Od białego caratu do czerwonego (2). Geneza maksymalizmu. Dwa światy - Jan Kucharzewski - ebook

Od białego caratu do czerwonego (2). Geneza maksymalizmu. Dwa światy ebook

Jan Kucharzewski

0,0

Opis

 

Siedmiotomowe, nie ukończone dzieło Jana Kucharzewskiego (1876-1952) "Od białego caratu do czerwonego" należy określić jako opus vitae tego wybitnego historyka, publicysty i polityka. Jest to gruntowne studium dziejów wewnętrznych Rosji w XIX stuleciu. Autor koncentruje uwagę na historii ruchu rewolucyjnego i polityki rosyjskiej wobec ziem polskich, ale najbardziej fascynuje go specyfika rosyjskiej myśli i kultury. Kucharzewski dowodzi tezy o jej zasadniczej odmienności od tradycji europejskiej, o przybierającym coraz to nowe kształty rosyjskim imperializmie i nacjonalizmie oraz o wynikających stąd zagrożeniach. Ogromna wiedza i erudycja autora oraz wykorzystanie niezwykle bogatych materiałów źródłowych sprawiają, że mimo postępu badań nad dziejami Rosji nawet i dziś nie jest to tylko pozycja należąca do historii historiografii. Napisany z literackim zacięciem cykl książek, z których każda może stanowić osobną całość, ma wszelkie walory naukowego eseju. Pierwsze wydanie ukazało się w latach 1923-1935 w stosunkowo niewysokim nakładzie i w czasach PRL należało do książek najsurowiej zakazanych, dostępnych wyłącznie w największych bibliotekach naukowych po uzyskaniu specjalnego zezwolenia. Niniejsza edycja, opatrzona niezbędnymi dziś przypisami i komentarzami, kładzie kres "przymusowemu zapomnieniu" dorobku Kucharzewskiego. 

 

Cykl: Od białego caratu do czerwonego, t. 2 

 

Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego. 
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych. 

 

Książka dostępna w zasobach: 
Miejska Biblioteka Publiczna w Skierniewicach
Miejska Biblioteka Publiczna w Mińsku Mazowieckim 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi

Liczba stron: 783

Rok wydania: 1998

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Jan Kucharzewski

OD BIAŁEGO CARATU DO CZERWONEGO

TOM IIGENEZA MAKSYMALIZMU. DWA ŚWIATY

Pod redakcją naukową

Andrzeja Szwarca i Pawła Wieczorkiewicza 

WYDAWNICTWO NAUKOWE PWN

Warszawa 1998

Projekt okładki i strony tytułowej Yakup EROL

Redaktor Teodor ŁADYKA

Redaktor techniczny Maria CZEKAJ

Korekta Ewa ŁABĘCKA

© Copyright by Wydawnictwo Naukowe PWN SA

Warszawa 1998

ISBN t. 1-83-01-12453-9

ISBN t. 2-83-01-12562-4 

Wydawnictwo Naukowe PWN SA

Wydanie I powojenne

Arkuszy drukarskich 29

Skład i łamanie Egraf, Warszawa

Druk ukończono w październiku 1998 r.

Druk i oprawa Drukarnia Wydawnictw Naukowych SA

Łódź, ul. Żwirki 2

Część I. GENEZA MAKSYMALIZMU

Rozdział I. CHŁOP W PODDAŃSTWIE

W listopadzie 1892 roku Andrew Dickson White, powołany przez prezydenta Stanów Zjednoczonych Harrisona na stanowisko posła w Rosji, udawał się na posterunek. Z zaciekawieniem wjeżdżał w granice kraju, z którym wiązały go wspomnienia młodości. Przed trzydziestu ośmiu laty podążał późną jesienią 1854 roku jak dziś, do Petersburga, jako dwudziestodwuletni młodzieniec, powołany jako attache poselstwa amerykańskiego. Trafił wówczas na chwilę przełomową, na początek kampanii krymskiej; był świadkiem klęsk Rosji, śmierci Mikołaja I, wstąpienia na tron Aleksandra II i na progu nowej ery, w 1855 roku, opuścił Rosję.

Teraz powracał do niej, po latach trzydziestu siedmiu. Spodziewał się znaleźć wielkie zmiany. Upłynęło od tego czasu ćwierćwiekowe panowanie Aleksandra II i dziesięciolecie z górą rządów jego syna1. Będąc poza granicami Rosji, słyszał White o reformach Aleksandra II, o wielkim dziele oswobodzenia chłopów z poddaństwa, o postępach cywilizacyjnych, jakie Rosja od epoki mikołajowskiej poczyniła. Istotnie, od samej granicy dostrzegł zmiany. Gdy przed laty opuszczał Rosję, jechać musiał ze stolicy do granicy siedem dni i siedem nocy w niewygodnej karetce pocztowej; wówczas Rosja miała tylko drogę mikołajowską pomiędzy dwiema stolicami i krótki tor, łączący Petersburg z Gatczyną. Teraz powstała już cała sieć dróg żelaznych, budowano właśnie tor syberyjski. Drogę od granicy do Petersburga odbył w wygodnym wagonie w ciągu półtorej doby.

Uważne oko Amerykanina dojrzało jednak od razu, po szeregu dobrze mu znanych objawów, że to kraj, jak dawniej, odmienny od państw cywilizowanego świata. Zwłaszcza uderzyło go jedno: na twarzach, wyglądzie zewnętrznym, zachowaniu się ludu, obserwowanego przez okna wagonu, nie dostrzegł żadnej zmiany od czasu opuszczenia Rosji.

„Mużyk, według wszelkich oznak, pozostał tym, czym był dawniej. Gdy pociąg nasz zbliżał się do Petersburga, chłopi ze swymi baranimi kożuchami, równo ostrzyżonymi włosami i bezmyślnymi twarzami tak żywo przypomnieli mi mój pierwszy wjazd do Rosji, że zdawało się, iż zaledwie tydzień minął od owego czasu. Wszędzie czuć było system ucisku, który poznałem za czasów Mikołaja I”.

To pierwsze wrażenie utrwaliło się i umocniło po dłuższym pobycie White’a w Rosji Aleksandra III. „Długo bawiłem w Rosji przed oswobodzeniem włościan i po nim, nie chcę podawać w wątpliwość szlachetnych zamiarów Aleksandra II i jego współpracowników, lecz muszę stwierdzić, że jeśli są w ogóle jakieś ślady różnicy w położeniu chłopa przed reformą a po niej, to zgoła nieznaczne”1.

Było to pisane na schyłku [panowania] Aleksandra III. W lat kilkanaście potem znowu duch reformy obudził Rosję, wybuchnęła wojna japońska, po jej klęskach nastąpiły wstrząśnienia rewolucyjne, przebudziła się senna wieś i zaczął się szerzyć pożar ruchu agrarnego, Rosja otrzymała wreszcie zgromadzenie reprezentacyjne, w którym zasiedli i przedstawiciele chłopów2. Cudzoziemcy, którzy teraz, po dłuższej nieobecności, do Rosji wjeżdżali, spodziewali się tym razem ujrzeć kraj odnowiony, przeobrażony duchowo. Znów mamy wrażenia, tym razem Francuza, znanego z czynnej dla Rosji przyjaźni, znawcy i popularyzatora literatury rosyjskiej na Zachodzie, wicehrabiego Melchiora de Vogue. W roku 1909, po dwudziestoletniej nieobecności, przybywał na obchód stulecia urodzin Gogola. Po przekroczeniu granicy szukał wzrokiem tych zmian, o których tyle z dala się nasłuchał. Znowu znalazł te same nędzne izby i te same „nieruchome sylwety”; widział tego samego nie zmienionego chłopa i, patrząc na niego, przypominał sobie słowa z Martwych dusz Gogola: „Życie patrzyło na niego przez małą mętną szybę okna, zaprószonego śniegiem”1.

Od wojny krymskiej do przedednia wielkiej wojny europejskiej, pół wieku z górą odległości, tyle zmian, tyle reform, a Martwe dusze Gogola wciąż pozostały kluczem do odgadnięcia duszy wieśniaka. Jeśli obserwacje tych obcych gości nie były powierzchowne, to ta niezmienność psychiki chłopskiej od czasów srogiego poddaństwa i mikołajowskiej tyranii do czasów ery konstytucyjnej jest faktem ogromnej wagi, tłumaczącym losy Rosji od epoki reform Aleksandra II do chwili dzisiejszej.

Rzucając okiem na stuletnią walkę oświeconej Rosji z caratem, widzimy jedno po drugim wkraczające na scenę i ustępujące pokolenia bojowników: idą dekabryści, po nich szczupłe grono młodzieży pokolenia Stankiewicza, z której wyjdą pierwsi założyciele socjalizmu i anarchizmu rosyjskiego, Hercen i Bakunin; ci emigrują za granicę, Bieliński umiera, przychodzą pietraszewcy, po ich rozproszeniu zjawia się uchwycony i uwieczniony przez Turgieniewa nihilista3. Niebawem przyjdzie duży, nie widziany dotąd w takiej liczbie poczet ludowców-propagandystów, obok nich zjawiają się organizatorzy powstań ludowych, „buntarowie”, po nich terroryści, po czym przychodzą kierunki najnowszej formacji. Giną na szubienicach, idą na Sybir, tułają się za granicą, w wyjątkowych tylko wypadkach kończą życie w kraju na wolności w ciężkich zapasach z przemocą, jak Bieliński i Michajłowski.

Od czasów jeszcze Radiszczewa z epoki Katarzyny II ci bojownicy o lepszą przyszłość Rosji występują gorąco w obronie najliczniejszej warstwy narodu — ludu wiejskiego. W obronie, lecz nie w imieniu i bez mandatu, gdyż lud nie wie o tej walce, rozgrywającej się o jego dobro w łonie klasy oświeconej. Oświeceni przyjaciele ludu śnią o jego przyszłości, niby matka nad kołyską dziecka, jak mówi Leroy-Beaulieu; głoszą niebywałe zalety tego ludu, przepowiadają mu promienną przyszłość. Lecz gdy zwracają się z tą propagandą do samego ludu i oczekują od niego słowa, chłop przyjmuje te wynurzenia nieufnie, w milczeniu. Tam w górze, wśród oświeconej mniejszości, wre gorączkowa praca myśli, teorie zachodnie chwytane są w lot i przymierzane do rojeń o jutrze Rosji. Zjawia się kult Hegla, którego nauka ma się stać algebrą rewolucji. Rzuca się młodzież na teorie socjalistów francuskich, Saint-Simona, Charles’a Fouriera, Cabeta. To znów na tle filozofii materialistycznej rośnie typ nihilisty. Przychodzą kierunki bakunistów i ławrystów. A wszystkie te gorączkowe dociekania i z fanatyzmem głoszone doktryny zdążają ku jednemu celowi, ku rozwiązaniu wielkiego zagadnienia: jak wydobyć na zewnątrz te skarby nowego życia, jakie mają spoczywać, nie poczęte, w łonie ludu rosyjskiego, jak wydobyć z głębin tajemniczy nurt, w którego istnienie wierzy się gorąco, a który, skoro przebije powłokę niewoli i wydostanie się na wolność, ma odświeżyć, odrodzić nie tylko Rosję, lecz i ludzkość całą.

I gdy tak w warstwie oświeconej snuje się i przechodzi z pokolenia w pokolenie sen o ludzie Rosji, fetysz w baranim kożuchu lub w kolorowej zapiętej klinem pod szyję koszuli, gdy się doń uczeni przyjaciele zwracają, milczy, wymawia jakieś wykrętne lub pokorne, ukrywające istotną myśl zdania, mnie w ręku swą czapkę, kłania się, uśmiecha lub spogląda spode łba z tajoną niechęcią. Podczas stuletniej walki Rosji oświeconej z caratem stoi ta zagadkowa postać mużyka w głębi areny: widz to, statysta czy aktor, może główny aktor, protagonista przyszłości. I co uczyni, gdy się ruszy, komu przyjdzie z pomocą, bojownikom przewrotu czy stróżom carskiego porządku? A może ruszy i stratuje jednych i drugich?

