Tytuł dostępny bezpłatnie w ofercie wypożyczalni Depozytu Bibliotecznego.
Siedmiotomowe, nie ukończone dzieło Jana Kucharzewskiego (1876-1952) "Od białego caratu do czerwonego" należy określić jako opus vitae tego wybitnego historyka, publicysty i polityka. Jest to gruntowne studium dziejów wewnętrznych Rosji w XIX stuleciu. Autor koncentruje uwagę na historii ruchu rewolucyjnego i polityki rosyjskiej wobec ziem polskich, ale najbardziej fascynuje go specyfika rosyjskiej myśli i kultury. Kucharzewski dowodzi tezy o jej zasadniczej odmienności od tradycji europejskiej, o przybierającym coraz to nowe kształty rosyjskim imperializmie i nacjonalizmie oraz o wynikających stąd zagrożeniach. Ogromna wiedza i erudycja autora oraz wykorzystanie niezwykle bogatych materiałów źródłowych sprawiają, że mimo postępu badań nad dziejami Rosji nawet i dziś nie jest to tylko pozycja należąca do historii historiografii. Napisany z literackim zacięciem cykl książek, z których każda może stanowić osobną całość, ma wszelkie walory naukowego eseju. Pierwsze wydanie ukazało się w latach 1923-1935 w stosunkowo niewysokim nakładzie i w czasach PRL należało do książek najsurowiej zakazanych, dostępnych wyłącznie w największych bibliotekach naukowych po uzyskaniu specjalnego zezwolenia. Niniejsza edycja, opatrzona niezbędnymi dziś przypisami i komentarzami, kładzie kres "przymusowemu zapomnieniu" dorobku Kucharzewskiego.
Cykl: Od białego caratu do czerwonego, t. 1
Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego.
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.
Książka dostępna w zasobach:
Miejska Biblioteka Publiczna w Skierniewicach
Miejska Biblioteka Publiczna w Mińsku Mazowieckim
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 707
Rok wydania: 1998
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Jan Kucharzewski
OD BIAŁEGO CARATU DO CZERWONEGO
TOM IEPOKA MIKOŁAJOWSKA
Pod redakcją naukową
Andrzeja Szwarca i Pawła Wieczorkiewicza
WYDAWNICTWO NAUKOWE PWN
Warszawa 1998
Projekt okładki i strony tytułowej Yakup EROL
Redaktor Teodor ŁADYKA
Redaktor techniczny Maria CZEKAJ
Korekta Ewa ŁABĘCKA
© Copyright by Wydawnictwo Naukowe PWN SA
Warszawa 1998
ISBN t. 1-8 83-01-12453-9
ISBN t. 1 83-01-12457-1
Wydawnictwo Naukowe PWN SA
Wydanie I powojenne
Arkuszy drukarskich 27,25
Skład i łamanie Egraf, Warszawa
Druk ukończono w październiku 1998 r.
Druk i oprawa Drukarnia Wydawnictw Naukowych SA
Łódź, ul. Żwirki 2
OD REDAKTORÓW NAUKOWYCH
Niniejsza reedycja dzieła Jana Kucharzewskiego składać się będzie z ośmiu tomów – siedmiu, stanowiących przedruk wydania przedwojennego z lat 1923-1935, i ósmego, dodatkowego. Złożą się nań wyjątki z powojennego, jednotomowego skrótu całości, wykraczające poza chronologiczny zakres ostatniego, siódmego tomu, odzwierciedlające w pewnej mierze stanowisko autora wobec ruchu bolszewickiego i pozwalające dzięki temu zorientować się w zamierzonej koncepcji zniszczonych kolejnych tomów jego dzieła. Będzie tam umieszczony również obszerniejszy szkic biograficzny o Autorze, skumulowany, a zarazem rozumowany indeks osób, a także selektywna bibliografia, zawierająca nowsze pozycje, nie uwzględnione siłą rzeczy w samej pracy.
Wydanie obecne nie ma charakteru w pełni krytycznego, ponieważ wymagałoby to rozbudowanych, daleko idących polemik merytorycznych i ekskursów źródłowych. Tymczasem główny walor pracy Kucharzewskiego upatrujemy nie w ścisłości i naukowej precyzji, ale w nowatorskiej, jak na ówczesne czasy, i bardzo konsekwentnie przeprowadzanej koncepcji historiozoficznej, wywodzącej Rosję Lenina od Rosji Romanowów. Temu właśnie zamysłowi Autor podporządkował układ całości i dobór faktów. O oryginalności i prekursorskim charakterze owej myśli przewodniej świadczą wcale liczne echa dzieła Kucharzewskiego we współczesnej międzynarodowej literaturze historycznej, choćby w pracach Richarda Pipesa. Pozwala to uznać cykl Od białego caratu do czerwonego, z którego mimo cenzuralnych i politycznych utrudnień i szykan, jakie spotykały książkę w epoce PRL, korzystało już kilka pokoleń badaczy, za pomnik polskiej historiografii, wart przypomnienia i przybliżenia współczesnemu czytelnikowi. Zasługuje na to także z racji swych niemałych walorów literackich, dzięki którym czyta się go i obecnie z niesłabnącym zainteresowaniem.
Swoje znaczenie, choć w ograniczonym zakresie, zachowała również potężna baza faktograficzna. Wobec braku dostępu do archiwów dawnej Rosji Autor wykorzystał bowiem nader skrupulatnie zarówno rękopiśmienne źródła polskie (częściowo już nie istniejące), jak też dokonał mrówczej kwerendy bogatej rosyjskiej publicystyki politycznej oraz równie licznych źródłowych wydawnictw historycznych, tak przedrewolucyjnych, jak bolszewickich i emigracyjnych. Sporadycznie sięgał też do innych zasobów i kolekcji archiwalnych, choćby austriackich.
Przygotowując dzieło Kucharzewskiego do druku, ograniczono się zatem do niezbędnych ingerencji. Ujednolicono i zmodernizowano pisownię, w tym nazw osobowych i geograficznych. Zdecydowano się na konsekwentne wprowadzenie oryginalnej wersji imion postaci występujących w tekście. Cytaty z prac obcojęzycznych, które ukazały się w polskich tłumaczeniach po 1935 roku, podano wedle nowych przekładów, eliminując tym samym nie zawsze dokładne propozycje translatorskie Autora. Poprawiono dość liczne oczywiste błędy drukarskie. Cytaty i mniej znane zwroty zachowano w językach obcych, dodając tłumaczenia w nawiasach kwadratowych bądź w przypisach. Zapisy tekstów rosyjskich podano według obowiązujących współcześnie reguł transkrypcji.
Najwięcej kłopotów sprawiły przypisy. Kucharzewski traktował je nader swobodnie, jako swego rodzaju robocze odnośniki, skracając lub nawet przeinaczając opisy bibliograficzne. W rezultacie tę część pracy trzeba było wykonać na nowo, po to, aby książka zachowała użyteczność dla współczesnego czytelnika. W przypadku odsyłaczy do tekstów źródłowych starano się je lokalizować w nowszych, krytycznych edycjach, co jednak nie zawsze się powiodło. Formę zapisu starano się w miarę możliwości ujednolicić. Dodano oznaczone gwiazdkami przypisy pochodzące od redaktorów naukowych. Dotyczą one zazwyczaj odniesień czy objaśnień niezbyt obecnie oczywistych aluzji i porównań. Obejmują również nowszą, zwłaszcza polską, literaturę przedmiotu, która narosła od ukazania się oryginalnej edycji. W pracy znalazły się też oszczędnie dawkowane przypisy polemiczne, dotyczące ewidentnych błędów faktograficznych i interpretacyjnych.
Pierwotnie indeksy do całości miały charakter niezbyt porządnego skorowidza osób wymienionych w tekście (ale już nie w przypisach), nie wolnego od błędów i sporządzanego najwyraźniej bez udziału Autora. Skorygowano je zatem, uzupełniono i poprawiono wedle wyłożonych wcześniej zasad.
Andrzej SZWARC
Paweł WIECZORKIEWICZ
NOTA O AUTORZE
Jan Kucharzewski urodził się 27 maja 1879 roku w Wysokiem Mazowieckiem w guberni łomżyńskiej, w dobrze sytuowanej rodzinie, jako że ojciec, Stefan, był inżynierem. Po ukończeniu łomżyńskiego gimnazjum zapisał się na studia prawnicze na w pełni wówczas rosyjskim Uniwersytecie Warszawskim. W 1898 roku podjął dalszą naukę w zakresie ekonomii politycznej i socjologii w Berlinie. Po powrocie do kraju w 1901 roku rozpoczął pracę jako urzędnik w Prokuratorii Skarbu, udzielając się jednocześnie jako nauczyciel i wykładowca Towarzystwa Kursów Naukowych. Od 1906 roku rozpoczął praktykę adwokacką, która odtąd miała być jego głównym źródłem utrzymania. Związany z Ligą Narodową, w 1911 roku ostro, publicznie, przeciwstawił się Romanowi Dmowskiemu; porażka, jaką poniósł w rok później w wyborach do IV Dumy Państwowej, skłoniła go jednak do przejściowego wycofania się z działalności politycznej. Podjął ją ponownie po wybuchu I wojny światowej w Szwajcarii (gdzie zbiegiem okoliczności znalazł się wraz z żoną Marią Żakowską), ogłaszając po polsku i francusku na łamach wydawanego przez siebie kwartalnika„L’Aigle Blanc” wiele publikacji uzasadniających prawa Polski do niepodległości.
Oceniając wysoko doniosłość Aktu 5 Listopada – proklamacji cesarzy Niemiec i Austro-Węgier, obwieszczającej powstanie Królestwa Polskiego – stał się zwolennikiem orientacji na mocarstwa centralne. Do Warszawy powrócił w czerwcu 1917 roku, stając się filarem skupiającego się u ich boku tzw. obozu aktywistycznego. Rada Regencyjna, działająca z mandatu okupacyjnych władz niemieckich i austriackich, powierzyła mu dwukrotnie funkcję premiera (od listopada 1917 do lutego 1918 roku i po raz drugi w październiku 1918 roku). Odmienny od przewidywanego dalszy przebieg wojny i brak oparcia w którymś z wielkich obozów politycznych sprawiły, że po odzyskaniu niepodległości Kucharzewski zrezygnował definitywnie z czynnej działalności na niwie politycznej, odmawiając wszelkim, najbardziej nawet zaszczytnym propozycjom. Za obowiązek obywatelski uznał wszakże napisanie kilku dobrze udokumentowanych broszur przedstawiających opinii zachodniej, szczególnie zaś francuskiej, w dobie kształtowania się granic powojennej Europy, miejsce i rolę Rzeczypospolitej w nowym układzie stosunków międzynarodowych. Po powrocie do Polski poświęcił się bez reszty swemu powołaniu – pisarstwu historycznemu.
W dziedzinie tej miał już zresztą niemałe osiągnięcia jako autor pomniejszych artykułów i szkiców, a także dzieł poważniejszych – biografii Maurycy Mochnacki (Kraków-Warszawa 1910), wydanego w rok później zarysu bibliograficzno-historycznego Czasopiśmiennictwo polskie wieku XIX w Królestwie, na Litwie i Rusi oraz na emigracji oraz cennego do dzisiaj studium źródłowego Epoka Paskiewiczowska. Losy oświaty (Warszawa-Kraków 1914). Uhonorowano go w 1926 roku członkostwem Polskiej Akademii Umiejętności; godności akademickich – katedr historii na Uniwersytecie Jagiellońskim i Uniwersytecie Warszawskim przyjąć jednak nie chciał, argumentując podobno, że dydaktyka odciągnie go od pióra. Opus magnum Kucharzewskiego stać miał się dziesięcioksiąg Od białego caratu do czerwonego. Od 1923 roku do wybuchu wojny zdołało ukazać się siedem pierwszych tomów; ostatnie, wraz z bogatym archiwum i liczącą 10 tysięcy woluminów wspaniałą biblioteką Autora, spłonęły, jak się zdaje, w 1939 roku, podczas lotniczego bombardowania Warszawy.
