O czym Darwin nie wiedział - Simmons Geoffrey - ebook + książka

O czym Darwin nie wiedział ebook

Simmons Geoffrey

0,0

Opis

Kiedy Karol Darwin opublikował w 1859 roku O powstawaniu gatunków, spotkał się z różnymi reakcjami – od sceptycyzmu po całkowitą akceptację i entuzjazm dalece przekraczający oczekiwania samego autora. Jednak od tego czasu nasza wiedza naukowa znacznie się rozwinęła i zweryfikowała wiele podstawowych twierdzeń zawartych w tej przełomowej pracy. Rozwój aparatury badawczej i nauk, takich jak biochemia, fizjologia czy immunologia, sprawił, że wyjaśnienia, które w drugiej połowie XIX w. wydawały się wiarygodne, dzisiaj już takie nie są. Niebywała złożoność struktur biologicznych i ich wzajemne powiązania wskazują, że należy spojrzeć w kierunku nowych wyjaśnień. Amerykański lekarz Geoffrey Simmons podczas wielu lat pracy klinicznej odkrył, że coraz trudniej pogodzić neodarwinizm z wiedzą o tym, jak działa organizm ludzki. Opierając się na najnowszych odkryciach medycyny, w książce O czym Darwin nie wiedział Simmons przedstawił spójny obraz zdumiewającej złożoności biologicznej człowieka. 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows

Liczba stron: 308

Rok wydania: 2025

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Ty­tuł ory­gi­nałuWhat Dar­win Didn’t Know
Co­py­ri­ght © 2004 Geof­frey Sim­mons, MD Pu­bli­shed by Ha­rvest Ho­use Pu­bli­shers Eu­gene, Ore­gon 97408 www.ha­rve­stho­use­pu­bli­shers.com Net­ter il­lu­stra­tions used with per­mis­sion of El­se­vier Inc. All ri­ghts re­se­rved. www.net­te­ri­ma­ges.com Co­py­ri­ght © for the Po­lish edi­tion by Fun­da­cja En Ar­che, War­szawa 2025
Prze­kładGRZE­GORZ SMÓŁKA
Re­dak­tor na­ukowy se­riiprof. dr hab. KA­ZI­MIERZ JOD­KOW­SKI
Re­dak­tor pro­wa­dzącyJA­CEK FRON­CZAK
Re­dak­cja me­ry­to­rycznadr hab. KRZYSZ­TOF KI­LIAN, prof. UZ
Re­dak­cja ję­zy­kowaJO­ANNA MO­RAW­SKA
Ko­rektaBAR­BARA MA­NIŃ­SKA
Pro­jekt okładkiZO­FIA KI­CIŃ­SKI
Pro­jekt gra­ficznyMA­RIA RO­SŁO­NIEC
SkładMA­RIA ANNA SZY­PRZAK
Wy­da­nie I
ISBN 978-83-68119-04-6 (PDF) ISBN 978-83-68119-03-9 (EPUB)
Fun­da­cja En Ar­che al. Nie­pod­le­gło­ści 124, lok. 26 02-577 War­szawabiuro@enar­che.pl Księ­gar­nia in­ter­ne­towa enar­che.pl/ksie­gar­nia/
Kon­wer­sja: eLi­tera s.c.

SE­RIA PER­SPEK­TYWY NA­UKI

Jesz­cze sto lat temu uczeni uwa­żali, że na­uka to przed­się­wzię­cie obiek­tywne, oparte na gro­ma­dze­niu da­nych em­pi­rycz­nych i wy­cią­ga­niu na tej pod­sta­wie wnio­sków, które prze­ra­dzają się w teo­rie. Dziś jed­nak wiemy, że to nie fakty, ale przede wszyst­kim ich in­ter­pre­ta­cje pro­wa­dzą do roz­woju na­uki.

Naj­więk­sze re­wo­lu­cje w hi­sto­rii na­uki za­szły dzięki wy­bit­nym jed­nost­kom, które wy­ka­zały się po­stawą kry­tyczną wo­bec po­wszech­nie obo­wią­zu­ją­cych po­glą­dów. Ko­per­nik nie przy­jął geo­cen­try­zmu Pto­le­me­usza, Ein­stein od­rzu­cił to, co dzi­siaj okre­ślamy mia­nem fi­zyki kla­sycz­nej, a Dar­win nie zgo­dził się z tym, co w jego cza­sach na­zy­wano bi­blij­nym po­glą­dem o nie­zmien­no­ści ga­tun­ków.

Se­ria Per­spek­tywy Na­uki po­ka­zuje, że na­uka nie jest przed­się­wzię­ciem jed­no­li­tym, że to ra­czej ko­laż roz­ma­itych po­glą­dów, hi­po­tez i idei. Bę­dziemy w niej przed­sta­wiać ory­gi­nalne po­glądy uczo­nych, któ­rzy wy­kra­czają poza utarte szlaki i przed­sta­wiają czy­tel­ni­kowi zu­peł­nie nowe per­spek­tywy w na­uce.

Od­kry­cie w na­uce po­lega na tym, że wi­dząc to, co wszy­scy inni, do­strzega się to, czego nikt nie za­uwa­żył.

Al­bert Szent-Gy­ör­gyi, lau­reat Na­grody No­bla

Mo­jej żo­nie Sherry i moim dzie­ciom,Eri­kowi, Ta­rze, Bra­dowi i Anaïs,a także pa­mięci Barry’ego Hulla, Da­mona Kni­ghta,mo­jego ojca – puł­kow­nika The­odore’a R. Sim­monsa–i mo­jej matki Jane La­van­der.

.

Po­dzię­ko­wa­nia

Chciał­bym po­dzię­ko­wać dok­to­rowi nauk hu­ma­ni­stycz­nych Lance’owi Spark­sowi i mo­jej żo­nie Sherry za wspa­niałą ko­rektę oraz Chuc­kowi Fre­eden­ber­gowi za po­moc tech­niczną.

Dzię­kuję rów­nież Terry’emu Gla­spey­owi, re­dak­to­rowi za­ma­wia­ją­cemu Ha­rvest Ho­use Pu­bli­shers, który – czy to przy­pad­kiem, czy też pla­nowo – po­ja­wił się w moim ży­ciu w tym sa­mym ty­go­dniu, w któ­rym ukoń­czy­łem ni­niej­szą książkę. Jego en­tu­zjazm i póź­niej­sze su­ge­stie były nie­oce­nione.

