Odzyskać miłość - Brenda Joyce - ebook
Opis

Alex de Warenne jest sławnym kapitanem. W towarzystwie krążą legendy o jego odwadze, a po każdym powrocie do Anglii rodzina wyprawia na jego cześć uroczyste przyjęcie. Na jednym z nich pojawia Elysse O’Neill, miłość Aleksa z dawnych lat, i flirtuje z innym mężczyzną. Nieoczekiwanie na spacerze adorator usiłuje ją zniewolić. Alex ratuje Elysse z opresji i proponuje małżeństwo, aby ocalić jej reputację. Po ceremonii oznajmia jednak, że wypływa w daleki rejs. Elysse uświadamia sobie własne uczucia i postanawia zrobić wszystko, aby odzyskać jego miłość…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 328

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Brenda Joyce

Odzyskać miłość

Tłumaczenie

PROLOG

Adare, Irlandia

Lato 1824 roku

W eleganckiej jadalni hrabia Adare oraz zebrani goście celebrowali urodziny żony hrabiego. Przy stole toczyła się ożywiona rozmowa. Po drugiej stronie rozległego holu w saloniku zebrały się dzieci. Na sofie obitej złocistym brokatem zasiadła Elysse O’Neill, ubrana w piękną wieczorową suknię. Było jej przykro, że nie może dołączyć do dorosłych. Jej najlepsza przyjaciółka, Ariella de Warenne, równie wystrojona, siedziała obok ze wzrokiem utkwionym w książce. Elysse nie mogła zrozumieć Arielli, gdyż sama nienawidziła czytania. Umarłaby z nudów, gdyby nie chłopcy, którzy zbili się w gromadkę po drugiej stronie saloniku i z zapałem szeptali.

Patrzyła na nich, usiłując podsłuchać, o czym mówią. Czuła, że wpakują się zaraz w tarapaty. Jej wzrok utkwiony był w Aleksym de Warenne, bracie Arielli, który zawsze przewodził bandzie.

Cztery lata wcześniej wraz z ojcem, macochą i Ariellą przyjechał do Londynu z Jamajki, gdzie spędził wczesne dzieciństwo. Kiedy zostali sobie przedstawieni, Elysse postanowiła traktować go z wyższością, choć jego opalona skóra i pewność siebie ogromnie ją fascynowały. Był jednak bękartem i nie miało znaczenia, że jego matka wywodziła się z rosyjskiej arystokracji. Elysse czuła się wręcz w obowiązku nim pogardzać, lecz on zdawał się tym wcale nie przejmować. Od razu uraczył ją opowieścią o swoim pasjonującym życiu.

Zrobił na niej piorunujące wrażenie. Wraz z ojcem żeglował po całym świecie, walczył z huraganami i monsunami, omijał morskie blokady, umykał przed piratami, przewoził drogocenne przedmioty. Do tego pływał z delfinami, wspinał się w Himalajach, wędrował po dżunglach Brazylii… Kiedyś nawet pożeglował tratwą w górę rzeki w Chinach, i to bez ojca! Aleksy chwalił się, że pływał każdym środkiem transportu wodnego, a Elysse mu uwierzyła. Już po godzinie doszła do wniosku, że to najbardziej interesujący chłopiec, jakiego kiedykolwiek spotkała. Naturalnie, nawet przez myśl jej nie przeszło, żeby mu o tym powiedzieć.

Aleksy uwielbiał przygody i nie mógł wytrzymać na lądzie zbyt długo. Nie potrafił też usiedzieć spokojnie na miejscu. Co tym razem uknuli chłopcy? Przeszli na drugą stronę salonu i wtedy Elysse domyśliła się, że postanowili wyjść przez taras.

Wstała i wygładziła suknię z niebieskiego atłasu.

– Zaczekajcie! – krzyknęła, po czym podbiegła do chłopców. – Dokąd idziecie?

Aleksy uśmiechnął się szeroko.

– Do zamku Errol – odparł.

Serce Elysse mocniej zabiło. Wszyscy mieszkańcy tych okolic wiedzieli, że ruiny zamczyska były nawiedzone.

– Oszaleliście? – syknęła.

Niebieskie oczy Aleksego błysnęły.

– Nie idziesz z nami, Elysse? – spytał. – Nie chcesz zobaczyć ducha, który wędruje po północnej wieży w blasku księżyca w pełni? Podobno tęskni za ukochaną. Przecież wiem, że przepadasz za takimi romantycznymi historiami! Ta kobieta przy pełni księżyca zostawiła go dla innego mężczyzny, więc właściciel zamku zabił się i od tamtej pory pojawia się na wieży przy pełni.

– Znam tę opowieść – burknęła Elysse.

Serce tłukło się w jej piersi niczym uwięziony ptak. Nie była tak odważna jak Aleksy ani jej młodszy brat Jack, ani jak stojący obok Ned, spadkobierca hrabiego. Nie miała zamiaru wybiec w środku nocy na spotkanie ducha.

– Boidudek – oświadczył cicho Aleksy i dotknął jej policzka. – Nie bój się, proszę, w razie czego cię obronię.

Odsunęła się szybko.

– Niby w jaki sposób? Jesteś tylko chłopcem, i w dodatku postrzelonym! – wykrzyknęła.

Uśmiech natychmiast zniknął z jego ust.

– Jeśli mówię, że będę cię bronił, to będę. Nigdy w to nie powątpiewaj – warknął Aleksy.

Wierzyła, że dotrzymałby słowa i broniłby jej nawet przed duchem. Zawahała się, gdyż mimo wszystko pragnęła uniknąć wyprawy do zamku.

– Damy wcale nie muszą być odważne, Aleksy – oświadczyła. – Nie jest im to do niczego potrzebne. Muszą zachowywać się z gracją, być uprzejme i piękne.

– Cóż, moja macocha opłynęła świat wraz z moim ojcem i nawet walczyła z piratami u jego boku. Jest odważna, a także piękna i uprzejma.

Ned przysunął się bliżej.

– Zostaw ją, Aleksy – mruknął. – Elysse nie chce z nami iść.

Młodszy brat Elysse, Jack, zarechotał szyderczo. Ariella odłożyła książkę i podeszła do grupki.

– A ja pójdę – zadeklarowała, otwierając szeroko oczy. – Bardzo chciałabym zobaczyć ducha. Od dawna o tym marzę.

Aleksy posłał Elysse wyzywające spojrzenie.

– Dobrze! – krzyknęła z wściekłością. – Ale jak się tam dostaniemy?

– Wierzchem, naturalnie – odparł. – Dotrzemy na miejsce w dwadzieścia minut. Jack pojedzie sam, a wy, dziewczęta, razem z nami. Siądziecie z tyłu.

Elysse nie miała żadnych wątpliwości, że to najgłupsza rzecz, jaką mogliby zrobić, ale jej przyjaciele tryskali entuzjazmem. Już po chwili posłusznie podążyła za nimi przez taras na wybieg, gdzie zamierzali skraść wierzchowce. Chłopcy często jeździli na oklep, korzystając jedynie z lejców. Doskonale radzili sobie zarówno w siodle, jak i bez niego.

Gdy Elysse szła z towarzyszami przez rozległe ogrody Adare, wpatrzona w jasny księżyc w pełni, wokoło panowała niczym niezakłócona cisza. Modliła się, żeby nie spotkali na zamku żadnego ducha.

Kilka minut później wszyscy dosiedli koni i ruszyli kłusem przed siebie. Elysse kurczowo trzymała się Aleksego, coraz bardziej wściekła na niego i na siebie. Ze strachu zaczynała drżeć na całym ciele i coraz mocniej zaciskała ręce.

– Zaraz połamiesz mi żebra – uprzedził ją ze śmiechem.

– Nienawidzę cię – syknęła.

– Nieprawda – odparł pogodnie.

Przez resztę drogi milczeli. W pewnej chwili w trupio sinym blasku księżyca pojawił się zarys ponurego zamku Errol. Elysse słyszała teraz tylko rytmiczny stukot końskich kopyt i bicie własnego serca. Wyczuwała, że Aleksy oddycha pośpiesznie, a jego serce bije jak oszalałe. Wkrótce minęli stertę białych kamieni, które kiedyś odgrywały rolę zewnętrznych murów barbakanu. W tym samym momencie Elysse doszła do wniosku, że najchętniej zawróciłaby i pognała prosto do domu.

Nagle rozległo się wycie wilka i Aleksy zamarł.

– Wilki nigdy nie podchodzą tak blisko Adare – wyjąkała stłumionym głosem Elysse.

– Nie jesteśmy blisko – mruknął.

Zatrzymali konie przy pogrążonym w mroku wejściu do zamku, które dawniej było drzwiami frontowymi. Za cieniami labiryntu wewnętrznych murów, po drugiej stronie ruin, dostrzegła samotną wieżę. Elysse zaschło w gardle, a jej puls jeszcze bardziej przyśpieszył.

– Podobno chodzi z pochodnią… tą samą, którą oświecał drogę swojej utraconej ukochanej – wyszeptał Aleksy i podał rękę Elysse. – Złaź!

Posłusznie zeskoczyła, a po kilku sekundach wszyscy stanęli przed wejściem.

– Nie zabraliśmy świec – zauważyła Ariella.

– Wręcz przeciwnie! – Aleksy z dumą wyciągnął świecę z kieszeni i zapalił ją krzesiwem. – Chodźmy.

Energicznym krokiem ruszył do środka, gotów przewodzić całej wyprawie, a wszyscy bez protestów podążyli za nim – wszyscy poza Elysse. Wcale nie miała ochoty zapuszczać się w głąb ruin.

Gdy grupa dzieci zniknęła w mroku, Elysse przygryzła wargę. Została zupełnie sama i szybko uświadomiła sobie, że samotność jest jeszcze gorsza niż wyprawa z przyjaciółmi do nawiedzonego zamku.

Krzyknęła i podskoczyła ze strachu, gdy dobiegł ją dziwny hałas z tyłu, ale po chwili zrozumiała, że to tylko jeden z koni. Gdzieś na drzewie złowrogo pohukiwała sowa. Elysse po raz kolejny pomyślała, że nienawidzi przygód, i w końcu przerażona pobiegła za resztą.

W zamku panowały niemal nieprzeniknione ciemności, niemal nic nie widziała. Gdzieś przed sobą usłyszała szepty i ruszyła w tamtym kierunku, usiłując dogonić dzieci, ale wnętrze ruin przypominało kamienny labirynt. Gdy Elysse wpadła na ścianę, spanikowała. Odwróciła się gwałtownie, potknęła i upadła.

