Morsowanie - Zwierzchowska Ewa - ebook
NOWOŚĆ

Morsowanie ebook

Zwierzchowska Ewa

3,5

80 osób interesuje się tą książką

Opis

Kompendium wiedzy dla osób aktywnych, którzy nie wiedza jak stać się morsem. Książka odpowiada na wiele pytań. Jak stać się Morsem? Czy to pomaga zdrowiu? Jak zacząć? Oraz informacje praktyczne: przygotowanie organizmu, kiedy morsujemy, jak przygotować miejsce do morsowania, Morsowanie a ciąża, czy Morsowanie jest dla dzieci?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 138

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Wstęp

Książka, którą trzymacie w rękach, powstała z… ciekawości.

Od wielu lat zastanawiałam się, jaka siła ciągnie ludzi do tego, aby w środku zimy pojechać nad morze, jezioro czy rzekę, rozebrać się, rozgrzać, wejść do niemal lodowatej wody i wytrzymać w niej kilka minut. Co więcej – stać w przeręblu lub na brzegu morza, uśmiechać się od ucha do ucha i nie trząść się z zimna! Przygotowując tę książkę, przekonałam się, że kąpiel w lodowatej wodzie może być wspaniałym i ekscytującym przeżyciem, sposobem na sprawdzenie swoich możliwości, przełamanie lęków, pokonanie własnych ograniczeń.

Morsowanie staje się coraz popularniejsze.

Kiedyś była to rozrywka dostępna dla wybranych, bo osób, które się na to decydowały, było niewiele. Dziś w Polsce jest już około 100 klubów morsa. Wiele jest też nieformalnych grupek organizujących wspólne morsowanie poprzez media społecznościowe. W zasadzie każdy może zapoznać się z głównymi zasadami kąpieli w zimnej wodzie, skrzyknąć się ze znajomymi w internecie i niemal z dnia na dzień wskoczyć do lodowatego akwenu. Odbywa się również coraz więcej morsowych spotkań w różnych miastach: festiwali, zlotów czy cyklicznych imprez, podczas których grupy morsów zażywają wspólnych kąpieli w zimnej wodzie. Coraz więcej sportowców, celebrytów i gwiazd decyduje się na morsowanie.

Takiej książki dotąd na rynku nie było. Podczas jej tworzenia rozmawiałam z wieloma doświadczonymi morsami. Zawsze spotykałam się z niezwykłą życzliwością, pozytywnymi interakcjami. Morsy to specyficzna grupa społeczna. Roześmiana, wesoła, dowcipna, trochę jakby wyrwana z dzisiejszego zaganianego świata, w którym liczą się szybkie przyjemności. Zawsze chętna do tego, by przygarnąć nowicjuszy i pokazać im krok po kroku, jak rozpocząć przygodę z morsowaniem. I kochająca zimę czystą miłością.

W mojej książce nie ma naukowych wywodów czy analiz wyników badań, które są na morsach prowadzone. Na razie jest ich zresztą niewiele. Skupiłam się na tym, aby przekazać czytelnikom najważniejsze informacje od doświadczonych morsów i zachęcić do kąpieli tych, którzy chcieliby spróbować, ale się boją.

W książce przedstawiam m.in. krótką historię morsowania, by uświadomić czytelnikom, skąd wziął się pomysł hartowania zimnem. Piszę o korzyściach, jakie można osiągnąć, decydując się na kąpiele w zimnej wodzie. Do rozmów o plusach i minusach morsowania zaprosiłam też lekarzy – z nimi rozmawiałam o tym, kto może morsować i jakie są ograniczenia.

Najważniejszą część stanowią wskazówki „starych wyjadaczy”. Moi rozmówcy z pasją opowiadają o tym, jak technicznie organizują morsowanie, jak się przygotowują, jaki typ rozgrzewki preferują, co zakładają na siebie, wchodząc do wody, jak dbają o swoje bezpieczeństwo.

