Wydawca: Novae Res Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2015

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 1225 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Na szczycie - K.N. Haner

Singielka Rebeka Staton z powodu bardzo trudnej sytuacji życiowej zarabia na utrzymanie jako striptizerka w nocnym klubie go – go i dzieli mieszkanie ze swoim najlepszym przyjacielem. Pewnego dnia występuje w stroju anioła, a jej pokaz ogląda niezwykle przystojny menadżer najlepszego zespołu rockowego w kraju – Sedrick Mills. Ich spojrzenia krzyżują się, Rebeka zapomina o wykonywanym układzie tanecznym, za co właścicielka lokalu wyrzuca ją z pracy. Mogłoby się wydawać, że w tym momencie dziewczyna się załamie, jednak dzięki niezwykłej propozycji tajemniczego gościa dzieje się zupełnie inaczej.

Na szczycie” to pełna erotycznych niespodzianek i romantycznej miłości powieść o tym, że warto mieć marzenia i nie ulegać przesądom, ponieważ nigdy nie wiadomo, jak skończy się to, co wcale się dobrze nie zaczęło.

Opinie o ebooku Na szczycie - K.N. Haner

Fragment ebooka Na szczycie - K.N. Haner

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ku pamięci Mai, Twoja „Cząstka ” na zawsze pozostanie w naszych sercach.

Książkę dedykuję wszystkim, którzy zawsze przy mnie byli, nigdy nie zwątpili i wspierali niezależnie od tego, co się działo. Dziękuję mojemu M. za znoszenie moich fanaberii i motywowanie do działania. Dziewczynom z OE, bo bez Was nic by nie było. Rodzicom i najbliższym za to, że nigdy nie odmawiają pomocy i bezgranicznie kochają.

Trzeba mierzyć wysoko i wyznaczać sobie cele. Marzenia się spełniają, a Ty właśnie trzymasz w dłoni spełnienie moich marzeń. Zapraszam do „mojego” świata…

 

 

 

KIEDY TYLKO WYSKOCZYŁAM Z AUTOBUSU, ZOBACZYŁAM JEDYNEGO FACETA NA ŚWIECIE, którego mogę tolerować – był to Trey, mój przyjaciel. Stał na przystanku i czekał na mnie. Rzucił niedopałek papierosa i rozdeptał go szczytem swojego czarnego conversa. Jak zawsze górował nad wszystkimi sylwetką. W szkole średniej grał w rugby, więc należy do typu facetów, którzy zawsze wzbudzają respekt. Uśmiechnęłam się, pierwszy raz w tym popieprzonym dniu.

– Cześć, Reb. – Zrobił dwa długie kroki i już stał obok mnie.

– Cześć, Trey – westchnęłam głośno i wbiłam w niego wkurwione spojrzenie.

– Trudny klient? – zapytał, obejmując mnie swoim silnym ramieniem.

– Nie.

– Szef znowu cię wkurzył? – Pokręciłam przecząco głową. – Więc co?

– Moja matka.

– Czego znowu chciała? – Nagle zatrzymał nas na środku chodnika, tak, że prawie wpadła na nas kobieta jadąca rowerem. Zaklęła, a Trey, jak gdyby nigdy nic, pokazał jej tylko środkowy palec.

– Tego co zawsze.

– Przecież wysłałaś jej ostatnio pieniądze – rzucił zirytowany.

– Wiem, powiedziała, że znowu ich potrzebuje. Jest chora.

– Jasne. Chora…

– Trey, to moja matka, muszę jej pomagać.

– Wcale nie musisz, ona cię wykorzystuje, Reb. Wie, że zawsze uratujesz jej tyłek.

– To moja matka – powtórzyłam i odpaliłam papierosa.

– Rozumiem, gdybym miał rodziców, także bym im pomagał, jednak nie dałbym się tak wykorzystywać jak ty.

Rzuciłam mu błagalne spojrzenie z cyklu „nie rób mi, proszę, wymówek”.

– Co robimy? – Spojrzałam na zegarek, było kilka minut po dziewiątej.

– Jeśli nie masz humoru, możemy wrócić do domu i zjeść pudło lodów lub iść do baru i złoić się do nieprzytomności.

– Z chęcią wróciłabym do domu, ale perspektywa lodów, które wejdą mi w tyłek, nie jest obiecująca – zmarszczyłam brwi, Trey się roześmiał.

– W takim razie imprezka! – krzyknął na środku ulicy. W ciągu pięciu minut zadzwonił do jakiegoś miliona osób, wszyscy jednak mieli już plany. W piątkowy wieczór nie było to dziwne. Zostaliśmy sami. Imprezka we dwoje. Ruszyliśmy w stronę ulubionej knajpy, w której zawsze rozgrzewamy się przed imprezowaniem.

Treya znam od dzieciństwa, chodziliśmy razem do szkoły średniej. On – najpopularniejszy w szkole sportowiec, i ja – cheerleaderka jego drużyny. Zawsze miał powodzenie u kobiet, tyle że nikt nie wiedział, że jest gejem. Osobiście uważam, że jest biseksualny, mam na to niezbite dowody. Na przykład nasze relacje – kilka razy zdarzyło się między nami „coś więcej”. Zawsze zarzekaliśmy się, że to się nie powtórzy, ale zdarzało się. On jednak uparcie twierdzi, że moja teoria dotycząca jego orientacji jest stekiem bzdur. Wszyscy uważają, że przyjacielski seks niszczy przyjaźń, ale w naszym przypadku to nieprawda. Kocham Treya do szaleństwa, jest moją bratnią duszą, wie o mnie dosłownie wszystko. W liceum byłam jego przykrywką, udawaliśmy parę, wzbudzając wieczne zainteresowanie i plotki. W pewnym momencie jedna z dziewczyn rozpowiedziała, że jestem w ciąży. Wynikła z tego nieziemska afera. Moja matka omal nie dostała zawału, dyrektor prawie wyrzucił Treya ze szkoły, dopiero badanie ginekologiczne, do którego zostałam zmuszona, potwierdziło, że nie ma mowy o ciąży. Byłam dziewicą. Prawda jest taka, że nadal nią jestem, ale tylko Trey o tym wie. Miałam wielu facetów, jednak zawsze kończyło się najwyżej na seksie oralnym. Nawet Trey nie był w stanie przebić się przez mój wstręt do bliskości. Nie wiem, jaka jest jego przyczyna. Wśród znajomych uchodzę za raczej miłą, ale zdystansowaną do nowych znajomości osobę. To dość zabawne.

– Co zjemy? – zapytałam, przeglądając menu.

– Jeśli mam się spić, chcę zjeść coś, czym będę się mógł potem porzygać – wyszczerzył te swoje białe ząbki w szyderczym uśmiechu. Nasze wyjścia często kończą się małym armagedonem, aresztowaniem, ewentualnie innym ciekawym wydarzeniem. Tydzień temu, na urodzinach naszego znajomego, Trey skoczył z balkonu do basenu. Kiedy indziej wszyscy myśleli, że umarł, a on tylko usnął z nadmiaru alkoholu.

– Ja wezmę sałatkę.

– Znowu dieta? Rano piłaś kawę z mlekiem i cukrem – spojrzał na mnie badawczo.

– Chyba powinnam zrzucić kilka kilogramów – westchnęłam z rozżaleniem, bo zawsze to mówię i nigdy nic z tego nie wychodzi.

– Suzanne znowu nagadała ci w pracy?

Suzanne to opiekunka dziewczyn w klubie, w którym tańczę od dwóch lat. Lubię tę pracę, nawet bardzo, chociaż… ostatnio coraz bardziej zniechęcam się do facetów.

– Nie, ale przywieźli dziś nowe stroje i ledwo wcisnęłam swój tyłek.

– Wyluzuj, mała. Przecież wiesz, że nigdy nie będziesz miała tyłka jak Kate Moss.

– Dzięki za pocieszenie – rzuciłam mu gniewne spojrzenie i wywróciłam oczami.

– Jutro się zajmiesz dietą, która i tak nie potrwa dłużej niż dwa dni.

– Trey! – Pacnęłam go w ramię, a on się roześmiał.

– Poprosimy dwa steki, średnio wysmażone, frytki i zestaw surówek – zamówił dla nas obojga. Wie, jak uwielbiam jeść.

– A w dupie z dietą!

– Wiele razy cię namawiałem, byś poszła ze mną na siłownię.

– To nie dla mnie, nienawidzę ćwiczyć.

– Chyba że na rurze – puścił mi oczko.

– Tak, wyłącznie na rurze – oboje się roześmialiśmy.

Często zastanawiałam się, jak zareagowałaby moja matka, gdyby wiedziała, w jaki sposób zarabiam na życie. Czy nadal oczekiwałaby pomocy? Możliwe, że w dramatyczny sposób wyparłaby się mnie i powiedziała, że jestem zwykłą dziwką. A po czasie i tak wróciła po pieniądze. Okej, tańczę w klubie ze striptizem, ale nie oferujemy tam usług seksualnych. Owszem, są dziewczyny, które rozdają wizytówki klientom, jednak to nie moja sprawa. Dla mnie taniec to podstawowa praca i nie dorabiam sobie w żaden inny sposób.

Zjedliśmy z Treyem po wielkim soczystym steku, za które ja zapłaciłam, i ruszyliśmy do klubu. Los Angeles to miejsce, w którym nie brakuje miejsc do zabawy. Wybraliśmy jeden z klubów przy plaży, gdzie zawsze są najlepsze imprezy. Od razu pożałowałam, że nie zmieniłam butów na wygodniejsze. Miałam za sobą kilka godzin tańca w tych okropnych platformach, więc perspektywa całej nocy na obcasach nie napawała mnie optymizmem. Trey utorował nam drogę do samego baru, gdzie akurat zwolniły się dwa miejsca.

– Słodko – skrzywiłam się, widząc całą masę facetów. To chyba wieczór kawalerski. Mam po dziurki w nosie wieczorów kawalerskich.

– Mnie się podoba – Trey wyszczerzył zęby i spojrzał na tyłek jednego z nich.

– Nie wątpię – spojrzałam na kelnera. – Poproszę tequilę – powiedziałam, pokazując także na Treya.

Już po chwili wlewałam w gardło trzecią kolejkę. Od razu poczułam się lepiej. Znacznie lepiej. Mamy z Treyem niepisaną umowę, że jeśli wychodzimy we dwoje, to razem się bawimy, nie podrywamy i razem wracamy do domu. Przy kolejnej kolejce, hm… A może to był drink…? Nie wiem, straciłam rachubę… W każdym razie Trey wyciągnął mnie na parkiet. Lubię tańczyć, ale nie kiedy jestem tak pijana. Zresztą taniec w klubie różni się od tego na rurce. Zawsze na imprezach, gdy jest rura, znajomi namawiają mnie, abym zatańczyła. Nigdy nie dałam się namówić i raczej się to nie zdarzy.