Chciała zawołać Aleksego, poprosić go, by poczekał, ale dostrzegła błysk jasnego światła w ciemności, po drugiej stronie zamku, tam gdzie stała wieża. Czyżby to był blask pochodni ducha? – zastanowiła się.

Przerażona Elysse zamarła. Bała się, że duch ją dostrzeże, więc tkwiła w bezruchu, a wtedy dotarło do niej, że już nie słyszy przyjaciół.

Narastała w niej panika. Znowu to światło! Elysse wybiegła z kąta, w którym się ukryła, żeby opuścić zamek. Kilka razy skręciła, ale wciąż była w środku. W ciemności raz po raz potykała się i upadała w biegu. Jej kolana były poobijane, dłonie otarte. Nie mogła zrozumieć, dlaczego nie może się wydostać z zamku. Gdzie się podziało wyjście?

W pewnej chwili uświadomiła sobie, że zabrnęła w ślepy zaułek, a na jej drodze stoi potężna ściana kominka. Elysse przyłożyła dłonie do szorstkich kamieni, ciężko dysząc, i nagle usłyszała tętent kopyt. Najwyraźniej przyjaciele postanowili ją opuścić?

Stłumiła szloch i z przerażeniem ujrzała, że zbliża się ku niej duch z pochodnią. Strach sparaliżował ją i odebrał jej mowę.

– Elysse! – zawołał Aleksy.

Ugięły się pod nią kolana, a z jej ust wydobyło się westchnienie ulgi.

– Aleksy! – krzyknęła i zaszlochała. – Myślałam, że mnie opuściłeś i że zgubiłam się na zawsze!

Aleksy odstawił świecę i chwycił Elysse w ramiona.

– Nic się nie stało – powiedział. – Nie zostawiłbym cię tutaj, dobrze o tym wiesz. Przecież obiecałem, że zawsze będę cię chronił.

– Nie sądziłam, że mnie znajdziesz – westchnęła, tuląc się do niego. – Usłyszałam stukot kopyt…

– Nie płacz, jestem przy tobie. Słyszałaś konie naszych ojców. Są na zewnątrz i gotują się z wściekłości. – Wpatrywał się w nią z uwagą. – Jak mogłaś sądzić, że cię nie znajdę i pozostawię na pastwę losu?

– Nie wiem – wyszeptała rozdygotana, z twarzą mokrą od łez, choć przestała już płakać.

– Jeśli się zgubisz, znajdę cię. Jeśli będziesz w niebezpieczeństwie, obronię cię – podkreślił z powagą. – Tak postępują prawdziwi dżentelmeni, Elysse.

– Obiecujesz?

Uśmiechnął się łagodnie i otarł łzę z jej policzka.

– Obiecuję – szepnął.

Na twarzy Elysse również zagościł uśmiech.

– Przykro mi, że nie jestem dzielna.

– Jesteś bardzo dzielna, Elysse, tylko jeszcze o tym nie wiesz – oznajmił takim tonem, jakby święcie wierzył w te słowa.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Askeaton, Irlandia

23 marca 1833 roku

Aleksy wyjechał zaledwie dwa lata wcześniej, jednak można było odnieść wrażenie, że od tamtego czasu minęła cała wieczność. Elysse O’Neill uśmiechnęła się do swojego odbicia w zwierciadle o pozłacanych ramach, zawieszonym nad eleganckim sekretarzykiem w sypialni pełnej różu, fioletu i bieli.

Właśnie skończyła się przebierać. Wiedziała, że silne emocje odbijają się na jej obliczu: była zarumieniona, a jej oczy błyszczały. Nie posiadała się z radości, że Aleksy de Warenne w końcu wrócił do domu. Pragnęła, by jak najszybciej opowiedział jej o swoich przygodach.

Przez chwilę rozmyślała o tym, czy Aleksy zauważy, że stała się dorosłą kobietą. W ostatnich dwóch latach o jej względy ubiegało się już kilkunastu adoratorów, a pięciu z nich się oświadczyło.

Uśmiechnęła się i zadecydowała, że pastelowo zielona suknia odpowiednio podkreśla intrygujący fiolet jej oczu. Przywykła do męskiego podziwu. Chłopcy zaczęli na nią zerkać, kiedy jeszcze była podlotkiem. Aleksy również przypatrywał się jej z aprobatą. Zastanawiała się, co pomyśli o niej teraz. Dlaczego pragnęła, żeby tego wieczoru zwrócił na nią szczególną uwagę? Odruchowo poprawiła suknię, jeszcze bardziej eksponując niezbyt skromny dekolt.

Aleksy nigdy jeszcze nie wyjeżdżał na tak długo. Elysse nie wiedziała, czy i on się zmienił. Kiedy wyruszył do Kanady po futra, nie miała pojęcia, czy miną miesiące, czy lata, nim wróci, ale ich rozstanie na dobre zapadło jej w pamięć.

Popatrzył na nią z typowym dla siebie zadziornym uśmiechem.

– Czy będziesz nosiła pierścionek, kiedy wrócę? – zapytał.

Od razu zrozumiała, o co mu chodzi. Choć ją zaskoczył, szybko odzyskała rezon i opuściła wzrok.

– Zawsze noszę pierścionki – odparła wymijająco.

Zastanawiała się, czy jakiś elegancki Anglik nie zauroczy jej przed powrotem Aleksego. Cóż, żywiła taką nadzieję.

– Nie chodzi mi o brylanty. – Aleksy zmarszczył czarne gęste brwi.

Elysse wzruszyła ramionami.

– Spodziewam się, że adoratorów mi nie zabraknie. Nic na to nie poradzę, Aleksy – burknęła. – Ojciec będzie wiedział, kogo dla mnie wybrać.

On również wzruszył ramionami.

– Tak, jestem przekonany, że Devlin dopilnuje, abyś dobrze wyszła za mąż.

Popatrzyli sobie głęboko w oczy. Elysse podsłuchała rozmowę rodziców na ten temat i wiedziała, że zależy im także na szczęściu córki, więc byli gotowi wziąć pod uwagę jej uczucia. Innymi słowy, pragnęli dla niej idealnego związku z człowiekiem, którego Elysse pokocha.

– Poczuję się głęboko urażona, jeśli nikt nie poprosi mnie o rękę – podkreśliła z przekonaniem.

– Nie wystarczy, że nieustannie otaczają cię absztyfikanci?

– Chciałabym wyjść za mąż do osiemnastego roku życia – powiedziała.

Urodziny Elysse przypadały jesienią, co oznaczało, że za pół roku kończyła osiemnaście lat. Innymi słowy, pragnęła zmienić stan cywilny podczas pobytu Aleksego w Kanadzie. Poczuła przykry ucisk w sercu. Zdezorientowana, odsunęła od siebie nieprzyjemne myśli, złapała Aleksego za ręce i obdarzyła go promiennym uśmiechem.

– Co mi przywieziesz tym razem? – zapytała z ciekawością.

Zawsze przywoził jej upominki z podróży.

– Dostaniesz ode mnie rosyjskie sobole – odparł po chwili zastanowienia.

– Przecież płyniesz do Kanady – zauważyła zdumiona Elysse.

– Wiem, dokąd płynę. – Aleksy nie odrywał od niej wzroku. – I właśnie stamtąd przywiozę ci rosyjskie sobole.

Prychnęła w przekonaniu, że się z nią droczy, a on tylko uśmiechnął się szeroko, pożegnał się z nią i pozostałymi członkami jej rodziny, po czym wyszedł z salonu. Elysse tymczasem udała się na podwieczorek, gdzie już czekali na nią nowi adoratorzy…

Aleksy bawił w Kanadzie kilka miesięcy, gdyż napotkał problemy z nabyciem towaru. Kiedy w końcu powrócił do Liverpoolu, niemal natychmiast wyruszył na wyspy po cukier z trzciny cukrowej. Elysse była tym nieprzyjemnie zaskoczona, wręcz rozczarowana.

Naturalnie nie wątpiła, że Aleksy pójdzie w ślady ojca. Cliff de Warenne był właścicielem jednego z najlepiej prosperujących przedsiębiorstw transportu dalekomorskiego, a Aleksy spędził na oceanach większość życia. Po osiągnięciu odpowiedniego wieku miał zająć się szczególnie zyskownymi ładunkami. Jako siedemnastolatek został kapitanem swojego pierwszego statku. Elysse, córka kapitana marynarki wojennej, doskonale rozumiała miłość Aleksego do morza. Mężczyźni tacy jak Cliff de Warenne, jej ojciec, Devlin O’Neill, oraz Aleksy nigdy nie pozostawali na lądzie zbyt długo.

Mimo to oczekiwała, że Aleksy wróci na dłużej po wyprawie na Karaiby. Jak się jednak okazało, po krótkim pobycie w Liverpoolu wyruszył do Chin.

Elysse ogromnie się przejęła, gdy powiedziano jej, że wynajął swój statek „Ariel” Kompanii Wschodnioindyjskiej, która miała monopol na handel z Chinami. Chociaż Devlin O’Neill przeszedł w stan spoczynku, często służył radą zarówno admiralicji, jak i Ministerstwu Spraw Zagranicznych w kwestiach związanych z polityką imperialną i morską. Dzięki temu Elysse dobrze się orientowała w tematyce handlowej, gospodarczej oraz w polityce zagranicznej. W ostatnich latach wiele się mówiło o handlu z Chinami. Tamtejsze morza były groźne i jeszcze niezbadane. Nie brakowało tam ukrytych raf koralowych, zanurzonych skał i nieznanych płycizn, już nie wspominając o monsunach i tajfunach. O ile statek nie rozbił się o skały albo rafy, pokonanie Morza Chińskiego w jedną stronę było proste, gdyż żeglarzom pomagały południowo-zachodnie monsuny. Powrót wiązał się z licznymi trudnościami i niebezpieczeństwami, lecz Aleksy uważał, że tego typu wyzwania to najciekawszy element podróży. Nie znał lęku i uwielbiał przeciwności losu, o czym Elysse dobrze wiedziała.

Okazało się, że niepotrzebnie się o niego martwiła. Poprzedniego wieczoru Ariella przysłała jej list z informacją, że Aleksy właśnie przybył do Windhaven. Elysse otrzymała tę wiadomość dokładnie o północy. Z osłupieniem dowiedziała się, że Aleksy bezpiecznie dobił do nabrzeża w Liverpoolu kilka dni wcześniej, z pięciuset pięcioma tonami jedwabiu oraz herbaty. Drogę powrotną z Kantonu pokonał w sto dwanaście dni i był to wyczyn, o którym teraz wszyscy mówili. Jak na kapitana, który po raz pierwszy przebył tę trasę, poradził sobie doskonale, dzięki czemu miał szansę zarobić krocie przy okazji następnej podróży z Chin. Elysse znała Aleksego na tyle dobrze, by wiedzieć, że będzie się tym przechwalał.

