Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
A gdyby tak wyjechać do Norwegii i zacząć wszystko od nowa? Tak pomyślała pewnego razu Eulalia Zofia Richter, młoda Poznanianka o ciepłym sercu i ukrytej odwadze. Kończy studia, żegna się z ukochanym miastem – jego klimatycznymi uliczkami, mostami nad Wartą i bliskimi jej ludźmi – by ruszyć w podróż do Norwegii z mężczyzną jej życia. Poznań to jej korzenie: wspomnienia związane z babcią Janiną, śmiech przyjaciół, ale też bolesna przeszłość, o której chce zapomnieć. Niespełna półtora tysiąca kilometrów będzie ją odtąd dzielić od rodziny, lecz w sercu Eulalii nareszcie kiełkuje nadzieja na nowe życie.
Skandynawia zachwyca ją od pierwszego spojrzenia: surowe góry, szumiący ocean, północne światło… To tutaj, w obcej krainie otwiera nowy rozdział – pełen wyzwań, przygód i nieoczekiwanych zwrotów akcji. Nie wszystkie doświadczenia są idylliczne. Eulalia mierzy się z samotnością, barierami kulturowymi i cieniami tajemnicy z dzieciństwa, która naznaczyła jej duszę. To słodko-gorzka opowieść o dojrzewaniu i poszukiwaniu siebie.
Bohaterka – mądra, piękna i nieświadoma swej siły – przechodzi wewnętrzną podróż, równolegle do tej geograficznej. Uczy się wierzyć w siebie i doceniać odwagę, którą nosi w sercu. Na szczęście nie jest sama – dziadkowie i wierne przyjaciółki to jej skała, bezwarunkowe wsparcie w burzliwych kolejach losu. Norweskie pamiętniki. Z Poznania do krainy fiordów to historia o wewnętrznej sile, poszukiwaniu tożsamości i uzdrawiającej mocy zmian. Idealny tytuł dla tych, którzy tęsknią za odważnym krokiem w nieznane. Bo czasem by odnaleźć siebie, trzeba porzucić wszystko, co znajome.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 439
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
oD autorki
Jestem autorką, ilustratorką, a także graficzką. Niezwykle ważną część mojego życia stanowi bycie mamą. Mam takie przeczucie graniczące z pewnością, że to właśnie pojawienie się mojego syna na świecie było ostatecznym bodźcem, który pchnął mnie do wkroczenia na pisarską drogę. Ostatecznym, bo nie mogę pominąć udziału mojego męża w całym tym projekcie. To on jako jedyny od początku czytał moje teksty, zawsze mi kibicował i był przekonany, że muszę zostać autorką. Marzenie o pisaniu przyświecało mi niemal od zawsze. Było to jednak nieco skryte pragnienie, bo wiedzieli o nim nieliczni. Pierwsze teksty pisałam, będąc jeszcze w podstawówce. Pamiętam nawet, że jako nastolatka pokusiłam się o stworzenie powieści. Tekst ten zaginął w czeluściach moich starych komputerów, nie będę już więc w stanie ocenić swojej dawnej twórczości.
Cieszę się, że podążyłam za tym marzeniem. Najpierw mogłam z dumą ogłosić światu, że zostałam autorką i ilustratorką wartościowej serii książek dla dzieci o kocie Rawawiku. Później przyszedł czas na powieści. Pomysłów na książki mam całe mnóstwo, więc mogę obiecać, iż będzie się działo. Muszę przyznać, że największym moim wrogiem w tworzeniu jest czas. A raczej jego brak. Na deficyt pomysłów nie narzekam. W moich (wszystkich) książkach lubię też to, że mogę w nich pięknie połączyć moje dwie największe pasje: rysowanie i pisanie. Sięgając po moje dzieła, ujrzysz więc też stworzone przeze mnie ilustracje.
Spory wpływ na moje życie miał wyjazd do Norwegii. Wspominam z rozrzewnieniem czas, kiedy mieszkałam w krainie fiordów, chociaż zdecydowanie nie była to droga usłana różami. Bagaż doświadczeń, które tam zebrałam, okazał się w pewnym sensię przełomowy. Sądzę, że to właśnie tam po raz pierwszy przeszła mi przez głowę myśl, żeby zacząć żyć po swojemu.
Rozdział 1
Nowe stare początki
Poznań, wtorek, 20 maja 2014 r.
Drogi Pamiętniku!
Trochę to infantylne, żeby tak pisać. To chyba jednak nie ten wiek… W końcu mam dwadzieścia cztery lata, chociaż w sumie jeszcze dwadzieścia trzy. Z drugiej strony przecież to mój pamiętnik i mogę go pisać po swojemu.
