Moje życie jest moje. Opowieści o wolności i pożądaniu - Remigiusz Ryziński - ebook + audiobook

Moje życie jest moje. Opowieści o wolności i pożądaniu ebook i audiobook

Remigiusz Ryziński

4,1

52 osoby interesują się tą książką

Opis

Jak wygląda w Polsce seks bez tabu? Od dominacji i swingu, przez kina porno i kluby go-go, po zmysłowe rytuały shibari. „Moje życie jest moje” to opowieść o wolności i pożądaniu wykraczających poza granice konwenansu. Mocna, intymna i szczera, wprowadzająca w doświadczenie ciała i seksu, który pochłania, zawłaszcza, a czasem niszczy. Historia o tym, kim chcielibyśmy być lub kim w swoich najskrytszych marzeniach i fantazjach naprawdę jesteśmy.

Bohaterki i bohaterowie Ryzińskiego pokazują, jak w odważnym seksie objawia się to, co najbardziej ludzkie: namiętność, egocentryzm, zachłanność, a także żarliwa, niekiedy bolesna miłość. I że wyzwolenie seksualne bywa najważniejszym wyzwoleniem życiowym.

Nie ma przecież jednego scenariusza na życie. Jest za to wiele o nim opowieści. Najciekawsze z nich to takie, w których opowiadający mówi: „Moje życie jest moje”. Albo: „Mój seks to ja”.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 264

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 9 godz. 15 min

Lektor: Andrzej Chudy

Popularność




Remigiusz Ryziński

Moje życie jest moje

Opowieści o wolności i pożądaniu

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.

Projekt okładki Agnieszka Pasierska / Pracownia Papierówka

Projekt typograficzny i redakcja techniczna Robert Oleś / d2d.pl

Copyright © by Remigiusz Ryziński, 2020

Opieka redakcyjna Łukasz Najder

Redakcja Ewa Polańska

Korekta Elżbieta Krok, Sylwia Paszyna

Skład Agnieszka Frysztak / d2d.pl

Skład wersji elektronicznej d2d.pl

ISBN 978-83-8191-035-4

– Zobaczysz! – powiedziała.

Georges Bataille, Historia oka i inne historie (przeł. Tadeusz Komendant)

Wstęp

Seks jest dla wielu ważną częścią życia. Jeśli stanowi o naszej tożsamości, to czy nie powinien być brany na serio? Nie ze wstydem, ale z pełną odpowiedzialnością. Nie z pruderią czy pod wpływem społecznego przymusu, ale z radością i ze szczerością. Seks to opowieść o sobie, a nie o religii, społeczeństwie, normach, zakazach, nakazach, konwenansach, powinnościach, niestosownościach i wstydzie. Awangardowość czy nieszablonowość seksu nie odbierają mu ani sensu, ani smaku. Z pewnością może być i piękny, i szokujący, ciekawy i ohydny, mimo że przecież w istocie za każdym razem chodzi o to samo. Celem seksu nie musi być jednak satysfakcja, może nim być prokreacja, rozładowanie napięcia czy, przeciwnie, skumulowanie energii. Nie może być mowy o seksie niesłusznym czy wstrętnym, skoro znajdą się ludzie, którzy za zgodą wszystkich jego uczestników robią to, co robią.

Ostatecznie przecież życie jest tylko jedno: własne.

Michel Foucault w Historii seksualności twierdzi, że seksu nie należy tłumaczyć, że należy go po prostu robić. Robić, uprawiać, praktykować, ale także – przeżywać.

Susan Sontag w znanym eseju na temat kampu pisała: „Na świecie jest wiele rzeczy, których nie nazwano. Wielu zaś spośród tych, które nazwano, nie opisano”[1].

Seks jest formą spełnienia, odpowiedzią na opresję, władzą, przyjemnością, zatratą i w końcu także: miłością.

Seks wymyka się interpretacji.

Może natomiast zostać opowiedziany.

Rozdział 1

1

– Ty, ty i ty. Idziemy.

W pokoju oddzielonym od reszty klubu kratą znajdują się grupa mężczyzn i dwie kobiety – jedna leży na materacu, druga stoi blisko wejścia. Ta, która leży, to Emma. Jest naga, nie licząc rajstop z wycięciem w kroku i sznurowanych za kolana butów marki Jeffrey Campbell. Jej duże piersi, z dużymi ciemnymi brodawkami, opadają ciężko na boki. Ma lekko podwiniętą lewą nogę. Przykłada dłoń do ust, zagryza wargi.

Druga kobieta, Fatima, jest ubrana w dopasowany do ciała lateksowy kombinezon. Ma ciasno związane włosy, mocno umalowane usta i oczy. Na głowie nosi skórzaną czapkę z błyszczącym daszkiem, na stopach – czerwone szpilki. W dłoni trzyma szpicrutę, którą wskazuje na poszczególnych mężczyzn. Wydaje im po kolei rozkazy:

– Liż.

– Pieść.

– Przygotuj się.