Dręcząca zagadka. Gdy chcemy rzucić na nią nieco światła, miejmy więcej zaufania do artysty-pisarza rosyjskiego niż do doktrynera narodnika. Zobaczmy, jak Gogol rzuca na tło wsi rosyjskiej marzycieli, chcących przynieść ulgę ludowi w czasach jego poddaństwa, jak Tientietnikow, Maniłow4, paru słowy odda nieufny, lekceważący i niechętny stosunek chłopa do pana-idealisty. „Chłop ze wsi Tientietnikowa, zapytany, jaki jest ich pan, nic nie odpowiedział”. Bazarów Turgieniewa wyobraża sobie, że jako radykał, nihilista i plebejusz, traktujący starsze pokolenie — Kirsanowów — z umyślną arogancją, potrafi doskonale rozmówić się z chłopem i zaczyna z nim rozmowę w tonie poufałym i grubiańsko-ironicznym. Chłop zbywa go jakimś celowo pozbawionym sensu zdaniem, zapewnia go, że „im srożej pan ukarze, tym chłopu milej” i z naigrawaniem odzywa się o nim do sąsiada. „Niestety! — mówi Turgieniew — Bazarow(...) ów pewny siebie Bazarów nie podejrzewał, że w ich oczach był czymś w rodzaju błazna”5. Chłop czuł niechęć i nieufność i do barina-ideologa Tientietnikowa, i do radykalnego inteligenta.

Osobliwe skrzywienie zdrowego sądu o chłopie rosyjskim w traktatach rozumowanych o roli ludu jest tak powszechne, poczynając od Hercena, że ten sam pisarz jako narrator-artysta skreśli nam realny, żywy wizerunek chłopa, a gdy zaczyna snuć doktrynę, dochodzi do słupów Herkulesa iluzji. Hercen artysta odtworzy nam wybornie chłopa-niekrasowca, Gonczara, który go odwiedzą w Londynie6 — chytry, nieufny, skryty, praktyczny, ale ta jasność sądu gdzieś ginie w tyradach listu Hercena do Micheleta lub w rojeniach jego o gminie rosyjskiej. Weźmy Gleba Uspienskiego jako znakomitego malarza wsi rosyjskiej, i tegoż Uspienskiego jako doktrynera ludowości-narodniczestwa. To samo Dostojewski, Tołstoj, Maksim Gorki. Ten ostatni, zresztą, dziecinną idealizację chłopa przenosi z czasem i do powieści (Spowiedź).

Czasem to nieporozumienie między chłopem a inteligentem-doktrynerem, pragnącym go uszczęśliwiać na modłę swych programów, nabiera cech proroczych, rozważane w świetle współczesnego eksperymentu komunistycznego w Rosji. Michaił Pietraszewski uczynił w 1847 roku próbę przekonania chłopów o dobrodziejstwie falansterów, urządzonych według programu Charles’a Fouriera; rezultaty tej próby były jakby przepowiednią losu komun rolnych (sielskochoziajstwiennyje kommuny), które bolszewicy zakładać zaczęli wśród chłopów, a które utonęły w morzu drobnych gospodarstw chłopskich, zatopione przez dążność chłopa do posiadania ziemi na własność.

Ojciec furierzystów rosyjskich Butaszewicz-Pietraszewski posiadał małą wioskę w miejscu bagnistym, na skraju boru sosnowego. Chłopi pędzili tu żywot nędzny, chaty gniły i właśnie w 1847 roku starosta zwrócił się do Pietraszewskiego po drzewo na odbudowę chat.

Tu błysnęła w głowie Pietraszewskiego myśl zastosowania furieryzmu choć na małą skalę. Przedkładać jął staroście, że chłopi wyjdą na tym lepiej, jeśli on zbuduje dla całej ludności wioski, składającej się z siedmiu rodzin, obszerny dom w lesie; każda rodzina mieć będzie oddzielny pokój dla siebie, będzie wspólna kuchnia do gotowania strawy i wspólna sala dla robót zimowych, odpoczynku i zabawy; zabudowania gospodarskie, inwentarz, narzędzia rolnicze będą wspólne. Pietraszewski roztaczał przed starostą ponętny obraz korzyści tego systemu, obiecywał urządzić wszystko na swój rachunek, kupić narzędzia, naczynia domowe, garnki, szklanki, łyżki. Starosta słuchał, kłaniał się nisko, i na wszystkie pytania pańskie, czy to nie będzie lepsze od dawnego, odpowiadał: „Wola wasza, panie; wy wiecie lepiej, my ludzie ciemni; jak każecie, tak zrobimy”. Wszelkie próby wydobycia od niego własnej opinii były płonne.

Już czuł Pietraszewski, że chłopi opornie traktują jego reformę, ale wierzył, że niezmierne korzyści tego pierwszego falansteru rosyjskiego wkrótce przekonają zagrzęzłych w rutynie prostaków. Zaczął więc budować ów dom w środku boru sosnowego, roboty szły szybko i przed nadejściem zimy dom był już ukończony. W czasie budowy furierzysta spod berła Mikołaja I dawał chłopom wyjaśnienia co do planu gmachu, pokazywał rozkład i przeznaczenie budowli, wtajemniczał w system przyszłego życia i pytał, czy są zadowoleni. Chłopi chodzili za nim z minami ludzi skazanych na więzienie i mruczeli ponuro: „Wielce zadowoleni jesteśmy. Jak tam łaska jaśnie pana, tak będzie”.

Postanowiono, że wprowadzenie się chłopów do nowej siedziby nastąpi na samo Boże Narodzenie 1847 roku. W przededniu przeprowadzki Pietraszewski jeszcze raz obszedł z chłopami cały falanster, wręczył im inwentarz, kazał, aby od ranka przeprowadzono już konie i bydło do nowych stajen i chlewów i złożono zapasy w spichrzach. Gdy na drugi dzień przyjechał, aby ich powitać na nowym gospodarstwie, zamiast falansteru zastał tylko zwęglone belki. Chłopi w nocy podpalili dom i spłonął wraz z zabudowaniami i całym dobytkiem. Pietraszewski opowiadał o tym z goryczą swemu koledze, który te szczegóły budowy pierwszego i ostatniego falansteru chłopskiego w Rosji przekazał pamięci potomstwa7.

Od czasu do czasu chłop wypowiadał nieznacznie swe istotne aspiracje, zdradzał się ze swymi marzeniami, snutymi w długie, nieskończone wieczory zimowe i wtedy stawało się zrozumiałe jego ostrożne milczenie; wtedy było jasne, że pan-filantrop, pan-ideolog, budujący plany uszczęśliwienia chłopa przy pomocy dobroczynnej działalności ziemianina, był dla tego chłopa figurą niezrozumiałą i śmieszną. Srogiego pana nienawidził, lecz rozumiał; Maniłowa, Tientietnikowa nie rozumiał i musiał być z tymi dobrymi panami szczególnie ostrożny, aby przy poufałym i śmielszym stosunku do dobrego pana nie powiedzieć nieznacznie tego, co od razu odsłoniłoby całą przepaść pomiędzy filantropijnymi zamierzeniami pana a ukrytymi aspiracjami chłopa. Chłop bowiem w głębi duszy uważał barina za intruza na wsi, za człowieka obcego i zbędnego, bez którego gospodarstwo wiejskie szłoby swoim normalnym trybem, a który tkwił tu jako nienawistny przedstawiciel gwałtu, wyzysku i jakiegoś obcego, niezrozumiałego dla chłopa życia. Dla tego pana właściwym terenem jest miasto, zaludnione przez takich jak on, uczonych ludzi, chodzących w surdutach i mundurach i pogrążonych w sprawach nie mających nic wspólnego z rolą. Wśród głębokiego poniżenia, wśród niewoli, do czasu z rezygnacją znoszonej, rozwijały się w duszy chłopa dążenia maksymalne, pragnienie zupełnego wyzwolenia się od pana. Absolutna niewola rodziła absolutny bunt.

Ten nieprzejednany charakter aspiracji chłopskich występował nagle właśnie wówczas, gdy warstwa wyższa decydowała się na ulgi i dobrodziejstwa dla chłopa, gdy szukała kompromisu między zachowaniem własnego stanowiska a nadaniem chłopu wolności i korzyści. Właśnie droga tego kompromisu była najcięższa, w tej chwili występował na jaw tajony sekret rojeń ludowych. Oto jeden z ziemian w Smoleńszczyźnie, za Aleksandra I,postanowił dać swym chłopom wolność osobistą, a oprócz tego na własność chatę z podwórzem, zabudowaniami i ogródkiem.

„A ziemia oma” — zapytali chłopi. — „Ziemia oma pozostanie moją własnością” — odpowiedział ziemianin. — „Jeśli tak, odpowiedzieli chłopi, to niech wszystko zostanie po dawnemu, my jesteśmy pańscy, a ziemia jest nasza”8. Chłopi uważali, że czas spełnienia ich nadziei nie nadszedł i nie ufali łasce pańskiej.

Znamienne rysy stosunku chłopa do ziemianina zachowały się i po formalnym zniesieniu niewoli chłopa w 1861 roku. I znowu występują one w charakterystyczny sposób na jaw właśnie w stosunku do dobrych panów. Pouczająca jest biografia Lwa Tołstoja i przelotne wynurzenia, jakie padały z jego ust. Tołstoj zastosował konsekwentnie w życiu metodę narodników „sprostaczenia” (oproszczenija) ubiorem, wyglądem, sposobem życia starał się być podobny do chłopa, lecz własność majątku pozostała przy jego rodzinie i chłopi patrzyli na niego jak na barina. „Większość chłopów patrzy na mnie tylko jak na róg obfitości”, wyznaje w jednej rozmowie.

Zbliżywszy się do ludu, przejrzał Tołstoj cały fałsz banalnych opinii o chłopie, na przykład o jego bezgranicznym, a bezinteresownym oddaniu osobie cara. W słynnym liście do Mikołaja II, dyktowanym podczas ciężkiej choroby w styczniu 1902 roku, pisze do cara: „Gdyby tak pan mógł przejść się podczas przejazdu cesarza wśród wieśniaków, porozstawianych na tyłach wojska, wzdłuż całego tom kolejowego, i posłuchać, co też mówią między sobą ci wójci, setnicy, sołtysi, spędzani z sąsiednich wsi, to usłyszałby pan od najistotniejszych przedstawicieli narodu, prostych wieśniaków, słowa zgoła nie licujące z miłością do samowładztwa i jego reprezentanta”.

W swej znanej broszurze, napisanej pod wrażeniem uroczystości francusku-rosyjskich, odbytych w Tulonie i Paryżu w jesieni 1893 roku, Tołstoj dotknął stosunku chłopa rosyjskiego do zagadnień polityki zagranicznej. Opisał odwiedziny Paula Deroulede’a w Jasnej Polanie i rozmowę francuskiego patrioty na migi i przy pomocy tłumacza z chłopem Prokofijem, który żadną miarą nie mógł zrozumieć potrzeby walki z Niemcami. Z uznaniem stwierdza Tołstoj, że praktyczny chłop uważał te polityczno-militarne kombinacje za czystą stratę czasu, niedopuszczalną w czasie pilnych robót polnych; Tołstoj kończy wnioskiem: „Lud rosyjski nie zna ojczyzny, nie zna w ogóle nic poza swą wioską i powiatem i nie czyni żadnej różnicy między tym czy owym krajem”.

