Ona. Pytania intymne - Zbigniew Lew-Starowicz - ebook

26 osób właśnie czyta

Opis

Jak na sto procent wykorzystać kobiecą seksualność? Ta książka to kontynuacja poprzedniej – „On. Pytania intymne”.

Tym razem zajmujemy się mapą erogenną kobiety, tajemnicami waginy, sposobami osiągnięcia wielokrotnych orgazmów, technikami pomagającymi osiągnąć maksymalną rozkosz. Dla pań to niezbędnik samoświadomości seksualnej, dla panów podpowiedź, jak uszczęśliwić w łóżku partnerkę.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 170

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Copyright © Zbigniew Lew-Starowicz, Krystyna Romanowska, Czerwone i Czarne

Projekt okładki FRYCZ I WICHA

Korekta Dorota Śrutowska

Skład Tomasz Erbel

Wydawca Czerwone i Czarne Sp. z o.o. sp. k. ul. Walecznych 39/5 03-916 Warszawa

Wyłączny dystrybutor Dressler Dublin sp. z o.o. ul. Poznańska 91, 05-850 Ożarów Mazowiecki tel. (+ 48 22) 733 50 31/32 e-mail: [email protected] www.dressler.com.pl

ISBN 978-83-66219-02-1

Rozdział I  

Mamy do czynienia ze szczególnym czasem w naszym życiu społecznym: mocno wyzwolona kobieta staje oko w oko ze słabnącą, zagubioną, wręcz kurczącą się męskością. Jakim typem kochanki jest Nowa Polka Seksualna? Czy stanowi konglomerat typów kochanek, o których mówiliśmy w poprzednich książkach? A może jest kimś zupełnie nowym w łóżkowej rzeczywistości Polaków XXI wieku? To trudna kochanka czy łatwa? Ciekawa czy przewidywalna?

Jest niejednoznaczna. Dla mężczyzny, któremu zależy na seksie – na pewno bardzo wygodna. Jest chętna, wie, czego chce, jest otwarta na różne pomysły, sama potrafi powiedzieć: „Chcę seksu”. Dzwoni i pyta: „Czy możesz dzisiaj przyjechać, bo mam ochotę na seks”. Nie jest uwikłana w seksualne konwencje (przynajmniej tak deklaruje w badaniach) – pod tym względem mężczyźnie jest łatwiej. Gorzej, jeżeli myśli o takiej kobiecie w kontekście tego, że ma być jego przyszłą żoną. Mężczyźni trochę się takich kobiet boją, bo nie da się ich zamknąć w ramach. Bo one mają o nich większą wiedzę niż oni o kobietach. Ten typ nowej kochanki jest bardzo oczytany w męskich tematach. Jeżeli on ma problemy z erekcją, ona się tym nie przejmuje, bo wie, co trzeba w takich sytuacjach robić. Nie panikuje, bo rozumie, że mężczyznom zdarzają się zaburzenia erekcji. Wysyła go do specjalisty (oczywiście, sama go wcześniej zapisuje), jeżeli zauważa, że nic nie daje się z niego „wykrzesać”.

Taka kobieta jest idealna w roli kochanki albo jako partnerka do niezobowiązującego związku. Jednak dla niektórych mężczyzn wizja życia z taką kobietą jest dosyć kontrowersyjną sprawą.

Czyli mamy oto świetną, pewną siebie, wyzwoloną kobietę, która jest skazana na samotność, bo jest ZA dobrą kochanką? Ma się na siłę zmienić, żeby być dobrym materiałem na żonę i matkę?

Myślę, że chyba się musi trochę w seksie wyszumieć – podobnie jak mężczyzna, który po latach skakania z kwiatka na kwiatek czuje, że jest gotowy na stały związek. Z nią jest tak samo. Kiedy kobiecy okres wyszumienia mija, ona zaczyna tworzyć stabilny związek z mężczyzną. Dzieje się wtedy coś szalenie ciekawego: w jej świadomości zaciera się tamten „okres szumienia” – trochę tak, jakby w ogóle nie istniał. Bywa tak, że wobec tego swojego jedynego zachowuje się jak… dziewica. Mimo bujnej przeszłości seksualnej. Wydaje się wierzyć w to, że jest dziewicą – czasami mam wrażenie, że to nie jest udawane. Zachowuje się, jakby się wszystko działo po raz pierwszy w życiu. Tworzy z nim nowy świat, tamtej stary odchodzi w zapomnienie. Trochę, jakby „tamta ja” w ogóle nie istniała, jakby była mowa o kimś innym.

W jakich kategoriach możemy to rozpatrywać?