Po raz ostatni zerknęła do lustra i poprawiła suknię, świadoma, że dostanie burę od matki za zbyt śmiały dekolt. Wszyscy uważali Elysse za piękność i nie było mężczyzny, który nie zachwycałby się jej niepospolitą urodą. Wielokrotnie słyszała, że jest podobna do obojga rodziców – po matce odziedziczyła drobną posturę i oczy o barwie ametystu, po ojcu zaś złociste włosy. W ostatnich dwóch latach pięciokrotnie proszono ją o rękę, jednak odrzuciła wszystkie oświadczyny, choć miała już dwadzieścia lat. Ojciec Elysse nie protestował, a ona sama niepokoiła się tylko tym, że Aleksy będzie drwił z jej panieńskiego stanu. Miała cichą nadzieję, że zapomniał o jej planach zamążpójścia przed osiemnastym rokiem życia.

– Elysse! Jesteśmy! Aleksy wrócił i czeka na dole! – krzyknęła Ariella, pukając do drzwi sypialni.

Elysse odetchnęła głęboko i nagle zakręciło się jej w głowie od nadmiaru emocji. Dopiero po chwili podeszła do drzwi i je otworzyła.

Ariella zrobiła wielkie oczy na widok najlepszej przyjaciółki w wieczorowej sukni.

– Wychodzisz? – spytała. – Czyżbym nie dostała zaproszenia na jakąś uroczystą kolację?

Elysse uśmiechnęła się do niej serdecznie.

– Ależ nigdzie nie wychodzę – odparła. – Po prostu chcę dowiedzieć się wszystkiego o Chinach i przygodach twojego brata. Jak wyglądam? – Wykonała szybki piruet.

Ariella była o rok młodsza od Elysse i zwracała na siebie uwagę egzotyczną urodą – jasnymi oczami, oliwkową skórą i ciemnozłocistymi włosami. Ceniła sobie tradycyjne rozrywki, takie jak czytanie książek i odwiedzanie muzeów, nie cierpiała zaś zakupów oraz balów.

– Gdybym nie wiedziała, jak jest naprawdę, doszłabym do wniosku, że masz nadzieję zrobić na kimś wrażenie – oznajmiła. – Chyba nawet wiem na kim. – Obdarzyła przyjaciółkę wymownym spojrzeniem.

– Dlaczego miałabym starać się robić wrażenie na twoim bracie? – Elysse zaśmiała się. – Jestem już dorosła i pragnę, by to dostrzegł, nic ponadto. Poza tym musi wiedzieć, że uważa się mnie za najbardziej pożądaną debiutantkę w całej Irlandii.

Ariella skrzywiła się cierpko.

– Aleksy ma wady, ale nie należy do nich obojętność na atrakcyjne kobiety – mruknęła.

Elysse zamknęła drzwi. Aleksy stał się niepoprawnym kobieciarzem, co nie było dla niej zaskoczeniem. Mężczyźni z rodziny de Warenne’ów słynęli z podbojów i swobodnego stosunku do pań, lecz zmieniali się nie do poznania w dniu ślubu. Zgodnie ze starą rodzinną tradycją, kiedy de Warenne się zakochiwał, nic nie mogło odmienić jego uczuć.

Elysse i Ariella ruszyły długim, obwieszonym rodzinnymi portretami korytarzem.

– Czy raczył wyjawić, dlaczego tak długo go nie było? – spytała Elysse.

– Mój brat jest nie tylko żeglarzem, ale i poszukiwaczem przygód – oświadczyła Ariella. – Chiny go zauroczyły, a przynajmniej handel z Chinami. Tylko o tym mówił wczoraj wieczorem. Ma zamiar zbudować kliper przeznaczony wyłącznie do przewozu towarów.

– A zatem nadal będzie pracował dla Kompanii Wschodnioindyjskiej? Zaskoczyło mnie, że wynajął „Ariela”. Nie wyobrażam sobie Aleksego na czyichkolwiek usługach.

Elysse wiedziała, że Aleksy nigdy wcześniej nie udostępnił nikomu swojego statku.

– Był zdecydowany zaistnieć na tej trasie handlowej – wyjaśniła Ariella i umilkła, po czym dodała: – Wydaje mi się, że wszyscy w Askeaton przyszli, aby posłuchać o Chinach i wyprawie.

Elysse usłyszała głosy na parterze. Zjawiło się wielu gości, gdyż sąsiedzi byli zainteresowani powrotem Aleksego. Nowiny o jego podróżach rozprzestrzeniały się niczym pożar lasu – w trakcie całego sezonu nie mogło się wydarzyć nic równie emocjonującego.

Gdy dotarły niemal do stóp schodów, Elysse popatrzyła na drugą stronę głównego holu, gdzie zebrali się sąsiedzi oraz członkowie rodziny. Askeaton od wieków był rodową siedzibą O’Neillów i słynął z pięknego holu o kamiennych podłogach i ścianach oraz drewnianym suficie. Wielkie stare gobeliny wisiały po obu stronach pomieszczenia, a przez ogromne okna można było podziwiać łagodne wzgórza zielonej irlandzkiej wsi, a także ruinę wieży za rezydencją. Elysse jednak nie interesował ani miejscowy krajobraz, ani zebrane osoby. Liczył się tylko Aleksy.

Stał przed dużym kamiennym kominkiem, ubrany w strój do konnej jazdy i buty z cholewami. Już nie przypominał osiemnastoletniego chłopca, którym był, gdy wypłynął na morze. Na widok Elysse od razu przestał interesować się gośćmi i skupił na niej całą uwagę. Ich spojrzenia skrzyżowały się.

Przyszło jej do głowy, że ogromnie się zmienił. Był teraz doświadczony i pewny siebie, dostrzegała to w jego postawie i ruchach. Po chwili na jego twarzy pojawił się uśmiech, a serce Elysse zabiło gwałtownie ze szczęścia.

Aleksy wrócił do domu.

Brat Elysse, Jack, poklepał go po ramieniu.

– Do diaska, nie możesz przerywać w takim momencie! – Roześmiał się. – Natychmiast opowiedz nam o Cieśninie Sundajskiej.

Elysse promieniała, z uwagą obserwując Aleksego. Nie mogła nie zauważyć, że wyprzystojniał. Po chwili dostrzegła, że jej trzy przyjaciółki stoją tuż obok niego, znacznie bliżej niż reszta zebranych, i mają wyraźnie rozanielone miny.

– Pokonywaliśmy ją przez trzy dni, Jack. – Aleksy odwrócił się do jej wysokiego, jasnowłosego brata. – Przyznam, że przez chwilę się zastanawiałem, czy przypadkiem nie utkniemy na mieliźnie… Musielibyśmy spędzić dwa tygodnie w Anjers, czekając na naprawę statku.

Odwrócił się i skinął ręką na wysokiego płowowłosego mężczyznę we fraku, w kamizelce i jasnych spodniach.

– Nie sądzę, żeby udało nam się pokonać trasę w sto dwanaście dni bez Montgomery’ego – dodał i położył dłoń na ramieniu przyjaciela, gdy ten stanął obok niego. – Nigdy nie miałem lepszego pilota. Nie mogłem dokonać lepszego wyboru, kiedy zatrudniłem go w Kanadzie.

Elysse w końcu przeniosła spojrzenie na wspomnianego mężczyznę, a Montgomery uśmiechnął się do niej. Jeden z gości, starszy ziemianin, zamachał ręką, by zwrócić na siebie uwagę Aleksego.

– Opowiedz nam o Morzu Chińskim! – zażądał. – Czy napotkaliście tajfun?

– Nie, lepiej opowiedz nam o herbacie! – krzyknął wesoło ojciec MacKenzie.

– Czy Chiny naprawdę są zamknięte dla wszystkich cudzoziemców? – spytał Jack.

Aleksy obdarzył ich wszystkich szerokim uśmiechem.

– Kupiłem czarną herbatę najlepszego sortu, z pierwszego zbioru – oświadczył. – Zaręczam, że nigdy nie piliście aż tak smacznej. Nazywa się pekoe. Nie znajdziecie innego kapitana, który przywiózłby ją do Anglii, przynajmniej nie w tym sezonie.

Chociaż przemawiał do zebranych gości, jego spojrzenie przez cały czas było utkwione w Elysse.

– Jak ci się udało zdobyć ten towar? – spytał Cliff, uśmiechając się dumnie do syna. Aleksy odwrócił się do niego.

– To długa historia związana z niemałymi pieniędzmi oraz pewnym bardzo przebiegłym i chciwym pośrednikiem – odparł.

Elysse uświadomiła sobie, że nadal stoi na ostatnich stopniach schodów, zupełnie jakby w nie wrosła. Co się z nią działo? Szybko ruszyła na dół, wciąż przyglądając się Aleksemu, który właśnie zerknął na jedną z młodych dam, chcąc zapewne odpowiedzieć na jej pytanie o to, jak wygląda i smakuje herbata pekoe. Zanim jednak zdołał otworzyć usta, Elysse zachwiała się na schodach i straciła równowagę. W ostatniej chwili złapała poręcz, nie rozumiejąc, co się właściwie dzieje. Zwykle poruszała się z ogromną gracją. Kiedy tak stała, kurczowo uczepiona balustrady, poczuła, że ktoś ją podtrzymuje. Naturalnie, tym kimś okazał się Aleksy.

Elysse popatrzyła w jego niebieskie oczy, a on się uśmiechnął, jakby ta sytuacja go rozbawiła.

– Miło cię ponownie widzieć, Elysse – szepnął.

Zarumieniła się. Czuła się okropnie zmieszana, wręcz zdezorientowana. Nigdy dotąd nie odnosiła aż tak przemożnego wrażenia, że jest drobna, mała i słaba, Aleksy zaś nigdy nie wydawał się jej tak silny, wysoki i męski. Jego ciało było twarde i ciepłe, gdy ją tulił, a jej serce zdawało się galopować niczym koń na wyścigach.

Na litość boską, co się z mną dzieje? – przemknęło jej przez głowę po raz kolejny.

W końcu zdołała odsunąć się nieco, aby zachować względnie przyzwoity dystans. Miała wrażenie, że Aleksy uśmiechnął się jeszcze szerzej.

– Witaj – powiedziała i uniosła głowę. – Nigdy nie słyszałam o herbacie pekoe.

– Wcale się nie dziwię. Nikomu nie udaje się kupić pierwszego zbioru… z moim skromnym wyjątkiem, rzecz jasna – dodał pyszałkowato.

Jego spojrzenie powędrowało na dekolt Elysse, a potem popatrzył jej w oczy. Nie była pewna dlaczego, ale nagle zaniepokoiła się, że być może w przeciwieństwie do jej licznych adoratorów Aleksy nie uważa jej za piękność.

