Nowy wynalazek. Carlo Acutis pomaga w mądrym korzystaniu z internetu - Magdalena Kędzierska-Zaporowska - ebook

Nowy wynalazek. Carlo Acutis pomaga w mądrym korzystaniu z internetu ebook

Magdalena Kędzierska-Zaporowska

0,0

Opis

A gdyby to dzieci mogły wymyślić smartfona na nowo?

Carlo Acutis – wyjątkowy nastolatek, patron internetu i Boży influencer – zmarł na rok przed prezentacją pierwszego iPhone’a.
Mimo to zdążył założyć konto w mediach społecznościowych i poznać świat internetu, który dziś porywa dzieci na całym świecie. I to dosłownie porywa! Carlo przewidział, jakie szanse i zagrożenia daje nam wirtualna rzeczywistość, i zostawił nam skuteczne sposoby na to, by mądrze korzystać z najnowszych technologii.

W siedmiu zabawnych opowiadaniach poznajemy grupkę dzieci, które tworzą idealne urządzenie elektroniczne. Wraz z bohaterami uczymy się, jak radzić sobie z mediami społecznościowymi, zakupami w sieci, ochroną wizerunku i danych, dezinformacją, uzależnieniem od telefonu czy przemocą w internecie.

To niezbędna, oparta na poradach ekspertów i inspirująca do ważnych rozmów instrukcja obsługi, która powinna być dołączana do każdego pierwszego smartfona lub tabletu, nieraz będących prezentem z okazji Pierwszej Komunii.

Lektura obowiązkowa zarówno dla dzieci, jak i rodziców oraz dziadków.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 52

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Copyright © 2026 by IWR WE sp. z o.o.

OPRACOWANIE REDAKCYJNE: Magdalena Kędzierska-Zaporowska REDAKCJA TECHNICZNA I PROJEKT OKŁADKI: Paweł Kremer ILUSTRACJA NA OKŁADCE: Krzysztof Stręcioch ILUSTRACJE NA STRONACH DZIAŁOWYCH: Google Gemini

Wydanie I | Kraków 2026 ISBN EBOOK: 978-83-8404-160-4

boskieksiazki.pl

Zamawiaj nasze książki przez Internet: boskieksiążki.pl lub bezpośrednio w wydawnictwie: 603 957 111,[email protected]

Wydawnictwo eSPe, ul. Meissnera 20, 31-457 Kraków

Plik przygotował Woblink

woblink.com

W szkole właśnie wybrzmiał pierwszy w tym roku dzwonek. Olek, Jasiek, Julka i Pola przed chwilą weszli do pracowni informatycznej, gdzie miała się odbyć zupełnie wyjątkowa lekcja. Wszyscy na nią czekali. Okazało się bowiem, że ma ją poprowadzić nowy nauczyciel, który podobno przygotował dla dzieci jakiś niesamowity pomysł. Wszyscy byli ogromnie ciekawi, czego będzie dotyczyć. Robiono nawet zakłady. Część dzieci twierdziła, że zapewne chodzi o jakiś konkurs, pozostali obstawiali, że na sto procent planowana jest jakaś wycieczka. Wszyscy kręcili się zniecierpliwieni, obserwując, jak nowy pan od informatyki rozkłada na biurku swój przenośny komputer i przygotowuje jakieś notatki. Taki komputer dzieci widziały po raz pierwszy w życiu. Do tej pory korzystali z dużych monitorów i ogromnych skrzynek, do których wkładało się specjalne płyty. Na ich biurkach leżały oddzielne klawiatury i myszki. Nauczyciel tymczasem rozłożył przed sobą coś, co przypominało małą walizeczkę. Po chwili na ekranie zaczęły wirować jakieś kółka.

W ogóle cała pracownia wyglądała jakoś inaczej. Przypominała bardziej gabinet szalonego wynalazcy albo małe centrum kosmiczne niż szkolną klasę. Na dużym blacie stało kilka monitorów, na których ekranach migały różnokolorowe kształty. Uczniowie patrzyli na nie jak zahipnotyzowani.

– Witam was, dzieciaki! – w końcu usłyszeli głos nowego nauczyciela. – Nazywam się Karol i od dziś będę uczyć was informatyki.

Dzieci rozejrzały się po klasie zaciekawione. Nowy nauczyciel wszystkim wydał się intrygujący. Zamienili się w słuch.

– Zapewne ciekawi was, czego będziemy się uczyć w tym roku. Zaspokoję więc waszą ciekawość i zaraz przedstawię wam plan, który dla was przygotowałem. Słyszeliście zapewne, że nasza szkoła została zaproszona do szczególnego projektu…

– No tak… Wszyscy o tym mówią, ale my nie wiemy, o co chodzi – odważył się odezwać Olek.

