Namiętności! - Wiesław Łukaszewski - ebook
Opis

Co nadaje życiu smak?

Co sprawia, że bywa ono wyjątkowo emocjonujące?

Jakie namiętności targają człowiekiem i decydują o jego wyborach, działaniu i myśleniu? Jakim namiętnościom nie potrafimy się oprzeć?

W tej książce można znaleźć błyskotliwe odpowiedzi wybitnych psychologów na te oraz na wiele innych pytań.

Cykl spotkań Bliżej Psychologii, a także książki będące ich owocem to realizacja idei, by przybliżać dokonania naukowe laikom i przedstawiać możliwości praktycznego zastosowania wyników badań i eksperymentów naukowych. Psychologia bowiem nie jest magią, współczesną alchemią czy wróżeniem z kart, nie jest też hermetycznie zamkniętą dziedziną, którą można wyizolować z codziennego życia. Być bliżej psychologii to żyć pełniej, mądrzej, lepiej. Chyba warto?

„Wszystko zawiera się w przekonaniu, że nie można pogodzić z sobą emocji i poznania (serca i rozumu). Jako oczywiste i niewymagające dyskusji przyjmowano, że to, co należy do sfery rozumu, tym samym nie należy do sfery emocji, to zaś, co należy do sfery emocji, nie należy do sfery rozumu. Prymat – co zrozumiałe w świetle przyjętych założeń – przyznawano emocjom, intuicji, wszelkim ludzkim namiętnościom. Rozum spostrzegano jako niezbyt zdolny do radzenia sobie z problemami ludzkiego losu, w emocjach zaś upatrywano jedynej lub najważniejszej siły sprawczej ludzkiego działania. Szczególnie dotyczyło to namiętności”.

Wiesław Łukaszewski (fragment Wstępu)

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 228

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


W serii

Seria „Bliżej Psychologii” jest literackim plonem cyklu spotkań, zapoczątkowanego przez wydawnictwo Smak Słowa w październiku 2008 roku. Jego głównym zadaniem jest przybliżanie rzetelnej, naukowej psychologii szerokiemu gronu odbiorców, czemu sprzyjać ma klubowa, sympatyczna, luźna, a jednocześnie pobudzająca intelektualnie atmosfera poniedziałkowych spotkań w Klubie Atelier. W ich trakcie wybitne polskie osobowości świata nauki mają szansę podyskutować ze sobą na gruncie mniej formalnym niż na przykład podczas konferencji naukowych lub sympozjów, a publiczność może nie tylko ich słuchać, lecz także żywo uczestniczyć w tych rozmowach i mieć wpływ na ich rozwój i kierunek. Owocem każdego cyklu spotkań Bliżej Psychologii będą książki, w których znajdą się zarówno wszystkie wątki poruszane w dyskusji, jak i wiele dodatkowych informacji i esejów pisanych przez profesorów uczestniczących w spotkaniach poświęconych określonej problematyce. Owe książki to znakomite przewodniki po współczesnej psychologii naukowej, czyniące ją bardziej zrozumiałą dla zwykłych śmiertelników.

Notki o autorach

WIESŁAW ŁUKASZEWSKI

– wybitny autorytet z zakresu psychologii społecznej i psychologii osobowości. W kręgu jego zainteresowań znajduje się również psychologia motywacji. Autor wielu istotnych artykułów publikowanych w prestiżowych pismach psychologicznych. Znawca tematyki wytrwałości. Miłośnik dobrej literatury. Obecnie profesor na Wydziale Zamiejscowym Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Sopocie, członek prezydium Komitetu Nauk Psychologicznych PAN. Od paru lat współpracuje też z miesięcznikiem „Charaktery”. Autor kilku znakomitych książek, między innymi: Wielkie pytania psychologii (2003), Wytrwałość w działaniu (wraz z Magdaleną Marszał-Wiśniewską; 2006) oraz Udręka życia. Jak ludzie radzą sobie z lękiem przed śmiercią (2010).

ALINA KOLAŃCZYK

– profesor psychologii, Kierownik Zakładu Psychologii Emocji i Motywacji na Wydziale Zamiejscowym Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Sopocie. Jej zainteresowania dotyczą procesów poznawczych oraz emocjonalnych i afektywnych leżących u podstaw ludzkich działań. Autorka wielu książek oraz artykułów, między innymi: Intuicyjność procesów przetwarzania informacji (1991), Czuję, myślę, jestem. Świadomość i procesy psychiczne w ujęciu poznawczym (1999) czy Serce w rozumie. Afektywne podstawy orientacji w otoczeniu (współautorka i redaktorka; 2004).

TOMASZ MARUSZEWSKI

– wybitny autorytet w dziedzinie psychologii poznawczej oraz psychologii emocji i motywacji. Jeden z głównych badaczy zjawiska aleksytymii i pamięci autobiograficznej w Polsce. Publikuje w prestiżowych periodykach naukowych. Znawca tematyki psychomanipulacji i wpływu społecznego oraz psychologii poznawczej. Obecnie profesor na Wydziale Zamiejscowym Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Sopocie, członek Polskiej Akademii Nauk oraz zastępca dyrektora Instytutu Psychologii PAN. Współpracuje z miesięcznikiem „Charaktery”. Autor wielu znakomitych książek i podręczników: Psychologia poznania (2001), Pamięć autobiograficzna (2005), Wokół psychomanipulacji (red. wspólnie z Elżbietą Zdankiewicz-Ścigałą; 2003).