Dopiero po chwili odzyskała mowę.

– Ależ to oczywiste, że kupiłeś najlepszą herbatę – odparła lekkim tonem, dziwnie wytrącona z równowagi. – Nie wiedziałam, że już wróciłeś. Kiedy dotarłeś do domu?

– Och, o ile wiem, Ariella wczoraj wieczorem przysłała ci list – zauważył, a ona uświadomiła sobie, że przejrzał ją na wylot. – Dobiłem do portu w Liverpoolu trzy dni temu, a w nocy wróciłem do domu.

Wepchnął ręce do kieszeni fraka.

– Dziwię się, że w ogóle zawracałeś sobie głowę powrotem do domu – powiedziała i wydęła usta.

Spojrzał na nią z zaskoczeniem.

– A więc jednak nie masz pierścionka – powiedział i nieoczekiwanie uniósł rękę Elysse.

Wyszarpnęła dłoń, gdyż jego dotyk przyprawiał ją o przyśpieszone bicie serca.

– Oświadczyło mi się pięciu kawalerów, Aleksy, i to bardzo atrakcyjnych pod każdym względem – wycedziła. – Mimo to odrzuciłam ich wszystkich.

Aleksy zmrużył oczy.

– Dlaczego nie wybrałaś żadnego, skoro byli tak godni uwagi? – spytał wprost. – O ile mnie pamięć nie myli, nosiłaś się ze szczerym zamiarem wyjścia za mąż przed osiemnastymi urodzinami.

Choć się uśmiechał, nie patrzył jej w oczy. Nie była pewna, czy sobie z niej żartuje.

– Może zmieniłam zdanie – burknęła.

– Hm, to by mnie nie zdziwiło – mruknął z rozbawieniem Aleksy. – Czyżbyś się stała romantyczką, Elysse? Naprawdę czekasz na miłość swojego życia?

– Och, zapomniałam, jak bardzo bywasz irytujący! Oczywiście, że jestem romantyczką. W przeciwieństwie do ciebie! – oświadczyła wyniośle.

Nagle irytacja ją opuściła. Elysse przypomniała sobie, jak bardzo Aleksy lubi się droczyć.

– Znamy się od dzieciństwa, więc przede mną nie musisz udawać – zauważył. – Jesteś nie tyle romantyczką, ile niepoprawną kokietką.

Elysse ponownie poczuła ukłucie irytacji.

– Wszystkie kobiety kokietują, Aleksy – wycedziła. – Chyba że są stare, grube lub brzydkie.

– Jak zwykle jesteś uszczypliwa. Jak mniemam, twoi adoratorzy po prostu nie spełniali odpowiednich warunków. – Jego oczy błyszczały. – A może zagięłaś parol na jakiegoś księcia, dajmy na to, z Austrii? To by dopiero było! Czy mogę zabawić się w swata? Gdybym dobrze poszukał, znalazłbym wśród swoich znajomych księcia albo nawet dwóch!

– Od razu widać, że wcale mnie nie znasz. Naprawdę jestem romantyczką w każdym calu, a ty na pewno nie nadajesz się na swata.

– Czyżby? – Zaśmiał się głośno. – Znamy się bardzo dobrze, Elysse, i nie udawaj, że tak nie jest. – Ujął ją pod brodę. – Czyżbym cię irytował? Tylko się z tobą droczę, skarbie.

Elysse lekko uderzyła go w rękę.

– Dobrze wiesz, że mnie denerwujesz – burknęła. – A poza tym, za kogo ty się uważasz? Słyszałam, że masz kobietę w każdym porcie.

– Och, dżentelmen nie opowiada o takich sprawach.

– Twoja reputacja mówi sama za siebie – Elysse zmarszczyła brwi.

W skrytości ducha zastanawiała się, czy naprawdę miał kochankę w każdym porcie, do którego dobijał jego statek. Właściwie nie powinno jej to obchodzić, ale nie mogła przestać o tym myśleć.

– Dlaczego się chmurzysz? Już nie jesteś zadowolona z mojego powrotu? – spytał łagodnie. – Ariella napomknęła, że spodziewałaś się najgorszego. Podobno byłaś pewna, że dokonam żywota w Morzu Chińskim.

Odetchnęła głęboko, zdenerwowana na przyjaciółkę i niepewna, co oznaczają jego słowa.

– Ariella się myliła – powiedziała. – Dlaczego miałabym się tobą przejmować? Jestem zbyt zajęta. Właśnie wróciłam z Londynu i z Paryża, Aleksy. Tam na salonach nie dyskutuje się o herbacie i tajfunach.

– Ani o mnie? – spytał z powagą, choć było oczywiste, że tłumił śmiech. – Wszyscy rozmawiają o handlu z Chinami, Elysse. To nowy świat. Kompania Wschodnioindyjska nie może monopolizować kontaktów z Państwem Środka i na pewno nie zdoła tego zrobić.

– Nie dbam o Chiny, wolny handel ani o ciebie! – prychnęła Elysse, boleśnie świadoma, że kłamie.

Aleksy był jej przyjacielem od dzieciństwa i miał na zawsze nim pozostać.

– Łamiesz mi serce. – Uśmiechnął się beztrosko. – Oboje wiemy, że interesują cię moje podróże. W końcu jesteś córką swojego ojca.

Elysse skrzyżowała ręce na piersi, a spojrzenie Aleksego powędrowało do jej dekoltu. To ją wytrąciło z równowagi, choć wcześniej bardzo pragnęła, by zauważył, na jaką piękność wyrosła.

– Czy zamierzasz ponownie wynająć swój statek Kompanii Wschodnioindyjskiej? – pośpieszyła z pytaniem.

– Och, wybieram się ponownie do Chin. Po ostatnim rejsie dostanę znacznie więcej niż pięć funtów za tonę, ale krążą plotki, że Kompania wkrótce utraci pozycję monopolisty.

A zatem znów wypływał, pomyślała.

– Kiedy podnosisz kotwicę? – drążyła Elysse.

Aleksy uśmiechnął się do niej.

– Więc jednak mój los nie jest ci obojętny! – wykrzyknął triumfalnie. – Zatęsknisz za mną!

– Ależ skąd – zapewniła go. – Będę zbyt zajęta odpędzaniem zalotników.

– Teraz naprawdę złamałaś mi serce.

Elysse nie wątpiła, że za nim zatęskni. Zapomniała już, jak wielką przyjemność sprawia jej jego towarzystwo, a nawet te przekomarzanki.

– Kiedy zatem wyruszysz na morze? – usłyszała swój głos.

Najlepszą porą roku na wyprawę do Chin było lato, a teraz kończył się marzec. Nie wyobrażała sobie, by Aleksy chciał zostać w kraju i nic nie robić przez najbliższe dwa miesiące.

– Przywiozłem ci rosyjskie sobole – oznajmił, unikając odpowiedzi na pytanie.

Pamiętał o obietnicy. Zanim Elysse zdążyła zareagować, podeszła do nich jedna z sąsiadek, Louisa Cochrane.

– Chyba państwu nie przeszkadzam? – spytała. – Bardzo chciałabym poznać słynnego kupca, który handluje z Chinami. Uwielbiam herbatę souchong.

Aleksy odwrócił się do Louisy i ukłonił się jej uprzejmie.

– Nazywam się Aleksy de Warenne – powiedział. – A skoro uwielbia pani souchong, pokocha pani pekoe.

– Z wielką chęcią jej skosztuję. – Louisa uśmiechnęła się zalotnie.

Elysse darzyła sympatią Louisę, teraz jednak nie mogła znieść jej uwodzicielskiego tonu. Wyglądało na to, że Louisa ostrzy sobie zęby na Aleksego.

– Pozwoli pani, że jutro dostarczę próbkę do jej domu? – Aleksy również się uśmiechał.

– Nie chcę narażać pana na kłopot, panie kapitanie – krygowała się Louisa.

– To nie kłopot, droga pani. Jest pani tak piękna, że z wielką chęcią osobiście dostarczę przesyłkę.

Louisa oblała się rumieńcem i zapewniła go, że nie musi tego robić. Elysse czuła się wytrącona z równowagi. Wcześniej nie przejmowała się flirtami i podbojami Aleksego.

– Ma pan mnóstwo wielbicielek, panie kapitanie – zauważyła Louisa. – Odprowadzi mnie pan do salonu, żebyśmy wszyscy mogli posłuchać o pańskich wspaniałych przygodach?

Aleksy zawahał się i zerknął na Elysse.

– Dołączysz do nas? – zapytał.

– Naturalnie. – Uśmiechnęła się. – Nie mogę się doczekać twoich opowieści.

Przez krótką chwilę patrzyli na siebie, aż w końcu Louisa pociągnęła Aleksego za ramię. Elysse ruszyła za nimi do salonu, przyglądając się uważnie sukni i sylwetce sąsiadki, która podobno szukała bogatego małżonka.

Goście w salonie natychmiast otoczyli Aleksego i Louisę, zasypując młodego kapitana pytaniami. Nieco odprężona Elysse zapewniała się w duchu, że Aleksy na pewno zdążył zauważyć jej wdzięk, urodę i obycie.

Po chwili podeszła do niej Ariella.

– Tak się cieszę, że mój brat już wrócił – westchnęła. – Cudownie, prawda?

– Rzeczywiście cudownie, ale mam nadzieję, że nie będzie przez cały czas zajmował się Louisą – odparła Elysse nieco kąśliwie. – Przecież obie wiemy, że Aleksy nie zabawi w kraju zbyt długo.

– W istocie wydaje się zainteresowany Louisą – przyznała Ariella.

– Trochę to dziwne, biorąc pod uwagę, że Louisa ma już swoje lata – zauważyła Elysse nieoczekiwanie.

– To bardzo miła dama – oznajmiła Ariella. – Chyba nie jesteś zazdrosna?

Elysse zerknęła na przyjaciółkę.

– Oczywiście, że nie – odparła urażonym tonem.

Ariella przysunęła się do niej.

– Może porozmawiasz z tym biednym Jamesem Ogilvym? – zapytała cicho. – Stoi sam jak palec i gapi się na ciebie z niemądrym uśmiechem na twarzy.

Ogilvy adorował Elysse już od około miesiąca, jednak ona straciła zainteresowanie jego osobą. Mimo to uśmiechnęła się do niego. Korzystając ze sposobności, natychmiast podszedł bliżej. Gdy pochylał się nad jej dłonią, Elysse kątem oka zauważyła, że Aleksy na nią patrzy. Zadowolona, skupiła całą uwagę na Jamesie.

