Okultystyczne korzenie światowej rewolucji. Ezoteryka w służbie postępu - Krajski Michał - ebook

Okultystyczne korzenie światowej rewolucji. Ezoteryka w służbie postępu ebook

Krajski Michał

4,5

Opis

Co komunizm ma wspólnego z tradycją ezoteryczną, ze starożytnymi orfikami i gnozą? Sam Karol Marks miał osobiście niewiele wspólnego z orfizmem, ale korzenie idei, które gorliwie wyznawał, sięgają zamierzchłej starożytności. Kiedy z ideologii zdrapiemy pokost propagandy, ze zdziwieniem dokopiemy się do głęboko ezoterycznej natury komunizmu. Do prawdy tak zaskakującej, że zdumiałaby wielu zagorzałych komunistów, wierzących, że wyznają ideologię wolną od wszelkich konotacji religijnych, ideologię opartą na materialistycznych założeniach naukowych, a nie na przesądach.

Bo komunizm to w gruncie rzeczy zbiór kilku ezoterycznych dogmatów:
- materializm (monizm) i związane z tym zakwestionowanie widzialnej rzeczywistości
- przyjęcie dialektyki jako metody myślenia akceptującej absurd (sprzeczność)
- odrzucenie własności prywatnej i wszelkiej hierarchii.

U podstaw tej teologii stoi zaś przekonanie, że człowiek jest bogiem, najwyższym stworzeniem we wszechświecie, które ma prawo stanowić o tym, co dobre i złe. W praktyce - to ostatnie przekonanie ograniczało się dziwnym trafem do wąskiej grupy nadludzi, którzy rościli sobie prawo do decydowania o życiu i śmierci podległych sobie mas. Głosili oni, a część wierzyła, że zbudują dla bliźnich/braci/towarzyszy idealny świat.

Szkoda, że ta wiara, jako głęboko utopijna, ładnie brzmiący “przesąd światło ćmiący” prowadzi ich zawsze do tragedii, a ich zamierzenia szlachetnych ideowców niezmiennie kończą się zbrodnią.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 283

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Okładka, projekt graficznyFahrenheit 451

Redakcja i korektaMaciej CierniewskiKatarzyna Litwińczuk

Dyrektor projektów wydawniczychMaciej Marchewicz

Zdjęcia czarno-białe; Wikipedia

ISBN 9788380795327

Copyright © by Michał KrajskiCopyright © for Fronda PL Sp. z o.o., Warszawa 2020

WydawcaWydawnictwo Fronda Sp. z o.o.ul. Łopuszańska 3202-220 Warszawatel. 22 836 54 44, 877 37 35 faks 22 877 37 34e-mail: [email protected]

 

KonwersjaEpubeum

Wstęp. Komunizm jako owoc wielowiekowej tradycji ezoterycznej

Arystoteles, najwybitniejszy filozof starożytny, nauczał, że aby zrozumieć i wyjaśnić daną rzecz, trzeba wskazać jej przyczyny. Zaznaczał, że chodzi właśnie o przyczyny, a nie o przyczynę, bo rzeczywistość jest złożona i rzadko wystarczy wskazać na jedną prostą rację zaistnienia czegoś. Tak myśleli pierwsi filozofowie greccy, pitagorejczycy, orficy, którzy poszukiwali arche – jedynego tworzywa, którym wszystko można wytłumaczyć. Było to jednak wynikiem podejścia religijnego, dogmatycznego i irracjonalnego, ostatecznie panteistycznego.

Arystoteles wymienił cztery rodzaje przyczyn: sprawczą, formalną, materialną i celową. Wskazywał na to, że każdy realny byt jest skutkiem zadziałania tych czterech rodzajów przyczyn, co więcej – coś może mieć wiele przyczyn w każdym z rodzajów.

Wydaje się, że są to niepotrzebne zawiłości filozoficzne, ale na prostym przykładzie można zobaczyć, jak bardzo nauka ta potrafi pomóc w zrozumieniu wszelkich zjawisk, w tym komunizmu.

Wyobraźmy sobie okno, które ktoś zbił kamieniem. Jeśli spytamy się o przyczynę tego stanu rzeczy, tylko ktoś mało rozgarnięty odpowie, że za zbicie szyby odpowiedzialny jest kamień albo ręka, która nim rzuciła. Z pewnością jest w tym jakaś prawda, ale niepełna i niesatysfakcjonująca nikogo. Najważniejsze będzie dla samego właściciela okna i dla policji, kto tym kamieniem rzucił i dlaczego.

W ten sposób mamy cztery przyczyny: przyczynę materialną, którą jest kamień; przyczynę formalną, jaką jest ludzka siła mięśni, która nadała mu szybkość i kierunek; przyczynę sprawczą, jaką jest, powiedzmy, Pan X, i przyczynę celową, którą jest, załóżmy, zrobienie szkody Panu Y, właścicielowi okna.

Ustalenie tych czterech przyczyn może być wystarczające, ale nie musi. Czasami bowiem może okazać się konieczne odróżnienie od siebie przyczyn bliższych i dalszych. To prawda, że Pan X wybił okno, ale przecież mógł zrobić to na zlecenie Pana Z. Jeśli poprzestaniemy na złapaniu Pana X, nie wyjaśnimy sprawy ani nie zaprowadzimy sprawiedliwości.

Jest jeszcze coś, co możemy nazwać „sprzyjającymi okolicznościami”, które niektórzy mylą z przyczynami. Wiążą się one z nimi, często bardzo ściśle, ale nie są z nimi tożsame. Mogło być tak, że szyba była uszkodzona, kamień wyjątkowo duży, a mężczyzna silny. Być może w przeciwnym razie szyba wytrzymałaby i nic by się ostatecznie nie stało. To są jednak bardziej właśnie sprzyjające okoliczności niż przyczyny.

