Notatki o byciu mężczyzną - Scott Galloway - ebook + książka

Notatki o byciu mężczyzną ebook

Scott Galloway

0,0
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.
Opis

Bezkompromisowa i szczera książka, w której Scott Galloway podejmuje jedno z najważniejszych pytań: co znaczy być mężczyzną we współczesnym świecie?

Męskość jest w kryzysie. Mało która grupa społeczna doświadcza tak szybkich i gwałtownych zmian jak młodzi mężczyźni w zachodnich demokracjach. Widać to w statystykach – od edukacji po uzależnienia i liczbę samobójstw. Brak reakcji na ten problem spowodował, że powstałą próżnię wypełniły narracje oparte na radykalizmie i polaryzacji. A samotność i zagubienie młodych mężczyzn w świecie zalewanym generowanymi przez algorytmy treściami to problem, który dotyczy nie tylko ich, lecz całego społeczeństwa.

Autor, łącząc osobiste doświadczenia z analizą społeczną, prowadzi czytelnika przez własne sukcesy i porażki – czasem z humorem, częściej z bolesną szczerością.

Pokazuje, gdzie szukać odporności psychicznej, jak budować poczucie wartości i odpowiedzialności oraz jak odzyskać sprawczość w świecie pełnym sprzecznych oczekiwań.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 408

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Scott Galloway Notatki o byciu mężczyzną Tytuł oryginału Notes on Being a Man ISBN Copyright © 2025 by Scott Galloway First published by Simon & Schuster, LLC Copyright © for the Polish translation by Zysk i S-ka Wydawnictwo s.j., 2026 Copyright © for this edition by Zysk i S-ka Wydawnictwo s.j., Poznań 2026 All rights reserved Redakcja Michał Trusewicz Korekta Tomasz Hoga Projekt okładki Jackie Seow Wydanie 1 Zysk i S-ka Wydawnictwo ul. Wielka 10, 61-774 Poznań tel. 61 853 27 51, 61 853 27 67 dział handlowy, tel./faks 61 855 06 [email protected] Wszelkie prawa zastrzeżone. Niniejszy plik jest objęty ochroną prawa autorskiego i zabezpieczony znakiem wodnym (watermark). Uzyskany dostęp upoważnia wyłącznie do prywatnego użytku. Rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci bez zgody właściciela praw jest zabronione. Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w Zysk i S-ka Wydawnictwo.

Książkę dedykuję następującym osobom:

George Thomas Galloway (Tata)

Terry Thomas (chłopak Mamy)

Bernard Levene (wujek)

David Greene (wujek)

Alan Shepero (stryjeczny dziadek)

Cy Cerro (makler giełdowy)

Charlie Evans (przyjaciel rodziny)

Jeff Baron (doradca w Camp Cottontail)

Charles Knobler (drużynowy w Troop 42)

Joe Sedia (trener baseballu)

Don Olsen (szkolny doradca zawodowy)

Robert Tanowitz (trener Westwood Park)

Ray Goldstone (dziekan ds. studentów na UCLA)

Peter Weiler (dziekan ds. studentów na UCLA)

Carter Cordner (szef w Morgan Stanley)

David Aaker (profesor w Berkeley Haas)

James Levine (agent literacki)

David Wirtschafter (agent WME)

George Jarvis (tata przyjaciela)

Paul Fine (tata przyjaciela)

Hamid Moghadam (inwestor)

Tully Friedman (inwestor)

Warren Hellman (inwestor)

Paul Stephens (inwestor)

Pat Connolly (klient)

Gord Shank (klient)

Tyler Johnston (client)

Jeff Bewkes (inwestor)

Larry Bohn (inwestor)

Paul Sagan (inwestor)

Todd Benson (członek zarządu)

Peter Henry (dziekan na NYU Stern)

Howard Lester (klient)

Raghu Sundaram (dziekan na NYU Stern)

Russ Winer (profesor na NYU Stern)

William Berkeley (przedsiębiorca)

Dennis Chantland (członek zarządu)

Gary Magnus (klient)

Robert May (inwestor)

Rich Lyons (kanclerz na UC Berkeley)

Gary Futterman (ojciec bractwa studenckiego)

F. D. Wilder (klient)

David Fialkow (inwestor)

Wstęp

W 2007 roku, kiedy trochę już sobie pożyłem, po raz pierwszy zostałem ojcem, niepewnie obserwując ukradkiem narodziny mojego syna. Miłość nie pojawiła się od razu, choć nie czekałem na nią przesadnie długo. Trzy lata później urodził się nasz drugi syn. Jeszcze więcej bezwarunkowej miłości, przysłoniętej kilka lat później zamartwianiem się wszystkim tym, co docierało do mnie z internetu i nie tylko.

