Persowie. Epoka Wielkich Królów - Lloyd Llewellyn-Jones - ebook + książka

Persowie. Epoka Wielkich Królów ebook

Llewellyn-Jones Lloyd

4,2
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.
Opis

Błyskotliwe, prowokacyjne, dogłębne studium jednego z największych imperiów i jednej z największych cywilizacji starożytnego świata. Gorąco polecam”. - Adrian Goldsworthy.

Nowa, oparta na perskich źródłach historia imperium Achemenidów.

Wielcy Królowie Persji rządzili największym imperium starożytności, rozciągającym się od Libii po stepy Azji i od Sudanu po Pakistan. Sercem ich państwa było legendarne miasto-pałac Persepolis, gdzie achemenidzcy monarchowie utrzymywali pełen niezrównanego przepychu dwór. To stamtąd Cyrus Wielki, Dariusz, Kserkses oraz ich następcy ogłaszali prawa, wysyłali armie i władali swym wielokulturowym imperium.

Achemenidzi byli jednak też jednym z wielkich dysfunkcyjnych rodów w dziejach. Bracia bezwzględnie walczyli o władzę, żony i konkubiny spiskowały, aby wynieść swoich synów na tron, eunuchowie i dworzanie rywalizowali o wpływy i prestiż.

Wiedza o perskim imperium tradycyjnie pochodziła z dzieł jego wrogów, m.in. greckich autorów, takich jak Herodot — tak więc przez całe wieki patrzyliśmy na nie przez pryzmat starożytnych wizji politycznych i kulturowych. Profesor Llewellyn-Jones sięga do oryginalnych achemenidzkich źródeł, w tym inskrypcji, dzieł sztuki i niedawnych odkryć archeologicznych z Iranu, tworząc pasjonującą, autentyczną „perską wersję” tego pierwszego wielkiego imperium starożytności — epoki wielkich królów, niezwykłych osiągnięć kulturowych, cywilizacyjnych i militarnych, imperialnych ambicji i pełnych przepychu rytuałów.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 533

Oceny
4,2 (9 ocen)
3
5
1
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Orzewski

Nie oderwiesz się od lektury

ok
00
lilia394

Nie oderwiesz się od lektury

Bardzo ciekawie napisana, polecam
00
Krzysztof19781984

Dobrze spędzony czas

przereklamowana
00

Popularność




Motto

Czara wina jest Zwier­cia­dłem Alek­san­dra –

Spójrz, odsła­nia nam stan kró­le­stwa Dariu­sza.

Hafiz

Dedykacja

Moim stu­den­tom, daw­nym i obec­nym,za towa­rzy­sze­nie mi w podróży do Per­sji

Spis ilustracji

Rysunki czarno-białe

Grecki hoplita szy­kuje się do zgwał­ce­nia per­skiego żoł­nie­rza.

Waza eury­me­doń­ska

, attycka czer­wo­no­fi­gu­rowa ojno­choe, dzban na wino przy­pi­sy­wany krę­gowi Mala­rza Trip­to­le­mosa, ok. 460 r. p.n.e. Museum für Kunst und Gewerbe, Ham­burg.

Cyrus I z Anszanu poko­nuje wro­gów. Odcisk pie­częci (PFS 93*).

Skrzy­dlaty i uko­ro­no­wany

apkallu

(straż­nik) z bramy pała­co­wego ogrodu Cyrusa Wiel­kiego w Pasar­ga­dach.

Relief z Bisi­tun, obra­zowe przed­sta­wie­nie triumfu Dariu­sza Wiel­kiego.

Wielki Król, pod posta­cią per­skiego „herosa”, zabija mitycz­nego potwora (o cechach lwa, orła i skor­piona) repre­zen­tu­ją­cego chaos

drauga

(Kłam­stwa). Z nad­proża sali Stu Kolumn, Per­se­po­lis.

Odcisk pie­częci Par­nakki (PFS 9).

Odcisk pie­częci Zisz­sza­wi­sza (PFS 83*).

Odcisk dru­giej pie­częci Par­nakki (PFS 16*).

Odcisk dru­giej pie­częci Zisz­sza­wi­sza (PFS 11).

Złoty dare­jek z podo­bi­zną Wiel­kiego Króla uzbro­jo­nego w łuk, strzałę i włócz­nię, 460 r. p.n.e., Metro­po­li­tan Museum of Art (domena publiczna).

Odcisk pie­częci cylin­drycz­nej ze sceną kobie­cej audien­cji. Przy­pusz­czal­nie z Suzy, ok. 490 r. p.n.e. Luwr, Paryż.

Odcisk pie­częci nale­żą­cej do Raszdy, zarządcy dworu Irda­bamy, matki Dariu­sza Wiel­kiego (PFS 535).

Odcisk pie­częci nale­żą­cej do Arty­stone (PFS 38).

Odcisk pie­częci nale­żą­cej do Sza­la­many, zarządcy dworu Arty­stone (PFS 535).

Detal tzw. Reliefu Skarbca z Per­se­po­lis; Wielki Król i następca tronu przed­sta­wieni pod­czas kró­lew­skiej audien­cji.

Dwaj Mago­wie, z zasło­nię­tymi ustami, odpra­wiają rytu­ały ofiarne przy ołta­rzu. Trzy­mają różdżki z drewna bal­sa­micz­nego. Z Dasky­lionu, ok. 450 r. p.n.e. Muzeum Arche­olo­giczne, Stam­buł.

Odcisk pie­częci przed­sta­wia­ją­cej Kserk­sesa ozda­bia­ją­cego drzewo klej­no­tami. Musée des Armu­res, Bruk­sela (SXe).

Odcisk pie­częci z przed­sta­wie­niem Wiel­kiego Króla zabi­ja­ją­cego grec­kiego hoplitę. Wyko­nana praw­do­po­dob­nie w Azji Mniej­szej i wyrzeź­biona w „grec­kim” stylu.

Odcisk pie­częci przed­sta­wia­ją­cej per­skiego żoł­nie­rza zabi­ja­ją­cego noma­dycz­nych wojow­ni­ków. Ahura Mazda unosi się nad sceną. Bri­tish Museum.

Odcisk pie­częci Artak­serk­sesa I przed­sta­wio­nego jako pan Egiptu. Ermi­taż, Peters­burg.

Tablice barwne

Dariusz Wielki oddaje cześć Ahu­rze Maź­dzie przed ołta­rzem ognia. Król stoi na plat­for­mie tro­no­wej (

tacht

) pod­trzy­my­wa­nej przez przed­sta­wi­cieli impe­rium. Gro­bo­wiec Dariu­sza w Naghsz-e Rustam. Fot. Lloyd Lle­wel­lyn-Jones.

Wiel­kie groby kró­lew­skie w kształ­cie krzyża wykute w skal­nej ścia­nie w Naghsz-e Rustam. Fot. Lloyd Lle­wel­lyn-Jones.

Skromne pozo­sta­ło­ści wspa­nia­łego ogrodu pała­co­wego Cyrusa w Pasar­ga­dach. Fot. Lloyd Lle­wel­lyn-Jones.

Rzeź­bione w kamie­niu kwiaty i rośliny przed­sta­wione na murach Per­se­po­lis przy­po­mi­nają o per­skiej fascy­na­cji ogro­dami i sztuką ogro­dową. Fot. Lau­rent Gal­brun.

Cylin­der Cyrusa: naj­bar­dziej bez­czelny przy­kład sta­ro­żyt­nej pro­pa­gandy. Fot. Lau­rent Gal­brun.

Szkli­wione cegły zdo­bią babi­loń­ską bramę Isz­tar, zbu­do­waną przez Nabu­cho­do­no­zora II. Smoki i byki kro­czą i par­skają, chro­niąc święte mia­sto. Fot. Lau­rent Gal­brun.

Monu­men­talna sce­ne­ria Per­se­po­lis to jedne z naj­wspa­nial­szych ruin sta­ro­żyt­no­ści. Fot. Lau­rent Gal­brun.

Wysoko na skal­nej ścia­nie Bisi­tun wyryto pła­sko­rzeźbę z inskryp­cją, która odno­to­wuje wer­sję Dariu­sza jego wstą­pie­nia na tron. Jego rela­cja jest maj­stersz­ty­kiem alter­na­tyw­nych fak­tów. Fot. Keivan Mah­mo­udi.

Olbrzy­mie skrzy­dlate byki o ludz­kich gło­wach stoją na straży wspa­nia­łej bramy Wszyst­kich Ludów Kserk­sesa w Per­se­po­lis. Fot. Lloyd Lle­wel­lyn-Jones.

Wschod­nie schody apa­dany w Per­se­po­lis zdo­bią prze­pyszne reliefy przed­sta­wia­jące ludzi, zwie­rzęta i rośliny. Były one nie­gdyś poma­lo­wane na jaskrawe kolory. Fot. Lau­rent Gal­brun.

Nad­na­tu­ral­nej wiel­ko­ści, obec­nie bez­głowy posąg Dariu­sza Wiel­kiego sta­no­wił kie­dyś ele­ment pary. Wyko­nany w Egip­cie, prze­nie­siony przez Kserk­sesa do Suzy, został odko­pany przy kró­lew­skiej bra­mie pałacu w 1972 r. Fot. Lloyd Lle­wel­lyn-Jones.

Mała tur­ku­sowa głowa odkryta w Per­se­po­lis przed­sta­wia kobietę z rodziny kró­lew­skiej albo mło­dego męż­czy­znę lub może eunu­cha. Nie da się stwier­dzić tego na pewno. Fot. Lloyd Lle­wel­lyn-Jones.

Ele­gancka postać mło­dego eunu­cha zdo­biąca obra­mo­wa­nie drzwi pałacu Dariu­sza w Per­se­po­lis. Trzyma on fla­ko­nik per­fum i ręcz­nik. Fot. Lloyd Lle­wel­lyn-Jones.

Pięk­nie oddany sfinks z ludzką głową z Per­se­po­lis. Fot. Pej­man Akba­rza­deh.

Dele­ga­cja Lidyj­czy­ków przy­nosi Wiel­kiemu Kró­lowi dary w postaci zastawy sto­ło­wej, klej­no­tów i koni. Per­se­po­lis, wschod­nie schody apa­dany. Fot. Lloyd Lle­wel­lyn-Jones.

Syryj­czycy przy­no­szą dary w postaci tka­nin i kudła­tych bara­nów. Per­se­po­lis, wschod­nie schody apa­dany. Fot. Lau­rent Gal­brun.

Per­ski dwo­rza­nin pro­wa­dzi za rękę armeń­skiego dyplo­matę. Jego darem dla króla jest krępy koń nisaj­ski. Per­se­po­lis, wschod­nie schody apa­dany. Fot. Lau­rent Gal­brun.

Bak­tryj­czyk pro­wa­dzi na sznurku zrzę­dli­wego wiel­błąda. Per­se­po­lis, wschod­nie schody apa­dany. Fot. Lau­rent Gal­brun.

Srebrne naczy­nie nale­żące do Artak­serk­sesa I. Kli­nowa inskryp­cja w języku sta­ro­per­skim bie­gnąca wokół wnę­trza kra­wę­dzi (praw­do­po­dob­nie fał­szywa) głosi: „Artak­serk­ses, Wielki Król, król kró­lów, król ziem, syn króla Kserk­sesa, Kserk­sesa syna króla Dariu­sza, Ache­me­nidy: w jego domu wyko­nano to srebrne naczy­nie”. Metro­po­li­tan Museum of Art, Rogers Fund,

(Open Access – CCo).

Srebrny ryton (naczy­nie do picia z ujściem w dnie) w kształ­cie klę­czą­cego kozio­rożca. Metro­po­li­tan Museum of Art, Gift of Nor­bert Schim­mel Trust, 1989. (Open Access – CCo).

Barwny panel ścienny ze szkli­wio­nej cegły z Suzy przed­sta­wia­jący kró­lew­skich gwar­dzi­stów, czyli Nie­śmier­tel­nych. Fot. Lau­rent Gal­brun.

Sasa­nidzcy monar­cho­wie utoż­sa­miali się z Ache­me­ni­dami przez rzeź­bie­nie wiel­kich relie­fów w pobliżu gro­bów swych zna­ko­mi­tych poprzed­ni­ków w Naghsz-e Rustam. Fot. Lau­rent Gal­brun.

IMPERIUM PERSKIE

DYNASTIA ACHEMENIDÓW

Prolog

Persepolis 488 p.n.e.

Jeśli się zasta­na­wiasz: Jak wie­loma kra­jami wła­dał król Dariusz?, spójrz na wyrzeź­bione postaci tych, któ­rzy niosą plat­formę tro­nową. Wtedy dowiesz się i sta­nie się tobie wia­dome: per­ska włócz­nia się­gnęła daleko. Wtedy sta­nie się tobie wia­dome: per­ski czło­wiek wojo­wał daleko od Per­sji.