Teraz spójrzmy na komunizm i zastosujmy do niego powyższe prawidła. Można wyjaśnić jego powstanie wyłącznie przyczynami ekonomicznymi, wskazując na agresywny kapitalizm, niedolę robotników, brak uszanowania ich praw. Możemy też odwołać się do przyczyn politycznych, opisać udział Niemiec w eksportowaniu rewolucji komunistycznej do Rosji, podkreślając ich plany wyłączenia Rosji z I wojny światowej i przejęcia jej rynku. Przyczyny te z pewnością trzeba uwzględnić, ale czy one wyjaśniają do końca rozpatrywany temat? Przy bliższej analizie okazuje się, że są to jedynie przyczyny najbliższe, o ile w ogóle nimi są, a nie jedynie sprzyjającymi okolicznościami, które sprawiły, że komunizm padł na podatny grunt i znalazł warunki, w których mógł wydać swoje zatrute owoce.

Musimy wniknąć głębiej, a wówczas zobaczymy, że Karol Marks nie spadł z nieba, nie pochodził z innej planety, ale urodził się, rozwijał i tworzył w konkretnej kulturze i czasie, który możemy z dużą precyzją opisać. Dzięki temu możemy ustalić krąg osób, z którymi się spotykał, które podziwiał, naśladował i od których czerpał. Trzeba to zrobić, ale czy to wystarczy, by pojąć, jak doszło do powstania najbardziej zbrodniczej ideologii w dziejach, która pochłonęła więcej ofiar niż wiele wojen, zaraz i rewolucji razem wziętych?

Z pewnością nie. Trzeba bowiem sięgnąć jeszcze głębiej i zapytać się, kim był Karol Marks. Okazuje się wówczas, że był Żydem, który przyszedł na świat w rodzinie, która przyjęła protestantyzm, a za młodu przedstawił się w swojej poezji jako satanista. Trzeba więc zbadać żydowską myśl, sięgając także do jej nieortodoksyjnych postaci jak kabała, obiecującą swoim wyznawcom władzę nad światem, zrozumieć protestantyzm, który pojawił się w ramach reformacji – pierwszej światowej rewolucji, i pochylić się nad satanizmem, stanowiącym bunt przeciwko wszelkim porządkom. To właśnie tymi drogami, na których idea komunistyczna się rozwijała, podążał Marks, drogami zresztą przepełnionymi ezoteryzmem.

Karol Marks, opierając się na tym dziedzictwie, uznał, że historia świata to historia rewolucji. W Manifeście komunistycznym, w którym skupił się na stosunkach ekonomicznych, napisał: „Historia wszelkiego społeczeństwa dotychczasowego jest historią walk klasowych. Wolny i niewolnik, patrycjusz i plebejusz, pan feudalny i chłop-poddany, majster cechowy i czeladnik, krótko mówiąc, ciemiężyciele i uciemiężeni pozostawali w stałym do siebie przeciwieństwie, prowadzili nieustanną, to ukrytą, to jawną walkę - walkę, która za każdym razem kończyła się rewolucyjnym przekształceniem całego społeczeństwa, lub też wspólną zagładą walczących klas”1.

Komuniści w tym ujęciu dokonają najpełniejszej rewolucji: „Rewolucja komunistyczna jest najradykalniejszym zerwaniem z przekazanymi nam stosunkami własności; nic dziwnego, że w swym przebiegu przyniesie ona również najradykalniejsze zerwanie z przekazanymi nam ideami”2.

Co ważne, Marks podkreślał, że komunizm nie jest czymś nowym, ale jest efektem pewnych przemian historycznych: „Twierdzenia teoretyczne komunistów nie opierają się bynajmniej na ideach, na zasadach wymyślonych lub odkrytych przez tego czy owego reformatora świata. Są one jedynie ogólnym wyrazem rzeczywistych stosunków istniejącej walki klas, wyrazem odbywającego się w naszych oczach ruchu dziejowego. Zniesienie dotychczasowych stosunków własności nie jest wcale cechą specyficzną komunizmu. Wszystkie stosunki własności podlegały bezustannej przemianie historycznej, bezustannym zmianom historycznym”3.

W Manifeście Partii Komunistycznej podkreślono, że komuniści nie tworzą odrębnych partii w stosunku do partii robotniczych, nie mają odrębnych celów od proletariatu i nie wysuwają odrębnych zasad wobec tego, co prezentuje ruch proletariacki. Tym, co wyróżnia komunistów, jest natomiast to, że tworzą awangardę postępu i przodują w zaprowadzaniu rewolucji. W godle Związku Radzieckiego znajdował się glob ziemski na znak, że chodzi o rewolucję światową i komuniści nie spoczną, dopóki nie podbiją całej planety. Pokazaniu tego służyło także hasło zapisane w kilku językach: „Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się!”.

Marks stworzył materializm historyczny, którego sama nazwa pokazuje nam, że jego twórca odwoływał się do przeszłości. Był on zresztą przekonany, że opisuje prawa, które dostrzegł w historii. Wierzył więc, że nie tworzy jakiejś nowej ideologii, ale odczytuje jedynie starania swoich poprzedników, oczyszcza ich dążenia z elementów przypadkowych, jest wyrazicielem deterministycznej siły działającej w ludziach (i mającej wpływ na ich idee) od wieków.

Karol Marks historyk ustępował jednak zawsze przed Karolem Marksem filozofem. Jego opis dziejów był podporządkowany przyjętym założeniom filozoficznym, więc badania nad historią społeczeństw tutaj nie wystarczą. Potrzeba sięgnąć do historii filozofii, a nawet do samych jej początków, do VI w. przed n. Chr. w starożytnej Grecji.

