Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
W Szkole Astromagów wszystko jest możliwe!
Na szczycie Góry Astromagów działa niezwykła szkoła, a w niej uczą się dzieci wybrane przez los – każde z nich ma na dłoni tajemniczy symbol, świadczący o magicznych zdolnościach. Szkoła Astromagów to miejsce, w którym nauka magii przeplata się z obserwacją gwiazd, a każdy dzień przynosi coś nieoczekiwanego!
Gdy Słońce wchodzi w znak Byka, kolejni uczniowie i astromagowie muszą stawić czoła nie lada wyzwaniom. Wśród nich jest nieśmiała, kochająca przyrodę Nika, która mierzy się nie tylko z budzącą się w niej, niepokojącą mocą, lecz także z kłopotami rodzinnymi i niechęcią kolegi z klasy.
Na czym polega moc Niki? Czu usychające Drzewo Astromagów to zła wróżba? I czy pierwszakom w końcu uda się odnaleźć zaginioną Lu-Lu?
„Moc z głębi ziemi” to pełna przygód opowieść o odkrywaniu własnych możliwości, mierzeniu się z niepewnością i sile przyjaźni. Idealna dla fanów magii, szkolnych historii i świata, w którym każdy talent ma znaczenie.
„Szkoła Astromagów” to bestsellerowa seria dla dzieci autorstwa Anny Włodarkiewicz („Gaja z Gajówki”), z ilustracjami Aleksandry Zapotocznej. Opowiada o grupie uczniów niezwykłej szkoły, w której codzienność wyznaczają tajemnice, nauka magii i obserwacja gwiazd. Każdy tom to nowa przygoda, zagadki do rozwiązania i wyzwania uczące współpracy, odwagi i zaufania do własnych umiejętności. To seria pobudzająca wyobraźnię i wciągająca od pierwszych stron! „Szkoła Astromagów” zaprasza czytelników do świata, gdzie magia splata się z przyjaźnią i odkrywaniem siebie.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 83
Rok wydania: 2026
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Redaktorka inicjująco-prowadząca: Urszula Pitura
Redakcja: Katarzyna Rogowska
Korekta: Anna Burger
Projekt okładki i liternictwo: Agata Łuksza
Copyright © 2026 for text by Anna Włodarkiewicz
Copyright © 2026 for illustrations by Aleksandra Zapotoczna
Copyright © 2026 for the Polish edition by Świetlik, an imprint of Wydawnictwo Kobiece Agnieszka Stankiewicz-Kierus sp.k.
Wszelkie prawa zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości bądź fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody posiadacza tych praw jest zabronione.
Wydanie I
Białystok 2026
ISBN 978-83-8417-559-0
Grupa Wydawnictwo Kobiece | www.WydawnictwoKobiece.pl
Na zlecenie Woblink
woblink.com
plik przygotował Jan Żaborowski
O losach krainy Lunarii i Góry Astromagów decyduje 12 Wielkich Astromagów.
Każdego roku na Górę Astromagów wędruje dwanaścioro dzieci obdarzonych mocą. Po ukończeniu szkoły uczniowie dostają tytuł astromaga.
Astromagowie władają magią astralną i lunarną.
Tkają nici losu dla mieszkańców Księżycowej Doliny i w ten sposób zapewniają im dobrobyt i szczęście.
Tworzą kamienie lunarne, dzięki którym działają różne urządzenia.
Czym jest magia zodiakalna??? Ha! Dobre pytanie!
Po czym poznać, że ktoś ma moc? Na jego dłoni widnieje świetlisty znak zodiaku.
Spieszę zanotować, że wiele się ostatnio u nas wydarzyło. Od powrotu magii zodiakalnej Barany zgłębiały nowe zdolności na zajęciach z mistrzem Szo. Wśród nich oczywiście nasza Irys, która – z przykrością muszę stwierdzić – na początku zupełnie nie panowała nad ognistym żywiołem.
Mistrz Eneko – wielki przeciwnik magii zodiakalnej – też nie próżnował. Powołał Szkolną Straż, a jej członkowie mieli zapisywać wszystko, co robią Barany. Jednocześnie oznajmił, że pracuje nad zaklęciem trwale wygaszającym czar-ogień. Nigdy o czymś takim nie słyszałam!