Inskryp­cja z fasady grobu Dariu­sza Wiel­kiego

Pod­czas święta Nouruz (nōrūz) wio­sną 488 roku p.n.e., kiedy Per­so­wie cele­bro­wali nadej­ście nowego roku, ucztu­jąc, bawiąc się i obda­ro­wu­jąc pre­zen­tami, Dariusz, Wielki Król, król kró­lów, król wszyst­kich kra­jów, Ache­me­nida, zasiadł na tro­nie w sercu swo­jego mia­sta-pałacu Per­se­po­lis, aby łaska­wie przy­jąć hołd swego impe­rium. Powie­trze roz­darły trium­falne fan­fary potęż­nych trąb z brązu, a orkie­stra bęb­nów, cym­ba­łów i sistrów, z towa­rzy­sze­niem harf i lir, zagrała ryt­miczny marsz, który obwie­ścił roz­po­czę­cie olśnie­wa­ją­cych uro­czy­sto­ści sta­no­wią­cych główną część tego rado­snego święta. Zagra­niczni dyplo­maci ścią­gnęli zewsząd do Per­se­po­lis, aby zło­żyć Dariu­szowi daninę: przy­byli z Libii, z Paki­stanu, ze ste­pów połu­dnio­wej Eura­zji, z Egiptu, Azji Mniej­szej, Mezo­po­ta­mii, Syrii i Indii; nie­śli złoto, tur­kusy, lapis-lazuli, weł­niane kobierce, jedwabne płasz­cze, baweł­niane tuniki i przy­prawy, do strze­li­stej sali tro­no­wej pro­wa­dzili konie, wiel­błądy, owce, a nawet lwy. Z pokorą padali na twarz przed Wiel­kim Kró­lem, ujmo­wali skraj jego szaty i lojal­nie cało­wali jego stopy.

Ten prze­gląd impe­rium był dla Dariu­sza Wiel­kiego źró­dłem olbrzy­miej satys­fak­cji. Posło­wie i dygni­ta­rze defi­lo­wali przed nim, jedna dele­ga­cja za drugą, pre­zen­tu­jąc bogac­twa tak wielu odle­głych ziem. Zapewne uśmie­chał się na myśl o swym suk­ce­sie, gdyż był naprawdę potęż­nym kró­lem, nie­ma­ją­cym sobie rów­nych władcą Sied­miu Regio­nów. Świad­czyła o tym prze­cią­ga­jąca wła­śnie przed jego oczami pro­ce­sja. Cóż z tego, że nędzna, mała Gre­cja unik­nęła pod­boju i pozo­stała poza zasię­giem? Będzie jesz­cze oka­zja, by ujarz­mić tę żało­sną wypustkę cywi­li­za­cji. Poza tym gdyby potrze­bo­wał potwier­dze­nia ładu i spraw­nego funk­cjo­no­wa­nia swego pań­stwa, wystar­czyło śle­dzić spek­ta­ku­larną – i zna­ko­mi­cie zor­ga­ni­zo­waną – cere­mo­nię pre­zen­ta­cji, w któ­rej tak skwa­pli­wie uczest­ni­czyły pod­dane mu ludy. Nie byli to bowiem upo­ko­rzeni nie­wol­nicy, powa­leni na zie­mię i drżący ze stra­chu przed swoim panem, lecz dobro­wolni part­ne­rzy we wspa­nia­łym impe­rial­nym przed­się­wzię­ciu. Z entu­zja­zmem ofe­ro­wali Dariu­szowi swoją lojal­ność, służbę i try­but. Przy­naj­mniej tak posta­no­wił wie­rzyć.

Ta cere­mo­nia skła­da­nia dyplo­ma­tycz­nych darów sta­no­wiła tak nie­od­łączną część jego wyobra­że­nia wła­dzy, że Dariusz kazał przed­sta­wić ją na malo­wa­nych kamien­nych relie­fach wzdłuż scho­dów pro­wa­dzą­cych do ogrom­nej sali tro­no­wej w Per­se­po­lis, zwa­nej apa­daną. W pobli­skim Naghsz-e Rustam, na fasa­dzie swego skal­nego gro­bowca, który zamó­wił w przy­go­to­wa­niu na dzień, kiedy będzie to nie­uchron­nie potrzebne, Dariusz pole­cił swoim arty­stom wyrzeź­bić waria­cję na ten sam temat. Uka­zano go, jak oddaje cześć swemu boskiemu pro­tek­to­rowi Ahu­rze Maź­dzie, sto­jąc na plat­for­mie tro­no­wej (tacht, jak brzmiała jej per­ska nazwa) wznie­sio­nej wysoko ponad gło­wami przed­sta­wi­cieli roz­ma­itych ludów impe­rium, w rado­snym akcie dwu­stron­nej współ­pracy. Była to wizu­alna mani­fe­sta­cja róż­no­rod­no­ści kró­le­stwa Dariu­sza. Wykuta w skale inskryp­cja w sta­ro­per­skim piśmie kli­no­wym zachę­cała widza, by poli­czył posta­cie repre­zen­tu­jące poszcze­gólne kra­iny, które wcho­dziły w skład impe­rium (dla peł­nej jasno­ści każda odziana była w „strój naro­dowy”). Aby upew­nić się, że żadna nie zosta­nie prze­oczona, arty­sta sta­ran­nie pod­pi­sał każdą z nich:

Oto Pers; oto Med; oto Ela­mita; oto Part; oto Arja; oto Bak­tryj­czyk; oto Sog­dyj­czyk; oto Cho­re­zmij­czyk; oto Dran­gia­nin; oto Ara­cho­zja­nin; oto Sat­ta­gy­dyj­czyk; oto Gan­dha­ryj­czyk; oto Indus; oto Saka amyr­gij­ski; oto Saka w spi­cza­stej czapce; oto Babi­loń­czyk; oto Asy­ryj­czyk; oto Arab; oto Egip­cja­nin; oto Armeń­czyk; oto Kapa­do­cja­nin; oto Lidyj­czyk; oto Jon; oto Scyta zza morza; oto Trak; oto Jon noszący tar­czę; oto Libij­czyk; oto Nubij­czyk. Oto czło­wiek z Maki. Oto Karyj­czyk. (DNe)

Kró­lew­ska reto­ryka wyło­żona na gro­bowcu Dariu­sza pod­kre­ślała pogląd, że wszyst­kie pod­bite ludy zjed­no­czyły się w służ­bie Wiel­kiemu Kró­lowi, wojow­ni­czemu władcy, któ­rego „włócz­nia się­gnęła daleko”, któ­rego pra­wom były posłuszne i jego maje­statu strze­gły. Dariusz Wielki był więc opie­wany nie tylko jako „Wielki Król” i „król kró­lów”, ale także „król krain miesz­czą­cych ludy wszel­kiej mowy”, „król wielu kra­jów” oraz „król roz­le­głych ziem”. Wszy­scy pod­dani zna­leźli się pod ber­łem Dariu­sza, który dawał jasno do zro­zu­mie­nia, że nie będzie tole­ro­wał żad­nego sprze­ciwu ani pobła­żał jakim­kol­wiek prze­ja­wom buntu: „Co im naka­za­łem – oświad­czył z powagą – to czy­nili zgod­nie z moją wolą”. Jed­nak malu­jąc ten obraz har­mo­nij­nej współ­pracy, Dariusz uzna­wał, że jego impe­rium funk­cjo­nuje naj­le­piej, kiedy zwiera szyki i jed­no­czy się we wspól­nym celu. Pań­stwo dzia­łało spraw­nie, kiedy wszyst­kie ludy, któ­rymi wła­dał, przyj­mo­wały jego kon­cep­cję „rodziny”. Współ­pra­cu­jąc, korzy­stały w pełni z bez­pie­czeń­stwa pax Per­sica – „per­skiego pokoju”.

Pod­czas obcho­dów święta Nouruz 488 roku p.n.e., gdy sześć­dzie­się­cio­dwu­letni Dariusz sie­dział na tro­nie, odbie­ra­jąc hołd posłów i przyj­mu­jąc ich dro­go­cenne dary, towa­rzy­szył mu jego syn i wybrany następca, Kserk­ses. Ten przy­stojny, nie­za­leż­nie myślący i pobożny młody czło­wiek słu­żył już w admi­ni­stra­cji impe­rium jako satrapa – czyli regio­nalny namiest­nik – w Par­tii, gdzie nabie­rał wprawy w obo­wiąz­kach urzęd­nika (nie było nic, co Dariusz ceniłby bar­dziej niż dobrze pro­wa­dzone akta) i sędziego. Teraz, jako trzy­dzie­sto­la­tek, Kserk­ses był znów na dwo­rze u boku ojca i peł­nił funk­cję wyzna­czo­nego następcy ache­me­nidz­kiego tronu. Nie był jed­nak naj­star­szym synem Dariu­sza; nie był nawet dru­gim z kolei. Dariusz miał wielu synów znacz­nie star­szych od Kserk­sesa. Wydały ich na świat liczne kobiety z jego haremu, ale Kserk­ses był pierw­szym chłop­cem uro­dzo­nym Dariu­szowi po tym, jak objął on tron Per­sji, było więc rze­czą sto­sowną, aby ache­me­nidz­kie impe­rium prze­szło na niego, pierw­szego kró­lew­skiego syna uro­dzo­nego w pur­pu­rze. Poza tym za pośred­nic­twem jego sza­no­wa­nej i mądrej matki Atossy w żyłach Kserk­sesa pły­nęła krew Cyrusa Wiel­kiego; już samo to czy­niło go bar­dziej niż któ­re­go­kol­wiek z braci god­nym kró­lew­skiej wła­dzy. Dariusz nie wąt­pił, że ród Ache­me­ni­dów będzie kwitł za pano­wa­nia Kserk­sesa, któ­rego wła­sna główna mał­żonka, Ame­stris, uro­dziła już gro­madkę zdro­wych chłop­ców i sama miała z cza­sem oka­zać się swar­liwą dyna­styczną matroną. Wio­sną 488 roku p.n.e. przy­szłość rodu Ache­me­ni­dów przed­sta­wiała się pew­nie.

Wprowadzenie

To jest histo­ria sta­ro­żyt­nej Per­sji. Różni się ona od innych histo­rii Per­sji (nie żeby było ich wiele). Sięga do sta­ro­żyt­nych per­skich źró­deł, aby przed­sta­wić opo­wieść odmienną od tej, z którą jeste­śmy być może obzna­jo­mieni, ukształ­to­wa­nej wokół rela­cji sta­ro­żyt­nych Gre­ków. Tę histo­rię prze­ka­zują nam sami Per­so­wie. To ich wła­sna opo­wieść – „per­ska wer­sja” dzie­jów Per­sji.

Wyła­nia się z niej nowy obraz. Per­so­wie jawią się tu nie jako bar­ba­rzyńcy z wyobra­żeń Hel­le­nów, ale jako lud o wyra­fi­no­wa­nej kul­tu­rze i życiu spo­łecz­nym, silny gospo­dar­czo, potężny mili­tar­nie i uzdol­niony inte­lek­tu­al­nie. „Per­ska wer­sja” (okre­śle­nie to zapo­ży­czy­łem z tytułu wojen­nego poematu Roberta Gra­vesa z 1945 roku) osa­dza nas w nowej rze­czy­wi­sto­ści. Ofe­ruje świeże, nie­kiedy zaska­ku­jące spoj­rze­nie na miej­sce Per­sji w sta­ro­żyt­no­ści i eks­po­nuje wkład Iranu w świa­tową cywi­li­za­cję.

W książce tej odbę­dziemy podróż w cza­sie i prze­strzeni, śle­dząc naro­dziny, wzrost i kon­so­li­da­cję per­skiego impe­rium od skrom­nych począt­ków ple­mien­nego pań­stewka w połu­dniowo-zachod­nim Ira­nie po okres, w któ­rym domi­no­wało jako pierw­sze super­mo­car­stwo w dzie­jach. Przyj­rzymy się życio­ry­som jego monar­chów, Wiel­kich Kró­lów Per­sji, auto­kra­tycz­nych wład­ców z potęż­nego rodu Ache­me­ni­dów, i zba­damy, jak poli­tyka dyna­styczna wpły­wała na zarzą­dza­nie pań­stwem jako cało­ścią. Obser­wu­jąc barwny koro­wód zapa­da­ją­cych w pamięć postaci – kró­lów, kró­lo­wych, eunu­chów, żoł­nie­rzy, więź­niów, pobor­ców podat­ko­wych i kon­ku­bin – będziemy zgłę­biać świat, który zamiesz­ki­wali: ich wie­rze­nia reli­gijne, poglądy poli­tyczne, aspi­ra­cje tery­to­rialne. Odkry­jemy, jak i gdzie miesz­kali, co jedli, jak się ubie­rali, co myśleli i jak umie­rali. Książka ta jest zarówno histo­rią poli­tyczną pierw­szego wiel­kiego impe­rium sta­ro­żyt­nego Iranu, jak i spo­łeczno-kul­tu­rową ana­lizą świata Per­sów.

