Wydawca: Smak Słowa Kategoria: Nauka i nowe technologie Język: polski

Najmądrzejszy w pokoju. Jaki korzyści możemy czerpać z najważniejszych odkryć psychologii społecznej ebook

Thomas Gilovich  

4.16666666666667 (6)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 405 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Najmądrzejszy w pokoju. Jaki korzyści możemy czerpać z najważniejszych odkryć psychologii społecznej - Thomas Gilovich

Dwaj wybitni psychologowie każdego uczynią mądrym! Thomas Gilovich i Lee Ross w „Najmądrzejszym w pokoju” prezentują najbardziej użyteczne odkrycia psychologii społecznej. Ale w tej lekcji o ludzkiej naturze, autorzy nie tylko ujawniają drogę do mądrości. Podają także kompleksowe wytyczne do tego, jak wpływać na ludzi, których spotykamy w naszym życiu. 

Choć łatwo znaleźć ją w sentencjach – w internecie, kalendarzach, księgach cytatów – wciąż trudno zrozumieć, czym tak naprawdę jest i jak ją osiągnąć. Mądrość – to jej Thomas Gilovich i Lee Ross poświęcili ważną społecznie i niezwykle aktualną książkę „Najmądrzejszy w pokoju”. Autorzy przekonują, że „nie możesz być mądrym człowiekiem, nie mając mądrego podejścia do ludzi”. Piszą o tym, jak odkrywać motywy ludzkich zachowań i wykorzystać tę wiedzę do lepszego zrozumienia innych oraz skutecznego wywierania na nich wpływu. Arogancję, chciwość i krótkowzroczność przeciwstawiają inteligencji, wnikliwości i rozsądnemu dokonywaniu ocen. Bo „żeby być mądrym, trzeba być psycho-mądrym”.

Gilovich i Ross odnoszą się do badań prowadzonych na gruncie psychologii społecznej, analizują mądre i niemądre słowa oraz czyny postaci ważnych w historii świata. Przytaczają anegdoty, których bohaterami są m.in. Roger Federer i Rafael Nadal. W atrakcyjny i w pełni zrozumiały sposób podają czytelnikom wytyczne do podejmowania lepszych decyzji – w roli rodziców, pracodawców lub pracowników, przyjaciół lub doradców, a nawet obywateli świata.

Bo choć w „Najmądrzejszym w pokoju” głos zabierają wybitni naukowcy, to odnoszą się do realnego, codziennego życia, w którym każdego dnia – w domu, pracy, na zakupach, spacerze czy w restauracji – spotykamy ludzi. To z nimi zarówno popadamy w konflikty, rywalizujemy, negocjujemy, jak i budujemy związki. Od nich uzależniamy zagospodarowanie swojego czasu, a także pieniędzy. I to na nich mamy szansę świadomie, mądrze wpływać, aby osiągać zamierzone cele. To wiedza niezbędna, by stać się „najmądrzejszym w pokoju” – rodzinie, społeczeństwie, biznesie czy polityce.

Książka ukazuje się w momencie, w którym można mówić o ogromnym postępie w psychologii społecznej i nauce o dokonywaniu ocen i podejmowaniu decyzji – w dziedzinach zajmujących się aspektami mądrości. Thomas Gilovich i Lee Ross wnieśli istotny wkład w ich rozwój, poświęcając im łącznie osiemdziesiąt lat życia. Z laboratoriów psychologów napływały informacje o przełomowych odkryciach dotyczących zachowań człowieka, pozwalających wyjść poza ograniczony punkt widzenia. Rozumienie myśli, uczuć, wyborów i działań ludzi – to wiedza, która powinna być znana każdemu, kto pragnie być mądrzejszy.

"Tak naprawdę najmądrzejszymi ludźmi w pokoju są Tom Gilovich i Lee Ross. To wspaniała książka, która sięga po to, co najlepsze w psychologii, aby wywrzeć wpływ na to, jak żyjemy."

– Malcolm Gladwell, autor bestsellerów Punkt przełomowy, Błysk oraz Dawid i Goliat

"Dwaj znakomici psychologowie przedstawiają kwintesencję mądrości zgromadzonej w ich dziedzinie nauki – kilka lekcji niezbędnych do zrozumienia sekretów naszej codzienności. To niezwykle ważny wykład, którego nie usłyszałeś na studiach. Nie przegap go tym razem."

– Daniel Gilbert, profesor psychologii na Uniwersytecie Harvarda, autor bestsellera Na tropie szczęścia

"W książce Najmądrzejszy w pokoju Gilovich i Ross w fascynujący sposób splatają ze sobą nauki społeczne, historię i frapujące anegdoty, aby pomóc nam  w zrozumieniu natury ludzkiej, błędów, jakie popełniamy, i tego, jak mamy żyć, by w pełni wykorzystywać swój potencjał."

– Dan Ariely, profesor psychologii i ekonomista behawioralny na Duke Univeristy, autor bestsellerowych Potęgi irracjonalności i Szczerej prawdy o nieuczciwości

Thomas Gilovich – profesor psychologii na Uniwersytecie Cornell oraz dyrektor Centrum Ekonomii Behawioralnej i Badań Procesów Decyzyjnych. Jest autorem i współautorem popularnych książek, m.in. „Social Psychology”, „Dlaczego mądrzy ludzie popełniają głupstwa finansowe”, a także „How We Know What Isnt’s So”. Autor głośnych, szeroko cytowanych artykułów m.in. na temat błędów poznawczych czy wpływu zakupów na poczucie szczęścia. Zasłynął z pojęć takich jak Hot hands (gorące ręce), Spotlight effect (efekt spotlight), Self-handicapping (samoutrudnianie), które wprowadził do terminologii psychologicznej.

Lee Ross – profesor psychologii na Uniwersytecie Stanforda i współzałożyciel Centrum Badań nad Konfliktem i Negocjacjami. Wśród jego zainteresowań naukowych znajdują się: psychologia polityki, wpływ społeczny, teoria uprzedzeń, a także badania podejmowania decyzji i rozwiązywania konfliktów. Jest współautorem książek „The Person and the Situation” oraz „Human Interference”. Ross w swojej karierze naukowej wyszedł poza badania w laboratorium. Obiektem obserwacji uczynił także problemy globalne, jak zmiany klimatu czy system prawny. Brał udział w procesach pokojowych w Irlandii Północnej, na Kaukazie i Bliskim Wschodzie. Został wybrany do prestiżowej American Academy of Arts and Sciences. Uhonorowany wieloma nagrodami, w tym: American Psychological Society William James Fellow oraz Distinguished Scientist Award from Society of Experimental Social Psychological

Opinie o ebooku Najmądrzejszy w pokoju. Jaki korzyści możemy czerpać z najważniejszych odkryć psychologii społecznej - Thomas Gilovich

Fragment ebooka Najmądrzejszy w pokoju. Jaki korzyści możemy czerpać z najważniejszych odkryć psychologii społecznej - Thomas Gilovich

Carol Tavris, Elliot Aronson

Błądzą wszyscy (ale nie ja)

Dlaczego usprawiedliwiamy głupie poglądy, złe decyzje i szkodliwe działania

Richard E. Nisbett

Geografia myślenia

Dlaczego ludzie Wschodu i Zachodu myślą inaczej

Wiesław Łukaszewski

Wielkie (i te nieco mniejsze) pytania psychologii

Richard E. Nisbett

Inteligencja. Sposoby oddziaływania na IQ

Dlaczego tak ważne są szkoła i kultura

Ed Diener, Robert Biswas-Diener

Szczęście

Odkrywanie tajemnic bogactwa psychicznego

Michael S. Gazzaniga

Istota człowieczeństwa

Co czyni nas wyjątkowymi

Bernard Weiner

Emocje moralne, sprawiedliwość i motywacje społeczne

Psychologiczna teoria atrybucji

James R. Flynn

O inteligencji inaczej

Czy jesteśmy mądrzejsi od naszych przodków

Michael S. Gazzaniga

Kto tu rządzi? Ja czy mój mózg?

Neuronauka a istnienie wolnej woli

Simon Baron-Cohen

Teoria zła

O empatii i genezie okrucieństwa

Jonathan Haidt

Prawy umysł

Dlaczego dobrych ludzi dzielą polityka i religia?