– Czy to będzie jakiś konkurs komputerowy? – zapytała Pola.

– A może wycieczka do jakiegoś supertajnego laboratorium, w którym powstają roboty? – dodał z nadzieją Jasiek.

Pan Karol uśmiechnął się, słysząc entuzjazm, z jakim jego nowi uczniowie podchodzą do wyzwania, którego nawet nie znają. Uznał, że nie powinien dłużej zwlekać, i wyjawił dzieciom, o co chodzi.

– Otóż pewna firma komputerowa chciałaby stworzyć nowy wynalazek. Coś, co każdy z was mógłby mieć w swoim plecaku i co pomagałoby mu w życiu. Uznano, że ten wynalazek musi być bardzo prosty w obsłudze, tak by mogły go obsługiwać nawet najmniejsze dzieci. Poproszono zatem uczniów ze szkół na całym świecie o zgłoszenie swoich pomysłów. Najlepsze zostaną wprowadzone w życie… Do projektu wybrano naszą szkołę, wierząc, że właśnie wy potraficie stworzyć coś nie tylko przydatnego, ale i mądrego. Coś, co naprawdę przysłuży się ludziom.

– I ten nasz wynalazek ktoś wyprodukuje? – dopytała z niedowierzaniem Julka.

– Jeśli okaże się, że wasze pomysły są najlepsze, firma organizująca konkurs je wykorzysta, a wy otrzymacie pierwsze egzemplarze tego wynalazku. To jednak spore wyzwanie. W projekcie uczestniczy bardzo wiele dzieci. Jeśli chcemy, by nasz sprzęt był najlepszy, musimy się naprawdę przyłożyć do pracy.

Uczniowie zaczęli wiercić się na krzesłach. To, co opowiadał pan Karol, wydało im się zupełnie nieprawdopodobne. Oni mieliby wymyślić jakiś nowy superwynalazek? Wszyscy zaczęli zastanawiać się, o co może chodzić. Czy ma to być robot? A może jakiś niezwykły komputer, który pomoże im w nauce? Po chwili namysłu w ich głowach zaczęły się pojawiać kolejne pytania. Wstydzili się je jednak zadać, dlatego w klasie zapanowała cisza. Jakby wszyscy intensywnie się nad czymś zastanawiali.

– Widzę, że wasze umysły już pracują – zażartował pan Karol. – To świetnie. Możemy od razu przystąpić do pracy. Zatem słucham.

W klasie wciąż było nienaturalnie cicho. Ustało nawet wiercenie i szuranie. Nikt nie zaglądał do piórnika, nikt nie próbował rozmawiać. Zupełnie jak nie na lekcji.

– Myślę, że to musi być coś małego, skoro każdy to powinien mieć. Nikt nie lubi nosić ciężkich rzeczy. Na przykład w moim plecaku już nic się nie zmieści. Jak włożę buty na WF i śniadaniówkę, to nawet na książki nie mam miejsca – odważnie rozpoczął Krzyś, znany z tego, że codziennie przynosi do szkoły ogromne zapasy jedzenia. Niestety nie zawsze zdrowego.

– Dobra myśli – pochwalił go pan Karol. – Zapiszmy zatem na tablicy, że to będzie coś małego i lekkiego.

– To coś powinno być miękkie, takie pluszowe. Żeby przyjemnie się to brało do rąk – dodała ośmielona Pola. – Żeby przypominało zwierzątko. I żeby było takim najlepszym przyjacielem.

– Przyjacielem? – zapytał pan Karol. – A nie lepiej mieć prawdziwych przyjaciół, a nie tworzyć sztucznych? Wydawało mi się, że taki wynalazek powinien nam zapewniać to, czego nie możemy znaleźć w prawdziwym świecie, a przyjaźń… No cóż, to chyba nie jest najlepszy pomysł. Ale… masz rację, ten przedmiot powinien mieć coś z przyjaciela. Powinien być niezawodny, żeby można było na nim zawsze polegać. I to o każdej porze, niezależnie od godziny…

– To może ten przedmiot powinien pomóc nam się przyjaźnić? – zaproponowała Julka. – To mógłby być taki… telefon, ale bez kabelka, przez który można by rozmawiać z przyjaciółmi, kiedy tylko się chce.

W sali natychmiast zrobił się szum. Dzieci zaczęły żywo dyskutować nad pomysłem Julki. Wszystkim wydał się fantastyczny. Telefon bez kabla! Zaczęto wymieniać się kolejnymi myślami, jak taki wynalazek mógłby się nazywać i co jeszcze można by za jego pomocą robić. Po chwili takiego rozgardiaszu nauczyciel postanowił nieco uspokoić klasę, by móc poznać te wszystkie pomysły, o których tak intensywnie dyskutowali uczniowie.