Powsta­nie impe­rium per­skiego umoż­li­wiło pierw­szy zna­czący i trwały kon­takt mię­dzy Wscho­dem a Zacho­dem i przy­go­to­wało grunt dla póź­niej­szych impe­riów sta­ro­żyt­no­ści. Jego zna­cze­nie dla wyobra­żeń o tym, jak powinno wyglą­dać odno­szące suk­cesy świa­towe mocar­stwo, jest nie do prze­ce­nie­nia. Per­skie impe­rium otwo­rzyło, po raz pierw­szy w dzie­jach, mię­dzynarodowy dia­log, gdyż Per­so­wie byli oświe­co­nymi despo­tami. Mieli zaska­ku­jąco lese­fe­ry­styczny sto­su­nek do swej impe­rial­nej wła­dzy. W odróż­nie­niu od Rzy­mian lub Bry­tyj­czy­ków, entu­zja­stycz­nych impe­ria­li­stów póź­niej­szych epok, Per­som nie zale­żało na narzu­ca­niu swo­jego języka pod­bi­tym ludom. Bry­tyj­scy osad­nicy, żoł­nie­rze, kupcy i admi­ni­stra­to­rzy nie­śli kró­lew­ską angielsz­czy­znę na wszyst­kie kon­ty­nenty i narzu­cali ją pod­le­głym ludom. Od Bry­ta­nii po Syrię Rzy­mianie wyko­rzy­sty­wali łacinę jako język biz­nesu, finan­sów, prawa i porządku publicz­nego; aby być kimś w impe­rium rzym­skim, zna­jo­mość łaciny była nie­odzowna. Per­so­wie ni­gdy nie zmu­szali pod­da­nych do przy­ję­cia ich mowy. Woleli ogła­szać swoje dekrety w lokal­nych języ­kach i sto­so­wali ara­mej­ski jako swego rodzaju lin­gua franca na wszyst­kich zie­miach impe­rium, aby uła­twić sprawną – nie­dy­skry­mi­nu­jącą – komu­ni­ka­cję. Także w sfe­rze reli­gii per­scy kró­lo­wie sta­rali się przed­sta­wiać jako aktywni obrońcy lokal­nych kul­tów, choćby tylko po to, by zapew­nić sobie kon­trolę nad boga­tymi sank­tu­ariami i przy­chyl­ność potęż­nych kapła­nów. Nawet w małych regio­nach admi­ni­stra­cyj­nych nada­wali przy­wi­leje świą­ty­niom i chwa­lili się wspar­ciem, jakiego udzie­liły im ich lokalne bóstwa. Ani też per­ski styl nie był narzu­cany archi­tek­tu­rze impe­rium, pod­czas gdy Rzy­mia­nie i Bry­tyj­czycy odci­skali wizu­alne piętno na wszyst­kich pod­le­głych im tere­nach. To nie­zwy­kle nowo­cze­sne i oświe­cone podej­ście daje się pod­su­mo­wać jed­nym staroper­skim sło­wem, jakiego Dariusz Wielki uży­wał na okre­śle­nie swo­jego pań­stwa: vispazanānām – „wie­lo­kul­tu­rowe”.

Sta­ro­żytne per­skie inskryp­cje kró­lew­skie chęt­nie pod­kre­ślają róż­no­rod­ność impe­rium (choć zawsze lokują Per­sję na uprzy­wi­le­jo­wa­nej pozy­cji w samym jego sercu). Jak ujmuje to jedna z inskryp­cji Dariu­sza, „oto kró­le­stwo, któ­rym wła­dam, od Saków zza Sog­diany aż po Kusz, od Indii aż po Lidię” (DPh). Inny tekst, odkryty w Per­se­po­lis, okre­śla Per­sję jako śro­dek świata, ale twier­dzi, że impe­rium zostało prze­ka­zane Dariu­szowi w darze przez Ahurę Mazdę, Mądrego Pana, głów­nego boga per­skiego pan­te­onu, który powie­rzył kró­lowi ten naj­cen­niej­szy pre­zent:

Wielki Ahura Mazda, który jest naj­więk­szym z bogów, który stwo­rzył niebo i zie­mię, który stwo­rzył ludzi, który nadał całą pomyśl­ność, by ludzie w niej żyli, który uczy­nił Dariu­sza kró­lem i dał kró­lowi Dariu­szowi wła­dzę nad tą sze­roką zie­mią z licz­nymi kra­jami: Per­sją, Medią oraz innymi kra­jami i języ­kami, górami i rów­ni­nami, od tej strony morza do dal­szej strony morza, od tej strony pustyni do dal­szej strony pustyni. (DPg)

Dariusz i jego następcy kon­tro­lo­wali impe­rium, które roz­cią­gało się od Per­sji po Morze Śród­ziemne na zacho­dzie i po Indie na wscho­dzie. Się­gało na połu­dniu do Zatoki Omań­skiej, a na pół­nocy aż do ziem dzi­siej­szej połu­dnio­wej Rosji. Obej­mo­wało Sudan i Libię, pół­nocną Gre­cję i Azję Mniej­szą, Afga­ni­stan i Pen­dżab aż do Indusu. Obfi­to­wało w zie­mię uprawną. Rosły tam jęcz­mień, dak­tyle, socze­wica i psze­nica, a zie­mie impe­rium bogate były w cenne surowce – miedź, ołów, złoto, sre­bro i lapis-lazuli. Żadne pań­stwo na świe­cie nie dorów­ny­wało mu bogac­twem.

Per­so­wie wła­dali naj­roz­le­glej­szym ze wszyst­kich impe­riów sta­ro­żyt­no­ści. Tym bar­dziej godna uwagi jest więc jego droga do wiel­ko­ści. Wyro­sło ono z maleń­kiego ple­mien­nego pań­stewka na tere­nie dzi­siej­szej pro­win­cji Fārs w połu­dniowo-zachod­nim Ira­nie. W języku sta­ro­per­skim obszar ten nazy­wano „Pārs” albo „Pārsa”. W uszach antycz­nych Gre­ków brzmiało to póź­niej jak „Per­sis” i od tej nazwy pocho­dzi nasza „Per­sja”. Panu­jącą dyna­stią per­skiego impe­rium, głów­nym obiek­tem zain­te­re­so­wa­nia tej książki, byli Ache­me­ni­dzi, któ­rzy wzięli nazwę od swego epo­ni­micz­nego pro­to­pla­sty „Ache­me­nesa”, rze­ko­mego przodka zarówno Cyrusa Wiel­kiego, jak i Dariu­sza Wiel­kiego. Ache­me­nes to rów­nież grecka wer­sja per­skiego imie­nia Haxāmaniš, które z kolei pocho­dziło od sta­ro­per­skich słów haxā-, „przy­ja­ciel”, i manah, „zdol­ność myśle­nia”. Dla­tego ludziom per­sko­ję­zycz­nym dyna­stia ta znana była pod patro­ni­miczną nazwą „Haxāmaniš” – Ache­me­ni­dzi.

W całej tej pracy imiona wła­sne będą poda­wane w zgre­cy­zo­wa­nych for­mach (wyją­tek sta­no­wią posta­cie znane tylko z per­skich źró­deł; lista imion znaj­duje się na końcu książki). Jest to prak­tyczne, choć nie­ko­niecz­nie szczę­śliwe roz­wią­za­nie kwe­stii, jak iden­ty­fi­ko­wać głów­nych akto­rów naszej histo­rii. Po stu­le­ciach obzna­ja­mia­nia wię­cej mówi nam imię Dariusz (zla­ty­ni­zo­wana wer­sja sta­ro­grec­kiego Dare­ios) niż auten­tyczne sta­ro­per­skie Dārayavauš. Szkoda, gdyż per­skie imiona były bogate w zna­cze­nia i słu­żyły jako dobitne dekla­ra­cje mające odzwier­cie­dlać cha­rak­ter i sta­tus noszą­cej je osoby. Co wię­cej, w imio­nach wła­snych znaj­do­wały też wyraz ważne dla Per­sów oby­czaje i war­to­ści, dając nam cenny wgląd w ich spo­sób myśle­nia. Dārayavauš, na przy­kład, ozna­cza „mocno dzier­żący dobro”, co jest z pew­no­ścią nawią­za­niem do jego monar­szej roli. Praw­dziwe imię Kserk­sesa brzmiało Xšayaṛšā, co zna­czy „panu­jący nad boha­te­rami”, czte­rej kró­lo­wie zaś znani Gre­kom i Rzy­mia­nom jako Artak­serk­ses nosili per­skie imię Artaxšaçā – „ten, który rzą­dzi z woli Prawdy”. Cyrus to zawsze był Kuruš – „upo­ko­rzy­ciel wroga”, inte­re­su­jące prze­zwi­sko dla władcy, który zbu­do­wał swą repu­ta­cję na spra­wie­dli­wo­ści, tole­ran­cji i łaska­wo­ści.

Pro­ces gre­cy­za­cji i laty­ni­za­cji per­skich imion bar­dzo przy­po­mina spo­sób, w jaki histo­ria Per­sji była zawłasz­czana, a następ­nie opi­sy­wana z czy­sto zachod­niej per­spek­tywy. To, że mówimy o Dariu­szu, jest smut­nym świa­dec­twem zafał­szo­wań zachod­niej histo­rio­gra­fii i zacie­ra­nia auten­tycz­nie per­skiej odręb­no­ści kul­tu­ro­wej.

Imiona i nazwy są ważne, jeśli cho­dzi o histo­rię Per­sji. Weźmy samą nazwę Per­sja. Jej uży­cie bywa bar­dzo kon­tro­wer­syjne. To, co okre­ślano kie­dyś na Zacho­dzie jako Per­sję, jest dziś Ira­nem (albo Islam­ską Repu­bliką Iranu, jak brzmi pełna nazwa tego kraju). Na dzi­siej­szym Zacho­dzie oraz w nie­któ­rych czę­ściach Bli­skiego Wschodu Iran jest czę­sto postrze­gany jako pań­stwo parias, prący do wojny wichrzy­ciel w naj­bar­dziej nie­sta­bil­nym regio­nie świata. Ucho­dzi za zaprzy­się­żo­nego wroga Zachodu, a zwłasz­cza ame­ry­kań­skiego impe­ria­li­zmu. Dla miesz­kań­ców Zachodu kraj ten jest kolebką bli­skow­schod­niego ter­ro­ry­zmu i syno­ni­mem uci­sku spo­łecz­nego. Iran stało się sło­wem zaka­za­nym. Na mocy sko­ja­rze­nia z islam­skim reżi­mem, który rzą­dzi współ­cze­snym pań­stwem naro­do­wym, rów­nież irań­ska kul­tura jest trak­to­wana z pro­tek­cjo­nalną nie­chę­cią. Irań­czycy dosko­nale zdają sobie sprawę z tego, jak ich wize­ru­nek jest pre­zen­to­wany światu poprzez nagłówki pra­sowe, tele­wi­zyjne pro­gramy doku­men­talne, arty­kuły w cza­so­pi­smach i wszech­obecne media spo­łecz­no­ściowe. Wielu Irań­czy­ków szczyci się nazwą swego kraju, ale jest zaże­no­wa­nych kono­ta­cjami, jakich nabrała ona od czasu rewo­lu­cji islam­skiej z 1979 roku. Odczu­cia, jakie budzą słowa Iran i Per­sja, pod­le­gają cią­głym zmia­nom, a w codzien­nym dys­kur­sie te dwa ter­miny czę­sto się pokry­wają i bywają uży­wane wymien­nie. Wśród emi­gran­tów, któ­rzy po 1979 roku osie­dli w Ame­ryce lub w Euro­pie, zwy­cza­jem stało się uży­wa­nie nazwy Per­sja na okre­śle­nie „lep­szego” miej­sca i czasu oraz bar­dziej skom­pli­ko­wa­nej toż­sa­mo­ści kul­tu­ro­wej niż ta, którą ofe­ruje dziś rząd Repu­bliki Islam­skiej. Można by sądzić, że pro­sta for­muła – Per­sja dla okresu przed­islam­skiego i Iran dla ery islam­skiej – byłaby prak­tycz­nym roz­wią­za­niem pro­blemu ter­mi­no­lo­gii. Ale nie, taki uprosz­czony podział nie wystar­cza.

Był 28 grud­nia 1934 roku, kiedy bry­tyj­ski mini­ster w Tehe­ra­nie, sir Hughe Mont­go­mery Knatch­bull-Huges­sen, napi­sał do Geo­rge’a Ren­dela, szefa Wydziału Wschod­niego bry­tyj­skiego Biura Spraw Zagra­nicz­nych, infor­mu­jąc: „Otrzy­ma­li­śmy wła­śnie absur­dalną notę od per­skiego rządu”. Jak wyja­śniał: „Pro­szą nas, byśmy mówili o «Ira­nie» i «Irań­czy­kach» zamiast o «Per­sji» i «Per­sach»”. Prze­my­ślaw­szy tę prośbę, Ren­del odpi­sał: „Sądzę, że osobą osta­tecz­nie odpo­wie­dzialną za to jest Hero­dot, który, nie mogąc prze­wi­dzieć draż­li­wo­ści współ­cze­snych Per­sów, nie dość uprzej­mie wypo­wia­dał się o tym kraju”.

Pod­czas obcho­dów święta Nouruz w marcu 1935 roku Reza Szah, pierw­szy władca z krótko panu­ją­cej dyna­stii Pah­lawi (1922–1979), oświad­czył, że prze­sta­rzałe słowo Per­sja powinno prze­stać być uży­wane w odnie­sie­niu do kraju, któ­rym rzą­dzi. Opo­wia­dał się za przy­ję­ciem w zamian nazwy Iran. Reza Szah miał świa­do­mość, że w zachod­nich wyobra­że­niach Per­sja pozo­staje od cza­sów Hero­dota syno­ni­mem deka­den­cji, luk­susu i pew­nej wstecz­no­ści myśle­nia. Odwie­dza­jący Per­sję przy­by­sze z Zachodu wzmac­niali ten stary wize­ru­nek, odma­lo­wu­jąc w swo­ich rela­cjach i wspo­mnie­niach fan­ta­styczną kra­inę tajem­nic, mrocz­nych cieni, intryg, despo­tycz­nych wład­ców, znie­wo­lo­nych kobiet i nie­wy­obra­żal­nych bogactw. Reza Szah wie­dział o tych ste­reo­ty­pach. Napi­sał, że „Ile­kroć słowo «Per­sja» poja­wia się w mowie lub piśmie, momen­tal­nie koja­rzy się cudzo­ziem­com ze sła­bo­ścią, ciem­notą, nędzą, bra­kiem nie­za­leż­no­ści, bała­ga­nem i nie­udol­no­ścią, które zna­czyły ostat­nie sto lat per­skich dzie­jów”.