Z okupowanej Polski udało mu się wyjechać w kwietniu 1940 roku. Przez Włochy, Francję i Portugalię przybył do Stanów Zjednoczonych, gdzie pozostał do końca życia. Czynny wśród tamtejszej Polonii, stał się współzałożycielem Polskiego Instytutu Naukowego i prezesem jego Rady. Nie zaniedbał pracy naukowej, publikując staraniem Instytutu jednotomowy, rozszerzony jednak chronologicznie, zarys swej podstawowej pracy – The Origins of Modern Russia (New York 1948), tłumaczony potem na polski (pod zmienionym nieco w stosunku do pierwowzoru tytułem Od białego do czerwonego caratu, Londyn 1958) i kilkakrotnie wznawiany na emigracji, a potem w kraju (ostatnio Warszawa 1990). Zmarł w Nowym Jorku 4 lipca 1952 roku.
Siedmioksiąg Od białego caratu do czerwonego jest do dzisiaj jedną z najbardziej oryginalnych i wartościowych prac w dorobku historiografii zajmującej się dziejami dorewolucyjnej Rosji. Z racji maniery pisarskiej i badawczego temperamentu Autora, a także okoliczności ukazywania się poszczególnych tomów (ogłaszane na bieżąco, równolegle źródła i literatura zmuszały go do weryfikowania uprzednich sądów i dość częstych powtórzeń), ma charakter raczej zbioru obszernych esejów, nie zaś systematycznego wykładu wewnętrznych dziejów cesarstwa rosyjskiego w okresie 1825 – 1883. I tak w tomie 1 (Epoka mikołajowska) Kucharzewski przedstawia zarys filozofii i praktyki politycznej Mikołaja I oraz genezę kształtującej się wówczas opozycji, która dała ideowe podstawy późniejszemu ruchowi rewolucyjnemu. Tom 2 składa się z dwu samodzielnych części: kreślącej dzieje sprawy agrarnej i problem tzw. ludzi zbędnych, czyli emigrantów wewnętrznych (Geneza maksymalizmu), oraz opisującej pierwociny rosyjskiej emigracji politycznej i jej kontakty z wychodźstwem polskim (Dwa światy). Kolejny, 3 tom (Lata przełomu. Romanow, Pugaczow czy Pestel) daje zarys dziejów tzw. wiosny posewastopolskiej, czyli liberalnego okresu rządów Aleksandra II i przedstawia przyczyny ich fiaska. Tom 4 (Wyzwalanie ludów) to opis wpływu, jaki na rosyjską politykę wewnętrzną wywarła sprawa polska, oraz reperkusji tzw. sprawy Nieczajewa, noszącej znamiona wielkiej prowokacji politycznej. W tomie 5 (Terroryści), Autor omawia schyłek panowania „cara wyzwoliciela”, skupiając się na „kwestii wschodniej”, czyli szeroko ujętym problemie bałkańskim, oraz na działalności organizacji terrorystyczno-rewolucyjnych, zakończonej krwawym epilogiem 1881 roku. Przedostatni tom (Rządy Aleksandra III. Ku reakcji) charakteryzuje ideologię rosyjskiego konserwatyzmui nacjonalizmu oraz daje szeroką panoramę dziejów sprawy żydowskiej w Rosji. Zamykający, przecież nie z winy Kucharzewskiego, cały cykl tom 7 (Triumf reakcji) skupia się na złamaniu przez aparat represji organizacji narodowolców i genezie partii socjaldemokratycznej.
Andrzej SZWARC
Paweł WIECZORKIEWICZ
Rozdział I. ŚWIECA IWANA KALITY
W 1848 roku jesienią, w okresie najostrzejszego szału kontrrewolucyjnego w Rosji, Moskiewskie Towarzystwo Historii i Starożytności w wydawnictwie swym wydrukowało tłumaczenie dawnej, znanej dobrze Karamzinowi, wydanej jeszcze w 1591 roku książki Fletchera, posła angielskiego, wysłanego w 1588 roku przez królową Elżbietę do cara Fiodora Iwanowicza. Gdy minister oświaty Uwarow otrzymał egzemplarz książki, złożył natychmiast alarmujący raport carowi Mikołajowi, nakład książki został skonfiskowany i opieczętowany, prezes Towarzystwa Siergiej Stroganow otrzymał surową naganę, sekretarz Towarzystwa profesor Bodianski pozbawiony miejsca i zesłany do Kazania.
Represje te, przy całej nawet ówczesnej szalonej surowości cenzury, spadły niespodzianie, ustawa cenzury bowiem pozwalała na drukowanie wszelkich pism o Rosji dotyczących okresu poprzedzającego dynastię Romanowów.
Przypisywano rzecz całą osobistej intrydze Uwarowa, skierowanej przeciwko Stroganowowi. Lecz wiemy obecnie, iż zanim Uwarow zwrócił się do cara, już uderzyli na alarm z powodu publikacji Fletchera czujni gorliwcy oficjalnego patriotyzmu, Michaił Pogodin i Szewyriow. Liberalizujący cenzor Nikitienko, wydostawszy egzemplarz skonfiskowanej książki, notuje z ironią w dzienniku z 1848 roku: „Tak, książki tej istotnie nie można było teraz drukować”.
W lat dwanaście potem, za panowania Aleksandra II, w najpomyślniejszym okresie reform, Bodianski znowu czynił starania o pozwolenie na puszczenie w obieg książki Fletchera. „Jakież może mieć zastosowanie ta opowieść Anglika o Rosji w końcu XVI wieku do Rosji drugiej połowy XIX wieku” pisał. „Jeszcze w roku 1848 mogli byli ludzie o złych intencjach przeprowadzać jakąś paralelę między Rosjanami cara Groźnego a Rosjanami cara Dobrodusznego”.
Nie pomogło jednak i bezwstydne pośmiertne pochlebstwo dla Mikołaja, nazwanego carem dobrodusznym, nie pomogło i bizantyjskie kadzidło dla epoki Aleksandra II, nie zdjęto i teraz aresztu z niebezpiecznej książki.
Dopiero w roku 1906 mogła wyjść w świat książka Fletchera w tłumaczeniu rosyjskim.
Wrażliwość mikołajowskiej i aleksandrowskiej cenzury na dzieło, którym przenikliwy Anglik napiętnował Moskwę w lat parę po śmierci cara Groźnego była znamienna. Spokojna analiza tyranii moskiewskiej XVI wieku brzmiała jeszcze w wieku XIX jak miażdżąca krytyka systemu. Zestawiając to, co Fletcher pisze o rządzie Borysa Godunowa, faktycznego regenta przy słabym Fiodorze, z rządami Rosji nowoczesnej, zdziwieni jesteśmy rażącym podobieństwem. Machina za Aleksandrów i Mikołajów była bardziej złożona, nieraz bardziej cywilizowana, lecz części składowe systemu te same: istota przetrwała bez zmiany.
W roku 1853 Mikołaj I stawiał krok fatalny: wypowiadał wojnę Turcji, za którą stała Europa Zachodnia. W Rosji, odurzonej wiarą w potęgę cara, zestawiano dwie daty: 1453 – przejście Carogrodu w ręce Turków, 1853 sygnał odzyskania miasta z rąk niewiernych.
Jeśli chodzi o ciągłość polityki rosyjskiej na przestrzeni wieków, nasuwa się inne zestawienie dat. Na lat pięćset przed wojną krymską Siemion Pyszny, syn Iwana Kality, kniaź Moskwy, zostawiał testament i w nim zaklinał potomka, by na przyszłość „nie ustała pamięć rodziców i świeca nie zgasła”.
Świeca, którą zapalił Iwan Kalita, założyciel potęgi Moskiewskiej, już, zdawało się, gasła chwilami, jak podczas wielkiej nawałnicy w epoce Samozwańców. Lecz naród sam rozwidniał jej płomień na nowo i światło jej dotrwało do ostatnich czasów.
Nie było rozległe to państwo, jakie oświecała świeca wielkoksiążęca za czasów Siemiona. Słabe było wówczas księstwo moskiewskie, przytłoczone haniebnym jarzmem tatarskim. Wyzwolenie z tego jarzma było marzeniem kniaziów. Lecz jakiż był ich program na potem, o czym marzył kniaź barbarzyński ze świecą Kality w dłoni?
„Gdyby zapytać tych kniaziów, co poczną, gdy będą wolni – mówi historyk rosyjski – zapewne nie byliby w stanie rozwinąć innego programu oprócz tego dawnego, tradycyjnego, który stał się instynktem: jeszcze więcej zabiegać i zbierać, oszukiwać i gwałty czynić – z jedynym celem zdobycia jak największej władzy i jak największej ilości pieniędzy”1.
Głównym zadaniem kniaziów Moskwy było rozszerzanie państwa. Rozszerzaniu temu nadawano pozory prawa i słuszności, nazywano je jednoczeniem ziemi ruskiej. W istocie jednoczenie owo odbywało się drogą gwałtu i strasznych okrucieństw, wbrew woli ludności. Fikcja jednoczenia narodowego była obłudnym pozorem, mającym osłonić akty przemocy, gwałtowi towarzyszyła obłuda. To rozszerzanie Moskwy odbywało się żywiołowo. Moskwa położona w środku lądu, u źródeł wielkich rzek, wiodących do Oceanu Lodowatego, mórz Bałtyckiego, Czarnego, Kaspijskiego, rozpierała się na wszystkie strony i podbijając dziesiątkami obce plemiona i państewka, wciąż jednoczyła ziemię ruską. Gdy przedsiębrała na jakiś kraj wyprawę, już z góry ogłaszała, że jej się z prawa należy. Okazała już w swych barbarzyńskich początkach mistrzostwo w wynajdywaniu i komponowaniu tytułów własności do ziem obcych. Podbijając kraje, niszczyła ich odrębne rządy, tępiła lub więziła rody panujące i możne, ujarzmiała ludność. Popęd do jednakowości, do jednolitości, złowrogi szał niwelacyjny stawał się instynktem rządu i narodu.
Wcielanie ziem coraz to nowych kojarzy się z ciągłym wzmaganiem się despotycznej władzy kniaziów, późniejszych carów. Wszystko, co mu się opierało i opierać było zdolne w kraju podbitym, car Moskwy usuwał z drogi, tępił, wyrywał z korzeniem, utrwalając swą wyłączną władzę.
Książęta dynastyczni, bojarstwo, duchowieństwo korzą się stopniowo przed władzą carską. Iwan III jest już despotą na wielką skalę. Syn jego Wasyl jest tyranem, którego wszechwładza nad poddanymi napełnia zdumieniem Maksymilianowego posła Herbersteina. Rzuca Herberstein pytanie, które w trzy z górą wieki później zadaje sobie Custine po zwiedzeniu Rosji mikołajowskiej: czy to carowie wychowali sobie takich niewolników, czy to sama ludność, przez swą niewolniczą uległość, wychowała sobie takich tyranów?
Wydawało się, że Wasyl III stanął już u szczytu despotyzmu. Złudzenie to powtarzać się będzie podczas każdego następnego panowania. Tyrania jest to siła nie mogąca stanąć w martwym punkcie: albo się wzmaga, albo upada. Każdy z następców na carskim tronie znajdzie zawsze możność mocniejszego zacieśnienia cugli, wyszukania i zdławienia jakichś ukrytych sił oporu. Naród znosi wszystko. Po Wasylu III przychodzi Iwan Groźny, stacza najkrwawszą walką wewnętrzną z domniemanymi rywalami caratu i drogą potwornych okrucieństw morduje, wytępia znaczną większość rodów udzielnych i możnowładczych.
Równoległość rozrostu terytorialnego i wzmagania się tyranii wyciska trwały i mocny ślad na świadomości politycznej poddanych cara. W pojęciu Moskala między tymi dwoma objawami utrwala się związek przyczyny i skutku, rozszerzenie państwa, wzrost jego mocy splata się nierozłącznie z despotyzmem władzy. Carowie otoczeni są aureolą jedynych pomnożycieli ojczyzny. To przekonanie o nierozdzielnym związku potęgi państwa z władzą nieograniczoną cara ustala się i jako instynkt dziedziczny przechodzi z pokolenia na pokolenie. Przekonanie to udziela się i obcym obserwatorom Rosji. Jest patriotyzmem w Rosji niewola – orzeka Mochnacki.
Próby ograniczenia władzy despotycznej traktowane są przez carów jako zdrada państwa i narodu. Iwan IV, przystępując do kaźni i tortur, piętnuje, denuncjuje skazanych kniaziów i bojarów przed zgromadzonym ludem Moskwy jako zdrajców. Dążność do postawienia prawa ponad samowładztwem to bunt, zdrada, kramoła.
