Ostatnia rozgrywka - Jeffrey Archer - ebook + audiobook + książka

Ostatnia rozgrywka ebook

Jeffrey Archer

5,0
44,99 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Ostatni tom cyklu o Williamie Warwicku. Niech wygra najlepszy.

Strateg zbrodni. Bezwzględny zabójca. Tylko jeden człowiek stoi im na drodze…

Dwa tygodnie do rozpoczęcia największego międzynarodowego widowiska sportowego. Zaledwie sekunda do katastrofy. Rok 2012. Wielka Brytania – gospodarz XXX Letnich Igrzysk Olimpijskich – przez szesnaście dni znajduje się w centrum uwagi całego świata. Skąpany w blasku jupiterów Londyn staje się jednak celem międzynarodowego spisku i jego organizatorzy szykują niszczycielski atak. Między triumfem a katastrofą stoi jeden człowiek: komendant William Warwick, szef elitarnej jednostki Scotland Yardu. Gdy rusza tropem tajemniczej organizacji, zaczyna się śmiertelna gra w kotka i myszkę, a pościg zaprowadzi go z tętniących życiem ulic Londynu do ukrytych korytarzy władzy. Czy Warwick zdoła powstrzymać zabójcę, zanim to największe widowisko obróci się w koszmar?

Gdyby przyznawano Nagrodę Nobla za opowiadanie historii, Jeffrey Archer powinien być nią uhonorowany. - „Daily Telegraph”
Niezrównany mistrz emocjonującej fabuły. - „Daily Mail”
Archer to geniusz. - „Evening Standard”

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 358

Oceny
5,0 (1 ocena)
1
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Polecamy

Jef­frey Archer w REBI­SIE

ALE TO NIE WSZYSTKO

CO DO GRO­SZA

CÓRKA MAR­NO­TRAWNA

CZY POWIEMY PANI PRE­ZY­DENT?

DZIEŁO PRZY­PADKU

DZIEN­NIKI WIĘ­ZIENNE

FAŁ­SZYWE WRA­ŻE­NIE

I TAK WYGRASZ

JEDE­NA­STE PRZY­KA­ZA­NIE

KANE I ABEL

KOŁ­CZAN PEŁEN STRZAŁ

KRÓTKO MÓWIĄC

NA KOCIĄ ŁAPĘ

PIERW­SZY MIĘ­DZY RÓW­NYMI

SPRAWA HONORU

STAN CZWARTY

SYNO­WIE FOR­TUNY

ŚCIEŻKI CHWAŁY

WIĘ­ZIEŃ URO­DZE­NIA

ZŁO­DZIEJ­SKI HONOR

CZAS POKAŻE

ZA GRZE­CHY OJCA

SEKRET NAJ­PIL­NIEJ STRZE­ŻONY

OSTROŻ­NIE Z MARZE­NIAMI

POTĘŻ­NIEJ­SZY OD MIE­CZA

W GODZI­NIE PRÓBY

TO BYŁ CZŁO­WIEK!

EWAN­GE­LIA WEDŁUG JUDA­SZA

NIC BEZ RYZYKA

UKRYTE NA WIDOKU

PRZY­MKNIĘTE OKO SPRA­WIE­DLI­WO­ŚCI

PO MOIM TRU­PIE

W NASTĘP­NEJ KOLEJ­NO­ŚCI

BRAMA ZDRAJ­CÓW

OKO ZA OKO

Dedykacja

Pamięci Susan Watt

1938–2024

Motto

Naj­waż­niej­sze w igrzy­skach olim­pij­skich jest nie zwy­cię­stwo, ale udział, podob­nie jak w życiu nie jest naj­waż­niej­szy triumf, ale walka. Nie samo zwy­cię­stwo jest istotne, lecz spra­wie­dliwa rywa­li­za­cja1.

Baron Pierre de Couber­tin, 24 lipca 1908

Z mate­ria­łów Pol­skiego Komi­tetu Olim­pij­skiego (przyp. tłum.). [wróć]

OD AUTORA

W powie­ści Ostat­nia roz­grywka zamie­ści­łem opis dwu­dzie­stu dwóch zda­rzeń, które roze­grały się pod­czas lon­dyń­skich igrzysk olim­pij­skich w 2012 roku. Do trzy­na­stu doszło rze­czy­wi­ście, choć nikomu, poza ści­słym gro­nem wta­jem­ni­czo­nych osób, ni­gdy nie było dane o nich usły­szeć. Dwa incy­denty, uda­rem­nione przez służby bez­pie­czeń­stwa, mogły nie tylko spa­ra­li­żo­wać igrzy­ska, ale też poważ­nie nad­we­rę­żyć repu­ta­cję Wiel­kiej Bry­ta­nii w oczach świata. Dzie­więć powstało wyłącz­nie w mojej wyobraźni. Osta­teczny osąd, co jest fak­tem, a co fan­ta­zją, pozo­sta­wiam Wam.

Jestem nie­zmier­nie wdzięczny za wska­zówki komen­dan­towi Bobowi Bro­adhur­stowi, Ofi­ce­rowi Orderu Impe­rium Bry­tyj­skiego odzna­czo­nemu Meda­lem Kró­lo­wej za Zasługi dla Poli­cji (w sta­nie spo­czynku), odpo­wie­dzial­nemu za bez­pie­czeń­stwo pod­czas igrzysk olim­pij­skich.