– Pomysł z telefonem jest moim zdaniem świetny. Ale telefon to nic nowego. Znamy go od ponad stu lat, bo wynalazł go już w XIX wieku pan Abraham Bell. Znamy też telefony bez kabla, bo przecież posługujemy się łącznością radiową, w której kabel zastępują niewidzialne fale. A zatem to musi być coś więcej niż telefon…

– To może taki mądry telefon? Taki, przez który nie tylko można rozmawiać, bo to faktycznie nic nowego. Zresztą ileż można gadać? – stwierdził Jasiek.

– Tylko dzięki rozmowom, w wyniku burzy mózgów, można stworzyć coś naprawdę dobrego – odpowiedział rozbawiony nauczyciel. – Ale masz rację, czasami lepiej milczeć, jeśli nie ma się nic mądrego do powiedzenia. To, co mówicie, jest jednak bardzo mądre. Mam nawet pomysł na nazwę tego wynalazku. Skoro nasz telefon ma być mądry, to nazwijmy go mądryfonem. Co wy na to?

Dzieciaki wybuchnęły śmiechem. Mądryfon? Brzmiało to jakoś dziwnie, ale intrygująco.

– Zatem postanowione. Projektujemy mądryfon, a więc urządzenie, które każdy może mieć w kieszeni, które nie potrzebuje kabla i za pomocą którego można robić różne mądre rzeczy. – Pan Karol zapisał ustalenia na dużej, białej tablicy. Gdy stawiał ostatnią kropkę, wybrzmiał dzwonek kończący lekcję. Dzieciaki po raz pierwszy w swym szkolnym życiu jęknęły z zawodu. Jak to? Już koniec? Przecież oni jeszcze nie zdążyli niczego wymyślić!

A co z tego wyszło?

Nie tak zupełnie niczego! Nazwa mądryfon może się wydawać śmieszna, choć przecież na co dzień jej używamy. Dokładnie to oznacza słowo smartfon. Można by tę nazwę przetłumaczyć jako sprytnyfon, ale moim zdaniem to dobrze, że dzieci zgodziły się, by ich wynalazek był raczej mądry niż sprytny. Zresztą cała ta opowieść – choć to tylko opowieść – ma wiele wspólnego z prawdą. Steve Jobs, pomysłodawca smartfona (a właściwie iPhone’a, bo tak nazywał się stworzony przez firmę Apple wynalazek), poprosił inżynierów, by ich nowy produkt był tak łatwy w obsłudze, żeby mogło go używać nawet trzyletnie dziecko. Twórcy pierwszego smartfona naprawdę zaczęli podpatrywać i wypytywać dzieci, by wymyślić coś, czego oczekiwał od nich ich szef! To miało niestety i dobre, i złe skutki. Faktycznie dzisiejsze smartfony są tak proste w obsłudze i tak małe oraz lekkie, że mogą z nich korzystać nawet kilkulatki. Niestety Steve Jobs nie przewidział, że to, co wydawało mu się tak świetnym pomysłem, może obrócić się przeciwko dzieciom. Inżynierowie tworzący smartfona nie wiedzieli, że ich wynalazek już niedługo tak bardzo zmieni dziecięcy świat… Gdyby wtedy zapytano uczniów z klasy pana Karola o radę, może smartfon naprawdę stałby się mądryfonem?

Wskazówki Carla

Pan Karol to wymyślona postać, choć na pewno znacie wielu takich kreatywnych i sympatycznych nauczycieli. Swoje imię zawdzięcza pewnemu wyjątkowemu Karolowi, który mógłby być jednym z uczniów w szkole w czasach, gdy wymyślano smartfony. Mowa o Carlu Acutisie – niezwykłym chłopcu, którego dziś nazywamy Bożym influencerem, a nawet patronem internetu. Mimo że zmarł trzy miesiące przed prezentacją pierwszego iPhone’a, już wcześniej sprawnie korzystał z komputera i z internetu, sam pisząc programy komputerowe czy tworząc prezentacje. Już wtedy, choć miał tylko piętnaście lat, rozumiał, że nowe technologie można wykorzystać mądrze i w dobrym celu, ale trzeba bardzo na nie uważać. Myślę, że uczniowie tworzący projekt mądryfona mogliby skorzystać z jego intuicji i podpowiedzi, by ich wynalazek naprawdę zasłużył na swoją nazwę!

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

Spis treści

Okładka

Karta tytułowa

Wielka niespodzianka

Punkty orientacyjne

Okładka

Strona tytułowa

Prawa autorskie