Steven Pinker

Piękny styl

Przewodnik człowieka myślącego po sztuce pisania XXI wieku

Walter Mischel

Test Marshmallow

O pożytkach płynących z samokontroli

Richard E. Nisbett

Mindware

Narzędzia skutecznego myślenia

Dan Ariely

Szczera prawda o nieuczciwości

Jak okłamywać wszystkich, a zwłaszcza samych siebie

Późną wiosną 1944 roku siły alianckie czyniły ostatnie przygotowania do doniosłych wydarzeń D-Day – lądowania wojsk alianckich na pięciu plażach Normandii, oznaczonych kryptonimami Utah, Omaha, Gold, Juno i Sword. Inwazja miała zostać przeprowadzona w dwóch fazach. Pierwszą z nich miał być desant powietrzny dwudziestu czterech tysięcy brytyjskich, amerykańskich i kanadyjskich spadochroniarzy i żołnierzy piechoty szybowcowej tuż po północy, a drugą (zasadniczą) – desant morski alianckiej piechoty i dywizji pancernych o 6.30 rano. Brytyjski dowódca, generał Bernard Montgomery, spotkał się na odprawie z oficerami, którzy mieli kierować planowanym atakiem. Jego przemowa była prawdziwym majstersztykiem o starannie przemyślanej i doskonale przekazanej treści. Naczelny dowódca sił alianckich, generał Dwight D. Eisenhower, nazywany przez wszystkich Ikiem, powierzył to zadanie „Monty’emu”, a sam nie mówił zbyt wiele w godzinach poprzedzających inwazję. Nie przedstawił swojej opinii na temat szerszego znaczenia tej operacji ani długiej walki, jaka czekała jego żołnierzy – walki, która miała doprowadzić do upadku Trzeciej Rzeszy. Ike po prostu chodził po pokoju i wymieniał uścisk dłoni z wszystkimi oficerami, którzy mieli poprowadzić atak, świadomy – podobnie jak oni – że wielu z nich straci życie. Zdawał sobie sprawę, że ich myśli skupiają się na wyzwaniu, z jakim mieli się zmierzyć w ciągu następnych dwudziestu czterech godzin, na losie ich towarzyszy broni i na przyszłości ich rodzin. Nie dał po sobie poznać, że rozmyśla o własnym losie albo o swojej reputacji. Milczące uściski dłoni komunikowały oficerom, że Ike rozumie ich myśli i uczucia oraz darzy ich wielkim szacunkiem z powodu tego, jak wielkie ryzyko podejmują i czego wkrótce doświadczą. Był najmądrzejszym człowiekiem w pokoju.

Łatwo znaleźć słowa mądrości. Są dostępne w księgach cytatów i kalendarzach, a nawet na naklejkach samochodowych. Rad udzielają nam chętnie (często nieproszeni) nasi przyjaciele, krewni i współpracownicy. Możemy zwrócić się do mędrców o radę, jak zarządzać finansami osobistymi („Nie bądź dłużnikiem ani wierzycielem” – Benjamin Franklin) i jak postępować w życiu zawodowym („Bądź miły dla ludzi, których spotykasz, pnąc się w górę – to ci sami, których spotkasz w drodze w dół” – Walter Winchell). Ludzie, którym marzy się władza, mogą skorzystać z rady włoskiego dyplomaty doby renesansu („Mądrze jest pochlebiać ważnym ludziom” – Niccoló Machiavelli), a ci, którzy stawiają sobie skromniejszy cel „zdobycia przyjaciół i zjednania sobie ludzi”, dostaną podobną wskazówkę od dwudziestowiecznego autora bestsellerów („Nie skąp pochwał” – Dale Carnegie).

Możemy skorzystać z rad na temat tego, jak osiągać swoje cele („Żeby dostać to, czego się pragnie, najlepiej na to zasłużyć” – Charles Munger), a starożytni poeci suficcy podpowiadają nam, jak sobie radzić w trudnych chwilach („To też przeminie”). Możemy się nawet dowiedzieć, jak znaleźć sens życia i drogę prowadzącą do osobistego spełnienia („Sens życia to znalezienie swojego talentu; celem życia jest oddanie go innym”) – od mędrców, których nazwiska dawno odeszły w zapomnienie.

Istnieje wiele rodzajów mądrości, o czym świadczą przytoczone cytaty. Niektórzy ludzie są mądrzy jak Budda, inni – jak starszy brat, jeszcze inni – jak Warren Buffet. Wydaje się znamienne, że słownik Webstera wymienia trzy rodzaje mądrości: (1) wiedzę, czyli zgromadzone wiadomości filozoficzne lub naukowe; (2) przenikliwość, czyli umiejętność dogłębnego analizowania wewnętrznych cech i relacji; oraz (3) trafny osąd, czyli rozsądek.

Nacisk położony na wnikliwość i rozsądek uwydatnia fakt, że mądrość nie jest tożsama z inteligencją. Mówiąc o „najmądrzejszym w pokoju”, nie mamy na myśli osoby o najwyższym IQ ani tej, która z największą biegłością posługuje się faktami i liczbami. Najbardziej inteligentnej osobie w pokoju może brakować wnikliwego rozumienia ludzkich spraw albo umiejętności trafnej oceny sytuacji – zarówno w codziennych interakcjach, jak i w dążeniu do satysfakcjonującego, sensownego życia. Książka The Smartest Guys in the Room (Najbystrzejsi w pokoju)[1] opowiada o ludziach zajmujących najwyższe stanowiska kierownicze w Enronie, upadłym koncernie energetycznym – ludziach, którzy bez wątpienia byli nadzwyczaj inteligentni i niezwykle biegli w swoich manipulacjach finansowych. Arogancja, chciwość i krótkowzroczność wzięły w nich jednak górę (co naraziło na ogromne straty nie tylko ich samych, lecz także pracowników i udziałowców koncernu), nie pozostawiając żadnych wątpliwości co do tego, że ludzie ci nie zasłużyli na miano mądrych. Brakowało im zarówno kompasu moralnego, jak i rozumienia, do jakich celów warto dążyć i jakimi środkami najlepiej to robić.

Najważniejsza różnica między mądrością a inteligencją polega na tym, że ta pierwsza wymaga przenikliwości i skuteczności w postępowaniu z ludźmi. Inteligencja nie musi się z tym wiązać. Człowiek może być bystry, nawet jeśli nie najlepiej sobie radzi w kontaktach z ludźmi, ale twierdzenie, że ktoś jest mądry, nie ma sensu, jeśli ta osoba nie ma wyczucia w relacjach z innymi i nie rozumie ich nadziei, lęków, dążeń i namiętności. Możesz być błyskotliwym inwestorem albo prawie nieomylnym synoptykiem, nawet jeśli nie jesteś błyskotliwy w kontaktach z ludźmi. Nie możesz jednak być mądrym człowiekiem, nie mając mądrego podejścia do ludzi. Przemowa Montgomery’ego przed rozpoczęciem operacji w Normandii mogła być zręczniej napisana i wygłoszona z większą swadą niż którekolwiek z wystąpień Eisenhowera, ale to zademonstrowane przez Ike’a rozumienie potrzeb oficerów oraz umiejętne zaspokojenie tych potrzeb były świadectwem jego mądrości.

Każda analiza dotycząca mądrości musi uwzględniać fakt, że to, co najważniejsze w naszym życiu, ma związek z innymi ludźmi. Twierdzenie to jest prawdziwe w odniesieniu do menedżera zarządzającego firmą z listy Fortune 500, do kandydata ubiegającego się o urząd publiczny, do artysty próbującego stworzyć wiekopomne dzieło i do samotnej matki, która stara się bezpiecznie przeprowadzić swoje dziecko przez burzliwy okres dorastania. Jest prawdziwe nawet w odniesieniu do programisty, który przez większość dnia pragnie tylko, aby inni zostawili go w spokoju i pozwolili mu pracować, albo pokerzysty, który uwielbia ekscytację, jaką odczuwa, gdy próbuje przechytrzyć przeciwników w grze o pieniądze. Dlatego nasze dociekania dotyczące tego, co czyni daną osobę najmądrzejszą w pokoju, koncentrują się na procesach psychicznych, a zwłaszcza na psychologii społecznej. Mądrość wymaga rozumienia czynników oddziałujących na ludzkie zachowanie – tych, które występują najczęściej i wywierają najsilniejszy wpływ. Wymaga także rozumienia, kiedy i dlaczego ludzie schodzą na manowce i dokonują błędnych ocen, formułują nietrafne przewidywania i podejmują złe decyzje. Żeby być mądrym, trzeba być psychomądrym.