Nazywam się Eulalia Zofia Richter. Tak, wiem, moich rodziców zdecydowanie poniosło z tym imieniem. To jest chyba jakiś prehistoryczny wynalazek. Kiedy byłam młodsza, miałam nawet w zwyczaju używać wyłącznie drugiego imienia. Większość osób znała mnie jako Zośkę. Mało kto wiedział, że tak naprawdę noszę inne imię. I można było poprzestać na imieniu Zofia. Ładne, proste, bez wymyślania, a w dodatku ma swoją genezę, bo odziedziczyłam je po prababci. Nie było dane mi jej poznać, ale z tego, co słyszałam, była to genialna osoba, a przy tym niezłe ziółko. Nikt natomiast nie ma pojęcia, skąd się wzięła Eulalia. Dokładniej to moją mamę poniosło w kwestii tego wyszukanego imienia, gdyż o ojcu wiem tyle, że pojawił się kiedyśw życiu mej rodzicielki. Pewnego dnia jednak zniknął i ślad po nim zaginął. Tak przedstawiła mi to matka, nie wiem nawet, czy jest w tym choć ziarno prawdy. Moje rozmowy z tą kobietą nie należą do najłatwiejszych, niewiele jestem się w stanie od niej dowiedzieć. Wiem tyle, że jest mocno niezadowolona ze mnie, zwłasnego życia, a pewnie i z wszystkiego po trochu. Może dlatego, że jestem podobna do ojca? Nie wiem, ale bardzo chciałabym się dowiedzieć. Chciałabym go spotkać i zapytać się, dlaczego nie było go w moim życiu. Jest tyle spraw, które tak bardzo potrzebuję wyjaśnić. Czuję, że brakuje mi jakieś cząstki mnie. Nie dość, że nie mam jednego z rodziców, to ten drugi jest jakby całe życie nieobecny.
Jeśli chodzi o resztę rodziny, to jest jedna osoba, na którą zawsze mogę liczyć. Moja babcia. W zasadzie to dwie osoby, bo jest też dziadek, z babcią mam jednak znacznie głębsze relacje. Jej mąż jest raczej małomówny i skryty, za to babcia to niesamowita i mocno niesztampowa postać. Z Janiną można by konie kraść, cokolwiek znaczy to przysłowie. Zawsze mnie ono bawiło. Wracając do mojej babci – bez niej chyba bym oszalała już dawno. Swoją drogą, jak to możliwe, żeby córka była tak różna od matki? W przypadku mojej rodzicielki i jej mamy jabłko zdecydowanie padło daleko od jabłoni. Życie bywa przewrotne. Ale cieszy mnie to niezmiernie, że te dwie kobiety są tak różne od siebie. Co ja bym zrobiła bez mojej zwariowanej i wyluzowanej babci i jej uroczego męża. Większość wspomnień z dzieciństwa budowałam właśnie z dziadkami. Wszystkie wycieczki – dalsze i bliższe. Pełne przygód wakacje. Gdyby nie oni, nie miałabym żadnych wspomnień, do których mogłabym z rozrzewnieniem wracać.
⏭♡⏮
Eulalia przez chwilę zastygła w bezruchu nad otwartym laptopem, na którym właśnie zaczęła pisać pamiętnik. Już od dawna chciała spisać swoje wspomnienia, ale jakoś nigdy nie mogła się do tego zabrać. Aż do dziś. To był dla niej jeden z tych dni, kiedy się wie, a raczej czuje, że to dobry moment, by zacząć coś nowego. Myśli powędrowały jej w odległe miejsca, przez chwilę dała im tak swobodnie płynąć. Lubiła ten stan. Wiele osób nazywało ją bujającą w obłokach. Nie było to jednak trafne określenie. Dziewczyna twardo stąpała po ziemi, była po prostu typem myślicielki. Zanim cokolwiek powiedziała, zazwyczaj poprzedzała to długim procesem analizy. Nie było więc mowy o ciętej ripoście. Zazwyczaj dopiero po dłuższym czasie od zakończenia rozmowy Eulalia wpadała na genialny pomysł na to, co mogła odpowiedzieć.
Po kilku minutach monitor przełączył się na wygaszacz ekranu i wyświetliła się godzina. Gdy dziewczyna dostrzegła, jak późno się zrobiło, zamknęła komputer i poderwała się z miejsca. „Spóźnię się na wykład” – pomyślała ze strachem.
Dla Eulalii studia to była świętość. Zupełnie nie mieściło się jej w głowie, że mogłaby opuścić wykład czy nawet się na niego spóźnić. Dlatego przejęła się nie na żarty, gdy dotarło do niej, że za osiemnaście minut odjeżdża tramwaj. Przystanek był co prawda blisko jej bloku, jednak musiała się mocno pośpieszyć, żeby dobiec na czas. Złapała w jedną rękę telefon, w drugą torbę, która na szczęście była już spakowana, i wybiegła z mieszkania. Nawet nie siliła się na to, by powiedzieć matce, że już wychodzi. Ta pewnie i tak nic by nie odpowiedziała.
