Odział wydzielony Wojska Polskiego majora "Hubala" - Zygmunt Kosztyła - ebook

Odział wydzielony Wojska Polskiego majora "Hubala" ebook

Zygmunt Kosztyła

0,0

Opis

Tę książkę możesz wypożyczyć z naszej biblioteki partnerskiej! 

 

Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego. 
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.  

 

 

 

Książka dostępna w zasobach: 
...

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi

Liczba stron: 440

Rok wydania: 1987

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



 

Zygmunt Kosztyła

 

ODDZIAŁ WYDZIELONYWOJSKA POLSKIEGOMAJORA „HUBALA”

 

WOJSKOWY INSTYTUT HISTORYCZNYim. Wandy Wasilewskiej

 

 

Zygmunt Kosztyła

ODDZIAŁ WYDZIELONYWOJSKA POLSKIEGOMAJORA „HUBALA”

WydawnictwoMinisterstwaObronyNarodowej

 

Okładkę, obwolutę i kartę tytułową projektowałaANNA SKURPSKA-EKES

RedaktorZOFIA GAWRYŚ

Redaktor techniczny

GRAŻYNA WOŹNIAK

KorektorURSZULA JĘDRZYCKA

Zdjęcia ze zbiorów Muzeum Wojska w Białymstokui Jana Sekulaka

© Copyright by WydawnictwoMinisterstwa Obrony NarodowejWarszawa 1987

ISBN 83-11-07345-7

 

Pamięci majora Henryka Dobrzańskiego „Hubala” i Jego Żołnierzy pracę tę poświęcam

autor

WSTĘP

Treść niniejszej książki stanowią dzieje Oddziału Wydzielonego Wojska Polskiego mjr. Henryka Dobrzańskiego („Hubal”), będącego ostatnim oddziałem Wojska Polskiego w wojnie obronnej w 1939 r., a zarazem pierwszym oddziałem partyzanckim w drugiej wojnie światowej. Jest ona próbą całościowego przedstawienia genezy, wysiłku organizacyjnego i zbrojnego oddziału w czasie jego kilkumiesięcznej działalności w dramatycznym i niezmiernie złożonym okresie, jaki nastąpił po klęsce wrześniowej.

Dotychczasowa wiedza o oddziale ograniczała się głównie do znajomości zdarzeń i faktów oraz różnych, często rozbieżnych ocen i komentarzy, które można znaleźć w artykułach publicystycznych, literaturze traktującej o początkach ruchu oporu, a także w publikowanych wspomnieniach hubalczyków i osób współdziałających z oddziałem. Te ostatnie publikacje są bardziej wyważone i mają duże wartości poznawcze dla jednostkowych wydarzeń i epizodów z życia oddziału. Duży wpływ na popularyzację oddziału wywarła książka Melchiora Wańkowicza1, pod której wpływem ukształtowała się obiegowa opinia o mjr. „Hubalu” i hubalczykach. Temat ten podejmowało również kilku dziennikarzy, publikując artykuły na łamach czasopism i periodyków takich jak: „Kierunki”, „Kultura”, „Nowa Kultura”, „Panorama Północy”, „Polityka”, „Wrocławski Tygodnik Katolicki” i innych. Są to artykuły o różnej wartości, oparte najczęściej na bardzo powierzchownej znajomości określonych epizodów z dziejów oddziału. Przedstawione więc w nich oceny prezentują osobisty stosunek danego autora do tematu.

Cenną publikacją pod względem ścisłości faktów i wydarzeń oraz oddania klimatu panującego w oddziale jest książka oficera oddziału Marka Szymańskiego pt. Oddział majora „Hubala”, która doczekała się już trzech wydań. Inną liczącą się książką popularyzującą ten temat jest praca lubelskiego dziennikarza red. Mirosława Dereckiego Tropem majora „Hubala” (Lublin 1982). Mimo iż autor nie ustrzegł się pomyłek i uproszczeń, stanowi ona, jak dotąd, najrzetelniejsze opracowanie poświęcone hubalczykom. Określoną przydatność dla ustalenia niektórych faktów z działalności mjr. Dobrzańskiego ma publikacja Tadeusza Wyrwy pt. W cieniu legendy majora „Hubala” (Londyn 1974). Autor do napisania tego szkicu wykorzystał jeden z zeszytów dziennika bojowego oddziału. Pominąć natomiast należy inwektywy i tendencyjne oceny zamieszczone w tym szkicu, tak w stosunku do niektórych hubalczyków, jak i do środowiska kombatanckiego w kraju.

Dla właściwego przedstawienia strony niemieckiej w działaniach przeciwko oddziałowi, dużą wartość ma książka Günthera Elbina Der Schimmelmajor (München 1969). Szczególnie wartościowy jest załącznik stanowiący wybór oryginalnych dokumentów z walk 8 pułku SS, prowadzonych przeciwko Oddziałowi Wydzielonemu WP mjr. „Hubala”. Natomiast część opisowa książki jest wyraźnie tendencyjna, pisana z niemieckiego punktu widzenia.

Inne publikacje autorów niemieckich to artykuły oficera wydziału rozpoznawczego 372 dywizji Wehrmachtu Heinricha Schreihage Der erste Partisan war in Polen2oraz Wolfganga Jacobmeyera Henryk Dobrzansky („Hubal”)3. Prace autorów niemieckich ujawniły również spory kompetencyjne, jakie toczyły się pomiędzy SS a Wehrmachtem wokół sprawy oddziału mjr. „Hubala”. W pracy wykorzystałem ponadto, w określonym zakresie, literaturę poświęconą wojnie obronnej 1939 r. oraz początkom ruchu oporu w kraju — w tym informacje na temat ruchu oporu na Kielecczyźnie. Pełny zestaw wykorzystanej literatury zamieszczony jest w bibliografii. Nie uwzględniam w swej pracy opowieści Melchiora Wańkowicza pt. Hubalczycy z uwagi na rodzaj twórczości, jak i na skąpą wiedzę autora książki o oddziale, opartą jedynie na relacjach dwóch hubalczyków: Romualda Rodziewicza („Roman”) i Józefa Świdy („Lech”) oraz nowelce napisanej w Londynie przez Macieja Kalenkiewicza4. Nie oznacza to wcale, że nie doceniam talentu pisarskiego Melchiora Wańkowicza, który jako pierwszy szeroko spopularyzował dzieje hubalczyków. Należy jedynie żałować, że utwór napisany z tak wielkim talentem narratorskim i mający duży krąg czytelników nie zawsze jest zgodny z faktami i zawiera wiele niedomówień, co sprawia, że ma on większe wartości literackie niż poznawcze.

Wszystkie dotychczasowe opracowania nie pozwalały na pełną rekonstrukcję historii oddziału mjr. „Hubala”. Dla jej opracowania konieczne stały się odrębne, pogłębione badania z pełnym wykorzystaniem i analizą dostępnych obecnie źródeł. Wykorzystanie dokumentów archiwalnych, jak: akta personalne mjr. Dobrzańskiego, pisma Departamentu Kawalerii Ministerstwa Spraw Wojskowych, dokumenty Okręgu Bojowego Kielce, ankiety personalne i wnioski odznaczeniowe żołnierzy oddziału, wybrane dokumenty Policji Bezpieczeństwa dystryktu radomskiego, jak również akta dochodzeniowo-śledcze Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce, pozwoliło na weryfikację dotychczasowych ustaleń, na możliwie wierne i pełne przedstawienie dziejów Oddziału Wydzielonego WP mjr. „Hubala”.

Szczególnie cenna przy opracowaniu historii oddziału stała się pomoc samych hubalczyków. Jak chociażby nieżyjącego już, przewodniczącego Klubu Hubalczyków — Henryka Ossowskiego, byłego sekretarza Klubu — Stanisława Mieczkowskiego, członka zarządu — Jana Sekulaka oraz Józefa Alickiego. Poza udostępnieniem wielu materiałów i dokumentów, złożyli oni relacje, które pozwoliły autorowi na wypełnienie istniejących luk i uściślenie wielu wydarzeń, jak również oddanie atmosfery tamtych trudnych miesięcy5.

Bardzo pomocne były także badania terenowe na szlaku walk oddziału prowadzone przez autora od kilku lat.

Prezentowana praca, stanowiąca próbę monograficznego ujęcia tematu, nie mogła, mimo starań i wysiłku autora, uniknąć pewnych niedostatków, a nawet uchybień. Żywię jednak nadzieję, że spotka się ona z życzliwym przyjęciem czytelników.

Dziękuję wszystkim tym, którzy w pracy nad historią oddziału okazali mi swą pomoc i życzliwość.

Rozdział I

HENRYK DOBRZAŃSKILATA 1897-1939

Dzieciństwo i lata młodzieńcze

Henryk Dobrzański urodził się 22 czerwca 1897 r. w Jaśle6. Ojciec, również Henryk, Hubal-Dobrzański, przedsiębiorca prywatny pochodził z Łoniowa w powiecie sandomierskim z rodziny ziemiańskiej, zubożałej skutkiem powstania styczniowego7. Matka — Maria z Lubienieckich była córką Włodzimierza hr. Lubienieckiego oficera powstania styczniowego. Pochodził zatem Dobrzański z rodziny powstańców, tak po mieczu jak i po kądzieli. Wychowywał się więc młody Henryk w atmosferze nasyconej głębokim patriotyzmem i kultem dla rodzinnych tradycji wojskowych, podtrzymywanym przez matkę, która zachowała emocjonalny stosunek do wydarzeń powstania styczniowego8. Z tradycji walk narodowowyzwoleńczych, które głęboko zapadły w serce młodego chłopca, zrodziło się zrozumienie potrzeby walki zbrojnej o wyzwolenie ojczyzny. Pogłębione jeszcze lekturą Trylogii Henryka Sienkiewicza, tak poczytnej wówczas we wszystkich polskich domach. Wszystko to pobudziło zamiłowanie do wojska i bez wątpienia rozstrzygnęło o jego przyszłości.

Henryk Dobrzański jako dziecko miał bardzo żywe usposobienie i skłonność do swawolnych zabaw, co było przyczyną częstych nieporozumień z rodzicami, a szczególnie z dość surowym ojcem, którego wcześnie utracił9. Od siódmego roku życia rozpoczął naukę w Miejskiej Szkole Ludowej w Jaśle10. Wakacje spędzał u wujostwa Mieroszewskich we wsi Czechy koło Proszowic, gdzie otoczony był serdeczną opieką przez swoją ciotkę Marię Mieroszewską, która brak własnych dzieci wetowała przywiązaniem do siostrzeńca. Od dzieciństwa miał on duże zamiłowanie do koni i jazdy konnej11. Dzięki pomocy swej matki, dobrze opanował język francuski, którego znajomość pogłębił w czasie wakacyjnego pobytu w południowej Francji12. Wraz z matką i starszą o dwa lata siostrą Leonią przeniósł się z Jasła do Krakowa, gdzie kontynuował edukację w siedmioklasowej szkole realnej. W 1914 r. zdał maturę i uzyskał świadectwo dojrzałości.

