Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
"Na polu minowym przeszłości" to krótka, przystępna opowieść, w której fakty łączą się z refleksją, a znane z codziennych debat hasła zyskują sens i kontekst. To nie głos eksperta ani naukowe opracowanie, tylko osobista próba przybliżenia polsko-ukraińskich relacji. Książka nie jest pisana przez polityka, lecz przez zwykłego człowieka, którego to naprawdę ciekawi. Autor zachęca do rozmów - które zbliżają, a nie dzielą, oraz pozwalają omijać tytułowe "miny" i dostrzec, że historia, choć trudna, może stanowić pomost, a nie mur.
Nazwisko "Sirko" - w Ukrainie kojarzone z legendarnym atamanem Iwanem Sirko - nie raz otwierało Dariuszowi drzwi do rozmów o wydarzeniach historycznych, w których splatały się losy Polaków i Ukraińców, oraz o rozumieniu wspólnej przeszłości i jej interpretacji.
Prezentowana publikacja nie jest podręcznikiem historii ani szczegółowym opracowaniem stosunków dyplomatycznych między Polską a Ukrainą. Gdy ją pisałem, przyświecał mi jeden główny cel - aby Czytelnik znalazł w niej wartościowe informacje o wspólnej historii naszych narodów i o sprawach, które przez ponad tysiąc lat kształtowały relacje polsko-ukraińskie. (...)
Z rozdziału "Od Autora"
Dariusz Sirko
Absolwent stosunków międzynarodowych w Collegium Civitas oraz socjologii w Szkole Nauk Społecznych IFiS PAN. Pasjonuje się historią i kulturą Polski, zgłębia wiedzę w obu tych dziedzinach i chętnie się nią dzieli.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 77
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Ilustracje
Małgorzata Starszak-Szulc
Skład i łamanie tekstu
Krzysztof Szporak
Redakcja i korekta
Jolanta Kowalczuk
Projekt graficzny okładki
Małgorzata Starszak-Szulc
Michał Bobrowski
Redaktor prowadzący
Joanna Zimny
© Copyright by Dariusz Sirko, Warszawa 2026
ISBN 978-83-951649-5-8
Wszelkie prawa zastrzeżone. Rozpowszechnianie i kopiowanie całości lub części publikacji zabronione bez pisemnej zgody autora.
Druk
Drukarnia Cyfrowa
OSDW Azymut sp. z o.o.
ul. Senatorska 31
93–192 Łódź
Aby uzyskać informacje na temat tej publikacji, prosimy o kontakt:
instagram.com/dariuszsirko
Prezentowana publikacja nie jest podręcznikiem historii ani szczegółowym opracowaniem stosunków dyplomatycznych między Polską a Ukrainą. Gdy ją pisałem, przyświecał mi jeden główny cel – aby Czytelnik znalazł w niej wartościowe informacje o wspólnej historii naszych narodów i o sprawach, które przez ponad tysiąc lat kształtowały relacje polsko-ukraińskie.
Początkowo tekst ten powstawał z moich prywatnych notatek, na które złożyły się przemyślenia w związku ze spotkaniem zaplanowanym na 5 czerwca 2025 roku. Wydarzenie to miało być zorganizowane przez Samorząd Studentów Uniwersytetu Warszawskiego, a jego gościem specjalnym – Wasyl Bodnar, ambasador Ukrainy w Polsce.
Jako pracownik administracji uczelni – mający na wyciągnięcie ręki dostęp do tego typu inicjatyw – chciałem skorzystać z zaproszenia, aby wysłuchać wystąpienia Pana Ambasadora oraz poznać jego wizję przyszłości relacji polsko-ukraińskich, które miały być głównym wątkiem zapowiedzianego spotkania.
Przewidziano również sesję pytań i odpowiedzi, a ja – ze względu na swoje zainteresowania – miałem ich naprawdę wiele. Niestety, spotkanie zostało dwukrotnie odwołane. Moje zainteresowanie tematem jednak nie zgasło. Uważam, że zagadnienie relacji polsko-ukraińskich jest dziś niezwykle aktualne – nie tylko dla polityków czy ekspertów, lecz także, jeśli nie przede wszystkim, dla przeciętnego Polaka i Ukraińca.
Książka ta powstała dzięki lekturom dotyczącym Ukrainy – zarówno naukowym, jak i popularnonaukowym. Korzystałem przede wszystkim z szerokiego zakresu publikacji dostępnych w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego, zwłaszcza tych z regałów oznaczonych hasłami „Ukraina” i „Stosunki polsko-ukraińskie”, a także z książek zakupionych w lwowskim antykwariacie podczas podróży do Lwowa latem 2025 roku. Cennym źródłem były też moje rozmowy z Ukraińcami oraz wspomnienia z pobytu we Lwowie, które na długo pozostaną w mojej pamięci.
Przyjaciel, z którym dzielę zainteresowania historią i który towarzyszył mi podczas wyjazdu do Lwowa, powiedział: „Taka publikacja jest potrzebna – nie pisana przez historyka czy polityka, ale przez zwykłego człowieka, którego to naprawdę ciekawi. Kogoś, kto opowie o tym, co Janusz z Grażyną i Brianem powinni wiedzieć o naszych wspólnych sprawach”.
To żartobliwe określenie szczególnie przypadło mi do gustu i stało się impulsem do napisania tej książki. Mam nadzieję, że czytelnicy znajdą w niej odpowiedzi na pytania, które sam sobie stawiałem. Praca jest krótka, a opowiadając, starałem się posługiwać skojarzeniami, tak aby w chwili, gdy pojawiają się hasła o polsko-ukraińskiej przyjaźni czy słowo „Wołyń”, łatwiej było powiązać fakty i nie dać się wciągnąć na tytułową „minę”. Na co dzień posługujemy się uproszczeniami, a media karmią nas komunikatami często pozbawionymi choćby krótkiego wyjaśnienia – i nie dotyczy to wyłącznie relacji polsko-ukraińskich. Uważam, że historia to nie zbiór dat, lecz łańcuch przyczyn i skutków, który można wytłumaczyć w prosty sposób, bez emocji czy uprawiania polityki. Twierdzę też, że nawet trudne i burzliwe dzieje da się opowiedzieć – bo również w szaleństwie kryje się metoda. To właśnie chęć znalezienia prostych odpowiedzi stanowiła mój modus operandi podczas pracy nad tą publikacją.
