Walka o szczęście - K.N Haner - ebook + audiobook + książka

Walka o szczęście ebook i audiobook

Haner K.N.

4,6

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!
Opis

Erick zabrał Meg i Adama do swojego domu w New Jersey. Robi wszystko, żeby matka jego syna stanęła na nogi i zapomniała o horrorze, który zgotował jej Filip. Dziewczyna z dala od wspomnień rozkwita, postanawia zawalczyć o siebie i szczęście swojego dziecka i… przyjmuje oświadczyny Brayana.

I kiedy razem ze swoim narzeczonym planują huczny ślub, Erick, idąc jej śladami, zaczyna spotykać się z pewną olśniewającą Anastazją. To oczywiście nie podoba się Meg.

Do czego może doprowadzić zazdrość? I czego właściwie chce panna Donell?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 175

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 4 godz. 3 min

Lektor: Anna Matusiak

Oceny
4,6 (107 ocen)
77
18
8
4
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Karooolinka92

Nie oderwiesz się od lektury

Polecam
00
Anka19799

Dobrze spędzony czas

ach ta dziewczyna to kosmos. Jak pies ogrodnika. Polecam książkę.
00
Kuszla

Nie oderwiesz się od lektury

Meg wraz z Adamem znajduje się w posiadłości Ericka w New Jersey, gdzie próbuje dojść do siebie, po brutalnym ataku Filipa. Choć mężczyzna przebywa za kratami, to zaborczy ojciec malca woli mieć ich koło siebie. Sama Meg rozkwita z dala od miejsca, w którym doszło do tragedii. Wraz z Barayanem cieszą się poukładaniem życiowych rozterek i planują zapieczętować swój związek. Czy w przypadku panny Donell, może istnieć coś takiego jak ład i spokój? Ta bohaterka nie jest w stanie nieść ze sobą nudy 😅🤭 Jej pomysły jak i talent do ładowania się w tarapaty, jest w stanie odworcic życie kilku osób do góry nogami. Tym razem Eric nie pozostanie biernym widzem igraszek swojej byłej. Przedstawi nam swoją nową wybrankę - przepiękną Anastazję - której obecność nie zostanie dobrze odebrana przez Meg. Główna bohaterka wciąż włączy z własnymi demonami, a także z własnym sercem. Ma obok siebie dwóch mężczyzn, których kocha. Autorka i tym razem zrzuci na nas bombę, dzięki której nie będziemy się w...
00
kstarzak

Całkiem niezła

Najbardziej wkurzajaca laska ever do tego kolosalna hipokrytka.
00
Pinaczyta

Dobrze spędzony czas

Czekam z niecierpliwością na kolejne tomy ;)
00

Popularność




Rozdział 1

Roz­dział 1

Gdy otwo­rzy­łam oczy, zoba­czy­łam Ericka sie­dzą­cego na tara­sie i kar­mią­cego Adama. Uśmiech­nę­łam się na ich widok. Kiedy pró­bo­wa­łam wstać, poczu­łam prze­raź­liwy ból głowy. No ład­nie, znowu mia­łam kaca, świet­nie. Spoj­rza­łam na szafkę i zoba­czy­łam swoją komórkę. Dopiero teraz przy­po­mniały mi się wyda­rze­nia, które miały miej­sce poprzed­niego dnia. Powin­nam zadzwo­nić do Bray­ana i wytłu­ma­czyć mu wszystko. Naj­le­piej od razu! Posta­no­wi­łam nie odkła­dać roz­mowy, wybra­łam jego numer i naci­snę­łam zie­loną słu­chawkę.

– Halo – usły­sza­łam jego głos.

Od razu wie­dzia­łam, że był na mnie wście­kły.

– Cześć, to ja – powie­dzia­łam skru­szona.

– Wiem, widzia­łem, kto dzwoni.

– Chcia­łam cię prze­pro­sić – szep­nę­łam.

– Prze­pro­sić? Za co, Meg?

– Za moje wczo­raj­sze zacho­wa­nie.

– Masz na myśli to, że upi­łaś się i dzwo­ni­łaś do mnie, czy to, że pra­wie prze­spa­łaś się z Eric­kiem?! – fuk­nął zde­ner­wo­wany.

– Wła­ści­wie i za to, i za to. – Czu­łam się tak, jak­bym roz­ma­wiała z kimś obcym, Brayan cały czas był ofi­cjalny.

– Wyje­cha­łaś zale­d­wie trzy dni temu, a już tak wszystko skom­pli­ko­wa­łaś. Nie wiem, czy można ci zaufać.

– Wiem, prze­pra­szam. – Mia­łam ochotę zapaść się pod zie­mię.

– Jestem wkur­wiony na cie­bie, ale na Ericka też. Kom­plet­nie nie rozu­miem, czemu powie­dział ci o naszych roz­mo­wach? Po co naci­ska­łaś na niego?!

– Chcia­łam wie­dzieć, macie jakiś dziwny układ. Nie podoba mi się to – powie­dzia­łam z pre­ten­sją.

– To nie twoja sprawa, Meg!

– Jak to?! – Naprawdę tym razem prze­sa­dził. – Powie­dzia­łeś Eric­kowi, że dla cie­bie poca­łunki i doty­ka­nie to nie zdrada! – wybuch­nę­łam.

Erick chyba usły­szał, bo spoj­rzał na mnie zanie­po­ko­jony.