Pra­gnę też po­dzię­ko­wać Pau­lowi Gos­sar­dowi, re­dak­to­rowi pro­jektu w Ha­rvest Ho­use Pu­bli­shers, za do­brą re­dak­cję mo­jego rę­ko­pisu i fa­chowy po­dział ma­te­riału na mniej­sze, przy­stęp­niej­sze czę­ści.

Bar­dzo po­dzi­wiam au­to­rów wy­mie­nio­nych w bi­blio­gra­fii. Wiele im za­wdzię­czam.

Na ko­niec chciał­bym po­dzię­ko­wać Ros­sowi San­dle­rowi, pro­fe­so­rowi New York Uni­ver­sity School of Law (i mo­jemu ku­zy­nowi), za za­pro­po­no­wa­nie od­po­wied­niego ty­tułu oraz Ha­rvest Ho­use Pu­bli­shers za za­in­te­re­so­wa­nie i wspar­cie.

Przed­mowa

Ko­niec hucpy

Sztuka Ar­thura Mil­lera Cza­row­nice z Sa­lem opo­wiada o pro­ce­sach cza­row­nic w ty­tu­ło­wym mia­steczku. Już na sa­mym po­czątku sztuki bra­kuje moc­nych świa­dectw na to, że Sa­lem jest ich sie­dli­skiem. W ko­lej­nych ak­tach sę­dzio­wie, któ­rzy prze­wo­dzą pro­ce­som, uświa­da­miają so­bie jed­nak, że świa­dec­twa zo­stały sfał­szo­wane. Nie­stety, kilka osób zo­stało już stra­co­nych za czary. Jak sę­dzio­wie z tego wy­brną? W klu­czo­wym mo­men­cie uznają, że le­piej bę­dzie kon­ty­nu­ować eg­ze­ku­cje. W prze­ciw­nym ra­zie ich re­pu­ta­cja le­głaby w gru­zach.

Po­dobna in­er­cja jest siłą na­pę­dową dar­wi­ni­zmu. Świa­dec­twa na jego rzecz ni­gdy nie były wy­star­cza­jące – na­wet za ży­cia Dar­wina. Po­stępy we współ­cze­snej na­uce spra­wiły jed­nak, że dar­wi­nizm jest nie do przy­ję­cia. Jak dar­wi­ni­ści z tego wy­brną? Za­miast przy­znać, że ich teo­ria jest błędna (i stra­cić wia­ry­god­ność), nie­ustan­nie krze­wią swoją pro­pa­gandę, wy­ol­brzy­mia­jąc drobne suk­cesy dar­wi­ni­zmu i oskar­ża­jąc kry­ty­ków, ta­kich jak Geof­frey Sim­mons, o „nie­nau­kowe po­dej­ście”, „kie­ro­wa­nie się po­bud­kami re­li­gij­nymi” i po­peł­nia­nie „in­te­lek­tu­al­nego grze­chu” w po­staci szu­ka­nia dziur w teo­rii ewo­lu­cji.

Da­vid Ber­lin­ski, pro­mi­nentny kry­tyk teo­rii ewo­lu­cji, po­wie­dział mi, że „zmiana do­mi­nu­ją­cej or­to­dok­sji na­uko­wej na­stąpi do­piero wtedy, gdy za­strze­że­nia do dar­wi­ni­zmu staną się tak liczne, iż nie można bę­dzie ich dłu­żej igno­ro­wać”. W ni­niej­szej książce Geof­frey Sim­mons ana­li­zuje liczne od­kry­cia i po­stępy w na­uce od cza­sów Dar­wina, które wska­zują na obec­ność in­te­li­gent­nego pro­jektu w ludz­kich sys­te­mach bio­lo­gicz­nych. Przed­sta­wia­jąc na to wiele wy­raź­nych świa­dectw, książka pro­wa­dzi do zmiany or­to­dok­sji na­uko­wej, o któ­rej mó­wił Ber­lin­ski. O czym Dar­win nie wie­dział obala wszyst­kie gór­no­lotne za­ło­że­nia dar­wi­ni­zmu. Kry­tyka przed­sta­wiona przez Sim­monsa jest wszech­stronna, su­rowa i przy­tła­cza­jąca.

Dla­czego dar­wi­nizm?

Dla­czego Geof­frey Sim­mons sku­pił się na dar­wi­ni­zmie? Na­zwi­sko Dar­wina nie­przy­pad­kowo po­ja­wia się w dys­ku­sjach o ewo­lu­cji bio­lo­gicz­nej. Wie­lo­krotne wzmianki o Dar­wi­nie i dar­wi­ni­zmie nie są je­dy­nie prze­ja­wem sza­cunku do hi­sto­rii te­matu – jak gdyby na­le­żało nie­ustan­nie przy­po­mi­nać, kto za­po­cząt­ko­wał bio­lo­gię ewo­lu­cyjną. W ba­da­niach nad bio­lo­gicz­nymi po­cząt­kami Dar­win stał się po­sta­cią prze­ry­so­waną, po­nie­waż jego teo­ria jest pod­stawą bio­lo­gii ewo­lu­cyj­nej. W ode­rwa­niu od dar­wi­ni­zmu nic w bio­lo­gii ewo­lu­cyj­nej nie ma sensu.

Aby to do­strzec, mu­simy zro­zu­mieć, jak dar­wi­nizm wpra­wił w ruch bio­lo­gię ewo­lu­cyjną. Tak na­prawdę spro­wa­dza się on do dwóch za­ło­żeń. To mniej istotne głosi, że wszyst­kie or­ga­ni­zmy wy­wo­dzą się od wspól­nego przodka. Ty, mu­cha, która brzę­czy ci wo­kół głowy, i bak­te­rie sie­dzące na mu­sze. Za­ło­że­nie to nosi miano „wspól­nego po­cho­dze­nia”. Cho­ciaż bio­lo­gia ewo­lu­cyjna jest przy­wią­zana do wspól­nego po­cho­dze­nia, nie jest ono jej cen­tral­nym za­ło­że­niem.