Jednym z ekscytujących przywilejów bycia akademikiem i „liderem myśli” jest odkrywanie fascynujących danych, zwłaszcza gdy są one zarówno oczywiste, jak i ukryte. Szczególnie alarmujący okazał się stan amerykańskich chłopców i mężczyzn. Uważnie sprawdzam otrzymywane e-maile. Większość z nich pochodzi od rodziców, a zwłaszcza matek, zaniepokojonych o swoich synów i piszących coś w stylu: „Mam dwie córki. Jedna mieszka w Chicago i pracuje w PR. Druga studiuje na Uniwersytecie Pensylwanii. Za to syn zamieszkał w naszej piwnicy, pali e-papierosy i gra w gry wideo”. To właśnie matki pisały najczęściej. Ojcowie albo ignorowali problem, albo nie mieli ochoty o tym rozmawiać. Brakowało też jakiejkolwiek trzeźwej analizy opartej na danych. Globalna reakcja zwrotna, niczym kulturowy odruch wymiotny, zdawała się brzmieć: „Wow, mężczyźni są gorsi, niż nam się wydaje i sami są sobie winni. Czyż nie postąpiliśmy słusznie, poświęciwszy ostatnie czterdzieści lat na rozwiązywanie problemów innych, bardziej zasługujących na uwagę grup?”.

Sprawę potraktowałem osobiście. Zacząłem rozmyślać o własnych korzeniach, o irracjonalnym zapale i angażowaniu się mojej mamy w mój dobrostan, o hojności kalifornijskich podatników, którzy umożliwili przeciętnemu dzieciakowi z przeciętnymi ocenami ukończenie studiów i szkoły biznesu, oraz o wszystkich przeszkodach, pokusach i pułapkach, które z łatwością mogłyby utrudnić mi socjalizację: smartfonach, randkach on-line, pornografii, hazardzie, grach wideo czy pracy zdalnej. Zastanawiałem się nad tym, dlaczego to, co się dzieje z chłopcami i młodymi mężczyznami, w ogóle ma miejsce i jak mogę wychować moich synów, aby jak najlepiej radzili sobie w świecie, w którym żyją. Zresztą dotyczy to mężczyzn w każdym wieku.

Dane dotyczące chłopców i młodych mężczyzn przygniatają. W ostatnich latach rzadko kiedy pojawiała się grupa osób, dla której wskaźniki spadałyby gwałtowniej. Dlaczego? Po pierwsze, chłopcy mierzą się z nieprzychylnym wobec nich systemem edukacji — siadają w ławkach z mózgami, które dojrzewają później niż u dziewcząt, i niemal natychmiast pozostają gdzieś w tyle, za koleżankami z klasy1. Wielu dorasta bez męskich wzorców, także wśród nauczycieli: w szkołach podstawowych i średnich pracuje mniej mężczyzn, niż jest kobiet pracujących w obszarach STEM* — zjawisko szczególnie dotyczy pedagogów czarnoskórych i latynoskich2.

Obowiązująca do niedawna umowa społeczna, która spajała Amerykę — pracuj ciężko, przestrzegaj zasad, a będziesz miał lepiej niż twoi rodzice — aktualnie w przypadku absolwentów szkoły średniej traci na znaczeniu. Siedemdziesięcioletni Amerykanie są dziś średnio o 72 procent bogatsi, niż byli czterdzieści lat wcześniej. Osoby poniżej czterdziestki są o 24 procent mniej zamożne. Celowe transferowanie bogactwa od ludzi młodych do starszych w Stanach Zjednoczonych w ciągu ostatniego stulecia doprowadziło do niebotycznego wręcz wzrostu niemożliwych do udźwignięcia i nieuzasadnionych kosztów edukacji i mieszkań oraz gwałtownego przyrostu zadłużenia studentów, co bezpośrednio dotyka młodych mężczyzn. To dlatego dwudziestopięciolatkowie zarabiają dziś mniej niż ich rodzice i dziadkowie, gdy byli w tym samym wieku, dźwigając jednocześnie ciężar zadłużenia niewyobrażalny dla wcześniejszych pokoleń. Ani płaca minimalna, ani mediana zarobków nie nadążają za inflacją czy wzrostem produktywności, podczas gdy opłaty mieszkaniowe biją na głowę oba te czynniki. Koszty studiów wzrosły tak, że kontynuowanie nauki znajduje się poza zasięgiem większości rodzin, podczas gdy wiele miejsc pracy w przemyśle, które nie wymagały dyplomu ukończenia studiów i często były przepustką do klasy średniej dla (głównie) mężczyzn, przeniesiono za granicę. Wyśrubowany rynek nieruchomości jest jednym z czynników, dla których 60 procent młodych mężczyzn w wieku od 18 do 24 lat mieszka z rodzicami, a co piąty robi to nadal w wieku 30 lat3. Tkwiąc w ekonomicznym matriksie, bez środków na szukanie lepszych perspektyw gdzie indziej, zaspokajają we własnych telefonach podstawowe potrzeby odczuwania: intensywności, stymulacji, bliskości drugiego człowieka, twórczej energii, erotyki i rozmów, które zapewnia życie w mieście. Na Manhattanie na wynajęcie mieszkania o powierzchni około 40 metrów kwadratowych trzeba wyłożyć 3000 dolarów miesięcznie. Dlatego młodzi na wylocie decydują się zamiast tego na mobilne biurko o powierzchni 110 centymetrów kwadratowych „wynajmowane” u AT&T, T-Mobile lub Verizon, z dostępem do cyfrowych mediów i internetu za mniej więcej 42 dolary miesięcznie.

