Mrokiem mroku nie rozproszysz - Maria Dekert - ebook

Mrokiem mroku nie rozproszysz ebook

Maria Dekert

0,0
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.
Opis

Maria Dekert łączy perspektywę psychoterapeutki z doświadczeniami osób po traumie, aby pokazać, co dzieje się z dzieckiem i dorosłym, gdy brakuje bezpiecznej więzi i adekwatnej opieki. Uzupełnieniem treści książki jest film Umbra w reż. Urszuli Nawrot, który w metaforyczny i przejmujący sposób obrazuje doświadczenie traumy, co pozwala lepiej zrozumieć uczucia osoby doświadczającej przemocy. Autorka chce uwrażliwić czytelnika na ten problem i pokazać, że światło potrzebne do wyjścia z mroku można znaleźć we wsparciu bliskich, w relacjach i profesjonalnej pomocy.

Ta psychologiczna publikacja zachęca do szukania pomocy, normalizuje korzystanie z terapii i oswaja temat traumy. Dla specjalistów, skrzywdzonych i tych, którzy chcą nieść światło.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 533

Data ważności licencji: 12/9/2029

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



© Copyright for the text by Maria Dekert, 2026

 

© Copyright for the illustrations by Urszula Nawrot. Publikacja kadrów z filmu Umbra w reż. Urszuli Nawrot możliwa była za zgodą autora filmu. Całość ani żadna z jej części nie może być przetwarzana ani wykorzystywana w celach innych niż na potrzeby niniejszej publikacji.

 

© Copyright for this edition by Wydawnictwo W drodze, 2026

 

Redaktor inicjujący:

Paweł Dąbrowski OP

 

Redaktorka prowadząca:

Justyna Olszewska

 

Redakcja:

Katarzyna Mach

 

Korekta:

Marek Kowalik

 

Skład i łamanie oraz projekt okładki i layoutu do druku:

Krzysztof Lorczyk OP

 

Redakcja techniczna:

Józefa Kurpisz

 

Grafika na okładce oraz pozostałe ilustracje w książce – kadry z filmu Umbra w reż. Urszuli Nawrot

 

 

 

ISBN 978-83-7906-892-0 (wersja drukowana)

ISBN 978-83-7906-893-7 (wersja elektroniczna)

 

Wydawnictwo Polskiej Prowincji Dominikanów W drodze sp. z o.o.

Wydanie I

ul. Kościuszki 99

61-716 Poznań

tel. 61 852 39 62

[email protected]

www.wdrodze.pl

 

Przygotowanie wersji elektronicznej

Kadr z filmu "Umbra", reż. Urszula Nawrot

Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Wstęp

Wprowadzenie

Rozdział I. Trauma – skutek czy przyczyna?

1. Klasyfikacje traumy

2. Trauma bezosobowa (nieosobowa)

3. Trauma osobowa

4. Trauma relacyjna

5. Cechy traumy bezosobowej związanej ze zjawiskami naturalnymi

6. Cechy traumy osobowej związanej z działaniem człowieka

7. Cechy traumy rozwojowej związanej z sytuacją lub działaniami osób bliskich i traumy osobowej związanej z traumą rozwojową

Przypisy

O Autorce

Punkty orientacyjne

Spis treści

Cover

Title Page

Copyright Page

Załączniki:

 

 

 

 

1. Okno tolerancji emocjonalnej

2. Zintegrowany Model Radzenia Sobie ze Stresem BASICPH

3. Trauma wg Terapii Wewnętrznej Rodziny (IFS) i Teorii Poliwagalnej (TP)

4. Regulacja AUN – EmotionAid

Dopóki nie uczynisz nieświadomego świadomym, będzie ono kierowało twoim życiem, a ty będziesz nazywał to przeznaczeniem.

Carl Gustav Jung1

 

Wstęp

Na ten temat powstało już wiele książek. Zaprezentowano w nich wiele hipotez mówiących o przyczynach i skutkach traumy. Po co więc pisać kolejną? Większość z nich jest adresowana do terapeutów, klinicystów, osób profesjonalnie zajmujących się pomocą osobom, które doświadczyły traumy w dzieciństwie lub w życiu dorosłym. Autorzy posługują się profesjonalnymi terminami i odwołują do pojęć nie zawsze zrozumiałych dla nieprzygotowanego odbiorcy. Pracując z ludźmi ponad czterdzieści lat – w tym ponad dwadzieścia w interwencji kryzysowej i w terapii traumy – wiem, jak wielowątkowy jest to temat i jak mocno zaangażowani są w niego ludzie innych profesji. Wiem, jaką trudność sprawia on nie tylko młodym psychologom i psychoterapeutom, pedagogom, ale też pracownikom socjalnym, koordynatorom pieczy zastępczej czy asystentom rodziny. W pracy z klientami szukającymi pomocy zauważyłam, że wejście na drogę szukania rozwiązań dla własnych problemów przypomina często skok na głęboką wodę2.

Nie mam ambicji naukowych, jestem raczej edukatorką i popularyzatorką tego, czego nauczyłam się przez kilkadziesiąt lat pracy w dziedzinach, o których piszę. Chcę, aby Mrokiem mroku nie rozproszysz była książką dla pracowników ośrodków interwencji kryzysowej, nowo powstających centrów zdrowia psychicznego i osób zaczynających zawód interwenta kryzysowego – często bardzo młodych psychologów, ale też dla pracowników socjalnych, wychowawców w placówkach opiekuńczo-wychowawczych, osób zajmujących się pieczą zastępczą, kuratorów sądowych, policjantów, strażaków, ratowników medycznych i innych, którzy chcą zrozumieć człowieka w kryzysie, w traumie. Ma to być również książka dla osób, które same przeżyły sytuacje kryzysowe lub nawet traumatyczne albo przytrafiło się to ich bliskim i nie wiedzą, co się z nimi lub z osobami im bliskimi dzieje.

Spróbuję wyjaśnić nie tylko mechanizmy psychologiczne uruchamiane przez takie przeżycia, ale i drogi wychodzenia z nich.

Tam gdzie nie da się uniknąć terminologii niejasnej dla laika w dziedzinie psychotraumatologii, pomocą będzie słowniczek wyjaśniający wszystkie trudniejsze pojęcia3. Niektóre z nich nie są tłumaczone z języka angielskiego i funkcjonują w formie oryginalnej. Niejednokrotnie też nie mają dobrego polskiego odpowiednika, podobnie jak kiedyś słynny angielski weekend. Dlatego jeśli dane pojęcie jest na tyle ważne, że powinno się stać powszechnie znane i rozumiane, tłumaczę je opisowo w słowniczku, korzystając z definicji, które są wiarygodne oraz korespondują z moją wiedzą i doświadczeniem.

Dla osób zainteresowanych poszerzeniem swojej wiedzy zamieszczam na końcu książki bibliografię tematu w zakresie literatury fachowej, stron internetowych, linków do filmów dokumentalnych. Uzupełnieniem są również załączniki, które mogą posłużyć do własnej refleksji, ale stanowią także źródło sprawdzonych technik, pozwalających lepiej diagnozować konkretne zjawisko lub poszerzać zasób narzędzi stosowanych w pracy.

Korzystam z możliwości ilustrowania kwestii traumy rozwojowej przykładami ze świetnego filmu Umbra w reżyserii Urszuli Nawrot, nagradzanego od 2015 roku kilkudziesięcioma poważnymi międzynarodowymi nagrodami. U osób, które przeżyły w dzieciństwie traumę związaną z bliskimi, rozwój i zdolność do radzenia sobie ze stresem są najsilniej zakłócone. Wynika to częściowo z tego, że tworzą się u nich schematy poznawcze, które wpływają na to, jak rozumieją nowe, czasem traumatyczne sytuacje, a także z tego, że trauma zostaje zapisana w ciele.

Przystępnie podana wiedza, poszerzona przykładami z mojego życia zawodowego z zachowaniem anonimowości osób, którym pomagałam, stanowić będzie atrakcyjną formę prezentacji tematu bez nadmiernego skupienia się jedynie na wykładzie teorii. Mam nadzieję, że tak przedstawiona problematyka pomoże zrozumieć osoby często zupełnie nieświadome korzeni swych zachowań, nierozumiane zarówno przez własne środowisko, jak również służby pomocowe, głównie ze względu na paradoksalność podejmowanych wyborów życiowych.

Temat warunków początkowych zostanie poszerzony o zjawisko traumy i trudności wynikających z nieprawidłowych relacji w rodzinie, zaburzeń więzi i niewłaściwych rozwiązań tych trudności skutkujących kryzysem chronicznym. Pochylę się też nad przekazem międzypokoleniowym traumy i  ekspresją genów stanowiącą o efektach podjętych decyzji życiowych. Niniejszy tekst poświęcony jest zagadnieniu transpokoleniowego przekazu traumy, ze szczególnym uwzględnieniem sposobu, w jaki konkretne zdarzenie traumatyczne może uruchomić uśpione geny, prowadząc do ich ekspresji, a w konsekwencji modyfikować dalsze losy człowieka.

Naturalnie nie każdego dotknęła trauma – doświadczenie obezwładniające i niemożliwe do zniesienia, ale z pewnością każdy z nas doświadczył jakiejś krzywdy, każdy przeszedł w życiu jakiś kryzys. Ilu z nas może powiedzieć, że dorastało w domu, w którym czuło się w pełni dostrzeżonym i docenionym, w społeczności, w której można było w pełni rozkwitać?

Jeżeli spojrzymy na historię naszego kraju przez ostatnie sto lat, dostrzeżemy opresyjną rzeczywistość i systemowe poniżanie w czasach drugiej wojny światowej, a potem komunizmu. Dlatego też omawiając trzy czy cztery pokolenia Polaków i ich doświadczenia traumy, niejednokrotnie spotkamy się z jej skutkami. „Polscy ocaleni z II wojny światowej nie mogli dzielić się traumatycznymi wspomnieniami związanymi z wojną w stabilnej, bezpiecznej i wspierającej społeczności, co jest kluczowym czynnikiem w leczeniu i zapobieganiu zespołowi stresu pourazowego (PTSD).  Nie byli zatem w stanie opłakiwać straty, co jest jednym z głównych elementów przepracowania traumatycznego doświadczenia”4 – piszą autorzy w podsumowaniu badań nad PTSD, w których okazujemy się jako Polacy jednym z najbardziej obciążonych PTSD narodów na świecie.

Jednocześnie istnieje wiele jasnych pól – ważnych świadectw woli życia i siły, które dawały nadzieję i pozwalały się odradzać.

Nawet jeśli podzielimy sceptycyzm znanego fizyka5 co do możliwości dowodzenia czegokolwiek, szczególnie wiedzy o świecie, jego naturze, funkcjonowaniu ludzkiego mózgu i samego człowieka, to – opierając się na obecnym stanie wiedzy – warto zgłębić zjawiska, które istnieją niepodważalnie. Jeśli dzięki temu lepiej zrozumiemy, dlaczego osoba skrzywdzona powtarza swoje zachowania oraz jak trauma przodków wpływa na dzieci i wnuki, to być może już na tym poziomie badań będziemy mogli choć część tych procesów przerwać.

Pojawi się wówczas szansa, by takie zjawiska przestały być dla niektórych przypadkiem lub jeszcze gorzej – jak stwierdził Carl Gustav Jung – przeznaczeniem.

Jeśli nawet trauma nie dotknęła nas bezpośrednio, to w naszym otoczeniu z pewnością znajdzie się ktoś, kto jej doświadczył. Być może żyjemy z taką osobą pod jednym dachem, a wiele jej zachowań odbieramy jako złą wolę. Albo pracujemy z taką osobą, a na jej mechanizmy obronne6 reagujemy niepotrzebną agresją lub gniewem.