W 1935 roku szach nie dys­po­no­wał sło­wem na opi­sa­nie zawłasz­cze­nia przez Zachód wize­runku jego kraju, gdyż dopiero w roku 1978 uro­dzony w Pale­sty­nie uczony Edward Said przed­sta­wił kon­cep­cję, do któ­rej mógłby się odwo­łać Reza Szah: „orien­ta­lizm”. Poję­cie to ozna­cza metodę, którą zachodni impe­ria­li­styczny dys­kurs posłu­gi­wał się, przed­sta­wia­jąc „kolo­nie” i kul­tury bli­skow­schod­niego świata tak, by uspra­wie­dli­wić i wspie­rać kolo­ni­za­tor­ską dzia­łal­ność Zachodu. Krótko mówiąc, orien­ta­lizm jest spe­cy­ficz­nym spo­so­bem przed­sta­wia­nia Obcego. Orient był w zasa­dzie euro­pej­skim wymy­słem i od sta­ro­żyt­no­ści ozna­czał kra­inę roman­tycz­nych przy­gód, egzo­tycz­nych istot, nie­za­tar­tych wspo­mnień, fan­ta­stycz­nych pej­zaży, nie­zwy­kłych doświad­czeń. Reza Szah zda­wał sobie sprawę, że kono­ta­cje nazwy Per­sja, wywo­dzą­cej się od grec­kiego ter­minu, osła­biają poten­cjał Iranu we współ­cze­snym świe­cie. „Iran” pocho­dzi od środ­ko­wo­per­skiego słowa ērān, któ­rego uży­wano na okre­śle­nie ludów irań­skich i, przez roz­sze­rze­nie, samego ich impe­rium. Ludy i miej­sca spoza Iranu, na przy­kład Gre­ków i Rzy­mian, nazy­wano anērān („nie-Iran”). Reza Szah uznał „Iran” za odpo­wied­nią nazwę dla swego kraju, zako­rze­nioną w ziemi, histo­rii i naro­dzie.

Któ­rego więc słowa powin­ni­śmy uży­wać – Per­sja czy Iran? Per­sja może ozna­czać pań­stwa rzą­dzone przez wielu kró­lów, począw­szy od Cyrusa II w VI wieku p.n.e. Ponie­waż nazwa ta odnosi się do kon­kret­nej kra­iny na połu­dnio­wym zacho­dzie Wyżyny Irań­skiej, która była ojczy­zną ple­mie­nia Ache­me­ni­dów, opi­suje ona, w bar­dzo wąskim sen­sie, także ache­me­nidz­kie impe­rium. A co z Ira­nem? Ten ter­min także jest do przy­ję­cia. Z etnicz­nego, geo­gra­ficz­nego i histo­rycz­nego punktu widze­nia ist­niał od nie­pa­mięt­nych cza­sów Wielki Iran roz­cią­ga­jący się od połu­dnio­wej Rosji, Ukra­iny i dorze­cza Dunaju, poprzez Kau­kaz, Morze Kaspij­skie, aż po roz­le­głe stepy Azji Środ­ko­wej i górzy­sty region pół­nocno-zachod­nich Indii. W tym dys­kur­sie impe­rium Ache­me­ni­dów (Per­sja w naj­węż­szym zna­cze­niu) jest, prak­tycz­nie rzecz bio­rąc, syno­ni­mem Wiel­kiego Iranu. W niniej­szej książce będę uży­wać zarówno nazwy Iran, jak i Per­sja, bez pre­fe­ren­cji dla któ­rej­kol­wiek z nich.

* * *

Jeśli per­skie impe­rium było tak zna­czą­cym w świe­cie, okre­śla­ją­cym swoją epokę two­rem, to dla­czego sta­ro­żyt­nym Per­som nie przy­znaje się należ­nego im miej­sca w histo­rii? Tę oso­bli­wość może po czę­ści wyja­śniać to, że aż do począt­ków XIX wieku nikt nie miał dostępu do żad­nych auten­tycz­nych źró­deł pisa­nych z cza­sów Ache­me­ni­dów. To Henry Raw­lin­son z Kom­pa­nii Wschod­nio­in­dyj­skiej wyde­du­ko­wał w 1832 roku, że język sta­ro­per­skich tek­stów kli­no­wych jest pismem fone­tycz­nym, i odcy­fro­wał je z powo­dze­niem. W 1837 roku spo­rzą­dził kopię inskryp­cji z Bisi­tun, dłu­giego tek­stu zamó­wio­nego przez Dariu­sza Wiel­kiego, i wysłał prze­kład jej pierw­szych ustę­pów do Kró­lew­skiego Towa­rzy­stwa Azja­tyc­kiego. Druga część uka­zała się dopiero w roku 1849, a zain­te­re­so­wa­nie uczo­nych języ­kiem sta­ro­per­skim było nie­wiel­kie. Odszy­fro­wa­nie staroper­skiego sta­no­wiło klucz, który umoż­li­wił zła­ma­nie kodów pisma ela­mic­kiego, babi­loń­skiego, a w końcu aka­dyj­skiego (języka Asy­ryj­czy­ków), i uwaga śro­do­wi­ska nauko­wego wkrótce sku­piła się na boga­tej lite­rac­kiej i epi­gra­ficz­nej spu­ściź­nie Mezo­po­ta­mii, roz­pacz­li­wie zanie­dbu­jąc stu­dia nad per­sz­czy­zną. Asy­rio­lo­gia tym­cza­sem roz­wi­jała się pręż­nie.

W rezul­ta­cie per­skie impe­rium prze­do­stało się do świa­do­mo­ści histo­rycz­nej Zachodu jedy­nie za pośred­nic­twem dwóch róż­nych zewnętrz­nych źró­deł: Biblii hebraj­skiej (Sta­rego Testa­mentu) oraz dzieł kla­sycz­nych grec­kich i rzym­skich auto­rów. Ogól­nie rzecz bio­rąc, tek­sty biblijne sła­wiły Per­sów. To wła­śnie Wielki Król Per­sji uwol­nił Żydów z wygna­nia babi­loń­skiego i pozwo­lił im wró­cić do domów, by zbu­do­wali nową (drugą) świą­ty­nię w Jero­zo­li­mie na miej­scu pier­wot­nego sank­tu­arium króla Salo­mona. W Biblii Per­so­wie są słu­gami bożymi, pomoc­nym i życz­li­wym super­mo­car­stwem popie­ra­ją­cym prawo Żydów do ojczy­zny. Auto­rzy kla­syczni jed­nak uka­zują Per­sję nie­mal wyłącz­nie w ujem­nym świe­tle. Wielcy Kró­lo­wie odma­lo­wani są jako lubieżni, kapry­śni, sza­leni tyrani, a ich pań­stwo uwa­żane jest za cie­mięzcę wro­giego grec­kim ide­ałom wol­no­ści (cokol­wiek ona ozna­czała). Grecy przed­sta­wiają Per­sów jako tchórz­li­wych, pod­stęp­nych, znie­wie­ścia­łych, mści­wych i pozba­wio­nych honoru. Są oni uoso­bie­niem bar­ba­rzyń­stwa.

Per­so­wie i ich roz­le­głe impe­rium nie­zmier­nie pocią­gali grecką wyobraź­nię. Grecy mieli obse­sję na punk­cie swo­ich potęż­nych sąsia­dów ze wschodu. Grecka sztuka obej­muje bogaty kata­log wyobra­żeń Per­sów uka­zy­wa­nych jako roz­piesz­czeni despoci i poko­nani żoł­nie­rze, a grecka lite­ra­tura obfi­tuje w detale doty­czące roz­ma­itych prze­ja­wów per­skiej egzo­tyki. Poja­wiają się tam per­sko brzmiące (ale zmy­ślone) imiona, wzmianki o dani­nach, pra­wach, praw­do­mów­no­ści, pija­ty­kach i zło­cie. Grecy wspo­mi­nają o cytru­sach, wiel­błą­dach, koniach, pawiach, kogu­tach, polo­wa­niach na lwy, ogro­dach i sys­te­mie dróg mie­rzo­nych w para­san­gach. Mówią o olbrzy­mich bogac­twach, dumie, wynio­sło­ści i luk­su­so­wym stylu życia, widocz­nym w kosz­tow­nych stro­jach i tka­ni­nach, wymyśl­nych potra­wach i napo­jach, wytwor­nych naczy­niach sto­ło­wych, wachla­rzach i pac­kach na muchy oraz meblach z kości sło­nio­wej. Są tam kró­lowe, kon­ku­biny, haremy i eunu­cho­wie, wbi­ja­nie na pal, krzy­żo­wa­nie i wiele odra­ża­ją­cych form dłu­go­trwa­łych tor­tur. Ta nie­koń­cząca się wyli­czanka „per­sja­ni­zmów” nie­wiele mówiła o realiach życia Per­sów, poma­gała jed­nak ukształ­to­wać toż­sa­mość Gre­ków. Ateń­skie spo­łe­czeń­stwo epoki kla­sycz­nej kre­owało się na dokładne prze­ci­wień­stwo per­skiej cywi­li­za­cji. Ateń­czycy, jak się wydaje, naj­bar­dziej uświa­da­miali sobie swoją „ateń­skość”, kiedy wyobra­żali sobie, że patrzą na sie­bie oczami Per­sów. Hero­dot, na przy­kład, w pią­tej księ­dze Dzie­jów opi­sał reak­cję króla Dariu­sza na spa­le­nie Sar­des, mia­sta nale­żą­cego do Per­sów, pod­czas wznie­co­nego z pod­usz­cze­nia Aten powsta­nia joń­skiego. Nie poświę­ca­jąc więk­szej uwagi samym Jonom, per­ski król, według Hero­dota, od początku sku­pił się na Ateń­czy­kach:

[Dariusz] zapy­tał, kto to są Ateń­czycy. Dowie­dziaw­szy się, miał zażą­dać łuku; gdy go dostał, nało­żył nań strzałę i wypu­ścił ją w górę ku niebu, a ciska­jąc ją w powie­trze, zawo­łał: – Zeu­sie, użycz mi zemsty na Ateń­czy­kach! – Po tych sło­wach podobno zle­cił jed­nemu ze słu­żą­cych, żeby mu, ile­kroć zasią­dzie do stołu, trzy­kroć powta­rzał: „Panie, pamię­taj o Ateń­czy­kach!”1.

Jedy­nie Grek – do tego pro­ateń­sko nasta­wiony – mógł wymy­ślić taką scenę. Mało praw­do­po­dobne, by Dariusz aż tak przej­mo­wał się dale­kimi Ateń­czy­kami; miał na gło­wie znacz­nie waż­niej­sze sprawy, takie jak Scy­tia czy Indie. Ale histo­ria ta jednoznacz­nie infor­muje nas o roz­dę­tej dumie i wygó­ro­wa­nym mnie­ma­niu o sobie miesz­kań­ców Aten. Wyobra­ża­nie sobie sie­bie jako spę­dza­ją­cej sen z powiek neme­zis Wiel­kiego Króla dawało Ateń­czy­kom poczu­cie wła­snej war­to­ści.

Hero­dot pocią­gnął tę myśl dalej. Według niego to wła­śnie pamięć o ateń­skim wspar­ciu dla buntu Jonów była moty­wem per­skich kam­pa­nii prze­ciwko Gre­cji z lat 490 i 480 p.n.e. Zwłasz­cza ta druga eks­pe­dy­cja jest godna uwagi, gdyż choć do tej pory Kserk­ses zdą­żył już objąć tron po swym ojcu, Hero­dot w dal­szym ciągu pod­kre­ślał, jak głę­boko Ateny wryły się w pamięć Dariu­sza. Owa póź­niej­sza inwa­zja jest osią wiel­kiej tra­ge­dii Ajschy­losa z 472 roku p.n.e. Per­so­wie, w któ­rej Kserk­ses przed­sta­wiony został jako strasz­liwy tyran usi­łu­jący zdła­wić swo­body, jakimi cie­szyły się Ateny i grec­kie mia­sta-pań­stwa. Póź­niej­sze pomyślne odpar­cie przy­tła­cza­ją­cych sił ache­me­nidz­kich despo­tów stało się wyczy­nem opie­wa­nym w poezji, dra­ma­tach, sztuce oraz w nowych nar­ra­cjach histo­rycz­nych, takich jak ta stwo­rzona przez dzie­jo­pisa.

Po bliż­szym zba­da­niu Hero­do­towy Kserk­ses oka­zuje się posta­cią nie­zmier­nie skom­pli­ko­waną. Bru­talna furia prze­plata się w nim z dzie­cin­nymi dąsami i nie­spo­dzie­wa­nymi ckli­wymi napa­dami pła­czu. Jedną z naj­bar­dziej zna­czą­cych i zaska­ku­ją­cych scen w Dzie­jach, o emo­cjo­nal­nej głębi auten­tycz­nie wiel­kiego powie­ścio­pi­sar­stwa, jest ta, w któ­rej Kserk­ses, doko­nu­jąc prze­glądu armady okrę­tów, które zgro­ma­dził w celu inwa­zji na Gre­cję, zalewa się nagle rzew­nymi łzami. Jak wyja­śnia (wedle słów Hero­dota), „zdjęło mnie uczu­cie lito­ści, gdym roz­wa­żał, jak krót­kie jest całe życie ludz­kie”, i wydaje mu się to wszystko zbyt bole­sne2. U despoty, któ­rego bez­tro­ska obo­jęt­ność wobec ludz­kich spraw jest akcen­to­wana w całych Dzie­jach, taka empa­tia wobec nie­uchron­no­ści śmierci jest nie­zwy­kłą inwen­cją psy­cho­lo­giczną ze strony pisa­rza. Kosz­mar psy­cho­pa­tycz­nego przy­wódcy (dziś u szczytu, jutro na dnie) sto­ją­cego na czele bru­tal­nie scen­tra­li­zo­wa­nego auto­ry­tar­nego pań­stwa stał się obra­zem, który wytrąca z rów­no­wagi libe­ral­nych demo­kra­tów, odkąd Hero­dot odma­lo­wał go po raz pierw­szy. Ma on jed­nak nie­wiele wspól­nego z praw­dzi­wym Kserk­se­sem z „per­skiej wer­sji”.