– Mogę się przyłączyć? – usłyszałam zza pleców męski głos. Obejrzałam się i zobaczyłam całkiem niezłego kolesia. Wysoki, szczupły, ale nie chudy, jak dla mnie trochę za bardzo wymuskany, jednak w tym stanie było mi wszystko jedno.

– Spadaj, stary! – Trey objął mnie mocniej i zbył go jednym spojrzeniem.

– Był fajny!

– Masz ochotę się zabawić? – spojrzał na mnie dziwnie.

– W jakim sensie?

– No, ty kogoś wyrwiesz i ja…

– Kogo już sobie upatrzyłeś? – rozejrzałam się wkoło, by dojrzeć jego ofiarę.

– Tam – przyciągnął mnie do siebie i wskazał ręką na faceta przy barze.

– Wóda padła ci na wzrok – roześmiałam się na widok niskiego, krępego Murzyna, który gapił się w naszą stronę i pożerał wzrokiem Treya.

– Dawno nie miałem ciemnoskórego… – powiedział, jakby mnie prosił o pozwolenie.

– Jak chcesz, Trey, ale ja nie mam na nikogo ochoty.

– Możesz się przyłączyć – posłał mi ten swój uśmiech.

– Zobaczymy. Idź – pchnęłam go w stronę baru i już po minucie Trey całował tego małego chłopca, intensywnie obmacując mu tyłek. Świetnie! Nie zostało mi już nic innego, jak się nawalić. Zamówiłam kolejnego drinka i kilka kieliszków czystej, zbyłam w tym czasie trzech facetów, którzy prosili mnie do tańca. Trey zniknął w kiblu ze swoją dzisiejszą zdobyczą, a ja dobijałam się sama przy barze. Nawet nie musiałam prosić kelnera, nalewał mi automatycznie, za co zresztą dostawał napiwki. Gdy skończyła mi się gotówka, musiałam odszukać Treya. Kolejka do męskiej łazienki ciągnęła się w nieskończoność, a najzabawniejsze było to, że w jednej z kabin odbywała się mała prywatna orgia. Usiłując dostać się do kibli, musiałam pokonać tabun pijanych facetów.

– Jak skończysz, mnie także możesz obciągnąć! – rzucił jeden z nich.

– Spoko, ale chyba cię na mnie nie stać, kotku – pokazałam mu środkowy palec i zapukałam do pierwszej z kabin. – Trey! Trey!

Dotarłam do piątej i wreszcie ich znalazłam.

– Mała, błagam! Nie teraz! – Trey nawet nie wyszedł z tyłka tego kolesia. Posuwał go dalej na moich oczach.

– Pożycz mi gotówkę, bo mi się skończyła – próbowałam nie patrzeć na wyraz twarzy tego biedaka. Trey jest hojnie obdarzony przez naturę i czuć to w dupie, to zapewne nic przyjemnego.

– Za chwilę! – Zamknął oczy i chwycił chłopaka za biodra.

– Och Trey! Tak! Pieprz mnie, Trey! – wyjęczał i trysnął na ściankę małej ubikacji.

– Chryste! – warknęłam i trzasnęłam drzwiami. Ostatnie, na co miałam teraz ochotę, to widok dochodzącej ofiary Treya.

– Co z tym lodem? – zapytał ten sam koleś, chwytając mnie za dłoń.

– Spieprzaj! – odepchnęłam go agresywnie.

– Jaka ostra! Lubię takie. – Ruszył za mną pod sam bar.

– Powiedziałam: spieprzaj! Której litery tego słowa nie rozumiesz? – warknęłam i odwróciłam wzrok.

– Twój facet zabawia się z innym w kiblu, chyba nie musisz tak na niego czekać.

– To nie mój facet – spojrzałam na niego beznamiętnie. – Postaw mi drinka.

– Może lepiej kolejkę?

– Może być – machnęłam lekceważąco ręką. Muszę przyznać, że chłopak naprawdę się starał. Ewidentnie miał ochotę na bzykanie i myślał, że trafił na pijaną, wściekłą laskę, którą w prosty sposób zaliczy. Nieco się zdziwił, gdy po piątej kolejce wrócił Trey.

– Co tam? – Wszedł między nas i oparł się o bar.

– Chcę do domu – wybełkotałam kompletnie narąbana.

– Wezwać taksówkę? – Kiwnęłam twierdząco głową, nie będąc w stanie sklecić zdania. W głowie mi szumiało, a świat wirował. Gdy zsunęłam się z wysokiego krzesła, padłam na kolana jak długa. – Rany, mała! – Trey podniósł mnie z podłogi, a ja zaczęłam bezwiednie chichotać. Nie wiem, co jest śmiesznego w tym, że narąbałam się jak szpadel i robię z siebie kompletną idiotkę. Nawet nie pamiętam, jak dotarłam do taksówki, a potem do naszego mieszkania, które wynajmowaliśmy razem od dwóch lat.

Rano obudziłam się z ogromnym kacem. Mój Boże! Po co ja się tak złoiłam? Zakryłam dłonią oczy, bo promienie słoneczne, które wpadały przez okno, prawie mnie zabiły. Nie mam pojęcia, która jest godzina i gówno mnie to obchodzi. Przekręciłam się na bok i zobaczyłam przy łóżku miskę, butelkę z wodą i paczkę polopiryny. Och, Trey! Jak ja cię kocham. Wypiłam prawie pół butelki jednym haustem, łyknęłam dwie tabletki i zasnęłam ponownie.

 

Weszłam do klubu, w którym pracuję. Napis przy wejściu uświadomił mi, że nie powinnam tu być. Co ja tu, kurwa, robię? Mam takiego kaca, że nie dam rady zatańczyć żadnego pokazu – od razu się porzygam. Nie mam wyjścia, Suzanne nie dała mi wolnego, gdy rano dzwoniłam. Głupia zdzira.

– Reb, masz dziś wieczór kawalerski – rzuciła od progu tym swoim wkurwiającym tonem.

– Nie dam rady, dzwoniłam przecież.

– Gówno mnie to obchodzi, jesteś na zastępstwie, za Sylvię.

– A dlaczego ona ma wolne, a ja nie? – syknęłam.

– Bo zaczął jej się okres.

– A ja mam kaca!

– Lepiej się do tego nie przyznawaj! Przebierz się i zmiataj na scenę!

– Wal się, Suzanne – burknęłam pod nosem tak, by nie usłyszała. Rany, jak ja to wytrzymam? Poszłam do garderoby, zerknęłam na grafik. Bosko, po prostu bosko – strój na dziś: anioł. Cudownie! Szczególnie dzisiaj marzę, aby zabawiać napalonych idiotów w stroju anioła. Mogłoby nastąpić dziś trzęsienie ziemi lub coś w tym stylu, przecież o niewiele proszę…

– Cześć, Reb!

– Cześć, Kim – wymusiłam uśmiech do koleżanki, jedynej dominy w klubie. Publika ją uwielbia, podobnie jak ja. Jestem zafascynowana tym, co ona wyprawia z facetami. Sprawia, że płaczą u jej stóp i błagają ją o litość.

– Ciężki wieczór? – zapytała, widząc, w jakim jestem stanie.

– Cholernie ciężki. Mam kaca, wymiotowałam cały ranek, a Suzanne wpisała mnie na wieczór kawalerski w zastępstwie za Sylvie.

– A jej co znowu?

– Okres – Kim pokręciła głową i westchnęła.

– Za tydzień robimy sobie babskie wyjście z dziewczynami. Chcesz iść z nami?

– Tułaczka po klubach, chlanie, tańce do rana i dobra zabawa? – Kim pokiwała twierdząco głową – Pewnie… Nie odpuszczam dobrej imprezy – uśmiechnęłam się i przybiłam jej piątkę. Pogadałyśmy chwilę, Kim pomogła założyć mi strój anioła, na który składają się koronkowe stringi, pas do pończoch, biustonosz, gorset i peleryna z piórami. Wszystko oczywiście w bieli. Gdy wyjrzałam zza kurtyny, ujrzałam około piętnastu napalonych facetów skupionych pod sceną. Wszyscy mieli na sobie durne koszulki z niby zabawnymi napisami. Żeby chociaż jeden z nich był godny uwagi, ale nie – same palanty. Myślą, że wymachując mi pięciodolarówką przed tyłkiem, zrobią na mnie wrażenie? Niestety, dopłacili za taniec na kolanach. I do tego muszę udawać, że mi się to podoba. Czy ja naprawdę chcę to robić? Gdyby nie fakt, że mam zadowalające napiwki, już dawno zmieniłabym pracę. A może czas pomyśleć o zmianie? Tylko na jaką? Kelnerka? Barmanka? Nie mam studiów, więc jestem na straconej pozycji. Teraz żałuję, że po szkole średniej nie zdecydowałam się na studia, a przecież wszyscy mnie do tego namawiali. Gdybym wtedy nie zrezygnowała, właśnie przygotowywałabym się do obrony. Cholera!

Powyciągałam sobie z majtek pomięte banknoty i przeliczyłam. Prawie pięćset dolarów napiwków – nieźle jak na takich żółtodziobów. Dobrze, że nie skąpili kasy, tyle osłody za konieczność wicia się na kolanach tego obrzydliwego przyszłego pana młodego. Cuchnęło od niego alkoholem, był tak pijany, że modliłam się, by na mnie nie zwymiotował. Schowałam pieniądze do portfela. To na szczęście jedyny występ tego wieczoru i mogę wrócić do domu. Jeszcze tylko godzina drogi autobusem i wskakuję do łóżka. Przebrałam się w swoje ulubione dżinsowe szorty, tenisówki i zwykły czarny top na ramiączkach. Jest środek lata, a na dworze upał. Zmyłam makijaż sceniczny i związałam włosy w kucyk. Popsikałam ramiona wiśniową mgiełką do ciała i wyszłam. Odpaliłam papierosa i szybko ruszyłam w stronę przystanku na mój ostatni autobus do domu. Teraz czeka mnie kilka dni wolnego. To jest to!

Po czterdziestu minutach czekania autobusu nadal nie było. Kurwa. Zdarzało się, że ostatni kurs nie był realizowany i najwidoczniej to kolejny taki raz. Kurwa mać! Nienawidzę wydawać na taksówki, bo staram się oszczędzać, odkładać pieniądze, które i tak najczęściej wysyłam matce, ale to inna historia. Zadzwoniłam do Treya.

