Nasza bomba. Czy Polska potrzebuje strategii jądrowej? - Albert Świdziński - ebook + książka
NOWOŚĆ

Nasza bomba. Czy Polska potrzebuje strategii jądrowej? ebook

Świdziński Albert

0,0
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.

11 osób interesuje się tą książką

Opis

Broń jądrowa najbardziej potrzebna jest państwom słabym – ale mogą ją mieć tylko państwa silne. Jej powstanie zredefiniowało świat stosunków międzynarodowych – chociaż użyto jej tylko raz, ponad 80 lat temu, do dzisiaj w jej cieniu decydują się losy państw. Mimo że jest narzędziem ostatecznego zniszczenia, wielu uważa, że jej istnienie przyczyniło się do zachowania pokoju.

Rola broni jądrowej w polityce jest ogromna, ale w Polsce nie mówi się o niej prawie wcale. Dlaczego jest tematem tabu? Do czego służy i jak się jej używa, nie używając jej wcale? Jakie mechanizmy pozwalają dzięki niej odstraszać agresję, a jakie wymuszać posłuszeństwo? I wreszcie: jak państwa średnie, takie jak Polska, którym zasadniczo broni jądrowej mieć nie wolno, były w stanie ją zdobyć pomimo niechęci sojuszników i wrogów? A kiedy już ją zdobyły, w jaki sposób „używały” jej, aby osiągać swoje cele polityczne i zapewnić sobie bezpieczeństwo?

Książka Alberta Świdzińskiego, eksperta od strategii nuklearnej w think tanku Strategy&Future, odpowiada na te wszystkie pytania. Jest podręcznikiem zdobywania broni jądrowej przez państwa – wyjaśnia, po co jest im potrzeba, w jaki sposób przejść przez trudny i niebezpieczny proces jej zdobywania oraz jak ją wykorzystywać, kiedy już się ją ma.

No i stało się. Będziemy mieli nareszcie debatę o polskiej strategii nuklearnej. A to dzięki przełomowej książce Alberta Świdzińskiego. Czas niedebatowania na poziomie wymaganym od polskich elit właśnie się – mam przekonanie – kończy wraz z publikacją „Naszej bomby”. Jacek Bartosiak

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 731

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Opieka redakcyjna: PIOTR TOMZA

Redakcja: ŁUKASZ PODGÓRNI

Korekta: ANNA DOBOSZ, ANNA RUDNICKA, JOLANTA STAL

Projekt okładki i stron tytułowych oraz opracowanie graficzne: KIRA PIETREK

Ilustracja na okładce: © Chad Baker / DigitalVision / Getty Images

Redaktor techniczny: ROBERT GĘBUŚ

© Copyright by Albert Świdziński Preface © Copyright by Jacek Bartosiak © Copyright for this edition by Wydawnictwo Literackie, 2026

Wydanie pierwsze

ISBN 978-83-08-08780-0

Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o. ul. Długa 1, 31-147 Kraków bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40 księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl e-mail: [email protected] tel. (+48 12) 619 27 70

Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.

Ten e-book jest zgodny z wymogami Europejskiego Aktu o Dostępności (EAA).

Wydawca zakazuje eksploatacji tekstów i danych (TDM), szkolenia technologii lub systemów sztucznej inteligencji w odniesieniu do wszelkich materiałów znajdujących się w niniejszej publikacji, w całości i w częściach, niezależnie od formy jej udostępnienia (art. 26 [3] ust. 1 i 2 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych [tj. Dz.U. z 2025 r. poz. 24 z późn. zm.]).

PRZEDMOWA

.