W 1912 r., jeszcze jako uczeń szkoły realnej, wstąpił do organizacji niepodległościowej — Polskich Drużyn Strzeleckich13. W ruchu drużyniackim, rozwijającym się głównie w środowisku młodzieży akademickiej, 15-letni Dobrzański był jednym z najmłodszych uczestników. Mimo to brał czynny udział w szkoleniu wojskowym, zarówno teoretycznym jak i praktycznym14.

Gdy wybuchła pierwsza wojna światowa, siedemnastoletni wówczas młodzieniec postanowił wstąpić ochotniczo do powstających w Krakowie formacji strzeleckich. Był jednak za młody, rozpoczął więc wyższe studia agronomiczne na Uniwersytecie Jagiellońskim i do grudnia 1914 r. zaliczył pierwszy semestr15.

 

Służba w Legionach

Już jako student, a jednocześnie absolwent kursu w Polskich Drużynach Strzeleckich, czynił starania o przyjęcie go do Legionów Polskich, jednak bezskutecznie. Na przeszkodzie stał w dalszym ciągu jego młody wiek — brakowało mu jednego roku. Gdy podał wcześniejszą o rok datę urodzenia, został do Legionów przyjęty16. 1 grudnia 1914 r. stawił się na stacji zbornej Legionów Polskich w Krakowie, gdzie przebywał do maja następnego roku17. Po ukończeniu szkolenia, w maju 1915 r., przydzielony został do pododdziału kawalerii sztabowej przy Komendzie Legionów Polskich. Służbę pełnił jako podoficer w stopniu kaprala18. Wraz z pododdziałem brał udział w kampanii lubelskiej i kampanii wołyńskiej19.

W grudniu 1915 r., po usilnych staraniach, został przeniesiony do dywizjonu kawalerii II brygady Legionów Polskich i otrzymał przydział do 3 szwadronu20. W tym czasie dywizjon, biorąc udział w kampanii wołyńskiej, pełnił służbę pieszą na pierwszej linii okopów w rejonie miejscowości Wołczeck. Złe warunki atmosferyczne i pozycyjny charakter walk sprawiły, że był to ciężki okres dla ułanów. W marcu 1916 r. dywizjon kawalerii, który rozrósł się do tego czasu w 2 pułk ułanów, został wycofany do odwodu w celu przeprowadzenia reorganizacji. Początkowo rozmieszczono go w rejonie Kowla, a następnie w okolicach Maniewicz. W lipcu 1916 r. Dobrzański brał udział w ciężkich walkach odwrotowych na kierunku: Wołczeck—Trojanówka—Stołychowa. W sierpniu wyróżnił się w akcji pod Rudką Miryńską, za co odznaczony został austriackim Medalem Wojskowym i Krzyżem Cesarza Karola21.

Pod koniec kampanii wołyńskiej w pierwszej połowie października 1916 r. pułk przeniesiono w rejon Baranowicz, gdzie brał udział w walkach. Ale już w listopadzie 2 pułk ułanów wycofano z frontu i przetransportowano koleją do Warszawy22. Z Warszawy zaś skierowano do Mińska Mazowieckiego, gdzie nastąpiło przezbrojenie pułku w broń niemiecką. Szkolenie prowadzone było również według programów i regulaminów niemieckich, gdyż zgodnie z porozumieniem austro-niemieckim formacje legionowe przeszły pod komendę niemiecką i miały być częściowo wykorzystane do tworzonej przez Niemcy Polskiej Siły Zbrojnej. W lipcu 1917 r. w związku z odmową większości legionistów złożenia przysięgi (tzw. kryzys przysięgowy), Legiony zostały rozwiązane23. Legionistów pochodzących z Galicji oraz II brygadę, która złożyła przysięgę, przekazano Austrii. Z tych żołnierzy utworzony został ponownie Polski Korpus Posiłkowy24. W skład tego korpusu wszedł między innymi, przetransportowany w sierpniu 1917 r. z Mińska Mazowieckiego do Medyki pod Przemyśl, 2 pułk ułanów, który odmówił złożenia przysięgi Radzie Regencyjnej. W tym czasie kpr. Dobrzański przeniesiony został do 2 szwadronu. W październiku 1917 r. 2 pułk ułanów wraz z formacjami liniowymi Polskiego Korpusu Posiłkowego znalazł się na terenach przyfrontowych na Bukowinie w miejscowości Oszechliby koło Czerniowic. W grudniu pułk przemaszerował przez Stanisławów w okolice Stryja i Sokolego w Małopolsce Wschodniej.

W uznaniu dobrej postawy żołnierskiej, odwagi i umiejętności podejmowania szybkich decyzji, kpr. Dobrzański skierowany został w styczniu, 1918 r. na kurs do szkoły podchorążych przy II brygadzie Legionów w miejscowości Mamajesti jako aspirant oficerski25. Rozpoczętej nauki nie zdążył jednak ukończyć. 16 lutego 1918 r. na znak protestu przeciwko podpisaniu traktatu brzeskiego, część oddziałów Polskiego Korpusu Posiłkowego, głównie z II brygady Legionów, pod dowództwem płk. Józefa Hallera, przebiła się pod Rarańczą przez front austriacko-rosyjski i przeszła na teren Rosji, łącząc się z II Korpusem Polskim. Organizatorem akcji był ppłk Michał Żymierski26. Większość żołnierzy Polskiego Korpusu Posiłkowego, którym nie udało się przedrzeć przez linię frontu, została przez Austriaków rozbrojona i osadzona w obozach dla internowanych. W takiej sytuacji 22 lutego 1918 r. znalazł się, wraz ze wszystkimi słuchaczami szkoły podchorążych, Henryk Dobrzański. Umieszczono ich w obozie Saldoboš na Węgrzech27. Przygnębiająca atmosfera obozu, brutalne traktowanie przez straż obozową, wywołały u Dobrzańskiego naturalny odruch oporu. Został więc poddany szczególnym sankcjom, co w ciężkich warunkach zimowych doprowadziło go do choroby. Po umieszczeniu w szpitalu, gdzie czujność strażników była mniejsza, nie zważając na wysoką gorączkę, zaryzykował ucieczkę. Mimo ostrzelania przez wartowników, ucieczka powiodła się. W dalszej drodze również dopisało mu szczęście. Do kraju dojechał jako pomocnik palacza przemycony przez maszynistę w parowozie28. Następnie pieszo dotarł w rodzinne strony. Schorowanego i wycieńczonego ukrył na strychu swego domu w Głębowicach koło Zatorza miejscowy ziemianin nazwiskiem Dunin29.

Należy podkreślić, że protest II brygady znalazł gorącą aprobatę społeczeństwa polskiego i każdy legionista ukrywający się przed Austriakami mógł liczyć na opiekę i pomoc30. Ostatnie miesiące wojny spędził Dobrzański u swej ciotki w majątku Czechy. 6 listopada opuścił gościnny dom wujostwa i udał się do Krakowa. W tym czasie w prasie małopolskiej i na murach Krakowa ukazały się ogłoszenia wzywające byłych żołnierzy 2 pułku ułanów Legionów Polskich do podjęcia służby31. 8 listopada Dobrzański stawił się na wezwanie w macierzystym pułku, zwanym teraz 2 pułkiem ułanów Wojsk Polskich, którego formowanie rozpoczął 2 listopada były jego dowódca rtm. Jan Dunin-Brzeziński32.

Służba w Wojsku Polskim w latach 1918—1920

W pułku przyjęty został Dobrzański nadzwyczaj serdecznie i mianowany w tym samym dniu do stopnia plutonowego. Już wówczas, mimo młodego wieku, wysoko ceniono jego talent i doświadczenie bojowe oraz wykazywaną troskę o podwładnych.

W czasie gdy rozpoczęto formowanie pułku trwały walki polsko-ukraińskie na terenie Małopolski (Lwów, Przemyśl). Sytuacja wymagała natychmiastowego wysłania tam posiłków. Mimo występujących trudności, wynikających z nierównomiernego napływu szeregowców i koni, jak również potrzeby utrzymania porządku na terenie Krakowa i w okolicy, zorganizowany został wydzielony pluton jazdy przeznaczony do wsparcia prowadzonych w Małopolsce walk. Dowódcą wydzielonego plutonu został plut. Henryk Dobrzański, który 9 listopada na jego czele wyruszył w grupie mjr. Juliana Stachiewicza do Przemyśla33. Pluton wszedł w skład zgrupowania płk. Michała Tokarzewskiego, które 19 listopada ruszyło na odsiecz Lwowa. W tym czasie Dobrzański awansowany został do stopnia wachmistrza, a podczas dalszych walk, w grudniu 1918 r., otrzymał stopień chorążego34. Już jako dowódca szwadronu „Odsiecz Lwowa” brał czynny udział w walkach pod Lwowem, Stawczanami i Basiówką. Odznaczył się w bitwie pod Bartatowem, walcząc pod bezpośrednim dowództwem płk. Władysława Sikorskiego w składzie jego grupy operacyjnej35. Na wniosek podpisany przez Sikorskiego z dniem 1 marca 1919 r. Dobrzański mianowany został podporucznikiem36. Za walki prowadzone w obronie Lwowa wyróżniony był odznaką honorową. Po rozstrzygnięciu walk o Lwów szwadron dowodzony przez ppor. Dobrzańskiego wrócił w połowie maja do macierzystego pułku.

W tym czasie pułk, który od stycznia 1919 r. nosił już nazwę 2 pułku szwoleżerów rokitniańskich, pełnił służbę na linii demarkacyjnej na Śląsku Cieszyńskim. Ppor. Dobrzański został dowódcą 2 plutonu w 1 szwadronie, którym dowodził por. Henryk Jakubowski. Szwadron ten zabezpieczał od sierpnia 1919 r. linię demarkacyjną w rejonie Strumienia. W sierpniu nastąpiła koncentracja pułku w Bielsku-Białej, a w październiku przetransportowanie koleją w rejon Włocławka, gdzie wszedł w skład formacji, które należały do Frontu Pomorskiego, dowodzonego przez gen. Józefa Hallera. Zadaniem wojsk tego frontu było przejęcie terenów północno-zachodnich przyznanych Polsce traktatem wersalskim i ich zabezpieczenie przed ewentualną akcją militarną Niemiec. Od połowy stycznia do 10 lutego 1920 r. uczestniczył Dobrzański w przejmowaniu przez Wojsko Polskie ziemi pomorskiej. W tym czasie 2 pułk szwoleżerów przeszedł w rejon Golubia, po czym maszerując przez Wąbrzeźno, Grudziądz, Kościerzynę i Wejherowo dotarł do Bałtyku witany z radością w każdym niemal miasteczku37. 10 lutego 1920 r. w Pucku odbył się symboliczny akt zaślubin z morzem, w którym wziął udział zbiorczy szwadron honorowy z 2 pułku szwoleżerów. Podczas obejmowania Pomorza ppor. Dobrzański wykazał się jako żołnierz i dowódca. W opinii służbowej wystawionej Dobrzańskiemu przez bezpośredniego przełożonego por. Jakubowskiego czytamy: „Bardzo dobry jako dowódca plutonu, bardzo pilny i ambitny. Mocny i otwarty charakter, dobry jeździec”38. Przez końcowy okres zimy i w początkach wiosny 1920 r. pluton ppor. Dobrzańskiego pełnił służbę w rejonie Wejherowa i Żarnowca. W połowie kwietnia 2 pułk szwoleżerów przewieziony został transportem kolejowym z Pomorza na Front Południowy, by wziąć udział w działaniach wojennych na obszarze Ukrainy.

