Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
Tragiczne losy dzieci, którym zmieniono płeć.
Jeszcze kilka lat temu dysforia płciowa była niezwykle rzadka. Ale dzisiaj całe grupy nastoletnich dziewcząt uznają same siebie za osoby „transpłciowe”. Rodzice z przerażeniem odkrywają, że ich córki są pod mocnym wpływem trans-gwiazd YouTube oraz „afirmujących płeć” pedagogów i terapeutów, którzy naciskają na zmieniające życie interwencje u młodych dziewcząt – w tym na medycznie niepotrzebne podwójne mastektomie i blokery dojrzewania, które mogą powodować trwałą bezpłodność.
To problem, który zaczyna nękać młodych ludzi i ich rodziców w coraz szerszym wymiarze. Jak stwierdza Autorka, ujawnienie się jako osoba transpłciowa natychmiast podnosi status społeczny, ale kiedy już podejmie pierwsze kroki na drodze transformacji, nie jest łatwo wrócić. Stąd tak ważna jest ta książka, która zawiera najpilniej potrzebne porady dotyczące tego, jak rodzice mogą chronić swoje dzieci. Zagrożone jest całe pokolenie współczesnych dziewcząt. Książka Abigail Shrier pomaga zrozumieć, czym jest szał trans i jak można zaszczepić swoje dziecko przeciwko niemu lub – kiedy na szczepionkę jest już za późno – jak wyciągnąć je z tej niebezpiecznej ścieżki. Przyjmuję za pewnik, że nastolatki nie są jeszcze całkiem dorosłe. Ze względu na jasność wykładu i uczciwość, mówię o biologicznych nastoletnich kobietach, pochwyconych przez transpłciowe szaleństwo jako „ona” i „jej”. Dorosłe osoby transpłciowe to zupełnie inna sprawa. Odnoszę się do nich, używając imion i zaimków, które sami wybrali, kiedykolwiek tylko mogę, bez wywoływania zamętu. W końcu zmieniłam nazwiska i niektóre szczegóły dotyczące tożsamości nastolatków identyfikujących się jako osoby transpłciowe (oraz ich rodziców), aby mieć pewność, że nikt siebie nie rozpozna i nie oskarży swoich zmęczonych walką rodziców o zdradę. A ponieważ historie osób podatnych na tę zarazę są uderzająco podobne do siebie, niektórzy czytelnicy mogą uwierzyć, że rozpoznają siebie, ale się mylą.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 381
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury
Tytuł oryginału:
Irreversible Damage. The Transgender Craze Seducing Our Daughters
Przekład: Małgorzata Samborska
Redakcja i korekta: Dystrybucja AA
Projekt okładki: John Caruso
Copyright © 2020 by Abigail Shrier
Copyright © 2021 by Regnery Publishing c/o Writers’ Representatives LLC, New York. All Rights Reserved.
Copyright © for the Polish edition by Dystrybucja AA, Kraków 2023
ISBN 978-83-8340-284-0
Dystrybucja AA Sp. z o.o.
ul. Swoboda 4
30-332 Kraków
Na zlecenie Woblink
woblink.com
plik przygotował Jan Żaborowski
Dla Zacha,
którego miłość jest moją tajną bronią
She hides like a child
But she’s always a woman to me1
(Ukrywa się jak dziecko,
Ale dla mnie zawsze jest kobietą)
Billy Joel
1 Billy Joel, „She’s Always a Woman to Me”, utwór z albumu The Stranger, 29 IX 1977, https://www.billyjoel.com/song/shes-always-woman-6/.
Przyjmuję za pewnik, że nastolatki nie są jeszcze całkiem dorosłe. Ze względu na jasność wykładu i uczciwość, mówię o biologicznych nastoletnich kobietach, schwytanych przez transpłciowe szaleństwo używając terminów „ona” i „jej”.
Dorosłe osoby transpłciowe to zupełnie inna sprawa. Odnoszę się do nich, używając imion i zaimków, które sami wybrali, kiedykolwiek tylko mogę, bez wywoływania zamętu.
Ostatecznie zmieniłam też nazwiska i niektóre szczegóły dotyczące tożsamości nastolatków identyfikujących się jako osoby transpłciowe (oraz ich rodziców), aby mieć pewność, że nikt siebie nie rozpozna i nie oskarży swoich zmęczonych walką rodziców o zdradę. A ponieważ historie osób podatnych na tę zarazę są uderzająco podobne do siebie, niektórzy czytelnicy mogą uwierzyć, że rozpoznają siebie, jednakże mylą się.
Zaraza
Lucy zawsze była „dziewczyńską dziewczynką”, jak zastrzegała się jej matka. Gdy była mała, wkładała matczyne szpilki i sukienki z falbankami do prac domowych, a później szła na odpoczynek do pokoju wypełnionego wielkookimi pluszakami i rosnącą armią żywych zwierzątek, którymi się opiekowała – królików, myszoskoczków, papug. Ulubioną zabawą były przebieranki w wytworne stroje. Lucy miała wielkie pudło pełne sukien i peruk, do którego sięgała, odgrywając najrozmaitsze role – a wszystkie one były bez wyjątku kobiece. Pod koniec lat dziewięćdziesiątych weszła w okres dziewczęcego dojrzewania, uwielbiając filmy Disneya o księżniczkach, a zwłaszcza Małą syrenkę, a później Zmierzch i jego kolejne części.
Lucy wcześnie się rozwinęła. W wieku pięciu lat czytała książki na poziomie czwartej klasy podstawówki i wykazywała się talentami artystycznymi, dzięki którym później zdobywała nagrody na poziomie hrabstwa. Ale gdy poszła do szkoły średniej, nagle pojawiły się nieopanowane lęki. Napłynęła fala depresji. Zamożni rodzice – jej matka była wybitnym adwokatem, znanym na całym południu Stanów – zabierali ją do psychiatrów i terapeutów na terapię i leczenie farmakologiczne, ale ani przeciążenie jej rozmowami terapeutycznymi, ani leki nie złagodziły trudności natury towarzyskiej: odrzucenia przez grupy rówieśnicze, które jej nie chciały, oraz jej nerwowej skłonności do zawalania towarzyskich egzaminów, tak od niechcenia, lecz złośliwie organizowanych przez inne dziewczęta.
Chłopcy sprawiali jej mniej kłopotów. Przez całą szkołę średnią miała przyjaciół i chłopaków. Życie rodzinne nie było łatwe. Starsza siostra wpadła w uzależnienie od narkotyków, które rozorało rodzinę niczym huragan, pochłaniając całą uwagę rodziców. Rozwiązano w końcu zagadkę zmiennych nastrojów Lucy, kiedy postawiono diagnozę – zaburzenie dwubiegunowe typu II. Nic to nie zmieniło, bo nawiązanie przez Lucy i utrzymanie dziewczęcych przyjaźni okazało się próbą nie do pokonania.
Liberalna uczelnia artystyczna na północnym wschodzie zaczęła, jak to obecnie często się dzieje, od zaproszenia do podania swojego nazwiska, orientacji seksualnej i preferowanych zaimków osobowych. Lucy uznała to za nową szansę uzyskania społecznej akceptacji, pierwszy dowód przynależności. Kiedy jesienią jej nadpobudliwy niepokój wybuchł ze zdwojoną siłą, doszła z grupką przyjaciół do wniosku, że przeżywany przez nich strach ma modną przyczynę – „dysforię płciową”. W ciągu roku Lucy zaczęła przyjmować testosteron. Ale jej prawdziwym lekiem – tym, który ją zwabił – była obietnica nowej tożsamości. Ogolona głowa, męskie ciuchy i nowe imię stały się wodą chrzcielną powtórnych narodzin z kobiety w mężczyznę.
Następnym krokiem – o ile zdecyduje się go wykonać – miała być „operacja góry”, jak nazywano eufemistycznie dobrowolną podwójną mastektomię.
„Skąd wiesz, że to nie była dysforia płciowa?”, spytałam jej matki.
„Nigdy nie okazywała czegoś podobnego. Nigdy nie słyszałam, aby wyrażała na głos, że czuje dyskomfort we własnym ciele. Dostała pierwszej miesiączki, kiedy była w czwartej klasie. Było to dla niej wyjątkowo krępujące, bo stało się to tak wcześnie, ale nigdy nie skarżyła się na swoje ciało”.
Matka Lucy przerwała na chwilę, jakby szukała w pamięci odpowiednich wspomnień: „Kiedy miała pięć lat, obcięłam jej włosy za krótko. Wypłakiwała oczy, bo uważała, że wygląda jak chłopak. Nie znosiła swojej nowej fryzury”. I dodała: „Umawiała się z chłopcami. Zawsze chodziła z jakimś chłopakiem”.
Ta książka nie jest poświęcona transpłciowym dorosłym, chociaż w trakcie jej pisania z wieloma przeprowadziłam wywiady – tym, którzy przedstawiają się jako kobiety, ani tym, którzy przedstawiają się jako mężczyźni. Są uprzejmi, uważni i uczciwi. Opisują nieustanne podrażnienie przez ciało, w którym czuli się źle, ponieważ wydawało im się w jakiś sposób fałszywe. To uczucie prześladowało ich od dawna, odkąd pamiętają.