ANNA STRUŻYŃSKA-KUJAŁOWICZ

– doktor psychologii, adiunkt na Wydziale Zamiejscowym Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Sopocie. Jej zainteresowania naukowe dotyczą psychologii społecznej, a w szczególności konsekwencji sprawowania władzy i jej podlegania oraz wpływu społecznego i perswazji. Jest autorką artykułów publikowanych w pismach krajowych i zagranicznych.

TOMASZ ZALEŚKIEWICZ

– autorytet w dziedzinie psychologii ekonomicznej i behawioralnej teorii decyzji. Twórca i kierownik Centrum Badań nad Zachowaniami Ekonomicznymi na Wydziale Zamiejscowym Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej we Wrocławiu. Autor wielu artykułów publikowanych w prestiżowych czasopismach z zakresu psychologii i ekonomii behawioralnej w Polsce i za granicą. Znawca psychologii zachowań ekonomicznych, podejmowania decyzji finansowych na giełdzie, psychologii pieniądza. Autor i współautor wielu znakomitych książek, między innymi: Psychologia ekonomiczna, Psychologia inwestora giełdowego, Racjonalność decyzji. Obecnie kierownik Katedry Psychologii Ekonomicznej w SWPS oraz sekretarz International Association for Research in Economic Psychology. Wielbiciel literatury pięknej, jazzu i muzyki klasycznej (najchętniej przy lampce dobrego wina)...

O namiętnościach WIESŁAW ŁUKASZEWSKI

Historia psychologii to historia wielu wahnięć: między koncentracją uwagi na świadomości a ukierunkowaniem jej na nieświadomość, między przekonaniem, że natura decyduje o losie i funkcjonowaniu człowieka a przekonaniem, że przesądzone jest to przez kulturę, wreszcie – między przypisywaniem poznaniu kluczowej roli w regulacji zachowania a dawaniem prymatu emocjom. Historia psychologii to świadectwo zamiłowania do alternatyw stanowczych. Nie jest to zjawisko zaskakujące, zważywszy krótką historię psychologii – nie jako praktyki społecznej, ale jako dyscypliny naukowej. Nie jest zaskakujące także dlatego, że zwykle podczas kolejnych wahnięć – dzięki sporom, jakie się wtedy toczą – powiększa się wiedza. W wypadku psychologii rosła świadomość, że sfera psychiczna człowieka jest niezmiernie złożona. Upowszechniało się też przekonanie, że przyjmowanie tylko jednej perspektywy w analizie zachowania ludzi jest krokiem niewystarczającym. We współczesnym myśleniu psychologicznym nadal są obecne i niektóre ze wspominanych dylematów, i niektóre wahnięcia.

Tak więc nadal jesteśmy zakładnikami dziewiętnastowiecznego romantyzmu europejskiego. Dotyczy to nie tylko tak zwanego człowieka z ulicy, ale także znacznej części psychologów podzielających zamiłowanie do alternatyw stanowczych. To za sprawą Wielkich Romantyków – Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego, Cypriana Kamila Norwida, Aleksandra Puszkina, Heinricha Heinego, ale też Stendhala, Wiktora Hugo i wielu, wielu innych – dokonało się jedno z najważniejszych wahnięć w kulturze europejskiej: odwrót od ideologii Oświecenia postulującego prymat rozumu i przesunięcie uwagi na duchowość, emocjonalność człowieka. Ogłoszono – czasem implicite, czasem explicite – prymat emocji nad rozumem. To wahnięcie na długo zaważyło na psychologii ludzkich emocji.

Wszystko zawiera się w przekonaniu, że nie można pogodzić z sobą emocji i poznania (serca i rozumu). Jako oczywiste i niewymagające dyskusji przyjmowano, że to, co należy do sfery rozumu, tym samym nie należy do sfery emocji, to zaś, co należy do sfery emocji, nie należy do sfery rozumu. Prymat – co zrozumiałe w świetle przyjętych założeń – przyznawano emocjom, intuicji, wszelkim ludzkim namiętnościom. Rozum spostrzegano jako niezbyt zdolny do radzenia sobie z problemami ludzkiego losu, w emocjach zaś upatrywano jedynej lub najważniejszej siły sprawczej ludzkiego działania. Szczególnie dotyczyło to namiętności.

Jest rzeczą interesującą, że spory dotyczące wyższości emocji nad rozumem lub odwrotnie, a ściśle – dotyczące priorytetów w kierowaniu ludzkim zachowaniem, toczą się do dziś. W drugiej połowie XX wieku i pierwszej połowie wieku obecnego nabrały nawet wyrazistości, by nie powiedzieć: pewnej ostrości.

Najpierw na fali rewolucji poznawczej ukształtował się pogląd – wcale niepozbawiony podstaw – że emocje są wynikiem procesu przetwarzania informacji, a w szczególności porównywania informacji. Tu lokują się prace Leona Festingera, Donalda Hebba, Wiesława Łukaszewskiego, a potem także prace setek innych badaczy (por. Festinger, 1957; Hebb, 1949; Łukaszewski, 1974; Neisser, 1976). Twierdzenie to zyskało ogromne zaplecze empiryczne.