Wyładowanie głównych sił pułku (1, 2 i 3 szwadrony liniowe), nastąpiło na stacji kolejowej w Szepetówce 23 kwietnia 1920 r. Zgodnie z rozkazem Naczelnego Dowództwa 2 pułk szwoleżerów wszedł w skład dywizji jazdy gen. Jana Romera biorąc udział w ataku na Koziatyn39. 25 kwietnia pułk przekroczył rzekę Słusz, rozpoczynając działania zaczepne. Uderzenie na Koziatyn, mimo dużego ryzyka, uwieńczone zostało sukcesem. W nocy z 26 na 27 kwietnia w bezpośrednim ataku zdobyto miasto i ważny węzeł kolejowy40, a 2 pułk szwoleżerów przeprowadził kilka głębszych wypadów na południe od Koziatyna. W tym czasie dołączył do pułku 4 szwadron liniowy, dowództwo oraz pluton techniczny. Po trudnych przemarszach i nocnych walkach o Koziatyn, pułki kawalerii zostały zluzowane przez piechotę i przeszły na odpoczynek. Podejmując dalsze działania w kierunku Dniepru, pułk zajął 4 maja Białą Cerkiew, gdzie czekał na podejście 13 brygady piechoty, a 8 maja rozpoczął dalsze natarcie zajmując: Szybówkę, Potok i Jenówkę. Tam nastąpiło zahamowanie działań zaczepnych spowodowane zakrojonym na szeroką skalę przeciwnatarciem Armii Czerwonej. Od 22 maja rozpoczął się okres prawdziwie kawaleryjskich walk z armią konną Siemiona Budionnego, prowadzonych na całej trasie odwrotu. Ppor. Dobrzański brał czynny udział we wszystkich walkach pułku. W opinii służbowej wystawionej za ten okres przez dowódcę pułku czytamy: „Podczas odwrotu z Ukrainy jest cenną jednostką podtrzymującą wytrwale ducha. Energiczny, w chwilach największej naszej przegranej daje dowody hartu, charakteru, dzielności i miłości ojczyzny. Odznacza się nadzwyczajną odwagą i dzielnością będącą przykładem we wszystkich bitwach pułku”41. W dramatycznej sytuacji, w bitwie pod Bialajewką (1 czerwca 1920 r.), ppor. Dobrzański zapobiegł oskrzydleniu wycofujących się sił, uderzając z własnej inicjatywy dowodzonym przez siebie plutonem na wielokroć silniejszego przeciwnika. W wyniku szarży plutonu i walki na białą broń, przeciwnik został chwilowo powstrzymany, co umożliwiło wycofanie się oddziałów dywizji42. W walce pod Szczurowicami (w końcu lipca) ppor. Dobrzański wykazał nie tylko wielką odwagę, ale również duży zmysł taktyczny. Uderzeniem swego plutonu na skrzydło przeciwnika, rozstrzygnął o zdobyciu przyczółka mostowego, o który walczono przez dwa dni43. W szarży pułku pod Klekotowem (4 sierpnia) wyróżnił się zimną krwią i szybką orientacją w zmieniającej się sytuacji bojowej. Zaskakującym i śmiałym uderzeniem plutonu unieszkodliwił karabiny maszynowe przeciwnika, które stanowiły ogromne zagrożenie dla szarżującego pułku44. Osobiste męstwo wykazał w akcjach bojowych pod Radziechowem i Kulikowem, przyczyniając się do uwolnienia dwóch batalionów piechoty. 20 sierpnia wyróżnił się w walce pod Komorowem, trzykrotnie szarżując na przeciwnika45. Zdolności bojowe ppor. Dobrzańskiego właściwie ocenił ówczesny dowódca pułku, mjr Rudolf Rupp, wyznaczając go na, wakujące po rannym por. Łękawskim, stanowisko adiutanta 2 pułku szwoleżerów rokitniańskich i występując z wnioskiem na odznaczenie Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari46. Otrzymał również awans do stopnia porucznika. Jako adiutant wykazał wiele inicjatywy w prowadzonych przez pułk walkach. Oto opis jednej z akcji potwierdzony przez dwóch świadków: „Podczas akcji pod Borowem por. Dobrzański jako adiutant pułku prowadzi świetnie rezerwy do boju, przeprowadzając je w ten sposób, że powoduje dobrym ruchem natychmiastowe zwinięcie linii nieprzyjacielskiej”47. W początkach października brał udział w kilkudniowym zagonie kawaleryjskim na Korosteń, który zajęty został 10 października 1920 r.48 Za okres służby frontowej otrzymał wspaniałą opinię wystawioną przez dowódcę pułku, który bardzo wysoko ocenił jego cechy charakteru: odwagę, dzielność, pracowitość, obowiązkowość, energię, ambicję i inteligencję. Podkreślał jego walory dowódcze, duży wpływ na podwładnych i troskę o nich oraz pełne oddanie dla przełożonych. Wysoko oceniał również jego umiejętności jeździeckie. Na zakończenie stwierdził, że por. Henryk Dobrzański w pełni nadaje się na dowódcę szwadronu, a także do szkoły Sztabu Generalnego49. Dopisało mu również żołnierskie szczęście, mimo że uczestniczył w ciągu pięciu lat w wielu bitwach, nie był ani razu ranny. Bogate doświadczenie wojenne w połączeniu z innymi zaletami, stanowiły doskonałe podstawy do kariery wojskowej młodego oficera.

Okres powojenny

Po zakończeniu działań wojennych 2 pułk szwoleżerów rokitniańskich, w którym por. Dobrzański pełnił w dalszym ciągu funkcję adiutanta, skierowany został na leże zimowe do Rożyszcza pod Łuckiem, a wiosną 1921 r. przeszedł do garnizonu w Bielsku-Białej. W marcu 1921 r. dowódca pułku mjr Rupp wystąpił z wnioskiem o awansowanie Dobrzańskiego do stopnia rotmistrza. Wniosek ten poparli: dowódca 7 brygady jazdy ppłk Henryk Brzozowski oraz dowódca 1 dywizji jazdy płk Juliusz Rómmel50. Przesłany wniosek, za sprawą referenta Departamentu Personalnego Ministerstwa Spraw Wojskowych, trafił do... archiwum. W uzasadnieniu napisanym odręcznie przez owego referenta czytamy między innymi: „Zasługi tegoż oficera są spełnieniem obowiązków wymaganych od każdego oficera. O ile były nadzwyczajne czyny bojowe, to za nie został już podany do odznaczenia V(irtuti) M(ilitari), a więc nagrodę otrzyma. Na awans nie zasługuje”51. Dobrzański awansowany został dopiero na ponowny wniosek w maju 1922 r. ze starszeństwem od 1 czerwca 1919 r. Jeszcze w styczniu 1922 r. otrzymał Order Virtuti Militari V klasy (nr 3822) oraz po raz czwarty Krzyż Walecznych. Był więc jednym z trzech oficerów pułku, którzy zostali tak wysoko uhonorowani odznaczeniami bojowymi47. W kwietniu 1922 r. rtm. Dobrzański mianowany został dowódcą 4 szwadronu w 2 pułku szwoleżerów52. W tym czasie pułk stacjonował już w Starogardzie, który stał się jego stałym garnizonem. Żołnierze szybko nawiązali kontakty ze społeczeństwem miasta i okolicy. Kontakty te ułatwiały obchody święta pułkowego, które przypadało 13 czerwca dla uczczenia szarży 2 szwadronu pod Rokitną w 1915 r. Na święto zapraszano byłych żołnierzy pułku oraz gości z miasta i okolicy. W przeddzień odbywało się powitanie przybyłych gości i zebranie koleżeńskie. Wieczorem organizowano uroczysty apel, na którym odczytywano listę poległych. Święto pułkowe rozpoczynała msza połowa, po której wręczano odznaczenia i wyróżnienia, a następnie odbywała się defilada pułku. Wspólny, żołnierski obiad kończył pierwszą część uroczystości. Po obiedzie odbywały się zawody jeździeckie, które w tym pułku, o dużych osiągnięciach sportowych, miały wysoką rangę. Nieprzypadkowe były więc słowa żurawiejki pułkowej: „Rokitniańskie szwoleżery, dzielnie skaczą przez bariery”. Tutaj też rtm. Dobrzański, wkładający wiele energii i wykazujący duże zamiłowanie do hipiki, miał pierwsze liczące się sukcesy sportowe53.

Po czterech miesiącach dowodzenia szwadronem rtm. Dobrzański wyznaczony został na dowódcę szkoły podoficerskiej pułku54. Pod koniec listopada 1922 r. rozkazem ministra spraw wojskowych odkomenderowany był do Centralnej Szkoły Kawalerii na kurs dowódców szwadronów. Kurs taki musieli przejść wszyscy młodzi oficerowie przed objęciem na stałe dowództwa szwadronu. W czasie pobytu w Grudziądzu, obok doskonalenia wiedzy fachowej, doskonalił się nadprogramowo w jeździectwie, osiągając dobre rezultaty. Po ukończeniu kursu, we wrześniu 1923 r., powrócił do pułku obejmując dowództwo 4 szwadronu 55. Po dwóch tygodniach rozkazem ministra spraw wojskowych, odkomenderowany został na kurs do Rembertowa. W tym czasie rtm. Dobrzański dał się poznać jako utalentowany i ambitny jeździec o wyjątkowej odwadze, szybkiej orientacji i dużej odporności fizycznej.

Olimpijczyk

Rok 1924 był w karierze sportowej rtm. Dobrzańskiego bardzo pomyślny. Startował kilkakrotnie w zawodach krajowych, uzyskując duże sukcesy w Bielsku-Białej, Lwowie, Nowej Wsi i Piotrkowie56. W styczniu 1925 r. odkomenderowano go do grupy przygotowawczej sportu konnego w Warszawie. Po dwumiesięcznych przygotowaniach rtm. Dobrzański w grupie pięciu zawodników wyjechał na międzynarodowe wojskowe zawody hipiczne do Nicei. Po raz pierwszy Puchar Narodów zdobyła ekipa polska w składzie: rtm. Dobrzański, rtm. Królikiewicz, ppłk K. Rómmel, która pokonała tak groźnych rywali jak zespoły Belgii, Francji i Portugalii. Na piątych Międzynarodowych Wojskowych Zawodach Hipicznych w Nicei, rtm. Dobrzański zdobył łącznie 7 nagród i był drugi w ekipie polskiej, po rtm. Królikiewiczu 57.

