12,99 zł
W nocy 28 października 1940 roku premier Grecji Joanis Metaksas otrzymał od ambasadora Włoch ultimatum, w którym żądano zgody na okupację Grecji. Premier miał tylko trzy godziny na odpowiedź i uznając, że stanowisko Włoch nie daje możliwości negocjacji, odrzucił żądania. O 6.00 rano tego samego dnia armia włoska rozpoczęła działania przeciwko Grecji.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Ilustracja na okładce: GMJ DTP: ThoT
Copyright © for this edition by Dressler Dublin sp. z o.o., Ożarów Mazowiecki 2026
Producent: Dressler Dublin sp. z o.o. 05-850 Ożarów Mazowiecki, ul. Poznańska 91 e-mail: sekretariat@dressler.com.pl
Dane do kontaktu: Wydawnictwo Bellona 02-103 Warszawa, ul. Hankiewicza 2 e-mail: biuro@bellona.pl www.bellona.pl www.facebook.com/Wydawnictwo.Bellona
Księgarnie internetowe: swiatksiazki.pl, ksiazki.pl, czytam.pl
Dystrybucja: Dressler Dublin sp. z o.o. 05-850 Ożarów Mazowiecki, ul. Poznańska 91 e-mail: dystrybucja@dressler.com.pl tel. + 48 22 733 50 31/32 www.dressler.com.pl
ISBN 978-83-11-18841-9
Wersję elektroniczną przygotowano w systemie Zecer
Jest 28 października 1940 roku. W paśmie gór Pindos batalion „Aquila” dywizji „Julia” podchodzi do granicy grecko-albańskiej. Deszcz. Mrożąca wilgoć przenika przez płaszcze i mundury. Nogi żołnierskie ciężko stąpają po wąskiej ścieżce górskiej. Pochylone postacie taszczą broń, dodatkowe racje żywności i amunicji. Sto ósma kompania skręca w lewo ku szczytowi 1955, by osłonić marsz sił głównych batalionu, sto czterdziesta trzecia idzie dalej – ma dotrzeć do wioski Kaliwia. Chrzęści oporządzenie, czasem brzęknie hełm trącony karabinem. Są zmęczeni, a to dopiero początek drogi. Dokąd dąży to wojsko?
– Luigi, daleko jeszcze do tych Aten? – rosły Giovanni Angeloni, dźwigający erkaem, pyta krajana i przyjaciela, plutonowego Collochię.
– Daleko – odpowiada idący za nim Vittorio Contestabile. – Więcej niż od naszej Aielli do Sulmony, ale chyba nie dalej niż do Rzymu.
– Wystarczy. Byłem tam przed wojną z ojcem, ale jechaliśmy pociągiem.
– Wybij sobie pociąg z głowy – dopiero teraz odzywa się plutonowy. – W Grecji nie ma prawie kolei, a i o drogi trudno.
– Jeśli tu gorzej niż w naszych Abruzzach, po co nam te skały? Mało mamy własnych? – zwątpił Giovanni.
– Mnie też tak się wydaje – wtrącił Luigi. – Byle dojść do Aten. Duże miasto, ciepło. Gdy tam dotrzemy, na pewno nas puszczą do domu. Giovanni, jak tam z Klarą?
– Źle. Liczyłem, że nas zwolnią do domów, jak tych we Włoszech, i zaraz się ożenię. Ale teraz sprawa się przeciągnie, a dla niej nie będzie życia w Aiella. Zaszczują ją.
– Przestrzegałem…
– Ale rodzice nie chcieli się zgodzić. Będą musieli.
– Módl się do świętego Dominika, byśmy jak najszybciej doszli do Aten i dostali urlopy.
– Uwaga! Uwaga! – biegnie szept od czoła kompanii. – Granica.
Sto czterdziesta trzecia z wolna mija zwykły drewniany słup.
Kamienna, otoczona murem chata. Pełno w niej ciał ludzkich, potu, ciężkich oddechów, chrapania. Jakiś cień wsuwa się do środka.
– Panie poruczniku! Plutonowy Tombakis melduje, że po stronie albańskiej niezwykły ruch. Włosi podeszli do granicy.
Podporucznik Markopulos otrząsnął się ze snu, podkręcił knot lampy i oświetlił śpiących. Ile razy tak robił w ciągu ostatnich dni? Lepiej nie liczyć. Może i tym razem jest to fałszywy alarm.