Me­cha­nizm zmian po­stu­lo­wany przez dar­wi­nizm

Cen­tralne za­ło­że­nie bio­lo­gii ewo­lu­cyj­nej głosi, że nie­kie­ro­wany pro­ces fi­zyczny może wy­ja­śnić po­ja­wie­nie się ca­łej bio­lo­gicz­nej zło­żo­no­ści i róż­no­rod­no­ści. Szcze­góły tego pro­cesu po­zo­stają przed­mio­tem sporu w śro­do­wi­sku bio­lo­gów ewo­lu­cyj­nych. Jest to jed­nak spór we­wnętrzny, który za­sad­ni­czo do­ty­czy szcze­gó­łów. W ogól­nym za­ry­sie każdy nie­kie­ro­wany pro­ces fi­zyczny zdolny do wy­ge­ne­ro­wa­nia bio­lo­gicz­nej zło­żo­no­ści musi się skła­dać z trzech czę­ści: 1) dzie­dzi­cze­nia, 2) przy­pad­ko­wej zmiany i 3) do­boru na­tu­ral­nego.

Po­myślmy o tym w ten spo­sób – za­czy­namy od ja­kie­goś or­ga­ni­zmu. Za­cho­dzi w nim ja­kaś zmiana, która jest przy­pad­kowa w tym sen­sie, że nie za­po­wiada przy­szłych zmian, któ­rych mogą do­świad­czyć na­stępne po­ko­le­nia or­ga­ni­zmów (na przy­kład neo­dar­wi­nizm uznaje ta­kie zmiany za lo­sowe mu­ta­cje lub błędy w ma­te­riale ge­ne­tycz­nym). Co wię­cej, przy­pad­kowa zmiana jest dzie­dziczna, a za­tem może zo­stać prze­ka­zana na­stęp­nemu po­ko­le­niu. Jej prze­ka­za­nie za­leży jed­nak od tego, czy zmiana ta przy­nosi or­ga­ni­zmowi ja­kąś ko­rzyść. Je­śli tak, do­bór na­tu­ralny praw­do­po­dob­nie za­chowa or­ga­ni­zmy, u któ­rych za­szła.

Bio­lo­dzy ewo­lu­cyjni spie­rają się o do­kładną rolę i skalę dzie­dzi­cze­nia i przy­pad­ko­wych zmian. De­bata bywa ostra. Ża­den bio­log ewo­lu­cyjny nie kwe­stio­nuje jed­nak naj­więk­szej świę­to­ści dar­wi­ni­zmu – do­boru na­tu­ral­nego. Sam Dar­win miał wąt­pli­wo­ści w kwe­stii me­cha­ni­zmów dzie­dzi­cze­nia i przy­pad­ko­wych zmian. Nie­za­leż­nie od ich formy był jed­nak prze­ko­nany, że do­bór na­tu­ralny jest klu­czem do ich okieł­zna­nia. Jego zda­nie po­dzie­lają współ­cze­śni bio­lo­dzy ewo­lu­cyjni. Wła­śnie dla­tego wciąż sły­szymy o teo­rii do­boru na­tu­ral­nego sfor­mu­ło­wa­nej przez Dar­wina w od­róż­nie­niu od jego teo­rii wa­ria­cji lub dzie­dzi­cze­nia.

In­te­lek­tu­alne oszu­stwo

Co, oprócz in­te­li­gent­nego pro­jektu, może ko­or­dy­no­wać przy­pad­kowe zmiany, które dzie­dzi­czą ko­lejne po­ko­le­nia? Aby je ko­or­dy­no­wać, ewo­lu­cja po­trze­buje sub­sty­tutu pro­jek­tanta. Dar­win za­sły­nął z tego, że po­stu­lo­wał do­bór na­tu­ralny jako jego sub­sty­tut. Wy­su­wa­jąc ten wnio­sek, do­pu­ścił się naj­więk­szego in­te­lek­tu­al­nego oszu­stwa w hi­sto­rii idei.

Do­bór na­tu­ralny nie jest sub­sty­tu­tem in­te­li­gen­cji. Ogra­ni­cza je­dy­nie zmien­ność przy­pad­ko­wych zmian po­przez eli­mi­na­cję go­rzej przy­sto­so­wa­nych. Co wię­cej, działa pod wpły­wem chwili, na pod­sta­wie tego, co w da­nym mo­men­cie pa­suje do śro­do­wi­ska, nie prze­wi­du­jąc przy­szłych moż­li­wo­ści. Jed­nakże ten ślepy pro­ces w po­łą­cze­niu z in­nym śle­pym pro­ce­sem (przy­pad­kową zmianą) ma two­rzyć pro­jekty, które prze­kra­czają moż­li­wo­ści wszyst­kich zna­nych pro­jek­tan­tów.

Co świad­czy, że do­bór na­tu­ralny jest w sta­nie stwo­rzyć niu­anse bio­in­ży­nie­rii wi­doczne w świe­cie oży­wio­nym? Co świad­czy, że przy­pad­kowe zmiany, któ­rych wy­maga ewo­lu­cja na wielką skalę, w ogóle za­cho­dzą? Nie ma ta­kich świa­dectw. Aby uświa­do­mić so­bie stawkę, wy­obraźmy so­bie, co by się stało z teo­rią wy­wo­ły­wa­nia cho­rób przez za­razki, gdyby na­ukowcy nie od­kryli mi­kro­or­ga­ni­zmów ani wi­ru­sów wy­wo­łu­ją­cych cho­roby. Na tym po­lega pro­blem z dar­wi­ni­zmem. Za­miast szcze­gó­ło­wych, we­ry­fi­ko­wal­nych, re­ali­stycz­nych wy­ja­śnień po­ja­wie­nia się zło­żo­nego sys­temu bio­lo­gicz­nego, dar­wi­nizm ofe­ruje wy­du­mane ba­jeczki o tym, jak mo­gły po­wstać ta­kie sys­temy w wy­ide­ali­zo­wa­nej prze­strzeni kon­cep­tu­al­nej ode­rwa­nej od bio­lo­gicz­nej rze­czy­wi­sto­ści.

Wszystko to hucpa

Dla­czego dar­wi­nizm na­dal ma tak wielu zwo­len­ni­ków, zwłasz­cza wśród in­te­lek­tu­al­nych elit? Z dwóch po­wo­dów. Po pierw­sze, za­pew­nia ma­te­ria­li­styczną hi­sto­rię stwo­rze­nia, która nie wy­maga uwzględ­nie­nia pro­jektu lub Boga (co jest bar­dzo wy­godne dla tych, któ­rzy pra­gną uciec przed na­ka­zami re­li­gii, mo­ral­no­ści i su­mie­nia). Po dru­gie, obiet­nica uzy­ska­nia pro­jektu bez pro­jek­tanta jest nie­zwy­kle ku­sząca – nie ma żad­nych zo­bo­wią­zań. Nic dziw­nego, że Da­niel Den­nett w książce Dar­win’s Dan­ge­rous Idea (Nie­bez­pieczna idea Dar­wina) przy­pi­suje Dar­wi­nowi „naj­lep­szy po­mysł w hi­sto­rii”. Uzy­ska­nie pro­jektu bez pro­jek­tanta to rze­czy­wi­ście do­bra sztuczka.