ZACZYNAMY „BOMBOWĄ DEBATĘ”

JACEK BARTOSIAK

No i stało się. Będziemy mieli nareszcie debatę o polskiej strategii nuklearnej. A to dzięki przełomowej książce Alberta Świdzińskiego zatytułowanej Nasza bomba. Czy Polska potrzebuje strategii jądrowej?, którą właśnie trzymacie Państwo w swoich rękach. Jeszcze nigdy w języku polskim taka książka nie powstała, mało tego: dotąd nie została napisana żadna, która w najmniejszym choćby stopniu ten najwyższej wagi temat odważnie wprowadziłaby do polskiej debaty strategicznej, a tym samym publicznej – z pozycji podmiotowości państwa polskiego w kształtowaniu strategii nuklearnej.

Jest to wydarzenie ważne i doniosłe zwłaszcza w obliczu trudnej sytuacji strategicznej, w której państwo polskie znalazło się na początku 2026 roku. Bo przecież ta jakże potrzebna debata nie dokona się dzięki elitom politycznym i społecznym III Rzeczpospolitej, które nie tylko nie podjęły nigdy tego arcyważnego tematu (poza przyczynkowym opisaniem, na czym polega mityczny Nuclear Sharing – o zgrozo – jakby to miała być ta debata), ale nawet nie odważyły się zadać sobie i nam jako społeczeństwu pytania, czy powinniśmy takie „nieprawomyślne” pytania zadawać. Tym samym nie wytworzyła się kompetentna metoda rozmawiania na ten temat z naszymi sojusznikami, czego konsekwencją jest podnoszenie przez polskich przedstawicieli dyplomacji publicznej i przez polityków jedynie frazesów – zaklęć o Nuclear Sharingu właśnie czy o atomowych gwarancjach bez zrozumienia, jak złożoność strategii nuklearnych przekłada się na stopniowalność i daleko idącą warunkowość naszego bezpieczeństwa.

Właściwie jest jeszcze gorzej. Elity bowiem przez dekady internalizowały zewnętrzne interesy i obce normy – de facto amerykańskie i rosyjskie. I to po równo, ponieważ oba te nuklearne mocarstwa zainteresowane są normą nieproliferacji i nierozwijaniem debaty w państwach nieatomowych. W szczególności normą nieproliferacji broni atomowej jako immanentnie wpisaną w pożądany interes Polski. A przecież rozmowa na temat strategii nuklearnej nie musi jeszcze oznaczać polskiej drogi do posiadania broni atomowej – jest po prostu uprawnioną ze wszech miar rachubą obejmującą także konwencjonalne zachowania, mające wywołać określony wpływ na zachowanie państwa atomowego, tak sojuszniczego wobec Polski jak USA czy Francja, jak i wrogiego jak obecnie Rosja. Innymi słowy, oznacza rachubę naszego zachowania w celu poprawy polskiego bezpieczeństwa przez umiejętne manipulowanie magicznym trójkątem ryzyka, wiarygodności i strachu u naszych sojuszników i wrogów, bo właśnie do tego sprowadza się manewrowanie geopolityczne.

Wygląda na to, że obywatele naszej republiki, do których to należy zgodnie z konstytucją i demokratycznymi ideami nasze państwo (Rzeczpospolita nie należy przecież jedynie do elit, żyjących z pieniądza publicznego, jak zdaje się niektórym ich przedstawicielom wydawać), mają po dziurki w nosie takiego stanu rzeczy i chcą tej debaty, o czym co rusz przekonujemy się w Strategy & Future, jeżdżąc wzdłuż i wszerz Polski z wykładami i prezentacjami. Spotykamy niezmiennie tłumy ludzi wsłuchujących się w sprawy związane z bezpieczeństwem, w tym żądających debaty o polskiej strategii nuklearnej.

Dodajmy: żądających debaty kompetentnej, gdyż sami są całkiem nieźle oczytani. Mamy XXI wiek, dostęp do wiedzy i informacji. Ludzie widzą, co się dzieje w świecie. W związku z tym żądają większej kompetencji od elit, które nimi rządzą. Żądają – parafrazując naszego wybitnego piłkarza Roberta Lewandowskiego, który krytykował onegdaj polską reprezentację narodową – „lepszej jakości w grze”.