Nie chcę przez to powie­dzieć, że Hero­do­tową wizję histo­rii Per­sji należy w cało­ści prze­kre­ślić jako zbiór wyssa­nych z palca powia­stek mora­li­zu­ją­cych. Nie; histo­rio­graf uro­dził się jako pod­dany Per­sów – jego ojczy­ste mia­sto, Hali­kar­nas, nale­żało do per­skiego pań­stwa – i musiał mieć pewne poję­cie o funk­cjo­no­wa­niu (czę­ści) impe­rium. Z pew­no­ścią odno­to­wy­wał aneg­doty, które krą­żyły wśród Per­sów za jego życia, i da się wyłu­skać z Dzie­jów auten­tyczny, tre­ściwy i odkryw­czy per­ski mate­riał. Trzeba to jed­nak robić ostroż­nie. Głów­nym zamia­rem Hero­dota było posta­wie­nie tego lustra przed Per­sami. Odbity w nim obraz uka­zy­wał ich jako odwrot­ność – cał­ko­wite prze­ci­wień­stwo – Gre­ków. Per­so­wie byli Obcym par excel­lence.

Mniej wię­cej w tym samym cza­sie co Hero­dot two­rzyli też inni greccy auto­rzy. Nie­któ­rym z ich dzieł war­to­ści przy­dał bar­dziej bez­po­średni kon­takt z Per­sami. Kse­no­font, na przy­kład, w 401 roku p.n.e. prze­ma­sze­ro­wał z Gre­cji do Babi­lonu jako czło­nek najem­nej armii na żoł­dzie księ­cia Cyrusa Młod­szego. Jego dzieła, Ana­baza i Wycho­wa­nie Cyrusa, są cen­nym obra­zem Per­sów widzia­nych okiem żoł­nie­rza, cho­ciaż on także grze­szył mało przy­chyl­nym podej­ściem do tematu. Wię­cej pożytku jest z pism Kte­zja­sza z Kni­dos, grec­kiego leka­rza, który za pano­wa­nia Artak­serk­sesa II peł­nił funk­cję kró­lew­skiego medyka w sercu per­skiego dworu. Kte­zjasz przez sie­dem­na­ście lat prze­by­wał w naj­bliż­szym oto­cze­niu rodziny kró­lew­skiej i nauczył się mówić po per­sku. Roz­ma­wiał z ache­me­nidz­kimi ary­sto­kra­tami i zgro­ma­dził infor­ma­cje z pierw­szej ręki o dzie­jach ich rodów oraz tra­dy­cjach dyna­stycz­nych. Jego kolo­sal­nych roz­mia­rów best­sel­ler, Per­sika („Sprawy per­skie”), z któ­rego zacho­wały się nie­stety tylko frag­menty, przed­sta­wiał jedyną w swoim rodzaju histo­rię Per­sji widzianą od środka. Kte­zjasz prze­ka­zy­wał aneg­doty, baśnie i legendy, które opo­wia­dano, recy­to­wano i odgry­wano w rezy­den­cjach per­skich elit. Lek­ce­wa­żony nie­gdyś przez uczo­nych jako bajarz powta­rza­jący wyssane z palca powiastki, jest on dziś doce­niany za istotny wkład w nasze zro­zu­mie­nie tego, jak Per­so­wie trak­to­wali „histo­rię”.

Od około 550 roku p.n.e. do cza­sów Alek­san­dra Wiel­kiego (lata trzy­dzie­ste IV wieku p.n.e.) każde kolejne poko­le­nie Gre­ków miało wła­sny spo­sób potwier­dza­nia, sto­sow­nie do potrzeb, hel­leń­skiej toż­sa­mo­ści na tle wciąż zmie­nia­ją­cego się, jed­nak stale obec­nego per­skiego zagro­że­nia. Grecka obse­sja na punk­cie Per­sów sku­piała się na pod­wa­ża­niu ich wia­ry­god­no­ści jako super­mo­car­stwa. Depre­cjo­no­wa­nie Per­sów – przez szka­lo­wa­nie lub ośmie­sza­nie – miało na celu uśmie­rze­nie bólu i lęku wyni­ka­ją­cych z nie­bez­pie­czeństw i realiów bycia sąsia­dem impe­rium, któ­rego ambi­cje tery­to­rialne były jak naj­bar­dziej rze­czy­wi­ste i nic nie wska­zy­wało, że kie­dy­kol­wiek z nich zre­zy­gnuje. Aby pod­nieść morale Gre­ków, na sce­nie, w rzeź­bie oraz w innych dzie­dzi­nach sztuki two­rzono obrazy, które można by okre­ślić mia­nem katar­tycz­nych. Wyszy­dzały one, oczer­niały i mie­szały z bło­tem Per­sów, potwier­dza­jąc zara­zem grecką (a zwłasz­cza ateń­ską) wyż­szość. Jed­nym z takich przed­mio­tów jest czer­wo­no­fi­gu­rowy dzban na wino, dato­wany na połowę lat sześć­dzie­sią­tych V wieku p.n.e., znany jako Waza eury­me­doń­ska. Przed­sta­wia upo­ko­rzo­nego per­skiego żoł­nie­rza, który pochyla się w pasie, nad­sta­wia­jąc pośladki wul­gar­nemu ateń­skiemu woja­kowi, ten zaś kro­czy z wzwie­dzio­nym człon­kiem w dłoni, aby spe­ne­tro­wać odbyt Persa. Ta malar­ska scena gwałtu (gdyż z tym wła­śnie mamy tu do czy­nie­nia) została stwo­rzona jako „edy­cja pamiąt­kowa” w cza­sie, gdy Ateń­czycy świę­to­wali zwy­cię­stwo nad per­skimi woj­skami w bitwie nad rzeką Eury­me­don w Azji Mniej­szej w 467 roku p.n.e. Uży­wano jej pod­czas imprez z alko­ho­lem, praw­do­po­dob­nie spo­tkań w żoł­nier­skim gro­nie. Gdy dzban krą­żył z rąk do rąk wśród grupy hopli­tów – grec­kich sze­re­gow­ców – wino pły­nęło i zaczy­nały się sypać spro­śne kawały. Wtedy też Pers z wazy był ponie­wie­rany przez jed­nego żoł­nie­rza po dru­gim. Każdy kolejny bie­siad­nik, ujmu­jąc dzban, odgry­wał dra­mat tej sceny: „Teraz ja jestem Eury­me­donem – cheł­pił się. – Patrz­cie, jak dymam tego Persa!”. Obraz na wazie jest celną wizu­ali­za­cją żoł­nier­skiego humoru, choć jest bar­dzo praw­do­po­dobne, że scena ta odzwier­cie­dlała realne doświad­cze­nia. Gwał­ce­nie po bitwie poko­na­nych żoł­nie­rzy ni­gdy nie było jedy­nie pijacką fan­ta­zją. Waza eury­me­doń­ska odzwier­cie­dla ducha czasu Aten z lat sześć­dzie­sią­tych V wieku p.n.e. Była dobrze wymie­rzo­nym żar­tem na temat nie­daw­nych nie­ocze­ki­wa­nych, ale pomyśl­nych wyda­rzeń poli­tycz­nych i mili­tar­nych, które demon­stro­wały natu­ralną wyż­szość Gre­ków nad bar­ba­rzyń­skimi Per­sami.

Il. 1. Grecki hoplita szy­kuje się do zgwał­ce­nia per­skiego żoł­nie­rza. Waza eury­me­doń­ska, attycka czer­wo­no­fi­gu­rowa ojno­choe, dzban na wino przy­pi­sy­wany krę­gowi Mala­rza Trip­to­le­mosa, ok. 460 r. p.n.e.

Dokąd pro­wa­dzi nas ten obraz upo­ko­rzo­nej, poko­na­nej, nie­wy­dol­nej Per­sji? Otóż pro­wa­dzi wprost do epoki euro­pej­skiego oświe­ce­nia, kiedy to inte­lek­tu­ali­ści zaczęli snuć roz­wa­ża­nia na temat powo­dów, dla któ­rych Zachód zyskał domi­nu­jącą pozy­cję w świa­to­wym porządku i odniósł taki suk­ces w krze­wie­niu bia­łej cywi­li­za­cji. Wysu­nęli rady­kalną teo­rię: źró­dłem euro­pej­skiej wyż­szo­ści nie jest chrze­ści­jań­stwo, jak sądzono wcze­śniej przez całe śre­dnio­wie­cze i rene­sans, ale tra­dy­cja kul­tu­rowa, która naro­dziła się w sta­ro­żyt­nej Gre­cji. Grecy, jak twier­dzili, wymy­ślili wol­ność i racjo­na­lizm. Rzym roz­prze­strze­nił następ­nie te cenne dary na całą Europę w sze­regu cywi­li­zu­ją­cych pod­bo­jów. Inne kul­tury na obrze­żach Gre­cji i Rzymu były bar­ba­rzyń­skie, naj­gor­szymi zaś i naj­groź­niej­szymi ze wszyst­kich bar­ba­rzyń­ców byli Per­so­wie ze swoją żądzą pano­wa­nia nad świa­tem. Kłó­ciła się ona z natu­ral­nym porząd­kiem supre­ma­cji bia­łych. Kon­cep­cji tej dał wyraz Char­les Louis de Mon­te­squ­ieu w Listach per­skich z 1721 roku: „Zdaje się – pisał – że wol­ność wła­ściwa jest duchowi Europy, nie­wola zaś Azji”3. Szkocki histo­ryk John Gil­lies w roku 1787 roz­wi­nął tę myśl, stwier­dza­jąc, że Per­so­wie „znie­wo­lili Gre­ków z Azji Mniej­szej i po raz pierw­szy zagro­zili Euro­pie potwor­no­ściami azja­tyc­kiego despo­ty­zmu”. Z bie­giem czasu „brze­mie­niem bia­łego czło­wieka” (jak ujął to Rudy­ard Kipling) stało się sze­rze­nie na całym glo­bie dobro­dziejstw darzą­cej wol­no­ścią hel­leń­skiej kul­tury w celu udo­sko­na­le­nia wszyst­kich ras i utrzy­ma­nia bar­ba­rzyń­ców w ryzach.

We wrze­śniu 1889 roku Geo­rge Natha­niel Cur­zon, młody bry­tyj­ski par­la­men­ta­rzy­sta o wiel­kiej przy­szło­ści, roz­po­czął trzy­mie­sięczną podróż po Per­sji (swoją jedyną wizytę w tym kraju). Gdy spa­ce­ro­wał po Per­se­po­lis, poru­szyło go to, co tam zastał, i uznał te ruiny za „głę­boką lek­cję wie­ków”. „Lek­cją” tą była oczy­wi­ście hybris – Per­so­wie, zapew­niał, nie potra­fili zro­zu­mieć, że „brak im cech nie­zbęd­nych do utrzy­ma­nia impe­rium” oraz do spraw­nego zarzą­dza­nia nim. Długi zmierzch i upa­dek Per­sji były nie­unik­nione, orzekł, ale potrzeba było Greka for­matu Alek­san­dra, by dopro­wa­dzić jej prze­zna­cze­nie do końca. W impo­nu­ją­cym dwu­to­mo­wym dziele Per­sia and the Per­sian Question (uwa­ża­nym za naj­dłuż­sze w dzie­jach poda­nie o pracę; pracą tą było upra­gnione sta­no­wi­sko wice­króla Indii) Cur­zon wyznał, że per­ski i indyj­ski opór wobec zachod­niej kolo­ni­za­cji jest zaska­ku­jący: „Nor­malny Azjata woli raczej być źle rzą­dzony przez Azja­tów niż dobrze rzą­dzony przez Euro­pej­czy­ków”, napi­sał z lek­kim zdu­mie­niem.