Tymczasem dostawcy algorytmicznie generowanych treści w mediach społecznościowych zarabiają krocie, stymulując u młodych mężczyzn rosnące poczucie izolacji społecznej, nudy i życiowej ignorancji. W starciu z firmami o największych zasobach finansowych na świecie, próbującymi przekonać młodych mężczyzn, że mogą konsumować erzac życia na ekranie, wielu z nich dorasta, nie nabywając umiejętności budowania kapitału społecznego lub wzbogacania się. Odsetek młodych mężczyzn w wieku od 20 do 24 lat, którzy nie uczą się ani nie pracują, potroił się od 1980 roku4. Udział mężczyzn w rynku pracy spadł poniżej 90 procent, co jest spowodowane brakiem dobrze płatnych miejsc pracy, stagnacją płac, niepełnosprawnością, niedopasowaniem umiejętności lub kwalifikacji oraz spadającym popytem na stanowiska tradycyjnie zajmowane przez mężczyzn w wieku produkcyjnym5.

Prawdziwie zabójcza mieszanka. W latach 2005–2019 około siedemdziesięciu tysięcy Amerykanów umierało każdego roku z rozpaczy — w wyniku samobójstw, przedawkowania narkotyków, zatrucia alkoholowego — przy czym nieproporcjonalnie dużą liczbę takich zgonów odnotowano wśród bezrobotnych, białych mężczyzn bez wyższego wykształcenia6. Z wyłączeniem zgonów będących skutkiem prawdziwej epidemii opioidów aktualny wskaźnik samobójstw i śmiertelności związanej z nadużywaniem alkoholu w Stanach Zjednoczonych jest wyższy — dla wszystkich ras — niż w ciągu minionego stulecia7. Przekłada się to również na kryzys w obszarze zawierania małżeństw, ponieważ kobiety tradycyjnie łączą się w pary horyzontalnie i awansując społeczno-ekonomicznie, podczas gdy mężczyźni horyzontalnie i „w dół”. Do połowy XX wieku homogamia — wchodzenie w związek małżeński mężczyzn i kobiet o podobnym wykształceniu — była bardziej powszechna. Obecnie rośnie zjawisko hipogamii, gdzie kobiety wychodzą za mąż za mężczyzn z niższym wykształceniem8. Kiedy w danym regionie zmniejsza się liczba młodych, wykształconych mężczyzn, kurczą się też możliwości nawiązania relacji partnerskich, zakładania rodzin i tworzenia gospodarstw domowych, rodzi się także mniej dzieci. Statystyki są przerażające: 45 procent mężczyzn w wieku od 18 do 25 lat nigdy nie nawiązało bezpośredniego kontaktu z kobietą9. Bez pewnych ograniczeń, jakie narzuca związek, młodzi mężczyźni zachowują się tak, jakby nie obowiązywały ich żadne zasady.

Tymczasem sam temat „Co to znaczy być mężczyzną?” stał się radioaktywny — prowadzony w przestrzeni publicznej dyskurs skażony jest określeniami, które brzmią niemal pogardliwie (np. „toksyczna męskość”) i często nie stanowią próby poruszenia istotnego problemu (i nie biorę tu nawet pod uwagę osób transpłciowych ani istniejących obecnie licznych odmian płci). Proces myślowy wygląda następująco: jeśli mężczyźni mają jakieś problemy, to sami są sobie winni.

Uwaga: Nie ma czegoś takiego jak „toksyczna męskość” — to numer jeden wśród oksymoronów. Są za to okrucieństwo, przestępczość, znęcanie się, drapieżnictwo i nadużywanie władzy. Jeśli jesteś winny któregokolwiek z tych grzechów lub mylisz męskość z byciem ordynarnym i zdziczałym, nie jesteś męski — stałeś się antymęski.