Marks nie tylko czerpał z filozofii starożytnej od Hegla, ale także sam odwoływał się do tego dziedzictwa, o czym świadczy jego praca doktorska z filozofii pt. Różnice między demokrytejską a epikurejską filozofią przyrody.

Podjęcie się analizy myśli demokrytejskiej, a więc koncepcji Demokryta, na pierwszy rzut oka mogło być sposobem na zdystansowanie się od religijnego charakteru filozofii starożytnej. W końcu Demokryt to twórca atomizmu – poglądu, wedle którego wszystko złożone jest z atomów, a wszelkie zmiany zachodzą z konieczności, zgodnie z obiektywnymi prawami przyrody.

Trzeba jednak pamiętać, że przez „atom” Demokryt rozumiał coś zupełnie innego niż nowożytne nauki szczegółowe. Pojmował to Marks, który napisał: „Atom pozostaje więc abstrakcyjnym bytem samym w sobie, np. osoby, mędrca, boga. Są to dalsze, wyższe określenia tego samego pojęcia. Toteż przy genetycznym rozważaniu tej filozofii nie ma sensu stawiać niezręcznych pytań Bayle’a, Plutarcha i innych, jak bóg może powstać i składać się z atomów”4.

Co więcej, Marks dostrzegał, że Demokryt, jak większość filozofów greckich, zakwestionował rzeczywistość, którą poznajemy zmysłowo: „Z jednej strony, pojawianie się zmysłowe nie należy do samych atomów. Nie jest ono obiektywnym zjawiskiem, lecz subiektywnym pozorem. Prawdziwymi elementami [Prinzipien] bytu są atomy i próżnia; wszystko inne jest mniemaniem, złudą, pozorem. Tylko w naszym mniemaniu istnieje zimno, tylko w naszym mniemaniu ciepło; naprawdę istnieją tylko atomy i próżnia”. Wniosek z tego taki, że „Demokryt czyni z rzeczywistości zmysłowej subiektywną złudę”5.

Doktorat Marksa stanowił dla niego intelektualną bazę, będącą zapleczem dla jego systemu. Jego lektura pozwala pojąć, jak możliwe było późniejsze wyrażenie spirytualistycznego heglizmu w języku materialistycznym.

Na pierwszy rzut oka widoczna jest tutaj nieprzezwyciężalna sprzeczność: albo istnieje tylko duch, albo tylko materia. A jednak przykład Demokryta świadczy o czymś innym: można być materialistą przyjmującym istnienie bogów, a w dodatku połączyć to z zakwestionowaniem wartości poznania zmysłowego. Można być spirytualistą jak Tales z Miletu i jednocześnie sądzić, że podstawowa zasada świata to woda (według Giovanniego Realego, włoskiego historyka filozofii: „wymiar teologiczny ma tutaj charakter naturalistyczny”6).

Filozofia starożytna dostarcza wielu dowodów, że myśl czysto religijną, ezoteryczną da się wyrazić językiem naturalistycznym. Pokazuje ona jeszcze coś ważniejszego: monizm, a więc pogląd, że wszystko jest z jednego tworzywa, które legło też u podstaw komunizmu, ma u swoich historycznych fundamentów w kulturze europejskiej panteizm, przekonanie, że wszystko jest bogiem. Starożytną grecką religią publiczną był politeizm, czyli wielobóstwo. Dojrzały politeizm zakłada jednak zawsze, że ostatecznie różni bogowie to tylko emanacje jednego bóstwa, które utożsamia się ze światem.

Nieprzypadkowo Baruch Spinoza, jeden z najsłynniejszych panteistów nowożytnych, był oskarżany o ateizm. Mówił on bowiem, że istnieje tylko przyroda. Samą przyrodę traktował jednak w sposób nieracjonalny, dogmatyczny, religijny, jak później uczyni także Karol Marks, a wraz z nim inni komuniści. Zauważył to choćby Eric Voegelin, który pisał o nowożytnej „gnozie zsekularyzowanej”. Na temat samego Marksa stwierdził: „U początków myśli Marksa znajdujemy duchową chorobę, gnostycki bunt (…) Marks zdawał sobie sprawę, że jest bogiem stwarzającym świat. Nie chciał być stworzeniem. Nie chciał oglądać świata z perspektywy stworzenia, choć przyznawał, że trudno człowiekowi wydostać się z kolein. Odrzucał wielkie pęknięcia, rozdzielenia bytu dostępne doświadczeniu: rozdział pomiędzy człowiekiem i światem, bytem immanentnym i rzeczywistością transcendentną, pomiędzy człowiekiem a Bogiem, podmiotem a przedmiotem, działaniem a kontemplacją, pęknięcia wskazujące na tajemnicę stworzenia. Marks chciał patrzeć na świat z punktu coincidentiae oppositorum, to znaczy z pozycji Boga”7.

Już tych kilka uwag powinno zwrócić naszą uwagę na to, że Karol Marks był nie tylko dzieckiem swojego wieku, ale również dzieckiem kultury europejskiej, czy raczej dzieckiem najgorszych tendencji w niej obecnych. Nasza kultura rozwijała się bowiem dwutorowo. Z jednej strony możemy wyróżnić w niej greckie umiłowanie mądrości i rzymski podziw dla prawa, na którym następnie bazowało chrześcijaństwo, propagując szacunek dla rzeczywistości i Boga, człowieka i społeczeństwa, wolności i własności. Z drugiej strony możemy wskazać w niej elementy tradycji ezoterycznej, która towarzyszyła jej od początku: od czasów greckiej myśli orfickiej, wczesnochrześcijańskiej gnozy, przez prereformacyjne i reformacyjne ruchy ezoteryczne, po Różokrzyż i masonerię. Druga z tychże tradycji była antytezą pierwszej i toczyła z nią bój, a w różnych okresach historii jedna albo druga zdobywała przewagę.