Mieszkały na drugim piętrze, więc wyjście z bloku nie zajęło Eulalii wiele czasu. Kiedy wybiegła na chodnik, wzięła głęboki wdech. Był to jej zwyczaj, którego nie kontrolowała – robiła to bezwiednie, nawet gdy pędziła gdzieś w pośpiechu jak teraz. Była końcówka maja, dało się już wyczuć zapowiedź lata i gorącej pogody. Eulalia uwielbiała zapach powietrza o tej porze roku. Było w nim coś, co wprawiało ją w dobry nastrój. Gdy jeszcze chodziła do szkoły, to właśnie w maju zaczynała odliczać dni do końca zajęć lekcyjnych. Miała nawet na ścianie w swoim pokoju specjalny kalendarz, w którym skreślała każdy dzień zbliżający ją do tego pięknego momentu. W dzień zakończenia roku dziewczyna miała już spakowaną torbę i była gotowa do wyjazdu na wakacje do babci. To była dla niej najpiękniejsza część roku. Przez pozostałe dziesięć miesięcy czekała właśnie na ten moment. Nawet teraz, biegnąc na przystanek tramwajowy, wdychała głęboko powietrze i jej myśli uciekały do tych wszystkich pamiętnych wakacji. Gdy stała się już dorosłą kobietą, te wyjazdy do Janiny, jak zwykła nazywać swoją babcię, stanowiły najpewniejszy i niesamowicie istotny punkt jej życia. Tegoroczne wakacje też planowała tam spędzić. „To chyba już ostatnie beztroskie wakacje u Janiny” – pomyślała, po czym przywołała swoje myśli do porządku. Teraz musiała się skupić na tym, by dotrzeć na uczelnię na czas. Spojrzała na zegarek, który bez litości wskazywał godzinę ósmą dwadzieścia, co oznaczało, że zostało jej zaledwie sześć minut, by zdążyć na tramwaj. Nie zastanawiając się dłużej, Eulalia szybki marsz zamieniła w bieg. Opłaciło się to, bo w ostatniej chwili wskoczyła do charakterystycznej zielono-żółtej piątki. Dziewczynę zawsze zastanawiało, dlaczego właśnie takie kolory mają pojazdy MPK w Poznaniu. Z tym miastem bardziej kojarzył jej się niebieski. Eulalia nie mogła złapać tchu po tym nieplanowanym porannym biegu. Kondycję miała co prawda całkiem dobrą, jednak stres i dźwiganie ciężkiej torby zrobiły swoje. Pomyślała też, że ostatnio zaniedbała regularne bieganie, a przecież tak bardzo lubiła tę swoją rutynę. Zanotowała w pamięci, że musi się poprawić w tym aspekcie.
Pomimo zmęczenia była z siebie bardzo zadowolona. Uniknęła opuszczenia wykładu, co w jej przekonaniu było niedopuszczalne. Kiedy udało jej się uspokoić oddech, sięgnęła po telefon, który w pośpiechu wepchnęła do tylnej kieszeni jeansów. Zdecydowanie wolała go mieć w torbie, bo kieszenie damskich spodni nie nadają się, by cokolwiek w nich nosić. Ci, którzy je projektują, równie dobrze mogliby zupełnie z nich zrezygnować. A już na pewno nie da się w tych kieszeniach nosić współczesnego smartfonu, na jaki Eulalia skusiła się w końcu jakiś czas temu. Nadal próbowała się przyzwyczaić do faktu, że telefony zaczynają stawać się centrum sterowania wszechświatem. Jakoś wolała, kiedy służyły po prostu do wysyłania SMS-ów i dzwonienia. Na znak osobistego protestu przez dłuższy czas wyłączała w swoim aparacie internet, mimo iż wiedziała, że mija się to z celem. Dopiero kilka tygodni temu ostatecznie się poddała i zaczęła używać „smart” funkcji, chociaż bez większego entuzjazmu. Czasami Eulalia miała wrażenie, że pojawiła się na świecie w niewłaściwej epoce. Radziła sobie świetnie z technologią, jednak często czuła, że ją to przytłacza.
Kiedy odblokowała telefon, ku swojemu zaskoczeniu zauważyła, że ma trzy nieodebrane połączenia. „Musiałam być tak przejęta pędzeniem na tramwaj, że nie usłyszałam dzwonka” – pomyślała. Zastanowiło ją, kto się tak dobijał do niej od samego rana. Okazało się, że to Norbert Nowak – jej chłopak. Na myśl o nim Eulalia oblała się rumieńcem. Byli parą od dłuższego czasu, jednak dziewczyna nadal na samo wspomnienie o nim czuła motyle w brzuchu. Bardzo chciała usłyszeć głos ukochanego, więc nie zwlekając ani chwili dłużej, oddzwoniła. On chyba także nie mógł się doczekać, by porozmawiać z wybranką swego serca, bo odebrał już po pierwszym sygnale.
– No cześć, kochanie, już myślałem, że mnie unikasz – zażartował na powitanie Norbert.
– Jakżebym mogła unikać mojego ulubionego mężczyzny, odpowiedziała ciepłym, radosnym głosem Eulalia. – Pędziłam na tramwaj, bo za późno wyszłam z domu, i niestety nie usłyszałam telefonu.
– Na uczelnię tak pędzisz? – zapytał Nowak, chociaż wiedział, że to pytanie retoryczne.
Jego dziewczyna nie mogła żyć bez uczelni. Zastanawiał się, jak przeżyje nieubłaganie zbliżające się rozstanie z nią, gdy już niebawem zostanie dumną absolwentką Politechniki Poznańskiej.
– Tak, mam wykład z mechaniki płynów – oznajmiła zgodnie z przypuszczeniami Norberta.
– Skarbie – Norbert westchnął ostentacyjnie – za chwilę bronisz magisterki i kończysz studia, mogłabyś wrzucić na luz. W końcu.
– Wiesz, że to dla mnie ważne. Te studia to moja szansa na dobrą przyszłość. Chcę wynieść z nich jak najwięcej – dodała lekko poirytowana dziewczyna.
