71,99 zł
Światowy bestseller w nowej, rozszerzonej wersji!
Edycja specjalna z odpowiedziami autora na pytania milionów czytelników
Najsłynniejszy poradnik o tym, jak radzić sobie z otaczającymi nas idiotami, został wzbogacony osto stron zupełnie nowych treści. Znajdziesz tu jeszcze więcej praktycznych wskazówek i trafnych obserwacji, które – przy odrobinie szczęścia – pomogą ci zyskać pewność, że to nie ty jesteś „idiotą”.
Jeśli dopadają cię spóźnione pointy w stylu: „Powinienem był mu powiedzieć to i to, wtedy może by zrozumiał” albo zdarzyło ci się uczestniczyć w zebraniu, na którym nie byłeś w stanie pojąć toku myślenia żadnej osoby, ta książka pomoże ci zaoszczędzić mnóstwo nerwów.
Thomas Erikson – behawiorysta i ceniony na świecie coach – proponuje łatwą i skuteczną metodę radzenia sobie z idiotami. Przekonuje, że tak naprawdę otaczają nas ludzie o czterech typach osobowości. Wystarczy nauczyć się je rozpoznawać i obsługiwać, a praca, życie i współdziałanie z innymi będzie jak bułka z masłem.
Cóż, idioci są wszędzie, ale życie z nimi wcale nie musi być udręką.
Thomas Erikson– szwedzki pisarz, specjalista w zakresie komunikacji społecznej, behawiorysta i trener personalny. Od 30 lat szkoli kadrę menadżerską dużych firm i korporacji na całym świecie. Jego poradniki sprzedały się już w ponad 12 milionach egzemplarzy.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
JAK TO WSZYSTKO SIĘ ZACZĘŁO
Ostrzeżenie dla czytelników:
Poglądy moich czytelników na szczegół i na ogół tak wiele dla mnie znaczą – jako że bez ciebie, drogi czytelniku, niczego bym nie osiągnął, dlatego już na samym początku chcę wyjaśnić, co trzymasz w rękach.
Oto jubileuszowa i uzupełniona wersja książki Otoczeni przez idiotów, co w praktyce oznacza, że wiele części oryginalnego wydania zostało przerobionych i uaktualnionych. Czas leci, świat się zmienia, a autor ma obowiązek za wszystkim nadążać. Książka różni się od poprzedniej tym, że zawiera odpowiedzi na większość pytań, jakie zadawano mi po przeczytaniu wersji pierwotnej. To poszerzone, starannie przejrzane wydanie, przeznaczone szczególnie dla czytelnika, który pragnie poprawić swe relacje z otaczającymi go ludźmi. Dodałem wiele części, które nie zmieściły się w poprzednim wydaniu. Dokładnie przyjrzałem się też innym fragmentom i sporo zostawiłem w stanie prawie nienaruszonym. Zaktualizowałem i uprościłem język, należy to jednak traktować tylko jako kosmetyczne odświeżenie.
Krótko mówiąc, to po prostu pełniejsza i – wierzcie mi – lepsza książka.
Niemniej równie istotne jest podkreślenie, czym ta książka nie jest: nie jest zupełnie nowym utworem.
I jeszcze jedno. Jeśli czytaliście poprzednie wydanie Otoczonych przez idiotów, możliwe, że wcale nie musicie kupować tej wersji. Obie książki dotyczą właściwie tego samego: lepsze zrozumienie zachowania czterech kolorów – znamy to jako model DISC – może niesamowicie ułatwić życie.
Jeżeli nie tego szukasz, sprawdź, czy zachowałeś paragon.
Spośród szwedzkich autorów tylko książki nieżyjącej już wielkiej Astrid Lindgren przetłumaczono na więcej języków niż Otoczonych przez idiotów. Moja książka jest zdecydowanie inną opowieścią niż historia przygód Fizi Pończoszanki, a jednak została przełożona na blisko 70 języków i dotarła w najdalsze zakątki świata.
To surrealistyczne doświadczenie i jako pisarz przyjmuję je z pokorą. Ogromne wrażenie wywarło na mnie to, że treści książki w oczywisty sposób przemawiają do każdego, niezależnie od miejsca, w którym żyje. Jasno widać, że wielu mieszkańców naszej planety czuje, iż otaczają ich idioci.