– To były nasze męskie roz­mowy! Nie zro­zu­miesz tego!

– No jasne! Więc czemu się wku­rzasz? Może to doty­czy tylko cie­bie, co?! – nie dawa­łam za wygraną.

– Wiem, że cią­gnie was do sie­bie! Wolę mieć dystans, bo ina­czej bym zwa­rio­wał! Myślisz, że łatwo mi ze świa­do­mo­ścią, że prze­by­wasz z nim pra­wie cały czas, śpisz w jego domu i pew­nie w jego sypialni?! – wyrzu­cił z sie­bie od kilku dni skry­wane myśli.

– Sam się na to zgo­dzi­łeś! Mówi­łeś, że to dobry pomysł, bym tu przy­je­chała! – przy­po­mnia­łam Bray­anowi jego nie­dawne słowa.

– Dobry dla cie­bie i Adama, nie mówi­łem, że dobry dla nas – odparł.

– Bray­anie… – Jego imię wymó­wi­łam o wiele łagod­niej­szym tonem.

– Idź na tera­pię i nie pij wię­cej. Tylko o to cię pro­szę – powie­dział smutno, tym razem w jego gło­sie wyczu­łam tro­skę i nie­po­kój.

– Dobrze. Prze­pra­szam jesz­cze raz – bąk­nę­łam.

– Zare­zer­wo­wa­łem bilet na pią­tek. Na­dal chcesz, żebym przy­le­ciał?

– Oczy­wi­ście!

– Pytam dla pew­no­ści. Bar­dzo chcę cię zoba­czyć. Stę­sk­ni­łem się.

Sły­sza­łam, jak drżał mu głos.

– Ja też, skar­bie. Jesteś w pracy? – zmie­ni­łam temat.

– Tak, szkolę nową pra­cow­nicę. Muszę jej wszystko do piątku poka­zać, by móc spo­koj­nie do cie­bie pole­cieć – wyja­śnił.

– Pra­cow­nicę? – Znowu włą­czyło się mi czer­wone świa­tełko.

– Tak, jest tutaj dziś po raz pierw­szy. – W tym momen­cie prze­rwał i zwró­cił się do kogoś, chyba do tej dziew­czyny: – Tak, Lucy, możesz to wydru­ko­wać. Pod­pi­szę i ode­ślemy to jesz­cze dziś. Nawet nie­źle ogar­nięta, chyba da radę. – Te słowa skie­ro­wał już do mnie.

– To faj­nie – powie­dzia­łam, uda­jąc obo­jęt­ność.

– A ty jak się czu­jesz? Erick mówił, że wczo­raj wymio­to­wa­łaś i mia­łaś znowu kosz­mary – zapy­tał z tro­ską.

– Mam się lepiej, niż na to zasłu­guję. Głowa mnie boli i chyba brzuch, ale to norma – odpo­wie­dzia­łam, ale cały czas myśla­łam o nowej pra­cow­nicy Bray­ana. Byłam zazdro­sna.

– Poroz­ma­wiamy o tym, jak przy­jadę – odparł.

– Tak, chyba naj­wyż­sza pora – odpar­łam.

– Jedyne, czego pra­gnę, to twoje szczę­ście, Meg. Kocham cię jak nikogo na świe­cie i nie chcę cię stra­cić, ale pamię­taj, co kie­dyś powie­dzia­łem. Jedno twoje słowo, a zniknę i dam ci spo­kój.

Sły­sząc tę dekla­ra­cję, z tru­dem prze­łknę­łam ślinę, po policz­kach spły­wały mi łzy. Znowu mia­łam wyrzuty sumie­nia, byłam taka bez­na­dziejna.

– Nie mów tak! – Roz­kle­iłam się zupeł­nie. – Nie chcę być z nikim innym, zależy mi tylko na tobie, na tobie i Ada­mie. Nikt wię­cej się nie liczy. Rozu­miesz?

– Sta­ram się w to wie­rzyć, skar­bie, choć nie jest mi łatwo. Wiem, że Erick cię kocha, a nie chcę z nim kon­ku­ro­wać, bo nie mam szans.

– Co ty mówisz? Cie­bie wybra­łam, z tobą chcę być, nie z nim! – zapro­te­sto­wa­łam.

– Cza­sami trudno mi w to uwie­rzyć, tym bar­dziej po takich sytu­acjach jak wczo­raj. Nie mogę cię winić, macie dziecko, to nor­malne, że będzie­cie ze sobą zwią­zani do końca życia. Lubię go, wiem, że nie zrobi nic głu­piego, ale kiedy wczo­raj zadzwo­ni­łaś, w dodatku pijana, to strasz­nie się wku­rzy­łem.

– Wiem, prze­pra­szam.

– Nie wiem, czy powi­nie­nem, ale chciał­bym cię pro­sić, byś nie spała w jego sypialni, w jego łóżku. Wiem, że masz swój pokój. Pro­szę, będę spo­koj­niej­szy.

Zdzi­wi­łam się. Skąd Brayan wie­dział, że spa­łam u Ericka? No tak, na pewno z sobą roz­ma­wiali.

– Dziś spa­łam u sie­bie i tak już zosta­nie – odpo­wie­dzia­łam.

Drzwi na taras były otwarte, więc Erick naj­praw­do­po­dob­niej sły­szał naszą roz­mowę.