– Gdzie ty się podziewasz, Reb? – odebrał po chwili.

– Nie przyjechał mi autobus. Przyjedziesz po mnie?

– Nie jestem sam – odparł. No tak, przecież jest sobotni wieczór.

– Ale jeśli chcesz, to oczywiście przyjadę – dodał.

– Nie, nie trzeba. Poradzę sobie – warknęłam do słuchawki i się rozłączyłam. Dlaczego jestem ostatnio taka wrażliwa? Okres mi się zbliża czy co? Muszę zerknąć w kalendarzyk. Wezwałam taksówkę i czekałam chwilę, aż przyjedzie. Taka jednorazowa przejażdżka zawsze kosztuje mnie co najmniej pięćdziesiąt dolców, co cholernie mnie wkurza. No ale nie mam wyjścia.

W domu zastałam Treya obściskującego się z jakimś facetem na kanapie. Chyba już kiedyś u niego był, ale nie mam pewności. Trey ma tylu partnerów, że ciężko ich zapamiętać. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że oni zakochują się z nim bez pamięci i to on zawsze ich rzuca, łamiąc im serca.

– Cześć – rzuciłam od progu, nie pamiętając imienia chłopaka.

– Jak w pracy, Reb? – zapytał Trey.

– Wieczór kawalerski, banda informatyków.

– Nuda?

– Łatwo poszło, pięćset dolców w dwie godziny.

– Czyli rozumiem, że stawiasz pizzę?

– Chyba śnisz. Idę spać. Bądźcie w miarę cicho, bo nadal mam kaca… – zerknęłam na chłopaka, który zarumienił się, słysząc, o czym rozmawiamy.

– Pójdziemy jutro na rolki?

– Jasne – zgodziłam się na odczepnego i poszłam do swojej sypialni. Nasze mieszkanie mieści się w kamienicy bez wind. My mieszkamy na ostatnim, piątym piętrze. Wchodzenie tu jest męczarnią, za to widok wszystko wynagradza. Okna mojego pokoju wychodzą na wzgórza Hollywood. Zawsze marzyłam, aby tam zamieszkać, ale nic tak naprawdę nie robię w tym kierunku. Moje życie to jedna wielka porażka. Wzięłam prysznic i nago przemknęłam z łazienki do pokoju.

– Ładny tyłek! – krzyknął facet Treya, przyłapując mnie w korytarzu.

– Ładny… penis – odpowiedziałam, patrząc na nagiego przyjaciela mojego współlokatora.

– Piękny, nie? – wtrącił Trey, obejmując od tyłu kolegę.

– Bądźcie tylko cicho, dobra?

– Masz to jak w banku! – Trey mrugnął do mnie, a ja wróciłam do swojej sypialni. Wsunęłam bokserki, koszulkę do spania i rzuciłam się na łóżko. Zasnęłam, zanim zdążyłam policzyć do pięciu. Jak się okazało, nie na długo.

Jezu zabiję go! – pomyślałam. Przecież prosiłam, aby byli cicho. Zwykle nie przeszkadzają mi jęki za ścianą, ale dziś naprawdę, naprawdę potrzebuję spokoju. Czyżbym przechodziła jakiś kryzys lub wakacyjną depresję? Jest w ogóle coś takiego jak wakacyjna depresja? Nie potrafię nawet do końca wytłumaczyć, co się ze mną dzieje. Czy to hormony? Jestem drażliwa, nerwowa, a cierpliwości nie mam za grosz. Ostatnio zdarzało mi się nawet popłakiwać w poduszkę, a takie zachowanie jest zupełnie do mnie niepodobne. Nie chcę wyjść na upierdliwą współlokatorkę, więc tylko walnęłam w ścianę pięścią i krzyknęłam:

– Trey, ciszej! – mimo tego, że głównie słyszę tego drugiego. W odpowiedzi usłyszałam:

– O tak! Tak! Trey!

Wywróciłam oczami i zakryłam głowę poduszką. Niech to szlag! W końcu nie wytrzymałam i poszłam ich uciszyć. Wparowałam do pokoju bez pukania i zaczęłam wrzeszczeć.

– Kurwa, Trey, prosiłam… – spojrzałam na plątaninę ciał, w której bierze udział mój przyjaciel i dwóch innych kolesi. Zaniemówiłam, Trey zeskoczył z łóżka i zakrył się kocem kompletnie zażenowany.

– Sorry, Reb – rzucił nerwowo i podał swoim „kolegom” bokserki, by się ubrali.

– Wynajmuj sobie pokój w hotelu czy coś – warknęłam i wyszłam, trzaskając drzwiami. Nieraz widziałam go w różnych akcjach, ale dziś nie mam ochoty na atrakcje. Jego życie seksualne jest porównywalne do życia gwiazd rocka, a moje? Moje w ogóle nie istnieje. Może dlatego tak drażni mnie fakt, że sprowadza sobie co weekend tuziny facetów. Moja frustracja sięga zenitu, bo niektórzy z nich są naprawdę nieźli, przynajmniej fizycznie, a przeszli na ciemną stronę i wolą, jak mówi Trey, „paróweczki zamiast bułeczek”. Gdy weszłam do kuchni, usłyszałam, że Trey odprowadza swoich znajomych do drzwi i przeprasza, że tak szybko się skończyło. Zarzeka się, że następnym razem będzie dłużej, o ile spotkają się w innym miejscu. Ze złości wyciągnęłam z lodówki zimną tortillę i zjadłam. Wiem, że nie powinnam jeść o tej porze, ale chyba tylko to jest w stanie jakoś mnie w tym momencie uspokoić.

– Sorry, Reb – powtórzył Trey, wchodząc do kuchni. – Mówiłem, by byli cicho…

– Nie posłuchali – warknęłam gniewnie.

– No już, nie gniewaj się. Przecież wiesz, że nie znoszę, gdy się dąsasz – podszedł i objął mnie swoim silnym ramieniem.

– Nie dąsam się, jestem tylko sfrustrowana…

Roześmiał się i cmoknął mnie w policzek:

– Już ci mówiłem, że jestem do twojej dyspozycji, jeśli tylko najdzie cię ochota – wyszczerzył zęby, bo nigdy nie ukrywał, że mimo jego odmiennej orientacji, chętnie by mnie porządnie przeleciał.

– Słysząc te krzyki, zaczynam się na poważnie zastanawiać… Musisz być cholernie dobry w te klocki – cień uśmiechu pojawił się na moich ustach, nie potrafię się długo gniewać na tego idiotę. Teraz uśmiechnęłam się szeroko i puściłam oczko, byle tylko nie pomyślał sobie, że naprawdę o tym myślę.

– Może wtedy by ci ulżyło. Kiedy ostatnio miałaś porządnego penisa między udami?

Podrapałam się po głowie.

– Nigdy.

– No właśnie. Nie sądzisz, że mając dwadzieścia jeden lat powinnaś już dawno pozbyć się dziewictwa?

– Pozbyć się? A co to, stara kanapa, żeby się tego pozbywać? – skrzywiłam się.

– Nie zastanawiasz się, jak to jest?

– Oczywiście, że się zastanawiam. Myślisz, że jestem taka zimna i nieczuła?

– Tego nie powiedziałem.

– Po prostu chcę spotkać faceta, nawet nie muszę go kochać, ale musi na mnie zasługiwać i szanować. A praca, którą wykonuję, nie ułatwia mi znalezienie takiego faceta… Sam przecież wiesz.

– To zmień pracę, co za problem?

– Taki, że nie mam szkoły?

– Gówno tam szkoła, mnie z tych studiów nic nie przyjdzie dobrego…

– Zaliczyłeś na nich więcej facetów, niż przez resztę życia…

– No fakt – uśmiechnął się szyderczo.

– Nie zamienię pracy w klubie na pracę w barze albo w knajpie jako kelnerka. Niewiele tam zarobię, a pieniądze są mi potrzebne.

– Wysłałaś matce kasę? – rzucił mi to swoje wkurwione spojrzenie.

– A co miałam zrobić? Nie jest ubezpieczona, a naprawdę się rozchorowała – wzruszyłam ramionami.

– Ile jej wysłałaś?

– Tysiąc.

– Chryste, Reb!

– No co?

– Przecież ona to wszystko wyda na wódę albo narkotyki.

– Naprawdę jest chora.

– Ta, jasne! Na lenia! – warknął.

– Nie praw mi kazań, nienawidzę, gdy zachowujesz się jak starszy brat.

– Jestem starszy.

– Tylko o dwa lata!

– Kocham cię, dobrze wiesz, że jesteś dla mnie najważniejsza, jesteś moją jedyną rodziną.

– A Dave?

– Dave to Dave, wiesz, jak między nami jest.

– Rozmawiacie ze sobą?

– Nie, po ostatnim spotkaniu wyrzekł się mnie, powiedział, że rodzice przewracają się w grobie, widząc, jak żyję.

– Pieprzy głupoty! Pan idealny się znalazł.

– Wiesz, on ma stałą pracę, narzeczoną i kończy studia prawnicze…

– A ty muzyczne! To większy talent niż znajomość na pamięć kodeksu karnego. A ta jego cała Natalie jest irytująca i brzydka.

Trey roześmiał się, widząc moje oburzenie:

– No, nie w moim typie.

– Laski nie są w twoim typie – westchnęłam i usiadłam na parapecie.

– Czasami, jak zobaczę jakąś godną uwagi, to mi dygnie.

Roześmiałam się w głos:

– Przyznaj się w końcu, że jesteś bi. Nigdy nie uwierzę, że wolisz facetów.

– Bardzo rzadko się to zdarza, nie przeleciałem żadnej od ponad roku – podrapał się po głowie. Nasza rozmowa trwała prawie do rana, moje zmęczenie i irytacja odeszły w zapomnienie. Tak właśnie działa na mnie Trey. Mimo tego, że czasami doprowadza mnie do szewskiej pasji, potrafi jednym tekstem rozwalić mnie na łopatki i poprawić humor. Jeszcze jako dzieciaki obiecaliśmy sobie, że nigdy się nie opuścimy i zawsze będziemy razem. Ta przysięga potwierdza się każdego dnia.