Teraz patrzy na starszego mężczyznę, który siedzi na materacu najbliżej twarzy Emmy.

– Trzymaj jej głowę i głaszcz – mówi.

– Dobrze – odpowiada pokornie mężczyzna. Dotyka twarzy Emmy i końcami palców gładzi ją tak, że można odnieść wrażenie, że ją usypia.

Fatima kieruje wzrok na wysokiego, dobrze zbudowanego młodego mężczyznę w granatowym T-shircie, krótkich spodenkach i klapkach. Wygląda jak ratownik w czasie sezonu wakacyjnego. Tymczasem jest zima, na zewnątrz pada śnieg, ale klub jest mocno nagrzany. Jest tu duszno, a okna są zasłonięte czarnymi kotarami.

– Ty pieść jej sutki – pada rozkaz i ratownik pochyla się nad ciałem Emmy.

Inny mężczyzna zbliża się do materaca i patrząc na Fatimę, szuka w jej wzroku pozwolenia.

– Ty też – zgadza się.

Kobieta ze szpicrutą rozgląda się, szukając kolejnego aktora. To nie jest teatr, ale wszystko ma charakter sadycznego przedstawienia. Rzeczy dzieją się, jakby były wyreżyserowane, a postaci odgrywają swoje role w perfekcyjnej synchronizacji.

Fatima odwraca się do stojącego za nią mężczyzny.

– Ty pilnuj, żeby nikt więcej nie właził – mówi.

Zostaję w drzwiach, zasłaniam wejście.

Kobieta wskazuje teraz palcem na niskiego mężczyznę stojącego w rogu pomieszczenia, blisko kotary okiennej. Stoi ze spuszczoną głową, w pozycji skazańca. Ma smutną twarz, a jego ciało lekko drży. W przeciwieństwie do pozostałych jest nagi, bose są nawet jego stopy. Na penisie ma założoną metalową klatkę – pas cnoty.

Fatima uśmiecha się ironicznie i mówi do niego:

– Paproch, ty pilnuj, żeby oni mieli gumki.

Mężczyzna przyjmuje rozkaz i nie podnosząc oczu na swoją Panią, kiwa posłusznie głową. Trzyma w ręku rulonik kwadratowych opakowań prezerwatyw i tubkę żelu nawilżającego. Fatima odwraca się i kieruje wzrok w stronę tego, który siedzi najbliżej stóp leżącej kobiety.

– Wskakuj – zarządza.

Zaczyna się pierwszy stosunek. Potem będą następne.

Siedmiu mężczyzn po kolei penetruje Emmę.

Wkrótce kobieta lepi się do czarnego materaca. Jest spocona i wilgotna. Jęczy. Zamyka oczy. Czuje na sobie dłonie ludzi, których w większości nie zna. Tego właśnie pragnie.

Chce zapomnieć, kim jest, i całkowicie się otworzyć.

Chce porzucić wstyd i przestać się kontrolować.

Chce przeżywać rozkosz. Jakby przez wiele dni była głodna, a teraz mogła wreszcie łapczywie się nasycić i oddać tej rozkoszy w pełni – zupełnie się jej poświęcić. Wtedy będzie sobą i będzie szczęśliwa.

– A ty – zwraca się Fatima do mężczyzny stojącego przy ścianie – ty, Karolu, dbaj, żeby twoja żona przez cały czas była pełna.

Ale on wychodzi. Idzie do baru, zamawia whisky i pije.

2

Nazywam ją Emmą. Nie dlatego, że jak pani Bovary zdradza męża bez jego wiedzy, ale dlatego, że akurat czyta książkę Flauberta, w której podkreśla znany cytat: „Chciała umrzeć i jednocześnie mieszkać w Paryżu”.

– Wspaniałe! – zachwyca się. – Cała ja.

Jest więc Emmą, a jej mąż to Karol.

Emma i Karol są małżeństwem swingersów[2].

Pobrali się po półtorarocznej znajomości w maju 2010 roku. Na fotografii ślubnej zrobionej w Studiu MTJ Wrzesińscy widać dwoje kochających się ludzi: ją, ustawioną nieco wyżej (stoi), i jego, niżej (siedzi). Emma jest w białej sukni, do której doszyte są perełki układające się w kwiatowe wzory, ma odkryte ramiona. Na głowę założyła welon i diadem, na dekolt duży naszyjnik. W uszach – ciężkie kolczyki. Na palcu prawej dłoni widać złotą obrączkę. Emma nosi subtelny makijaż, ma pomalowane na perłowo paznokcie, czarne włosy upięte są z tyłu, a grzywka opada do linii brwi. Na jej lewym ramieniu widoczny jest spod welonu duży tatuaż. To harpia, uskrzydlona kobieta. Emma lubi tatuaże. Ma ich jeszcze dwa, jeden na podbrzuszu, a drugi – zrobiony na karku – to napis: „Never Let Me Down Again”.