Ten typ kobiet ma wyjątkowe zdolności adaptacyjne. Nie trzeba daleko szukać: weźmy – dajmy na to – małżeństwa mieszane. Polskie (europejskie) żony Libańczyków, Egipcjan czy innych mieszkańców dalekich nam kultur, potrafią się czuć w tamtym świecie znakomicie, jakby tam żyły od wieków. Zanurzają się w tamtej rzeczywistości, identyfikują z rodziną, jest im tam dobrze.

Inne – nie potrafią tego zrobić. Nie umieją z singielki z dużym doświadczeniem seksualnym stać się dziewicą. Raczej nie wyrzekają się swoich przeszłych doświadczeń seksualnych i emocjonalnych. Mężczyzna od razu wie: „Mam do czynienia z doświadczoną kobietą, która lubi określone rzeczy z przeszłości. Oto krzyżują się nasze drogi i muszę się nauczyć, co mogę, a czego nie mogę robić”.

Czego nie wstydzi się już Nowa Polka Seksualna?

Pytana o masturbację, nie zaprzecza, nie rumieni się. Matki dzisiejszych Polek o masturbacji w ogóle nie mówiły. Zaniżały też liczbę partnerów seksualnych. Wahały się. Mówiły: „Nie pamiętam”. Dzisiaj, jeżeli rozmawiamy z singielką lub kobietą w związku, trzydziestoparolatką, ona spokojnie wymienia liczbę dotychczasowych partnerów seksualnych. Nie traktuje tego w kategoriach samooceny. Już się tym nie chwali, ale – co ciekawsze – przestała się też tego wstydzić. Zmniejszyła się znacząco liczba tych pań, które mówią, że miały jednego partnera (tylko 31 procent). A zwiększyła tych, które mają dwóch, trzech albo więcej partnerów – nawet powyżej 11. Ale – uwaga! – jest podstawowa różnica w seksualności męskiej i kobiecej. Kobiety uwolniły się od tabu swojej seksualności, to bardzo mnie cieszy. Zdecydowanie więcej kobiet (z naszych badań wynika, że 11 procent) sięga po gadżety erotyczne. I trudno im się nie dziwić: wibratory wyglądają fantastycznie, czego nie można było powiedzieć o tych zabawkach jeszcze 20 lat temu. I porno – 9 procent kobiet przyznaje się do regularnego oglądania tego rodzaju filmów. 41 procent ogląda filmy erotyczne. Co dla mnie zaskakujące – dla 24 procent kobiet seks w nietypowych miejscach jest przyjemny. Jedna czwarta kobiet szuka ekstrabodźców – to znowu bardzo zbliża kobiecą seksualność do męskiej. Na szczęście, tylko dla 7,5 procent kobiet seks jest nieistotny.

A co pana niepokoi w postawie Nowej Polki Seksualnej?

Wciąż, ciągle i ciągle przeraża mnie sprawa antykoncepcji kobiet zdawałoby się świadomych tego, co się dzieje na świecie. Drogie Panie (i Panowie, jeżeli to czytacie) – jedna piąta par wierzy w stosunek przerywany – przecież to zgroza! Myślałem, że mamy to już za sobą, ale okazuje się, że wielu ludzi zgadza się na zabawę w rosyjską ruletkę. Apeluję o zdrowy rozsądek. Metody naturalne stosuje 14 procent kobiet, prezerwatywy – 41 procent. Panie wciąż są bardzo zachowawcze wobec nowoczesnej antykoncepcji hormonalnej – sięga po nią 23 procent pań. Dzieje się tak dlatego, że kobieta słyszy na okrągło przekazy typu: „Bierzesz antykoncepcję hormonalną, to na pewno masz spadek libido i cierpisz na suchość pochwy, wobec tego musisz sobie kupić suplement diety”. To zniechęca do stosowania antykoncepcji hormonalnej. Moim zdaniem od czasu, kiedy w mediach pojawiła się reklama suplementów, wyraźnie wzrosła liczba pacjentek, które chcą się wycofać ze stosowania tabletek. Przedtem kobiety próbowały się zastanawiać: „Skoro w łóżku już nie jest tak dobrze jak przedtem, może powinniśmy urozmaicić swoje życie seksualne?”.

Dzisiaj natychmiast wyrokuje: „To z powodu tabletek” i przestaje stosować antykoncepcję hormonalną?

Niechęć do antykoncepcji jest spowodowana także szeptaną propagandą między koleżankami. Kobiety opowiadają sobie: „Po tabletkach przytyłam, nie chce mi się uprawiać seksu, boli mnie głowa”.

Stojąc w obronie kobiet, wypada powiedzieć, że to także wina ginekologów, którzy nie kierują pacjentek na odpowiednie badania.

