Nawrócony w Jaffie - Marek Hłasko - ebook + audiobook

Nawrócony w Jaffie ebook i audiobook

Marek Hłasko

4,0

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!
Opis

Deszcz, whisky, upadłe kobiety i niegodziwi mężczyźni. Polecam wszystkim którzy oczekują od książek zwrotów akcji i dobrych dialogów, a niekoniecznie czekają na szczęśliwy koniec. Dziwne że jeszcze nikt nie pokusił się o adaptację tej niewielkiej książeczki. Byłaby z tego dobra sztuka teatralna albo całkiem niezły film noir. [Nimmo, lubimyczytac.pl]

 

Dalsze losy bohaterów „Drugiego zabicia psa”. Robert i jego przyjaciel znów są bez grosza i muszą jakoś przetrwać kilka tygodni, dopóki na horyzoncie nie pojawi się kolejna naiwna. W międzyczasie postanawiają „zaopiekować się” kanadyjskim misjonarzem-nieudacznikiem. [lubimyczytac.pl]

 

W swej melancholii i posępności Hłasko oprowadza czytelnika po znojnym i beznadziejnym życiu dwóch partnerów od drobnych przestępstw. Obaj przyjechali do Izraela z Polski, obaj szukają łatwego zarobku. Raz oszukają matrymonialne jakąś naiwną kobietę, raz wykonają  „mokrą robotę”, innym znów razem kantują na perskich dywanach. Każda okazja dobra, by zyskać na czasie i po raz kolejny prześlizgnąć się bezboleśnie przez kolejny tydzień. Pełna przygnębienia i beznadziei atmosfera opowieści dziwnie wybrzmiewa w słonecznej, rajskiej, pięknej Jaffie. Hłasko bez zbędnych czułości pokazuje wyrachowanie i okrucieństwo dwóch oszustów, którzy obracając się w szemranym światku, dają świadectwo wielkiej życiowej pustce, bezsensowi i jeszcze większej samotności. W tym świecie nie ma solidarności, nie ma co liczyć na pomoc, wsparcie czy zwykłą ludzką uprzejmość. Pojawia się gorzka refleksja na temat kondycji międzyludzkich związków i zależności. Dramat wisi w powietrzu. [buchbuchbicher.blogspot.com]

 

PRZEDSTAWIENIE TEATRALNE „DRUGIE ZABICIE PSA”:
Teatr Powszechny w Warszawie. Premiera w roku 1987. Opinia o tym spektaklu:
– Drugie zabicie psa w reżyserii Wiktora Rubina to teatralna próba odpowiedzi na pytanie: dlaczego najbardziej podniecają nas fikcyjne scenariusze? Dlaczego tak misternie budujemy życiowe role? Czy nie tylko po to, by przeżywać głębiej i intensywniej? Jakimi sposobami i w jakim celu wciągamy w nasze ciemne gry innych? Przedstawienie Rubina próbuje odważnie stawiać problem etyczny dotyczący tego, w czym teatr sam uczestniczy – manipulacji. [culture.pl]

 

TŁUMACZENIA:
Marek Hłasko to jeden z najbardziej znanych polskich pisarzy w skali światowej. Jego książki zostały przetłumaczone m.in. na angielski, niemiecki, francuski, hiszpański, holenderski, włoski, duński, węgierski, hebrajski, fiński, koreański i esperanto.

 

Nota: przytoczone powyżej opinie są cytowane we fragmentach i zostały poddane redakcji.

Tekst: Da Capo, Warszawa 1993.

Projekt okładki: Olga Bołdok.