Ich dysforia nie przysporzyła im popularności; znacznie częściej była ona źródłem niepokoju i zakłopotania. Kiedy dorastali, żadne z nich nie znało innej transpłciowej osoby, a nie istniał jeszcze Internet, który mógłby im zapewnić kontakt ze starszymi znawcami przedmiotu. Ale oni nie tylko nie chcieli, a wręcz nie potrzebowali mentorów. Dobrze wiedzieli, co czują. A czują się po prostu swobodniej, przedstawiając się jako płeć przeciwna. Nie zależy im na rozgłosie z powodu życia, które wybrali. Nie chcą się wyróżniać i w wielu przypadkach marzą tylko o tym, aby zostawić ich w spokoju.
Z niektórymi rozmawiałam oficjalnie, z innymi poufnie. Zdobyli bez trudu mój podziw swoją odwagą i uczciwością. Z jedną osobą się zaprzyjaźniłam. To, że aktywiści transpłciowi chcą przemawiać w ich imieniu, nie jest ich winą ani zamiarem. Mają niewiele wspólnego z obecną transpłciową epidemią wśród nastolatek.
Procesy w Salem z XVII wieku są bliższe tego wszystkiego. Podobnie jak zaburzenia nerwowe XVIII wieku i epidemia neurastenii z wieku XIX1. Jadłowstręt psychiczny2, wypieranie złych wspomnień3, bulimia i epidemia samookaleczeń w XX wieku4. Jedna z bohaterek przebiła to wszystko, notorycznie powiększając, nagłaśniając i propagując własny ból psychiczny: bycie dorastającą dziewczynką5.
Jej udręka jest prawdziwa. Ale jej autodiagnozy w każdym przypadku są wadliwe – jest to bardziej rezultat przekonywania i sugestii niż prawdziwej potrzeby psychologicznej.
Trzydzieści lat temu te dziewczęta mogłyby tęsknić za liposukcją, jeśli ich kształty były niedoskonałe. Dwadzieścia lat temu dzisiejsze nastolatki o tożsamości transpłciowej mogły „odkryć” wyparte wspomnienie traumy z dzieciństwa. Dzisiejsze szaleństwo diagnostyczne to nie demoniczne opętanie – to „dysforia płciowa”. A „lekarstwo” na nią to nie egzorcyzm, środki przeczyszczające czy prowokowanie wymiotów. To testosteron i „operacja góry”.
***
Nie należy wybierać sobie ulubionego przykazania z dziesięciu, bo to niemądre, ale mimo to ja mam jedno ulubione – pierwsze. Moje oddanie wolności słowa wprowadziło mnie do świata polityki transpłciowości – tylnymi drzwiami.
W październiku 2017 roku mój rodzinny stan Kalifornia ustanowił prawo grożące więzieniem pracownikom służby zdrowia, którzy odmówiliby używania wymaganych przez pacjenta zaimków osobowych6. Nowy Jork przyjął podobną ustawę, która stosowała się do pracodawców, właścicieli nieruchomości oraz firm7. Obie ustawy są niekonstytucyjne w ogóle, w szczególe i pod każdym innym względem. Pierwsza Poprawka bardzo długo chroniła prawo mówienia niepopularnych rzeczy, nie prowokując przy tym ingerencji władz. Gwarantuje ona Amerykanom również prawo do odmowy mówienia rzeczy, do mówienia których chce nas zmusić władza lub tego od nas wymaga.
Nie jest to kwestia konstytucyjnych niuansów: rzecz jest znacząco nieskomplikowana. W wyroku sprawy Kuratorium Oświaty Wirginii Zachodniej kontra Barnette z 1943 roku Sąd Najwyższy podtrzymał prawo uczniów do niesalutowania fladze państwowej. Stając po stronie większości, sędzia Robert H. Jackson oświadczył, że „jeśli istnieje jakaś nieruchoma gwiazda w naszej konstytucyjnej konstelacji, to jest nią to, że żaden urzędnik, ani wysokiej, ani niskiej rangi, nie może nakazać, co ma być właściwe w polityce, nacjonalizmie, religii albo innych sprawach dotyczących opinii, nie może też zmuszać obywateli do wyznawania słowem lub czynem własnej wiary w tym względzie”.
Skoro władze nie mogą zmusić studentów, żeby salutowali fladze, to władze nie mogą też zmusić pracownika służby zdrowia do używania konkretnego zaimka osobowego. W Ameryce władze nie mogą zmusić obywateli do mówienia różnych rzeczy – nawet ze względu na grzeczność. Nie ma do tego żadnego powodu.
Napisałam o tym w „Wall Street Journal” artykuł pod tytułem „Transpłciowa wojna językowa”. Czytelniczka – wybitna prawniczka z Południa, matka Lucy – przeczytała mój tekst i dostrzegła w nim cień nadziei. Skontaktowała się ze mną, używając pseudonimu i poprosiła, abym napisała o jej córce, która w trakcie dorastania oświadczyła, że jest „transpłciowa” – mimo że nigdy wcześniej, ani w dzieciństwie, ani we wczesnej młodości nie objawiała żadnych oznak dysforii płciowej. Powiedziała mi, że Lucy odkryła tę nową tożsamość w Internecie, umożliwiającym kontakt z niekończącym się szeregiem transpłciowych mentorów, którzy szkolą dorastającą młodzież w sztuce wślizgiwania się w nową tożsamość płciową – mówią im, co mają nosić, jak chodzić, co mówić. Informują, które działające w Internecie firmy sprzedają najlepsze bindery (specjalistyczne biustonosze do spłaszczania piersi, noszone pod ubraniem); które organizacje rozsyłają je za darmo i gwarantują dyskretne opakowanie niezbędne do tego, żeby rodzice się nie zorientowali. Doradzają, jak przekonać lekarza do przepisania hormonów. Podpowiadają, jak oszukiwać rodziców albo, jeśli są przeciwni nowej tożsamości dziecka, jak całkowicie z nimi zerwać.
Pod wpływem testosteronu oraz uroku buntu – jak się wyraziła jej matka – Lucy stała się gburowata i agresywna, odmawiała wyjaśnienia swojej nowej tożsamości i nie odpowiadała na jakiekolwiek pytania w tej kwestii. Oskarżyła matkę, że jest „strażniczką” i „transfobką”. Jak później odkryła jej matka, szczegółowa opowieść Lucy o tym, iż „zawsze wiedziała, że jest inna” i „zawsze była trans”, była dosłownym cytatem z tekstu zamieszczonego w Internecie.
W swoim nowym, wybuchowym stanie Lucy dostawała ataków szału, gdy jej rodzice zwracali się do niej, używając jej oficjalnego imienia – tego, które jej nadali – lub nie zastosowali nowego zaimka określającego jej osobę. W krótkim czasie rodzice przestali poznawać córkę. Zaniepokoiło ich nagłe zniewolenie Lucy ideologią gender, która wydawała im się stekiem bzdur, z biologicznego punktu widzenia. Dla jej matki wyglądało to tak, jakby Lucy wstąpiła do sekty; obawiała się, że jej córka nigdy się z niej nie wyzwoli.
***
Dysforię płciową – znaną wcześniej jako „zaburzenie tożsamości płciowej” – charakteryzuje ostre i uporczywe poczucie dyskomfortu wywoływanego własną płcią biologiczną8. Zazwyczaj zaczyna się we wczesnym dzieciństwie – w wieku od dwóch do czterech lat – chociaż stan może się zaostrzyć w okresie dorastania. W większości przypadków – w prawie 70 procentach – dziecięca dysforia płciowa ustępuje9. Z historycznego punktu widzenia kiedyś dotyczyła niewielkiej części populacji (niecałe 0.01 proc.), i to prawie wyłącznie chłopców. Właściwie przed rokiem 2012 nie było żadnej literatury naukowej o dziewczynkach w wieku od jedenastu do dwudziestu jeden lat, u których w ogóle występowałyby objawy dysforii płciowej.
W ostatnich dziesięciu latach sytuacja się zmieniła, i to dramatycznie. Świat zachodni ujrzał wzbierającą falę dorastających dziewcząt, nieoczekiwanie stwierdzających, że mają dysforię płciową i samoidentyfikujących się jako „osoby transpłciowe”. Po raz pierwszy w historii medycyny dziewczynki z urodzenia nie tylko są obecne wśród tych, które się tak identyfikują, lecz stanowią ich większość10.
Dlaczego? Co się stało? Jak grupa wiekowa, która zawsze stanowiła mniejszość wśród dotkniętych tym schorzeniem dorastających dzieci, nagle stała się większością? Być może bardziej znaczące jest to, że proporcje płci zmieniły się z przeważającej liczby chłopców na większość dorastających dziewcząt?