Za ewentualny brak precyzji w opowiadaniu historii przepraszam – w końcu jest to format kieszonkowy, a margines niedopowiedzeń pozostawiam Waszej ciekawości i jej zaspokojeniu za sprawą samodzielnego zdobywania i poszerzania wiedzy. Zachęcam również do głośnych rozmów o historii – bo naprawdę mamy o czym rozmawiać.
W środę 4 czerwca 2025 roku Sejm Rzeczypospolitej Polskiej ustanowił nowe święto państwowe – Narodowy Dzień Pamięci o Polakach – Ofiarach Ludobójstwa dokonanego przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i Ukraińską Powstańczą Armię (UPA) na ziemiach wschodnich II Rzeczypospolitej. Data obchodów – 11 lipca – nie jest przypadkowa. To właśnie wtedy, w 1943 roku, doszło na Wołyniu do „krwawej niedzieli” – jednego z najtragiczniejszych epizodów w historii relacji polsko-ukraińskich1.
Decyzja polskiego parlamentu spotkała się z natychmiastową i krytyczną reakcją ze strony Ukrainy. Ministerstwo Spraw Zagranicznych tego kraju uznało ją za krok „sprzeczny z duchem dobrosąsiedzkich stosunków między Ukrainą a Polską”2. Również w Polsce pojawiły się głosy ostrzegające, że uchwała może pogorszyć relacje dwustronne – a w skrajnym scenariuszu doprowadzić do ponownego wstrzymania przez Ukrainę prac ekshumacyjnych ofiar zbrodni wołyńskiej.
Debata o pamięci historycznej powróciła w wyjątkowo trudnym momencie. Ukraina zmaga się z brutalną rosyjską agresją, a cały region Europy Środkowo-Wschodniej jest celem zmasowanej dezinformacji. W takich warunkach każde posunięcie dotyczące przeszłości może zostać łatwo wypaczone – i może zostać wykorzystana nie tylko w debacie publicznej, lecz także jako narzędzie polityczne.
W tym kontekście coraz częściej zadaję sobie pytanie: jak rozmawiać uczciwie o naszej wspólnej historii? Jak opowiadać ją, tak aby nie uciekać od prawdy, a jednocześnie nie podsycać zbędnych antagonizmów? Często rozmawiam o tym z Ukraińcami, których spotykam na co dzień, i widzę, że po obu stronach istnieje autentyczna ciekawość, chęć zrozumienia drugiego człowieka. A także potrzeba nowej narracji – takiej, która nie będzie ani jednostronnym aktem oskarżenia, ani próbą relatywizacji cierpienia.
Nasze wspólne dzieje to nie tylko dramat Wołynia. To również wieki sąsiedztwa – trudnego, nierównego, brutalnego, lecz też pełnego chwil współpracy i współistnienia. To historia Kozaków i Rzeczypospolitej Obojga Narodów, to pamięć o Petlurze i Piłsudskim, to dramatyczne wybory czasów II wojny światowej i późniejsze dekady milczenia. Każdy z tych rozdziałów zostawił swój ślad – w zbiorowej pamięci, w obrazach Polaków i Ukraińców obecnych w kulturze, w polityce, a także w rodzinnych wspomnieniach.
W tej książce opowiadam o wybranych epizodach z historii Ukrainy, które – w moim przekonaniu – odegrały istotną rolę w kształtowaniu relacji z Polską. Skupiam się przede wszystkim na wydarzeniach i symbolach głęboko zakorzenionych w polskiej pamięci zbiorowej – tych, które dobrze znam i które, jak sądzę, od czasów szkoły podstawowej przekazywano mojemu pokoleniu (dzisiejszych trzydziestolatków) jako wiedzę elementarną. To właśnie one, niczym kod tożsamości, wciąż kształtują sposób, w jaki Polacy i Ukraińcy postrzegają siebie nawzajem.
Mam nadzieję, że ta opowieść stanie się zaproszeniem do refleksji, rozmowy i budowania lepszego zrozumienia między naszymi narodami.
1 Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, Ustawa z dnia 4 czerwca 2025 r. o ustanowieniu 11 lipca Narodowym Dniem Pamięci o Polakach – Ofiarach Ludobójstwa dokonanego przez OUN i UPA na ziemiach wschodnich II Rzeczypospolitej Polskiej, 2025, https://www.sejm.gov.pl/Sejm10.nsf/PrzebiegProc.xsp?id=5D9362E070C0F271C1258C8F00590B4D [dostęp: 19.06.2025].
2 Ministerstwo Spraw Zagranicznych, Oświadczenie MSZ w sprawie uchwały Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej, 2025, https://poland.mfa.gov.ua/pl/news/oswiadczenie-msz-w-sprawie-uchwaly-sejmu-rzeczypospolitej-polskiej [dostęp: 19.06.2025].
