69,00 zł
Prezentujemy drugi tom „Opowiadań zebranych” Sławomira Mrożka. To wyjątkowe wydanie opatrzone ilustracją z „Kroniki” Feliksa Topolskiego, w której Mrożek pojawia się wśród wielu słynnych postaci kształtujących życie kulturalne XX wieku. Nasz zbiór wzbogacony jest również rysunkami samego autora.
W 1962 roku trzydziestodwuletni Mrożek został jednym z czterech pierwszych laureatów prestiżowej literackiej Nagrody Kościelskich. W tym też roku ukazał się „Deszcz”, zbiór przełomowy, w którym autor wychodzi poza dotychczasową krytykę absurdów PRL-u.
Rok później Mrożek wyemigrował z Polski na wiele lat i kolejny zbiór opowiadań, „Dwa listy”, opublikowany w 1970 roku w Paryżu nakładem Instytutu Literackiego, ukazał się już poza zasięgiem polskiej cenzury. Chociaż Mrożek, nawet żyjąc na Zachodzie, nie przestawał pisać o problemach głęboko zakorzenionych w polskiej tożsamości narodowej, to jednak jego ironiczna i istotnie poważna literatura coraz częściej kierowała w stronę tematów uniwersalnych.
Drugi tom „Opowiadań zebranych” zawiera utwory ze zbiorów „Deszcz”, „Dwa listy” oraz utwory, które ukazywały się w prasie („Szpilki”, „Dialog”, „Twórczość” i „Odra”) w latach 1968–1980, a następnie zostały zebrane, uzupełnione o kilka nowych tekstów i wydane w 1981 roku w Wydawnictwie Literackim jako „Opowiadania”.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 610
© 1992 by Diogenes Verlag AG, Zürich All rights reserved © 2026 by Noir sur Blanc, Warszawa For all Polish language editions All rights reserved
Podstawą niniejszego wydania są następujące zbiory opowiadań S. Mrożka: Deszcz, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1962; Dwa listy, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1974, Opowiadania, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1981
Ilustracje pochodzą ze zbioru S. Mrożka Mrożek w obrazach, Noir sur Blanc, Warszawa 2013
ISBN 978-83-8403-075-2
Opieka redakcyjnaDorota Jabłońska
KorektaJadwiga Piller, Hanna Kociołek
Projekt okładkiWitold Siemaszkiewicz
Ilustracja na okładceCopyright © 2024 The Estate of Feliks Topolski. All rights reserved
Zamówienia prosimy kierować: – telefonicznie: 800 42 10 40 (linia bezpłatna) – e-mailem: [email protected] księgarnia internetowa: www.noir.pl
Oficyna Literacka Noir sur Blanc Sp. z o.o., 2026 ul. Frascati 18, 00‐483 Warszawa
Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.
Zgodnie z art. 4 Dyrektywy 2019/790/UE oraz odpowiednimi przepisami krajowymi, niniejszym zastrzegamy prawo do wyłączenia z eksploatacji tekstów i danych (TDM) dla celów innych niż badawcze, w odniesieniu do materiałów znajdujących się w tej publikacji niezależnie od formy jej udostępnienia. Wykorzystywanie tych materiałów w ramach działań TDM jest niedozwolone.
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Pewnego razu zobaczyłem, jak okrutny pies gonił kotka. Ponieważ jestem miłośnikiem zwierząt, więc pochwyciłem duży kamień i przywaliłem psu, aż się przewrócił i jakiś czas leżał nieruchomo. Bezdomny kotek, biedaczek, ledwo żył ze zmęczenia. Niewiele myśląc – przygarnąłem go. Był to ładny kot o puszystej sierści i lśniących oczkach. Zamknąłem go w domu i oddaliłem się na hulankę.