Mądrość wymaga też perspektywy – czegoś, co przecina wszystkie trzy komponenty wymienione w definicji Webstera: wiedzę, przenikliwość i trafny osąd. Człowiek mądry potrafi oceniać zdarzenia z dystansu i spoglądać szerzej na sprawy, którymi się zajmuje. Eisenhower umiał się wznieść ponad swój niepokój dotyczący przebiegu i powodzenia misji, którą dowodził, aby połączyć się ze swoimi żołnierzami w trosce o to, co zaprzątało ich myśli – ich bezpieczeństwo, rodziny i to, jak mogą wyglądać pierwsze godziny inwazji. Tu również widać istotną różnicę pomiędzy mądrością a inteligencją. Inteligencja polega na zebraniu dostępnych informacji i efektywnym ich przetworzeniu – trzeba pomyśleć o nich logicznie i wyciągnąć sensowne wnioski. Bez wątpienia jest to również istotny element mądrości. Człowiek mądry robi jednak coś więcej – wykracza poza bezpośrednio dostępne informacje. Wie, kiedy są one niewystarczające do rozwiązania danego problemu. Mądrość wymaga rozumienia, że z perspektywy czasu sprawy mogą wyglądać zupełnie inaczej niż w tej chwili.

Uznaliśmy, że to właściwy moment na napisanie tej książki ze względu na ogromny postęp, jaki się dokonał w dwóch dziedzinach zajmujących się tymi nadzwyczaj ważnymi aspektami mądrości – w psychologii społecznej i w nauce o dokonywaniu ocen i podejmowaniu decyzji. Mamy szczęście pracować w tych dziedzinach (łącznie poświęciliśmy im osiemdziesiąt lat) i mieliśmy zaszczyt wnieść swój wkład w ich rozwój. Spośród wszystkich dyscyplin naukowych to psychologia społeczna koncentruje się najbardziej bezpośrednio na rozumieniu myśli, uczuć, wyborów i działań zwyczajnych ludzi. W ciągu ostatnich czterdziestu lat z laboratoriów psychologów społecznych napływały informacje o ważnych odkryciach będących źródłem wiedzy na temat ludzkiego zachowania – wiedzy, która powinna być znana każdemu, kto pragnie stać się mądrzejszy.

Tymczasem badania dotyczące dokonywania ocen i podejmowania decyzji pozwoliły nam zrozumieć, dlaczego ludzie wyciągają pochopne wnioski w sytuacji, gdy więcej korzyści przyniosłoby im cofnięcie się o krok i spojrzenie na sytuację z szerszej perspektywy. W ciągu ostatnich czterdziestu lat dziedzina ta przeszła rewolucję, w której wyniku stało się jasne, że dokonywanie ocen i podejmowanie decyzji mają wiele wspólnego z percepcją. Podobnie jak ona, są podatne na złudzenia. Każdy, kto pragnie stać się mądrzejszy, powinien wiedzieć, kiedy należy mieć się na baczności przed takimi złudzeniami i jak się trzymać od nich z daleka.

Na stronach tej książki pragniemy Ci pomóc stać się mądrzejszym, abyś mógł lepiej sobie radzić w relacjach z pracodawcami i współpracownikami, z większą łatwością wspierać swoje dzieci w urzeczywistnieniu ich potencjału i skuteczniej opierać się pokusom, na jakie wystawiają Cię przemyślne reklamy i sprytni handlowcy. Ta książka ma również wyższy cel. Arystoteles twierdził, że mądrość wiąże się z pojmowaniem przyczyn – z rozumieniem, dlaczego sprawy mają się tak, a nie inaczej. Według niego człowiek światły potrafi odpowiedzieć na pytania zaczynające się od „co” i „jak”, natomiast człowiek mądry rozumie, dlaczego. Jakkolwiek ufamy, że wyniesiesz z tej książki mnóstwo praktycznej wiedzy, mamy również nadzieję, że jej lektura pozwoli Ci zrozumieć bardziej ogólne zasady leżące u podstaw tych praktycznych wskazówek. Mamy nadzieję, że pomoże Ci to w zrozumieniu, dlaczego ludzie postępują tak, a nie inaczej, i dlaczego wszystkim nam tak trudno wyjść poza własny, ograniczony punkt widzenia. Wreszcie, dzięki lekturze tej książki powinieneś z większym wyczuciem oceniać, którym wpadającym w ucho cytatom warto poświęcić uwagę, a które najlepiej zignorować, a także lepiej rozumieć rady mędrców i przywódców, których darzymy wielkim szacunkiem.

Książka Najmądrzejszy w pokoju nie jest podręcznikiem. Każdy, kto pragnie zgłębić tajniki wiedzy psychologicznej, może sięgnąć po wiele znakomitych podręczników psychologii. A jeśli przeczytałeś któryś z tych podręczników albo zaliczyłeś kurs psychologii na studiach, to z pewnością zauważysz, jak wiele kwestii pomijamy albo zaledwie wspominamy na stronach tej książki. Zamiast tego postanowiliśmy omówić niewielką liczbę zagadnień, które naszym zdaniem stanowią szczególnie ważne elementy mądrości. To wiedza, dzięki której powinieneś zrozumieć, dlaczego sprawy wokół Ciebie toczą się w taki, a nie inny sposób. To również wiedza, która powinna się okazać najbardziej użyteczna w rozumieniu i wywieraniu wpływu na ludzi, których spotykasz w swoim życiu, w radzeniu sobie z konfliktami, które są nieodłączną częścią życia i pracy z innymi, a także w podejmowaniu lepszych decyzji dotyczących gospodarowania czasem i pieniędzmi, zdrowia i związków.

Obietnica, że pomożemy Ci zgłębić ważną wiedzę na temat tego, dlaczego ludzie zachowują się tak, a nie inaczej, nasuwa oczywiste pytanie: czyż ludzie nie ewoluowali przez wiele tysiącleci, aby jak najlepiej radzić sobie z innymi? Czy zatem już teraz nie wiemy większości tego, co trzeba wiedzieć o ludzkich motywach i skłonnościach, a także tego, jak można kierować zachowaniem, żeby osiągnąć możliwie najlepsze skutki? Czy mądrzy obserwatorzy nie przekazali nam już najpotrzebniejszej wiedzy dotyczącej ludzkich słabości?

Bez wątpienia ludzie (podobnie jak inne zwierzęta) wiedzą niemało na temat ludzkiego zachowania – własnego i swoich bliźnich. Wszyscy wiemy, że zachowanie służy określonym celom i  że ludzie na ogół starają się maksymalizować odczuwaną przyjemność i minimalizować ból. Wiemy też sporo na temat wpływu określonych popędów i emocji, takich jak głód, pragnienie, popęd seksualny czy strach, a także tych bardziej subtelnych, takich jak potrzeba samoakceptacji czy pragnienie bycia lubianym i szanowanym. To prawda, wszyscy mamy pokaźną wiedzę z zakresu amatorskiej psychologii społecznej. Wiemy, że ludzie odczuwają dyskomfort, kiedy ich opinie i gusty odbiegają od norm obowiązujących w ich grupie. Wiemy, jak ważne jest dobre rodzicielstwo i modelowanie pożądanych zachowań. Znamy zalety dobrej edukacji. Zdajemy sobie sprawę ze sposobów, w jakie ludzkie oceny i decyzje (a przynajmniej oceny i decyzje innych) mogą być wypaczane przez dbałość o własny interes, wcześniejsze doświadczenia i oczekiwania, bądź też nauczanie religijne albo indoktrynację ideologiczną. Bez tej wiedzy życie społeczne byłoby chaotyczne i niekontrolowane.

Nasza codzienna praca w dziedzinie psychologii – zarówno akademickiej, jak i stosowanej – oraz refleksje na temat błędnych ocen i niemądrych decyzji, jakich nie ustrzegliśmy się przez wszystkie te lata, przekonały nas, że niektóre spośród najważniejszych faktów dotyczących ludzkich zachowań wcale nie są oczywiste. To przekonanie wypływa ze skłaniających do refleksji wyników badań, które są sprzeczne z naszymi codziennymi założeniami – odkryć, które zmuszają nas do zmiany wyobrażeń na temat tego, co wywiera przemożny, a co tylko niewielki wpływ na ludzkie zachowanie, a także co może być skuteczne, a co nieskuteczne w rozwiązywaniu określonych typów problemów.

Inne spostrzeżenia, które omówimy na stronach tej książki, nie są zupełnie nowe. Dotyczą zjawisk, które dostrzegamy w pewnych okolicznościach, nie doceniając w pełni ich szerokiego zastosowania. Jeszcze inne odnoszą się do prawidłowości, które zauważamy u innych, ale nie u siebie ani u ludzi podzielających nasze poglądy. Ostatecznie Ty sam będziesz musiał ocenić użyteczność wiedzy i badań, które opiszemy w tym tomie. Żeby jednak dać Ci pewne wyobrażenie o tym, co Cię czeka, w następnych akapitach przedstawimy kilka przykładów zjawisk i odkryć naukowych, które mogą uczynić każdego, kto dysponuje wiedzą na ich temat – i zna zasady psychologiczne leżące u ich podstaw – wyraźnie mądrzejszym.

