Na krańcu świata (Światowe Życie) - Caitlin Crews - ebook
Opis

Małżeństwo Susannah i Leonidasa było zaaranżowane, mimo to Susannah miała nadzieję na szczęśliwy związek. Jednak Leonidas w noc poślubną zostawił ją i wyjechał w interesach. Zaraz potem dowiedziała się, że jego samolot się rozbił. Ponieważ nie znaleziono ciała, Susannah z pomocą detektywów rozpoczyna poszukiwania. Po czterech latach natrafia na ślad Leonidasa w Górach Skalistych. Bez wahania wyrusza, by odnaleźć męża i poznać prawdę…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 138

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Caitlin Crews

Na krańcu świata

Tłumaczenie:Agnieszka Baranowska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Zwą go Hrabią – burknął mężczyzna, prowadząc ją głębiej i głębiej w głuszę. Susannah Betancur nie mogła się nadziwić, skąd w dwudziestym pierwszym wieku brali się ludzie nadal ubierający się w flanelowe spodnie i kraciaste marynarki. – Nikt nigdy nie używa jego imienia, zawsze tylko: Hrabia. Traktują go jak boga.

– Boga czy bożka? – zapytała, choć, jeśli Hrabia był mężczyzną, którego szukała, nie miało to znaczenia.

Jej przewodnik rzucił jej bystre spojrzenie.

– Na tej wysokości to chyba jedno i to samo, proszę pani.

Wspinali się po zboczu wzgórza, choć Susannah nazwałaby je raczej górą, ale dla niej wszystko w amerykańskich Górach Skalistych wydawało się ogromne. Dziki Zachód przywitał ją niekończącymi się łańcuchami oszałamiających wzniesień pokrytych iglakami. Najwyższą z gór nazwano Małym Szczytem, jakby w obliczu takiego splendoru natury pokora w nazewnictwie wydawała się jedyną słuszną postawą.

– Bardzo zabawne – mruknęła pod nosem, z całych sił starając się nie przewrócić i nie sturlać z powrotem na sam dół wzgórza.

Ze zmęczenia i ekscytacji zaczynało jej się kręcić w głowie. Najpierw jechali samochodem, błotnistą i wyboistą ścieżką, która w Idaho uchodziła za drogę. Kiedy zrezygnowana uznała, że nigdy już nie dojadą do celu, a jej żołądek nigdy już nie trafi z powrotem na swoje miejsce, przewodnik zatrzymał się w środku gęstego lasu i oznajmił, że resztę drogi do „ośrodka” muszą przebyć piechotą. Po wielogodzinnym locie z Rzymu Susannah nie miała najmniejszej ochoty na wspinaczkę, ale nie widziała innego wyjścia – musiała doprowadzić sprawy do końca. Postanowiła skupić się na stawianiu kolejnych kroków. Żałowała jedynie, że nie przewidziała pieszych wycieczek po dzikich ostępach i ubrała się w kaszmirowy płaszczyk, wełnianą sukienkę i kozaki, których zdradliwe, choć niewysokie obcasy nie ułatwiały wspinaczki. Oczywiście wszytko w czerni, by nikt nie miał wątpliwości, że wdowa Betancur pogrążona jest w żałobie.

– Jest pani pewna, że nie chce się przebrać? – zapytał przewodnik, gdy wysiadła z prywatnego odrzutowca na lądowisku pośrodku pustkowia. Jej ochroniarze na widok pola zasłanego wrakami samochodów zaczęli się rozglądać z niepokojem.

– W coś mniej…

– Mniej? – powtórzyła, jakby nie zrozumiała sugestii, unosząc groźnie brwi, jak zwykł to robić jej bezlitosny zmarły mąż.

– Tam nie ma drogi – oznajmił przewodnik, zapewne spodziewając się, że Susannah zemdleje z wrażenia. Jakby kilka górek mogło wystraszyć kobietę, która od kilku lat zmagała się z intrygami i prowadzeniem korporacji Betancur, wbrew woli swojej rodziny, rodziny zmarłego męża i rady nadzorczej oraz wszystkich, którzy spodziewali się, że pozwoli im sobą sterować.

– Przydałoby się pani ubranie odpowiednie do surowych warunków, do zmagania się z żywiołem natury.

Susannah zaprotestowała uprzejmie. Nie zamierzała rezygnować z czerni noszonej z uporem w miejscach publicznych od czasu pogrzebu. Jej rodzina i teściowie musieli w końcu pojąć, że młodziutka wdowa po jednym z najbogatszych ludzi świata nie zamierza poddać się ich manipulacjom i ponownie wyjść za mąż, znów oddając komuś władzę nad własnym życiem, niezależnie od tego, jak mocno na nią naciskano. Żałoba dawała jej upragnioną wolność.