Zaskakuje mnie godne pożałowania zjawisko, że mając tyle narzędzi, tak bardzo nie potrafimy dotrzeć do innych i w pełni się porozumiewać. Głęboko wierzę, że świat byłby znacznie piękniejszy, gdyby ludzie lepiej pojęli, jak bardzo się od siebie różnimy. Może odzywa się we mnie romantyk, jednak naprawdę tak sądzę: wiele toczących się konfliktów wynika z niezrozumienia i obojętności.
Z całościowego punktu widzenia jednostce raczej trudno temu zaradzić, jednak mnie napędza stara maksyma: „Nikt nie może zrobić wszystkiego, lecz każdy może zrobić coś”. Jeżeli mogę uprościć codzienną komunikację międzyludzką i nieco ułatwić życie, chętnie to „coś” zrobię. Wierzę, że kiedy sprawy idą nie tak, ważniejsze niż kiedykolwiek jest przystopowanie i zadanie kilku pytań, zamiast od razu miotać oskarżeniami na prawo i lewo. W tym zarzucać komuś, że jest idiotą – by podać tylko jeden przykład.
Skoro już to słowo padło, opowiem krótko, dlaczego postanowiłem napisać książkę o idiotach.
Przepracowałem parę lat w bankowości i muszę przyznać, że natykałem się tam na wielu idiotów. W końcu ogarnąłem wszystko i zostałem konsultantem zarządu. Poznałem trochę godnych podziwu osób ze świata konsultingu – często przy okazji wystąpień określanych jako „inspirujące” albo „motywujące”. Innym sektorem, z którym co rusz się stykałem, była edukacja. Spotykane tam osoby robiły na mnie wielkie wrażenie. Wyglądało na to, że konsultanci zawsze mieli gotową odpowiedź na wszystko. Byli bystrzy, błyskotliwi, pewni siebie i zdecydowani. Nawet garnitury mieli lepsze od tych, na które mogłem sobie pozwolić z ówczesnej pensji w banku.
Sama praca dawała mi dużo swobody, była jednak skrajnie wymagająca. Rzeczywiście mogłem sobie spędzać czas, jak chciałem, pod warunkiem że przynosiłem firmie dochody i zapewniałem pracę nie tylko sobie, lecz także innym konsultantom. Było to przerażające, ponieważ nie mieliśmy żadnego wzoru postępowania, całkiem inaczej niż w banku, gdzie procedury stworzono na wszystko. Potencjalny sukces osobisty w ogromnej mierze zależał od tego, jak będę postępował. Pierwszy raz w życiu zacząłem powątpiewać we własne zdolności. Mniej więcej po sześciu miesiącach siedziałem w naszej niewielkiej bibliotece, z jednej strony szukając natchnienia w książce, z drugiej – przysypiając w fotelu z powodu kompletnego wyczerpania i stresu. Tak mnie zastał sam szef, który obudziwszy mnie, oznajmił, że chyba musimy porozmawiać.
Jednak powoli szło ku lepszemu. Krok po kroczku opanowałem sztukę sprzedawania produktów. Nabrałem dość pewności siebie, by móc zadzwonić niemal do każdego, a dzięki temu poznawać wysoko postawionych przedstawicieli znanych firm. Miałem raptem 30 lat i zaczynałem się orientować, jak działa to przedsiębiorstwo. W drugim roku pracy zostałem pracownikiem roku i uwierzyłem, że to przypieczętowuje mój los. Miało się udać. Wreszcie znalazłem swoje miejsce. Może rzeczywiście jestem w tym dobry.
Tak, tak, z całą pewnością wszystko świetnie szło. Pracowałem jak szalony i brałem każdą robotę jak leci. Do życiorysu dopisywałem osiągnięcie za osiągnięciem, więc rosła także moja wiara w siebie. A wraz z tym pojawiały się nowe możliwości, by wyjść na idiotę.
Pewnego dnia zetknąłem się z facetem, który prowadził własny biznes. Sture był po sześćdziesiątce, założył firmę i rozwijał ją przez trzy dekady. Zadzwoniłem do niego, kompletnie nieświadomy jego osławionego wybuchowego charakteru, umówiłem się na spotkanie i już widziałem, jak sprzedaję mu projekt – moim zdaniem absolutnie niezbędny jego firmie.