Średniowiecze było czasem, kiedy tradycja ezoteryczna była otwarcie zwalczana i musiała zejść do podziemia. Wypłynęła na wierzch jednak w czasie renesansu, potem odniosła wielki triumf podczas rewolucji francuskiej roku 1789 i zdominowała kulturę wieku XIX. Komunizm był jedynie owocem tej wielowiekowej tradycji ezoterycznej, dlatego bez jej poznania nie sposób zrozumieć jego najgłębszych źródeł.

Nieprzypadkowo mowa tu właśnie o „źródłach”, a nie o „przyczynach”. Ktoś, czytając o starożytnych orfikach, a następnie o komunizmie, może zapytać: „Gdzie Rzym, a gdzie Krym?”. Nie chodzi tu o to, by dowieść, że Karol Marks miał osobiście coś wspólnego z orfizmem, lecz jedynie o to, by wskazać, że korzenie idei, które wyznawał, sięgają głębokiej starożytności. Można powiedzieć, że kiedy mówimy o „ezoterycznych źródłach komunizmu”, dotykamy nie tyle przyczyn komunizmu czy okoliczności im towarzyszących, ile praprzyczyn, bez uwzględnienia których wciąż coś nam będzie umykać. Dopiero w ich świetle widać ezoteryczną naturę komunizmu, z której nie zdawało sobie sprawy nawet wielu komunistów, wierzących, że wyznają ideologię wolną od wszelkich konotacji religijnych.

Komunizm to w gruncie rzeczy jednak zbiór kilku ezoterycznych dogmatów, z których pierwszym jest materializm (monizm) i związane z tym zakwestionowanie widzialnej rzeczywistości, następnym przyjęcie dialektyki jako metody myślenia akceptującej absurd (sprzeczność), kolejnymi odrzucenie własności prywatnej i wszelkiej hierarchii. U podstaw tej teologii stoi zaś przekonanie, że człowiek jest bogiem, najwyższym stworzeniem we wszechświecie, które ma prawo stanowić o tym, co dobre i złe. W praktyce zresztą to ostatnie przekonanie ogranicza się do wąskiej grupy nadludzi, którzy roszczą sobie prawo do decydowania o życiu i śmierci podległych sobie mas. Wierzą oni bowiem, że zbudują dla nich idealny świat, ale ta wiara, jako głęboko utopijna, prowadzi ich zawsze do tragedii, a ich zamierzenia w praktyce niezmiennie kończą się zbrodnią.

CZĘŚĆ I.Starożytne i średniowieczne ezoteryczne źródła komunizmu

Rozdział 1. Orfizm – monizm, dialektyka i radykalne zakwestionowanie rzeczywistości

Wszystkie opracowania zgodnie podkreślają, że wraz z pojawieniem się pierwszych filozofów nastąpiło przejście od mitu do rozumu (gr. logos). Niektórzy błędnie to interpretują, jakby oznaczało to odrzucenie religii na rzecz nauki. Na pozór tak może się wydawać. Wcześniej Grecy powtarzali historie o bogach i herosach, opowiadali sobie dzieła Homera i Hezjoda. Natomiast w VI w. w Milecie pojawili się myśliciele, którzy wskazali na to, co materialne, jako tworzywo i zasadę rzeczywistości (gr. arche). Tales nauczał, że wszystko jest z wody, Anaksymenes, że z powietrza, Anaksymander, że z bezkresu. W Efezie wystąpił z kolei Heraklit, który mówił, że wszystko jest z ognia.

Uwadze tych, którzy przyjmują, że w VI w. miało miejsce przejście od mitu do logosu, uchodzi jednak jeden „drobny” szczegół. Wszyscy wspomniani filozofowie wymieniali tylko jedno tworzywo. A przecież rzeczywistość, która nas otacza, jest niezwykle różnorodna. Jeśli wszystko jest z wody, to także ogień. Jeśli wszystko jest z ognia, to także woda. Twierdzenia te nie mają nic wspólnego z obserwacją przyrody. Czemu więc jedno, a nie wiele? Skąd ten monizm (od gr. mónos – jedyny)?

Odpowiedź przynoszą słowa samego Talesa, który poza nauczaniem, że wszystko jest z wody, uważał również, że „wszystko jest pełne bogów”. Mówiąc inaczej: owszem, woda jest podstawą wszystkiego, ale sama woda ma boską naturę8.

Giovanni Reale, włoski współczesny historyk filozofii, tak to skomentował: „Wymiar teologiczny więc, o którym powiedzieliśmy, że ma charakter naturalistyczny, jest u Talesa wyraźnie widoczny”9.

Woda ta nie jest tutaj traktowana w sposób fizykalny. Jest bowiem ujmowana jako pierwsza, pierwotna i podstawowa rzeczywistość, wieczna i w swojej istocie niezmienna. Jej opis przypomina charakterystykę Boga.

Dike – bogini sprawiedliwości i porządku, znana jako symbol wymiaru sprawiedliwości, miała objawić Parmenidesowi treść jego filozofii. Starożytny filozof mógł wymyśleć tę historię, aby siebie uwiarygodnić. Mógł jednak naprawdę doznać objawienia, tylko wówczas powstaje pytanie, jakie ono miało faktycznie źródło.