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 152

Rok wydania: 2023

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 3 godz. 25 min

Rok wydania: 2023

Lektor: Kamil Pruban

Oceny
4,0 (15 ocen)
7
4
2
1
1
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
sniker2

Nie oderwiesz się od lektury

Warte przesłuchania. Polecam.
00
Piotr1966W
(edytowany)

Nie oderwiesz się od lektury

Sami wiecie Hłasko nie wymaga żadnych komentarzy Czyta Kamil Pruban tak jak zawsze świetnie
00

Popularność




Marek Hłasko

NAWRÓCONY W JAFFIE

Wydawnictwo Estymator

www.estymator.net.pl

Warszawa 2023ISBN: 978-83-67769-94-5Copyright © Małgorzata Wolf , Agnieszka Czyżewska-Stempa

Tekst: Da Capo, Warszawa 1993

Piotrowi Guzy

Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie Robert. Poderwaliśmy w Tel-Awiwie trochę forsy i teraz byliśmy w drodze do Twerii razem z nowym psem. W autobusie wszyscy już spali, a ja patrzyłem na psa.

– Trzeba go będzie trochę podkarmić – powiedziałem.

– To fakt – rzekł Robert. – Pies nie wygląda za dobrze.

– Na to trzeba przynajmniej dwóch tygodni. W Twerii jest drożej niż w Tel-Awiwie.

– Najgorsze, że nie wolno gotować w hotelu – rzekł Robert. – Można by go było karmić kaszą. Od kaszy tyje się najszybciej.

– Jeśliby ją zmieszać z mięsem.

– Nie wiem. Pies wygląda na cwaniaka. Może by żarł tylko samo mięso, a kaszy nie ruszyłby nawet. Nic o nim przecież nie wiem.

– Wiesz, co się z nim stanie – powiedziałem. – To już coś jest.

– Z każdym z nas stanie się kiedyś tak samo. To nic nie znaczy. Ale może zakręcić tak sprawę, że i ty nie masz co żreć, więc dzielisz się z nim każdym kęsem?

Nic mu nie odpowiedziałem. Patrzyłem na dziewczynę siedzącą koło nas; na jej prosty nos i kręcone włosy.

– Jedziesz do Twerii? – zapytałem.

– Tak.

– I jak długo tam zostaniesz?

– To zależy.

– Od pogody?

– Nie. Od tego, kto za mnie zapłaci. A ty?

– To zależy – rzekłem.

– Od pogody?

– Od tej, która za nas zapłaci.

– I za psa też?

– Bez psa nie potrafimy pracować.

Odwróciła się ku mnie, a ja ujrzałem małą bliznę u nasady jej nosa. Ale nie szpeciło jej to wcale i pomyślałem sobie, że za miesiąc, kiedy twarz jej straci już opaleniznę, nie będzie wcale widać tej małej blizny.

– To ty jesteś ten, który zabija psy? – zapytała.

– Wolałbym zabijać ludzi.

– Tylko tak mówisz.

– W każdym razie tak myślę. To też coś znaczy. Nie miałaś nigdy ochoty zabijać tych, którzy ci płacą?

– Nie myślałam o tym nigdy.

– Lepiej nie zaczynaj. Niech ci się zdaje, że nie masz ochoty ich zabijać. Tak będzie lepiej.

– Ile już psów zabiłeś?

– Ciągle zabijam tego samego. Za każdym razem zdaje mi się, że strzelam do tego samego psa. Raz to jest buldog, a drugim razem owczarek. Ale ja wciąż myślę, że to jest ten sam pies. I to jest najgorsze.

Sięgnęła do torebki i wyciągnęła butelkę koniaku Stock. Nalała mi do aluminiowego kubka; w tym autobusie wszystkim szczękały zęby, a jej ręka nie drgnęła nawet.

– Napij się – powiedziała.

– Nie – rzekł Robert. – Jemu nie wolno pić.

– Dlaczego?

– Twarz mu puchnie po alkoholu. Robi się poczciwiec z wyglądu. On musi mieć twarz porytą. Na miłość boską, nie namawiaj go do picia. Chyba nie chcesz, żeby nam ten interes przepadł. Jemu cierpienia wyrzeźbiły rysy, że też ty tego nie rozumiesz.