Ukraina przez długi czas kojarzyła mi się przede wszystkim z jej filmowym i literackim obrazem, który od najmłodszych lat kształtował moje spojrzenie na świat. Nawet tytuł tej książki nawiązuje do jednej ze scen z Ogniomistrza Kalenia (filmu zrealizowanego na podstawie powieści Łuny w Bieszczadach Jana Gerharda) – sceny, która wywołała we mnie silne emocje: wzruszenie, lęk i niepokój. O powodach, dla których sięgnąłem właśnie po to skojarzenie, napiszę więcej na końcu tej publikacji. Już teraz chcę jednak zaznaczyć, że bardzo długo moja wizja Ukrainy ograniczała się do kilku dramatycznych obrazów znanych z kina i filmów: Ogniem i mieczem Jerzego Hoffmana, Wołynia Wojciecha Smarzowskiego (niedopuszczonego do dystrybucji kinowej na Ukrainie) oraz właśnie Ogniomistrza Kalenia Ewy i Czesława Petelskich rozgrywającego się w Bieszczadach, na terenach leżących w widłach Sanu, Osławy i Osławicy. To właśnie tam, w latach 1945–1947, toczyły się krwawe walki między Ludowym Wojskiem Polskim (podporządkowanym komunistycznym władzom) a oddziałami UPA oraz polskim podziemiem niepodległościowym.
Przyznam, że dopiero podczas studiów na kierunku stosunki międzynarodowe w Collegium Civitas oraz dzięki kontaktom ze studentami z Ukrainy i naszym wspólnym rozmowom zacząłem porządkować swoją wiedzę na temat stosunków polsko-ukraińskich, szczególnie w ich historycznym wymiarze. W liceum poruszałem się w tym obszarze raczej chaotycznie, co utrudniało mi zrozumienie szerszego kontekstu. Dopiero rozmowy studenckie pozwoliły mi lepiej pojąć, jak kształtował się charakter narodu ukraińskiego. Istotne okazały się zwłaszcza refleksje nad początkami ukraińskiej państwowości, które w wielu aspektach przypominają nasze własne początki z czasów Piastów i już wówczas krzyżowały się z historią Polski. Tak jak Polacy odwołują się do dziedzictwa Piastów, tak Ukraińcy chętnie nawiązują do tradycji Rurykowiczów i spuścizny Rusi Kijowskiej.
Ruś Kijowska – potężne państwo wschodniosłowiańskie, które powstało pod koniec IX wieku i przez kolejne stulecia odgrywało istotną rolę w kształtowaniu struktur politycznych oraz tożsamości dzisiejszej Ukrainy, Białorusi i części Rosji. Te trzy narody wywodzą się ze wspólnoty plemion wschodniosłowiańskich, na podstawie których uformowało się na przełomie IX i X wieku właśnie to państwo. Jego obszar na północy sięgał aż po Morze Białe.
Według Powieści minionych lat Nestora, najstarszego, znanego źródła historycznego Rusi, jej założycielem był Ruryk, wódz Waregów, skandynawskich wikingów, pochodzących głównie z dzisiejszej Szwecji, który około 862 roku osiedlił się w Nowogrodzie na zaproszenie zbuntowanej ludności. Po śmierci Ruryka, gdy jego syn Igor był jeszcze zbyt mały, władzę przejął jego krewny Oleg, który zjednoczył kilka lokalnych ośrodków władzy i przeniósł stolicę do Kijowa.
W 907 roku Oleg wyruszył na wyprawę przeciwko Konstantynopolowi (dziś Stambuł). Skutkiem tej wyprawy był traktat pokojowy z cesarzem Leonem VI oraz podpisanie w 911 roku pierwszej znanej umowy handlowej między Rusią a Bizancjum. W kolejnych stuleciach rozwój szlaków kupieckich prowadzących ku Morzu Czarnemu nabierał dla Rusi Czerwonej ogromnego znaczenia. Stały się one nie tylko źródłem bogactwa, lecz także polem rywalizacji między Polską, Litwą, Węgrami i Tatarami o wpływy na tych terenach. Ten, kto potrafił utrzymać nad nimi kontrolę, bogacił się oraz mógł prowadzić zyskowną politykę handlową3.
Na przełomie IX i X wieku Ruś Kijowska toczyła wojny z Bizancjum, odpierała najazdy Pieczyngów – koczowniczych plemion tureckich istniejących od VIII do XII wieku, od których wywodzą się współcześni Turkmeni i Turcy – a także zawierała z nimi doraźne sojusze. W 944 roku książę Igor poprowadził wyprawę nad Dunaj, w której uczestniczyli również normańscy wojownicy.
Po śmierci Igora w 945 roku władzę objęła księżna Olga, jego żona – i pierwsza władczyni Rusi, która przyjęła chrzest w obrządku bizantyjskim. Jej działania spotkały się jednak z chłodnym przyjęciem Konstantynopola. Olga zwróciła się zatem ku światu łacińskiemu i poprosiła o chrystianizację ze strony Niemiec, jednak misja biskupa Adalberta zakończyła się niepowodzeniem.
Dopiero Włodzimierz Wielki, wnuk Igora, doprowadził w 988 roku do formalnego przyjęcia chrztu i wprowadzenia na Rusi chrześcijaństwa obrządku greckiego. Jednocześnie związał się politycznie z Bizancjum przez małżeństwo z Anną, siostrą cesarza Bazylego II. Wydarzenia te trwale włączyły Ruś Kijowską w krąg kultury bizantyjsko-słowiańskiej oraz zapoczątkowały głębokie przemiany społeczne i religijne. Włodzimierz stał się zarazem jednym z pierwszych świętych czczonych dziś przez prawosławnych Ukraińców, Białorusinów i Rosjan. Jest także świętym Kościoła katolickiego.
Pozwolę sobie na osobistą dygresję – od zawsze interesowały mnie ciekawostki i znaczenia imion. Włodzimierz I Wielki według historyków mógł pierwotnie nosić imię „Waldemar”, co przypomina o nordyckich korzeniach dynastii Rurykowiczów. Mimo to w tradycji utrwaliła się słowiańska wersja „Włodzimierz”. Ten szczegół ma dla mnie specjalne znaczenie – tak nazywa się mój brat bliźniak, a w zestawieniu z naszym bardzo ukraińskim nazwiskiem imię to nabiera dodatkowego sensu.