Szcze­gólne podzię­ko­wa­nia kie­ruję rów­nież do:

lorda Coe, Kawa­lera Koman­dora Orderu Impe­rium Bry­tyj­skiego (CH KBE)

sir Keitha Mil­lsa, Kawa­lera Wiel­kiego Krzyża Orderu Impe­rium Bry­tyj­skiego (GBE), zastępcy lorda namiest­nika (DL)

Jac­kie Brock-Doyle, Koman­dor Orderu Impe­rium Bry­tyj­skiego (CBE)

pro­fe­sor Kim Wolff, Koman­dor Orderu Impe­rium Bry­tyj­skiego (CBE)

star­szego nad­in­spek­tora Johna Suther­landa (w sta­nie spo­czynku)

detek­tyw sier­żant Michelle Roy­croft (w sta­nie spo­czynku).

PROLOG

Wybór Lon­dynu na gospo­da­rza igrzysk olim­pij­skich

2005

Lipiec 2005

– Myślisz, że mamy szanse? – zapy­tał Wil­liam.

– Raczej nikłe – odrzekł Jastrząb – więc nie obie­cuj sobie zbyt wiele.

Komen­dant Wil­liam War­wick i jego prze­ło­żony Jack Hawksby, zastępca komi­sa­rza lon­dyń­skiej poli­cji metro­po­li­tal­nej, sie­dzieli w głębi wypeł­nio­nej po brzegi sali balo­wej cen­trum kon­gre­so­wego Raf­fles w Sin­ga­pu­rze. Na razie byli jedy­nie obser­wa­to­rami wyda­rzeń. Uczest­ni­kami całego przed­się­wzię­cia sta­liby się, dopiero gdyby Lon­dyn otrzy­mał prawo orga­ni­za­cji igrzysk w 2012 roku.

Do fina­ło­wej rundy rywa­li­za­cji zakwa­li­fi­ko­wało się pięć miast, ale tylko przed­sta­wi­ciele jed­nego z nich wrócą do sie­bie ze zło­tym meda­lem. W tym współ­za­wod­nic­twie nie prze­wi­dziano nagrody pocie­sze­nia za dru­gie miej­sce. W blo­kach star­to­wych usta­wiło się pię­ciu kon­ku­ren­tów, nie­mniej wszy­scy zgro­ma­dzeni na sali wie­dzieli, że w tej run­dzie liczy się tylko trzech. Paryż ucho­dził za zde­cy­do­wa­nego fawo­ryta. Cztery lata wcze­śniej prze­grał z Peki­nem i teraz Fran­cuzi prze­ko­ny­wali każ­dego, kto chciał słu­chać, że wła­ści­wie prawo do orga­ni­za­cji igrzysk w 2012 roku należy się im. Za jedy­nego poważ­nego rywala sto­licy Fran­cji uwa­żano Madryt, Lon­dyn w ran­kingu buk­ma­che­rów znaj­do­wał się dopiero na trze­cim miej­scu z kur­sem dzie­sięć do jed­nego.

W ciągu kolej­nej godziny sta­nie się jasne, kto wróci do domu z lau­rem zwy­cię­stwa.

W cen­trum kon­gre­so­wym pano­wał wibru­jący napię­ciem gwar, w któ­rym kon­ku­ro­wały ze sobą naj­roz­ma­it­sze języki świata. Więk­szość dele­ga­tów prze­wi­dy­wała, że pierw­sza odpad­nie Moskwa. Sto­sun­kowo nie­dawno, bo w 1980 roku, była gospo­da­rzem igrzysk, a ponadto Rosję typo­wano na orga­ni­za­tora olim­piady zimo­wej w Soczi w 2014.

W ostat­nich dniach do Wil­liama dotarły też pogło­ski, że jeśli Moskwa zosta­nie wyeli­mi­no­wana, to oddane na nią głosy przy­padną jed­nemu z kan­dy­du­ją­cych miast, ale w żad­nym razie nie Lon­dy­nowi, ponie­waż w 1980 roku Mar­ga­ret That­cher pró­bo­wała dopro­wa­dzić do boj­kotu olim­piady w Moskwie, a Wła­di­mir Putin jest pamię­tliwy.

Gre­mium decy­du­jące o wybo­rze mia­sta gospo­da­rza skła­dało się ze stu czte­rech dele­ga­tów repre­zen­tu­ją­cych kraje duże i małe. Co do zasady głos każ­dego z nich, czy to Luk­sem­burga, czy Chin, miał taką samą wagę, toteż mię­dzy innymi dla­tego nikt nie potra­fił prze­wi­dzieć wyniku gło­so­wa­nia.

Atmos­fera nie­pew­no­ści nasi­lała się rów­nież z tego powodu, że w mija­ją­cym tygo­dniu nie­mal każdy z dele­ga­tów skła­mał co naj­mniej cztery razy, obie­cu­jąc swój głos ostat­niej oso­bie, z którą roz­ma­wiał.