Obecny stan niekompetencji debatowania na temat strategii nuklearnej obnaża nieprzygotowanie do samodzielnego myślenia o własnym bezpieczeństwie w nowej epoce chaosu, która właśnie do zadbania o własne bezpieczeństwo zmusza. Bo ono nie jest absolutne – w dynamicznej grze międzynarodowej jest stopniowalne i przejawia się w codziennym negocjowaniu jego statusu przez działania własne, wrogów i sojuszników, w tym poprzez działania i zaniechania w kluczowej domenie nuklearnej, na najwyższych stopniach drabiny eskalacyjnej.

Czas niedebatowania na poziomie wymaganym od polskich elit właśnie się – mam przekonanie – kończy. Wraz z publikacją Naszej bomby. Książka Alberta Świdzińskiego i debata o polskiej strategii nuklearnej, którą Strategy & Future inicjuje, zmieni wszystko. Przekonacie się Państwo: nie będzie już powrotu do frazesów na konferencjach, a już szczególnie na tych nagrywanych, które obywatele mogą potem zobaczyć i krytycznie przyglądnąć się dzięki nim swoim elitom, mającym przecież obowiązek reprezentować interesy społeczeństwa. Zmieni się sposób wypowiadania się polityków i wojskowych, którzy nie będą już mogli tuszować swojej niewiedzy w tym zakresie. Przede wszystkim zaś lektura tej książki i debata wokół niej dadzą lepszą jakość naszym przedstawicielom w rozmowach z sojusznikami, którzy w konsekwencji zaczną się z nami bardziej liczyć, widząc, że „kumamy bazę”, czego na razie widzieć nie mogą.

Zmiana sposobu rozmowy doprowadzi do porzucenia internalizowania obcych interesów i dawnego „pitolenia o niczym”. Wprowadzi też do debaty kluczowe terminy, którymi będziemy się posługiwać. Czym jest strategia nuklearna? Co to jest hedging techniczny, czym różni się od hedgingu ubezpieczeniowego? Czym jest sprint, a czym proliferacja pod kryszą? Czym wreszcie Nuclear Sharing, delegacja autoryzacji, amorficzny system dowodzenia i asymetryczna eskalacja oraz konwencjonalny hedging w kierunku uruchomienia sojuszniczego odstraszania nuklearnego?

Nareszcie zaczniemy się poruszać w takich, właściwych horyzontach i zakresach, zamiast powtarzać enigmatyczne i puste: „mieć bombę czy jej nie mieć?” albo „co Amerykanie o tym myślą?”, bo przecież „dają nuklearne gwarancje”. W istocie to nic nie oznacza. Pozwala tylko na usprawiedliwienie, że sami nie musimy nic robić.

Zmiana kształtu debaty pozwoli nam wyznaczyć drogę do własnych strategii nuklearnych, z ich plusami i minusami, zakrętami i metaforycznymi „bardzo wąskimi ścieżkami nad przepaścią”. Otworzy drogę do stworzenia doktryny obowiązującej w państwie polskim (która oczywiście nie powinna być publiczna i jawna, bo musi zakładać „szczwaną” grę wobec Amerykanów, Europy i Rosji). To wszystko wcale nie musi oznaczać dążenia do posiadania broni atomowej – jak pisałem wcześniej, strategia nuklearna to coś znacznie więcej.

W przypadku Polski jest wiele ryzyk oraz argumentów przeciwko posiadaniu broni atomowej. Podnosimy je w inicjowanej przez nas debacie, byśmy wszyscy mogli rozważyć argumenty za i przeciw. Bo dotąd takie merytoryczne argumenty nie padały. W książce Alberta Świdzińskiego zostały wreszcie wyłożone – i trzeba przyznać, że są poważne. Ale debata na ich temat musi się mieścić w kompetentnych zakresach – właśnie takich, które swoją książką ustanawia jej autor.