Choć oczywiście nasi rodzice nie kierowali się postacią świętego. Imieniny Waldemara przypadają 11, a Dariusza (czyli moje) 19 grudnia, zatem myślenie mojego ojca było proste: dobre imiona, blisko siebie w kalendarzu, chłopaki dostaną prezenty w tym samym czasie i nie będzie płaczu.
Wracając do meritum, za panowania Jarosława Mądrego (1019–1054) Ruś osiągnęła szczyt potęgi. Kijów stał się jednym z największych ośrodków chrześcijańskiego Wschodu. Adam z Bremy nazwał go „wspaniałą ozdobą Grecji” (mając na myśli Bizancjum), a biskup Thietmar z Merseburga donosił o 400 cerkwiach i ośmiu rynkach w mieście. Choć liczby te mogą być przesadzone, oddają skalę urbanizacji i bogactwa stolicy Rusi Kijowskiej.
Symbolem tej epoki stał się sobór Mądrości Bożej, zwany Sofijskim, wzniesiony w Kijowie – wzorowany na Hagia Sophia w Konstantynopolu – do dziś jedno z najcenniejszych dzieł architektury staroruskiej. Jarosław Mądry stworzył także „Prawdę Jarosława”, pierwszą część pierwotnego zbioru praw Rusi Kijowskiej, zwanego Ruską Prawdą, oraz prowadził aktywną politykę dynastyczną. Jego siostra Dobroniega poślubiła księcia Kazimierza I Odnowiciela, a ich córki wyszły za władców Francji, Węgier i Norwegii.
Należy jednak pamiętać, że początki tych relacji nie były łatwe i często budziły wzajemne animozje – w 1013 roku Jarosław odmówił oddania ręki swojej siostry Bolesławowi Chrobremu, co doprowadziło do jej uprowadzenia przez polskiego księcia.
Wydarzenia te miały istotne znaczenie polityczne zarówno w kontekście relacji dynastycznych, jak i przynależności terytorialnej.
Jak podaje Marian Mroczko w książce Lwów: zarys dziejów i zabytki, według najstarszej wzmianki historycznej Nestor, mnich z klasztoru pieczerskiego i wspomniany już autor Powieści minionych lat, pisał, że Włodzimierz „szedł ku Lachom i zajął ich grody: Przemyśl, Czerwień i inne”4.
Oznacza to, że polski władca jako pierwszy najechał te tereny i uznał je za swoje. Jednakże podczas wojny Bolesława Chrobrego z cesarzem niemieckim Henrykiem II Polska nie była w stanie skutecznie ich obronić. Dopiero po zawarciu pokoju w Budziszynie w 1018 roku Bolesław wyruszył na Kijów, aby osadzić na tronie Świętopełka, swojego zięcia i syna Włodzimierza Wielkiego, który po śmierci ojca został wygnany z Rusi. Wyprawa zakończyła się sukcesem: Bolesław zdobył Kijów i osadził Świętopełka na tronie. Triumf okazał się jednak krótkotrwały – Jarosław uderzył z Nowogrodu i szybko wyparł księcia, któremu nadano przydomek „Przeklęty”.
Choć był to burzliwy epizod, z opisów historii wynika, że właśnie te nieudane początki, a następnie polityka dynastyczna Jarosława Mądrego wzmocniły więzi między Piastami a dynastią Rurykowiczów. Polska z Ukrainą (Rusią Kijowską) – podobnie jak później z Litwą oraz dynastiami Giedyminowiczów i Jagiellonów – budowała relacje z sąsiadami przez więzi krwi, sojusze i konflikty, kierując się wspólnymi interesami politycznymi.
Po śmierci Jarosława Mądrego (1054) rozpoczął się proces rozbicia dzielnicowego, w trakcie którego w pierwszej połowie XIII wieku wyłoniło się Państwo Moskiewskie. Władza na Rusi została podzielona między pięciu synów Jarosława, co z czasem osłabiło autorytet Kijowa i doprowadziło do fragmentacji państwa. Brak postaci na miarę Władysława I Łokietka sprawił, że rozbite księstwa Rusi nigdy nie zostały ponownie zjednoczone.
Wśród nich w połowie XII wieku wyróżniały się Księstwo Halickie ze stolicą w Haliczu, rządzone przez Romanowiczów – jedną z linii Rurykowiczów, blisko spokrewnioną z polskimi Piastami, oraz księstwo włodzimiersko-wołyńskie z ośrodkiem we Włodzimierzu. W 1199 roku książę wołyński Roman połączył Wołyń i Halicz – powstało wówczas Księstwo Halicko-Włodzimierskie (znane także jako Ruś Halicko-Wołyńska) – oraz zdobył tron kijowski. Jego państwo było zaliczane do największych w Europie. Po śmierci Romana (1205) jego syn Daniel otrzymał Halicz i grody pograniczne, a jego brat Wasylko – Wołyń. Z czasem, dzięki współpracy, stworzyli silny ośrodek władzy na południowej Rusi.
Złoty wiek Rusi Kijowskiej dobiegł końca wraz z klęską wojsk rusko-połowieckich w 1223 roku w bitwie nad Kałką, gdzie poniosły one druzgocącą porażkę z rąk Mongołów. Ostateczny cios tej formacji państwowej zadało zdobycie i zniszczenie Kijowa w 1240 roku podczas kolejnego najazdu mongolskiego. W rezultacie północne tereny Rusi znalazły się pod zwierzchnictwem Złotej Ordy i przez prawie dwa stulecia pozostawały pod jej wpływem.