Cur­zon był kla­sycz­nym wytwo­rem zde­cy­do­wa­nie bry­tyj­skiej formy fil­hel­le­ni­zmu: angiel­skiego sys­temu eli­tar­nych szkół publicz­nych. Te czy­sto męskie insty­tu­cje, fabryki przy­wi­le­jów, w któ­rych taśmowo pro­du­ko­wano star­szych sędziów, naj­wyż­szych urzęd­ni­ków pań­stwo­wych oraz dyplo­ma­tów Biura Spraw Zagra­nicz­nych, tra­dy­cyj­nie umiesz­czały filo­lo­gię kla­syczną w sercu pro­gramu naucza­nia. Język i lite­ra­turę sta­ro­żyt­nej Gre­cji uwa­żano za kamie­nie węgielne edu­ka­cji, a greka słu­żyła do for­mo­wa­nia kolej­nych poko­leń admi­ni­stra­to­rów bry­tyj­skiego impe­rium. Zna­mienne, że zna­jo­mość języka i dzie­jów Gre­cji powszechna była jedy­nie wśród naj­bar­dziej uprzy­wi­le­jo­wa­nych z (w więk­szo­ści męskich) elit Wiel­kiej Bry­ta­nii. Win­ston Chur­chill powie­dział, że pozwo­liłby chłop­com „uczyć się łaciny w ramach wyróż­nie­nia, a greki dla roz­rywki”4. Jed­nak za tym słyn­nym bon motem kryło się jego przy­wią­za­nie do uży­wa­nia kla­sycz­nego wykształ­ce­nia jako środka dystan­so­wa­nia spo­łecz­nego. Było to potężne narzę­dzie, które sku­tecz­nie sepa­ro­wało od sie­bie klasy, a co za tym idzie, wspo­ma­gało budowę impe­rium przez wta­jem­ni­cza­nie w jego miste­ria jedy­nie naj­wyż­szej war­stwy spo­łe­czeń­stwa. Filo­log kla­syczny H.D.F. Kitto, sam będący pro­duk­tem bry­tyj­skiego sys­temu edu­ka­cji publicz­nej i auto­rem opu­bli­ko­wa­nego w 1951 roku (wciąż best­sel­le­ro­wego) wpro­wa­dze­nia do histo­rii sta­ro­żyt­nej Gre­cji, pro­sił swych czy­tel­ni­ków, by „zaak­cep­to­wali […] jako roz­sądne stwier­dze­nie faktu”, że Grecy „mieli cał­ko­wi­cie nową kon­cep­cję sensu ludz­kiego życia i pierwsi poka­zali, czemu służy ludzki umysł”.

Owo­cem tej boga­tej spu­ści­zny zim­pe­ria­li­zo­wa­nego fil­hel­le­ni­zmu jest wiele szko­dli­wych zało­żeń oraz krzyw­dzący wnio­sek – że kla­syczna Gre­cja była wyjąt­ko­wym momen­tem w dzie­jach świata i że Zachód odniósł bez­dy­sku­syjną korzyść z bycia spad­ko­biercą kul­tury grec­kiej. Spu­ści­zna ta kształ­to­wała histo­rie naro­dowe. W roku 1867 bry­tyj­ski filo­zof i eko­no­mi­sta poli­tyczny John Stu­art Mill stwier­dził, że „nawet jako wyda­rze­nie w dzie­jach Wiel­kiej Bry­ta­nii” bitwa pod Mara­to­nem, sto­czona mię­dzy Gre­kami i Per­sami w roku 490 p.n.e., „jest waż­niej­sza niż bitwa pod Hastings”. Oświad­czył, że „praw­dzi­wymi przod­kami euro­pej­skich naro­dów nie są ci, z któ­rych krwi się one wywo­dzą, ale ci, od któ­rych zaczerp­nęły naj­bo­gat­szą część swo­jego dzie­dzic­twa”. Ludzie Zachodu postrze­gali się jako bez­po­śred­nich spad­ko­bier­ców cudu cywi­li­za­cji grec­kiej. Logiczne było więc dla nich twier­dze­nie, że zachod­nia kul­tura rów­nież musi być wyjąt­kowa. Przez deduk­cję – kul­tury pozba­wione dzie­dzic­twa kla­sycz­nego hel­le­ni­zmu musiały być cywi­li­za­cjami ustę­pu­ją­cymi jej pod wzglę­dem racjo­nal­nego myśle­nia i ustroju, wspól­noty celów, inte­li­gen­cji oraz ambi­cji. Stara grecka wizja deka­denc­kiej i despo­tycz­nej Per­sji zna­la­zła nowe zasto­so­wa­nie jako sym­bol nie­do­stat­ków i ułom­no­ści wszyst­kich nie-Euro­pej­czy­ków.

To prze­wrotne rozu­mie­nie hie­rar­chii kom­pe­ten­cji kul­tu­ro­wej ma wciąż zwo­len­ni­ków. Wybitny nie­miecki znawca świata grecko-rzym­skiego Her­mann Beng­ston oparł swoją karierę aka­de­micką na pro­pa­go­wa­niu tego wyświech­ta­nego mitu o zachod­niej wyż­szo­ści. Nie­dawno uznał za sto­sowne napi­sać:

Kon­se­kwen­cje grec­kiego triumfu nad Per­sami są nie­mal nie­oce­nione. Odpie­ra­jąc napaść Wschodu, Hel­le­no­wie wyty­czyli kie­ru­nek poli­tycz­nego i kul­tu­ral­nego roz­woju Zachodu. Wraz z trium­falną walką Gre­ków o wol­ność Europa naro­dziła się zarówno jako poję­cie, jak i rze­czy­wi­stość. Wol­ność, która pozwo­liła kul­tu­rze grec­kiej wznieść się do kla­sycz­nych wzor­ców w sztuce, dra­ma­tur­gii, filo­zo­fii i histo­rio­gra­fii, Europa zawdzię­cza tym, któ­rzy wal­czyli pod Sala­miną i Pla­te­jami. Jeśli uwa­żamy się dziś za ludzi wol­no­myśl­nych, to wła­śnie Grecy stwo­rzyli ku temu warunki.

Możemy dodać do tego głos Andrew Bay­lissa, histo­ryka z uni­wer­sy­tetu w Bir­ming­ham, który w roku 2020, w rocz­nicę bitwy pod Ter­mo­pi­lami, sto­czo­nej w 480 roku p.n.e. mię­dzy per­ską armią Kserk­sesa a połą­czo­nymi siłami grec­kich miast-państw, prze­ko­ny­wał:

Naj­waż­niej­szą spu­ści­zną Ter­mo­pil był tak zwany Złoty Wiek […]. Gdyby Per­som udało się uni­ce­stwić Ateny, zdła­wi­liby racz­ku­jącą ateń­ską demo­kra­cję i nie zachwy­ca­li­by­śmy się dziś wspa­nia­ło­ścią Par­te­nonu na ateń­skim Akro­polu ani nie mogli­by­śmy czy­tać wiel­kich dzieł lite­rac­kich auto­rów pokroju […] Tuki­dy­desa […], Ajschy­losa, Sofo­klesa, Eury­pi­desa, Ary­sto­fa­nesa […] i Pla­tona. Nic z tego nie byłoby moż­liwe bez inspi­ra­cji, jakiej dostar­czyli [król Sparty] Leoni­das i jego ludzie, sta­jąc w obro­nie wol­no­ści.

Takie opi­nie są błędne i nie­uza­sad­nione. Per­so­wie ni­gdy nie dążyli do znisz­cze­nia „demo­kra­cji” (cokol­wiek to słowo ozna­cza w sta­ro­żyt­nym kon­tek­ście). W rze­czy­wi­sto­ści wiele grec­kich miast-państw w Jonii na­dal prak­ty­ko­wało „demo­kra­cję” pod per­skimi rzą­dami – Per­so­wie dostrze­gali prze­cież nie­chęć joń­skich Gre­ków do auto­kra­tycz­nych tyra­nów i ocho­czo zastę­po­wali ich demo­kra­tycz­nymi rzą­dami. Gdyby Ache­me­ni­dzi włą­czyli do swego impe­rium Gre­ków z kon­ty­nentu, nie­wąt­pli­wie tam rów­nież tole­ro­wa­liby demo­kra­cję. Być może nawet sprzy­ja­liby jej. Per­skie zwy­cię­stwo nad Spartą – naj­bar­dziej cie­mię­ży­ciel­skim, ogra­ni­cza­ją­cym swo­body pań­stwem nie­wol­ni­czym antyku – byłoby zwy­cię­stwem na rzecz wol­no­ści. Poło­ży­łoby kres nie­mal ter­ro­ry­stycz­nej domi­na­cji Sparty nad resztą Gre­cji. Pogląd, jakoby Per­so­wie hamo­wali i krę­po­wali kul­tu­ralny roz­wój Europy, jest absur­dem.

Od cza­sów wojen grecko-per­skich Per­so­wie byli obiek­tem histo­rio­gra­ficz­nej kam­pa­nii oszczerstw, która obsa­dzała ich w roli tyrań­skich cie­mięz­ców wol­nego świata. Inte­lek­tu­alne zaan­ga­żo­wa­nie Zachodu w pro­mo­cję wła­snej rze­ko­mej wyjąt­ko­wo­ści i wyż­szo­ści ogrom­nie szko­dziło bada­niom dzie­jów Per­sji. Pora spro­sto­wać zadaw­nione krzyw­dzące prze­kła­ma­nia na temat Per­sów, dając posłuch auten­tycz­nemu sta­ro­żyt­nemu per­skiemu gło­sowi.

* * *

Jak więc mamy uzy­skać dostęp do „per­skiej wer­sji”, skoro wygląda na to, że mate­riały źró­dłowe nie są pomocne? Per­so­wie ni­gdy nie spi­sali nar­ra­cyj­nej histo­rii, tak jak zro­bili to Grecy. Nie było per­skiej wer­sji Hero­dota, Tuki­dy­desa ani Kse­no­fonta. Czy ozna­cza to, że Per­so­wie nie byli świa­domi wła­snej prze­szło­ści? Czy nie zasta­na­wiali się nad swoim miej­scem w biegu dzie­jów? Brak nar­ra­cji histo­rycz­nej nie jest rów­no­znaczny z poglą­dem, że Per­so­wie nie rozu­mieli ani nie usto­sun­ko­wy­wali się do wła­snej histo­rii. Znali ją, ale posta­no­wili uwiecz­niać w inny spo­sób. Per­ska prze­szłość była prze­ka­zy­wana w pie­śniach, poezji, baśniach i legen­dach. Była odgry­waną histo­rią.

Godną uwagi cechą boga­tej ust­nej kul­tury całego sta­ro­żyt­nego Bli­skiego Wschodu była wyraźna nie­chęć do dokład­nych fak­tów i kon­kret­nych dat. Per­so­wie, Babi­loń­czycy i Asy­ryj­czycy poj­mo­wali swoją prze­szłość w kate­go­riach mitów, zwłasz­cza podań o stwo­rze­niu świata oraz wspa­nia­łych opo­wie­ści o bogach, boha­te­rach i kró­lach. W cen­trum bli­skow­schod­niej kon­cep­cji pro­ce­sów dzie­jo­wych znaj­do­wała się wła­dza kró­lew­ska jako mani­fe­sta­cja boskiej woli, fak­tyczne zaś szcze­góły wyda­rzeń histo­rycz­nych były mniej inte­re­su­jące niż wzo­rzec, zgod­nie z któ­rym wyja­śniano prze­szłość w odnie­sie­niu do wyda­rzeń mitycz­nych. „Histo­ria” była wyni­kiem dzia­łań bogów, któ­rzy nada­wali bieg wypad­kom. Usilne poszu­ki­wa­nie przez sta­ro­żyt­nych spój­nego wzorca inter­pre­ta­cji dzie­jów ozna­czało, że świa­do­mość tego, co się wyda­rzyło naprawdę w „histo­rii”, uzy­ski­wano dopiero w świe­tle rezul­tatu zda­rzeń. Spoj­rze­nie z per­spek­tywy czasu było defi­niu­ją­cym ele­men­tem bli­skow­schod­niego rozu­mie­nia pro­ce­sów histo­rycz­nych. W oczach Per­sów histo­ria ich impe­rium została wpra­wiona w ruch przez bogów. Ich eks­pan­sję tery­to­rialną wień­czyły suk­cesy, ponie­waż tak zade­cy­do­wał Ahura Mazda. Czy w związku z tym mamy szansę zna­leźć rze­telny per­ski zapis ich prze­szło­ści?

Tak. Per­ska wer­sja jest wszę­dzie. Choć mate­riały mogą nie wystę­po­wać w jed­nym cią­głym for­ma­cie nar­ra­cyj­nym, wewnętrzną histo­rię Per­sji da się poskła­dać z róż­no­rod­nych i roz­pro­szo­nych źró­deł. Długo trwało, nim histo­rycy sta­ro­żyt­nego świata zdali sobie sprawę, że Per­sów można zro­zu­mieć na pod­sta­wie ich wła­snych źró­deł. Teraz, gdy już to wiemy, Per­so­wie mogą zostać oswo­bo­dzeni z pęt kla­sycz­nej tra­dy­cji.

Histo­ria Per­sji jest olbrzy­mią ukła­danką, która wymaga cier­pli­wego dopa­so­wy­wa­nia i trzeź­wej współ­pracy. Nie­któ­rych ele­men­tów bra­kuje, a na obrze­żach są luki, jed­nak ogól­nie rzecz bio­rąc, obraz, jaki wyła­nia się z auten­tycz­nych per­skich świa­dectw, jest kształ­cący. Jest on też nie­zmier­nie eks­cy­tu­ją­cym polem badań, na któ­rym napo­tkamy osza­ła­mia­jącą roz­ma­itość źró­deł.