– Dzię­kuję, Meg. Muszę koń­czyć, mamy z Lucy dużo do zro­bie­nia! – powie­dział wyraź­nie zado­wo­lony.

– Rozu­miem. Będę myślała o tobie cały dzień…

Dla­czego to powie­dzia­łam? Cho­lera, byłam zazdro­sna o tę Lucy. Na pewno była nie­zwy­kle atrak­cyjna, w mojej wyobraźni jawiła się jako zgrabna, wysoka kobieta, z dłu­gimi, smu­kłymi nogami i pięk­nym biu­stem.

– Ja o tobie też. Buziaki – odparł zdaw­kowo Brayan.

– Pa! – bąk­nę­łam na koniec, roz­łą­czy­łam się i bez sił opa­dłam na łóżko.

„Ale to wszystko popie­przone” – pomy­śla­łam, zamknę­łam oczy i ponow­nie zasnę­łam.

Pra­wie cały dzień spę­dzi­łam w łóżku. Po wczo­raj­szych wyda­rze­niach nie mia­łam odwagi spoj­rzeć Eric­kowi w oczy, więc tylko prze­mknę­łam kilka razy do kuchni i z powro­tem. Wzię­łam Adama do pokoju i bawi­łam się z nim, na zmianę kar­miąc go i usy­pia­jąc. Erick nawet nie nale­gał na roz­mowę. Chyba to, co wczo­raj powie­dzia­łam, spra­wiło, że on też czuł się nie­swojo. W dodatku ten sen. Rany! Sen, który stał się kosz­ma­rem.

Kiedy byłam z Ada­mem na tara­sie, zro­bi­łam nam zdję­cie, natych­miast wysła­łam je Bray­anowi. Cały czas myśla­łam o tej całej Lucy, szcze­rze mówiąc, nie­po­ko­iłam się. Nie mogłam wypy­ty­wać o nią Bray­ana, bo domy­śliłby się, że jestem zazdro­sna.

Dopiero wie­czo­rem zeszłam na dół, chcia­łam, aby Erick wyką­pał Adama. Zasta­łam go w gabi­ne­cie, pra­co­wał przy kom­pu­te­rze.

– Mogę? – zapy­ta­łam nie­pew­nie, uchy­la­jąc drzwi.

– Tak, chodź, już skoń­czy­łem – odpo­wie­dział, zamy­ka­jąc lap­top. – Jak się czu­jesz? – zapy­tał, spo­glą­da­jąc na mnie nie­pew­nie.

– Teraz już dobrze. Tabletka od bólu głowy pomo­gła. – Uśmiech­nę­łam się blado. – Będę u sie­bie – poin­for­mo­wa­łam go, poda­jąc Adama.

– Roz­ma­wia­łem z Bray­anem – rzu­cił nagle.

– Ja też – odpar­łam.

– Prze­pro­si­łem go. Obie­ca­łem, że taka sytu­acja ni­gdy się nie powtó­rzy.

– To samo usły­szał ode mnie. On nie chce z tobą rywa­li­zo­wać.

– To absurd. Czemu tak uważa? – Erick pokrę­cił głową z dez­apro­batą.

– Biedny ni­gdy nie zro­zu­mie boga­tego i na odwrót – wes­tchnę­łam i wzru­szy­łam ramio­nami.

– Brayan nie jest biedny, jego sklep dosko­nale pro­spe­ruje. Ma dużo oszczęd­no­ści i wła­sne miesz­ka­nie – oświad­czył Erick.

– Ale nie jest na liście naj­bo­gat­szych ludzi na świe­cie – odpar­łam.

– Tak, ale ma cie­bie. – Erick spoj­rzał mi pro­sto w oczy. – To jest wię­cej niż wszyst­kie pie­nią­dze świata, Meg – dodał i odwza­jem­nił uśmiech.

– Nie zro­zu­miem was ni­gdy. Jak można mnie kochać? Wczo­raj dałam taki popis, zresztą nie pierw­szy raz. Jestem nie­zdarna, zakom­plek­siona i co chwila wpa­dam w tara­paty. Naprawdę jestem mistrzem w kom­pli­ko­wa­niu sobie życia.

– No i za to cię kochamy. Nie będę mówił za co jesz­cze, bo mi nie wypada… – Erick mnie objął.

Roz­ba­wił mnie tą uwagą.

– No lepiej nie mów – wes­tchnę­łam. – Wykąpmy go w końcu – powie­dzia­łam, wska­zu­jąc na Adama.

Na środku łazienki roz­sta­wi­li­śmy wanienkę. Jak zwy­kle kąpiel spra­wiła naszemu synowi ogromną przy­jem­ność. Gdy w końcu wycią­gnę­li­śmy go z wanienki, zaczął pła­kać. W wodzie czuł się jak ryba w wodzie. Dzi­siaj Adam miał spać ze mną, naj­wyż­szy czas, aby Erick odpo­czął. Wło­ży­łam małego do łóżeczka, a potem poło­ży­łam się sama. Na zega­rze nie było nawet dzie­sią­tej, a ja już smacz­nie spa­łam.

Rozdział 2

Roz­dział 2

Dziś miał przy­le­cieć Brayan, miał być w Nowym Jorku o dru­giej po połu­dniu. Od rana byłam pod­eks­cy­to­wana. Tak bar­dzo za nim tęsk­ni­łam. Prze­bie­ra­łam się chyba z pięć razy, chcia­łam mu się podo­bać, chcia­łam, żeby za mną sza­lał. Na szczę­ście moje bli­zny były już coraz mniej widoczne, kremy, któ­rych uży­wa­łam, oka­zały się sku­teczne, reszty dopeł­niało słońce. Nie musia­łam więc się tak zakry­wać.