Oznacza to, że Tales, ale także i inni, nigdy nie porzucili wiary przodków. Uznali jedynie, że ich forma przekazu jest prymitywna. Zrozumieli, że nadeszły nowoczesne czasy i wierszowane bajki jedynie kompromitują głoszone prawdy. Pierwsi filozofowie byli w gruncie rzeczy teologami, którzy korzystali z narzędzi naukowych (takich, jakie znali), aby wykazać racjonalność swoich dogmatów.

Przyjęcie, że wszystko jest z jednego tworzywa (nieważne jakiego), nastręczało więcej trudności niż wyjaśnień. Kiedy Parmenides uznał ponadto, że istnieje tylko jeden i to niezmienny byt, musiał stawić czoła twierdzeniom rozsądnych ludzi, którzy mówili o wielości rzeczy i o ruchu. Ów filozof twierdził, że prawdę tę objawiła mu sama bogini Dike, ale dla niedowiarków sformułował różne logiczne dowody, które miały wykazać, że ruch i wielość to tylko złudzenie.

Giovanni Reale zauważył także, na przykładzie myśli Talesa, jeszcze jedną konsekwencję przyjęcia jednej zasady rzeczywistości, jaką jest przekonanie, że wszystko, dosłownie wszystko, jest żywe: „Jeżeli zasada-woda jest nie tylko źródłem wszystkich rzeczy, lecz także tym, »z czego« i »w czym« one istnieją, to jest jasne, że wszystkie rzeczy powinny mieć udział w istnieniu i w życiu tejże zasady, i dlatego wszystkie rzeczy powinny być żywe i mieć duszę. Przykład magnesu miał być dowodem, który Tales przywoływał na poparcie tezy ogólnej”10.

Rzeczywistość materialna, choć postawiona tutaj teoretycznie na piedestale, została całkowicie zakwestionowana. Przekonanie o tym, że zmysły nas oszukują i musimy odwołać się do jakiejś abstrakcyjnej rozumowej idei bądź do objawienia, wyznaczyło na stałe drogi filozoficznego idealizmu. Hegel, od którego Marks tak wiele zaczerpnął i który był prawdopodobnie najwybitniejszym idealistą w dziejach, kiedy zarzucono mu, że jego twierdzenia nie zgadzają się z rzeczywistością, odpowiedział: „Tym gorzej dla rzeczywistości”. Marks, jak gdyby w nawiązaniu do tego, napisał natomiast: „Filozofowie rozmaicie tylko interpretowali świat; idzie jednak o to, aby go zmienić”11. Innymi słowy: prawda nie ma żadnego znaczenia. Liczy się to, abyśmy osiągnęli założone cele.

Orficka mozaika odnaleziona w rzymskiej willi

Złota tabliczka, British museum. Tabliczki te odnajdywano w grobach orfików. Wieszano je zmarłym na szyi. Widniały na nich różne orfickie sentencje w rodzaju. Na tabliczce znalezionej w Timpone Grande czytamy: „ciesz się, że doznałeś tego cierpienia, wcześniej bowiem nie byłeś strudzony, z człowieka bogiem się zrodziłeś: jako koziołek wpadłeś do mleka. Ciesz się ciesz idąc na prawo na święte łąki i do lasów Persefony”.

Powstaje pytanie: co za idea przyświecała prekursorom idealizmu, że postanowili oni dla niej całkowicie zanegować zewnętrzną, fizyczną rzeczywistość poznawalną zmysłami wraz z jej różnorodnością i ruchem-zmianą? Odpowiedzi udziela Giovanni Reale: „Do tej myśli głęboko wniknęły koncepcje religijne, prawdopodobnie orfickie. Wielu badaczy zwróciło na to uwagę i nie wydaje się, aby można było temu zaprzeczyć”12.

Reale jest tu bardzo ostrożny, ale dobrze wiemy, że najwybitniejsi przedstawiciele idealizmu starożytnego, czyli Pitagoras i Platon, byli orfikami. Włoski historyk sam napisał zresztą: „Bez orfizmu nie potrafimy wyjaśnić ani Pitagorasa, ani Heraklita, ani Empedoklesa, ani – oczywiście – Platona i tego wszystkiego, co się od niego wywodzi”13.

Orfizm był religią starożytnych greckich elit. Posiadał kilka dogmatów:

1) Człowiek jest czystym duchem, demonem14, właściwie bogiem, który na skutek pierwotnej winy upadł i zamieszkał w ciele.

2) Jako bóg-człowiek istniał przed swoim ciałem, jest nieśmiertelny, nie umiera wraz z ciałem, ale musi odpokutować swoje winy poprzez cykl wcieleń, „zasiedlając” kolejne ciała.

3) Tylko orficki sposób życia i praktyki oczyszczenia z nim związane (wtajemniczenie) mogą zakończyć cykl reinkarnacji i doprowadzić do tego, że wybrani osiągną swoją pierwotną, boską naturę.

Z tych zaledwie trzech stwierdzeń orficy wyprowadzali całą swoją naukę. Wynika z nich bardzo wiele konsekwencji, ale warto wspomnieć o trzech podstawowych:

a) Skoro człowiek jest bogiem, którego prawdziwa natura jest czysto duchowa, to ciało jest więzieniem dla duszy, świat materialny nie jest prawdziwą rzeczywistością, a nasze zmysły nas zwodzą.

b) Natura i związane z nim prawo naturalne, jeśli w ogóle istnieją, są jedynie rodzajem ograniczenia, które należy pokonać. Natura, prawo naturalne, które zostało ujęte w Dekalogu, prawo, zwyczaje, publiczna moralność obowiązują tylko niewtajemniczonych. Wtajemniczeni, jeśli ich przestrzegają, to tylko dla własnego bezpieczeństwa, byle nie narazić się „nieoświeconym”.

c) Aby wyzwolić się z ciała, trzeba zostać wtajemniczonym. Do misteriów dopuszczane są jednak jedynie wybrane jednostki, w których ci, którzy już przeszli swój cykl wcieleń, dostrzegli „boską iskrę”. Oznacza to, że przeznaczeniem większości ludzi na ziemi jest bezsensowny żywot. Niewtajemniczeni będą wiecznie pokutować, co pociągnie za sobą nieustające cierpienia, od których nigdy nie zostaną uwolnieni.