– Obiecał mi pan piknik nad Jeziorem Łabędzim – przypomniała mu.

Popatrzył na nią szeroko otwartymi oczami.

– Myślałem, że nie jest pani zainteresowana – odparł. – Nie wspomniała pani o tym ani słowem.

Z uśmiechem dotknęła jego ramienia.

– Jestem ogromnie zainteresowana – zapewniła go. – Nie mogę się doczekać.

– A zatem może urządzimy piknik jutrzejszego popołudnia? – zaproponował.

Elysse zerknęła na Aleksego, który teraz rozmawiał z miejscowym ziemianinem. Nie miała pojęcia, jak długo zabawi w Irlandii, a chciała spędzić z nim jak najwięcej czasu przed jego wyjazdem do Londynu. Ponownie uśmiechnęła się do Jamesa.

– A może raczej w przyszłym tygodniu? – zasugerowała. – Jutro jestem zajęta.

Nie była to prawda. Elysse miała trudności z prowadzeniem rozmowy z Jamesem i jednoczesnym podsłuchiwaniem tego, o czym rozprawiał Aleksy. Gdy umawiała się z Ogilvym, uświadomiła sobie nagle, że ma jeszcze jednego wielbiciela. Montgomery nieustannie na nią zerkał podczas pogawędki z Ariellą. Wcześniej Elysse nie zwróciła na niego uwagi, ale teraz doszła do wniosku, że jest niezwykle przystojny. Chociaż był tylko pilotem na statku, nosił się jak dżentelmen.

Popatrzył na nią ponownie i wtedy zrozumiała, że bardzo pragnął ją poznać. Uświadomiła sobie też, że ostatnie dwa lata spędził z Aleksym, więc mogła dowiedzieć się czegoś nowego o przyjacielu.

Przeprosiła Jamesa i podeszła do Montgomery’ego.

– Trudno uwierzyć, że nie zostaliśmy sobie przedstawieni, jak należy, panno O’Neill – powiedział do niej z uśmiechem. – Wiele o pani słyszałem od kapitana de Warenne’a, choć nie dlatego pragnę panią poznać.

– Cliff cokolwiek o mnie mówił? – zdziwiła się Elysse.

– Nie, miałem na myśli mojego kapitana, Aleksego – odparł Montgomery i przybliżył się do niej. – Nazywam się William Montgomery i miło mi panią poznać.

Z pewnością nie pochodził z arystokracji – żaden dżentelmen nie parałby się pilotowaniem statków – Elysse była jednak pod wrażeniem jego uroku osobistego. Mówił z charakterystycznym południowym akcentem, a ona przypomniała sobie, że Amerykanie z Południa słynęli z galanterii.

– Mnie też jest bardzo miło, panie Williamie – odparła zalotnie. – Nieczęsto mam okazję porozmawiać z nieustraszonym pilotem, który przemierzał niebezpieczne wody Morza Chińskiego.

Uśmiechnął się do niej i dyskretnie spojrzał w jej dekolt.

– W trakcie długotrwałych morskich wojaży rzadko spotykamy piękne damy – wyznał. – Nie byłem pewien, czy zechce pani ze mną rozmawiać, panno Elysse.

– Przecież jest pan naszym gościem! – Dotknęła jego ramienia. – Z której części Stanów pan pochodzi? Moja rodzina ma plantację tytoniu w Wirginii.

– Jestem z Baltimore, panno Elysse. Podobnie jak kapitan, wywodzę się z rodziny żeglarzy. Mój ojciec konstruował statki, a dziadek był pilotem, tak jak pradziadek, który mieszkał w Wielkiej Brytanii. W gruncie rzeczy wychowałem się na morskich opowieściach dziadka, które dotyczyły głównie Wybrzeża Kości Słoniowej oraz handlu z Afryką w ubiegłym wieku.

– Mój ojciec był kapitanem marynarki wojennej, więc ta tematyka również mnie interesuje. – Elysse mówiła prawdę, choć znacznie bardziej interesowało ją to, czy Aleksy zwrócił uwagę na jej flirt z Montgomerym. – Naturalnie, w imperium nie prowadzi się już handlu niewolnikami, ale za czasów pańskiego dziadka było to jak najbardziej zgodne z prawem i intratne zajęcie.

– Bez wątpienia – przytaknął. – W Ameryce zniesiono handel niewolnikami w tysiąc osiemset ósmym roku, czyli przed moimi narodzinami. Gdy żył dziadek, ten proceder wiązał się z wielkim niebezpieczeństwem. Afryka nadal bywa groźna dla tych, którzy szukają tam szansy na odmianę losu.

– Jestem zdecydowaną przeciwniczką handlu niewolnikami – oświadczyła Elysse stanowczym tonem i w tej samej chwili przypomniała sobie, że ten proceder został niedawno zabroniony w Imperium Brytyjskim. – Chociaż moja rodzina ma pola tytoniowe w Wirginii i pracują na nich niewolnicy, jestem sercem i duszą za emancypacją Murzynów, zarówno w Europie, jak i na całym świecie.

– Zajmuje pani bardzo szlachetne stanowisko. W moim kraju abolicja jest tematem, który dzieli ludzi. Proszę mi wybaczyć śmiałość, ale chętnie odwiedziłbym plantację pani rodziny, gdybym jeszcze kiedyś znalazł się w Wirginii. – Uśmiechnął się, demonstrując białe zęby. – Najchętniej udałbym się na taką wyprawę, gdyby była pani skłonna osobiście pokazać mi włości pani rodziny.

Elysse uśmiechnęła się do niego życzliwie.

– Z największą przyjemnością oprowadzę pana po Sweet Briar – odparła. – Tylko jak moglibyśmy to zorganizować? Kiedy następnym razem tam pojadę, pan bez wątpienia będzie w drodze do Chin!

– Niewykluczone, że właśnie będę opływał Przylądek Dobrej Nadziei – przyznał.

– Albo Morze Chińskie… – Roześmiała się. – Kiedy pan otrzyma mój list z zaproszeniem, pewnie zdążę już wrócić do domu.

– Zapewne tak, i wielce tego żałuję.

Uśmiechnęli się do siebie.

– Słyszałam, że poznał pan Aleksego w Kanadzie – odezwała się Elysse po chwili.

– Tak, owszem. Stało to się podczas zamieci śnieżnej. Banda kłusowników usiłowała ukraść futra, które Aleksy kupił i zamierzał załadować na statek. Uratowałem mu życie i od tamtej pory serdecznie się przyjaźnimy.

Elysse nie kryła zainteresowania.

– Jak to? – spytała z niedowierzaniem. – Naprawdę uratował mu pan życie?

Nie zauważyła, że w tej samej chwili Aleksy stanął za jej plecami.

– Francuzi opłacili grupę Indian – odezwał się. – Nie miałbym szans.

Elysse odwróciła się do niego. Uśmiechał się, ale nie wyglądał na zadowolonego.

– Co się stało? – spytała, zastanawiając się, czy był zazdrosny.

– Jaki list prześlesz Williamowi? – warknął.

– Zaproszenie do Sweet Briar – odparła lekkim tonem i ponownie skupiła uwagę na Montgomerym. – Ogromnie pragnęłabym dowiedzieć się więcej o Kanadzie, kłusownikach i Indianach.

– Och, to długa historia. – Montgomery zerknął na Aleksego.

– I całkowicie niestosowna dla uszu damy – burknął Aleksy. – Zechcesz nam wybaczyć, Williamie?

Montgomery się zawahał, ale w końcu pochylił głowę w ukłonie.

– Miło było panią poznać, panno Elysse – powiedział. – Mam nadzieję, że nie zabraknie nam sposobności do następnej rozmowy.

– Ani trochę w to nie wątpię. – Obdarzyła go promiennym uśmiechem.

William Montgomery odszedł, by porozmawiać z Devlinem i Cliffem, a Elysse została z Aleksym.

– O co chodzi? – spytała na widok jego chmurnej miny. – Twój pilot jest niebywale interesującym mężczyzną, a w dodatku bardzo przystojnym…

Aleksy wziął ją za rękę i poprowadził ku oknu.

– Nie flirtuj z Montgomerym, Elysse – wycedził groźnym tonem.

– Niby dlaczego? – Oburzona, wyrwała dłoń z jego uścisku.

– To pilot, Elysse, a w dodatku hulaka.

– To ty jesteś hulaką – odparowała. – A jednak mogę z tobą rozmawiać.

– To nie jest mężczyzna odpowiedni dla ciebie. – Wpatrywał się w nią surowo. – Proponuję, żebyś raczej skupiła uwagę na Ogilvym i dżentelmenach jego pokroju.

Elysse popatrzyła na niego uważnie. Nigdy dotąd nie był zazdrosny o jej adoratorów, a przecież William Montgomery nawet nie smalił do niej cholewek. Aleksy miał jednak rację – jakkolwiek interesujący mógł się jej wydawać Montgomery, był tylko pilotem, a nie dżentelmenem.

– Nie masz powodu do zazdrości. – Uśmiechnęła się beztrosko.

– Nie próbuj ze mną flirtować! I nie jestem zazdrosny. – Aleksy wzruszył ramionami. – Staram się tylko chronić cię przed niebezpiecznym bawidamkiem, Elysse. Montgomery potrafi uwodzić kobiety, a ja nie chcę, żebyś padła jego ofiarą.

– To mi nie grozi. – Podniosła na niego wzrok. – Ale cieszę się, że nie jesteś zazdrosny, mój drogi. Pan Montgomery to bardzo interesujący, by nie powiedzieć, fascynujący i przystojny mężczyzna.

Aleksy wpatrywał się w nią bez słowa. Nagle przysunął się tak blisko, że cofnęła się mimowolnie ku oknu.

– Czy usiłujesz się mną bawić? – spytał półgłosem.

Elysse ledwie mogła oddychać.

– Nie wiem, co masz na myśli – odparła i poczuła przyjemny dreszczyk. – Ale nie możesz zabronić mi prowadzenia uprzejmych rozmów z osobami przebywającymi pod tym dachem. Jeśli tylko zechcę, z pewnością spotkam się z Montgomerym.

– Montgomery pilotował „Ariela” do Kanady, a potem do Kantonu i z powrotem – powiedział spokojnie Aleksy. – Ufam mu, powierzyłem mu statek i życie swoich ludzi. Nie wierzę jednak, by miał względem ciebie uczciwe zamiary. Jesteś nieznośna, Elysse. Proszę cię, żebyś go unikała… Dla swojego dobra.

– Pomyślę o tym – szepnęła, choć z trudem udawało się jej zebrać myśli. Aleksy wbił spojrzenie w jej usta. Przez moment myślała, że ją pocałuje, ale tylko wyprostował się i powoli pokręcił głową.