W tygo­dniu razem z Eric­kiem odwie­dzi­li­śmy moją rodzinę. Zosta­li­śmy na noc. Erick robił jakieś inte­resy z moim tatą, nie mia­łam o tym poję­cia. Oczy­wi­ście obie­ca­łam, że przy­je­dziemy do nich także z Bray­anem. Na szczę­ście z Eric­kiem nie doszło już do żad­nych nie­for­tun­nych wyda­rzeń. Sta­rał się trzy­mać dystans, nawet sło­wem nie nawią­zał do chwili, w któ­rej wyzna­łam mu miłość. Chyba go to prze­ro­sło. Wie­dzia­łam, że czeka nas szczera i poważna roz­mowa, nie tylko o tym zda­rze­niu, ale rów­nież o tera­pii. Ale to mogło zacze­kać. Dzi­siaj przy­jeż­dżał Brayan i nie zamie­rza­łam psuć sobie tego dnia nie­do­rzecz­nymi myślami. Na lot­ni­sko poje­cha­li­śmy z Eric­kiem i Ada­mem jego ben­tleyem. Erick usiadł z przodu, ja z Ada­mem zaję­łam tylną kanapę.

– Cie­szysz się? – zapy­tał Erick, spo­glą­da­jąc na mnie w lusterku.

– Bar­dzo! – odpo­wie­dzia­łam, od rana z mojej twa­rzy nie zni­kał uśmiech.

– Odwiozę was do domu i poje­dziemy z małym do mojej mamy – oświad­czył, zatrzy­mu­jąc się na świa­tłach.

– Myśla­łam, że cho­ciaż zjemy razem obiad – odpar­łam, nieco roz­cza­ro­wana jego decy­zją.

– W porządku. Nie śmia­łem tego pro­po­no­wać, myśla­łem, że chce­cie zostać sami.

Widzia­łam, że moja pro­po­zy­cja spra­wiła mu radość.

Kiedy doje­cha­li­śmy na lot­ni­sko, samo­lot wła­śnie pod­cho­dził do lądo­wa­nia. Nie mogłam się docze­kać, aż Brayan wyj­dzie i będę mogła go uści­skać. Bar­dzo się za nim stę­sk­ni­łam, ni­gdy nie mie­li­śmy aż takiej prze­rwy. Naj­wy­żej jeden, dwa dni, a teraz minął już ponad tydzień. Cze­ka­li­śmy na niego w ter­mi­nalu przy­lo­tów, Erick trzy­mał w ręku fote­lik z Ada­mem. Wresz­cie w tłu­mie ludzi doj­rza­łam Bray­ana. Ruszy­łam pędem przed sie­bie, krzy­cząc wnie­bo­głosy.

W końcu dotar­łam do Bray­ana, rzu­ci­łam się mu na szyję i zaczę­łam go cało­wać.

– Mała, bo mnie udu­sisz! – zapro­te­sto­wał żar­to­bli­wie, objął mnie mocno i z uśmie­chem chwy­cił mnie za pośladki.

– Ale pach­niesz! – powie­dzia­łam, zacią­ga­jąc się zapa­chem jego wyjąt­kowo zmy­sło­wych per­fum.

– Ale wyglą­dasz! – Po tych sło­wach poca­ło­wał mnie namięt­nie w usta.

Tak bar­dzo za nim tęsk­ni­łam. Wokół cho­dzili ludzie, ale nam to było obo­jętne, nie mogli­śmy się od sie­bie ode­rwać.

– Tak bar­dzo się stę­sk­ni­łam – powie­dzia­łam, gdy w końcu roz­luź­ni­li­śmy obję­cia.

– Ja też, Meg – zapew­nił Brayan. – Cześć, Ericku. – Wycią­gnął dłoń na powi­ta­nie.

– Witaj, Bray­anie, miło cię widzieć. – Erick odwza­jem­nił uścisk i uśmiech­nął się szcze­rze. – Jedziemy na obiad, a potem zabie­ram Adama. Macie cały week­end dla sie­bie – poin­for­mo­wał.

– Dobry plan! – pod­su­mo­wał Brayan i ruszy­li­śmy w stronę wyj­ścia.

Szli­śmy, trzy­ma­jąc się za ręce. Brayan cią­gnął wielką walizkę, nawet nie wie­dzia­łam, na ile przy­je­chał.

– Na jakie jedze­nie macie ochotę? – zapy­tał Erick, gdy wyjeż­dża­li­śmy z lot­ni­ska.

– Może w tej two­jej restau­ra­cji na wybrzeżu? Na pro­me­na­dzie – odpo­wie­dzia­łam i popra­wi­łam Adama w fote­liku.

– Jasne – zgo­dził się.

Obaj pano­wie sie­dzieli z przodu. Co jakiś czas doty­ka­łam ramie­nia Bray­ana, jak­bym chciała się upew­nić, że jest tu naprawdę.

Droga zajęła nam dobre pół­to­rej godziny. W końcu zatrzy­ma­li­śmy się przy pro­me­na­dzie. Było upalne popo­łu­dnie, mnó­stwo ludzi prze­by­wało na plaży i dep­taku.