Polubiłam matkę Lucy, prawniczkę z Południa, i chętnie uwierzyłam w jej opowieść, ale byłam dziennikarką opiniotwórczą, a nie reporterem śledczym. Przekazałam opowieść matki Lucy innemu dziennikarzowi i dopilnowałam, żeby trafiła w dobre ręce. Później zajęłam się innymi tematami dla „Wall Street Journal” i prawniczka zniknęła z mojej skrzynki odbiorczej, choć jej historia wciąż uparcie tkwiła w mojej pamięci.
Trzy miesiące później ponownie nawiązałam kontakt z matką Lucy i z wszystkimi osobami, których dane adresowe przysłała mi na początku naszej znajomości. Rozmawiałam z lekarzami – endokrynologami, psychiatrami, światowej sławy psychologami specjalizującymi się w tożsamości płciowej. Rozmawiałam z psychoterapeutami. Rozmawiałam z transpłciowymi dorastającymi nastolatkami i z transpłciowymi dorosłymi, aby móc zajrzeć w głąb ich doświadczenia, wyzwalającego szarpnięcia identyfikacji międzypłciowej. Rozmawiałam również z „odstępcami”, którzy kiedyś identyfikowali się jako osoby transpłciowe, a później zmienili zdanie, oraz z osobami „detranspłciowymi”, które poddały się procedurom medycznym, aby zmienić wygląd – i tylko po to, a potem tego pożałowały i walczyły rozpaczliwie o odwrócenie skutków zmiany. Im więcej się dowiadywałam o nastolatkach, które nagle zaczęły się identyfikować jako osoby transpłciowe, tym bardziej prześladowało mnie jedno pytanie: co dolega tym dziewczętom?
W styczniu 2019 roku „Wall Street Journal” opublikował mój artykuł zatytułowany „Kiedy twoja córka zaprzecza biologii”. Tekst otrzymał prawie tysiąc komentarzy i setki odpowiedzi na te komentarze. Autorka transpłciowa, Jennifer Finney Boylan, błyskawicznie napisała replikę w postaci felietonu, który ukazał się dwa dni później w „New York Times”. Jej artykuł wywołał setki komentarzy i setki uwag do tych komentarzy. Nagle zalała mnie fala mejli od czytelników, którzy doświadczyli opisanego przeze mnie zjawiska lub byli jego świadkami w szkole swoich dzieci – całe grupy nastolatek w jednej klasie nagle wspólnie odkrywały transpłciową tożsamość, błagały o hormony i rozpaczliwie żądały poddania ich operacji chirurgicznej.
Kiedy aktywiści transpłciowi zaatakowali mnie w sieci, zaproponowałam im możliwość opowiedzenia również ich wersji historii. Kilka osób skorzystało z tej szansy i porozmawialiśmy. Osoby detranspłciowe również nawiązały ze mną kontakt. Otworzyłam konto na platformie Tumblr i zaprosiłam osoby transpłciowe oraz detranspłciowe do kontaktu; wielu skorzystało z tej możliwości. Takie samo zaproszenie rozesłałam na Instagramie, gdzie hasztagi, takie jak #testosteron, #transchłopiec oraz #ftm miały setki tysięcy obserwujących. Wielokrotnie podkreślałam moją chęć wysłuchania każdego, kto ma coś do powiedzenia w tej sprawie. Odpowiedzi, które otrzymałam, stały się fundamentem tej książki.
Amerykanie muszą usłyszeć tę historię. Nieistotne, czy macie dorastającą córkę czy nie, i czy wasze dziecko padło ofiarą tego transpłciowego szaleństwa, Ameryka stała się żyzną glebą dla tej masowej ekscytacji z powodów, które są bezpośrednią pochodną naszej kulturowej słabości: autorytet rodziców jest podkopywany; za to autorytet ekspertów jest nadmiernie ceniony; osoby mające odrębne zdanie w nauce i medycynie są zastraszane; wolność słowa padła na kolana i czołga się, bo znalazła się pod nieustannym atakiem; przepisy dotyczące opieki zdrowotnej niosą ze sobą ukryte konsekwencje; nadeszła era intersekcjonalności, w której pragnienie ucieczki od dominującej tożsamości zachęca jednostki do krycia się w grupach ofiar.
Aby opowiedzieć o losach tych dorastających dziewcząt, przeprowadziłam prawie dwieście wywiadów i rozmawiałam z ponad osiemdziesięcioma rodzinami nastolatków. Częściowo oparłam się na relacjach rodziców. Ze względu na to, że tradycyjnie pojmowana dysforia zaczyna się we wczesnym dzieciństwie i dawno temu została określona jako „uporczywe, usilne i spójne”11 poczucie dyskomfortu we własnym ciele u dziecka (a nie jest to coś, co małe dziecko może łatwo ukryć), rodzice są najbardziej uprawnieni do tego, aby stwierdzić, czy ostra dysforia z okresu dorastania zaczęła się we wczesnym dzieciństwie. Innymi słowy, są też w najlepszym położeniu, aby wiedzieć, czy niepokój dręczący obecnie tak wiele nastoletnich dziewcząt to objaw klasycznej dysforii płciowej czy zupełnie innych dolegliwości.
Wiadomo też, że rodzicom nie można do końca ufać, jeśli chodzi o pełnię wiedzy o tym, jak ich nastoletnie dzieci czują się w tożsamości transpłciowej lub jak wygląda ich nowe życie, sfabrykowane w ich imieniu. Rodzice mogą natomiast podać fakty o naukowych lub zawodowych osiągnięciach swoich dzieci, o ich stabilizacji finansowej i rodzinnej formacji lub ich braku, a nawet czasem o towarzyskich sukcesach i porażkach. Czy te nastolatki identyfikujące się jako transpłciowe są jeszcze w szkole, czy już ją porzuciły? Czy utrzymują kontakty z dawnymi przyjaciółmi? Czy w ogóle rozmawiają z członkami swojej rodziny? Czy budują przyszłość z jakimś partnerem? Czy zaspokajają swoje codzienne potrzeby, utrzymując się z pensji kelnerki w lokalnym barze szybkiej obsługi?
Nie twierdzę, że udało mi się przekazać całość losów tych nastolatków czy też opisać pełnię ich doświadczenia transpłciowości. Historie sukcesów osób transpłciowych są wszędzie przedstawiane i fetowane. Maszerują pod sztandarem praw obywatelskich. Obiecują przebić się przez następną granicę kulturową, aby zburzyć jeszcze jedną podstawę podziałów istniejących wśród istot ludzkich.
Dziś mechanizm wciągający w swoje tryby nastoletnie dziewczęta jest zupełnie inny. Pochodzi nie z klasycznej dysforii płciowej, lecz z filmów zamieszczonych w Internecie. Jest skutkiem naśladownictwa zainspirowanego przez internetowych guru, przysięgi złożonej razem z przyjaciółkami – trzymającymi się za ręce, wstrzymującymi oddech, z zaciśniętymi powiekami. Dla tych dziewcząt identyfikacja trans stanowi uwolnienie od ciągłej, dręczącej je ucieczki od lęków; zaspokaja najgłębszą potrzebę akceptacji, daje dreszczyk emocji wywoływany łamaniem zasad, wzbudza uwodzicielski zaśpiew przynależności.
Jak wyjawiła mi jedna z transpłciowych nastolatek imieniem „Kyle”: „Prawdopodobnie Internet był częściowo powodem, dla którego miałam odwagę się ujawnić. Przykładem był Chase Ross – youtuber. Miałam wtedy dwanaście lat. Naśladowałam go bezkrytycznie”. Chase Ross był tak uprzejmy, że zgodził się porozmawiać ze mną, aby pomóc mi zrozumieć, co to za moda. Przedstawię jego losy w rozdziale trzecim.
A teraz kolej na opowieść o amerykańskiej rodzinie – uczciwej, kochającej, ciężko pracującej i serdecznej. Jej członkowie pragną postępować słusznie. Ale egzystują w społeczeństwie, które coraz częściej traktuje rodziców jak marudnych hamulcowych, bigotów, naiwnych frajerów. Kibicujemy nastoletnim dziewczętom bez żadnej dysforii, które zanurzają się w radykalnej ideologii gender – wykładanej w szkole lub poznawanej przez Internet. Rówieśnicy, terapeuci, nauczyciele i internetowi gwiazdorzy podpuszczają te dziewczęta. Tyle że w ich przypadku koszt takiej młodzieńczej nierozwagi to nie przekłucie uszu czy kolejny tatuaż – jest on bliższy raczej utracie około kilograma ciała.
Niewielki ułamek populacji zawsze będzie transpłciowy. Być może jednak obecny szał nie będzie wiecznie kusił zaburzone młode dziewczęta bez wcześniejszych objawów dysforii, uzależniając je na całe życie od hormonów i operacji plastycznych zniekształcających im ciała. Jeśli to społeczna zaraza, to właśnie społeczeństwo może ją powstrzymać.
Żadna nastolatka nie powinna płacić tak wysokiej ceny za to, że kiedyś, przez krótki czas, była obserwującą czyjąś stronę w Internecie.