Potem na fali opozycji wobec dominacji poznawczej w psychologii pojawił się pogląd o emocjach wyprzedzających poznanie i sprawujących swoją regulacyjną funkcję, zanim uruchomione zostaną procesy poznawcze. Tu znajdziemy prace Kazimierza Obuchowskiego, Roberta Zajonca, a później liczne prace innych badaczy (por. Obuchowski, 1970; Zajonc, 1980, 1984). W tym nurcie mieszczą się także setki dobrze udokumentowanych badań nad automatyczną regulacją zachowania (Bargh, 1999a, 1999b; Bargh, Gollwitzer, Lee-Chai, Barndollar i Trotschel, 2001; Murphy i Zajonc, 1994; Schneider i Shiffrin, 1977).

Mamy więc do czynienia z sytuacją, w której obie strony mają rację. Z jednej strony nie można bowiem zaprzeczyć, że w pewnych warunkach emocje pełnią funkcję procesu informacyjnego, co pierwszy opisał Kazimierz Obuchowski. Z drugiej strony nie można też zaprzeczyć, że procesy przetwarzania informacji generują emocje, co podkreśla wielu badaczy, a pionierem był tu Leon Festinger. Nieraz odczuwamy niepokój, zanim zorientujemy się, jakie jest jego źródło. Wystarczy sobie jednak wyobrazić, że atakuje nas wąż albo że zerwała się winda, którą jedziemy, aby przeżyć intensywne emocje, których wyłącznym źródłem są nasze procesy poznawcze. Warto sobie przypomnieć, jakie emocje pojawiają się w sytuacjach konfliktu poznawczego, rozterki, odkrycia błędu w myśleniu i tym podobnych. Oznacza to zapewne, że chociaż obie strony mają rację, to każda w odniesieniu do innych sytuacji. Wynika z tego, że stanowisko rozumu i stanowisko serca można by pogodzić, ale wymagałoby to odejścia od myślenia w kategoriach alternatyw stanowczych.

Zapewne jest wiele powodów, z jakich niełatwo uniknąć konfuzji dotyczących emocjonalności i jej stosunku do – na przykład – ludzkiej racjonalności czy – ogólniej – do funkcji ludzkiego umysłu. Jednym z nich jest z pewnością duże zróżnicowanie zjawisk emocjonalnych (Oatley i Jenkins, 2003). Począwszy od najprostszych, takich jak zwykłe pobudzenie emocjonalne, poprzez różnorodne, odmienne w swej treści emocje (na przykład strach, gniew, smutek czy wstręt), dalej poprzez nastroje – długoterminowe stany emocjonalne, nie zawsze uwarunkowane sytuacyjnie (depresja, euforia) – aż do ocen i postaw emocjonalnych (sympatia czy antypatia). Co ciekawe, w klasyfikacji proponowanej przez Keitha Oatleya i Jennifer M. Jenkins zabrakło dwóch innych ważnych kategorii. Pierwszą są uczucia, drugą zaś namiętności.

ZAPOMNIANE UCZUCIA

Z tajemniczych powodów psychologowie niechętnie używają terminu „uczucia”. Niekiedy tylko, szczególnie gdy odwołują się do prac dawnych czy do koncepcji o wartości historycznej, słowo to się pojawia. Jeśli weźmiemy do ręki ważne i wpływowe książki psychologiczne wydane w Polsce, to zobaczymy zadziwiające rzeczy. W wielkim dwutomowym podręczniku psychologii pod redakcją Jana Strelaua i Dariusza Dolińskiego w indeksie rzeczowym nie znajdziemy hasła „uczucia” (Strelau i Doliński, 2008). Podobnie jest – a mowa o podstawowym dziele poświęconym ludzkiej emocjonalności – w znanej pracy Paula Ekmana i Richarda J. Davidsona (Ekman i Davidson, 1998). Keith Oatley i Jennifer M. Jenkins w cytowanej już książce terminu „uczucie” („uczucia” ) użyli trzykrotnie: raz, gdy powoływali się na poglądy Kartezjusza, natomiast dwukrotnie użyli go jako wtrącenia, ale nie poświęcili mu właściwie żadnej uwagi. Nieco lepiej wygląda sprawa w dużym opracowaniu pod redakcją Michaela Lewisa i Jeanette M. Haviland-Jones, ale i tu termin ten pojawia się głównie w kontekście historycznym (Lewis i Haviland-Jones, 2005).