Karol też ma tatuaże. Ale na fotografii jest ubrany w białą, zapinaną ciasno pod szyją koszulę, więc żadnego nie widać. Gdy się rozbiera, największe wrażenie robi ogromny, rozdzierający skórę tygrys na plecach. Drugi tatuaż, podobnie jak u żony, znajduje się na lewym ramieniu i przedstawia śmierć.

Dalej zdjęcie: Karol opiera głowę na biuście Emmy, która tuli go do siebie. Patrzy w obiektyw, jego oczy są szarozielone. Ma krótko obcięte włosy i jest gładko ogolony. Mimo że pozuje na silnego faceta, wygląda młodzieńczo, naiwnie. Po latach zapuści włosy, wygoli boki i kark. Fryzurę będzie spinać w mały kucyk z tyłu głowy. Zmężnieje, nabierze ciała, stanie się mężem i ojcem.

Białe tło fotografii podkreśla niewinność tych dwojga. Taka jest rola bieli. Co innego czerń, ulubiony kolor Emmy. Zwłaszcza jeśli chodzi o bieliznę – musi być czarna, koronkowa, „kurewska”, tłumaczy. Uważa, że czarny jest kolorem seksu. Dlatego też maluje na czarno paznokcie, ma czarną szminkę, używa dużo maskary, która podkreśla jej wielkie czarne oczy. Kiedy idą do klubu, wygląda jak domina. Sprawia wrażenie kobiety wyniosłej, niedostępnej. Zwłaszcza kiedy wkłada szpilki i bodystocking, elastyczny kombinezon, który zakrywa jej ciało w takim samym stopniu, w jakim pozostawia je nagie. Mężczyźni się jej boją. Niepotrzebnie, bo Emma jest uległa.

Karol, młodszy od żony o sześć lat, to przystojny mężczyzna. Na fotografii widać tę różnicę wieku, chociaż z upływem czasu się zatarła. Nie noszą obrączek. Któregoś dnia Emma położyła swoją na szafce, potem przykryła jakąś chusteczką, a później, przez nieuwagę, wyrzuciła. Karol swoją trzyma gdzieś w szufladzie. Symbole małżeństwa nie mają dla nich tak wielkiego znaczenia jak na początku.

Zamieszkali w jej rodzinnym domu na warszawskiej Pradze. Razem z nimi i ich synkiem – sześcioletnim Jasiem – mieszka też syn Emmy z pierwszego małżeństwa, dwudziestosześcioletni dziś Adam. Są tu też obie babcie Jasia, które rozpieszczają małego wnuka, zajmując się nim, kiedy rodzice nie mogą. Jasiek ma oczy Emmy i jej uśmiech. Jest radosnym chłopcem, lubi się bawić, rysować, robić laurki dla gości, opowiadać historie. Interesują go „żywoty świętych” (wpływ babki) oraz określenia takie jak „fiutek” lub „cipcia” (wpływ matki). Natychmiast te słowa powtarza, dorośli śmieją się, nie protestują. W domu panuje pod tym względem swobodna atmosfera, dużo się mówi o seksie.

Jasiek najbardziej ze wszystkiego lubi słuchać o śmierci. Jedna z babć opowiadała mu o pogrzebach, cmentarzach, mszach żałobnych i tak doszedł do wniosku, że śmierć jest czymś bardzo pięknym i wyjątkowym. Lubi więc bajki, w których ktoś umiera. Fascynuje go Halloween, a także dinozaury, które przecież wymarły bardzo dawno temu, a mimo to ludzie wciąż o nich pamiętają i je podziwiają. Tak jak z Jezusem. Janek ma dużo plastikowych figurek dawno wymarłych dinozaurów. Jest też krzyż u babci w pokoju, na którym wisi martwy Bóg.

Emma i Karol bardzo kochają Jasia. Wychowują go zgodnie, chociaż to ojciec opiekuje się nim chętniej – poświęca mu więcej uwagi i czasu. Matka pogłaszcze, przytuli, porozmawia. Pójdą na obiad do restauracji. Obejrzą film w telewizji, ale na plac zabaw czy do wesołego miasteczka chodzą tata z synem. Raz wybrali się w trójkę na Powązki. Oglądali groby i podziwiali pomniki. Te starsze, te współczesne – dla Jasia wszystkie bez wyjątku były wspaniałe, bo wszystkie miały w sobie martwe ciała. Emma poszła, bo był Dzień Dziecka. Normalnie woli zostać w domu sama. Odpocząć, zadzwonić do kogoś, pospać.

Karol to trzeci mąż Emmy. Pierwszym był mężczyzna dominujący, agresywny. Lubił się napić, lubił narkotyki, imprezy. Byli młodzi, bawili się w kilkudniowych ciągach. Szły tam heroina, kokaina, alko. Bawili się, a potem tłukli. Na końcu był ostry seks, w którym wyładowywali emocje. Emma zaszła w ciążę.