W Szkole zrobiło się niezłe zamieszanie, gdy króliki mistrza Sola zmieniły się w kicaki i zaczęły wybierać sobie towarzyszy. To był dziwny dzień! Niektórzy mówią, że to dowód na powrót potęgi astromagów, inni wieszczą nasz rychły koniec (podsłuchałam, że splatane nici losu są coraz cieńsze, a na Wieży pojawiają się kolejne pęknięcia). Razem z Nimem i Irys staraliśmy się odnaleźć Lu-Lu (to dziecko zdaje się dużo o wszystkim wiedzieć!), ale na razie bez rezultatu.
Na dodatek Irys w przypływie emocji skierowała czar-ogień przeciwko Monie ze Szkolnej Straży! I co? Zamiast zachować się odpowiedzialnie, uciekła do rodzinnego domu w obawie przed konsekwencjami! Na szczęście wszystko skończyło się dobrze. Aha, przy okazji Irys odkryła, że jej czar-ogień ma moc uzdrawiania. (To trzeba zgłębić!)
Za parę dni Słońce wchodzi w znak Byka. Coś mi mówi, że znów czeka nas sporo nowości.
Gdyby mnie pytano o zdanie, powiedziałabym, że wszystkie znaki dostaną swoje moce.
Miałam dziś niezwykły sen. Śniło mi się, że Górę Astromagów znów porastała bujnie zielona gęstwa, jak to ponoć było w dawnych wiekach. Wśród traw ścieliły się kwiatowe kobierce, a na drzewach tyle było liści, że prawie przysłaniały gałęzie. Przecudny to był widok. Gdy zbudziłam się rano i wyjrzałam za okno, poczułam głęboki żal za tym, co minione.
Wpis z pamiętnika mistrzyni Kuni18 IV 1224 rok WA
Na scenę wchodzi Nika…
W szklarni było ciepło i wilgotno, a także cicho, choć przy grządkach pracowała gromadka uczniów. Nika ostrożnie rozchyliła świeżo wyrosłe łodyżki gwiezdnego groszku i chwyciła palcami źdźbło, którego nie powinno tam być. Uśmiechnęła się z zadowoleniem. Górka wyrwanych przez nią chwastów rosła jak na drożdżach. Nice przeszło przez myśl, że to naprawdę ciekawa sprawa z tymi roślinami na Górze Astromagów. O te cenne trzeba było walczyć, stosować wymyślne nawozy, regularnie podlewać, chuchać i dmuchać, podczas gdy chwasty rosły sobie bujnie, ot tak, bez niczyjej pomocy.
„Dobrze, że jest przy tym tyle pracy – pomyślała Nika – bo można się czymś zająć, zamiast w kółko i w kółko rozmyślać o…”
– Och, mam! Jest! – zawołał mistrz Aster. – Chodźcie tu prędko!
Uczniowie zostawili grządki i spiesznie zebrali się wokół nauczyciela. Po jego otwartej dłoni dreptał w kółko maleńki zielony owad.
– To jest właśnie zielowróżb – wyjaśnił astromag. – Wspominałem wam o nim ostatnio.
– Zielowróżby pojawiają się na wiosnę i można z nich wróżyć roślinny urodzaj – wyrecytowała Nika. – Gdy jest ich więcej, spodziewamy się dobrych zbiorów. A gdy jest ich mało…
– Zawsze jest ich mało – przerwała jej Zarra, trzecioroczniaczka, która również uwielbiała kółko przyrodnicze mistrza Astra. – To znaczy od bardzo, bardzo, baaardzo dawna nie było ich dużo.
– To prawda – zgodził się z nią nauczyciel. – Co oznacza, że musimy wyjątkowo troskliwie dbać o nasze grządki, aby coś na nich w ogóle wyrosło. Co zwykłem powtarzać?
– Liczy się każdy liść – powiedziała Zarra.
– Liczy się każdy kwiatek – dodała Nika i spojrzała na swoją grządkę, gdzie od kilku dni wśród zieleni różowiły się nieśmiało kwiatki gwiezdnego groszku.
– A każdy owoc to cud – szepnął drobny chłopiec z drugiego roku, który miał na imię Czu i był najbardziej nieśmiałym stworzeniem, jakie Nika kiedykolwiek poznała.