Dzieje tych ziem z tego okresu wydają się słabo zbadane – w publikacjach dotyczących stosunków polsko-ukraińskich nie natrafiłem na bardziej szczegółowe opracowania tego czasu. W rozmowie z przyjaciółką z Mongolii dowiedziałem się, że podbój północnych terenów Rusi Kijowskiej leżał na krańcu mongolskich wypraw, przez co Mongołowie nie panowali tam wystarczająco długo. W mongolskich przekazach akcentuje się przede wszystkim ich innowacyjność wojskową i zdolność wzbudzania strachu, a chan ustanowił system rządów Złotej Ordy oparty na scentralizowanej kontroli, lokalnej autonomii i ściąganiu trybutu. Zdecydowałem się jednak nie zagłębiać w dzieje tych północnych terytoriów, ponieważ dla zarysu relacji polsko-ukraińskich bardziej dokładny opis wydaje się zbędny.
W literaturze dotyczącej tego okresu, w kontekście stosunków polsko-ukraińskich, zwraca się uwagę przede wszystkim na zachodnie i południowe tereny, które znalazły się pod kontrolą Wielkiego Księstwa Litewskiego oraz wspomnianego już Księstwa Halicko-Włodzimierskiego. O te ziemie rywalizowali Litwini, Polacy i Węgrzy, ale o tym za chwilę.
Jeśli chodzi o dwustuletni okres panowania Mongołów, to dodam jeszcze, że podczas spaceru po Lwowie – oprowadzany przez licencjonowaną ukraińską przewodniczkę – wspólnie doszliśmy do wniosku, iż elity ruskie koncentrowały się wówczas głównie na ratowaniu własnych majątków i pozycji, nie dostrzegając realnych możliwości odbudowy potęgi dawnej Rusi Kijowskiej. Taka postawa utrzymywała się aż do momentu ich stopniowego wchłonięcia przez szlachtę litewską, która po mongolskim podboju zaczęła przejmować ziemie dawnej Rusi. Proces ten nasilił się w XIV wieku wraz z ekspansją Wielkiego Księstwa Litewskiego, a swoją kulminację osiągnął w wyniku unii lubelskiej z 1569 roku, kiedy to województwa kijowskie, wołyńskie i bracławskie zostały formalnie włączone do Korony, a tym samym do Rzeczypospolitej Obojga Narodów.
Ilustracją tego procesu może być choćby historia rodu Połowców-Różynowskich, opisana w książce, na którą natrafiłem w jednym z lwowskich antykwariatów5. Byli to kniaziowie tatarsko-ruscy, których losy częściowo splatały się z okresem mongolskiego najazdu. Według rodzinnej tradycji ród ten wywodził się od połowieckiego chana Tuhorchana, teścia Świętopełka II. Połowcy – lud tureckiego pochodzenia – z czasem zasymilowali się z kulturą Rusi i odegrali istotną rolę w historii regionu. Różynowscy przetrwali czasy najazdów, a w kolejnych wiekach weszli w służbę książąt litewskich, pozostawiając po sobie ślad w postaci licznych sporów majątkowych i procesów, które toczyły się aż do XIX wieku.
Wielka i główna narracja historyczna dotycząca relacji polsko-ukraińskich skupia się na Księstwie Halicko-Włodzimierskim. Co ważne, znaczenie tych terenów w ukraińskiej historiografii nie ogranicza się jedynie do średniowiecza – od XII wieku aż po czasy współczesne odgrywały one istotną rolę zarówno w stosunkach z Polską, jak i w dziejach Ukrainy oraz kształtowaniu jej państwowości.
O historii Lwowa – miasta, które obok Halicza i Włodzimierza było jednym z głównych ośrodków tego księstwa – opowiem szerzej w rozdziale IV. Skupię się wówczas na jego roli w relacjach polsko-ukraińskich. Muszę jednak przyznać, że to właśnie podczas mojego pobytu we Lwowie zacząłem „łączyć kropki” i szybko natrafiłem na tytułową minę. Wrócę do tego w kolejnych rozdziałach, ale to, co natychmiast rzuca się w oczy, to wszechobecność Bandery we Lwowie, szczególnie w formie atrakcji turystycznych. Dla nas, Polaków, jest to nie tylko zaskakujące, lecz zwyczajnie i mówiąc delikatnie niewłaściwe. Byliśmy z przyjacielem, który towarzyszył mi w podróży, skonsternowani, gdy natrafiliśmy na „plastikowy banderyzm”, o którym wcześniej tylko słyszałem.
Każde niepodległe państwo ma pełne prawo do wyboru swoich bohaterów narodowych. Dla polskich turystów, którzy znają ideologię ukraińskiego nacjonalizmu Dmytra Doncowa – przyjętą przez OUN pod przewodnictwem Bandery, a opartą na wzorcach europejskich prądów faszystowskich – oraz wiedzą, jakie metody stosowały OUN i UPA wobec ludności polskiej i ukraińskiej w dążeniu do niepodległości na terenach wcielonych do ZSSR po pakcie Ribbentrop–Mołotow, zderzenie z tym zjawiskiem budzi emocje. I raczej się to nie zmieni – ale właśnie dlatego warto o tym rozmawiać. Nie inaczej jest w tej książce.
Zderzenie się z tym jest dla nas – Polaków – trudne, ale w dużej mierze wynika z braku wspólnej, systematycznej pamięci o tych sprawach między Polską a Ukrainą. O ten informacyjny chaos i towarzyszące mu poczucie zagubienia obarczam przede wszystkim odpowiedzialnością polityków oraz ogólnodostępne media, które zbyt rzadko podejmują próbę rzetelnej, spokojnej rozmowy o trudnej historii – rozmowy ukazującej różne punkty widzenia i uczciwie poszukującej zrozumienia oraz wzajemnego rozliczenia win.
Po śmierci ostatnich Romanowiczów w 1323 roku król Polski Władysław I Łokietek – przy wsparciu Węgier – osadził na tronie halickim księcia mazowieckiego Bolesława Trojdenowicza. Tenże jako Jerzy II przyjął prawosławie. Jego rządy były częścią szerokiego polsko-litewsko-węgierskiego porozumienia wzmocnionego przez małżeństwo Kazimierza III Wielkiego z Aldoną Giedyminówną.
