Nie tykaj czarta - Robert Ostaszewski - ebook + audiobook
NOWOŚĆ

Nie tykaj czarta ebook i audiobook

Robert Ostaszewski

0,0

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!

13 osób interesuje się tą książką

Opis

Sytuacja w Głogowie staje się coraz bardziej napięta. Ktoś dokonuje zamachu na byłego bossa głogowskiej mafii, Borutę, z którym aspirant Rita Lewandowska podjęła nieoficjalną współpracę. Boruta znika. Według policji w mieście toczy się wojna gangów. Rita wraz ze swoim policyjnym partnerem, podkomisarzem Jackiem Parzyszkiem, próbuje odnaleźć Borutę, a jednocześnie domknąć sprawę mężczyzny pobitego na śmierć na głogowskim osiedlu. Policjanci aresztują gangstera z Rawicza, którego Rita podejrzewa i o pobicie mężczyzny, i o zamordowanie młodej kobiety na głogowskim rondzie. Gangster milczy podczas przesłuchania, a na dodatek zostaje ostatecznie uciszony, bo ginie w zamachu na konwój policyjny. Rita obawia się, że za kolejnymi zbrodniami stoi tajemnicza organizacja, na której ślad trafiła podczas prywatnego śledztwa.
Robert Ostaszewski – twórca między innymi bestsellerowej trylogii kryminalnej z podkomisarzem Konradem Rowickim („Zginę bez ciebie”, „Śmierć last minute", „Tysiąc ciętych róż”), kryminalnej serii śląskiej („Zabij ich wszystkich” i „Ukochaj na śmierć”) oraz bestsellerowej serii o komisarz Renacie Łukowskiej "Zemsta & Partnerzy" i opartego na autentycznych zdarzeniach thrillera ”Oskórowany”.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 85

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 2 godz. 26 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Mariusz Bonaszewski

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Robert Ostaszewski

Nie tykaj czarta

@lindcopl

e-mail: [email protected]

Tytuł oryginału: Nie tykaj czarta

Seria: Podkomisarz Rita Lewandowska (t. 4)

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Książka ani jej część nie może być przedrukowywana

ani w żaden inny sposób reprodukowana lub odczytywana

w środkach masowego przekazu bez pisemnej zgody

Wydawnictwa Lind & Co Polska sp. z o.o.

Ten e-book jest zgodny z wymogami

Europejskiego Aktu o Dostępności (EAA)

Wydanie I, 2026

Opracowanie redakcyjne: kaziki.pl

Projekt okładki: Magdalena Zawadzka Auresusart

Grafiki na okładce:

shutterstock /Yana Lyso

shutterstock /Gorodenkoff

shutterstock /Shutterstock AI Generator

Copyright © dla tej edycji:

Wydawnictwo Lind & Co Polska sp. z o.o., Gdańsk, 2026

ISBN 978-83-67978-84-2

Prolog

11 czerwca 2024 roku, wtorek, Głogów

Drażniło go wszystko, chociaż zdawał sobie sprawę, że wkurzał się niepotrzebnie. I w sumie nieadekwatnie do okoliczności. Bmw serii 7 toczyło się po podjeździe wysypanym białymi kamykami z irytującym chrzęstem. Po kiego właściwie wybrał te jebane kamyczki, które zamówił w równie jebanych, chociaż ponoć wyjątkowych kamieniołomach, jedynych w kraju z taką ofertą, zamiast wyłożyć wszystko kostką? Bo taki miał kaprys i było go na to stać. Tyle w temacie.