Większość mediów przedstawia mężczyzn jako poczciwych idiotów lub pokazuje mężczyznę, który musi walczyć ze swoją wrodzoną głupotą, ze skłonnością do rasizmu i uprzedzeń, by stać się lepszym człowiekiem. Męskie wzorce do naśladowania — Kapitan Ameryka, James Bond, LeBron James itd. — są dla większości z nas nieosiągalne. Rzadko też — a wiem to z własnego doświadczenia — takim wzorcem jest po prostu ktoś, kto stara się być dobrym mężczyzną lub człowiekiem, zarabiać na życie i być obecnym w życiu rodziny. Dlaczego tak niechętnie dostrzegamy i celebrujemy to, co dobre w mężczyznach i męskości, i dlaczego jest to ważne? Ponieważ nie będziemy rozwijać się jako społeczeństwo, jeśli wbijamy chłopcom i młodym mężczyznom do głowy, że są ofiarami, że nie muszą być wytrwali i odporni albo że ich punkt widzenia nie ma znaczenia. W przeciwnym razie skończymy jako społeczeństwo starych ludzi i z zerowym wzrostem gospodarczym. Jeśli nie uda nam się przekonać młodych mężczyzn, że ich wyrażanie tego, co czyni ich mężczyznami, jest czymś wyjątkowym i wiąże się ze swego rodzaju zaszczytem, przejdą na ciemną stronę, dołączając do marginalnych, furiackich społeczności internetowych. Młodzi mężczyźni odegrali kluczowe role w wielu najważniejszych wydarzeniach XX wieku, które w większości, jeśli nie we wszystkich przypadkach, wymagały zbiorowego wysiłku, niesamowitej odwagi, podejmowania ryzyka, zaciekłości i poświęcenia. Czy potrafimy docenić, jak niezwykle ważni, wykwalifikowani, silni i porządni byli młodzi mężczyźni, odgrywając swoje role i tworząc świat, w którym dziś żyjemy? Oto kilka przykładów.

Empire State Building zbudowali mężczyźni10. Budowa rozpoczęła się w 1930 roku i zakończyła rok później, nie przekroczywszy zaplanowanego budżetu i ustalonego terminu. Wśród 3400 pracowników byli cieśle, hutnicy, hydraulicy, murarze i operatorzy wież wiertniczych. Większość zarabiała 15 dolarów dziennie. Dwa lata później King Kong rozsławił lśniący dach ESB na cały świat.

Biegnąca przez Arizonę i Nevadę Zapora Hoovera generuje energię wodną dla trzech amerykańskich stanów. Budowa trwała pięć lat — w jej efekcie powstało Jezioro Mead, które może pomieścić do 35 miliardów ton wody. W rok po wybuchu Wielkiego Kryzysu w Las Vegas pojawiło się około dwudziestu tysięcy mężczyzn, aby podjąć pracę w temperaturze ponad 40 stopni Celsjusza. Szesnastu robotników zmarło z powodu upału, niezliczeni inni z powodu zatrucia tlenkiem węgla.

Żołnierze, którzy szturmowali wybrzeża Normandii podczas D-Day i którzy później przeprowadzili zwycięską ofensywę w Ardenach, byli młodymi mężczyznami. Kiedy Niemcy lub Rosjanie przedzierają się przez granicę lub strzelają do ciebie z plaży, energia BDE** to nie żaden miły dodatek, lecz cholernie obowiązkowe wyposażenie. Walki w Ardenach były ostatnią, najkrwawszą ofensywą II wojny światowej. Zimą 1944 roku w Lesie Ardeńskim Niemcy zebrali dwieście tysięcy żołnierzy i tysiąc czołgów — była to ich ostatnia, desperacka próba wyparcia aliantów z terytorium okupowanego przez Trzecią Rzeszę. Walki trwały czterdzieści jeden dni w temperaturze poniżej zera11. Koszmar. Alianci zwyciężyli, armia amerykańska straciła dziewiętnaście tysięcy ludzi, kolejne siedemdziesiąt pięć tysięcy zostało rannych.

Często powtarzam, że największą innowacją w historii nie jest półprzewodnik ani iPhone — to amerykańska klasa średnia. To nie jest naturalny organizm żyjący sobie w przyrodzie — zniknie, jeśli dochody nie zostaną redystrybuowane z wyższych do średnich. Oto jak działa świat: garstka bardzo utalentowanych szczęściarzy z koneksjami wysuwa się na prowadzenie, wykorzystuje relacje i kapitał, by odskoczyć od peletonu, i w końcu gromadzi irracjonalnie i nieproporcjonalnie dużo zasobów. Czas mija, aż wreszcie pozostałe daleko w tyle 99 procent zdaje sobie sprawę, że najszybszym sposobem na podwojenie swoich aktywów jest zabicie najbogatszego 1 procenta. Potem wszystko zaczyna się od nowa. Tak to już jest na świecie — kilku niezwykle urzekających (męskich) zwycięzców wyciska wszystko z pozostałych facetów. To dlatego — historycznie i globalnie — o wiele więcej kobiet niż mężczyzn przekazało swoje DNA własnemu potomstwu12.