Otwo­rzyły się drzwi na końcu sali i zgro­ma­dzeni w jed­nej chwili umil­kli. Sta­nął w nich Jacques Rogge, prze­wod­ni­czący Mię­dzy­na­ro­do­wego Komi­tetu Olim­pij­skiego, w towa­rzy­stwie prze­wod­ni­czą­cego komi­sji skru­ta­cyj­nej. Wol­nym kro­kiem weszli na podium i zanim Rogge usiadł na środ­ko­wym krze­śle, zapa­dła cisza jak makiem zasiał. Wszy­scy cze­kali na infor­ma­cję, które mia­sto jako pierw­sze odpad­nie z rywa­li­za­cji.

Tysiąc par oczu zawi­sło na nim, gdy otwie­rał kopertę, z któ­rej wyjął kartkę z nazwą jed­nego mia­sta. Dwu­krot­nie stuk­nął w mikro­fon i ogło­sił: „W dru­giej run­dzie nie będzie uczest­ni­czyć Moskwa”.

Nie­liczni ner­wowo zakla­skali, inni naj­wy­raź­niej ode­tchnęli z ulgą, a jedna piąta publicz­no­ści wręcz zasty­gła. Ich los wła­śnie został przy­pie­czę­to­wany. Za kilka godzin będą już w samo­lo­cie do Moskwy. Sześć lat wytę­żo­nej pracy prze­kre­ślono jed­nym zda­niem.

– Nie­za­leż­nie od wyniku jedziemy z Beth na waka­cje – oznaj­mił Wil­liam Jastrzę­biowi, gdy wycho­dzili z sali, żeby się prze­spa­ce­ro­wać i zaczerp­nąć świe­żego powie­trza przed ogło­sze­niem następ­nego prze­gra­nego.

– Dokąd? – zapy­tał Jastrząb jak zawsze oszczędny w sło­wach.

– Na rejs szla­kiem wikin­gów z Amster­damu do Buda­pesztu – odrzekł Wil­liam. – I oczy­wi­ście po dro­dze nie umknie nam żadna gale­ria.

– Z bliź­nia­kami czy bez? – zagad­nął Jastrząb.

– Bez – odpo­wie­dział sta­now­czo Wil­liam, gdy opusz­czali cen­trum kon­gre­sowe. – Jeste­śmy dla nich ostat­nimi oso­bami na świe­cie, z któ­rymi chcie­liby spę­dzić waka­cje. Peter póź­nym latem wybiera się z przy­ja­ciółmi do Gal­way, a Arte­mi­sia ma już zapla­no­wany wyjazd ze swoim chło­pa­kiem, Rober­tem. Na razie jed­nak bliź­niaki są rów­nie zde­ner­wo­wane jak każdy na tej sali, bo cze­kają na wyniki egza­mi­nów koń­co­wych.

– Jakie mają plany na przy­szłość? – zain­te­re­so­wał się Jastrząb.

– Peter wybiera się na stu­dia praw­ni­cze na mojej daw­nej uczelni, King’s Col­lege Lon­don, a Arte­mi­sii zapro­po­no­wano już miej­sce na Uni­wer­sy­te­cie Bri­stol­skim, na filo­lo­gii angiel­skiej. Zamie­rza dołą­czyć do Roberta, który stu­diuje tam poli­to­lo­gię.

– Nie­dawno prze­czy­ta­łem w „Time­sie”, że ojciec Roberta otrzy­mał nomi­na­cję na pre­zesa Kestrals Bank… – komi­sarz zawie­sił głos – dzięki tobie.

– Raczej dzięki Ros­sowi niż mnie – odrzekł Wil­liam. – To on osta­tecz­nie udo­wod­nił, że ojciec Roberta nie jest winny zarzu­ca­nych mu czy­nów.

– I na nie­wiele mu się to zdało – sko­men­to­wał z gory­czą Jastrząb.

Wil­liam posmut­niał i ski­nął głową. Simona Har­tleya oczysz­czono z zarzu­tów, ale Ross został zawie­szony na rok, a następ­nie zde­gra­do­wany, pod­czas gdy jego dawny prze­ciw­nik, Miles Faulk­ner, nie poniósł żad­nych kon­se­kwen­cji za swoje czyny.

– Szcze­rze mówiąc, byłem zdzi­wiony, że sier­żant Hogan po tej degra­da­cji wró­cił do służby – dodał Jastrząb.

– Alice zdo­łała go prze­ko­nać – odpo­wie­dział Wil­liam. – A przy szybko dora­sta­ją­cej Jojo i małym Jacku była to, moim zda­niem, naj­roz­sąd­niej­sza decy­zja.

Jastrząb poki­wał głową.

– Nawet jeżeli mia­łaby to być ostat­nia rzecz, którą zro­bię, dopil­nuję, żeby Miles Faulk­ner spę­dził resztę życia za kra­tami – oznaj­mił sta­now­czo.

– W jed­nej celi z Boothem Wat­so­nem – dodał Wil­liam.

– Amen – zamknął temat Jastrząb. – Jak się trzyma Ross?

– Prawdę powie­dziaw­szy, do tej pory nie doszedł do sie­bie po star­ciu z komen­dan­tem Sinc­la­irem – oce­nił Wil­liam. – Przy­dzie­lają mu tylko zada­nia, przy któ­rych nie narobi sobie kło­po­tów. Ale spójrzmy praw­dzie w oczy, Ross nie jest święty.