Trudno to zrozumieć, bo choć uczucia mają z jednej strony cechy podobne do innych stanów emocjonalnych (na przykład aktywizują określone programy postępowania), to pod wieloma względami są jednak specyficzne i różne od pozostałych stanów emocjonalnych. Po pierwsze, w odróżnieniu od emocji czy nastrojów, zawsze mają swoje ukierunkowanie czy adres. O ile można się złościć bez powodu, po prostu być nadąsanym, czy też być bez powodu smutnym, o tyle miłość, zazdrość, nienawiść mają zawsze jasno określone źródło (inna rzecz, czy trafnie) i zawsze są skierowane do kogoś lub czegoś. Po drugie, uczucia są szczególnie dobitnie werbalizowane. Nie tylko w tym sensie, że ludzie chętnie mówią o swoich uczuciach ich obiektom, ale w ogóle o tych uczuciach z chęcią opowiadają innym, co znajduje czasem wyraz szczególny, widoczny na zdjęciach na sąsiedniej stronie. Po trzecie, uczucia (podobnie jak nastroje) są względnie trwałe. Nikt nie zakochuje się na sekundę, czy nawet na kilka minut. Uczucia potrzebują czasu. Po czwarte wreszcie – i to jest chyba najważniejsze – uczucia w szczególny sposób ukierunkowują aktywność. O ile pozostałe stany emocjonalne powiązane są wprost z interesami podmiotu, a działania z nimi związane nastawione są na polepszenie dobrostanu podmiotu i tylko jego, o tyle w wypadku uczuć chodzi o coś więcej. Uczucia do kogoś (czegoś) aktywizują do działań motywowanych (ukierunkowanych) interesem obiektu uczuć. Uczucia pozytywne motywują do działania na rzecz polepszenia dobrostanu drugiej osoby, która została obiektem uczuć, albo też jakiegoś obiektu (miejsca, rzeczy, zwierzęcia) darzonego uczuciami. W wypadku uczuć negatywnych (na przykład nienawiści) często pojawia się tendencja do działania na rzecz pogorszenia dobrostanu obiektu uczuć, tendencja do szkodzenia lub spowodowania straty. Z tych właśnie przyczyn pomijanie czy lekceważenie uczuć jako odrębnej kategorii stanów emocjonalnych wydaje się błędem.

Co zaskakujące, nawet prace reprezentujące psychologię miłości (Sternberg i Weis, 2007; Wojciszke, 1993) także zręcznie pomijają uczucia (przynajmniej w warstwie językowej). Wydaje się to zdumiewające. Tym bardziej zdumiewające, że liczne doświadczenia codzienne pokazują, jak wielką siłę napędową stanowią uczucia, jak wielkie mają znaczenie dla ludzi. To one w dużej mierze decydują o sumie doświadczanego szczęścia.

DLACZEGO NAMIĘTNOŚCI?

Słowo „namiętność” w literaturze psychologicznej pojawia się tylko w jednym kontekście – wtedy, gdy mowa jest o miłości i jej okolicach, a więc o pożądaniu czy zazdrości (Buss, 1996; Buss, 2003; Sternberg i Weis, 2007; Wojciszke, 1993). Terminu tego używa się zazwyczaj do charakterystyki tylko jednej, najwcześniejszej fazy miłości, czyli zakochania, a więc stanu pewnego uniesienia czy – jak to określał Tadeusz Bilikiewicz – szczególnej formy psychozy (Bilikiewicz, 1989). Poza tym kontekstem spotyka się ten termin jedynie w rozważaniach dotyczących wątków historycznych (na przykład poglądów Kartezjusza czy Spinozy). Czasami mówi się o namiętności jako intensywnie przeżywanej miłości. Ten sposób myślenia łączy się z pewną stratą dla rozumienia zjawiska namiętności ludzkich.

Wydaje się, że dawny sposób myślenia o namiętnościach ludzkich, bliższy Williamowi Szekspirowi niż Paulowi Ekmanowi, jest bardziej interesujący i znacznie płodniejszy. Nie ogranicza się bynajmniej do miłości, choć ją też bierze pod uwagę. Miłość (Romeo i Julia, bohaterowie Snu nocy letniej), zazdrość (kompleks Otella), żądza władzy (Hamlet, Makbet), ale też hazard (Aleksy Iwanowicz) czy chciwość (Skąpiec) mają z sobą więcej wspólnego, niż to się na ogół wydaje. Przyjrzyjmy się najważniejszym cechom namiętności.

PO PIERWSZE, INTENSYWNOŚĆ

O namiętnościach z pewnością nie mówimy wtedy, gdy doświadczany stan emocjonalny jest niezbyt silny. Tak więc nie przyjdzie nam do głowy, aby użyć tego terminu, gdy ktoś zaledwie zainteresował się inną osobą. Jego miejsce stanie się uzasadnione dopiero wtedy, kiedy ów ktoś będzie nieprzerwanie i intensywnie skupiony na jakimś obiekcie swoich uczuć. Nie wtedy, gdy ktoś (coś) się komuś tylko podoba, ale wtedy, gdy zdaje mu się, że nie może bez tego kogoś lub czegoś żyć.

Nie powiemy o namiętności wtedy, gdy ktoś pragnie odrobiny wpływu, kontroli, skuteczności, powiemy natomiast wtedy, gdy opanowuje go silna potrzeba (a może lepiej: żądza) władzy.

Nie powiemy, że człowiek oszczędny jest opanowany namiętnością do pieniędzy, natomiast powiemy tak o człowieku, którym kieruje niepohamowana chciwość.

Nie użyjemy słowa „namiętność” w odniesieniu do uczestnika loterii książkowej, ale użyjemy go wobec osoby, która gra nieustannie o wysokie stawki, a kiedy gra, to musi się liczyć z przegraną, bo taka jest natura hazardu. Porzekadło hazardzistów głosi, że w kasynie wprawdzie można wygrać, za to trzeba przegrać.