W tym systemie, opartym na równoległości podboju i tyranii, istnieje wzajemna zależność i harmonia pomiędzy polityką wewnętrzną a zewnętrzną. Od czasów Wasyla Ślepego Zachód coraz żywiej interesuje się Moskwą.
Za punkt zwrotny uważać można wzmożenie niebezpieczeństwa tureckiego po zdobyciu Konstantynopola. Europa z papieżem na czele, poszukując sił do krucjaty przeciwko Turkom, zwraca oczy na rosnącą na Wschodzie, jednowierczą z powalonym Bizancjum potęgę i usiłuje skłonić ją do walki z półksiężycem.
Na tym tle rozwija się ciekawa gra dyplomatyczna, w której władcy Moskwy po raz pierwszy składają egzamin ze swego politycznego uzdolnienia. Odtąd datują się początki polityki europejskiej Moskwy. Uderza jednoczesne umiejętne opanowanie przez barbarzyńskich carów obydwóch dziedzin, wewnętrznej i zewnętrznej, popieranie jednej przy pomocy drugiej, wygrywanie kolejne obydwóch, ku osiągnięciu dwóch celów: umocowania władzy carskiej wewnątrz i zwiększenia uroku potęgi moskiewskiej na zewnątrz. Z jednej strony, nieograniczona władza cara nad poddanymi podnosi urok potęgi carskiej na zewnątrz i przyczynia się do sukcesów dyplomatycznych. Z drugiej strony, rosnący prestiż potęgi moskiewskiej w Europie utrwala i umacnia stanowisko cara wobec poddanych.
Stosunek Zachodu do Moskwy ma pewne stałe cechy, które nas uderzą zarówno za Iwana III, jak i za Mikołaja I. Zachód, od chwili zetknięcia się z Moskwą, przecenia jej potęgę materialną.
Europa była pod wrażeniem ogromu władzy ześrodkowanej w ręku carskim; z respektem i obawą spoglądała na despotę mającego wciąż do rozporządzenia ogromną siłę, władnego obrócić, na jedno swe skinienie, wszystkie siły i środki narodu ku pomnożeniu potęgi swego państwa.
Mała znajomość kraju moskiewskiego, przy jego oddaleniu od Europy, sprzyjała powstaniu fantastycznych legend o nieprzebranych bogactwach i niezmierzonej potędze barbarzyńskiego władcy. Ogromne przestrzenie, na które rozpościerała się władza cara, podniecały wyobraźnię, nasuwały obraz wielkiej potęgi, widok ogromu wywoływał sugestywne wyobrażenie niezwalczonej mocy.
Wreszcie carowie i ich słudzy od początku celowali w sztuce przedstawiania siły moskiewskiej w rozmiarach powiększonych. Wszyscy ci władcy, od Iwanów do Katarzyny i Mikołaja, posiedli dar imponowania światu swą potęgą, bardziej powierzchowną niż istotną, w każdym razie nie mającą trwałych podstaw w organizacji społecznej i wewnętrznym ładzie.
Kunszt prestiżu był pielęgnowany przez cara niezmiennie, tradycyjnie.
Przeceniając potęgę materialną caratu, Zachód nie doceniał czynników duchowych tej potęgi. Nie miał pojęcia o ogromie ambicji i pychy, o wytrwałości, ciągłości i przebiegłości polityki moskiewskiej. Ta nieświadomość sprężyn duchowych cechuje stosunek Zachodu do Rosji od dawnych do najnowszych czasów. Skutkiem tego był fakt paradoksalny, że Moskwa, jakkolwiek ciemna i barbarzyńska, od początku lepiej przenikała politykę państw europejskich niż te ostatnie, choć oświecone, arkana polityki moskiewskiej. U Moskwy, przy zetknięciu z Zachodem, obudzona była od początku podejrzliwość i czujność na to, aby chytrzy, oświeceni Europejczycy nie podeszli Moskali i nie użyli potęgi moskiewskiej dla swych własnych celów. Polityka Moskwy, od pierwszego zetknięcia z Europą, jest ostrożna, nie dowierzająca, pełna rezerwy, lękająca się o to, by nie ulec przemożnemu kunsztowi Zachodu. Ta cecha przetrwała w polityce rosyjskiej na stałe. Rosja darowywała zwykle prędko i zapominała, pozornie przynajmniej, porażki orężne; one jakby mniej ją upokarzały. Chętnie szukała przymierza z wczorajszymi zwycięzcami. Hołdując przemocy u siebie, korzyła się przed mocniejszym. Porażek dyplomatycznych nie darowywała nigdy, po nich zostawał jej wstyd, wściekłość, poczucie niższości umysłowej i cywilizacyjnej. Od czasu zrzucenia jarzma tatarskiego i zetknięcia z Europą Moskwa niczego tak nie lękała się, jak tego, by jej nie brano w świecie za państwo barbarzyńskie. Był to snobizm cywilizacyjny, chodziło o pozór, o opinię w świecie.
Natomiast państwa Zachodu traktowały Moskwę i jej dyplomatów z naiwną zarozumiałością, wynikającą z przeświadczenia o własnej cywilizacyjnej wyższości, większej biegłości umysłowej, większym politycznym wyrobieniu. Skutkiem tego były dyplomatyczne porażki Zachodu.
Przyznać trzeba, że ludzie, których Moskwa używać zaczęła jako posłów, robili wrażenie tak nieokrzesanych prostaków, iż trudno było przypuścić, aby pod tą barbarzyńską powłoką ukrywała się przebiegłość i finezja. Dajmy miarę grubiaństwa tych dyplomatów przez usta dziejopisa rosyjskiego: „Od czasu do czasu zjawiało się w Europie poselstwo rosyjskie, lecz urzędnicy moskiewscy, którzy z woli rządu stawali się zaimprowizowanymi dyplomatami, bynajmniej nie byli przygotowani do roli obserwatorów życia europejskiego. Ci ludzie, nie znający języków, wyczytujący z trudem z zeszytu, słowo za słowem, swe mowy oficjalne, troszczyli się o jedno: aby nie uczynić niewłaściwego kroku lub nie wyrzec niewłaściwego słowa, które by uchybiło czci cara i naraziło ich na karęurzędową. Nie byli oni od tego, aby od czasu do czasu skorzystać ze swobody życia, do której nie przywykli, lecz sposób, w jaki pojmowali tę swobodę, wywoływał odrazę w mimowolnych świadkach ich hulanek. Było to w oczach europejskich widzów już nie barbarzyństwo, lecz wprost bydlęcość i świństwo (skotstwo i s wins two). Od przyjemności w guście europejskim, od lubowania się podróżą, obrazami natury, pomnikami sztuki, zdobyczami kultury, oddzielał ich mur chiński, wzniesiony przez ich własne umysłowe i moralne grubiaństwo. Gdziekolwiek zjawili się, nieśli ze sobą wszędzie, w literalnym i przenośnym znaczeniu, swą własną atmosferę. Mieszkania, w których się zatrzymywali, trzeba było wietrzyć i czyścić przez cały bodaj tydzień. Ich zjawienie się na ulicy, w złotogłowiach i jedwabiach czerwonej, żółtej lub zielonej barwy, w długich kapotach z kołnierzami ogromnej wysokości i rękawami ogromnej długości, w czapkach futrzanych azjatyckiego kroju skupiało dokoła nich tłum gapiów. Była to jakby maskarada, jakby procesja religijna, jakby kuriozum etnologiczne, wywiezione przez pomysłowego przedsiębiorcę z krajów zamorskich razem z krokodylami Nilu i lwami Afryki. Gdy w Moskwie zrozumiano na koniec ku schyłkowi XVII wieku, jak fatalne wrażenie wywierają za granicą ci domorośli dyplomaci, zaczęto ich zastępować zamieszkałymi w Rosji cudzoziemcami. Wytrawność życiowa i światowe obycie tych ostatnich wywoływały z kolei zdumienie dyplomacji europejskiej, przywykłej do rachowania się z grobianita Moscovvitica” [moskiewskim grubiaństwem]2.
Przy zetknięciu Moskwy z Zachodem okazało się, że rozstrzygający w grze dyplomatycznej atut lepszej znajomości partnera jest po stronie barbarzyńskiej Moskwy. W roku 1453 upadł Konstantynopol. Całemu światu chrześcijańskiemu groził teraz zalew turecki. Papież, republiki włoskie, cesarz niemiecki czuli się zagrożonymi przede wszystkim. Wzrok tych władców europejskich zwraca się ku oddalonej Moskwie. Wydaje się im, że ta na końcu Europy osiadła potęga, pierwotna i naiwna, gorąco przywiązana do wiary grecko-wschodniej, posłuszna dziecięco swemu wielkiemu kniaziowi, jest przez Opatrzność zesłana na to, by powstrzymać nawałę turecką. Należy tylko jej władcę barbarzyńskiego natchnąć ambicją wyzwolenia Carogrodu, błysnąć przed jego wyobraźnią koroną bizantyjską, zagrać wreszcie na uczuciach religijnych władcy i jego doradców. W oddalonej perspektywie migotał cel dalszy Rzymu. Upadek Konstantynopola nastąpił w lat kilkanaście po unii florenckiej, która otwierała erę połączenia kościołów. Jeśli udało się nadwątlić opór dumnego i oświeconego Bizancjum, o ileż łatwiej powinna pójść sprawa wówczas, gdy Bizancjum, Bułgaria, Serbia, najoświeceńsze kraje schizmatyckie, uległy jarzmu muzułmanów, a na placu pozostała Moskwa, cywilizacyjnie słaba, po upadku politycznych ośrodków oświeconej schizmy pozbawiona oparcia o macierz kościoła wschodniego, a więc łatwiejsza do nawrócenia.
Oto były początki wiecznej może odtąd utopii Rzymu co do nawrócenia Rosji na łono katolicyzmu. Moskwa wyciągnęła z tych urojeń niemałe korzyści. Wystąpiła od razu z wielkim zasobem zmysłu politycznego, zręczności i przeczucia swej przyszłej roli, przejrzała na wylot politykę Zachodu, jej arkana i cele. Dostrzegła, że Zachód przecenia jej potęgę materialną, pojęła korzyść tej legendy dla siebie i podtrzymywała ją odtąd gorliwie. Agenci cara, choć barbarzyńcy w duszy i obyczaju, z wielką sfornością i intuicją szerzyli na świecie kult potęgi swego pana. W ciężkich zmaganiach z losem, w krwawych walkach domowych kniaziów, plemion i rodów, w zapasach z Tatarami rozwijały się cechy charakteru narodowego, przenikające w ciągu stuleci politykę państwa; zaciętość i bezwzględność, umiejętność ukrywania myśli i planów, używanie w grze politycznej kolejno oręża postrachu i pochlebstwa, oraz przebiegłość, avita fraus, dziedziczna przewrotność, na którą z czasem gorzko uskarżał się wyprowadzony parokrotnie w pole papież Grzegorz XVI za Mikołaja I. Utyskiwania Rzymu na szalbierstwo Moskwy, rozlegające się od Posse wina do Grzegorza XVI i później, świadczą o tym, jak trudny do wykorzenienia jest przesąd przypisujący niższej oświacie cechy prostoty i dobroduszności w polityce. Moskwa, kształcąc w sobie pod wpływem doli dziejowej fałsz i serwilizm, cechy niewoli, umiała przetapiać je w polityce na swoisty makiawelizm. Nie doceniono ambicji moskiewskiej, która w miarę niebywałych powodzeń przechodziła w uroszczenia światowładcze. Duma kniaziów, upokarzana przez półtrzecia wieku jarzma tatarskiego, podsycana była z kolei przez grube komplementy, jakich nie szczędzili Moskwie władcy europejscy, pragnący za pomocą pochlebstw uczynić z niej narzędzie swych planów. Dziwiono się potem naiwnie, gdy car, którego duszę barbarzyńską rozpalano wizjami wielkości, rósł w pychę i gdy ta zwracała się rychło przeciwko nieopatrznym pochlebcom.