– Jeżeli wygramy ten kon­kurs – powie­dział Jastrząb – dobrze byłoby mieć sier­żanta Hogana w naszym zespole, bo pracy nam nie zabrak­nie. Jedno jest pewne: gdy w grę wcho­dzą miliardy, każdy kom­bi­na­tor na pół­noc od rzeki spró­buje się dorwać do olim­pij­skiego koryta.

– Rów­nież nie­je­den z połu­dnia – dorzu­cił Wil­liam – włącz­nie z Mile­sem Faulk­ne­rem, który nie prze­pu­ści oka­zji szyb­kiego zarobku.

– Co do tego i ja nie mam wąt­pli­wo­ści – przy­znał zastępca komi­sa­rza, gdy dołą­czali do grupy dele­ga­tów wra­ca­ją­cych do cen­trum kon­gre­so­wego.

Wszy­scy w napię­ciu cze­kali na ogło­sze­nie, które mia­sto jako kolejne zosta­nie wyklu­czone z eli­mi­na­cji.

Ponad dzie­więć i pół tysiąca kilo­me­trów od Sin­ga­puru Miles Faulk­ner i radca kró­lew­ski Booth Wat­son wysie­dli z auto­busu i ruszyli pie­szo do pubu, do któ­rego ni­gdy wcze­śniej nie zacho­dzili. Nie mieli zwy­czaju korzy­stać z tego środka trans­portu, ale tym razem Faulk­ner posta­no­wił zosta­wić Col­linsa z Royce’em na Cado­gan Squ­are, gdyż luk­su­sowy Silver Cloud z szo­fe­rem sie­dzą­cym za kie­row­nicą za mocno rzu­całby się w oczy na par­kingu na East Endzie pośród mnó­stwa uży­wa­nych samo­cho­dów, wielu z nich kra­dzio­nych.

W ciągu ostat­niego mie­siąca Col­lins kil­ka­krot­nie odwie­dził pub Newham Arms, gdzie zebrał wszyst­kie infor­ma­cje potrzebne Mile­sowi do pla­no­wa­nego przed­się­wzię­cia.

– Dla­czego wybra­łeś Col­linsa? – zapy­tał Booth Wat­son.

– Każdy ma swoją spe­cjal­ność – odparł Miles. – Poza tym jest w pełni godny zaufa­nia.

Miles wszedł do pubu i dostrzegł dwóch miej­sco­wych sie­dzą­cych po prze­ciw­le­głych koń­cach baru. Zgod­nie z usta­le­niami z Col­lin­sem ani jeden, ani drugi nie zwró­cił na niego uwagi. Przy­by­sze zajęli puste stołki mię­dzy nimi. Miles zamó­wił dwa piwa i zer­k­nął na tele­wi­zor, ponie­waż za chwilę miały być ogło­szone wyniki kolej­nej rundy gło­so­wa­nia.

Huw Edwards obja­śniał widzom pro­ce­durę gło­so­wa­nia i uza­sad­niał, dla­czego jego zda­niem to Nowy Jork jako następny zosta­nie wyklu­czony z rywa­li­za­cji, a do decy­du­ją­cej rundy przejdą Paryż, Madryt i Lon­dyn.

Wpa­trzony w ekran wła­ści­ciel pubu tylko na nich zer­k­nął i posta­wił na bufe­cie dwa kufle jasnego piwa.

– Widzę, że cie­kawi cię, kto wygra – rzu­cił mimo­cho­dem Miles.

– Od tego zależy moja przy­szłość – odrzekł wła­ści­ciel, nie prze­no­sząc wzroku na klienta.

– Doprawdy? – mruk­nął Booth Wat­son i z wyraźną nie­chę­cią pocią­gnął łyk trunku.

– Nie bar­dzo rozu­miem – wtrą­cił się Miles, dobrze zorien­to­wany, że gdyby Lon­dyn wygrał, pub wraz z przy­le­głym par­kin­giem zna­la­złby się w samym środku pro­jek­to­wa­nego sta­dionu olim­pij­skiego.

– Sie­dzi pan na linii star­to­wej do biegu na sto metrów – wyja­śnił wła­ści­ciel – a na moim par­kingu znaj­dzie się pia­skow­nica do skoku w dal. Jeżeli Lon­dyn będzie orga­ni­za­to­rem igrzysk, ja zbiję for­tunę.

– For­tunę? – powtó­rzył Miles, licząc, że się dowie, jaką kwotę wła­ści­ciel uważa za for­tunę.

– Lokalny dewe­lo­per zaofe­ro­wał mi już ćwierć miliona – zdra­dził wła­ści­ciel – ale tylko pod warun­kiem, że wygramy.

Miles dosko­nale wie­dział, że tym dewe­lo­pe­rem jest szef lokal­nej mafii, Ber­nie Longe. Zacho­wał to jed­nak dla sie­bie, ponie­waż kolejne pyta­nie miał zadać towa­rzy­szący mu praw­nik.

– A jeżeli Lon­dyn nie wygra? – wszedł w swoją rolę Booth Wat­son.