Pierwsza właściwość emocji lub uczuć, do których możemy zastosować termin „namiętność”, to zatem intensywność. Im większa jest intensywność tych stanów emocjonalnych, tym łatwiej nazwać je namiętnością. Im coś jest dalsze od chłodnego dystansu do rzeczywistości i im bliższe szaleństwa, tym więcej w tym namiętności. Widać, że (wypadnie tu nawiązać do Nico Frijdy) namiętności zbudowane są na priorytetowych w danym momencie życia interesach człowieka (Frijda, 1989, 1986). Przedmiot ludzkiej namiętności jest ważniejszy niż cokolwiek innego i to on dyktuje niemal wszystkie zachowania. To stan, o którym mówimy, że człowiek ma tylko jedno w głowie. Jedno, bez przerwy i intensywnie. Choć czas trwania nie jest bez znaczenia, to intensywność pozostaje tu cechą kluczową.

PO DRUGIE, NIEODPARTOŚĆ

Istotną cechą różnych namiętności jest to, że trudno im się oprzeć. Obiekty namiętności są (lub stają się źródłem) bardzo silnych, niedających się zignorować pokus. Stają się w pewnym sensie imperatywem kategorycznym, podporządkowującym niemal wszystkie myśli i niemal wszystkie poczynania człowieka przeżywanej przezeń namiętności. Pod tym względem namiętność przypomina uzależnienie, bo nawet w chwili refleksji nad własnym postępowaniem pomimo świadomości ciemnej strony swojego stanu emocjonalnego zawsze znajdziemy alibi, jakieś mniej lub bardziej udane uzasadnienie, usprawiedliwienie własnych postępków. Najczęściej jednak nie jest ono specjalnie potrzebne, bo jak się powiada: „rzeczy dzieją się same”. Myśl o obiekcie namiętności, widok takiego obiektu, skojarzone z nim rzeczy – wszystko to działa jak bodziec spustowy. Oznacza to, że intensywne staje się jeszcze intensywniejsze. Cała literatura – od Gilgamesza, Biblii czy Iliady i Odysei poczynając, a na powieściach kryminalnych Heninga Mankella czy Stiega Larssona skończywszy – to niekończąca się opowieść czy to o urodzie życia, czy też – częściej – o nędzy życia ludzi owładniętych namiętnościami, którym oprzeć się nie potrafili.

PO TRZECIE, APRIORYCZNOŚĆ

Namiętności na wiele sposobów przypominają sądy aprioryczne. Są pod tym względem podobne do uprzedzeń, tyle tylko, że są to najczęściej (wyjątkiem jest nienawiść) uprzedzenia pozytywne, a nawet skrajnie pozytywne. Namiętność nie wymaga uzasadnienia, raczej sama pełni funkcję uzasadnienia. Namiętność jest dla przeżywającego ją podmiotu oczywistością i pociąga za sobą inne oczywistości. Wiadomo, że człowiek owładnięty namiętnością znajduje się w dość złożonej sytuacji psychologicznej – nie ma bowiem wyboru. Ma tylko jedno wyjście: zdobywać i zdobyć obiekt pożądania. Zdobyć kobietę albo mężczyznę, zdobyć władzę, zgromadzić pieniądze, rozbić bank w kasynie. A kiedy pojawia się trudność – on (lub ona) nie chce, władza ucieka, pieniądze gromadzą się zbyt wolno, a w kasynie się przegrywa – wtedy chęć zdobycia obiektu pożądania staje się jeszcze silniejsza, by nie powiedzieć: obsesyjna. Bez potrzeby wyjaśniania, tłumaczenia, uzasadniania. Innymi słowy, nakazem kontynuacji działań motywowanych namiętnościami, nakazem niewymagającym uzasadnienia, jest i powodzenie w zdobywaniu obiektu namiętności, i – kto wie, czy nie bardziej – niepowodzenie.

PO CZWARTE, NIENASYCENIE

Podstawową właściwością namiętności jest ich nienasycenie. Dodatnie sprzężenie zwrotne. Dobrze opisano to w wypadku władzy jako apetytywny system dążenia (zob. wypowiedź Bogdana Wojciszke w rozmowie o władzy), ale przecież dotyczy to w takim samym stopniu chciwości, miłości, zazdrości czy ryzyka. Nie ma górnej granicy sytości. Ilość czasu, ilość energii, liczba myśli, liczba zachowań podporządkowanych danej namiętności wciąż rośnie i rośnie.

Ludzie owładnięci pożądaniem obiektu namiętności nie potrafią się nasycić, a jeśli im się to uda, to tylko na chwilę. Za moment pożądanie odnawia się z całą siłą. Owładnięci zazdrością nigdy nie kończą. Zazdrość rozwija się tylko w jedną stronę – jest coraz silniejsza, coraz rozleglejsza, coraz bardziej bezwzględna. Chciwi nie znają końca swojej chciwości. Im więcej mają, tym więcej pragną mieć. A potem jeszcze więcej. Ci, którzy zdobywają władzę, zazwyczaj nie mają jej dość. Potrzebują coraz więcej dowodów swojej przewagi, swojej wspaniałości. Jeśli nie dostają ich dobrowolnie – wymuszają, nieraz bezwzględnie, na podwładnych. Ale przecież tak samo postępują ci, którzy owładnięci są innymi namiętnościami – nieustannie brakuje im dowodów: miłości, wierności, szczęśliwej passy. Kolejnych dowodów. Coraz mocniejszych. Szczególnym i skrajnym przejawem nienasycenia jest tu dążenie do monopolizowania obiektu namiętności: mieć wszystko, mieć wyłącznie dla siebie. Z nikim nie dzielić się miłością, pieniędzmi, władzą, szczęśliwą passą. Co prawda w początkowej fazie namiętności dominuje zasada „wszystko albo nic”, ale nadzwyczaj szybko przekształca się ona w zasadę „wszystko i już!”.