Dar­wi­nizm jest ma­giczną sztuczką pre­zen­to­waną z ta­kiej od­le­gło­ści, że pu­blicz­ność daje się olśnić, do­póki ktoś nie da jej lor­ne­tek. Przed­sta­wia­jąc w ni­niej­szej książce po­stępy w na­ukach przy­rod­ni­czych, Geof­frey Sim­mons ofe­ruje zna­ko­mite lor­netki i ob­naża oszu­stwo dar­wi­ni­zmu. Cho­ciaż dar­wi­nizm za­wsze był sztuczką, w prze­szło­ści świę­cił triumfy. O czym Dar­win nie wie­dział po­ka­zuje, dla­czego dar­wi­now­ska hucpa traci swój urok.

dr Wil­liam A. Demb­ski, Uni­wer­sy­tet Bay­lora,

au­tor The De­sign Re­vo­lu­tion

Na­ra­sta­jąca pro­ble­ma­tycz­ność teo­rii Dar­wina

Czy dzieło Ka­rola Dar­wina O po­wsta­wa­niu ga­tun­ków zo­sta­łoby opu­bli­ko­wane, gdyby przed­ło­żył je wy­daw­nic­twu uni­wer­sy­tec­kiemu w na­szych cza­sach? A gdyby sprytny re­dak­tor uwspół­cze­śnił prze­sta­rzałą an­gielsz­czy­znę i usu­nął wszyst­kie nie­po­prawne po­li­tycz­nie ko­men­ta­rze – czy to by po­mo­gło? Oczy­wi­ście każda od­po­wiedź by­łaby czy­stą spe­ku­la­cją, lecz są po­wody, aby uznać, że naj­słyn­niej­szy rę­ko­pis Dar­wina byłby wie­lo­krot­nie od­rzu­cany. W nie­któ­rych przy­pad­kach po­wo­dem mo­głaby być współ­cze­sna me­dy­cyna, którą pa­ram się od po­nad 35 lat. W in­nych mo­głoby to wy­ni­kać ze współ­cze­snych mo­dy­fi­ka­cji teo­rii ewo­lu­cji, na­uki, którą pa­sjo­nuję się od pra­wie 45 lat.

Bio­rąc pod uwagę stan nauk bio­lo­gicz­nych w XIX wieku, więk­szość teo­rii Dar­wina miała sens. Moż­liwe było wy­ho­do­wa­nie szyb­szych koni i lep­szych psów my­śliw­skich. Jego bio­gra­fia wska­zuje, że Dar­win był roz­waż­nym, uczci­wym, do­kład­nym i szcze­rym na­ukow­cem, obe­zna­nym z bio­lo­gią i geo­lo­gią, który miał wąt­pli­wo­ści w kwe­stii pu­bli­ka­cji swo­jego opus ma­gnum z sza­cunku do prze­ko­nań re­li­gij­nych żony.

Na czym za­tem po­lega pro­blem?

Od­po­wiedź od­mowna mo­głaby się opie­rać na nie­zgod­no­ści z bio­che­mią ko­mór­kową, ludzką fi­zjo­lo­gią, mi­kro­sko­pią elek­tro­nową i im­mu­no­lo­gią. Dar­win miał nie­wiel­kie po­ję­cie o ge­ne­tyce i en­do­kry­no­lo­gii, na przy­kład o przy­czy­nach, dla któ­rych dziecko przy­po­mina ro­dzi­ców, ist­nie­niu szko­dli­wych bak­te­rii i dzia­ła­niu tar­czycy. Ko­lejna od­po­wiedź od­mowna mo­głaby się po­wo­ły­wać na jego po­wierz­chow­ność i wska­zy­wać na nie­by­wałą zło­żo­ność, ko­or­dy­na­cję i sprzę­że­nia zwrotne wszyst­kich ukła­dów bio­lo­gicz­nych. Oprócz ba­dań nad mi­kro­sko­pij­nym wą­so­no­giem bra­kuje świa­dectw na to, by Dar­win miał ja­kie­kol­wiek po­ję­cie o funk­cjach ko­mórki. Kiedy opu­bli­ko­wał O po­wsta­wa­niu ga­tun­ków, teo­ria ko­mór­kowa była jesz­cze w po­wi­ja­kach.

Obecny stan wie­dzy

W ludz­kim ciele pa­nuje ruch o wiele więk­szy niż w No­wym Jorku, Lon­dy­nie, Mek­syku, To­kio i Bom­baju ra­zem wzię­tych. Każ­dego dnia od 10 do 75 try­lio­nów ko­mó­rek uczest­ni­czy w po­nad kwa­dry­lio­nie ukie­run­ko­wa­nych in­te­rak­cji che­micz­nych, dzięki któ­rym mo­żemy cho­dzić, od­dy­chać, my­śleć, spać, roz­mna­żać się, wi­dzieć, sły­szeć, wą­chać, czuć, tra­wić po­karm, wy­da­lać kał, pi­sać, czy­tać, roz­ma­wiać, two­rzyć czer­wone krwinki, usu­wać mar­twe ko­mórki, zwal­czać in­fek­cje, za­cho­wy­wać się wła­ści­wie lub nie­wła­ści­wie, wchła­niać sub­stan­cje od­żyw­cze, trans­por­to­wać tlen, wy­da­lać dwu­tle­nek wę­gla, utrzy­my­wać rów­no­wagę, pro­wa­dzić dia­log, ro­zu­mieć in­struk­cje, spie­rać się i po­dej­mo­wać trudne de­cy­zje, po­prze­sta­jąc na kilku czę­stych ak­tyw­no­ściach. Poza tym każdy z tych pro­ce­sów składa się z dzie­sią­tek (a cza­sem se­tek) współ­dzia­ła­ją­cych mniej­szych eta­pów, me­cha­ni­zmów kon­troli, we­ry­fi­ka­cji, rów­no­wagi i re­gu­la­cji. Po­nadto te wszyst­kie etapy dzielą się na mniej­sze po­de­tapy che­miczne. Pod wie­loma wzglę­dami ludz­kie ciało funk­cjo­nuje jak nie­zwy­kle do­brze zor­ga­ni­zo­wany wir nie­wi­docz­nych re­ak­cji che­micz­nych i bły­ska­wicz­nie się zmie­nia­ją­cych im­pul­sów elek­trycz­nych. Ludzki mózg jest skom­pli­ko­wa­nym kon­ty­nen­tem sma­ga­nym mi­kro­sko­po­wymi hu­ra­ga­nami elek­trycz­nymi i fa­lami che­micz­nymi, który w ja­kiś spo­sób od­naj­duje się w rze­czy­wi­sto­ści w każ­dej mi­kro­se­kun­dzie. Dar­win nie miał po­ję­cia o dzia­ła­niu tych me­cha­ni­zmów. O więk­szo­ści z nich na­wet nie wie­dział.

