Tytuł możliwy do wypożyczenia z oferty Depozytu Bibliotecznego.
[PK]
Amy robi wszystko, by wtopić się w tłum, choć przy jej niecodziennych uzdolnieniach nie jest to proste.
Kiedy spotyka dziewczynę wyglądającą dokładnie tak samo jak ona-następną Amy-wierzy, że podobieństwo jest nie tylko zewnętrzne.
Jednakże się myli! Ta druga Amy wprost staje na głowie, żeby zwrócić na siebie uwagę. Chce być najlepsza, nie zważając na konsekwencje.
A konsekwencje mogą być brzemienne w skutkach. Amy musi spróbować ją powstrzymać.
Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego.
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.
ISBN 8371575610
Książka dostępna w zasobach:
Biblioteka Główna - Ośrodek Kultury w Brzeszczach
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 135
Rok wydania: 2000
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Następna Amy
Następna Amy
MARILYNN KAYE
10012441
Przełożył Tomasz Wilusz
Wydawnictwo Da Capo Warszawa
Tytuł oryginału ANOTHER AMY
Copyright © 1999 by Marilyn Kaye Published by arrangement with Random House Children's Books. a division of Random House. Inc.
Opracowanie graficzne okładki Sławomir Skryśkiewicz
Skład i łamanie Kolonel
For the Polish translation Copyright © 2000 by Wydawnictwo Da Capo
For the Polish edition Copyright © 2000 by Wydawnictwo Da Capo
Wydanie I ISBN 83-7157-561-0
Druk i oprawa: Drukarnia Wydawnicza im. W. L. Anczyca S.A., Kraków. Zam. 681/00
Dla mojej sojuszniczki i przyjaciółki, Samanthy Wylde Lang
NOTATKA OD DYREKTORA
WEDŁUG NAJŚWIEŻSZYCH DANYCH, ISTNIEJĄ TRZY OBIEKTY MOGĄCE STANOWIĆ PRZEDMIOT ZAINTERESOWANIA ORGANIZACJI. SUGERUJE SIĘ, BY KOMITET ŚLEDCZY ZREZYGNOWAŁ Z KONCENTROWANIA UWAGI TYLKO NA JEDNYM Z NICH I ROZWAŻYŁ MOŻLIWOŚĆ UZYSKANIA RÓWNIE WARTOŚCIOWEGO MATERIAŁU Z INNYCH ŹRÓDEŁ. W DĄŻENIU DO OSTATECZNEGO CELU NALEŻY WZIĄĆ POD UWAGĘ WSZYSTKIE MOŻLIWE KIERUNKI DZIAŁANIA. W ZWIĄZKU Z TYM ZALECA SIĘ, ABY ORGANIZACJA POSZERZYŁA ZAKRES SWOJEJ AKTYWNOŚCI.
rozdział pierwszy
Na korytarzach gimnazjum w Parkside panował ogłuszający hałas. Rozbrzmiewał dzwonek kończący ostatnią lekcję, uczniowie krzyczeli, drzwi szafek zamykały się z trzaskiem, a trzysta par nóg pędziło do wyjścia. Mimo to Amy Cand-ler usłyszała głos Tashy Morgan, wołającej ją z drugiego końca korytarza, i podniosła głowę. Choć stała dość daleko, wyraźnie widziała jej minę. Tasha była czymś mocno podekscytowana.a korytarzach gimnazjum w Parkside panował ogłuszający hałas. Rozbrzmiewał dzwonek kończący ostatnią lekcję, uczniowie krzyczeli, drzwi szafek zamykały się z trzaskiem, a trzysta par nóg pędziło do wyjścia. Mimo to Amy Cand-ler usłyszała głos Tashy Morgan, wołającej ją z drugiego końca korytarza, i podniosła głowę. Choć stała dość daleko, wyraźnie widziała jej minę. Tasha była czymś mocno podekscytowana.
- Co się dzieje? Nie wybierasz się na gimnastykę? - spytała Amy, gdy przyjaciółka podeszła do niej na tyle blisko, by ją słyszeć.