Na przełomie maja i czerwca 1925 r. odbyły się w Warszawie Ogólnopolskie Zawody Konne, w których rtm. Dobrzański był dwukrotnie nagradzany. Po zakończeniu zawodów w Warszawie, pięcioosobowa ekipa polska wyjechała po raz pierwszy do Wielkiej Brytanii. W jej składzie znajdował się Dobrzański58. Konkursy hipiczne w Londynie odbywały się w krytej sali pałacu sportowego „Olimpia”, przeważnie wieczorem przy sztucznym świetle, co odbiegało od normalnych warunków. Do tego konie polskie nie były przyzwyczajone.

W konkursie Pucharu Narodów o nagrodę księcia Walii (złoty puchar) walczyło 99 jeźdźców ośmiu narodowości z 373 końmi. Z ekipy polskiej startowali: ppłk Rómmel, rtm. Dobrzański i por. Szosland. Dobrzański dosiadał doskonałego konia „Generał”. Dokonał wówczas wyjątkowego wyczynu: osiągnął dwukrotnie bezbłędne przebiegi i zarazem najlepszy indywidualny wynik dnia. Wspaniały wynik Dobrzańskiego — zero punktów karnych, nie mógł już, niestety, odebrać drużynowego zwycięstwa ekipie włoskiej, która niewielką różnicą punktów uplasowała się na pierwszym miejscu. Drugie miejsce przypadło Polakom, a trzecie Anglikom. Dawało to ekipie polskiej pełną satysfakcję59. W konkursie tym Dobrzański otrzymał nagrodę za najlepszy indywidualny wynik w postaci złotej papierośnicy księcia Walii z napisem: „The best individuel score of all officers of all nations”60. (Najlepszemu w jeździe indywidualnej spośród oficerów wszystkich narodów). Było to wysokie, w pełni zasłużone, wyróżnienie dla tak wybitnego jeźdźca. W tydzień po zakończeniu konkursów londyńskich ekipa polska, w tym samym składzie, wzięła udział w Międzynarodowych Wojskowych Zawodach Konnych w Aldershot, odbywających się w angielskim obozie wojskowym. W programie była próba Militari i dwa konkursy skoków ciężkich. W ciężkim konkursie skoków Dobrzański na koniu „Generał”, zdobył pierwsze miejsce61.

Chcąc stworzyć kadrę jeźdźców sportowych, mogących godnie reprezentować barwy Polski za granicą, jesienią 1925 powołano wyróżniających się jeźdźców, w tym rtm. Dobrzańskiego, na kurs instruktorów jazdy konnej w obozie szkoleniowym kawalerii w Grudziądzu. Wziął on udział, w składzie ekipy polskiej, w VI Międzynarodowych Wojskowych Konkursach Hipicznych w Nicei, które odbyły się w dniach 15—18 kwietnia 1926 r. Pierwsze miejsce zajęła czwórka jeźdźców, w której znajdował się rtm. Dobrzański, a w Rzymie, w Pucharze Narodów ekipa polska zdobyła trzecie miejsce. W międzynarodowych zawodach hipicznych, które odbyły się w maju tegoż roku w Neapolu, w konkursie skoków trójkami zespół polski z rtm. Dobrzańskim zdobył drugie miejsce. W konkursie skoków Premio Capodimonte Dobrzański na koniu „Cesarz” zdobył również drugie miejsce. Ostatnim miastem włoskim, w którym występowała ekipa polska był Mediolan. Łącznie siedmiu polskich jeźdźców zdobyło około 80 nagród, w tym Dobrzański 15. W porównaniu z ekipą włoską (50 zawodników), która zdobyła około 30 nagród, był to doskonały wynik.

We wrześniu 1926 r. Dobrzański powrócił do pułku i przydzielony został etatowo do 3 szwadronu, a po dwóch miesiącach przesunięto go do szwadronu zapasowego na etat ujeżdżacza remontów. Czynne uprawianie sportu, połączone z licznymi wyjazdami za granicę, spowodowało oderwanie się rtm. Dobrzańskiego od służby liniowej. Chcąc tego wybitnego sportowca utrzymać w pułku, przesuwano go na różne możliwe etaty. Nie można zatem wyciągać pochopnych wniosków o szykanowaniu Dobrzańskiego w tym okresie62.

W styczniu 1927 r. (Rozkazem personalnym nr 13/27), Dobrzański awansowany został do stopnia majora63. Pozostawało to niewątpliwie w bezpośrednim związku z jego sukcesami sportowymi. Był on utalentowanym jeźdźcem i dzięki swej pracowitości, odwadze i poświęceniu spraw osobistych, należał do grona wybitnych sportowców polskich.

W dniach od 27 maja do 8 czerwca 1927 r. odbyły się w Warszawie, na nowo wybudowanym torze konkursowym w Łazienkach, zorganizowane po raz pierwszy na tak wielką, międzynarodową skalę, zawody konne. Ekipa polska na I Międzynarodowe Zawody Konne w Warszawie składała się z 12 jeźdźców, w tej liczbie znajdował się mjr Dobrzański. Jedną z głównych konkurencji był konkurs o Nagrodę Rzeki Wisły, w którym wzięło udział 43 zawodników. Pierwsze miejsce i główną nagrodę zdobył mjr Dobrzański64. Osiągnięty sukces był tym bardziej godny uznania, że w próbnej jeździe koń pod Dobrzańskim wywrócił się wraz z jeźdźcem. Nieprzytomnego przewieziono do szpitala, gdzie udzielono mu doraźnej pomocy lekarskiej65. Mimo protestów lekarzy, obandażowany powrócił na stadion i wygrał konkurs.

W tym samym miesiącu Dobrzański odwołany został ze swego macierzystego pułku i przeniesiony czasowo do Kadry Oficerów Kawalerii z przydziałem do Oficerskiej Szkoły Piechoty66. W początkach sierpnia otrzymał stanowisko dowódcy szwadronu w 18 pułku ułanów pomorskich, stacjonującym w Grudziądzu. Stąd po kilku dniach odszedł do tworzącej się grupy olimpijskiej w Centrum Wyszkolenia Kawalerii67. Zadaniem tej grupy, którą kierował płk Rómmel, było przygotowanie polskiej ekipy na mającą się odbyć w następnym roku olimpiadę w Amsterdamie. W kwietniu 1928 r. odbyły się VIII Międzynarodowe Wojskowe Konkursy Hipiczne w Nicei. W składzie ekipy polskiej znajdował się mjr Dobrzański68, który w konkursie Grand Prix de la Ville de Nice na koniu „Zefir” zdobył 1 miejsce. Ponadto na zawodach tych zdobył trzy dalsze nagrody oraz wstęgę, co stawiało go w rzędzie najlepszych jeźdźców polskich69. Mógł z nim konkurować jedynie por. Szosland, który zdobył cztery nagrody i dwie wstęgi. W maju 1928 r. mjr Dobrzański wziął udział w Międzynarodowych Zawodach Konnych w Brukseli, gdzie w Pucharze Narodów drużyna polska zajęła drugie miejsce70.

Do polskiej ekipy olimpijskiej na IX Olimpiadę w Amsterdamie powołanych zostało ośmiu jeźdźców, wśród nich znajdował się mjr Dobrzański71. W Pucharze Narodów zespół polski zajął drugie miejsce i zdobył dla Polski srebrny medal. We Wszechstronnym Konkursie Konia Wierzchowego wywalczono trzecie miejsce i brązowy medal olimpijski72. Mjr Dobrzański jako rezerwowy nie brał udziału w samych konkursach, ale miał swój osobisty wkład w zdobycie medali, uczestniczył bowiem z całym zespołem we wszystkich czynnościach przygotowawczych73.

W drugiej połowie września 1928 r. odbyły się II Międzynarodowe Zawody Konne w Warszawie. Poza jeźdźcami polskimi wzięły udział ekipy: Czechosłowacji, Finlandii, Francji, Węgier i Włoch. W konkursie o Nagrodę Rzeki Wisły, w którym startowało 75 zawodników, mjr Dobrzański zdobył na koniu „Anda” drugie miejsce oraz liczące się miejsce w dalszych konkurencjach74.

Kariera jeździecka Dobrzańskiego była błyskotliwa, lecz krótka. Właściwie po powrocie z Amsterdamu nie brał już udziału w zagranicznych konkursach, choć często można go było jeszcze podziwiać na zawodach krajowych, gdzie wciąż imponował wspaniałą jazdą75. Jednak czas jego wielkich sukcesów sportowych, przypadający na lata 1924—1928, już minął76. Po rozwiązaniu grupy olimpijskiej, Dobrzański powrócił do normalnej służby w pułkach.

W różnych garnizonach

W październiku 1928 r. mjr Dobrzański powrócił do 18 pułku ułanów na stanowisko dowódcy szwadronu. W tym samym roku otrzymał Medal pamiątkowy za Wojnę 1918—1921 i Medal Dziesięciolecia Odzyskania Niepodległości.

W życiu prywatnym i służbowym Dobrzański nie należał do ludzi o giętkim karku i mówił zawsze to, co myślał. Z całą otwartością piętnował wszelkie nieprawości, karierowiczostwo, klikowość, protekcje oraz mafijne formy działalności zauważalne w owym czasie zarówno w wojsku jak i w życiu publicznym kraju. Taka postawa wynikała z prawości jego charakteru, ale również z zapalczywości, w którą łatwo popadał. Wcześniej wiele krytycznych lub po prostu hardych odezwań nie spowodowało przykrych konsekwencji z uwagi na jego sukcesy jeździeckie i sławę sportową. Obecnie sytuacja zmieniła się. Dochodziło więc do coraz częstszych zatargów z przełożonymi, wśród których utworzyła się opinia, że Dobrzański to człowiek niewygodny 77.