W XIX wieku nie­któ­rzy lu­dzie uwa­żali, że w nocy nie­to­pe­rze od­naj­dują drogę za po­mocą do­tyku, na Księ­życu miesz­kają skrzy­dlaci lu­dzie po­kryci fu­trem, z ze­psu­tego mięsa spon­ta­nicz­nie wy­ła­niają się ro­baki, zboże prze­mie­nia się w gry­zo­nie, a z błota po­wstają żaby. Po­czę­cie było ta­jem­nicą, a o me­no­pau­zie nie­mal nikt nie sły­szał (ko­biety rzadko żyły dłu­żej niż 50 lat). Le­czono cho­roby (acz z mar­nym skut­kiem) za po­mocą świe­żego po­wie­trza, otwie­ra­nia i za­my­ka­nia okien, otwie­ra­nia i za­skle­pia­nia ran, po­bytu nad mo­rzem i z dala od niego, ką­pieli w go­rą­cej, zim­nej i sło­nej wo­dzie, na­prze­mien­nych go­rą­cych i zim­nych ką­pieli, środ­ków prze­czysz­cza­ją­cych, bal­samu do kro­wich wy­mion, wąt­pli­wej sku­tecz­no­ści to­ni­ków od szar­la­ta­nów, krót­kich i dłu­gich spa­ce­rów oraz upusz­cza­nia krwi. Re­ceptą na zła­ma­nie nogi była am­pu­ta­cja, prze­ta­czano krew psów i krów lu­dziom (któ­rzy umie­rali), a wy­ko­rzy­sty­wa­nie chlo­ro­formu jako środka znie­czu­la­ją­cego ucho­dziło za grzech.

Po­zorna lo­gika

Na­bra­łem za­in­te­re­so­wa­nia i wiary w teo­rię ewo­lu­cji w szkole śred­niej. By­łem nią za­fa­scy­no­wany, co nie zmie­niło się do dzi­siaj. Dla­czego? W przy­ro­dzie nie bra­kuje or­ga­ni­zmów jed­no­ko­mór­ko­wych, które łą­czą się, aby osią­gnąć bar­dzo skom­pli­ko­wane cele. Na przy­kład mi­liony ko­mó­rek ślu­zow­ców mogą się po­łą­czyć w je­den, o wiele wyż­szy or­ga­nizm, aby roz­siać za­rod­niki. Weźmy też rafy ko­ra­lowe. Albo za­bój­cze czer­wone przy­pływy. Wiemy, że ryby dwu­dyszne po­tra­fią od­dy­chać – dla­czego za­tem ryby nie mia­łyby wyjść na brzeg i wy­ewo­lu­ować w płazy? Ska­mie­nia­ło­ści świad­czą o tym, że grupa di­no­zau­rów miała pióra – dla­czego nie mia­łyby wy­ewo­lu­ować w ptaki, je­śli miały wy­star­cza­jąco dużo czasu? Małpy są po­dobne do lu­dzi. Wszyst­kie ssaki mają serce, płuca, nerki i układ po­kar­mowy – wszy­scy jemy, śpimy, pi­jemy i łą­czymy się w pary w po­dobny spo­sób. Dla­czego nie mie­li­by­śmy się wy­wo­dzić od wspól­nego przodka?

Moi na­uczy­ciele na­uczali teo­rii ewo­lu­cji na każ­dym po­zio­mie edu­ka­cji, w pod­ręcz­ni­kach do bio­lo­gii na­dal znaj­duje się rząd ryb, pła­zów, ga­dów, ssa­ków i małp, który koń­czy się na czło­wieku. Teo­rie te opie­rają się na da­to­wa­niu izo­to­po­wym, da­to­wa­niu względ­nym i licz­bie mu­ta­cji mi­to­chon­drial­nych. Cho­ciaż nie od­na­le­ziono au­ten­tycz­nych ska­mie­nia­ło­ści przej­ścio­wych, dla wielu lu­dzi teo­ria ewo­lu­cji na­dal ma sens. Nie ulega wąt­pli­wo­ści, że do­bór na­tu­ralny jest re­alny. Wi­dać go wszę­dzie wo­kół. Wy­star­czy wyj­rzeć przez okno i przyj­rzeć się zdrow­szym drze­wom, które wy­pie­rają słab­sze – albo czę­stej śmierci naj­słab­szego osob­nika w mio­cie. Po­żarty zo­staje naj­słab­szy ro­bak, czy po­ży­wia się naj­sil­niej­szy ptak? Czy to ważne? Oba sys­temy są świa­dec­twem na ist­nie­nie do­boru na­tu­ral­nego. Uwa­ża­łem, że teo­rie Dar­wina mu­siały być trafne – a na­wet je­śli nie, to z pew­no­ścią były bli­skie prawdy.

Nie ja je­den tak my­śla­łem. Moje zda­nie po­dzie­lali Sa­gan, Gould, El­dredge, Tat­ter­sall, Mar­gu­lis, Dia­mond i Le­akey. Wielu pro­fe­so­rów wy­ja­śniało szcze­góły ewo­lu­cji jako nie­unik­nione wnio­ski, rady na­ukowe utrzy­my­wały, że jest ona je­dy­nym wy­ja­śnie­niem. Szybko wy­ro­bi­łem so­bie zda­nie – a przy­naj­mniej tak mi się wy­da­wało. Nie wy­klu­cza­łem ist­nie­nia Boga. Wielu rze­czy nie po­tra­fi­łem wy­ja­śnić, a wiara była opar­ciem dla mi­lio­nów lu­dzi. Ewo­lu­cja wy­da­wała mi się jed­nak fak­tem. Szyb­sze kró­liki żyły dłu­żej niż wol­niej­sze, ka­me­leon praw­do­po­dob­nie prze­żył le­piej wi­doczne jasz­czury.