Ale rozkazy ma wyraźne.
– Wstawać! Wstawać!
Podnoszą się ociężali, senni, mrukliwi. Wiele dni i nocy nie dosypiają, marzną i mokną. Jeden Siatos miał szczęście. Dwa dni spędził w domu na chrzcinach pierworodnego. Wrócił kilka godzin temu i teraz – zerwany ze snu – nie zdaje sobie sprawy, gdzie się znajduje. Czy u siebie, w Eptachorion, przy małym Nikosie i Zofii, czy na posterunku granicznym. Co jest snem, a co rzeczywistością?
Wychodzą. Chłód otrzeźwia. Jak co dnia i co nocy, od kilku tygodni, rozdzielają się i idą wzmocnić posterunki.
– A to ty, Siatos – mruknął kapral Gazos, gdy obok erkaemu legł młody żołnierz. – Dobrze, że jesteś. Samemu było mi niewyraźnie, bo znów nie ma pełnej zmiany. Ale i ty sam przyszedłeś. Zresztą mniejsza z tym – mów, jak było w domu.
– Chłopak jest wspaniały. Mówią, że do mnie podobny. Masz ciasto. Zofia piekła. Zrobiła też rękawiczki i szalik. Kolorowe, nie pasują do munduru, ale ciepłe. Popatrz.
– W tej ciemności niewiele widać. Jak będzie jaśniej, ocenię. Słuchaj…
Od strony albańskiej dochodziły początkowo niewyraźne, później narastające dźwięki. Przejścia granicznego nie widzieli – skrywał je załom – lecz tam, na granicy, coś się działo. Nałożyli hełmy. Gazos zdjął pokrowiec z erkaemu, Siatos ułożył na parapecie zapasowe magazynki. Czekali. Dźwięki stawały się coraz wyraźniejsze.
Nagle z prawej, od zaczynającego się wyłaniać z mroku szczytu 1955, zagrał erkaem, później drugi. Po chwili zza załomu zaczęły wyłaniać się jakieś postacie. Najpierw kilka, chwila przerwy i teraz już sznur ludzi, niewyraźnych w mroku, uparcie podążał w ich stronę – w stronę Grecji. Gazos odbezpieczył erkaem, przeżegnał się, nabrał powietrza w płuca, naprowadził broń na cel i nacisnął spust. Chauchat1 przemówił statecznym stukotem.
Czoło sto czterdziestej trzeciej kompanii drgnęło. Żołnierze chronią się za głazami. Dowódcy plutonów, młodzi podporucznicy, wykrzykują komendy, jeden posługuje się gwizdkiem. Hałas, zamieszanie. Ale stare to wojsko, wyszkolone. Sierżant Lanzarotti dopada do Collochia:
– Z erkaemem na to zbocze. Szybko!
Luigi wyrywa Giovanniemu erkaem i ustawia go na skale. Na razie nic nie widzi, ale Vittorio dostrzega przed nimi, nieco niżej i w prawo, błyski. Luigi naprowadza broń na cel, ciągnie za spust. Erkaem milczy. Po raz drugi – to samo. Święta Madonno! Trzęsą mu się ręce. Bezpiecznik! Zwolnił. Teraz Breda2 odpowiedziała Chauchatowi – początkowo jakby niepewnie, po chwili głosem pełnym, szybszym niż ten z przeciwka. Ostrzelane ogniki zgasły.
– Dostał! – krzyknęli aielczycy.
Nie wiedzieli jednak, że wojna to nie polowanie na króliki. Tu, zabijając, trzeba uważać, by i ciebie nie zabito. Sierżant Tymbazis, ubezpieczający Gazosa i Siatosa z przeciwległego stoku, dostrzegł strumień ognia idący z Bredy. Za późno, by uratować osłanianych – w porę, by trafić w myśliwych. Krótką serią przeciął Giovanniego, trafił śmiertelnie Luigiego, ranił Vittoria.