Jakież było moje zdziwienie, kiedy obudziwszy się następnego dnia po przepitej nocy i skrzywdzeniu pewnej sieroty, wcale nie odczuwałem żadnych przykrych objawów, które, niestety, są nieuniknionym zwykle następstwem podobnych wykroczeń. Ani śladu zwykłego bólu głowy czy też zawrotów i kurczów. Przeciwnie: czułem się rześki, wyspany. Przyjemność, którą zawdzięczałem oszołomieniu i niegodziwości i za którą spodziewałem się ciężko odpokutować, pozostała w mej pamięci nadal żywa i wabiąca, kary zaś nie doznałem żadnej. Nie odczuwałem również żadnych wyrzutów sumienia w związku z sierotą. Muszę powiedzieć, że sierotę krzywdziłem niechętnie, ponieważ znam siebie i wiem, że przed gryzącymi wyrzutami sumienia ujść się nie da. Tymczasem nie tylko nie odczuwałem żadnych, najsłabszych nawet wymówek wewnętrznych, żadnego niesmaku po wstrętnym czynie, ale wręcz odwrotnie. Ledwo otworzyłem oczy, już rozglądałem się dookoła w poszukiwaniu następnej sieroty, by ją ochoczo skrzywdzić.
Wzrok mój padł na kotka. Jakaż zmiana w tym zwierzęciu, wczoraj jeszcze tak zdrowym i wesołym! Oko mu zmętniało, sierść poszarzała. Zataczał się z wszelkimi objawami silnego zatrucia alkoholowego. W dodatku od czasu do czasu miauczał cicho, jakby dotknięty ciężkim duchowym strapieniem.
Pogwizdując, wyszedłem z domu. Czy można się dziwić, że niehamowany przykrym samopoczuciem, które – jak to bywało przedtem – powstrzymywałoby mnie, przynajmniej na kilka dni, od nowych upadków, natychmiast oszołomiłem się ponownie trunkiem i wyrządziłem niewybaczalną krzywdę wdowie? A kiedy w cudownym nastroju obudziłem się dnia następnego, obca mi była jakakolwiek wątpliwość natury moralnej czy też najdrobniejsza choćby dolegliwość fizjologiczna. Za to kotek przedstawiał widok żałosny. Słaniał się bełkocząc, czkał, cierpiał, a w jego zmętniałych źrenicach odbijał się bolesny wyrzut sumienia.
Skoczyłem po piwo dla kotka, nalałem je do miseczki i patrząc, jak chciwie je chłepce, zacząłem się zastanawiać. Nie ulegało wątpliwości, że – czy to przez wdzięczność, czy z pobożności – kotek brał na siebie wszystkie moje grzechy, a raczej tylko ich moralne i fizyczne następstwa, część najbardziej atrakcyjną pozostawiając mnie. Być może, mimo różnicy gatunków, ale jako bądź co bądź także zwierzę znajdował się w jakimś pokrewieństwie z owym kozłem, którego starożytni Żydzi wyganiali na pustynię, gdy już był dostatecznie obarczony ich grzechami, a on oczyszczał ich w ten sposób i uwalniał od plugawego ciężaru.
Spojrzałem bacznie na kotka. Mimo objawów nieżytu żołądka i porażenia nerwu równowagi wyglądał wciąż na dorodnego i silnego kota, który udźwignąłby jeszcze niejedno. O żadnym wyganianiu nie mogło być mowy.
Nastały teraz dni, które zawsze wspominałbym z czułością, gdyby mi zostało trochę więcej czasu. Wracałem przeważnie nad ranem. Jęk krzywdzonych sierot i wdów rozlegał się po okolicy. W ciągu krótkiego czasu popełniłem tak wielką ilość występków, tak soczystych, że wątpię, czy znalazłbym kogoś równego sobie w tym względzie, gdyż nikt nie sprostałby mi ani fizycznie, ani moralnie. Każdego musiałoby zabić wycieńczenie oraz obrzydzenie do samego siebie. A ja wciąż byłem jednakowo świeży, żwawy i radosny, gotów do następnych, jeszcze ohydniejszych uczynków, a czysty jak anioł. Wszystko brał na siebie kotek, mój mały przyjaciel.