W 1338 roku, podczas zjazdu monarchów w Wyszehradzie, Jerzy II zobowiązał się prawdopodobnie do przekazania tronu halickiego Kazimierzowi w przypadku swojej śmierci. Gdy dwa lata później został otruty, Kazimierz objął władzę, lecz spotkał się z oporem miejscowego bojarstwa i Tatarów. Zdołał jednak przejąć kontrolę nad Rusią Halicką i mianował Dymitra Deltę swoim starostą.
Realizowany przy wsparciu Węgier program podporządkowania ziem ruskich był elementem szerszego planu politycznego, w którym Polska i Węgry, choć z pozoru rywalizujące o wpływy, współdziałały w celu utrzymania równowagi w regionie. W kancelarii królewskiej w Budzie konsekwentnie używano określenia „Królestwo Rusi” – nie tylko jako nazwy geograficznej, lecz także jako wyrazu uznania dla jej odrębności i znaczenia. Podobnie postępowano w otoczeniu Kazimierza III Wielkiego, co może wskazywać na próbę stworzenia unii personalnej, a nie bezpośredniej inkorporacji tych ziem do Królestwa Polskiego6.
Ostateczne rozstrzygnięcie kwestii Rusi przyniósł Władysław II Jagiełło. W 1385 roku zawarł unię w Krewie, która połączyła Królestwo Polskie z Wielkim Księstwem Litewskim. Tym samym powstał potężny organizm państwowy, obejmujący rozległe tereny dawnej Rusi, zdolny przeciwstawić się rosnącej potędze Moskwy oraz wpływom Węgier.
W 1387 roku Polska odzyskała Ruś Halicką, którą od kilkunastu lat kontrolowali Węgrzy. Utrata tych ziem przez Węgry była symbolicznym potwierdzeniem wzrostu siły nowej unii polsko-litewskiej. Jedynie Bukowina – południowo-wschodni skrawek tych terytoriów – dostała się pod zwierzchnictwo hospodarów mołdawskich. Polska, nie chcąc tracić wpływów w regionie, nawiązała z nimi stosunki wasalne, umacniając tym samym swoją obecność na południowo-wschodnim pograniczu.
Tak oto Ruś przestała istnieć jako jednolite państwo, przekształcając się w mozaikę księstw, miast i lokalnych wspólnot, które coraz częściej podlegały obcym dynastiom lub stawały się przedmiotem międzynarodowych układów. Proces ten toczył się równolegle na wschodzie i zachodzie. Z jednej strony Księstwo Moskiewskie rosło w siłę, zwłaszcza w XV i XVI wieku, realizując ideę „Trzeciego Rzymu” i roszcząc sobie prawa do dziedzictwa Bizancjum. Z drugiej strony Polska i Litwa, tworząc wspólną monarchię, budowały nową strukturę państwową, w której ziemie ruskie odgrywały ważną, choć nie zawsze równorzędną rolę.
Bogumił Grott, historyk specjalizujący się w dziejach polsko-ukraińskich, wskazywał, że ziemie ukraińskie znalazły się w granicach Rzeczypospolitej na mocy unii lubelskiej zawartej dobrowolnie przez ówczesne elity litewskie, do których należała także południowa Ruś. Ważnym spostrzeżeniem jest to, że związek ten nie został wymuszony siłą oręża ani narzucony polityką hegemoniczną. Według profesora podstawą była atrakcyjność polskiej kultury politycznej i ustroju dla warstwy bojarskiej zamieszkującej ziemie nad Dnieprem, Bohem, Słuczą czy Horyniem. Z czasem Rusini koronni stopniowo zlewali się z polskim narodem szlacheckim i w większości przyjmowali katolicyzm, choć część z nich pozostawała przy obrządku wschodnim jako unici lub prawosławni. Podczas gdy niższe warstwy społeczne trwały przy prawosławiu, określenie gente Ruthenus, natione Polonus (z rodu Rusin, z narodowości Polak) było czymś zupełnie normalnym aż do połowy XIX wieku, kiedy ziemie te znalazły się pod panowaniem katolickiej Austrii.
Otwartość bojarów na tę asymilację, a właściwie na korzystanie z możliwości, jakie dawał ustrój Rzeczypospolitej, wynikała z wyraźnej różnicy między szlachtą polską a ruską. Na Rusi panowało głębsze zróżnicowanie tego stanu niż w Koronie. Obok książąt i panów istniała liczna warstwa bojarów o niższym statusie majątkowym i prawnym. Zależni lennie od możnych, pozbawieni pełnej wolności osobistej oraz prawa swobodnego dysponowania ziemią bojarzy dostrzegli w panowaniu polskim szansę na uzyskanie swobód i przywilejów znanych im z Korony. Przyjęli polskie prawa, szybko zatracając odrębność narodową i wyznaniową, jaka dotąd dzieliła ich od szlachty polskiej, i w krótkim czasie ulegli polonizacji.
Wiele rodów ruskich, takich jak Boratyńscy, Drohojowscy, Orzechowscy czy Sienieńscy, dobrowolnie przyjęło język, obyczaje i kulturę polską. Z początkiem XVII wieku proces ten był w zasadzie zakończony, a jedynie drobna szlachta zagrodowa – Czajkowscy, Dobrzańscy, Jaworscy, Stupniccy, Uruscy, Ustrzyccy, Witwiccy, Wysoczańscy i inni – dłużej zachowywała poczucie odrębności, choć i ona w XVII–XVIII wieku stopniowo się spolszczyła7.
Jednocześnie wywodzenie się z ruskiej szlachty nie przeszkadzało w osiągnięciu wysokiego statusu w Rzeczypospolitej wśród rodów magnackich, a nawet w wyborze na tron Polski, czego przykładem są Michał Korybut Wiśniowiecki i Jan III Sobieski.