Drugiego męża poznała, kiedy wyszedł na przepustkę z więzienia. Spotkali się na imprezie, poszli do łóżka. Dogadywali się, pojawiła się namiętność, więc postanowili wziąć ślub. Emma ewoluowała, nie była już tą samą wariatką z pierwszego związku. Zajmowała się domem, dzieckiem, otworzyła salon stylizacji paznokci i przyuczyła do zawodu męża, który już po roku – choć trudno w to uwierzyć – wygrał zawody i został Nail Masterem Polski. Typ więzienny lubił jednak zaszaleć, co nie szło w parze z ówczesnymi pragnieniami Emmy o prowadzeniu „normalnego domu”. Rozwiedli się.

Emma została sama z dzieckiem, chociaż nie zrezygnowała z życia i poznawania mężczyzn. Lubiła jednorazowy seks, ale miała też dłuższe relacje. Na przykład z bogatym chłopakiem, który handlował, czym się dało, na Stadionie Dziesięciolecia, dzięki czemu dorobił się poważnych pieniędzy i przerzucił na okna i drzwi z plastiku. Facet był w porządku, chociaż miał dwie wady: skąpstwo i oziębłość. Wysyłał Emmę do seksuologów, żeby ją leczyli, bo za dużo seksu chciała. A jak przyniósł dziecku piłkę za parę złotych ze stadionu, to go w końcu pogoniła.

Karol zakochał się w Emmie od razu. Spotkali się w pubie Lolek. Usiadł koło Emmy, starał się jej przypodobać, ale robił na niej wrażenie sztywniaka – koszula z mankietami, kamizelka, spodnie w kant. Zero polotu, zero fantazji. Schludny był, owszem, tylko jakiś wstydliwy. Dała mu jednak szansę i po Nowym Roku wyjechali na wesele koleżanki do Białowieży. Miejsce było luksusowe, z atrakcjami, dobrym jedzeniem, wesołym towarzystwem. Wybrali się na dwie noce jako znajomi, a wrócili jako para. Karol okazał się bardzo opiekuńczy, troskliwy, zaradny i stawiał sobie za punkt honoru, żeby Emmie było jak w raju. Czegokolwiek by sobie zażyczyła, to było. Ona mówi – on daje, ona pragnie – on spełnia. Tylko jednego mu brak – inicjatywy. Bo to Emma prowadzi, a on podąża, ona wyznacza cele, a on je realizuje.

Karol zajął się też Adamem, co dla Emmy miało pierwszorzędne znaczenie – jej starszy syn jest w spektrum Aspergera. Emma nazywa to „prawdomównością”, bo Adam zawsze mówi prawdę. Bywa, że przychodzi do pokoju i zaczyna opowiadać. Potem albo sam wyczerpuje historię, albo Emma mu przerywa. Prosi go, żeby poszedł po coś do kuchni, że dokończy później. Chłopak się nie obraża, po prostu zaczyna robić to, co każe mu matka. Czasem jednak – zauważa Emma – „upsychotycznia się”, staje się autoagresywny. Niedawno próbował popełnić samobójstwo, podrzynając sobie gardło. Na szczęście udało się sprawę opanować, Adam żyje i dalej mówi prawdę.

Mieszkają w dużym domu, którego część zajmują matki Karola i Emmy. Matka Karola na temat swingerskiego sposobu życia syna i jego żony zawzięcie milczy. Matka Emmy – przeciwnie. Wysyła do niej esemesy, czasem szepnie zgryźliwe słowo, niby przypadkiem skomentuje sytuację. Nie rozumie, jak kobieta, która twierdzi, że jednak uprawia z mężem seks, organizuje schadzki i chodzi z innymi. Emma śmieje się, że matka powinna sama spróbować, przekonać się, że te liczące niekiedy trzysta osób spotkania to uznanie swoich potrzeb i potrzeb partnera za ważniejsze od konwenansów kulturowych. Matka wpada w gniew i zarzuca Emmie puszczalstwo, na co ona spokojnie mówi, że nie będzie z nią dyskutować, bo jej słowa brzmią jak przykazania.

– Jakie przykazania? – pyta zdenerwowana matka i wpada we własne sidła, bo Emma studiowała Pismo Święte i miała w życiu, między mężem więziennym a Karolem, krótki etap religijny, dlatego teraz może natychmiast zacytować z pamięci:

Raz: „Małżeństwo niech będzie we czci u wszystkich, a łoże nieskalane; rozpustników bowiem i cudzołożników sądzić będzie Bóg” (Hebr. 13,4)[3].

Dwa: „A Ja wam powiadam, że każdy, kto opuszcza żonę swoją, wyjąwszy powód wszeteczeństwa, prowadzi ją do cudzołóstwa, a kto by opuszczoną poślubił, cudzołoży” (Mat. 5,32).

Trzy: „Niech będzie błogosławiony twój zdrój, a raduj się z żony twojej młodości! Miłej jak łania, powabnej jak gazela! Niech jej piersi zawsze sprawiają ci rozkosz, upajaj się ustawicznie jej miłością!” (Przyp. 5,18–19).