- Wybieram się, wybieram - odparła Tasha, ale
Amy od razu domyśliła się, że to nie zajęcia z gimnastyki są przyczyną entuzjazmu przyjaciółki. - Musiałam się z tobą spotkać przed wyjściem. Zgadnij, co się stało.
Amy przewróciła oczami. Po co ludzie mówią takie rzeczy jak „zgadnij, co się stało", kiedy jasne jest, że rozmówca nie ma pojęcia, o co chodzi? Owszem, była obdarzona niezwykłymi zdolnościami, ale czytanie w myślach do nich nie należało. Mimo to postanowiła spróbować odgadnąć, w czym rzecz.
- Biust ci znowu urósł.
Tym razem to Tasha przewróciła oczami.
- Nie.
- No dobrze, co się więc stało?
- Będę dziennikarką.
Amy uniosła brwi.
- W „Snooze"? - Miała na myśli gazetkę szkolną, wychodzącą co tydzień. Nie potrafiła zrozumieć, dlaczego Tasha tak bardzo cieszy się z tego, że będzie w niej pracować. Każdy mógł pisać artykuły dla „Snooze", ale nikt nie chciał tego robić. Była to najnudniejsza gazeta na świecie.
- Nie! W „Journal"!
Amy była pod wrażeniem.
- W „Journal"? Chodzi o to pismo, które nam przynoszą do domu? No, no! To prawdziwa gazeta.
Tasha radośnie skinęła głową.
- Jestem nową korespondentką z Parkside. No, właściwie to nie tyle nową, co pierwszą w historii. Gazeta od niedawna prowadzi program współpracy
z wszystkimi szkołami w okolicy. W każdej z nich redakcja ma jednego korespondenta. Pani od angielskiego zaproponowała, żebym przejęła tę rolę w Parkside.
- Super - powiedziała Amy. - To wspaniale, Ta-sha, moje gratulacje. - Wiedziała, że to dla przyjaciółki wielka sprawa, i uściskałaby ją, gdyby nie był to taki obciach. Czegoś takiego po prostu nie robiło się na zatłoczonym korytarzu. Amy właściwie nie obchodziło to, jak ją widzą inni, ale wolała, by nie zwracali na nią zbyt wielkiej uwagi. - O czym napiszesz do gazety?
Tasha nieco zmarkotniała.
- Nie wiem. Najtrudniej będzie znaleźć jakiś interesujący temat.
- Zaczynają się zapisy do grupy tanecznej. Mogłabyś o tym napisać.
- Mogłabym - powiedziała Tasha bez entuzjazmu. - Ale takimi rzeczami będą się zajmować korespondenci z innych szkół. Ja chcę znaleźć coś innego, coś, co zrobi wrażenie.
- Mogłabyś przeprowadzić wywiad z nowym nauczycielem wuefu - zasugerowała Amy. - Zdaje się, że był członkiem olimpijskiej drużyny lekkoatletycznej.
- Taa, chyba ze sto lat temu i przewrócił się na pierwszym okrążeniu. Dlatego teraz uczy wuefu. -Tasha przechyliła głowę na bok. - Ale wywiad... to nie jest zły pomysł. Gdybym znalazła kogoś naprawdę interesującego, kogoś innego, kogoś, kto nie jest taki jak wszyscy... - Z miną niewiniątka wbiła wzrok w sufit.
Amy podejrzliwie zmrużyła oczy.
- Kogo masz na myśli?
- Och, na przykład dwunastoletnią dziewczynę obdarzoną wyjątkowymi mocami. Dziewczynę, która niedawno dowiedziała się, że jest... - Tasha zniżyła głos - ...ludzkim klonem. Mogłabym ją zapytać o to, czym różni się od innych, co myśli o sobie samej. To dopiero byłby wywiad.
- Może - przyznała Amy. - Ale mnie by się nie spodobał. - Słowa Tashy nie wzbudziły jej niepokoju. Wiedziała, że może ufać przyjaciółce.
