciężki Indianapolis na zdjęciu z 1939 r.

Depesze nazywane ULTRĄ pochodzące od wywiadu trafiały do rąk dowódców okrętów podwodnych, ale o tym, że informacje pochodzą od kryptologów, wiedziały właściwie całe ich załogi. Dlatego dowódcy zobowiązywali swoich podwładnych do zachowania ścisłej tajemnicy. W ogóle akcje okrętów podwodnych otoczono klauzulą tajności. W rejsy na pokłady okrętów podwodnych zakazano zabierać korespondentów wojennych, aby tajemnica posiadania dostępu do japońskich szyfrów przez amerykański wywiad nie została przypadkiem przez nich ujawniona.

Amerykańcy admirałowie wiele się nauczyli po przecieku informacji o działaniach swoich okrętów podwodnych w pierwszym roku wojny. Straty nie okazały się w nim zbyt wysokie, bo Japończycy w atakach bombami głębinowymi często nastawiali je za płytko i większość amerykańskich okrętów podwodnych wychodziła z opresji cało. Jednak w czerwcu 1943 r. kongresman Andrew Jackson May, który o tym wiedział, nierozważnie udzielił prasie wywiadu i wspomniał, że Japończycy nastawiają bomby głębinowe za płytko. Wywiad opublikowano w całym kraju i przeczytali go również japońscy wywiadowcy. Efektem nierozwagi Maya było to, że japońskie okręty odtąd bombardowały Amerykanów o wiele celniej i bomby rzucano znacznie głębiej. Efektem tego była utrata pewnej liczby okrętów i niepotrzebna śmierć ich załóg.

Kryptolodzy zaniepokoili się po raz drugi przed ostatnimi podczas wojny wyborami na prezydenta. Jeden z kandydatów chciał poruszyć sprawę posiadania tajemnicy japońskich szyfrów już przed wojną, w związku z nienależytym (w jego ocenie) ostrzeżeniem Pearl Harbor przed grożącym atakiem japońskim przez Waszyngton w grudniu 1941 r. Na szczęście przekonano go, aby tej sprawy nie poruszał na forum publicznym; dowódcy wojskowi uświadomili mu, jak wiele Stany Zjednoczone by straciły, gdyby Japończycy zmienili na skutek tego szyfry i wiedza o ich wojskowych planach zostałaby utracona.

Przed podobną pomyłką ledwo uchronił się sam dowódca okrętów podwodnych na Pacyfiku wiceadmirał Charles Andrews Lockwood. Chciał on w grudniu 1943 r. przekazać rodakom swoisty prezent świąteczny i podać do amerykańskiej prasy informację o skutecznym ataku USS Skate na przechwycony superpancernik Yamato. Dowódca Skate Eugene McKinney 25 grudnia w ataku torpedowym uszkodził Yamato torpedą (twierdził, że dwiema), ale w meldunku wysłał wiadomość, że trafił w „okręt”, nie podając nazwy superpancernika, przez co Lockwood musiał zrezygnować z przygotowanego orędzia. Gdy po powrocie McKinneya admirał chciał udzielić mu słownej nagany, dowódca USS Skate miał słuszny argument na swoją obronę. Nie podał nazwy Yamato, bo Japończycy zaczęliby podejrzewać, że informacja o jego trasie została rozszyfrowana. Niby skąd w ich przekonaniu dowódca okrętu podwodnego podczas ataku miałby wiedzieć, że trafił właśnie Yamato, a nie np. bliźniaczy superpancernik Musashi? Przekazanie wiadomości prasie w tej formie (z nazwą Yamato) mogłoby wzbudzić podejrzenia Japończyków i skłonić ich do zmiany szyfrów na wszelki wypadek.

15. Widok na śródokręcie zacumowanego I-58.

Ten jeden raz amerykański admirał mógł się nauczyć od swojego podwładnego, jak należy chronić tajemnice związane z informacjami ULTRY. Wszystko na szczęście skończyło się dobrze. Z dekryptażu korzystano do końca wojny i okręty podwodne naprowadzane na trasy japońskich jednostek niszczyły je bardzo skutecznie, a Japończycy (tak samo jak Niemcy w przypadku swojej Enigmy) nie zorientowali się, że ich kody są dostępne dla wroga.

2.5. AMERYKAŃSKI „KRYZYS TORPEDOWY” W WOJNIE NA PACYFIKU I JEGO ROZWIĄZANIE

Do jesieni 1941 r. amerykańskie okręty podwodne dysponowały starszymi torpedami typu Mark 10. Miały one długość 4,88 m, masę 1004,72 kg, głowice z zawartością 225 kg trotylu. Ich zasięg wynosił 4100 m przy prędkości 36 węzłów albo dwukrotnie większy przy prędkości 31,5 węzła. Miały dość solidne zapalniki kontaktowe, choć zdarzały się w tej torpedzie awarie żyroskopu, przez co miały tendencję do zataczania kręgów. Nie utrzymywały też niekiedy zadanej głębokości przebiegu.