Przez dwa lata stu­dio­wa­łem we­te­ry­na­rię na Uni­wer­sy­te­cie Il­li­nois i zo­sta­łem z miej­sca przy­jęty do szkoły we­te­ry­na­ryj­nej. Jed­nakże ty­dzień przed po­cząt­kiem za­jęć zmie­ni­łem kie­ru­nek na me­dyczny. Na­gle moją aspi­ra­cją stała się me­dy­cyna. Ko­cha­łem zwie­rzęta, ale chcia­łem po­ma­gać lu­dziom. Koty, cho­miki, ptaki i psy mo­gły być za­bawne i cie­kawe, ale za­baw­niejsi i cie­kawsi byli lu­dzie. My­śla­łem też, że mogę coś zmie­nić. Są­dzę, że był to mło­dzień­czy ide­alizm, ale trzy­ma­łem się tych prze­ko­nań.

W trak­cie stu­diów i w pierw­szych dniach pry­wat­nej prak­tyki za­czy­ty­wa­łem się w książ­kach i ar­ty­ku­łach na te­mat nauk bio­lo­gicz­nych. Cho­ciaż od czasu do czasu chęt­nie się­ga­łem po Von­ne­guta, Crich­tona, Hes­sego, Ar­thura C. Clarke’a, He­in­le­ina, Gri­shama i C.S. Le­wisa, czy­ta­łem nie­mal wy­łącz­nie li­te­ra­turę faktu zwią­zaną z na­ukami bio­lo­gicz­nymi, ze szcze­gól­nym uwzględ­nie­niem teo­rii ewo­lu­cji.

Na­bra­łem rów­nież wiel­kiego sza­cunku do wy­znaw­ców wszyst­kich re­li­gii – nie ro­zu­mia­łem tylko pew­nych do­gma­tów. Jak Bóg mógł czu­wać nad mi­liar­dami mi­kro­or­ga­ni­zmów w gar­ści ziemi, które stwo­rzył, nie mó­wiąc o po­zor­nie nie­skoń­czo­nej licz­bie or­ga­ni­zmów wszel­kich roz­mia­rów i kształ­tów na ca­łej Ziemi? Wy­da­wało się to nie­moż­liwe. Dla­czego Bóg do­pusz­czał do głodu, cho­rób, wo­jen i wad wro­dzo­nych? Nie wy­da­wało się to bo­skie. Skąd Bóg wie­dział, co przy­tra­fia się każ­demu w każ­dej chwili? Nie spo­sób było tego zro­zu­mieć. Prawa przy­rody, po­wolna ewo­lu­cja i prze­trwa­nie naj­le­piej przy­sto­so­wa­nych wy­da­wały się bar­dziej lo­giczne. Dzieją się za­równo do­bre, jak i złe rze­czy – wszystko jest łu­tem szczę­ścia. We­dług mo­ich na­uczy­cieli ewo­lu­cja była fak­tem, tak też przed­sta­wiały ją moje pod­ręcz­niki, zga­dzali się z tym moi ko­le­dzy. Mu­siała być fak­tem, a może jed­nak nie? Kie­dyś uwa­żano, że świat był pła­ski, a ma­la­ria brała się z cięż­kiego po­wie­trza na ba­gnach. Roz­mowy dłu­go­dy­stan­sowe i lot czło­wieka na Księ­życ były mrzonką.

Zmiana po­glą­dów

Za­czą­łem po­woli zmie­niać zda­nie po ślu­bie z Sherry w 1985 roku. Moja żona jest chrze­ści­janką i żar­li­wie wie­rzy w nie­omyl­ność Bi­blii. Wy­słu­cha­łem jej z sza­cunku i mi­ło­ści. Od­by­li­śmy kilka uprzej­mych dys­ku­sji, ale by­łem na­ukow­cem i nie da­łem się prze­ko­nać. Ona rów­nież ob­sta­wała przy swoim.

Ko­lej­nym im­pul­sem do zmiany po­glą­dów na te­mat ewo­lu­cji była lek­tura książki Fran­cisa Hit­chinga The Neck of the Gi­raffe (Szyja ży­rafy) pod ko­niec lat osiem­dzie­sią­tych. Nie pa­mię­tam, gdzie ją zna­la­złem (być może w an­ty­kwa­ria­cie, gdzie lu­bi­łem bu­szo­wać), ale wiem, że prze­czy­ta­łem ją kilka razy. Jest to przy­stępna, nie­re­li­gijna książka, w któ­rej wy­punk­to­wano wiele wad teo­rii Dar­wina. Hit­ching pre­zen­tuje fakty i ar­gu­menty na po­letku prze­ciw­nika. Za­uwa­żył, że do bra­ku­ją­cych ska­mie­nia­ło­ści lub przod­ków za­li­czają się „pra­ży­rafy” o krót­szych szy­jach. Po­twier­dził to Ste­phen Gould: „U ży­raf nie zi­den­ty­fi­ko­wano żad­nych śla­dów ewo­lu­cji ich nie­wąt­pli­wie uży­tecz­nych szyj”[1].

Hit­ching pi­sze rów­nież, że dolne szczęki ska­mie­nia­łych ga­dów skła­dają się z wielu ko­ści, a ssaki mają tylko jedną dolną kość szczę­kową – nie od­na­le­ziono żad­nych form przej­ścio­wych. Zwraca uwagę na nie­zwy­kłe ogony wie­lo­ry­bów i del­fi­nów, któ­rymi ma­chają w górę i w dół, za­miast z boku na bok, jak wszyst­kie inne ssaki i ryby. Oma­wia kambr, 540 mi­lio­nów lat temu, kiedy po­ja­wiły się ty­siące or­ga­ni­zmów, któ­rych przod­ków nie zi­den­ty­fi­ko­wano. Na­wet Ste­phen Gould na­zwał ten okres naj­więk­szą za­gadką w pa­le­on­to­lo­gii.