– A dlaczego on tak cierpiał? – zapytała.

– To jest jedna z tych rzeczy, o których się nie wie naprzód – powiedział Robert. – To zależy od miejsca i od jego narzeczonej. Jeśli ją mąż zostawił, a sam prysnął z kasą i z dziewczyną młodszą od niej, to on cierpi dlatego, że jego dziewczyna odeszła z kimś bogatszym, kogo nie kochała. Wtedy z dwóch spraw buduje się jedną. Wtedy pokazujemy tej kobiecie zdjęcie i już wszystko zaczyna iść dobrze.

– Zdjęcie jego dziewczyny?

– Nie. Zdjęcie faceta, z którym odeszła. To głębsze. Każdy może nosić przy sobie zdjęcie dziewczyny, która go porzuciła. Ale w tym nie ma świeżej myśli. My pokazujemy zdjęcie tego, z którym odeszła dziewczyna. Mamy całą serię zdjęć facetów chorych od dziecka na Heinego-Medina, raka i dzieci alkoholików. Bo on tego nie może zrozumieć. Więc dlatego nosi to zdjęcie. A ona patrzy na zdjęcie tego pokraki, a potem na jego twarz, i już jest sytuacja. Rozumiesz? On cierpi, a jednocześnie nie może pozbyć się zdumienia. Że właśnie z takim człowiekiem odeszła kobieta, z którą spędził wiosnę swego życia. – Przerwał, a po chwili powiedział: – Jedyną i niepowtarzalną. Rozumiesz?

– Tak.

– Albo buduje się sprawę jeszcze inaczej, jeśli tamtej nikt nie porzucił, co nie daj Boże. Wtedy dajemy jej zdjęcie dziewczyny. On do tego dnia myślał o tamtej dziewczynie, która zginęła w wypadku samochodowym, a to zdjęcie jest dla niego czymś najświętszym. A teraz poznał ją i oddaje jej to, co ma najświętszego. To oczywiście nie jest wszystko, ale to już jest część sprawy.

– Macie takie zdjęcia?

– Kobiety czy tego, co prysnął z kasą?

– Kobiety.

Robert sięgnął do portfela i wyciągnął zdjęcie. Podał jej, a ona chwilę patrzyła, a potem oddała mu.

– Zdjęcie za mało zniszczone – powiedziała.

– Dlaczego? – zapytałem.

– To powinno być bardzo zniszczone zdjęcie – rzekła.

– Przecież ty je nosiłeś przez tyle lat w portfelu czy też w kieszeni i było gorąco, i wilgotno, a to zdjęcie wygląda jak świeżo zrobione u fotografa. Musicie je podniszczyć.

– Błagam cię, nie ucz mnie – powiedział Robert. – Ja ci pokazałem oryginał.

– Nie potrzebowałeś mi tego pokazywać – rzekła. – Wystarczyło mi powiedzieć, że Ewa, ta prostytutka z Jerozolimy, pozwoliła się wam sfotografować.

– Nie mów tego nikomu – rzekł Robert. – Ta dziewczyna zginęła przed laty w wypadku samochodowym. Zobacz, że on ma już siwe włosy. – Odwrócił się ku mnie:

– To nie jest dobrze. Ktoś, kto zna Ewę, może nas wyśpiewać, jeśli tej kobiecie przyjdzie ochota postawić to zdjęcie na swoim nocnym stoliku.

– Nic wam się nie może stać – powiedziała.

– Zawsze lepiej uważać.

– Ewa popełniła samobójstwo – powiedziała. – Nie wiedzieliście o tym?