- Żartuję. Nie musisz się martwić, nikomu nie zdradzę twojego sekretu.
- Wiem. Dlatego ci o wszystkim powiedziałam.
- I na mnie powinnaś była poprzestać - stwierdziła Tasha. - Ciągle nie rozumiem, czemu Erie musi znać twoją tajemnicę. W dodatku to jemu pierwszemu ją wyjawiłaś! Nie do wiary, że mogłaś zrobić coś takiego.
- Nie przejmuj się tym - rzuciła wesoło Amy. Zdawała sobie sprawę, że przyjaciółka nie jest zadowolona z tego, że jej brat wie o wszystkim, ale cóż mogła na to poradzić. Poza tym przecież Tasha wiedziała, dlaczego to Erie pierwszy poznał tę tajemnicę. - Na litość boską, Tasha, gonił mnie jakiś oprych. Groziło nam niebezpieczeństwo! Nie mogłam kazać Ericowi uciekać i nie powiedzieć mu, dlaczego ma to zrobić.
- No cóż, może i masz rację - przyznała niechętnie Tasha. - Po prostu znalazł się w niewłaściwym miejscu. Wcale nie zamierzałaś jemu pierwszemu o wszystkim powiedzieć.
- Oczywiście, że nie - zapewniła ją Amy.
Prawdę mówiąc, nie miała nic przeciwko temu,
że starszy brat Tashy poznał jej tajemnicę. Od dawna skrycie się w nim kochała, a ostatnimi czasy zaczynało jej się wydawać, że z wzajemnością. Często towarzyszył jej i Tashy w drodze do szkoły. Po lekcjach zwykle przychodził porozmawiać z Amy i, jeśli akurat nie miał treningu koszykówki albo lekkoatletyki, razem wracali do domu. Tego dnia jednak się nie pojawił.
- A gdzie on właściwie jest? - spytała, starając się nie sprawiać wrażenia za bardzo tym zainteresowanej.
- Siedzi w kozie - odparła Tasha. - Rano spóźnił się na lekcje.
- Ach, rzeczywiście. - Amy pamiętała rozczarowanie, jakiego doznała, gdy Erie nie szedł z nimi do szkoły.
Tasha tymczasem nie była zadowolona z tego, że brat zaczął częściej niż kiedyś przebywać w ich towarzystwie.
- Dzięki temu wreszcie miałyśmy trochę czasu dla siebie - powiedziała znacząco. Po chwili strzeliła palcami. - Przypomniało mi się, czego dotyczyła ta reklama w telewizji. Chodziło o sok pomarańczowy Sunshine.
- O czym ty mówisz?
- O reklamie, w której występuje dziewczyna wyglądająca dokładnie tak jak ty. Pokazali ją w czasie wiadomości o szóstej na Kanale Czwartym.
- Daj spokój. - Amy jęknęła. Od pewnego czasu przyjaciółka wszędzie widziała jej sobowtóry. Ostatnim była dziewczyna na niewyraźnym zdjęciu w gazecie, przedstawiającym zwycięzców konkursu naukowego; oprócz płci i długości włosów, nie miała z Amy żadnych wspólnych cech.
- Mówię serio, obejrzyj dzisiaj wiadomości, może puszczą tę samą reklamę. Słowo honoru, ta dziewczyna mogłaby być następną...
- Ciii - syknęła Amy. Nadchodziła Jeanine Bry-ant.
- Tasha! - krzyknęła Jeanine. - Pospiesz się, moja mama czeka pod szkołą. - Dziewczynki razem chodziły na gimnastykę i ich matki uzgodniły, że na zmianę będą je podwozić na zajęcia. Tasha nie była z tego zadowolona. Podobnie jak Amy, nie przepadała za Jeanine.
Gdy ta zauważyła, że z Tashą jest Amy, od razu przestało jej się spieszyć.
- Czy dostałaś już swoje wypracowanie z angielskiego? - spytała ją.
- Oczywiście - odparła Amy. - Tak jak wszyscy. Uprzedzając twoje pytanie, tak, dostałam piątkę. Pewnie ty też.