Myślał o sprawie, którą przyjdzie mu się zająć, chociaż nie miał na to ochoty. Wcale, a wcale. Czy tak, czy siak, właściwie nie był to jego cyrk i nie jego małpy. Już od dawna. Przynajmniej taki do tej pory był układ, który wszystkim zainteresowanym pasował. Tyle że ostatnio w tym układzie zaczynał się zmieniać rozkład sił. Na dodatek także zestaw graczy. Bez jego udziału, a nawet wiedzy, co już bardzo mu nie pasowało. Musiał więc zareagować i przyjął zaproszenie do Sławy na ten dzień, chociaż nie chciało mu się ruszać z chałupy. Wziął ze sobą Ząbka, kierowcę i ochroniarza w jednym, bo jednak na tego rodzaju spotkanie nie wypada przyjeżdżać samemu. Dbał o pozory. Czy musiał? Jeszcze kilkanaście dni temu powiedziałby, że nie, że ma to głęboko w dupie. Teraz nie miał takiej pewności, dlatego postanowił pojechać z minimalną obstawą, tym bardziej że wiele nie ryzykował, o co zadbał gospodarz spotkania. Sława leżała w województwie lubuskim, a więc poza jurysdykcją głogowskich psów, których takie spotkanie mogło zainteresować. To żeby nie interesowali się nim policjanci z miasta nad jeziorem, również miał na głowie gospodarz. Tak jakby spotkania na szczycie. Zaśmiał się, kiedy to określenie przeszło mu przez myśl.

Masywna brama, prowadząca na jego rozległą posesję, otwierała się bardzo powoli. Nagle zatrzymała się z nieprzyjemnym wizgiem. Pokręcił głową, nie zdzierżył i powiedział, nawet bez zbytniej złości, raczej z rezygnacją:

– Ząbek, do kurwy nędzy, miałeś zająć się naprawą.

Kierowca odwrócił się w jego stronę, wyszczerzył w uśmiech. Miał ułamaną w połowie prawą górną jedynkę.

– Mówiłem szefowi, że tak bardziej się nie da. Gostek z serwisu mówił, że trzeba by wymienić cały napęd bramy. Inaczej się będzie zacinała, bo taka już niby jej uroda. Tylko na chwilę się zatrzymuje. Ooo, już!

Rozległ się kolejny zgrzyt i brama dalej otwierała się w tym samym powolnym tempie.

– Czy ja ci, złamasie, za mało płacę? I czy muszę sam o wszystkim myśleć? Trzeba coś tam wymienić, to niech wymieni. Ogarnij to.

– Jasne, szefie.

Ząbek nie był ani przesadnie robotny, ani nawet bystry, ale najzwyczajniej w świecie się do niego przyzwyczaił. Poza tym kierowca, który od czasu do czasu robił też za ochroniarza, był bardzo lojalny i bez gadania poszedłby za nim w ogień. Tyle mu wystarczało, przynajmniej na razie. Do tego nie miał teraz głowy do szukania nowych pracowników.

Brama wreszcie otworzyła się i bmw skręciło w lewo w ulicę Cytrynową, by dalej ruszyć w stronę centrum Ruszowic. Ząbek miał ciężką stopę, więc silnik zamruczał przyjemnie i samochód wyrwał do przodu. I dobrze, on też lubił dynamiczną jazdę. Kątem oka zauważył, że z bocznej ulicy Pomarańczowej wyprysnął biały dostawczak i na pełnym gazie wbił się w lewy bok jego auta. Był przypięty pasami, ale i tak mocno przydzwonił głową o szybę. Na moment go zamroczyło. Kiedy wrócił mu wzrok, zauważył, że dostawczak cofa i znowu rusza na nich z piskiem opon. Przygwoździł jego samochód do solidnego ogrodzenia z betonowych paneli. Zazgrzytała gnieciona blacha. Posypały się na niego drobiny rozbitej szyby z tylnego okna. Spod maski beemwicy wydobywał się dym. Spierdalaj! Spierdalaj natychmiast! – wyło w jego głowie.

Chwycił za klamkę, modląc się w duchu, by tylko nie zaczęli do niego strzelać, kiedy wygramoli się z samochodu. Drzwi ani drgnęły. Zerknął do tyłu na rozbitą szybę, zaczął szarpać się z zapięciem pasów.

Wciąż modlił się bezgłośnie, mimo że nigdy nie wierzył w Boga. Ani w Szatana.