Czy wierzysz, że my, autorzy tej książki, możemy odgadnąć Twoje poglądy polityczne?

Rozdział pierwszy rozpoczniemy od demonstracji, która – jak sądzimy – wyda Ci się przekonująca. Poznanie mechanizmów psychologicznych leżących u podstaw omawianego zjawiska zapewni Ci lepsze rozumienie konfliktów interpersonalnych i międzygrupowych, którymi zajmiemy się ponownie w rozdziale siódmym.

W Danii (podobnie jak w Stanach Zjednoczonych) kierowcy mogą udostępnić swoje narządy do przeszczepów w wypadku przedwczesnej śmierci poprzez złożenie podpisu na odwrocie prawa jazdy. Tylko 4% Duńczyków korzysta z tej możliwości. W Szwecji kierowców informuje się, że ich narządy będą dostępne do przeszczepów, chyba że na odwrocie prawa jazdy zaznaczą, iż sobie tego nie życzą. Jak sądzisz, jaki odsetek Szwedów udostępnia swoje narządy do celów medycznych poprzez niezłożenie podpisu pod tym oświadczeniem?

Jeśli Twoje oszacowanie jest zbliżone do 4%, a nawet 40%, to bardzo się pomyliłeś. Zaskakującą odpowiedź znajdziesz w rozdziale drugim, w którym omówimy wpływ wyborów domyślnych. W rozdziale trzecim zaś dowiesz się więcej na temat tego, dlaczego ta oraz inne, pozornie niewielkie różnice pod względem sposobu przedstawienia wyboru mogą mieć tak istotne znaczenie.

Wszyscy wiedzą, że nagrody i kary działają. Czy jednak duże nagrody i kary są bardziej skuteczne niż małe? Jeśli Twoim celem jest nie tylko zmiana aktualnego, jawnego zachowania, lecz także zmiana trwałej motywacji oraz odczuć dotyczących określonej czynności, to odpowiedź brzmi „nie”. W wypadku nagród i kar mniej często znaczy więcej.

W rozdziale czwartym zapoznasz się z klasycznymi badaniami pogłębiającymi to ważne spostrzeżenie i dowiesz się więcej na temat prymatu zachowania oraz tego, dlaczego zmiana postawy często następuje po zmianie zachowania, a nie na odwrót.

Uczestnikom pewnego badania przedstawiono dane dotyczące tego, ile razy tenisiści odbyli ciężki trening w dniu poprzedzającym mecz, a następnie odnieśli zwycięstwo, ile razy ciężko trenowali, ale przegrali mecz, ile razy zrezygnowali z ciężkiego treningu, a mimo to wygrali, oraz ile razy nie odbyli takiego treningu i ponieśli porażkę. Jedną grupę poproszono, żeby na podstawie tych danych oceniła, czy ciężki trening zwiększa prawdopodobieństwo wygrania meczu; drugą grupę zapytano, czy ciężki trening zwiększa prawdopodobieństwo porażki. Obie grupy odpowiedziały twierdząco.

Zrozumienie tego paradoksalnego wyniku wymaga znajomości tego, co pewien psycholog nazwał „matką wszystkich błędów”. W rozdziale piątym dowiesz się, w jaki sposób ten oraz inne błędy poznawcze mogą ograniczać naszą umiejętność oceny informacji, wypaczać nasze sądy i przeszkadzać nam w podejmowaniu trafnych decyzji.

Gdybyś miał taką możliwość, czy powinieneś dodać krótkie, umiarkowanie nieprzyjemne doświadczenie do bardzo nieprzyjemnego przeżycia? W jakim stopniu podwojenie czasu trwania przyjemnych wakacji wzmogłoby Twoje długotrwałe odczucie dotyczące tego, jak bardzo były one przyjemne?

Odpowiedzi na te pytania („tak” na pierwsze, „prawie wcale” na drugie) dostarczą Ci użytecznych wskazówek dotyczących tego, co możesz zrobić, żeby zwiększyć swoje poczucie szczęścia.

Żydowscy studenci z Izraela uczestniczyli w negocjacjach z mieszkającą w Izraelu Arabką na temat wydatkowania środków na przedsięwzięcie, które przyniosłoby korzyści obu stronom konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Po pewnym czasie otrzymywali ostateczną propozycję od swojej partnerki w negocjacjach, która – z czego nie zdawali sobie sprawy – była współpracowniczką badaczy i za każdym razem przedstawiała drugiej stronie taką samą ofertę. Pewne zdanie, które badacze dodawali lub pomijali na początku negocjacji, zwiększało szanse na to, że propozycja zostanie przyjęta, z 35% do 85%. Jakie zdanie, niedotyczące zmiany proponowanych warunków ani kosztów nieosiągnięcia porozumienia, wywierało tak istotny wpływ?

Odpowiedź na to pytanie znajdziesz w rozdziale siódmym, w którym skupimy się na problemie trudnych do rozwiązania konfliktów. Jakie procesy psychologiczne stwarzają bariery utrudniające osiągnięcie obopólnie korzystnego porozumienia i co można zrobić, żeby je przezwyciężyć?

Kilka przeprowadzonych ostatnio badań wykazało, że wyniki w nauce osiągane przez czarnych studentów i studentów pochodzenia latynoskiego (a także przez kobiety studiujące na kierunkach ścisłych i technicznych) mogą się poprawić dzięki zastosowaniu prostych i niedrogich psychomądrych interwencji opartych na użyciu odpowiednich słów. Jakie to interwencje? Jakie bariery stają się dzięki nim łatwiejsze do pokonania? Dlaczego wywierają tak silny wpływ?

Zaskakujące odpowiedzi na te pytania znajdziesz w rozdziale ósmym. Omówimy w nim trudny problem przeciwdziałania słabym wynikom w nauce, a później – w rozdziale dziewiątym – zajmiemy się jeszcze trudniejszym globalnym problemem zmian klimatu.

Nasza książka jest podzielona na dwie części. Każdy z pierwszych pięciu rozdziałów traktuje o jednej z ogólnych zasad dotyczących ludzkiego zachowania, które pomogą Ci lepiej zrozumieć szeroki zakres zdarzeń i uczynią Cię psychomądrzejszym w radzeniu sobie z codziennymi (i nie tylko codziennymi) wyzwaniami. W następnych czterech rozdziałach wykorzystujemy te zasady, aby rzucić nieco światła na ważne problemy, z jakimi przychodzi nam się zmierzyć jako jednostkom i jako społeczeństwom: poszukiwanie szczęścia, radzenie sobie z trudnymi do rozwiązania konfliktami, kształcenie uczniów w trudnej sytuacji życiowej i młodych ludzi osiągających wyniki poniżej swoich możliwości, a wreszcie – jeszcze trudniejsze wyzwania związane z groźbą katastrofalnych w skutkach zmian klimatu. Jesteśmy przekonani, że dzięki zapoznaniu się z badaniami i spostrzeżeniami przedstawionymi w tych dziewięciu rozdziałach staniesz się mądrzejszy w tym sensie, że będziesz lepiej rozumiał napotykanych ludzi i zdarzenia oraz lepiej sobie radził z wyzwaniami, z jakimi przyjdzie Ci się zmierzyć. Może nawet zostaniesz najmądrzejszym człowiekiem w pokoju.

Thomas Gilovich i Lee Ross

[1] McLean i Elkind, 2003.

Iluzja obiektywizmu

W pierwszych dziesięcioleciach XX wieku Albert Einstein podważył nasze rozumienie świata, w którym żyjemy. W swoich rewolucyjnych teoriach względności – ogólnej i szczególnej – zasugerował, że czas i przestrzeń są połączone w sposób, który najlepiej można zrozumieć nie poprzez subiektywne doświadczenie, ale za pomocą wzorów matematycznych i wymagających wyobraźni eksperymentów myślowych. Próbował sobie na przykład wyobrazić, co by się stało, gdybyśmy znajdowali się w pojeździe poruszającym się z prędkością bliską prędkości światła. Słynny wzór E mc2 uświadomił nam, jak dużo energii może powstać na skutek konwersji materii. Ten sam wzór po przekształceniu wskazywał, że samą materię można traktować jako skondensowaną energię. W jednej ze swych niezliczonych, często cytowanych wypowiedzi Einstein posunął się nawet do stwierdzenia, że „rzeczywistość jest iluzją”.