Jest 11.45. Zniknęła mgła, widać wyraźnie skaliste masywy groźnego Pindosu. Podobny do Abruzzów, ale i inny. Może dlatego, iż nie ma słońca, może dlatego, iż nie widać w dolinach białych miasteczek. Niemal u stóp, w głębokim wąwozie, rwący Sarandoporos. Pamięta żelazne legiony Cezara, rycerstwo Roberta Guiscarda oraz tych z 1918 roku – takich samych żołnierzy z piórkami. Teraz ich synowie, sto czterdziesta trzecia kompania, chowają swych pierwszych poległych. Dwa niewielkie wgłębienia w skalistym gruncie, w które włożono ciała.
Strzelcy stoją skupieni. Po raz pierwszy zetknęli się z wojną. Górale z Abruzzów – młodzi, ale już o spracowanych rękach i przeoranych wiatrem twarzach. Kto następny? – zastanawiają się. Nie wiedzą jeszcze, że z tych 200, którzy tu stoją, rodzinną czerwoną glebę Abruzzów dojrzy tylko kilku.
1. Potoczna nazwa francuskiego ręcznego karabinu maszynowego CSRG Mle 1915. [wróć]
2. Potoczna nazwa włoskiej broni produkowanej przez firmę Società Italiana Ernesto Breda, najczęściej Breda Mod. 30. [wróć]
Dwaj aielczycy nic nie znaczą dla tego, który pchnął wojsko na Grecję. Nie myśli o nich Benito Mussolini – szef rządu, wódz partii faszystowskiej, pierwszy marszałek imperium, przewodniczący Wielkiej Rady Faszystowskiej, minister spraw wewnętrznych, wojska, marynarki, lotnictwa i kolonii, desygnowany wódz włoskich sił zbrojnych w polu, dziekan korpusu dyktatorów…
Mussolini rozprawę z Grecją planował już od dawna. Jednak „układy” międzynarodowe uniemożliwiały mu realizację tego zamierzenia, a oprócz tego – dążąc do przekształcenia całej strefy śródziemnomorskiej w imperium włoskie – miał wiele innych, z „merytorycznego” punktu widzenia bardziej priorytetowych problemów do rozwiązania.
Po wejściu do wojny po stronie Niemiec duce zmierzał jedynie do tego, by możliwie szybko uchwycić jak największą zdobycz. Chodziło mu o to, aby do rokowań pokojowych – jak się spodziewał, rychłych – zasiąść z pełnym workiem. Marzył o zajęciu Egiptu, ale działania w tej strefie natrafiły na ogromne trudności logistyczne. Pozostawały więc Bałkany.
Dlatego latem 1940 roku na pogranicze z Jugosławią zostały przegrupowane główne siły włoskie. Miały one uderzyć na ten kraj wspólnie z nacjonalistami chorwackimi, przygotowującymi wybuch powstania. Bez tego czynnika – zdaniem dowódców włoskich – operacja była trudna, zwłaszcza iż należało liczyć się z koniecznością przełamywania silnie ufortyfikowanego przez Jugosłowian pogranicza istryjskiego.
Istniała też inna możliwość. Umocniony rejon można było obejść przez Austrię, ale do tego konieczne było współdziałanie III Rzeszy, pożądane Węgrów, a nawet Bułgarów.
Berlin zaś po zwycięstwie nad Francją głowił się dopiero nad tym, co robić. Szukał sposobów zmuszenia Wielkiej Brytanii do rezygnacji z walki i w związku z tym był przeciwny wszczynaniu jakiejkolwiek akcji na Bałkanach, gdyż ta mogłaby doprowadzić do konfliktu zbrojnego w tym rejonie.
Bałkany – zdaniem Berlina – i tak, drogą podporządkowywania ekonomicznego oraz siania wzajemnych waśni, znajdą się w orbicie „osi”. Konflikt zbrojny natomiast stworzy przesłanki do działania Brytyjczykom oraz zaalarmuje Związek Radziecki.
Wiedział o tym dobrze minister spraw zagranicznych Galeazzo Ciano, hrabia Cortellazzo. Syn oficera marynarki, wsławionego brawurą podczas I wojny światowej (za co król nadał mu tytuł hrabiego), jeden z czołowych działaczy partii faszystowskiej (za co został admirałem), mąż ulubionej córki Mussoliniego – przystojnej i egzaltowanej Eddy – sam prawnik i lotnik, interesujący się dramatem, krytyką i dziennikarstwem, bon vivant, czuły na pochwały, z równą swobodą traktujący uderzenia w piłkę golfową jak atak bombowy na wieś etiopską czy najazd na sąsiada.