Analiza potrzeb była skrajnie prosta. Od razu widziałem, że Sture chce coś z siebie wyrzucić, i nie minęło dużo czasu, zanim zdałem sobie sprawę, w czym problem. Zaczęliśmy rozmowę od omówienia tego, co w jego firmie działa, a co nie. Zaraz na początku Sture rzucił, że otaczają go sami idioci. Roześmiałem się, bo uznałem, że to dowcip, ale on naprawdę tak uważał. Twardo stał przy swoim, upierając się, że dosłownie jest otoczony przez idiotów. Powtarzał to w kółko, więc podniosłem rękę, żeby mu przerwać. „Oczywiście nie sądzi pan, że współpracownicy są idiotami, więc co dokładnie ma pan na myśli?” Nie zmienił zdania. Miał na myśli dokładnie to, że są idiotami. „Pełno tu przygłupów”. Rozbawiła mnie ta wymiana zdań, poprosiłem więc o przykłady.
Aż poczerwieniał, kiedy tłumaczył mi, że w departamencie A pracują kompletni idioci – całe rzesze idiotów. W departamencie B jest tylko jedna osoba, która cokolwiek rozumie, reszta to zgraja beznadziejnych nieudaczników. A już departament C jest najgorszy, pełno tam takich dziwadeł i pomyleńców, że sam nie wie, jakim cudem oni w ogóle docierają rano do pracy!
Im dłużej go słuchałem, tym wyraźniej widziałem, że w jego wizji jest coś nienormalnego. Spytałem, czy naprawdę wierzy, że ma dookoła samych idiotów. Wbił we mnie wzrok i wyjaśnił, że na palcach jednej ręki może policzyć tych, których rzeczywiście warto było zatrudnić.
Co więcej, Sture bez ogródek okazywał pracownikom, co o nich myśli. Potrafił każdego wyzwać od idiotów, i to publicznie. Podwładni trzymali się od niego na dystans. Nikt nie odważał się rozmawiać z nim w cztery oczy. Nigdy nie przekazywano mu złych wieści, bo bez wahania zabiłby posłańca. W jednej z fabryk dyskretnie, przy recepcji, zamontowano nawet światełko ostrzegawcze, które paliło się na czerwono, gdy Sture był na miejscu, a na zielono, kiedy teren był „czysty”.
Wiedzieli o tym wszyscy. Nie tylko pracownicy, ale też klienci odruchowo spoglądali na lampeczkę, by przygotować się na to, co może ich spotkać po przekroczeniu progu. Czerwone światło sprawiało, że zawracali już w drzwiach, postanawiając przyjść w bardziej sprzyjającym momencie. (Z czasem zacząłem się zastanawiać, czy Sture przypadkiem nie wiedział o tej lampce. Przypuszczam, że bardzo mu się podobał mityczny status, który mu nadawała).
Jak wiemy, młodzi są idealistami. Dlatego zadałem mu jedyne pytanie, jakie mi przyszło do głowy: „Kto zatrudnił tych wszystkich idiotów?”. Oczywiście wiedziałem, że on sam. Prawie każdego osobiście przyjmował do pracy. Co gorsza, wiedziałem, że on wie, że ja wiem. Czyli pośrednio zadałem mu pytanie: „Kto jest największym idiotą wśród idiotów?”. W ułamku sekundy Sture cały zsiniał, skoczył na równe nogi i ryknął: „Koniec rozmowy!”, po czym wyrzucił mnie na zbity pysk.
W pierwszym wydaniu książki nie ujawniłem, co nastąpiło tuż po tym spotkaniu. Wstrząśnięty wróciłem samochodem do biura. Natychmiast pojawił się mój szef i domagał się szczegółowego sprawozdania z przebiegu rozmowy. Chciał wiedzieć, jak mi poszło. Widzicie, miał wielkie oczekiwania w związku z tym kontraktem. Gapiłem się na niego, szukając odpowiednich słów, zanim wypaliłem rzeczowo: „Powiem panu samą prawdę... Czyli... Ten facet to... kompletny idiota. Nic a nic nie rozumie”.
To zdarzenie dało mi do myślenia. Oto człowiek, który niedługo miał przejść na emeryturę. Dobrze prosperujący przedsiębiorca, szanowany ze względu na rozległą wiedzę w dziedzinie, którą się zajmował. Ale, mówiąc wprost, nie umiał postępować z ludźmi. Nie rozumiał jedynego elementu układanki, którego nie da się powielić: pracowników. I wyciągał z tego wniosek, że ci, których nie rozumie, są idiotami.