Gdy mistrz Aster przekładał zielowróżba z powrotem na grządkę, na jego dłoni błysnęło kółko z rogami – znak zodiakalnego Byka.
– No, wracaj do swoich zielonych ziomków – rzekł. – Róbcie, co do was należy.
– One pomagają, prawda? – zapytała Nika. Wzrokiem śledziła małego owada, który wpełzł między grudki ziemi.
– Tak, to wielce pożyteczne maluchy – przytaknął mistrz Aster. – Odpędzają szkodniki, leczą choroby korzenia i… więcej opowiem wam kolejnym razem, moje ciekawskie ludki, bo właśnie skończył nam się czas. Mistrzyni Zerka pewnie już podskakuje żwawo na podeście.
– No nie, spóźniłam się – wyszeptała ze zgrozą Nika. – I jak nic dostanę uwagę. Albo gorzej. Dlaczego nie patrzyłam na zegarek?!
Pospiesznie przeniosła swoją kupkę chwastów do kompostownika, obmyła ręce nad zlewem i zaczęła mocować się z upartym supłem fartucha. Z pomocą pospieszyła jej Zarra. Po chwili wszyscy podopieczni mistrza Astra zdążali już ku dziedzińcowi, gdzie rozdzielili się, by dołączyć do swoich grup.
– Oj, przepraszam, muszę przejść, przepraszam – mruczała Nika na prawo i lewo, gdy kluczyła między uczniami i wypatrywała Baja i Uny, najwyższych spośród pierwszaków. Odetchnęła z ulgą, gdy spostrzegła ich zaledwie parę metrów dalej.
– Raz, dwa, prawa, lewa! – wołała tymczasem do megafonu mistrzyni Zerka. – Raz, dwa, prawa, lewa! Wszyscy maszerują do rytmu i nikt z nas nie ziewa!
– A ja ziewam, ziewam i nie przestanę – marudziła Irys, która jak zwykle ćwiczyła bez zapału. – A to dlatego, że jedna z was dziś chrapała. I to chrapała tak potężnie, jakby waliła się Wieża Astromagów.
– To Aria – stwierdziła Gabi. – Mnie też obudziła, ale potem włożyłam do uszu zatyczki i spałam jak dzidzia.
– Ona tak chrapie przez katar – oceniła fachowo Una. – Ja też chrapię, gdy mam zatkany nos. Oby mnie nie zaraziła. To by fatalnie wpłynęło na moją kondycję!
– A gdzie ona się… podziewa? – wydyszała Irys. – Do tej pory ani razu… nie opuściła gimnastyki.
– Nie wiesz? – zdziwiła się Una. – W tym tygodniu zamiast ćwiczyć, ma wdychać ziółka nad garnkiem w skrzydle szpitalnym. Zwalniać z gimnastyki z powodu zwykłego kataru?! Też mi coś. Moim zdaniem to skandal.
– Ej, pierwszoroczniaki! Ćwiczymy, nie gadamy! – wykrzyknęła radośnie mistrzyni Zerka. – A teraz raz, dwa, w górę, siup! I jeszcze: raz, dwa, w górę, hop!
– Tej to dobrze – jęknęła Irys. – Też bym wolała sterczeć nad garnkiem, zamiast się tu męczyć. O, hej, Niko! Czy ty się aby nie spóźniłaś? Uuu, to zupełnie do ciebie niepodobne.
– Tylko dwie minuty – szepnęła Nika i spojrzała zlękniona na nauczycielkę. – Przedłużyło się nam kółko przyrodnicze. Mistrz Aster znalazł zielowróżba i chciał…
– Nooo, a teraz ziewam jeszcze bardziej, bo Nika gada o roślinach – poskarżyła się Irys.
– Nie, nie, zielowróżb to nie roślina, tylko owad!
– Owad? – zainteresował się Jonek. – Jak owad, to chętnie posłucham. Właśnie opracowuję mój owadnik i liczę na nowe znaleziska. Z waszych min wnioskuję, że nie wiecie, o czym mówię, więc tłumaczę. Owadnik to taki zeszyt jak zielnik, tylko o owadach.