***

Dwa dni wolnego minęły mi jak z bicza strzelił. Poprzedniego dnia w klubie odbył się wielki wieczór kawalerski, w prywatnej sali. Na szczęście nie musiałam go obsługiwać. Widziałam tylko, jak banda rozwrzeszczanych facetów z trudem wyszła z klubu. Całą niedzielę leniuchowaliśmy z Treyem w piżamach, a w poniedziałek poszliśmy na rolki, na których miałam niezły ubaw. Trey oczywiście nie przepuścił okazji i wyrwał jakiegoś surfera. Całkiem przystojnego i, cholera, znowu geja. W Los Angeles jest więcej gejów niż hetero, szczególnie tych przystojnych. Chociaż to względne pojęcie. Ja w sumie nawet nie mam typu faceta, nie ma dla mnie znaczenia, czy będzie wysoki, umięśniony czy bogaty… Mój facet musi być intrygujący. O tak! Tajemniczy, seksowny i dobry w łóżku… Choć nie mam porównania. Gdy tak rozmyślałam, tańcząc jeden z układów na głównej scenie, wszedł ON. Potknęłam się o własne nogi i gdyby nie rura, wywaliłabym się jak długa. Facet moich marzeń, o którym do tej pory nie miałam pojęcia.

– Reb, wszystko okej? – trąciła mnie Sylvia, widząc, że przestałam tańczyć.

– Tak – pokiwałam głową i starałam się dokończyć układ. Mężczyzna ubrany w czarny garnitur i czarną koszulę rozpiętą pod szyją, bez krawata, usiadł w rogu sali i zaczął mnie obserwować. Cholera! Moje serce niemal stanęło, gdy jego wzrok, zamiast na moje prawie nagie ciało, powędrował wprost na moje oczy. Przełknęłam ślinę, coś w nim przyciągało mój wzrok. Ciemne włosy, wysoki, bardzo wysoki, szczupły, ale widać pod tym szytym na miarę garniturkiem, że ćwiczy. Na myśl o jego cudownym ciele moja cipka zapulsowała. Co, do cholery? Sam jego widok mnie podniecił. Jasny gwint, co za facet! Pierwsza klasa, idealna dziesiątka w skali, a nawet jedenastka. Tylko dlaczego tu przylazł? To, że jest klientem, dyskwalifikuje go dla mnie na starcie. Niektórym dziewczynom to nie przeszkadza, ale ja nie łamię zasad. Nie umawiam się z klientami, w sumie to z nikim się nie umawiam. O Boże! Wstał i ruszył w moją stronę, a ja mam ochotę uciec ze sceny, mimo że do końca układu zostało jeszcze kilka minut. Teraz żałuję, że nie włożyłam dziś tego seksownego czerwonego wdzianka, tylko ten durny kostium z piórami. Dlaczego ja jeszcze mam na sobie stanik? Zerknęłam na Sylvię, która została już w samych stringach, ja też powinnam. Kurwa! W kilku krokach dotarł wprost pod scenę i stanął przede mną. Pokazał palcem, abym się pochyliła. Sylvia wypchnęła mnie, bym tak zrobiła, bo zapewne chce mi dać napiwek. To musi wyglądać profesjonalnie, dlatego padłam na czworaka i przeczołgałam się w najbardziej zmysłowy sposób, w jaki potrafię. Tylko dlaczego nadal mam na sobie ten cholerny stanik? Rozłożyłam przed nim nogi i usiadłam na brzegu sceny.

– Tańczysz prywatnie? – zapytał, a moja cipka znowu zapulsowała.

– Zależy dla kogo… i za ile – zamruczałam.

– Chodzi o prywatny taniec, ale nie tutaj – dodał, rozglądając się po lokalu.

– Nie tańczę poza klubem – miałam ochotę krzyknąć ze złości. Czy ja wyglądam na dziwkę?

– Podaj cenę, jestem w stanie wiele zapłacić.

Skoro jesteś w stanie wiele zapłacić, to idź do burdelu, pomyślałam.

– Przykro mi, nie tańczę poza klubem – powtórzyłam najgrzeczniej, jak umiałam. Jedna z zasad mówi: klient nasz pan, zawsze bądź dla niego miła.

– Jeśli zmienisz zdanie, zadzwoń – wyjął wizytówkę i włożył mi ją za majtki. Miałam ochotę wywrócić oczami, ale się powstrzymałam.

– Nie zmienię zdania – wyjęłam ją zza majtek i wsunęłam w kieszonkę jego marynarki.

– Naprawdę mogę dużo zapłacić.

– Ile? – zapytałam z ciekawości.

– Tysiąc dolarów? – odpowiedział pytająco, a ja się roześmiałam. – Dwa?

– Za tyle znajdziesz sobie porządną dziwkę w niedalekim burdelu, podać ci adres?

– Nie chodzi mi o seks, tylko o taniec.

Uniosłam zaskoczona brwi.

– Rebeka, złaź ze sceny! – usłyszałam zza pleców głos Suzanne. Cholera! Odwróciłam się i zobaczyłam jej wkurwioną minę.

– Przepraszam, mój występ się skończył – zerwałam się na równe nogi i chciałam szybko zejść ze sceny, ale ten facet złapał mnie za kostkę. Pisnęłam zaskoczona.

– Zastanów się, proszę – powiedział wręcz błagalnie.

– Co pan robi? – Ochrona już ruszyła w jego kierunku.

– Proszę – powtórzył i w tym momencie został powalony na podłogę przez trzech rosłych ochroniarzy. To lekka przesada i zawsze mnie to wkurza, że rzucają się na tych biednych facetów jak na zbrodniarzy tylko za to, że nas dotknęli bez pozwolenia. Nie oglądając się za siebie, uciekłam za scenę.

– Jesteś zwolniona! – wrzasnęła na mnie Suzanne.

– Co? Dlaczego? – Zakryłam się szlafrokiem i wbiłam w nią wzrok.

– Od jakiegoś czasu jesteś dziwna, sprawiasz same problemy, mam na twoje miejsce kilka dziewczyn – wyższych, zgrabniejszych i bardziej zmysłowych. Więc zbieraj swoje rzeczy i spieprzaj stąd!

– Ale…

– Nie ma żadnego „ale”, Reb, straciłaś to coś. Tę iskrę w oku. Nie potrzebuję tu takich dziewczyn.

– Suzanne, proszę, ja…

– Mam wezwać ochronę, by ciebie także wyrzucili, jak tamtego biedaka? – spojrzała na mnie żałośnie.

– Nie, zaraz zabiorę swoje rzeczy – odpowiedziałam cicho, próbując nie wybuchnąć. Zacisnęłam pięść i weszłam do garderoby. Kopnęłam swoją toaletkę i cisnęłam szlafrok na podłogę.

– Co jest, Reb? – zapytała Sonia, jedna z tancerek.

– Ta suka mnie zwolniła! – wrzasnęłam i usiadłam z impetem na krzesełko.

– Co? Ciebie? Dlaczego?

– Podobno sprawiam problemy…

– Za tę sukę możesz pożegnać się z premią za ten miesiąc, moja droga! – usłyszałam głos Suzanne zza kurtyny. Kurwa mać! Pokazałam w tamtym kierunku środkowy palec i miałam ochotę się rozpłakać. Znowu? Sonia poklepała mnie po plecach i cmoknęła w policzek.

– Spoko, przyjmą cię wszędzie. Wiele osób pyta, czy nie tańczysz w innych klubach.

– Pieprzę to, mam dość tańca. Właściwie to chyba sama bym niedługo odeszła.

Ubrałam się i zmyłam makijaż, oddałam wszystkie swoje stroje i, jakby tego było mało, Suzanne stwierdziła, że jeden z nich jest zniszczony, więc muszę za niego zwrócić kasę. Nie wypłaciła mi ani centa, ani jednego pieprzonego centa. Mimo że to prawie koniec miesiąca, a ja harowałam jak głupia, bo pieniądze są mi bardzo potrzebne. Na odchodne powiedziałam kilka słów za dużo i ochrona prawie wyniosła mnie z klubu. Wyrzucili mnie na chodnik jak jakiegoś śmiecia, a pracowałam tu przecież prawie dwa lata, byłam jedną z lepszych tancerek. Pozbierałam swoje rzeczy, które wysypały mi się z torebki, i ruszyłam na przystanek, po drodze odpalając papieros za papierosem. Zadzwoniła moja komórka, kompletnie wkurwiona odebrałam:

– Halo!

– Cześć, córeczko… – usłyszałam ten ton, który mówi, że znowu będzie chciała kasy.

– Cześć, mamo – westchnęłam głęboko.

– Jesteś w pracy?

– Nie. Właśnie wyszłam – nie mogłam się przyznać, że mnie zwolnili. Ona nawet nie wie, czym ja się dokładnie zajmuję.

– Miałaś dziś jakieś napiwki?

– Nie, mamo, czego chcesz? – zapytałam wprost, ale to oczywiste.

– Potrzebuję pieniędzy, ten lekarz okazał się bardzo drogi – zaczęła tą swoją śpiewkę, jaka to ona, biedna i schorowana. Ostatnio widziałam ją na Boże Narodzenie, wyglądała jak wrak człowieka, pijana, brudna i głodna.

– Nie mam, mamo, wysłałam ci ostatnio…

– Zaraz masz wypłatę, mogę poczekać kilka dni – przerwała mi w pół zdania tym swoim słodziutkim tonem. Serce mi ściska, ona doskonale wie o tym. Jak mam jej nie pomóc? Mam pozwolić, by stoczyła się na dno? Chociaż i tak zapewne już tam jest.

– Ile ci potrzeba?

– Dwa tysiące.

– Co? Co to za lekarz, że chce dwóch tysięcy za wizytę? – pisnęłam oburzona.

– To na badania, jakieś specjalistyczne. Pewnie będę potrzebowała więcej, ale to jeszcze dam ci znać córeczko – odpowiedziała jak gdyby nigdy nic.

– Mamo, nie mam, nie mam tyle w tym momencie.

– Mówiłam, że poczekam te kilka dni.

– Wyrzucili mnie z pracy – wypaliłam, nie wiem dlaczego jej o tym powiedziałam?

– Co? Dlaczego? – wrzasnęła.

– Nieważne, mamo, fakt jest taki, że nie mogę wysłać ci pieniędzy, bo ich po prostu nie mam.

– Głupia dziewczyno! Nigdy niczego nie potrafiłaś! Zawsze są z tobą problemy! Jestem twoją matką, musisz mi pomagać!

– Mamo, ja…

– Oj, zamknij się! Żałuję, że w ogóle cię urodziłam! Mogłam usunąć ciążę, jak podpowiadał mi twój ojciec! – krzyknęła i rozłączyła się, nie dając mi dojść do słowa. Nie pierwszy raz słyszę od niej takie słowa, często tak jest, gdy próbuję jej odmówić, więc nie rozumiem, dlaczego akurat tym razem tak bardzo mnie to dotknęło. Rozpłakałam się na środku ulicy jak małe dziecko, w dodatku zaczęło padać. Nie, nie padać – zaczęło lać. Przemokłam i zmarzłam, idąc na przystanek. Już dawno powinnam kupić sobie auto, ale wszystkie pieniądze wysyłałam jej. Nagle obok mnie zatrzymał się samochód. Sportowy, nowoczesny, pewnie cholernie drogi. Mogę sobie tylko o takim pomarzyć. Szyba opuściła się i usłyszałam znajomy głos:

– Wsiadaj. – Spojrzałam zaskoczona. Zatrzymałam się i zajrzałam do środka, a tam siedział ten idiota z klubu, przez którego wyleciałam.