Piszę też o diecie morsa – o tym, jak powinny się odżywiać osoby, które morsują. Po jakie produkty i potrawy powinni sięgnąć przed kąpielą w zimnej wodzie i po wyjściu z niej.

Jeden rozdział poświęcam lodowemu pływaniu – nowej, dynamicznie się rozwijającej dyscyplinie sportowej spokrewnionej z morsowaniem. Coś dla siebie znajdą też osoby, które wciąż wahają się, czy morsować czy nie. W oczekiwaniu na decyzję mogą zdecydować się na seans w saunie czy pobyt w kroko­mierze.

Gdy kilka miesięcy temu rozpoczynałam pracę nad książką, byłam pewna, że nikt nie namówi mnie na zanurzenie się w lodowatej wodzie. Jestem osobą, która uwielbia ciepło, a nie znosi niskich temperatur. Wraz z nadejściem pierwszych dni września od zawsze mam już w pogotowiu puchówkę i ciepłe buty, a jedynymi moimi szalonymi wyczynami z zimnem jest wyskoczenie na śnieg po seansie w saunie. Zimę do tej pory przeżywałam, ratując się ciepłymi herbatkami, kocykiem i serialami. Nie wiedziałam, że można inaczej. Teraz, po raz pierwszy w życiu, z niecierpliwością czekam na zimę, bo wtedy nastąpi mój debiut w zimnej wodzie. Obiecałam to moim rozmówcom. Trzymajcie za mnie kciuki!

Kilka słów o odporności

Wzmacnianie organizmu

Silny układ odpornościowy potrafi się przeciwstawić wirusom i bakteriom. Jedni są bardziej odporni i nie chorują, a drudzy mają słaby układ odpornościowy i nieustannie zapadają na jakieś ­choroby.

Odporność organizmu to zdolność organizmu do obrony przed czynnikami chorobotwórczymi zewnętrznymi (np. bakteriami, wirusami, toksynami) lub wewnętrznymi (komórki zmutowane, nowotworowe). Gdy do organizmu wtargną drobnoustroje chorobotwórcze, budzi się układ odpornościowy (układ immunologiczny). Do walki stają białe ciałka krwi – limfocyty. Dzięki produkowanym przez siebie związkom chemicznym, czyli przeciwciałom, unieszkodliwiają chorobotwórcze drobnoustroje. Jeśli limfocytów jest za mało, walka staje się nierówna. Zarazki mnożą się ponad miarę, co objawia się kaszlem, katarem, wysoką gorączką, bólami głowy. By do tego nie dopuścić, warto zrobić coś, by wzmocnić armię obronną, czyli układ odpornościowy.

Gdy odporność jest obniżona, często łapiemy infekcje, szybko się męczymy, mamy słabe samopoczucie. Warto ją systematycznie wzmacniać, aby organizm był zawsze świetnie przygotowany do walki z wirusami i bakteriami.

Ważne czynniki

Stan naszej odporności jest uwarunkowany genami, codziennymi przyzwyczajeniami, odżywianiem. Jednak wiele zależy od nas samych. Niektóre czynniki obniżają kondycję organizmu. To m.in.:

Brak aktywności fizycznej. Żyjąc w bezruchu, nie tylko narażamy się na otyłość i związane z nią choroby cywilizacyjne, lecz także pozbawiamy się możliwości naturalnej regulacji mechanizmów odporności. Odpowiedni do możliwości, regularn-y wysiłek fizyczny wzmaga produkcję białych ciałek krwi (leukocytów) i zwiększa aktywność limfocytów, powoduje również wzrost stężenia immunoglobuliny klasy IgM i IgG, czyli przeciwciał biorących udział w reakcji na obecność bakterii, wirusów lub alergenów w organizmie. Wspomaga też proces termoregulacji – gdy ćwiczymy na świeżym powietrzu, organizm uczy się sprawnie reagować na zmianę temperatury i obecność drobnoustrojów w otoczeniu. Uprawiany regularnie sport przyczynia się także znakomicie do rozładowania stresu, który osłabia odporność.