Nowoczesne teorie psychologiczne, na których bazują szkoły terapeutyczne, zaczynają postrzegać objawy po traumach nie jako coś do usunięcia, ale jako coś, co pomaga osobie straumatyzowanej przetrwać. Co oddziela ją od bólu i cierpienia, gdy stają się one nie do zniesienia. Jednak stres i traumatyczne zdarzenia mogą wymusić na człowieku używanie tych obronnych reakcji emocjonalnych, poznawczych, behawioralnych czy fizjologicznych w każdej trudnej sytuacji. Wtedy mogą one zakłócać funkcjonowanie, a nawet ograniczać wolną wolę.

Już Carl Gustaw Jung mówił, że owego cierpienia nie można pokonać, nie należy z nim nawet walczyć, ale trzeba je przerosnąć. W moim przekonaniu chodzi o inaczej rzucone światło, nie tyle na zło, na tragiczną narrację, ile na sens zdarzeń, sploty okoliczności, na ludzi, dzięki którym ma szansę zrodzić się nadzieja pozwalająca na poradzenie sobie z nieodreagowanymi emocjami i na uwolnienie ich z ciała, na zrozumienie siebie i najbliższych, a często przebaczenie czy wręcz potraumatyczny wzrost. Nadzieja ta – co w takiej sytuacji jest szczególnie ważne – umożliwia również przyjęcie pomocy, czasami profesjonalnej, a to jest możliwe tylko dla gatunku homo sapiens.

Niniejsza książka jest swoistym podsumowaniem mojej pracy zawodowej. Dbam o to, aby była dostępna nie tylko dla specjalistów zajmujących się traumą, ale również dla osób mniej zaawansowanych w tej dziedzinie. Przedstawiam również nietypowe metody medyczne, osiągnięcia psychoneurologii i tym podobne. Przez ostatnie kilkadziesiąt lat badania nad neuroplastycznością mózgu doprowadziły do przełomowych odkryć, zmieniając nasze poglądy na temat jego zdolności adaptacyjnych. Pojawiły się nowe podejścia do terapii traumy, które również chcę zaprezentować. Poza tym wykorzystuję terapeutyczny potencjał zjawisk literackich, filmowych, teatralnych i plastycznych jako form wyrazu związanych z kulturą.

Za Michaelą Hass, autorką książki Niezniszczalni. Rozwój po traumie, chcę powiedzieć: „Nie napisałam tej książki dlatego, że znam wszystkie odpowiedzi. Napisałam ją, ponieważ mam pytania”7. Pozostaje mi mieć nadzieję, że udowodnię użyteczność myśli przewodniej mojej pracy, jaką od wielu lat jest wypowiedź Martina Luthera Kinga: „Mrokiem mroku nie rozproszysz, to jest zadanie światła”, która dała tytuł książce.

Wprowadzenie

W świecie, w którym terminologia psychologiczna staje się integralną częścią potocznego słownika, konieczne wydaje się uszczegółowienie, co należy rozumieć przez pojęcie traumy odmieniane w tej książce przez wszystkie przypadki. Od pewnego czasu niektórzy jako „traumę” określają złą ocenę na klasówce, złe samopoczucie po nieporozumieniu z szefem czy kłótnię z nerwową sąsiadką. Potoczność pewnych pojęć zaciera granice tego, czym naprawdę one są i jakie zjawisko opisują. Wymienne używanie słów „trauma”, „kryzys”, „wstrząs psychiczny”, „uraz”, „szok” i tym podobnych często prowadzi do nieporozumień, niesłusznego spłycenia lub demonizowania doświadczeń innych. Nie wszystkie te zjawiska i nie u wszystkich osób spowodują brak możliwości zrozumienia tego, co się stało, i zintegrowania przez układ nerwowy, jak to niejednokrotnie dzieje się w prawdziwej traumie.

Jednocześnie często wydaje się, że trauma to każda utrata rodzica, doświadczenie wypadku samochodowego czy gwałt, w których zawsze chodzi o otarcie się o problem śmierci – realny lub przewidywany, albo w taki sposób zintegrowany w naszym doświadczeniu przez nadane mu znaczenie. Relacje z patologicznym rodzicem czasami nie są do niej zaliczane, chyba że dziecko subiektywnie odbiera relacje z rodzicem jako zagrażające życiu. Nieumiejętność właściwej oceny, jak takie doświadczenie traktować, wynika właśnie z braku wiedzy, czym trauma jest.

Przy traumie tak zwanej korozyjnej, która najczęściej zaczyna się w wieku dziecięcym, efekty mogą być poważniejsze niż po jednorazowym, choćby nawet bardzo ciężkim przeżyciu. Najczęściej to nie samo zdarzenie powoduje, że coś jest dla nas traumatyzujące, ale nasza reakcja. Dziecko nie ma jednak narzędzi do radzenia sobie ze skutkami traumatycznego doświadczenia. Do tego taka sama sytuacja dla jednego człowieka może być mniej dotkliwa w skutkach niż dla innego. Zależy to od czynników zależnych nie tylko od wieku, między innymi od poziomu odporności, czyli tak zwanej rezyliencji, od nadawanego znaczenia i dostępnego wsparcia społecznego.

Kiedy dotykamy przeżyć traumatycznych, zawsze chodzi o sytuację, która u większości ludzi wywołuje przerażenie, szok, zatrzymanie oddechu, chęć ucieczki lub zastygnięcie w bezradności. Tak dzieje się w razie nagłego zdarzenia, wypadku, napaści czy gwałtu. Jednak w tej samej kategorii może się mieścić doświadczenie długotrwałej zależności, bezradność w związku z zachowaniem dorosłej osoby lub brakiem adekwatnej reakcji osób, które powinny zapewniać poczucie bezpieczeństwa, a stanowią źródło wielkiego cierpienia, poczucia odrzucenia i konieczności odcięcia się od tego, co mały człowiek odczuwa w emocjach, w ciele, w swojej psychice.

W języku potocznym, podobnie jak i w środowisku psychologicznym czy psychiatrycznym używa się pojęć „trauma”, „straumatyzowanie”, „uraz”. Oznaczają one samo doświadczenie, czyli jakąś sytuację, ale też reakcję, która jest jej następstwem. Szczególnie dotyczy to doświadczenia dziecka, więc osoby ze względu na swój wiek subiektywnie bezradnej wobec nawarstwiających się zdarzeń, powodujących psychiczny ból czy niepokój. Jeżeli doświadczenie okazuje się „nie do zniesienia, obezwładnia dotychczasowe sposoby obrony”8, to zdecydowanie możemy je zdefiniować jako traumę. „Trauma oznacza, że człowiek poddany został stresowi niemożliwemu do przyjęcia i pomieszczenia. By przetrwać, musi znaleźć szybki i niezawodny sposób, by coś z tym stresem zrobić”9. „Najskuteczniejszym” sposobem wydaje się zapomnienie i niemówienie o swoich doświadczeniach. Dzisiaj wiemy już, że to niemówienie, choć adaptacyjne na początku, będzie miało negatywny wpływ nie tylko na daną osobę, ale też na jej potomków, którzy nieświadomie poniosą ten ciężar lub będą próbowali go odkryć i zintegrować na nowo w narracji rodzinnej.

Do tej pory większość badaczy skupiała się bardziej na skutkach doświadczeń powodujących wiele poważnych następstw niż na samych sytuacjach traumatycznych.

Oprócz powszechnie znanych wydarzeń drugiej wojny światowej inne zjawiska z tego okresu, jak na przykład ośrodki niewoli seksualnej w okupowanych Chinach czy Korei albo koszmarne gwałty rosyjskich, alianckich i innych żołnierzy będące skutkami „wyzwalania” spod okupacji niemieckiej w Polsce, we Włoszech i w samych Niemczech, nie zostały tak dokładnie zbadane ani opisane. Co istotne, do dzisiaj często pozostały nierozliczone, choć przyniosły ogrom cierpień. Nałożyły się na dramat wojny, który sam w sobie był doświadczeniem traumatyzującym. Śmiem twierdzić, że gdyby Carl Gustav Jung żył dzisiaj, jeszcze dobitniej powtórzyłby swoją sentencję: Dopóki nie uczynisz nieświadomego świadomym, będzie ono kierowało twoim życiem, a ty będziesz nazywał to przeznaczeniem.

Chciałabym więc tutaj przyjrzeć się temu, co wiemy na temat traumy jako reakcji naszej psychiki, licząc na to, że książka ta stanie się małym krokiem w kierunku lepszego zrozumienia siebie, własnych wyborów, decyzji lub też zjawisk społecznych o szerszym zasięgu.

W rozdziale pierwszym przybliżę kwestię samej traumy, klasyfikacji sytuacji traumatycznych, kryzysowych, ale też możliwych traum i kryzysów związanych z ich źródłem: nieosobowym, interpersonalnym. Istnieje wiele takich klasyfikacji, ale przyjęta w tej książce wydaje się najlepiej pokazywać zarówno źródło, jak i skutki traumy. Wiadomo, że nie są to zupełnie ścisłe podziały.

Osoby, które doświadczyły zagrażających zdarzeń wynikających ze zjawisk naturalnych, takich jak: powódź, lawina, burza z wichurą, ale w ich wyniku nie straciły życia, co najwyżej majątek, nie zawsze zareagują w sposób nazywany przez psychologów zespołem stresu pourazowego (PTSD). Tego rodzaju zdarzenia będą miały dużo większe znaczenie wtedy, gdy w ich efekcie dojdzie do utraty najbliższej osoby lub osób albo też gdy zginie wielu ludzi i pojawią się duże straty materialne, co wiąże się z tak zwaną traumą masową.

Znamy kryteria, na których podstawie rozróżnia się katastrofy naturalne: pożary, katastrofy budowlane lub komunikacyjne. Natomiast ludzie ewidentnie mają udział w różnych odsłonach terroryzmu, w wojnach, uprowadzeniach, wymuszonych ruchach migracyjnych czy uchodźczych i tym podobnych. Bardzo często katastrofa ma jednocześnie cechy naturalne i wynikające z działania człowieka, na przykład jakieś zaniedbanie przed nią lub po niej. Dla porządku logicznego wszystko, co się dzieje na początku, nazywamy warunkami początkowymi.

Rozdział drugi poświęcę temu, jak na osi życia osób, które stały się ofiarami traumatyzujących sytuacji, prędzej czy później formować się będzie trauma jako reakcja, a nie przyczyna. W sytuacji traumy nieosobowej i osobowej sytuacje te mogą się zdarzyć zupełnie przypadkowo, nie da się ich przewidzieć ani uniknąć. W przypadku traumy relacyjnej będzie to znacznie bardziej skomplikowane. Część zdarzeń mieszczących się w tej kategorii wymaga szczególnej uwagi i profesjonalnego podejścia.

Chodzi tu głównie o przemoc, w tym nadużycia seksualne mające miejsce poza kręgiem rodziny, a nawet znajomych rodziny, gwałty, porwania o charakterze seksualnym i tym podobne. Ten wątek omówię głębiej w rozdziale dotyczącym traumy relacyjnej. Trauma ta, związana z dewaloryzacją więzi, z brakiem poczucia bezpieczeństwa, zagrożeniem podstawowych potrzeb człowieka – zwłaszcza dziecka – wymaga głębszej analizy. Pomaga w tym bardzo film Umbra autorstwa Urszuli Nawrot. W drugim rozdziale chcę przede wszystkim pokazać, jak bywa ona „odgrywana” ponownie w różnych postaciach, dlaczego tak się dzieje oraz jak tego rodzaju trauma wnika w mechanizmy rodzinne, a nawet instytucjonalne.