– Nie, dzięki – warknęłam i ruszyłam dalej, a samochód powoli, wzdłuż krawężnika za mną.

– Nie wygłupiaj się! Wsiadaj, proszę! – powtórzył i zatrąbił, aż podskoczyłam.

– Oszalałeś?! – Gdy nie reagowałam na jego zaczepki, zatrzymał samochód, zgasił silnik i wyszedł z auta z parasolem w dłoni. Stanął przede mną w całej swojej okazałości. Cholera, co za facet, na jedną sekundę zapomniałam, że to zwykły klient, idiota, który przyszedł popatrzeć na półnagie tancerki. Jest ode mnie dużo wyższy, czuje się przy nim jak skrzat. Co nie jest trudne, bo większość ludzi jest ode mnie wyższa. Ja ze swoim sto sześćdziesiąt pięć centymetrów wzrostu nie prezentuję typu modelki. Zawsze miałam kompleksy z powodu wzrostu, tyłka i cycków. Moje krągłości zawsze wygrywały, zawsze. Nigdy nie pozbędę się tych bioder, pośladków i piersi.

– Wsiądź, proszę – odezwał się, kładąc dłoń na moim ramieniu. O mamusiu! Od razu przeszedł mnie nieoczekiwany dreszcz. To jego dotyk tak działa?

– Po co?

– Odwiozę cię do domu.

– Sama trafię, dziękuję.

– Jesteś przemoczona.

– Jestem zwolniona, przez ciebie, palancie – wypaliłam wkurzona.

– Zwolnili cię? – zapytał głupio.

– Głuchy jesteś? – Chciałam go ominąć, ale mi nie pozwolił. Znowu mnie dotknął i znowu przeszedł mnie ten prąd, a gdy zsunął dłoń od ramienia do nadgarstka, aż jęknęłam. Wtedy spojrzałam mu prosto w oczy i zobaczyłam, że się uśmiecha, jakby poczuł to samo, co ja. Nie! To niemożliwe, coś takiego przecież nie istnieje. Nie wierzę w te bajki o wzajemnym przyciąganiu, czy jak to się tam nazywa.

Tylko skoro w to nie wierzę, to dlaczego po chwili siedzę w środku jego czarnego astona martina?

– Przykro mi, że cię zwolnili. Nie chciałem narobić ci kłopotów – spojrzał na mnie tymi przeszywającymi zielonymi oczami. O rany.

– I tak miałam zamiar odejść – wzruszyłam ramionami i zapięłam pas.

– Dlaczego? Przecież świetnie tańczysz.

A co ty możesz o tym wiedzieć, koleś? – pomyślałam sobie.

– Powiedzmy, że się wypaliłam. Odwieziesz mnie w końcu?

– Jasne, ale najpierw pozwól mi zaprosić się na obiad.

– O rany – wywróciłam oczami.

– W ramach rekompensaty za to, że cię zwolnili.

– To nie twoja wina, nie musisz mi niczego rekompensować.

Spojrzałam na niego pytająco, bo nawet nie wiem, jak ma na imię.

– Sedrick Mills – wyciągnął dłoń.

– Nie musisz mi niczego rekompensować, Sedricku. Rebeka Staton – dodałam i podałam mu dłoń.

– Skoro już tam nie pracujesz, czy nadal odrzucasz moją propozycję? – zapytał nagle.

– Nie jestem dziwką.

Skrzywił się na moje słowa:

– Niczego takiego nie powiedziałem.

– Ale tak myślisz. Po co proponujesz mi pieniądze?

– Bo chcę, byś tańczyła dla mnie.

– Mogłeś mieć to w klubie, bez dodatkowych kosztów – wywróciłam oczami.

– Tylko dla mnie.

– Prywatny taniec też wchodził w grę.

– Ale tylko tam, w klubie.

– A niby gdzie miałabym to zrobić?

– U mnie, w domu.

Zaśmiałam się szyderczo:

– Myślisz, że jestem taka naiwna, by iść z kolesiem do jego domu pod pretekstem tańca dla niego?

– Myślę, że jesteś seksowna, zmysłowa i właśnie ciebie szukałem.

Spojrzałam na niego. Szukałem? Szukał mnie? To jakiś zbok? Cholera!

– Chyba jednak pójdę pieszo – przestraszona chwyciłam za drzwi, szukając na ślepo klamki.

– Nie bój się, to nie to, o czym myślisz.

– Nie wiesz, o czym myślę.

– Wiem.

– Czego chcesz?

– Jestem menadżerem, szukamy dziewczyny, tancerki na trasę mojego zespołu.

– Jakiego zespołu? – zapytałam nagle.

– Sweet Bad Sinful.

Spojrzałam na niego jak na idiotę. Ten koleś jest menadżerem tego znanego na świecie zespołu rockowego?

– Jaja sobie ze mnie robisz?

– A wyglądam, jakbym żartował? – uniósł brwi.

– Wyglądasz, jakbyś urwał się z biura albo z wesela – zmierzyłam go wzrokiem.

– Właściwie to wracam z wesela, a raczej sprzed ołtarza.

– Co? – skrzywiłam się.

– Właśnie uciekłem z własnego ślubu.

Znowu na niego spojrzałam i nie wiem, dlaczego się roześmiałam. Koleś ewidentnie robi sobie ze mnie żarty.

– Dobra, fajnie. Możesz mnie już teraz wypuścić?

– Nie wierzysz mi?

– Nie i kompletnie nie wiem, o co ci chodzi. Nie zatańczę dla ciebie, nie wystąpię w teledysku czy w trasie, nie pójdę z tobą do łóżka. Odpowiedź na każde twoje pytanie brzmi: nie!

– Chcesz jechać do domu?

– Nie! – wrzasnęłam i teraz on się roześmiał.

– Więc gdzie?

– Oj, nie wkurwiaj mnie. I tak ten dzień jest do dupy.

– Masz pazurki, podoba mi się to. Myślę, że chłopaki by cię polubili.

– Marnujesz czas.

– Nie wysłuchasz mnie nawet?

– A po co? Nie mam zamiaru występować w teledyskach i zachowywać się jak te wasze wszystkie groupies.

– Nawet za całoroczny kontrakt, trasę po całych Stanach, prywatny samochód, apartamenty i wiele innych przywilejów?

– Dobrze się czujesz? – spojrzałam na niego dziwnie i przytknęłam dłoń do jego czoła.

– Doskonale, właśnie dziś w dniu mojego ślubu uświadomiłem sobie, że popełniam wielki błąd. Spieprzyłem sprzed ołtarza i obiecałem sobie, że odmienię życie pierwszej dziewczynie, którą zobaczę w klubie ze striptizem. Ty nią jesteś.

– No i odmieniłeś, wylali mnie.

– Nie o to mi…

– Daj już spokój. Dzięki, jeśli masz szczere chęci, ale ja nie mam ochoty na takie gierki. Równie dobrze mogłeś zobaczyć każdą inną dziewczynę, a padło na mnie. To tylko przypadek, nic więcej.

– Takie przypadki nie zdarzają się często. Niełatwo mi zaimponować.

Znowu się roześmiałam:

– Nie chciałam nikomu imponować, a na pewno nie tobie.

– Naprawdę odrzucisz taką szansę? Co masz do stracenia?

Wzruszyłam ramionami. Fakt, w sumie niewiele. Oprócz dziewictwa, które zaczyna mi już ciążyć, ale to inna sprawa.

– Przemyślę to.

Uśmiechnął się szeroko, ukazując dwa cudowne dołeczki w policzkach. Chyba zagapiłam się na nie, na jakieś pięć minut.

– W takim razie jedźmy na ten obiad – powiedział.

– Nie mówiłam, że chcę jechać na obiad – zmarszczyłam brwi.

– Burczy ci w brzuchu – spojrzał na niego wymownie. Speszona zakryłam dłonią te okolice. Cholera! Faktycznie nic dziś nie jadłam, jestem na tej swojej durnej diecie. Nic nie jeść i jakimś cudem nadal żyć.

– Nie mam pieniędzy na obiad – przyznałam szczerzę. W moim portfelu zostały jakieś trzy dolce.

– Przecież to ja zapraszam, więc nie martw się o pieniądze. Jeśli się zgodzisz…

– Nie zgodziłam się jeszcze! – wtrąciłam.

– To będzie cię stać na wiele i jeszcze więcej – dokończył.

– Dobrze, jedźmy – machnęłam ręką na odczepnego.

– Jesteś zadziorna, Rebeko, podoba mi się to – powiedział i zsunął dłoń na moje kolano.

– Hola! Ręce przy sobie! – trzasnęłam go po palcach, a on się znowu uśmiechnął. Jego szmaragdowe oczy zabłysły. Ruszył z piskiem, aż wcisnęło mnie w siedzenie. Ja chyba oszalałam, że siedzę z obcym facetem i jadę z nim na obiad, rozważając jakąś absurdalną propozycję.

***

Lokal, do którego mnie zabrał, to uosobienie elegancji i luksusu. Ja w trampkach, szortach, topie i mokrych włosach kompletnie tu nie pasuję. Nic dziwnego, że kelner patrzy na mnie, jakbym miała dwie głowy i cztery ręce. Zaprowadził nas do stolika na tarasie i podał kartę. Rozejrzałam się, podziwiając widok; to hotelowa restauracja przy samej plaży. Posiłek w takim miejscu musi kosztować więcej niż moja dotychczasowa miesięczna pensja.

– Na co masz ochotę? – zapytał, spoglądając na mnie znad menu. Na twoje usta! – pomyślałam i od razu wybiłam sobie tę myśl z głowy. Co się ze mną dzieje? Reb, opanuj się!

– Nie znam włoskiego… – Moje policzki spłonęły żywym ogniem. Czemu się tak zawstydziłam?

– Lubisz owoce morza?

– Nie.

– A makaron? – uśmiechnął się, jakby słowo makaron znaczyło coś innego, niż znaczy.

– Lubię, ale nie powinnam go jeść.

– Jesteś uczulona?

– Nie, jestem na diecie.

Odłożył kartę i odsunął się od stolika, by na mnie spojrzeć.

– Oczyszczasz organizm?