Jest cechą znamienną narodników rosyjskich, że z uznaniem podnoszą i za znamię wyższości uważają wszelkie oznaki cywilizacyjnego zacofania ludu. Tołstoj z pewnością był bliski prawdy, Prokofij w stosunku do ludzi obcego języka, jeśli się z nimi stykał, czuł pewnie niechęć i za obcego, za „Niemca” uważał i Deroulede’a. Ale czy czytał Tołstoj wszystko w duszy Prokofija; czy czuł, że chłop pewnie z mniejszym słuchałby roztargnieniem, gdyby przed nim ktoś rozwijał plan wywłaszczenia dobrych dziedziców Jasnej Polany. Wnuk Prokofija dopiero mógł wyciągnąć praktyczne konsekwencje z rozmowy dziada z Deroulede’m, rzucił okopy i walkę z Niemcami i poszedł odbierać ziemię dobrym panom z Jasnej Polany.

Owi chłopi z czasów Aleksandra I wypowiedzieli swą ostatnią myśl oględnie. „My pańscy” — brzmiała ich rezygnacja. Chłop Tołstoja nie widział jeszcze możności pozbycia się pana i do czasu — patrzył na niego jak na róg obfitości. Ale skoro nadchodzą chwile, gdy hasło „ziemia i wolność” zdaje się możliwe do urzeczywistnienia, wówczas chłop zrzuca maskę. Tak było w 1905 roku. Nie będziemy się zatrzymywali na tej krwawej epopei gwałtów agrarnych i okrutnych po nich represji. Zobaczymy tylko, co mówią chłopi, gdy przychodzą do dziedzica, z którym byli dotąd w najlepszych stosunkach, aby mu oznajmić przyjaźnie, że nadszedł czas na „doprowadzenie rzeczy do porządku”9. Rzecz dzieje się w guberni riazanskiej. Chłopi zawiadamiają dziedzica, że doprowadzenie rzeczy do porządku oznacza podział jego majątku pomiędzy nich. Dziedzic próbuje oponować, prosi, aby mu zostawiono część majątku. Chłopi orzekają, że obywatelowi ziemia nie jest potrzebna, dotychczas mieszkał głównie w mieście, niech sobie siedzi tam i nadal.

„No, a dom zostawicie mi?”

„Dom bierz, Bóg z tobą. Żyłeś po dobremu tyle lat i na przyszłość nie będziesz miał krzywdy”.

Obiecują mu zwrócić jeszcze pewne nakłady i kończą ciekawym zwrotem: „Nam twego nie trzeba”.

A więc przyszli, aby zabrać tylko swoje; to, co było ich własnością od wieków. Podobne było postępowanie chłopów w innych dobrach. Gdy dziedzic nie stawiał oporu, przyjaźnie sadzają go na wóz i odwożą do miasta. Jeśli próbuje się bronić lub ukrywa się, wówczas zaczyna się grabież i podpalanie dworu. Na ogół pośpiesznie pozbywano się panów ze wsi. „Na co nam ci panowie?” — te słowa stale się powtarzały.

Rabacja 1905 roku została krwawo stłumiona, ludzie zbędni znowu wrócili do swych dóbr. Chłopi poddali się jeszcze raz konieczności. Ale czy w ich mózgach nastąpiła zmiana. Zacytujemy ciekawy list, pisany już niemal w przeddzień wielkiej wojny do Aleksandra Błoka przez początkującego poetę z ludu, chłopa z północnej Rosji. Już tu nie tylko o ziemi będzie mowa. Ten oświecony chłop chce usunąć pana z drogi chłopskiej we wszystkich dziedzinach życia; nienawiść klasowa, wybiegająca poza ciasne granice zatargu agrarnego; tu wreszcie mamy i szczerość, i umiejętność wyrażenia tego, co czuli ciemniejsi chłopi, gdy mówili: na co nam ci panowie.

„Nasz brat (chłop) nie boczy się na was — pisze poeta ludowy, odpowiadając widocznie na uwagi Błoka — a po prostu zazdrości wam i nienawidzi was, a jeśli znosi was w pobliżu siebie, to tylko dopóty, dopóki ma z was jakiś zysk.

O, jak szalone jest cierpienie z powodu waszej obecności, jak ponad wszystko przeklętą zgryzotą jest zdawanie sobie sprawy z tego, że bez was nie obejdziesz się jeszcze tymczasem! [...] Rzadko, rzadko przytrafiają się wypadki chamskiej wierności nianiek czy dienszczyków, już dostatecznie zdemoralizowanych w przedpokoju pańskim.

Wszystkie dawne i nowe przykłady ucieczek do pustelni (w skity), do puszcz leśnych stanowią oznakę upartej chęci wyzwolenia się od zależności duchowej, schronienia się przed szlachecką wszechobecnością”10.

Jaką drogą powstała ta duchowość chłopska, na którą złożyć się musiały wieki, jak to się stało, że przetrwała ona reformę 1861 roku, zwaną przesadnie oswobodzeniem chłopa rosyjskiego, że przechowała się przez pół stulecia z górą od czasu reformy i wystąpiła na jaw w roku 1917, niemal nie zmieniona od epoki Pugaczowa — to pytanie wymagające zstąpienia w przeszłość i przedstawienia losów sprawy chłopskiej w skromnym choćby zarysie.

Urządzenie chłopów w Rosji stanowiło część składową i jakby fundament wielkiej budowy społecznej, która była wytworem celowego działania władzy państwowej w okresie moskiewskim. Gdy państwo, wyzwoliwszy się spod jarzma tatarskiego, poczęło szybko dźwigać się i rozrastać, władza wielkiego księcia nie napotykała żadnej klasy społecznej zdolnej przeciwstawić swą siłę i swe prawa nabyte władzy monarszej. W owym czasie na Zachodzie rozpoczynał się proces tworzenia państwa nowoczesnego; zastało ono całą skomplikowaną, wyrosłą w ciągu wielu stuleci, zakrzepłą w stałych uświęconych tradycją formach strukturę społeczną — bogaty, mocny stan feudalny świecki, duchowieństwo, potężnie zorganizowane, podległe Rzymowi, miasta z rozwiniętym ustrojem municypalnym, u dołu stan włościański, którego obowiązki i prawa ujęte były w karby ustaw pisanych i starego prawa zwyczajowego.

Dążąca do absolutyzmu i centralizacji władza państwowa szła tu świadomie i nieświadomie ku przetworzeniu mozaiki stanów na społeczeństwo nowoczesne, złożone z równouprawnionych obywateli; w swym niwelacyjnym dążeniu nie zdołało państwo zatrzeć tradycji praw i swobód stanowych i gdy od czasu Rewolucji Francuskiej absolutyzm, już dawniej skruszony w Anglii, zaczął stopniowo i na lądzie ustępować miejsca nowoczesnym ustrojom konstytucyjno-demokratycznym, nowe zasady swobód obywatelskich były niejako rozszerzeniem i zdemokratyzowaniem tego ducha wolności, który przedtem, w formie praw stanowych i przywilejów Kościoła, stawiał uparcie tamę wszechwładzy państwa. Istniała nieprzerwana tradycja praw, stopniowanych w różnych stanach zależnie od ich uprzywilejowania, lecz nawet w najniższym stanie wieśniaczym nie spadających nigdy do stanu zupełnego bezprawia i istniało kilkanaście wieków nieprzerwanej kultury, nie pozwalającej na stoczenie się państw, w dobie nawet największego rozwielmożnienia despotyzmu, do poziomu barbarii i tyranii o typie wschodnim.

W Rosji tworząca się monarchia despotyczna nie zastała żadnych potężniejszych sił społecznych, a do tego znalazła powszechną ciemnotę i nader niski stan kultury. Z tych surogatów klas społecznych, jakie znalazła, łatwo czyniła miazgę i z niej tworzyła nowy układ społeczny, podporządkowany całkowicie głównym zadaniom państwa. Budowa społeczeństwa szła z góry, od władzy wielkoksiążęcej; utrwalenie się i potęga władzy państwowej poprzedziły tu formację klas społecznych.

Jakież były te główne zadania państwa, na których modłę carowie lepili z barbarzyńskiej i niewolniczej ludzkości, niby z gliny, układ społeczny Rosji? Carstwo moskiewskie od razu stało się typowym państwem wojennym, mającym za cel obronę zewnętrzną i zabór ziem sąsiadujących. To rozszerzanie się odbywało się w pierwszym zwłaszcza okresie wzrostu potęgi raczej żywiołowo niż na podstawie z góry przyjętego planu. Wymagało to licznego wojska i znacznych środków. Wzrost i rozrost państwa od początku prześcigał jego administracyjną sprawność, jego gospodarcze i kulturalne zasoby. Zadanie wydobycia z dzikiego jeszcze a ogromnego kraju środków na prowadzenie wielkiej polityki i ciągłych wojen było zadaniem głównym; w dążeniu do spełnienia tej naczelnej misji carowie nie oglądali się na spokój, dobro, mienie i życie swych poddanych i wszystko to przynosili bez wahania w ofierze dla jedynego celu.

Od końca wieku XV, od czasów Iwana III, carowie zaczynają stosować system rozdawania majątków poddanym pod warunkiem odbywania służby wojskowej; system ten skopiowany był jeszcze z Bizancjum, od którego przejęli go południowi Słowianie, a z czasem Turcy. Iwan III, rozszerzając swe posiadłości, wywłaszcza w zdobytych ziemiach dotychczasowych właścicieli, a rozdaje ziemie swym wojakom; tak w 1484 roku gwałtem wyzuwa z własności z górą 8000 właścicieli ziemskich z posiadłości rzeczypospolitej wielkiego Nowogrodu i rozdaje ją swym ludziom, z warunkiem pełnienia służby wojskowej. Tepomiestja, beneficja ziemskie, rozdają obficie następcy Iwana III; zwłaszcza Iwan IV Groźny wywłaszczał bez wszelkich skrupułów, zarówno na ziemiach podbitych, jak i na starym terytorium Moskwy, dawnych dziedziców, wotczinnikow, nie wahał się powtarzać ekspropriacji parokrotnie, rozdając za każdym razem ziemie ludziom, których uważał za szczególnie sobie oddanych. Na tej drodze wytworzyła się w ciągu stulecia od początków Iwana III do schyłku Iwana IV klasa ziemian w służbie cara. Posiadacz takiego majątku, pomieszczik, dzierżył go z rąk carskich jako sługa tronu (służyłyj czełowiek). Było to jednoczesne przytwierdzenie całej klasy ludzi do ziemi i do służby państwowej; biedne a zaborcze państwo płaciło swe sługi ziemią i osiedlonym na niej chłopem, dochód z ziemi był ekwiwalentem żołdu lub pensji.

System ten (pomiestnaja sistiema) rozwijał się w ciągu wieku XVI i XVII i stopniowo rozszerzony został i na dobra, posiadane od dawna tytułem prywatnym na własność dziedziczną (wotczina, wotczinnik); posiadacze tych dóbr zrównani zostali z pomieszczikami, to jest zobowiązani zostali do odbywania służby państwowej. Podstawę całego systemu stanowił pogląd, iż ziemia całego państwa wraz z jej ludnością jest ziemią carską, pogląd kojarzący nierozerwalnie władzę monarchy nad państwemz jego prawem i własnością do ziemi, na której żyje ludność. Ten pogląd, właściwy i zachodniemu średniowieczu, w Rosji, wobec zupełnej arbitralności władzy carskiej, wobec braku mocnego stanu szlacheckiego i słabości praw nabytych, stał się nie, jak na Zachodzie, fikcją prawną, pociągającą za sobą pewne tylko skrępowanie dla posiadaczy feudalnych, lecz prawem żywym, bezwzględnie stosowanym. Gdy pomieszczik na starość stawał się niezdolny do służby państwowej, car odbierał mu majątek a oddawał jego synowi. Gdy ustawała służba państwowa w rodzie, wygasał i tytuł posiadania ziemi i majątek powracał do cara. Dopiero w wieku XVII stosować tu zaczęto pewne ulgi, zachowując nietykalną samą zasadę. A więc gdy w razie śmierci pomieszczika zostawały dzieci nieletnie, majątek pozostawiano w posiadaniu rodziny, w oczekiwaniu pełnoletności syna; z czasem nawet jeśli syna nie było, majątek przepisywano na męża córki.