– W porządku – mruknął. – Tylko nie mów, że cię nie uprzedzałem.

ROZDZIAŁ DRUGI

Następnego ranka Aleksy i William zasiedli do śniadania z Amandą, macochą Aleksego, i Cliffem, który był pochłonięty lekturą „London Timesa”. Ariella pozostała na piętrze. Aleksy usiłował wcześniej czytać gazety z Dublina, ale tego ranka nie potrafił się skoncentrować na ani jednym słowie, gdyż jego myśli nieustannie krążyły wokół Elysse.

Popatrzył na swojego pilota, który uratował mu życie w Kanadzie. Byli przyjaciółmi, ale Aleksy wiedział, że William potrafi bez skrupułów uganiać się za pięknymi kobietami.

Bez zachęty ze strony Elysse Montgomery nie próbowałby jej uwieść – przecież był gościem w domu swego pracodawcy. Flirtował z nią poprzedniego wieczoru, ale w ramach przyzwoitości, za to teraz, przy śniadaniu, wyraził chęć pozostania dłużej na uroczej irlandzkiej wsi. Aleksy nie był pewien, co o tym sądzić.

– Znudziłbyś się jeszcze przed dzisiejszym wieczorem – powiedział spokojnie, mając nadzieję, że się nie myli. – Jeśli o mnie chodzi, to zastanawiam się nad skróceniem tej wizyty.

– A to dlaczego? – Cliff odłożył gazetę.

– Chciałbym pojechać do Londynu i przystąpić do budowy mojego nowego statku.

Aleksy pomyślał, że w Londynie on i Montgomery mogliby do woli oddawać się hulankom.

Amanda uśmiechnęła się do gościa.

– Cieszę się, że Irlandia przypadła panu do gustu – odezwała się. – Pamiętam, jak przyjechałam tu po raz pierwszy. Podobało mi się dosłownie wszystko – stare domy, zielone wzgórza, mgła, ludzie… Jak rozumiem, nigdy wcześniej pan nie bawił w tych okolicach?

– W istocie, nigdy – odparł szczerze William. – I bardzo jestem państwu wdzięczny za gościnność. Dom jest przepiękny. – Popatrzył na Aleksego i uśmiechnął się dyskretnie. – Spotkanie z rodziną O’Neillów wczoraj wieczorem również przypadło mi do gustu.

Aleksy cisnął „Dublin Times” na blat i wyprostował się. Nie kłamał, kiedy powiedział Elysse, że Montgomery to niepoprawny flirciarz. Spędzili dziesięć dni w Batawii, gdzie pili, uprawiali hazard i chodzili do burdeli, umilając sobie czas oczekiwania na zmianę kierunku wiatru. Montgomery był przystojny, miał w sobie mnóstwo uroku, a kobiety lgnęły do niego jak mucha do miodu. Nie zdarzyło się jednak, by złamał serce niewinnej dziewczynie, przynajmniej Aleksy nic o tym nie wiedział. Uważał, że William przynosi mu szczęście, i liczył na to, że Montgomery nie chce zostać w Irlandii po to, by mącić w głowie Elysse.

– Elysse O’Neill to doprawdy wspaniała kobieta – odezwał się Cliff nieoczekiwanie, zaskakując wszystkich.

– Nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek poznał równie piękną niewiastę – przyznał Montgomery. – I równie uroczą.

– Lepiej uważaj, przyjacielu, bo wkrótce będzie cię wodziła za nos, tak jak resztę swoich adoratorów – ostrzegł go Aleksy.

– Ależ, Aleksy! – Amanda popatrzyła na niego z dezaprobatą. – To, co mówisz, jest co najmniej nieuprzejme.

Aleksy wypił łyk herbaty.

– Po prostu przejmuję się losem mojego przyjaciela, który na pewno nie chce skończyć ze złamanym sercem. Elysse co prawda nie zamierza nikogo skrzywdzić – dodał zgodnie z prawdą. – Jest jednak najprawdziwszą kokietką. Już od dwunastego lub trzynastego roku życia otacza się absztyfikantami, więc nie brak jej doświadczenia. Szczerze mówiąc, obecnie flirtuje jeszcze zapalczywiej, niż gdy opuszczałem Anglię.

Cliff pokręcił głową.

– Ta rozmowa może się źle skończyć, Aleksy – ostrzegł go.

– Nie ma nic złego w tym, że ktoś flirtuje – powiedziała Amanda.

– Tam, skąd pochodzę, damę, która nie flirtuje, uważa się za dziwną – oświadczył Montgomery. – Rzekłbym, że w Maryland flirt jest sztuką.

Aleksy z trudem powstrzymał grymas złości. Nie był pewien, co go opętało i dlaczego tak lekceważąco wypowiadał się o Elysse.

– Chyba po prostu powinieneś trzymać się na dystans, Williamie – zasugerował. – Urok Elysse może okazać się dla ciebie zgubny.

Montgomery znowu się uśmiechnął.

– Czy wyciągasz wnioski na podstawie własnych doświadczeń? – zapytał.

– Żadna kobieta nigdy nie złamała mi serca – oświadczył Aleksy z wyczuwalnym napięciem w głosie. – Nie zamierzam do tego dopuścić.

– Wiesz, że podczas wypraw trudno o damy, a ostatni wieczór sprawił mi wiele przyjemności. Cieszy mnie towarzystwo wszystkich kobiet, które tutaj bawią – zadeklarował Montgomery i sięgnął po filiżankę z herbatą.

Aleksy domyślał się jednak, co chodzi po głowie jego przyjacielowi. Montgomery chciał ponownie spotkać się z Elysse.

Wpatrywał się w niego z uwagą. Po chwili doszedł do wniosku, że nie obchodzi go, czy William będzie flirtował z Elysse, pod warunkiem że okaże jej należny szacunek.

– Wiesz, Dublin to bardzo ciekawe miasto – powiedział nieoczekiwanie. – Powinniśmy tam spędzić kilka dni przed powrotem do Londynu.

Montgomery nie zareagował.

– Nie wyjeżdżajcie tak szybko. – Amanda wstała z krzesła i położyła dłoń na ramieniu Aleksego. – Tęskniliśmy za tobą.

Wiedział, że nie może rozczarować rodziny, więc uśmiechnął się do macochy.

– Obiecuję, że nie wyjadę w pośpiechu – westchnął.

– To dobrze. – Pocałowała go w policzek i wyszła.

– Czy mogę o coś spytać? – odezwał się Montgomery.

Aleksy popatrzył na niego, a Cliff ponownie pochylił się nad „London Timesem”.

– Dlaczego Elysse jeszcze nie wyszła za mąż?

Aleksy niemal zakrztusił się herbatą. Nim zdążył cokolwiek powiedzieć, Cliff oznajmił:

– Jej ojciec pragnie znaleźć dla niej mężczyznę, którego Elysse pokocha. Devlin często to powtarza.

– Na pewno zależy mu na utytułowanym dżentelmenie z grubym portfelem – zauważył Montgomery.

– Niewątpliwie pragnie dla córki odpowiedniej partii, ale przede wszystkim chce, żeby w jej życiu nie zabrakło prawdziwego uczucia – powiedział Cliff i odłożył gazetę. – Obawiam się, że mam kilka spotkań z dzierżawcami. Aleksy, czy zechcesz mi towarzyszyć?

Montgomery wydawał się zaskoczony odpowiedzią Cliffa. Z zadumą zmarszczył brwi i przez długą chwilę milczał. Aleksy pokręcił głową z niedowierzaniem, modląc się w duchu, żeby jego pilot przypadkiem nie postanowił się żenić.

– Mam inne plany, ojcze – odparł.

Cliff skinął głową i wyszedł, a Montgomery popatrzył na Aleksego.

– Tak wspaniała dama jak Elysse zasługuje na wszystko, co najlepsze w życiu – oświadczył stanowczym tonem.

Aleksy odsunął talerz. Za każdym razem, gdy Elysse pojawiała się na uroczystej kolacji, na tańcach lub na balu, przykuwała uwagę wszystkich mężczyzn, gdyż była piękna i urokliwa. Już w dzieciństwie udawało się jej oczarowywać kolegów i przyjaciół.

– Wydajesz się nietypowo zamyślony, Williamie – powiedział.

– Zastanawiam się, jak spędzić poranek.

– Wybierzmy się na przejażdżkę – zaproponował Aleksy.

– W porządku, pod warunkiem że wrócimy przed pierwszą.

Aleksy zmarszczył brwi.

– A cóż takiego ma się zdarzyć o tej godzinie? – spytał.

– Wybieram się na spacer z najcudowniejszą damą, jaką kiedykolwiek spotkałem – wyjaśnił Montgomery.

A zatem wczoraj umówili się na spotkanie. Aleksy pomyślał, że właściwie było to oczywiste – przecież Elysse zawsze ignorowała jego ostrzeżenia.

– Czyżbyś miał coś przeciwko temu? – spytał Montgomery, nie spuszczając wzroku z przyjaciela.

– Zanosi się na deszcz – odparł Aleksy.

Jako wytrawny żeglarz wyczuwał, kiedy dojdzie do zmiany pogody. Montgomery również posiadł tę umiejętność.

– Parę kropelek z nieba na pewno nie powstrzyma mnie przed spotkaniem z panną Elysse. Spytałem cię przed chwilą, czy masz coś przeciwko temu.

– Owszem, mam.

– Tak podejrzewałem. – Oczy Montgomery’ego rozbłysły. – A zatem jesteś zainteresowany tą damą.

Aleksy nawet nie drgnął.

– Ani trochę – burknął. – Jestem jednak blisko związany z jej rodziną. Przyjaźnimy się, Williamie, więc powiem wprost: Elysse to dama i dlatego zawsze będę jej bronił.

Montgomery zwilżył wargi.

– Nie musisz jej bronić przede mną – westchnął.

– Do czego zmierzasz? – Aleksy zaśmiał się bez cienia wesołości. – Odkąd to udajesz dżentelmena i wybierasz się z damami na spacery? Doskonale wiem, czego oczekujesz od kobiet. Po wielokroć wspólnie używaliśmy życia. Elysse to niewinna dziewczyna i nie jest dla ciebie odpowiednią towarzyszką.

– Doskonale wiem, że nie mam do czynienia z portową dziewką – wycedził Montgomery. – Cieszę się towarzystwem Elysse i nie zamierzam jej w żaden sposób uchybić. Poza tym ona dobrze się przy mnie czuje.

Aleksy wyprostował się. Było oczywiste, że Montgomery liczy na coś więcej niż tylko przelotny romans. A gdyby Elysse zdecydowała się wyjść za pilota? Czy była na tyle głupia, żeby zakochać się w kimś takim?