– Będę miał szczę­ście, jeśli dostanę pięć­dzie­siąt tysięcy, więc stawką nie jest tylko ich przy­szłość – powie­dział wła­ści­ciel, wska­zu­jąc na tele­wi­zor. – Bo ja albo skoń­czę w komu­nal­nym miesz­ka­niu na tutej­szym osie­dlu, albo prze­pro­wa­dzę się do wiej­skiego domu w Essex.

– Pozwól, że zadam czy­sto hipo­te­tyczne pyta­nie – zary­zy­ko­wał Miles, odsta­wia­jąc kufel. – Skoro Paryż ucho­dzi za zde­cy­do­wa­nego fawo­ryta, za jaką kwotę był­byś gotów sprze­dać mi ten teren, gdy­bym teraz zło­żył ci ofertę kupna?

Wła­ści­ciel wyglą­dał na zasko­czo­nego i przez chwilę się zasta­na­wiał.

– Dwie­ście tysięcy – powie­dział w końcu i znów skie­ro­wał wzrok na ekran tele­wi­zora.

Prze­wod­ni­czący komi­tetu olim­pij­skiego wstał, otwo­rzył kopertę, wyjął z niej kartkę i ogło­sił: „W kolej­nej run­dzie nie będzie uczest­ni­czyć Nowy Jork”.

– Jeśli w następ­nej run­dzie odpad­nie Lon­dyn, a wszystko na to wska­zuje – powie­dział Jastrząb – jestem gotów do powrotu do domu. Bagaż mam już spa­ko­wany.

– A jeżeli Lon­dyn wygra – odrzekł Wil­liam – będziesz musiał się roz­pa­ko­wać.

– Nie­ko­niecz­nie. Gdyby się oka­zało, że gospo­da­rzem igrzysk będzie Lon­dyn, to przede wszyst­kim tam wrócę i odtwo­rzę mój dawny zespół.

Wil­liam się zamy­ślił.

– Mie­li­by­śmy sie­dem lat na przy­go­to­wa­nia.

– I tak za mało.

– Skąd u cie­bie ta pew­ność, że wszy­scy będą chcieli wró­cić? Choćby Paul, który prze­cież nie­dawno awan­so­wał na zastępcę dowódcy wydziału do walki z prze­stęp­czo­ścią zor­ga­ni­zo­waną.

– Będą musieli obejść się bez niego, bo detek­ty­wowi inspek­to­rowi Adai zapro­po­no­wał­bym funk­cję dowódcy tak­tycz­nego i powie­rzył­bym mu koor­dy­na­cję dzia­łań ope­ra­cyj­nych na sta­dio­nie – skwi­to­wał Jastrząb.

– A Rebecca?

– Detek­tyw sier­żant Pan­khurst byłaby pierw­szą kan­dy­datką na sta­no­wi­sko dowódcy ope­ra­cyj­nego, odpo­wie­dzialną za nad­zór nad bez­pie­czeń­stwem dwu­stu pięć­dzie­się­ciu tysięcy widzów codzien­nie odwie­dza­ją­cych park olim­pij­ski.

– Może nie chcieć zre­zy­gno­wać ze służby w wydziale anty­nar­ko­ty­ko­wym – zauwa­żył Wil­liam. – Sły­sza­łem, że jest typo­wana do kolej­nego awansu.

– Nie zosta­wię jej wiel­kiego wyboru – oznaj­mił Jastrząb.

– A Jac­kie? Będzie miała coś do powie­dze­nia?

– Detek­tyw sier­żant Roy­croft już dała do zro­zu­mie­nia, że jeśli Lon­dyn wygra, to na czas igrzysk chęt­nie przej­dzie do nas z wydziału dzieł sztuki i anty­ków.

– Do nas? – zdzi­wił się Wil­liam.

– Ow­szem. Cie­bie zamie­rzam mia­no­wać dowódcą stra­te­gicz­nym. Będziesz odpo­wie­dzialny za ogól­no­kra­jową ope­ra­cję zabez­pie­cza­nia igrzysk – pod­su­mo­wał Jastrząb. – A jeśli igrzy­ska okażą się suk­ce­sem, ja w chwale odejdę na eme­ry­turę, a ty będziesz o krok bli­żej sta­no­wi­ska komi­sa­rza.

– Nie wie­rzę, że kie­dy­kol­wiek przej­dziesz na eme­ry­turę – wyra­ził zwąt­pie­nie Wil­liam. – Od lat z tym zwle­kasz.

– Ale nie mogę zwle­kać bez końca – zauwa­żył Jastrząb.

– A jeżeli igrzy­ska nie okażą się suk­ce­sem? – zapy­tał Wil­liam z uśmie­chem, któ­rego nie zdo­łał powstrzy­mać.

– Ty, jako kon­stabl War­wick, wró­cisz do zwy­kłej służby patro­lo­wej, a ja oznaj­mię wszem wobec, że od początku uwa­ża­łem komen­danta Sinc­la­ira za oczy­wi­stego kan­dy­data na następ­nego komi­sa­rza. Ale jeżeli spraw­dzisz się przy igrzy­skach, możesz liczyć na moje popar­cie – dodał z uśmie­chem.