Dlatego warto ćwiczyć co najmniej trzy razy w tygodniu, a najlepiej codziennie po minimum 30 minut. Jeśli jednak wysiłek będzie zbyt duży, a w mięśniach powstanie sporo kwasu mlekowego powodującego następnego dnia ból, odporność nie tylko się nie wzmocni, ale wręcz osłabnie. To dlatego, że oprócz kwasu mlekowego podczas intensywnych ćwiczeń wytwarza się także kortyzol, hormon stresu, który wpływa destrukcyjnie na układ immuno­logiczny.

Zanieczyszczenie środowiska. Nadmiar „chemii” wszechobecny jest nie tylko w wytwarzanym masowo gotowym pożywieniu, lecz także w otaczającym nas środowisku. Toksyczne substancje wydzielają się z mebli, klejów, farb, wykładzin, powietrze zanieczyszczają spaliny. Środki czystości podrażniają naskórek i błony śluzowe, niszczą naturalną florę bakteryjną, która stymuluje pracę układu odpornościowego i zapobiega rozwojowi patogenów.

Nie uzdrowimy otaczającego środowiska, ale możemy próbować zmniejszyć intensywność oddziaływania zanieczyszczeń. Dlatego warto ograniczyć używane przez nas środki chemiczne do minimum, nosić odzież z naturalnych materiałów, używać ekologicznych środków czystości i kosmetyków z ekocertyfikatem i w miarę możliwości ograniczać korzystanie z samochodu.

Zmęczenie i niedobór snu. Przewlekły stres i przepracowanie przyczyniają się do zaburzeń snu – bezsenności, częstego wybudzania się w nocy. Niedostatek snu zaś zwiększa stężenie kortyzolu we krwi, co szkodzi odporności. Nawet jedna bezsenna noc może przyczynić się do tego, że złapiemy infekcję, a stały niedobór snu trwale obniża produkcję limfocytów i ich zdolność do niszczenia drobnoustrojów.

Ważne jest, aby wysypiać się codziennie. Odporność najlepiej wspomaga nieprzerwany sen, trwający 7–8 godzin. Jego dobroczynne działanie widać szczególnie podczas choroby, gdy przysypiamy także w ciągu dnia i dzięki temu szybciej wracamy do zdrowia. Powinno się wypoczywać w całkowitej ciemności i ciszy, bo tylko wtedy w szyszynce wydziela się melatonina, która zapewnia m.in. prawidłowy rytm dobowy i funkcjonowanie układu odpornoś­ciowego.

Zła dieta i używki. Odporność spada wskutek niedożywienia. Powoduje je zarówno niedojadanie, jak i jadłospis pozornie obfity, ale pozbawiony cennych składników odżywczych, tzn. składający się z produktów wysokoprzetworzonych – pieczywa z białej mąki, dań gotowych, fast foodów, słodyczy, chipsów, słodzonych napojów. Taka dieta pozbawiona jest wspomagających odporność witamin, mikroelementów i naturalnych probiotyków. Także używki – alkohol, kawa, papierosy – pozbawiają organizm witamin i mikroelementów, które pomagają zwalczać groźne dla układu immunologicznego wolne rodniki. Wysokoprocentowy alkohol niszczy krążące we krwi i limfie komórki odpornościowe, a dym tytoniowy podrażnia i wysusza śluzówki, ułatwiając zarazkom wniknięcie do organizmu.

Aby wspomóc odporność, należy wzbogacić dietę w pełnowartościowe produkty, rzucić palenie, ograniczyć picie kawy i alkoholu.

Stres. Życie w ciągłym napięciu powoduje, że organizm jest nieustannie zalewany mobilizującymi hormonami stresu. Szczególnie jeden z nich – kortyzol – zaburza czynność grasicy – gruczołu odpowiadającego za produkcję limfocytów. Zmniejsza się w ten sposób liczba limfocytów i zdolność organizmu do wytwarzania przeciwciał.

