Nowiutki rower starych binokli - Wasyl Słapczuk - ebook + książka

Nowiutki rower starych binokli ebook

Słapczuk Wasyl

4,0

Opis

Nowiutki rower starych binokli (oryginalne wydanie w 2007) – tom poetycki wybitnego ukraińskiego poety Wasyla Słapczuka – jest wyjątkowym zjawiskiem we współczesnej poezji, być może nawet nie tylko ukraińskiej. Wyjątkowość tej niewielkiej książeczki polega na tym, że bohaterem wierszy Słapczuka jest inny poeta, postać historyczna – Pawło Tyczyna (1891–1967), polskiemu czytelnikowi znany z wydania wyboru jego wierszy w PIW-ie w tzw. „serii celofanowej” w przekładach m.in. Józefa Czechowicza, Mieczysława Jastruna, Adama Ważyka czy Zuzanny Ginczanki.
Tyczyna – według słów Bohdana Zadury, autora przekładu i posłowia – był „cudownym dzieckiem ukraińskiej poezji, którego talent starł się z radziecką rzeczywistością”. Tyczyna – z jednej strony przez wielu uważany za geniusza poetyckiego, z drugiej zaś urzędnik państwowy (np. w latach 1953–1959 był przewodniczącym Rady Najwyższej Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej) – w wierszach Słapczuka jest postacią tragikomiczną, kimś zmagającym się z każdym aspektem ludzkiego życia, a przede wszystkim z samym sobą. Błyskotliwy, zabawny, a wręcz dowcipny tom Nowiutki rower starych binokli jest doskonałą opowieścią poety o poecie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 25

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,0 (6 ocen)
2
2
2
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.

Popularność




redaktor tomu

Paweł Orzeł

korekta

Marcin Sendecki

projekt okładki

Barbara Bugalska

© Copyright for the Polish edition

by Państwowy Instytut Wydawniczy, 2021

© Copyright by Wasyl Słapczuk, 2021

© Copyright for the Polish translation

by Bohdan Zadura

Państwowy Instytut Wydawniczy

ul. Foksal 17, 00–372 Warszawa

tel. 22 826 02 01

e-mail:[email protected]

Księgarnia internetowa www.piw.pl

www.fb.com/panstwowyinstytutwydawniczy

Projekt typograficzny

Barbara Bugalska

ISBN  978-83-8196-179-0

PROLOG

Nad dwudziestym wiekiem

kąkol i Parsifal.

Pawło Tyczyna (tłum. Mieczysław Jastrun)

Będzie śmiech, będzie płacz

Niby pereł zdrój…

Tenże (tłum. Mieczysław Jastrun)

Wszystko można usprawiedliwić wysokim celem, tylko

nie pustkę duszy.

Tenże (tłum. Józef Czechowicz)

PROLOG 1

W dzień narodzin

nad domem

dwa anioły latały –

jeden – z mieczem,

drugi – ze świeczką.

O miecz nikt

się nie zranił,

a od świeczki

dom omal nie spłonął.

Chłopca Pawłem

nazwano,

jak apostoła,

który wcześniej

nazywał się Szawłem.

O każdym z nas

można powiedzieć,

że się urodził

przypadkowo.

PROLOG 2

W Ewangelii napisano:

„Albowiem są rzezańcy,

którzy z żywota matki

tak się narodzili,

i są rzezańcy,

którzy od ludzi są uczynieni,

i są rzezańcy,

którzy się sami się otrzebili

dla królestwa niebieskiego”.

Antyteza niemożliwa jest

bez tezy.

Kogo by interesował

anty-Tyczyna,

gdyby nie było Tyczyny?

Kto może pojąć,

niech pojmuje.

CZĘŚĆ IBEZ TYTUŁU

Stoję i modlę się. Jest takie uciszenie

Jak przed obrazem cudownym Madonny

Pawło Tyczyna (tłum. Włodzimierz Słobodnik)

Gram jak żywe struny

stepu, chmur i wiatru.

Tenże (tłum. Włodzimierz Słobodnik)

Jeszcze ptaki w dźwięcznych piosnkach dzień błękitny obmywają,

Jeszcze złotem chwil dojrzewa w słońcu żyta szata

(Wiatry leżą i na harfie wiatry grają);

A już w niebie się ktoś kłóci.

Tenże (tłum. Bohdan Zadura)

* * *

Śmieje się ścieżka

pośród traw.

Bose nogi Tyczyny

łaskoczą ziemię.

Motyl? – witaj!

Do rumianka cicho: – dzień dobry.

Rumianek: ktoś ty?

Cienie drzew

przed poetą

na kolana padają,

sławią geniusza.

* * *

Ranek.

Tyczyna bosy,

spodnie podwinięte.

Dzisiaj ma paść stado.

Chaty ze snu przy wschodzie słońca

cieniami się przeciągają,

okna zaspane mrużą.

Z każdego podwórka głosy:

dziewcząt – dźwięczne

jak pierwsze strumyki mleka

o pusty skopek,

a młódek przyciszone

jak mleko, co ze skopka

do garnka się przelewa.

Wieczór.

Czereda do wsi wraca.

Na rogach krów – wianki.

Ile domów we wsi –

wszystkie w ich stronę patrzą.

O zmroku Tyczyna

pierwszą sławę

od ludzi przyjmuje.

* * *

Kawony od spiekoty pękają.

Deszcze jak do pożaru biegną

– z Dniepru wodę czerpią,

z pustymi wiadrami

wracają.

Kawonom bieda,

a deszczom jest wesoło.

Bo to nie deszcze – deszczątka.

I Tyczyna jest młody.

Kiedy na niebo patrzy

oczy ma niebieskie,

kiedy na ziemię

– brązowe.

* * *

Dziewczyna od studni

wraca,

pałąk koromysła

na ramionach przytrzymuje.

Talia giętka

każdą linią

się rysuje.

Tyczyna się zapatrzył.

Oto połączenie

dokładności z doskonałością.