Czytając o procesie polonizacji ruskiej szlachty, natknąłem się na propozycję części historyków polskich i ukraińskich, aby zastąpić termin „polonizacja” określeniem „rzeczpospolityzacja”. Uważam to za trafny zabieg, który dobrze oddaje istotę tej asymilacji. Szlachta ruska w istocie nie chciała funkcjonować poza głównym nurtem kultury i ustroju, który wówczas się wykształcił. Był on atrakcyjny i umożliwiał jej cywilizacyjny rozwój. Późniejszy regres tego procesu wynikał z rosnącej pychy oligarchii magnackiej i szlachty średniej stawiającej własny interes ponad dobro państwa, które przecież było wspólnym domem. Jest to przykład tego, że i ówcześni politycy – jak dziś potocznie mówi się o niedopełnianiu wyborczych obietnic – „nie dowozili”.
Wracając jednak do sedna, to właśnie w granicach Rzeczypospolitej znalazły się ziemie, które niegdyś stanowiły trzon Rusi Kijowskiej: Wołyń, Podole, Ruś Czerwona, Polesie oraz Kijowszczyzna. Ludność tych obszarów – głównie ruskojęzyczna, prawosławna i silnie zakorzeniona w lokalnych tradycjach – została włączona w struktury unii politycznej i kulturowej, która przez kolejne stulecia kształtowała tożsamość zarówno Polaków, jak i Ukraińców.
W wyniku ekspansji na wschód Polska utraciła swój pierwotny, jednolity charakter narodowy. Obok Polaków i Litwinów w Rzeczypospolitej żyli także Ormianie, Wołosi, Węgrzy, Cyganie, Czesi, Rusini i Niemcy, co sprawiało, że była ona wspólnotą niezwykle zróżnicowaną pod względem społecznym i kulturowym.
W pracy Tolerancja narodowościowa w dawnej Polsce Przemysława Dąbkowskiego, profesora Uniwersytetu Lwowskiego, zakupionej przeze mnie minionego lata we lwowskim antykwariacie przy ulicy Łesi Ukrainki 8, przeczytamy, że każda z grup różniących się językiem, wyznaniem i obyczajami współistniała w ramach złożonej, wielonarodowej struktury. W jej obrębie kształtowały się również wewnętrzne zróżnicowania – tak pod względem pozycji społecznej, jak i wpływów kulturowych8.
Polityka unii lubelskiej (1569) jeszcze bardziej wzmocniła tę różnorodność, jednocześnie tworząc system państwowy, w którym różnice kulturowe i religijne stanowiły zarówno źródło bogactwa, jak i przyczynę napięć.
Wśród ludności ruskiej przeważali włościanie, czyli chłopi zamieszkujący głównie tereny wiejskie. Po wprowadzeniu przez Polskę prawa niemieckiego w 1425 roku zyskali oni wolność osobistą oraz prawo do posiadania i użytkowania gruntów na własnych warunkach. W zamian jednak byli zobowiązani do płacenia czynszów, świadczeń w naturze oraz wykonywania robocizny – pańszczyzny, która początkowo była łagodna, lecz z biegiem czasu stawała się coraz bardziej uciążliwa.
Wśród tej ludności byli i tacy, którzy szczególnie cenili sobie wolność i byli gotowi uciekać przed narzucanymi ograniczeniami – nie tylko prawnymi, lecz także wynikającymi z rosnącej presji feudalnej. Profesor Dąbkowski pisał, że nie zamierza bronić zasady pańszczyzny – istniała ona historycznie niemal wszędzie i stanowiła etap wielkiej ewolucji gospodarczej oraz społecznej. Jednakże, jak pokazała historia, narzucanie chłopom coraz surowszych obowiązków prowadziło do wzrostu napięć społecznych, buntów i migracji, a w kontekście naszych relacji z Ukrainą – do kształtowania się specyficznych formacji kozackich, o których opowiadam w rozdziale II.
Tuż po zawarciu unii lubelskiej (1569) trudno było jeszcze mówić o istnieniu narodu ukraińskiego w nowoczesnym rozumieniu. Wydarzenia polityczne, społeczne i militarne XVII wieku zaczęły jednak kształtować podwaliny przyszłej, ukraińskiej tożsamości narodowej. To właśnie w tym okresie zaczęto powszechnie używać nazwy „Ukraina” na określenie południowo-wschodnich ziem Rzeczypospolitej Obojga Narodów, leżących po obu stronach Dniepru.
Podział tych terytoriów na Ukrainę Lewo- i Prawobrzeżną (Lewobrzeże i Prawobrzeże) był następstwem wojny polsko-rosyjskiej zakończonej rozejmem andruszowskim (1667), a później potwierdzonej traktatem Grzymułtowskiego (1686). W wyniku tych porozumień część ziem kozackich – w tym Zaporoże – została odłączona od Korony Królestwa Polskiego i włączona do carstwa rosyjskiego. Ukraina Lewobrzeżna, wraz z Kijowem, znalazła się pod panowaniem rosyjskim, natomiast Ukraina Prawobrzeżna pozostała w granicach Rzeczypospolitej, aby po rozbiorach trafić głównie pod kontrolę monarchii Habsburgów. Na Lewobrzeżu rozwijały się m.in. posiadłości rodu Wiśniowieckich, a sam Kijów zachował status miasta królewskiego.
Kozacy, odgrywający coraz większą rolę w polityce regionu, często komplikowali stosunki Rzeczypospolitej z imperium osmańskim, organizując zbrojne najazdy na jego terytoria. Nie akceptowali również podziału Ukrainy – wielokrotnie podejmowali próby zjednoczenia jej ziem pod władzą cara. Z czasem ich działania coraz wyraźniej wpisywały się w interesy Moskwy, której celem stało się utrwalenie wpływów i podporządkowanie Kozaków w ramach tzw. polityki zbierania ziem ruskich9.