Warto nauczyć się relaksować, znaleźć czas na rozrywkę i spotkania z bliskimi. Ogromną moc ma śmiech, który obniża poziom stresu. Wyzwala pozytywne emocje, które zwiększają produkcję komórek odpornościowych i endorfin, naturalnych substancji przeciwzapalnych. Dlatego osoby o pogodnym usposobieniu rzadziej chorują. Morsowanie może być jedną z aktywności, która pomoże nam w walce ze stresem i napięciem.

Zbyt częste stosowanie antybiotyków. Antybiotyki przeznaczone są do zwalczania bakterii i nie wyleczą choroby wywołanej przez wirusy. Bywają nadużywane – czasem lepiej jest pozwolić organizmowi, by sam zwalczył chorobę, wspomagany odpoczynkiem i naturalnymi środkami. Antybiotyk niszczy bowiem nie tylko bakterie chorobotwórcze, lecz także naturalną florę bakteryjną przewodu pokarmowego, która jest barierą dla patogenów. Dlatego po zakończeniu terapii łatwo złapać kolejną infekcję – a im częściej stosowany jest antybiotyk, tym większa szansa, że bakterie drogą mutacji uodpornią się na jego działanie.

Najlepiej stopniowo wzmacniać odporność zamiast stosować coraz silniejsze antybiotyki.

Jesienią i zimą nasz organizm jest osłabiony. Brak odpowiedniej ilości światła, mniej ruchu na świeżym powietrzu i monotonna dieta powodują, że układ odpornościowy gorzej radzi sobie z wirusami.

Dobre ubranie

Jesienią i zimą najlepiej ubierać się warstwowo – najpierw podkoszulek, potem bluzka, ciepły sweter i kurtka, najlepiej z kapturem. Ważne, aby dół podkoszulka, był włożony w spodnie tak, aby nie podwiewało nas od dołu. Taki ubiór będzie trzymał ciepło, bowiem pomiędzy poszczególnymi warstwami utworzy się warstwa najlepszego izolatora – powietrza. Lepiej nie zakładać na siebie zbyt dużo ubrań, bo się przegrzejemy i przeziębienie gotowe!

Strój musi nas chronić przed zimnem i wiatrem, a jednocześnie nie powinien utrudniać odparowywania potu. Dlatego jeśli nie chcemy czuć zimowego chłodu na plecach, nie zakładajmy bezpośrednio na ciało niczego z bawełny, bo materiał ten łatwo nasiąka potem i przylepia się do skóry. Zimą lepiej wybierać podkoszulki z nowoczesnych syntetyków odprowadzających wilgoć na zewnątrz.

Wierzchnia warstwa ubrania musi być nieprzewiewna. Idealna wiatroszczelna kurtka to taka, która ma warstwę windstopper. Nie będą nam wtedy straszne podmuchy wiatru ani nawet trzaskający mróz. Lepiej nie rezygnować z szalika i czapki. Jeśli temperatura jest powyżej zera, wystarczy opaska na uszy i czoło. Gdy jednak jest chłodniej, czapka staje się niezbędna.

Strategicznym punktem są też stopy. Zimą warto nosić grube skarpety za kostkę.

Po co nam hartowanie?

Hartowanie polega na usprawnieniu mechanizmów termoregulacji tak, aby organizm lepiej znosił jesienno-zimowe chłody i gwałtowne zmiany temperatury.

Codzienne hartowanie sprawia, że organizm uczy się szybko reagować na oraz obecność drobnoustrojów i zmieniające się warunki atmosferyczne, m.in. temperaturę. Jest kilka sposobów na hartowanie:

Morsowanie. Kąpiele w zimnej wodzie przy minusowych temperaturach to propozycja dla osób, które w zimie chcą spróbować czegoś nietypowego i zahartować organizm.