Tak jak wspomniałem, droga przez debatę o strategii nuklearnej aż do przyjęcia tejże będzie bardzo kręta i trudna. Bardzo ważnym jej składnikiem będzie projektowanie naszego zachowania w ramach konwencjonalnych metod, które mogą wpłynąć zarówno na naszego nuklearnego patrona, Stany Zjednoczone, i jego zachowanie, by dać nam większe bezpieczeństwo i pole manewru, jak i na zachowanie naszego wroga – Rosję, by bała się wojny z nami, a także nie uciekała się do szantażu użycia wobec nas siły.

Tego wszystkiego brakuje w polskiej debacie, ale to wkrótce się zmieni. Niniejsza książka to koło młyńskie, które „zmieli” stary sposób debatowania o tych sprawach na zawsze.

WARSZAWA, STYCZEŃ 2026

Mojej Mamie

Z podziękowaniamidla Jacka Bartosiaka

WSTĘP

.

W listopadzie 2024 roku CBOS przeprowadził sondaż dotyczący nastawienia polskiego społeczeństwa do broni jądrowej. Jego wyniki wskazują, że 64 procent Polaków obawia się nuklearnego ataku ze strony Rosji. 44 procent respondentów uważa, że nasz kraj powinien wziąć udział w programie NATO Nuclear Sharing, a kolejne 40 procent badanych jest zdania, że Polska uczestniczyć w nim nie powinna (16 procent pytanych pozostaje niezdecydowanych). Co najciekawsze, aż 49 procent Polaków deklaruje, że są zwolennikami posiadania przez Polskę w przyszłości programu nuklearnego, podczas gdy do grona przeciwników tego pomysłu zalicza się tylko 36 procent obywateli11*.

Redaktorzy portalu Wirtualna Polska, w którym znalazło się omówienie wspomnianego badania, uznali za stosowne opatrzyć poświęcony mu artykuł nagłówkiem „Panika w Polsce rośnie”, co jest konstatacją po pierwsze dość nieuprzejmą, a po drugie – bardzo możliwe, że nietrafioną. Czy obawa przed użyciem broni jądrowej jest objawem paniki, czy uzasadnionej obawy? Czy nie ma sensu przekonanie, że Polska powinna być państwem uczestniczącym w programie Nuclear Sharing? Oraz wreszcie: dlaczego przyjmować, że w chęci posiadania własnej broni jądrowej jest coś nieracjonalnego?

Oprócz tyleż irytującej, co typowej dla mediów głównego nurtu maniery deprecjonującej obawy Polaków w cytowanym nagłówku zaklęte jest coś więcej. Znajdujemy w nim głęboko zakorzeniony w polskich środowiskach opiniotwórczych nawyk respektowania ustalonego status quo: redaktorzy Wirtualnej Polski są apostołami normy nierozprzestrzeniania broni jądrowej – sami o tym nie wiedząc.

Najbardziej interesujące w badaniu CBOS jest jednak to, że w ogóle powstało. Jeszcze przed pełnoskalową inwazją Rosji na Ukrainę nikomu nie przeszłoby przez myśl pytać Polaków o uczestnictwo w Nuclear Sharing. Pytanie o posiadanie broni jądrowej mogłoby zaś zostać zakwalifikowane – szczególnie wśród dziennikarzy i analityków głównego nurtu – jako działanie niemal wywrotowe. I było tak nie tylko przez ostatnie trzydzieści lat końca historii, a zawsze – aż do dzisiaj. Nieobecność problematyki związanej z bronią jądrową – tego, czy ktoś nam nią grozi, tego, czy ktoś nas przed tymi groźbami chroni, oraz tego, czy ochrona ta jest wiarygodna dla nas oraz dla przeciwnika, i wreszcie: czy sami powinniśmy ją mieć – była mniej wynikiem niedojrzałości społeczeństwa, a bardziej niedojrzałości i nieświadomości elit; najpierw PRL, a następnie III Rzeczpospolitej.