Gdy podróżujący po państwie moskiewskim, jako wolontariusze polityki cesarskiej, Niemcy badali, czy nie uda się kupić przyjaźni Iwana III ofiarowaniem mu tytułu królewskiego, spotykało ich rozczarowanie. Iwanowi nie uśmiechała się wcale rola monarchy drugiego rzędu, otrzymującego inwestyturę z rąk obcego cesarza; odrzekł, iż monarchowie Moskwy mają władzę z łaski Bożej, po przodkach odziedziczoną, i proszą Boga, by pozwolił im i ich dzieciom zachować tę dawną godność. Zmysł polityczny podpowiedział nieoświeconemu Iwanowi, nie znającemu hierarchii monarchów europejskich, najzręczniejszą odpowiedź, jaką tylko dać mógł. Nie zgadzając się na zapłatę swych usług sprzymierzeńczych za pomocą czczego tytułu, Iwan chwyta natomiast skwapliwie myśl wspólnej walki przeciwko królowi polskiemu, celem odebrania mu ziem litewsko-ruskich, i przybiera uroczyście tytuł gosudara Wszechrusi. Oto wzorek powtarzającego się odtąd wielokrotnie wyniku gry dyplomatycznej moskiewsko-europejskiej. Mocarstwo europejskie, chcąc pozyskać dla swych celów cara Moskwy, podsuwa mu myśl rozszerzenia państwa lub dodania splendoru koronie na drodze realizowania jakichś mniemanych praw, o których fikcyjności Zachód jest mocno przekonany. Car, uchylając się zręcznie od służenia celom Zachodu, chwyta jednak skwapliwie podsunięty mu pomysł, przybiera swe mniemane tytuły w pozór i kształt odwiecznych praw swej korony i realizuje te pretensje w stosownej dla siebie chwili.
Państwa, którym chodziło o skłonienie Moskwy do krucjaty przeciwko Turkom, starały się o wmówienie w carów Moskwy, iż na nich ciąży głównie obowiązek wypędzenia Turków z Europy. Wiedząc dobrze, iż państwo moskiewskie, na to aby podjęło się tak ciężkiego zadania, powinno być z góry znęcone wielkimi korzyściami politycznymi, starano się grać na dumie i chciwości wielkich kniaziów, podsuwając im myśl o ich prawie sukcesyjnym do Bizancjum.
Szczególne wrażenie wywiera tu zestawienie wieków. W XV stuleciu papież, Wenecja, Jugosłowianie, Niemcy, Węgrzy starają się stworzyć dla kniazia Moskwy szczególny tytuł prawny i religijny do rewindykowania Bizancjum na swoją rzecz. W środku XIX stulecia tworzy się cała koalicja europejska przeciwko Rosji, gdy ta rości sobie szczególne pretensje do ewentualnego spadku po Turcji.
Gdy brat ostatniego cesarza Bizancjum, Tomasz Paleolog, znalazł przytułek w Rzymie u papieża Pawła II, zrodziła się tu myśl polityczna wyswatania jego córki Zofii za Iwana III. Doszło to do skutku w 1472 roku. Już w następnym roku senat wenecki przypomina Iwanowi, że prawo sukcesji do tronu bizantyjskiego przeszło po żonie do niego i jego rodu.
Jeśli łudzono się, że Iwan pójdzie w ślady Władysława Warneńczyka i że, gdy da się do tego nakłonić, potęga jego sprosta zadaniu, tłumaczyć to można tylko tym, iż zupełnie nie zdawano sobie sprawy z charakteru wielkiego kniazia i z istotnej mocy państwa moskiewskiego. Najbliższe zadania tego państwa były niezmiernie dalekie od wyzwalania Carogrodu. Moskwa była wówczas jeszcze wasalem Złotej Ordy i dopiero w lat kilka później Iwan zdołał wyzwolić się zupełnie od jarzma tatarskiego. Wówczas gdy ludy Zachodu z papieżem na czele chciały widzieć w kniaziu moskiewskim obrońcę krzyża przed półksiężycem, Iwan był w ścisłym przymierzu z władcą muzułmańskim, chanem Tatarów krymskich, Mengli-Girejem, który, rywalizując ze Złotą Ordą, dopomógł, na późniejszą zgubę swego państwa, Moskwie do tryumfu. Gdy dyletanckie głowy polityków europejskich już marzyły o marszu hufców Iwana na Carogród, to Turcy brali w posiadanie Krym, podbijali tam kolonie genueńskie iw 1475 roku zhołdowali chana Tatarów krymskich. Ten szukał w Moskwie oparcia przeciwko sułtanowi. Turcy zajęli Azów, osadzili tam baszę, zbudowali twierdzę i uczynili z niej klucz panowania swego nad wybrzeżem północnym Morza Czarnego i nad Morzem Azowskim. Daleko było, w tych ciężkich czasach, Moskwie do opanowania Carogrodu.
Wówczas gdy oczekiwano po Iwanie walki z islamem, on, tymczasem ożeniwszy się z dumną księżniczką bizantyjską, wzmógł przepych swego domu, przybrał dwugłowego orła za herb państwa i podbijał pod swą barbarzyńską władzę bogatą republikę Nowogrodu. Po obaleniu zależności od Złotej Ordy przymierze z mahometańskim chanem Krymu potrzebne było Iwanowi do walki z katolicką Polską, której chce wydrzeć ziemie litewsko-ruskie. Błogosławiony z Rzymu na walkę o wiarę Chrystusową, car rozpoczął wojnę z Polską, stawiając otwarcie, jako motyw, obronę prawosławia przed katolicyzmem. Prawosławie to nie było zagrożone, schizmatycy litewsko-ruscy nie pragnęli należeć do Moskwy, lecz Iwanowi chodziło o pretekst. Puszczono w obieg kłamstwo, jakoby córka Iwana, zamężna za Aleksandrem Jagiellończykiem, dręczona była z powodu swego wyznania wschodniego. Carowie, którzy nie dopuszczali, aby ich żony wyznawały odmienną od nich wiarę, oskarżali tolerancyjnych Jagiellonów o gwałt wyznaniowy. Odtąd Moskwa stale używać będzie religii jako środka usprawiedliwienia wojen zaborczych i jako sposobu zagrzewania do tych wojen swych poddanych. Trwająca i przez następne wieki nieznajomość spraw wschodnioeuropejskich na Zachodzie pozwala nieraz Moskwie na tę grubą mistyfikację. Gdy dyplomacja emigracyjna podczas wojny krymskiej wydała w języku francuskim zbiór dokumentów ilustrujących na przykładzie Polski odwieczną politykę rosyjską, włączyła do edycji i list owej rzekomo męczonej córki Iwana Heleny do ojca; stwierdzała Helena fakt pozostawienia jej wolności w zakresie wiary i wzywała cara do zaprzestania wiarołomnie usprawiedliwianej walki.
Zachód zresztą najzupełniej mylił się i co do tego wrażenia, jakie w Moskwie wywarł upadek Konstantynopola. Upadek ten przypadł na czas ostrej scysji między Moskwą a Bizancjum w sprawie religijnej, scysji, która wyglądała na zapowiedź utworzenia odrębnej narodowo-państwowej cerkwi moskiewskiej. Już od dawna kniaziowie moskiewscy niechętnie znosili mieszania się Bizancjum do spraw cerkwi moskiewskiej. Po wprowadzeniu chrześcijaństwa cerkiew ruska stanowiła diecezję patriarchatu konstantynopolskiego. Kościół grecko-wschodni uznawał władzę i powagę cesarza bizantyjskiego w sprawach wyznania i hierarchii kościelnej, stąd też cesarz bizantyjski miał wpływ na mianowanie metropolitów i mieszał się do spraw wyznaniowych Rusi. Gdy księstwo moskiewskie wzmocniło się, dążenie do udzielności państwowej, które cechowało jego władców, buntowało się przeciwko ingerencji cesarza bizantyjskiego. Już w końcu XIV wieku kniaź Wasyl I zakazał wymieniania cesarza bizantyjskiego w modłach cerkiewnych. Lecz patriarcha konstantynopolski zgromił Wasyla i pouczał go, iż cesarzowi świętemu, to jest bizantyjskiemu, należy się cześć nie tylko w życiu świeckim, lecz i w Cerkwi, i, powołując się na apostoła Piotra, mówił, iż cześć ta należy się tylko jednemu cesarzowi, nie zaś tym, którzy przywłaszczają sobie miano cesarskie. Miał tu na myśli carów serbskiego i bułgarskiego. W XIV wieku bułgarski książę [Iwan] Aleksander i serbski Stefan Duszan przybrali tytuł carów, w obydwóch krajach słowiańskich istniał antagonizm z Grekami, obydwaj władcy nosili się z myślą podboju Konstantynopola, obydwa państwa uniezależniały swą cerkiew od patriarchy carogrodzkiego. Stefan założył oddzielny patriarchat serbski, Bułgaria miała już dawniej własny patriarchat naprzód w Ohrydzie, potem w Tymowie.
Pierwsze objawy emancypacyjne Moskwy względem Bizancjum były naśladowaniem bardziej oświeconych państw południowosłowiańskich. Nacjonalizm moskiewsko-rosyjski kopiował zawsze obce wzory. To nawet, co w kraju tym uchodzić chciało za rzecz rdzenną, narodową, okazuje się przy bliższym zbadaniu kopią zagranicy. Wczesny nacjonalizm południowosłowiański był szkołą nacjonalizmu moskiewskiego, tak jak później słowianofilstwo moskiewskie, przebierające się w kostium narodowy, było kopią nacjonalistycznych teorii niemieckich. Dążenie do udzielności polityczno-wyznaniowej kojarzy się w Moskwie z wielką łatwością wchłaniania i przyswajania sobie prądów obcych.
Kniaź moskiewski dobrze zapamiętał sobie teorię cezaropapizmu, rozwijaną przez patriarchów z południa. Mieszanie się obcego cesarza do spraw Cerkwi gniewało go, lecz po upadku tej obcej władzy sam, za przykładem Bizancjum, rozciągnął swą władzę nad Cerkwią. Coraz niechętniej widziano w Moskwie hierarchów obcego pochodzenia, wreszcie nadszedł kryzys. Metropolita kijowski Izydor [Isidor] Grek, wybrał się do Włoch na ósmy sobór ekumeniczny, który zakończył się w 1439 roku przyjęciem Unii florenckiej. Już sama wiadomość o wyprawie metropolity do łacinników wywołała zgorszenie, wieść o unii wzburzyła do głębi cara i popów moskiewskich. Izydor został złożony z urzędu, a na miejsce jego mianowany biskup riazański Jonasz [Jona]. Obecność cesarza Jana Paleologa na Soborze była wyzyskana w Moskwie do obniżenia powagi Bizancjum. Zanosiło się na oderwanie metropolii moskiewskiej, upadek Bizancjum ułatwił nacjonalizację Cerkwi moskiewskiej. Upadek ten wytłumaczony został w Moskwie jako kara boża za odstępstwo od prawosławia, za związek bezbożny z Rzymem. Grecy sami uczyli Moskwę nienawiści do Rzymu i nienawiść ta przyjęła się rychło u barbarzyńskiego plemienia, aż nadto skłonnego do dzikiej ksenofobii, nienawiści do obcej wiary, mowy, obyczaju.
Urosła pycha Moskwy. Uwierzyła odtąd, iż ona to przechowała prawdziwą wiarę Chrystusa w jej idealnej czystości, kraje zaś, ze skalanym prawosławiem, dostały się za karę pod bisurmanina. Moskwa to naród wybrany, boży – oto duchowe podłoże tej manii wielkości, jaka odtąd przenika powoli do świadomości jej ciemnej ludności. Już z końcem XV stulecia powstaje, nie bez wpływu znowu Słowiańszczyzny południowej, teoria, iż Moskwa jest trzecim Rzymem; Filoteusz [Fiłofiej], ihumen monasteru pskowskiego, rozwija ją w liście do Wasyla III. A więc Rzym pierwszy upadł wskutek swej herezji, Rzym drugi, Carogród, zajęty został przez Izmaelitów, potomków Agary, a święta apostolska Cerkiew trzeciego Rzymu – Moskwy – błyszczy na cały świat jaśniej od słońca. Car Moskwy jest jedynym carem chrześcijańskim na ziemi. Dwa Rzymy upadły, trzeci stoi, a czwartego nie będzie. Car Wszechrusi, jak zaczyna nazywać się Iwan III, ma przechować prawdziwą wiarę aż do drugiego zejścia Chrystusa na ziemię.