– Tak, z tłuszczu – nie wiem, dlaczego mnie to tak rozbawiło. Nie ma to jak śmiać się z własnej głupoty.

– Jadłaś dzisiaj coś? – zapytał z przejęciem.

– Nie – znowu się zarumieniłam. Czuję się jak małe dziecko karcone przez rodzica albo przez seksownego wujka. Pokręcił z dezaprobatą głową i zamówił za nas oboje, po włosku, więc nic nie zrozumiałam. Jedyne co wychwyciłam, to słowo pasta, więc będzie nieszczęsny makaron. W krępującej, przynajmniej dla mnie, ciszy czekaliśmy na dania. Mam wrażenie, że tylko ja czuję się dziwnie, on ciągle mi się przygląda i nic nie mówi. Cholernie to irytujące, więc postanowiłam przerwać tę ciszę:

– Opowiesz mi o zespole?

Uśmiechnął się szeroko, a mnie zaparło dech. Chyba się zakochałam…

– Jasne, co chcesz wiedzieć?

– Jacy są chłopcy? – wydukałam, nie mogąc oderwać od niego wzroku. Jest taki nieprzyzwoicie przystojny, te jego ciemne ułożone włosy, zapewne na co dzień się tak nie nosi. Wątpię, by menadżer takiego zespołu chodził codziennie w garniturach i w krawacie.

– Jak to gwiazdy rocka: głośni, nieposłuszni i cholernie utalentowani.

– Uwielbiam ich – zapiszczałam jak durna fanka. Cholera, Reb!

– Chcesz ich poznać?

– Są w Los Angeles? – znowu zapiszczałam.

– Tak, w tym hotelu… O, i właśnie przyszli – powiedział i wstał. Odwróciłam się w kierunku wejścia na taras i zobaczyłam pięciu facetów z mokrych snów wszystkich nastolatek i gospodyń domowych. Słodcy, źli i grzeszni. Mój Boże, nazwa zespołu oddaje doskonale to, jak wyglądają.

– Stary, ale dałeś popis. Nawet ja bym nie spierdolił sprzed ołtarza takiej lasce! – krzyknął z daleka Nicki Dark, wokalista. Połowę włosów miał zafarbowaną na czerwono, drugą zaś w naturalnym, czarnym kolorze. Obie połowy sterczały na wszystkie strony. Do tego po sześć kolczyków w każdym uchu, kolczyk w brwi, wardze i Bóg jeden wie, gdzie jeszcze. Czarne skórzane spodnie i koszulka na ramiączkach, jakby wyrwana psu z gardła, całe ramiona i ręce w tatuażach: jeden, ten na szyi, przedstawiał czaszkę, tylko ten rozpoznałam. Na nadgarstkach po czarnej opasce z ćwiekami.

– Mówiłem, że nie chcę się żenić – odpowiedział Sedrick i wpadli sobie w objęcia.

– Kurwa, to było genialne. Szkoda, że nie widziałeś miny swojej przyszłej byłej teściowej – roześmiał się i spojrzał na mnie. – A to kto? Nowa narzeczona? – dodał, mierząc mnie wzrokiem.

– To Rebeka, wasza nowa tancerka – odpowiedział Sedrick, a ja z wrażenia nie zaprotestowałam. Siedziałam jak wryta, patrząc na sześciu najseksowniejszych facetów na tym globie.

– Słodka jesteś, mała, wytrzymasz z nami? – chwycił mnie za brodę, jak młodszą siostrę, a ja odruchowo ją potrząsnęłam, bo nienawidzę gdy ktoś tak robi. Matka mi tak robiła i robi zawsze, gdy ją widuję. To irytujące!

– Jeszcze się nie zgodziłam – wydusiłam z siebie i jakimś cudem wstałam.

– Skoro nas poznałaś, to nie masz już wyjścia. Witaj w zespole – uśmiechnął się do mnie ich gitarzysta wspomagający, Clark Evans. Najsłodszy facet, jakiego kiedykolwiek widziałam, na żywo oczywiście, bo znam ich teledyski. Równie wysoki jak Sedrick, ale chudy, trochę żylasty, ale tak cudownie się uśmiecha, że nogi miękną. Wygląda na miłego gościa.

– Nawet nie wiem, co miałabym z wami robić – przeleciałam wzrokiem sześć par oczu wpatrujących się we mnie, a właściwie w moje piersi. Zarumieniłam się.

– Nie będziesz się nudziła, ostatnia tancerka uciekła z krzykiem po tygodniu prób – odezwał się basista Aleksander Alex Trevor, najniższy z nich, ale wcale nie gorszy. Uwielbiam jego zwinne palce i to, jak potrafi zgrać się z Clarkiem na koncercie.

– To chyba nie wróży mi długiej kariery – skrzywiłam się.

– Nie idź do łóżka z każdym po kolei, to jakoś dasz radę. Tamta cizia uciekła, bo dostała jakiegoś zapalenia od nadmiaru penisów w cipce – dowalił ich perkusista, Simon Lewin, genialny muzyk i doskonały facet. Jest tak samo wysoki jak Sed, ma jaśniejsze dłuższe włosy postawione na wszystkie strony i końcówki zafarbowane na platynowy blond. Od razu zauważyłam też kolczyk w języku, którym się właśnie wymownie bawił. Zrobiłam wielkie oczy i miałam ochotę uciec.

– Przymknij się, debilu! – trzasnął go w ramię gitarzysta prowadzący, Erick Walter, i wyciągnął do mnie rękę. – Jestem Erick, to Alex, Clark…

– Ona was zna, nie musisz przedstawiać – odezwał się w końcu rozbawiony do łez Sedrick.

– Chciałem być miły.

Uśmiechnęłam się mimowolnie. On też jest słodki. Oczywiście wysoki, ma włosy wygolone po bokach, góra postawiona w gładkiego irokeza, no i te okulary przeciwsłoneczne. Dodają mu co najmniej dodatkowych dziesięć punktów… Rany!

– Powiedz, że chcesz zaliczyć, a nie pieprzysz takie smuty – Simon usiadł na krześle i pociągnął mnie na swoje kolana. Pisnęłam zaskoczona tym gwałtownych ruchem.

– Żadnego zaliczania! Skończyliście już z dymaniem tancerek. Jeśli któryś ją tknie, to wylatuje! Jasne?! – ryknął na nich Sedrick, a raczej Sed, bo tak do niego mówią, i ściągnął mnie z kolan perkusisty.

– Wyluzuj, stary. To tylko żarty.

– Znam te twoje żarty, Lewin! Żadnego dymania tancerek!

– Wystarczą nam fanki – Alex przeciągnął się jak kot, pokazując swój wytatuowany brzuch.

– Chyba fani! – znowu zaczął Simon.

– Zamknij się, Lewin! Byłem pijany, skąd miałem wiedzieć, że to facet. – Wszyscy ryknęli śmiechem, tylko nie Alex. Nawet ja się zaśmiałam, choć nie mam pojęcia, o co chodzi.

– Dobra, zjeżdżajcie stąd. Chcemy zjeść obiad – interweniował Sed i objął mnie ramieniem. O nie! Znowu ten dreszcz, który dotarł aż między moje uda. Jezu!

– Jesteś nam winny wyżerkę, Sed, w tej chwili powinniśmy właśnie zajadać drugie danie z twojego weselnego menu – wtrącił Nicki.

– Nie dziś. Zamówcie sobie obiad do apartamentu, ja stawiam.

– Ekstra! – krzyknął zadowolony Alex.

– Alkohol też sponsorujesz? – zapytał Simon.

– Chyba cię pogięło! – klepnął go w czoło i zaczęli się przyjacielsko przepychać. Uspokoili się dopiero po interwencji kelnera, który przyniósł nasz obiad i zagroził, że nas wywali, jeśli się nie będziemy zachowywać normalnie. Sed przeprosił i dał kelnerowi solidny napiwek. Chłopaki niechętnie, ale jednak wyszli z restauracji, żegnając się ze mną bardzo wylewnie. Wyściskali mnie, a raczej wymacali, wycałowali i gdy w końcu postawili na ziemi, brakowało mi tchu. Nie jestem pewna, czy właśnie nie zaliczyłam dwóch pocałunków z języczkiem, i nie wiem dokładnie, z kim, jeśli to się stało. Sed pokręcił głową i usiadł do stolika. Kompletnie zapomniałam, że mam jeść. Nie czułam teraz nic prócz pulsującej cipki i walącego jak szalone serca.

– Wybacz, oni tak zawsze – powiedział przepraszająco Sed. Jakim cudem ta oaza spokoju jest ich menażerem?

– Sed, ja się na nic jeszcze nie zgodziłam, a po tym, co zobaczyłam, wątpię, że zmienię zdanie. – Chcę być szczera. Ja nie dam rady z nimi pracować. Pożrą mnie, wyplują i znowu pożrą, zerżną i na końcu okraszą bitą śmietaną. Nie! Ja się do tego nie nadaję.

– Wiedziałem, że tak będzie – westchnął zrezygnowany.

– Nie jestem tego typu dziewczyną – próbowałam się jakoś wytłumaczyć. Zrobiło mi się go szkoda, chociaż nie wiem dlaczego.

– Nie myślałem tak o tobie i nie myślę. Nie szukam dla nich kolejnej cipki do bzykania – skrzywiłam się na te słowa. – Chcę, byśmy ruszyli w trasę w pełnym składzie, potrzebujemy tylko tancerki do koncertów. Jednej pieprzonej tancerki, a oni wystraszyli już z tuzin dziewczyn.

– Dziwisz się?

– Nie, ale nikt nikomu nie każe wskakiwać im do łóżka! Każda się zarzekała, że jest taka profesjonalna i w ogóle, a nie wytrzymała dłużej niż miesiąc.

– Oni też mają swoje za uszami. Wyglądają na przyjemniaczków.

– To gwiazdy rocka, Rebeko…

– Ja nie przespałabym się z żadnym z nich – powiedziałam dumna jak paw.

– Wiem, dlatego chcę, byś z nami pojechała.

Wie? Skąd to niby wie?

– Z tobą też się nie prześpię – dodałam, na co on uśmiechnął się uwodzicielsko.

– Szanuję twoje zdanie.

Cholera! Tego to już nie powiedział, że wie! Cwaniak.

– Jest jeden główny powód, dla którego nie mogę wyjechać teraz na kilka miesięcy.

– Jaki? Jesteś w ciąży? – spojrzał na mnie dziwnie.

– Chryste, nie! To raczej niemożliwe, ale…

– Jak niemożliwe? Seks prowadzi do niechcianych ciąż.

– Nie uprawiam seksu – machnęłam lekceważąco ręką. – Chciałam powiedzieć, że nie zostawię Treya.