Dziewczęta
Jeśli urodziłeś się przed 1990 rokiem, słowa „nastoletnie dziewczęta” zapewne wywołują w tobie obraz małych kobietek chichoczących do siebie w domu towarowym. Oparte plecami o stos dywanów, siedzą na podłodze, z rozpuszczonymi włosami, słuchają piosenki nastawionej na autopowtarzanie, a ich rozmowa toczy się właściwie stale na ten sam temat; rozkładają na czynniki pierwsze zagadkowe wymiany zdań z jakimś chłopcem lub z koleżanką. Nieprzeliczone godziny zmarnowanego czasu, które w niewyjaśniony sposób tworzą najprawdziwszą przyjaźń. Wielokrotnie powtarzają opowieści o pierwszym pocałunku lub zawodzie miłosnym albo o tęsknocie za jednym i za drugim, podczas gdy tani zmywacz do paznokci zatruwa powietrze, cuchnąc terpentyną.
Aby zrozumieć współczesną epidemię transpłciowości wśród nastolatek, musimy najpierw ustalić, jak dalece zniknęła z tego obrazu dziewczęcość. Nie chodzi jedynie o unowocześnienie używanych przez młodzież gadżetów – Spotify zamiast płyt, SMS-y zamiast rozmów telefonicznych. Chodzi o to, że to dzisiejsze dorastanie zawiera o wiele mniej intymnych pociech, udręk i radości, które kiedyś wypełniały życie nastoletnich dziewcząt. Umówienie się na randkę lub odrzucenie zaproszenia, pocałunki lub pieszczoty – wspólne opłakiwanie, świętowanie i śmianie się z tych wszystkich zdarzeń z najlepszą przyjaciółką, obserwowanie jej wyrazu twarzy, słuchanie jej głosu, nie tylko jej słów, obiecywały, że dziewczyna nie będzie z tym wszystkim sama.
Pamiętam mój pierwszy pocałunek z Joelem, w przerwie na lunch, za żydowską szkołą, do której oboje uczęszczaliśmy. Miał oczy jak płynny kasztan. Jego oddech pachniał gumą cynamonową. Szok wywołany dotknięciem jego języka i jego dyszącym oddechem, odurzająca woń jego wody kolońskiej Drakkar Noir powaliły mnie aż do zawrotu głowy, zupełnie mnie ogłupiły.
Kiedy było po wszystkim, pragnęłam podejść do tylnego wejścia swobodnie, jakby od niechcenia. Czy wyglądałam inaczej? Byłam tego pewna. Każda cząsteczka świata wyglądała na nieznacznie przesuniętą. Miałam ochotę biec, krzyczeć, śmiać się, a jednocześnie, choć to może dziwne, cofnąć wszystko to, co się stało – zmartwiłam się, bo wydawało mi się, że zrobiłam coś złego. Ale zgodnie z logiką szkolną obowiązującą w połowie lat dziewięćdziesiątych, poddanie się zaaranżowanemu pocałunkowi było najmniejszym gestem, jaki mogłam wykonać. W końcu byłam dziewczyną Joela.
Dwa tygodnie później już nią nie byłam. Zdradził jednej z moich przyjaciółek, że nie umiem się całować. Cała prawda. Miałam wtedy dopiero dwanaście lat. Chciał mnie rzucić wcześniej, ale musiał zaczekać, aż udało mu się spotkać ze mną sam na sam, osobiście.
Moja przyjaciółka Yael przekazała mi wszystkie szczegóły, które zebrała, wypytując jego przyjaciół – litanię moich wad jako materiału na dziewczynę. Wróciłam do moich przyjaciół: do Aarona, który tęsknił za mną w czasie mojego krótkiego odejścia do innego; do Jill, która nigdy nie uważała, że Joel jest taki wspaniały; oraz do Ariel, która skorzystała z okazji, aby mnie ukarać za mój krótki romantyczny sukces, udowadniając bezlitośnie, że przecież wszyscy dobrze wiedzieli, że Joel woli Jennifer niż mnie. Nawet najlepsi przyjaciele nie zawsze są mistrzami w niesieniu pociechy.
Jakkolwiek niedoskonałe było ich wsparcie, ale jednak niezaprzeczalnie mi go udzielili: Joel, przekazując przykrą wieść osobiście; Yael, zapewniając stosowny kontekst i komentarz do sytuacji; Aaron, pomocnie nieświadomy całej traumy; Jill, przewracająca oczami, błagająca, żebym kopnęła piłkę; Ariel, drocząca się ze mną, aby potem przyjąć mnie z powrotem do kręgu najbliższych przyjaciół. Oto natura ludzka, zamotana po przeciętnym porzuceniu. Każdą cząstkę zranienia lub pociechy zapewniał mi ktoś, kto patrzył mi prosto w oczy; ktoś, do kogo mogłam wyciągnąć ręce i przytulić się, jeśli tylko tego chciałam.
Wspólnotowa natura osobistych porażek i kompromitacji pozostawała mniej lub bardziej w mocy wśród młodych kobiet urodzonych w latach 1990, 1980, 1970, a zaczęła się może nawet już w latach 1940. Kobietom urodzonym, tak jak ja, w roku 1978, czyli tym, które osiągnęły pełnoletniość, kiedy amerykańskie nastolatki były jak naładowane cząsteczki, ciągle wpadające na siebie – trudno sobie wyobrazić izolację dzisiejszych nastoletnich dziewczyn1.
Nastolatki z mojej epoki, które weszły w pełnoletniość na początku lat 1990, biły wszelkie rekordy w liczbach nastoletnich ciąż2.Od tamtej pory te dane systematycznie spadają – tak jak wszystkie wskaźniki dotyczące seksu uprawianego przez młodzież – ostatnio osiągając najniższe wartości od kilkudziesięciu lat3. Częściowo jest to efekt braku okazji: dzisiejsze nastolatki poświęcają dużo mniej czasu na bezpośrednie kontakty z przyjaciółmi – o godzinę mniej dziennie – niż członkowie Pokolenia X4. Dobry Boże, jakież one są samotne! Zgłaszają poczucie dużo większego osamotnienia niż jakakolwiek wcześniejsza generacja w historii5.
Ale nie wpadajmy w pułapkę nostalgii. Według psycholog społecznej Jean Twenge, specjalizującej się w badaniu pokolenia urodzonego po 2000 roku (pokoleniu Z lub „iGen”), nastolatkowie są obecnie traktowani z o wiele większą tolerancją niż dawniej. Spadły znacząco liczby aborcji u nastolatek6. Minęło kilkadziesiąt lat, odkąd wysypka wywoływana przez seks oralny uprawiany w toaletach szkolnych, była przyczyną powszechnego alarmu w społeczeństwie.
Chcąc zrozumieć, jak to możliwe, że niektóre spośród najbystrzejszych i najzdolniejszych młodych kobiet obecnej epoki padają ofiarą transpłciowego szału, powinniśmy zacząć od stwierdzenia, że dzisiejsze nastoletnie dziewczęta żyją w poczuciu nieprzerwanej udręki. W Ameryce, w Wielkiej Brytanii i w Kanadzie nastolatkowie znajdują się w samym środku zjawiska, które psycholog społeczny Jonathan Haidt, powołując się na dane wskazujące rekordowe poziomy lęków i depresji7,nazwał „kryzysem zdrowia psychicznego”.
Między rokiem 2009 a 2017 liczba uczniów szkół średnich, rozważających odebranie sobie życia, wzrosła o 25 procent8. Między rokiem 2005 a 2014 liczba nastolatków, u których zdiagnozowano kliniczną depresję, wzrosła o 37 procent. A teraz najgorsza wiadomość – nastoletnie dziewczęta doświadczały depresji trzy razy częściej niż chłopcy9.
Nie chcąc sugerować, że te dziewczęta jedynie zgłaszają swoją depresję w większych liczbach (a niekoniecznie częściej jej doznają), Haidt podkreśla, że przeciętne wskaźniki samookaleczeń również ujawniają ten sam gwałtowny wzrost: o 62 proc. od 2009 roku – wyłącznie wśród nastolatek10. Wśród młodszych dziewcząt, w wieku od dziesięciu do czternastu lat, wskaźniki samookaleczeń wzrosły od roku 2010 o 189 procent, a więc prawie trzykrotnie w porównaniu z danymi zebranymi sześć lat wcześniej.
Co się stało?, zapytał Haidta gospodarz prowadzący podcast, Joe Rogan. Skąd się wziął ten gwałtowny wzrost występowania lęków, depresji i samookaleczeń? „Media społecznościowe”, padła natychmiastowa odpowiedź psychologa11.
Jak napisała Jean Twenge dla „The Atlantic”, „nie jest przesadą stwierdzenie, że iGen znajduje się na skraju największego od dziesięcioleci kryzysu zdrowia psychicznego. Wiele przyczyn tego pogorszenia można wyśledzić w telefonach komórkowych młodzieży”12.