Naprzemienny prysznic. Trzeba zacząć od polewania się ciepłą wodą, potem ją stopniowo schładzać, aż będzie zimna. Proces należy powtórzyć kilka razy, a kąpiel zakończyć strumieniem zimnej wody. Czynność taka poprawia odporność i dodaje energii, więc warto ją stosować każdego ranka.

Kąpiele powietrzne. Polegają na gimnastykowaniu się w lekkim ubraniu przy otwartym oknie przez kilka minut. Ćwiczenia na powietrzu dotleniają komórki ciała, poprawiają krążenie, pozwalają rozładować napięcie psychiczne i przezwyciężyć zmęczenie.

Chodzenie boso po mieszkaniu. Zacznijmy od kilku minut i stopniowo wydłużajmy czas do momentu, kiedy poczujemy w nogach przyjemne ciepło. Nogi muszą być wciąż w ruchu, by stopy nie zmarzły. Układ odpornościowy jest stymulowany także przez chodzenie boso po zroszonej trawie czy brodzenie w zimnej wodzie. Wskazane jest również bieganie po śniegu. Pozornie wydaje się to dziwne, a nawet niebezpieczne. Jednak przy zachowaniu ostrożności i stopniowym przyzwyczajaniu stóp do zimna krótki spacer boso po śniegu może dać dużo korzyści.

Zmiana klimatu. Jeśli mieszkamy w rejonach górskich, wybierzmy się na 2 tygodnie nad morze, a jeśli na nizinach, zdecydujmy się na wypad w góry. Taka zmiana jest szokiem dla organizmu, który do tej pory był przyzwyczajony do określonego klimatu (temperatury, ciśnienia, wilgotności powietrza itd.). Natomiast kiedy styka się z innymi warunkami atmosferycznymi, musi się przestawić. Mobilizuje się więc do wytężonej pracy. Ten wysiłek dotyczy także układu odpornościowego. Korzyści jest znacznie więcej, bo w nowym miejscu poprawia się wydolność płuc, serca i układu krążenia, lepsza jest również przemiana materii.

Badania naukowe dowodzą, że system immunologiczny osób towarzyskich działa o 20 proc. sprawniej niż samotników. Warto więc spotykać się z przyjaciółmi, chodzić na koncerty, wystawy. Gdy jesteśmy zadowoleni z życia, mamy więcej energii i rzadziej chorujemy.

Więcej ruchu!

Regularna aktywność poprawia kondycję i wpływa korzystnie na psychikę. Wysiłek fizyczny uaktywnia bowiem endorfiny – hormony odpowiedzialne za dobre samopoczucie. Ten efekt widoczny jest zwłaszcza wtedy, gdy uprawiamy sport na dworze i łapiemy większą dawkę światła słonecznego.

Ruch na świeżym powietrzu zimą poprawia funkcjonowanie całego organizmu: zmniejsza ryzyko wielu chorób, a także wspomaga ich leczenie. Czynny wypoczynek zwiększa siłę, wytrzymałość, objętość mięśni i poprawia koordynację mięśniowo-ruchową. Dzięki temu sylwetka jest zgrabniejsza, a ruchy stają się harmonijne. Serce to także mięsień, ruch więc wzmacnia siłę jego skurczów, co sprawia, że krążenie krwi, a tym samym ukrwienie tkanek są lepsze. Już dawno naukowcy dowiedli, że regularny wysiłek fizyczny normalizuje ciśnienie tętnicze i działa przeciwmiażdżycowo, bo zmniejsza stężenie złego cholesterolu, a podwyższa dobrego.

Ruch zbawienny jest również dla kości. W dzieciństwie i młodości zwiększa masę kostną, w wieku dojrzałym zaś spowalnia proces jej ubywania, chroniąc przed osteoporozą. Ważny jest także dla stawów. Zwiększając wydzielanie mazi stawowej, zapewnia im płynne ruchy i dobre odżywienie chrząstek stawowych.