Znakomity organizator polityki personalnej i obsadzania czołowych stanowisk przez swoich ludzi, przez wielu uważany za delfina reżimu faszystowskiego.
Niemców – podobnie jak teść – nie lubił, lecz wspólnie z nim zorganizował „oś”. Był przeciwnikiem wejścia Włoch do wojny, ale po jej wypowiedzeniu bombardował Francję. Żywił sporo sympatii dla Polski, jak większość arystokracji włoskiej (niezależnie od wieku), szanował Anglików, inne narody – zwłaszcza bałkańskie – uważał za hołotę.
Teraz, znając stanowisko Niemiec wobec Bałkanów, uważał, iż należy zrezygnować z napaści na Jugosławię, ale o zdobycie Grecji można się pokusić.
Wiosną 1939 roku przekonał teścia o możliwości wyprawy na Albanię. Dała ona królowi włoskiemu i cesarzowi Etiopii koronę Skanderbega, a jemu udział w tamtejszych kopalniach ropy naftowej. Teraz z kolei pragnął dorzucić Wiktorowi Emanuelowi III koronę Hellenów, a sobie – lepsze zabezpieczenie kopalń cynku w Beocji.
Do nich to przecież, niby nie wiedząc, do kogo należą, dobierali się Niemcy. Pouczeni – przepraszali, ale nie ulegało wątpliwości, iż byłyby one pewniejsze pod strażą karabinierów włoskich.
Aparat MSZ, znając wolę szefa, robił wszystko, by dostarczyć mu odpowiednich materiałów i zorganizować specjalne akcje, tym bardziej iż sprawował on nadzór nad Albanią za pośrednictwem departamentu do spraw albańskich kierowanego przez Zenone Beniniego.
Ministra spraw zagranicznych energicznie wspierało trio z Tirany. Albania – dziecko Ciano – była pod jego osobistym nadzorem (złośliwi mówili: jego wielkim księstwem), a tamtejszy namiestnik Francesco Jacomoni di San Severino – jego człowiekiem. Wspólnie z premierem marionetkowego rządu albańskiego, Shefketem Verlacim, który pragnął odwrócić uwagę rodaków od faktu utraty niepodległości, organizował on akcję „wyzwolenia” spod jarzma greckiego północnego Epiru, tzw. Czamurii, gdzie mieszkała pewna liczba Albańczyków.
Trzecim z Tirany był nowy dowódca wojsk włoskich w Albanii, generał Sebastiano Visconti Prasca. Poprzedni dowódca, generał Alfredo Guzzoni, nie sprostał stawianym przez reżim wymaganiom. Gdy w maju 1940 roku Ciano sugerował mu przygotowanie wojsk do akcji przeciwko Grecji, odpowiedział, iż może wykonywać rozkazy tylko swoich bezpośrednich przełożonych. Tego było za wiele. Zięć duce, za pośrednictwem podsekretarza stanu w Ministerstwie Wojny, generała Ubaldo Soddu – człowieka, „który czekał na swoją godzinę” – spowodował odwołanie Guzzoniego i mianowanie na jego miejsce bardziej odpowiedniego człowieka. Był nim teoretyk wojny totalnej, były attaché w Paryżu, generał Visconti Prasca.
Trójca ta, pod opiekuńczymi skrzydłami Ciano, realizowała niezwłocznie to, co przekazywał w imieniu swojego szefa Benini, wysuwała też własne pomysły.
Na „froncie przeciwgreckim” działał również gubernator Egei (Dodekanezu) Cesare Maria de Vecchi de Val Cismon. Adwokat, podczas I wojny światowej kapitan oddziałów szturmowych (arditi) – włoskich desperados, przywykłych do przeprowadzania brawurowych akcji, z których większość uczestników nie wracała – „nieustraszony bufon”, który nawyki lat wojny przeniósł na czas pokoju.