Naukowcy nie są zgodni co do tego, co Einstein chciał przez to powiedzieć. Zdaniem większości pragnął nam uświadomić, że doświadczenie jest uzależnione od perspektywy i sytuacji spostrzegającego. My jednak możemy potraktować te słowa jako przypomnienie, że to, czego doświadczamy w swoich codziennych spostrzeżeniach, nie jest po prostu rejestrowaniem czegoś, co nas otacza, ale raczej wynikiem interakcji pomiędzy dziwną, skomplikowaną substancją powstałą wskutek Wielkiego Wybuchu (najnowsza teoria głosi, że owa substancja składa się z wibrujących strun niewyobrażalnie małych cząstek, które w jakiś sposób nabierają masy poprzez oddziaływanie z polami energii) a tą samą substancją, z której jesteśmy zbudowani. Właśnie ta interakcja wytwarza nasze subiektywne doświadczenie świata pełnego stałych, trójwymiarowych obiektów, których dotykamy, dźwięków, które słyszymy, bogatej palety barw, które widzimy, i szerokiego zakresu zapachów, jakie czujemy.

Inny dwudziestowieczny geniusz, George Carlin, zapytał swoich słuchaczy: „Czy zauważyliście, że każdy, kto jedzie samochodem wolniej niż wy, jest idiotą, a każdy, kto jedzie szybciej, jest szaleńcem?” Dwie dekady temu my dwaj, autorzy tej książki, zaczęliśmy się zastanawiać nad związkiem między stwierdzeniem Einsteina na temat rzeczywistości a ironicznym pytaniem Carlina. Ten związek, jak sądzimy, pozwala nam zrozumieć istotę ludzkiej psychiki i (w dużej mierze) ludzkiej głupoty. My, ludzie, nie tylko odruchowo zakładamy, że nasze spostrzeżenia są wiernym odbiciem rzeczywistości. Często idziemy o krok dalej i przyjmujemy, że nasze osobiste spostrzeżenia są wyjątkowo trafne i obiektywne.

Aby pomóc Ci zrozumieć naturę owej iluzji obiektywizmu, spróbujemy zajrzeć Ci do głowy i odczytać Twoje poglądy polityczne.

Dowiedziemy, że potrafimy rozszyfrować Twoje przekonania polityczne wyłącznie na podstawie faktu, że czytasz tę książkę. Możemy z dużą dozą pewności przewidywać, że

uważasz, iż Twoje poglądy polityczne są liberalne w granicach rozsądku. W odniesieniu do większości spraw oceniasz ludzi o poglądach bardziej lewicowych niż Twoje jako nieco naiwnych. Uważasz, że są raczej idealistami niż realistami, i przypisujesz im nadmierną skłonność do poprawności politycznej. Ci, którzy wyrażają poglądy bardziej prawicowe niż Twoje, wydają Ci się dość samolubni i nieczuli, nieco ograniczeni i oderwani od codziennego życia zwyczajnych ludzi i od problemów, z jakimi borykają się oni we współczesnym świecie.

Czy ten opis trafnie oddaje to, jak widzisz siebie na scenie politycznej? Jesteśmy przekonani, że tak. Sztuczka polega na tym, że namalowany przez nas portret polityczny z pewnością odnosi się nie tylko do Ciebie i do innych czytelników tej książki, lecz prawie do każdego. Przecież gdybyś miał poczucie, że ludzie na lewo od Ciebie są lepiej dostrojeni do rzeczywistości niż Ty, to zapewne przesunąłbyś się w ich kierunku. To samo można powiedzieć o ludziach mających poglądy bardziej prawicowe niż Twoje.

Krótko mówiąc, podobnie jak inni ludzie, spostrzegasz własne poglądy i sympatie polityczne jako najbardziej realistyczną odpowiedź na czasy, w których żyjemy, i na problemy, z jakimi się borykamy. Sądzisz też, że Twoje poglądy i opinie są dostosowane do realiów natury ludzkiej. A skoro jesteś przeświadczony, że to Twoje poglądy polityczne są najlepiej osadzone w rzeczywistości, wnioskujesz, że ludzie niepodzielający Twoich przekonań – zwłaszcza ci, którzy zajmują miejsce odległe od Twojego w spektrum poglądów politycznych – bez wątpienia oceniają sytuację mniej realistycznie. Brakuje im Twojego obiektywizmu. Są bardziej skłonni patrzeć na kwestie polityczne przez pryzmat wyznawanej ideologii, egoistycznych interesów, wychowania lub jakichś innych zniekształcających czynników.

Przypomnij sobie spostrzeżenie Carlina dotyczące naszych opinii na temat innych kierowców. Może w pierwszej chwili pomyślałeś: „Rzeczywiście zauważyłem, że inni kierowcy są właśnie tacy”. Po chwili refleksji pojąłeś jednak, co Carlin miał na myśli: ponieważ jedziesz z prędkością, którą uważasz za najlepiej dostosowaną do warunków panujących na drodze, każdy, kto jedzie wolniej, z pewnością jedzie zbyt wolno, a każdy, kto jedzie szybciej, bez wątpienia pędzi za szybko. Przekonanie, że widzisz rzeczy takie, jakie są naprawdę, a co za tym idzie – każdy, kto widzi je inaczej, popełnia błąd, jest nieuniknione – przynajmniej w pierwszym odruchu.

Codzienne doświadczenie dostarcza wielu przykładów tego zjawiska. Kiedy Twoja żona mówi: „Strasznie tu zimno”, i podkręca termostat, mimo że Ty czujesz się komfortowo, zastanawiasz się, co sprawia, że Twojej żonie jest zimno, chociaż temperatura jest w sam raz. Kiedy natomiast marzniesz, a Twoja żona albo ktoś inny twierdzi, że temperatura jest bardzo przyjemna, zastanawiasz się, dlaczego druga osoba nie zauważa, jak jest naprawdę. W pierwszym odruchu nie bierzesz pod uwagę możliwości, że to Ty jesteś nadwrażliwy lub – przeciwnie – niewrażliwy i że to druga osoba jest tą, która reaguje właściwie na „prawdziwą” temperaturę w pomieszczeniu.

Podobnie kiedy mówisz, że muzyka jest zbyt cicha albo za głośna, jesteś przekonany, że wypowiadasz zdanie na temat muzyki, a nie na temat samego siebie, a raczej złożonych interakcji między sygnałami dźwiękowymi, Twoimi receptorami słuchowymi i doświadczeniami, które ukształtowały Twój gust i preferencje. Kiedy twierdzisz, że jedzenie jest za ostre albo zbyt mdłe, jesteś pewny, że Twoja uwaga dotyczy jedzenia, a nie Twoich kubków smakowych albo kuchni, którą pamiętasz z dzieciństwa, lub tej typowej dla Twojej kultury. A kiedy inni są odmiennego zdania – kiedy narzekają, że Twoja ulubiona muzyka to straszny jazgot, który nie może się równać z muzyką ich młodości, albo kiedy nie mogą uwierzyć, że ktokolwiek może lubić takie jedzenie (taką sztukę bądź taki styl ubierania się) – zastanawiasz się, jak to się stało, że mają tak dziwaczny gust.

Zapewne potrafisz podać kontrprzykłady – sytuacje, w których dochodzisz do wniosku (na ogół po chwili refleksji), że to Ty odbiegasz od normy. Wnioskujesz, że jesteś wyjątkowo wrażliwy na zimno, ponieważ dorastałeś w Kostaryce. Albo dochodzisz do przekonania, że Twoja awersja do kotletów mielonych ma swoje źródło w suchej, pozbawionej smaku potrawie, którą wmuszano w Ciebie w dzieciństwie podczas częstych wizyt u babci. W porządku. Takie wyjątki są ważne i prawdziwe, ale pozostają wyjątkami. Wynikają one ze skłonności wspólnej dla nas wszystkich – zwłaszcza w młodym wieku – do zastanawiania się nad sytuacjami, w których czujemy bądź myślimy inaczej niż pozostali, szczególnie gdy owe myśli lub uczucia dotyczą naszych gustów w dziedzinie sztuki, muzyki czy sposobów spędzania wolnego czasu. Jako nastolatki mogliśmy się nawet zastanawiać: „Dlaczego nie mogę być taki jak wszyscy?” Z upływem lat przedmiot tych rozważań na ogół się zmienia z „Co jest nie tak ze mną?” w „Co jest nie tak z nimi?”.

Pomijając tego rodzaju rozważania, nasze fenomenologiczne doświadczenie jest jednak takie, że spostrzegamy rzeczy takie, jakie są – że w pokoju naprawdę jest zimno, a potrawa upichcona przez babcię naprawdę jest obrzydliwa. W pozostałej części tego rozdziału przekonamy się, że owa skłonność do traktowania własnego obrazu świata jako wyniku obiektywnego spostrzegania, a nie subiektywnej interpretacji, tkwi u podłoża wielu form ludzkiej głupoty.