- Mmhm. Ale ciekawa jestem, czy coś napisała na twojej pracy - odezwała się Jeanine jakby nigdy nic.
- Coś w stylu „bardzo dobrze"?
Jeanine wykrzywiła usta w irytującym, triumfalnym uśmiechu.
- Na mojej napisała „doskonale". Chodź, Tasha.
Tasha spojrzała na Amy i lekko wzruszyła ramionami, po czym pobiegła za Jeanine w stronę wyjścia. Amy odprowadziła je wzrokiem. Wcale nie miała ochoty im towarzyszyć, mimo to czuła się w pewnym sensie osamotniona. Jeszcze przed kilkoma miesiącami ona też chodziła na gimnastykę. Nagle jednak ujawniły się jej niezwykłe zdolności. Okazało się, że bez żadnego przygotowania potrafi wykonywać skomplikowane ewolucje na równoważni i trapezie. A to był dopiero początek...
Trener Persky był pod tak dużym wrażeniem jej umiejętności, że zaproponował, by wzięła udział w zawodach na szczeblu krajowym. Mama Amy nie zgodziła się na to - wieści o niesamowitych zdolnościach córki tak mocno ją przeraziły, że kazała jej natychmiast zrezygnować z gimnastyki. Sława mogłaby córce tylko zaszkodzić.
Tłum na korytarzu wyraźnie się przerzedził. Amy nie miała już w szkole nic do roboty, ale nie spieszyło się jej do domu. Odwróciła się i ruszyła w stronę sekretariatu. Nigdy jeszcze nie siedziała w kozie, ale wiedziała, że nieszczęśnicy, których to spotkało, musieli wpisać się na listę w gabinecie dyrektora, po czym trafiali do kafeterii, spełniającej funkcję więzienia dla uczniów. Przed wyjściem musieli podpisać listę po raz drugi. Amy miała nadzieję, że Erie dostał minimalny wymiar kary - dwadzieścia minut.
Przystanęła pod drzwiami gabinetu dyrektora. Sekretarka była zaabsorbowana układaniem na biurku jakichś niebieskich papierów. Po chwili Amy wypatrzyła to, czego szukała: tabliczkę z listą uczniów siedzących w kozie. Nie była ona zbyt długa. Amy stanęła na palcach, ukradkiem zajrzała do gabinetu i utkwiła wzrok w liście. Było na niej nazwisko Erica. Jeszcze siedział.
Już miała sobie pójść, kiedy sekretarka zwróciła się twarzą do kserokopiarki. Wcisnęła guzik uruchamiający urządzenie i z podajnika wyskoczyły niebieskie kartki. Amy wiedziała, że na kolorowym papierze drukowane są tylko najważniejsze informacje. Była ciekawa, o co chodzi. Normalny człowiek nie potrafiłby odczytać treści kartek - były za daleko i za szybko wyskakiwały z urządzenia. Amy jednak nie była normalnym człowiekiem. Wytężyła wzrok.
DO WSZYSTKICH NAUCZYCIELI: Pragnę Państwa poinformować, że przez najbliższe dwa tygodnie ekipa filmowa z wytwórni Electra En-tertainment będzie kręcić na terenie naszej szkoły zdjęcia do filmu „Maniak z gimnazjumDołożymy wszelkich starań, by nie przeszkodziło to w prowadzeniu lekcji. Mogą jednak wystąpić pewne niedogodności, w związku z czym chcę Państwu przypomnieć, że Electra Entertainment zgodziła się znacząco zasilić szkolny fundusz remontowy, by okazać wdzięczność za udostępnienie budynku szkolnego. Proszę też nie informować uczniów o celu wizyty naszych gości, aby nie odrywać ich od nauki.
Amy próbowała sobie wyobrazić, w jaki sposób nauczyciele wytłumaczą obecność w szkole kamer filmowych. Nic nie przyszło jej do głowy.
- A ty co tu robisz?