Tyle razy tłumaczyła swojemu mężczyźnie, ile to dla niej znaczy. Dziwiła się, że ten nadal nie potrafi przyjąć tego do wiadomości.
– Zawsze możesz wynieść papier toaletowy. Znałem gościa, który głównie po to chodził na studia. – Norbert zaśmiał się w głos ze swojego żartu.
– No wiesz – obruszyła się Eulalia. Zupełnie nie bawiło jej to, co właśnie usłyszała. – Swoją drogą, myślałam, że stać cię, kochanie, na nieco bardziej wysublimowane żarty.
Tak naprawdę to bardziej siliła się na oburzony ton, niż faktycznie była zirytowana. Dziewczyna wprost uwielbiała to ich przekomarzanie się.
– Dobrze już, moja ty wzorowa studentko. Na pewno dostaniesz świadectwo z paskiem za tę twoją frekwencjęi za oddanie serca uczelni. Nie wiem, jakim cudem znalazło się w nim jeszcze miejsce dla mnie.
Norbert był coraz bardziej rozbawiony rozmową, więc nie omieszkał kontynuować posyłania drobnych uszczypliwości w kierunku wybranki swego serca.
– A ty jak zwykle musisz sobie ze mnie dworować – rzuciła z udawanym oburzeniem w głosie Richter.
– Jesteś niemożliwa, uwielbiam te twoje słodkie archaizmy. Nietypowe jak twoje imię, Eulalio – powiedział pełnym ciepła głosem, akcentując imię dziewczyny.
– Ech… po co drążysz temat mojego imienia, skarbie? Przecież wiesz, że tego nie lubię. Moja matka to miała fantazję…
Tym razem jej oburzenie było całkiem szczere. Niemal dwadzieścia cztery lata żyła na tym świecie i nawet tak długi czas nie wystarczył jej, żeby oswoić się ze swoim imieniem.
– Oj, przestań, idealnie do ciebie pasuje – przyznał chłopak. – Już się tak nie oburzaj. Mówią, że złość piękności szkodzi. Dobra, leć do swoich superważnych spraw i pamiętaj, że widzimy się po twoich zajęciach.
– Pamiętam i już nie mogę się doczekać. Buziaki, kochanie.
Richter jak zawsze szybko przeszło oburzenie na ukochanego. Dziewczyna wychodziła z założenia, że szkoda marnować czas na sprzeczki.
– Całuję. Pa!
Eulalia zablokowała telefon i tym razem wrzuciła go do torby. Krótka rozmowa z Norbertem wprawiła ją w świetny nastrój. Bezwiednie zaczęła się uśmiechać i myśleć o wspólnym popołudniu. Uwielbiała spędzać z nim czas i układała już od dawna w głowie ich wspólną przyszłość – zarówno tę bliższą, jak i tę całkiem odległą. Miała pewność, że to właśnie ten mężczyzna, którego szukała. Cieszyła się też na ich wspólny wyjazd do Norwegii, który zaplanowali na jesień. „Będzie cudownie!” – pomyślała z rozrzewnieniem, a na jej twarzy malowała się radość.
Po chwili musiała jednak przerwać rozmyślania, bo tramwaj zatrzymał się na przystanku „Politechnika Poznańska”, co oznaczało, że dojechała na miejsce. Eulalia wysiadła i jej oczom ukazał się różowy budynek Wydziału Budownictwa i Inżynierii Środowiska, potocznie nazywany BL-em. Właśnie tam zmierzała na swój wykład. Od pierwszych dni na uczelni intrygowała ją barwa budynku, jednak nie na tyle mocno, by zdecydowała się sprawdzić, czy zawsze tak wyglądał i czy kryje się za tym coś więcej niż szalona wizja projektantów. Skierowała się do sali wykładowej, która znajdowała się na parterze, vis-à-vis głównego wejścia do budynku. Nagle niespodziewanie dopadła ją nostalgia. Przypomniała sobie dzień, gdy po raz pierwszy przekroczyła próg uczelni. Wtedy były tu tłumy ludzi. Pamiętała, że musiała coś załatwić w dziekanacie i tyle czasu stała w kolejce, że spóźniła się na wykład, na którym było tak dużo osób, że zabrakło krzeseł, musiała więc usiąść na schodach. Przyjmowanie nadmiarowej liczby studentów to było standardowe działanie uczelni. Po pierwsze dlatego, że w przeciwieństwie do Eulalii niewielu chodziło na wykłady, więc zasadniczo w ciągu roku nie było problemu z miejscem w salach. Poza tym duża część studiujących nie miała dotrwać nawet do pierwszej sesji. Problem z miejscem na sali wykładowej pojawił się więc tylko ten jeden raz przez cały czas nauki Eulalii na politechnice.