Wysiłek fizyczny zwiększa pojemność płuc, oczyszcza oskrzela, usprawnia trawienie, a nawet poprawia koncentrację. Odpręża, wprawia w lepszy nastrój, redukuje stres.

Zimą trudno zmusić się do wysiłku fizycznego. Wiele osób chętniej zostałoby na kanapie zamiast brodzić w śniegu. Zimą trzeba bardziej uważać, aby się nie przeziębić. Jeśli jesteśmy jednak zdrowi i odpowiednio ubrani, nic nie stoi na przeszkodzie, aby podbiegać czy pogimnastykować się na świeżym powietrzu. Plusem będzie dotleniony organizm, wzmocnione mięśnie i lepsza odporność.

Zmiany na talerzu

Silny organizm nie podda się wirusom i bakteriom. Dbajmy więc o to, by w codziennym menu znalazły się produkty wspomagające odporność.

Jesienią czy zimą warto dostarczyć organizmowi dodatkowej energii, żeby przetrwać mroźne dni. To także element budowania odporności. Warto przestrzegać kilku zasad:

Nie wychodzić z domu bez śniadania. Pierwszy posiłek należy zjeść w ciągu godziny od wstania z łóżka. Powinnien być rozgrzewający i sycący, ale nie może zbytnio obciążać przewodu pokarmowego.

W ciągu dnia zjeść coś na ciepło. Zupy kremy sycą i rozgrzewają organizm od środka, a to podczas chłodnych dni jest jednym z czynników zwiększających odporność na przeziębienie. Właściwości rozgrzewające zupy można też zintensyfikować, dodając ostre przyprawy, np. pieprz cayenne, gałkę muszkatołową, curry, chili czy imbir. Ostre przyprawy mają ponadto właściwości bakteriobójcze i oczyszczające, co wzmacnia układ odpornościowy.

Magiczny czosnek

Czosnek, mimo specyficznego zapachu i ostrego smaku, który może drażnić, jest niezrównany w oczyszczaniu organizmu z toksyn, metali ciężkich i drobnoustrojów chorobotwórczych.

Roślina ta jest bogata m.in. w białka, węglowodany, witaminy C i PP oraz allicynę, która, prócz charakterystycznego ostrego zapachu, ma działanie bakteriobójcze. Czosnek bardzo skutecznie zapobiega infekcjom wirusowym układu oddechowego i je zwalcza również dzięki lotnym związkom siarki i olejkom eterycznym.

Najlepiej jeść go z dodatkiem tłuszczu, by nie podrażniał żołądka, i natką pietruszki, która niweluje nieprzyjemny zapach. Najsilniej działa czosnek świeży, a jego moc zwiększa witamina C. Wystarczą jeden–dwa ząbki dziennie. Jeśli nie tolerujemy zapachu czosnku, zażywajmy go w kapsułkach. Zawierają wszystkie aktywne składniki czosnku.

Sięgać po węglowodany złożone. Głównym źródłem energii powinny być węglowodany złożone (razowe pieczywo, kasze, makarony z pełnego ziarna, warzywa).

Tłuszcze zwierzęce należy zastąpić tłuszczami roślinnymi, które podobnie jak zawarte w rybach kwasy omega-3 dostarczają organizmowi budulca do produkcji substancji przeciw­zapalnych.

Nie stronić od fermentowanych produktów. Jogurty, kefiry, kiszonki zawierają probiotyki – specjalne szczepy bakterii, które pobudzają białe ciałka krwi do większej aktywności. Są skuteczne, jeśli jada się je systematycznie. Warto też dostarczać organizmowi prebiotyków, które umożliwią dobrym bakteriom zasiedlenie jelit. Prebiotyki są w płatkach owsianych, razowym pieczywie, cykorii, bananach, grochu.