System traktowania dóbr ziemskich jako beneficjów zwrotnych, uwarunkowanych pełnieniem służby państwowej, trwał blisko trzy stulecia i zostawił głęboki ślad na świadomości całego narodu. Ukaz Piotra I z 1714 roku przyznał szlachcie dziedziczną własność dóbr, ale surowszymi jeszcze niż dotąd przepisami przykuł ją do obowiązkowej służby państwowej. Dopiero ukaz Piotra III z 1762 roku zwolnił szlachtę od obowiązkowej służby państwowej i odtąd dopiero datuje się w Rosji posiadanie dóbr ziemskich na prawie własności o charakterze prywatnym, cywilnym.

Na schyłku XVI wieku system państwowo-agramy moskiewski dopełniony zostaje przez przytwierdzenie chłopa do gleby; w ciągu XVII i XVIII wieku niewola chłopa rozwija się i utrwala, przewodnią myślą jest tu, również i w polityce względem ziemian, cel państwowy. Chłop zostaje przytwierdzony do gleby w celach fiskalnych, dla ustalenia miejsca jego odpowiedzialności podatkowej; siła robocza chłopa staje się wynagrodzeniem ziemianina za służbę państwową; przytwierdzenie do gleby uniemożliwia chłopu zmianę miejsca i zapewnia pomieszczikowi ręce robocze. Od czasu przytwierdzenia chłopa do gleby położenie jego stało się nad wyraz ciężkie, przy barbarzyństwie pomieszczików postępowanie z chłopami było okrutne. Lecz, rzec można, chłop aż do 1762 roku nie czuł się tak socjalnie pokrzywdzony, jak później. Wszelka krzywda klasy społecznej mierzy się przez porównanie z innymi klasami. Otóż, aż do 1762 roku ziemianin był także w niewoli, pełnił obowiązkową pańszczyznę służbową (prikrieplon k służbie). Chłop był zależny od pana jako od sługi carskiego, była to zależność państwowa, pełnił powinność dla cara; pomieszczik był wykonawcą rozkazu carskiego, ciążącego na obydwóch, na panu i na chłopie. Wieść o manifeście 1762 roku, oswabadzającym szlachtę, przeniknęła do chłopów i skojarzyła się z wersją, która odtąd już nie da się wyrugować z głowy chłopskiej, iż uwolnienie od służby carskiej panów było połączone z wyzwoleniem od służby pańskiej chłopa, lecz panowie ukryli tę część manifestu carskiego.

Zaostrzenie stosunku między panem a chłopem miało i inne przyczyny. Mniej więcej również od połowy XVIII wieku, pod wpływem reform Piotra I i wzorowanych na Zachodzie obyczajów dworskich, zaczęła się zewnętrzna europeizacja szlachty rosyjskiej; odtąd ziemianin polorem zewnętrznym, ubiorem, formami życia zaczął się daleko wyraźniej niż dotąd odcinać od ludu; zaczął stawać się dla chłopa człowiekiem obcym, wewnętrznym cudzoziemcem. A tymczasem właśnie w tej epoce niewola chłopa stawała się coraz okropniejsza. W 1747 roku uznano legalnie prawo sprzedaży chłopa, zresztą stosowane już w wieku XVII. W 1760 roku pomieszczik otrzymuje prawo zsyłania chłopa na Sybir, a w 1767 roku chłopi tracą prawo skargi na pana. Reskrypt o przywilejach szlachty Katarzyny II z 1785 roku (Żałowannaja gramota dworianstwu) uznał ostatecznie chłopa za nieodjemną własność szlachcica. Potwierdzone zostało prawo obywatela wysyłania chłopa do ciężkich robót za zuchwalstwo i potwierdzony zakaz podawania skarg na obywateli, pod grozą kary knutowania i zesłania dożywotniego do kopalń w Nerczynsku. Dając ziemianinowi tak olbrzymią władzę, prawodawca obarczył go odpowiedzialnością za wypłatę podatków i dostarczenie rekruta i włożył na niego obowiązek żywienia chłopów w razie głodu i zaopatrywania w nasiona w wypadku nielirodzaju. W chwili gdy Rewolucja Francuska dawała hasło do obalenia śladów feudalizmu a Sejm Czteroletni w Polsce przygotowywał poprawę losu chłopa, w Rosji chłop oddany został w zupełną niewolę u pana. Stało się to za Katarzyny II, która jednocześnie chciała słynąć za protektorkę fizjokratów i encyklopedystów i rozprawiała o korzyściach wolności.

Wiek XIX zastaje chłopa rosyjskiego w stanie najcięższej niewoli. Nie ma prawa opuszczenia swojej siedziby ani przechodzenia do innego stanu. Nie może zawierać małżeństwa bez zgody pana, nie może stać się właścicielem nieruchomości, a i mienie jego ruchome nie jest zabezpieczone prawnie od przywłaszczenia przez pana. Dziedzic może żądać od chłopa wszelkiej pracy, może przenosić chłopa pracującego na roli do służby dworskiej i odwrotnie, ma wszelką władzę dyscyplinarną, może swych chłopów oddawać do wojska, do robót ciężkich, wysyłać na Sybir. Prawo wprawdzie zastrzega, że pan nie może karać chłopów z niebezpieczeństwem dla ich życia lub z zadawaniem im kalectwa i nie powinien wtrącać ich w ruinę, lecz przepisy te mają raczej cechę admonicji niż zakazu, skoro skarga chłopa na dziedzica jest surowo zakazana, a władze administracyjne solidarne z ziemiaństwem i najczęściej materialnie od niego zależne.

Aby pojąć w całej pełni psychikę chłopa rosyjskiego w dalszym rozwoju sprawy agrarnej, należy pamiętać, iż własność prywatna ziemiańska datowała się w Rosji dopiero od XVIII wieku, na dobre — dopiero od ukazu Piotra III, że ten krótki stan rzeczy żadną miarą nie mógł był wyrugować z głowy chłopa pojęcia o carze jako o najwyższym dziedzicu wszystkich dóbr ziemskich w Rosji, pojęcia opartego na trzech wiekach istotnego zespolenia w osobie cara cech władcy i właściciela ziemi rosyjskiej: imperator i dominus w jednej osobie. Ziemia, w znaczeniu świeckim, carska, a w znaczeniu religijnym — boska, lud rolny prawosławny jako mający prawo przyrodzone do tej ziemi, a pan, pomieszczik, jako intruz i przywłaszczy ciel: to była idea chłopska, myśl tajona mużyka, którą ukrywał pod maską pokory i uległości. Od roku 1762 do roku 1861 upłynęło jedno tylko stulecie. Ukaz 1861 roku ożywił w duszy chłopa niewygasłą wiarę w to, że car może odebrać ziemię panu, a dać ją chłopu. Dawny despotyzm moskiewski, nie znający praw prywatnych nabytych, był długotrwałą szkołą instynktów ekspropriacyjnych w chłopie. Dalsze trwanie samowładztwa w wieku XIX wciąż utrzymywało w chłopie żywą nadzieję, że lada chwila otrzymać może ziemię i wolność z rąk carskich. Na tym podłożu duchowym łatwo powstawały wersje, że car już ogłosił swą dobroczynną wolę, a tylko panowie zataili tę wolę przed ludem.

Zależność chłopa od ziemianina w Rosji nie była zamknięta w ścisłe ramy prawa, państwo niezmiernie ogólnikowo regulowało ten stosunek, pozostawiając ogromne pole dla samowoli pana. Niektórzy z wybitnych historyków rosyjskich są zdania, że tabula rasa stosunku pana do chłopa przyniosła sprawie chłopskiej wielką korzyść, gdyż pozwoliła w 1861 roku jednym pociągnięciem pióra zaprowadzić nowy stosunek prawny, który łatwo i bez tarcia wkroczył w próżnię, podczas gdy na Zachodzie stuleci trzeba było na zlikwidowanie zawiłych norm feudalnych. Ta mniemana korzyść należy do licznej kategorii tych rzekomych korzyści, jakie Rosjanie, poczynając od słowianofilów, przypisują swej młodszości cywilizacyjnej, jako to korzyść z braku mieszczaństwa o typie zachodnim, z braku tradycji rycerstwa, renesansu, ugruntowanej własności prywatnej itp. Złowrogie to były korzyści. W istocie, w Rosji było łatwiej niż na Zachodzie jednym pociągnięciem pióra carskiego zaprowadzić nowy stan prawny, lecz okazywało się rychło, że ta improwizacja nie ma pod sobą żadnego gruntu w układzie społecznym i w świadomości ogółu, i nie mniej łatwo było ten nowy stan rzeczy nowym pociągnięciem pióra zmienić na inny.

Skomplikowane prawo feudalne Zachodu, niezmiernie uciążliwe dla chłopa, było jednak normą dwustronną — prawem, któremu towarzyszy obowiązek, było to dura lex, sed lex; prawo pozytywne jest zawsze ograniczeniem samowoli i nawet w prawie krzywdzącym człowiek widzi początek choćby rękojmi i przeciwko samowoli silniejszego, przeciwko absolutnemu gwałtowi. Takie prawo wytwarza wśród klasy uciśnionej pragnienie zamiany prawa krzywdzącego na prawo lepsze, sprawiedliwsze, przychylniejsze. Stan samowoli wytwarza w duszy mas dążenie nie do zmiany prawa, lecz do zniesienia wszelkiego prawa, nienawiść wszelkiej zależności, wszelkich pęt społecznych, dążenie żywiołowe do wyzwolenia się od przymusu, od gwałtu. Gdy zaś ten stan samowoli osłonięty jest imieniem i siłą rządu i powagą jego ustaw ogólnych, wtenczas wśród mas wyrabia się przekonanie, że ustawy są tylko listkiem figowym samowoli i chciwości klas posiadających. Wytwarza się jako zjawisko chroniczne, bunt polityczny i socjalny, żywiołowy, powstają dążenia maksymalistyczne w kierunku ekspropriacji i anarchizmu. Pod powłoką strasznej niewoli socjalnej drzemie popęd ku obaleniu wszelkiej władzy i zagarnięciu całej ziemi. Ten maksymalizm rewolucyjny ludu, utajony, dławiony, lecz wybuchający przy lada sposobności, wytwarza atmosferę i psychologię narodową, której objawem w warstwie oświeconej jest maksymalizm rewolucyjny inteligencji.

Nieśmiałe kroki ku poprawie doli chłopa, które cechują poprzedników Aleksandra II, datują się od czasu Pawła I, który ukazem 1797 roku ograniczył pańszczyznę do trzech dni w tygodniu. Ukaz ten był jednak tak sformułowany, że już, jak to stwierdził Radiszczew, podobny był raczej do upomnienia niż do ustawy obowiązującej. Natomiast Paweł, rozdawszy600 000 dusz chłopskich ziemianom, powiększył liczbę chłopów — niewolników pańskich.

Szerokie plany Aleksandra I, snute w początkach panowania, doprowadziły w sprawie chłopskiej do bardzo nikłych wyników. W 1803 roku wydany został ukaz o wolnych rolnikach (o swobodnych chlebopaszcach), który upoważnił dziedziców dóbr do zawierania z chłopami umów dających chłopom wolność osobistą i działkę ziemi za wynagrodzeniem w pieniądzach, w naturze lub w świadczeniach. Rezultaty tego ukazu nie były znaczne. Za Aleksandra I liczba chłopów, którzy otrzymali wolność na mocy tego ukazu, wynosiła 47 153 dusze męskie, za Mikołaja I — 67 14911.