– Chyba nie znaj­dziemy sto­lika o tej porze – powie­dział Brayan, roz­glą­da­jąc się wokół.

– Tam, dokąd idziemy, na pewno coś się znaj­dzie – pocie­szył nas Erick i zapro­wa­dził nas do restau­ra­cji Poison. Byli­śmy tu, gdy pierw­szy raz przy­je­cha­li­śmy do New Jer­sey.

– Dzień dobry, panie Evans. Sto­lik dla trzech osób? – przy­wi­tała nas młoda, atrak­cyjna kel­nerka. Jej usta były poma­lo­wane na krwi­sto­czer­wony kolor, moją uwagę zwró­cił też duży, pod­kre­śla­jący piersi dekolt.

– Tak, popro­szę jesz­cze dodat­kowe krze­sełko dla tego małego męż­czy­zny. – Erick wska­zał fote­lik ze śpią­cym Ada­mem.

– Oczy­wi­ście, pro­szę ze mną!

Kel­nerka zapro­wa­dziła nas do sto­lika na tara­sie, skąd roz­cią­gał się widok na ocean. Mimo upału pano­wał tu przy­jemny chłód, a naj­waż­niej­sze, że był rów­nież cień.

Brayan odsu­nął mi krze­sło i wresz­cie mogli­śmy odpo­cząć. Po chwili kel­ner przy­niósł menu. Byli­śmy bar­dzo głodni, więc zamó­wi­li­śmy mnó­stwo jedze­nia. Cały czas roz­ma­wia­li­śmy, śmia­li­śmy się, naprawdę było bar­dzo przy­jem­nie. Dowie­dzia­łam się, że Brayan nie kupił jesz­cze bile­tów powrot­nych, co ozna­czało, że może zosta­nie ze mną dłu­żej. Spra­wił mi tym ogromną przy­jem­ność. Może wtedy na jakiś czas wpro­wa­dzi­li­by­śmy się do domu, który kupili mi rodzice.

Widzia­łam, że i on się stę­sk­nił, co jakiś czas doty­kał mojej ręki, obej­mo­wał mnie. Oboje zacho­wy­wa­li­śmy się jak nasto­latki.

– To co? Wra­camy? – powie­dział Erick, gdy skoń­czy­li­śmy jeść.

– Tak, mam dla Meg nie­spo­dziankę, ale to dopiero w domu – oznaj­mił Brayan, uśmie­cha­jąc się tajem­ni­czo.

– Jaką nie­spo­dziankę? – zapy­ta­łam.

– Nie­spo­dzianka to nie­spo­dzianka, Meg. Nie wypy­tuj! – Trą­cił mnie pal­cem w nos i posłał buziaka w powie­trzu.

Z restau­ra­cji wyszli­śmy w szam­pań­skich humo­rach. Od razu skie­ro­wa­li­śmy się do samo­chodu. Nagle zauwa­ży­łam błysk lampy, ktoś robił nam zdję­cia.

– Ericku, tam są chyba papa­razzi – powie­dzia­łam cicho, nachy­la­jąc się do niego.

– Gdzie? – zatrzy­mał się i rozej­rzał.

– Tam. – Poka­za­łam dys­kret­nie dło­nią w kie­runku męż­czyzn z apa­ra­tami.

– Kurwa mać! – zaklął siar­czy­ście Erick.

Zaczę­łam ner­wowo się roz­glą­dać, odru­chowo moc­niej ści­snę­łam dłoń Bray­ana.

– Co się dzieje? – zapy­tał zdez­o­rien­to­wany.

– Śle­dzą nas papa­razzi – odpo­wie­dział Erick i wyjął tele­fon z kie­szeni. Odbył krótką roz­mowę i scho­wał apa­rat.

– Zawsze chcia­łem zna­leźć się na okładce jakie­goś szma­tławca! – oświad­czył roz­ba­wiony Brayan.

– To nie jest zabawne – rzu­ci­łam gniew­nie.

Nagle drogę zagro­dzili nam rosły męż­czy­zna z kamerą i drugi z apa­ra­tem foto­gra­ficz­nym. Pra­wie na nich wpa­dli­śmy.

– Panie Evans, czy to pań­skie dziecko? – padło pyta­nie.

Męż­czyźni w ogóle nie patrzyli na mnie i Bray­ana, pró­bo­wali dopchać się do Ericka. Jeden z nich popchnął mnie, o mało się nie prze­wró­ci­łam.

– Zostaw­cie nas w spo­koju! – wark­nął roz­draż­niony Erick i wyrwał foto­gra­fowi apa­rat z dłoni.

– Co się stało kilka tygo­dni temu w Lon­dy­nie? Gdzie jest pań­ski przy­ja­ciel, dok­tor Filip San­chez, i pań­ska była kochanka, Monica Quan­chez? Czy to prawda, że ci dwoje zostali oskar­żeni o próbę zabój­stwa, porwa­nie i pod­pa­le­nie? – Dzien­ni­karz nie ustę­po­wał. Był nachalny i agre­sywny.

Na szczę­ście po chwili pod­bie­gli do nas ochro­nia­rze. Nie mia­łam poję­cia, skąd się wzięli. Pomo­gli nam dojść bez­piecz­nie do samo­chodu.

– Odwie­ziemy pań­stwa! – powie­dział jeden z nich.

Erick był zbyt zde­ner­wo­wany, by pro­wa­dzić. Na szczę­ście Adam się nie obu­dził.