Jak większość wielkich i trwałych wynalazków klasa średnia była w rzeczywistości czymś w rodzaju historycznej osobliwości. Światła reflektorów padły w pewnym momencie na siedem milionów sprawnych fizycznie, przystojnych mężczyzn, którzy walczyli w II wojnie światowej, gdzie udowodnili swoją męską doskonałość, tj. umiejętność ochrony nas przed wrogiem. Nosili mundury, skromnie odnosili się do swojego bohaterstwa i byli silni, a Stany Zjednoczone, wdzięczne i pewnie nieco tym wizerunkiem zauroczone, postanowiły dać im pieniądze za pośrednictwem ustawy GI Bill***, pożyczek FHA**** i ustawy o transporcie krajowym*****. Czysty mundur, trochę pieniędzy w kieszeni i — kto by pomyślał — kobiety uznały tych mężczyzn za atrakcyjnych, a zaraz potem pojawiły się małżeństwa, dzieci i kochające, bezpieczne rodziny. Krótko mówiąc, największa innowacja w historii narodziła się wokół atrakcyjnych, bohaterskich, młodych mężczyzn — że tak powiem, Mężczyzn w Idealnej Kondycji. To może się znów wydarzyć, jeśli tylko zadziałamy.

Progres, jaki zdołały osiągnąć kobiety w ciągu ostatnich trzech dekad, jest oszałamiający. Każdy powinien wspierać ten kurs. Należy poświęcić zaległą uwagę nie tylko dziewczętom i kobietom, lecz także wielu innym grupom, które historycznie nie miały dostępu do tych samych korzyści, co mężczyźni. Ale empatia nie jest grą o sumie zerowej — powinna być inkluzywna, a nie przypominać bezwzględną rywalizację o kurczące się zasoby niczym w Igrzyskach Śmierci. Wiele osób i grup dzisiaj cierpi, inaczej mówiąc, potrzebuje inwestycji, uwagi i wsparcia. Ale nie da się uciec od faktu, że obserwujemy — i wciąż współtworzymy — pokolenie młodych mężczyzn z różnych środowisk, którzy są nieznośnie samotni, niezdolni do tego, aby utrzymać siebie i innych, nieprzystający do życia emocjonalnego i ogólnie zagubieni. A nie ma nic bardziej niebezpiecznego niż osamotniony, spłukany, młody mężczyzna. To złowroga siła dla każdego społeczeństwa, a w społeczeństwie uzależnionym od mediów społecznościowych, zalanym treściami pełnymi broni i chamstwa — wręcz przerażająca. Dla mnie to znów sprawa osobista. „Boże, miej nas w swojej opiece...”, myślę sobie — a raczej pomyślałbym, gdybym wierzył.

Jestem wykładowcą Stern School of Business, części Uniwersytetu Nowojorskiego. Prowadzę tam seminarium zatytułowane „Strategia marki”, a nie „Problemy chłopców i mężczyzn”. Nie jestem sportowcem, politykiem, byłym żołnierzem SEALs ani ewangelizatorem. Nie mam żadnego przeszkolenia w temacie problemów chłopców czy mężczyzn ani jako wykładowca, ani jako terapeuta. Nie spędziłem życia na praktykowaniu bycia dobrym człowiekiem czy dobrym obywatelem — kiedy byłem młodszy, interesowała mnie wyłącznie kasa, a bycie bogatym czyni cię bogatym, ale nie czyni cię lepszym człowiekiem. Niemniej jednak po spędzeniu ostatnich sześciu dekad w męskim ciele, w dużej mierze na obserwacji parady podrobionych mężczyzn sprzedających wypaczone wersje tego, co to znaczy być facetem, mam kilka przemyśleń.

Dorastałem w południowej Kalifornii pod koniec lat 60. i na początku lat 70., w epoce seriali takich jak The Partridge Family, Sea-Monkeys****** i występów Leo Sayera. Jestem jedynakiem, wychowywała mnie samotna matka, którą straciłem zbyt wcześ­nie, po trzydziestce, i o której wciąż myślę, tęskniąc każdego dnia. Mój tata odszedł, gdy miałem dziewięć lub dziesięć lat. Poza kilkoma iskierkami nadziei na samym początku byłem przeciętnym chłopcem, nastolatkiem i studentem (na wydziale biznesu). Gdy skończyłem trzydzieści cztery lata, miałem już za sobą małżeństwo i rozwód. Założyłem dziewięć firm, kilka z nich odniosło sukces, który ostatecznie doprowadził do powstania biznesu medialnego przynoszącego mi satysfakcję zarówno finansową, jak i emocjonalną. Ożeniłem się ponownie, ze wspaniałą kobietą; mamy dwóch nastoletnich synów, wszystkich ich bardzo kocham. Latam po całym świecie, wygłaszając wykłady, nagrywając podcasty i okazjonalnie pojawiając się w telewizji. Jestem samotnikiem, introwertykiem, który całe życie zmagał się z łagodną depresją i problemami z gniewem. Dla jasności: nie znajdziecie mojego zdjęcia na plakacie nad łóżkiem żadnego młodego mężczyzny.