Od czasu Aleksandra I rozpoczyna się praktyka poufnych komitetów w sprawie chłopskiej, które obradowały niemal bez przerwy w ciągu pół wieku z górą, bez żadnego rezultatu. Klasyczną epoką tych komitetów tajnych w sprawie chłopskiej było panowanie Mikołaja I. Motywem stałego wysuwania sprawy chłopskiej była głównie obawa przed masowym buntem chłopskim, motywem chwiejności i trwożliwości carów — lęk o to, aby przez skruszenie jednego z filarów systemu — poddaństwa chłopów, nie otwierać drogi do upadku samowładztwa, a także strach przed odtrąceniem od tronu warstwy ziemiańsko-biurokratycznej. Carat wahał się między strachem przed Pugaczowem a wspomnieniem śmierci Pawła z rąk dygnitarzy i magnatów. Obawy swe co do groźby powstania chłopskiego carowie wypowiadali wyraźnie w poufnych komitetach. Aleksander I zakończył jedną z mów w Komitecie Tajnym słowy: „Należy zaspokoić masy ludowe, gdyż mogą one stać się niebezpieczne, gdy, świadome swej mocy, zbuntują się”.

Stan chłopów, ich nędza i chroniczne bunty były to rzeczy, które rząd Mikołaja I usiłował trzymać w głębokiej tajemnicy przed zagranicą. Gdy rozległ się głos Custine’a, tchnący zgrozą i współczuciem dla nieszczęśliwego chłopa rosyjskiego, natychmiast pióra rosyjskie i usłużne obce śpieszyły z sukursem rządowi carskiemu i przedstawiały chłopa rosyjskiego jako żyjącego życiem prostym, spokojnym, patriarchalnym, zadowolonego ze swej doli i sławiącego cara12. Rzeczywistość urągała temu kłamstwu urzędowemu, a rząd wiedział, jak w istocie rzeczy stały. Gdy przychodził nieurodzaj, ludność wieśniacza wpadała w nędzę i klęska głodu nawiedzała olbrzymie przestrzenie. W 1833 roku nieurodzaj dotknął gubernie południowe Rosji. Gdy głód przybrał rozmiary katastrofy, a gubernatorowie według zwyczaju przedstawiali stan rzeczy w świetle różowym, Mikołaj zdecydował się wysłać do zbadania sprawy na miejscu generała-adiutanta Djakowa i paru fligel-adiutantów; car miał zaufanie tylko do zbliżonych do dworu wojskowych, oni mieli zaradzić klęsce gospodarczej. Raporty delegatów brzmiały ponuro, jakkolwiek nie pisali bynajmniej całej prawdy i nie widać nawet, aby głębiej wtajemniczali się w położenie chłopa. Polegali raczej na informacjach ziemian i w raportach przede wszystkim pisali o ciężkim położeniu właścicieli dóbr, zmuszonych do żywienia chłopów, a poza tym o nędzy emerytów wojskowych, urzędników; atoli z obrazu nędzy tej można dopiero sądzić o położeniu chłopów. Oto urywek z raportu generała Djakowa co do guberni jekatierynosławskiej: „Na wsparcie dla biednych generał Djakow wręczył gubernatorowi 10 000 rubli i, oprócz tego, osobiście rozdawał wsparcia. W charakterze petentów, oprócz żebraków, występowały masy emerytowanych sędziwych urzędników i żołnierzy. W miastach Bachmucie i Sławianoserbsku generał-adiutant Djakow znalazł tylu żebraków i ludzi wszelkiej kondycji, w tej liczbie emerytowanych oficerów, ich żony, a także żołnierzy, że co chwila był oblegany przez tych ludzi, błagających o ratunek od śmierci głodowej.

Nie mniej ciężkie było położenie chłopów, którzy, oprócz nieurodzaju, utracili jeszcze bydło wskutek pomoru. Chleb, przy braku mąki, piekli chłopi z domieszką żołędzi, liścia dębowego lub lebiody”13.

Nieurodzaj powtórzył się w latach 1839 i 1840 — trzy lata głodu na jedno dziesięciolecie. O nieurodzaju tych dwóch lat mamy informacje w dokumencie, który ze wszech miar zasługuje na uwagę, w ogromnym memoriale o stanie chłopów, napisanym przez A. Zabłockiego-Diesiatowskiego, współpracownika i powiernika hr. Pawła Kisielowa. Kisielów, wówczas minister dóbr państwa, był odosobnionym w sferach wyższych orędownikiem sprawy chłopskiej za Mikołaja I. Aspiracje jego zresztą nie sięgały nawet do programu oswobodzenia chłopów i uwłaszczenia, reforma 1861 roku szła, zdaniem jego, za daleko14. Andriej Zabłocki-Diesiatowski, zmarły w 1881 ręku jako członek Rady Państwa, sekretarz stanu, rzeczywisty radca tajny, zwiedzał w 1841 roku z polecenia Kisielowa gubernie wewnętrzne dla zbadania na miejscu stanu sprawy chłopskiej. Dla upozorowania drażliwej misji polecił Kisielów Zabłockiemu udanie się w podróż, w towarzystwie jednego urzędnika, niby celem rewizji zarządu dóbr państwa, a w istocie dla wtajemniczenia się w położenie chłopów pańszczyźnianych. Po powrocie Zabłocki złożył obszerny memoriał, którego Kisielów, o ile wiadomo, nie zdecydował się przedstawić cesarzowi. Zabłocki jednak pisał swój memoriał w tej myśli, że stanie się on wiadomy cesarzowi i władzom wyższym i że treść jego może być poddana sprawdzeniu, i z pewnością nie tylko nie przejaskrawił obrazu, lecz wiele drastycznych rzeczy opuścił.

Wyziera z tego dokumentu niezwykle ponury obraz stanu najliczniejszej warstwy narodu rosyjskiego podczas świetnego panowania Mikołaja I. Warunki egzystencji chłopa są niesłychanie nędzne. Chaty z kominami są rzadkie, regułę stanowią chaty kurne z małymi okienkami, chłop uważa, żew nich jest cieplej. Oto widok takiej chaty w zimie w czasie palenia: „Drzwi otwarte na oścież — dym gęsto napełnia izbę, dorośli przebywają w sieni lub na dworze, dzieci siedzą lub leżą na podłodze, na pół skostniałe z zimna, zawinięte w łachmany lub co najwyżej w kożuch ojca. Około pieca kręci się baba, mrużąc oczy, kaszląc i dusząc się od dymu. Na koniec palenie dobiega do końca i gospodyni spieszy zamknąć drzwi, aby w izbie było cieplej i zamyka często z czadem... Zaziębienia, bóle głowy, reumatyzm są częste wśród chłopów”. Śmiertelność dzieci do lat pięciu ogromna. Obok tych chat stoją okazałe rezydencje panów.

Ten elementarny brak higieny, te warunki nieludzkie spotykał Zabłocki stale. Oto w guberni tulskiej w jesieni 1840 roku woźnica zatrzymuje się przed swoim domem rodzinnym, z zewnątrz względnie porządnym, i podróżujący rewidenci wchodzą do chaty:

„Była ciemna noc jesienna, weszliśmy do chaty, lecz mogliśmy w niej pozostać zaledwie parę minut: kopeć od łuczywa gryzł oczy, naprzeciw drzwi u łuczywa siedziało 4 czy 5 kobiet i przędło; na lewo, na słomie leżał chory brat woźnicy, bez przytomności i bez mowy — rozbił się spadłszy z dębu, z którego otrząsał żołędzie; około niego krząta się w milczeniu młoda żona, częstując chorego kwasem. Na piecu przewracają się dzieci; na prawo dwaj żołnierze jedzą barszcz, dolewając do niego wody. Tymczasem brat chorego starał się o konie dla nas; wszedłszy do chaty, nawet nie zapytał o zdrowie chorego. Ten dziki bezradny stan chłopa w jego udręczeniach, to jakby skamienienie uczuć w nim samym, rozdziera duszę”.

Niektórzy ziemianie chcą podnieść stronę techniczną mieszkań wieśniaczych, stawiają na przykład domy murowane dla chłopów. Lecz wejdźmy do takiego domu, a chłop przy swej biedzie i braku kultury bynajmniej nie czuje się tu lepiej. „Życie i stan chłopa bynajmniej się od tego nie poprawiają. Przeciwnie, nie stojąc jeszcze na tym szczeblu, na którym porządne i ładne mieszkanie sprawia człowiekowi zadowolenie, chłop jest w nim skrępowany i równie brudny”.

Oto w powiecie za donskim guberni woroneskiej w jednym majątku ziemianin wybudował dla chłopów cały sznur domów murowanych. „Pierwszy krok za próg takiego domu już przekonuje, że chłop żyje wciąż tak samo, jeśli nie gorzej jeszcze. Na ścianach wilgoć, na ławach brud, tu i tam świnie, cielę, pośrodku izby kupa śmieci, w której leży dziecko w łachmanach, nieczyste, chore, zaledwie mające obraz ludzki”.

Potrzeby domowe chłopów są zupełnie pierwotne, nie mają łóżek, pościeli, śpią na ławach, na piecu, przykrywają się kożuchem lub kaftanem, podścielają sobie wojłok, słomę. Żebractwo rozwinięte jest niezmiernie. Są majątki, gdzie zwykłym zatrudnieniem chłopów jest wędrówka po sąsiednich wsiach i żebranina. W razie nieurodzaju głód szerzy się jak zaraza. Właśnie w latach 1840-1841 szereg guberni dotknął nieurodzaj. Nędza była straszna. Obywatele ziemscy przyznawali, że położenie chłopa jest potworne (czudowiszcz.no). Oto opowieść ziemian guberni tulskiej: „W czasie zim głodowych położenie chłopa i rodziny jego jest okropne. Żołędzie, kora drzewna, trawa bagien, słowem, wszystko idzie na strawę; do tego nie ma za co kupić soli. Człowiek zatruwa się, dostaje biegunki, puchnie lub schnie, powstają okropne choroby. Mogło by jeszcze pomóc mleko, ale krowa sprzedana i umierającym nie ma co do ust włożyć. Kobiety tracą pokarm i niemowlęta mrą jak muchy. Nikt nie wie o tym, ponieważ nikt nie ośmieli się pisać lub głośno o tym mówić, a do tego czy wiele osób zajrzy do chaty wieśniaka? A wszak to nie tajemnica, że lata głodu nie są to zjawiska rzadkie, przeciwnie, powtarzają się periodycznie”.

Skreśliwszy ponury obraz stanu materialnego chłopa, Zabłocki kreśli z kolei jego wizerunek moralny. Chłop utracił w sobie godność ludzką, obojętnie przyjmuje razy i obelgi, z rezygnacją znosi dolę niewolnika, a co najgroźniejsze, obojętnie patrzy na pogwałcenie praw rodzinnych i małżeńskich. Sprawa o niemoralne postępki panów względem wieśniaków wychodzi na jaw dopiero wówczas, gdy pan, prócz rozpusty, dopuszcza się jeszcze okrucieństw, gdy znęca się nad ludźmi. Wówczas chłopi, wyprowadzeni z cierpliwości, wyciągają na światło dzienne i bezeceństwa moralne panów. „Lecz stosunki występne z żonami i córkami bynajmniej nie zawsze oburzają ich głębiej, a zwłaszcza powiedzieć to trzeba o kobietach”. Woźnica, opowiadając Zabłockiemu o czynach ziemianina M. w guberni riazanskiej, tak zakończył: „Chcesz czy nie chcesz, a każda baba i dziewczyna należy do niego, i cóż w tym dziwnego, przecież to chłopki, poddane”.

Za pozwolenie na ślub dziewczyny pan bierze okup — na przykład 100 rubli, o zgodę dziewczyny nikt się nie pyta. „W guberni kałuskiej ojcowie sprzedają córki, czy chce dziewczyna iść za mąż, czy nie. Ojciec bierze 60, najwyżej 70 rubli i oczywiście przepija je. Teraz (1840 rok), z powodu drożyzny zboża, cena na dziewczyny spadła do 40 rubli”.

„Co się tyczy cnót rodzinnych, to pod tym względem chłopi dóbr prywatnych stoją nie niżej od chłopów państwowych, gdyż niżej pod tym względem stać niepodobna”.