Zaję­li­śmy miej­sca w ben­tleyu i ruszy­li­śmy z piskiem opon.

– Co to, kurwa, było? – zapy­tał wście­kły Brayan.

– Nie mam poję­cia, skąd wie­dzą? Te hieny zawsze wszystko wywę­szą! – odpo­wie­dział zde­ner­wo­wany Erick i wyko­nał kolejny tele­fon. Nie­źle kogoś ochrza­nił, na doda­tek zwol­nił kilka osób.

Był naprawdę wście­kły, aż cały cho­dził ze zło­ści, uspo­koił się dopiero, gdy pod­je­cha­li­śmy pod dom.

Wzię­łam małego na ręce i szybko weszłam do środka. Brayan był tu pierw­szy raz, więc roz­glą­dał się wokół.

– Ale tu pięk­nie! – powie­dział. – Nie­zła chata.

– Meg, opro­wa­dzisz go póź­niej, my będziemy się zbie­rać. – Erick pod­szedł do mnie i wziął Adama na ręce.

– Na pewno chcesz jechać? Może zostań­cie dziś i poje­dziesz jutro. Jesteś zde­ner­wo­wany. – Mówiąc to, dotknę­łam deli­kat­nie jego ramie­nia.

– Spo­koj­nie, odwiozą nas – odparł. – Baw­cie się dobrze – dodał i mru­gnął do Bray­ana.

– Dzięki, stary!

Wyszli­śmy przed dom, by się z nimi poże­gnać.

– Wra­camy w nie­dzielę wie­czo­rem, nie zde­mo­luj­cie domu! – prze­strzegł nas Erick, oczy­wi­ście w żar­tach.

– Dobrze, tatu­siu, na pewno nikt nie nasika do basenu. – Zaśmia­łam się i zaczę­łam cało­wać mojego synka. Wie­dzia­łam, że Erick zaj­mie się nim dosko­nale, ale nie lubi­łam roz­sta­wać się z Ada­mem. – Bądź grzeczny, synu! – powie­dzia­łam, spraw­dza­jąc, czy fote­lik jest dobrze zamon­to­wany, a pasy zapięte.

– Dam znać, jak doje­dziemy. W razie czego dzwoń­cie! – Erick uści­snął dłoń Bray­ana i objął mnie lekko.

– Dzięki – szep­nę­łam mu do ucha, a on uśmiech­nął się tylko.

Wkrótce wsiadł do samo­chodu, przez chwilę machał nam na poże­gna­nie, a potem ben­tley znik­nął za bramą.

W tym momen­cie Brayan objął mnie mocno. Domy­śli­łam się, czego ode mnie ocze­ki­wał.

– Szyb­ciutko, pokaż mi swój pokój! – szep­nął.

– Nasz pokój, skar­bie – spre­cy­zo­wa­łam i wsko­czy­łam na niego.

Brayan chwy­cił mnie za pupę i zaniósł pro­sto na górę.

– Ostatni pokój po lewej! – powie­dzia­łam.

– Jasna cho­lera! Ale wypas! – krzyk­nął Brayan, gdy prze­kro­czy­li­śmy próg naszej sypialni.

– Pocze­kaj, aż zoba­czysz resztę domu.

– Póź­niej… – szep­nął i poło­żył mnie na łóżku.

Tak się za nim stę­sk­ni­łam. Pochy­lił się nade mną i zaczął namięt­nie cało­wać. Od razu prze­szył mnie dreszcz, poczu­łam rosnące pożą­da­nie.

– Jeśli coś cię zanie­po­koi, mów od razu, Meg – szep­nął i zaczął cało­wać mnie po szyi.

– Dobrze – odpo­wie­dzia­łam cicho, oddy­cha­jąc głę­boko.

Wie­dzia­łam, że to nie będzie takie pro­ste, ale bar­dzo tego chcia­łam. Dla niego, dla sie­bie. Musia­łam się prze­móc.

Brayan muskał ustami moje ucho, przy­gry­za­jąc je deli­kat­nie.

– Oj, mała, jesteś taka piękna – mru­czał, roz­pi­na­jąc mi guziki koszuli.

Wplo­tłam palce w jego mięk­kie włosy, sta­ra­jąc się odprę­żyć. Ścią­gnę­łam mu koszulkę i rzu­ci­łam na pod­łogę. Miał takie piękne ciało, to za sprawą ćwi­czeń, ale chyba był też w sola­rium. Brayan naj­pierw zdjął mi koszulę, a potem sta­nik. Moje piersi od razu zare­ago­wały, zro­biły się nabrzmiałe, a sutki twarde. Brayan zaczął je namięt­nie cało­wać i maso­wać.

– Powo­lutku – popro­si­łam.

– Wybacz, ciężko mi się poha­mo­wać – szep­nął, przy­gryzł moją wargę i uśmiech­nął się nie­znacz­nie.

Jego dło­nie powę­dro­wały ku moim udom. Jęcza­łam, gdy muskał pal­cami ich wewnętrzną stronę. W końcu roz­piął roz­po­rek i zsu­nął mi szorty deli­kat­nie razem z figami. Zadrża­łam z roz­ko­szy, te piesz­czoty spra­wiały mi przy­jem­ność.

– Spo­koj­nie, skar­bie – powie­dział Brayan, po czym cało­wał moją stopę, potem łydkę, kolano i udo.