PO PIĄTE, SAMOPOTWIERDZANIE I MYŚLENIE ŻYCZENIOWE

Namiętności nie potrzebują zewnętrznych dowodów na to, że białe jest białe, a czarne jest czarne. Jednym z uroków namiętności jest nadzwyczaj efektywny mechanizm samopotwierdzania swoich uczuć. Człowiek pogrążony w miłości namiętnej widzi tylko to, co jest z tym uczuciem zgodne, a nawet potrafi każdej, nawet najbardziej neutralnej rzeczy, zachowaniu, sytuacji nadać sens wzmacniający tę namiętność. Dla zakochanego każdy gest czy spojrzenie obiektu miłości, jakkolwiek byłoby neutralne i mało emocjonalne, jest sygnałem potwierdzającym jego uczucie. Owładnięty miłością z łatwością dostrzeże sygnały pozytywnych uczuć obiektu namiętności, ale nie dostrzeże lub nie zrozumie gestów odrzucenia.

Zazdrosny – w miarę rozwoju tej namiętności – skłonny jest wszystko interpretować jako dowód niewierności czy nielojalności. I to, że ktoś patrzy na kogoś innego, i to, że na niego nie patrzy. I to, że rozmawia z kimś przez telefon, i to, że z nim nie rozmawia. W tym drugim wypadku jest to dowód nie tylko niewierności, ale też nadzwyczajnej przebiegłości.

Hazardzista wie, bo jego zdaniem wszystko za tym przemawia, że właśnie teraz nadchodzi pora na jego wygraną. Przemawia za tym i to, że przegrywa on w danym momencie, i to, że wygrywa. I to, że wypadły czerwone, i to, że wypadły czarne. Można powiedzieć, że namiętnościom towarzyszą różowe okulary. Selektywność percepcji, stronniczość myślenia, tendencyjność pamięci – to zjawiska w tym stanie emocjonalnym pospolite. Wszystko będzie (lub jest) tak, jak ja chcę. To musi przebiegać po mojej myśli. A jeśli tak nie jest? To z pewnością będzie za chwilę.

PO SZÓSTE, SZCZEGÓLNY PRZYPADEK MIŁOŚCI

O ile chciwość, zamiłowanie do hazardu, nienawiść czy zazdrość wydają się nie mieć końca, o tyle nieco inaczej bywa z namiętną miłością. Nieraz po gwałtownej i wzbierającej fali miłosnej namiętności nagle dochodzi do załamania, do gwałtownej zapaści. Wszystko albo nic. Tak jakby nagle wyczerpał się mechanizm napędowy tej namiętności. Jedni przypisują to procesom chemicznym (hormony, feromony i tym podobne), inni – procesom neuronalnym, jeszcze inni – zwyczajnemu pojawieniu się w polu widzenia nowego obiektu uczuć.

Interesujące wydaje się to, że nagły zanik namiętnej miłości jest specyficzny. Nie widać bowiem podobnych tendencji w wypadku innych namiętności: zazdrości, która może trwać wiecznie, chciwości nigdy niedającej się zaspokoić, ryzyka, które może nie mieć granic, czy też nienasyconej żądzy władzy.

Co zatem jest szczególnego w miłości? Wiele wskazuje na to, że nie bez znaczenia jest tu jej fazowy charakter. Faza namiętności albo przekształca się w długotrwałe zaangażowanie, albo się kończy kolapsem. Oczywiście to zaangażowanie też może się kończyć, ale zwykle jest to proces powolnego wygasania, a nie gwałtowna zmiana znaku, intensywności i charakteru namiętności.

PO SIÓDME, PEWNOŚĆ, ALE NIE DO KOŃCA

Z tezy o aprioryczności i nieodpartości namiętności powinno też wynikać przekonanie o pewności. Pewności, że on (lub ona) jest mój (lub moja) i mnie kocha. Pewności, że ja tu rządzę, a inni nie opierają się, lecz poddają mojej władzy. Pewności, że nie można komuś ufać, bo jest on zapewne nielojalny. Pewności, że zysk się powiększy. Pewności, że wygrana jest w zasięgu ręki. Na pierwszy rzut oka tak to właśnie wygląda.

Jest jednak sporo powodów, aby przypuszczać, że w tej pewności tkwi ziarno niepewności. Co więcej, zarówno pewność, jak i niepewność są – każda na swój sposób – funkcjonalne. Pewność dlatego, że podtrzymuje intensywność namiętności, niepewność zaś dlatego, że podtrzymuje jej trwałość. Nieustanne i niezmiernie intensywne zabieganie o obiekt miłości łączy się z niepokojem, czy jest on wystarczająco oddany. Nieustanne inwigilowanie partnera czy partnerki ma u swego podłoża myśl, że być może podejrzenia o nielojalność oparte są na jakimś błędzie, a domniemana nielojalność partnera czy partnerki jestli tylko wytworem własnej wyobraźni. Podobnie dzieje się z chciwością („Może mi przecież zabraknąć” ) i z władzą („Mam ją, ale przecież jeszcze nie nad wszystkim panuję” ).