– Tyle że za tym zna­mien­nym „jeżeli” kryje się mnó­stwo nie­wia­do­mych – zwró­cił uwagę Wil­liam. – Choćby to, co za chwilę wyda­rzy się na podium.

Jastrząb ski­nął głową.

– Moim zda­niem następny odpad­nie Madryt.

– Miejmy nadzieję – powie­dział Wil­liam – bo jeśli Paryż, to podobno w ostat­niej run­dzie Fran­cuzi odda­dzą głos na Madryt, ponie­waż za żadne skarby nie chcą, żeby gospo­da­rzem igrzysk był Lon­dyn.

Kolejny raz otwo­rzyły się drzwi sali i na podium wró­cił Rogge. Spoj­rzał z góry na dele­ga­tów, ale z otwar­ciem koperty cze­kał, aż się uci­szą. Powoli wyjął z niej kartkę, popra­wił oku­lary i oznaj­mił: „W run­dzie fina­ło­wej nie będzie uczest­ni­czyć Madryt”.

Wśród wrzawy, która pod­nio­sła się po tej wia­do­mo­ści, Wil­liam led­wie wychwy­cił słowa Jastrzę­bia.

– Teraz szanse są wyrów­nane.

– Wynik trze­ciej i zara­zem ostat­niej rundy zosta­nie ogło­szony za kilka minut – zapo­wie­dział Huw Edwards, spo­glą­da­jąc z ekranu tele­wi­zora na miliony wycze­ku­ją­cych go widzów. – Madryt zdo­był trzy­dzie­ści jeden gło­sów – kon­ty­nu­ował – a zda­niem eks­per­tów zostały one już obie­cane Fran­cu­zom, czyli praw­do­po­dob­nie nie my jeste­śmy fawo­ry­tami.

– W takim razie na jaką kwotę był­byś skłonny się zgo­dzić teraz? – zapy­tał Miles wła­ści­ciela pubu i zamó­wił kolejne piwo tylko dla sie­bie, bo kufel Bootha Wat­sona wciąż był do połowy pełny. Miles zawczasu prze­strzegł go ostro, żeby powstrzy­mał się od zwy­cza­jo­wego podwój­nego ginu z toni­kiem.

– Sto pięć­dzie­siąt tysięcy – odrzekł wła­ści­ciel, już nie tak pew­nym gło­sem.

– Dam ci sto tysięcy od ręki – oświad­czył Miles – i jest to moja osta­teczna oferta.

Wła­ści­ciel spoj­rzał na ekran, gdzie wokół fran­cu­skiej dele­ga­cji zbie­rali się repor­te­rzy tele­wi­zyjni, dzien­ni­ka­rze i foto­gra­fo­wie, a przy Bry­tyj­czy­kach został tylko jeden wierny repor­ter.

Kamera poka­zała w zbli­że­niu część fran­cu­skiej ekipy. Jeden z jej człon­ków sta­wiał na stole butelkę szam­pana, a drugi trzy­mał przed sobą dwa kie­liszki.

– Już po wszyst­kim – orzekł miej­scowy gość, gdy Miles aku­rat dopił piwo i odsta­wił pusty kufel na bar.

– Nie­trudno zgad­nąć, kto zaj­mie dru­gie miej­sce – dodał ten z prze­ciw­le­głego końca baru, gdy Miles zsu­nął się z wyso­kiego stołka i powoli ruszył do drzwi.

– Nie wszystko stra­cone – powie­dział Huw Edwards, a wła­ści­ciel pubu się uśmiech­nął. – Lon­dyn bez wąt­pie­nia będzie fawo­ry­tem w rywa­li­za­cji o prawo do orga­ni­za­cji igrzysk w 2020.

Wła­ści­ciel pubu zmarsz­czył brwi.

– Ile teraz by mi pan zapła­cił? – zwró­cił się do Milesa, gdy ten dotknął klamki.

– Sie­dem­dzie­siąt pięć tysięcy – rzu­cił Miles, nie odwra­ca­jąc się do niego.

– Sto tysięcy – zapro­po­no­wał wła­ści­ciel, gdy Miles otwo­rzył drzwi i wyszedł na zewnątrz, a Booth Wat­son podą­żył krok w krok za nim.

– W porządku, niech będzie! – zawo­łał za nimi wła­ści­ciel. – Zgoda na pań­skie sie­dem­dzie­siąt pięć tysięcy.

– Dobra decy­zja – pochwa­lił jeden z miej­sco­wych, a jego kom­pan z powagą kiw­nął głową.

Booth Wat­son natych­miast wró­cił do baru i posta­wił na ladzie swoją teczkę marki Glad­stone.

Oczy wszyst­kich zwró­ciły się na tele­wi­zor, bo na ekra­nie poja­wił się Rogge, który ostatni raz zdą­żał na podium.

Wat­son otwo­rzył torbę i wyjął sta­ran­nie przy­go­to­waną umowę bez wol­nych miejsc do uzu­peł­nie­nia. Prze­rzu­cił kartki do ostat­niej strony, a Miles ponow­nie usiadł przy barze i wypi­sał czek na sie­dem­dzie­siąt pięć tysięcy fun­tów.