– Elysse flirtuje z każdym – powiedział Aleksy. – Traktujesz to zbyt poważnie.

– Moim zdaniem jesteś zazdrosny.

– Znam ją od dzieciństwa, Montgomery. Można powiedzieć, że jest mi bliska jak siostra. Niby dlaczego miałbym być zazdrosny? To tylko typowy dla niej flirt, nic ponadto. Latami patrzyłem, jak jej adoratorzy pojawiają się i znikają. Jako jej przyjaciel i obrońca jestem tylko zatroskany.

– Zżera cię zazdrość, ponieważ ta dziewczyna jest tak piękna, że nie sposób tego wyrazić słowami – podsumował Montgomery, jakby go nie słyszał, i gwałtownie podniósł się z krzesła. – Każdy mężczyzna z odrobiną ikry będzie marzył o jej uśmiechu i objęciach. Wiem, że i ty masz na to chęć. To naturalne.

Aleksy również wstał, coraz bardziej poirytowany.

– Próbuję cię ostrzec, ale mnie nie słuchasz – warknął. – Elysse bawi się twoim uczuciami. Przez większość życia obserwowałem, jak rozstawia mężczyzn po kątach.

– A ja usiłuję ci wytłumaczyć, że nie mam nic przeciwko temu. Jeśli jednak musisz wiedzieć, powiem ci, że moim zdaniem Elysse się mną interesuje, i to całkiem szczerze. Ona mnie lubi, Aleksy – dodał. – Pociągam ją. Miałem do czynienia z wystarczająco wieloma kobietami, aby wiedzieć, kiedy się mną interesują. Może powinieneś się z tym po prostu pogodzić.

– Stałeś się pionkiem w grze – uprzedził go Aleksy. – Jeśli myślisz, że Elysse weźmie pod uwagę ewentualny związek z tobą, to się mylisz.

Montgomery obdarzył go pobłażliwym uśmiechem.

– Jedziemy na spacer powozem, Aleksy – westchnął. – To zwykła popołudniowa przejażdżka. Nie przypominam sobie, bym zasugerował, że pragnę paść na kolana przed Elysse i błagać ją o rękę.

– W takim razie baw się dobrze. Pamiętaj jednak, że wybierasz się na spacer z damą i moją przyjaciółką zarazem.

– Jakże mógłbym o tym zapomnieć?

– Kiedy uśmiechnie się do ciebie tak, jakbyś był jedynym mężczyzną na świecie, możesz zapomnieć o wszystkim poza pożądaniem.

Popatrzyli sobie w oczy.

– Nigdy bym jej nie uwiódł – zadeklarował w końcu Montgomery. – A tak na marginesie… Zauważyłeś, że się kłócimy?

– Nie kłócimy się, bo jesteśmy przyjaciółmi – powiedział z napięciem Aleksy, ale jego słowa zabrzmiały pusto i nieszczerze. – W gruncie rzeczy nawet więcej niż przyjaciółmi. Przecież zawdzięczam ci życie. Gdyby nie ty, mój skalp już by wisiał przed jakąś chatą w Kanadzie…

Postanowił skupić się na tej myśli, ale przez cały czas oczyma duszy widział Elysse w ramionach Montgomery’ego.

– A ty uratowałeś mi życie na Jamajce, podczas rebelii – zauważył William.

– Bez twoich umiejętności nie pokonalibyśmy Morza Chińskiego – zrewanżował się Aleksy.

– Więc dlaczego się kłócimy? Obiecajmy sobie, że nigdy nie będziemy walczyli o kobietę, nawet tak piękną jak panna Elysse. – Montgomery wyciągnął pojednawczo rękę.

Aleksy zawahał się, ale uścisnął dłoń przyjaciela.

– Nie mam zamiaru kruszyć z tobą kopii o cokolwiek – oznajmił.

– To dobrze. – Montgomery uśmiechnął się szeroko, a Aleksy z wysiłkiem odwzajemnił się tym samym.

Gdy Montgomery wyszedł z jadalni, Aleksy pomyślał, że wdali się w sprzeczkę po raz pierwszy od dwóch lat. Co gorsza, stracił zaufanie do człowieka, któremu zawdzięczał życie, a była to wina tylko i wyłącznie Elysse.

Stojąc przy oknie w holu i obserwując podjazd, Elysse wiedziała, że zachowuje się jak dziecko. Nie tkwiła tam dlatego, że William Montgomery miał ją zabrać na popołudniową przejażdżkę. Wczoraj wieczorem podsłuchała, że jej ojciec zasugerował Aleksemu, by wpadł dzisiaj po lunchu.

Nie rozmawiali po tym, jak ją ostrzegł, żeby trzymała się z daleka od jego pilota. W gruncie rzeczy nie mieli szansy zamienić nawet słowa, gdyż w domu roiło się od gości. Elysse niemal odmówiła Williamowi, kiedy ją spytał, czy wybierze się z nim na spacer następnego dnia. Potem jednak zdecydowała się zgodzić. W końcu przecież była już dorosła i nie miała nic przeciwko jeszcze jednemu wielbicielowi, zwłaszcza że to irytowało Aleksego. Co prawda, darzyła zaufaniem wieloletniego przyjaciela, ale nawet on nie mógł decydować, z kim wolno się jej spotykać.

Tak czy inaczej, przejażdżka po okolicy była przecież zupełnie nieszkodliwą rozrywką.

Elysse doszła do wniosku, że chętnie spotkałaby się z Aleksym i spędziła z nim trochę czasu sam na sam. W jej głowie nadal kłębiły się liczne pytania dotyczące jego podróży, a na dodatek pragnęła się dowiedzieć, co zaszło w Kanadzie. Im więcej o tym rozmyślała, tym bardziej ją cieszyło, że Montgomery pojawił się w samą porę, by uratować życie Aleksemu. Jeśli ta historia nie nadawała się dla uszu damy, z pewnością zdarzyło się coś okropnego. Elysse nawet nie potrafiła sobie wyobrazić, co by zrobiła, gdyby Aleksego spotkała krzywda.

Drgnęła, gdy usłyszała za sobą szelest. Odwróciwszy się, ujrzała swoją matkę Virginię, drobną, ciemnowłosą kobietę, która właśnie wchodziła do holu.

– Dlaczego nie zaczekasz na niego w bibliotece? – spytała Virginia córkę. – Te twoje nowe buty wyglądają na strasznie niewygodne.

Elysse wbiła wzrok w kremowe obuwie na modnie wysokich obcasikach. Palce stóp już zdążyły ją rozboleć, jednak buty idealnie pasowały do całego stroju.

– W istocie jest jeszcze za wcześnie na przybycie pana Montgomery’ego – przyznała. – Rzeczywiście poczekam w bibliotece.

Nim jeszcze skończyła mówić, poczuła, że się rumieni. Virginia położyła dłoń na ramieniu córki i popatrzyła jej głęboko w oczy.

– Elysse, jestem twoją matką – westchnęła. – Obie wiemy, że ten pilot to bardzo sympatyczny mężczyzna i że ani trochę cię nie obchodzi.

– Prawie go nie znam, mamo, ale cieszę się na naszą pogawędkę – odparła Elysse. – Pan Montgomery na pewno ma mnóstwo ciekawych rzeczy do powiedzenia.

– Doprawdy? O ile mi wiadomo, Aleksy również ma w zanadrzu sporo interesujących historii, a w dodatku wyrósł na wspaniałego mężczyznę. Przypomina mi nie tylko Cliffa, ale i twojego ojca. Jest odpowiedzialny, inteligentny i przedsiębiorczy. Miałam nadzieję, że spróbujecie na poważnie odświeżyć przyjaźń.

Serce Elysse mocniej zabiło.

– Tylko ty, mamo, jesteś zdolna do tego, żeby otwarcie mówić o tym, jak ciężko pracuje Aleksy, przemierzając morza i oceany – przyznała.

Większość znanych jej dam i dżentelmenów gardziła pracą dla zysku, choć wszyscy oni wydawali krocie na rozmaite błahostki. Matka Elysse była jednak Amerykanką i bardzo wysoko ceniła pracę oraz godziwe wynagrodzenie.

– Obie dobrze wiemy, że świetnie sobie radzi – odparła Virginia. – Czy kiedykolwiek przyszło ci do głowy wyznać mu, że za nim tęskniłaś? Z pewnością byłoby mu miło, gdyby się o tym dowiedział.

Elysse wstrzymała oddech z wrażenia. Jak mama mogła sugerować coś podobnego? Nigdy w życiu nie przyznałaby się przed Aleksym do tego.

– Uznałby, że jestem jedną z niezliczonych głupiutkich latawic, które zabiegają o jego względy – odparła chłodno. – Jak na przykład Louisa Cochrane. Co gorsza, wyśmiałby mnie.

– Przesadzasz. Może zapytasz go, czy ma ochotę na przejażdżkę po okolicy? – podsunęła jej Virginia z uśmiechem. – I wierz mi, na pewno nikt nie pomyśli, że jesteś głupiutką latawicą.

– Nie zaproszę Aleksego na spacer, mamo. To absolutnie wykluczone – zirytowała się dziewczyna. – Dama nie narzuca się dżentelmenowi!

– Louisa Cochrane nie ma nic przeciwko temu, by okazywać mu zainteresowanie, a przecież wcale nie jest latawicą! To dama i nasza sąsiadka.

Wstrząśnięta córka powiodła oczami za odchodzącą matką, która wydawała się nadzwyczajnie z siebie zadowolona. Elysse przypomniała sobie, że wczorajszego wieczoru Jack nieustannie mówił o tym, jak atrakcyjna jest Louisa, i dodawał, że gdyby miał się żenić, zapewne wybrałby właśnie ją.

Nawet Virginia zauważyła, że Louisa interesuje się Aleksym. Tylko co z tego? Aleksy często miewał romanse, ale to nie było jej problemem. Jako zatwardziały kawaler szybko nudził się kobietami, więc jego ewentualny związek z Louisą również przeminąłby jak wiosenna burza.

Serce Elysse nadal biło jak szalone. Nagle usłyszała stukot kopyt i podbiegła do okna. Aleksy i jego pilot przyjechali wierzchem na dwóch wspaniałych wierzchowcach ze stajni Cliffa. Montgomery zjawił się wcześniej, niż powinien, a Elysse poczuła się rozczarowana tym, że Aleksy nie przyjechał sam.

Gdy zsiedli z koni, Aleksy pierwszy ruszył do domu, dźwigając dużą paczkę owiniętą brązowym papierem. Elysse była niemal pewna, że to prezent dla niej, więc odwróciła się i pobiegła do biblioteki. Tam rozsiadła się na sofie, starannie poprawiwszy suknię. Wiedziała, że jest mocno zarumieniona, ale nic na to nie mogła poradzić. Dotknęła starannie ułożonych loków i odetchnęła z ulgą – wyglądało na to, że każde pasemko jest na swoim miejscu.