Ponieważ nie byłem jego podwładnym, jasno widziałem, jak bardzo się myli. Sture nie rozumiał, że zawsze chce wszystko robić po swojemu, a każdego, kto działa inaczej, uznaje za idiotę. Używał określeń, które i ja stosowałem wobec pewnych typów: cholerna nudziara, durny biurokrata, chamski sukinsyn czy tępy młot. Chociaż sam nigdy nie nazywałem nikogo idiotą, zrozumiałem, że mam problem z niektórymi ludźmi.
Zaszokowała mnie myśl, że można iść przez życie z przeświadczeniem, iż dookoła są wyłącznie ludzie, z którymi w żaden sposób nie da się współpracować. Przecież nasz potencjał życiowy byłby w takiej sytuacji niewiarygodnie ograniczony! Jak wyglądałyby moje kontakty z innymi, gdybym był do nich tak nastawiony?
Teoretycznie Sture miał wszystko: dochodową firmę, majątek, prestiż, status i władzę. A jednak był głęboko nieszczęśliwy. Przyjrzałem się sobie w lustrze. Decyzja była łatwa – nie chciałem skończyć jak on. Zebrałem się więc na odwagę, zadzwoniłem do niego ponownie i udało mi się umówić na kolejną rozmowę.
Kiedy usiedliśmy, Sture oznajmił, cytuję: „Tym razem nie zostawiłem broni w samochodzie”. Ta znajomość niewątpliwie mogła zacząć się lepiej.
Po pełnym jadu spotkaniu z nim i kilkoma jego nieszczęsnymi współpracownikami miałem gulę w brzuchu. Wszyscy byli wkurzeni. Niektórzy – załamani. A wzięło się to z nieumiejętnego podejścia Sture’a do ludzi. Właśnie wtedy postanowiłem, że zdobędę najważniejszą wiedzę: jak działają inni. Skoro przez całe moje życie nasze drogi będą się przecinały i zawsze będę od innych zależny, stało się jasne, że tylko na tym skorzystam.
Jak postanowiłem, tak zrobiłem. Zacząłem się uczyć, jak rozumieć tych, których zachowanie początkowo było dla mnie nie do pojęcia. Dlaczego jedni są milczkami, a innym usta się nie zamykają? Dlaczego jedni zawsze walą prawdę prosto w oczy, a inni ciągle kłamią? Dlaczego jedni goście zawsze przybywają na czas, a innym jakoś się to nie udaje? No i dlaczego jednych lubię bardziej niż innych? Bo tak rzeczywiście było. Zacząłem przyglądać się sobie i odkryłem fascynujące rzeczy. Kiedy wyruszyłem w tę podróż, wszystko się zmieniło. Wiedza, którą zdobyłem, przeobraziła i mnie – jako człowieka, przyjaciela, współpracownika, syna, a także męża i ojca.
Ta książka mówi o najpowszechniejszym na świecie modelu opisującym różnice w sposobach komunikacji międzyludzkiej. Różne wersje tego narzędzia wykorzystuję od ponad 30 lat ze znakomitymi rezultatami.
Pierwsze wydanie tej książki spotkało się z falą krytyki. Nieprzychylne opinie dotknęły również mnie, nie wspominając o modelu czterech kolorów, DISC. Znaczna część nieprzychylnych opinii pochodziła od osób, którym nie podobało się takie uproszczone podejście do ludzkich zachowań. A książka rzeczywiście pokazuje, jakie to wszystko nieskomplikowane. Z drugiej strony każdy taki model z konieczności upraszcza ludzkie zachowania. Ludzka psychika jest fascynująco złożona i przyznaję, że sam jestem świadom niedostatków akurat tej metody. Wrócę do tego później.
Niemniej – i tego będę się trzymać – model czterech kolorów jest wystarczająco dobry. Stosuje się go od dziesięcioleci. Oczywiście, nie ja go wymyśliłem i nie mogę sobie przypisać żadnych zasług ani za jego stworzenie, ani za to, jak funkcjonuje, jednak podoba mi się, pod warunkiem że jest wykorzystywany zgodnie z zamierzeniami twórców. Ważniejsze dla mnie jest stosowanie metody, która się sprawdza, gdyż jest skuteczna, niż stosowanie metody, która jest stuprocentowo dokładna.