Obróciła się na pięcie i zobaczyła Erica. Miała nadzieję, że jej policzki się nie zaróżowiły. Niestety, nie potrafiła kłamać; była to jedna z niewielu umiejętności, których nie miała.
- Och, ja tylko, no wiesz... tego, no...
Na szczęście Erica najwyraźniej wcale to nie obchodziło.
- Idziesz do domu? Zaczekaj na mnie, muszę się wypisać. Pójdziemy razem.
Amy udawała obojętność.
- Jak było w kozie? - spytała, kiedy wyszli ze szkoły, i od razu skarciła się w duchu za to, że zadała tak idiotyczne pytanie. Erie jednak się nie obruszył.
- Jak zawsze. Siedzisz i czytasz albo patrzysz przed siebie. Pewnie nigdy nie byłaś w kozie.
Musiała przyznać, że nie.
- Mnie się to zdarzyło już trzy razy w tym roku -powiedział Erie.
- NajDjs^^ęT^Amy nie była pewna, czy powinna okazać ^dumienie^zy podziw.
- Tylko za spóźnienia - dodał szybko. - Nie za bójki czy cokolwiek poważnego. - Wyszczerzył zęby w uśmiechu. - Założę się, że tobie spóźnienia nie grożą.
- Och, czasami za długo śpię - zapewniła go Amy.
- Tak, ale biegasz jak błyskawica. Jestem pewny, że mogłabyś dotrzeć do szkoły w dwie minuty.
Amy wzruszyła ramionami. Nie miała najmniejszego pojęcia, jak szybko jest w stanie biegać; nigdy tego nie sprawdzała. No i nie chciała zbytnio przechwalać się swoimi zdolnościami.
- W dwie minuty to raczej nie. To prawda, biegam szybko, ale nie mam żadnych nadprzyrodzonych zdolności jak bohaterowie komiksów. Nie potrafię latać, nie przenikam wzrokiem przez ściany. No, chyba że są ze szkła - zażartowała. - Jestem tylko człowiekiem.
- No tak.
Czyżby był rozczarowany? Amy postanowiła temu zaradzić.
- Oczywiście, widzę i słyszę lepiej niż inni. I szybciej czytam. Tak jak przed chwilą, kiedy stałam pod drzwiami gabinetu dyrektora. — Powiedziała mu, co wyczytała na kartce wychodzącej z kserokopiarki.
- Serio? Będą kręcić film w naszej budzie? Przyjadą jakieś wielkie gwiazdy?
- Nie wiem, w tej notatce nie było o tym mowy. Myślę, że dyrektor chce to utrzymać w tajemnicy.
- Nikomu nic nie powiem - obiecał Erie.
Idąc obok siebie, niechcący trącali się dłońmi.
A może to nie było niechcący. Tak czy inaczej, to, że w pewnej chwili wzięli się za ręce, wydało im się czymś całkowicie naturalnym. Oczywiście, obydwoje udawali, że tego nie zauważają.
- Myślałaś kiedyś o tym, co mogłabyś zrobić? -spytał Erie.
- Hę?
- Chodzi mi o twoje niezwykłe zdolności. Wszystko potrafisz lepiej od innych, masz lepszy słuch, wzrok i pamięć. Jesteś silniejsza i szybsza. Mogłabyś zostać mistrzynią olimpijską. Albo wziąć udział w tym teleturnieju, w którym trzeba zapamiętać to, co się pojawiło na jednym polu, i połączyć je z innym. Mogłabyś zbić na tym majątek.
Amy tylko wzruszyła ramionami.
- Albo mogłabyś zostać mistrzynią pokera -ciągnął.
- Nie umiem grać w pokera.
- Mogę cię kiedyś nauczyć.
- Zgoda.
Nastąpiła chwila ciszy.
- Znasz Ronalda Hurleya? - spytał Erie.
Amy była zaskoczona tym pytaniem.
- Ronald Hurley... - powtórzyła w zamyśleniu.
- Mieszka niedaleko od nas, za rogiem. Rudy, w moim wieku, niższy ode mnie. Zawsze nosi fioletowe buty do gry w kosza.