– Twojego faceta? – skrzywił się.

– Nie, Trey to mój przyjaciel.

– Zaraz, zaraz… Jak to, nie uprawiasz seksu? – pokręcił głową, jakby oszołomiony.

– No nie uprawiam.

– W ogóle?

Pokiwałam głową.

– Jesteś lesbijką?

Roześmiałam się w głos:

– Nie, to znaczy czasami mam takie myśli, ale nie.

– Kiedy ostatnio byłaś z facetem? – opadł na krzesło i przestał jeść.

– Zależy, co masz na myśli, mówiąc „byłaś”.

– No kiedy ostatnio kochałaś się z facetem?

Spojrzałam na niego i przygryzłam wargę. Przecież nie przyznam się, że nigdy.

– Dawno temu…

– To jak jazda na rowerze, tego się nie zapomina – jakby odetchnął z ulgą.

Jazda na rowerze? Jasne ale najpierw trzeba wsiąść na ten rower, pomyślałam.

– Wracając do rozmowy, nie zostawię Treya.

– Niech jedzie z nami – wypalił.

– Co?

– Niech pojedzie z nami, znajdzie się dla niego jakieś zajęcie.

– On studiuje.

– Studia to strata czasu.

– No nie wiem. Nie sądzę, aby się zgodził.

– Skoro to twój przyjaciel, powinien zrobić coś takiego dla ciebie, to ogromna szansa.

– Ja jestem mu winna o wiele więcej, niż on mnie.

– Pogadaj z nim, najlepiej pogadajmy we dwoje. Co on studiuje?

– Edycję dźwięku.

– Żartujesz?

I w tym momencie mnie oświeciło. Może faktycznie obie sprawy da się połączyć. Taka trasa koncertowa to dla niego także ogromna szansa, olbrzymie doświadczenie, którego nie można porównać do niczego innego. Zaczęłam myśleć, że to może mieć sens. Tylko czy ja tego chcę? Chcę wywrócić swoje życie do góry nogami? Zostawić to pieprzone Los Angeles i ruszyć w świat z zespołem rockowym? Nawet nie wiem kiedy, a minęło całe popołudnie. Rozmawiałam z Sedem o tym, jak to wszystko może wyglądać. Moja praca polegałaby na tańcu podczas koncertów, siedem utworów plus bis. Ale dlaczego wybrał mnie, nie sprawdzając moich umiejętności? Widział mnie raptem chwilę w klubie, ale akurat wtedy przestałam tańczyć, bo go zobaczyłam. To jakieś szaleństwo, kompletne szaleństwo.

***

Sed podjechał właśnie pod moją kamienicę. Wstyd mi, że w ogóle musiał tu przyjeżdżać. Nie stać nas z Treyem na wynajęcie mieszkania w lepszej dzielnicy, więc tkwimy tu już od prawie dwóch lat. Ludzie gapią się na jego furę, jakby przyleciał z kosmosu.

– Mogę wejść? – zapytał, parkując przy chodniku niedaleko drzwi wejściowych. Cholera!

– Mam bałagan.

– Zawsze jesteś taka niedostępna? – uśmiechnął się lekko i westchnął cicho, wbijając we mnie świdrujące spojrzenie.

– Jestem ostrożna.

– Nie zrobię ci krzywdy.

– Moje mieszkanie… nie jest duże ani dobrze urządzone – spojrzałam na niego i w duchu błagałam go, aby odpuścił.

– Mnie to nie przeszkadza.

– Nie zaliczysz dziś – uprzedziłam jego zamiary, czym bardzo go rozbawiłam.

– Dziś?

– Ani dziś, ani jutro, ani nigdy – wrzasnęłam.

– Zaproponuj chociaż herbatę.

– No dobrze, to ci mogę zaoferować – pokręciłam głową z niedowierzaniem, jaki jest uparty. Cenię to w ludziach, ale on mnie irytuje. Jest słodki, a zarazem arogancki i tajemniczy. Wybuchowa mieszanka. Czuję, że ktoś tu będzie cierpiał. I prawdopodobnie będę to ja.

Otworzyłam drzwi mieszkania i stwierdziłam, że Treya jeszcze nie ma. Może to i lepiej, nie będzie mnie potem wypytywał i sugerował głupot.

– Zabiję go – pisnęłam, widząc stertę prania na sofie w salonie i górę niepozmywanych naczyń w zlewie.

– Studenckie życie – powiedział Sed i przeszedł do kuchni, rozglądając się.

– Wybacz, czasami nie mam czasu sprzątnąć – pokazałam na stos ubrań.

– Teraz już masz, jesteś bezrobotna – posłał mi ten swój uśmieszek.

– Bardzo śmieszne, naprawdę – pokazałam mu język i zabrałam ubrania do łazienki. Posegregowałam je na pralce i wróciłam do kuchni, gdzie mój gość właśnie sam się obsługiwał. Wygrzebał ze sterty naczyń dwa kubki, umył je i wstawił wodę na herbatę. Rany, ale wstyd!

– Gdzie masz herbatę? – zapytał, zaglądając do szafki nad zlewem.

– W górnej prawej – odpowiedziałam zażenowana i podeszłam, by ją wyciągnąć. On pewnie pije jakieś drogie, dobre herbaty, a w naszej kuchni znajduje się tylko ścierwo za dolara. Jezu!

– Usiądź. Ja zrobię – zaprotestował, gdy sięgałam po pudełko.

– Jesteś moim gościem – chwyciłam za gałkę szafki, by ją otworzyć, on zrobił to w tym samym momencie i nakrył dłonią moją dłoń. Szybko cofnęłam rękę, jakby kopnął mnie prąd. Co to, do cholery, było? Spojrzałam na Seda, który wyglądał na zaintrygowanego.

– Mówił ci ktoś, że masz piękne oczy?

Uniosłam brwi, robiąc głupią minę, i parsknęłam śmiechem.

– O cholera. Ale tekst – klepnęłam go w ramię jak starego kumpla.

– Nie wiem, co w tym śmiesznego, mówię szczerze.

– To takie skuteczne? Wyrywasz na to wiele lasek? – nie mogłam się opanować, aż oparłam się o blat szafki.

– Nie wyrywam lasek, mówiłem ci, że do dzisiejszego ranka miałem narzeczoną – warknął oburzony moim durnym zachowaniem. Ale co ja poradzę na to, że tak mnie rozbawił?

– Przepraszam, nie chciałam cię urazić – opanowałam się i zrobiłam poważną minę. Na jakąś sekundę.

– Jesteś niemożliwa, nawąchałaś się czegoś – wrzucił dwie torebki herbaty do kubków i zalał je wrzącą wodą. – Słodzisz? – zapytał.

– Nie, cukier chyba się skończył – właśnie sobie o tym przypomniałam.

– Trudno, wypiję gorzką, ale będziesz mi to musiała jakoś wynagrodzić.

– Na pewno mam jakieś ciastka w moim tajnym zapasie. Poczekaj, zaraz coś przyniosę – poszłam do swojego pokoju, zostawiając gościa w kuchni. Mimo diety pod łóżkiem i w szafie zawsze chowam słodycze. Na wypadek nagłego spadku cukru albo trzęsienia ziemi… Albo innego armagedonu. Znalazłam paczkę ciastek z galaretką w czekoladzie i opakowanie ptasiego mleczka. To powinno wystarczyć. Wyciągnęłam je i spojrzałam na drzwi, w których oparty o framugę, z seksownie skrzyżowanymi nogami w kostkach i dłońmi na piersi stoi Sed. Wpatruje się w mój wypięty tyłek.

– Znalazłam! – pokazałam mu dwa opakowania słodyczy.

– Szkoda, że tak szybko – zamruczał, aż odbiło się to echem w moim podbrzuszu. Przełknęłam ślinę.

– Mogę poszukać czegoś jeszcze – wypaliłam, a on uśmiechnął się szeroko i dopiero teraz zauważyłam, że ma kolczyk w języku. O rany! Prawie umarłam na podłodze własnej sypialni.

– Mogę ci pomóc – nawet nie wiem kiedy, a znalazł się obok mnie, na kolanach i zajrzał pod moje łóżko. A tu taki syf! Mnóstwo kurzu, reszek jedzenia, moje majtki! Oczywiście chwycił je w pierwszej kolejności. Modliłam się, by to nie były te, które zakładam, gdy mam okres, tak zwane babciochy. Wielkie, okropne gacie, w których jest najwygodniej, gdy ma się okres. Faceci tego nigdy nie zrozumieją.

– Mój Boże, zostaw to! – chciałam mu je wyrwać, ale przyglądał się uważnie i mi nie pozwolił.

– Ładne, co robią pod łóżkiem? – rozciągnął cieniutkie paseczki na palcach. Uf! To na szczęście stringi, różowe stringi, koronkowe i nawet świeże… Dzięki ci, Boże!

– Kurzą się… – trącił delikatnie moje ramię.

– Złośnica z ciebie.

– Po prostu mi je oddaj, to dość intymna część garderoby.

– Więc raczej powinna znajdować się w szufladzie, a nie pod łóżkiem.

– Oddaj! – wyrwałam mu je i rzuciłam w kąt.

– Masz takich więcej?

– Nie twoja sprawa – wstałam i kopnęłam pudełka ze słodkościami z powrotem pod łóżko.

– Miałem na nie ochotę – powiedział, wyciągając ptasie mleczko.

– Nie ma. Będziesz pił gorzką! – wyrwałam mu z ręki i rzuciłam na łóżko.

– Na pewno będziesz pasowała, nie dasz sobie wejść na głowę.

I do łóżka, pomyślałam.

– Świetnie, jeśli to jakiś test i właśnie go zaliczyłam, to możesz już iść.

– Wyganiasz mnie? – zrobił taką minę, że miałam ochotę znowu parsknąć śmiechem.

– Tak trochę, nie chcę być niemiła.

– To niegrzeczne.

– Kto mówił, że jestem grzeczna? – celowo przygryzłam wargę i wróciłam do kuchni. Sed przyszedł po chwili z otwartym pudełkiem, zajadając się jednym.

– Myślałem, że już ich nie produkują – powiedział, wkładając do ust ptasie mleczko o smaku wiśniowym.

– Znam jeden sklep, w którym można je dostać. To moje ulubione, mam ogromny zapas – wyszczerzyłam się, zdradzając tajemnicę, o której nie wie nawet Trey.

– Już cię uwielbiam! – podszedł zadowolony i podsunął mi jedno pod nos.

– Nie powinnam – pociągnęłam nosem i spojrzałam na cudowny kawałek czekolady z wiśniowym nadzieniem.