– Nie – powiedział Robert. – Chwała Bogu. W ten sposób nie trzeba wydawać forsy na nowe zdjęcie. Jeśliby ktoś coś powiedział, to się powie, że to po prostu przypadkowe podobieństwo. I ty możesz nawet uśmiechnąć się i powiedzieć, że ona była podobna do prostytutki. Ale ta twoja kobieta musi wiedzieć, że ty sam sobie chcesz sprawić ból. Jesteś trochę masochistą, ale wielu ludzi, którzy w życiu dużo cierpieli, staje się masochistami. – Przerwał; po chwili powiedział: – Zresztą nie. To głupie, co powiedziałem. Wręcz odwrotnie. Niech jeszcze raz czysty ból odbije się na twojej twarzy. To będzie dobrze świadczyć o tobie. Rozumiesz? Samobójstwo nędznej prostytutki przypomniało ci śmierć ukochanej kobiety. Ty rozumiesz? Ta nowa na ciebie patrzy, a ty nie jesteś w stanie powstrzymać odruchu swego serca, chociaż wiesz, że to tej nowej nie może sprawić przyjemności. Twoje czyste uczucia są silniejsze od tego, co ci może przynieść korzyść czy też przykrość. A potem się natychmiast pogodzicie.

Ta dziewczyna pochyliła się ku mnie, a ja poczułem jej gorący oddech, i przesunęła ręką po mojej skroni.

– Rzeczywiście – powiedziała. – Siwiejesz już. Za dwa lata będziesz zupełnie siwy. – Ja pochyliłem się trochę ku niej, ale ona odsunęła się ode mnie. – I nie żal ci ich? – zapytała.

– Wszystkie jesteście klientkami – powiedziałem. – Prawda, Robert?

– On tylko tak mówi – powiedział Robert. – To szorstki chłopak, ale serce ma ze złota. Miał trudne życie. Jest stale w defensywie. Boi się ludzi i ucieka od nich. Niektórzy z tych, co się boją, pragną władzy, a inni uciekają. On jest z tych, co uciekają.

– Wszystkie jesteście klientkami – powiedziałem. – Bez względu na to, czy mi możesz uwierzyć, czy nie. Jesteście klientkami. Ale na końcu tak czy owak zostanę sam i bez forsy. A teraz dajcie mi spać.

Ale nie mogłem usnąć. Być może działo się to dlatego, iż kierowca autobusu jechał tak, jakby mu płacono za szczękanie naszych zębów; a może po prostu przeszkadzała mi świadomość, że ta dziewczyna siedzi obok mnie, i musiałem odwracać się od czasu do czasu, kiedy przejeżdżaliśmy przez oświetlone skrzyżowania dróg, a wtedy widziałem jej profil: prosty nos, mocną szyję i lekko kręcone włosy. Nie wiem dlaczego, ale nie mogłem nie patrzyć na nią. O dwie ławki dalej siedziała jakaś ładna blondynka, ale nie obchodziła mnie ona nic. Była zbyt młoda, aby stać się klientką. Miała jeszcze dziesięć lat czasu, a może nawet piętnaście, chociaż w tym klimacie kobiety starzeją się szybciej, a ona wygląda na urodzoną utaj i na pewno nie będzie miała z czego płacić. I było mi jej nawet trochę żal.

Odwróciłem się do tej o ciemnych włosach i mocnej szyi i trąciłem ją w ramię.

– Daj mi jednak trochę koniaku – rzekłem. – Nie mogę spać.

– Błagam cię, nie pij – powiedział Robert. – Przecież wiesz, że musisz spuchnąć.

– Wezmę jeden „Diamox” – powiedziałem.

– Co to jest „Diamox” – zapytała ta ciemnowłosa.

– Środek na odwodnienie organizmu – wyjaśnił Robert. – Kiedy on pije za dużo, to puchnie na twarzy, wtedy daję mu na drugi dzień dwie pastylki „Diamoxu” znów ma mordę porytą jak Bogey.

– To nie ja powiedziałem – rzekłem.

– Jasne, że nie ty. To mówią te wszystkie twoje narzeczone. Pamiętasz tę dziewczynę z Bostonu, która się zabiła?