Przy najbliższej nadarzającej się okazji został więc przeniesiony do innego pułku. Za pretekst posłużył fakt wyrządzenia szkód, podczas ćwiczeń ułanów z jego szwadronu, na terenie parku w Grudziądzu78. W połowie września 1929 r. znalazł się Dobrzański w 20 pułku ułanów im. króla Jana III Sobieskiego w Rzeszowie bez prawa należności za przeniesienie79. Ten akt niełaski nie zniechęcił go do życia. Był przecież eleganckim, postawnym, wysportowanym oficerem, wspaniałym brydżystą, wciąż sławnym sportowcem, dobrym kolegą, wówczas jeszcze kawalerem, mającym wszelkie dane, ażeby podbijać serca niewieście i utrzymać popularność w środowisku. Był zatem człowiekiem nietuzinkowym o dużym uroku osobistym. W Rzeszowie nastąpiła stabilizacja w jego życiu osobistym. W 1930 r. Dobrzański ożenił się z siostrą swego kolegi pułkowego Zofią Zakrzeńską80. Ślub odbył się 3 czerwca w Krakowie. Na przyjęciu wydanym z tej okazji w Grand Hotelu obecni byli bracia matki panny młodej generałowie: Stanisław Haller (rodzony brat) oraz Józef Haller (brat stryjeczny). Jak wykaże najbliższa przyszłość, powiązania z rodziną Hallerów — przeciwników przewrotu majowego dokonanego przez Józefa Piłsudskiego — w dużym stopniu utrudniły mu dalszą karierę wojskową.

Po zawarciu małżeństwa polepszyła się sytuacja materialna Dobrzańskiego. Dotychczas utrzymywał się jedynie z pensji, po ślubie korzystał również z posagu w postaci sukcesywnie wypłacanych sum z majątku ziemskiego w Pleszewie. W Rzeszowie Dobrzańscy zamieszkali w obszernym mieszkaniu przy ul. Chopina, prowadząc otwarty dom. Tak charakteryzuje ten okres żona majora Zofia: „Najmilej wspominam pobyt w 20 pułku ułanów w Rzeszowie. Oprócz serdecznych stosunków w Rodzinie Wojskowej, utrzymywaliśmy też miłe stosunki z okolicznym ziemiaństwem”. Poza obowiązkami służbowymi Dobrzański zajmował się wyścigami konnymi oraz organizowaniem bardzo wyszukanych biegów myśliwskich, w których brał udział jeżdżąc w tym czasie na koniu „Pikola”. Zrezygnował natomiast z uprawiania hipiki jak również z polowania, którym pasjonował się będąc jeszcze w 2 pułku ułanów81.

W lutym 1932 r. urodziła się córka Krystyna, której narodziny przyczyniły się do umocnienia więzów rodzinnych. Trzeba podkreślić, że Dobrzański nie należał do mężczyzn łatwych w pożyciu. Nawykłemu do, obfitującego w ciągłe zmiany, życia w czasie wojny, a następnie barwnego okresu kariery sportowej» było o wiele trudniej niż innym zmieścić się w codzienności zacisza domowego i zwykłych warunkach służby wojskowej w małym garnizonie. Ponadto nie mógł pogodzić się z faktem, że z powodu spadku formy zszedł już z areny sportowej. Nie uczynił także postępów w karierze wojskowej. Znajdował się bowiem na tym samym stanowisku, dowódcy szwadronu, jakie zajmował już w 1922 r., z tą różnicą, że wówczas stał na czele szwadronu słynnego pułku szwoleżerów, a obecnie jednego z wielu pułków ułanów. Zdawał sobie również sprawę z narastającej niechęci i trudności czynionych mu przez niektórych przełożonych oraz upowszechnianej przez nich opinii, „że to człowiek niewygodny i nie nadający się do wojska na czasy pokoju”82. Opinia taka utrwalała się tym łatwiej, że bogata natura Dobrzańskiego skłaniała go do różnych ekstrawagancji. Miał bowiem jak mówiono „duszę bogatą i rogatą”. Jednakże czynione mu złośliwości nie załamały go, lecz odwrotnie, uodporniały. W tym okresie utrzymywał bliskie stosunki z rodziną. Często wyjeżdżał do swej matki mieszkającej w Krakowie. Urlop spędzano na wsi w rodzinie żony oraz u siostry Dobrzańskiego Leonii, która wyszła za mąż za jego frontowego kolegę Papee, zawodowego dyplomatę w okresie międzywojennym. Goszczono u nich w Królewcu, a potem w latach 1932—1936 w Gdańsku, gdzie Papee był Komisarzem Generalnym RP w Wolnym Mieście Gdańsku83. Pobyt w Gdańsku, bezpośredni kontakt z Komisarzem Generalnym jak również z szefem Wydziału Wojskowego Komisariatu Generalnego RP, unaocznił Dobrzańskiemu zagrożenie ze strony hitlerowskich Niemiec. Należy podkreślić, że w owym czasie Dobrzański miał już, w przeciwieństwie do większości kadry oficerskiej, wyrobiony pogląd na sprawy międzynarodowe i wewnętrzne kraju. Był zdecydowanym przeciwnikiem III Rzeszy, irytowała go polityka zagraniczna Józefa Becka i wszelkie kroki zmierzające do zbliżenia polsko-niemieckiego, czego nie taił. Przez uczestnictwo w działalności Koła Żołnierzy 2 pułku ułanów Legionów Polskich, utrzymywał osobiste kontakty z wieloma frontowymi kolegami, pełniącymi różne funkcje wojskowe, polityczne, administracyjne i gospodarcze84. Wielu z nich gościł u siebie w domu.

Wiosną 1934 r. został Dobrzański przeniesiony do 2 pułku strzelców konnych w Hrubieszowie na stanowisko kwatermistrza pułku85. W nowym miejscu oficerowie, szczególnie młodzi, przyjęli go bardzo serdecznie. Jak wspomina ówczesny dowódca szwadronu por. Jarosław Suchorski, na wiadomość, że do pułku przychodzi mjr Henryk Dobrzański „w korpusie oficerskim pułku zapanowała ogólna radość — przychodzi bowiem świetny oficer, kawaler Orderu Wojennego Virtuti Militari V klasy, a wśród nas młodych oficerów pułkowej grupy jeździeckiej jeszcze i duma — bo to przecież jeden z naszych asów jeździectwa, ten, który zdobył na zawodach w Londynie złotą papierośnicę — nagrodę księcia Walii z napisem: Najlepszemu wojskowemu jeźdźcowi świata. On teraz będzie naszym profesorem jeździectwa...”86

Pełniąc funkcję kwatermistrza w 2 pułku strzelców konnych mjr Dobrzański dbał o żołnierzy, konie i majątek wojskowy. Był także instruktorem oficerskiej grupy sportu konnego, której poświęcił cały pozostały czas, swe umiejętności i pasję sportową. Udostępnił również własne konie pełnej krwi angielskiej „Ixora” i „Nic ci do tego”. Szczególne zainteresowanie okazał jeźdźcom: rtm. Leszkowi Jurkowskiemu, por. Tadeuszowi Grześkiewiczowi i por. Jarosławowi Suchorskiemu, którego polubił najbardziej. Dobrzański był współtwórcą wielu sukcesów jeździeckich pułku. Nie dziwiły one zbytnio nikogo, wiedziano bowiem, że „uczy ich major Dobrzański”87. Młoda kadra chętnie brała z niego przykład. Był dla nich, jak pisze por. Suchorski „wzorem oficera, dżentelmena, mężczyzny i kolegi. Miał swój — jemu tylko właściwy — fason ułański, oczywiście w dobrym znaczeniu tego określenia i gest, dowcip, i radość życia”88. Ten pozorny spokój wokół jego osoby, zakłócony został zdarzeniem podczas zawodów konnych w Warszawie w 1935 r. Otóż żona prezydenta Ignacego Mościckiego89, kuzynka Dobrzańskiego, zaprosiła go do loży prezydenckiej. Zaproszenie to Dobrzański zignorował, a przysłanemu oficerowi powiedział: „Nie chodziłem do niej, gdy była porucznikową, tym bardziej nie pójdę, gdy została prezydentową”90. Ta publiczna wypowiedź, odrzucająca zaproszenie do loży prezydenckiej, wyrażała niedwuznacznie dezaprobatę dla skandalicznego rozwodu przeprowadzonego pod presją głowy państwa — prezydenta Mościckiego. Była również potwierdzeniem tego, że Dobrzański nie chciał korzystać z żadnej formy protekcji, nawet gdyby miała pochodzić od Prezydenta RP czy najpiękniejszej kobiety. Od tego czasu dowódca pułku płk Romuald Niementowski zaczął bardzo ostro zwalczać Dobrzańskiego91. Odwoływał jego zarządzenia i decyzje, także w sprawach sportowych92. Po dwóch latach służby w Hrubieszowie przeniesiono Dobrzańskiego do Wilna, gdzie objął stanowisko kwatermistrza w 4 pułku ułanów zaniemeńskich. Wraz z żoną i córką zamieszkał przy ulicy Mickiewicza, która była główną ulicą miasta93. W Wilnie major w dalszym ciągu interesował się sportem konnym, poświęcając mu wiele czasu. Jeździł na zawody międzynarodowe do Warszawy i krajowe do Zakopanego94. Również w Wilnie stosunki Dobrzańskiego z dowódcą pułku nie układały się dobrze. Trudno ocenić, ile w tym było winy majora, a ile zaszkodziła mu opinia „człowieka niewygodnego”.

W tym czasie również stosunki rodzinne uległy pogorszeniu. Jak wynika z rozmów przeprowadzonych z żoną majora, Dobrzański nie potrafił poświęcić się życiu rodzinnemu. Służba i konie — to było najważniejsze, a dom był na drugim miejscu95. Taki stan rzeczy nie mógł trwać dalej, więc małżonkowie zdecydowali się na rozejście, bez rozwodu, a córka pozostała na wychowaniu matki96.

By pozbyć się mjr. Dobrzańskiego z pułku lub doprowadzić do sytuacji, w której sam wystąpi o zwolnienie do rezerwy, postanowiono wysłać go na kurs taborowy, co wiązało się z przeniesieniem do taborów. Na taborytów typowano najczęściej oficerów w podeszłym wieku i nie w pełni sprawnych fizycznie. By uniknąć tej kompromitacji, w dniu stawienia się na kurs, poddał się Dobrzański operacji wyrostka robaczkowego97. Postanowiono więc przenieść go do Wołkowyska na dowódcę szwadronu zapasowego 4 pułku ułanów, sądząc, że nie przyjmie tego stanowiska, gdyż było to skierowanie na całkowicie boczny tor, bez żadnej nadziei na awans, którego oczekiwał od wielu lat. Od dawna przylgnęło do niego złośliwe określenie „zastarzały” lub „żelazny” major. Wbrew oczekiwaniom przełożonych, mjr Dobrzański przyjął stanowisko dowódcy szwadronu zapasowego.