– Daj spokój! No już – prawie wepchnął mi je w usta. O rany! Jestem na diecie od wczoraj, a czuję się, jakbym nie jadła czekolady całą wieczność.

– Jestem od tego uzależniona – zamknęłam oczy, rozkoszując się smakiem.

– Tylko od tego?

Pokiwałam głową, nie otwierając oczu.

– To dobrze, nie będą cię kusić różne głupoty w trasie – dodał.

– A to już ustalone, że jadę z wami? – uniosłam brew.

– A nie?

– Trey…

– No jestem, Reb, co tam? – i w tym momencie właśnie wszedł do kuchni. Cały spocony, w dresie, pewnie biegał. Jak on się do tego motywuje? Ja nie zrobię nawet przysiadu. – Kto to? – pokazał dłonią na Seda.

– Sedrick Mills.

Trey otworzył szeroko oczy i przyglądał mu się przez chwilę.

– Trey Mallroy – przywitał się uściskiem dłoni. – Sorry, że pytam, ale czy ty jesteś tym Sedrickiem Millsem? – dodał.

– Tak, to ja.

– Co robisz w naszym mieszkaniu? – prawie pisnął.

– Przyszedłem do Rebeki, a raczej do Reb – spojrzał na mnie i się uśmiechnął.

– Mała, co tu jest grane? Co menadżer Sweet Bad Sinful robi w naszej kuchni, zajadając twoje ptasie mleczko i popijając herbatkę?

– No to, co powiedziałeś: wyjada moje ptasie mleczko i pije herbatę – odpowiedziałam, wzruszając ramionami.

– Wyrwałaś go gdzieś? – Trey chyba nie wierzy w to, co widzi. Wygląda komicznie z tą swoją zakłopotaną miną.

– Poznaliśmy się w klubie, w którym Rebeka tańczy – odpowiedział Sed.

– Tańczyłam…

– Zwolniłaś się? – zapytał poważnie.

– Suzanne mnie zwolniła.

– Za co?

– Za całokształt. Trey, to długa historia, pogadamy później?

– Twoja matka do mnie dzwoniła, z pretensjami, że nie chcesz jej wysłać pieniędzy.

– Bo nie mam, nie zapłaciła mi.

Obaj spojrzeli na mnie dziwnie.

– Suka! – Trey warknął i zacisnął pięści.

– Mam ją gdzieś.

– Z czego teraz będziesz żyła? Wiesz, że nie mogę ci pożyczyć nawet dolca, jest koniec miesiąca – spojrzał skrępowany na Seda.

– Poradzę sobie, poradzimy sobie razem – posłałam mu swój najsłodszy uśmiech.

– Coś kombinujesz, nie podoba mi się to.

– Trey, jestem tutaj, bo mam dla was propozycję pracy – wtrącił Sed.

– Dla nas? – skrzywił się.

– No! – pisnęłam odrobinę zbyt radośnie.

– Mamy wam sprzątać bus w trasie? – pytał dalej z tą głupią miną.

– Trey, wysłuchaj go chociaż – podeszłam i objęłam go w pasie. Nawet jak jest taki spocony, uwielbiam się do niego przytulać. Sed wciągnął powietrze nosem.

– Zaproponowałem Rebece pracę tancerki na naszej trasie. Powiedziała, że nie pojedzie bez ciebie, więc ciebie też chcemy zatrudnić.

– Jako kogo? – skrzywił się.

– Jako pomoc dźwiękowców, studiujesz to prawda?

Trey spojrzał na mnie wkurwiony.

– To, że jestem gejem też mu powiedziałaś? – warknął na mnie. O rany! Nie spodobał mu się pomysł. Sed próbował ukryć rozbawienie.

– Trey, proszę…

– O co mnie prosisz?

– Jedź z nami.

– A ty się już zgodziłaś? – zapytał spokojniej.

– Nie pojadę bez ciebie, dobrze wiesz.

– Może powinnaś? Może już najwyższy czas się rozdzielić.

– Trey… – łzy napłynęły mi do oczu.

– Reb, rób, jak chcesz, ja nie zrezygnuję ze studiów, a ty nie masz nic do stracenia. Nie masz pracy, nie masz kasy, więc nie zastanawiaj się, tylko jedź.

– Trey – serce podeszło mi do gardła. Jak on może tak mówić? Obiecaliśmy sobie, że nigdy się nie opuścimy, że zawsze będziemy razem. To dla niego nic nie znaczy?

– Przemyśl to, Trey, to dla was ogromna szansa – odezwał się Sedrick, patrząc na mnie. Nie mogę się rozpłakać! Nie mogę się rozpłakać – powtarzałam w myślach jak mantrę.

– Nie załatwię sobie dziekanki z dnia na dzień.

– Trasa zaczyna się za trzy tygodnie, więc masz jeszcze trochę czasu.

– Ale ja nigdy nie pracowałem przy koncertach, to kompletnie inna bajka niż praca w studio.

– Poradzisz sobie. Jesteś najlepszy na roku – pisnęłam, by go przekonać.

– No, Trey! Poradzisz sobie – Sed pisnął, naśladując mnie, i obaj się roześmiali.

– Spadaj! – rzuciłam w niego brudną ścierką.

– Więc jak będzie?

– Dajcie mi to przemyśleć, dobrze?

– Kiedy możesz dać odpowiedź?

– Nie wiem, za tydzień?

– Niech będzie i proszę, przemyśl to dobrze – Sed nachylił się do Treya i szepnął mu coś do ucha. Trey się uśmiechnął i pokiwał głową. Zmrużyłam oczy. – Pójdę już – dodał i spojrzał na mnie.

– Co?

– Odprowadzisz mnie?

– A nie trafisz?

Pokręcił głową, próbując ukryć rozbawienie.

– Idź, idź, ja zjem ci resztę ptasiego mleczka! – Trey popchnął mnie w kierunku drzwi.

– Nawet się nie waż! – zagroziłam palcem, mówiąc poważnie.

– Przecież wiem, że masz zapas na kilka miesięcy – uśmiechnął się i posłał mi buziaka w powietrzu.

– Świnia! Miałeś nie grzebać w moim pokoju!

– Szukałem czegoś…

– W mojej szafie? – i dopiero teraz zrozumiałam, że mnie podpuścił. Cholera! – Świnia! – powtórzyłam i roześmiałam się do łez.

– Wiedziałem, że gdzieś je trzymasz! – podszedł i objął mnie tak, że oderwałam stopy od podłogi.

– Są policzone, jeśli zniknie choć pudełko – znowu pogroziłam mu palcem.

– Tak, wiem, urwiesz mi jaja, ugotujesz i każesz mi zjeść – przewrócił oczami. – Odprowadź gościa – postawił mnie i sam się pożegnał, po czym zniknął w łazience.

– Zejdziesz ze mną?

– Boisz się zejść sam? – uśmiechnęłam się szyderczo.

– Nie, chcę ci coś pokazać.

– Widziałam już twoje auto, fajne.

– Oj, nie zgrywaj się, tylko chodź! – chwycił mnie za dłoń i pociągnął w stronę drzwi.

– Buty! – krzyknęłam wychodząc na korytarz boso. Wróciłam i wsunęłam klapki. Zeszliśmy przed kamienicę do samochodu. – Co chcesz mi pokazać? – zapytałam.

– Wsiądź, to ci powiem – i po chwili znów siedziałam w jego aucie.

– Więc?

– Proszę – wyjął ze schowka czarną kopertę.

– Co to jest? – skrzywiłam się.

– Bilety na koncert i wejściówki za kulisy.

Moje oczy zrobiły się wielkie.

– Kiedy gracie?

– W piątek, tutaj w LA.

– Mówiłeś, że trasa się jeszcze nie zaczęła.

– To prywatny koncert, tylko na trzysta osób.

– I mam tam przyjść?

– Tak. I wyciągnąć Treya.

– Nie stać mnie na te bilety.

Rzucił mi groźne spojrzenie i wyciągnął z marynarki portfel. Wyjął z niego plik banknotów i wepchnął mi w dłoń.

– Proszę.

– Nie mogę wziąć od ciebie pieniędzy, Sedricku – odpowiedziałam smutno, czując się zażenowana. Wiem, że jestem biedna, ale nie potrzebuję ani litości, ani kasy od takich kolesi jak on.

– Dlaczego nie?

– Po prostu nie, nie chcę ci być nic winna – spuściłam wzrok na dłonie, w które wsadził mi jakieś kilka tysięcy.

– W takim razie to zaliczka, musisz przecież z czegoś żyć.

– Poradzę sobie, naprawdę nie mogę ich wziąć – położyłam pieniądze na desce rozdzielczej.

– Nie zasnę, wiedząc, że nie masz przy sobie ani centa.

– Pożyczę od Treya.

– Przecież mówił, że sam nie ma.

– Sed, proszę, nie wezmę od ciebie nawet jednego dolara. Dzięki za bilety, na pewno przyjdziemy.

Westchnął, wiedząc, że nie wygra tej bitwy.

– Daj mi swój numer, zadzwonię jutro.

– Jutro?

– Zabiorę cię na porządny obiad, dziś prawie nic nie zjadłaś.

– Nikt by niczego nie przełknął po niespodziewanym spotkaniu ze Sweet Bad Sinful – uśmiechnęłam się szeroko.

– Więc jesteśmy umówieni?

– Niech będzie, ale Trey idzie z nami.

– Niech będzie – mrugnął do mnie i się przysunął. Jego twarz znalazła się jakieś pięć centymetrów od mojej. O rany! Serce mi zamarło i zapomniałam, jak się oddycha.

– Pójdę już – zapiszczałam.

– Szkoda – cmoknął mnie w policzek.

– Och – jęknęłam rozczarowana. Tylko tyle?

– Czego chcesz, Rebeko? – zapytał, widząc moją niepewność.

– Nie wiem – znowu pisnęłam, a on się uśmiechnął.

– Idź już, poczekam, aż wejdziesz do środka – odsunął się i wysiadł, by otworzyć mi drzwi. Wyszłam z samochodu na drżących nogach. – No leć – klepnął mnie delikatnie w tyłek i uśmiechnął się.

– Dobranoc, Sedricku.

– Dobranoc, słodka Reb.

Słodka? Wcale nie jestem słodka. Szybko podbiegłam do drzwi, bo mogłabym się rozmyślić i wrócić, by rzucić się na jego usta. Zerknęłam tylko ukradkiem, Sed machał mi i czekał, aż wejdę.

Co to było? Kilka chwil z tym facetem a ja mam ochotę na seksualne zabawy? Oparłam się o ścianę na klatce schodowej, a moje serce dopiero po dłuższej chwili odzyskało właściwy rytm.

***

Trey