– Ludzie, ratujcie – jęknęła Irys. – Owady są jeszcze nudniejsze od roślin! Będę pierwszą osobą zmarłą z nudów. A mogłam leżeć w łóżku pod kołdrą, z moim przytulaśnym kicaczkiem.
– Wciąż go nie nazwałaś? – zdziwił się Nim.
– Bo jemu żadne imię się nie podoba! – wyjęczała Irys. – Gdy go wołam, patrzy na mnie z wyrzutem, jakby chciał powiedzieć: „Chyba sobie żartujesz!”.
– A teraz już nie skaczemy, tylko wyciągamy ręce do słońca, które tego ranka wkroczyło w kolejny znak! – zawołała mistrzyni Zerka, a w jej głosie zadźwięczała ekscytacja. – Moje drogie Byczki, złocista uwaga naszej gwiazdy skupia się teraz na was!
Nika zmarszczyła brwi. To właśnie ten temat nie dawał jej ostatnio spać. Nie lubiła być w centrum uwagi, a tu jak na złość od kilku dni pozostałe pierwszaki bacznie jej się przypatrywały i w kółko snuły teorie o jej przyszłej magii.
– Taaak, na scenę wchodzi Nika, Nika spod znaku Byka! – zaśpiewała głośno Irys, po czym położyła ręce na ramionach Niki i potrząsnęła nią solidnie. – Patrzcie, to jest nasz Byczek! I wszyscy jesteśmy ciekawi, jaką dostanie moc!
Tego było zbyt wiele! Nika zapragnęła zmienić się w zielowróżba i skryć w ziemnej jamce.
– Jeśli dostaniesz czar-ogień, pomogę ci go oswoić – obiecała jej Irys.
– No co ty! – zawołała Una. – Byki to żywioł ziemi, więc Nika dostanie jakąś ziemną magię.
– Ostrzegam, że jeśli będzie związana z owadami i innymi żyjątkami, to będę ci bardzo zazdrościć – zaznaczył Jonek.
– O fuj! – Gabi się skrzywiła. – Na co komu robaki? Niech lepiej wyszukuje w skałach szlachetne kamienie. Mogłabym z nich robić biżuterię!
– A ja myślę, że to będzie coś potężniejszego! – zapalił się Nim. – Może będziesz umiała wywoływać trzęsienia ziemi. Jeju, ale by się wszyscy ciebie bali!
– Wolałabym… nie – wybąkała Nika.
– A teraz wspinamy się na palce! – wykrzyknęła mistrzyni Zerka. – Rośniemy jak drzewa! Przypominam pierwszakom, że drzewa nie gadają!
– Ej, powiedz mi, no wiesz, w tajemnicy – szepnęła Irys do Niki. – Czy ostatnio czujesz silniej swoją moc?
Nika uciekła wzrokiem przed ciekawskim spojrzeniem koleżanki. Co właściwie miała jej powiedzieć? Irys regularnie chwaliła się ciepłem w koniuszkach palców. Nim raz czy dwa wspomniał szeptem o jakiejś magicznej nici. Una mówiła, że czasem dziwnie szumi jej w głowie. Ale Nika… nigdy nie wyczuwała w sobie magii.
A jeśli wcale nie była magiczna, co wtedy? Czy w ogóle zależało jej na mocy? Oczywiście widziała, ile radości sprawia Baranom czar-ogień, ale przecież czasem więcej było z nim kłopotów niż przynosił pożytku.
„Tak, chciałabym mieć moc, ale bezpieczną – uświadomiła sobie nagle, gdy szli już na śniadanie. – Nie chcę zionąć ogniem ani wstrząsać ziemią. A najbardziej w świecie nie chcę, żeby inni tak się tym interesowali. Proszę, proszę, niech zostawią mnie w spokoju”.
I z tą myślą stanęła w kolejce po śniadanie. Gdy jednak odebrała swoją tacę i zobaczyła, co leży obok miseczki z owsianką, przekonała się, że jej życzenie o spokoju na razie nie ma szansy się spełnić.
Dalsza część w wersji pełnej
Okładka
Karta tytułowa
Karta redakcyjna
Spis treści
To i owo o Szkole Astromagów
Z dziennika Arii
1. Na scenę wchodzi Nika…
Okładka
Strona tytułowa
Strona redakcyjna
Spis treści
Meritum publikacji