W Wilnie Dobrzański popadł również w innego rodzaju tarapaty, stając się mimo woli bohaterem skandalu towarzyskiego. Na jednym z balów poznał bardzo przystojną hrabinę, Alinę Czapską, która wraz ze swym leciwym już małżonkiem mieszkała w majątku pod Wilnem. Ich wspólne wycieczki i spacery konne były powodem licznych plotek, które wyolbrzymione, dotarły do hrabiego. Któregoś dnia wróciwszy z kolejnego spaceru, zastali dwór zamknięty, a lokaj czekający na schodach z zapakowanymi walizkami, zakomunikował, że: „Pan hrabia kazał powiedzieć, żeby pani do domu nie wpuścić, a pan major ma sobie panią zabrać”98. Major zmuszony był więc zaopiekować się panią hrabiną, co spowodowało dalsze plotki. W tym miejscu należy wyjaśnić, że Dobrzański nie był ani bawidamkiem, ani lwem salonowym i kobiet nie uwodził, chociaż od nich nie stronił. Był jednak dla kobiet interesującym i pełnym uroku mężczyzną. Wesoły, ruchliwy, świetny tancerz, potrafił zabawić towarzystwo. Umiał być również ciekawym rozmówcą. Na temat znanych mu kobiet był niezmiernie powściągliwy. O żonie wspominał zawsze ciepło przyznając, że wina za zaistniałą sytuację leży po jego stronie, gdyż jest on, jak to określił, „za bardzo ruchliwy”99.

W końcu 1938 r. nastąpiło przeniesienie do Wołkowyska na dowódcę szwadronu zapasowego 4 pułku ułanów, który stacjonował w koszarach 3 pułku strzelców konnych im. Hetmana Polnego Koronnego Stefana Czarnieckiego. W tych samych koszarach znajdował się również szwadron zapasowy 13 pułku ułanów. Tymi dwoma szwadronami, należącymi do Wileńskiej Brygady Kawalerii, dowodził mjr Jan Bączkowski z 13 pułku ułanów. Po przybyciu mjr. Dobrzańskiego, dowództwo nad szwadronami zostało rozdzielone100. Szwadron zapasowy miał nieliczną obsadę. Poza dowódcą, mjr. Dobrzańskim, był chor. Jan Bloch, st. wachm. Władysław Skulski oraz kilku ułanów101.

W wypadku mobilizacji wystawiał on szwadron marszowy o czterech plutonach, by zapewnić pułkowi uzupełnienie po jednym plutonie na szwadron. Zbierał również i rozdzielał nadwyżki mobilizacyjne pułku.

Początkowo mjr Dobrzański mieszkał na terenie koszar, potem przeniósł się do miasta. W tym czasie Wołkowysk był niewielkim kresowym miastem z dziesięcioma tysiącami mieszkańców. Ludność zajmowała się głównie rzemiosłem, handlem oraz ogrodnictwem102.

Dobrzański, mimo doznanych przykrości ze strony przełożonych, sumiennie pełnił swe obowiązki, poświęcając służbie wiele czasu103. Pozostały czas wypełniała mu praca społeczna w konnym przysposobieniu wojskowym „Krakusach”, zawody konne, gra w brydża oraz lektury czasopism i książek. Major bardzo lubił bezpośredni kontakt z przyrodą, rzeką i lasem, gdzie chętnie spędzał wolne chwile, których od wiosny 1939 r. miał już coraz mniej. Irena Bączkowska tak wspomina ten okres: „Nie było chwili na rozrywki. Praca w szwadronach nie ustawała. Mąż mój i Henio (Henryk Dobrzański — przyp. Z. K.) całymi dniami i nocami załatwiali w kancelarii niesłychany nawał rozkazów i zarządzeń. Wracali zmęczeni po przepracowanych nocach o świcie i wierzyli — ach, jak święcie wierzyli — w owocność i sens tego, co robią”104.

Nawet w tak napiętej sytuacji nie mógł Dobrzański pracować spokojnie, gdyż Dowództwo Okręgu Korpusu HI w Grodnie, przysyłało mu różne kontrole105. Dobrzański, wyczerpany nieustającymi trudnościami, zamierzał niebawem zrezygnować z zawodowej służby wojskowej. Poczynił już starania o znalezienie cywilnej posady106. Według relacji Józefa Alickiego mjr Dobrzański tak wspominał ten okres: „Gdyby nie wybuchła wojna, już bym był w cywilu inspektorem lasów państwowych. Aczkolwiek od szesnastego roku życia nosiłem mundur i ciężko byłoby mi się z nim rozstać, to jednak zmusiła mnie do tego siła wyższa, ponieważ zbrzydła mi już walka z mymi przełożonymi, a wygrać jej nie mogłem żadną miarą... Dlatego, iż byłem prostolinijnym i wygarniałem prawdę w oczy, pomijano mnie stale w awansach, a w służbie dręczono”107.

Rozdział II

POWSTANIEODDZIAŁU WYDZIELONEGO WPmjr. HENRYKA DOBRZAŃSKIEGO

1. Ośrodek Zapasowy Podlaskiej i Suwalskiej Brygad Kawalerii

Geneza Oddziału Wydzielonego Wojska Polskiego mjr. Henryka Dobrzańskiego („Hubal”) wiąże się z Ośrodkiem Zapasowym Podlaskiej i Suwalskiej Brygad Kawalerii, utworzonym w Białymstoku podczas mobilizacji powszechnej. Zadaniem ośrodka zapasowego było przyjęcie nadwyżek ludzi i koni pozostałych po zmobilizowaniu pułków, wchodzących w skład obu wymienionych brygad. Z otrzymanych nadwyżek dowódca ośrodka zapasowego płk Edmund Heldut-Tarnasiewicz miał utworzyć oddziały liniowe zdolne do podjęcia walki. W tym celu do Białegostoku skierowano dość liczną kadrę oficerów różnych stopni. Dowództwo ośrodka zapasowego mieściło się w koszarach 10 pułku ułanów przy ul. Kawaleryjskiej. Od pierwszych dni wojny przystąpiono do organizowania plutonów i szwadronów jazdy. Tworzono je w okolicznych wsiach i pobliskich lasach. Napływ ludzi do nowo formowanych oddziałów był duży. Broń i umundurowanie pobierano z magazynów mobilizacyjnych znajdujących się w koszarach 10 pułku ułanów i 14 dywizjonu artylerii konnej. Po umundurowaniu i uzbrojeniu, przystąpiono do szkolenia. Duże trudności sprawiała nauka jazdy i prowadzenie koniowodnych, gdyż większość mobilizowanych koni nie była przyzwyczajona do siodła. Szkolenie utrudniała działalność lotnictwa niemieckiego.

Już po wybuchu wojny do ośrodka zapasowego w Białymstoku przybył na stanowisko dowódcy 110 rezerwowego pułku ułanów ppłk w st. spocz. Jerzy Dąbrowski. Ówczesny dowódca 2 szwadronu 110 rezerwowego pułku ułanów por. Jerzy Sobieszczańśki wspomina: „Przeglądu mego szwadronu dokonał świeżo mianowany na stanowisko dowódca pułku ppłk Jerzy Dąbrowski, stary doświadczony żołnierz, który w czasie I wojny światowej dowodził tak zwaną tatarską jazdą... Pułkownik miał osobliwy wygląd: czoło wysokie, oczy mocno stalowe, a spojrzenie surowe i nie znoszące sprzeciwu. Jego zastępcą został mjr Henryk Dobrzański. Szwadron mój jako drugi wszedł w skład 110 pułku ułanów. Za postawę i wygląd szwadronu otrzymałem pochwałę”

Wobec postępów nieprzyjaciela, szczególnie na kierunku Różana, w nocy z 10 na 11 września rozpoczęto ewakuację ośrodka zapasowego z Białegostoku do Wołkowyska. Było to trudne przedsięwzięcie, gdyż wobec braku transportu kolejowego należało przejść do nowego rejonu marszem, do czego ośrodki zapasowe nie były przystosowane. Marsz ze względu na działanie lotnictwa nieprzyjaciela odbywał się przeważnie nocą z zachowaniem ścisłej dyscypliny. Nie wolno było używać latarek i palić papierosów, obowiązywała również cisza. Nocny marsz w dużych zespołach był niezmiernie trudny i męczący, tym bardziej że drogi zatłoczone były furmankami uciekinierów, których fala przesuwała się na wschód. Stanowił on jednak dobrą zaprawę i sprawdzian dla nowo utworzonych oddziałów. W Wołkowysku, po mobilizacji alarmowej, szwadrony 3 pułku strzelców konnych wyszły 27 sierpnia z koszar na postój do okolicznych wsi. W koszarach funkcjonowała kancelaria pułkowa utrzymując stałą łączność z Dowództwem Okręgu Korpusu w Grodnie108. Dotychczasowi dowódcy szwadronów zapasowych 4 i 13 pułków ułanów otrzymali nowe przydziały mobilizacyjne. Mjr Dobrzański, po przekazaniu dowództwa szwadronu mjr. Kazimierzowi Zaorskiemu, pozostał w ośrodku zapasowym w Wołkowysku z przydziałem na zastępcę dowódcy rezerwowego pułku ułanów. Mjr Bąkowski zaś otrzymał skierowanie na zastępcę dowódcy Ośrodka Zapasowego Wileńskiej Brygady Kawalerii w Nowej Wilejce109.

Począwszy od 2 września napływali do koszar nowi oficerowie oraz nadwyżki mobilizacyjne do szwadronów zapasowych 4 i 13 pułków ułanów110. Z nich utworzone zostały szwadrony marszowe pierwszego rzutu, które przeszły do Ośrodka Zapasowego Wileńskiej Brygady Kawalerii. Dalsze szwadrony marszowe tworzone ze szwadronów zapasowych w Wołkowysku pozostały na miejscu111. 3 pułk strzelców konnych 4 września załadował się na transporty kolejowe podstawione na dworcu w Wołkowysku i przez Grodno, Białystok dojechał do Czerwonego Boru, gdzie wszedł w skład Suwalskiej Brygady Kawalerii112.

Około 10 września przybyła do Wołkowyska grupa oficerów z ośrodka zapasowego z Białegostoku, której przekazane zostały koszary, sprzęt kwaterunkowy oraz żywność i pasza113.

Po przybyciu do Wołkowyska oddziałów z ośrodka zapasowego z Białegostoku przystąpiono do tworzenia z nich oddziałów zapasowych. Duży napływ rezerwistów i ochotników sprzyjał temu przedsięwzięciu, jednak znikoma ilość uzbrojenia i umundurowania utrudniała realizację zadania. Mimo występujących trudności zaopatrzeniowych, dowództwo i kadra ośrodka zapasowego organizowały nowe szwadrony, z których organizowano pułki kawalerii. Pozwoliło to na utworzenie rezerwowej brygady kawalerii „Wołkowysk”, pod dowództwem płk. Edmunda Helduta-Tarnasiewicza. 14 września zameldowano Naczelnemu Dowództwu gotowość bojową tej brygady złożonej z dwóch pułków kawalerii: 101 rezerwowego pułku ułanów — dowódca ppłk Stanisław Żukowski, 110 rezerwowego pułku ułanów — dowódca ppłk Jerzy Dąbrowski114. W tym samym dniu dowódca Okręgu Korpusu gen. bryg. Józef Olszyna-Wilczyński mianował gen. bryg, w st. spocz. Wacława Przeździeckiego dowódcą obrony rejonu Wołkowyska, podporządkowując mu rezerwową brygadę kawalerii „Wołkowysk”115.