Aparat telefoniczny iPhone wypuszczono na rynek w 2007 roku. Do roku 2018 – dziesięć lat później – 95 proc. nastolatków miało dostęp do smartfona, a 45 proc. przyznało, że „prawie stale” jest w sieci13. Tumblr, Instagram, TikTok i YouTube – wszystkie serwisy bardzo popularne wśród nastolatków – zawierają szeroki wybór wizualnych samouczków oraz obrazkowych instrukcji samookaleczeń: anoreksji (thinspiration lub thinspo – zachęcanie do odchudzania), cięcia się i samobójstwa. Opisywanie własnych doświadczeń z jednym z tych zaburzeń daje szansę na pozyskanie setek, a nawet tysięcy obserwujących14. Liczby przypadków anoreksji, samookaleczeń i prób samobójczych wzrosły dramatycznie od czasu pojawienia się smartfonów15.
Obecnie wejście dziewczynki w wiek dziewczęcy w Ameryce jest praktycznie równoznaczne ze zgryzotą, że jej ciało nie dorównuje ideałowi. We wcześniejszych epokach ideał piękna mógł się objawić w osobach kilku dziewcząt w klasie: tych, które nic nie mogły poradzić, że są takie piękne, opierały się o swoje szafki, wstrząsały włosami i – co do dziś zupełnie dla mnie niewytłumaczalne – wiedziały, kiedy się uśmiechnąć i trzymać buzię na kłódkę. Ale tylko kilka koleżanek z klasy miało tradycyjną urodę, czyli dar, z którym reszta z nas niechętnie się godziła. Ale nawet one nie były doskonałe – nie za bardzo. Były istotami ludzkimi, co potwierdzały nasze liczne (zawsze osobiste) kontakty – bywały niechlujnymi bałaganiarami, przewrażliwionymi, skłonnymi do blamażu i gaf tak samo jak każda z nas. Zbyt obficie zlewały się perfumami. Ich uśmiech błyszczał metalowymi aparatami do prostowania zębów. Pokwitanie uderzało mocno i bez ostrzeżenia: krwawiły przez dżinsy i pociły się w strojach gimnastycznych.
Postaci z mediów społecznościowych – można je nazwać „przyjaciółmi”, najważniejszymi bohaterami dzisiejszych nastolatek, z którymi spędzają najwięcej czasu – nie przyznają się do takich niedoskonałości. Ich fotografie, starannie dobrane i „dopracowane”16, stanowią wzór piękności, któremu żadna prawdziwa dziewczyna nie może dorównać. Ciągle tkwią w kieszeniach dziewcząt, wzmacniając ich obawy przed niedoskonałością, podsycając obsesję na tle domniemanych wad – i cały czas ogromnie te domniemane wady wyolbrzymiając17.
Nawet w najlepszych okolicznościach nastoletnie dziewczęta zawsze były nieprzejednanymi krytykami własnych ciał – a także cudzych. Ale dzisiaj media społecznościowe dostarczają im mikroskopów i dokonują za nie obliczeń.
O ile mniej piękna jesteś od swojej przyjaciółki? Dzisiejsze nastolatki nie muszą zgadywać. Proste odejmowanie „lajków” ułatwia obliczanie wzorca urody. Porażka jest założona z góry, publiczna i głęboko osobista.
Wiemy, że media społecznościowe budzą w ludziach niepokój i smutek. Wiemy także, że dorastające dziewczęta jako grupa są najbardziej narażone na ich negatywne oddziaływanie. Ale jest coś jeszcze: dorastające dziewczęta, które w przeszłości mierzyły się z wyzwaniami rzucanymi przez życie we dwie lub w grupie, teraz najczęściej same muszą się z nimi uporać.
Dziewczyny pokolenia Z rzadziej niż ich koleżanki z wcześniejszych generacji chodzą na imprezy, rzadziej spotykają się z przyjaciółkami, umawiają się na randki, jeżdżą na wycieczki, odwiedzają centra handlowe czy wybierają się do kina18. W roku 2015 uczniowie ostatniej klasy szkoły średniej rzadziej umawiali się z przyjaciółmi niż ośmioklasiści sześć lat wcześniej19. Jeśli mają się spotkać osobiście, najprawdopodobniej przyprowadzą ze sobą któreś z rodziców.
Gdy mama zawsze jest blisko, młodzi o wiele rzadziej zachowują się ryzykownie – mniej palą, piją czy nieodpowiedzialnie jeżdżą samochodem. Z pozoru to bardzo pocieszające fakty. Obecnie w Stanach jedynie 71 proc. pełnoletnich uczniów szkół średnich ma prawo jazdy – to najniższa liczba od kilkudziesięciu lat.
Ale rozpieszczanie młodzieży ma swoją cenę. Podejmowanie ryzyka stanowi niezbędny most na wyboistej drodze do dorosłości20. Według Jean Twenge, dzisiejsi starsi nastolatkowie mają dojrzałość emocjonalną piętnastolatków z pokolenia X, a trzynastolatkowie – dziesięciolatków z tego pokolenia. Jak twierdzi, „nastolatkowie są dzisiaj fizycznie bezpieczni jak nigdy, a jednocześnie są o wiele bardziej bezbronni i wrażliwsi emocjonalnie”21.
Są też o wiele mniej narażeni na odniesienie ran spowodowanych przez młodzieńczą nierozwagę, ale jednocześnie brakuje im zahartowania, czego dowodem jest brak blizn. Skok do pieca młodzieńczych eksperymentów może się skończyć cierpieniem. Przeżyj, a wyjdziesz z niego twardszy, bo kruchość została wypalona.
Prowadząc badania nad obserwowanym obecnie szałem transpłciowym, rozmawiałam z prawie pięćdziesięciorgiem rodziców. Stale słyszałam różne warianty jednego zdania: „Moja córka ma siedemnaście lat, ale gdybyś ją poznała, pomyślałabyś, że ma czternaście”.
Wiele nastoletnich dziewcząt, które ulegają szałowi transpłciowemu, prowadzi życie zamożnej wyższej klasy średniej, życie pokolenia Z. Troskliwie wychowywane przez tych, dla których „bycie rodzicem” to czasownik strony czynnej, a nawet zadanie na całe życie, często są znakomitymi uczennicami. Do czasu uderzenia szału transpłciowego te nastolatki są znane z miłego usposobienia, łagodności i towarzyskości oraz całkowitego braku skłonności do buntu. Nigdy nie wypaliły ani jednego papierosa, nie piły alkoholu.
Nigdy też nie były aktywne seksualnie. Wiele z nich nigdy nie pocałowało chłopaka ani dziewczyny. Według Sashy Ayed, terapeutki, której praktyka skupia się głównie na nastolatkach o tożsamości transpłciowej, wiele z nich nigdy nawet się nie masturbowało. Ich ciało stanowi dla nich tajemnicę, a najgłębsze pragnienia pozostają niezbadane i najczęściej nieznane.
Ale odczuwają silny ból – bardzo silny. Są ciągle niespokojne i przygnębione. Skrępowane i bojaźliwe. Tak jak małe dziecko, które uczy się unikać krawędzi łóżka22, wyczuwają niebezpieczną, a głęboką otchłań, jaka leży między niepewnymi dziewczętami, którymi są, a wytwornymi kobietami, jakimi powinny być według mediów społecznościowych. Przerzucenie mostu nad przepaścią wydaje się beznadziejnie trudne.
Internet nigdy nie darowuje im nawet jednego dnia – nawet godziny – ulgi. Chcą przeżywać wzloty i upadki nastoletnich romansów, ale większość ich życia toczy się w iPhonie. Próbują samookaleczeń. Testują anoreksję. Rodzice pospiesznie prowadzą je do psychiatrów, a ci dostarczają im leków, które mają łagodzić ich nastrój niczym wata cukrowa, co pomaga – chyba, że chodzi o uczucia.
Gdzie jest ta hałaśliwa zabawa, która należy im się z racji ich wieku? Słyszały opowieści rodziców. Oglądały filmy. Trudno odtworzyć epickie wyprawy poprzedniego pokolenia, kiedy niewielu z przyjaciół ma prawo jazdy, a na dodatek rodzicom to się właśnie podoba. Mogłyby pojechać do centrum handlowego, gdyby go nie zamknięto i gdyby nastolatki wciąż tam jeździły (a nie jeżdżą). Lokalne sąsiedztwo nie może się równać z korytarzami labiryntów, przemyślnie wykonanymi na zamówienie, a przesyłanymi im na telefony.
***
Jeszcze dziesięć lat temu, gdyby w ogóle przyszło nam do głowy, że istnieją transseksualiści po zmianie płci z kobiety w mężczyznę, moglibyśmy przywołać portret Teeny Brandon w wykonaniu Hilary Swank z filmu biograficznego Nie czas na łzy. Charakteryzacja Swank robi wrażenie. Teena Brandon sama zmienia sobie nazwisko na „Brandon Teena”, podrywa dziewczęta, pije piwo i jeździ po rolniczej Nebrasce przebrana za chłopaka – i najczęściej za niego uchodzi. Brandon goni za uderzająco konserwatywną wizją szczęścia. Pragnie znaleźć odpowiednią dziewczynę, zdobyć ją, ożenić się z nią i dać jej szczęście.
Widz przez cały film ma nadzieję, że jej się uda. Udręki, które heroicznie znosi, świadomość, że najprawdopodobniej nikt w tym miejscu i w owym czasie nie ofiaruje jej serdeczności ani akceptacji, za jakimi tęskni, oraz druzgocząca pewność, że ta historia może się skończyć tylko tragedią – wszystko to wywoływało ścisk żołądka.