Kupować cytrusy. Zimą warto jeść cytrusy – jedna pomarańcza lub dwie mandarynki pokrywają dzienne zapotrzebowanie na witaminę C. Owoce cytrusowe dostarczają dużo beta-karotenu, witamin z grypy B oraz przeciwutleniaczy i substancji wzmacniających odporność.

Nie zapominać o produktach zawierających żelazo. Jeśli tego pierwiastka jest za mało, krwinki czerwone są słabe, a wtedy nie mogą dobrze wykonywać swojego zadania, jakim jest odżywienie każdej komórki układu odpornościowego. Produkty pełne żelaza to wątróbka, chude czerwone mięso, jaja, grube kasze jęczmienne i kasza gryczana. Najlepszym źródłem żelaza są produkty zwierzęce, ale można poprawić przyswajalność tego składnika z produktów pochodzenia roślinnego, spożywając je razem z bogatymi w witaminę C warzywami, np. w postaci surówki skropionej sokiem z cytryny. Do obiadowych dań warto jesienią dodawać czosnek, najlepiej świeży (duszony lub smażony traci część swoich właściwości).

Ograniczyć używki. Alkohol, kawa, papierosy niszczą witaminy A, C, E i B oraz selen, cynk i inne mikroelementy, które pomagają zwalczać groźne dla układu immunologicznego wolne rodniki. Wysokoprocentowe trunki zabijają znajdujące się we krwi i w limfie komórki odpornościowe. W czasie palenia w organizmie powstają wolne rodniki, które osłabiają system odpornościowy. Ponadto toksyczne substancje zawarte w dymie nikotynowym podrażniają śluzówki nosa i gardła, ułatwiając wirusom i bakteriom wniknięcie do organizmu.

Suplementy – tak czy nie?

Osoby zdrowe nie muszą zażywać suplementów diety. Czasem jednak warto sięgnąć po preparaty wzmacniające odporność (najlepiej w porozumieniu z lekarzem). Jeśli nie jemy często ryb, sięgnijmy po wyciąg z oleju z wątroby rekina grenlandzkiego lub ryb dorszowatych. Odporność podnoszą wyciągi roślinne, np. z jeżówki, aloesu, aronii, żeń-szenia.

Morsowanie z bliska

Szczypta historii

Frigidarium to po łacinie lodówka. Ale też basen wypełniony lodowatą wodą, stanowiący część rzymskich łaźni czy term. Prawdopodobnie tam właśnie zaczęła się historia morsowania. Trudno znaleźć w źródłach informacje o innych, wcześniejszych, zorganizowanych kąpielach w zimnych wodach. Dlatego też ludzie zajmujący się morsowaniem najczęściej przyjmują, że pierwszą formą takiej rozrywki (dla Rzymian wizyty w termach były przede wszystkim częścią życia towarzyskiego, a dopiero w dalszej kolejności zabiegiem prozdrowotnym) były właśnie duże baseny z zimną wodą, budowane w starożytnych rzymskich łaźniach.

Rzymianie w starożytności zażywali kąpieli nie tylko po to, by obmyć ciało, ale przede wszystkim, by zapewnić sobie duchową czystość. Formą oczyszczania była wizyta w publicznej łaźni. Nie były to tylko kąpiele gorące, ale też te w lodowatych wodach.

Historycy, opisując wizyty tych przybytkach, wyjaśniają, że goście po zostawieniu swoich szat i zażyciu ciepłych kąpieli na końcu trafiali właśnie do frigidarium. Podstawowym celem było zmycie potu ze skóry i zamknięcie porów. Baseny z zimną wodą w miarę możliwości okresowo próbowano nawet schładzać śniegiem.

Mądrzy Rzymianie, by ułatwić sobie proces schładzania wody, zwykle umieszczali te baseny w północnej, najmniej nasłonecznionej części łaźni. Największym opisany przykładem frigidarium był basen w termach Karakalli w Rzymie, oddanych do użytku w latach 216–217. Miał on aż 58 m długości i 24 m szerokości.