Moskwa ziszczała ideał cara prawosłownego, słowiańskiego, wyśniony dawniej w państwach południowosłowiańskich. Sama teoria trzeciego Rzymu była skopiowana ze snutej już w wieku XIV bułgarskiej idei o nowym Carogrodzie, którym miał być gród Tymowo. Gdy więc Moskwa miała być odtąd na wieki ośrodkiem prawdziwej wiary, a jej car jedynym, z woli bożej, chrześcijańskim monarchą świata, odbieranie Konstantynopola, skalanego przez związek z heretyckim Rzymem, nie było rzeczą najpilniejszą.
Ten znamienny kierunek myśli moskiewskiej uszedł uwagi powierzchownie obserwującego Moskwę Zachodu. Nie narażałby się może Antoni Possewin w wieku XVI na barbarzyńskie drwiny Groźnego i nie wygłaszałby w Moskwie tyrady o tym, iż Konstantynopol upadł wskutek odstępstwa od Rzymu, gdyby wiedział, jak chętnie przyjęli już od lat stu hierarchowie Moskwy i jej carowie dogodną dla nich teorię, iż upadł on z wręcz przeciwnego powodu. Teoria ta zwalniała Moskwę od stawiania bytu młodego państwa na kartę awanturniczych wypraw krzyżowych.
Ignorancja Zachodu pozwalała carom łudzić Zachód nadzieją pomocy moskiewskiej przeciwko Turkom; na tym polu nikt tak nie potrafił zadrwić z papieża i z cesarza niemieckiego, jak Iwan Groźny. Batory coraz dalej posuwał się w głąb jego państwa, a tyran, który dotąd traktował Stefana z pychą i brutalnymi zniewagami, nazywając go lennikiem tureckim, słał teraz do króla posłów Puszkina i Pisiemskiego z pokornym błaganiem, nakazując im znosić wszelkie obelgi, a nawet i plagi3. Iwan słał posła Szewrigina do cesarza niemieckiego prosząc o pomoc i utrzymując, iż Stefan prowadzi wojnę z powodu przyjaźni Iwana z Maksymilianem [II]. Papieżowi zaś skarżył się na złość Batorego i upewniał, iż on, Iwan, chce gorąco ruszyć przeciwko sułtanowi, wespół z innymi monarchami chrześcijańskimi, i pragnie żyć w ścisłej przyjaźni z Rzymem. Papież wysłał Antoniego Possewina. Batory na próżno ostrzegał w Wilnie Possewina, że car oszuka papieża. Possewin przyjęty był w Moskwie z czcią i przepychem; car w rozmowie z nim nie odrzucał połączenia Kościołów ani wojny z Turkami, lecz przede wszystkim chciał pokoju z Batorym. Gdy słynny z rozumu i nauki jezuita skutecznie zapośredniczył między królem a carem, gdy stanął upragniony dla Groźnego pokój i Possewin zjawił się znowu w Moskwie po owoce swego czynu, wówczas car przyjął go z zasłużoną ironią, mieszając perfidię z grubiaństwem. Triumf cara nad posłem papieskim w tym pojedynku dyplomatycznym był zupełny. Possewin wszczynał rozmowę o połączeniu Kościołów, car odpowiedział, iż każdy chwali swoją wiarę, i przestrzegał przed wszczynaniem dysputy religijnej, gdyż prowadzi ona do kłótni, on zaś, Iwan, chce nie kłótni, lecz spokoju i miłości. Gdy Possewin namawiał do unii Kościołów i obiecywał za to Iwanowi Kijów i Bizancjum, car odparł z przedziwną ironią, iż jest skromny i poprzestaje na swoim, nie pożąda żadnych nowych królestw na tym świecie, a pragnie tylko miłosierdzia bożego na tamtym świecie. Gdy Possewin, w obecności dworu carskiego, dalej żarliwie prowadził dysputę i nazwał papieża ojcem świętym, Iwan za pośrednictwem posła udzielił papieżowi lekcji pokory, a wreszcie nie utrzymał się dłużej w tonie zjadliwej obłudy i nazwał papieża wilkiem, lecz zaraz potem, mitygując się, ubolewał nad tym, że wbrew jego przestrodze Possewin wszczął dysputę, która zawsze kończy się przykrością. Dalsze rozprawy Iwana z posłem były mieszaniną obłudy i grubiaństwa i poseł, nie uzyskawszy nic oprócz paru skór sobolowych dla papieża i dla siebie, opuścił Moskwę. Dodajmy jeszcze, że Iwan, nazywający Batorego lennikiem tureckim i oskarżający go przed papieżem o związki z muzułmanami, sam wówczas płacił daninę chanowi krymskiemu, lennikowi sułtana.
W rozmowie z Possewinem Iwan [IV Groźny] opowiadał fantastyczne brednie o niesłychanej starożytności swego rodu i o prastarym początku Cerkwi rosyjskiej. Te wymysły dziwaczne miały być środkiem podniesienia powagi dostojeństwa carskiego w oczach świata, a zwłaszcza w oczach własnych poddanych. Wydanie Zofii Paleolog za cara Iwana [III Srogiego] było jednym ze sposobów zachęcenia cara do walki z Turkami przez stworzenie fikcji prawa sukcesywnego dla carów; niebawem powołano w tym samym celu do życia inne fikcje; i tu pomysłowi Jugosłowianie dostarczyli wymysłów. Wprawieni byli oni do tej mistyfikacji na własnym gruncie, bułgarską dynastię wyprowadzano ze znakomitego rodu rzymskiego, a serbską przedstawiano nawet jako spokrewnioną z cezarem Augustem.
I oto pisarz duchowny, Pachomiusz [Pachomij] Lagofeta, puszcza w końcu XV wieku w obieg bajkę, jakoby cesarz Jan Paleolog przed soborem florenckim przyznał kniaziowi moskiewskiemu tytuł carski, jakoby miał rzec, iż w Moskwie przechowało się najczystsze prawosławie i że kniaź moskiewski jedynie przez skromność i mądrość nie używa tytułu cara, tylko wielkiego księcia. Treść tej mistyfikacji mówi sama za siebie.
Na początku XVI wieku puszczona zostaje w obieg pełna chronologicznych absurdów opowieść o tym, jak rzekomo cesarz bizantyjski Konstantyn [IX] Monochomachos przesłał kniaziowi ruskiemu Włodzimierzowi Monomachowi insygnia carskie, uznając w nim władcę „wolnego i samowładnego cesarstwa”4. Celem tych naiwnych mistyfikacji było wmówienie światu, że tytuł cara, przybrany przez Iwana III, należał mu się dziedzicznie, że przeszedł na niego w spadku po książętach Rusi Kijowskiej i że tylko przez szczególną skromność nie był przez nich używany.
Niebawem mistyfikacja idzie dalej. W stosunkach z Rzymem i cesarzem rzymsko-niemieckim wydaje się już carom niedostateczne wyprowadzenie początku władzy carskiej i Cerkwi prawosławnej z Bizancjum. Gdy Possewin mówi o schizmie greckiej i o karze na Bizancjum za odstępstwo od wiary rzymskiej, Iwan, wobec otoczenia dworzan i hierarchów, odpowiada, iż ziemie ruskie przyjęły wiarę świętą jeszcze od Andrzeja, brata apostoła Piotra, gdy przechodził przez te kraje, udając się do Rzymu. Władza zaś carów moskiewskich, według legendy, przytoczonej przez Groźnego, jako tytuł uroszczeń względem państwa polsko-litewskiego, pochodzi od Prusa5, brata cezara Oktawiana Augusta. Tego Prusa August ustanowił jako władcę, nad brzegami Wisły. Potomek Prusa w czwartym pokoleniu przeniósł się na Ruś, czwartym potomkiem jego był Włodzimierz Święty, a czwartym potomkiem tegoż Włodzimierz Monomach. Teraz jest jasne, dlaczego temu ostatniemu przysłał insygnia carskie cesarz Bizancjum.
Tendencyjne legendy, układane przez pomysłowych Lewantyńczyków i Jugosłowian ku ożywieniu carogrodzkich ambicji kniaziów Moskwy, a często wprost dla pochlebstwa z osobistego wyrachowania, miały skutek niezupełnie spodziewany: kniaziowie przyjmowali je i korzystali z nich, atoli bez tych zobowiązań, które stanowiły motyw wymysłu. Te legendy, wychodząc spod pióra oświeceńszych pisarzów obcych, zachowywały jeszcze jakąś miarę i cień prawdopodobieństwa, w barbarzyńskiej zaś przeróbce moskiewskich „kniżników” przechodziły w śmieszne brednie, przeniknięte jednak myślą przewodnią: pozostawiały one celowo Bizancjum coraz bardziej na uboczu i stawiały carów Moskwy obok cesarzów rzymskich, a Cerkiew ruską wyprowadzały wprost i bezpośrednio od pierwszych apostołów. Trzeci Rzym wytwarzał własną swą ideologię, mającą go przeciwstawić pierwszemu Rzymowi, z pominięciem Rzymu drugiego. Zresztą nie gardzono i legendami, które rezerwowały dla Moskwy na przyszłość prawo do Konstantynopola. Jedna z nich powoływała się na rzekome stare proroctwo, według którego Carogród miał dostać się pod jarzmo Izmaelitów, z którego w przyszłości wyzwolić go ma plemię jasnowłose – Ksanton genos. Ów ród jasnowłosy – rusyj rod tłumaczono teraz jako plemię ruskie – ruskij rod. Tak to błąd ortograficzny – mówi historyk rosyjski – dał początek rosyjskiej misji dziejowej względem świątyni św. Zofii w Carogrodzie. Carowie przyjmowali i te legendy do wiadomości i składali je na razie do archiwum. Dopóki Turcja była potężnym mocarstwem, grożącym całemu chrześcijaństwu, carowie pozostawili troskę zwalczania półksiężyca Polsce, Węgrom, Wenecji, cesarzowi niemieckiemu, papieżowi. Gdy z wiekowych zapasów z państwami chrześcijańsko-katolickimi Turcja wyszła osłabiona, gdy rozpoczął się odpływ potęgi otomańskiej i wyłaniać się zaczęła z kolei sprawa podziału jej posiadłości, wówczas Rosja wydobyła z pyłu urojone tytuły i przystąpiła do egzekucji.
Upadek Bizancjum pozwolił Moskwie na dokończenie dzieła upaństwowienia Cerkwi. W 1589 roku Moskwa otrzymuje własnego patriarchę. Metropolici i biskupi płacili za przywilej niezależności od patriarchy greckiego ceną zależności od cara moskiewskiego. Przykład cesarza Bizancjum był gwiazdą przewodnią dla cara Moskwy, metropolici moskiewscy, idąc utartym przez kler grecki torem, ulegali moskiewskiemu cazaropapizmowi. Począwszy od końca XV do połowy XVI wieku trzej hierarchowie Cerkwi moskiewskiej, Józef [Josif], Daniel [Daniił] i Makary[Makarij], stopniowo dokonali dzieła poddania Cerkwi pod kierownictwo cara. Przykład dał ihumen monasteru wołokołamskiego Iwan [Józef, Josif] Sanin, wróg mędrkowania, zwolennik ślepego posłuszeństwa i ścisłego związku kleru z państwem. „Matką wszelkich chuci jest rozumowanie” – tak formułował myśl Józefa jeden z uczniów jego. Józefińczycy (josifianie) domagali się srogich kar na mędrków i odstępców, a do tych zaliczali każdego, kto śmiał myśleć, zamiast powtarzać ślepo tekst ksiąg uznanych za święte. Tępili oni w Cerkwi myśl i uczucie, zastępując je formą, literą, obrzędem. Czynili z Cerkwi instytucję państwową, opartą na rozkazie i ślepej subordynacji. Szerzyli zasadę dogadzania władzy carskiej, twierdząc, że oddają cesarzowi to, co jest cesarskie, niezgodnie z duchem chrześcijaństwa rozszerzali zakres tego, co cesarskie, a coraz bardziej zwężali dziedzinę boską. Duchowieństwo osłania władzę carską sankcją religijną, jest powolne i pomocne carom we wszelkich planach politycznych, carowie, w zamian za to, pozostawiają klasztorom ich ogromne majątki, przekazują duchowieństwu pieczę nad oświatą, czyli raczej prawo stania na straży powszechnej ciemnoty, powierzają wyższe urzędy cerkiewne krajowcom zamiast, jak dawniej, Grekom.