Pochy­li­łam się i ścią­gnę­łam z niego spodnie i bok­serki. Oboje byli­śmy cał­kiem nadzy. Jego wielki penis ster­czał w goto­wo­ści.

– Kocham cię – szep­nął i musnął pal­cami moje płatki.

– Ach! – zaję­cza­łam gło­śno i wygię­łam plecy w łuk. To było takie przy­jemne.

– Meg… – usły­sza­łam jego głos.

– Tak? – Pod­nio­słam się na łok­ciach i spoj­rza­łam na niego zasko­czona.

– Na­dal masz kosz­mary?

– Od tygo­dnia nie mia­łam. Naprawdę chcę to zro­bić. Spró­bujmy! – Spoj­rza­łam na niego łagod­nie i się uśmiech­nę­łam.

– Nie wiem, czy możemy. Pyta­łaś o to leka­rza? – Brayan na­dal miał wąt­pli­wo­ści.

– Nie pyta­łam, nie mia­łam do tego głowy. – Wzru­szy­łam ramio­nami i poca­ło­wa­łam go namięt­nie. – Spró­bujmy – pona­gli­łam go i usia­dłam na nim okra­kiem.

– Och! – mru­czał, nie mogąc się opa­no­wać.

Czu­łam, jak jego penis tward­nieje mie­dzy moimi udami. Brayan patrzył na mnie jak zacza­ro­wany, lubi­łam to spoj­rze­nie. Wie­dzia­łam, że mimo blizn mu się podo­bam. Otar­łam się deli­kat­nie kro­czem o jego nabrzmiałą męskość. W odpo­wie­dzi zaci­snął zęby i pie­ścił moje piersi. Pod­su­wa­łam się jesz­cze bar­dziej, doma­ga­jąc się, by je cało­wał. W środku byłam bar­dzo wil­gotna, pożą­da­łam tego faceta z całych sił. Nagle Brayan chwy­cił mnie i poło­żył na ple­cach. Leża­łam pod nim, a on roz­chy­lił mi uda i zaczął cało­wać mnie coraz niżej, po brzu­chu, po bio­drach, aż do płat­ków. Potem prze­cią­gnął po nich języ­kiem.

– O! – krzyk­nę­łam. Nie mogłam się opa­no­wać, mia­łam wra­że­nie, że zaraz wybuchnę.

Brayan tym­cza­sem jesz­cze sze­rzej roz­chy­lił mi uda i zaczął pie­ścić języ­kiem łech­taczkę. Ogar­nęła mnie ogromna roz­kosz, zaci­snę­łam pię­ści na prze­ście­ra­dle i wygię­łam plecy w łuk.

– Ale jesteś wil­gotna, kotku – mru­czał mój kocha­nek, zli­zu­jąc z ud moją wil­goć.

– Chodź tu do mnie! – Dotknę­łam jego ramion i przy­cią­gnę­łam do sie­bie.

On oparł się na dło­niach i cało­wał mnie namięt­nie po szyi.

– Na pewno tego chcesz? – upew­niał się, trzy­ma­jąc główkę penisa u wej­ścia do mojej kobie­co­ści.

– Tak… – jęcza­łam roz­pa­lona.

– Kocham cię, Meg, tak bar­dzo cię kocham – mówił i wcho­dził we mnie powoli i deli­kat­nie.

Wykrzy­wi­łam twarz w gry­ma­sie.

– Wszystko w porządku – uspo­ka­ja­łam go, mimo że poczu­łam dotkliwy ból.

– Jesteś bar­dzo spięta, skar­bie, roz­luź­nij się – mówił, cału­jąc mnie po szyi i pier­siach.

Z każdą chwilą wcho­dził we mnie coraz głę­biej, a ból sta­wał się coraz więk­szy. Zamknę­łam oczy i sta­ra­łam się to prze­trzy­mać.

– Och, skar­bie, tak mi cie­bie bra­ko­wało – szep­tał cały czas Brayan.

– Aua! – krzyk­nę­łam z bólu.

– Meg, prze­stać? – Brayan od razu zare­ago­wał.

– Nie, nie! – zapro­te­sto­wa­łam i chwy­ci­łam go za bio­dra. Nie chcia­łam, by się wyco­fy­wał. – Zaraz się przy­zwy­czaję – doda­łam i poca­ło­wa­łam go w usta.

Namiętny, głę­boki poca­łu­nek pozwo­lił mi się roz­luź­nić. Brayan, nieco uspo­ko­jony, zaczął się deli­kat­nie poru­szać.

– Wszystko w porządku? – pytał nie­ustan­nie, bacz­nie mi się przy­glą­da­jąc.

– Tak… – odpar­łam i nagle zaczę­łam odczu­wać przy­jem­ność.

– Och, Meg – mruk­nął i zamknął oczy, wypeł­nia­jąc mnie raz za razem, powoli i namięt­nie.

Był taki deli­katny, jak ni­gdy dotąd. Czu­łam, jak wzbiera we mnie fala roz­ko­szy. Brayan zaś poru­szał się nieco moc­niej, chwy­ta­jąc mnie za bio­dra.

– Kurwa, zaraz dojdę! – krzyk­nął, pró­bu­jąc prze­dłu­żyć ogar­nia­jącą nas roz­kosz.

– Ja też!