Rozdział trzeci traktuje o traumie stricte relacyjnej, w tym o traumie wykorzystania seksualnego, stanowiącej jeden z jej rodzajów (kazirodztwo), jak i o traumie osobowej (krzywda wyrządzona przez osobę niezwiązaną więziami rodzinnymi z dzieckiem). Do niej głównie odnosi się film Umbra, wskazując symbolicznie skomplikowaną symptomatologię wszystkich zjawisk związanych z takimi doświadczeniami: zarówno przyczyn, w tym źródeł transgeneracyjnych, transpokoleniowych, teraźniejszych, jak i skutków, które wtórnie stają się podstawą dla nowych traum10. W rozdziale tym przybliżam też zjawiska pomniejszane lub demonizowane, takie jak: rola matki, okres prenatalny rozwoju, zjawiska cyrkularne zagubione w linearnym myśleniu o przyczynach i skutkach traumy. Przywiązanie – kiedyś nieuznawane za tak ważne – obecnie pojawia się we wszystkich publikacjach naukowych i popularnych związanych z rozwojem człowieka. Ponieważ literatura dotycząca tego tematu jest powszechnie dostępna, nie pogłębiam go, a jedynie uwrażliwiam na znaczenie więzi i przywiązania w zwiększaniu odporności na stres.

Dla osób, które doświadczyły traumy relacyjnej, ważne pozostaje uznanie, że jej doświadczyły, ale znacznie ważniejsze w skutkach jest jej ujawnienie, często osądzenie i pociągnięcie do odpowiedzialności winnych. Zmieniająca się rzeczywistość coraz bardziej temu sprzyja, ale jest jeszcze bardzo dużo do zrobienia. Problem ten poruszam w końcówce trzeciego rozdziału, sięgając do swojego doświadczenia zawodowego.

Mamy tendencję do mylenia kryzysu i traumy. Istnieją metody, które mogą wesprzeć osoby w kryzysie, panice czy traumie. Zwykle chodzi o radzenie sobie ze stresem. Co decyduje o ich skuteczności? Jak wykorzystać różne narzędzia, aby wzmacniać swoją odporność? Poza tym trzeba wiedzieć, co jest potrzebne, dla kogo, kiedy i jak. Czy wystarczy pierwsza pomoc psychologiczna, interwencja kryzysowa, czy trzeba się zgłosić do terapeuty traumy lub innego specjalisty? O tym opowiadam w rozdziale czwartym. Podzielę się praktycznym doświadczeniem, więc będę korzystała z metod sprawdzonych i skutecznych. Każdy terapeuta jednak szuka swojej drogi, którą powinien poprawiać i rozwijać. Młodsi terapeuci, rozpoczynający karierę zawodową, powinni mieć pewną podstawę i możliwość wyboru.

Rozdział piąty poświęcony jest terapii traumy. Był dla mnie najtrudniejszy, bo istnieje wiele różnych propozycji, a wartościowanie poszczególnych podejść może być mylące dla osób nieobeznanych z tematem. Osobom, które doświadczyły przerażenia, zapadania się w siebie, odsuwania się od rzeczywistości, czasem zaburzeń osobowości, ciężkich somatyzacji czy uzależnień, zwykle trudno się zdecydować na skorzystanie z pomocy. W tej dziedzinie pojawia się wiele nieporozumień – zarówno dotyczących podważania potrzeby terapii, jak i przypisywania jej nadmiernej skuteczności. Wybór tego, z czego korzystać, bywa okupiony wieloma mniej czy bardziej udanymi próbami. Nie jest też łatwo młodym specjalistom wybrać drogę rozwoju zawodowego przy tylu propozycjach.

Jako wieloletni interwent kryzysowy, terapeutka traumy oraz provider TRE® pracowałam z osobami, które trauma dotknęła w dzieciństwie, w młodości, w wieku dojrzałym. Miałam też do czynienia z osobami, które zgłoszono lub zrobiły to same w różnej odległości czasowej od doświadczenia traumy – chodzi mi o traumę szokową, zdarzenia sprzed kilku godzin czy dni, miesięcy lub roku, ale też o dorosłe osoby dźwigające wiele lat traumę z dzieciństwa. W sposób siłą rzeczy niedoskonały podejmuję się próby stworzenia dla takich osób swego rodzaju mapy możliwości pomocy w gąszczu propozycji, które przy bliższym poznaniu nie zawsze są tym, czego się oczekiwało, i to nie tylko z powodu osoby terapeuty, ale też często w związku z nierealistycznymi oczekiwaniami sięgających po terapię.

W rozdziale szóstym skupiam się na praktyce terapii traumy, na wskazaniu realiów samego terapeuty w tych procesach. Dotykam skutków tej pracy dla klienta i samego terapeuty. Podaję możliwe sposoby radzenia sobie, aby zamiast wtórnego stresu traumatycznego czy wypalenia zawodowego osiągać satysfakcję, a nawet wzrost potraumatyczny.

Słowniczek, bibliografia i pozostałe dodatki mają na celu ułatwienie czytelnikom zrozumienia i pogłębienia wiedzy z tej dziedziny. Pomogą wyobraźni sceny z filmu Umbra Urszuli Nawrot, do których odwołuję się w książce. Warto go obejrzeć nie tylko ze względu na niewątpliwe walory artystyczne, ale także psychologiczne – pozwolą lepiej zrozumieć traumę związaną z nadużyciem seksualnym i jego powielaniem oraz ich symbolizację. Film jest dostępny na stronie www.urszulanawrot.com11 i był główną inspiracją do napisania książki Mrokiem mroku nie rozproszysz.

Droga od osoby uwrażliwionej traumą, przez typową, do odpornej, pozwala nabrać unikalnej siły i perspektywy. Owocem takiej podróży może być mądrość pourazowa.

Bruce D. Perry12

 

Rozdział I. Trauma – skutek czy przyczyna?

1. Klasyfikacje traumy

W ciągu prawie czterech i pół dekady mojej pracy temat traumy wzbudzał różne reakcje, ale ostatnio bardzo zyskał na znaczeniu. Pojęcie traumy przeszło do języka codziennego i często jest mylone z innymi terminami, takimi jak: stres, kryzys, uraz i inne.

Niecałe sto pięćdziesiąt lat badań nad traumą przypomina podejście samej osoby straumatyzowanej, a także terapeuty do doświadczanego lub poznawanego zjawiska. Przypomina wahadło. Zbliża się do niego i zaraz oddala. Z jednej strony ktoś widzi, że dzieje się coś bardzo niedobrego, że doświadczył traumy – nawet jeśli nie opisuje faktów takim językiem. Z drugiej jednak pojawia się ruch przeciwny – „to niemożliwe”, w którym traumę się neguje. Są to naturalne reakcje obronne. Mają one bardzo podobny przebieg u osób w otoczeniu ofiary traumy (na przykład rodziców zgwałconej dziewczyny), a nawet u terapeutów. Czasami określa się to zjawisko wahadłem traumy.

Widać to było podczas drugiej wojny światowej, kiedy informacje o obozach koncentracyjnych długo nie mogły się przebić do świadomości rządzących w krajach alianckich i nie chodziło tu o brak informacji. Opowiada o tym biograficzny film Śmierć Zygielbojma w reżyserii Ryszarda Brylskiego, w którym główny bohater popełnia samobójstwo w proteście przeciwko obojętności aliantów na zagładę Żydów w Polsce pod niemiecką okupacją. Zaprzeczanie, że ludzie mogą innym ludziom zgotować podobny los, pojawiało się po napadzie Rosji na Ukrainę. Podobnie, gdy po wrzuceniu do przeglądarki hasła „tsunami” zobaczymy w wirtualnej rzeczywistości coś, co wydarzyło się kilkanaście lat temu, gdy kilkumetrowa fala tsunami zbiera swoje żniwo. Podlegamy takim samym mechanizmom.

Takie wahadła mają swój początek w umyśle ofiary traumy, która w odruchu samoobrony próbuje traumie zaprzeczyć. W pracy z traumą niezbędne jest rozumienie tej naturalnej dynamiki, „udziela się” ona terapeutom, widzom i nieuświadomiona prowadzić może do retraumatyzacji osoby skrzywdzonej lub zmęczenia pomaganiem, które pojawiło się także u osób pomagających ofiarom wojny w Ukrainie. Monitorowanie w sobie tego mechanizmu uznaje się za jedno z podstawowych narzędzi do pracy z traumą. Należy je uświadamiać politykom i społecznościom mającym wpływ na pomoc ofiarom wojen.

W ciągu swojej praktyki widziałam wielkie fale zainteresowania traumą, które zanikały na kilka–kilkanaście lat. Teoria posuwała się o kilka kroków naprzód, a potem inne problemy zaczynały przyciągać uwagę. Obecnie trauma jest badana bardzo aktywnie i obserwujemy wysyp badań na jej temat. Czy to już szczyt? Pewnie nie. Duży wpływ na to zjawisko miał wybuch pandemii COVID-19, wojny w Ukrainie i na Bliskim Wschodzie. Po pandemii i w wyniku kilku poważnych wojen oraz zagrożeń na świecie temat ten nie ma jak wygasnąć. Natura człowieka jest z jednej strony fantastyczna i daje nadzieję na rozwój. Z drugiej strony podlega nie tylko prawom biologii, ale też neurobiologii – nasz mózg inaczej niż nasza świadomość identyfikuje różne zjawiska i inaczej nimi zarządza.

Zdarzenia traumatyczne są doświadczeniem człowieka, od kiedy on istnieje. Zwierzęta również doświadczają traum, a jednocześnie, parafrazując tytuł książki wybitnego amerykańskiego biologa i neurologa Roberta M. Sapolsky’ego, „zebry nie mają wrzodów”13. „Ile hipopotamów zamartwia się tym, czy ich ubezpieczenie społeczne będzie ważne do końca życia lub tym, co mają powiedzieć na pierwszej randce?” – pyta retorycznie, trochę żartując, Sapolsky. Podkreśla on też, że odpowiedź organizmu na bodziec stresowy może być bardziej szkodliwa niż sam czynnik stresogenny. Tę opinię wyraził na rok przed dramatycznym wydarzeniem, jakim był zamach terrorystyczny na World Trade Center. Zjawiska związane z ociepleniem klimatu dopiero zaczynały wykazywać, jak ekstremalne konsekwencje może mieć niepohamowana działalność ludzka. Nie przewidział, że świat zostanie sparaliżowany przez pandemię COVID-19, i to przez prawie trzy lata, ani że wybuchną wojny lub konflikty zbrojne w rejonach, które po drugiej wojnie światowej i upadku ZSRR wydawały się mieć zagwarantowany pokój.

Od 2023 roku, więc raptem kilkanaście lat później, możemy powiedzieć, że repertuar stresorów znacznie się poszerzył o realne zagrożenia, na przykład wojenne. Szokiem stały się zbrodnie w Buczy, w Mariupolu w Ukrainie, i to w perspektywie bliskiej Europejczykowi, a w jakimś stopniu nawet Amerykaninowi. Wojna Izraela z Hamasem otworzyła w 2023 roku nowy etap konfliktu na Bliskim Wschodzie. Nikt przecież nie jest już pewien, czy konflikty wojenne ze swoimi następstwami nie rozwiną się szerzej.

Jednocześnie największa zdobycz ewolucyjna, jaką jest świadomość człowieka, wcale nie ułatwia dystansowania się od tego wszystkiego bez włączania zaprzeczania lub innych mechanizmów obronnych dla zachowania zdrowego dystansu, niegubiącego jednak konieczności pomocy czy walki o pokój.