– I co w tym złego? – zaperza się matka. – Nie chciałabyś być dla męża jak łania albo gazela powabna?

– Nie, kurwa, raczej nieuchwytna jak Tommy Lee Jones w Ściganym – kończy temat Emma, bo nie ma już czasu. Jadą pod Częstochowę, do klubu swingersów Prive.

3

Wiele się spodziewała po pierwszej nocy z Karolem. Znajoma lekarka opowiadała jej, jak kiedyś na dyżurze weszła do sali chorych, zobaczyła jednego z pacjentów i pierwsze, co przyszło jej do głowy, to że to będzie ojciec jej dzieci. I tak się stało. Teraz z Emmą było podobnie – miała wielkie oczekiwania, chociaż innego rodzaju.

Była wobec mężczyzn bardzo wymagająca, szukała pełnej satysfakcji. Kibicowała Karolowi, żeby okazał się znakomitym kochankiem, bo wierzyła, że tylko związek oparty na dobrym seksie, na podobnych temperamentach jest związkiem udanym, z którego może wyrosnąć uczucie, bliskość, więź i w końcu miłość. Seks był najważniejszy. Miłość znajdowała w nim solidny fundament. Poza tym – inaczej niż seks – nie istniała rozłącznie.

Niezobowiązujący seks był o tyle łatwiejszy, że nie wymagał od Emmy zastanawiania się nad tym, jak wygląda, jak pachnie, czy zachowuje się odpowiednio. Bała się bycia odrzuconą, wyśmianą. Bała się momentu, w którym na twarzy kochanka dostrzeże znudzenie albo zniechęcenie. Miewała wielu partnerów, bo za każdym razem, kiedy widziała w oczach któregoś z nich błysk zachwytu i pożądania – czuła, że jest wspaniała. Błysk ten pojawiał się u tych, którzy ją zdobywali. Ci, którzy już ją mieli, nigdy już tak nie patrzyli.

Twierdziła, że w seksie najważniejsza jest całkowita akceptacja i brak poczucia wstydu. Kobieta nie może się krępować nieidealnej figury, nieidealnych piersi czy bioder, nie może myśleć o swoim być może zbyt ostrym zapachu czy makijażu, który akurat zaczyna z niej spływać. W seksie anonimowym ten rodzaj wstydu nie występuje.

Czasem zastanawiała się, czy nie myśli o tych sprawach więcej niż facet, z którym uprawia seks.

Czy oni w ogóle o tym myślą?

Czy w ogóle myślą o kimś poza sobą?

Nie oceniała ich, nie potępiała, czuła, że jest do nich podobna. Była narcystyczna, egocentryczna i hedonistyczna. I była z tego dumna.

Miała duże wymagania, które ubierała w słowa znane z literatury w typie Pięćdziesięciu twarzy Greya. Potrzebowała więc: samca, który będzie jak skała, silny, męski, opiekuńczy. Chciała, żeby miał sporą fantazję, zarówno w seksie, jak i w życiu. Żeby zabierał ją w nieznane, żeby był dla niej przewodnikiem, który pokazując jej to wszystko, czego jeszcze nie widziała, towarzyszył jej i zapewniał równocześnie poczucie ekscytacji i bezpieczeństwa. Szukała drwala, mocnego i troskliwego, wielkiego i czułego, ostrego i łagodnego jednocześnie. Z poczuciem humoru i umiejętnością rozmowy.

Ale czy ktoś taki mógł w ogóle istnieć? Czy takim kimś mógł być właśnie Karol?

Pierwsza noc, którą spędzili razem w lasach Białowieży, w hotelu z udogodnieniami takimi jak spa, masaże, basen, a nawet jazda konna i poranna joga, była rzeczywiście wspaniała.

Każda następna natomiast była jej coraz bledszym odbiciem. Bliskość i seks z upływem czasu stawały się dalekim echem tamtej pierwszej nocy i pierwszego zbliżenia. Wszystko, co przyszło później – miłość, dziecko, życie codzienne i rodzina – wszystko, absolutnie wszystko – było od niej gorsze.

Emma mówiła, że Karol poprowadził ją przez tamtą noc jak prawdziwy globtroter. Potem jednak przystanął po drodze. Przepuścił ją i zaczął podążać jej śladami. Wiedziała, że w swoim przekonaniu chroni ją przed tym, co może się wydarzyć, dba o to, by miała oparcie, by czuła, że jest blisko i że cokolwiek by się stało, on będzie całkowicie dla niej. Według Emmy jednak był tylko jej cieniem.

4

Emma zaprowadziła Karola do klubu swingersów po raz pierwszy, jeszcze zanim zostali małżeństwem. Pytanie brzmiało: jak przyszły mąż odbierze jej nieustępliwą ochotę na seks, pragnienie powtarzania tego tak często i tak intensywnie, jak to tylko możliwe? Próba ognia – myślała – musi odbyć się jak najszybciej, bo przecież jeśli ma się związać z kimś do końca życia – a przynajmniej na długo – to musi to być ktoś, kto będzie akceptował ją zupełnie.