Podążając śladem Lee i jego współpracowników, psychologowie określają to kuszące, przyjemne poczucie, że widzimy świat taki, jaki jest, mianem naiwnego realizmu. Uświadomienie sobie, że podobnie jak wszyscy inni ludzie, jesteś naiwnym realistą, to ważny krok ku temu, by stać się mądrzejszym człowiekiem. Sprawi, że będziesz mądrzej podchodził do rozmaitych doświadczeń, jakie napotkasz w życiu codziennym. Pomoże Ci radzić sobie lepiej z różnicami zdań z przyjaciółmi, członkami rodziny i współpracownikami. Uczyni Cię także mądrzejszym w niezwykle ważnych kwestiach politycznych i społecznych w czasach, gdy Ameryką i całym niespokojnym światem targają konflikty. Aby jednak w pełni zrozumieć, w jaki sposób uświadomienie sobie naiwnego realizmu może sprzyjać mądrości, o jakiej mowa w tej książce, musimy cofnąć się o krok i zadać bardziej podstawowe pytanie: co daje początek naszemu przekonaniu, że istnieje relacja jeden do jednego między tym, czego doświadczamy, a tym, co „jest naprawdę”?

Ukryci robotnicy

Jednym z najważniejszych zadań ważących półtora kilograma obwodów neuronalnych, które nosimy pod czaszką, jest dążenie do zrozumienia otaczającego świata. Obwody te decydują, szybko i bez wysiłku, czy po danej powierzchni można chodzić, czy spostrzegany przedmiot jest niegroźny, czy niebezpieczny, czy dostrzeżony ruch był celowy, czy przypadkowy, albo czy twarz, którą widzimy, jest nowa, czy znajoma. Zadanie to w większości jest realizowane przez procesy psychiczne, które działają bez naszej świadomości. Mamy więc poczucie rozumienia, ale nie mamy pojęcia, jak je osiągnęliśmy. Cała masa ukrytych procesów psychicznych pracuje bez wytchnienia poza naszą wiedzą i kontrolą, nadając sens zalewającym nas potokom sprzecznych lub wprowadzających w błąd informacji. Brak świadomego dostępu do owej maszynerii skutkuje myleniem tego, co Immanuel Kant nazwał „rzeczą samą w sobie” (das Ding ans ich), z „rzeczą dla nas” (das Ding für uns).

Kiedy widzimy toster, czujemy smakowity zapach albo zauważamy grożący gest, mamy poczucie, że doświadczamy tego bodźca takim, jaki jest, a nie takim, jak go zinterpretowaliśmy. Chyba najłatwiej uświadomić sobie naszą rolę w konstruowaniu własnych doświadczeń zmysłowych w odniesieniu do widzenia kolorów. Wydaje nam się, że jabłka są czerwone, oceany – błękitne, a wysokie łuki przy wejściu do restauracji fast-food – żółte. Kolory, które widzimy, nie istnieją jednak w świecie zewnętrznym jako cecha spostrzeganych przedmiotów. Są wytworem interakcji między tym, co istnieje „tam, w świecie”, a działaniem naszych zmysłów. Spostrzeganie barw jest wynikiem aktywizacji określonych fotoreceptorów, które odznaczają się zróżnicowaną czułością na fale świetlne różnej długości padające na siatkówkę, oraz dalszego przetwarzania owego złożonego wzorca aktywizacji na wyższym poziomie – w mózgu.

Oto znamienny fakt pokazujący, jak skutecznie nasz mózg tworzy iluzję czerwonych jabłek, błękitnych oceanów i żółtych łuków: często mówimy, że psy są „ślepe na kolory” (w rzeczywistości je widzą, ale spostrzegane przez nie barwy nie są tak intensywne i zróżnicowane jak te widziane przez nas, ludzi), ale nigdy nie mówimy, że sami jesteśmy „ślepi na zapachy”. Nie zdajemy sobie sprawy, że tak naprawdę świat jest dużo bardziej aromatyczny, niż nam się wydaje, i że to my – na skutek ograniczeń naszego układu węchowego i mózgu – rozróżniamy tylko niewielki ułamek zapachów, które psy (i prawie wszystkie inne ssaki) wykrywają z łatwością.

Wykształceni ludzie znają podstawowe fakty dotyczące widzenia barw, ale ta wiedza w żaden sposób nie zmienia poczucia, że kolor jest immanentną cechą przedmiotów. Nie powstrzymuje nas też przed mówieniem o pomarańczowych zachodach słońca, niebieskich oczach i kasztanowych puklach. W wypadku bardziej złożonych zdarzeń poznawczych jesteśmy jeszcze mniej świadomi własnego wkładu w to, czego doświadczamy. Bez wysiłku wypełniamy luki w dostępnych dla nas sygnałach poznawczych, nie zdając sobie sprawy z istnienia owych luk ani z tego, że to my je wypełniamy.

Co istotne, w procesie wypełniania luk kierujemy się nie tylko swoją uprzednią wiedzą i oczekiwaniami, lecz także informacjami, które docierają do nas już po fakcie. Uczestnicy pewnego badania słyszeli zdania, w których pominięto pierwszą część kluczowego słowa (zaznaczyliśmy to gwiazdką: *), przy czym części badanych odczytano inne zakończenie zdania niż pozostałym. I tak, na przykład niektórzy badani słyszeli: „*owa była na pastwisku”, a inni: „*owa była w dziupli”. Obie grupy badanych twierdziły, że usłyszały sensowne zdanie: „Krowa była na pastwisku” w pierwszym wypadku i „Sowa była w dziupli” w drugim. Żadna z osób nie zauważyła luki ani tego, że sama wstawiła w nią „kr” lub „s”, aby zrozumieć usłyszane zdanie[2].

Mylenie naszych modeli umysłowych tego, co istnieje w świecie, z rzeczami samymi w sobie nie ma istotnego znaczenia, kiedy wszyscy mają taki sam model umysłowy – jak to na ogół bywa w wypadku jabłek, nieba czy łuków przy wejściu do restauracji McDonald’s. Nie stanowi także problemu, kiedy wszystkim udaje się wypełnić te same luki językowe. Może mieć jednak poważniejsze konsekwencje w wypadku polityki i problemów społecznych. Jest to szczególnie widoczne w sytuacji, gdy dwie strony próbują coś zrozumieć (lub nadać czemuś sens), mając zupełnie różne doświadczenia, priorytety i przekonania. W takich wypadkach różnice w sposobach spostrzegania tego, co jest uczciwe i święte albo kto jest odpowiedzialny za zło tego świata, są nieuniknione. Różnice zdań często prowadzą do oskarżeń o złą wolę albo słabość charakteru, co sprawia, że jeszcze trudniej o zgodę. Właśnie w takich sytuacjach najmądrzejszy człowiek w pokoju zdaje sobie sprawę, że jego spojrzenie na „rzeczywistość” jest tylko tym, czym jest – spojrzeniem, a nie obiektywną oceną tego, co jest naprawdę.

Oni widzieli protest

Jadąc ulicą, widzisz policjantów, którzy próbują rozpędzić grupę demonstrantów przed kliniką leczenia niepłodności. Czy policja reaguje zbyt ostro, ograniczając prawo obywateli do organizowania zgromadzeń? A może to protestujący wymykają się spod kontroli i wymagają stanowczej interwencji policji? Interesujące badanie, przeprowadzone przez profesora Uniwersytetu Yale, Dana Kahana, i jego współpracowników, pokazało, w jak dużym stopniu Twoje odpowiedzi na te pytania zależą od Twoich poglądów politycznych. To jednak nie wszystko. Twoje sympatie polityczne będą wpływać nie tylko na Twoje opinie dotyczące zachowania policji i demonstrujących, lecz także na to, jakie działania policji i demonstrujących zobaczysz.

Kahan i jego współpracownicy pokazali badanym fragmenty rzeczywistych starć między protestującymi a policją, do których doszło w Cambridge w stanie Massachusetts w 2009 roku[3]. Połowie osób badanych powiedziano, że manifestanci protestują przeciwko dostępności aborcji przed budynkiem kliniki leczenia niepłodności; druga połowa sądziła, że jest to protest przeciwko polityce „Nie pytaj, nie mów”[4] przed wojskowym biurem rekrutacji. Wcześniej badani wypełnili ankietę dotyczącą ich postaw politycznych i wartości, dzięki czemu badacze mogli przewidywać, czy poszczególne osoby będą pochwalać, czy potępiać protest przeciwko prawu do aborcji, bądź też protest przeciwko polityce „Nie pytaj, nie mów”.