Ze społeczeństwem bywało inaczej.

Truman, Truman, spuść ta bania,

bo to nie do wytrzymania.

Jedna bomba atomowa i wrócimy znów do Lwowa

– taką rymowankę powtarzano w Polsce na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych2, gdy rozpoczynała się wojna na Półwyspie Koreańskim, a wraz z nią wróciły nadzieje na wyrwanie się Polski z sowieckiej strefy wpływów; choćby za cenę globalnej wojny jądrowej. Prezydent Truman nie spuścił jednak „ta bania”, nie zrobił tego również żaden z jego następców. Nie zrzucił jej też Józef Stalin ani ci, którzy przyszli po nim; ani żaden z innych przywódców państw dysponujących bronią jądrową. Ba, bani nie spuściła nawet Golda Meir podczas wojny Jom Kipur w 1973 roku – chociaż ważyły się wtedy losy Izraela2*.

Sama popularność rymowanki o Trumanie i bani wskazuje jednak na zasadnicze zainteresowanie polskiej publiki istnieniem broni jądrowej. Symptomatyczne jest przy tym, że świadomość nie tylko społeczeństwa, ale i elit politycznych Polski nie posunęła się zasadniczo do przodu od czasu, kiedy rymowanka ta stała się popularna. Wiemy, że broń jądrowa istnieje; wiemy, że nasz patron – kiedyś ZSRR, teraz USA – ją posiada; wiemy, że nasz przeciwnik – kiedyś USA, teraz Rosja – może jej wobec nas użyć. I na tym nasza wiedza się kończy, chociaż od końca lat czterdziestych XX wieku polskie społeczeństwo na jakimś poziomie zdaje sobie sprawę z tego, że broń jądrowa może zostać wobec nas użyta. Pomimo tego w debacie publicznej w Polsce – do bardzo niedawna – o broni jądrowej nie mówiło się w ogóle. Oczywiście gdzieniegdzie o niej wspominano; czasem nawet o tym, że może być składowana na terytorium Polski przez ZSRR. Potem, po wstąpieniu naszego kraju do NATO, mgliście, gdzieś w peryferyjnym widzeniu, zaistniała świadomość, że Polska objęta jest parasolem nuklearnym Stanów Zjednoczonych. Niewiele tego wobec faktu, że w rzeczywistości Polska żyła w cieniu broni jądrowej od momentu, gdy ta powstała!

I żyje w nim nadal.

O obecnych groźbach użycia przez Rosję broni jądrowej na terytorium Polski będzie tu jeszcze mowa, w tym miejscu dość wspomnieć słowa Siergieja Karaganowa, byłego doradcy Władimira Putina, a aktualnie czołowego rosyjskiego komentatora polityki zagranicznej, który jeszcze niedawno otwarcie rekomendował przeprowadzenie prewencyjnych ataków nuklearnych na miasta w Europie – w tym na Poznań3.

Nie zapominajmy jednak, że kiedy Polska była częścią bloku wschodniego, amerykańskie plany użycia broni jądrowej w przypadku wybuchu wojny z Układem Warszawskim również zakładały jej wykorzystanie wobec Polski. Na przykład dokument Atomic Weapons Requirements Study z 1959 roku zawiera listę celów ataków nuklearnych, nad którymi zdetonowane zostałyby ładunki jądrowe. Na liście tej znajduje się w sumie ponad tysiąc dwieście miast z bloku wschodniego – przy czym na każde z nich miało spaść kilka, kilkadziesiąt lub kilkaset ładunków. Dla zobrazowania – na Warszawę przewidziano trzydzieści dziewięć DGZ (Designated Ground Zeros; dla uproszczenia – pojedynczych ładunków); na Ożarów dwa, na Pruszków cztery, a na Poznań dwadzieścia. Na Radom zaś spaść miało pięć ładunków4. Oczywiście wraz z ewolucją zdolności i doktryny użycia broni jądrowej USA zmieniała się liczba celów do zniszczenia za jej pomocą – jednak nawet już w latach osiemdziesiątych XX wieku Ronald Reagan z przerażeniem odkrył, że elastyczność w doborze celów uderzeń bronią jądrową jest w znacznej mierze fikcją. W praktyce USA – gdyby wybuchł otwarty konflikt jądrowy z ZSRR – „waliłyby wszystkim”; swoją drogą, kiedy ówczesnemu prezydentowi USA wkrótce po objęciu urzędu przedstawiono menu celów broni jądrowej wobec bloku wschodniego, miał – choć przecież do bojaźliwych nie należał – „nieomal zasłabnąć”53*.