Dlatego musiała się udać w odległy zakątek świata i przekonać się, że cztery lata temu Leonidas Cristiano Betancur naprawdę zginął w katastrofie lotniczej. Leciał na spotkanie z potencjalnymi inwestorami, gdy jego samolot runął na ziemię i znikł w nieprzeniknionej gąszczy lasu. Nigdy nie znaleziono ciała znanego biznesmena ani nikogo z jego załogi, ale zdaniem służb ratowniczych ogromny pożar musiał strawić pasażerów i wszystkie dowody.

Susannah nie podzielała ich pewności. W każdym razie nie przekonywała jej kwalifikacja katastrofy, która zdarzyła się ni mniej ni więcej, a w ich noc poślubną, jako nieszczęśliwego wypadku. Zatrudniła przez te lata wielu prywatnych detektywów i spędziła wiele godzin, wpatrując się w niewyraźne zdjęcia srogich brunetów, z których żaden nie był jej mężem. I przez cały ten czas odgrywała rolę zrozpaczonej Penelopy, pogrążonej w rozpaczy i niepotrafiącej nawet myśleć o ponownym zamążpójściu.

Tak naprawdę wcale nie rozpaczała. Ledwie znała najstarszego syna przyjaciół rodziców, którzy zaaranżowali małżeństwo swych pociech. W dniu ślubu Leonidas poklepał ją po policzku jak szczeniaczka i zniknął w połowie wesela, twierdząc, że wzywają go interesy.

– Nie użalaj się nad sobą – zganiła ją matka, gdy zauważyła córkę stojącą samotnie w drzwiach, w wielkiej białej sukni i ze łzami w oczach. – Zostałaś żoną spadkobiercy fortuny Betancurów, więc podejmij decyzję – chcesz być małą księżniczką roniącą łezki w kątku, czy kobietą, z którą należy się liczyć?

Jeszcze przed świtem dotarła do nich wiadomość o tragicznej śmierci Leonidasa. Susannah postanowiła więc, że zostanie kobietą, z którą nie tylko świat, ale przede wszystkim obie rodziny będą się musiały liczyć. Z naiwnej dziewiętnastolatki w zaledwie cztery lata wyrosła świadoma swej siły kobieta, która nie cofnie się przed niczym.

Dlatego teraz wspinała się po zboczu góry w odległym stanie Ameryki do „ośrodka” prowadzonego przez mężczyznę odpowiadającemu rysopisowi Leonidasa. Plotka głosiła, że założył tam sektę.

– Nie jest to chyba jakaś restrykcyjna grupa – pocieszył ją detektyw podczas ich spotkania w jej rzymskim domu położonym tuż przy głównej siedzibie firmy. – Nie powinni cię ani uwięzić, ani tym bardziej zabić – dodał.

– W takim razie zapowiada się miła wycieczka – parsknęła z wystudiowaną nonszalancją, ale w środku drżała z podniecenia.

Jej mąż żył. Wystarczyło jedno spojrzenie na zdjęcie atletycznego bruneta w białej powłóczystej szacie. Miał dłuższe włosy, nowe blizny, ale Susannah nie miała wątpliwości. Rozpoznała błyszczące bezlitośnie oczy. Leonidas żył. Nie dziwiło jej nawet, że został guru jakiejś sekty – predestynowało go do tego doświadczenie w bezpardonowej walce z nie zawsze uczciwymi konkurentami do objęcia władzy nad korporacją Betancurów. Przez ostatnie cztery lata przekonała się boleśnie, że niektórzy z nich nie cofnęliby się przed niczym, by zarobić więcej.

Rola wdowy po Leonidasie dawała jej nad nimi pewną przewagę, ale jej pozycja wzmocniłaby się jeszcze bardziej, gdyby zdołała wskrzesić zmarłego tragicznie męża. Wtedy sam musiałby prowadzić ten swój przeklęty biznes. A ona zaczęłaby żyć tak, jak chciała – rozwiodłaby się i w wieku dwudziestu czterech lat uwolniłaby się od Betancurów. Byłaby wolna.

– Co mówią o Hrabim? – zapytała idącego przed nią raźnym krokiem przewodnika. – Jest życzliwy ludziom czy wręcz przeciwnie?

Przewodnik tylko wzruszył ramionami.

– Sekciarz to sekciarz – burknął.

Nie naciskała, zwłaszcza że doszli wreszcie do ośrodka. Pojawił się nagle – z gęstego lasu wyszli na niewielką polankę otoczoną drutem kolczastym, kamerami umieszczonymi na słupach i znakami ostrzegawczymi przestrzegającymi przed wdzieraniem się na teren prywatny.

– Dalej nie idę – poinformował ją przewodnik, stając na skraju lasu.

Susannah pamiętała, że tak się umawiali.

– Rozumiem.