Metropolita Makary zatroszczył się jeszcze o jedną sprawę: oto Cerkiew moskiewsko-ruska miała mało splendoru, czciła świętych głównie obcego pochodzenia; należało i pod tym względem zaspokoić swojską ambicję. Rozpoczyna przeto metropolita energiczną rejestrację wiadomości o ugodnikach, ludziach świątobliwych, których tradycja zaliczała do cudotwórców, i czyni przygotowania do ich kanonizacji. Zwołuje dwukrotnie, za Groźnego, sobory duchowne w Moskwie, w latach 1547 i 1549; na pierwszym gremialnie kanonizowano dwudziestu dwóch cudotwórców, na drugim dodano jeszcze siedemnastu. Ogółem w ciągu tego krótkiego czasu kanonizowano więcej świętych niż poprzednio w ciągu pięciu wieków prawosławia na Rusi. I oto poddani cara otrzymali od razu poważną liczbę swych reprezentantów i orędowników narodowych wśród zastępu świętych. Ambicja narodowo-wyznaniowa była już wszechstronnie zaspokojona; dodajmy, iż wspomniany Filoteusz, autor aforyzmów o Moskwie – trzecim Rzymie, odnalazł dla Moskwy i surogat carogrodzkiej świątyni św. Zofii, a mianowicie cerkiew Wniebowzięcia (Uśpienia Bogomatieri) w Moskwie, która „błyszczy na cały świat jaśniej od słońca”. Kierunek państwowo-cerkiewny józefińczyków tworzy sui generis józefinizm moskiewski XVI wieku: dewizą twórców jego w życiu była od Boga natchniona przewrotność (bogopriemudrostnoje i bogonauczennoje kowarstwo). Car zyskał posłuszne i potężne narzędzie w klerze i odtąd w politycznym działaniu traktował Cerkiew jako narzędzie swej władzy.
Dla zilustrowania uwag o polityce carstwa moskiewskiego rzućmy choćby przelotnie okiem na stosunek Moskwy do Turcji w owym czasie, gdy państwa katolickie chciały widzieć w carze potężnego pogromcę półksiężyca i gdy car wyciągał z tej urojonej, a przypisywanej mu roli wielkie polityczne korzyści. Małżonek Zofii Paleolog, przybierając orła dwugłowego do herbu i dając chętne ucho proroctwom i legendom, przysądzającym mu dziedzictwo bizantyjskie, pielęgnował jak najprzyjaźniejsze stosunki z sułtanem. W końcu XV wieku zjawia się w Konstantynopolu pierwszy carski poseł Pleszczejew. Misja jego jest bardzo skromna i śmiesznie daleka od tej groźnej misji odzyskania Carogrodu, jaką wówczas wmawia w cara Zachód. Pleszczejew przybywał, aby prosić sułtana, jako zdobywcę kolonii genueńskich na Krymie, by raczył tam zezwolić kupcom moskiewskim na dawną wolność handlu. Natomiast Pleszczejew okazywał wielką drażliwość w sprawach etykiety i domagał się dla siebie wielkich honorów. Było to stałą cechą posłów carskich od samych początków moskiewskiej dyplomacji, iż naśladując formalizm ówczesnej dyplomacji europejskiej, doprowadzili go, na modłę swych zwyczajów barbarzyńskich, do absurdu. To państwo, zaledwie wyszłe z haniebnego jarzma, a już karmione wielkimi nadziejami i potężną ambicją trawione, z uporem parweniusza kłóci się o rangę, o miejsce, jakby wetując sobie niedawne upokorzenia i przygotowując się do roli przyszłej, tymczasem jeszcze olbrzymio przerastającej siły caratu. Starano się od początku o podtrzymanie tego uroku siły, który stał się tradycyjnym orężem Moskwy w polityce zagranicznej, a skóry sobolowe ładowane na wozy towarzyszące posłom były prototypem tej brzęczącej broni, która tak znakomite usługi świadczyła zawsze polityce zagranicznej rosyjskiej6.
Wasyl III poszedł dalej niż ojciec i proponował [sułtanowi] Selimowi I przymierze przeciwko Polsce. Gdy Herberstein, poseł [cesarza] Maksymiliana [I], odtworzył przed nim w jaskrawych kolorach potęgę sułtana,aby skłonić go do ligi przeciwtureckiej, skutek wymowy posła cesarskiego był niespodziewany, Wasyl zastraszony niebezpieczeństwem tureckim pośpieszył nawiązać stosunki przyjazne z sułtanem. Iwan Groźny proponował w 1571 roku sułtanowi sojusz przeciw chrześcijańskim władcom Zachodu, lecz Turcja domagała się oddania Kazania i Astrachania, a bez tego nie chciała słyszeć o przymierzu. I tak poszukując tureckiej przyjaźni, potrafił Iwan podczas wojny z [Stefanem] Batorym zapewnić sobie pomoc papieża, łudząc go wyprawą na Turków. Tę samą politykę pokorną wobec Turcji prowadził car Fiodor, syn Iwana IV, a raczej istotny wówczas regent państwa, Borys Godunow. Łudząc Zachód pertraktacjami o przystąpienie do ligi przeciwtureckiej, Fiodor słał jednocześnie do Konstantynopola posła Naszczokina, który miał za zadanie zjednać Moskwie przyjaźń sułtana, stwierdzając przed nim, iż Moskwa, trwając w wiernej ku niemu przyjaźni, odrzuca wszelkie oferty Zachodu.
„Nie chcemy słuchać cesarza, monarchów Hiszpanii i Litwy, papieża i szacha, którzy nas wzywają, byśmy wraz z nimi dobyli miecza przeciwko głowie muzułmanów” – pisał car do sułtana7.
Po zamknięciu epoki Samozwańców dynastia Romanowów kroczy tym samym torem polityki pojednawczej względem Turcji. Romanowowie prowadzili zresztą i wobec Turcji politykę dwuznaczną, mobilizując po cichu Kozaków przeciwko Turkom i wypierając się głośno wszelkiego udziału w ich napadach. Kozakom dońskim udało się nawet, ku zgrozie Turków, zdobyć twierdzę Azów w roku 1637 i trzymać ją aż do roku 1642. Car bał się przyjść Kozakom otwarcie z pomocą, o którą prosili; lękał się wystąpienia przeciwko sułtanowi.
Pokój andruszowski, dający Moskwie granicę na Dnieprze i posiadanie, w zasadzie czasowe, w skutku beztermionowe, Kijowa, rozszerzył podstawę operacyjną Moskwy przeciw Turcji. Odtąd Moskwa podąży do Morza Czarnego nie tylko Donem, lecz i Dnieprem. Rzecz znamienna, iż właśnie w roku następnym po tym niekorzystnym dla Polski, a korzystnym dla Rosji pokoju posłowie cara dostali bolespą lekcję w Stambule. Gdy Afanasij Niestierow i Iwan Wachramiejew, posłowie cara Aleksego, stanęli w Ardianopolu przed Mahometem [Mehmedem] IVi gdy, pomimo iż dworzanie sułtańscy w przekonywający sposób gięli ich karki na dół, nie dość nisko pokłonili się przed padyszachem, wówczas na jego skinienie rozciągnięto ich na ziemi i wymierzono im porcję batów. Przy audiencji pożegnalnej już dworzanie z góry zapobiegli nieporozumieniu, zginając głowy posłów tak, iż ci uderzyli nimi o ziemię. Gdy jednak poseł moskiewski zażądał tytułu cara dla swego władcy, został przez kajmakana głośno nazwany imieniem zwierzęcia, uznanego za nieczyste przez proroka8.
W czasie gdy Turcja gotowała chrześcijaństwu wielki cios, odwrócony przez zwycięstwo Sobieskiego pod Wiedniem, w Konstantynopolu przebywał poseł cara Woznicyn, posłany z przyjazną misją, a który wobec rozdrażnienia sułtana na inne mocarstwa doznawał wyjątkowo przyjaznego przyjęcia. Niebawem Moskwa, obiecując z kolei pomoc przeciwko Turkom, uzyskała tak korzystny dla siebie, a fatalny dla Rzplitej pokój z roku 1686, który oddał w jej ręce na stałe starą stolicę Rusi, Kijów.
Dochodzimy do progu epoki, w której rozpoczyna się akcja czynna Rosji przeciwko osłabionej potędze tureckiej. Rozważymy tę akcję osobno i szczegółowo gdzie indziej. Tu chcieliśmy tylko przelotnie dotknąć polityki zagranicznej starej Moskwy przedpiotrowej dla dopełnienia tego szkicowego zarysu.
Pycha carów i kiełkujące już wcześnie aspiracje do światowładztwa mogłyby naprowadzać na przypuszczenie, że carowie mieli wysokie wyobrażenie o własnym narodzie, że olbrzymie ich ambicje polegały na wysokiej ocenie zalet narodu moskiewskiego i na lekceważeniu przymiotów innych narodów.
W rzeczywistości rzecz miała się odwrotnie. Carowie odgradzali wprawdzie swych poddanych od zetknięcia się z narodami Zachodu, przedstawiając te ostatnie, przy pomocy duchowieństwa, jako pogańskie, nieczyste, lecz jednocześnie pogardzali swym własnym, ciemnym, niewolniczym, barbarzyńskim ludem. Słowianofile, prawiący o miłosnym stosunku (lubownaja swiaź) cara moskiewskiego do narodu, znajdowali się w rażącej sprzeczności z historią.
Car Iwan IV – pisze Fletcher w księdze V swego dzieła9 – często szczycił się tym, że przodkowie jego byli obcego pochodzenia, jak gdyby wstydził się pochodzenia z krwi ruskiej. Widać to ze słów jego, wyrzeczonych do pewnego Anglika, majstra złotniczego przy jego dworze. Dając mu złoto do wyrobienia z niego naczyń stołowych, car kazał mu troskliwie baczyć na wagę. „Moi Rosjanie są wszyscy złodziejami” rzekł. Majster, usłyszawszy te słowa, spojrzał na cara i uśmiechnął się. Wówczas car, człowiek bystrego umysłu, kazał zapytać, z czego się śmieje. „Jeśli jego cesarska mość pyta mnie – odrzekł majster – wytłumaczę to. Wasza cesarska mość raczyła powiedzieć, że wszyscy Rosjanie są złodziejami, a zapomniała, że sama jest Rosjaninem”. „Domyślałem się, że to pomyślałeś – odparł Groźny – lecz omyliłeś się. Nie jestem Rosjaninem, przodkami mymi byli Niemcy”. Miał na myśli Iwan swe pochodzenie od Waregów, a tych od owego praszczura Prusa. Relacja Fletchera jest znamienna jeszcze z innego względu: żadnemu poddanemu moskiewskiemu nie uszłoby bezkarnie tak swobodne odezwanie się do cara.
Osobliwe państwo, osobliwe losy nacjonalizmu państwowego moskiewskiego. Iwan IV chełpi się swym pochodzeniem niemieckim, będąc Moskalem. Imperatorowe i imperatorowie późniejsi, mający w żyłach krew niemiecką, nakazywali, by ich uważano za rdzennych Rosjan. Carat wiecznie uciekał się do kłamstwa, do fikcji; za starej Moskwy dodawał sobie splendoru przez doszukiwanie się niebywałych rodowodów. Rozpoczynająca się od Piotra III linia Holstein-Gottorp-Romanowów ukrywa naiwnie swą niemiecką krew, wciąż zasilaną przez carowe-Niemki, nie pozwala głośno stwierdzić tego, co musiał wiedzieć każdy, kto przeszedł elementarny kurshistorii. Najdziwaczniejszą cechą tyranii jest bezmyślna chęć zmiany faktów ubiegłych, gwałcenie historii. Fałszowanie własnego swego rodowodu to jeden z rysów caratu.