Badani o różnych poglądach politycznych „widzieli” zupełnie inne działania protestujących i policji. Trzy czwarte osób popierających prawa reprodukcyjne kobiet widziało, jak protestujący blokują dostęp do kliniki niepłodności; wśród badanych z przeciwnej strony spektrum politycznego to zachowanie demonstrantów zauważyła tylko jedna czwarta osób. Kiedy badanym powiedziano, że obserwowane przez nich wydarzenia rozegrały się przed wojskowym biurem rekrutacji, proporcje były odwrotne: trzy czwarte badanych o bardziej konserwatywnych poglądach widziało, jak demonstranci blokują dostęp do biura, w porównaniu z 40% osób z przeciwnej strony spektrum politycznego. Podobną rozbieżność spostrzeżeń zaobserwowano w odpowiedziach osób badanych na pytanie, czy protestujący krzyczeli w twarz ludziom próbującym wejść do kliniki lub do biura rekrutacji[5].

Badacze nie poprosili osób badanych, aby porozmawiali o tym, co zobaczyli. Wielka szkoda. Byłoby to bardzo interesujące – i pouczające – dowiedzieć się, w jaki sposób badani poradziliby sobie z bardzo odmiennymi ocenami tego, co „widzieli”. Wszyscy przywykliśmy do kontaktów z ludźmi, którzy mają opinie i wartości odmienne od naszych, i chociaż dyskusje na temat takich różnic nie są szczególnie przyjemne, zazwyczaj bywają cywilizowane, a my na ogół dokładamy starań, aby zrozumieć owe różnice. Kiedy jednak druga strona podważa coś, co uważamy za „fakty”, temperatura dyskusji gwałtownie rośnie, a cywilizowane zwyczaje często znikają bez śladu.

Błędne spostrzeganie zgodności

Pod koniec filmu Star Trek III. W poszukiwaniu Spocka, po tym jak bohaterowie ze statku Enterprise przez ponad półtorej godziny próbowali odzyskać ciało swojego przyjaciela z planety Wolkan, Spocka, aby urządzić mu godny pogrzeb na ojczystej planecie, wskrzeszony Spock mówi z wdzięcznością: „Wróciliście po mnie”. James Kirk, kapitan statku Enterprise, skromnie zaprzecza, jakoby był bohaterem, stwierdzając: „Zrobiłbyś dla mnie to samo”.

Tutaj, na Ziemi, przekonanie „zrobiłbyś dla mnie to samo” jest bardzo rozpowszechnione. Jesteśmy jego świadkami za każdym razem, gdy przypadkowy przechodzień, który udzielił komuś pierwszej pomocy, uratował tonące dziecko albo wbiegł do płonącego budynku, aby ocalić mieszkającą w nim starszą panią, odpowiada na pytania dziennikarzy. „Każdy na moim miejscu zrobiłby to samo” – brzmi najczęstsza odpowiedź. Obserwujemy je także na drugim krańcu spektrum moralnego, kiedy sprawcy zła usprawiedliwiają swoje postępowanie. Podczas śledztwa dotyczącego afery dopingowej w amerykańskiej lidze bejsbolowej, które toczyło się w Kongresie w 2005 roku, Mark McGwire, zawodnik, który przyznał się do stosowania steroidów, powiedział: „Na moim miejscu każdy, komu przedstawiono by takie scenariusze, postąpiłby tak samo”[6]. To założenie jest tak rozpowszechnione, że stało się tytułem utworu hiphopowego tria Naughty by Nature: Would’ve Done the Same for Me (Zrobiłbyś dla mnie to samo).

Czy jednak to przekonanie jest słuszne? A może to naiwny realizm sprawia, że przeceniamy stopień, w jakim inni podzielają nasze poglądy i dokonują takich samych wyborów? Rzeczywiście tak jest. Ludzie są przeświadczeni, że widzą rzeczy takie, jakie są, że ich przekonania, preferencje i reakcje są następstwem bezpośrednich, trafnych spostrzeżeń dotyczących obiektów, zdarzeń i problemów, a co za tym idzie – uważają, że inni racjonalni ludzie powinni dojść do takich samych wniosków, jeśli otrzymali te same informacje. Ten pozornie rozsądny wniosek daje początek zjawisku, które Lee i jego współpracownicy nazwali efektem fałszywej powszechności: ludzie są skłonni uważać, że ich przekonania, opinie i działania są bardziej rozpowszechnione niż w rzeczywistości. W szczególności ludzie, którzy mają określoną opinię lub preferencję, na ogół przypisują jej większą popularność niż osoby mające przeciwną opinię czy preferencję[7].

Ludzie, którzy przedkładają kino włoskie nad francuskie, przypisują temu pierwszemu większą popularność niż miłośnicy kina francuskiego[8]. Ludzie, którzy dopuścili się konkretnych wykroczeń, sądzą, że ich postępki są bardziej rozpowszechnione, w porównaniu z osobami, którym nigdy nie przyszłoby do głowy, aby tak postąpić[9]. Liberałowie sądzą, że ich kandydaci mają większe poparcie, i przypisują swoim poglądom na temat kontrowersyjnych kwestii społecznych i politycznych większą popularność niż konserwatyści – i na odwrót[10]. Wreszcie, wyborcy po obu stronach sceny politycznej uważają, że ludzie, którzy nie wzięli udziału w wyborach, głosowaliby na ich kandydata, gdyby tylko znaleźli się przy urnach[11].

W badaniu stanowiącym barwną ilustrację tego zjawiska Lee i jego współpracownicy poprosili studentów – ochotników – aby spacerowali po kampusie z dużą podwójną tablicą reklamową, na której widniało hasło (na przykład „Jedz u Joego”), i odnotowywali reakcje napotkanych osób. Studenci mogli odrzucić zaproszenie (i zamiast tego wziąć udział w innym badaniu). Zaraz po tym, jak wyrazili zgodę bądź odmówili uczestnictwa w badaniu, poproszono ich, by oszacowali, jak duża część pozostałych studentów przyjęła zaproszenie badaczy, oraz ocenili, jakie atrybuty osobiste cechują kogoś, kto przyjął to zaproszenie, i kogoś, kto je odrzucił.

Jak można się było spodziewać, oszacowania dotyczące powszechności oraz wnioski na temat cech były bardzo różne w tych dwóch grupach badanych. Studenci, którzy zgodzili się paradować z tablicą reklamową, sądzili, że więcej osób przyjęło zaproszenie badaczy, niż je odrzuciło, oraz uważali, że przyjęcie zaproszenia w mniejszym stopniu świadczy o cechach danej osoby. Ci, którzy odrzucili zaproszenie, sądzili, że taka decyzja była częstsza niż przyjęcie zaproszenia, i uważali, że wyrażenie zgody na paradowanie po kampusie z tablicą reklamową mówi więcej na temat osobowości danego człowieka.

Łatwo dostrzec rolę, jaką odegrał tutaj naiwny realizm. Badani, którzy wyobrażali sobie chodzenie z tablicą reklamową jako coś niegroźnego – na ogół przechodzisz niezauważony, a kiedy spotykasz znajomych, możesz im wytłumaczyć, że bierzesz udział w eksperymencie psychologicznym (a oni podziwiają Twoje wyluzowanie) – byli skłonni spełnić prośbę badaczy i uważali, że większość innych „normalnych” studentów postąpiłaby tak samo. Według nich odmowa wykonania tego zadania świadczyłaby o braku gotowości do współpracy, sztywniactwie lub jakimś innym odchyleniu od normalności.

W odróżnieniu od nich, badani, którzy wyobrażali sobie to zadanie w mniej pozytywny sposób (paradujesz wśród tłumów chichoczących, wytykających Cię palcami studentów, widzisz, jak Twoi znajomi z dezaprobatą kręcą głową i odwracają wzrok, a potem bez słowa odchodzą), częściej odrzucali zaproszenie badaczy i spodziewali się, że inni również odmówili spełnienia tej prośby. Według nich wyrażenie zgody na paradowanie z tablicą reklamową świadczyłoby o nietypowych lub negatywnych cechach (takich jak uległość albo skłonność do popisywania się i do robienia z siebie głupka).

Tę podstawową dynamikę dostrzegł przed laty wybitny psycholog społeczny, Solomon Asch, który podkreślał istotne znaczenie rozróżnienia między odmiennymi „ocenami obiektu” a odmiennymi „obiektami oceny”[12]. Oceniając zachowanie innych, ludzie często nie biorą pod uwagę, że inni mogą reagować na zupełnie inny zbiór „faktów” i „okoliczności”.