Wydaje się, że ta szczypta niepewności, podobnie jak przysłowiowa łyż ka dziegciu, która zniszczy beczkę miodu, leży u podstaw dodatniego sprzężenia zwrotnego: im więcej już mam, tym jeszcze więcej chcę. W niepewności można zatem upatrywać źródła motywacji do wspomnianego nienasycenia.

PO ÓSME, NIEJEDNAKOWY KONTEKST SPOŁECZNY

Kiedy ogarnia kogoś namiętność do hazardu, gra toczy się między nim, hazardzistą, a losem. Raz jest szczęśliwcem, raz (pewnie nieraz!) jest pechowcem. Hazardziści – jak zwykle, gdy w grę wchodzą silne namiętności – personifikują los, ale jeśli tylko nie trwonią cudzych pieniędzy albo jeśli wskutek swojej działalności nie pogarszają dobrostanu innych, bliskich ludzi, to społeczny kontekst hazardu wydaje się dość ograniczony. Tak jest nawet wtedy, gdy hazard rozgrywa się nie z maszyną, ale z żywym człowiekiem, bo to nie jest sprawa między graczami, ale między graczem pierwszym i losem oraz między graczem drugim i losem.

Inaczej wygląda sprawa w wypadku pozostałych namiętności. Kiedy kogoś opanowuje zazdrość, to zwykle zamieszana w to jest co najmniej jedna inna osoba (obiekt nieufności), a najczęściej więcej (bo to zazwyczaj inni ludzie są powodami zazdrości). Wszystkie te osoby są źródłami negatywnych emocji, wszystkie one z łatwością stają się obiektami wrogości. Podobnie dzieje się w wypadku nienawiści, bo tu dążenie do pogorszenia dobrostanu zazwyczaj się generalizuje i dotyczy nie tylko bezpośredniego obiektu nienawiści, ale także ludzi i rzeczy z nim powiązanych. One z łatwością mogą także doświadczyć szkody lub straty.

Namiętna miłość zwykle ma tylko jeden obiekt, jest więc grą społeczną, w której partnerzy teoretycznie mają podobne szanse. W rzeczywistości psychologiczną przewagę nad kochającym ma w tej grze osoba ukochana.

Szczególna jednak jest władza, bo przecież władca musi mieć poddanych. Im więcej jest poddanych, im bardziej są ulegli, tym silniejsza jest władza. Ale to nie wyczerpuje problemu. Jeden rodzaj władzy opiera się bowiem na przewadze, sile, dominacji – to władza w sensie angielskiego power. Drugi rodzaj władzy opiera się na uznaniu, na szacunku – to władza odwołująca się do rzeczywistego autorytetu, władza w sensie angielskiego authority. Utrata szacunku oznacza utratę władzy w drugim wypadku, ale bynajmniej nie w pierwszym. W pierwszym wypadku można nie mieć żadnego szacunku, wystarczy mieć siłę. Niezależnie jednak od tego, czy władza pochodzi z przewagi i siły, czy z autorytetu, angażuje wiele osób.

Kiedy władza opiera się na autorytecie, los władcy zależy od woli poddanych. Gdy władza wynika z dominacji, los poddanych (w decydującym stopniu i zazwyczaj długo, ale nie na zawsze) zależy od widzimisię władcy. Dlatego w pierwszej sytuacji władcy muszą zabiegać o życzliwość poddanych, w drugim zaś poddani muszą zabiegać o życzliwość władcy.

Najważniejszą właściwością władzy jest jednak to, że zazwyczaj obejmuje ona równocześnie wielu ludzi, całe grupy społeczne, całe społeczności czy narody. Niekiedy władza miewa wymiar globalny.

PO DZIEWIĄTE, NA KONIEC, PROBLEM SAMOKONTROLI

Pytanie: „Czy emocje rządzą nami, czy my rządzimy emocjami?”, należy do kanonu pytań psychologicznych. Tyle tylko, że odpowiedzi na to pytanie bywają dość zróżnicowane i na ogół są mało bezinteresowne. Najczęściej dlatego, że pełnią funkcję wyjaśnienia lub usprawiedliwienia zachowań nieakceptowanych, nie dość uzasadnionych czy dziwacznych.

O ile proste, krótkotrwałe emocje, takie jak gniew, strach, smutek i im podobne, dość łatwo poddają się samokontroli, o tyle długotrwałe nastroje oraz względnie trwałe namiętności kontrolować jest znacznie trudniej. Dzieje się tak zapewne dlatego, że w wypadku efektywnej samokontroli emocji prostych wzmocnienie pojawia się natychmiast. Tymczasem w wypadku trwałych namiętności korekta stanu bieżącego wcale nie musi przynosić doraźnych gratyfikacji (niekiedy wprost przeciwnie – przynosi cierpienie), nie decyduje tu bowiem pojedynczy akt, ale rozstrzyga to, co można nazwać sumą szczęścia. Innymi słowy, doraźna samokontrola zmierzająca do osłabienia namiętności pozostaje w sprzeczności z ogólnym interesem i stanem ducha jednostki. Można powiedzieć, że człowiek owładnięty namiętnością nie bardzo chciałby ją osłabiać czy zmieniać.