Polityka wewnętrzna carstwa moskiewskiego stanowi zawiązek i pierwowzór późniejszej polityki petersburskiego imperium. W tym ostatnim okresie, zwłaszcza w wieku XIX i XX, monarcha, w swej codziennej działalności państwowej, zasłonięty jest przed oczyma ludności przez ogromną biurokrację. Od czasów pierwszych słowianofilów i dawnych liberałów, jak Nikołaj Turgieniew i Piotr Dołgorukow, aż do czasów najnowszych powtarzany był frazes, iż ta ciżba urzędnicza stanowiła fatalną przegrodę (sriedostienije), oddzielającą miłującego lud cara od miłującego cara ludu i paczącą odwieczny, według frazeologii słowianofilskiej – miłosny stosunek do ludu. W tym względzie pouczające jest przyjrzenie się Rosji starej, moskiewskiej. Tu politykę osobistą carską mamy na dłoni, przewija się ona widocznie, jak nić biała, poprzez koła jeszcze niezłożonej machiny państwowej i sięga bezpośrednio do najdalszych zakątków państwa i do szczegółów zarządu. Prostota mechanizmu państwowego, mniejsza liczba ludności w państwie, większa żywiołowość pierwotnych natur carskich, bliższe zetknięcie cara z samą ludnością, zwłaszcza Moskwy-stolicy, sprawia, iż wpływ osobistej woli carskiej na rządy jest widoczniejszy, a arcana imperii caratu łatwiejsze do przejrzenia.
Brutalność, dzikość władców występuje w całej nagości. Przerzućmy dzieje kniaziów Moskwy od Iwana Kality, któryż z nich nie objawił despotyzmu i osobistego okrucieństwa. Cały poczet Iwanów i Wasylów, Borys Godunow, Filaret, regent za Michała [Romanowa], wreszcie „najcichszy” car Aleksy [Michajłowicz], twórca przeobrażeńskiego prikazu, inkwizycji politycznej, pierwowzoru późniejszego Oddziału III carskiej kancelarii, wszyscy byli, z pewnym stopniowaniem, tyranami, okrutnikami.
Lecz nie tylko dzikość i okrucieństwo cechują carów, lecz i przenikający cały system głęboki fałsz, ten swoisty makiawelizm polityki moskiewskiej, który jest już w pełnym rozkwicie wówczas, gdy współczesny Wasylowi III Florentyńczyk Machiavelli pisał swe dzieło o Księciu. Szereg posłów i podróżników z Zachodu zostawił pamiętniki o carstwie moskiewskim, w ogólnych rysach zgodne ze sobą co do treści; z nich Fletcher [był] najbardziej zwięzły, systematyczny, politycznie przenikliwy.
Nie ma takiej potworności w okresie petersburskim, która by nie miała już swego pierwowzoru, w bardziej barbarzyńskim kształcie, w epoce moskiewskiej.
Potworne cechy ustawodawstwa i administracji w okresie petersburskim, egoizm i nieludzkość władz, wyrafinowane zdzierstwo urzędów, istnienie ustaw i rozporządzeń szkodliwych, gnębiących, nieraz niewykonalnych, tłumaczone było często jako wynik nadużyć biurokracji paczącej dobre intencje carów. Katarzyna II pierwsza rzuciła myśl obłudną o murze urzędniczym, oddzielającym monarchę-ojca od poddanych10. W istocie, badając embriologię caratu, widzimy, iż car celowo wznosił ten mur, aby zasłonić swe istotne oblicze przed wzrokiem narodu i skierować przeciwko narzędziom swej woli nienawiść, która jemu się należała. Car znalazłby się w ciężkim położeniu, gdyby tak stanął oko w oko z poddanymi i ci dojrzeli, że to on jest właściwym patronem tego systemu dręczenia i zdzierstwa. Car powołał do życia biurokrację przez instynkt samozachowawczy.
Znane jest w ustroju Rosji epoki Mikołaja I zjawisko, o którym nie tylko barwnie piszą ostre pióra Hercena, Szczedrina, Dołgorukowa, lecz które wytyka umiarkowany, dobrze znający machinę państwową Wałujew i carosławca Konstantin Aksakow. Oto wśród lawiny ukazów, reskryptów i rozporządzeń, jakimi władca zasypuje ludność, znajduje się pokaźna ilość otwarcie i notorycznie niewykonalnych. Ten fakt wydaje się być wynikiem opieszałości czy ignorancji władz, uderza jednak to, że wydawanie podobnych rozporządzeń niezmiernie ułatwiało urzędom obdzieranie ludności. Rozporządzenia niewykonalne, lecz formalnie obowiązujące, nie mogące stać się normą, lecz trwające jako groźba, wiszą jak miecz Damoklesa nad głowami ludności, która ignorowanie ich opłaca łapówkami. Krytycy systemu utrzymywali, że władze celowo wydawały takie rozporządzenia celem ściągania daniny za ich niewykonywanie. Brzmi to jak paradoks, a jednak zajrzyjmy do epoki moskiewskiej, a przekonamy się, że owa praktyka wydawania przepisów niewykonalnych była prastara i zupełnie celowa. Jeśli chcemy zobaczyć tę praktykę w barbarzyńskiej i groteskowej formie, słuchajmy, co Fletcher opowiada nam o pomysłowości cara Groźnego. Oto Iwan wydaje rozkaz, aby przywieziono z Permu kilka wozów drewna cedrowego, a gdy oczywiście rozkaz nie zostaje spełniony z powodu braku cedrów w Permie, car nakłada na ludność kontrybucję za niedostarczenie drewna. Posyła do innej miejscowości po czapkę żywych pcheł, potrzebnych rzekomo jako lekarstwo, a gdy i ten rozkaz nie może być wykonany, znowu nakłada kary.
W bogatej kronice łapownictwa za Mikołaja I stałą rubrykę stanowiła urzędowa grabież ludności, zwłaszcza wiejskiej, przez wszczynanie śledztw i dochodzeń karnych, dręczących ludność. Nieraz dochodzenie takie wszczynano niespodziewanie z powodu dawno już zapomnianych i umyślnie odgrzebywanych przestępstw. Czyniono to w celu ściągnięcia z ludności okupu, po czym śledztwo umarzano.
Nieraz urzędnicy prowokowali umyślnie skargi osób na rzekomo popełnione przestępstwa i na skutek takich obstalowanych skarg wszczynali dochodzenia, które miały wyłącznie za cel wyłudzenie pieniędzy z oskarżonych. Zajrzyjmy do Fletchera, a znajdziemy, że za Iwana IV był to rozpowszechniony sposób napełniania kasy carskiej i że sam Iwan kierował tą praktyką, skłaniając bojarów i dworzan do podawania skarg na to, iż domy ich zostały rzekomo ograbione. Poszukiwanie rzeczy skradzionych nie odnosiło żadnego skutku i jako karę za ukrycie rzeczy skradzionych nakładano duże kontrybucje na ludność.
Mikołaj I doskonale, jak zresztą i poprzednicy jego, i następcy, wiedział o tym, że czynownicy jego grabią niemiłosiernie ludność, i od czasu do czasu wymierzał karę głośniejszemu łapownikowi, który był kozłem ofiarnym wśród tysiąca bezkarnych. Praktyka ta miała również dawną tradycję. Iwan Groźny, instynktem wiedziony, stosował, gdy chodziło o łupienie ludności, metodę Machiavellego, który radził monarchom, aby środki uciążliwe dla poddanych stosowali nie osobiście, lecz za pośrednictwem innych ludzi. Posyłał Iwan, jako zarządców ziem oddalonych, biednych kniaziów i diaków na odkarmienie się (na kormlenije), nie przeszkadzał im przez czas dłuższy obdzierać ludności, lecz oto nagle urzędnik, już dobrze wzbogacony, zostawał oddany pod sąd, czyli szedł pod knuty, majątek jego konfiskowano do kasy carskiej, obdartej przezeń ludności nic nie zwracano. Od czasu do czasu odbywało się ostentacyjne publiczne torturowanie urzędników, znienawidzonych przez ludność za ich zdzierstwo. Iwan IV urządził raz w Moskwie publiczną kaźń diaka, który wsławił się zdzierstwem i między innymi raz otrzymał od nękanej ludności gęś pieczoną nadzianą pieniędzmi. Iwan sam z katowskim humorem kierował egzekucją, zapytywał katów, czy umieją rozciąć gęś pieczoną, po czym kazał odrąbać diakowi stopy, ręce powyżej łokcia i wciąż go pytał, czy smaczna jest gęś. Oto typowy wzorek systemu: mieszanina dzikości, okrucieństwa, chytrości i carskiej demagogii. W urzędnikach wyrabiano chciwość i łotrostwo, trzymano ich na uwięzi żądzą zysków i strachem, a ludność miała widzieć w carze swego obrońcę od szarańczy urzędniczej. Divide et impera carskie, stosowane z aparatem potwornego barbarzyństwa.
Ta metoda stanowiła duszę wewnętrznej polityki caratu; waśniono między sobą warstwy ludności, aby je łatwiej ujarzmić. Gmin wiejski oddawano w coraz okropniejszą zależność od posiadaczy obszarów. Dzięki nienawiści gminu do możnych carowie mogli rozprawić się z dynastiami i możnowładcami w najkrwawszy, jaki dzieje znają, sposób, zdobywając sobie, właśnie przez tę okrutną bezwzględność, popularność wśród ludu. Iwan IV, przystępując do masowych kaźni, wygłaszał z Łobnego Miejsca11 przemowy do ludu, piętnując swe ofiary jako zdrajców ojczyzny, którzy rzekomo czyhali na jego carskie życie. Tą diabelską polityką przede wszystkim wytłumaczyć można fakty, iż Iwan Groźny mógł tak długo utrzymać się na tronie, że za jego życia ludność wszczęła lament, gdy wykonał komedię abdykacji i że umarł śmiercią naturalną, a nawet był opłakiwany przez poddanych.
Machivelli uważa za najmocniej zagrożone położenie monarchy na tronie wówczas, gdy wzbudza on do swojej osoby jednocześnie nienawiść i pogardę. Iwan Groźny, gdyby był monarchą innego narodu, powinien by budzić ku sobie obydwa te uczucia, był bowiem jednocześnie tyranem i tchórzem. Nikczemne tchórzostwo jego w epoce zwycięstw Batorego przedstawił obrazowo jeszcze Karamzin. Dla dynastii despotycznych wojny nieszczęśliwe są zwykle fatalne. Tyran wzniecający respekt i obawę wśród obcych liczyć może na potulność poddanych. Tyran, którego armia ponosi sromotne klęski, który każę posłom znosić upokorzenia i plagi od zwycięzcy, a sam drży oszalały ze strachu, w innym kraju utraciłby tron i życie. Despotyzm moskiewski przeszedł i tę próbę, co świadczy o głęboko zakorzenionym niewolnictwie poddanych i o chytrej zręczności władcy.
Złowrogi kunszt dzielenia narodu na nienawidzące się warstwy i niski stan moralny ludności tłumaczy ohydne zjawisko wieloletniej tyranii Groźnego i ohydniejsze jeszcze zjawisko narodu opłakującego ustąpienie ze sceny potwora.
Sprzyjała triumfowi carów i postawa duchowieństwa, które w połowie XV wieku schyliło głowę pod jarzmo carskie i objawiło głęboki upadek godności i sumienia, potakując czynom, urągającym chrześcijaństwu i strasznie demoralizującym naród. Duchowieństwo wyższe powoływane było na sobór ziemski, niby dla wyrażenia opinii o projektach od cara wychodzących, a w istocie do odegrania przed narodem komedii. Na zapytanie cara o radę, głowa kleru, od roku 1589 patriarcha, odpowiadał, iż car i jego doradcy w swojej głębokiej mądrości lepiej znają się na sprawach państwowych od duchowieństwa, które oddane jest służbie bożej i zamiast rad wspierać będzie czyny rządu swymi modłami. Potem, dla formy, komunikowano duchowieństwu projekty praw i postanowień carskich, wyrażało ono natychmiast swą zgodę i błogosławiąc cara opuszczało salę posiedzeń.
Historia dawała narodowi moskiewskiemu sposobność uwolnienia się od tyranii i zmiany kształtu i rodzaju rządów. W epoce zamętu (smutnoje wriemia) carat utonął wśród najazdów i anarchii Lecz naród, zwalczywszy niebezpieczeństwo zewnętrzne, znowu włożył dobrowolnie głowę w jarzmo i po krótkiej próbie ograniczenia władzy Michała Romanowa, ojciec jego, Filaret, przywrócił despotyzm w całej pełni. Pod strasznym ciężarem wielowiekowego despotyzmu naród nie mógł się podnieść z ciemnoty i upodlenia, przeciwnie – przywary potęgowały się i utrwalały. Fletcher w zwięzłym rozdziale, zamykającym jego dzieło, daje zarys zdolności i stanu moralnego ludności Moskwy.