Dziewczyna dostrzegła swoją grupę. Z większością osób niespecjalnie miała ochotę rozmawiać. Nie chodziło o to, że nie lubiła ludzi. Po prostu jej introwertyczna natura sprawiała, że od zawsze miała trudność z odnalezieniem się w większej grupie. Poza tym czuła, że nie pasuje do tego środowiska. Studenci w większości żyli imprezami, piciem alkoholu, byli głośni i mieli zupełnie odrębne od niej zainteresowania. Eulalia lubiła ludzi, jednak musiała poczuć się komfortowo w czyimś towarzystwie, żeby zacząć rozmowę. Choć teraz było i tak już dużo lepiej niż kiedyś, gdy trzęsła się ze stresu, nawet gdy miała zapytać o coś w sklepie. Uważała siebie za osobę, która boi się wszystkiego. Nie była to nawet w małym stopniu prawda, ale o swojej odwadze dziewczyna miała się dopiero przekonać. Teraz wypatrywała jedynej osoby z całej grupy, z którą miała ochotę rozmawiać. Dojrzała ją w końcu.
Laura Król – bo o niej mowa – była uczelnianą przyjaciółką Eulalii. Choć zupełnie różne od siebie, to jednak stanowiły nierozłączny duet na wszystkich zajęciach. Jeśli oczywiście Laura była obecna, wszak nie oddawała się studiowaniu na Politechnice Poznańskiej tak gorliwie jak jej przyjaciółka. Szczęśliwie ich znajomość wychodziła także poza mury uczelni. Laura dodawała kolorytu do stonowanego i szalenie poukładanego życia Eulalii. Zawsze przepełniała ją pozytywna energia, mówiła, to co myślała, czerpała z życia pełnymi garściami, a co najważniejsze – nie przejmowała się opinią innych. Dostawała mdłości na dźwięk słów „to nie wypada, tak nie można”. Uważała, że jest zbyt inteligentna, by zaśmiecać sobie głowę trywialnymi sprawami, za które uznawała złote rady osób nic o niej samej niewiedzących. Wszystko to składało się na mocno niesztampowy charakter. Jednak było coś jeszcze, co wyróżniało Laurę – jej uroda. Ta zjawiskowo piękna kobieta sprawiała, że mężczyźni nie potrafili od niej oderwać wzroku, a większość kobiet niespecjalnie za nią przepadała. Długie blond włosy, odbijające światło niczym tafla wody błękitne oczy oraz oczywiście smukła i wysportowana figura… Dziewczyna wiedziała też, jak ubiorem podkreślić swoje piękno. Rzadko chodziła w spodniach, za to chętnie wkładała dopasowane sukienki i za jedyne słuszne buty uważała szpilki. Jednak chyba najbardziej pociągające były jej pewność siebie i uśmiech wiecznie goszczący na ustach.
Kiedy Eulalia podeszła do Laury, ta siedziała na ławce pod salą wykładową zatopiona w lekturze. Widok ten nie zdziwił dziewczyny ani trochę, wiedziała, jak bardzo jej przyjaciółka kocha książki. Czytanie było zresztą ich jedynym wspólnym zainteresowaniem. Powiedzieć, że te dwie dziewczyny były różne, to jakby nie powiedzieć nic. Co nie zmienia faktu, że uwielbiały spędzać czas w swoim towarzystwie, chociaż z pozoru zupełnie do siebie nie pasowały. Były niczym dwa przeciwne żywioły. Jedna spokojna, opanowana i stroniąca od ludzi, druga – imprezowiczka i dusza towarzystwa. Mimo różnic właściwie już w momencie, gdy się poznały, znalazły wspólny język. To było dla Eulalii jedno z tych spotkań, kiedy od razu poczuła się dobrze w obecności drugiej osoby i rozmawiała z nią tak, jakby znały się od dawna. Ich wielką siłą było to, że nie oceniały siebie nawzajem, nie próbowały zmieniać, tylko się wspierały.
Gdy Laura spostrzegła, że Eulalia zmierza w jej stronę, zamknęła książkę i uśmiechnęła się szeroko do przyjaciółki.
– Hej, bejb! – rzuciła radośnie, po czym podeszła do Eulalii i mocno ją przytuliła, jak zwykła robić na powitanie. – Dobrze cię widzieć.
– Cześć, kochana! Cóż tam dzisiaj masz? – zapytała z ciekawością w głosie Richter.
– Emmę Jane Austen – odpowiedziała przyjaciółka i na potwierdzenie swych słów pokazała okładkę.
– Bejb, który już raz to czytasz? – dopytywała rozbawiona Eulalia.
– A bo ja wiem. Mam słabość do tej książki, tak samo zresztą jak do Jane Austen, przecież wiesz – przyznała swoim pełnym pozytywnej energii głosem.
Faktycznie, wyjątkowo często sięgała po dzieła tej autorki.
– Wiem. Zresztą całkowicie rozumiem, bo też uwielbiam jej książki.
Eulalia uśmiechnęła się i pomyślała, że to dobry pomysł, by wrócić do powieści Austen. Zapamiętała, żeby wstąpić po południu do biblioteki i wypożyczyć Perswazje lub ewentualnie inny tytuł.
– Tylko uważaj, Lauro, bo ktoś jeszcze weźmie cię za romantyczną duszę – zażartowała Eulalia.
Wiedziała, że przyjaciółka czyta namiętnie powieści z wątkami miłosnymi w tle, chociaż sama wyznaje zasadę, iż takie rzeczy dzieją się tylko w książkach i ckliwych filmach.
– Ha, ha, jaka ty się zabawna zrobiłaś! Wiesz, ja to robię dla ciebie, moja droga Eulalio.
– Dla mnie? A niby dlaczego? – zdziwiła się Richter, nie rozumiejąc, o co może chodzić przyjaciółce.