Zacznijmy od języka sta­ro­żyt­nej Per­sji. Per­so­wie doby Ache­me­ni­dów mówili wcze­sną formą współ­cze­snego farsi (czyli nowo­per­skiego), nazy­waną języ­kiem sta­ro­per­skim. Zapi­sy­wano go pismem kli­no­wym, starą, uświę­coną tra­dy­cją mezo­po­tam­ską odmianą pisma. Jego znaki mogły być albo odci­skane na wil­got­nych gli­nia­nych tablicz­kach, albo ryte w twar­dych mate­ria­łach, takich jak kamień, lapis-lazuli, ala­ba­ster, a nawet sre­bro i złoto. W tym języku ukła­dano publiczne, urzę­dowe oraz kró­lew­skie obwiesz­cze­nia i nie­mal wszyst­kie zacho­wane sta­ro­per­skie tek­sty sta­no­wią inskryp­cje na budow­lach i innych kró­lew­skich monu­men­tach. Czę­sto towa­rzy­szą im tłu­ma­cze­nia tego samego tek­stu na inny język – aka­dyj­ski, egip­ski albo ela­micki. Sta­ro­per­skie inskryp­cje zazwy­czaj obfi­tują w powtó­rze­nia, wykła­da­jąc kró­lew­ską ide­olo­gię i pro­pa­gu­jąc impe­rialną wła­dzę. Jest jeden wyją­tek – tak zwana inskryp­cja z Bisi­tun Dariu­sza I wyryta na skal­nej ścia­nie przy głów­nej dro­dze wio­dą­cej z rów­niny Mezo­po­ta­mii do Ekba­tany (dzi­siej­szego Hama­danu) w Medii. Zawiera ona – o czym w dal­szej czę­ści książki – bar­dziej nar­ra­cyjną histo­rię wstą­pie­nia Dariu­sza na tron. Powta­rzalne inskryp­cje wał­kują dekla­ra­cje ide­olo­giczne i są dla nas waż­nym źró­dłem wie­dzy o tym, jak postrze­gali sie­bie ache­me­nidzcy kró­lo­wie. Sta­ro­per­skie tek­sty sła­wią walecz­ność i bojowe walory monar­chów oraz umiesz­czają ich suk­cesy w cie­niu Ahury Mazdy, wiel­kiego boga Ache­me­ni­dów. Inne tek­sty kli­nowe, w języku ela­mickim i aka­dyj­skim, wzbo­ga­cają naszą zna­jo­mość per­skiej histo­rii i nawet Egipt w hie­ro­gli­ficz­nych i demo­tycz­nych tek­stach dostar­cza infor­ma­cji o per­skich rzą­dach. Inskryp­cje zapi­sane po grecku, lidyj­sku i fry­gij­sku świad­czą o geo­gra­ficz­nym zasięgu impe­rium oraz róż­no­rod­no­ści języ­ków, jakimi posłu­gi­wano się w jego gra­ni­cach.

Naj­bar­dziej roz­po­wszech­nio­nym ze wszyst­kich języ­ków per­skiego impe­rium był jed­nak nie sta­ro­per­ski, lecz ara­mej­ski. Ten sta­ro­żytny język semicki był w powszech­nym uży­ciu na całym Bli­skim Wscho­dzie VIII wieku p.n.e. i został wyko­rzy­stany przez Asy­ryj­czy­ków jako sku­teczna metoda komu­ni­ka­cji z innymi ludami. Per­so­wie uży­wali go jako języka dyplo­ma­cji i admi­ni­stra­cji, tak więc peł­nił on tę samą rolę co łacina w śre­dnio­wie­czu, sta­jąc się lin­gua franca impe­rium per­skiego. Wszy­scy wykształ­ceni ludzie, dyplo­maci i skry­bo­wie, bie­gle znali ara­mej­ski, a o jego sku­tecz­no­ści jako narzę­dzia biu­ro­kra­tycz­nego świad­czy fakt, że funk­cjo­no­wał on na Bli­skim Wscho­dzie jesz­cze w okre­sie hel­le­ni­stycz­nym i póź­niej (to wła­śnie w tym języku Jezus z Naza­retu mówił w oku­po­wa­nej przez Rzy­mian Judei w I wieku p.n.e.). Ara­mej­ski był łatwy w czy­ta­niu i pisa­niu (zapi­sy­wano go płynną kur­sywą) i nada­wał się do robie­nia szyb­kich nota­tek tuszem na papi­ru­sie, drew­nie, odłam­kach cera­miki, kości oraz innych łatwo prze­no­śnych mate­ria­łach. Z tego powodu ara­mej­skie doku­menty z cza­sów Ache­me­ni­dów są odkry­wane w miej­scach tak odle­głych, jak połu­dniowy Egipt i wschod­nia Bak­tria (dzi­siej­szy Tadży­ki­stan i Uzbe­ki­stan). Był to naprawdę uni­wer­salny język.

Nasza zna­jo­mość zapi­sy­wa­nych pismem kli­no­wym języ­ków Bli­skiego Wschodu ozna­cza, że mamy dostęp do mate­ria­łów wyjąt­ko­wych dla Per­sji. Pod­czas wyko­pa­lisk w Per­se­po­lis w latach trzy­dzie­stych XX wieku arche­olo­dzy wydo­byli skarb­nicę doku­men­tów, które spo­rzą­dzano i gro­ma­dzono w tym cen­trum ache­me­nidz­kiej biu­ro­kra­cji. Nazwane (od miejsc ich odkry­cia) Tabli­cami Skarbca Per­se­po­lis i Tablicz­kami For­ty­fi­ka­cji Per­se­po­lis, te bli­sko trzy­dzie­ści tysięcy gli­nia­nych tabli­czek datuje się na okres 509–458 p.n.e. Więk­szość została zapi­sana ela­mic­kim pismem kli­no­wym, języ­kiem per­skiej kan­ce­la­rii, i doty­czy trans­ak­cji han­dlo­wych (głów­nie racji żyw­no­ści), choć kil­ka­set jest zapi­sa­nych w ara­mej­skim, fry­gij­skim, sta­ro­per­skim, a nawet po grecku. Zarówno na ela­mic­kich, jak i ara­mej­skich tablicz­kach wid­nieją odci­ski pie­częci cylin­drycz­nych (zwy­kle jed­nej lub dwóch, ale cza­sami wię­cej), które zostały odbite w wil­got­nej gli­nie. Tabliczki i pie­częcie zapew­niają nie­zwy­kły wgląd w życie i pracę w Per­se­po­lis i jego naj­bliż­szej oko­licy w V wieku p.n.e., pre­zen­tu­jąc syl­wetki ludzi miesz­ka­ją­cych i pra­cu­ją­cych w pałacu i jego oto­cze­niu oraz zapis funk­cjo­no­wa­nia sys­temu admi­ni­stra­cyj­nego. Odno­to­wują one wszel­kiego rodzaju racje żyw­no­ściowe dla robot­ni­ków (męż­czyzn, kobiet i dzieci), kapła­nów i władz reli­gij­nych (z któ­rych część prze­zna­czona była na ofiary), dla per­skiej ary­sto­kra­cji oraz rodziny kró­lew­skiej. Ten zbiór tabli­czek jest nie­wia­ry­god­nie bogatą bazą danych na temat skom­pli­ko­wa­nej biu­ro­kra­cji pań­stwa Ache­me­ni­dów, rzu­ca­jącą świa­tło na metody ścią­ga­nia podat­ków, sys­temy maga­zy­no­wa­nia, użyt­ko­wa­nie grun­tów, diety, orga­ni­za­cję osad­nic­twa oraz szlaki podróżne – szcze­góły per­skiego życia kom­plet­nie pomi­jane w źró­dłach grec­kich.

Arche­olo­gia jest ważną dzie­dziną współ­cze­snych stu­diów nad sta­ro­żyt­nym Ira­nem. Prace tere­nowe pro­wa­dzone tam od lat trzy­dzie­stych ubie­głego wieku dają cenny wgląd w mate­rialną kul­turę cza­sów Ache­me­ni­dów, kon­cen­tru­jąc się głów­nie na wyko­pa­li­skach w Per­se­po­lis, Pasar­ga­dach, Suzie i Ekba­ta­nie – wiel­kich sto­li­cach ich pań­stwa. Bada­nia arche­olo­giczne reszty ziem impe­rium były mniej sys­te­ma­tyczne, choć dziś wię­cej uwagi poświęca się war­stwom arche­olo­gicz­nym okresu ache­me­nidz­kiego w takich miej­scach jak Sar­des i Dasky­lion w Tur­cji oraz na sta­no­wi­skach w Lewan­cie i Azji Środ­ko­wej. Nie­dawne wyko­pa­li­ska w Gru­zji ujaw­niają świa­dec­twa bli­skich kon­tak­tów mię­dzy cen­tralną Per­sją a tym pery­fe­ryj­nym rejo­nem impe­rium, w ostat­nich latach zaś egip­to­lo­dzy z rosną­cym entu­zja­zmem zwra­cają się ku śla­dom per­skiej dyna­stii Egiptu, odkry­wa­jąc nie­znane wcze­śniej sta­no­wi­ska w del­cie Nilu i w oazie Charga. W miarę jak arche­olo­dzy wyko­pują i ana­li­zują coraz to nowe świa­dec­twa zło­żo­no­ści życia w pro­win­cjach impe­rium, nasz obraz per­skiego pań­stwa nabiera głębi.

Bada­nia nad sztuką okresu Ache­me­ni­dów, wyod­ręb­nione z arche­olo­gii, potwier­dzają, że była ona eklek­tyczną mie­szanką sty­lów i moty­wów zaczerp­nię­tych z roz­ma­itych czę­ści impe­rium, zespo­lo­nych razem, co dawało cha­rak­te­ry­styczny har­mo­nijny „per­ski” wygląd. Czę­sto łączono motywy egip­skie i asy­ryj­skie (takie jak uskrzy­dlone dyski i skrzy­dlate geniu­sze, wzory fron­to­nów, a nawet spo­soby przed­sta­wia­nia postaci ludz­kiej), można więc rzec, że sztuka Ache­me­ni­dów odzwier­cie­dlała w mate­rial­nej for­mie zarówno róż­no­rod­ność, jak i jed­ność impe­rium jako cało­ści. Sztuka ache­me­nidz­kiego impe­rium miała jedno główne zada­nie: sła­wić kró­lew­ską ide­olo­gię jed­no­ści pań­stwa i upo­wszech­niać wize­ru­nek monar­chy. Na swój spo­sób sztuka Ache­me­ni­dów była sztuką kró­lew­ską, gdyż motywy słu­żące glo­ry­fi­ka­cji króla znaj­do­wane są raz po raz na nie­mal wszyst­kich per­skich zabyt­kach mate­rial­nych, od kolo­sal­nych, wyku­tych w skale rzeźb – takich jak te odkryte w Bisi­tun albo w gro­bow­cach kró­lów w Naghsz-e Rustam i Per­se­po­lis – po minia­tu­rowe scenki wyryte na gem­mach i pie­czę­ciach.

* * *

Korzy­sta­nie z boga­tego zasobu mate­ria­łów źró­dło­wych, aby zro­zu­mieć per­ską wer­sję sta­ro­żyt­nej prze­szło­ści Iranu, jest rze­czą ze wszech miar słuszną. Trzeba jed­nak zdać sobie sprawę, że także to podej­ście rodzi pewne pro­blemy i pułapki. Źró­dła two­rzone w samym Ira­nie, przez i dla Per­sów oraz pod­le­głych im ludów, nie są wolne od prze­sady, uprze­dzeń i prze­kła­mań. Za każ­dym rodzi­mym per­skim źró­dłem – tek­stem, obra­zem czy zabyt­kiem – stoi impe­rialny pro­gram. Per­ska wer­sja histo­rii pre­zen­tuje wła­sną odmianę histo­rycz­nego skrzy­wie­nia.

I tak, na pozór, kró­lew­skie inskryp­cje Dariu­sza pod­kre­ślają, że w jego impe­rium wszystko układa się dobrze:

Ja jestem Dariusz, Wielki Król, król kró­lów, król kra­jów, król tej ziemi, syn Hysta­spesa, Ache­me­nida. Mówi Dariusz król: kiedy Ahura Mazda uczy­nił mnie kró­lem tej ziemi, z łaski Ahury Mazdy uczy­niłem wszystko dobrym. (DSi)

Czy jed­nak wszę­dzie pano­wał taki ład? Czy pań­stwo Dariu­sza naprawdę było mle­kiem i mio­dem pły­nącą kra­iną har­mo­nii? Jego zie­mie two­rzyły zwarty obszar, ow­szem, i na pozór impe­rium odno­siło nie­wąt­pliwe korzy­ści z jed­no­rod­no­ści per­skiego sys­temu (drogi były zna­ko­mite, a bar­dzo zaawan­so­wana infra­struk­tura komu­ni­ka­cyjna dobrze słu­żyła pań­stwu). Było ono jed­nak bez­bronne na gra­ni­cach, nader odle­głych od jego rdzen­nych ziem w Ira­nie. Tereny przy­gra­niczne i dale­kie rubieże bywały miej­scami buntu prze­ciwko monar­sze lub jego namiest­ni­kom. Co wię­cej, popu­la­cja impe­rium, choć ogromna, skła­dała się głów­nie z chło­pów, nie­pi­śmien­nych, nie­wy­kształ­co­nych i ledwo wią­żą­cych koniec z koń­cem. Więk­szość z nich żyła w skraj­nej nędzy, a ich mizerne poletka mało przy­czy­niały się do zamoż­no­ści pań­stwa. Żad­nej korzy­ści nie przy­no­siły mu też olbrzy­mie poła­cie jało­wych pustyń, sło­nych jezior, sma­ga­nej wia­trem tun­dry albo ska­li­stych gór­skich ścian. Nie­za­miesz­kane, sta­no­wiące bariery dla trans­portu i z pew­no­ścią nie­do­cho­dowe tereny te były nie­usu­wal­nym cię­ża­rem dla per­skiego impe­rium jako cało­ści.