– Poczekam na panią przy samochodzie. Wszedłbym z panią, ale…

– Wiem, nie może pan – uspokoiła go. Wyjaśnił jej to przecież już wcześniej. – Muszę iść sama. – Szef jej ochrony szalał z niepokoju, ale przyjął do wiadomości, że Susannah nie może pojawić się w ośrodku z gromadą ochroniarzy, zwłaszcza jeśli Leonidas ukrywał się przed światem.

Nie należało wprowadzać dodatkowych elementów mogących sprowokować go do nerwowej reakcji. Młoda kobieta nie powinna u nikogo wywołać niepokoju. Nie rozmyślała na ten temat zbyt wiele, żeby nie stracić animuszu. Przez myśl przebiegły jej sceny z thrillerów, którymi zaczytywała się jako nastolatka w samotne wieczory w szwajcarskiej szkole z internatem. Odgoniła mrożące krew w żyłach obrazy i skupiła się na swym celu. Niczego nie pragnęła bardziej niż dowiedzieć się, co dokładnie stało się z jej mężem. Prawdopodobnie nie obchodziło to nikogo więcej, pomyślała smutno, a już na pewno nie rodzinę Betancurów. Susannah podeszła do bramy, świadoma, że kamery śledzą każdy jej ruch niczym snajperzy.

– Stać!

Nie wiedziała, skąd dochodzi głos, ale zatrzymała się posłusznie. Podniosła powoli ręce, by zademonstrować swoje pokojowe zamiary.

– Chciałabym się spotkać z Hrabią – zawołała w milczącą zimną pustkę wokół niej.

Odpowiedziała jej cisza.

Gdy zaczęła tracić nadzieję, nieoczekiwanie brama się otworzyła. Susannah wstrzymała oddech. Czy za ogrodzeniem ukrywał się jej mąż? W bramie pojawił się mężczyzna, ale nie był to Leonidas. Niewysoki, z grymasem niezadowolenia na twarzy i automatyczną bronią przewieszoną przez ramię zagrodził jej swym ciałem przejście.

– Proszę się wynosić z naszej góry – rozkazał, wymachując bronią. Jednak gdy się jej przyjrzał, w jego oczach pojawiła się niepewność.

Moje ubranie, domyśliła się. Nie wyglądała jak niebezpieczny intruz, nie przypominała nawet zagubionej turystki.

– Chętnie bym się wyniosła, ale najpierw muszę się zobaczyć z Hrabią – oświadczyła raźnym głosem.

– Hrabia nie spotyka się z byle kim na każde skinienie palca – pouczył ją.

– Ze mną zechce się spotkać – zapewniła go.

– Jest zajęty. Nie ma czasu dla dziwnych kobiet szukających kłopotów. – Wymownie machnął jej przed nosem karabinem.

Czy on jej groził? Chyba tak, zdecydowała, a jej serce zamarło.

W tej odległej i niezbyt cywilizowanej części świata użycie broni zapewne nie było niczym niezwykłym. Mężczyzna zagradzający jej drogę wyglądał, jakby nigdy nie rozstawał się ze swoim karabinem.

– Nie szukam kłopotów – odpowiedziała najspokojniej, jak potrafiła. – Jestem pewna, że Hrabia zgodzi się ze mną spotkać.

Wcale nie była tego pewna. Leonidas raczej nie życzył sobie odwiedzin, skoro zaszył się w dżungli i otoczył zasiekami. Uśmiechnęła się do mężczyzny o szalonych zimnych oczach.

– Może zaprowadzisz mnie do niego i sam się przekonasz.

– Proszę pani, nie lubię się powtarzać. Proszę wracać, skąd pani przyszła.

– Nie ma mowy – odpowiedziała stanowczo, nieznoszącym sprzeciwu tonem, którego nauczyła się, odkąd została wdową, a jakiego na pewno użyłby sam Leonidas. – Muszę się z nim zobaczyć.

– Niech mnie pani posłucha…

– Zastrzelisz mnie? Bo innego wyjścia nie widzę.

Mężczyzna spojrzał na nią zaskoczony, wyraźnie nie wiedział co zrobić. Nie dziwiła się – spodziewał się, że ją zastraszy, a ona stała przed nim pośrodku lasu, na wysokiej górze, w obliczu broni maszynowej, i nie okazywała żadnego strachu. Zachowywała się całkowicie naturalnie, jakby codziennie odwiedzała siedziby niebezpiecznych sekt. Czy ta była niebezpieczna? Wolała o tym nie myśleć.

– Do diabła, kim pani jest? – odezwał się w końcu strażnik.

– Cieszę się, że zapytałeś. Jestem żoną Hrabiego.

Tytuł oryginału: A Baby to Bind His Bride

Tłumaczenie:

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2018

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

© 2018 by Caitlin Crews

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2019

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie Duo są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela. Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A. Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B lokal 24-25

www.harpercollins.pl

ISBN 9788327644220

Konwersja do formatu EPUB: Legimi S.A.