Nie powstrzymało mnie to przed zastanawianiem się, dlaczego nikt — w szerokim świecie — nie broni i nie wspiera mężczyzn? Ściany wzdłuż korytarzy Uniwersytetu Nowojorskiego obwieszone są kolorowymi plakatami z ogłoszeniami, informacjami o spotkaniach i zebraniach różnych grup, od studentów grających na dudach po tancerzy morrisa. Jeśli coś jest przeznaczone specjalnie dla mężczyzn, to zakłada się, że będą tam knuć i spiskować przy świecach. Ta obojętność (na mężczyzn) dotyczy także Krajowego Komitetu Demokratów, którego strona internetowa ma zakładkę „Komu służymy”. Znajduje się na niej lista szesnastu docelowych grup wyborczych, w tym Afroamerykanie, społeczność LGBTQ+, kobiety, weterani wojenni i rodziny wojskowych oraz kilkanaście innych grup demograficznych. Chłopców i mężczyzn brak. Mężczyźni od dwudziestu lat doświadczają tego, z czym kobiety i inne środowiska borykały się przez dwa tysiące lat — ale czyż nie była to lekcja, aby przy stole znalazło się miejsce dla każdego?

Rodziny to czują. Wierzę, że wybory w 2024 roku rezonowały z grupą zmagających się z trudnościami młodych ludzi, a zwłaszcza mierzących się z problemami młodych mężczyzn. Jeśli twój syn przesiaduje w piwnicy, gdzie wapuje i gra w gry wideo, to tak naprawdę masz w nosie transseksualnych sportowców czy suwerenność terytorialną Ukrainy. Chcesz tylko, żeby coś się wreszcie zmieniło, czyli pragniesz wstrząsu i zachwiania porządkiem. W odpowiedzi na to kampania Trumpa wdarła się do manosfery z wulgarnym językiem, kryptowalutami, Roganem, galami mieszanych sztuk walki UFC w Białym Domu i Hulkiem Hoganem. W 2024 roku Donald Trump zyskał 16 procent wśród młodych mężczyzn — największy przepływ od Demokratów do Republikanów w porównaniu ze wszystkimi innymi grupami wiekowymi wyborców13. Kolejna duża zmiana nastąpiła wśród kobiet w wieku od 46 do 64 lat, które — jak sądzę — są matkami młodych mężczyzn borykających się z opisanymi wcześniej problemami. Wybory miały być referendum w sprawie praw kobiet. Zamiast tego okazały się plebiscytem dotyczącym młodych mężczyzn, którzy nie radzą sobie w życiu.

Pomimo znacznej różnicy wieku między moimi synami a mną wierzę, że istnieją pewne stałe wartości dotyczące tego, co znaczy być mężczyzną. Większość z nich nie dezaktualizuje się ani nie wygasa. Myślę o męskości jak o stołku z trzema nogami, które wyznaczają punkty odniesienia dla dzisiejszych chłopców i mężczyzn. Odpowiedź na pytania: „Po co są z nami mężczyźni?” oraz „Co robią mężczyźni?”, składa się z trzech elementów: mężczyźni chronią, mężczyźni zapewniają byt i mężczyźni płodzą.

Ochrona: Jeśli szukasz nośnej, skrótowej frazy dla określenia zdrowej męskości w 2025 roku, możesz trafić o wiele gorzej niż słowo „mensch”, które w języku niemieckim oznacza po prostu „człowiek”, a w jidysz opisuje „osobę prawą lub rzetelną, albo też osobę sprawiedliwą, uczciwą lub honorową”. Pierwszym odruchem menscha jest chronienie, poświęcenie się dla sprawy wyższej, czegoś większego niż on sam, a także — zamiast czepiania się słabszych — jego odruchem jest troska o rodzinę i społeczność. Prawdziwi mężczyźni nie wszczynają bójek w barach — oni je powstrzymują. Nie hejtują innych ludzi ani swojego kraju — bronią ich. Domyślną reakcją mężczyzny powinna być interwencja w celu ochrony, w każdej sytuacji.