Mentalność arditi związała go z Mussolinim – był jednym z twórców ruchu faszystowskiego, czołowym reprezentantem skrzydła konserwatywno-monarchistycznego, jednym z czterech organizatorów marszu na Rzym. Gdy faszyzm doszedł do władzy i skończyły się czasy napadów na przeciwników politycznych, mimo iż porósł w stopnie i tytuły, nie zmienił swej mentalności arditi. Jako zarządca Piemontu zmasakrował robotników w Turynie, wysłany na gubernatora do Somalii zorganizował tam wyprawę wojenną, połączoną z krwawymi pacyfikacjami na obszarze, który już należał do Włoch. Przeniesiony na stanowisko podsekretarza stanu w Ministerstwie Skarbu, zaczął od zapowiedzi zniesienia rent inwalidom wojennym, co spowodowało zagrożenie dla reżimu faszystowskiego, który tę sprawę właśnie wysuwał jako jedną z kluczowych podczas walki o władzę.
W końcu Mussolini skierował go na wyspy Dodekanezu. Było to niby zesłanie, bo daleko od Rzymu i tylko 140 000 poddanych, ale przecież mógł sprawować tu władzę absolutną – tym bardziej iż jako gubernator był zarazem dowódcą miejscowych sił zbrojnych, a jako zasłużony działacz – szefem partii na wyspach.
De Vecchi zainstalował się w odrestaurowanym pałacu wielkich mistrzów joannickich na Rodos, miejscowych Greków trzymał twardą ręką, a chcąc ich przerobić na Włochów, zamknął greckie szkoły i tępił język. Brak sukcesów w tej mierze zwalał na Ateny i płynące stamtąd podżegania. On też pragnął powiększyć swe „wielkie księstwo” kosztem greckich wysp archipelagu, a gdy Włochy weszły do wojny, uznał, iż wybiła jego godzina.
Z Rodos do Rzymu poczęły płynąć sążniste meldunki, w których roiło się od wszelkich insynuacji pod adresem Grecji. Drążyły one umysł Mussoliniego, podsycały rosnącą z każdym dniem niechęć do Hellady.
Nienawiść nienawiścią, porachunki porachunkami, ale Mussolini trzymał się raz wyznaczonej hierarchii zadań. Grecję uważał za „kość”, która sama mu wpadnie w ręce, jeśli zdobędzie bardziej kuszący łup, jakim była Jugosławia.
Czwartego sierpnia, z okazji rocznicy przewrotu w Grecji, dokonanego przez reżim Metaksasa, sytuacja zaczęła się zaostrzać.
Jedenastego sierpnia Comando Supremo wydało rozkaz o gotowości do akcji przeciwko Jugosławii. Ostateczny termin ustalono na dwudziestego września. Marszałek Badoglio jednak, zapewne nie bez uwzględnienia zdania Ciano, nie był przekonany o możliwości zrealizowania tej akcji i wydał rozkazy raczej dla uspokojenia duce niż w celu rozpoczęcia rzeczywistej wojny.
Duce bowiem, wściekły na marszałka Grazianiego za odwlekanie ofensywy na Egipt, na marynarkę za brak sukcesów, na Anglików – iż jeszcze się biją, na Niemców – iż nie ujawniają swoich planów i być może toczą tajne rozmowy z Brytyjczykami, na Włochów – za dekadencję, pijaństwo i brak decyzji – miotał gromy na prawo i lewo, a każdy sprzeciw wzmagał jego złość. Dworacy wiedzieli, iż w takich sytuacjach należy potakiwać, a później – gdy złość minie – zobaczy się, co dalej.
Ciano natomiast uznał, iż lepiej podsunąć teściowi Grecję.
Schemat działania był stosunkowo prosty. Podsekretarz stanu MSZ do spraw albańskich, Benini, przekazał stosowną sugestię do Tirany. Tam Jacomoni i jego albańscy pomocnicy „zorganizowali” odpowiednie artykuły w miejscowej prasie. Przedrukowały je niezwłocznie główne dzienniki włoskie, a jednocześnie czołowi publicyści włoscy, przyjaciele Ciano, zamieścili sążniste komentarze w rodzaju:
„Naród włoski wesprze naród albański w jego słusznej walce o wyzwolenie braci spod jarzma kliki ateńskiej”, „Prowokacje kliki ateńskiej, mordującej patriotów albańskich, godzą w honor narodu albańskiego. Kto zaś brudną ręką targa się na niego, niech wie, iż honor narodu albańskiego jest honorem narodu włoskiego”.
W ramach tej akcji „męczennikiem” za sprawę wyzwolenia Czamurii spod panowania greckiego stał się niejaki Daut Hoxha1, którego mieli zamordować agenci z Aten. Ze stolicy Grecji płynęły wyjaśnienia, iż był to pospolity bandyta, który zginął z rąk podobnych mu rzezimieszków, ale Tirana i Rzym podkreślały zgodnie „cnoty” Hoxhy i w ciągu kilku dni kreowały go na bohatera narodowego.