– Dla mnie te wszystkie miłosne uniesienia są jak science fiction, ale próbuję lepiej zrozumieć moją zakochaną bez pamięci przyjaciółkę – rzuciła z nutą sarkazmu w głosie.
– Tak, jasne – odpowiedziała z udawanym oburzeniem Eulalia. – Dzisiaj Norbert przyjdzie po mnie na uczelnię, idziemy na kolację – dodała z rozmarzeniem.
– Ach, ty moja romantyczna duszo. Masz w sobie tyle romantyzmu, że wystarczy za nas dwie – zażartowała Laura. – Swoją drogą mogłabyś trochę poszaleć, poimprezować, dobrze by ci to zrobiło.
– Wiesz, jak nie cierpię imprez, to twoja działka, kochana – powiedziała Eulalia, po czym przyjrzała się swojej przyjaciółce.
Laura ubrana była w dopasowaną ołówkową czarną spódnicęz wysokim stanem, która kończyła się tuż za kolanami, do tego crop top w tym samym kolorze. Na nogach miała soczyście limonkowe buty na obcasie. Ta kobieta chyba nie umiałaby już chodzić bez szpilek na stopach. Laura wyglądała jak zawsze bosko. Tylko jeden szczegół Eulalii nie pasował. Jej przyjaciółka z pewnością ubrana była w to samo co poprzedniego dnia. Był tylko jeden możliwy tego powód, o co nie omieszkała dopytać. – Bejb, czy ty przypadkiem nie masz na sobie wczorajszego ubrania?
– Byłam wczoraj na wybornej imprezie, która skończyła się dopiero dzisiaj. Poznałam takiego jednego typa. Wiesz, jak jest – tłumaczyła Laura z rozmarzeniem.
– Tak się składa, że pojęcia nie mam, kochana – zaśmiała się Richter.
Ona i wracanie z przyjęcia rankiem następnego dnia – to dopiero brzmiało jak science fiction.
– No tak, zapomniałam, że znalazłaś już miłość swojego życia, zakochanego w tobie na zabój rycerza w srebrnej zbroi, sir Norberta – żartowała Laura.
– Bla, bla, bla. Więcej określeń już ci się nie udało wymyślić – odpowiedziała Eulalia z nutą oburzenia pomieszanego z rozbawieniem.
– Więcej nie potrzeba, zakochana Eulalio. Swoją drogą, tak się odcinasz od imprez, jakby to było całe zło tego świata, a przypomnę ci, że swojego księcia z bajki poznałaś właśnie na imprezie. I już nie będę się chwalić, kto cię na to party wyrwał!
– Jedna jaskółka wiosny nie czyni. Poza tym skoro ja, introwertyczka, wybrałam się na jedyną imprezę w życiu i znalazłam tam miłość swego życia, to znaczy, że już wystarczy. Po co mam dalej chodzić?
Eulalia chciała coś jeszcze dodać, ale jej myśli powędrowały do tego pamiętnego dnia, w którym poznała Norberta. Dziewczyna nie wiodła typowo studenckiego życia. Tym bardziej zadziwiający był fakt, że swoją miłość spotkała właśnie na imprezie. Dała się wyciągnąć przyjaciółce na miasto, a tak naprawdę na domówkę do dziewczyny z ich roku. Ta forma imprezowania brzmiała nieco mniej przerażająco niż wizyta w klubie, poza tym Laura miała tego dnia urodziny i powiedziała, że byłby to idealny prezent dla niej. Eulalia zdecydowała się więc na wyjście ze strefy komfortu i pojawiła się na pierwszej w swym życiu imprezie. Był tam też Norbert, który od razu wpadł jej w oko. Jak się szczęśliwie okazało, zauroczenie było obustronne. Eulalia uśmiechnęła się na wspomnienie tego wieczoru. Z rozmarzenia wyrwał ją głos Laury.
– Halo, zakochana panno! Wchodzimy na salę, wykład się zaczyna – śmiała się przyjaciółka.
– A tak, tak. Faktycznie, trochę się zamyśliłam – odpowiedziała lekko zmieszana Eulalia.
Rozmyślanie o dniu, kiedy poznała Norberta, tak wyrwało ją z kontekstu, że zapomniała nawet, jakie mają teraz zajęcia. Jednak gdy tylko przekroczyła próg sali wykładowej, momentalnie przełączyła się w tryb wzorowej studentki, zupełnie jakby w głowie miała jakąś zapadkę. Przyjaciółki tradycyjnie zajęły miejsca na tyłach pomieszczenia, gdyż uważały je za jedynie słuszne. Gdy umościły się wygodnie, Eulalia uszykowała kartki, długopis i była w pełni gotowa do pilnego notowania. Dziewczyna brała temat na poważnie, choć większość studentów miała zgoła inne podejście. Krążyły między nimi tak zwane gotowce, czyli pakiety notatek, projektów, a nawet pytań do egzaminów i kolokwiów. Nie było więc potrzeby samodzielnie spisywać informacji na zajęciach. Jednak Eulalia musiała notować, inaczej zwyczajnie nie potrafiła. Laura z kolei usiadła wygodnie, przynajmniej na tyle, na ile się dało na niekoniecznie ergonomicznych drewnianych krzesłach,i była gotowa, by słuchać. Ona z kolei szła za większością i robiła tylko tyle, ile było absolutnie konieczne. Znacznie pomagał jej w tym fakt, że była bardzo inteligentna. Podobnie zresztą jak jej przyjaciółka. Eulalia jednak nie potrafiła u siebie tego faktu zauważyć. Brakowało jej pewności, której Laura miała pod dostatkiem.