Schudł. Już po niedługim czasie jego sierść pokryła się parchami, świadcząc dobitnie o poziomie erotycznym moich postępków. Kiedy zmalwersowałem – wyskakiwał mu nowy ropień na ciele. Kiedy skłamałem – puchła mu morda, kiedy rzucałem przekleństwo – dostawał wypukłych piegów, kiedy bluźniłem – popadał w konwulsje, kiedy nie uszanowałem starszego lub przełożonego – odpadał mu ogon. Kiedy pożądałem czegoś, co należało do kogo innego, żony albo jakiejś rzeczy – dotykała go padaczka, kiedy się obżarłem – dwunastnica odmawiała mu posłuszeństwa. Każde moje przeniewierstwo oznaczało nowy wrzód dla niego, moje szachrajstwa na wyścigach konnych obsypały go kaszakami, w okresie gdy poświęciłem się szczególnie porubstwu – stracił całą sierść. Tak, to prawda, ja pławiłem się w grzechu bezkarnie, za to on przedstawiał coraz żałośniejszy widok.
Wreszcie musiałem zwolnić tempo. Wyglądał coraz gorzej i należało go trochę oszczędzać, o ile nie chciałem go wykończyć w krótkim czasie. A wcale tego nie chciałem.
Pozwalałem sobie teraz z rzadka i to z największym ryzykiem. Stopniowo wycofywałem się z grzechów głównych, ograniczałem się do drobnych, skąpo dawkowanych, a i to drżałem, że kotek skończy się lada chwila. Eksploatowałem go naukowo, opracowałem tabelę związków między ważniejszymi grzechami a stanem zdrowia zwierzątka. Wszystko to mogło jedynie opóźnić proces, podczas gdy należało znaleźć wyjście.
Chętnie teraz dzieliłbym się z kotkiem choćby i pół na pół, ale on, nieubłaganie, w dalszym ciągu przyjmował wyłącznie na siebie każde moje świństwo. Wreszcie musiałem się powstrzymać zupełnie. Na kotku zostało miejsce tylko na jeden występek, i to drobny jakiś, ot – byle co mogło go teraz dobić.
Żyłem wzorowo, gorączkowo przy tym obmyślając sposoby. Próbowałem leczyć kotka dobrymi uczynkami. „Parę dobrych uczynków”, pomyślałem sobie, „a kotkowi oczyści się skóra i będzie można zacząć na nowo”. W tym celu przeprowadziłem staruszkę na drugą stronę ulicy i dałem jałmużnę żebrakowi. Ale widocznie kotek działał tylko w jedną stronę i nic mu się nie poprawiło. Było w nim coś z owych mrocznych, twardych zasad Reformacji, coś z determinizmu, z poglądu, że grzech raz popełniony nie może być zmyty. Wobec tego chciałem skopać staruszkę i dać w ucho żebrakowi, ale w porę przypomniałem sobie, że kotek z pewnością by tego nie przeżył – i powstrzymałem się.
Wieczory spędzałem w domu, by za wszelką cenę unikać pokus. Trzeźwy, z rękami przy sobie, cnotliwy i ewangelicznie dobry siadywałem naprzeciw niego i, żeby mu zrobić przyjemność, haftowałem fartuszki dla przytułku podrzutków-Murzyniątek. On patrzył na mnie, jakby chciał powiedzieć: „Proszę bardzo, dobij mnie, gwałć, pal, kłam, proszę bardzo”. Myślałem, że mu dam w pysk, ale to byłoby też nieładnie, popełniłbym grzech niewdzięczności i na pewno by zdechł. Nienawidziłem go.
Nocami obliczałem posępnie, o ile więcej by udźwignął i na jak długo by wystarczył, gdyby był wielkim kotem, tygrysem, a nie zwyczajnym, małym kotkiem.
W końcu jednak wymyśliłem: postanowiłem go rozmnożyć.
Wprawdzie nie należało się spodziewać, aby jego potomkowie byli więksi od niego, ale korzyść tkwiłaby w liczbie. Załóżmy, że będzie sześć sztuk. Jeżeli wszystkie odziedziczą jego właściwości, to jedna odchowana sztuka powinna, przy oszczędnym postępowaniu, wystarczyć mi na jakieś pół roku, razem mamy pełne trzy lata, a jeżeli tamte także z kolei się rozmnożą...