Po stłumieniu powstania Pawluka (1637) Sejm Rzeczypospolitej uchwalił ordynację wojsk zaporoskich, która znacznie ograniczyła kozacką autonomię. Oddziały Kozaków zostały podporządkowane hetmanowi wielkiemu koronnemu, który mianował oficerów. Co więcej, komisarz kozacki (dowódca Kozaków rejestrowych) oraz sześciu pułkowników musiało pochodzić ze stanu szlacheckiego. Stacjonujące na Siczy pułki oraz twierdza Kudak miały za zadanie pilnować przestrzegania zakazu organizowania samowolnych wypraw wojennych, zwłaszcza w kierunku Morza Czarnego.
Ograniczenie wolności i samodzielności Kozaków doprowadziło do wybuchu powstania Bohdana Chmielnickiego w 1648 roku, które zakończyło się zawarciem ugody perejasławskiej z carstwem rosyjskim w roku 1654. Na jej mocy utworzono dwa hetmanaty: Lewobrzeże (Zadnieprze), które z czasem zostało podporządkowane Rosji, i Prawobrzeże, które pozostało formalnie w granicach Rzeczypospolitej. W 1764 roku car zlikwidował urząd hetmana, a kozackie pułki zostały wcielone do armii rosyjskiej. W 1781 roku Ukrainę Lewobrzeżną podzielono na trzy namiestnictwa, a w roku 1796 powstała gubernia małorosyjska, przekształcona w 1802 roku w dwie jednostki administracyjne – gubernie czernihowską i połtawską. Taki podział przetrwał aż do rewolucji lutowej w 1917 roku.
Tożsamość mieszkańców tych ziem kształtowała się zatem zarówno na podstawie dziedzictwa Rusi Kijowskiej, jak i pod wpływem skomplikowanych relacji politycznych w ramach Rzeczypospolitej, a następnie narastającej dominacji Rosji, Tatarów krymskich, a nawet Szwecji. Szczególną rolę w tym procesie odegrali wspomniani już Kozacy, którzy w XVII wieku stali się nie tylko istotnym elementem wewnętrznej struktury państwowej Rzeczypospolitej, lecz także samodzielnym podmiotem polityki międzynarodowej. Ich liczne starcia z Tatarami – lennikami sułtana osmańskiego – prowadziły do ciągłych wypraw i najazdów sięgających nawet okolic Stambułu. W 1620 roku, podczas odwrotu spod Cecory, zginął hetman wielki koronny Stanisław Żółkiewski. Rok później Osman II zorganizował wyprawę odwetową, która zakończyła się klęską Turków pod Chocimiem. Wtedy też zmarł hetman Jan Karol Chodkiewicz, a dowództwo nad obroną twierdzy chocimskiej objął książę Stanisław Lubomirski10.
Zwycięstwo pod Chocimiem zostało uznane w Europie za triumf chrześcijaństwa. Dla Kozaków było natomiast początkiem wzrostu ich znaczenia militarnego i politycznego – znaczenia, które pod koniec XVII wieku wyniosło ich z pozycji wewnętrznego komponentu Rzeczypospolitej do roli samodzielnego gracza na arenie międzynarodowej11.
Opowieść o Kozaczyźnie pełna jest dramatyzmu, złożoności i sprzeczności – w kolejnym rozdziale postaram się przybliżyć jej najbardziej istotne aspekty i nadać im historyczny porządek.
3 Paweł Jasienica, Polska Piastów, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1996, rozdz. Corona Regni Poloniae, s. 327.
4 Marian Mroczko, Lwów: zarys dziejów i zabytki, Wydawnictwo Uniwersytetu Gdańskiego, Gdańsk 1990, rozdz. I: Lwów w dawnej Rzeczypospolitej, s. 3.
5 Franciszek Rawita-Gawroński, Studya i szkice historyczne, Serya II: Losy wielkiej fortuny na kresach ukraińskich, Towarzystwo Wydawnicze, Lwów 1900, s. 4–5.
6 Jerzy L. Wyrozumski, Historia Polski, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1986, rozdz. VI: O nowy kształt państwa, podrozdz.: Wcielenie do Polski Rusi Halicko-Wołodymierskiej, s. 162–164.
7 Przemysław Dąbkowski, Tolerancja narodowościowa w dawnej Polsce, Nakładem Towarzystwa Miłośników Przeszłości Lwowa, Lwów 1932, s. 4–5.
8 Ibidem, s. 2.
9 Jan Perlenia, Stanowisko Rzeczypospolitej szlacheckiej wobec sprawy Ukrainy na przełomie XVII–XVIII w., Polska Akademia Nauk, Warszawa 1963, s. 261.
10 Tom Brosnahan, Turcja część zachodnia. Praktyczny przewodnik, rozdz. Stosunki polsko-tureckie, Wydawnictwo Pascal, Bielsko-Biała 1994, s. 26–31.
11 Andrzej B. Perkal, Rzeczypospolita Obojga Narodów a Ukraina. Stosunki dyplomatyczne w latach 1648–1659, rozdz. Dyplomacja Rzeczypospolitej w siedemnastym wieku, Księgarnia Akademicka, Kraków 2010, s. 15.
OD AUTORA
WSTĘP
ROZDZIAŁ I. POCZĄTKI WSPÓLNEJ HISTORII
Początki państwowości ukraińskiej – dziedzictwo Rusi Kijowskiej
Upadek jedności Rusi i rola Księstwa Halicko-Włodzimierskiego
Przyłączenie Rusi Halickiej do Królestwa Polskiego
Rzeczpospolita Obojga Narodów – spadkobierczyni Rusi Kijowskiej
Kozacy i podział Ukrainy na Lewo- i Prawobrzeże
Cover