Bardzo ciekawa jest historia postrzegania wpływu różnych trudnych wydarzeń na doświadczających je ludzi. Druga połowa XIX wieku, wojny i ekspansja przemysłowa, katastrofy początkującej kolei rozpoczęły etap konceptualizacji zjawiska, jakim jest reakcja na takie zdarzenia. John Erichsen jako pierwszy opisał syndrom pourazowy u ofiar katastrof kolejowych (lata 60. XIX wieku). Część tych koncepcji nie uległa większym zmianom do dzisiaj (Pierre Janet14), część została znacznie poszerzona. Już wtedy wiadomo było, że rzeczywistości traumatycznej nie da się domknąć w osobistym przeżywaniu w drodze wyłącznie poznawczej, opowiadając o niej komuś. Widać też było, że szczególnie przy bardzo ciężkim doświadczeniu zaburzeniu ulega możliwość samodzielnego i skutecznego jego odsunięcia, przetworzenia i zintegrowania. „Wydarzenia traumatyczne nie wytwarzają wspomnień, ale aktualności”15, co widzi każdy terapeuta pracujący z osobą straumatyzowaną, nawet odnośnie do starych doświadczeń klienta, na przykład w dzieciństwie.

Oznacza to, że każdy terapeuta świadomie lub mniej świadomie dotykający tej części osobowości klienta, która trzymała go dotąd w bezpiecznej odległości od powracania do konkretnego zdarzenia, zderza się czasami z nieprzewidywalnymi zjawiskami. Bywa, że ktoś reaguje, jakby właśnie tej traumy doświadczał, mimo że do zdarzenia doszło kilka czy kilkanaście lat wcześniej. Mało doświadczonego terapeutę mogą takie zachowania zaskoczyć.

Chciałabym podzielić się własnym rozumieniem traumy, by poruszać się w tych samych obszarach pojęciowych, a nie ciągle je wyjaśniać. Powstało wiele klasyfikacji traumy w zależności od jej istoty, częstości występowania i następstw.

„Definicyjnie w szerokim ujęciu traumą określa się wszelkie urazy psychiczne występujące na różnych etapach życia człowieka (kryzysy, konflikty, zagrażające życiu przewlekłe choroby somatyczne i psychiczne), które łączą się z ryzykiem wystąpienia emocjonalnych, poznawczych i społecznych zaburzeń. Takie rozumienie traumy zbliżone jest do pojęcia sytuacji stresowej. W rozumieniu wąskim trauma jest traktowana jako rodzaj ciężkiego stresora, który powoduje narażenie na utratę życia lub poważne zranienie ciała, ma najczęściej charakter nagły, niekontrolowany, może dotyczyć wielu osób równocześnie. Odnosi się to także do sytuacji, w której osoba jest świadkiem takiego wydarzenia”16.

Dla potrzeb tej książki przybliżę dwa niesprzeczne ze sobą podziały traumy: według przyczynowości zdarzeń oraz, niejako równolegle, według intencjonalności i długości trwania. Biorąc pod uwagę źródło, dokonujemy podziału na: traumę nieosobową, traumę osobową i traumę relacyjną. Uwzględniając podział według intencji, rozróżniamy traumę pierwszego stopnia, to jest traumę prostą, oraz traumę drugiego stopnia – traumę złożoną. Traumę prostą, czasami nazywaną szokową, charakteryzuje nagłość zdarzenia, najczęściej jednorazowość, przypadkowość, ale co też ważne – nie ma ona charakteru intencjonalnego. Inne zdarzenia, nazywane korozyjnymi, powtarzającymi się, są w zasadzie zawsze intencjonalne – nawet jeśli pierwszorazowo takimi nie są, okazuje się, że w krótkim czasie zaczynają mieć taki charakter. Jako przykład można podać wiele przypadków przemocy w rodzinie.

Na skutki traumy prostej, poza bezpośrednimi ofiarami, najbardziej narażeni są pracownicy służb: żołnierze, strażacy, policjanci, ratownicy medyczni, lekarze, często też prokuratorzy, reporterzy i korespondenci wojenni, osoby dokumentujące dramaty ofiar zjawisk typu lawina błotna, trzęsienie ziemi i tym podobnych. Na traumę złożoną bardziej narażeni są policjanci, pracownicy socjalni, interwenci kryzysowi, kuratorzy sądowi, psychiatrzy, psychoterapeuci, którzy muszą pomieścić czyjeś, często długotrwałe cierpienie.

Można by sądzić, że pracując codziennie z osobami dotkniętymi traumą, pracownicy tych wszystkich służb będą ogromnie obciążeni. Okazuje się jednak, że nie ma tu prostego przełożenia. Istotnym czynnikiem jest zależność reakcji na stres i traumę od postaw i przekonań osób reprezentujących te zawody. Im częściej realizują one swoje zadania z poczuciem misji, z wewnętrznego imperatywu, tym większa jest ich odporność na skutki stresującej pracy, a w ich narracji ani stres, ani nawet trauma nie stają się demoniczną siłą niszczącą ich zdrowie.

Badacze mózgu stwierdzają, że nie potrafi on dostrzec różnicy między rzeczywistością a własnym wyobrażeniem17. Osoby często stykające się z traumą rozwijają różne sposoby integrowania tych doświadczeń i rzadziej ją wspominają, pomimo częstego kontaktu z obrazami traumy. Ci paradoksalnie mniej są narażeni niż pracownicy innych instytucji, na przykład psycholodzy na co dzień pracujący z dziećmi w szkole lub poradni, których jednorazowo „wyrwano” z ich zadań i poproszono o pomoc, na przykład w traumie masowej. Znamy wydarzenia, gdzie do traumy masowej – katastrofy autokaru, w której zginęło kilkunastu uczniów i kierowcy obu zderzonych pojazdów – wezwano psychologów z poradni psychologiczno-pedagogicznych niepracujących na co dzień z traumą. Oni są bardziej narażeni niż profesjonalnie przygotowani interwenci kryzysowi lub psycholodzy pracujący w służbach mundurowych, nie mówiąc już o ratownikach medycznych, strażakach, policjantach lub prokuratorach. Stan tego przygotowania w wielu miejscach, gdzie podejmuje się interwencję kryzysową czy pierwszą pomoc psychologiczną, szczególnie gdy robią to bardzo młodzi i niedoświadczeni pracownicy, może się przyczynić do ich straumatyzowania. Sama wiedza tu nie wystarczy, choć i ona musi być poszerzona o cały szereg umiejętności, w tym radzenie sobie ze stresem, regulację autonomicznego układu nerwowego i tak dalej.

2. Trauma bezosobowa (nieosobowa)

Klasyczna trauma nieosobowa często kojarzy się z Japonią, gdy 23 marca 2011 roku wskutek tsunami gruz i błoto uderzyły w zniszczony obszar przemysłowy w Ofunato. Wcześniej, 11 marca 2011 roku Japonię nawiedziło trzęsienie ziemi o skali dziewięciu stopni Richtera – największe w historii kraju i jedno z pięciu najpotężniejszych zarejestrowanych na świecie. W ciągu godziny od wstrząsu miasta leżące wzdłuż wybrzeża zostały zrównane z ziemią przez potężne tsunami. Fale o wysokości czterech lub pięciu metrów zalewały domy, ulice, miasta i pola. Tego typu zdarzenia, nazywane traumą bezosobową, uruchamiają lęk przed naturą.

Kiedy widzimy takie wydarzenia w telewizji lub w internecie, staramy się radzić sobie ze strachem, aktywując mechanizmy obronne i odgradzając się od nich, skoro nie dotykają nas bezpośrednio. Nasz układ nerwowy, którego zadaniem jest zapewnić nam przetrwanie, odnotowuje to natychmiast. Jeśli mózg nam podpowiada, że to daleko, że nie mamy się czego bać, to nawet współczując możliwym ofiarom, nie chcemy się dłużej koncentrować na tych zdarzeniach i ich okropnych następstwach, jakie oglądamy najczęściej w wiadomościach między informacją o wyborach a aferą w mieście X lub w partii Y. Szybko zapominamy o empatii dla ofiar tych wydarzeń.

Czasami można odnieść wrażenie, że takich wydarzeń jest bardzo dużo. Na pewno więcej niż dwadzieścia czy trzydzieści lat temu. Jednocześnie media bombardują nas informacjami o tragediach, pożarach, śmiertelnych wypadkach i napadach. To zdecydowanie bardziej przyciągnie naszą uwagę niż fakt, że w Tomaszowie urodziło się dziecko, że Kowalscy z Rucianego kupili sobie dom, a nawet, że w odległych Chinach na terenach skrajnie wyniszczonych ekologicznie odbudowywana jest roślinność.

Jeżeli zostaliśmy jednak bezpośrednio dotknięci traumą nieosobową, może się okazać, że zareagujemy zespołem stresu ostrego (ASD), potem zespołem stresu pourazowego (PTSD). Znaczenie takich zdarzeń znacznie wzrośnie wtedy, gdy ich efektem stanie się utrata najbliższej osoby, osób lub wręcz zaistnieje tak zwana trauma masowa, gdzie ginie wiele osób i pojawiają się duże straty materialne. Przykładem mogą być właśnie opisane wcześniej wydarzenia w Japonii, gdzie zginęło ponad piętnaście tysięcy osób. Japonia zawsze była narażona na trzęsienia ziemi, dlatego jest dobrym przykładem traumy nieosobowej. Kraj Kwitnącej Wiśni przywitał nowy rok 2024 ponownymi wstrząsami. Zginęło wtedy blisko dwieście osób. Geograficzne położenie Wysp Japońskich nie pozwala na istotną zmianę. To ludzie muszą się dostosować do miejsca, które od czasu do czasu chwieje im się pod nogami.

Obecnie doświadczamy wielu nowych zjawisk związanych z ociepleniem klimatu. Stało się oczywiste, że człowiek może się przyczynić do powstawania niekorzystnych zmian i bardzo niebezpiecznych tego skutków, ale ma też narzędzia do zmiany tej sytuacji, póki jeszcze czas. Zawsze niestety w takich sytuacjach pojawią się osoby i organizacje, które podważają negatywny wpływ człowieka na klimat.

Złe wiadomości nas zasypują, stresują i aktywują układ limbiczny. Dlatego potrzebujemy rzetelnych informacji, które dadzą nam realniejszy obraz świata i ludzi. Wiadomości z daleka są mniej istotne dla nas, na przykład w Polsce nie robi nam różnicy, czy chodzi o Bangladesz, czy o Nowy Orlean. Nie zdajemy sobie sprawy, że przyzwyczajamy się do widoków katastrof na Tajwanie, w Australii czy Grecji, oglądając je przy herbacie w telewizji lub internecie, zwłaszcza jeśli nie ma tam nikogo z naszych bliskich.

Ponieważ media żerują na bardzo ważnej cesze naszego układu limbicznego, czyli rejestracji w pierwszym rzędzie informacji dotyczących bezpieczeństwa, serwują nam ogromną porcję przykrych i związanych z zagrożeniami wiadomości, obrazów, filmów, sprawozdań z wybuchów wulkanów, powodzi błotnych, huraganów, lawin, tsunami i tym podobnych. Czasami są one równoważone informacjami o pracy służb ratowniczych, na przykład polskich strażaków ratujących lasy w Turcji, w Czechach czy Grecji, jednak i tak poszerzają pole dla lęku przed naturą, bo to on jest głównym skutkiem traumy nieosobowej, jeżeli tylko nie jesteśmy bezpośrednimi ofiarami.

Zdarzenia traumatyczne z tej grupy najczęściej są jednorazowe lub okresowe, czasami występują w tych rejonach geograficznych, o których wiadomo, że mogą się tam wydarzyć, i nawet architektura bywa do nich dostosowana (na przykład w Japonii).

W tak powtarzalnej formie są to jednak stosunkowo nowe zjawiska. Przykładem mogą być powodzie w Polsce. Bywały one tematem kronik Jana Długosza, ale dzieliły je większe odległości czasowe lub zdarzały się na mniejszym obszarze. Przed 1997 rokiem, kiedy doszło do tak zwanej powodzi tysiąclecia, większa powódź wydarzyła się w 1934 roku.