Od rozmyślań przeszła do planowania. Najpierw szukała informacji w internecie, potem rozmawiała z ludźmi, poznała właścicieli klubu swingersów, a oni zaczęli namawiać ją, żeby przyszła. Mówili, że jest świetna atmosfera, że ludzie są przyjaźni, otwarci, weseli. Klub nazywał się SwingSwing, a potem zmieniono nazwę na Euphoria. Towarzystwo pozostało to samo. Emma i Karol bywają tam do dziś. Lubią też Usta i Lavę.

– Chodź, pójdziemy, zobaczymy – mówiła.

– No nie wiem – odpowiadał opornie.

– Nie bądź mięczak, nie daj się prosić – namawiała. – Zobaczysz, będzie fajnie. Idziemy. Jak się nam nie spodoba, to przecież nic nie musimy robić, możemy wrócić do domu. Ale zobaczyć warto, nie?

– No dobrze – zgodził się. – Skoro chcesz.

O seksie Emma mówi „zabawa”. O gadżetach, jakie bywają w nim wykorzystywane – „zabawki”. Swingersi to w jej języku „branża”, a ludzie spoza kręgu to „cywile”. Mężczyźni to „faceci”, a kobiety – „laski”. Opowiada o nich z ogromną łatwością. Zauważa, że mężczyźni z założenia są postrzegani jako dominujący, a to nieprawda. Mogą podczas zabawy odgrywać różne role, nie muszą być nawet specjalnie samczy, a najczęściej są słabi. Boją się, wstydzą. Nie potrafią zapanować nad sytuacją i tylko śmieją się głupio, kryjąc w ten sposób różne lęki.

Inaczej jest z kobietami. One w ogóle są w tych sprawach bardziej odważne, zdecydowane i otwarte na eksperymenty. Na przykład seks z drugą kobietą traktują w kategoriach rozwoju, przygody, nowego doświadczenia i w końcu przecież: dlaczego nie? O tym się dyskutuje chętnie, to nikogo nie dziwi, to jest wpisane w charakter spotkania swingersów.

Umówiła się z koleżanką Olgą oraz Karolem i facetem Olgi Pawłem na imprezę. W klubie była akurat drętwa atmosfera, może przez to, że był środek tygodnia, może przez późną porę. Nikt nie zabierał się do konkretów, wszyscy czekali na sygnał do akcji. Trzeba było to zmienić. Kobiety położyły się na materacu. Wokół nich zebrało się kilkunastu facetów, onanizowali się, patrząc, jak one pieszczą się wzajemnie. Robiły to na zachętę, ale żaden z nich się nie dołączył. W swingu jest też tak, że czasem mimo możliwości nic się nie wydarza. Orgia nie gwarantuje seksu i czasem nawet najpiękniejsze laski i najbardziej napaleni faceci wracają do domów niespełnieni.

– Mój mąż uratował w końcu męski honor, zaspokoił nas obie. Ale potem tydzień był wykończony i nic z niego nie miałam.

Dla Emmy mężczyźni to zdobycz, nie tylko seksualna. Lubi spędzać z nimi czas, rozmawiać. Nie ma natomiast wielu przyjaciółek. Zrozumiała, że będąc swingerką, może szukać relacji jedynie ze swingerkami. Wszystkie inne przyjaźnie czy znajomości zaczęły się jej kojarzyć z niezrozumieniem. Nie chciała być jak one, a one nie chciały, żeby była sobą.

– Jestem odrzucana przez inne kobiety, bo nie mam problemu z seksem. Mnie zniosą tylko takie, z którymi będę miała jakiś rodzaj rozstania, jakiś dystans na emocjach. Matka, z którą łączy mnie relacja tylko rodzinna. Albo daleka koleżanka na telefon, pani w sklepie, koleżanka od seksu, ale nie kobieta naprawdę bliska, przyjaciółka na dobre i złe, nieoceniająca, wspierająca, wyrozumiała, bliska.

Podaje przykład:

– Karol, zabrałeś prezerwatywy? – pyta męża, kiedy on przygotowuje się do wyjazdu firmowego na weekend.

– Tak, wziąłem.

– No to super, że nie zapomniałeś.

To jest nie do zniesienia dla innych kobiet, zauważa.

Jakoś po Wielkanocy wpada do Emmy i Karola koleżanka z mężem. Znajomi są spoza swingu. Owszem, wiedzą o nim, ale teraz Emma dowodzi, że zazdrość i troska o wierność małżeńską to przeżytek. Koleżanka siedzi na fotelu, patrzy na nią i próbuje nie zwariować. Przecież to wszystko dzieje się przy jej mężu. A co, jeśli i on powie któregoś dnia: „Kochanie, wyjeżdżam na weekend, ale nie martw się, wziąłem prezerwatywy”? To jest okropne, niedopuszczalne! Nienormalne po prostu! Więc koleżanka próbuje zmienić temat.