Jego słowa podzia­łały na mnie jak afro­dy­zjak, przy kolej­nym ruchu poczu­łam wszech­ogar­nia­jącą mnie falę roz­ko­szy, która powoli roz­cho­dziła się po całym ciele.

– Brayan! Och! Brayan! – krzy­cza­łam.

Wiłam się pod nim jak osza­lała i zaci­snę­łam się wokół jego penisa. Wkrótce on także doznał speł­nie­nia, zale­wa­jąc mnie gorącą, lepką spermą.

– Tak bar­dzo cię kocham – szep­nął i poca­ło­wał mnie w usta, jed­no­cze­śnie wysu­wa­jąc się ze mnie powoli.

– Oj! – Skrzy­wi­łam się, to nie było przy­jemne.

Na pościeli poja­wiło się tro­chę krwi, ale nie prze­ję­li­śmy się tym. To puścił pew­nie któ­ryś ze szwów.

Byłam zre­lak­so­wana i bez­pieczna. Brayan objął mnie i przy­su­nął do sie­bie. Czu­łam, jak wali mu serce.

– Prze­pra­szam, że tak szybko – uspra­wie­dli­wiał się, cału­jąc mnie po wło­sach.

– Mamy cały week­end, nie ma się co przej­mo­wać – pocie­szy­łam go, zadzie­ra­jąc głowę.

Było strasz­nie gorąco, leże­li­śmy odkryci na środku łóżka, cali mokrzy od potu. Nie prze­szka­dzało nam to jed­nak.

– To co? Druga runda? – zapy­tał Brayan, cału­jąc mnie w szyję.

– Chęt­nie! – Uśmiech­nę­łam się uwo­dzi­ciel­sko.

Brayan poło­żył mnie bokiem do sie­bie i uniósł deli­kat­nie moje udo, po czym wśli­zgnął się do środka twar­dym peni­sem. „Bar­dzo szybko się zre­ge­ne­ro­wał” – pomy­śla­łam.

– Ach… – zaję­cza­łam, gdy po raz kolejny wypeł­niał mnie całą.

Byłam tak mokra, tym razem nic mnie nie bolało. Opar­łam głowę na jego klatce, a on oplótł mnie dło­nią i pie­ścił moje piersi.

– Oj, Meg – mru­czał mi do ucha i pod­cią­gnął nogę jesz­cze wyżej, by wejść głę­biej. Cało­wał mnie przy tym namięt­nie, opie­ra­jąc dłoń na moim bio­drze.

– Tak! Tak! – krzy­cza­łam, gdy kolejna fala roz­ko­szy zbli­żała się nie­ubła­ga­nie.

Brayan zje­chał dło­nią z piersi na brzuch i niżej do łech­taczki. Zaczął ją sty­mu­lo­wać. O rany! Co za uczu­cie! Z każdą chwilą wypeł­niał mnie coraz szyb­ciej i moc­niej, nie prze­sta­jąc pie­ścić łech­taczki.

– Dojdź dla mnie, Meg! – szep­nął i przy­spie­szył.

– Tak! O nie! – krzyk­nę­łam, wybu­cha­jąc mocno i zale­wa­jąc go swo­imi sokami.

Dodat­kowa sty­mu­la­cja spra­wiła, że chyba znowu mia­łam kobiecy wytrysk. Wiłam się i nie mogłam tego opa­no­wać, Brayan jed­nak, niczym nie­zra­żony, nie prze­sta­wał.

– O tak! Wła­śnie tak, skar­bie! – mruk­nął sek­sow­nie i zmie­nił pozy­cję.

Teraz chwy­cił mnie od tyłu i wszedł szybko, wypeł­nia­jąc po brzegi. Jedną dło­nią pie­ścił moje piersi, a drugą trzy­mał mocno za bio­dro. Odchy­li­łam głowę, by go poca­ło­wać, a on deli­kat­nie przy­gryzł mi wargę. Znowu zaczął dło­nią maso­wać moją łech­taczkę, a ja natych­miast poczu­łam zbli­ża­jący się orgazm.

– Nie dam rady wię­cej… – szep­nę­łam, pró­bu­jąc to opa­no­wać.

– Dasz radę, Meg. Pokaż mi to! – Mówiąc to, roz­chy­lił sze­rzej moje uda i wszedł jesz­cze głę­biej.

Poczu­łam, jak soki spły­wają mi po nogach. Krzy­cza­łam. Zła­pa­łam go za bio­dra. Brayan zaczął szyb­ciej poru­szać ręką, a ja znowu wybu­chłam.

– Tak, maleńka, wła­śnie tak! – zawo­łał i zastygł.

Czu­łam, że on także doznaje speł­nie­nia. Moja zaci­ska­jąca się wokół jego penisa cipka dostar­czyła mu dodat­ko­wych wra­żeń.

Brayan jesz­cze przez chwilę cało­wał namięt­nie moje usta, a potem opa­dli­śmy oboje wyczer­pani na łóżko.

– Jestem wykoń­czona… – wyzna­łam.

Brayan wyszedł ze mnie deli­kat­nie i poło­żył się na boku. Gła­dził mój oboj­czyk, wpa­tru­jąc się we mnie.

– Cie­szę się, że już jesteś. – Dotknę­łam jego twa­rzy i prze­cią­gnę­łam pal­cem po policzku. Jego nie­bie­skie oczy wręcz hip­no­ty­zo­wały.

– Zaraz wra­cam – powie­dział nagle, wstał i poca­ło­wał mnie w usta.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki