Płomienie winy: część 2 - Inger Gammelgaard Madsen - ebook + audiobook

Płomienie winy: część 2 ebook

Inger Gammelgaard Madsen

0,0
3,99 zł

lub
Opis

Liv Løkke jest kasjerką w sklepie Netto w Paderup. Nienawidzi tego miasteczka, samej siebie, swojej pracy i banalnego życia. Nie musi nawet patrzeć na kupujących, aby wiedzieć, kim są. Zna większość osób z sąsiedztwa i wie, co mają zazwyczaj w koszyku. Ale pewnego dnia jest zmuszona podnieść wzrok, gdy w kolejce do kasy staje człowiek, na widok którego wracają wspomnienia z przeszłości. Liv przypomina sobie dzień, kiedy uratowała swojego brata z płonącego domu, tuż po wybuchu gazu w kuchni. W tym pożarze zginęła ich matka. To on. Dawny kochanek matki. Twierdzi, że jest w stanie udowodnić, że jej śmierć to nie był wypadek.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 36




Inger Gammelgaard Madsen

Płomienie winy: część 2

Saga

Płomienie winy: część 2Tytuł oryginału: Brændende skyld: Afsnit 2Przełożyła: PBTCopyright © 2016, 2019 Inger Gammelgaard Madsen i SAGA EgmontWszystkie prawa zastrzeżoneISBN: 9788726145991

1. Wydanie w formie e-booka, 2019Format: EPUB 2.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.

SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont

Płomienie winy

Część 2

Dwadzieścia cztery sztuki pieluch Libero Baby Soft, ekologiczne jedzenie dla dzieci Hipp – budyń bananowo-ryżowy, dwanaście sztuk ekologicznych jaj i paczka zielonych papierosów King, czyli musiała to być Lise z Venusvej. Niedawno urodziła dziecko, zdaje się, że syna. Zawsze kupowała żywność ekologiczną i prowadziła zdrowy tryb życia. Papierosy nie pasowały do tego zestawu, więc musiała je kupować dla męża. On nie bywał często w sklepie. Liv nie musiała podnosić wzroku, bo chmura perfum Orange Blossom potwierdziła jej przypuszczenie, że zakupy należały do Lise.

– Razem sto siedemdziesiąt dziewięć, dziewięćdziesiąt pięć.

– Dlaczego, do diabła, nie powie pani po prostu sto osiemdziesiąt koron? – powiedziała Lise zrzędliwym tonem, po czym włożyła kartę do terminala płatniczego i szybko wstukała kod PIN, zasłaniając ekran dłonią przed następną osobą w kolejce. Liv Løkke zastanawiała się, czy cielisty lakier pokrywający paznokcie Lise również był przyjazny dla środowiska.

Zaczęła przesuwać po czytniku kolejne towary na taśmie. Kiełbasa w plasterkach, kostka masła, sześciopak piwa Carlsberg, pasztet w hermetycznym opakowaniu, słoik marmolady truskawkowej firmy Den Gamle Fabrik i puszka kociej karmy Whiskas. Wyciągnęła dłoń po pieniądze, nie podnosząc nawet wzroku. Stary Verner zawsze płacił gotówką, bo nie miał karty płatniczej i uważał, że tacy starzy ludzie jak on nie muszą się uczyć obsługi komputera ani poczty elektronicznej. Mawiał, że władze same nie umieją się w tym wszystkim połapać. Liv każdego dnia rozmyślała o tym, jacy przewidywalni byli ludzie. Zdradzały ich przyzwyczajenia. Towary, które kupowali, odzwierciedlały ich osobowość w taki sam sposób, jak wyrzucane przez nich śmieci. Zwracała dużą uwagę na producentów danych towarów, bo to również miało spore znaczenie. Niektórzy stawiali na tanie produkty, inni na jakość. Ci, którzy wybierali drogie marki, mieli wyższe wykształcenie, a tym samym lepszą pracę i wyższe zarobki. Jednocześnie nie przejmowali się zbytnio wydawanymi kwotami. Bawiło ją, gdy młodzi chłopcy czerwienili się, kładąc na taśmie prezerwatywy. Ukrywali je zazwyczaj pod siatkami albo innymi towarami. Ale nie było już wielu takich klientów. Albo ludzie przestali się zabezpieczać, albo kupowali prezerwatywy przez internet, żeby uniknąć patrzenia kasjerce w oczy. Zawsze mrugała do nich porozumiewawczo albo życzyła im dużo przyjemności. Wyglądali wtedy tak, jakby chcieli zapaść się pod ziemię. Ale dlaczego mieliby się wstydzić tego, że zamierzają uprawiać seks? Albo że chcą się zabezpieczyć? Nie mogła tego pojąć. Być może nie rozumiała tego, bo sama nie miała w tej materii doświadczenia. Nigdy nie miała chłopaka. Była zbyt gruba, żeby sobie jakiegoś znaleźć. Tak mówiła jej piękna i szczupła matka, gdy Liv narzekała, że wszystkie koleżanki z klasy mają chłopaków i szydzą z niej, że wciąż żadnego nie znalazła.

– Weź się za siebie, to kogoś znajdziesz – powtarzała matka.

Liv więc próbowała. Stosowała jedną dietę odchudzającą za drugą, ale bezskutecznie. Koniec końców przyzwyczaiła się do tego, że jest dobrze zbudowana, jak sama o sobie mówiła. I do tego, że nie ma chłopaka. Jeśli o nią chodziło, wolała być wolna.

To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.