„W guberni nowogrodzkiej wypadkiem przyjechaliśmy na sprawę sądową ze skargi staruszki na męża za stosunek z synową. Pristaw stanowy15 opowiadał o tym jako o rzeczy zwykłej”.

„W wielu guberniach zapewniano nas, że większość spraw karnych pomiędzy chłopami o cudzołóstwo ma za podstawę podobne występki. Lecz sprawy te nie dają bynajmniej wiernego obrazu rzeczywistości, są one wszczynane tylko wskutek skarg wnoszonych pod wpływem zazdrości. Tymczasem uczucie to bardzo rzadko spotyka się wśród naszego ludu”.

„Po drodze z Tambowa do Riazania zmieniliśmy konie we wsi Czernowskie Chutory, w jednej zamożnej zagrodzie, gdzie mieszkało trzech braci żonatych. Było to 16 sierpnia, chłopi byli podochoceni, jeden z braci zaczął częstować swą żoną, żądając za to rubla”.

„Cała gromada śmiała się z wielką uciechą i chwaliła zucha; żartem wskazaliśmy na żonę drugiego brata Griszki, lecz ten nie zgodził się na handel żoną. Eh — rzekł z westchnieniem pierwszy — gdyby tak później wieczorkiem, to nie trzeba by i pytać męża, kieliszek wódki i dwadzieścia kopiejek, ale teraz widno...”

„Podobne przykłady cynizmu bynajmniej nie stanowią wyjątku, można je spotkać na każdym kroku”.

„Niewinność dziewczyny nie ma wielkiej ceny w oczach naszego ludu do tego stopnia, iż w guberni kałuskiej ojciec i matka mówią do pana młodego: jaka jest, taką bierz, a czego nie znajdziesz, tego nie szukaj”.

Ziemianie nie tylko wiedzą o tej demoralizacji, lecz w najwyższym stopniu przyczyniają się do jej szerzenia. Wiemy o tym z całego szeregu pamiętników i wspomnień z tej epoki, bezpośrednio poprzedzającej reformę 1861 roku. Rzecz dzieje się w guberni saratowskiej.

„Niedaleko od wsi B. znajduje się majątek p. Z. Dziedzic nie mieszkał w tym majątku, lecz co lato przyjeżdżał tu na kilka tygodni. Jego majątkiem — dwiema wioskami, około stu dymów — zarządzał emerytowany żołnierz, żonaty z jego dawną gospodynią. Ten rządca, co rok, na dzień przyjazdu pana układał listę wszystkich dorosłych dziewczyn i w dniu przyjazdu wręczał mu ją. Ten brał sobie po kolei każdą na trzy, cztery dni— do usługi. I gdy tylko lista została wyczerpana, wyjeżdżał do innych wsi. I tak z roku na rok”16.

Znamienne jest to zaślepienie ziemian, których zdziczenie ludu bynajmniej nie niepokoi. „We wszystkich swych stosunkach z ludem prostym — pisze Zabłocki — klasa wyższa widzi w nim nie cel, lecz środek i tylko jeden środek, siłę roboczą i nic więcej. Wszystko, co mogłoby go oświecić, rozwinąć w nim człowieczeństwo, było odsuwane, z początku przez ciemnotę, potem przez system, którego podstawą była ta myśl niesprawiedliwa i przeciwspołeczna, iż dzikim człowiekiem rządzić jest łatwiej”.

Od czasu do czasu zjawia się w chłopie lub chłopce normalne uczucie zazdrości, oburzenia moralnego i wtedy przybiera cechy okrutne, dzikie. Oto w guberni penzeńskiej żona, rozgniewana na męża za stosunek z jej siostrą, zamyka go w stodole podczas pożaru i tam płonie on żywcem17.

Memoriał zatrzymuje się na innych przywarach chłopa, jako to pijaństwo, brak poczucia honoru, brak istotnej religijności: ten ostatni jest w związku z brakiem wszelkiego wpływu duchowieństwa, które jest w pogardzie u klasy oświeconej i w lekceważeniu u ludu.

Czy w tych martwych duszach nie ma ani jednego promyka światła? Czy obserwator urzędowy nie dojrzał nic oprócz mroku i występku? Owszem, dusza ludzka nawet z tego upadku i poniżenia wyrywa się ku światłu; i walka tego wiecznego buntu duszy ludzkiej z przemożną siłą gwałtu i mroku stanowi najtragiczniejszy rys w ponurej doli mużyka.

„Ziemianin riazanski Titow opowiadał fakt ciekawy: oto jest u niego pastuch, piśmienny. Młodzi wieśniacy, w przerwach pomiędzy robotami, chodzą do niego na naukę abecadła i za naukę płacą po rublu. Titow chciałby założyć szkołę, lecz boi się interwencji dyrektora szkół: zażądają sprawozdania, formalności zaduszą sprawę”.

Wymowny to obraz, młodzi chłopi uczą się ukradkiem i zapracowanego rubla niosą nie do karczmy, lecz nauczycielowi, ziemianin chciałby założyć szkołę, lecz boi się władz. Może gdyby światłych Titowów było więcej, znalazłyby się drogi do podniesienia oświaty, ale jest, niestety, inaczej.

„Oprócz tego, (tj. przeszkód ze strony władz), oświata włościan napotyka nieprzepartą przeszkodę ze strony samych obywateli. Większość jest przekonana, że nauka nie tylko nie przynosi pożytku chłopom, ale nawet jest dla nich szkodliwa; że używają jej na złe, stają się oszustami, fabrykantami fałszywych paszportów itp.”

Największy tragizm tkwi w tym, że ci ziemianie mają słuszność. Dopóki chłop był rzeczą, oświecanie go było dodatkowym okrucieństwem. „Nauka — pisze Zabłocki o chłopach, którzy otrzymali oświatę — oświeciła tylko głowę chłopa, lecz nie uczyniwszy go człowiekiem, wzmogła tylko w nim żądzę swobody. I bardzo jest naturalne, iż wszystkie zdolności jego skierowane są ku temu, aby chytrością czy oszustwem wyzwolić się z ciężkiej niewoli”.

Nieznośne jest położenie człowieka, który, otrzymawszy oświatę, nadal pozostaje w niewoli: „Zmarły profesor Pawłów opowiadał uderzające przykłady o wychowańcach moskiewskiej szkoły rolniczej pochodzących z chłopów pańszczyźnianych. Prowadził korespondencję ze swymi uczniami i listy ich pełne były przeważnie rozdzierających skarg na niewolę, która przy ich oświacie stawała się dla nich nieznośna. Jeden młodzieniec, po dwuletnim zarządzie majątkiem, prosił obywatela jako o łaskę, jako o nagrodę za swą nieposzlakowaną gorliwość, o oddanie go do wojska. Obywatel uczynił zadość jego życzeniu”.

A wiadomo, czym było oddanie w sołdaty za Mikołaja I.

Duchowieństwo było tak ciemne, że nie mogło oświecać ludu. „Pojmują to często rozsądniejsi archireje, gdy nie pozwalają popom objaśniać Ewangelii; tak uczynił, na przykład, biskup riazanski”.

Jakież było zachowanie Mikołaja I wobec jątrzącej się rany poddaństwa chłopów? Car, z jednej strony, czuł niepokój; obawiał się, że stosunki agrarne, jeśli nie ulegną zmianie, muszą wreszcie doprowadzić do wybuchu. Wciąż pomimo zakazu napływały skargi chłopów z okropnymi szczegółami i z roku na rok powtarzały się bunty. Były to ruchy sporadyczne, wybuchające to w tym, to w innym miejscu cesarstwa, ale i bunt Pugaczowa rozpoczął się od drobniejszych ruchów, aż nagle odosobnione płomyki żywiołowo zlały się w wielki ogień.

Należało więc wystąpić z carską samowładną inicjatywą. Ale tu przychodziły wątpliwości. Czy bezpiecznie poruszyć te pokłady prochu, dokąd zajdą rzeczy, gdy ruszy się z miejsca podwaliny systemu, założone w wieku XVI i odtąd podtrzymujące gmach samo władztwa? I oto mamy niesłychaną i nieoczekiwaną dla tego, kto znał arbitralny charakter cara, lękliwość w sprawie agrarnej i ciągłą, komiczną troskę cara o to, aby nie rozgłosiło się to, że odbywają się narady nad poprawą losu chłopów. Car, tak nieugięty, gdy chodziło o tłumienie żywej myśli i samych pozorów protestu przeciwko zasadom systemu, stawał się gogolowskim Maniłowem, gdy chodziło o drobną reformę. Odsuwał od siebie kielich reformy, pozostawiał go — dla syna i następcy i niby przygotowywał dla niego grunt, za pomocą środków, nawet nie połowicznych, lecz zgoła nikłych i bezowocnych.

W 1834 roku w poufnej rozmowie z Pawłem Kisielowem oświadczył Mikołaj, że zajmując się przygotowaniem spraw, których rozstrzygnięcie ma spaść na następcę tronu, uważa za najbardziej nieodzowną reformę poddaństwa chłopów. Skromny był cel Mikołaja — nie zniesienie, lecz reforma poddaństwa. Utyskiwał, że w tej sprawie w nikim z doradców nie znalazł poparcia, a bracia jego Konstanty i Michał byli wręcz przeciwni tej myśli. Utworzył nawet komitet, lecz spotkał się z przeciwdziałaniem. Zlecał przeto car Kisielowowi przystąpienie poufne do zebrania materiałów i wygotowania projektu. Na końcu rozmowy jeszcze raz upomniał Kisielowa, aby zamiary jego zachował w ścisłej tajemnicy. Uważał car, że można wiele potrzebnych informacji otrzymać od Speranskiego, ale i przed nim miał Kisielów zachować sekret co do zamiarów cara18.

Oto mamy wzór drogi, jaką odtąd pójdzie Mikołaj I w sprawie chłopskiej. Kisielów sądził, że należy przystąpić do reformy, aby nie doczekać się akcji z dołu. W liście do Tatiszczewa z 1836 roku pisze: „Niezbędne jest danie urządzeń i rękojmi tym milionom ludzi, zanim sami pomyślą o tym, by ich zażądać”. Tego samego zdania był generał-gubernator noworosyjski Michaił Woroncow, który w 1837 roku pisał do Kisielowa, że rozsądek każę wziąć się do dzieła poprawy losu chłopów. Obydwaj mieli jednak na myśli nie zupełne oswobodzenie chłopa, lecz uregulowanie prawne i ograniczenie poddaństwa.

W 1839 roku Mikołaj utworzył komitet sekretny celem opracowania przepisów względem dobrowolnego nadawania przez obywateli wolności chłopom. Był to jeden z wielu tajnych komitetów do sprawy chłopskiej, jakie kolejno powoływał Mikołaj podczas swego panowania19. Rezultatem obrad komitetu była ustawa o „chłopach zobowiązanych”, wydana 2 [14] kwietnia 1842 roku. Ustawa ta pozwalała dziedzicom na zawieranie umów z chłopami, przenoszących ich ze stanu poddaństwa do stanu, w którym ich obowiązki względem pana ulegały regulacji prawnej i już później nie mogły być przez pana jednostronnie zmieniane. Chłop otrzymywał, w razie takiego układu, działkę ziemi na użytkowanie, lecz własność ziemi, a również prawo sądu i władzy dyscyplinarnej pozostawały przy panu.