Posiadają oni znaczne zdolności – mówi —jakkolwiek nie mają tych środków ku rozwojowi zdolności przez edukację i wiedzę, jakie posiadają inne narody. Wprawdzie mogliby zapożyczać się w tym względzie od Polaków i innych sąsiadów, lecz uchylają się od tego przez próżność i przenoszą swe obyczaje ponad obyczaje wszystkich innych krajów. Poniekąd płynie to stąd, iż sposób ich edukacji, pozbawiony wszelkiej gruntownej oświaty, uznany jest przez ich rząd za najlepszy dla państwa i najbardziej zgodny z ich kształtem rządu, którego naród nie chciałby znosić, gdyby otrzymał jakie takie wykształcenie i lepsze pojęcie o Bogu. W tym celu carowie udaremniają wszelką próbę naprawy i starają się nie dopuszczać żadnych wpływów zagranicznych, które by mogły zmienić obyczaje miejscowe.
Takie postępowanie – sądzi wyrozumiały Fletcher – można by trochę wytłumaczyć, gdyby nie nakładało ono szczególnego piętna na sam charakter mieszkańców. Widząc grubiańskie i okrutne postępowanie z nimi urzędników i naczelników, postępują oni równie nieludzko jedni z drugimi, zwłaszcza z ludźmi podwładnymi i niższymi, tak że ubogi chłop, pełzający przed możnym jak pies i zlizujący pył z jego nóg, staje się nieznośnym tyranem, gdy tylko otrzyma nad kimś władzę.
Stąd też grabieże i zabójstwa są na porządku dziennym, życie ludzkie nie ma żadnej wartości.
Wspominając o napaściach, rabunkach, okrucieństwach, konkluduje Fletcher: nikt nie uwierzyłby, aby podobne zbrodnie mogły być spełniane wśród ludzi nazywających siebie chrześcijanami.
Pisze o mnóstwie wałęsających się żebraków i włóczęgów, o ich wycieńczeniu i nędzy. Można stąd wnosić – mówi – jakie jest ich postępowanie wobec obcych, skoro są tak nieludzcy i okrutni względem rodaków.
Trudno orzec – pisze – co przeważa w tym kraju: okrucieństwo czy rozpusta. Ta ostatnia jest tu tak plugawa, iż trudno znaleźć dla niej przyzwoitą nazwę.
Ze zgrozą pisze o wiarołomstwie ludności. „Co dotyczy wierności danemu słowu, to Moskale przeważnie za nic ją mają, gdy tylko mogą coś wygrać oszustwem. Naprawdę rzec można – a jest to dobrze wiadome tym, co mieli z nimi więcej spraw handlowych – każdy Moskal, od dużego do małego, z wyjątkiem bardzo niewielu, których bardzo trudno odnaleźć, nie wierzy temu, co mówi inny, a za to i sam nie powie nic takiego, na czym można by polegać. Te cechy czynią ich godnymi pogardy w oczach wszystkich sąsiadów, zwłaszcza Tatarów, którzy uważają się za daleko uczciwszych i sprawiedliwszych od Moskali. Ci, którzy uważnie badali stan obu narodów, sądzą, iż nienawiść do trybu rządzenia i postępowania Moskali była do tej pory głównym powodem pogaństwa (!) Tatarów i ich wstrętu do wiary chrześcijańskiej”.
Tak wyglądała w rzeczywistości ta idealizowana później przez słowianofilów Ruś moskiewska. Jarzmo tatarskie wpłynęło oczywiście na demoralizację kniaziów i ludności, lecz nie należy kłaść za wiele na karb tego czynnika. Obyczaje kniaziów zdziczały już przedtem, w walkach dzielnicowych, a stan ludności był barbarzyński. Kultura Tatarów stała wyżej od moskiewskiej, a stosunki ich wewnętrzne były mniej ohydne.
Gdy cudzoziemcy, od czasów Piotra [I], odwiedzać zaczną częściej Rosję, opinia ich o ludności ówczesnej będzie wciąż jeszcze zgodna ze świadectwem Fletchera. W roku 1709 poseł duński12 tak pisze o raskolnikach13, którzy zjawili się po reformie patriarchy Nikona. „Na ogół raskolnicy są surowsi, bogobojniejsi i trzeźwiejsi od reszty Rosjan, a w stosunku do dogmatów chrześcijańskich bardziej od nich oczytani i oświeceni”. Ze swych stosunków z wyższą warstwą Rosji urzędowej Duńczyk wyniósł takie wrażenie: „W ogóle na Rosjan można wpływać pochlebstwem, wódką i łapówką, wszelkie zaś inne środki, w rodzaju prawa, sprawiedliwości na nich nie działają”.
Nie należy również kłaść za wiele na karb destrukcyjnego wpływu Bizancjum na dawną Ruś. Historycy Cerkwi rosyjskiej zgodnie stwierdzają, iż religijność Bizancjum stała nieskończenie wyżej od religijności nawróconej Rusi. Nawet słowianofil [Aleksiej] Chomiakow, tak skłonny do idealizowania starej Rusi, przyznaje, iż Ruś na długie wieki przyjęła tylko obrządek zewnętrzny, bynajmniej zaś nie istotę wiary chrześcijańskiej. Badania nowsze rosyjskie wykazują, iż wbrew opinii Chomiakowa szerokie masy ruskie nie zdążyły jeszcze w okresie przedmongolskim przyswoić sobie z chrześcijaństwa nic, ani istoty, ani nawet obrzędu1.
Masy pozostały pogańskie w dalszym ciągu. Jarzmo mongolskie nie degradowało cywilizacyjnie Rusi, barbarzyńską dzikość zastało w całej pełni, zatamowało jedynie możliwy rozwój oświaty. Ludność stopniowo przyswajała sobie obrzęd Kościoła grecko-wschodniego, o przejęciu się istotą religii przez długie jeszcze wieki nie mogło być mowy. Duchowieństwo wyższe, aż do epoki mongolskiej, było prawie wyłącznie greckie,) oświecone, wznoszące się wysoko ponad poziom ludności ruskiej. Gdyz czasem duchowieństwo miejscowe zaczęło coraz bardziej rugować i zastępować Greków, poziom duchowy duchowieństwa obniżył się znacznie, lecz zmniejszyła się zarazem odległość umysłowa pomiędzy pasterzami a owczarnią.
Gdy stopniowo rozkrzewiała się na Rusi pobożność, powstawały liczne cerkwie i klasztory, bogobojność pojmowano z początku raczej jako wytrzymałość fizyczną w praktykach umartwiania ciała, surowych postów, długich modłów w cerkwi bez snu i posiłku. To uchodziło za ważniejsze od zgłębiania wiary Chrystusowej. We wzmożonym stopniu natomiast przejęła Ruś od Bizancjum fanatyzm i nietolerację. Katolików traktowano jako pogan, własną tylko Cerkiew uważano za chrześcijańską. Wreszcie odstępstwa ruskie od tekstu ksiąg cerkiewnych greckich, wywołane ignorancją, różnicą języków, błędami kopistów i tłumaczy, prowadzić zaczęły do tego, że już tylko nabożeństwo ze szczegółami rytuału, ustalonymi w Cerkwi moskiewskiej, i własny, spaczony tekst ksiąg uznawano za prawdziwie święte, Greków zaś uważano za odstępców. Smutny los spotkał na Rusi moskiewskiej słynnego Maksyma Greka14. Gdy Nikon przystąpił do poprawiania ksiąg15, nastąpiła schizma wewnętrzna w Cerkwi moskiewskiej.
Duchowieństwo moskiewskie stało się ostoją ciemnoty i barbarzyńskiej pychy narodowo-wyznaniowej. Duchowieństwo, idąc w ślady Iwana Sanina, poszło na rękę caratowi, postawiło literę i obrzęd nad ducha wiary. Nił Sorski, który przywiózł zasady głębokiej bogobojności z klasztorów greckich na górze Athos, wraz ze swymi zwolennikami, zawołskimi starcami, pozostał odosobniony. Myśl, że carstwo moskiewskie jest jedynym prawowiernym państwem na ziemi, stawała się panującą za sprawą ciemnego kleru. Ścigano i tępiono z fanatyczną zaciekłością i barbarzyńskim okrucieństwem wszystko, co trąciło nowatorstwem. Kniaź [Andriej] Kurbski, który przed zemstą Iwana Groźnego schronił się na Litwę, stwierdzał, iż na Rusi moskiewskiej zabrania się młodzieży czytać książki kształcące, gdyż mówi się, iż od książek ludzie zwykle tracą rozum lub wpadają w herezje.
Prawosławie kijowskie uchodziło w Moskwie za zhańbione przez stosunki z łaciństwem. „Kto nauczył się po łacinie, ten zbłądził z prawej drogi” brzmiała jedna z sentencji szkolnych. Gramota cara Fiodora, syna Aleksego, dana projektowanej akademii moskiewskiej, pozwalała tylko na uprawianie nauk bogobojnych i błogosławionych przez Cerkiew, gdyby zaś kto uczył młodzież magii i innych nauk, przez Cerkiew wzbronionych, miał być wraz z uczniami, jako czarownik, spalony na stosie. Jedna z sentencji szkolnych uczy: „Obmierzły jest Bogu (bogomierzostien pieried Bogom) ten, kto lubi geometrię, a grzechem jest dla duszy uczenie się astrologii i ksiąg helleńskich. Przeklinam mądrość tych, co patrzą na krąg niebieski”16.
Kler moskiewski konserwował ciemnotę i dzikość swej owczarni jako stan miły Bogu i Cerkwi; na tak uprawianym przez wieki gruncie musiały zakwitnąć wszystkie przywary barbarzyństwa. Jeśli oświecony Słowianin południowy ostrzegał Rosję XVII wieku przed ksenomanią, zamiłowaniem do cudzoziemczyzny, to dlatego, iż miał przed oczyma raczej własną ojczyznę, która już znała niebezpieczeństwo niemieckie; daleko głębszym rysem mas moskiewskich wówczas jeszcze była ksenofobia, wstręt do obcego narodu, obcej wiary, obcego języka, obcych obyczajów, właściwy ludom barbarzyńskim. Ciemnota i megalomania wspomagały się wzajemnie. Carowie dopuszczali do Moskwy tyle tylko światła z Zachodu, ile trzeba było, aby opromienić ich barbarzyński tron pożyczonym blaskiem, aby dorobić kunsztownie jakąś ideologię do wspartej na brutalnej sile potęgi materialnej. Strzępy historii, teologii, prawa, z poważną domieszką wymysłu, służyły do tego, aby z nich szyć grubymi białymi nićmi płaszcz monarszy europejski, mający osłonić carską barbarzyńską tyranię. Jedynym stanem oświeconym i oświecającym, jak we wszystkich młodocianych społeczeństwach chrześcijańskich, mogło być duchowieństwo, lecz ono właśnie było ostoją ciemnoty.
Arcybiskup nowogrodzki Genadiusz [Giennadij] uskarża się w XV stuleciu na ciemnotę popów: „Przyprowadzają do mnie chłopa, każę mu czytać Apostołów, a on ani kroku zrobić nie umie; każę dać psałterz i tu ledwie coś bąka. Mówisz mu jedno, on odpowiada zupełnie coś innego. Każę mu rozpocząć od abecadła, a on poduczywszy się nieco, już prosi o zwolnienie go, nie chce się uczyć. A gdy nie zgodzisz się na wyświęcanie takich, wówczas płyną do mnie skargi: Taki już kraj, nie możemy znaleźć ludzi mocnych w czytaniu”. W pół wieku później to samo potwierdza Sobór Stugłowy17. Jeśli nie wyświęcać analfabetów, orzekł Sobór, wówczas cerkwie będą bez śpiewu, a chrześcijanie umierać będą bez sakramentów.
Na podłożu takiej ciemnoty wyrastały postacie uchodzące wśród ludu za szermierzy prawosławia, jak protopop Awwakum, przeciwnik Nikona, wzór ciemnego fanatyka, ślepo przywiązanego do litery i formy, typ staromoskiewskiego izuwiera