 

Orfickie praktyki oznaczają w istocie posługiwanie się magią. Jak pisze Piotr Jaroszyński, magia to „zespół rytualnych, dokładnie określonych czynności (obrzędy, zaklęcia, inwokacje), umożliwiających domniemany wpływ na siły wyższe (demony), w celu zapanowania nad biegiem wydarzeń dzięki tajemniczej wiedzy posiadanej przez wybrane jednostki (mag, szaman, czarownik, »filozof«)”15.

Clifford Herschel Moore, który datuje początki orfizmu na VI w. przed n. Chr., uznał, że centralnym mitem tej religii jest mit o rozszarpaniu Dionizosa przez tytanów. Orficka wersja tego mitu opowiada, że tytani rozszarpali boga Dionizosa (albo też jego syna Zagreusa), a następnie zjedli jego szczątki, za co zostali przez Zeusa spaleni na proch. Z tych pozostałości został utworzony człowiek, który ma w sobie boską cząstkę. Poprzez odpowiednie misteria może ją w sobie rozwinąć i uwolnić16.

Na początku orficy posługiwali się mitami, w tym oczywiście mitem o Orfeuszu, wyrażając swoją teologię w dziełach literackich i pieśniach. U Empedoklesa, który żył w V w. przed n. Chr., widać jednak już wyrażenie tej myśli w języku filozoficznym (przejście od mitu do rozumu!). Od poprzedników odróżniał go fakt, że jego myśl wydawała się dużo bardziej rozsądna, bo liczyła się z ludzkim doświadczeniem wielości i ruchu. Uznawał on bowiem, że u podstaw wszystkiego znajdują się cztery „elementy” (żywioły), do których zaliczał ogień, wodę, ziemię i eter (lub też powietrze). Przyjmował oprócz tego istnienie sił kosmicznych, które nazwał miłością i nienawiścią, powodujących, że rzeczy powstają i giną17.

Można by powiedzieć, że Empedokles był prawdziwym starożytnym przyrodnikiem, gdyby nie fakt, że „elementy” mają dla niego boski charakter, są wieczne i niezmienne. Stąd nazywał je imionami bóstw, podobnie jak siły kosmiczne. Myśliciel ten napisał Poemat oczyszczający, w którym bronił orfickich dogmatów, poza tym uważał siebie za proroka, obwołał się bogiem, a swojemu adeptowi Pauzaniaszowi obiecał zdobycie mocy panowania nad pogodą. Wierzył również, że dzięki tajemnej wiedzy jest w stanie uzdrawiać i zapewniać ludziom nieśmiertelność18.

Pitagoras19 zdecydował się jeszcze bardziej „unaukowić” orfizm i wyraził go w języku matematyki. Aby to zrobić, uznał, że zasadą rządzącą rzeczywistością jest liczba. Nie jest to jednak liczba we współczesnym rozumieniu tego słowa, ale zasada (arche), która stanowi jedyną prawdziwą rzeczywistość. Świat zmysłowy jest ułudą, a istnieje tylko ciąg liczb, jak w filmie Matrix. Ten, kto opanuje wyższą matematykę, nie tylko zrozumie rzeczywistość, ale więcej, będzie mógł ją kontrolować.

Matematyka jest tu jedynie narzędziem służącym do wyzwolenia się z ciała i stania się na powrót czystym bóstwem. Dobrze ukazuje to P. Jaroszyński, który mówi o tym, że nauka nie zastępuje tutaj magii, ale jej służy: „Pitagorejczycy tworzyli tajne stowarzyszenia, w których rozważania filozoficzne i matematyczne były podporządkowane celom religijnym i medycznym, wiedza służyła mocy, czyli magii”20.

Platon wzniósł orfizm na poziom jeszcze bardziej intelektualny. Przyjął pitagoreizm, ale uczynił go elementem własnego systemu, w którym pojawił się świat idei (miejsce, gdzie dusze-bogowie spoglądali na prawdę) czy koncepcja anamnezy (teoria, zgodnie z którą nauka to przypominanie sobie tego, co się widziało w świecie idei).

W III w. po nar. Chr. w starożytnym Rzymie wystąpił Plotyn i sformułował założenia neoplatonizmu – nurtu, który przyjął wyjaśnienia Pitagorasa i Platona, ale szedł jeszcze dalej. Dla Plotyna na początku istniała tylko Jednia – nieokreślone bóstwo – z którego w procesie emanacji powstał boski umysł, następnie dusza świata i wszystko inne, mające w tym ujęciu boską naturę i ostatecznie powracające do Jedni, która w ten sposób poznaje sama siebie.

Ten szkic od Talesa przez Empedoklesa, Pitagorasa, Platona aż po Plotyna nie jest pobieżną lekcją historii filozofii, a jedynie przykładem, jak pierwotna, prosta doktryna ezoteryczna obrastała w kolejne pseudonaukowe teorie, tłumaczenia i koncepcje, których celem było nie tyle wyjaśnienie, ile zaciemnienie pierwotnego przesłania, aby niewtajemniczeni nie mogli go pojąć.