I jeszcze jedna rzecz, oczywista: techniki pozwalające stworzyć dokładny opis psychiki żywego człowieka nie istnieją i byłbym wielce zaskoczony, gdyby kiedykolwiek udało się je opracować.
Jak dobrze – ale naprawdę dobrze – radzić sobie z rozmaitymi typami ludzi? Wykucie na blachę części teoretycznej nie sprawi, że zostaniesz mistrzem świata w komunikowaniu się z otoczeniem. Dopiero kiedy zaczniesz wykorzystywać wiedzę w praktyce, stopniowo nabierzesz doświadczenia i dojdziesz do biegłości w tej dziedzinie.
To jak z jazdą samochodem: studiowanie teorii nie wystarczy. Musisz wyjechać na drogę, znaleźć się wśród innych i poznać, jak to jest, kiedy jesteś otoczony przez... innych zmotoryzowanych. Niektórzy wiedzą, jak się zachować, to wspaniale. Inni – nie do końca, a to znaczy, że masz się nauczyć odpowiednio reagować. Jednak opanujesz to, tylko siadając za kółkiem. Tylko wtedy pojmiesz, co musisz robić.
Pewien mądry mężczyzna (mogła to być też pewna mądra kobieta) powiedział kiedyś: „W teorii nie ma różnicy między teorią a praktyką, jednak w praktyce taka różnica jest”.
Kiedy zacząłem badać sposoby funkcjonowania ludzi i zadałem sobie naprawdę dużo trudu, by zrozumieć wszystkie możliwe – a czasem i niemożliwe – kombinacje, stałem się innym człowiekiem. Nie wygłaszam kategorycznych opinii, nie oceniam nikogo tylko dlatego, że różni się ode mnie. Przy odrobinie szczęścia inni odwzajemnią ten szacunek.
Z czasem nabrałem coraz większej cierpliwości wobec osób, które znacznie się ode mnie różnią. Nie powiem, że nigdy nie dochodzi do konfliktów, tak samo jak nie powiem, że nigdy nie kłamię, ale zdarza się to teraz bardzo rzadko.
Mam nadzieję, że nie odbieracie moich słów jako przechwałki. Kilkadziesiąt lat nauki i praktyki pozwoliło mi dojść do tego miejsca i mam pełną świadomość, ile jeszcze muszę się nauczyć.
Za jedno powinienem podziękować Sture’owi i jego zwariowanej lampce ostrzegawczej: to dzięki niemu się tym wszystkim zainteresowałem. Gdyby nie on, ta książka pewnie by nie powstała. Bez niego i powtarzanego do znudzenia „idioci”, pewnie nie zatytułowałbym jej: Otoczeni przez idiotów. I kto wie, drogi czytelniku, może byśmy się wcale nie poznali?
Statystyki mówią, że książek non-fiction nie czyta się w całości. Średnio – pierwsze trzy rozdziały. Moim zdaniem to wielka szkoda, gdyż umyka nam ogromna wiedza zawarta w każdej publikacji tego typu. Co można zrobić, by poszerzać wiedzę? Na początek – przeczytać całą tę książkę, a nie tylko pierwsze trzy rozdziały. Przy odrobinie szczęścia za kilka minut wyruszycie w taką samą podróż, jaką rozpocząłem jakieś trzy dekady temu.
I na koniec, drogi czytelniku, może okaże się, że nie jest to wcale tak kiepski pomysł?
Thomas Erikson
Behawiorysta, mentor, wykładowca i autor książek
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Przypisy są dostępnetylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Tytuł oryginałuOmgiven av idioter – Jubileumsutgåva
Projekt okładkiNastka Drabot
Przygotowanie okładki do drukuKarolina Żelazińska-Sobiech
Redaktor prowadzącyBartłomiej Kaftan
RedakcjaIda Świerkocka
KorektaAnna Strożek
Original edition copyright © 2014 by Thomas Erikson Revised and Expanded edition copyright © 2024 by Thomas Erikson Originally published by Bookmark Förlag, Stockholm Copyright © for the Polish translation by Małgorzata Maruszkin, 2026 Copyright © by Wielka Litera Sp. z o.o., 2026
Żaden fragment tej książki nie może być wykorzystywany do szkolenia systemów sztucznej inteligencji.
ISBN 978-83-8360-442-8
Wielka Litera Sp. z o.o. ul. Wiertnicza 36 02-952 Warszawa
Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.