- Ach, no pewnie, że go znam - powiedziała Amy. - Ten, co wygląda jak chodząca tęcza?
Erie parsknął śmiechem.
- Obydwaj gramy w „Island Treasure". Wiesz, w tę grę komputerową. Ronald powiedział mi, że doszedł do poziomu ósmego. - W głosie Erica zabrzmiała nuta irytacji. - Ja jestem na piątym, a mam tę grę od miesiąca. On dostał ją dopiero tydzień temu.
- Pewnie jest bystry.
- Nie aż tak. Prawdę mówiąc, myślę, że mnie okłamuje.
- Aha. - Amy nie miała pojęcia, jak zareagować.
- Rzecz w tym... - zaczął powoli Erie, po czym słowa popłynęły z jego ust wartkim strumieniem. -Ty bez trudu mogłabyś zajrzeć przez okno do salonu Hurleyów. Tam Ronald trzyma swój komputer. Codziennie z niego korzysta.
- Być może - powiedziała Amy.
- Tak sobie pomyślałem... Mogłabyś któregoś dnia, kiedy Ronald będzie grał w „Island Treasure", niby przypadkiem przejść obok jego domu i zajrzeć do środka. Sprawdziłabyś, czy naprawdę jest na poziomie ósmym. Jeśli okazałoby się, że nie, mógłbym zażądać, żeby zagrał ze mną, i wtedy wszyscy dowiedzieliby się, że kłamał.
Amy nie ukrywała zdumienia.
- Chcesz, żebym szpiegowała Ronalda Hurleya?
Chłopiec skinął głową.
No cóż, nie było to przestępstwem, pomyślała.
- Owszem, mogłabym to zrobić - zgodziła się niechętnie.
Erie uśmiechnął się i mocniej ścisnął jej dłoń.
- To świetnie!
- Żaden problem.
Zaczęła się jednak zastanawiać, czy byłby z niej tak zadowolony, gdyby nie miała żadnych niezwykłych zdolności - gdyby była typową, zwyczajną dwunastolatką.
Gdyby nie była istotą ludzką o sztucznie zmodyfikowanej strukturze DNA. Biologicznym bytem, stworzonym przez grupę naukowców z najdoskonalszego materiału genetycznego we wszechświecie.
o
rozdział trzeci
rozdział piąty
rozdział siódmy
rozdział ósmy
rozdział dziewiąty
nasty
1 o
o
rozdział drugi
powiedz Tashy, żeby do mnie zadzwoniła, kiedy ■ wróci - poprosiła Amy Erica, zanim się rozstali.
- Dobra - odparł i uśmiechnął się do niej nieśmiało.
Odwzajemniła uśmiech; obydwoje wiedzieli, że Erie najprawdopodobniej zapomni przekazać wiadomość. W odróżnieniu od Amy, nie miał zbyt dobrej pamięci.
To i tak nie miało znaczenia. Dziewczęta rozmawiały ze sobą przez telefon praktycznie co wieczór i żadna nie potrzebowała ponaglenia, by zadzwonić. Mimo że widziały się każdego dnia, zawsze potrafiły znaleźć jakiś temat do obgadania.
Jednak w tej chwili Amy chciała porozmawiać z mamą o czymś, czego nie mogła powiedzieć przyjaciółce. Nancy Candler uczyła biologii na uniwersytecie, ale w tym semestrze nie miała zajęć w poniedziałki; dni wolne zwykle spędzała w domu, ślęcząc nad pracami studentów. Tego dnia nie była sama. Razem z nią w kuchni siedziała sąsiadka, Monica Jackson. Kiedy Amy przyszła, właśnie piły kawę.
- Cześć, kochanie - powiedziała Nancy, a Monica uśmiechnęła się szeroko i podniosła rękę w powitalnym geście.
Amy zwaliła się na krzesło i porwała ze stołu ciastko czekoladowe. Po pierwszym kęsie otworzyła szeroko oczy.
- O kurczę, mamo, niebo w gębie!