Rozdział pierwszy

Czart, który zniknął

11 czerwca 2024 roku, wtorek, Głogów, Rawicz

Dzwoniło głośno, uporczywie. I wcale nie w jej głowie. Ostatnio z powodu ciągłego stresu spała płytko, czujnie, więc szybko wyskoczyła ze snu, jednak leżała jeszcze chwilę z przymkniętymi oczami. Czuła się bardzo zmęczona. Też nie nowość. Dzwonienie urwało się, ale jedynie na moment.

– Ki diabeł? Lewemu coś się przypomniało z samego rana? – wymamrotała pod nosem.

Wymacała leżący przy materacu smartfon i zaraz cisnęła go na legowisko. To nie telefon dzwonił. Dotarło do niej, że to dzwonek do drzwi, dotąd bardzo rzadko przez nią słyszany. Spięła się, poczuła wyrzut adrenaliny. Nie miała pojęcia, kto dobija się do niej z samego rana, ale nastawiała się na najgorsze. W samej piżamie podeszła do wejścia do domu, po drodze zahaczając o kuchnię, z której wzięła służbowego glocka. Na wszelki wypadek. Schowała rękę, w której trzymała broń, za plecami, wzięła głęboki oddech i szybko, jednym szarpnięciem, otworzyła drzwi na całą szerokość. A po sekundzie – także oczy. Stał przed nią wysoki, szczupły mężczyzna w garniturze i pod krawatem. Sprawiał wrażenie równie zaskoczonego, jak ona, ale pierwszy pozbierał się i zapytał:

– Pani Rita Lewandowska?

– A kto pyta? – wypaliła bez namysłu.

Kolejne pytania szybko przelatywały jej przez myśli. Jakiś urzędniczyna? Akwizytor z ofertą tygodnia albo nawet miesiąca? Świadek Jehowy? A nie, oni już od dawna nie chodzili po domach.

– Hm, jestem Leszek. Łucja mnie przysłała. Miałem sprawdzić, czy pani… no, czy pani się wyprowadziła z jej domu.

Ledwo się powstrzymała, aby nie zakląć soczyście i na głos. Zapomniała, zwyczajnie zapomniała, że upłynął ostateczny termin wyprowadzki wyznaczony jej przez kuzynkę. Nie zamierzała tłumaczyć się przed obcym facetem, jednak zdawała sobie sprawę, że musi działać. Szybko.

– Ale widzę, że się pani jednak nie wyprowadziła…

Leszek chyba czuł się równie nieswojo, co ona. Mniejsza, nie był to jej problem. Zrobiła krok w tył, robiąc przejście.

– Jasne, wszystko wiem. To jednak chwilę jeszcze potrwa.

– Bo Łucja mówiła…

– Sama zaraz pogadam z kuzynką – wbiła mu się w zdanie.

Mężczyzna jednak dokończył:

– …żebym się nie ruszał z domu, dopóki pani nie zniknie.

Zniknie… Dobre sobie.

– Jeśli chce pan tracić czas – skomentowała i wzruszyła ramionami.

Nie za bardzo wiedziała, co zrobić z bronią, którą trzymała za plecami. Nie mogła wsunąć jej za spodnie od piżamy, bo luźna gumka na pewno nie utrzymałaby gnata. Uznała, że ma gdzieś, co cały ten Leszek sobie pomyśli. Opuściła rękę z bronią wzdłuż boku i zaproponowała:

– Może pan poczekać w kuchni. Pierwsze drzwi po lewej.

Odwróciła się i ruszyła w stronę sypialni. Mężczyzna najpewniej zobaczył pistolet i raczej nie poczuł się pewnie oraz bezpiecznie, bo krzyknął za nią:

– To ja poczekam w aucie.

I super, skomentowała w myślach.

DALSZA CZĘŚĆ DOSTĘPNA W WERSJI PEŁNEJ

Spis treści

Prolog

Rozdział pierwszy

Czart, który zniknął

Rozdział drugi

Diabelskie podszepty

Epilog