***

Badania nad bronią jądrową albo wręcz aktywne programy jej opracowania prowadziło lub nadal prowadzi dwadzieścia dziewięć państw. Są wśród nich kraje tak nieoczywiste jak Republika Południowej Afryki (która przez pewien czas była dziesiątym mocarstwem jądrowym i pozostaje jedynym państwem, które zrzekło się już znajdującej się w jego posiadaniu broni nuklearnej), ale też Jugosławia, Szwajcaria, Rumunia czy Argentyna.

Wśród tej dwudziestki dziewiątki nigdy nie było Polski; ba, o broni jądrowej nawet pisało się niewiele. Od czasu do czasu pojawiały się przekłady amerykańskich książek lub też przyczynkowe opracowania dotyczące polityki zbrojeniowej Stanów Zjednoczonych czy Rosji, skupiające się w przeważającej mierze na parametrach technicznych rodzajów uzbrojenia lub w najlepszym razie na suchym i pobieżnym opisie elementów doktryny deklaratywnej USA. Prawdziwych tekstów wyjaśniających ewolucję strategii nuklearnej USA, nie wspominając już o Rosji czy pozostałych mocarstwach nuklearnych, nie było właściwie w ogóle.

Na tej pustyni rozpoczęcie debaty nie jest łatwe; chcąc podejść do tematu w sposób ustrukturyzowany, powinno się zacząć od opisu ewolucji strategii jądrowej najpierw USA, potem ZSRR, a w końcu innych państw nuklearnych. Samo to jest niezwykle trudne; nie tylko z powodu mnogości zagadnień potrzebnych do poruszenia dla opisania ewolucji strategii jądrowej, ale również dlatego, że historia broni jądrowej jest zbiorem historii, w których nie została ona użyta, a ponadto z samej natury rzeczy dostęp do informacji jej dotyczących – od informacji technicznych, po plany użycia – jest bardzo ograniczony.

Co więcej, nawet gdyby skupić się wyłącznie na tym, jak ewoluowała amerykańska strategia nuklearna, okazałoby się, że jest kilka konkurujących ze sobą wytłumaczeń jej rozwoju – narracji rozwijających się jednocześnie, ale tworzonych przez zupełnie innych ludzi, o różnych poglądach, różnych doświadczeniach życiowych i pełniących różne funkcje. Francis J. Gavin, profesor School of Advanced International Studies na Johns Hopkins University (a zarazem jeden z najbardziej poważanych historyków strategii broni jądrowej), zauważa, że istnieją co najmniej cztery takie nurty6.

Pierwszy reprezentują „czarodzieje Armagedonu”, czyli, mówiąc skrótowo, pracownicy think tanków takich jak RAND Corporation4*. To archetypiczni, genialni bądź szaleni naukowcy w typie doktora Strangelove’a z filmu Stanleya Kubricka, starający się zrozumieć i streścić politykom konsekwencje powstania broni jądrowej. Kiedy mówi się o strategii jądrowej, myśli się o spuściźnie intelektualnej naukowców z RAND-u, ale to tylko fragment historii.