Dowodów empirycznych na poparcie tej idei dostarczyła seria badań przeprowadzonych przez Toma (Gilovicha)[13]. Jeśli efekt fałszywej powszechności wynika z braku świadomości, że inni ludzie mogą reagować na zupełnie inne obiekty oceny, to powinien być największy w sytuacji, gdy oceniana kwestia pozostawia dużo miejsca na rozmaite interpretacje oraz umożliwia swobodne dopowiedzenie szczegółów i rozstrzygnięcie niejednoznaczności. Aby zweryfikować tę ideę, poproszono grupę sędziów kompetentnych, aby ocenili kwestie wykorzystane we wcześniejszych badaniach Lee (Rossa), dotyczących efektu fałszywej powszechności pod względem ich niejednoznaczności i swobody interpretacji. Zgodnie z przewidywaniami badaczy sprawy, które pozostawiały najwięcej przestrzeni na swobodną interpretację („Czy jesteś ambitny?”, „Jaki odsetek Twoich rówieśników jest ambitny?”), wywoływały dużo silniejszy efekt fałszywej powszechności niż te, które pozostawiały mało miejsca na rozmaite interpretacje („Czy jesteś dzieckiem pierworodnym?”, „Jaki odsetek Twoich rówieśników to dzieci pierworodne?”).

Tom postanowił przeprowadzić badanie zainspirowane zaciekłymi sporami, w jakie wdają się fani muzyki, dotyczącymi zalet różnych odmian muzyki popularnej. Uczestników tego badania najpierw zapytano, czy wolą muzykę lat sześćdziesiątych XX wieku, czy muzykę lat osiemdziesiątych, a następnie poproszono, aby oszacowali, jaki odsetek ich rówieśników preferuje muzykę z każdego z tych okresów. Tak jak się spodziewaliśmy, w porównaniu z miłośnikami muzyki lat osiemdziesiątych badani, którzy woleli muzykę lat sześćdziesiątych, sądzili, że ich upodobania podziela więcej osób. I odwrotnie – badani, którym bardziej podobała się muzyka lat osiemdziesiątych, przypisywali swoją preferencję większej części osób niż ci, którzy woleli muzykę lat sześćdziesiątych.

W dalszej części badania skoncentrowaliśmy się na źródle tych zróżnicowanych ocen, pytając badanych, jakie konkretne przykłady muzyki mieli na myśli, kiedy formułowali swoje opinie. Osoby, które wolały muzykę lat sześćdziesiątych i spodziewały się, że większość ich rówieśników ma podobne upodobania, podały przykłady muzyki lat sześćdziesiątych, które niezależni sędziowie ocenili wysoko (The Beatles, Rolling Stones), i przykłady muzyki lat osiemdziesiątych, które nie otrzymały równie pozytywnej oceny (Judas Priest, John Mellencamp). Badani, którzy preferowali muzykę lat osiemdziesiątych, podawali zupełnie inne przykłady (Herman’s Hermits i The Ventures z lat sześćdziesiątych oraz Bruce’a Springsteena i Michaela Jacksona z lat osiemdziesiątych). Innymi słowy, preferencje badanych bez wątpienia odzwierciedlały różne gusty muzyczne. Były jednak również odzwierciedleniem konkretnych przykładów, które przyszły badanym do głowy, kiedy odpowiadali na zadane im pytanie, przy czym osoby badane nie zdawały sobie sprawy z roli odegranej przez siebie w skonkretyzowaniu tych dwóch kategorii, kiedy szacowały, jak odpowiedzieli pozostali.

Ten sam mechanizm działa w sferze dyskursu politycznego. Kwestie i wydarzenia będące przedmiotem kontrowersji natury społecznej, politycznej czy etycznej siłą rzeczy są różnie interpretowane przez różnych ludzi. Dowiodło tego badanie, w którym ludzie zajmujący miejsce po różnych stronach spektrum politycznego zobaczyli coś zupełnie innego, obserwując starcie między policją a demonstrantami. Świadczą o tym także odmienne reakcje politycznej lewicy i prawicy w sporach dotyczących aborcji, używania broni palnej przez policję, czy też sposobu traktowania więźniów w Guantánamo Bay.

Kiedy publicyści Fox News oświadczają, że Stany Zjednoczone powinny stosować wzmocnione techniki przesłuchań i że każdy, kto się z tym nie zgadza, naraża kraj na niebezpieczeństwo, mają na myśli bezwzględne traktowanie ludzi, którzy są zdeterminowani zabić tak wielu niewinnych cywilów, jak to możliwe. Kiedy natomiast gadające głowy w stacji MSNBC wyrażają skrajnie odmienną opinię, mają na myśli torturowanie szeregowych funkcjonariuszy Al-Ka’idy albo niewinnych ludzi, oskarżonych przez kogoś, kto chciał z nimi wyrównać osobiste rachunki.

Oczywiście ludzie o poglądach lewicowych i przedstawiciele prawicy zapewne nie zgodziliby się w sprawie stosowania konkretnych technik przesłuchania nawet w sytuacji, gdy powiązania danej osoby z siecią terrorystyczną nie ulegają wątpliwości. Kiedy na przykład Dick Cheney mówi: „Bardziej martwią mnie winni, którzy wyszli na wolność [ z Guantánamo], niż garstka więźniów, którzy w rzeczywistości byli niewinni”[14], wyraża zbiór wartości, które poparłoby niewielu ludzi o lewicowych poglądach. Podziały w tej sprawie stają się jeszcze głębsze, a atrybucje dotyczące oponentów – bardziej negatywne, kiedy, jak to ujął Asch, uczestnicy sporu reagują na „różne obiekty oceny”.

Brak świadomości, że ludzie o innych poglądach mogą reagować na zupełnie inne obiekty oceny, może zatem pogłębiać nieporozumienia i przedłużać konflikty. Skłania zwaśnione strony do wyciągania nieuzasadnionych negatywnych wniosków na temat wartości wyznawanych przez oponentów, ich przekonań, uczciwości czy zdolności do współczucia – wniosków, które tylko pogłębiają konflikt. Jednostki i grupy zaangażowane w konflikty często zachęca się do tego, by przyjęły perspektywę drugiej strony, spojrzały na sytuację jej oczami. Łatwo udzielać takich rad, dużo trudniej się do nich zastosować. Najmądrzejsi w pokoju mogą jednak przynajmniej spróbować odróżnić spory dotyczące faktów i interpretacji od tych dotyczących wartości i preferencji.

Ciąg dalszy w wersji pełnej

[2] Samuel, 1991; Warren, 1970.

[3] Kahan i in., 2012.

[4] Don’t ask, don’t tell (Nie pytaj, nie mów; DADT) – obowiązująca do 2011 roku polityka Sił Zbrojnych Stanów Zjednoczonych, która (z pewnymi wyjątkami) zabraniała każdemu, kto ujawnił swoje skłonności homoseksualne lub biseksualne, odbywania służby w armii amerykańskiej (przyp. tłum.).

[5] Artykuł Kahana i współpracowników oraz podtytuł tego podrozdziału (They Saw a Protest) nawiązują do wcześniejszego badania autorstwa Alberta Hastorfa i Hadleya Cantrila (They Saw a Game – Oni widzieli mecz), które ujawniło podobne rozbieżności w sposobie spostrzegania wydarzeń na boisku podczas meczu piłkarskiego między Princeton a Dartmouth u kibiców obu drużyn (Hastorf i Cantril, 1954).

[6] Brown, 12 stycznia 2010, http://sports,yahoo.com/mlb/big_league_stew/post/A-tearfuldeconstruction-of-the-Mark-McGwire-int?urn=mlb,213019.

[7] Ross, Greene i House, 1977.

[8] Ibidem.

[9] Alicke, 1993.

[10] Granberg i Brent, 1983.

[11] Koudenburg, Postmes i Gordjin, 2011.

[12] Asch, 1948.

[13] Gilovich, 1990.

[14] Cyt. w: Danner, 2015.

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Dostępne w wersji pełnej

Tytuł oryginału: The wisest one in the room

Copyright © 2015 by Thomas Gilovich and Lee Ross

All rights reserved

Copyright © 2017 for the Polish edition by Wydawnictwo Smak Słowa

Copyright © for the Polish translation by Agnieszka Nowak-Młynikowska

Wszystkie prawa zastrzeżone.

Książka ani żadna jej część nie może być publikowana ani powielana w formie elektronicznej oraz mechanicznej bez zgody wydawnictwa Smak Słowa.

Edytor: Anna Świtajska

Redakcja i korekta: Małgorzata Jaworska

Okładka i strony tytułowe: Agnieszka Karmolińska

Zdjęcie na okładce: © shutterstock/icons vector

ISBN 978-83-65731-08-1

Smak Słowa

ul. Sobieskiego 26/4, 81-781 Sopot

Tel. 507-030-045

www.smakslowa.pl

Szukaj nas także na:

Plik ePub przygotowała firma eLib.pl

al. Szucha 8, 00-582 Warszawa

e-mail: kontakt@elib.pl

www.eLib.pl