Wzrost wydarzeń związanych z traumą nieosobową na całym świecie może stać się powodem skrajnie różnych postaw – jedni straszą zniszczeniem świata i złym wpływem człowieka, a inni je lekceważą, uznając za normalne zjawiska przyrody. Obserwujemy ogromną ambiwalencję postaw. Niektórzy wierzą, że człowiek ma nieograniczony wpływ na wiele zjawisk przyrodniczych i marzą o perspektywie możliwości zmian pogody według zapotrzebowania.

Są też zupełnie odmienne opinie, według których zjawiska przyrody mają charakter czysto naturalny, a wpływ człowieka nie ma znaczenia. Zwolennicy takich teorii podważają najnowsze badania.

Jeśli chodzi o inne kataklizmy ostatnich lat, nie znamy jeszcze dalekosiężnych skutków blisko trzyletniego paraliżu świata pandemią COVID-19. Wiadomo, że miała konkretny wpływ. Jeżeli jeszcze przypomnimy sobie narrację wokół pandemii, to można by pomyśleć, że dotknęła nas co najmniej dżuma. Mamy tu świetny przykład na to, co jest w stanie zrobić narracja w połączeniu z izolacją – jak te dwie rzeczy, a nie sama jej przyczyna, potrafią tworzyć konkretne skutki.

Niedługo po zniesieniu stanu pandemii dostrzeżono liczne negatywne konsekwencje izolacji dla zdrowia psychicznego, szczególnie u dzieci i młodzieży: duży wzrost zachorowań na depresję, samotność osób starszych wciąż obawiających się wyjść z domu czy tworzenie przez osoby lękowe dziwnych rytuałów, mających chronić je i ich rodzinę przed zakażeniem. Jednocześnie osoby prawdziwie konfrontujące się z zakażonymi, głównie przedstawiciele zawodów medycznych, osoby z grupy ryzyka, osoby ciężko przechodzące zarażenie koronawirusem, rodziny chorujących, zagrożonych, leżących w szpitalach oraz zmarłych prezentują objawy przejścia traumy.

W takich sytuacjach z trudem myśli się o szczególnie dotkniętych traumą mieszkańcach, dajmy na to, Syrii, których po strasznych wojennych doświadczeniach, po covidzie, ludobójstwie, dotknęło trzęsienie ziemi. Jest to trauma zwielokrotniona we wszystkich swoich formach: traumy nieosobowej i osobowej. Często nazywa się ją traumą bez dna, gdy jedno wydarzenie nakłada się na drugie. Podobnie jest i będzie niestety na przykład w Ukrainie, gdzie tereny zalane przez zniszczenie zapory w Kachowce powodowały wybuchy pływających min. Do dzisiaj nie jest znana liczba ofiar, nie dopuszczono misji humanitarnych, trwały tam ostrzały ratowników i zagrożenie epidemią.

3. Trauma osobowa

Powyższe przykłady wskazują na nachodzenie na siebie zjawisk traumy nieosobowej i osobowej. Trudne doświadczenia medyczne, operacje, katastrofy budowlane, pożary domów, gwałt i gwałt zbiorowy, a nawet wojna czy terroryzm nazywane są traumą osobową lub czasami interpersonalną. To drugie sformułowanie przypisuje się też często trzeciemu rodzajowi traumy, gdy wynika ona z działań ludzi bliskich. Oznacza to, że źródłem był człowiek lub grupa ludzi, którzy nieświadomie albo intencjonalnie przez popełniony błąd lub złą wolę skrzywdzili drugiego człowieka, a czasami bardzo dużą grupę ludzi.

W takich sytuacjach rodzi się stan trudniejszy niż przy traumie nieosobowej, a mianowicie lęk przed ludźmi. Podobnie będzie wtedy, gdy usłyszymy o podpaleniach lub odpowiedzialności instruktora nauki jazdy za śmierć kursantki na przejeździe kolejowym albo zmrozi nas informacja o śmierci pracownika socjalnego (podpalenie GOPS w Makowie w 2014 roku i śmierć dwóch pracownic) czy psychologa podczas wykonywania obowiązków służbowych (w 2022 roku w zakładzie karnym). Można mnożyć przykłady. Od 24 lutego 2022 roku słyszymy je kilka razy dziennie w związku z inwazją Rosji na Ukrainę.

Trauma wojenna będzie się mieściła jednocześnie w kategorii traumy drugiego stopnia, czyli traumy korozyjnej, złożonej. Podział na traumę złożoną i prostą miał do tej pory sens raczej w związku z przeżyciami indywidualnych osób. Szczególną grupą ludzi, którzy mogą doświadczyć traumy osobowej, ale od osób obcych, dalekich, luźno lub wcale niezwiązanych z rodziną, są ofiary przestępstw seksualnych: gwałtu, gwałtu zbiorowego, molestowania, zmuszania do oglądania pornografii, porwania z przetrzymywaniem i zmuszaniem do współżycia połączonym z innymi formami przemocy. W tym przypadku wiele zależy od tego, czy dotknęła je trauma pierwszego stopnia – trauma jednego zdarzenia, czy trauma drugiego stopnia – korozyjna, trwająca kilka dni, tygodni, miesięcy czy nawet lat. Nie pomniejszam skutków jednorazowego zdarzenia, które powinno zostać ukarane. Osobie skrzywdzonej należy dać możliwość skorzystania z każdej przysługującej jej pomocy. Od tego w dużym stopniu będzie zależało, jakie skutki takiej traumy ona poniesie. Jednocześnie ludzie, którzy doświadczyli traumy złożonej, traumy drugiego stopnia, ponoszą znacznie poważniejsze skutki, porównywalne do skutków traumy relacyjnej.

Trauma osobowa jest więc znacznie bardziej skomplikowana niż trauma nieosobowa. Potwierdza to wiele przykładów. Przypomnijmy sobie okres po katastrofie smoleńskiej. Powszechne poruszenie przerodziło się potem w bardzo różne reakcje, czasami skrajnie odmienne, i tak jest do dzisiaj. Tak działa trauma masowa, szczególnie jeżeli dochodzą konotacje polityczne.

Do czasu, gdy traumatyczne wydarzenie nie dotknie kogoś osobiście, zazwyczaj nie wywołuje ostrych reakcji stresowych. Można to zauważyć w powszechnych reakcjach na przerażające sceny z Ukrainy. Doświadczenie katastrofy smoleńskiej pokazuje, podobnie jak przy każdej traumie masowej, że problem domknięcia takiej utraty, zintegrowania jej – jak naturalnej śmierci Jana Pawła II – może stwarzać poważniejsze problemy, obejmuje większe grupy osób, rodzi nieufność i dzieli społecznie.

W zakres traumy osobowej włącza się kwestie emigracji, migracji, uchodźstwa. Są to nadzwyczaj skomplikowane zjawiska mające bardzo stare korzenie, które teraz stały się narzędziem wojny hybrydowej, gdzie masy ludzkie stanowią swoistą broń. Biedne Południe przenika do bogatej Północy na całym świecie, ale fale uchodźców znacznie się od siebie różnią, mają więc inne przyczyny i inne mechanizmy.

Trauma osobowa miewa dużo większy związek z polityką niż problemy ekologiczne. W przypadku tych drugich to natura ma coś do powiedzenia, a w traumie osobowej, jak sama nazwa sugeruje, zdarzeniami steruje człowiek, który nie zawsze lub rzadko zdaje sobie sprawę z następstw swojego zachowania. Zarówno zagrożenia klimatyczne wywołane przez człowieka, jak i migracje, będące dalekimi skutkami kolonizacji czy skutkami aktualnych działań wojennych oraz nierówności ekonomicznej, dopiero się odsłaniają. Wszystko to rodzi lęk przed drugim człowiekiem.

Znaczące różnice języka, mentalności, trauma prei postimigracyjna, syndrom PTSD, ciągła niestabilność wywołana lękiem o przyszłość, o bliskich powodują wiele utrudnień w udzielaniu pomocy psychologicznej osobom dalekim od nas kulturowo.

Ważną grupą w Polsce stali się obywatele Ukrainy mieszkający tu już przed lutym 2022 roku, mówiący po polsku. Po wybuchu wojny naturalnie stali się tłumaczami swoich współziomków, musieli integrować w sobie wiele tragicznych, traumatycznych zdarzeń opowiadanych przez uciekinierów – szczególnie ze wschodniej Ukrainy – ze swoimi sprawami, lękami o rodzinę żyjącą w Ukrainie czy aktualnymi problemami, jakie ich dotykają w Polsce. Jednocześnie ci Ukraińcy mówili o wzbudzaniu w nich poczucia winy przez pozostających na Ukrainie, obwinianiu, że nie wracają do kraju i „nic nie robią w Polsce”. Wiadomo było, że niektórzy z nich pracowali po szesnaście godzin dziennie: osiem godzin na etacie i drugie tyle w wolontariacie18. Warto przypomnieć kwestię warunków początkowych, czyli tego, na co nałożyła się trauma wojny.

Kolejną grupą bardzo narażoną na PTSD w wyniku traumy osobowej są reporterzy wojenni, fotoreporterzy – świadkowie wielu utrat. Obrazy wojenne pozostają w ich pamięci na długo i powracają w snach, flashbackach i tym podobnych. W sytuacji działań wojennych oni sami są bezpośrednio zagrożeni śmiercią, kalectwem lub uwięzieniem i związanymi z tym konsekwencjami, na przykład torturami. Narażeni na psychologiczne konsekwencje traumy są również dziennikarze śledczy badający działania mafijne, terrorystyczne czy kontaktujący się w celu zdobycia materiałów z rodzinami ofiar tych działań. Nigdy jeszcze działania wojenne nie były tak dokumentowane i upowszechniane jak teraz. Ta grupa zawodowa, podobnie jak strażacy, wojskowi czy ratownicy, jest więc bardzo narażona na wypalenie zawodowe.

Czasami zdarza się, że trauma nieosobowa z założenia, czyli wynikająca na przykład z warunków pogodowych, które same z siebie mogą stać się powodem ciężkich traumatycznych doświadczeń, zostaje pogłębiona przez traumę osobową. Chodzi tu głównie o błędy służb, złe traktowanie poszkodowanych podczas operacji ratunkowych, błędy medyczne, znieczulenie społeczne. Zachowania te często bywają właśnie jednym z objawów wypalenia.

Niejednokrotnie powstaje też zjawisko, które bywa określane „brakiem punktu dolnego”. Oznacza ono serię powiązanych zdarzeń. Przykładem może być huragan Katrina, który w 2005 roku, docierając do Nowego Orleanu, miał już tak zwaną piątą kategorię, czyli najwyższą w skali Saffira–Simpsona. Prędkość wiatru wynosiła ponad 250 kilometrów na godzinę. Spowodował on ogromne zniszczenia materialne. Do tego zawiodły systemy przeciwpowodziowe, woda zalała ponad osiemdziesiąt procent miasta, zginęło 1836 osób, ponad 705 uznano za zaginione. Szkody w samym Nowym Orleanie wyniosły ponad 81 miliardów dolarów. Zawiodły służby, martwe ciała pływały ulicami zamienionymi w rzeki. Reakcje władz lokalnych oraz rządowych były spóźnione. Trzy lata po przejściu Katriny tysiące ludzi nadal żyło w przyczepach, gdyż ich domy nie zostały jeszcze odbudowane. Można sobie wyobrazić, co się dzieje, gdy takie zjawiska nakładają się na wcześniejsze bardzo trudne doświadczenia związane z relacjami. Na traumę nieosobową, a także często na traumę osobową nie mamy wpływu. Podobnie jak na wyrównanie strat materialnych.