– Nie – powiedziałem. Ale to nie była prawda; pamiętałem ją i widziałem, że jej nie zapomnę. Była trochę piegowata i pociła się tak jakoś cudownie.

– Nie pamiętasz jej?

– Nie.

– Tej, co zaszła w ciążę i wyskoczyła przez okno? Weszła na dwudzieste piętro i łagodnym wzbiła się lotem?

– Teraz sobie przypomniałem – powiedziałem i roześmiałem się.

– Czego się śmiejesz?

– Bo ty zawsze przesadzasz. To było szóste piętro rzekłem i wziąłem kubek z koniakiem, a ta dziewczyna patrzyła na mnie i śmiała się wraz ze mną.

– A jednak nie powinieneś pić – rzekł Robert.

– A to dlaczego? Mamy przecież całą tubkę „Diamoxu”. Nie bój się. Nie spuchnę.

– Nie chodzi o to – rzekł Robert. – Po pijanemu stajesz się podły. Ty jesteś człowiek na dnie, człowiek, który przegrywa, ale wewnętrznie pozostałeś czysty. – Zwrócił się do tej dziewczyny siedzącej koło nas. – Czy nie wygląda właśnie na takiego?

Popatrzyła na mnie.

– O mężczyznach nic nie wiadomo, dopóki nie zaczynają mówić o swoich żonach – rzekła. – I o tym, dlaczego są z nimi nieszczęśliwi. I o tym…

– Ja dokończę – powiedziałem. – I mówią jeszcze to, że zawiodły ich wszystkie filozofie i wszystkie ideologie, i że jedyne, co jest grzechem, to zmarnowanie dobrej chwili, którą można by przeżyć. No i oczywiście dodają przy tym, że nie mają tu na myśli tylko spraw erotycznych, ale każdej dobrej chwili, którą może mieć człowiek. Czasem jest to jazda motorówką, a czasem te samotne godziny, które spędzają z wędką w ręku. Ale o tym wszystkim mówią właśnie w tym momencie, kiedy zaczynają cię rozbierać. Prawda?

– Tak – powiedziała.

– Na miłość boską, nie wolno ci tego nigdy powiedzieć – rzekł Robert, a ja zobaczyłem przestrach na jego twarzy. – To dobry tekst, ale zupełnie nie do wykorzystania w naszej sytuacji.

– W naszej? – zapytałem. – Czy my je obaj rozbieramy? Zawsze robiłem to ja. Ale bardzo cię proszę. Teraz w Twerii możesz zadebiutować. Może się nawet rzeczywiście ożenisz i wyjedziesz z nią za ocean.

– Błagam cię, nie denerwuj mnie. Ja się muszę skupić. Ty ciągle myślisz, że to wszystko jest takie łatwe, i że w ogóle nie ma już żadnego ryzyka. Ale tu dużo zależy od niuansów. Czasem można pośliznąć się przez głupstwo i całą sprawę trafia szlag.

– Nudzisz mnie – powiedziałem. – Jeśli chcesz, to myśl o tych niuansach. Dla mnie one wszystkie są klientkami. Pewien specjalny wypadek w psychologii: wrodzona skłonność do bogatych kobiet. – Odwróciłem się do tej dziewczyny. – Czy możesz dać mi jeszcze trochę koniaku?

– To już ostatni – rzekł Robert. – Jeśli jutro rano będziesz spuchnięty, a ja ci dam dwa „Diamoxy”, to do wieczora tak czy owak jesteś nieczynny. To musi parę godzin potrwać, zanim znów odpuchniesz. I znów tracimy cały dzień. Pomyśl, ile kosztuje pokój w hotelu, Tweria jest droższa od Tel-Awiwu.

KONIEC BEZPŁATNEGO FRAGMENTU

ZAPRASZAMY DO ZAKUPU PEŁNEJ WERSJI