Nagle w sali wykładowej rozbrzmiał donośny i całkiem przyjemny głos:
– Drodzy państwo, czy mogę prosić o uwagę? Czy sami planują państwo prowadzić ten wykład? – odezwał się stanowczym tonem Mikołaj Marecki, co poskutkowało natychmiastową ciszą. – Tak myślałem. Dobrze, proszę zapisać temat dzisiejszego spotkania i zaczynamy – dodał profesor.
Studenci nie chcieli zadzierać z tym człowiekiem, gdyż niebawem czekał ich egzamin z przedmiotu, który prowadził. Poza tym lubili profesora Mareckiego. Znał się na swojej branży i traktował studentów jak równych sobie, a przede wszystkim szanował ich czas. Cechy te nie były wcale takie oczywiste w przypadku niektórych osób. Eulalia szczególnie przejmowała się słowami profesora Mareckiego, gdyż był on jej promotorem. Choć po prawdzie to ta dziewczyna przejmowała się niemal wszystkim, zwłaszcza jeśli chodziło o studia.
Czas minął jej w mgnieniu oka, jak większość wykładów profesora. Przekazywał on posiadaną wiedzęz pasją, widać było, że nie tylko zna się na temacie, ale też lubi swoją pracę. To kolejna kwestia, która sprawiała, że darzyła tego człowieka niemałą sympatią. Eulalia zawsze skrupulatnie notowała wszelkie ważne według niej informacje, czyli praktycznie każde słowo profesora. Była więc dosyć zmęczona po tych trzech godzinach pisania, a ból w ręce dawał jej się we znaki. Jednak dla niej liczyło się tylko to, jak bardzo podobał się jej wykład. Niezmiennie była pod wrażeniem wiedzy Mareckiego i tego, w jaki sposób ją przekazywał.
– Ależ to był genialny wykład, co? – rzekła z podziwem w głosie.
– Kochanie, wiem, że to twój guru, ale zachowaj spokój – odpowiedziała rozbawiona Laura. – A tak na poważnie, to muszę ci przyznać rację. Ten człowiek zna się na rzeczy – dodała po chwili.
– To absolutnie najlepsze zajęcia – kontynuowała z podekscytowaniem Eulalia.
– Bejb, ochłoń trochę, bo jeszcze ten twój książę będzie zazdrosny.
– No wiesz – oburzyła się dziewczyna – przecież nie o to mi chodziło.
– Przecież wiem, jesteś na to zbyt porządna – powiedziała rozbawiona Laura. – Swoją drogą, całkiem niezły kąsek z tego Mikołaja. Szczególnie ten jego głos robi robotę.
– Laura! No przestań! – oburzyła się tym razem nie na żarty Eulalia. Po chwili jednak ochłonęła.
Doskonale wiedziała, że jej irytacja jest irracjonalna, zdawała sobie też sprawę, co było tego przyczyną. Zbyt wiele razy słyszała od matki „to nie wypada, nie przystoi, by kobieta robiła to czy tamto…”. Te słowa niestety wciąż w niej tkwiły. Osobiście uważała, że chodzi o to, aby być sobą, i że każdy ma do tego prawo, bez względu na płeć. Laura natomiast dobrze wiedziała, że tym tekstem wytrąci przyjaciółkę z równowagi. Nie mogła się jednak powstrzymać. Tylko sporadycznie zdarzało się jej ugryźć w język, poza tym zwykła mówić wprost o tym, co myśli.
Kiedy już dziewczynie udało się uspokoić i opanować śmiech, podeszła do przyjaciółki i przytuliła się do niej.
– Wiem, wiem, bejb. Przegięłam, ale nie denerwuj się już – mówiła Laura spokojnym głosem, nie wypuszczając przyjaciółki z uścisku. – Mówią, że to szkodzi urodzie – dodała z uśmiechem.
– Daj spokój, niepotrzebnie się zirytowałam. – Eulalia miała do siebie żal za ten wybuch, Laura niczego złego jej przecież nie powiedziała. – A moją urodą się nie przejmuj, bo nie ma czym – zażartowała.
– O nie, słońce. Tak mówić o sobie nie będziesz. Czy ty nie masz lustra w domu? Jesteś piękna – powiedziała Laura, patrząc przyjaciółce prosto w oczy dla wzmocnienia przekazu. Tym razem to ona się zdenerwowała. Nie cierpiała, kiedy Eulalia tak negatywnie o sobie mówiła.
– Kochana jesteś. A teraz lepiej coś zjedzmy, bo czekają nas jeszcze trzy godziny na uczelni – odparła dziewczyna, nie chcąc już drążyć tematu.