Jak widzieliśmy, monizm starożytnych prowadził ich do absurdu. Jeśli wszystko jest wodą, to także ogień. Jeżeli istnieje jeden byt, to wielość i ruch są jedynie ułudą. Ludzi, jako istoty racjonalne, absurd razi i odrzuca. Nawet jeśli z jakichś powodów go bronią (np. religijnych, wierząc wbrew wielu doświadczeniom, że są bogami), to muszą znaleźć tłumaczenie, które w oczach ludzi i ich samych wyda się rozsądne.

Stosując zasadę, którą później wyrazi wprost Hegel, że jeśli nasz pomysł nie zgadza się z rzeczywistością, tym gorzej dla rzeczywistości, pozostaje tylko jedno rozwiązanie. Skoro zakwestionowanie rzeczywistości poznawalnej zmysłowo jest sprzeczne z logicznym myśleniem, trzeba odrzucić samo logiczne myślenie. W ten właśnie sposób narodziła się idealistyczna dialektyka21.

Za jej twórców uważani są Zenon z Elei, który w ramach szkoły eleackiej formułował logiczne argumenty przeciwko istnieniu ruchu i zmiany, oraz Heraklit z Efezu, który był przekonany, że wszystko jest z ognia. Ten drugi mędrzec powtarzał, że „nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki”, czyli że rzeczy się nieustannie zmieniają. Niby prawda, ale przecież obserwujemy także pewną stałą tożsamość. Zmieniam się, lecz to wciąż ja. Dla Heraklita zmienność jest całkowita, a konsekwencje tego są bardzo poważne. Pokazał je Reale:

 

Rzeka tylko pozornie jest zawsze ta sama, w rzeczywistości bowiem tworzy ją ciągle inna woda, która napływa i odpływa; nie można dwa razy wejść do tej samej wody, dlatego właśnie, że kiedy wchodzi się do niej po raz drugi, napłynęła już inna woda. A ponieważ i my sami się zmieniamy, w momencie, w którym zanurzyliśmy się w rzece, staliśmy się inni w porównaniu z momentem, kiedy zaczęliśmy się dopiero zanurzać, tak samo, jak w tym samym czasie zmieniły się wody, które nas obmywają. Tak więc Heraklit, ze swojego punktu widzenia, zupełnie słusznie może powiedzieć, że wchodzimy i nie wchodzimy do rzeki. Może także powiedzieć, że jesteśmy i nie jesteśmy, ponieważ aby być tym, czym jesteśmy w danym momencie, musimy nie być już więcej tym, czym byliśmy w momencie poprzednim (…) Odnosi się to – według Heraklita – do każdej rzeczy bez wyjątku. Nic zatem nie jest, lecz wszystko się staje22.

 

Podsumowując tę myśl, można by powiedzieć, że w tym ujęciu nie wchodzi się nawet raz do tej samej rzeki, bo rzeka, jak wszystko inne, nie ma stałej tożsamości. Dla Heraklita nie istnieje naprawdę nic z tego, co obserwujemy. Do tego wniosku rzekomo prowadzi go obserwacja zmian w naturze. Jest to jednak tylko pretekst. Arkadiusz Gudaniec podkreśla, że swoje poglądy religijne Heraklit zaczerpnął z doktryny orfickiej.

Fragment fresku Rafaela Szkoła ateńska przedstawiający młodego Pitagorasa rysującego święty symbol - tetraktys.

Tetraktys – piramida złożona z 10 punktów, święty symbol Pitagorejczyków, symbol ładu i doskonałości, który miał kluczowe znaczenie dla żydowskich kabalistów – od niego pochodzi kabalistyczne Drzewo Życia oraz jego sfery emanacji.

Ta wielka negacja rzeczywistości zmysłowej była zresztą zaledwie początkiem dla Heraklita. Skoro wszystko wciąż jedynie się staje i nieustannie się zmienia, to jedne rzeczy przechodzą w drugie, od jednego przeciwieństwa do drugiego. Oznacza to, że samo stawanie się jest ciągłym ścieraniem się przeciwieństw, następujących po sobie, jest nieustanną walką jednego przeciw drugiemu, jest wieczną wojną. Stąd Heraklit wyprowadził cały fundament swojej myśli: „wojna jest matką wszystkich rzeczy i wszystkich królową”23.

Popiersie Pitagorasa z Willi Papirusów z Herkulanum – Pitagoras był największym gnostykiem w starożytnej Grecji i twórcą sekty, w której odbierał boski kult. Wobec swoich uczniów stosował manipulację np. zabraniając im przez kilka lat patrzeć na swoją twarz, czy karząc im podporządkowywać się różnym drobiazgowym zaleceniem, testując ich posłuszeństwo. Do jego myśli odwołuje się żydowska kabała i masoneria.

Wojna ta jednak jest jednocześnie pokojem, a konflikt jest harmonią, bo istnieje synteza przeciwieństw. Chociaż przeciwieństwa są ze sobą w nieustannym konflikcie, to nie mogą bez siebie istnieć, a nawet nadają sobie nawzajem sens: „Choroba czyni zdrowie przyjemnym i dobrym, głód – sytość, znużenie – odpoczynek”; „ludzie nie znaliby miana sprawiedliwości, gdyby nie istniały rzeczy niesprawiedliwe”24.

Chociaż rozsądek podpowiada nam, że ogień i woda są przeciwieństwami, to jednak, według Heraklita, istnieje wyższy poziom, na którym panuje między nimi zgoda. Dzieje się tak, bo ostatecznie są one z tego samego tworzywa, utożsamiają się ze sobą, mając u podstaw tę samą boską zasadę. Wszystko jest bogiem i stąd bierze się jedność przeciwieństw, ich synteza: „Bóg jest dniem i nocą, zimą i latem, wojną i pokojem, sytością i głodem”25.