Wła­ści­ciel pubu patrzył na cyfry i wciąż się wahał. Prze­niósł wzrok na ekran, gdzie fran­cu­scy dele­gaci już zerwali się na równe nogi, a nie­któ­rzy w obję­ciach śpie­wali „Mar­sy­liankę”. Booth Wat­son zdjął skuwkę z pióra.

Rogge bez pośpie­chu wstał ze swego miej­sca pośrodku sceny i zwró­cił się do dele­ga­tów. Naj­pierw pochwa­lił oba zespoły za ogromny wkład pracy i zna­ko­mite pre­zen­ta­cje, po czym przy­po­mniał wszyst­kim, że osta­tecz­nie tylko jedno mia­sto może zostać wybrane na gospo­da­rza trzy­dzie­stej olim­piady. Dłu­żej niż poprzed­nio otwie­rał kopertę, zanim wyjął z niej kartkę. Postu­kał w mikro­fon i dopiero wtedy spoj­rzał na nazwę mia­sta, które będzie gospo­da­rzem igrzysk olim­pij­skich w 2012 roku.

Wszy­scy fran­cu­scy dele­gaci nie­cier­pli­wie cze­kali na wer­dykt.

Wła­ści­ciel pubu chwy­cił pod­su­nięte mu pióro i w pośpie­chu zło­żył pod­pis w wyzna­czo­nym miej­scu.

Obser­wa­to­rzy zebrani w sali kon­gre­so­wej w Sin­ga­pu­rze i przed tele­wi­zo­rami na całym świe­cie zamil­kli, a wtedy prze­wod­ni­czący Mię­dzy­na­ro­do­wego Komi­tetu Olim­pij­skiego ogło­sił: „Orga­ni­za­to­rem trzy­dzie­stej olim­piady w 2012 roku będzie… – zawie­sił głos – Lon­dyn”.

Atra­ment zdą­żył już wyschnąć.

– Przy­go­tuj się na naj­trud­niej­sze zada­nie w swo­jej karie­rze, Wil­lia­mie – powie­dział Jastrząb w tyl­nej czę­ści sali, po czym wstał i dołą­czył do okla­sku­ją­cych. – I nawet nie myśl o odpo­czynku, aż usły­szysz, jak on mówi – dodał, wska­zu­jąc na Rog­gego – „Ogła­szam zamknię­cie Igrzysk Trzy­dzie­stej Olim­piady”.

– Ale to nastąpi dopiero za sie­dem lat – przy­po­mniał mu Wil­liam.

Jastrząb odwró­cił się do niego.

– Sie­dem lat to może się wyda­wać dużo na przy­go­to­wa­nie jed­nego wyda­rze­nia – powie­dział. – Ale wiesz rów­nie dobrze jak ja, że nie takiego jak to, ponie­waż jest ono jedy­nym w swoim rodzaju na świe­cie.

Wil­liam ski­nął głową. Do tej pory uczest­ni­czył w zabez­pie­cza­niu pogrzebu kró­lo­wej matki, kilku wizyt pań­stwo­wych, mię­dzy innymi pre­zy­denta Sta­nów Zjed­no­czo­nych, i nie­zli­czo­nych fina­łów Pucharu Anglii, ale latem 2012 roku miał odpo­wia­dać za bez­pie­czeń­stwo czter­dzie­stu dwóch mistrzostw świata roz­gry­wa­nych w ciągu zale­d­wie kilku tygo­dni, które zaważą na jego karie­rze.

Patrzył, jak człon­ko­wie bry­tyj­skiej dele­ga­cji pod prze­wod­nic­twem Seba­stiana Coe wciąż pod­ska­kują z rado­ści, stop­niowo uświa­da­mia­jąc sobie skalę zwy­cię­stwa.

Fran­cuzi nato­miast sie­dzieli sami w dru­gim końcu sali – przy­gnę­bieni, mil­czący, z nie­otwar­tym szam­pa­nem, niczym porzu­cona panna młoda cze­ka­jąca na oblu­bieńca, który nie przy­szedł na ślub.

Wła­ści­ciel pubu, w nastroju nie­wiele róż­nią­cym się od domi­nu­ją­cego wśród człon­ków fran­cu­skiej dele­ga­cji, wyłą­czył tele­wi­zor.

Booth Wat­son pospie­szył za swoim klien­tem, który już zdą­żył opu­ścić pub wraz z dwoma miej­sco­wymi gośćmi. Miles wrę­czył im po stu­fun­to­wym bank­no­cie. Zasłu­żyli na hono­ra­rium za ode­gra­nie epi­zo­dycz­nej roli bez naj­mniej­szego potknię­cia.

Wat­son dogo­nił Milesa, gdy ten wsia­dał do tak­sówki, i pospiesz­nie zajął miej­sce obok niego na tyl­nej kana­pie.

– Co byś zro­bił, gdyby igrzy­ska przy­znano Pary­żowi? – zapy­tał, zła­paw­szy oddech.

– Ponie­waż dzi­siaj jest środa – wyja­śnił mu Miles – facet nie ma co liczyć na reali­za­cję czeku przed week­en­dem, a na początku następ­nego tygo­dnia nie­stety zwró­cono by mu go do pubu z adno­ta­cją „Brak środ­ków” i byłoby to rów­no­znaczne z unie­waż­nie­niem umowy, jeśli dobrze pamię­tam jej zapis.