Nasze warunki początkowe związane z rodziną, czyli więzi i relacje rodzinne, są w naszej mocy. Dzięki pomocy ludziom, pomocy prawnej, medycznej, socjalnej, psychologicznej możemy wpływać na rozwój i prawidłową funkcję systemu wsparcia społecznego. Dlatego ważne jest wspieranie i poprawianie relacji ludzi dorosłych, jeśli tylko są do tego zmotywowani, a celem zasadniczym powinna się stać ochrona dzieci w rodzinach.

Tym samym zbliżamy się do tematu najtrudniejszej z traum, traumy relacyjnej.

4. Trauma relacyjna

Trauma relacyjna, czy inaczej trauma więzi lub trauma symbiotyczna, to najtrudniejszy rodzaj traumy, najbardziej osobisty i zostawiający trwałe skutki we wszystkich wymiarach życia człowieka. Chodzi bowiem o krzywdę doświadczaną od osób bliskich. Szczególnie trudne jest to dla dzieci, którym należy się ochrona, a bliscy powinni budować ich poczucie bezpieczeństwa na całe życie. Mowa tu o zjawiskach trwających często całe lata, zdarza się, że już od okresu prenatalnego, gdy rodzice lub jedno z nich znęcają się nad rodziną. Dotyczy to zarówno zjawisk przemocy: fizycznej, emocjonalnej, seksualnej, jak też zaniedbań, porzucania dzieci, nieprzewidywalności związanej z zaburzeniami rodziców lub z uzależnieniami. Osób wychowywanych w takich warunkach jest znacznie więcej, niż przypuszczamy. Ponadto w okresie ciąży płód w ciele matki doświadcza fizjologicznie tego, co ona. Docierają do niego te same informacje, co do niej. Mowa tu oczywiście nie o wymiarze poznawczym, ale fizjologicznym. Malutkie dzieci nie mają możliwości nic z tym zrobić poznawczo, nie mają żadnego wpływu, nie mogą od tego uciec ani z tym walczyć.

Dziecko niechciane, pozbawione opieki, zaniedbywane, bite lub wykorzystywane przez dorosłego jako obiekt seksualny jest szczególnie narażone na poważne skutki traumy. W sytuacji zagrożenia może zareagować inaczej niż ci, którzy wychowywali się w tak zwanych wystarczająco dobrych rodzinach. Struktury mózgu takich dzieci, ukształtowane w atmosferze ciągłego zagrożenia, nieprzewidywalności, inaczej odbierają świat, inaczej „czytają” zagrożenie.

Wspomniane zagrożenie nie musi być identyczne z traumatycznymi doświadczeniami dziecka. Może to być film, zapach, odgłos, fragment wypowiedzi, obraz pozornie neutralnej rzeczy lub inne zdarzenie wywołujące podobne emocje jak te, których dziecko doświadcza obecnie lub doświadczało we wczesnym dzieciństwie. Na pozornie neutralne bodźce reaguje ono ucieczką, przerażeniem lub wręcz zastygnięciem. Z tego wynika, że trauma relacyjna jest najbardziej traumatycznym przeżyciem, bo osłabia umiejętność radzenia sobie w życiu z normalnymi sytuacjami, takimi jak stres czy nawet pojedyncze doświadczenie krzywdy ze strony innych ludzi lub z sił natury, takich jak burza czy wichura. W tym kontekście mówimy o warunkach początkowych, które przez nikłość zasobów zwiększają podatność osób na kolejne traumy i utrudniają poradzenie sobie z ich skutkami.

Franz Ruppert19 przedstawia zjawisko traumy relacyjnej na dwóch poziomach. Pierwszy dotyczy tu i teraz traumy więzi, to jest zależności od osoby lub rodziny, przez którą jest się skrzywdzonym czy odrzuconym. Drugi – traumy systemu więzi. Chodzi w nim o transgeneracyjny, międzypokoleniowy lub wewnątrzpokoleniowy przekaz traumy, czyli nadużycia, kazirodztwa w historii rodzinnej, zabójstwa, wendety (zemsty), ludobójstwa, samobójstwa, uzależnienia i tym podobne zjawiska ukrywane czasami jako tabu nie tylko ze względu na chęć ich utajnienia, ale niekiedy ze względu na niemożność powrotu do traumatycznych wspomnień20. Specjaliści nazywają taką reakcję membraną traumy. Jednocześnie wszyscy zajmujący się tą tematyką stwierdzają, że trauma niewypowiedziana, ukryta, domaga się ujawnienia w życiu kolejnych pokoleń. Jest jak niespłacony dług, o który upomina się pamięć, historia czy narracja.

W tym między innymi widać paradoksalność skutków traumy. Trauma-tyczne doświadczenia wynikające z zachowań osób najbliższych najgłębiej przenikają emocje, przekonania, a nawet ciało osoby krzywdzonej, szczególnie gdy dotyczy to dzieci. Doświadczanie korozyjne, przewlekłe, połączone z samotnością, odrzuceniem, poniżeniem, powoduje to, co często określane jest jako śmierć za życia. Taka skumulowana trauma manifestuje się wtedy intensywnie w snach, w symbolicznych zachowaniach, w odtwarzaniu ryzykownych zachowań, które utrwalają proces wiktymizacji. Przyglądając się historii życia nie tylko ofiar, ale też sprawców przemocy, a ponadto matek zawodzących swoje dzieci krzywdzone przez innych, widzimy, że u podłoża zachowań większości z nich leży trauma z dzieciństwa. Zainteresowanych odsyłam do biografii Hitlera, Stalina, a obecnie do biografii Putina.

Zrozumienie mechanizmów traumy jest konieczne, aby redukować jej działanie w kolejnych pokoleniach. Ostatnio usłyszałam w programie popularnonaukowym w telewizji kapitalną wypowiedź, która może pomóc to zrozumieć. Chodziło o rozwój ludzkiej myśli i postęp. Wiadomo, że od kilku wieków nikt nie musi od nowa wymyślać maszyny parowej, aby zrozumieć działanie bardzo wielu mechanizmów. Jej dziewiętnastowieczne wersje, takie jak lokomotywy parowe czy urządzenia włókiennicze, zapełniają już muzea, ale nikt nie dyskutuje, jaka była waga tego odkrycia21.

W kwestii stosowania wobec dzieci przemocy, szczególnie kar cielesnych, odrzucenia i innych poniżających je metod nasze myślenie pozostaje mniej więcej na poziomie XIX wieku. Nie lepiej jest z wiedzą na temat paradoksalnych zachowań ofiar przemocy, reakcji ofiar traumy, na przykład gwałtu, które często są trudne do zaakceptowania i zrozumienia dla służb. To zachowania wywołujące niewiarę u otoczenia, w tym pracowników służb społecznych, którzy mają udzielać pomocy lub pilnować prawa. Z powodu braku wiedzy i zrozumienia dla skomplikowanych mechanizmów związanych z traumą mogą oni niewłaściwie reagować i przez to ponownie krzywdzić ofiary lub nieświadomie wspierać sprawcę. Ofiary traumy relacyjnej mają największe trudności z przyjmowaniem pomocy od innych, często szukają jej w kilku miejscach, ale nie potrafią stworzyć satysfakcjonującej relacji z inną osobą, a szczególnie wtedy, gdy trzeba okazać zaufanie.

Osoby takie odczuwają lęk przed emocjonalną bliskością i zależnością. To znacznie utrudnia im funkcjonowanie w życiu rodzinnym, a także zawodowym. Dlatego Bessel van der Kolk – autor wielu bestsellerów na temat traumy – uznawał, że mózg dziecka „specjalizuje” się w eksploracji świata, w zabawie i współpracy, gdy czuje się ono bezpieczne i kochane. Jeżeli jest inaczej i doświadcza przerażenia, odrzucenia, jego mózg „specjalizuje się” w zarządzaniu przerażeniem, wstydem, strachem i opuszczeniem22.

Jednocześnie przemoc nie zawsze rodzi przemoc. To pewne uproszczenie. Przykładem – jednym z wielu – niech będzie Viktor Frankl23 – jego historia w trakcie pobytu w obozach koncentracyjnych i po ich opuszczeniu, a przeszedł przez kilka. W jednym z nich stracił żonę. Doświadczenie pokazuje, jak więzi, relacje, a być może ich naprawa mogą blokować determinizm twierdzenia, że przemoc rodzi przemoc24.

5. Cechy traumy bezosobowej związanej ze zjawiskami naturalnymi

Trauma bezosobowa ma często związek z nieprzewidywalnością, nagłym pojawieniem się i zagrożeniem zdrowia, życia lub utraty majątku czy dachu nad głową. Towarzyszą jej zjawiska, które z natury wzbudzają lęk: hałas (huragan), brak stabilności (trzęsienie ziemi), niemożliwe do kontroli zjawiska o ogromnej skali: ściana wody, pędząca lawina, potężne opady śniegu uniemożliwiające ruch, wciskający się wszędzie dym czy ogień trawiący wszystko na swojej drodze.

Osoby, które doświadczyły takich zjawisk, często mówią o zatrzymaniu lub znacznym spowolnieniu się czasu25. Podkreślają też nasilenie spostrzegawczości, jakby widok miał większą rozdzielczość, a wszystko działo się jakby w zwolnionym tempie. Są to objawy dysocjacji, do której może dojść, gdy normalna reakcja walki lub ucieczki jest niemożliwa, podobnie jak skorzystanie ze wsparcia społecznego. Dysocjacja jako jedna z częstych reakcji na poważny uraz psychiczny towarzyszy osobom dotkniętym traumą nieosobową i jest efektem doświadczania ekstremalnego strachu. Od jakiegoś czasu uważa się ją za reakcję przystosowawczą. Mija, gdy ustaną bodźce, i jeżeli jest to jednorazowe doświadczenie, które nie nałożyło się na bardzo trudne warunki początkowe też związane z dysocjowaniem, na przykład na wykorzystanie seksualne, ciężką przemoc psychiczną i fizyczną.

Jeszcze inaczej wygląda to we wspomnieniach. Im są one tragiczniejsze, tym bardziej załamuje się ciągłość linii czasu, kolejność następstw, co bywa określane jako dezintegracja temporalna. Podsumowując, dezintegracja może dotyczyć błędnego postrzegania czasu trwania zdarzenia, pory dnia zdarzenia, pamięci dotyczącej sekwencji zdarzeń, kolejności następstw: zachodzą przesunięcia czasowe, na przykład ktoś uważa, że coś, co towarzyszyło traumatycznemu zdarzeniu, wydarzyło się wcześniej. Zaburzenia poznawcze dotyczą też często błędów we wspomnieniu zwiastunów katastrofy. Może powstać subiektywne poczucie posiadania zdolności przepowiadania przyszłości, a jej perspektywa może ulegać skróceniu. Błędy te dotyczą również wyrazistości widzenia i wyrycia się w pamięci szczegółów.

Osobom, którym wspomniane warunki początkowe nie dawały zbyt wielu zasobów, lecz raczej stanowiły bagaż traumatyczny, może się zdarzyć nałożenie zjawisk we wspomnieniu – mają one trudność w określeniu, jakie wydarzenie miało miejsce i kiedy. Dawne okazuje się równie wyraziste jak obecne. W literaturze przedmiotu można spotkać stwierdzenie, że emocje dziecięce lub bolesne zdarzenia sprzed lat kontaminują z teraźniejszością, utrudniając odróżnienie zarówno emocji, jak i narracji przeszłej od obecnej.