Po prze­czy­ta­niu i roz­ko­szo­wa­niu się nie­mal wszyst­kimi sło­wami w książce Hit­chinga zna­la­złem do­dat­kowe eg­zem­pla­rze i po­dzie­li­łem się nimi z przy­ja­ciółmi. Hit­ching za­dał mi py­ta­nie – czy te­raz, u progu XXI wieku, za­pis ko­palny nie był wy­star­cza­jąco kom­pletny, by wy­cią­gnąć lo­giczne wnio­ski? Za­czą­łem szu­kać ksią­żek pi­sa­rzy, któ­rzy po­chy­lili się nad tą kwe­stią. Nie było ich wielu. W ręce wpa­dła mi też Na­tu­ral The­ology (Teo­lo­gia na­tu­ralna) Wil­liama Pa­leya z 1800 roku. Spodo­bała mi się jego próba po­wią­za­nia na­tu­ral­nych sys­te­mów z In­te­li­gent­nym Pro­jek­tan­tem. Bar­dzo od­kryw­cza oka­zała się też książka Pa­tricka Glynna God, the Evi­dence: The Re­con­ci­lia­tion of Fa­ith and Re­ason in a Post­se­cu­lar World (Świa­dec­twa na rzecz ist­nie­nia Boga. Po­jed­na­nie wiary i ro­zumu w post­se­ku­lar­nym świe­cie). Glynn po­dą­żał drogą po­dobną do mo­jej.

Nie szu­ka­łem jed­nak ar­gu­men­tów re­li­gij­nych. Chcia­łem się za­po­znać z opi­niami znaw­ców do­boru na­tu­ral­nego, da­to­wa­nia ska­mie­lin i zmian ge­ne­tycz­nych, za­wo­dow­ców, któ­rzy uwa­żali, że zwo­len­nicy Dar­wina mogą się my­lić. Chcia­łem wy­słu­chać ar­gu­men­tów na­uko­wych. Chcia­łem się do­wie­dzieć, jak lo­sowe zmiany mogą do­pro­wa­dzić do za­niku ogona i jak zwie­rzęta zim­no­krwi­ste zmie­niły się w cie­pło­krwi­ste, a skła­da­nie jaj w we­wnętrzne za­płod­nie­nie. Są to wiel­kie, ukie­run­ko­wane zmiany ge­ne­tyczne, które nie znaj­dują po­twier­dze­nia w ga­tun­kach przej­ścio­wych. Gdzie się po­działo zwie­rzę z let­nią krwią lub czę­ściowo żywe płody?

Pro­blemy zło­żo­nych sys­te­mów i wpi­sa­nych in­for­ma­cji

Ko­lejną książką, która wpły­nęła na moje po­glądy, była Czarna skrzynka Dar­wina Mi­cha­ela Be­hego. Do­szedł w niej do wnio­sku, że re­ak­cje che­miczne w ludz­kim ciele wy­ma­gają wielu bez­u­ży­tecz­nych (w izo­la­cji) kro­ków. Przy­kła­dem jest krzep­nię­cie krwi, które wiąże się z wie­loma „sprzę­żo­nymi” re­ak­cjami che­micz­nymi. Pyta, jak pierw­szy i drugi, a na­wet dzie­siąty krok mo­gły się wy­kształ­cić bez planu? Skom­pli­ko­wane jest już wła­ściwe usze­re­go­wa­nie kro­ków pierw­szego i dru­giego, które jed­nak nie wy­wo­łują krzep­nię­cia. Ana­lo­gicz­nie ogon psa mógłby zy­skać bez­u­ży­teczną nogę, ogon z nogą po­wie­lałby się przez mi­lion lat, po czym po­ja­wi­łaby się ko­lejna noga i dwu­nogi ogon po­wie­lałby się przez ko­lejny mi­lion lat, na­stęp­nie w od­stę­pie mi­liona lat po­ja­wi­łyby się nerka, wą­troba, serce i dwie ko­lejne nogi, aż w końcu po­wsta­łaby głowa ze zwi­sa­ją­cymi uszami. Ża­den z tych kro­ków nie za­dzia­łałby w po­je­dynkę. To samo do­ty­czy wielu kro­ków po­trzeb­nych do za­skle­pia­nia rany lub wy­two­rze­nia nie­by­wa­łej ilo­ści mo­le­kuł w ludz­kim ciele.

Dwie inne ważne książki to Nic za darmo oraz In­tel­li­gent De­sign: The Bridge Be­tween Science & Tech­no­logy (In­te­li­gentny pro­jekt. Po­most mię­dzy na­uką a tech­niką) Wil­liama Demb­skiego. Pro­fe­sor Demb­ski, który uzy­skał dok­to­rat z ma­te­ma­tyki i fi­lo­zo­fii, z per­spek­tywy sta­ty­styka stwier­dza, że lo­sowe wy­da­rze­nia nie mo­głyby ukształ­to­wać ży­cia, które znamy. Wpro­wa­dza rów­nież ter­miny wy­spe­cy­fi­ko­wana zło­żo­ność i zło­żona wy­spe­cy­fi­ko­wana in­for­ma­cja, aby po­móc na­ukow­com w zde­fi­nio­wa­niu i zi­den­ty­fi­ko­wa­niu pro­jektu w przy­ro­dzie. Na przy­kład, gdy­by­śmy zo­ba­czyli na stole li­tery scrab­ble’a ukła­da­jące się w so­net Szek­spira, od razu za­ło­ży­li­by­śmy, że jest to dzieło in­te­li­gent­nego twórcy. Tak samo musi być w ludz­kim ciele, gdzie każ­dego dnia po­wstają try­liony che­micz­nych so­ne­tów. Wielu lu­dzi uznaje jego ar­gu­ment za prze­ko­nu­jący.

Oczy­wi­ście moje za­in­te­re­so­wa­nie i wąt­pli­wo­ści wzbu­dziły pi­sma sa­mego Dar­wina, który co pe­wien czas wy­ra­żał obawy zwią­zane ze swoją pracą i zda­wał się nie­po­koić nie­kom­plet­no­ścią za­pisu ko­pal­nego oraz ogromną zło­żo­no­ścią rze­czy. Jego dzieło do dziś nie uwol­niło się od tych pro­ble­mów.

Coś wię­cej niż nie­zwy­kły przy­pa­dek

Jako le­ka­rzowi co­raz trud­niej jest mi po­go­dzić więk­szość teo­rii Dar­wina i wiele now­szych mo­dy­fi­ka­cji z me­dy­cyną. Nie­które z jego kon­cep­cji mogą się spraw­dzać na mniej­szą skalę, lecz wiele z nich bu­dzi co­raz więk­sze wąt­pli­wo­ści w od­nie­sie­niu do ludz­kiej ana­to­mii, fi­zjo­lo­gii, funk­cji ko­mó­rek, he­ma­to­lo­gii, bio­che­mii, en­do­kry­no­lo­gii, kar­dio­lo­gii, im­mu­no­lo­gii i mi­kro­sko­pii elek­tro­no­wej. Cza­sami wy­dają się wręcz nie­moż­liwe. Na­sze ciało jest zbyt skom­pli­ko­wane, aby mo­gło po­wstać przez nie­zwy­kły przy­pa­dek.