Dorastające nastolatki, obecnie utożsamiające się z transpłciowością, nie mają z tym filmem prawie nic wspólnego. Nie chcą „uchodzić” za chłopaka – nie za bardzo. Na ogół odrzucają dychotomię chłopiec-dziewczyna, którą Brandon Teena traktował jako oczywistą. Nie starają się przyjmować stereotypowych męskich obyczajów: rzadko kupują hantle, oglądają piłkę nożną czy gapią się na dziewczyny. Jeśli pokrywają się tatuażami, wybierają tematy kobiece – kwiaty lub zwierzęta z kreskówek, takiego rodzaju, które naznaczają je jako coś innego niż stereotypowy mężczyzna – raczej jako „nieheteronormatywny”, a z pewnością nie „mężczyzna cispłciowy”. Uciekają od kobiecości jak od pożaru, skupione całkowicie na samej ucieczce, a nie na żadnym konkretnym kierunku.
Jedynie 12 proc. urodzonych kobiet, które identyfikują się jako osoby transpłciowe, poddały się, czy zamierzają się poddać falloplastyce23. Nie planują starań o męski dodatek, który większość ludzi uważa za cechę definiującą męskość. Sasha Ayad tak mi to przedstawiła: „Najczęstsza odpowiedź, jaką słyszę od moich podopiecznych kobiet, brzmi mniej więcej tak: ‘Nie wiem dokładnie, czy chcę być mężczyzną. Wiem tylko, że nie chcę być dziewczyną’”.
Julie
Dla większości dziewcząt perspektywa pracy jako zawodowa tancerka baletu jest marzeniem ściętej głowy, ale dla Julie w szkole średniej stało się to całkiem realną możliwością. Wyróżniała się w tańcu na puentach, otrzymywała główne role w swoim zespole baletowym i tańczyła, no cóż, tańczyła cały czas. Latem tańczyła jeszcze więcej, nie mniej, bo zakwalifikowywała się na ekskluzywne wakacyjne intensywne kursy i brała w nich udział co roku w lipcu.
Jej rodzice pochodzą ze środkowego zachodu i są lesbijkami. Jedna specjalizuje się w prawie spadkowym, a druga jest pedagogiem szkolnym – żadna z nich nie jest zaangażowana ideologicznie ani nie działa w żadnym ruchu czy stowarzyszeniu. „Nikt z naszych przyjaciół nie jest gejem ani lesbijką tylko dlatego, że są naszymi przyjaciółmi. Nasi przyjaciele są normalni”, powiedziała Shirley, jedna z matek Julie, i od razu wybuchnęła śmiechem: „Tak, to odpowiednie słowo, ‘normalni’!” Przyglądając się obiektom westchnień Julie, zawsze były przekonane, że Julie jest hetero, co bardzo im odpowiadało.
Do klasy trzeciej uczyły Julie w domu. W czwartej zapisały ją do żeńskiej szkoły prywatnej, gdzie natychmiast wyróżniła się w nauce i zaczęła mieć trudności w nawiązaniu kontaktów towarzyskich. Miała kilkoro przyjaciół, lecz niezbyt wielu. „Zawsze była bardzo aktywna fizycznie. Między innymi dlatego zaczęła tańczyć. Miała mnóstwo energii”. W szkole średniej popchnęła koleżankę i została zawieszona. „Dzieciaki kłóciły się na przystanku autobusowym. Okazało się, że tamta dziewczynka miała niedawno operację jamy brzusznej, chociaż oczywiście Julie nie miała o tym pojęcia”.
W dziewiątej klasie wszystkie dziewczęta zachęcano do włączenia się w jakąś działalność w szkole. Julie wstąpiła do Gay-Straight Alliance24, popularnego klubu uczniowskiego i studenckiego. Jej matki potraktowały to jako mile widziany dowód solidarności ze społecznością, do której należały. Ale wstąpienie Julie do klubu nie pociągnęło za sobą oświadczenia o wyjściu z ukrycia. „O ile wiedziałam, uważała się za hetero. Była bardzo dziewczęca i kobieca. Wydawała się normalna”, stwierdziła Shirley i znów wybuchła pełnym zażenowania śmiechem.
Julie nie miała żadnej historii dysforii płciowej – ani w dzieciństwie, ani nawet w okresie dojrzewania. „Jej ciało się rozwijało. Nosiła bikini na basenie. Była normalną piętnasto-, szesnastolatką”.
Niejeden raz matka zachęcała ją, aby zrezygnowała z pójścia na spotkania GSA, które odbywały się wcześnie rano, i pospała trochę dłużej. Julie zawsze odmawiała. Do klubu należała starsza dziewczyna, Lauren – studentka pierwszego roku studiów. Julie bardzo zależało na dobrym zdaniu Lauren. „Wszystko kręciło się wokół Lauren”, przyznała Shirley.
Jej matki były nieco wytrącone z równowagi stopniem, do jakiego Julie uwielbiała nową przyjaciółkę. Po szkole często spotykała się z Lauren, która kiedyś pokazała jej swoje anime, stworzone komputerowo antropomorfizowane postaci. „Nie miałam pojęcia, że anime jest powiązane z kulturą trans”, przyznała mi się Shirley. Julie zaczęła odwiedzać w sieci DeviantArt, stronę internetową propagującą sztukę z dużą grupą obserwujących osób transpłciowych i masą ideologii gender w sekcji komentarzy25.
Na pierwszym roku studiów Julie otrzymała rolę Kopciuszka w balecie Prokofiewa. Na spektakl zaprosiła wszystkich swoich przyjaciół i dwoje nauczycieli. „Była zachwycona i naprawdę wspaniale tańczyła”. Ale kiedy po spektaklu Julie wyszła na scenę w burzy oklasków, Shirley zauważyła, że spojrzała na Lauren. „Wyglądała tak, jakby zawstydziła się samej siebie i zapadła się w sobie. Cała radość jakby została wyssana z jej ciała”. Wtedy właśnie Lauren ujawniła się jako „osoba transpłciowa”, chociaż matki Julie nie miały jeszcze o tym pojęcia. Nie wiedziały również, że Julie zastanawia się nad przyjęciem tej tożsamości.
Przedstawienia z wyrazistym podziałem na płci, takie jak spektakle baletowe, są całkowicie sprzeczne z identyfikacją trans. Dla transpłciowych nastolatków zachowanie zgodne z płcią urodzeniową jest największym błędem – demaskuje jako oszustów tych, którym brakuje zaangażowania i poświęcenia, a którzy tak naprawdę są „cis”.
Ale Julie wciąż krążyła po omacku w labiryntach ideologii gender. Tamtego roku jedna z przyjaciółek Julie przygotowała dla klasy prezentację o płci oraz o tożsamości płciowej. Przedstawiła ona klasyczne narzędzie instrukcji ustalania tożsamości płciowej, czyli plakat z „osobą płciową”, na którym jest narysowany ludzik z piernika. Strzałki wskazują miejsce „tożsamości” płciowej w mózgu; miejsce „przyciągania” w sercu; „ekspresję płciową” jako całe ciało; oraz biologiczną „płeć” w miejscu, w którym powinny znajdować się genitalia.
Julie była zauroczona, a Shirley zaniepokojona. „Pomyślałam: ‘Czy to dzielenie osoby w ten sposób naprawdę ma sens? Po co kroić się na tyle małych kawałków?’”.
W pierwszej klasie szkoły średniej wzrosła presja w zespole baletowym Julie – posługiwano się złośliwościami, bo trwała zacięta rywalizacja z innymi tancerzami. „Była niespokojna i przygnębiona. Przyznała się nam, że się tnie”. Jej matki błyskawicznie znalazły dla córki terapeutkę. W trakcie pierwszego spotkania terapeutka wspomniała o możliwości występowania u Julie dysforii płciowej i skierowała ją do endokrynologa na leczenie hormonalne. „To było pierwsze i ostatnie spotkanie, tak to ujmijmy”, przyznała Shirley.
Matki znalazły inną terapeutkę, która spotykała się z Julie dwa, trzy razy w miesiącu. „Tylko na tyle było nas stać”. Przecież wciąż opłacały drogą prywatną szkołę i naukę baletu.
Psychoterapeutka na początku pierwszej sesji spytała Julie, jakim imieniem i jakim zaimkiem osobowym ma się do niej zwracać. Julie podała męskie imię i zaimki, a terapeutka od tamtej pory tak się do niej zwracała. Ale całe to potwierdzenie nowej tożsamości, zamiast usatysfakcjonować Julie, sprawiło tylko, że poczuła się jeszcze bardziej niespokojna i nieszczęśliwa. „Za każdym razem, gdy nasza córka wracała z sesji, na której terapeutka utwierdzała ją w nowej tożsamości… była rozzłoszczona, daleka i arogancka”.