Powstałem olśniony. Racjonalna hodowla takich kotów umożliwi mi bezkarne tarzanie się w występku do końca moich dni, a kto wie – może i później także.
Natrafiłem jednak na nieprzezwyciężoną trudność. Z powodu jego niechęci do wszystkiego, co nie służy celom duchowym oraz wrodzonej wstydliwości – nie wiadomo było, jakiej jest płci. Po drugie: z tych samych przyczyn kategorycznie wzbraniał się przed jakimkolwiek rozmnażaniem. Po trzecie: ze względu na jego straszliwy stan żaden inny, zdrowy kot, obojętnie jakiej płci, nie chciał z nim mieć nic wspólnego.
Poczekałem jednak, aż nadeszła wiosna. Liczyłem na to, że potężny zew natury przezwycięży jego opór i osłabi zastrzeżenia ewentualnych partnerów. Piętnastego marca wieczorem, gdy było parno i ciepło, otworzyłem okno i postawiłem go na parapecie. Spojrzał na mnie z pogardą, wzrokiem najwyraźniej mówiącym: „Nigdy!” – i powrócił do kąta.
Poczułem się bezsilny. Dotąd zawsze było tak, że ja uprawiałem nierząd, a on ponosił konsekwencje. Jakże miałem go teraz zmusić do zajęcia postawy czynnej? Mogłem wprawdzie sam wyjść na dach i próbować szczęścia, ale usiłowanie takie byłoby pozbawione sensu z punktu widzenia moich zamierzeń, aby rozmnożyć kotka.
„Ach, ty pobożny kocie!”, myślałem w przypływie zimnej pasji. „Nareszcie dopiąłeś celu. Zaszachowałeś mnie. Ale mam już dosyć tego szantażu. Teraz ja ci pokażę, co to jest szantaż”.
Szybko rozważyłem w myśli bieżące możliwości. Późno jest... Wszystko pozamykane... Chwyciłem kota za kark i zapukałem do drzwi sąsiada, chorowitego staruszka. Kiedy otworzył, witając mnie wesoło, wszedłem, zamknąłem drzwi za sobą, puściłem kota i złapałem staruszka za gardło.
– Albo się rozmnażasz – powiadam do kota – albo uduszę tego staruszka, a nie masz chyba wątpliwości, że takiego grubego kawałka nie przetrzymasz, dobrze wiesz, że teraz byle co może cię wykończyć, wystarczyłoby porządnie zakląć parę razy albo splunąć na jakąś świętość narodową, żebyś zdechł bez ratunku.
On nic, a staruszkowi oczy wyszły na wierzch.
– Będziesz się rozmnażał czy nie? – pytam.
Nie zareagował, więc ścisnąłem sąsiada trochę mocniej, dla efektu.
– Nie doprowadzaj mnie do ostateczności – mówię. – W końcu rozmnażanie się to nie grzech. Co innego, gdybyś gustował w rozpuście, ale tak? Chyba wiesz, co mam na myśli.
Kotek jakby mnie nie słyszał.
„Udaje”, myślę sobie. „Chce mnie wziąć na przetrzymanie. Wojna nerwów. Dobrze wie, że nie mogę udusić tego starca, bo za nic nie chcę dopuścić, aby zdechł mój drogocenny koteczek. Ano, zobaczymy, kto kogo przetrzyma. Biedny staruszek, cały już siny, zaraz go puszczę. Nic mu nie będzie, a załamię tego kota. Za chwilę poleci się rozmnażać”.
Niestety, ja i kotek przetrzymaliśmy, ale staruszek nie przetrzymał.
„Tak?”, myślę sobie. „Tak? No, to już teraz wszystko jedno!”
I skoczyłem jeszcze naprzeciwko – trochę pogwałcić i spalić to i owo.
Kotek prawdopodobnie nie przeżył tego wszystkiego.
Bo gdyby żył, jego by jutro mieli wieszać zamiast mnie. Wziąłby to wszystko na siebie.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