Panteizm Heraklita, który starożytny filozof zaczerpnął z orfizmu, doprowadził go nie tylko do odrzucenia rzeczywistości zmysłowej, ale także do przyjęcia dialektyki – nowego sposobu myślenia, który nie tylko nie odrzuca sprzeczności (absurdu), ale przyjmuje ją jako podstawę wszelkich rozważań. Od tej pory dla wielu idealistów sprzeczność nie była granicą naszego myślenia, ale punktem wyjścia, bo przecież wszystko rodzi się właśnie na tym gruncie.

W tym momencie została odrzucona nie tylko klasyczna logika, lecz również natura i prawo naturalne. Zanegowany został więc także Dekalog. Dobro i zło są przeciwieństwami tylko dla laików. Wtajemniczeni rozumieją bowiem, że istnieje wyższy poziom, na którym zlewają się one w jedno.

 

Dzięki takiemu założeniu możliwe jest uzasadnienie wszystkiego, a panteizm (i wynikające stąd przekonanie o boskości człowieka) wydaje się nie tylko racjonalny, ale wręcz konieczny, aby pokazać, jak rzeczywistość oparta na sprzecznościach może się ostać.

Empedokles – jeden z wielkich orfików i filozofów przyrody, któremu przypisywano uzdrowienia a nawet wskrzeszenie. Diogenes Laertios w dziele „Żywoty i poglądy słynnych filozofów” przytacza następującą legendę dotyczącą jego śmierci: „Gdy się przyjęcie skończyło, niektórzy odeszli, aby odpocząć, inni położyli się pod drzewami sąsiedniego pola, a jeszcze inni — gdziekolwiek im się podobało. Sam zaś Empedokles pozostał w tym miejscu, gdzie leżał przy stole. Gdy zaś dzień nastał, wszyscy się podnieśli, ale Empedoklesa nigdzie nie było. Szukano go, domownicy pytali o niego, nie wiadomo było, gdzie się podział, aż ktoś powiedział, że o północy usłyszał potężny głos wołający Empedoklesa, a powstawszy zobaczył światło na niebie i blask pochodni, ale nic poza tym. Wszyscy się zdumieli tym zjawiskiem, a Pauzaniasz poszedł i wysłał ludzi, aby rzecz zbadali, ale później zatrzymał ich i powiedział, że okoliczności nadają się raczej do wspólnych modłów i że należy złożyć Empedoklesowi, ofiarę jako nowemu bogu”.

Pitagoras broniący wegetarianizmu, Piotr Paul Rubens (1618-1630) – pitagorejczycy opowiadali się za wegetarianizmem z przyczyn religijnych. Wierzyli bowiem w reinkarnację, a więc w wędrówkę dusz i uznawali, że ten kto żył źle, rodzi się następnie jako zwierzę lub roślina. Teoria reinkarnacji była dla nich niezwykle ważna, bo skoro dusza wciąż zmienia ciała, to samo ciało nie należy do istoty człowieka. Sam Pitagoras twierdził, że pamięta swoje poprzednie wcielenia.

Przypisy

1 F. Engels, K. Marks, Manifest komunistyczny, Warszawa 1907, s. 1-2.

2 Tamże, s. 18.

3 Tamże, s. 12-13.

4 K. Marks, Różnice między demokrytejską a epikurejską filozofią przyrody, przeł. I. Krońska, Warszawa 1966, s. 266.

5 Tamże, s. 21.

6 G. Reale, Historia filozofii starożytnej, przeł. E. Zieliński, Lublin 2003, s. 30.

7 E. Voegelin, Marks – geneza socjalizmu gnostyckiego, „Fronda” 1997, nr 9/10.

8 G. Reale, dz. cyt., s. 30.

9 Tamże.

10 Tamże.

11 K. Marks, Tezy o Feuerbachu, w: F. Engels, K. Marks, Dzieła, t. 3, Warszawa 1975, s. 5-8.

12 G. Reale, dz. cyt., s. 32.

13 Tamże, 20.

14 Tak charakteryzuje człowieka w orfizmie Reale, choć także nazywa tego demona „boską zasadą”. Piotr Świercz mówi natomiast wprost o tym, że orficy uważali siebie za bogów. Zob. G. Reale, Historia…, dz. cyt., s. 19; P. Świercz, Jedność wielości: świat, człowiek, państwo w refleksji nurtu orficko-pitagorejskiego, Katowice 2008, s. 43-44.

15 P. Jaroszyński, Magia, w: Powszechna Encyklopedia Filozofii (wydanie internetowe), http://www.ptta.pl/pef/pdf/m/magia.pdf [dostęp 1.06.2019].

16 P. Świercz, dz. cyt., s. 28; zob. też C.H. Moore, The Religious Thought of the Greeks. From Homer to the Triumph of Christianity, Oxford 1916.

17 Zob. G. Reale, Historia…, dz. cyt., s. 64-67.

18 P. Jaroszyński, dz. cyt., s. 682.

19 Kiedy piszę o Pitagorasie niekoniecznie mam na myśli historyczną postać, ale także jego uczniów, którzy sformułowali doktrynę, która została nazwana „pitagoreizmem”. Historycy do dzisiaj spierają się o to, co pozostawił po sobie Pitagoras, a co dopowiedzieli jego uczniowie.

20 P. Jaroszyński, dz. cyt., s. 682.

21 Mam tu na myśli właśnie dialektykę idealistyczną, czyli taką, którą posługiwali się idealiści od Heraklita przez Platona po Hegla i Marksa. Nie rozważam tu dialektyki w szerszym znaczeniu, pojmowanej po prostu jako sztuka rozumowania i dyskutowania.

22 G. Reale, Historia…, dz. cyt., s. 36-37.

23 Tamże, s. 37.

24 Tamże, s. 38.

25 Tamże.