Za­py­ta­łem kie­dyś Carla Sa­gana, dla­czego uważa, że lu­dzie mo­gli się stać tak skom­pli­ko­wa­nymi isto­tami wy­łącz­nie dzięki pro­ce­som ewo­lu­cyj­nym. Jego od­po­wiedź była pro­sta i brzmiała: „Sześć mi­liar­dów lat”. Wtedy uwa­ża­łem, że się myli, a te­raz je­stem tego pewny. Współ­cze­sna tech­nika za­ciem­niła ob­raz teo­rii ewo­lu­cji. Za­mie­rzam po­ka­zać, dla­czego tak się stało. Dla nie­któ­rych ni­niej­sza książka może jesz­cze bar­dziej za­ciem­nić, a dla in­nych roz­ja­śnić sprawę.

dr Geof­frey Sim­mons

paź­dzier­nik 2003

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki

Przy­pisy

[1] S.J. Gould, The Panda’s Thumb: More Re­flec­tions in Na­tu­ral Hi­story, W.W. Nor­ton and Com­pany, New York 1982.

Do­tych­czas w se­rii Per­spek­tywy Na­uki uka­zały się:

Tho­mas Na­gel

Umysł i ko­smos

Dla­czego neo­dar­wi­now­ski ma­te­ria­lizmjest nie­mal na pewno fał­szywy

Cor­ne­lius G. Hun­ter

Bóg Dar­winaEwo­lu­cjo­nizm i pro­blem zła

Ro­bert F. She­din­ger

Ta­jem­nica me­cha­ni­zmów ewo­lu­cjiWielka opo­wieść bio­lo­gii dar­wi­now­skiejo trium­fie nad re­li­gią

Wil­liam Demb­ski, Mi­chael Ruse

Od Dar­wina do DNADe­bata wo­kół teo­rii in­te­li­gent­nego pro­jektu

Del Ratzsch

Przy­roda, pro­jekt i na­ukaTeo­ria pro­jektu w na­ukach przy­rod­ni­czych

Matti Le­isola, Jo­na­than Witt

He­re­tykPo­dróż pew­nego na­ukowca od dar­wi­ni­zmudo teo­rii in­te­li­gent­nego pro­jektu

An­gus Me­nugePrzed­mowa: Mi­chael Ruse

Spraw­czość na cen­zu­ro­wa­nymMa­te­ria­lizm a ra­cjo­nal­no­ści na­uki

Bra­dley Mon­ton

Teo­ria in­te­li­gent­nego pro­jektu oczami ate­isty

Neil Tho­mas

Po­że­gna­nie z Dar­wi­nemZa­go­rzały agno­styk od­krywa teo­rię in­te­li­gent­nego pro­jektu

Do­tych­czas w Se­rii In­te­li­gentny Pro­jekt uka­zały się:

Jo­na­than Wells

Ikony ewo­lu­cji

Na­uka czy mit?

Phil­lip E. John­son

Dar­win przed są­dem

Mi­chael J. Behe

Czarna skrzynka Dar­wina

Bio­che­miczne wy­zwa­nie dla ewo­lu­cjo­ni­zmu

Mi­chael J. Behe

Gra­nica ewo­lu­cji

W po­szu­ki­wa­niu ogra­ni­czeń dar­wi­ni­zmu

Jo­na­than Wells

Zom­bie-na­uka

Jesz­cze wię­cej ikon ewo­lu­cji

Gu­il­lermo Gon­za­lez

Jay W. Ri­chards

Wy­jąt­kowa pla­neta

Dla­czego na­sze po­ło­że­nie w Ko­smo­sie umoż­li­wia od­kry­cia na­ukowe

Wil­liam A. Demb­ski

Wnio­sko­wa­nie o pro­jek­cie

Wy­klu­cze­nie przy­padku me­todą ma­łych praw­do­po­do­bieństw

Mi­chael Den­ton

Kry­zys teo­rii ewo­lu­cji

Do­uglas Axe

Nie­pod­wa­żalne

Jak bio­lo­gia po­twier­dza na­szą in­tu­icję, że ży­cie jest za­pro­jek­to­wane

Mi­chael Den­ton

Teo­ria ewo­lu­cji

Kry­zysu ciąg dal­szy

Ste­phen C. Meyer

Pod­pis w ko­mórce

DNA i świa­dec­twa in­te­li­gent­nego pro­jektu

Ste­phen C. Meyer

Wąt­pli­wość Dar­wina

Kam­bryj­ska eks­plo­zja ży­cia jako świa­dec­two in­te­li­gent­nego pro­jektu

Wil­liam A. Demb­ski

Nic za darmo

Dla­czego przy­czyną wy­spe­cy­fi­ko­wa­nej zło­żo­no­ści musi być in­te­li­gen­cja

Jo­na­than Wells

Mit śmie­cio­wego DNA

Gra­nville Se­well

Na po­czątku

Eseje o teo­rii in­te­li­gent­nego pro­jektu

Mi­chael J. Behe

De­wo­lu­cja

Od­kry­cia na­ukowe do­ty­czące DNA wy­zwa­niem dla dar­wi­ni­zmu

Pod re­dak­cją

Da­vida Klin­ghof­fera

Kon­tro­wer­syjny pod­pis

Od­po­wiedź na kry­tykę książki Pod­pis w ko­mórce

Mar­cos Eber­lin

Da­le­ko­wzrocz­ność

Jak bio­che­mia uka­zuje plan i ce­lo­wość ży­cia

Mi­chael J. Den­ton

Prze­zna­cze­nie na­tury

Co prawa bio­lo­gii mó­wią o na­szym miej­scu we Wszech­świe­cie

Eric Cas­sell

Al­go­rytmy zwie­rząt

Ewo­lu­cja a ta­jem­nica za­dzi­wia­ją­cych in­stynk­tów

Mi­chael J. Behe

Pu­łapka na Dar­wina

Mi­chael J. Behe od­po­wiada kry­ty­kom

Pod re­dak­cją

Da­vida Klin­ghof­fera

Spór o Wąt­pli­wość Dar­wina

Kon­tro­wer­sja na­ukowa, któ­rej nie spo­sób za­prze­czyć

Char­les B Tha­xton, Wal­ter L. Bra­dley, Ro­ger L. Ol­sen i in.

Ta­jem­nica po­cho­dze­nia ży­cia

Nie­usta­jące kon­tro­wer­sje