Powstaje jednak pytanie, czy człowiek jest w stanie zapanować nad swoimi namiętnościami. Wiele wskazuje na to, że w ograniczonym stopniu. Ogólna zasada jest bowiem taka, że im silniejszy dany stan emocjonalny, im ważniejszych interesów jednostki dotyczy, im bardziej jest monopolistyczny, tym mniej jest podatny na samokontrolę. W pewnych warunkach intensywne namiętności wręcz samokontrolę odłączają lub blokują.

LITERATURA CYTOWANA

Bargh, J. (1999a). Automatyzmy dnia powszedniego. Czasopismo Psychologiczne, 5, 209–256.

Bargh, J. A. (1999b). The cognitive monster: The case against the controllability of automatic stereotype effects. W: S. Chaiken, Y. Trope (red.), Dual-process theories in social psychology (s. 361–382). New York: The Guilford Press.

Bargh, J. A., Gollwitzer, P. M., Lee-Chai, A., Barndollar, K., Trotschel, R. (2001). The automated will: Nonconscious activation and pursuit of behavioral goals. Journal of Personality and Social Psychology, 81 (6), 1014–1027.

Bilikiewicz, T. (1989). Psychiatria kliniczna (wyd. VII, t. 2). Warszawa: Państwowy Zakład Wydawnictw Lekarskich.

Buss, D. M. (1996). Ewolucja pożądania. Gdańsk: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne.

Buss, D. M. (2003). Zazdrość. Niebezpieczna namiętność. Gdańsk: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne.

Ekman, P., Davidson, R. J. (red.). (1998). Natura emocji. Podstawowe zagadnienia. Gdańsk: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne.

Festinger, L. (1957). A theory of cognitive dissonance. Evanston, Ill.: Row, Peterson.

Frijda, N. H. (1986). The emotions. Cambridge: Cambridge University Press.

Frijda, N. (1989). Prawa emocji. Nowiny Psychologiczne, 2, 24–49.

Hebb, D. O. (1949). The organization of behavior. New York: Wiley and Sons.

Lewis, M., Haviland-Jones, J. M. (red.). (2005). Psychologia emocji. Gdańsk: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne.

Łukaszewski, W. (1974). Osobowość. Struktura i funkcje regulacyjne. Warszawa: PWN.

Murphy, S. T., Zajonc, R. B. (1994). Afekt, poznanie i świadomość: rola afektywnych bodź ców poprzedzających, eksponowanych w warunkach optymalnych i suboptymalnych. Przegląd Psychologiczny, 37, 261–299.

Neisser, U. (1976). Cognition and reality: Principles and implications of cognitive psychology. New York: Freeman.

Oatley, K., Jenkins, J. M. (2003). Zrozumieć emocje (tłum. J. Radzicki i J. Suchecki). Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.

Obuchowski, K. (1970). Kody orientacji i struktura procesów emocjonalnych. Warszawa: PWN.

Schneider, W., Shiffrin, R. M. (1977). Controlled and automatic human information processing: I. Detection, search, and attention. Psychological Review, 84 (1), 1–66.

Sternberg, R. J., Weis, K. (red.). (2007). Nowa psychologia miłości. Taszów: Moderator.

Strelau, J., Doliński, D. (red.). (2008). Psychologia. Podręcznik akademicki. Gdańsk: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne.

Wojciszke, B. (1993). Psychologia miłości. Intymność, namiętność, zaangażowanie. Gdańsk: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne.

Zajonc, R. B. (1980). Feeling and thinking: Preferences no need inferences. American Psychologist, 35, 151–175.

Zajonc, R. B. (1984). On the primacy of affect. American Psychologist, 39, 117–123.

Spotkanie I  Miłość

Ciąg dalszy w wersji pełnej

Spotkanie II Żądza władzy

Dostępne w wersji pełnej

Spotkanie III Niebezpieczny urok ryzyka

Dostępne w wersji pełnej

Zagadki miłości TOMASZ MARUSZEWSKI

Dostępne w wersji pełnej

Panować nad emocjami... ALINA KOLAŃCZYK

Dostępne w wersji pełnej

Transgresje władzy ANNA STRUŻYŃSKA-KUJAŁOWICZ

Dostępne w wersji pełnej

Psychologia ryzyka finansowego TOMASZ ZALEŚKIEWICZ

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Copyright © 2011 by Wydawnictwo Smak Słowa

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Książka ani żadna jej część nie może być publikowana ani powielana w formie elektronicznej oraz mechanicznej bez zgody wydawcy.

Edytor: Anna Świtajska

Opracowanie redakcyjne: Małgorzata Jaworska

Opracowanie graficzne i skład: Intergraf Gdańsk

Okładka i strony tytułowe: Agnieszka Wójkowska

ISBN: 978-83-62122-60-8

Smak Słowa

ul. Sobieskiego 26/4

81-781 Sopot

tel./fax (+48 58) 551 01 98

www.smakslowa.pl

Szukaj nas także na

Plik ePub przygotowała firma eLib.pl

al. Szucha 8, 00-582 Warszawa

e-mail: kontakt@elib.pl

www.eLib.pl