Drugi nurt znajduje odzwierciedlenie w wystąpieniach ludzi, którym „czarodzieje Armagedonu” pomagali – a więc polityków. Dla nich broń jądrowa była narzędziem osiągania celów politycznych. Czasami miała odstraszyć przeciwników, czasami wymusić posłuszeństwo na sojusznikach, czasami uspokajać jednych i drugich – a przy okazji działać kojąco na społeczeństwo. Innymi słowy, wystąpienia te, choć odnoszące się często do konstrukcji intelektualnych stworzonych przez naukowców, nie były ich wiernym odbiciem – ich celem była przede wszystkim sygnalizacja polityczna.

Trzecią „wersją historii” jest to, jak w praktyce USA zamierzały używać swojej broni jądrowej – to znaczy, jakie systemy uzbrojenia jądrowego USA tworzyły oraz gdzie i w jakich ilościach je rozmieszczały. I choć wiele z tych informacji pozostaje niejawnych, w praktyce wydaje się, że aseptyczne i schludne teorie „czarodziejów Armagedonu” czy też polityczne wystąpienia amerykańskich urzędników miały tak naprawdę mało wspólnego z tym, gdzie, w jakiej ilości i jakiego rodzaju broń jądrowa posiadana przez Stany Zjednoczone się znajdowała. Konkludując: teoria i narracja swoją drogą, praktyka swoją – i drogi te przecinały się tylko czasami.

Wreszcie czwartą opowieścią o amerykańskiej strategii jądrowej jest to, co myśleli o niej i jak zamierzali z niej korzystać ci, którzy faktycznie mogli to zrobić, naciskając czerwony guzik – czyli prezydenci Stanów Zjednoczonych. Każdy z nich miał inny światopogląd i własne przekonania moralne, które z kolei tworzyły odrębne wizje tego, w którym momencie użyją broni jądrowej. To bardzo ważne, bo, koniec końców, tylko ich wizja miała znaczenie – ostateczna decyzja o użyciu broni jądrowej pozostawała wyłącznie w ich rękach7.

Co być może jeszcze ważniejsze, wszelka rozmowa o broni jądrowej dotyczy tak naprawdę analiz sytuacji, w których nie została ona użyta. Poruszamy się więc w sferze historii alternatywnej (lub, jak kto woli, kontrfaktycznej); mówimy o momentach, w których fakt istnienia broni jądrowej być może pozwolił na uniknięcie konfliktu; jednak to, że konflikt się nie wydarzył, sprawia, iż niemożliwe jest określenie, jaki wpływ na jego uniknięcie miała broń jądrowa.

Gdybym spróbował tu przedstawić czytelnikowi ewolucję i założenia strategii jądrowej USA – nie wspominając o innych państwach – książka ta liczyłaby tysiące stron i byłaby z gruntu odtwórcza, a w efekcie i tak opisałbym w niej tylko jakiś wycinek zagadnienia5*. Dlatego stawiam sobie inny cel, sądzę, że znacznie ciekawszy: ta książka ma być przede wszystkim próbą odtworzenia polskiej debaty publicznej na temat broni jądrowej i jej wpływu na bezpieczeństwo Polski. W szczególności zaś próbą udzielenia odpowiedzi na serię pytań, które były dotąd postrzegane jako tabu, zaczynając od najważniejszego, zadanego również przez ankieterów CBOS-u: czy Polska powinna mieć broń jądrową? I czy jest to w ogóle możliwe, zarówno pod względem politycznym, jak i technologicznym? W jaki sposób powinno się podejść do jej opracowania – a raz ją zdobywszy, jak powinniśmy kształtować nasze w tym względzie zdolności? Wbrew pozorom odpowiedź na pytanie: „czy Polska powinna mieć broń jądrową?” wcale nie jest oczywista – pomimo że zdaniem wielu (moim również) to właśnie broń jądrowa jest najpewniejszym z możliwych „ubezpieczeń od inwazji”. Co z naszej perspektywy (zwłaszcza historycznej) wydaje się cechą bardzo pożądaną.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

CZĘŚĆ I

DLACZEGO BOMBA?