– Ale prze­cież możesz zadzwo­nić do banku jutro rano, zaraz po otwar­ciu, i się upew­nić, czy jest bez­zwłocz­nie reali­zo­wany – powie­dział Booth Wat­son. – Ponadto, jeżeli nawet on go nie zre­ali­zuje, umowa i tak będzie ważna, bo jej treść nie pozo­sta­wia żad­nych wąt­pli­wo­ści.

– Nie będę się pospiesz­nie roz­sta­wał z nowo naby­tym akty­wem – odparł Miles. – Jeśli rząd zechce kupić mój pub wraz z par­kin­giem, a wła­ści­wie powi­nie­nem powie­dzieć pro­stą fini­szową bieżni i zeskocz­nię do skoku w dal, będzie mi musiał słono zapła­cić.

Nie­spełna dwa­dzie­ścia cztery godziny póź­niej komen­dant War­wick był jed­nym z pierw­szych w Sin­ga­pu­rze, któ­rzy usły­szeli tę wia­do­mość. Sie­dział sam w pokoju hote­lo­wym i oglą­dał poranny pro­gram w tele­wi­zji. W lon­dyń­skim metrze wybu­chły trzy bomby, czwarta w auto­bu­sie. Wsku­tek eks­plo­zji zgi­nęły pięć­dzie­siąt dwie nie­winne osoby, a ponad osiem­set odnio­sło rany, w więk­szo­ści w dro­dze do pracy.

Wil­liam przy­po­mniał sobie, że Seba­stian Coe pod­czas pouf­nych roz­mów z dele­ga­tami w ostat­nich dwóch tygo­dniach czę­sto zwra­cał uwagę, że każ­dego dnia w ciągu pół­go­dziny lon­dyń­skim metrem z Vic­to­rii do parku olim­pij­skiego może się prze­miesz­czać nawet dwa­dzie­ścia pięć tysięcy osób.

Jako nowy szef sztabu do spraw porządku publicz­nego i wspar­cia ope­ra­cyj­nego przy igrzy­skach w 2012 roku Wil­liam przy­go­to­wy­wał się do wystą­pie­nia, które miał wygło­sić przed bry­tyj­skim zespo­łem odpo­wie­dzial­nym za lon­dyń­ską kan­dy­da­turę w tej samej sali, gdzie dzień wcze­śniej świę­to­wano gło­śne zwy­cię­stwo.

Następ­nego dnia do Lon­dynu wró­ciła grupa posęp­nych i nie cał­kiem trzeź­wych dele­ga­tów. Nie było im dane cie­szyć się zasłu­żo­nymi owa­cjami roz­en­tu­zja­zmo­wa­nego tłumu na powi­ta­nie, ponie­waż dys­kret­nie prze­pro­wa­dzono ich pry­wat­nym wyj­ściem, żeby uchro­nić przed dzien­ni­ka­rzami i repor­te­rami, któ­rzy mieli na ustach tylko jedno pyta­nie: Czy Lon­dyn zostałby wybrany na gospo­da­rza igrzysk olim­pij­skich w 2012 roku, gdyby do zama­chu doszło dzień przed osta­tecz­nym gło­so­wa­niem, a nie dzień po nim?

Wszy­scy znali odpo­wiedź.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Tytuł ory­gi­nału: End Game

Copy­ri­ght © 2025 Jef­frey Archer

Jef­frey Archer has asser­ted his right to be iden­ti­fied as the author of the Work, in accor­dance with sec­tions 77 and 78 of the Copy­ri­ght, Desi­gns and Patents Act 1988.

All rights rese­rved

Copy­ri­ght © for the Polish e‑book edi­tion by REBIS Publi­shing House Ltd., Poznań 2025

Infor­ma­cja o zabez­pie­cze­niach

W celu ochrony autor­skich praw mająt­ko­wych przed praw­nie nie­do­zwo­lo­nym utrwa­la­niem, zwie­lo­krot­nia­niem i roz­po­wszech­nia­niem każdy egzem­plarz książki został cyfrowo zabez­pie­czony. Usu­wa­nie lub zmiana zabez­pie­czeń sta­nowi naru­sze­nie prawa.

Redak­cja: Kata­rzyna Raź­niew­ska

Pro­jekt serii: Zbi­gniew Miel­nik

Pro­jekt i opra­co­wa­nie gra­ficzne okładki: Urszula Gireń

Foto­gra­fie na okładce

© Col­la­bo­ra­tionJS / Tre­vil­lion Ima­ges

Wyda­nie I e‑book (opra­co­wane na pod­sta­wie wyda­nia książ­ko­wego: Ostat­nia roz­grywka, wyd. I, Poznań 2026)

ISBN 978-83-8338-563-1

WYDAWCA

Dom Wydaw­ni­czy REBIS Sp. z o.o.

ul. Żmi­grodzka 41/49, 60-171 Poznań, Pol­ska

tel. +48 61 867 47 08, +48 61 867 81 40

e-mail: [email protected]

www.rebis.com.pl

Kon­wer­sję do wer­sji elek­tro­nicz­nej wyko­nano w sys­te­mie Zecer