Z tym zjawiskiem wiąże się częste, nieadekwatne do prawdziwych możliwości poczucie winy kompensujące brak kontroli. Pojawia się przekonanie, że gdyby się dobrze zrozumiało, zauważyło oznaki zbliżającej się katastrofy mające w opisie często charakter omenu, a nie faktu, to można było zachować się inaczej. Ludzie czują się „winni”, że tak się nie stało. Osoby, które doświadczyły zagrożenia życia własnego lub kogoś bliskiego – a tym bardziej gdy ktoś bliski zginął – mają często problem z postrzeganiem przyszłości. Jej perspektywa jawi się jako coś krótkiego, niepewnego, mglistego, nieprzewidywalnego. Uznają, że niczego nie da się zaplanować, bo zawsze może się wydarzyć coś, co dramatycznie przerwie wszelkie plany. Dużym problemem może się stać głębokie przekonanie, że to dzieje się zawsze.

Po bardzo trudnym doświadczeniu przerażającym skutkiem może się okazać zespół objawów wspomniany wcześniej – PTSD lub poważniejszy Complex PTSD (cPTSD). Osoby, które doświadczyły ciężkiej traumy z takimi skutkami, pozostają jakby „uwięzione w czasie”26, ciągle przeżywając przebyty uraz – we flashbackach, snach, natrętnych wspomnieniach – w formie żywych obrazów jakby zamrożonych w czasie i w niedających się zatrzymać negatywnych myślach. Traumatyczne wydarzenia z przeszłości wydają się tak prawdziwe jak wtedy, gdy do nich doszło. Często stają się powodem unikania miejsc, przedmiotów, zapachów lub dźwięków mających związek z traumą. Jeżeli osoba, która była świadkiem traumy, straciła przytomność lub dysocjowała, jej pamięć zdarzenia staje się mglista lub zupełnie jej nie ma. Jednocześnie nie znikają czujność i zapisane w ciele reakcje, na przykład odraza do konkretnego zapachu lub lęk przed jakimś miejscem, a osoba ta nie wie, dlaczego tak się dzieje. Jest to też niezrozumiałe dla jej otoczenia.

Zakłócenie procesów przetwarzania temporalnego, czyli postrzegania czasu, i wszystkie jego zakłócenia są klasycznym „markerem” dla ofiar ciężkich doświadczeń traumy nieosobowej. Mniej dramatyczny przebieg zdarzeń naturalnych nie przynosi takich konsekwencji. Poznałam bardzo wielu powodzian i nie cechowały ich podobne zaburzenia. Jednocześnie, jeśli mówimy o łączeniu się skutków traum, przypomina mi się przypadek starej kobiety bardzo ciężko doświadczonej w czasie drugiej wojny światowej. Gdy w 2001 roku dwumetrowa fala na Wiśle, która w jej miejscowości przerwała wały, była już bardzo blisko domu, ta kobieta uciekła do piwnicy. Tak robiło się „za Niemca” – jak nam potem mówiła. Nie odróżniała już wroga. Trauma nieosobowa nakładała się na przeżytą kilkadziesiąt lat wcześniej traumę wojny, czyli traumę osobową.

6. Cechy traumy osobowej związanej z działaniem człowieka

W tej kategorii traumy mieszczą się zjawiska będące skutkiem zdarzeń wywołanych przez ludzi: napadu, gwałtu, wojny i tym podobnych, jak i będących wynikiem splotu okoliczności, błędu człowieka, ale bez intencji skrzywdzenia kogokolwiek – zaprószenia ognia, poślizgu samochodu i wypadku z niego wynikającego czy pomyłki w obliczeniach i wynikającej z tego katastrofy budowlanej.

W przypadku zaistnienia traumy osobowej dla osoby dorosłej posiadającej wystarczająco dobre warunki początkowe skutki będą mniej dotkliwe, gdyż jej źródło poczucia bezpieczeństwa „jest uwewnętrznione”. Dla takiej osoby wołanie o pomoc to działanie instynktowne i rodzące nadzieję na jej uzyskanie. Ludziom o bezpiecznych więziach łatwiej jest znaleźć jakikolwiek sens w wydarzeniach, które ich dotknęły, a nawet wybaczyć osobie, która je skrzywdziła, wprost lub pośrednio wywołując rozliczne, negatywne skutki. Nie traktują tego jako kolejnego urazowego wydarzenia, które im narzucił zły los. Dla nich często, o ile nie przyjmą narracji o złych intencjach, trauma ta, pomimo że związana z błędem człowieka, ma charakter traumy prostej, jednorazowej.

Przy złych warunkach początkowych będzie to wyglądać zupełnie inaczej. Dzieci z traumą więzi, już jako dorośli, stają się bardzo nieufne. Powoduje to, że w momencie zagrożenia ze strony obcych ludzi zaczynają się miotać pomiędzy potrzebą szukania pomocy a lękiem oraz reakcją walki i ucieczki lub zamrożenia, zanim jeszcze zorientują się, co je czeka. W następstwie traumy osobowej znacznie częściej interpretują cudze intencje jako świadome działanie nastawione na ich skrzywdzenie.

Jon Frederickson, amerykański psychoterapeuta i autor poczytnych książek, nazywa to „kłamstwem, którym żyjemy”27. Mnie słowo „kłamstwo” kojarzy się ze złą wolą, świadomym oszukiwaniem. Tu nie chodzi o tego typu rozumienie, tylko o coś, co w języku polskim nazwalibyśmy raczej samooszukiwaniem się, a fachowo używaniem mechanizmów obronnych, w których przedświadomość lub nieświadomość ich używania są cechami różnicującymi od kłamstwa. Szczególną klasą takich zdarzeń jest trauma doświadczona w dzieciństwie ze strony osób obcych i nigdy nieujawniona.

W mojej pracy często się zdarzało, że byłam pierwszą osobą, która po kilkudziesięciu latach dowiedziała się o zdarzeniu ukrytym bardzo głęboko przed innymi ludźmi. Dotyczy to również sytuacji, gdzie nie było świadków, a dla dziecka okazały się doświadczeniem traumatycznym samym w sobie. Do takich należały nie tylko gwałt czy molestowanie, ale też pobyty w szpitalach, operacje i inne zabiegi, gdy rodzice nie mogli przebywać z dziećmi lub gdy dzieci nie były odpowiednio znieczulane. Często nie identyfikujemy takich zdarzeń jako traumatycznych, a pozostają one we fragmentach pamięci dorosłych już osób. Do lat siedemdziesiątych była to norma. Częste pobyty w szpitalach, poddawanie wielu zabiegom rzadko jest po latach kojarzone w ten sposób. Konieczność szybkiego działania, znieczulenie eterem nagle nakładanym na twarz bywa we wspomnieniach postrzegane jako ciężka przemoc. Potrafi stanowić moment, od którego osoba nie pamięta, co było wcześniej. Im bardziej była pozbawiona możliwości ucieczki, walki, tym mocniej to się w niej utrwaliło. Zanim zaczęto dopuszczać rodziców, dzieci były osamotnione, nie uznawano, że odczuwają ból jak dorośli. Było to dla malutkich dzieci traumatyczne doświadczenie, również ze względu na to, że poznawczo nie umiały sobie same wyjaśnić sensu tego cierpienia. Jeżeli matka jest z dzieckiem, dodajmy – w pełni responsywna matka, to pomimo braku możliwości rozumienia, że zabieg miał dziecku uratować zdrowie lub życie, samo to daje mu poczucie bezpieczeństwa. Rozumienie czegokolwiek wówczas nie ma znaczenia.

Interesującym zagadnieniem w kontekście przeżywania traumy osobowej podczas wojny w Ukrainie jest transgeneracja. Zapewne przyszłe badania pokażą, jak polskie doświadczenia wojenne sprzed prawie ośmiu dekad wpływały na postawę większości współczesnych Polaków wobec cierpiących Ukraińców mimo skomplikowanych wątków historycznych, jak na przykład zbrodnie na Wołyniu. Tego rodzaju zjawiskami zajmuje się psychogenealogia.

Dało się to zauważyć w lutym 2022 roku w reakcjach osób powyżej sześćdziesiątego roku życia, czyli takich, które żywo w pamięci mogą mieć jeszcze opowieści rodzinne z okresu drugiej wojny światowej. Opowieści te powracają w bardziej żywej odsłonie albo pojawia się niepokój niewiadomego pochodzenia, choć wiadomo, że główną przyczyną jest wojna w Ukrainie. Widać, jak osoby po czterdziestce, których rodzice jeszcze żyją, a byli pokoleniem powojennym, zaczynają poszukiwać opowieści swoich dziadków, którzy najczęściej milczeli o najcięższych traumach. Dziadkowie około osiemdziesiątego–dziewięćdziesiątego roku życia reagują często lękiem, niepokojem, przewidywaniem powtórzenia się tego, o czym wszyscy myśleli, że już nigdy się nie powtórzy.

7. Cechy traumy rozwojowej związanej z sytuacją lub działaniami osób bliskich i traumy osobowej związanej z traumą rozwojową

Trauma rozwojowa jest trudna nie tylko ze względu na skutki, ale też na pewną bezradność, jaką odczuwamy wobec ogromu doświadczenia osób nią dotkniętych. Mam kilkunastoletnie doświadczenie w pracy edukacyjnej i superwizyjnej w placówkach socjalizacyjnych, potocznie kiedyś nazywanych domami dziecka, w wioskach dziecięcych SOS, w Powiatowych Centrach Pomocy Rodzinie, w działach pieczy zastępczych, w kilku fundacjach zajmujących się statutowo edukacją lub wsparciem rodzin zastępczych, adopcyjnych i rodzinnych domów dziecka. To tam znajdują wsparcie i opiekę dzieci pozbawione opieki ze względu na dysfunkcje lub wręcz patologie w swoich rodzinach. Jest tam niewiele sierot naturalnych, których rodzice nie żyją i nie znalazł się nikt w rodzinie, kto by się tymi dziećmi zajął. Pracowałam też z osobami dorosłymi, które wychowywały się w którejś z wymienionych form opieki.

Tam spotkałam najwięcej dzieci, a potem osób dorosłych, które dotknęła trauma, i to nie tylko po urodzeniu, ale też trauma prenatalna, która daje bardzo rozległe skutki, mało zrozumiałe dla nowych lub rodzinnych (na przykład babć) opiekunów. Skutki te stają się czasami przyczyną wtórnej traumy. Ponieważ mówimy o dzieciach, będzie to często trauma rozwojowa związana z porzuceniem, rezygnacją z opieki nad dzieckiem przez rodzinę zastępczą, niewystarczającym radzeniem sobie opiekunów, ale też nauczycieli z problemami dzieci, których autonomiczny układ nerwowy się rozregulował.

Do niedawna temat traumatycznych doświadczeń płodu ograniczał się do alkoholowego zespołu płodowego (FAS). Wzrost i poszerzenie zainteresowania nim jest efektem rozwoju technik badawczych i możliwości badania mózgu dziecka. Obecnie mamy do czynienia z ogromnym rozwojem tej dziedziny i nie dotyczy to tylko tematu traumy, ale całej perspektywy neurorozwojowej związanej z innymi problemami rozwijającego się układu nerwowego.

Trauma to zagrożenie życia, mózg dziecka i cały układ nerwowy inaczej odczytują takie doświadczenia. Reaguje on, uruchamiając reakcje przetrwania, nawet jeśli dziecko jest pod czyjąś czułą opieką. Do takich zdarzeń może dojść w wyniku problemów okołoporodowych, traumy porodowej matki, cesarki bez wskazań medycznych, dawania matkom rodzącym syntetycznej oksytocyny w celu przyśpieszenia porodu, choć nie ma wskazań medycznych lub lekarz wręcz przeoczył przeciwwskazania, a także na skutek znieczulenia, które dziecku trzeba było zrobić przed zabiegiem, a do tego nieznane są jeszcze reakcje jego organizmu.