Z napływających do Wołkowyska szwadronów pierwszego rzutu Suwalskiej i Podlaskiej BK oraz szwadronów marszowych ośrodka zapasowego tworzono dalsze pułki: 102 rezerwowy pułk ułanów pod dowództwem mjr. Jerzego Florkowskiego oraz 103 rezerwowy pułk szwoleżerów (bez koni), którym dowodził ppłk Zdzisław Kwiatkowski.

2. 110 rezerwowy pułk ułanów

W Wołkowysku ukończono całkowicie organizację 110 rezerwowego pułku ułanów, którego obsada kadrowa przedstawiała się następująco:

dowódca pułku — ppłk Jerzy Dąbrowski

zastępca — mjr Henryk Dobrzański

kwatermistrz — rtm. Napoleon Kostanecki

adiutant — rtm. Tadeusz Marian Bieliński

oficer ordynansowy — ppor. Tadeusz Herniczak

oficer taktyczny — kpt. dypl. inż. Maciej Kalenkiewicz

lekarz — kpt. Andrzej Kosiński

oficer gospodarczy — wachm. Tadeusz Kalenkiewicz

dowódca 1 szwadronu — rtm. Tomasz Dworzecki-Bohdanowicz

dowódca 2 szwadronu — por. Jerzy Wojciech Sobieszczański dowódca 3 szwadronu — rtm. Wiktor Marcel Moczulski dowódca 4 szwadronu — rtm. Wacław Florkowski

dowódca szwadronu ckm — por. Stanisław Szczęsny-Holubekdowódca plutonu armat — ppor. Jan Magrowicz

dowódca taboru — por. Maciej Maliszewski116.

Wiele pracy w organizację, uzbrojenie i wyposażenie pułku włożyli ppłk Dąbrowski i mjr Dobrzański, którzy nie mogąc wziąć bezpośredniego udziału w walce, całą energię poświęcili na należyte przygotowanie oddziału do przyszłych zadań bojowych. Po osiągnięciu gotowości marszowej pułk przeszedł do Izabelina z zadaniem rozpoznania i ubezpieczenia przedpola Wołkowyska. Następnie skierowany został na północ w okolice miejscowości Piaski i Mosty, skąd udał się w kierunku zachodnim osiągając rejon Ejsmont i Olekszyc117. Tutaj otrzymał rozkaz marszu w kierunku Wilna po osi Mosty—Wasiliszki—Lida. Tam skierowano również pozostałe pułki brygady kawalerii „Wołkowysk”. Wobec przekroczenia granicy państwowej przez wojska radzieckie zmieniono kierunek marszu na Puszczę Grodzieńską i dalej na północ ku granicy litewskiej118. W ślad za brygadą ewakuował się ośrodek zapasowy i dowództwo obrony Wołkowyska.

W straży przedniej brygady maszerował 110 rezerwowy pułk ułanów. Przy czołowym szwadronie znajdował się zastępca dowódcy pułku mjr Dobrzański podejmujący na miejscu niezbędne decyzje119.

W rejonie Grodna dowódca brygady przekazał dowódcom pułków rozkaz gen. Wacława Przeździeckiego dotyczący przekroczenia granicy litewskiej, złożenia broni i ewentualnego przedostania się do Francji. Decyzja ta podyktowana była również faktem opuszczenia kraju przez rząd Polski i Naczelne Dowództwo. O świcie 20 września brygada bez 103 spieszonego pułku szwoleżerów, który nie nadążał za pułkami konnymi, przeprawiła się w miejscowości Hoża na zachodni brzeg Niemna. W rejonie miejscowości Sopoćkinie oddziały brygady skierowały się na północ i już bez 110 rezerwowego pułku ułanów poszły ku granicy litewskiej.

Ppłk Dąbrowski ze swoim pułkiem odłączył się od brygady i skierował do Puszczy Augustowskiej z zamiarem kontynuowania walki. Znaczny wpływ na taką decyzję miał mjr Dobrzański, który jeszcze pod Grodnem mówił o potrzebie podjęcia w najbliższym okresie działań partyzanckich120. Do tego celu najbardziej nadawały się obszary Puszczy Augustowskiej. Postanowiono więc kontynuować marsz przez Mikaszówkę i Strzelcowiznę, by zatrzymać się w kompleksie leśnym między jeziorami: Serwy, Gorczyckie, Orle, Paniewo, Krzywe, Mikaszewo i rzeką Czarna Hańcza. Na terenie tym były dogodne warunki do obrony i wypoczynku dla bardzo przemęczonych marszami i potyczkami szwadronów. Jeden z oficerów tak wspomina ten okres: ,,Dokuczliwe zimno przenika do kości. Oślizłe wodze tkwią jak drewniane kołki między zgrabiałymi palcami. Deszcz ścieka za kark, spływa po siodłach w cholewy butów. Kopyta końskie człapią po błocie. Zmordowane zwierzęta nie wytrzymają długo...”121

22 września pułk zatrzymał się na postój w miejscowościach Podmacharce i Małowiste, gdzie zarządzony został odpoczynek. Wystawiono ubezpieczenia wzmocnione ciężkimi karabinami maszynowymi, a przy rozwidleniu dróg (Sejny — Augustów) obok Macharc umieszczono działo122. Z uwagi na dużą ilość taboru składającego się z podwód z osobistymi rzeczami oficerów, ich rodzin, a nawet osób przygodnych, postanowiono zostawić przy pułku jedynie tabor bojowy z amunicją, a osobiste rzeczy złożyć w stodołach. Pozostali furmani otrzymali zaświadczenia i udali się do domów123.

W tym czasie do ppłk. Dąbrowskiego zaczęli zgłaszać się niektórzy oficerowie prosząc o zezwolenie pójścia na Litwę lub na demobilizację, gdyż jak twierdzili, nie widzą możliwości dalszej walki124. Wszystkim chcącym odejść z pułku ppłk Dąbrowski nie czynił trudności. Pierwsza odłączyła się grupa z kwatermistrzem Napoleonem Kostaneckim i dowódcą plutonu przeciwpancernego ppor. Janem Magrowiczem125. Ale były też sytuacje odwrotne. Właśnie w Podmacharcach dołączyła do pułku grupa złożona z kilku oficerów i podoficerów ze 102 rezerwowego pułku ułanów, którzy zawrócili znad granicy litewskiej, by kontynuować walkę. Wśród nowo przybyłych znajdowali się między innymi: zastępca dowódcy pułku rtm. Stanisław Sołtykiewicz, dowódca 3 szwadronu por. Feliks Karpiński, pchor. Leon Gołko, pchor. Jan Wyszomirski, kpr. Józef Alicki i kpr. Roman Rodziewicz126. Spotkanie z pułkiem tak opisuje Józef Alicki: „Oficerem, który nas przywitał był mjr Dobrzański. Wesoły, energiczny, nie widać było przygnębienia. Pod adresem rządu i dowództwa rzucił kilka cierpkich aluzji. Oświadczył, że przyjmuje nas z otwartymi ramionami o czym zawiadomi dowódcę pułku. Ppłk Dąbrowski w przeciwieństwie do majora był przygnębiony. Był to już człowiek niezdolny do walki”127. Jak zgodnie stwierdzają w swych relacjach Alicki i Rodziewicz, już wówczas mówiono, że pułk ma iść do broniącej się Warszawy. Kontynuowano więc marsz na południe przez miejscowość Płaska do wsi Krasne położonej około 6 km na północ od Lipska nad Biebrzą. Sytuacja pułku była ciężka, gdyż oprócz ciągłego zagrożenia ze strony nieprzyjaciela, ogromnego przemęczenia ludzi i koni, występowały braki w zaopatrzeniu, które w puszczy niełatwo było uzupełnić. Mięso wieprzowe otrzymano od mieszkańców wsi w zamian za zapasowe konie. Gorzej było z chlebem, gdyż na jego wypiek nie było czasu. Postanowiono więc wysłać patrol konny do większej pobliskiej miejscowości, jaką był Lipsk nad Biebrzą, by uzupełnić bieżące zaopatrzenie, szczególnie w chleb i masło. Żołnierze patrolu otrzymali w Lipsku cały zapas chleba jaki znajdował się w piekarni Półtalarka i sklepie Sztafińskiego oraz masło z mleczarni Dadury i Gowina128.

Wieczorem 23 września pułk rozpoczął marsz przez Jasionowo, Nowy Lipsk do Jastrzębnej, gdzie przeszedł linię kolejową Augustów — Grodno i mostek na dopływie Biebrzy, osiągając Krasnybór. Mimo groźby spotkania z Niemcami maszerowano drogą, by zapewnić odpowiednie tempo marszu i jak najszybciej przekroczyć szosę Augustów — Suchowola w miejscowości Sztabin. Przejście szosy, odpowiednio ubezpieczone od północy i południa, odbyło się bez przeszkód ze strony przeciwnika i pułk przez Jaminy, Lipowo dotarł do wsi Mogilnice, gdzie zatrzymał się sztab, tabory i część sił pułku. Jeden szwadron wysunął się do Jaziewa, a dwa do Dębowa i Jasionowa. W dowództwie pułku postanowiono rozpoznać dwie trasy marszu na Warszawę: pierwsza przez Goniądz — Osowiec, druga przez Jaświły — Trzcianne — Laskowiec, aby sprawdzić możliwości przeprawy przez Narew. W tym celu mjr Dobrzański skontaktował się z kierownikiem szkoły w Dolistowie Starym, ppor. rez. Antonim Jaworskim i wysłano na rowerach dwóch zaufanych młodych mieszkańców Dolistowa — Mieczysława Janika i Stanisława Szumskiego129. W tym czasie 3 szwadron rtm. Moczulskiego, wzmocniony działonem artylerii i plutonem karabinów maszynowych, podszedł pod Dolistowo Stare, zatrzymując się na północnym brzegu Biebrzy. Ubezpieczenie stanowiło działo połowę na kierunku przeprawy promowej i ciężkie karabiny maszynowe na kierunku kładki przez rzekę130. 2 szwadron znajdował się w Kopytkowie. Mjr Dobrzański z kilkoma oficerami kwaterował we wsi Jasionowo w mieszkaniu Chalaburdy, gdzie mieścił się jednocześnie punkt opatrunkowy131. Tutaj też rozmieszczony był następny szwadron.