Zaopatrzenie: Historycznie bycie żywicielem rodziny było zajęciem męskim. To, że kobiety również stają się żywicielkami rodziny, nie oznacza, że rola ta straciła dla mężczyzn na znaczeniu. Na początku swojej kariery każdy mężczyzna powinien założyć, że na jego barkach spocznie ekonomiczna odpowiedzialność za własne gospodarstwo domowe. Mężczyzna z przyzwoitą pracą w silnej gospodarce tworzy majątek, płaci podatki i buduje kapitał społeczny, nie wspominając już o poczuciu własnej wartości. Zapewnia on również równowagę, wsparcie, miłość i zaufanie swojej rodzinie, społeczności i sobie samemu. Jest stabilizującą opoką, buforem neutralizującym rozgrywające się wokół niego dramaty bez poddawania się im. Ponadto bycie żywicielem rodziny czasami oznacza zejście z drogi żonie lub partnerce, która może lepiej radzić sobie z pieniędzmi, i przejęcie obowiązków gdzie indziej przy jednoczesnym zapewnianiu wsparcia.

Prokreacja: Trzecim fundamentalnym elementem męskości jest zapewnienie przetrwania gatunku. Nie oznacza to, że posiadanie dzieci stanowi obowiązek — wiele osób nie może lub nie chce mieć potomstwa i zamiast tego spełnia się jako świetni wujkowie, ciocie, kuzyni, przyjaciele i mentorzy — ale wszystko na to wskazuje, że po to właśnie tu jesteśmy. A zaczyna się od… seksu. Moje pokolenie nigdy z niego nie zrezygnowało. Ostatnio jednak zatrudnieni na stanowiskach poniżej ich umiejętności, otępieni od gapienia się w ekran młodzi mężczyźni, którzy czują się odrzuceni na coraz bardziej wymagającym rynku randkowym, rzucili ręcznik. Tymczasem młode kobiety doświadczają coraz bardziej zaostrzającej się konkurencji o kurczącą się pulę potencjalnych partnerów. Popularne jest hasło: „Szukam mężczyzny w finansach lub mediach”, a nie „Szukam faceta, który rzucił szkołę średnią i mieszka z rodzicami”. Bycie prokreatorem nie oznacza uprawiania seksu z jak największą liczbą kobiet ani braku kontaktu z dziećmi. Dobry rodzic inwestuje czas, energię i zasoby, aby wychować dzieci silniejsze, mądrzejsze, szybsze i robiące jeszcze większe wrażenie niż on sam.

Ostatecznym celem każdego mężczyzny jest stworzenie tego, co autor książki Chłopcy i mężczyźni, Richard Reeves (mój mistrz Yoda w tym temacie), nazywa wartością dodatkową. Sformułowanie to często pojawia się na stronicach jego publikacji. Oznacza ono dawanie więcej, niż się otrzymuje. Dla mężczyzn oznacza to dawanie innym więcej miłości, niż otrzymali — stawanie się dla innych lepszym synem, bratem, przyjacielem lub pracodawcą. Twoim zadaniem, jeśli zostaniesz ojcem, jest stworzenie wartości dodatkowej, mierzonej byciem lepszym ojcem, niż twój ojciec był dla ciebie.

Dlaczego zaprzątam sobie głowę tym tematem? To proste: moi dwaj synowie dali mi więcej radości i satysfakcji niż cokolwiek innego w moim życiu. Ta książka powstała z troski o ich dobro i mojego pragnienia, podzielanego przez wszystkich rodziców synów, aby prowadzili wartościowe życie. Moi synowie uważają mnie za drętwego lamusa, dlatego nie przeczytają tej książki. Mam nadzieję, że wszyscy pozostali to zrobią.

Jej struktura jest dość luźna, przypomina ułożone chronologicznie karty z pamiętnika, odzwierciedlające moją podróż od dzieciństwa do dojrzałości. (Uwaga: wciąż się uczę). Zawarte tu myśli to obserwacje, a nie zrecenzowane przez kolegów akademików badania naukowe, nie jest to też mapa drogowa czy trasa wytyczona przez kogoś, kto już dotarł do celu. Jak większość mężczyzn jestem w procesie. Wnoszę do tematu własną ciekawość i know-how będący wypadkową zapoznanych badań, mojej własnej biologii, percepcji i własnych perspektyw, w tym z czasów, gdy wszystko spieprzyłem i byłem żałosnym wyrzutkiem świata mężczyzn i człowieka w ogóle. Nie twierdzę, że opis trasy, który znajdziecie w tej książce, wskazuje słuszną drogę — niemniej jednak to relacja z mojej podróży. Mam nadzieję, że moja historia jakoś wybrzmi i będzie się pokrywać z doświadczeniami innych grup, ponieważ wiele z opisanych tu problemów jest szczególnie dotkliwych dla mężczyzn innej rasy niż biała. Znaczny odsetek populacji będzie miał inny pogląd i inną perspektywę. Rozumiem to i jako biały, heteroseksualny mężczyzna nie twierdzę, że posiadam umiejętności czy doświadczenie życiowe, by mówić innym, co to znaczy być mężczyzną. Zamiast tego proszę, abyście zastanowili się nad własną drogą i relacją z męskością — jaka jest wasza osobista historia? Ta książka opowiada także o tym, co z mojej perspektywy oznacza bycie odpowiedzialnym człowiekiem kierowanym testosteronem, i zachęca nas do przyjęcia ambitnej wizji męskości, która może służyć jako punkt odniesienia na przyszłość.