Tak. Powinni dawać skierowanie na badania hormonalne. Niektórzy bezkrytycznie podchodzą do tabletek czy spiral i zalecają je wszystkim, zamiast dobrać je do konkretnej osoby i monitorować, jak się jej organizm zachowuje.

Trzecia sprawa to wpływ Kościoła. Tabletkami straszą na potęgę i w mediach katolickich, i podczas nauk przedmałżeńskich. I takie mamy efekty. Kobiety coraz częściej nie chcą antykoncepcji, bronią się przed nią.

Kiedy kobiety będą mogły kupić sobie damską viagrę?

Kobieca seksualność jest o wiele bardziej skomplikowana niż męska. A do tej pory badano głównie męską. Działo się tak dlatego, że szukano sposobu na zaburzenia erekcji. Okazało się, że to jest niesamowity rynek – dlatego przeznaczono ogromne pieniądze na badania. Okazało się, że seks to żyła złota, więc znalazły się pieniądze również na badania nad kobiecym libido. Poszukiwano viagry dla kobiet, myśląc po męsku, mechanistycznie. Że znajdzie się coś prostego, co zadziała.

Niestety (a może stety) dzisiaj już wiemy, że tak się nie stanie. Bo seksualność kobiet jest i biologiczna, i relacyjna, jest też po części wyniesiona z wychowania – owo „Co ludzie powiedzą, co ludzie pomyślą”. Dlatego nie ma viagry dla kobiet.

I nie będzie?

Zanosi się na to, że to jeszcze potrwa. Trzeba lepiej poznać ośrodki mózgowe, które sterują seksem u kobiet. Przełomem był jeden ze specyfików, który działa na mózg kobiety – trzeba go długo brać, ale efekty są takie, że u 40 procent kobiet libido rośnie.

Dzisiaj bowiem do gabinetu przychodzą dwa typy kobiet. Pierwszy – „Nie mam orgazmu, wszystko mnie boli, nie mam potrzeb seksualnych, seks mi nic nie daje”. Drugi – „Uwielbiam seks, ale dzieje się za rzadko, partner nie spełnia moich potrzeb, daje mi za mało seksu”.

Teoretycznie kobieca viagra pomoże tej pierwszej grupie, zwiększając liczbę wygłodniałych erotycznie kobiet. Jeżeli ich potencjał wzrośnie – a mocno zwiększyła się już otwartość kobiet – prawdopodobnie partnerzy nie będą w stanie ich zaspokoić. Wyobraźmy sobie kobietę, która bardzo lubi seks i chętnie by się kochała godzinę, dwie. Który mężczyzna przez dwie godziny może mieć stosunek? Rzadko który. Owszem, jeżeli weźmie tabletki, uda mu się, ale czy jego serce wytrzyma? Bo musi mieć do tego sprawny układ krążenia. Wydolność męska ma swoje granice. Erekcja nie może trwać w nieskończoność.

Mamy więc do czynienia z potencjałem kobiecym nie do zatrzymania. Jest też druga strona medalu – pułapka, wiążąca się z relacjami między płciami. U mężczyzny zmniejsza się popęd, jeżeli kobieta ujawnia, że chce, że jest potrzebująca. Mamy więc do czynienia z pułapką cywilizacyjną. Ruchy feministyczne zrobiły bardzo wiele, żeby kobiety były otwarte, asertywne, czuły się śmielej. I dobrze. Ale przy tym wszystkim zapomniano, że mężczyźni inaczej reagują na takie zachowania. I jeżeli kobieta napiera: „Chodź, idziemy, potrzebuję seksu, chcę się pokochać”, będą się wycofywali. Brakuje tu elementu zdobywania. Mężczyźni czują się zagrożeni. I dlatego niektóre kobiety stale są nieszczęśliwe, bo żaden z partnerów nie jest w stanie sprostać ich oczekiwaniom.

To problem stary jak świat. Niesłychany potencjał erotyczny kobiet spowodował, że wszystkie religie próbowały seksualność kobiecą okiełznać. Robiły to dla dobra mężczyzn. I przez stulecia udawało się trzymać seks kobiet na wodzy, wywołując wstyd wieloma rygorami wychowawczymi. Dzisiaj tego wstydu jest o wiele mniej, ale problemy z seksualnością pozostały.

Co jeszcze się zmieniło w łóżku współczesnych Polek?

Z ostatnich badań na temat nowej seksualności Polek wynika jeszcze jedna ciekawa kwestia: mit o monogamiczności kobiet można włożyć między bajki. Najczęstszymi motywami zdrady kobiet jest monotonia życia seksualnego partnera, jego nieobecność na co dzień, a także ciekawość, jak mogłoby się potoczyć z innym mężczyzną. Ale aż 27 procent kobiet mówi, że rolę odegrały tak zwane czynniki sytuacyjne.

Co to oznacza?

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.