Na posiedzeniu Rady Państwa, na którym przyjęta została ustawa, car wygłosił przemówienie. Mówił, iż poddaństwo chłopów to zło widoczne, lecz usuwanie go w owej chwili byłoby złem jeszcze zgubniejszym. Czas na to jeszcze nie nadszedł. Car uspokajał zgromadzenie zapewnieniem, że projektowany ukaz nie wprowadza nie tylko żadnej gwałtownej zmiany, lecz nawet i przymusowej innowacji, pozostawia bowiem korzystanie z ustawy „dobrej woli i popędowi serca” obywateli. Nadmienił uspokajająco, że ustawa ta nie idzie tak daleko jak ukaz Aleksandra I z 1803 roku, który przewidywał pozbywanie się przez obywateli na rzecz chłopów samego prawa własności do ziemi, podczas kiedy ukaz obecny stwierdza uroczyście, że własność ziemi pozostaje zawsze przy szlachcie. Wreszcie car zastrzegał bezwzględną tajemnicę obrad, zapowiadając, że niedyskrecja ścigana będzie jako zbrodnia stanu.

I ta niewinna ustawa wywołała znaczne zaniepokojenie w kołach zachowawczych; rozpuszczono wersje o buntach chłopów, rozzuchwalonych

ukazem. Tymczasem skutek ukazu był nikły. Ogółem, liczba chłopów, zaliczonych na mocy umów do kategorii zobowiązanych wynosiła 24708. Skorzystali z ukazu jedynie hrabia Woroncow, książę Lew Wittgenstein i hrabia Mieczysław Potocki. Potocki zamierzał postąpić radykalnie i uwolnić swych chłopów z guberni podolskiej, z górą 15 000 dusz męskich, z nadaniem im na własność bezpłatnie 2/3 ziemi pańskiej. Rząd nie zgodził się na to, uważając, że przykład ten byłby niebezpieczny i mógłby wzburzyć chłopów w innych dobrach. Pozwolono Potockiemu dać chłopom na własność niewielką tylko ilość ziemi, mniej niż pół dziesięciny na głowę, a reszta ziemi była im dana na użytkowanie za czynsz około rubla z dziesięciny. Rząd nie mógł zabronić Potockiemu ofiarowania 15 000 rubli rocznie z dochodów na rzecz jego chłopów20.

Michaił Woroncow, daleki od szczodrobliwości Potockiego, postanowił tylko w jednym ze swych majątków, Murynie, nadać chłopom względną wolność na mocy ukazu 1842 roku. I oto ten generał-gubernator, dygnitarz i magnat, musiał przez długie miesiące zwalczać opór urzędników, którzy stawiali wszelkie przeszkody. Ciekawa to karta ten sabotaż biurokratyczny skierowany przeciwko nieco liberalnej ustawie. 20 sierpnia 1842 roku pisze z Petersburga Woroncow do Kisielowa: „Zaraz po moim przyjeździe zająłem się sprawą Muryna. Załatwiona została ona między chłopami a mną prędko i dobrze; wszystko zostało podpisane z obydwóch stron, ale tu rozpoczęły się trudności i zwłoka. Najpierw żaden notariusz nie chciał zaświadczyć aktu, mówiąc, że to jest zupełna nowość [...] Jest to coś w rodzaju opozycji subaltemów [...] Boję się, że wiele podobnych spraw, zwłaszcza z dala od stolicy, może być zatrzymanych i zaplątanych przez te trudności i przewlekania”. Sprawę popierali z Petersburga Kisielów, a nawet i Benckendorff, widzący tu opozycję przeciwko ukazowi carskiemu, a jednak rzecz utknęła. Woroncow zostawił w Petersburgu dla prowadzenia sprawy swego administratora. „Tego biedaka badają, stawiają mu cały szereg pytań, jak gdyby był on uczestnikiem jakiejś bardzo podejrzanej sprawy, nie w guście rządu”, pisze Woroncow do Kisielowa. Dopiero w jesieni 1843 roku sprawa została załatwiona przy poparciu cesarza.

Ciekawa to sprawa. Gdyby tak car przesłał był wówczas rozkaz Paskiewiczowi, aby Warszawa została zbombardowana ze świeżo wówczas zbudowanej Cytadeli, z powodu jakiegoś wykrytego spisku, to jest kółka dyskusyjnego złożonego z paru młodzieńców polskich, nikt w Rosji nie ośmieliłby się nawet biernie krytykować woli carskiej. Nadużycia i okrucieństwa, właśnie w owym czasie nad unitami białoruskimi spełniane, przy ich dobrowolnym powrocie przy pomocy kul i nahajek na łono prawosławia, przyjmowane były z zadowoleniem z powodu powiększenia liczby prawosławnych21. Ale gdy chodziło o skromną poprawę losu chłopa rosyjskiego, sam car z całą potęgą nie mógł zapewnić szybkiego wykonania swego ukazu i wszechwładny Benckendorff zdobywał się tylko na biadanie. „Byłoby to prawdziwe nieszczęście, gdyby sprawa się zatamowała; powiem więcej, byłby to cios dla władzy najwyższej”, pisał, z powodu perypetii Woroncowa, do Kisielowa.

Czy istotnie ośmielono by się tamować wykonanie ukazu, gdyby wiedziano, że car wystąpi z całą srogością? Poddani cara celowali w kunszcie odgadywania usposobienia rządu wyższego. Lękliwość w tej dziedzinie cara, spiskującego nad poprawą losu chłopów w trwożnej tajemnicy przed poddanymi, nie była sekretem. Sam ukaz, zdający kardynalną sprawę społeczną na dobrą wolę i popęd serca klasy broniącej swego przywileju w kraju, gdzie od wieków ukaz carski był wydawany i traktowany jako rozkaz wojskowy, nie mógł wywrzeć skutku.

Przeszło od tego czasu lat parę a ukaz 1842 roku pozostał martwą literą. Car postanowił interweniować osobiście, ale znowu jak najostrożniej, w formie rozmowy przygodnej. W 1847 roku przyjął deputację szlachty smoleńskiej, mówił z nią naprzód o rozmaitych sprawach praktycznych, o drogach lądowych i wodnych, a wreszcie jakby mimochodem wtrącił, że chciałby porozmawiać o ustawie 1842 roku, zastrzegając, że mówi poufnie— kielejno. Oznajmił car, że uważa się sam za pierwszego szlachcica w swym państwie, uznawał, że ziemia, która przeszła do szlachty po przodkach, jest jej własnością niezaprzeczoną, wspomniał o małych rezultatach ukazu 1842 roku i wyraził życzenie, aby szlachta smoleńska naradziła się nad tą sprawą poufnie i również poufnie zakomunikowała mu swoją opinię. Było to w maju 1847 roku. Na skutek tej mocji carskiej marszałek szlachty smoleńskiej ks. Drucki-Sokolinski zaczął „nie śpiesząc się” wygotowywać memoriał i przedstawił go carowi w styczniu 1848 roku. Książę marszałek, złożywszy na wstępie hołd szlachetnym zamiarom twórców ukazu z 1842 roku, dalej bez ogródek oznajmiał, iż istnieją dla szlachty poważne motywy do niekorzystania z tej ustawy.

„Po pierwsze, niski stan moralny i umysłowy ludu, który nie ma pojęcia o wolności w znaczeniu cywilnym, lecz pojmuje ją jako wolność stanu natury; lud nie uznaje, że ziemia stanowi własność obywateli lub nawet, że jest to wspólna jego z ziemianami własność, lecz przekonany jest, że ziemia jest Boża; przekonania takie grożą zgubą państwu”.

Przyznać trzeba, że reakcyjny marszałek tym razem nie był daleki od prawdy. Ekstremizm reakcyjny ziemian spotykał się z ekstremizmem anarcho-agramym chłopa. Lecz książę Drucki nie chciał rozumieć, że ta duchowość chłopska była dziejowym produktem absolutnej niewoli, z którą raz należało zerwać, jeśli się pragnęło stopniowo zmienić psychikę chłopską. W przeciwnym razie należało przyjąć niewolę chłopa jako stan wieczny, niezmienny. Tak właśnie rozumowała warstwa, której głosem był marszałek smoleński. Podczas jego pobytu w Petersburgu ułożono na kowentyklach przeciwników jakiejkolwiek reformy drugą zapiskę, którą podał on carowi w lutym 1848 roku. Była ona tylko echem argumentów, których używali ks. Mienszykow, Czernyszow i inni obrońcy status quo.

„Dążenie do wolności nie zna granic — pisał zbiorowy socjolog nad Newą — i im szersze są prawa stanów jej domagających się, im obszerniejsze pole działania, tym bardziej nieograniczone stają się żądania i tym mocniejszych środków trzeba będzie do powstrzymania dążenia, które gdzież ma swój kres naturalny? Na zachodzie Europy, gdzie lud korzystał z wolności osobistej i większych jeszcze praw, nie zadowalał się tym i, jak potok wzburzony, obalił ład cywilny i polityczny”.

Ks. Drucki-Sokolinski wypróbowanym sposobem, stosowanym stale przez zelantów urzędowego patriotyzmu, rzucał na zwolenników reformy inwektywę, że idą na rękę wrogom Rosji. Tylko retorzy Zachodu (witiijewropiejskije) powtarzają sofizmat, że w Rosji jest niewola. „Są to sofizmaty, wskutek zawiści do potęgi i dobrobytu Rosji — zrozumiałe dążenie do poderwania i zniszczenia jej potęgi”.

Wiedząc, do kogo przemawia, ks. Drucki, a raczej zbiorowy głos petersburskich dworaków-dygnitarzy, ukazuje wyobraźni cara kroczące w ślad za skromniutką reformą rolną widmo konstytucji, a dalej w głębi — widmo krwawej anarchii. „Gdy się zmieni dzisiejszy system zarządu chłopami, czyż można zaręczyć, że rozwój nowego systemu prawnego nie będzie wymagał reformy państwowej, a, wreszcie, wszelkie rozszerzanie swobód chłopskich to potężna dźwignia dla anarchistów”. Z tego wynika, że nic zmieniać nie należy, system rządów nad chłopami przez pośrednictwo ziemian jest najlepszy, skarb nie ponosi na ten zarząd żadnych wydatków, a obywatel troszczy się o chłopów we własnym interesie.

„Dla skarbu wypada to tanio, ale dla państwa bardzo drogo” pisał w znanym memoriale o sprawie chłopskiej po śmierci Mikołaja I w roku 1855 Konstantin Kawielin.

Zapiska Druckiego podana została jak najbardziej w porę: 19 lutego [2 marca] 1848 roku wręczył ją carowi, a 21 lutego [4 marca] przyszła do Petersburga przez Warszawę wiadomość o wybuchu rewolucji w Paryżu. Proroczą zapiskę przekazał Mikołaj do rozważenia jeszcze jednemu komitetowi tajnemu do sprawy chłopskiej, utworzonemu w 1848 roku.

W okresie 1847-1849 rząd z innej jeszcze strony ostrożnie na palcach podchodził do sprawy chłopskiej i w komitetach tajnych rozważano sprawę udzielania chłopom prawa na nabywanie nieruchomości oraz prawa wykupywania się na wolność w razie sprzedaży majątku z subhastacji22.

Pierwszą sprawę rozstrzygnięto ukazem 3 [15] marca 1848 roku, który orzekł, iż chłopi mogą nabywać nieruchomości, atoli zarówno nabywać, jak i zbywać je mogą nie inaczej, jak za zgodą swych panów; to zastrzeżenie stawiało na miejsce uprawnienia zobowiązanie i przekreślało całe dobrodziejstwo.

Sprawę wykupywania się chłopów na wolność rozważano również w tajnym komitecie, który mógł był komunikować się z ministrami tylko ustnie, lękano się wszelkiej korespondencji. W lipcu 1847 roku zebrał się komitet, sam car jeszcze raz zalecał „zachować w obradach głęboką tajemnicę”. Wreszcie, 8 [20] listopada 1847 roku wydany został ukaz nadający chłopom prawo wykupywania się na wolność w razie sprzedaży majątku z subhastacji za długi. Lecz niebawem po wydaniu ukazu zaczęto rozsiewać pogłoski, iż ukaz wywołał obawy wśród obywateli a wrzenie wśród chłopów. Podano do tronu parę memoriałów o zgubnych skutkach tego rewolucyjnego ukazu. Z tych memoriałów jeden, bezimienny, został przekazany przez cara do rozważenia specjalnemu komitetowi pod przewodnictwem następcy tronu Aleksandra. Memoriał przedstawiał w najciemniejszych barwach demoralizację i zarazę buntu, jaka niezawodnie miała ogarnąć umysły ludu po wydaniu tego przewrotowego ukazu. „Lud uczy się podstępnych zmów, skoro daje się chłopom powód .‘prawny do naradzania się między sobą co do środków uwolnienia się od dziedziców. Takim pozornie legalnym sposobem zaszczepia się ludowi naukę komunizmu”.