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 1

DYPLOMACJA PRZEMOCY

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 2

ESKALACJA I DEESKALACJA

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 3

KONIEC PRYMATU

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

CZĘŚĆ II

DROGA DO BOMBY

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 1

REŻIM NIEPROLIFERACJI

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 2

STRATEGIE PROLIFERACJI

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 3

NASZA DROGA DO BOMBY

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 4

JAK ROBILI TO INNI (ZWYCIĘZCY)

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 5

JAK ROBILI TO INNI (PRZEGRANI)

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

CZĘŚĆ III

JAKA BOMBA?

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 1

DOKTRYNY JĄDROWE PAŃSTW ŚREDNICH

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 2

NASZA (JAKA?) BOMBA

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 3

JAK ROBILI TO INNI (DOKTRYNY)

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

Przepis na bombę

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

LEKCJE Z ROKU 2025

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

PRZYPISY

WSTĘP

1 Za: https://wiadomosci.wp.pl/panika-w-polsce-rosnie-nowy-sondaz-i-widmo-ataku-nuklearnego-7099333934619296a (dostęp: 9.07.2025). ↩

2 Por. P. Osęka, Truman, Truman, spuść ta bania!, „Gazeta Wyborcza” („Ale Historia”), 26 kwietnia 2013, wydanie elektroniczne: https://wyborcza.pl/alehistoria/7,121681,13813394,truman-truman-spusc-ta-bania.html (dostęp: 9.07.2025). ↩

3 https://eng.globalaffairs.ru/articles/a-difficult-but-necessary-decision/ (dostęp: 15.12.2025). ↩

4 https://nsarchive2.gwu.edu/nukevault/ebb538-Cold-War-Nuclear-Target-List-Declassified-First-Ever/documents/1st_city_list_complete.pdf (dostęp: 15.12.2025). ↩

5 https://nsarchive.gwu.edu/briefing-book/nuclear-vault/2016-12-22/reagans-nuclear-war-briefing-declassified (dostęp: 15.12.2025). ↩

6 https://tnsr.org/2019/01/rethinking-the-bomb-nuclear-weapons-and-american-grand-strategy/ (dostęp: 15.12.2025). ↩

7 Tamże. ↩

.

PRZEPIS NA BOMBĘ

1* Przypisy końcowe znajdują się na stronach 613–641 (przyp. red.). ↩

2* Przykład działań Izraela podczas wojny z 1973 roku jest symptomatyczny, bo chociaż Golda Meir nie zdecydowała się na zdetonowanie broni jądrowej – nie nacisnęła guzika – to jednak na swój sposób broni jądrowej użyła. Mianowicie zagroziła jej użyciem wobec państw atakujących Izrael – co jest sposobem użycia broni jądrowej znacznie częstszym niż użycie faktyczne. Co najciekawsze, adresatem gróźb Goldy Meir nie były atakujące wówczas Izrael państwa arabskie; nie był nim nawet ich patron i nieformalny sojusznik, czyli ZSRR. Adresatem groźby Meir był najbliższy partner Izraela, a więc Stany Zjednoczone – i to również, jak się przekonamy w dalszej części książki, nie jest sytuacja bez precedensu. ↩

3* Jeśli nie oznaczono inaczej, wszystkie przekłady ze źródeł obcojęzycznych niepublikowanych w Polsce pochodzą od autora (przyp. red.). ↩

4* Archetypiczny think tank założony w 1948 roku w Kalifornii; RAND to skrót od Research and Development. ↩

5* Książką taką – dającą pewien wgląd w historię kształtowania się strategii nuklearnej – jest na przykład The Evolution of Nuclear Strategy Lawrence’a Freedmana i Jeffreya Michaelsa (Londyn 2019), licząca niemal osiemset stron i będąca przy tym bardzo skrótową wersją (wycinka!) historii strategii jądrowej. ↩