W drugiej klasie szkoły średniej Julie straciła całkiem zainteresowanie baletem i zaczęła się ekscytować zupełnie innym marzeniem: o przemianie w chłopca. Obcięła włosy i zażądała, aby matki używały jej nowego imienia i męskich zaimków. „Przez dłuższy czas sprzeciwiałyśmy się temu. A potem pomyślałyśmy: ‘Może powinnyśmy spróbować się dostosować i zobaczyć, jak to się ułoży’. Było tak samo: kiedy zaczęłyśmy zwracać się do niej wybranym przez nią samą imieniem, jeszcze bardziej się złościła, stawała się daleka, emocjonalnie wyobcowana. Po kilku dniach czy po tygodniu dostrzegłyśmy tę prawidłowość. Uznałyśmy, że uleganie życzeniom córki donikąd nie prowadzi. Postanowiłyśmy z tym skończyć”.
Shirley spotkała się z dyrekcją szkoły, która zapewniła ją, że dopóki Julie jest w ich żeńskiej szkole, będą traktować ją jak dziewczynę i używać jej pierwszego imienia i żeńskich zaimków. „Niestety, tak się nie stało”.
Bez wiedzy i bez zgody matek, wszyscy: koleżanki, nauczyciele i dyrekcja, zgodzili się z żądaniem Julie i zaczęli się do niej zwracać jak do chłopca, używając jej nowego męskiego imienia. Julie prowadziła podwójne życie. „Spędzała za dużo czasu w szkole, za długo siedziała przy komputerze, stawała się coraz smutniejsza, zamknięta w sobie, poirytowana. Nie miałyśmy pojęcia, że indoktrynuje się filmami z YouTube’a”.
Matki nie wiedziały jeszcze o programach gwiazdorów o tożsamości trans na YouTubie, które Julie zaczęła intensywnie oglądać. Czuły tylko, że córka się od nich oddala. „Pewnego razu, dokładnie to pamiętam”, wspominała Shirley, „poprosiłam, żeby przy mnie usiadła i powiedziałam jej tak: ‘Wiesz, że gdybym naprawdę sądziła, że to dla ciebie dobre, zrobiłabym wszystko, co w mojej mocy, aby pomóc ci poczuć się swobodnie we własnej skórze. Ale w twoim życiu nie dzieje się nic, co by mnie przekonywało, że to jest dla ciebie dobre’”. Julie poszła na górę do siebie, żeby to przemyśleć. Kiedy później zeszła na kolację, sprawiała wrażenie spokojniejszej.
Innym razem, przy obiedzie, kiedy Julie mówiła o różnych tożsamościach płciowych, jej matka, trochę zirytowana, powiedziała: „Pakujesz się do bardzo ciasnej szufladki. A więc kobieta to ktoś, kto utożsamia się z laleczką Barbie, nosi bikini i jest złośliwy? O tym, że ktoś jest kobietą, decyduje biologia – a nie hiperfeministyczne stereotypy”.
Zdrowie psychiczne Julie zaczęło się szybko pogarszać. Pewnego wieczora, kiedy jedna z jej matek wróciła do domu z drugiego etatu, znalazła ją w pełnoobjawowym ataku paniki. Zawiozły córkę do szpitala, gdzie lekarze potwierdzili, że fizycznie nic jej nie dolega. Nazajutrz, gdy Julie spała, jedna z matek sprawdziła jej telefon. Znalazła wiele SMS-ów między córką i jakąś dziewczyną, która pisała o niej jak o „najlepszym chłopaku”, jakiego w życiu miała. Matka wpadła w rozpacz dlatego, że tamta dziewczyna zwracała się do Julie jak do chłopca, a wyglądało na to, że ta zmiana w niczym jej nie pomaga.
Na następnym roku szkoły średniej Julie otrzymała częściowe stypendium w sztukach pięknych. Matki, które obserwowały przeobrażanie się Julie w gburowatą nastolatkę o pogarszającym się zdrowiu psychicznym, bały się puścić ją samą na studia. Poprosiły, aby odłożyła wyjazd na rok.
W wieku osiemnastu lat Julie wyprowadziła się z domu, przystąpiła do ubezpieczenia Medicaid26 – mimo iż nadal była wpisana do polisy ubezpieczeniowej matek – i rozpoczęła przyjmowanie testosteronu. Znalazła lokalny zespół baletowy, w którym pozwolono jej ćwiczyć jak mężczyźnie. Ale nie była dostatecznie silna, powiedziała mi Shirley. „Dowiedziałam się, że choreograf musiał w trzech miejscach zmienić układ, ponieważ nie dotrzymywała kroku tancerzom… Upuściła kilka tancerek”. Jej matka była przerażona, że wyraźna obsesja Julie doprowadzi do tego, że skrzywdzi siebie lub kogoś innego. Napomniała surowo córkę: „Tu nie chodzi tylko o twoje ciało i o twoją karierę. Chodzi również o ciało i karierę kogoś innego. Skrzywdzisz człowieka”.
Ale wtedy Julie przestała już słuchać rad swoich matek. Bez zapowiedzi zerwała z nimi kontakt. Miała setki obserwujących na Instagramie, ale matkom zablokowała dostęp do swojego konta.
„Mamy znajomego, który poradził sobie z blokadą i zajrzał na jej Instagram. Zobaczyłam jej zdjęcie zaraz po mastektomii, leżącej na szpitalnym łóżku, opowiadającej, że to najlepszy dzień w jej życiu, zalewającej się łzami szczęścia, a czterysta kibicujących jej osób pisało: ‘Ojej!’, ‘Wspaniała robota’, ‘Jesteśmy z ciebie dumni!’, ‘Dasz radę!’ Sama wiesz, to, co zwykle”.
Dewastowanie wieku dziewczęcego
Wracam pamięcią do spędzonych w szkole średniej lat dziewięćdziesiątych i stwierdzam, że nikt z nas nie ujawnił się jako „trans”. Aż do ostatnich pięciu lat było niezmiennie tak, jak przewidywały statystyki dotyczące dysforii płciowej. Dotyczyła ona około 0.01 proc. populacji, a to oznacza, że prawdopodobnie nigdy nie chodziłeś do szkoły średniej z „transem”27. Wcale nie świadczy to o tym, że dziewczęta stanowiły wówczas monolit albo że wszystkie wyrażałyśmy swoją dziewczęcość w ten sam sposób.
Ja byłam „chłopczycą”, co wtedy zazwyczaj znaczyło, że byłam dobra w sportach i wolałam względnie prostolinijne towarzystwo chłopców. Przyjaźń z dziewczętami zbyt często przypominała w irytujący sposób włamywanie się do skarbca w banku, z tymi wszystkimi niewidzialnymi laserami strzelającymi we wszystkich kierunkach, uruchamiającymi alarm przy nagłej obrazie.
Obecnie, co potwierdzi każda nastoletnia dziewczyna, nie istnieje już coś takiego jak „chłopczyca”. Jej miejsce zajęła niekończąca się lista tożsamości płciowych – znana publicznie, sztywna i ograniczająca. Jak wyjaśniła mi szesnastoletnia Riley, młoda kobieta, która w wieku trzynastu lat zaczęła się identyfikować jako chłopiec: „Teraz bardzo trudno być męską dziewczyną, ponieważ takie nie istnieją. One się przemieniają”. Przemieniają się właśnie w chłopców.
Wiele lat po maturze kilka koleżanek, które chodziły z najprzystojniejszymi chłopakami w szkole, ujawniło się jako lesbijki. Okazało się też, że inne koleżanki, które podejrzewałyśmy o bycie lesbijkami, wcale nimi nie są. Nikt z nas nie odczuwał presji, że musi podejmować decyzje o swojej tożsamości, z których nie da się tak łatwo wycofać.
Obecnie nastolatki i nastolatkowie wszędzie są przymuszani do umieszczenia się na spektrum płci i wewnątrz taksonomii seksualności – na długo przed końcem ich rozwoju seksualnego, który tak czy inaczej w końcu doprowadzi ich do odkrycia, kim są i czego pragną. Muszą się określić, zanim w ogóle zdobędą jakieś doświadczenie miłosne lub seksualne. Młode kobiety oceniane przez swoich rówieśników jako niedostatecznie kobiece są dziś pytane wprost: „Czy jesteś trans?”.
We wcześniejszej epoce wiele dziewcząt, które teraz są wpychane w tożsamość trans, mogłoby się ujawnić jako lesbijki. „Mamy do czynienia z sytuacją, w której na młode lesbijki wywiera się presję, aby uległy i podporządkowały się nowej koncepcji bycia lesbijką”, powiedziała mi homoseksualna wybitna dziennikarka Julia D. Robertson. Zgodnie z tą „nową koncepcją” lesbijki nie istnieją, a dziewczęta z bardziej męskim wyglądem są „prawdziwymi” chłopcami.
Nawet dziś część dorastających nastolatek identyfikuje się jako lesbijki, ale trudno nie zauważyć, że ta tożsamość jest znacznie mniej prestiżowa niż bycie trans. Riley powiedziała mi, że spośród pięciuset uczennic jej brytyjskiej szkoły żeńskiej piętnaście ujawniło się jako osoby transpłciowe. „A ile jest lesbijek?”, zapytałam. Zastanowiła się przez chwilę, a potem spostrzegłam, że sama jest zaskoczona swoją odpowiedzią: „Zero”.