Nie­zwy­kle istotna jest świa­do­mość, iż Dariusz, jak wszy­scy Wielcy Kró­lo­wie Per­sji, miał zwy­czaj nagi­nać fakty. Pro­wa­dził dobrze zor­ga­ni­zo­waną i sku­teczną kam­pa­nię pro­pa­gan­dową, zama­wiał inskryp­cje i obrazy nie po to, by infor­mo­wać, ale by prze­ko­ny­wać. Dariusz Wielki był zręcz­nym pro­pa­gan­dy­stą. Na ścia­nach swo­ich pała­ców w Per­se­po­lis, Suzie i Babi­lo­nie kazał przed­sta­wić świat, jaki nie ist­niał w rze­czy­wi­sto­ści. Per­skie impe­rium zostało stwo­rzone – jak wszyst­kie impe­ria – w dro­dze zbroj­nego pod­boju. Realia budowy i utrzy­ma­nia impe­rium, nawet tak (z pozoru) tole­ran­cyj­nego jak per­skie, ozna­czały robie­nie rze­czy prze­ra­ża­ją­cych. Roz­lew krwi i prze­moc są nie­od­łącz­nymi ele­men­tami każ­dej siło­wej anek­sji, każ­dego impe­rialnego przed­się­wzię­cia, a Per­so­wie nie byli wyjąt­kiem, jeśli cho­dzi o dopusz­cza­nie się przy tej oka­zji potwor­nych czy­nów. Wyszko­leni do zabi­ja­nia żoł­nie­rze bez opo­rów popeł­niali naj­więk­sze okru­cień­stwa w imię per­skiego impe­rializmu. Per­so­wie potra­fili być bez­li­to­śni, kiedy napo­ty­kali opór lub wyzwa­nie, a zbun­to­wa­nych pod­da­nych i kraje cze­kała surowa kara. Całe popu­la­cje wysie­dlano z ojczy­stych ziem i depor­to­wano w inne rejony pań­stwa. Ich mia­sta, wsie oraz święte przy­bytki palono i nisz­czono. Gra­bieże i bez­sen­sowne wyrzy­na­nie zwie­rząt gospo­dar­skich były na porządku dzien­nym, podob­nie jak bra­nie jeń­ców, dzieci i kobiet, czę­sto gwał­co­nych i sprze­da­wa­nych w nie­wolę. Były tor­tury i oka­le­cze­nia: skal­po­wa­nie jeń­ców, brody wyry­wane ze skóry, wyłu­py­wa­nie oczu, obci­na­nie nosów i uszu, bicie, sodo­mia, nie­zli­czone akty bez­pra­wia. Wyci­nano w pień całe grupy lud­no­ści.

Pod­czas gdy wieść o tej bru­tal­nej per­skiej eks­pan­sji mili­tar­nej wzbu­dzała trwogę w ser­cach miesz­kań­ców Bli­skiego Wschodu i basenu Morza Śród­ziem­nego, w Per­se­po­lis i innych kró­lew­skich rezy­den­cjach arty­ści z całego impe­rium two­rzyli dla Dariu­sza fan­ta­zje w wapie­niu, zło­cie i mar­mu­rze. Kunsz­tow­nie rzeź­biona i malo­wana pro­pa­ganda pro­mo­wała jego wizję impe­rial­nej har­mo­nii. Roz­ziewu mię­dzy realiami budowy impe­rium a sztuką i reto­ryką pax Per­sica nie da się zigno­ro­wać. Jed­nakże – odda­jąc Per­som spra­wie­dli­wość – samo wyobra­że­nie sobie pań­stwa wcie­la­ją­cego w życie ten har­mo­nijny ideał było czymś wyjąt­ko­wym w sta­ro­żyt­nym świe­cie. Asy­ryj­czycy i Rzy­mia­nie ni­gdy nie osią­gnęli tego poziomu samo­świa­do­mo­ści. Nie osią­gnęli go też Bry­tyj­czycy. Sen o per­skim pokoju jest swego rodzaju hoł­dem dla spo­sobu myśle­nia sta­ro­żyt­nych Per­sów.

Ache­me­ni­dzi pano­wali nie­po­dziel­nie nad swoim impe­rium. Nikt ze współ­cze­snych nie mógł się z nimi rów­nać, a ich ambi­cje tery­to­rialne nie napo­ty­kały żad­nych rywali. Mimo wewnętrz­nych bun­tów, pro­ble­mów gra­nicz­nych, walk o suk­ce­sję, mor­derstw, a nawet kró­lo­bójstw ich pań­stwo utrzy­mało swoje olbrzy­mie tery­to­ria i róż­no­rodne popu­la­cje pod­da­nych ponad dwa wieki. Per­skie impe­rium ni­gdy nie doświad­czyło powol­nego pro­cesu schyłku i osta­tecz­nego zała­ma­nia ani nie zre­ali­zo­wało jakie­go­kol­wiek zna­jo­mego sce­na­riu­sza „wzlotu i upadku”, jaki da się prze­śle­dzić w wypadku innych impe­riów. Kiedy przy­szedł jego kres, wraz z pod­bo­jami Alek­san­dra Mace­doń­skiego pod koniec lat trzy­dzie­stych IV wieku p.n.e., był on szybki i zupeł­nie nie­spo­dzie­wany. Dariusz III, ostatni Wielki Król z dyna­stii Ache­me­ni­dów, rzą­dził pań­stwem, które było rów­nie sprawne, zamożne i bez­pieczne jak sto pięć­dzie­siąt lat wcze­śniej.

Pyta­nie, jakie nie­uchron­nie nasuwa się w związku z tymi fak­tami, nie brzmi zatem: dla­czego per­skie impe­rium prze­stało ist­nieć, ale raczej: jak udało mu się odno­sić suk­cesy tak długo. Pod­sta­wowa odpo­wiedź jest jedna: ród Ache­me­ni­dów ni­gdy nie wypu­ścił z rąk wła­dzy kró­lew­skiej. Per­skie impe­rium ni­gdy nie musiało się zma­gać z rywa­li­zu­ją­cymi dyna­stami, któ­rzy zagra­ża­liby jed­no­ści pań­stwa. Ache­me­ni­dzi zarzą­dzali swoim impe­rium niczym rodzinną firmą, która pod uważ­nym kie­row­nic­twem doj­rze­wała, krze­pła i z cza­sem przy­no­siła dywi­dendy. Każdy król prze­ka­zy­wał swemu wybra­nemu męskiemu następcy umie­jęt­no­ści nie­zbędne do dobrego rzą­dze­nia. Kobiety dyna­stii sta­ran­nie strze­gły czy­sto­ści krwi i pod­trzy­my­wały sku­tecz­ność kró­lew­skiego pro­gramu repro­duk­cyj­nego, rodząc synów, któ­rzy peł­nili funk­cje satra­pów i ofi­ce­rów armii, oraz córki, które wyda­wano za człon­ków eli­tar­nych per­skich rodów albo cudzo­ziem­skich ksią­żąt. Dla­tego też żywot­ność zało­ży­ciel­skiego okresu impe­rium za Cyrusa Wiel­kiego i Kam­by­zesa II ni­gdy nie ustą­piła miej­sca sta­gna­cji albo osta­tecz­nemu upad­kowi, ale zacho­wy­wała pręż­ność dzięki regu­lar­nej kon­so­li­da­cji wła­dzy. Zda­rzały się co prawda bunty w domu kró­lew­skim, ale kon­cen­tro­wały się one tylko na tym, kto ma zasiąść na tro­nie jako głowa rodzin­nego „przed­się­bior­stwa” Ache­me­ni­dów, a nie na two­rze­niu sepa­ra­ty­stycz­nych państw.

Ache­me­ni­dzi byli rodem kró­lów. Król był wspa­nial­szą wer­sją ojca rodziny. Okre­ślali oni sie­bie samych sło­wem wiѲ-, które w sta­ro­per­skim ozna­czało „dyna­stię”, „dom” i „rodzinę”. Jak wszyst­kie dyna­stie kró­lew­skie, Ache­me­ni­dzi czę­sto ampli­fi­ko­wali codzienne kło­poty życia rodzin­nego. Repre­zen­to­wali wszel­kiego rodzaju ludz­kie pra­gnie­nia, ułom­no­ści i zalety, tyle że w prze­ja­skra­wio­nej for­mie. Wśród dyna­stycz­nych krew­nych rywa­li­za­cja była znacz­nie powszech­niej­sza niż sym­pa­tia, a wro­gość znacz­nie bar­dziej zna­joma niż miłość. Takie doświad­cze­nia, jak wykażę w niniej­szej książce, miały kon­se­kwen­cje dla całego per­skiego impe­rium. W sercu naszego stu­dium tkwi potężna, mono­li­tyczna kon­cep­cja „dyna­stii”. Będziemy zgłę­biać dzieje sta­ro­żyt­nej Per­sji przez pry­zmat rodu Ache­me­ni­dów, ponie­waż to cechy cha­rak­teru kró­lów wraz z rela­cjami z rodziną – rodzi­cami, żonami i kon­ku­bi­nami, dziećmi i rodzeń­stwem – oraz z szer­szym krę­giem per­skich elit defi­nio­wały spo­sób funk­cjo­no­wa­nia impe­rium. Drobne szcze­góły rodzin­nej dyna­miki mie­wały głę­boki, nie­kiedy mroczny wpływ na trwa­łość i suk­ces pań­stwa jako cało­ści. To, co działo się w łonie rodziny, i jak prze­bie­gały wypadki w pry­wat­nych apar­ta­men­tach pała­ców kró­lew­skich, ema­no­wało osta­tecz­nie na całe impe­rium.

Książka ta opo­wiada dzieje Per­sów od czasu ich przy­by­cia na Wyżynę Irań­ską, około 1000 roku p.n.e., do roku 330 p.n.e., kiedy ich potężne pań­stwo zostało zdo­byte, opa­no­wane i zdu­szone silną ręką Alek­san­dra Mace­doń­skiego. Będzie to opo­wieść o budo­wie impe­rium oraz impe­rial­nych ambi­cjach. Jest to zara­zem opo­wieść o jed­nym z wiel­kich dys­funk­cyj­nych rodów w dzie­jach. Ache­me­ni­dzi spo­koj­nie usu­wają w cień rodzinne sagi Yor­ków i Lan­ca­ste­rów z wyobraźni Szek­spira, waty­kań­skich Bor­giów albo rosyj­skich Roma­no­wów. Histo­ria Ache­me­ni­dów jest epicką operą mydlaną nagich ambi­cji, zdrady, zemsty i mor­derstw – ich losy to w zasa­dzie Ja, Klau­diusz Roberta Gra­vesa w bli­skow­schod­nim szta­fażu. Dziś bada­nia nad dyna­stią Ache­me­ni­dów oraz ich pań­stwem kwitną i nabie­rają roz­ma­chu jak ni­gdy wcze­śniej. Poja­wiają się wciąż nowe ana­lizy rodzi­mych per­skich źró­deł, arche­olo­gia zaś przy­nosi nie­ocze­ki­wane zna­le­zi­ska, które nie­ustan­nie zmu­szają śro­do­wi­sko naukowe do prze­my­śle­nia na nowo i prze­for­mu­ło­wa­nia naszych defi­ni­cji impe­rium. Jest to dobry czas na zgłę­bia­nie świata Per­sów.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Hero­dot, Dzieje, przeł. Sewe­ryn Ham­mer, Wro­cław–War­szawa–Kra­ków 2005, s. 423–424. Jeśli nie zazna­czono ina­czej, prze­kład Nor­berta Radom­skiego. [wróć]

Tamże, s. 513. [wróć]

Char­les Louis de Secon­dat Mon­te­squ­ieu, Listy per­skie, przeł. Tade­usz Żeleń­ski (Boy), War­szawa 1979, s. 237. [wróć]

Win­ston Chur­chill, Moja mło­dość, przeł. Tomasz Bie­roń, Poznań 2000, s. 22. [wróć]

Tytuł ory­gi­nału: Per­sians: The Age of the Great Kings

Copy­ri­ght © 2022 Lloyd Lle­wel­lyn-Jones

All rights rese­rved

Copy­ri­ght © for the Polish e-book edi­tion by REBIS Publi­shing House Ltd., Poznań 2022

Infor­ma­cja o zabez­pie­cze­niach

W celu ochrony autor­skich praw mająt­ko­wych przed praw­nie nie­do­zwo­lo­nym utrwa­la­niem, zwie­lo­krot­nia­niem i roz­po­wszech­nia­niem każdy egzem­plarz książki został cyfrowo zabez­pie­czony. Usu­wa­nie lub zmiana zabez­pie­czeń sta­nowi naru­sze­nie prawa.

Redak­tor: Mał­go­rzata Chwa­łek

Redak­tor mery­to­ryczny: dr Tytus Miko­łaj­czak

Kali­gra­fia (epi­gra­ficzna): Far­naz Moshen­pour

Mapa i tablica gene­alo­giczna: Tim Peters

Ryciny: Kate­ryna Kyslit­ska

Pro­jekt okładki: Patrick Insole

Opra­co­wa­nie gra­ficzne pol­skiej wer­sji okładki oraz skład książki: Sła­wo­mir Folk­man

Ilu­stra­cje na okładce

© fun­ky­food Lon­don – Paul Wil­liams/Alamy

Wyda­nie I e-book (opra­co­wane na pod­sta­wie wyda­nia książ­ko­wego: Per­so­wie. Epoka Wiel­kich Kró­lów, wyd. I, Poznań 2023)

ISBN 978-83-8338-779-6

Dom Wydaw­ni­czy REBIS Sp. z o.o.

ul. Żmi­grodzka 41/49, 60-171 Poznań

tel. 61 867 81 40, 61 867 47 08

e-mail: [email protected]

www.rebis.com.pl

Kon­wer­sję do wer­sji elek­tro­nicz­nej wyko­nano w sys­te­mie Zecer