Jak zauważyła kiedyś Kara Swisher, współprowadząca mój podcast Pivot, każdego powinno to obchodzić, jeśli mężczyźni się nie spełniają. Kobiety i dzieci nie mogą rozkwitać, jeżeli mężczyznom nie wiedzie się dobrze. Nasz kraj też nie.

 Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

*STEM — Science (nauki przyrodnicze), Technology (technologia), Engineering (inżynieria) oraz Mathematics (matematyka). [Jeżeli nie zaznaczono inaczej, wszystkie dolne przypisy pochodzą od tłumaczki].

** Bigdick energy — świadomość, że nie trzeba się martwić ani czegoś komuś udowadniać. Jej posiadacze nie są najgłośniejsi ani najodważniejsi — są za to pewni siebie i swojej męskości.

***GI Bill z 1944 roku to zestaw federalnych świadczeń edukacyjnych i szkoleniowych dla weteranów wojskowych USA oraz ich rodzin.

****Pożyczka FHA to kredyt hipoteczny ubezpieczany przez amerykański rząd, Federalną Administrację Mieszkaniową (FHA), ułatwiający zakup domu osobom z niższą zdolnością kredytową lub ograniczonym wkładem własnym.

*****Ustawa Federal-Aid Highway Act z 1944 roku umożliwiała tworzenie krajowego systemu autostrad międzystanowych o długości 66 000 km, który fundamentalnie zmienił amerykański transport, krajobraz miejski i stymulował rozwój przedmieść. Prezydent Eisenhower, zainspirowany doświadczeniami z niemieckimi autostradami podczas II wojny światowej, opowiadał się za zmodernizowaniem i zwiększeniem wydajności sieci, która miałaby poprawić obronność kraju i rozwój gospodarczy.

******Sea-Monkeys (ang. małpy morskie) — sprzedawane pod tą nazwą jako gadżety akwariowe skorupiaki z rodzaju Artemia, znane jako słonaczki, solowce lub solankowce.

Przypisy końcowe

1 Adrianne Frech et al., The Myth of Men’s Stable, Continuous Labor Force Attachment: Multitrajectories of U.S. Baby Boomer Men’s Employment, „Socius”9 (2023), s. 1−27, https://doi.org/10.1177/ 23780231231197031.

2 Richard Reeves, Missing Misters: Gender Diversity Among Teachers, American Institute for Boys and Men, 27 lutego 2024, https://aibm.org/research/missing-misters/.

3 Ibidem.

4 Mona Lazar, Young Men Are Failing and Taking Society Down with Them, „Medium”, 13 stycznia 2025, https://medium.com/fourth-wave/young-men-are-failing-and-taking-society-down-with-them-fbb8ce20ea52.

5 Ibidem.

6 Carol Graham, America’s Crisis of Despair: A Federal Task Force for Economic Recovery and Societal Well-Being, Brookings Institution, lipiec 2021, https://www.brookings.edu/articles/americas-crisis-of-despair-a-federal-task-force-for-economic-recovery-and-societal-well-being/.

7 Joint Economic Committee, Long-Term Trends in Deaths of Despair, 5 września 2019, https://www.jec.senate.gov/public/index.cfm/republicans/2019/9/long-term-trends-in-deaths-of-despair.

8 Stephanie H. Murray, The New Marriage of Unequals, „Atlantic”, 31 marca 2025, https://www.theatlantic.com/family/archive/2025/03/marrying-down-wife-education-hypogamy/682223/.

9 Dean Brooks, 45% of Men Age 18−25 Have Never Approached a Woman in Person, „Medium”, sierpień 2024, https://deanmaxbrooks.medium.com/45-of-men-age-18-25-have-never-approached-a-woman-in-person-087519be4e6b.

10 American Society of Civil Engineers Metropolitan Section, Empire State Building, ASCE Metropolitan Section, https://www.ascemetsection.org/committees/history-and-heritage/landmarks/empire-state-building.

11Battle of the Bulge Memorial, Arlington National Cemetery, https://www.arlingtoncemetery.mil/Explore/Monuments-and-Memorials/Battle-of-the-Bulge.

12 Ian Sample, More Women Than Men Have Added Their DNA to the Human Gene Pool, „Guardian”, 24 września 2014, https://www.theguardian.com/science/2014/sep/24/women-men-dna-human-gene-pool.

13 Maryann Cousens, 2024 Post-Election Survey: Gender and Age Analysis of 2024 Election Results, „Navigator”, 12 grudnia 2024, https://navigatorresearch.org/2024-post-election-survey-gender-and-age-analysis-of-2024-election-results/.

 Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Dedykacja

Wstęp