Dalsza część w wersji pełnej
Wstęp. Zaraza
1 Beck J., „‘Americanitis’: The Disease of Living Too Fast”, The Atlantic, 11 III 2016, https://www.theatlantic.com/health/archive/2016/03/the-history-of-neurasthenia-or-americanitis-health-happiness-and-culture/473253/.
2 Watters E., Crazy Like Us: The Globalization of the American Psyche, Nowy Jork: Simon & Schuster, 2010, s. 34.
3 McHugh P. M., Try to Remember: Psychiatry’s Clash over Meaning, Memory, and Mind, Nowy Jork: Dana Press, 2008, s. 69 (Zauważa, że osoby z „syndromem fałszywej pamięci to na ogół kobiety”).
4 Van Deven M., „How We Became a Nation of Cutters”, Salon, 19 VIII 2011, https://www.salon.com/2011/08/19/tender_cut_interview/.
5 Bartholomew R., „Why Are Females Prone to Mass Hysteria?” Psychology Today, 31 III 2017, https://www.psychologytoday.com/us/blog/its-catching/201703/why-are-females-prone-mass-hysteria.
6 Singman B., „New California Law Allows Jail Time for Using Wrong Gender Pronoun, Sponsor Denies That Would Happen”, Fox News, 9 X 2017, https://www.foxnews.com/politics/new-california-law-allows-jail-time-for-using-wrong-gender-pronoun-sponsor-denies-that-would-happen.
7 Blackman J., „The Government Can’t Make You Use ‘Zhir’ or ‘Ze’ in Place of ‘She’ and ‘He’”, Washington Post, 16 VI 2016, https://www.washingtonpost.com/news/in-theory/wp/2016/06/16/the-government-cant-make-you-use-zhir-or-ze-in-place-of-she-and-he/.
8Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders, wyd. 4, tekst poprawiony (DSM-IV-TR), American Psychiatric Association, 2000, s. 579.
9 Zucker K. J., „The Myth of Persistence: Response to ‘A Critical Commentary on Follow-Up Studies and ‘Desistance’ Theories about Transgender and Gender Non-Conforming Children’ by Temple Newhook et al. (2018)”, International Journal of Transgenderism, V 2018; Zob. Ristori J., Steensma T.D., „Gender Dysphoria in Childhood”, International Review of Social Psychiatry 28, nr 1 (2016): s. 13–20.
10 de Graaf N. M. i in., „Sex Ratio in Children and Adolescents Referred to the Gender Identity Development Service in the UK (2009–2016)”, Archives of Sexual Behavior 47, nr 5, IV 2018, s. 1301–1304, https://www.researchgate.net/publication/324768316_Sex_Ratio_in_Children_and_Adolescents_Referred_to_the_Gender_Identity_Development_Service_in_the_UK_2009-2016.
11 Parekh R., red., „What Is Gender Dysphoria?”, American Psychiatric Association, II 2016 (cyt. za: DSM-5 „Gender Dysphoria”), https://www.psychiatry.org/patients-families/gender-dysphoria/what-is-gender-dysphoria.
Rozdział pierwszy. Dziewczęta
1 Twenge J., „Teens Have Less Face Time with Their Friends-And Are Lonelier Than Ever”, The Conversation, 20 III 2019, https://theconversation.com/teens-have-less-face-time-with-their-friends-and-are-lonelier-than-ever-113240.
2 Wind R., „U.S. Teen Pregnancy, Birth and Abortion Rates Reach Historic Lows”, Guttmacher Institute, 5 V 2014, https://www.guttmacher.org/news-release/2014/us-teen-pregnancy-birth-and-abortion-rates-reach-historic-lows.
3 Boonstra H. D., „What Is Behind the Declines in Teen Pregnancy Rates?”, Guttmacher Institute, 3 XII 2014, https://www.guttmacher.org/gpr/2014/09/what-behind-declines-teen-pregnancy-rates.
4 Twenge J., iGen: Why Today’s Super-Connected Kids are Growing Up Less Rebellious, More Tolerant, Less Happy and Completely Unprepared for Adulthood (Nowy Jork: Simon and Schuster, 2017).
5 Twenge J., „Teens Have Less Face Time with Their Friends”.
6 Boonstra H. D., „What Is Behind the Declines in Teen Pregnancy Rates?”
7 JRE, „Joe Rogan & Jonathan Haidt – Social Media is Giving Kids Anxiety”, 7 I 2019, YouTube, https://www.youtube.com/watch?v=CI6rX96oYnY; Zob. Lukianoff G., Haidt J., The Coddling of the American Mind: How Good Intentions and Bad Ideas Are Setting Up a Generation for Failure, Nowy Jork, Penguin Press, 2018, s. 160–61.
8 Resnick B., „Have Smartphones Really Destroyed a Generation? We Don’t Know”, Vox, 16 V 2019, https://www.vox.com/science-and-health/2019/2/20/18210498/smartphones-tech-social-media-teens-depression-anxiety-research.
9 Levine D., „Why Teen Girls Are at Such a High Risk for Depression”, U.S. News, 22 VIII 2017, https://health.usnews.com/healthcare/patient-advice/articles/2017-08-22/why-teen-girls-are-at-such-a-high-risk-for-depression.
10 JRE, wywiad „Joe Rogan & Jonathan Haidt”.
11 Tamże.
12 Twenge J., „Have Smartphones Destroyed a Generation?” The Atlantic, IX 2017, https://www.theatlantic.com/magazine/archive/2017/09/has-the-smartphone-destroyed-a-generation/534198/.
13 Schlosser K., „New Research Finds 95% of Teens Have Access to a Smartphone; 45% Online ‘Almost Constantly’”, GeekWire, 1 VI 2018, https://www.geekwire.com/2018/new-research-finds-95-teens-access-smartphone-45-online-almost-constantly.
14 Zob. Helena, „How Mental Illness Becomes Identity: Tumblr, a Callout Post, Part 2”, 4thWaveNow, 20 III 2019, https://4thwavenow.com/2019/03/20/tumblr-a-call-out-post/.
15 Zostało to udokumentowane w cytowanym powyżej wpisie na blogu, Helena, „How Mental Illness Becomes Identity: Tumblr, a Callout Post, Part 2”.
16 „Facetune”, Wikipedia, 26 XI 2019, https://en.wikipedia.org/wiki/Facetune#Criticism.
17 „A New Reality for Beauty Standards: How Selfies and Filters Affect Body Image”, EurekAlert!, Boston Medical Center, 2 VIII 2018, https://www.eurekalert.org/pub_releases/2018-08/bmc-anr080118.php.
18 Twenge J., „Teens Have Less Face Time with Their Friends-And Are Lonelier Than Ever”, The Conversation, 20 III 2019, https:// theconversation.com/teens-have-less-face-time-with-their-friends-and-are-lonelier-than-ever-113240.
19 Tamże. JeanTwenge zbadała tendencje w sposobach spędzania czasu z przyjaciółmi przez 8,2 miliona nastolatków od lat 70.
20 Tę kwestię Greg Lukianoff i Jonathan Haidt poruszają w swojej znakomitej książce, The Coddling of the American Mind: How Good Intentions and Bad Ideas Are Setting Up a Generation for Failure, Nowy Jork, Penguin Press, 2018, s. 19–32.
21 Twenge J., „Have Smartphones Destroyed a Generation?”.
22 Zob. Gannon M., „How Babies Learn to Fear Heights”, Live Science, 26 VII 2013, https://www.livescience.com/38432-how-babies-learn-to-fear-heights.html. W wieku około dziewięciu miesięcy małe dzieci zaczynają się bać wysokości.
23 Według danych z badań transpłciowości Centrum Równości Transpłciowej (National Center for Transgender Equality) z 2015 r., jedynie 12 proc. kobiet transpłciowych poddało się lub wystąpiło o wykonanie falloplastyki. https://www.transequality.org/sites/default/files/docs/USTS-Full-Report-FINAL.PDF.
24 Gay-Straight Alliance – Klub Heteroseksualnych Sojuszników Osób LGTB (przyp. tłum.).
25 „Why is DeviantArt So In Favour of the Transgender Community?”, DeviantArt Forum, 26 XI 2016, https://forum.deviantart.com/community/complaints/2251465/.
26 Medicaid – federalne i stanowe programy ubezpieczeń zdrowotnych dla osób o niskich dochodach (przyp. tłum).
27 Zucker K. J. i in., „Gender Dysphoria in Adults”, Annual Review of Clinical Psychology 12, nr 1, III 2016, s. 217, https://doi.org/10.1146/annurev-clinpsy-021815-093034.
Okładka
Karta tytułowa
Karta redakcyjna
Spis treści
Słowo od Autorki
Wstęp. Zaraza
Rozdział pierwszy. Dziewczęta
Przypisy
Okładka
Strona tytułowa
Strona redakcyjna
Spis treści
Dedykacja
Epigraf
Meritum publikacji
Przypisy