W tym czasie na szosie Osowiec — Suchowola, od strony Goniądza, ukazała się niemiecka kolumna zmotoryzowana, która minęła Dolistowo nie zauważając wysuniętych nad rzeką polskich ubezpieczeń. Dojechawszy do mostu na rzece Brzozówce Niemcy zawrócili do Osowca132. W niespełna pół godziny później od strony wsi Zabiele podjechały trzy czołgi. Jeden zatrzymał się na skrzyżowaniu dróg w Dolistowie Starym, a dwa zajęły stanowiska na skraju wsi od strony Zabiel i rozpoczęły ostrzał z broni maszynowej. W trakcie wymiany ognia poległ rtm. Moczulski133. Niespodziewany atak broni pancernej przeciwnika oraz śmierć dowódcy szwadronu spowodowała panikę. Atak ten wywołał także popłoch wśród koni, które bez jeźdźców rozbiegły się po łąkach134. Rozproszenie szwadronu, powstałe zamieszanie w innych szwadronach i pogarszający się stan zdrowia, załamały wolę ppłk. Dąbrowskiego — kontynuowania marszu w kierunku Warszawy. Jak podaje naoczny świadek, ówczesna mieszkanka Mogilnicy Natalia Borkowska: „Pułkownik oparł się o ganek budynku w Mogilnicy i szlochając mówił: »co można z takim żołnierzem zrobić«”135. Na zwołanej odprawie oficerów ppłk Dąbrowski przedstawił sytuację pułku jako beznadziejną i stwierdził, że w tych warunkach nie widzi możliwości dojścia do Warszawy136. „Nastrój był bardzo burzliwy — wspomina dowódca 2 szwadronu por. Jerzy Sobieszczański — wszyscy podenerwowani i zrozpaczeni. Spoglądaliśmy jeden na drugiego nie wiedząc co mówić i co dalej począć. Część chciała walczyć, część zmęczona tułaczką i tragicznym położeniem wołała iść do niewoli. Pułkownik, stary i doświadczony żołnierz, który przeszedł wiele ciężkich chwil w poprzedniej wojnie, w tej chwili chory, z gorączką, przemawiał do nas i stwierdził, że nie ma mowy o przebiciu się do Warszawy. Wobec tego rozwiązuje pułk i każdy z nas ma odtąd decydować o własnym losie. Doszło do przykrej wymiany zdań, gdyż mjr Dobrzański nie mógł pogodzić się z tą decyzją. Twierdził, że nikt nie jest w stanie zwolnić go z przysięgi złożonej ojczyźnie i postanowił walczyć do ostatniego tchu”137. Jak podaje Tadeusz Kalenkiewicz, stanowisko mjr. Dobrzańskiego poparł kpt. Maciej Kalenkiewicz mówiąc, że należy iść na pomoc Warszawie lub Modlinowi. Ppłk Dąbrowski był zdania, że trzeba cofnąć się do Puszczy Augustowskiej lub przejść do Puszczy Białowieskiej, aby przeczekać tam do ofensywy francuskiej138. Mjr Dobrzański oświadczył stanowczo, że nie cofnie się przed Niemcami na wschód i pójdzie na pomoc Warszawie. Część oficerów poparła go. Niektórzy, jak rtm. Witold Masłowski, opowiedzieli się za ppłk. Dąbrowskim. Inni oficerowie postanowili iść do niewoli. Pozostali zdecydowali się na demobilizację i rozejście do domów139. Na zakończenie odprawy dokonano podziału kasy pułkowej na dwie części: jedną zachował ppłk Dąbrowski, a drugą otrzymał mjr Dobrzański140.

Po odprawie mjr Dobrzański zebrał około 180 chętnych do dalszej walki żołnierzy i oficerów. Polecił zabrać armatę, kuchnię połową, trzy ciężkie karabiny maszynowe, w tym jeden na taczance, i wyruszył natychmiast z rejonu rozmieszczenia pułku, gdzie nastąpiło już rozprężenie i demoralizacja141.

3. Utworzenie oddziału i marsz w rejon Warszawy

Grupa żołnierzy z mjr. Dobrzańskim na czele skierowała się na zachód. Najbliższym celem była Woźna Wieś, do której dojście prowadziło przez Czerwone Bagno. Przez rozległe bagno przeprowadzili żołnierzy okoliczni mieszkańcy. Mimo wysiłków nie udało się przeprawić działa i kuchni polowej142. Oddział bez strat w ludziach i koniach dotarł do lasu obok miejscowości Woźna Wieś, zatrzymując się tam na postój. Ubezpieczenia wystawiono od strony lasu, od miejscowości Karczewo oraz przy moście w Woźnej Wsi143. W ten sposób zabezpieczono się przed atakiem nieprzyjaciela, gdyż pozostałe kierunki zagradzały rozległe i niedostępne bagna. Przed wykryciem i atakiem z powietrza osłaniał las144.

Postój wykorzystany został na nakarmienie ludzi i koni oraz zreorganizowanie oddziału. Mjr Dobrzański dokonał podziału całości sił na trzy plutony — średnio po 55 ludzi w plutonie i drużynę ckm. Podzielił również stanowiska, ich obsada przedstawiała się następująco:

dowódca oddziału — mjr Henryk Dobrzański

zastępca dowódcy — rtm. Stanisław Sołtykiewicz

adiutant — kpt. dypl. inż. Maciej Kalenkiewicz

dowódca 1 plutonu — por. Feliks Karpiński

dowódca 2 plutonu — por. Stanisław Masłowski

dowódca 3 plutonu — ppor. mgr inż. Modest Iljin145.

Oddział miał pełne uzbrojenie etatowe i dodatkowo ciężkie karabiny maszynowe. Brak było jedynie karabinów przeciwpancernych, których oddziały rezerwowe nie otrzymały z powodu niewielkiej ich liczby. Zrezygnowano z nielicznych również hełmów i cały oddział występował od tego czasu w czapkach potowych. Przyjęto nazwę: Oddział Wydzielony Wojska Polskiego mjr. Dobrzańskiego.

Na odprawie oficerów mjr Dobrzański przedstawił trasę marszu, która miała prowadzić przez okolice Stawisk—Łomży—Czerwonego Boru—Ostrowi Mazowieckiej do Warszawy. Jego celem było dotarcie do walczącej stolicy i w zależności od sytuacji prowadzenie walki na zewnętrznym pierścieniu okrążenia lub przebicie się do miasta.

24 września wieczorem mjr Dobrzański dał rozkaz wymarszu. Oddział ubezpieczony od czoła szperaczami, wyruszył w kierunku Łomży. Podczas tego trudnego marszu mjr Dobrzański wykazał cały talent zagończyka — dowódcy lotnego oddziału konnego działającego na zapleczu wroga. Talent wspomagała wytrzymałość fizyczna i psychiczna, gorący patriotyzm i stanowcza wola walki, które towarzyszyły mu do końca życia.

Ocierając się niemal o niemieckie placówki i oddziały 23 dywizji piechoty rozmieszczone w tym czasie na północ od rzek Biebrzy i Narwi wzdłuż szos Osowiec—Grajewo i Szczuczyn— —Wizna146, prowadził swoich żołnierzy do wytkniętego celu. Podczas przekraczania szosy Grajewo—Osowiec doszło do starcia plutonu ubezpieczającego z niemieckim oddziałem zmotoryzowanym, zdążającym w kierunku Grajewa. Podczas tego pierwszego starcia oddział nie poniósł strat w ludziach147. Do następnej walki z Niemcami doszło pod Radziłowem148. Zdawać by się mogło, że tak częste potyczki na niewielkim przecież odcinku, były rezultatem błędu popełnionego przez dowódcę oddziału w wyborze trasy marszu lub sposobu działania. Były one jednak nieuniknione z powodu dużego nasycenia tego obszaru oddziałami niemieckimi wycofującymi się na kolejną linię demarkacyjną149. Podczas dalszego marszu udało się wyminąć nieprzyjaciela i już bez walki dotrzeć pod Łomżę.

Po przekroczeniu pod Wyrzykami szosy Łomża—Wizna oddział zatrzymał się w lasku między Drozdowem a Kalinowem. Zamierzano początkowo przeprawić się przez Narew pod Łomżą, lecz wysłany dla rozpoznania przeprawy patrol stwierdził, że w rejonie Łomży brzegi rzeki są błotniste i zorganizowanie przeprawy zajęłoby dużo czasu150. Mjr Dobrzański podjął więc odważną, lecz ryzykowną, decyzję przejścia przez most w Łomży, mimo iż z meldunku wcześniej wysłanego patrolu oficerskiego do Łomży wiadomo było, że przy moście są niemieccy wartownicy151. Dowódca podzielił oddział na trzy grupy: uderzeniową — składającą się z dwóch spieszonych plutonów, koniowodnych oraz grupę zamykającą w sile plutonu wzmocnionego ciężkim karabinem maszynowym. Drogą przez Kalinowo i Piątnicę oddział ruszył do Łomży. Grupa uderzeniowa prowadzona przez mjr. Dobrzańskiego z bagnetami na karabinach i granatami za pasem weszła na most, który zajęła bez walki152. Zauważonych poprzednio przez patrol wartowników nie napotkano. Zaraz po przejściu mostu i nasypu ominięto miasto, kierując się do lasów Czerwonego Boru i dopiero wtedy oddział został ostrzelany przez Niemców153.

To śmiałe i skuteczne działanie wzmocniło jeszcze bardziej zaufanie żołnierzy i oficerów do mjr. Dobrzańskiego. 25 września o świcie oddział dotarł do lasów w rejon Czerwonego Boru, gdzie zatrzymał się na dzień odpoczynku154. W dużym kompleksie leśnym żołnierze przemęczeni około 90 km marszem czuli się bezpiecznie155. Należało zająć się zaopatrzeniem, nakarmić ludzi i konie oraz zapewnić żołnierzom kilka godzin snu. Za kilka koni, które były odparzone i wymagały pielęgnacji, gospodarze dostarczyli żywność, o którą było trudno, gdyż wszystko zostało już uprzednio wykupione. Bezpośrednią obserwację wokół miejsca postoju oddziału zorganizowali miejscowi chłopi156. Na kierunek dalszego marszu, wysłano konne patrole rozpoznawcze.

Jeszcze przed wieczorem oddział lasami wyruszył w dalszą drogę. Maszerując przez Głębocz Wielki—Podbielę, wyminął Ostrów Mazowiecką od zachodu i przez Wiśniewo dotarł do lasów Nadleśnictwa Brok. Mimo nocy, leśnych i polnych dróg, jechano bardzo szybko nie oszczędzając koni ani ludzi, by jak najszybciej dotrzeć do Warszawy. Nie wszyscy wytrzymali to tempo marszu, zostawali więc po drodze lub odjeżdżali do domów. Na ich miejsce zgłaszali się inni157.

Za zaopatrzenie oddziału w żywność odpowiedzialny był wachm. Tadeusz Kalenkiewicz, a kpr. Alicki dostarczać miał paszę dla koni158.

O świcie oddział zatrzymał się na krótki postój we wsi Poręby, gdzie zaopatrzył się w żywność159. Wysłane stąd rozpoznanie stwierdziło, że najdogodniejsza przeprawa przez Bug znajduje się obok wsi Udrzyn. Tam też 26 września w godzinach rannych przeprawiono się brodem, który wskazała miejscowa ludność. W lesie obok wsi Brzuza zatrzymano się na odpoczynek. Do Warszawy pozostało jeszcze około 70 km.