Ale mąż koleżanki też siedzi zaszokowany – bo nie chciałby, żeby jego kobieta, broń Boże, wyjechała gdzieś na weekend z paczką prezerwatyw, a bez niego.

– Upiekłam na święta ciasto – mówi jego żona. – Murzynka. Pyszne! Co nie? Kochanie, powiedz, że pyszne.

– Pyszne – potwierdza.

Emma nie wierzy własnym uszom. Może się przesłyszała?

– Myślę sobie, że już lepiej, żeby on na tym wyjeździe był przygotowany – podejmuje wątek. – Jedzie z koleżankami z pracy, popiją, pogadają, cholera wie, jak to się skończy.

– Z polewą – mówi tamta. – Wiesz, z czekoladową.

– Pyszne – powtarza odruchowo jej mąż.

Emma ustawiła więc samą siebie na zewnątrz kręgu kobiet. Zaczęła się im przyglądać. Zdziwiło ją, że dla wielu z nich od uczucia i namiętności ważniejsza jest rola mężatki z dziećmi, psem, kotem i domem za miastem, gotowanie i sprzątanie, opieka nad mężem i traktowanie go jako źródła dochodu. Emma też jest matką i żoną, ma dom, niemniej jednak dla niej oprócz pasji, poczucia humoru, inicjatywy i wspólnego śmiechu z głupot najważniejszy w związku jest dobry seks, a jeśli tego nie ma, to koniec.

Emma zauważa, że niektóre kobiety traktują seks jak obowiązek, a nawet jak grzech. Zdrada to dla nich największe zło, niewyobrażalne, coś, czego się nie wybacza i za co się karze. Tymczasem dla niej wierność seksualna to jest kulturowa bzdura i mit. Więcej: „To jest po prostu fikcja biologiczno-chemiczna ludzkich organizmów”. Wierność jest niemożliwa, a jeżeli ktoś ma libido na zdrowym poziomie, to musi zdradzać, myślą, mową, wzrokiem. A co dopiero czynem! Dlatego według niej lepiej się nie ograniczać, realizować marzenia i fantazje i być po prostu tym otwartym swingersem.

O swingu mówi się, że jest kontrolowaną zdradą. Niektóre osoby uważają, że słowo „zdrada” jest niestosowne. Inne, że „kontrolowana” to eufemizm. W każdym razie w tych zabawach wymienność partnerów następuje zgodnie z zasadami zazwyczaj ustalonymi wcześniej. Na zamkniętej prywatnej imprezie jest większe zaufanie niż w klubie, wszyscy się znają, przychodzą najczęściej w parach. To między tymi parami następuje wymiana. Ale mogą powstawać różne wariacje takiego układu. Czasem prywatna impreza to zbiór ludzi całkowicie anonimowych. Innym razem para, która pojawia się w klubie, rozchodzi się na czas imprezy, bawi z innymi bez kontroli.

Tego Karol nie toleruje.

Emma uważa, że właśnie to ma sens.

Według niej w swingu nie może być kontroli. To jest akt chwilowego zakochiwania się bez pamięci. Swing jest możliwy dlatego, że tworzy bezpieczną przestrzeń do realizowania potrzeb seksualnych i tam ważne są tylko ten moment i to zadowolenie. Trzeba wyłączyć ograniczenia moralne i głosy w głowie, które syczą, że pozwalając sobie na przyjemność, jesteś złym człowiekiem. A kiedy przychodzi smutek, jakiś żal za nieokreśloną stratą, to należy zdecydowanie odegnać te uczucia i powiedzieć sobie, że jest się sobą i że to właśnie jest najważniejsze.

– Moje życie jest moje – deklaruje Emma.

Karol w prezencie urodzinowym dla żony zorganizował w maju swingerską orgię. Rozesłał zaproszenia, wynajął duży dom w Wilanowie. Z ogrodu wchodziło się prosto do salonu wyposażonego w grube dywany, zamszowe kanapy i kryształowe żyrandole. W centrum salonu znajdował się duży dębowy bar, za którym stały dwie kelnerki. Śmiały się, podrywane przez panów, ale nie wchodziły w proponowane im układy. Były tam w pracy.

Urodziny Emmy trwały od osiemnastej do rana następnego dnia. Przyjechałem na czas. Najpierw było zwyczajne spotkanie znajomych, spośród których, owszem, z łatwością dawało się rozróżnić, kto jest swingersem, a kto nie. Swingerki trzymały się swojego dress code’u: obroża, skórzana opaska, wysoko zapinane buty, gorset czy stanik widoczny przez bluzkę z prześwitującego materiału – a czasem jego brak. Niektóre przyniosły w torebkach dilda i inne zabawki. Mężczyźni niczym się nie wyróżniali: niedzielny casual. Goście jedli, pili, rozmawiali. Zapoznawali się, całowali, witali wylewnie albo z dystansem. Było dużo kwiatów, prezentów, tort i Sto lat. Niektórzy rozsiedli się w ogrodzie, palili papierosy, sączyli wino lub drinki. Powoli atmosfera zaczynała gęstnieć. Trudno powiedzieć, jak to się stało i kiedy. Może działanie alkoholu, może rosnące z czasem podniecenie spowodowały, że niektórzy zaczęli się do siebie zbliżać i się dotykać. Śmiali się głośno albo tajemniczo szeptali. Cywile zrozumieli, że czas wracać do siebie.