Przyjaciółki miały nieco ponad pół godziny przerwy. Uznały, że to dobry moment, by coś przekąsić. Najpierw jednak musiały dotrzeć do Elektryka, bo to tam miały się odbyć kolejne zajęcia. Nie był to ich wydziałowy budynek, ale na specjalności, którą wybrały na studia magisterskie, zwanej potocznie „ciepłą wodą”, sporo czasu spędzały właśnie tam. Chociaż to zwyczajowe określenie brzmiało co najmniej zabawnie, to kiedy poznało się pełną nazwę specjalności, człowiek przestawał się dziwić, że ktoś wymyślił inną jej wersję. Komu by się chciało powtarzać, że studiuje ogrzewnictwo, klimatyzację i ochronę powietrza!
Trzydzieści minut to nie jest ogrom czasu, więc dziewczyny szybkim krokiem ruszyły do budynku Wydziału Elektrycznego. Kiedy wyszły na zewnątrz, otuliło je ciepłe, już niemal upalne majowe powietrze. Eulalia wzięła głęboki wdech, ciesząc się zapachem zbliżającego się lata. Przez chwilę miała ochotę ruszyć nad brzeg płynącej nieopodal Warty, zamiast iść na zajęcia. Szybko przegoniła jednak tę myśl, nie było przecież nawet cienia możliwości, by ten alternatywny scenariusz został wcielony w życie. Nie w przypadku Eulalii, ona nie potrafiła opuścić nawet najnudniejszych wykładów.
Zamiast więc analizować w głowie te abstrakcyjne wizje, przyjrzała się swojej przyjaciółce. Kolejny raz tego dnia musiała przyznać, że Laura wygląda bosko. Wszyscy przedstawiciele płci męskiej, których dziewczyny mijały po drodze, zdawali się to potwierdzać. Dosłownie wszyscy wodzili za nią wzrokiem, część z nich omal się nie przewróciła przez intensywne wpatrywanie się w zjawiskowo piękną blondynkę. Laura nic sobie z tego nie robiła, nie zwracała uwagi na tłum adoratorów, który towarzyszył jej zawsze, gdziekolwiek by się pojawiła. Szła przed siebie sprężystym krokiem, zarzucając blond włosami. Co ciekawe, Eulalia zdawała się nie mieć pojęcia, że przynajmniej połowa zachwyconych Laurą mężczyzn w rzeczywistości wpatrywała się właśnie w nią. Była piękna. Przyjaciółka nie prawiła jej komplementów z czystej kurtuazji – próbowała zwrócić uwagę na niezaprzeczalną prawdę.
Eulalia zachwycała wyglądem. Miała brązowe, delikatnie falowane włosy, zgrabną, wysportowaną sylwetkę i oczy w kolorze hipnotyzującej zieleni. Dziewczyna od zawsze trzymała się tak zwanego stylu au naturel. Maksimum jej makijażu stanowił tusz na rzęsach i delikatna kreska na oku. Zdarzało się jej jednak wychodzić z domu całkowicie sauté, bez grama make-upu na twarzy. W kwestii ubioru na pierwszym miejscu stawiała wygodę. Najczęściej nosiła więc spodnie, do tego koszulę lub T-shirt i sportowe buty. Jeśli zdarzało się dziewczynie zakładać sukienkę, to tylko luźną, która nie ograniczała ruchów. Eulalia urzekała swoją naturalnością i przyciągała spojrzenia mężczyzn równie intensywnie, jak jej przyjaciółka, ale nieumiejętność doceniania siebie sprawiała, że nie miała o tym pojęcia.
Elektryk usytuowany był tuż obok budynku Wydziału Budownictwa i Inżynierii Środowiska, więc po chwili dziewczyny doszły na miejsce. Musiały jeszcze jednak dotrzeć na siódme piętro, skierowały się więc do windy. Wjechały na górę, po czym ruszyły na poszukiwania miejsca na lunch. Znalazły w hallu wolną ławkę, mogły więc usiąść i coś przekąsić, co bardzo je ucieszyło, bo coraz bardziej doskwierał im głód. Wyjęły paczki z jedzeniem. W przypadku Eulalii praktycznie zawsze oznaczało to kanapki, tak było i tym razem. Laura natomiast miała akurat fazę na niejedzenie chleba, przygotowała więc dla siebie sałatkę i świeże owoce.
Przez chwilę przyjaciółki nie wymieniły między sobą nawet słowa, tak pochłonął je wspólny posiłek. Kiedy się najadły, okazało się, że do zajęć zostały im zaledwie cztery minuty. Teraz czekały je ćwiczenia projektowe z klimatyzacji z prowadzącym, który raczej nie pałał entuzjazmem do zajęć ze studentami. Choć był niewiele starszy od nich, uwielbiał podkreślać, jak to on w ich wieku robił wszystko lepiej. Eulalia nie cierpiała tego zarozumiałego człowieka, ale nie pozostało jej nic innego jak przetrwać te zajęcia.
– Lauro, ratuj, ćwiczenia z tym człowiekiem to jakaś męka – odezwała się do przyjaciółki.
– To bardzo delikatnie powiedziane, bejb. Ale wiesz, że zawsze możemy uciec? – powiedziała z błyskiem w oku Laura, która faktycznie była gotowa to zrobić.
– I tak się na to nie zdecyduję.
Eulalia nie miała siły na przepychanki słowne z przyjaciółką. Zazwyczaj sprawiało jej to niemałą frajdę, jednak w tym momencie czuła spore zmęczenie.