Nie wchodząc w to, kim był rzeczywiście ten Albańczyk i w jakich okolicznościach zginął, stwierdzić należy, iż stał się on ważkim pretekstem w rozgrywce propagandowej przeciwko Grecji.
Zaistniała więc sytuacja typowa dla systemu autokratycznego – duce otrzymywał jednoznacznie brzmiące informacje z Tirany, Rodos, Aten i Rzymu, z których wynikało, że Grecja wysługuje się Anglikom, prowokuje Włochy i osobiście Mussoliniego. Miał też zorganizowaną własną opinię publiczną, gromko występującą przeciwko tym prowokacjom. Był na tyle inteligentny, by nie brać tego wszystkiego za dobrą monetę, ale też był „bogiem” z wszystkimi właściwymi dla nich słabościami, więc ulegał tej akcji, która szła po linii jego antypatii.
Nic więc dziwnego, iż już dziesiątego sierpnia Grecja stała się przedmiotem obrad na posiedzeniu rady ministrów. Duce wyraził się wówczas, iż „zastanowi się nad uderzeniem, bo ma z Grekami rachunek do uregulowania od 1923 roku i łudzą się, jeśli przypuszczają, że go przekreślił”.
Następnego dnia, po otrzymaniu kolejnego pakietu informacji o nowych prowokacjach i incydentach, do których mieli posunąć się Grecy, uznał, iż cierpliwość Włoch i ich wodza została wyczerpana. Postanowił zaatakować Grecję, ale pod koniec września, po Jugosławii. Niezwłocznie wydał stosowne rozkazy, między innymi sztabowi marynarki, by zakłócić żeglugę na Morzu Egejskim, gdyż służy ona wyłącznie interesom angielskim, oraz polecił wezwać z Tirany Jacomoniego i Visconti Prascę.
1. Daut Hoxha (zm. 1942) był albańskim działaczem komunistycznym i partyzantem w czasie II wojny światowej. Współpracownik Envera Hoxhy (Hodży). [wróć]
Wieczorem jedenastego sierpnia Francesco Jacomoni i Visconti Prasca znajdowali się już w Pałacu Chigi. Namiestnik był tu stałym gościem, generał natomiast stawał po raz pierwszy i to w dodatku od razu na tak intymnym spotkaniu, gdyż oprócz nich był tylko Achille Starace, do niedawna sekretarz generalny partii faszystowskiej, aktualnie szef sztabu milicji faszystowskiej, oraz podsekretarz stanu do spraw albańskich w MSZ, Benini. Zwalisty generał nie czuł się zbyt pewnie, ale umiejętności nabyte w dyplomacji pozwalały mu na swobodne zachowanie.
Po krótkich wstępnych grzecznościach Ciano przeszedł do meritum:
– Incydenty zorganizowałeś dobrze – zwrócił się do namiestnika. – Muszą one trwać jeszcze jakiś czas. Należy nasilić akcję mającą na celu rozłożenie samych Greków. Wydzieliłem stosowne fundusze. Na razie jest to zadatek. Dostaną więcej, ale po wszystkim. Inaczej z nimi nie można. Wezmą pieniądze, przedstawią rozliczenia, a roboty nie wykonają. Przyspiesz wykończenie radiostacji w Argyrokastron. Najpóźniej za dwa tygodnie winna rozpocząć audycje na Grecję.
– Pan, generale – teraz Ciano wpatrywał się uważnie w Visconti Prascę – stoi przed szczególnie odpowiedzialnym zadaniem, które na razie pozostanie naszą tajemnicą. Duce z powodów politycznych postanowił okupować Czamurię. W związku z tym pańskie wojska winny być gotowe do realizacji tego planu w ciągu piętnastu dni, od czternastego sierpnia poczynając. Jakie środki będą panu potrzebne, aby dotrzymać wspomnianego terminu?
Generał był zaskoczony. Dotychczasowe rozkazy, które otrzymał drogą służbową, dotyczyły wyłącznie pogotowia na granicy z Jugosławią, teraz zorientował się, że przygotowywana jest wyprawa przeciwko Grecji.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