W samej traumie prenatalnej największe szkody wynikają z tego, że organizm nie jest przygotowany lub nie może poradzić sobie z tym, co go spotyka. Rozwijający się płód nie jest jeszcze gotowy (wczesna trauma prenatalna) lub biochemia i fizjologia ciała matki wpływające na każdym etapie rozwoju płodu na każdą jego komórkę przekraczają możliwości jego systemu adaptacji i regulacji. Im wcześniej pojawią się takie czynniki, tym rozleglejsze mogą być skutki dla rozwoju i zdrowia dziecka. Długo przed obecnym rozwojem nauk medycznych wiadomo było, jak ważne jest, aby dziewczynki przeszły choroby zakaźne (na przykład różyczkę) w dzieciństwie, bo niektóre wirusy są w stanie przeniknąć do ciała płodu. Kojarzono związek choroby matki będącej w ciąży z późniejszymi skutkami dla dziecka, dość wcześnie odkryto również konieczność ochrony kobiety przed dużym stresem, ale nie znano mechanizmów rządzących wpływem stresu na rozwój płodu.

Teraz wiemy na ten temat dużo więcej. W XXI wieku już dość dokładnie opisano traumę rozwojową, w tym traumę prenatalną w perspektywie neurorozwojowej28. Bardzo dużo wniósł w tę perspektywę Stephen Porges, który już w 1994 roku upowszechnił teorię poliwagalną. Stała się ona kamieniem milowym dla dalszych badań w tej dziedzinie.

Twórcy tego podejścia określili traumę nie tylko jako wydarzenie zagrażające życiu. Uznali zgodnie, że traumą jest skutek w postaci specyficznego stanu układu nerwowego przesyconego hormonami stresu uruchamiającego całą machinę następstw mających pierwotnie znaczenie dla przetrwania człowieka. Jeżeli jednak mówimy o płodzie, to nie jest on gotowy do samodzielnego poradzenia sobie ze stanem dezorganizacji, jaki takie zjawiska w nim wywołują, nie może się sam wyregulować. W przypadku powtarzania się takich zjawisk organizm dziecka może utracić zdolność autoregulacji lub zostanie ona bardzo zaburzona. Bardzo dobrym przykładem poważnych skutków takiego zjawiska są dzieci urodzone przez matki nałogowo pijące alkohol lub biorące narkotyki w czasie ciąży.

Alkohol, narkotyki tak jak hormony stresu, a nawet wirusy (na przykład różyczki, ospy, HIV) przenikają do ciała dziecka, a są to substancje czy organizmy przekraczające możliwości rozwijającego się organizmu.

Oczywiście w przypadku hormonów wystarczy poczytać, jak wpływa oksytocyna i inne „nagradzające” neurohormony uwalniane przez kochającą i bezpieczną matkę, a jak na płód oddziałuje zwiększona znacznie w wyniku stresu ilość kortyzolu i adrenaliny, których zadaniem jest stymulacja i przygotowanie organizmu do ucieczki lub walki, albo jak działają opioidy endogenne w momencie zamarcia. Mówimy o płodzie w jakimś konkretnym stadium rozwoju układu nerwowego. Wiadomo, że tak zwany mózg gadzi tworzy się pierwszy, aby dziecko mogło oddychać, aby biło mu serce i aby mogło przetrwać. Potem dopiero kształtuje się „mózg emocjonalny”, czyli system limbiczny charakterystyczny dla wszystkich ssaków, a na końcu rozwijający się głównie po urodzeniu „mózg myślący”, typowy tylko dla ludzi.

Trauma prenatalna, ale też okołoporodowa i postnatalna, może stanowić predyktor do mniejszej odporności na trudności życia. Te zjawiska niestety nie są rzadkie. Dotyczy to dzieci porzuconych, niechcianych, po próbach aborcji lub uszkodzeniach płodu, dotkniętych traumą prenatalną i innymi traumami lub wczesnymi zdarzeniami jak dławienie się i niedotlenienie. Do tej grupy trzeba doliczyć wszystkie te dzieci, które systemy medyczny, oświatowy, prawny i pomoc społeczna przegapiły w swojej pracy i nigdy nie dotarto do nich z pomocą. Nie zostały odebrane rodzinie, nikt nie pracował z ich rodzicami, nie doświadczyły choć w części swojego życia prawidłowych więzi, bezpieczeństwa i znaczenia.

Odrębną kategorią traumy rozwojowej jest tak zwana całościowa aktywacja o dużej intensywności (global high intensity activation), GHIA. „Do tej kategorii zalicza się traumę prenatalną i okołoporodową, skutki znieczulenia, występującą we wczesnym dzieciństwie wysoką gorączkę, duszenie się, dławienie, podtopienie, a także wczesną traumę relacyjną: odrzucenie, porzucenie, zaniedbanie lub zerwanie więzi biologicznej”29.

Przypisy

1 Carl Gustav Jung (1875–1961) – szwajcarski psychiatra, jeden z twórców psychologii głębi, prekursor pojęcia nieświadomości zbiorowej, krytykowany przez swoich następców (np. Donalda Kalscheda) za zbytnie lekceważenie traumy. Zwracał jednak jako pierwszy uwagę na fakt, że nie sama trauma wywołuje skutki, ale jej „cień”, czyli jej następstwa, za których pielęgnowanie lub usunięcie odpowiada już każdy dorosły. Gdyby Jung miał dostęp do większej wiedzy medycznej na temat traumy, zgodziłby się, że ludzie potrzebują narzędzi, które mogą im pomóc sobie z nią poradzić, szczególnie gdy trauma dotyka dziecko.

2 Co ciekawe, taki właśnie tytuł: Głęboka woda, nadano polskiemu serialowi z 2011 roku, w reż. Magdaleny Łazarkiewicz, dotyczącemu pracy grupy pracowników ośrodka pomocy społecznej.

3 W tekście zostały one wyznaczone drukiem pogrubionym.

4Narażenie na zdarzenia traumatyczne zgłaszane przez siebie i prawdopodobny zespół stresu pourazowego w krajowej próbie Polaków: Dlaczego częstość występowania zespołu stresu pourazowego w Polsce różni się od innych szacunków krajowych?, praca zbiorowa https://journals.plos.org/plosone/article?id=10.1371%2Fjournal.pone.0287854&fbclid=IwAR2xtBTPo7bEbZWDLZez4OSDQtcjjXPUzZnfcZ2ee1pgMlKp2RG-9z3YJdU, str. 58, (dostęp: 7.10.2023).

5A. Dragan, Kwantechizm, czyli klatka na ludzi, Fabuła Fraza Sp. z o.o., Warszawa 2019.

6 Mechanizmy obronne zostaną wyjaśnione w rozdziale II.

7M. Haas, Niezniszczalni. Rozwój po traumie, przeł. L. Białek, Wydawnictwo Charaktery, Kielce 2017, s. 16.

8D. Kalsched, Wewnętrzny świat traumy. Archetypowe obrony Jaźni, przeł. M. Kalinowska, Zysk i S-ka Wydawnictwo Poznań, 2015, s. 11.

9Anna Szulc-Rudzińska, Sztafeta traumy – wielopokoleniowa psychotraumatologia wg Franza Rupperta, https: //virgobooks.pl/modules/blockblog/blockblog-post.php?post_id=172 (dostęp: 15.02.2019).

10Urszula Nawrot – „Sens” 2018, nr 6 (117). Profesor Bogdan de Barbaro – znany psychiatra i psychoterapeuta – wypowiedział się na temat filmu Urszuli Nawrot tak: „Film Umbra uważam za niezwykle ważny: poprzez artystyczną metaforę, wieloznacznie, a zarazem dobitnie pokazuje, jak wielkim złem jest nadużycie seksualne dziecka. Dramat dziecka polega na tym, że jest poddane działaniom dorosłego, który wykorzystuje jego uczuciową bezradność. Dziecko nie rozumie, co się dzieje, jest krzywdzone, a czuje się winne. Molestowane dziecko odnosi głębokie rany psychiczne, zraniony zostaje jego autoportret fizyczny, duchowy, emocjonalny i seksualny. Dewastacja psychiki odbija się na tej osobie przez wiele lat, nawet u dorosłego ta trauma trwa i ma bolesne skutki w życiu emocjonalnym”.

11 Film obecnie dostępny na TVPVOD. QRCODE widoczny poniżej kieruje do strony z filmem.

12 Bruce D. Perry – amerykański psychiatra zajmujący się zdrowiem psychicznym dzieci i neuronauką.

13R.M. Sapolsky, Dlaczego zebry nie mają wrzodów? Psychofizjologia stresu, przeł. M. Guzowska, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2010. 

14 Pierre Janet (1859–1947) – francuski lekarz neurolog i psycholog, pionier w dziedzinie badania pamięci pourazowej, jako jeden z pierwszych uznawał i podkreślał znaczenie elementów nieświadomości, autor schematu terapii traumy stosowanego w głównych założeniach do dzisiaj.

15K. Bojarska, Trauma przegapiona, https://www.dwutygodnik.com/artykul/1734-trauma-przegapione-spotkania-z-historia.html (dostęp: 10.08.2022).

16S. Steudena, K. Janowski, Trauma – kontrowersje wokół pojęcia, diagnoza, następstwa, implikacje praktyczne, w: „Roczniki Psychologiczne” 2016, 19 (3), s. 549–565, s. 551, https://www.kul.pl/files/1479/193/roczniki_psychologiczne_20163_art._pl._s._steuden.pdf (dostęp 10.09.2024).

17U. Eder, F.J. Sperlich, Stymuluj swój układ przywspółczulny. Jak kilkoma oddechami pobudzić nerw błędny, wyeliminować procesy zapalne, zmniejszyć wydzielanie hormonów stresu i zapewnić regenerację, przeł. K. Łazarska, Wydawnictwo Vital, Białystok, 2021.

18 Informacje pozyskane w czasie rozmów z wolontariuszami pochodzenia ukraińskiego pomagającymi jako tłumacze.

19 Franz Ruppert (ur. 1957) – niemiecki psycholog zajmujący się wczesną traumą, innowacyjnymi metodami terapii urazowej dla grup i indywidualnych ustawień.

20B. Janusz, Niewypowiedziane cierpienia. Międzypokoleniowy przekaz traumy, maj 2015, nr 720, http: //www.miesiecznik.znak.com.pl/7202015bernadetta-januszniewypowiedziane-cierpienia-miedzypokoleniowy-przekaz-traumy/?fbclid=IwAR1tL-ob-PBI1LCV_wOUbeyICp8zb-IBRkvkzlnj3QLRPiDtb9NQT7BYT2w (dostęp: 1.02.2019). Pierwsze pokolenie ofiar Holokaustu miało misję, by przekazać życie dalej. Bardzo często nie rozmawiali z dziećmi o Holokauście. Cisza stała się dla nich jedynym środkiem ekspresji, a skutkiem tego było przerwanie ciągłości historycznego dziedzictwa rodziny.

21 Dla chętnych więcej informacji – PKP. Maszyna parowa. Historia wynalazku i rozpowszechnienia, https://www.youtube.com/watch?v=2XG9a0uxU2o (dostęp: 20.06.2023).

22B. van der Kolk, Strach ucieleśniony – mózg, umysł i ciało w terapii traumy, przeł. M. Załoga, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2018.

23 Viktor Emil Frankl (1905–1997) – austriacki psychiatra i psychoterapeuta, więzień kilku obozów koncentracyjnych, m.in. Auschwitz, twórca metody psychoterapeutycznej ukierunkowanej na rozważania nad sensem, tzw. logoterapii.

24Viktor E. Frankl, Człowiek w poszukiwaniu sensu, przeł. A. Wolnicka, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2009.

25R. Tomalski, I. Pietkiewicz,