– Andrzej, wychodzimy – zarządziła koleżanka Emmy spoza swingu.

– Tak szybko? – zapytał jej mąż.

Poszli. A za nimi kilkoro innych normalsów.

Zostałem.

Goście bawili się już odważniej. Kilka nagich osób siedziało w basenie, inne pływały. Było trochę śmiechu, trochę żartów, które wynikały z oczekiwania na to, kto zacznie. Zrobił to Karol, który pokazywał wszystkim swój tatuaż tygrysa na plecach, a także sterczącego penisa.

– Skurwysyn – mówili z uznaniem mężczyźni.

– Piękny – chwaliły panie.

Zadowolona Emma stała obok. Po chwili weszła do basenu.

Karol podpłynął do pięknej blondynki, zaczął pieścić jej piersi. Jej mąż skierował się do Emmy. Całowali się. Pojawili się inni. W parach, trójkątach, w kilka osób – zbliżali się do siebie, dotykali, pieścili. Po jakimś czasie wyszli z wody i udali się do ogromnego pokoju na górze. Tam położyli się na dużym materacu.

Kochali się.

Kobiety wypinały pośladki, dotykały leżących mężczyzn, pieściły ich, zaspokajały oralnie, siadały na nich, kładły się na plecach. Mężczyźni zmieniali partnerki, całowali je i lizali po całym ciele, piersiach i waginach.

Ktoś, kto by to obserwował z boku, mógłby powiedzieć, że to bachanalia.

I tym właśnie było.

5

Co weekend, czasem też w środy, Emma i Karol idą do klubu. Niekiedy wyjeżdżają poza Warszawę. Raz, dwa razy w roku na dużą imprezę organizowaną przez Liberte, legendę warszawskiego swingu. Krótkie przerwy kończą się zawsze zdwojonymi wysiłkami w poszukiwaniu intensywnych doznań. Emma przegląda profile internetowe, media społecznościowe, rozmawia z branżą i nawiązuje nowe kontakty. Ciągnie ją do ludzi, do nowych wrażeń, do świata po prostu, do życia!

Mąż? Jest wspaniały. Emma naprawdę go kocha.

A on kocha ją. Nie może bez niej żyć.

Dowód miłości Karola: kiedy Emma wyjeżdża, to mimo że ma całe łóżko dla siebie, śpi na swojej stronie i budzi się zwinięty tak, jakby ją przytulał.

Kiedy jej nie ma, cierpi. Emma to kobieta jego życia. Wielka miłość, która go owładnęła, właściwie nie wiadomo kiedy i jak. Owszem, pamięta pierwsze spotkanie, wyjazd na ślub znajomych, pierwszą noc i pierwszy seks. Ale to zaczęło się już wcześniej. Po nieudanej randce, na którą włożył koszulę z mankietami, po powrocie do domu myślał o Emmie i się masturbował. Nie chodziło jednak tylko o pożądanie. Było w niej coś takiego, co budziło opiekuńcze emocje. Chciał jej zaimponować, być dla niej lepszym, położyć jej świat u stóp.

Nie może powiedzieć, że był zdziwiony, kiedy pojawił się temat swingu. Apetyt Emmy na seks tłumaczył to doskonale. On też zresztą przecież do świętych nie należał, tylko włóczył się z dziewczynami – jak to opisywała matka – po spelunach i kurwidołkach. Zazwyczaj to były zupełnie zwyczajne mieszkania, czasem jakiś motelowy pokoik, czasem plener.

Reszta tekstu dostępna w regularnej sprzedaży.

Przypisy

[1] S. Sontag, Zapiski o kampie, przeł. D. Żukowski [w:] tejże, Przeciw interpretacji i inne eseje, przeł. M. Pasicka A. Skucińska, D. Żukowski, Kraków 2012, s. 369.

[2] Wyjaśnienia wybranych terminów dotyczących seksu znajdują się w słowniczku na końcu książki.

[3] Wszystkie cytaty biblijne w książce podano za Biblią warszawską.

WYDAWNICTWO CZARNE sp. z o.o.

czarne.com.pl

Wydawnictwo Czarne

@wydawnictwoczarne

Sekretariat i dział sprzedaży:

ul. Węgierska 25A, 38-300 Gorlice

tel. +48 18 353 58 93

Redakcja: Wołowiec 11, 38-307 Sękowa

Dział promocji:

ul. Marszałkowska 43/1, 00-648 Warszawa

tel. +48 22 621 10 48

Skład: d2d.pl

ul. Sienkiewicza 9/14, 30-033 Kraków

tel. +48 12 432 08 52, e-mail: [email protected]

Wołowiec 2020

Wydanie I