Aleksy wszedł do biblioteki sam, bez przyjaciela, i położył paczkę na krześle.

– Dzień dobry, Elysse – powiedział łagodnie. – Co się stało? Źle spałaś?

Nie mógł wiedzieć, jakie myśli nie pozwalały jej zmrużyć oczu. Przyjrzawszy się uważnie paczce, ostatecznie postanowiła nie pytać Aleksego o jej zawartość.

– Witaj, Aleksy. Dobrze spałeś? – odparła słodkim głosem, ignorując jego pytania.

– Nawet bardzo dobrze – przyznał, wyraźnie rozbawiony.

Elysse oderwała wzrok od tajemniczego pakunku.

– A gdzież to się podziewa pan Montgomery? – zainteresowała się.

– Rozmawia z twoim ojcem. – Aleksy podszedł bliżej. – Niech się zastanowię… Nie mogłaś zasnąć, bo rozmyślałaś o rendez-vous z Williamem.

– A nawet jeśli tak, to co? – spytała wyzywająco. – To nie twoja sprawa. A poza tym tak naprawdę i ty wydajesz się dzisiaj dziwnie zmęczony. Od razu widać, że coś spędzało ci sen z powiek.

– Wcale nie powiedziałem, że wydajesz się zmęczona – zauważył. – Jesteś piękna jak zawsze, i dobrze o tym wiesz. Niech znowu pomyślę… W takim razie nie mogłaś zasnąć, ponieważ rozmyślałaś o mnie. – Zaśmiał się głośno.

Gdyby Elysse trzymała w dłoniach torebkę, z pewnością uderzyłaby nią Aleksego.

– Moja mama uważa, że wyrosłeś na wspaniałego mężczyznę o mocnym charakterze – wycedziła. – Osobiście mam inne zdanie na ten temat. Jesteś nieuprzejmy i nieznośny, i to jeszcze bardziej niż dawniej.

Na jego twarzy odmalowało się zadowolenie.

– Bardzo łatwo cię sprowokować, skarbie – oświadczył i od niechcenia podniósł paczkę. – Nie chcesz wiedzieć, co jest w środku?

Elysse bezskutecznie usiłowała zamaskować zainteresowanie.

– A czy to jest coś dla mnie? – spytała.

Uśmiechnął się łagodnie.

– I owszem. – Wręczył jej pakunek.

Serce podeszło jej do gardła i nagle poczuła się jak mała dziewczynka, która ma ochotę natychmiast zerwać papier z prezentu. Z trudem zdołała się opanować i spokojnie rozwiązała wstążkę.

Aleksy stanął za jej plecami, a wtedy poczuła ciepło bijące od jego ciała.

– Pomóc ci? – spytał.

Jego oddech owiał szyję Elysse. Nie poruszyła się, bo nie mogła. Najwyraźniej nie zdawał sobie sprawy z tego, że wprawił ją w zakłopotanie.

Odetchnęła z ulgą, gdy ją ominął i zabrał się do rozpakowywania paczki.

– Drażnisz się ze mną – burknęła.

– A jakże – przyznał.

W końcu rozdarł papier, a Elysse ujrzała lśniące ciemnobrązowe futro. Odetchnęła głęboko, gdy Aleksy wyjął z pudełka sobolową kurtkę.

– Pamiętałeś… A nawet zleciłeś kuśnierzowi uszycie kurtki! Jaka piękna! – zachwyciła się szczerze. – Muszę przymierzyć.

Aleksy podsunął jej kurtkę, a Elysse włożyła ręce w rękawy.

– Jest idealna. – Wtuliła się w miękkie futro.

– Powiedziałem, że przywiozę ci rosyjskie sobole, i oto one – mruknął. – Nigdy nie zapominam o obietnicach.

Oczy Elysse zaszły łzami i nagle uświadomiła sobie, że jego dłonie spoczywają na jej ramionach.

– Jak mogę przyjąć tak kosztowny prezent? – westchnęła.

Nie wiedziała, dlaczego futro tak wiele dla niej znaczy.

– Jakże mogłabyś odmówić? – zapytał. – Przecież wiesz, że nie wziąłbym go z powrotem.

W końcu opuścił wzrok i odsunął się, a zdenerwowana Elysse uświadomiła sobie, że jego powrót naprawdę ją uszczęśliwił. Nie chciała, żeby Aleksy znowu wypływał.

– Nie podoba mi się, że bawisz się uczuciami mojego pilota – odezwał się nieoczekiwanie.

– Nie bawię się niczyimi uczuciami – zaprzeczyła. Nie chciała wdawać się w sprzeczkę. – Jego towarzystwo sprawia mi przyjemność, nic ponadto.

– Bezwstydnie z nim flirtowałaś i dobrze o tym wiesz.

Elysse odetchnęła głęboko, urażona jego słowami.

– Wszystkie kobiety flirtują, więc mnie również wolno – zauważyła. – Dlaczego teraz poruszasz ten temat?

– Chronię cię. Możesz sobie flirtować, ile chcesz. Wiem, że jesteś nienasycona pod tym względem, ale nie zaczepiaj mojego pilota.

– Lepiej spójrz na siebie. Sam flirtujesz jeszcze bezwstydniej… Choćby z Louisą.

Aleksy uśmiechnął się bez cienia wesołości.

– Jestem mężczyzną, i w dodatku z rodu de Warenne’ów – odparł. – Ona zaś jest kobietą i wdową.

A zatem nie ulegało wątpliwości, że będzie umizgiwał się do Louisy, ale nie po to, by brać z nią ślub. Dlaczego romans Aleksego sprawiał Elysse jeszcze większy ból niż jego krytyczne słowa? Nie znała odpowiedzi na to pytanie.

Zdjęła futro, oddychając głęboko.

– Mam nadzieję, że się dobrze bawisz – mruknęła.

– Wydajesz się poirytowana, a właściwie zazdrosna. Elysse, czy jesteś zazdrosna?

– Jestem damą. Jakże mogłabym być zazdrosna o jedną z twoich metres? – Już kiedy to mówiła, dotarło do niej, że nie rozumie własnych uczuć.

– William to mój przyjaciel. – Aleksy spojrzał jej głęboko w oczy. – Zawdzięczam mu życie i proszę cię, byś przestała z nim flirtować. Daj mu spokój. Nie wiem, co dobrego mogłoby wyniknąć z waszej relacji.

Elysse ufała Aleksemu i była skłonna przyznać mu rację. Czy jednak zostawiłby Louisę, gdyby go o to poprosiła? Odpowiedź na to pytanie wydawała się oczywista.

– Wybieramy się na przejażdżkę powozem, Aleksy – powiedziała. – I nie zaliczam pana Williama do grona moich adoratorów. Powiedz mi teraz, kto tu jest zazdrosny.

Aleksy oblał się rumieńcem.

– Igranie z uczuciami to błąd, Elysse – podkreślił z mocą. – Zaufaj mi, wiem, co mówię.

– Po prostu odnoszę się do niego życzliwie. Pan Montgomery jest twoim gościem, a wczoraj wieczorem był naszym. Nie rozumiem, dlaczego tak trudno ci to zrozumieć.

Aleksy podszedł jeszcze bliżej i pogłaskał ją po policzku.

– A jeśli będzie miał wobec ciebie poważne zamiary? – spytał.

– Poważne zamiary? Sama nie wiem. Muszę dokonać wyboru.

Opuścił dłoń.

– Nie ufam mu – wyznał głucho.

Elysse zapragnęła, żeby ponownie jej dotknął, a najlepiej, żeby ją objął i przytulił.

– Co za absurd – powiedziała, kręcąc głową. – Cóż takiego mógłby mi zrobić? Jest pilotem, ale także dżentelmenem… przynajmniej z usposobienia.

– Marny z niego dżentelmen, Elysse, uwierz mi na słowo. Znam go jak zły szeląg. Ostrzegam cię, ten człowiek potrafi bezlitośnie uganiać się za kobietami.

– Dlaczego to robisz? – krzyknęła sfrustrowana.

– Usiłuję cię chronić – podkreślił.

Po raz pierwszy od lat przypomniała sobie obietnicę, którą jej złożył przed laty, kiedy oboje byli jeszcze dziećmi.

– Bardzo mi to pochlebia i jestem ci wdzięczna, ale niepotrzebna mi twoja ochrona, Aleksy – odparła Elysse po chwili.

Wpatrywali się sobie w oczy przez moment, który wydawał się ciągnąć w nieskończoność. Wreszcie Aleksy przerwał milczenie.

– Zaślepiła go twoja uroda – oznajmił.

– Absurd. – Wzruszyła ramionami.

– Przyznaj sama, oczekujesz, że wszyscy mężczyźni będą tracili przy tobie rozum – zauważył cicho.

– Nieprawda. Wcale tak nie jest.

– Kłamiesz – wycedził.

Spojrzeli sobie w oczy, a Elysse zadrżała i położyła dłonie na jego ramionach. Z trudem zbierała myśli. Nie wiedziała, co robi, ale bliskość Aleksego wydawała się jej całkiem na miejscu. Jej serce wyrywało się do niego.

Ku rozczarowaniu Elysse, Aleksy się odsunął.

– Czy mogłabyś się w nim zakochać? – spytał szorstko. – Czy potrafiłabyś zadurzyć się w prostym mężczyźnie bez tytułu, w gotowym na wszystko odważnym żeglarzu, który wie, czego chce? Oboje wiemy, że Devlin nie zaprotestuje. Zgodzi się, jeśli zechcesz wyjść za pilota… Pod warunkiem że zrobisz to z miłości.

– Czy masz na myśli pana Williama Montgomery’ego? – zapytała.

Skinął głową.

– O kogóż innego mogłoby mi chodzić? Kto poza nim zjawił się tu dzisiaj, żeby się z tobą spotkać?

Odnosiła wrażenie, że cały pokój wiruje.

– Lubię go, ale nie kocham – podkreśliła. – Wątpię, bym mogła kiedykolwiek obdarzyć go miłością.

Dlaczego rozmawiali o pilocie? Dlaczego Aleksy nie chciał wziąć jej w ramiona? Czyżby nie czuł takiej potrzeby?

– W takim razie chyba powinnaś szczerze powiedzieć mu to, co właśnie mi wyznałaś – zasugerował i odwrócił się do drzwi. – Nie wolno tak wodzić mężczyzn za nos.

Pośpieszyła za nim.

– Wybieramy się na spacer powozem! – krzyknęła. – I wcale nie wodzę nikogo za nos!