Zarzut komunizmu, zastosowany do skutków ukazu, wydał się nawet Mikołajowi przesadny i na marginesie napisał: „Po raz pierwszy słyszę i nie wierzę”. A jednak car widocznie przychylał się do opinii autora memoriału, popartej zresztą przez dygnitarzy i już tylko szukał drogi wyjścia z trudnego dylematu, w jaki sposób zawiesić działanie ukazu bez formalnego jego kasowania. Przy dobrej woli znalazł się sposób; praktyka wyjaśnień i dopełnień, zmieniających do gruntu treść niedogodnych rozporządzeń, była od dawna szeroko stosowana. I tu wyjście się znalazło. Wydano dodatkowe przepisy o sprzedaży dóbr z subhastacji i tu wtrącono uwagę, że gdy właściciel majątku, wystawionego na sprzedaż, zawrze umowę dobrowolną z chłopami w przedmiocie ich uwolnienia, wówczas stosują się takie a takie przepisy. Tą drogą wykupienie się chłopów na wolność uzależniono od umowy z właścicielem dóbr i treść ustawy z 1847 roku została przekreślona, pod pozorem jej wyjaśnienia.

Sprawa poprawy doli chłopów utknęła na tych tragikomicznych odruchach. Kisielów oczekiwał złych skutków z tego uporu. „Im bardziej się przeglądam — pisze do Woroncowa w 1852 roku — tym bardziej lękam się powstania chłopów, grożącego spokojowi Rosji i bezpieczeństwu szlachty. Uprzedzić złe byłoby rozumniej, niż dać mu się rozwinąć i z założonymi rękami oczekiwać jego smutnych skutków”. Woroncow podzielał tę opinię.

Trzeba było zupełnego zaślepienia, aby istniejący stan rzeczy uważać za normalny. Chłopi, w wypadkach krzyczących nadużyć, próbowali wzywać pomocy władz państwowych. Było to dla nich prawnie niebezpieczne, kodeks kamy 1845 roku, idąc za tradycją, wyznaczył karę pięćdziesięciu rózeg dla chłopa podającego skargę na swego pana. Pomimo to skargi napływały i do cara, i do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Prawie we wszystkich wypadkach, gdy wskutek skarg wszczęte zostało dochodzenie, skargi uznawane były za bezzasadne23. Znamienne jest, że w wypadkach stwierdzonych przez władze nadużyć ze strony obywateli marszałkowie szlachty, jako reprezentanci swego stanu, występowali zwykle solidarnie w obronie ziemianina i oskarżali władze o zbyt pochopne dawanie wiary skargom chłopów. Jest to jedyna dziedzina, w której przedstawiciele społeczeństwa pozwalali sobie na krytykę władz państwowych i najczęściej odnosili triumf, nawet jeśli zachodził konflikt z tak potężną władzą jak minister spraw wewnętrznych.

W 1846 roku obywatel Trubicyn z guberni tulskiej zastosował tortury względem ludzi podejrzanych o kradzież i został z rozkazu carskiego oddany pod sąd. Minister Perowski przesłał z tego powodu na ręce gubernialnego marszałka szlachty Miasnowa cyrkularz do marszałków z naganą z powodu ich bezczynności w wypadkach nadużyć władzy ze strony ziemian. Miasnow, przesyłając ten cyrkularz marszałkom, dołączył do tego własny okólnik poufny, który wręcz zawierał krytykę pisma ministerialnego. Zalecał mianowicie marszałkom, aby „nigdy ani ustnych, ani piśmiennych skarg od chłopów na obywateli nie przyjmowali, gdyż skargi takie, bardzo rzadko zasadne, mogą tylko rozwinąć w ludzie brak poszanowania władz prawnych a jednocześnie mogą zachęcać chłopów do wrodzonego im lenistwa”.

Miasnow zakomunikował swój okólnik Perowskiemu i dołączył do tego niedwuznaczne upomnienie: „Uważam za obowiązek donieść szczerze, że środki, stosowane przez rząd w celu obrony osoby chłopa, stawiają marszałków w zgoła fałszywym położeniu”. Wywodził dalej, że „władza obywateli, stanowiąca najpewniejsze narzędzie policji państwowej, będzie konieczna nawet przy stanie wolnym chłopów”, uprzedzając o lat czterdzieści z górą argumenty zwolenników instytucji naczelników ziemskich.

„Kochająca matka bywa zmuszona karać swe dzieci”, dodaje patriarchalny dziedzic jako argument w sprawie wynikłej z powodu torturowania chłopów. I w końcu otwarcie mówi: „Na podstawie tych moich osobistych przekonań ośmieliłem się uchylić się nieco od intencji pańskiego rozporządzenia”.

Perowski w odpowiedzi na to tłumaczył się, iż rząd nie myśli o krępowaniu władzy obywateli, lecz wszak i w razie nadużycia władzy rodzicielskiej rząd ma obowiązek interweniowania. Car, na skutek starań Miasnowa, uwolnił oskarżonego Trubicyna od wszelkiej odpowiedzialności sądowej, a stopień winy jego kazał rozważyć w tulskim zgromadzeniu szlacheckim. Tu oczywiście wśród swoich krzywda mu się nie stała. Mamy więc już za Mikołaja I wpływową i możną prawicę społeczną, która w reakcyjności idzie dalej niż car i niektórzy z oświeceńszych biurokratów.

Gdy tak przedstawiały się szanse szukania sprawiedliwości u rządu, chłopi, doprowadzeni do ostateczności, starali się radzić sobie „własnymi środkami”, jak z czasem pisał Gleb Uspienski. Uciekali nieraz masami z majątku wskutek lada wersji, że tam gdzieś daleko, w kraju noworosyjskim lub na Kaukazie, rząd daje kolonistom ziemię i wolność. Sprzedawali za bezcen całą chudobę i uciekali całymi wioskami. Ścigano ich, sprowadzano z powrotem na dawne miejsce a poszlakowanych o agitację surowo karano.

W odwecie chłopi od czasu do czasu podpalali dwory. Doprowadzeni do ostateczności, czasem rzucali się na panów, bili ich i kaleczyli. W piątym i szóstym dziesięcioleciu XIX wieku spotykamy w wielu miejscach osobliwy objaw — poddawania panów chłoście przez rozdrażnionych chłopów. W 1840 roku w guberni nowogrodzkiej chłopi wymierzyli plagi obywatelowi Gołowinowi, w następnych latach wielu ziemian podległo tej egzekucji. Pod koniec panowania Mikołaja I znane było wydarzenie z bogatym obywatelem połtawskim, szambelanem Bazilewskim. Chłopi, wszedłszy w nocy do dworu, wymierzyli mu plagi i wzięli od niego własnoręczne zobowiązanie, że mścić się na nich nie będzie. Szambelan carski nie chwalił się przed nikim z przebytej operacji. Po pewnym czasie oddał jednego z gorliwych egzekutorów swej chłosty do wojska, a ten pokazał w urzędzie wojskowym zobowiązanie oćwiczonego szambelana jako dowód, że oddaje on chłopa do wojska przez zemstę. Car uważał, że szambelan jego może ćwiczyć chłopów, ale nie wypada, aby był tak rozgłośnie przez nich oćwiczony, i Bazilewskiemu dano radę, aby przebywał za granicą. W zapisce Samarina o stanie chłopów, pisanej w czasie wojny krymskiej, jest mowa o tym, iż w ostatnich latach w szeregu guberni, tulskiej, riazanskiej, twerskiej, chłopi dość często poddają panów karze cielesnej; widzi w tym autor znak upadku powagi moralnej obywateli.

Zabójstwa na ziemianach dokonywane były dość często za panowania Mikołaja I. Wypadków usiłowania zabójstwa w okresie 1836-1854 naliczono urzędowo 75, wypadków zabójstwa dokonanego w okresie 1835-1854 — 144, nie licząc zabójstw administratorów dóbr. Czasami obywatel wykrywał w porę usiłowanie otrucia go, jak ziemianin saratowski Kolupanow, który w 1843 roku raz poczuł truciznę w jedzeniu, wezwał kucharza i kazał mu zjeść potrawę, po czym kucharz skonał. Czasami obywatel, jak Chitrowo w 1846 roku, bywał zabity przez kobiety wiejskie, „rozdrażnione przymuszaniem ich do występnego z nim stosunku”.

Najgroźniejszym jednak objawem były bunty chłopskie, które stanowiły zjawisko chroniczne. Odbywały się one stale, od połowy XVIII wieku, z początkiem każdego panowania. Za każdą zmianą panowania powstawały pogłoski, iż gotuje się zmiana na lepsze w położeniu chłopów. Po śmierci Katarzyny II wybuchły rozruchy w siedemnastu guberniach, panowanie Mikołaja I rozpoczęło się od rozruchów w wielu miejscach. Podstawę rozruchów stanowi zwykle legenda, którą jakiś agitator, na przykład żołnierz Siemionów w Kijowszczyźnie w 1826 roku, rozpowszechnia, a w którą lud ślepo wierzy: jakoby car postanowił rozdać ziemię chłopom i obdarzyć ich wolnością. Nawet po krwawym stłumieniu buntu wśród chłopów trwa wiara, że panowie podkupili władze i udaremnili wykonanie woli carskiej. Manifesty carskie, jak wydany w 1826 roku, a ostrzegający przed mistyfikacjami agitatorów, nie robią wrażenia.

Bunty powtarzają się w dalszym ciągu. Już w 1827 roku sprawozdanie urzędowe stwierdziło, że „duch burzliwości i samowoli rozwielmożnił się do tego stopnia, że chłopi zupełnie uchylali się od posłuszeństwa i napomnienia nie odnosiły żadnego skutku”. Do zagrożonych majątków sprowadzono oddziały wojskowe, głównych winowajców oddano pod sąd wojenny i zesłano na Syberię na osiedlenie lub do ciężkich robót. W następnych latach bunty trwały nadal; zjeżdżające na miejsca zaburzeń władze zarządzały niezwłocznie egzekucję masowego a srogiego batożenia chłopów. Jak widać z opisów takich egzekucji, jak na przykład w majątku księcia Leonida Golicyna w guberni riazanskiej w 1847 roku, większość chłopów, wezwana do ukorzenia się przed panem, odpowiedziała odmową; podczas egzekucji masowej słaby, wątły chłopak, uznany za jednego z agitatorów, smagany nielitościwie, chwyta ustami ziemię, aby nie krzyczeć. Podczas chłosty dokonywanej na mężczyznach kobiety rzucają się do stawów i gdyby nie przymusowy ratunek, przypłaciłyby rozpaczliwy swój protest życiem. Przy uśmierzaniu rozruchów w guberni wiackiej w 1834 roku główni winowajcy otrzymali po 6000 uderzeń szpicrutą w obecności zwołanych na asystowanie przy egzekucji chłopów, inni otrzymali po 2500, 1000 i 200 uderzeń.

Po dokonaniu egzekucji jedna z kobiet, dowiedziawszy się, że mąż jej ukorzył się pierwszy, rzuciła się do stawu. W 1840 roku podczas rozruchów w guberni witebskiej, wobec groźnej postawy tysiąca chłopów, oddział wojska rozpoczął regularny ogień, przy czym według sprawozdania urzędowego poległo 21, a rannych było 24 chłopów. Kary i tu były okropne, główni winowajcy poddani na miejscu chłoście 4000-5000 szpicrut i zesłani na Syberię.